bmwariat
09.10.06, 06:22
Młody pracownik ARiMR z Ostrowca Świętokrzyskiego popełnił samobójstwo.
Janusz Kędracki, Kielce 2006-10-06, ostatnia aktualizacja 2006-10-06 19:50
"Chcą głów, to moja powinna starczyć" - napisał przed śmiercią. W agencji aż
huczy od opowieści o mobbingu wobec pracowników. Milczeć dłużej nie zamierza
kierownik tamtejszego biura.
- Gdybym mógł być w pracy, na pewno tak by się nie stało - mówi Jan
Stachowicz,
kierownik biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji
Rolnictwa,
który od trzech tygodni jest na zwolnieniu lekarskim.
Do tragedii doszło w nocy ze środy na czwartek w Ćmielowie. 32-letni Artur P.
powiesił się w komórce na posesji swojej babci, u której ostatnio mieszkał.
Stało się to kilkanaście godzin po jego wizycie w świętokrzyskim oddziale
ARiMR
w Kielcach.
- Wiem, że nikt nie jeździ tam z sympatią. Nie miał wystawionej delegacji,
prawdopodobnie telefonicznie został wezwany - twierdzi Stachowicz.
Dowiedzieliśmy się, że po powrocie z Kielc P. zadzwonił do koleżanki i
powiedział, że chcą go zwolnić z pracy. Telefonu od znajomych już nie
odbierał.
Przed śmiercią napisał listy do kolegów z pracy. Wczoraj jego ojciec zaniósł
je
prowadzącym dochodzenie policjantom. Dotarliśmy do nich. P. w jednym z nich
napisał: "Chcą głów, to moja powinna starczyć".
- Był bardzo dobrym, nie waham się powiedzieć, że najlepszym pracownikiem
biura. Praca była dla niego wszystkim - podkreśla Stachowicz. Nie ma on
wątpliwości, że atmosfera w pracy mogła się przyczynić do samobójstwa Artura
P. - Był bardzo wrażliwym człowiekiem, słowa krytyki odbierał bardzo
poważnie -
ocenia kolegę. Stachowicz pamięta, jak P. bardzo przejął się tym, iż zaginęły
cztery wnioski na dopłaty unijne od rolników, które przyjmował.
Świętokrzyski oddział ARiMR pod względem przygotowywania tych wniosków
przoduje
w kraju. Powiat ostrowiecki odstawał, bo... miał na początku września 95-
procentową skuteczność. - Zostało to bardzo źle ocenione, choć inne biura w
kraju nie mają nawet 80 procent - mówi Stachowicz. I tłumaczy, że nie było
powodu do niepokoju, bo było jeszcze czas na ich rozpatrzenie. Zdaniem
Stachowicza chodziło jednak o pochwalenie się za wszelką cenę najlepszym
wynikiem świętokrzyskiego oddziału i stąd taka presja i wielki pośpiech. - To
był wyścig szczurów. Każdy ze strachu robił wszystko, żeby nie być ostatnim -
opowiada.
Pod nieobecność Stachowicza ostrowieckim biurem agencji kierowała Anna
Olszewska, kierownik powiatowego biura w Końskich. Pracownicy są przekonani,
że
została przysłana, aby zrobić porządek, czyli zwolnić niepokornych. W tym
czasie w biurze przeprowadzono dwie kontrole i stosowano szokujące metody. -
Fotografowano szafki i biurka, parapety i to, co na nich leży - relcjonuje
Stachowicz.
Na panujące w ARiMR-ze stosunki pracownicy narzekają od dawna. Po objęciu w
marcu tego roku stanowiska dyrektora przez Iwonę Jakubowską zaczęliśmy
odbierać
coraz więcej telefonów i listów. Ich autorzy opisywali, jak są zmuszani do
pracy do późnej nocy i w wolne dni. Nie za wszystkie godziny nadliczbowe
otrzymywali zapłatę. Ten, kto próbował oponować, był straszony wyrzuceniem.
Nawet ciężko chorzy pracownicy bali się iść na zwolnienie z obawy przed
utratą
pracy.
Na razie ci ludzie boją się jeszcze mówić o tym otwarcie. Mają zresztą zakaz
wypowiadania się do mediów, który dotyczy także kierowników biur powiatowych.
Stachowicz jednak nie chce milczeć. - Ja, w przeciwieństwie do młodych ludzi
z
biura, nie jestem zakładnikiem tej pracy - mówi. I dodaje, że nie wyobraża
sobie powrotu na stanowisko kierownika, jeśli dyrektorem oddziału pozostanie
Jakubowska. - Rodzina Artura ma zamiar złożyć doniesienie do prokuratury.
Gotów
jestem wystąpić w charakterze świadka - deklaruje. Informuje, że o
zainteresowanie się sytuacją w Agencji prosił posłów i pochodzącego z
Ostrowca
wicewojewodę Lecha Janiszewskiego. Wczoraj o zajęcie się sprawą wystąpił do
prokuratury i Państwowej Inspekcji Pracy poseł Andrzej Pałys z PSL.
Iwona Jakubowska dyrektorem świętokrzyskiego oddziału ARiMR została 27 marca,
od niedawna, także z nadania PiS, jest również przewodniczącą Rady Nadzorczej
Radia Kielce. Wcześniej pracowała w centrali Agencji w Warszawie, a jeszcze
wcześniej przez ok. 20 lat w inspektoracie ZUS w Ostrowcu. - Ja ją
przyjmowałem
do pracy, a potem awansowałem na kierownika - mówi Tadeusz Fatalski, były
dyrektor oddziału ZUS w Kielcach. On też odwołał ją w 2003 roku. - Nie z
przyczyn politycznych - twierdzi, ale o szczegółach nie chce rozmawiać.
Jakubowska nie chciała odpowiedzieć na pytanie, dlaczego odeszła z ZUS,
uznając, że "nie ma ono nic wspólnego ze sprawą". O samej sprawie też nie
chciała rozmawiać, a jedynie udzieliła odpowiedzi na piśmie. I tak: zapytana,
kto wezwał Artura P. do Kielc i po co, odpowiedziała: "Nie jest mi wiadome, z
jakich przyczyn pan Artur P. pojawił się w środę w świętokrzyskim oddziale
ARiMR. Nie otrzymał takiego polecenia i można jedynie przypuszczać, że zrobił
to z własnej inicjatywy". Zapewniła też, że P. nigdy nie widziała i nigdy z
nim
nie rozmawiała. Robienie zdjęć w biurze wytłumaczyła tym, że "miały
udokumentować stan dotychczasowego użytkowania biura, które w tym roku
przewidziane było do remontu".