Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej pracy

      • filemon_177 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 21.07.06, 10:26
        Historia z początku mojej pracy w sekretariacie. Było dużo zajęć, ale zdarzały
        się też chwile luzu. Wyciągałam wtedy gazetę i coś tam udawało mi się
        przeczytać. Kiedyś razem z prezesem rozwiązywaliśmy krzyżówkę. Pytam: szefie,
        jak się mówi na ogon zająca? On mi na to "Niech pani pójdzie do głównego
        księgowego (za ścianą). On będzie wiedział." No ja buch w sąsiadujące drzwi i
        pytam od progu o ten ogon zająca. Księgowy (facet ok. 60, choleryk) zabulgotał,
        poczerwieniał i z zaciśniętymi ustami wysyczał "Omyk". Wpadam spowrotem do
        sekretariatu: "No i udało się pani dowiedzieć?" - prezes się śmieje. Wtedy
        dotarło do mnie jaką gafę popełniłam. Główny księgowy nazywał się Zając.
      • filemon_177 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 21.07.06, 10:41
        Historia druga.
        Firma współpracowała z klientem z Węgier. Pewnego razu dotarł towar do Polski,
        ale trzeba było złożyć reklamację, bo myszy pogryzły kilkanaście worków. W
        branży spożywczej wykluczało to dopuszczenie towaru do obrotu w kraju. Nikt nie
        znał węgierskiego (czemu nie ma się co dziwić). Ja zaczęłam wyjaśniać powody
        reklamacji po angielsku, ale Węgrzy nie znali angielskiego tylko niemiecki. No
        to mój szef zabrał mi słuchawkę telefonu i tłumaczy (będę pisać
        fonetycznie) "miki maus saki (to chyba po ros. worki) am, am."
        Myślałam, że umrę ze śmiechu. A musiałam się powstrzymać, bo to szef był
        przecież. Z drugiej strony Polak potrafi (porozumiewać się pomimo braku
        wspólnego języka)
        • Gość: :):):) Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.06, 18:28
          "miki maus saki (to chyba po ros. worki) am, am."
          lo Jezusicku .... poplakalem sie ze smiechu :))))))))))))
          • framberg Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 31.07.06, 14:09
            Świetne.
            Spotkałem się z czymś podobnym ale nie tak dobrym;-)
        • wolfspider Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 08.08.06, 14:48
          Nie no spadlem z krzesla!!!!Gratulacje.
        • Gość: freevolna do filemona_177: plagiat!!!! IP: *.it-net.pl 10.08.06, 01:47
          z tą miki maus. chyba ze pracowalas w krakowskiej firmie owocowo- warzywnej i
          jestes meżczyzną. a fe.
          • Gość: freevolna Re: do filemona_177: plagiat!!!! IP: *.it-net.pl 10.08.06, 02:06
            poza tym o miki maus nie gaworzyl szef tylko jeden ze wspólpracowników, a
            zającem nie byl ksiegowy, tylko drugi szef. a z ciebie taka sekretarka, jak ze
            mnie matka- polka, kocie.
          • filemon_177 Odpowiedz do freevonej (freevolnego) 18.08.06, 11:06
            Witam
            Dawno tu nie zagladałam, a tu proszę taaakie bzdury! Posądzenie o plagiat!!!
            Nie pracuję w krakowskiej firmie. Pracuję za to z tym samym szefem, ktory mnie
            wypuścił na księgowego. Drugi ze wspolnikow (ten od Miki Mouse) trochę się na
            mnie obraził, bo sprzedałam tą historyjkę jako dowcip (bez nazwisk oczywiście).
            Ale to była pierwsza dekada lat 90tych.
            Oblicz więc sobie ile lat pracuję, ile mam lat i czy w związku z tym moge być
            kobietą.
            Pozdrawiam
            • filemon_177 Re: Odpowiedz do freevonej (freevolnego) 18.08.06, 11:36
              Sorry. Dla ułatwienia obliczeń, a co za tym idzie ustalenia płci, muszę lepiej
              sprecyzować, bo mi się trochę pospieszyło z odpowiedzią.
              Obie historie z pracy zdarzyły się w pierwszej połowie dekady lat 90tych (czyli
              90-95 rok)
        • Gość: visenna Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ew.pl 25.08.06, 13:17
          am am!!!!!

          siedze sama w pokoju własnie - i rycze ze smiechu... weszla kolezanka zza
          sciany, zeby spytac, co sie stało.. wiec ryczymy obie..
          miki maus!!!
          am am!!
      • toja365 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 21.07.06, 11:56
        Mam bardzo serdecznego kumpla z niesamowitym poczuciem humoru. Zawsze składamy
        sobie dosyć specyficzne zyczenia imieninowe, a od co najmniej dziesięciu lat
        przy każdych życzeniach umawiamy sie o 20 w parku pod fontanna.W listopadzie
        były jego imieniny.W komorce miałam go zapisanego jako Cichy a mojego szefa tuż
        pod nim jako Cichy S., bo nazywali sie identycznie.Wracałam z delegcji
        samochodem, było juz dosyć poźno, wiedziałam,że nie zdażę do domu przed
        północą,żeby spokojnie napisać siedząc w fotelu. Jadąc więc wklepałam
        następujące życzenia " Łysy życzę Ci kasy, miłości i sexu.Nasze spotkanie w
        parku pod fontanną o 20 jest aktualne" Wysłałam.Następnego dnia zaraz z samego
        rana mam wezwanie do szefa.Poszłam na luzie, bo to standard.Weszłam, a szef mówi
        do mnie tak " Dziekuję za życzenia,choć imieniny mam dopiero w czerwcu, ale
        kasy,miłości i sexu nigdy dosyć. Jednak spotkanie pod fontanna odpada.Za zimno"
        I zaczął się smiać, bo na całe moje szczęście szef ma poczucie humoru.Od tamtej
        pory nigdy nie wysyłam sms-ów jadąc samochodem:-)))
      • vanee Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 21.07.06, 13:29
        Pracuję w firmie zarządzającej NBwW (Najpiękniejszym Budynkiem w Warszawie :) )
        czyli w Zarządzie Pałacu Kultury i Nauki...
        Podzielę się jedną z historyjek, która akurat przydarzyła mi się osobiście.

        Późnym wieczorem dzwoni do mnie Dowódca Warty i tłumaczy, że jestem jedynym
        pracownikiem biura w tej chwili w pracy. A jest problem...

        Czy zauważyliście, że wokół Pałacu prawie wcale nie ma gołębi? Bo mamy pod
        iglicą gniazdo sokołów wędrownych (które zazwyczaj nie zakładają gniazd, ale
        jesteśmy przyzwyczajeni do różnych dziwnych rzeczy :) ), które są gołębiożerne.
        Przez jakiś czas naukowcy PANu podglądali pisklęta używając zainstalowanej
        kamery w ich gnieździe.

        I Dowódca mówi mi, że z gniazda wypadło pisklę sokoła i z uszkodzonym skrzydłem
        kuśtyka po dziedzińcu wewnętrznym.

        MWAAAA!!! Co robić?! Wiem, że sokoły są pod ochroną. I jeszcze to biedny
        pisklaczek...

        Dzwonię do Ptasiego Azylu w ZOO. Dzwonię i dzwonię (późno było). Odebrał ichni
        ochroniarz. To mu mówię, że mamy SYTUACJĘ i że powinna przyjechać jakaś ekipa
        do ratowania zagrożonych ptaków itp.
        A on mi mów, że oprócz niego nikogo nie ma i że oni po ptaki nie jeżdżą, i że
        jak przywieziemy, to przyjmą.

        Ciśnienie mi rośnie. Konferuję z naszą Ochroną, muszą sobie poradzić. Służba
        nie drużba, schwytali ptaszka delikatnie mu się narzucając (a dokładniej kurtkę
        na niego) i zawieźli.

        Kilka dni później zagaduję wartownika o pisklę i widzę jak mu się mina
        wydłuża...

        Okazało się, że to wcale nie było pisklę. Był to dorosły, zaobrączkowany samiec
        sokoła, z Gdańska. Najprawdopodobniej dobierał się do naszej pani sokołowej i
        pan sokół mu wybił zaloty z głowy...
      • Gość: TomaszKa Jak Anieli IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 23.07.06, 18:31
        Usłyszałem ją, siedząc w toalecie. Podtarłem tyłek. To mnie uspokoiło. Odtąd,
        gdy pani menedżer brała mnie na dywanik, zwierałem i rozwierałem zwieracze. Ona
        wytykała niedociągnięcia, ja w myślach odliczałem: 1, 2, 3. Biłem rekordy.
        Wykonałem podczas jednej nasiadówki 473 zwarcia! Nie przewidziałem jednak
        problemu erekcji…
        Składałem raport, którego nie zdążyłem przygotować. Kryłem wzwód za kartką. Ona
        ganiła, ja maskowałem orgazm na pół gwizdka. Szefowa coś zauważyła. Odtąd
        oszczędzała mnie. Ja jednak uzależniłem się. Chodziłem do niej z własnej
        inicjatywy. Zanosiłem sprawozdania i analizy. Ona nie komentowała…
        Ostatnio szefowa rozmawiała o mnie z prezesem dużego koncernu. Wizja kariery
        nęciła. Słyszałem jednak, że tam ludzie kochają się ze sobą jak króliki. Ciągle
        w innych parach. „To plotki zazdrośników”, powiedziała. „Oni są szczęśliwi, bo
        mogą pracować. Pracują i są szczęśliwi.” „Jak anioły?”, spytałem. „ Tak, jak w
        niebie anieli”.
        Poważnie zastanowię się nad tą propozycją.
        • zoltra Kolega 23.07.06, 18:47
          Pracowałam w Niemczech na winnicy ,szef zaproponował abym kogoś znalazła,
          znajomy miał każdą sobotę wolną więc od razu poszłam do niego.
          Na drugi dzień już mieliśmy wyjeżdżać a kolegi nie ma , zjawił się po paru
          minutach nie gotowy ,okazało nie miał sznurówek w butach i musieliśmy jakieś
          kombinować. Szef spoglądał tylko na zegarek i kręcąc głową mruczał.
          Potem było cięcie i noszenie koszy na dół kumpel nosił na zmianę z innym tamten
          zdążał a ten oczywiście nie ,w pewnym momencie szef musiał iść zobaczyć czy coś
          się nie stało bo go długo nie było okazało się że siedział sobie i palił jak
          gdyby nigdy nic a na pytanie co wyprawia odpowiedział
          NO przecież się nie rozerwie
          Czarę goryczy przelał fakt że położył na siedzeniu w aucie poduszkę i zasiadł w
          najlepsze a wszyscy szukali worka z kanapkami który był pod poduszką.
          Co się działo potem to tego już wam nie opowiem ale szef nawet nie chce słyszeć
          o moim koledze :-)
      • Gość: rybka Nemo Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.w83-196.abo.wanadoo.fr 24.07.06, 22:51
        Wesoły slang Służby Zdrowia.
        Pracowałam kiedyś na bloku operacyjnym, gdzie częstymi pacjentami były także
        dzieciaki - zabieg zawsze w znieczuleniu ogólnym.
        Dzień jak co dzień, wszyscy zajęci czym do nich należało - wiadomo operacja w
        toku. Wtem wchodzi oddziałowa, rozgląda się i rzuca ogólne pytanie w celu
        ogarnięcia galimatiasu w personelu:
        - Co robi (dajmy na to) Ania (pielęgniarka anestezjologiczna) ???
        Odpowiedź: ROBI (znieczula) Z DOKTOREM (anestezjologiem) DZIECKO !
        Tekst, z którego śmieję się do dzisiaj.
        Pozdrawiam dzielnych pracowników Służby Zdrowia!
      • marsupilami25 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 24.07.06, 23:00
        Wesoły slang Służby Zdrowia.
        Pracowałam kiedyś na bloku operacyjnym, gdzie częstymi pacjentami były także
        dzieciaki - zabieg zawsze w znieczuleniu ogólnym.
        Dzień jak co dzień, wszyscy zajęci czym do nich należało - wiadomo operacja w
        toku. Wtem wchodzi oddziałowa, rozgląda się i rzuca ogólne pytanie w celu
        ogarnięcia galimatiasu w personelu:
        - Co robi (dajmy na to) Ania (pielęgniarka anestezjologiczna) ???
        Odpowiedź: ROBI (znieczula) Z DOKTOREM (anestezjologiem) DZIECKO !
        Tekst, z którego śmieję się do dzisiaj.
        Pozdrawiam dzielnych pracowników Służby Zdrowia!

        Skleroza zapomnieć o logowaniu.
      • agulha Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 25.07.06, 01:45
        Trochę mało związana z pracą, ale jednak. Wzięłam piątek wolny i pojechałam na
        weekend. W piątek późnym popołudniem dostaję sms-a: I JAK TAM ROSOŁEK? Numeru
        nie ma w książce telefonicznej komórki, a ja nie kojarzę. Odpowiadam więc:
        PRZEBÓG, JAKI ROSOŁEK I KTO PYTA? Bo jako żywo nie miałam w planach ani
        gotowania, ani jedzenia zupy. Zadzwoniła kontrahentka z projektu, który się
        przed rokiem skończył. Przeprosić. Jej koleżanka jest chora, i ona jej kazała
        kurować się rosołkiem. Wykazała troskę, wysyłając sms, tyle że ma mnie nadal w
        książce telefonicznej no i sms poszedł do mnie :-)).
      • mjslon Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 25.07.06, 10:30
        Dawno temu zatelefonowałem do kolegi z innego działu (identyfikacja numeru była
        jeszcze SF)i powiedziałem, że numer do niego otrzymałem od ochrony budynku, że
        go strasznie przepraszam (przez cały czas nie dając mu dojść do słowa ani nie
        precyzując celu rozmowy). W końcu poinformowałem go o drobnym wypadku na
        parkingu z udziałem jego zaparkowanego auta i prośbą o zejście na dół. Kumpel
        rzucił słuchawka i poleciał. Oczyiście reszta załogi wiedziała o żarcie wiec
        podczas obserwacji swojego auta towarzyszył mu smiech z góry...
        Kolega wrócil i powiedział, że sie jeszcze policzymy.... i tak sie stało pół
        roku później sprzedał mi to auto....
      • mjslon Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 25.07.06, 10:39
        Dyrektor w mojej firmie kazał mi przestawić swój wóz pod magazyn, zapakować i
        odstawić na parking. Nie bardzo miałem na to czas, nie była to też moja działka
        a ponad to nie miałem jeszcze prawa jazdy (jeździć potrafiłem). Mocno się
        wykręcałem od tego zadania, aż dyrek zaczął po mnie jechac: tak k...a jeździc
        nie potrafisz itd. OK, OK zabrałem kluczyki i zrobiłem co chciał.
        Gdy wracałem do biura (lekko zmęczony) spotkałem dyrka na schodach, który pyta:
        i co? Nie wiem co mi do głowy strzliło ale zacząłem go przepraszać, że taką
        małą ryskę zrobiłem z boku auta i wogóle. Dyrek zbladł i nic nie mówi (a furą
        było nowe volvo) odczekałem zanim nastąpił wybuch i powiedziałem, że żartuję.
        Więcej nie pakowałem (i nie jeździłem) jego autem ... żadnym :)
      • alterra Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 25.07.06, 15:02
        w młodości pracowałem trochę na budowach, i mimo że nie wylewałem za kołnierz,
        skala "spożycia" i wynikających stąd różnych interesujących sytuacji dalece
        przerosła moje młodzieńcze wyobrażenia o granicy ludzkich możliwości. Sytuacje
        bywały żałosne i tragiczne; jedna ze śmieszniejszych to kiedy na budowę osiedla
        przywieźli hufiec OHP (jeśli ktoś nie pamięta -drużyny 17-18 latków, najczęściej
        z małych miasteczek, zarabiających w ten sposób jakieś drobne na wakacje). W
        poniedziałek pojawili się na budowie (pierwszy tydzień w wielkim mieście poza
        kontrolą rodziców...) w stanie pożałowania godnym, zielonkawi i rzygający po
        kątach. Mieli zalewać betonem z pompy szpary między płytami stropowymi. Zanim
        ktokolwiek się spostrzegł, zalali pion wentylacyjny od piwnicy po 8 piętro.
        Niestety, beton stężał zanim ktoś wpadł na pomysł żeby go wypłukać. To co się
        wylało z otworów wentylacyjnych jakoś się dało skuć. No i blok z zatkanym jednym
        pionem (ciekawe jak to potem odebrali) stoi do dzisiaj... przypadkiem mieszkam
        niedaleko...
        Ale to nic w porównaniu z przygodami mojego znajomego ze studiów, który uparł
        się robić staż do uprawnień na dużej i prestiżowej budowie późnego socjalizmu
        ;-) Musiał się przenieść na mniej prestiżową, bo nie był w stanie zapanować nad
        budową, a próby dostosowania do sytuacji powodowały,że wątroba mu nie wytrzymywała.
        Jedna z historyjek: koło 12 jeden z opieprzających się zbrojarzy usiłuje wywołać
        na dół kumpla tynkarza, który na 2 piętrze tynkuje torkretnicą (takie działko
        natryskujące zaprawę na ściany). Na rusztowaniu. Kumpel jest potrzebny w celu
        obalenia klina, świeżo dostarczonego i bardzo wszystkim potrzebnego. Torkretnica
        hałasuje, więc trzeba zwrócić uwagę kumpla przez szarpanie za wąż dostarczający
        zaprawę. Szarpanie skutkuje ściągnięciem kumpla razem z torkretnicą i kawałkiem
        rusztowania z drugiego piętra lotem swobodnym. Kumpel po upadku leży nieruchomo,
        żyje, ale jest nieprzytomny. Ktoś wzywa pogotowie, które przyjeżdża w tempie
        ekspresowym już po dwóch godzinach, niestety, w międzyczasie leżący ocyka się,
        podnosi o własnych siłach i oddala w niewiadomym kierunku. W związku z tym
        pogotowie z nadmiaru dobrych chęci bierze pierwszego leżącego z brzegu, którym
        akurat okazuje się odsypiający klina majster zbrojarzy. Ponieważ majster znika
        bez wieści (razem z jakimiś kluczami do magazynka z elektrodami, które ma tylko
        on) budowa częściowo staje do następnego dnia. Nazajutrz majster się nie
        pojawia, więc trzeba magazynek otworzyć łomem, a zawartość okazuje się całkiem
        nieoczekiwana... ale to już następna z historyjek...
      • buffo10 Pierwsza praca... 25.07.06, 16:07
        Zaraz po studiach, pełna ambicji i zapału do pracy niefortunnie rozpoczęłam
        życie zawodowe w instytucji, w której było dwa razy więcej pracowników niż pracy
        do wykonania. A pracy, która była do zrealizowania i tak nie było komu zrobić,
        bo każdy głowił się nad tym jak „udawać”, że intensywnie pracuje. Dodam, że
        wbrew pozorom wszystko działo się w dzisiejszych czasach i to całkiem niedawno.
        Pewnego dnia, kiedy musiałam wykonać jedno ze swoich zadań, od współpracowników
        z sąsiedniego pokoju, w którym znajdowała się nasza wspólna drukarka usłyszałam,
        że mam na razie nie korzystać z opcji drukowania. Po kilku godzinach, kiedy
        nawet nie przyszło mi do głowy, że „zakaz” drukowania może trwać nadal,
        postanowiłam drukować. Kiedy weszłam do pokoju obok po wydruk, poznałam powód
        uprzedniego zakazu – na złączonych kilku krzesłach spała jedna z pracownic,
        która właśnie obudzona przez hałas drukarki raczyła ospale wstać i bez żadnych
        skrupułów zasiadła do swojego biurka.


      • floon Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 26.07.06, 13:05
        Zawsze miałem skłonność do popełniania gaf a kiedy orientowałem się co zrobiłem
        błagałem niebiosa aby ziemia się rozstąpiła i uchroniła mnie przed pełnym
        politowania wzrokiem rozmówców. Moja ówczesna szefowa – profesor UW – została
        uhonorowana pewną nagrodą – uroczystość odbyła się w Pałacu Kazimierzowskim w
        Sali Złotej. Sala ta, zgodnie z nazwą, ociekała złotymi zdobieniami, ramami
        itp. Na uroczystości pojawiła się śmietanka intelektualna a po oficjalnej
        części uroczystości rozpoczął się bankiet. Panie i panowie z kieliszkami
        szampana i tartinkami wirowali w zwolnionym tempie po sali przekrzykując się
        naukowym żargonem. A ja stojąc w kącie, wodząc oczami po ścianach i suficie
        powiedziałem do kolegi: „Wiesz, ta sala jest taka piękna ale cały jej urok
        psują te szmaty na podłodze” – wskazałem wzrokiem na dywany. Powiedziałem to
        chyba zbyt głośno bo jeden z profesorów odwrócił się i z dezaprobatą
        powiedział: „Proszę Pana – te szmaty to oryginalne perskie dywany z początku
        XIX wieku!”
      • m2006m Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 26.07.06, 22:08
        "Polski Hydraulik" (oryginał zmieniony na potrzeby eu)
        Występują: Żona (francuska), Mąż (francuz), Hydraulik (polak, Sanitariusze
        (francuzi).
        Zatkany zlew, o dziwo, może się zdarzyć także w Paryżu a rozzłoszczona Żona
        narzekająca na Męża - także.
        Pewnego dnia wraca Żona z pracy a tu spod zlewu sexi dupeczka w drelichu
        (reszta niewidoczna skłębiona siedzi pod zlewem coś tam majstrując). Hmmm,
        myśli
        Żona czule o mężu zachodząc dupeczkę od tyłu - "jednak naprawia". Zachodząc
        sięgnęła za "klejnoty". Coś gruchnęło, stuknęło, upadło, trzasnęło. Pomyślała z
        rozbawieniem, że i ona byłaby zaskoczona takim chwytem i przechodząc do Salonu
        od niechcenia rzuciła leżącemu na kanapie Mężowi "Ciao kochanie". Zaraz, zaraz,
        to kto jest w kuchni?! Tłumacząc mężowi co się stało przechodzą do kuchni i
        wyciągają za nogi spod żeliwnego zlewu omdlonego Polskiego Hydraulika. Wzięty
        przez zaskoczenie rąbnął głową w zlew i dostał wstrząsu co stwierdzili
        sanitariusze, których wezwali Mąż z Żoną. Znosząc hydraulika z 3 pietra na
        noszach sanitariusze zapytali się jak się stało to co się stało. Ze śmiechu nie
        wyważyli dokładnie noszy i hydraulik złamał nogę między 1 piętrem a parterem.
        Ciężka jest praca hydraulika. Polskiego Hydraulika. Nad Sekwaną -:)

        Tak naprawdę działo się to na Ochocie około 1995 roku...
        • drzejms-buond Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 28.07.06, 15:14
          no i kto wygrał?
          • marsupilami25 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 28.07.06, 15:35
            no właśnie kto wygrał?
        • ub1 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 31.07.06, 22:29
          Oj, to historyjka, którą czytałam w jakiejś gazetce w latach 70-tych lub 80-
          tych podpisana Magma lub Magma2 - pseudo Jerzego Urbana (w tamtym czasie
          opisywał wesołe kryminalne historyjki do Polityki, a potem chyba Expresu
          Wieczornego).
      • redakcja Zakończenie konkursu 02.08.06, 16:10
        Witajcie,

        Bardzo dziękujemy za udział w naszym konkursie. Jury po burzliwych naradach
        zdecydowało nie przyznać nagród głównych, ale postanowiło wyróżnić trzy osoby:
        - lila1974 za historię „Na delegacji”
        - dentospet za historię o wcieleniu się w ochroniarza
        - filemon_177 za omyk

        Nagrodami będą koszulki serwisu praca.gazeta.pl. Zwycięzcy muszą się uzbroić w
        cierpliwość, ponieważ nagrody dopiero się produkują :)

        Gratulujemy!

        pozdrawiamy,
        redakcja portalu

        --
        p.s.
        Przepraszamy za zwłokę w ogłoszeniu wyników konkursu.
        • Gość: Ela Re: Zakończenie konkursu IP: *.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.06, 19:24
          Gratulacje dla laureatów konkursu.:)
          • irini Ło matko 03.08.06, 14:37
            Koszulki ... no to się nie martwię, że nie wygrałam.
            • Gość: spóźniona Re: Ło matko IP: *.atol.com.pl 07.08.06, 00:01
              opowiadano mi o przygodzie w pracy pewnego milicjanta: było to może w latach
              sześćdziesiątych lub nawet wcześniej, Pan Milicjant zatrzymuje jadącą na motorze
              trzyosobową rodzinkę i oczom nie wierzy: kobieta ma na głowie, zamiast kasku...
              garnek wypchany sianem i przeiwązany sznurkiem. Milicjant ponoć tak chichotał,
              że nie był w sanie wypisać mandatu <lol>
          • lila1974 Dziękuję :) Nie ma to jak refleks :)) (własny) 27.09.06, 18:03

      • Gość: nana Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: 195.116.22.* 08.08.06, 12:33
        Dzwoni klient do duzej firmy z branży galanterii biurowej.
        >>> dzień dobry, chciałbym wysłać faks.
        >>>dzień dobry,ponieważ nie jestem wstanie przełączyć pana bezpośrednio, proszę
        zadzwonić raz jeszcze i wybrać tonowo numer dla faksu.
        Po chwili dzwoni telefon:
        >>>Dzien dobry, w czym mogę pomóc??
        A klient na to:
        >>>wybieram tonowo sygnał faksu ;-)
        Autentycznie "zmiażdżył mnie kolo" ;-)
      • Gość: gosc Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.e-wro.net.pl 26.08.06, 19:20
        Dawno temu (w czasie studiów) dorabiałem sobie w pewnym dość dużym sklepie
        spożywczym. Otóż siedzimy sobie z szefem na zapleczu. Ja klepię do bazy danych
        jakąś dostawę, szef grzebie coś w papierkach. Na sklepie, poza kasjerkami i
        innymi osobami z obsługi znajdują się jeszcze bohaterowie niniejszej
        historyjki - nazwijmy ich - Krzysiem i Jarkiem. Nagle na zaplecze wpada Krzyś,
        bierze klucze do zewnętrznego magazynu i wychodzi drugimi drzwiami na zewnątrz.
        Drzwi wyjściowe są tak ulokowane, że Jarek nadal będący na sklepie widzi tylko
        jak Krzyś znika na zapleczu. Zaraz za Krzysiem, na zaplecze wchodzi babcia z 3,
        może 4 letnim wnuczkiem i pyta, czy mogła by skorzystać z dzieckiem z toalety.
        Ponieważ ani ja ani szef nie byliśmy sadystami, babcia z wnusiem zamknęła się w
        maleńkim 1,5x1,5 metra kibelku. Zaraz na nią wpada na zaplecze Jarek, z
        widoczną ochotą skorzystania z ubikacji. Łapie za klamke, szarpie za dzwi i
        będąc pewnym że w środku siedzi Krzyś, krzyczy: KRZYSIEK, QRWA WYCHODŹ, BO MI
        SIĘ LAĆ CHCE. Nie wiem, kto miał dziwniejszy wyraz twarzy: babcia, która
        wychyliła się z kibelka i powiedziała cichutkim głosikiem, że zaraz wychodzi
        czy Jarek, którego twarz przyjęła kolejno wszystkie możliwe odcienie czerwieni.
        My z szefem nie mogliśmy zareagować, bo w tym czasie tarzaliśmy się ze śmiechu
        po podłodze.
      • Gość: idealni Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.06, 23:51
        Zostawilismy kiedys w pracy nowego pracownika. Mial odbierac telefony. Po powrocie
        na kartce bylo zapisane kto dzwonil. W zapiskach pojawil sie "Pan Zwarty" i
        numer telefonu. Zastanawialismy sie co to za czlowiek.
        Zadzwonilismy, w sluchawce przedstawil sie:
        - "Witam, Warta, Mirek Szcz....."

        Byl z Warty ;)
        • Gość: kosmo Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.dip.t-dialin.net 27.08.06, 18:31
          Sex w pracy, z dziewczyna, ktora okazala sie kuzynka szefa.Ryzykowalismy, gdyz
          w kazdej chwili mogl ktos wejsc do pokoju.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka