Gość: flap
IP: *.acn.waw.pl
26.02.03, 14:41
Pracowałem kiedyś w biurze, gdzie kręciło się coś koło 60 osób. Całe to stado
musiało być zaopatrzone w papier, długopisy, dziurkacze, zszywacze, linijki
itp. akcesoria biurowe. Wszystko to trzymała w jednej małej szafie i
rozdzielała sekretarka prezesa na zasadzie "potrzebujesz ? no to masz. nie
potrzebujesz ? to nie dostaniesz". Szafa była zamykana na klucz, asystentka
rozsądna, więc jakoś to działało, wiele nie kosztowało i było bez problemu.
Do czasu.
Pewnego dnia szef wymyślił oszczędności. Oszczędności w biurze to telefony
lub sprzęt biurowy. Trudno o inne. Telefony to oddzielny temat. Ale do
sprzętu biurowego konieczna była kontrola. A raczej ewidencja wejścia-
wyjścia. Każda pozycja (np. długopis bic-kolor niebieski) otrzymała fiszkę
wielkości A5. Tych fiszek zebrał się cały kartonik. Sekretarka przestała już
nad tym panować. Zatrudniono dodatkową osobę do kontroli wejścia-wyjścia
długopisów, zszywek, itp. Zupełnie jak w rasowym magazynie. Co ja piszę
magazynie ? Centrum dystrybucyjnym. Biuro podzielone było na działy, każdy z
szefem. Następny etap pomysłu, to podania (wnioski) o wydanie sprzętu
biurowego, podpisane przez szefa działu. Autonomicznie urodził się kolejny
etap. Ewidencja podań o akcesoria biurowe. Po dołożeniu do tego zaopatrzenia
w ów sprzęt konieczna stała się druga osoba, żeby opanować nowy system
dystrybucji akcesorii biurowych. I znowu samoistnie urodził się następny
etap. Te dwie osoby to już dział, a dział potrzebuje szefa, który to wszystko
kontroluje. Zatrudniono więc szefa działu. W międzyczasie, dokładnie nie
wiadomo kiedy, konieczne stało się wynajęcie dodatkowych 2 pokoi: jeden dla 2
pracowników z szafą z akcesoriami i kartoteką, drugi dla szefa z archiwum
zapotrzebowania na akcesoria biurowe. Nie było lipy. Teraz gwizdnąć zszywkę
to był wyczyn. I wreszcie nastał kontrolowany porządek.
Kiedyś próbowaliśmy oszacować ile kosztuje w naszej firmie długopis bic.
Wyszło coś kilkanaście złotych.