Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Popsułam rynek pracy

      • kartynka Re: Popsułam rynek pracy 24.11.06, 10:32
        Ja to w ogole tego nie rozumiem. Dlaczego w POlsce to osoba starajaca sie o
        prace musi mowic ile chcialaby dostac????!!!!! Przeciez to zupelny absurd!!!!!
        Pracodawca powinien wiedziec, ile sie placi za poszczegolne stanowiska i od
        razu podawac stawke,a nie pytac sie w trakcie rozmowy ile ktos chce! W kazdym
        innym kraju juz w momencie skladania podania, wiadomo za ile jest praca i
        negocjuje sie w danym przedziale w zaleznosci od doswiadzczenia.
        Absurd i jeszcze raz absurd!
        • qvintesencja Kartynka nie wypisuj absurdow 24.11.06, 11:40
          kartynka napisała:

          > Ja to w ogole tego nie rozumiem. Dlaczego w POlsce to osoba starajaca sie o
          > prace musi mowic ile chcialaby dostac????!!!!! Przeciez to zupelny absurd!!!!!
          > Pracodawca powinien wiedziec, ile sie placi za poszczegolne stanowiska i od
          > razu podawac stawke,a nie pytac sie w trakcie rozmowy ile ktos chce! W kazdym
          > innym kraju juz w momencie skladania podania, wiadomo za ile jest praca i
          > negocjuje sie w danym przedziale w zaleznosci od doswiadzczenia.
          > Absurd i jeszcze raz absurd!

          Nie wypisuj absurdow. Nie ma zadnych regul co do plac w "normalnych" krajach.
          Zalezy to od sytuacji na rynku. Pracodawca zawsze chce zaplacic jak najmniej.
          Pracodawca podaje stawki z gory gdy na rynku sa problemy z ludzmi i placa ma
          zachecic ludzi do przejscia albo gdy chodzi o place niskoplatne zeby od razu
          wyjasnic ze daje absolutne minimum.

          Jezeli sytucaja bedzie sie rozwijala w dotychczasowym kierunku to w Polsce tez
          przyjdzie moment gdy pracodawcy beda oglaszali ile oferuja bo na oferty bez
          podania placy nikt nie raczy odpowiedziec.
          • kartynka Re: Do Qvintesencja 24.11.06, 12:18
            No coz, byc moze Cie to zdziwi, ale zarowno praca za najnizsze zarobki i jak i
            te wyzsze jest ZAWSZE (przynajmniej w Wlk. Brytanii) oglaszana z dokladnym
            okresleniem zarobkow, dodatkow itd. Zerknij na: jobs.guardian.co.uk/
            i nie ma znaczenia czy stanowisko jest managerskie czy zwykly admin. Wiec nie
            do konca sa to bzdury. A spowodowane jest to niekoniecznie brakiem ludzi na
            rynku pracy ale otwieraniem ludziom mozliwosci awansu, rozwoju kariery
            zawodowej i po prostu bycia uczciwym pracodawca. Interesuje mnie to, ze w
            POlsce nawet nie ma dokladnego opisu obowizkow, zakresu odpowiedzialnosci itd.
      • Gość: maa777 Re: Popsułam rynek pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.06, 11:24
        Nie przejmuj się. Jest jak jest, a zamartwianie się decyzjami z przeszłości do
        niczego nie prowadzi. Następnym razem postąpisz inaczej. Głowa do góry!
        Ja pracuję za "różne" pieniądze - taki zawód. Mogłabym zarabiać więcej, ale
        cenię sobie np komfort psychiczny, pomoc zwierzchnika itd.
        Z zaniżonym wynagrodzeniem spokojnie możesz sobie odpuścić pracę do utraty tchu
        i po godzinach. Takie zalety............
        Pozdrawiam
      • Gość: Szymki Re: Popsułam rynek pracy IP: *.multipr.pl 24.11.06, 12:23
        I jeszcze sie tym chwealisz!!!
        Dziewczyno, rzuć te pracę jak najszybciej, albo powiedz szefowi ile naprawde
        kosztuje taka usługa na rynku!

        Tylko marni pracownicy sa w stanie podjac zadanie poniżej stawki rynkowej.
        Jesli ktos jest przekonany o wlasnej wartosci, wie ile sa warte jego
        kwalifikacje.

        Albo pracuj za niską stawkę - może kiedys znajdziesz u mnie prace;)
        • wytuli Re: Popsułam rynek pracy 24.11.06, 14:02
          nie martw sie, czlowiek uczy sie na bledach :)
          • wojciech.leszczynski Re: Popsułam rynek pracy 24.11.06, 14:12
            --------------------------------------------------------------------------------
            no wlasnie ale trudno sie cenic, kiedy potrzebuje sie kasy... kiedy
            przyjechalem do warszawy, studiowalem zaocznie bylem po maturze, nie chcialem
            mieszkac z rodzicami, wiec postanowilem znalezc prace, i co? znalazlem w CC
            jednego z zagranicznych bankow... na pol etatu za 700 brutto!!! po trzech
            miesiacach stalem sie liderem sprzedazy i podpisali ze mna umowe na czas
            nieokreslony za 1500 brutto... kolejna umowa po kolejnych 3 miesiacach to 2000
            brutto kolejne 3 miesiace i odchodze z CC i zatrudniam sie w nowo powstalym
            zespole treasury w tym samym banku, obsluguje male firmy i zdobywam
            doswiadczenie dalej na umowie na czas nieokreslony za 3tys brutto, po 9
            miesiacach... znow jestem najlepszy i przechopdze do obslugi najwiekszych
            firm... jak mlodszy dealer (najmlodszy w historii..) za 4200brutto... po 2
            miesiacach pojawiaja sie oferty z innych bankow, pierwsza powazna za 7tys
            brutto, moj bank zatrzymuje mnie za ta sama kase, zostaje, po miesiacu inny
            bank znow ponawia swoja oferte... tym razem ja podaje cene... 12tys brutto, po
            3 dniach potwierdzili warunki.

            Od 5 dni jestem w nowej firmie, jest ok i wiem ze trzeba sie cenic ale po
            zdobyciu jakiegos doswiadczenia i uzyskania potwierdzonych wynikow!!!!!!
            • Gość: warszawka Re: Popsułam rynek pracy IP: *.chello.pl 11.01.07, 21:56
              Nie ma jak sie podpisac pod postem z imienia i nazwiska, walnąć branżę i podać
              swoje salary...
      • Gość: przyjezdna Re: Popsułam rynek pracy IP: 195.94.216.* 24.11.06, 14:19
        nie martw sie jestem dokładnie w tej samej sytuacji, najgorszejest to że
        jeszcze do tego jak głupia dokładam bo dojeżdżam do pracy 20km i to swoim
        autem-ryczałtu na paliwo nie dostałam... bo nie jestem pracownikiem fizycznym=-
        głupia wymówka,
        przeraża mnie to że juz ponad 4 msce szukam po cichu pracy i nie ma z tego
        żadnego odzewu, a w tej wcale nie jest wesoło a trzymaja- co będe pisała -mam
        dokładnie tą samą sytuację co ty,
        przykre to i tyle
        juz 2 studia kończe
        wiem że jestem dobra w y=tym co robię,
        ale co z tego
      • kobieta_na_pasach ale takie sa stawki np. w Trojmiescie! 24.11.06, 15:09
        mna tez byl pracodawca zainteresowany, kiedy powiedzialam na poczatek 1200 , a
        docelowo 1400, czyli tyle , ile mialam w ostatniej firmie po 17 latach w niej
        pracy (lacznie mam 25 lat). ostatecznie to ja zrezygnowalam,ale dlatego,ze
        daleki dojazd. a ile wy malolaty swiezo po szkolach chielibyscie dostac w
        pierwwszej pracy?!
        • Gość: kaśka Re: ale takie sa stawki np. w Trojmiescie! IP: *.chello.pl 26.11.06, 16:52
          a pracujesz w firmie państwowej? na jakim stanowisku, z jakim wykształceniem? u
          nas w firmie (prywatnej, zagranicznej) na początek dostaje się 2000 zł netto
          (obsługa klienta). większość moich znajomych (osoby przed 30-stką, z wyższym
          wykształceniem) ma jednak te 2000 zł na rękę. może czasami warto poszukać innej
          pracy, chociaż wiem, że w tym wieku może to być trudne. na początek, zaraz po
          studiach dostałam 1700 zł netto.
      • Gość: zuzzzi Re: Popsułam rynek pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.06, 15:34
        Ja pierwszą prace w Warszwie miałam za 1000zł netto później już było coraz
        lepiej i więcej kaski:)
        • Gość: anukla Re: Popsułam rynek pracy IP: *.u.mcnet.pl 24.11.06, 16:24
          Też szukałam pracy Wawie ok rok temu i wszędzie na rozmowach pracodawca dawał
          na początek 1000 na ręke, a jak już usłyszeli że studiuję to umowa zlecenie i
          takie tam ściemnianie
          Niestety w końcu przez pierwsze miesiące pracowałam za 1000 zł (a nie była to
          moja 1 praca 2 lata pracy w sprzedaży)
          Teraz co prawda zarabiam lepiej (+ prowizja od sprzedaży, a jestem w tym dobra
          więc co 3 miesiące mam tak jakby dodatkową wypłatę)ale o podwyżki się nie
          kwapią... niestety
          Na szczęście zawsze można pracę zmienić i żądać więcej i tak mam zamiar zrobić
          jeżeli nie dostanę lepszej kasy :)
      • Gość: Maciek Frajerów należy posuwać !!! IP: *.mynow.co.uk 24.11.06, 16:22
        jak jesteś frajer to ci tak dobrze, jak mozna miec do ciebie szacunek, skoro
        sama do siebie nie masz !!! brzydzę się takimi ludźmi jak ty !!!
      • Gość: Ja Re: Popsułam rynek pracy IP: 62.87.130.* 24.11.06, 16:34
        Uszy do góry. Ja w pierwszej pracy w Wawie (2003 rok) zarabiałem 840 netto.
        Potem z każdym kolejnym pracowadcą było coraz lepiej. Teraz właśnie zmieniam
        pracę kolejny raz. Od 2 stycznia pierwsza umowa na 3 m-ce (4000 brutto +
        prowizja), a potem się zobaczy:) Powodzenia!!!
        • Gość: mimi Re: Popsułam rynek pracy IP: 80.54.108.* 24.11.06, 21:35
          Bardzo Was proszę, podpowiedzcie też mi w podobnej kwestii. Pracuję w obecnej firmie od niemal roku. Poprosiłam o 1800 netto i tyle mam do tej pory. Pracy jest coraz więcej, ale pensja się nie zmieniła. Mam o tyle dobrze, że mogę liczyc na małe bonusy - obiady w pracy, karnet na basen, lekcje angielskiego, możliwośc korzystania ze służbowego samochodu, wyjazdy na imprezy i szkolenia... Szef jest bardzo w porządku i łapię się na tym, ze głupio mi iśc po podwyżkę, bo i tak dużo dostaję. Ale myślę o pensji 2500 zł netto. Czy to w ogóle możliwe, taki skok o 700 zł netto po zaledwie roku pracy? Mówię po francusku i angielsku, skończyłam 2 kierunki (humanistyczne) na UW, moje doświadczenie zawodowe to w sumie 3,5 roku (mam 25 lat). Proszę, pomóżcie!
          • Gość: gocha Re: Popsułam rynek pracy IP: *.adsl.inetia.pl 25.11.06, 00:50
            Nie rozumiem Twoich obiekcji. W rozmowie wychwalaj sie jak tylko możesz,
            podkreślaj swoje zaangażowanie w pracę, przypomnij ważniejsze osiągnięcia i
            popros o 1 tyś. wtedy mozesz zjechac do 700, bo szew będzie chciał ci dać 500,
            więc musicie pójść na kompromis. Powodzenia i napisz co uzyskałas.
            • charliecherry Re: Popsułam rynek pracy 25.11.06, 10:03
              Ciekawy wątek się rozwinął..

              Z mojego doświadczenia (a i tak niewielkiego) jest tak: jeśli ktoś mówi, że
              trzeba się szanować to znaczy, że jest odpowiednio zabezpieczony przed sytuacją
              braku pracy (oszczędności, rodzice). Natomiast osoby bez takie luksusu mają taki
              wybór: albo biorą pracę za 800-1000 złotych (lub mniej), albo są bezrobotni,
              czyli dostają 0 (słownie: zero) złotych. A oszczędności prawie nie mają, więc
              szybko przed oczyma stanie im widmo biedy, powrotu do (czasem niechcianego)
              domu, a nawet bezdomność. Dlatego prosiłbym o trochę współczucia dla nich, a nie
              wyzywanie od frajerów, czy niedorajdów...

              Ja poleciłbym inne rozwiązanie. Jeśli ktoś ma 1500-2000 złotych oszczędności, to
              zamiast ryzykować w Warszawie, czy innym mieście, lepiej zainwestować w wyjazd
              do np. Wielkiej Brytanii. Wystarczy to na dobrą agencję pracy, która znajdzie
              wam pracę (zwykle hotelarstwo-gastronomia) na kilka miesięcy. Przez ten czas
              spokojnie można odłożyć sporo pieniędzy. Potem wracamy do kraju i szukamy pracy.
              I tym razem nie bierzemy pierwszej, lepszej posady, tylko to co nas zadowoli
              (tylko trochę realizmu proszę), gdyż nareszcie stać nas na luksus odmawiania.
              Jedyny problem to angielski komunikatywny (nie płynny, ale taki aby obydwie
              strony się zrozumiały), ale cóż nic za darmo. W końcu angielski był chyba w
              każdej szkole publicznej, od ostatnich kilku lat? Można też zrezygnować z kilku
              piw lub paczek papierosów i kupić sobie jakieś podręczniki do podstaw...

              A pracodawcy... Rozumiem, jeśli nie mogą dać podwyżki, bo sytuacje w firmie jest
              cienka, ale są momenty, które mnie zadziwiają... Np. gość, który nie wypłaci
              robotnikom ich pieniędzy (właśnie ok. 800-1000 złotych), bo sobie willę buduje!
              A dla nich to przecież być, albo nie być! Kurczę, dla mnie jest to nie do
              pomyślenia, ale zostałem wychowany w pewnych wartościach (na szczęście nie
              skrajnych), które zakładają brak okradania drugiego człowieka. Niektórzy to
              pewnie nazwą "frajerstwem" lub "nieprzystosowaniem". Trudno. Albo właśnie
              przykład chciwości o 5 złotych. Luuudzie! To chyba można nazwać odgórnym psuciem
              rynku.

              Zresztą w każdej pracy są dwie kategorie pracowników: ci pracujący za dwoje, i
              przodownicy pracy wyrabiający 50% normy... I są tez dwa rodzaje pracodawców:
              głupsi ignorują zaangażowanie tych pracowitych, ignorując także lenistwo drugiej
              kategorii. Mądrzejsi je doceniają i robią także porządek z leniami. Szkoda, że
              tych mądrzejszych jest mniej...

              Problem jest taki, że ci głupi (ale czasem cwańsi) będą ignorować twoje
              zaangażowanie i twoją wysoką jakość pracy, dopóki będą mogli. Więc jeśli tylko
              czujesz się bezpiecznie, czyli jesteś dobrą pracownicą/pracownikiem i masz
              trochę oszczędności, to zacznij walczyć o siebie! Inaczej nigdy się nie
              doczekacie zmian na lepsze, albo ockniecie się gdy was wywalą, bo znalazł się
              ktoś tańszy na wasze miejsce...

      • lmblmb Takie same bzdury mówią taksówkarze 25.11.06, 08:41
        sturbow napisała:

        > [...]
        > To prawda, że przyjezdni psują rynek pracy w Warszawie, szczególnie ci, którzy
        > szukają pierwszej pracy.

        To jest zwykła złość na fakt, że rynek pracy jest otwarty. Przyjeżdża ktoś inny,
        jest lepszy (bo tańszy), to zabiera twoją pracę.

        Kiedyś jechałem z taksówkarzem, który przez całą trasę opowiadał mi o
        konieczności wprowadzenia ograniczenia liczby taksówek. Jego argumentem było
        "chce pan jeździć z kimkolwiek, czy chce pan jeździć dobrze"? Biedak chyba nie
        rozumiał, że mam jego pracę w najmniejszym poważaniu i mnie jest zupełnie
        obojętne, czy wozi mnie zawodowiec czy były kucharz, byle by było tanio.

        Chyba jesteś inteligentniejsza od tego pana i rozumiesz, że taki jest rynek?
      • sturbow Re: Popsułam rynek pracy 25.11.06, 09:19
        Zdziwiłam się przed chwilą, że mój wątek tak się rozwinął, ale widzę, że był na
        pierwszej stronie i to pewnie dlatego.
        Sprawę chciałam trochę rozszerzyć (żeby nie było, że jestem panią do towarzystwa
        lub nikczemnym pracodawcą próbującym siać ferment, chociaz tego ostatniego
        zupełnie nie rozumiem - toż przecież sama skrytykowałam siebie za zażądanie
        niskiej pensji)
        Na początku praca bardzo mi się podobała. Podoba mi się do dziś, choć już pewne
        wypalenie w niej nastąpiło, bo już nie uczę się tak intensywnie nowych rzeczy,
        jak dotąd. Czasami sama przyjemność nauki rekompensuje niską pensję, jednak gdy
        się ona kończy (przyjemność z nauki), to coraz częściej człowiek myśli, że
        zostałby tutaj, jeśli dostałby odpowiednio wyższe wynagrodzenie. Na moim
        stanowisku pracować samodzielnie zaczęłam chyba dopiero po trzech miesiacach
        pracy, gdyż program i to, nad czym pracuję nie jest najłatwiejsze. Ja i moje
        koleżanki tworzymy teraz zgraną ekipę, w której praca idzie szybko i bez
        zgrzytów, ale długo trwało, zanim to sobie wypracowałyśmy. Myślę, że taki zespół
        to coś cennego dla pracodawcy, gdyż dzięki naszej dobrej współpracy zarabia on
        pieniądze. Oczywiście, mogłybyśmy sobie odpuścić coś czasami, ale jednak staramy
        się bardzo. Zostajemy czasem po godzinach, żeby dokończyć daną sprawę, a dzięki
        temu zarobić dodatkowe pieniadze dla firmy, czasami bardzo duże pieniądze, które
        kilkakrotnie przewyższają wysokość naszych pensji. Każda z nas jest dobra w
        tym,co robi - dobrze negocjujemy ceny, potrafimy tak ciąć koszty, żeby nie
        ucierpiała na tym jakość, potrafimy odzyskać obrażonego z różnych przyczyn
        klienta i przekonać go do następnych zamówień.
        Kilka miesięcy temu w firmie było dosyć kiepsko, więc głupio nam było prosić o
        podwyżki. W tej chwili czasami nie wyrabiamy się z zamówieniami, pracy jest b.
        dużo. Piersza o podwyżkę poprosiłam ja. Dostałam ją, chociaż czas zastanawiania
        się był bardzo długi jak na tak żałosną kwotę (znów się nie wykazałam, tego też
        żaluję). Za moim przykładem poszły dziewczyny. I co się okazuje? W rozmowach
        prywatnych wyszło, że "moje żądanie o podwyżkę niesamowicie zaskoczyło
        pracodawców. Po prostu ich zatkało, że JUŻ TERAZ, tak szybko (pewnie powinnam
        poprosić o nią za jakieś 5 lat), że oni się tego w życiu nie spodziewali!"
        Wynikła z tego cała afera, która ciągnęła się prawie dwa tygodnie (o durne 200
        zł na każdą z nas). Usłyszałyśmy, że firma jest biedna, że to są straszne koszty
        ,że oni znowu muszą sie pozastanawiać. W końcu koleżanki też dostały podwyżki,
        ale na innych zasadach niż ja, czyli pod stołem. Walka rozgrywała się niemal o
        każde 10 zł...

        Okazało się, że oni prędzej się z nami pożegnają, niż dadzą więcej, chociaz
        potem to wszystko "odszczekiwali". O podziękowaniu za pracę nadgodzinową nie
        było mowy, chociaż na codzień "jesteśmy wielką zgraną rodziną z pracodawcami",
        co chyba ostatecznie działa na naszą korzyść, bo według nich "jak można prosić o
        pieniądze przyjaciół".
        I co osiągnęli swoim skąpstwem? A to, że każda z nas ma zamiar popracować
        jeszcze trochę, tylko do wypracowania określonego czasu (żeby w cv ładnie
        wyglądało), a potem się zwolnić. Myślę, że koszty znalezienia i wyszkolenia
        nowych pracowników będą o wiele wyższe niż nasze żałosne podwyżki (bo materiał
        do opanowania jest naprawdę duży). Nie będziemy już pracować po czasie pracy,
        idziemy do domu i mamy gdzieś, że klient, że zamówienie - jak chce, to nie się
        odezwie jutro. Najśmieszniejsze jest to, jak przychodzimy rano i widzimy na
        komunikatorach pytania szefa lub szefowej "jesteście jeszcze?" 40-50 minut po
        skończeniu naszej pracy. I nie będziemy sobie wyprówać flaków, na siłę
        utrzymywać klientów, na siłę szukać oszczędności - po co? przecież i tak nic z
        tego mieć nie bedziemy. A teraz wiemy, że na żadne podwyżki nie możemy liczyć
        przez chyba następne 3 lata, a także to, dlaczego firma tak kiepsko się
        rozwijała przed naszym przyjściem - po prostu chytry dwa razy traci. W tym
        przypadku chyba 3 lub 4 razy.
        I jeszcze w sprawie monitorów - po długiej rozmowie u koleżanki na biurku
        pojawił się "nowy/stary", bo zamiast kupić nowy (już nawet nie mówię że w
        sklepie, używany bardzo dobry monitor kosztuje ok.150 zł, sama ostatio taki
        kupiłam, jest rewelacyjny), to szef przyniósł jakiś znaleziony u siebie w
        piwnicy, bo "i tak jest lepszy od poprzedniego". Tak, czcionka na nim już nie
        musi być 20-stką, może być 16-stka, żeby było cokolwiek widać...
        I troche mi tego szkoda, bo widać, że firma ma potencjał, ale nie wykorzysta go
        nigdy.

        I jeszcze jeden przykład: kiedyś klient otrzymał wadliwy produkt, w dodatku nie
        na czas (nie nasza wina). W takich przypadkach jest oczywiście zniżka.
        Wiedziałyśmy, że 15% wystarczy, żeby klienta udobruchać (zamówienie małe, więc
        upust znikomy pieniężnie dla nas). Szef się nie zgodził i powiedział... 2% (4-5
        zł wyszło). Wstyd nam było, ale co robić. Klient się obraził, napisał długą
        reklamację i powiedział, że skieruje sprawę do sądu. Skończyło się na tym, że
        nic nie zapłacił za usługę. A wystarczyło dać upust 15%...
        • sturbow Re: Popsułam rynek pracy 25.11.06, 09:25
          I chciałabym jeszcze dodać coś o przyjezdnych, bo się zagalopowałam. Przyjezdni
          często naprawiają rynek pracy - chodzi o tych, co szukają pierwszej. A to
          dlatego, że muszą się sami utrzymać i wynająć mieszkanie, więc nie wezmą czegoś
          za 800 zł (chyba że wynajmą sobie karton pod mostem). Ci, co mieszkają w mieście
          i szukają po raz pierwszy pracy, najczęściej mieszkają z rodzicami, którzy dają
          im jedzenie, dach nad głową i płacą rachunki. Pensja takiego człowieka idzie
          więc jedynie na jego przyjemności. Ja akurat mam takich właśnie znajomych i
          dlatego mi mówili, że 1200 zł to mnóstwo pieniędzy. No fakt, dla nich to jest
          tak, jakbym ja zarabiała pewnie 2000 zł na rękę.
          • wowes Re: Popsułam rynek pracy 25.11.06, 11:45
            Może będą jakieś korzyści dla zwykłych ludzi z wyjazdów za granicę do pracy. Po
            pierwsze już brakuje chętnych do kiepsko płatnych prac i można stawiać warunki.
            Po drugie część tych co wróci nie będzię chciała robić w Polsce przez miesiąc za
            pieniądze z tygodniówki np. w Londynie.Po trzecie ludzie przywiozą z sobą pewne
            zwyczaje traktowania pracownika{ pomijam tych co wpadli w obozy pracy lub tp.
            poniewierki} a widzimy że Polska to teraz późny feudalizm mimo iż należy do Unii.
            Nie ma sensu chwalić komuny ale pewne rzeczy były korzystniejsze dla zwykłych
            ludzi.Pocztowcy strajkują i mają swoje racje ale i tak zostaną wydymani jak
            wszyscy w hutach i fabrykach, których waliło ZOMO pałami. Zomowcy mają milicyjne
            emerytury a robotnicy zasiłki dla bezrobotnych lub głodowe resztki Z ZUSu. wowes
            • eliza_dm Re: Popsułam rynek pracy 25.11.06, 12:10
              wowes napisał:

              > Może będą jakieś korzyści dla zwykłych ludzi z wyjazdów za granicę do pracy.
              Po
              > pierwsze już brakuje chętnych do kiepsko płatnych prac i można stawiać
              warunki.
              > Po drugie część tych co wróci nie będzię chciała robić w Polsce przez miesiąc
              z
              > a
              > pieniądze z tygodniówki np. w Londynie.Po trzecie ludzie przywiozą z sobą
              pewne
              > zwyczaje traktowania pracownika{ pomijam tych co wpadli w obozy pracy lub
              tp.
              > poniewierki} a widzimy że Polska to teraz późny feudalizm mimo iż należy do
              Uni
              > i.
              > Nie ma sensu chwalić komuny ale pewne rzeczy były korzystniejsze dla zwykłych
              > ludzi.Pocztowcy strajkują i mają swoje racje ale i tak zostaną wydymani jak
              > wszyscy w hutach i fabrykach, których waliło ZOMO pałami. Zomowcy mają
              milicyjn
              > e
              > emerytury a robotnicy zasiłki dla bezrobotnych lub głodowe resztki Z ZUSu.
              wowe
              > s
              Zgadzam sie niech zobacza jakie sa skutki otwarcia rynku. Tylko ciekawe skad
              ZUS niedlugo wezmie pieniadze na wyplaterent i emerytur. Moze rozbiora te swoje
              piekne budyneczki
          • Gość: Bis Re: Popsułam rynek pracy IP: *.server.ntli.net 25.11.06, 18:03
            Najpierw sobie znajdź nową prace, a potem się zwolnij, czytaj co ja piszę do
            ch... Masz inną pozycję przetargową, gdy masz pracę.
      • eliza_dm Re: Popsułam rynek pracy 25.11.06, 12:07
        Taki jest teraz rynek pracy. Ja tez dostajac moja aktualna prace bylam
        zachwycona, gdyz dostalam 300 zlotych wiecej od tego co chcialam. Jak sie
        okazalo praca jest taka ze powinno sie zarabiac trzy razy tyle. Ale co mamy
        zrobic w czasach gdy nikogo nie obchodzi fakt, ze nie utrzymasz sie za takie
        pieniadze, sa ludzie , ktorzy przyjda na twoje miejsce za jeszcze mniejsza
        kase. To nie jest ani Towja ani moja wina, poprostu w Polsce nie ceni sie
        pracownikow. W ilu zakladach pracy sa zwiazki zawodowe? W jaki sposob mamy sie
        domagac podwyzek, strajkowac moga nieliczni. W prywatne firmie nikt cie nie
        poprze a na drugi dzien wylecisz z roboty. Teraz jestem na chorobowym, po
        zcesci dlatego iz zaczelam byc niewygodna (tak sie mmowi na osoby, ktore mowia
        wprost o tym co sie dzieje) i podobno za bardzo agazuje sie w swoaj prace
        (zawsze myslalam ze takich ludzi sie ceni) poza tym tak naprawde firma dala mi
        tak w kosc, ze czuje sie jak przed emerytura. Za kjakis czas wroce z powrotem i
        jestem pewna ze na 60 % mnie wywala, po tylu latach> I nic nie znaczy dla nich
        fakt, ze mieli gdzies ze mam wolne, ze zostawlam po godzinach, bo ktos mial
        kaprys, ze jeszcze niedawno praca byla dla mnie wszystkim. Szukam i mam
        nadzieje ze znajde lepsza prace, ale niekoniecznie juz w kwestii finansowej.
        Poprostu chce aby w koncu ktos docenil fakt, ze sie angazuje w to co robie.
        Aczkolwiek wydaje mi sie ze to chyba za wiele
        • Gość: Gość Ipswich Re: Popsułam rynek pracy IP: *.range81-152.btcentralplus.com 26.11.06, 18:43
          Myślę,że w chwili obecnej są jakies szanse na znalezienie lepszej pracy bądź
          wynegocjowanie lepszych warunków. Jak tak dalej pójdzie to naprawdę ciężko
          bedzie firmom znaleźć pracowników na okres dłuższy niż tylko na ten jaki pozwoli
          zarobić na bilet do Europy Zachodniej. Jednakze ja w chwili obecnej zastanawiam
          się nad powrotem właśnie do Polski. Już od trzech lat pracuję za granicą i to co
          chciałem osiągnąć już mi się tutaj udało i teraz ciągnie mnie do kraju. Przez
          ten czas pracy na zachodzie podszlifowałem sobie język niemiecki i angielski a
          dodatkowo nauczyłem się holenderskiego (znam też rosyjski). W Polsce po studiach
          zarabiałem około 2500 PLN netto i mam nadzieję że uda mi się uzyskać teraz
          trochę więcej. Wiele osób uważa że pomysł powrotu jest hybiony ale ja mam tam
          całą rodzinę i takie życie z lataniem do Polski na trzy cztery dni raz w
          tygodniu mi nie pasuje.
          • Gość: Gość Ipswich Re: Popsułam rynek pracy IP: *.range81-152.btcentralplus.com 26.11.06, 18:49
            poprawka: latanie na trzy - cztery dni raz w miesiącu
      • Gość: zioło Re: Popsułam rynek pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 11:08
        Słuchaj nic nie popsulaś. Nie załamuj sie, pojedz za miasto, usiądz na ławce,
        wyciągnij fifkę, sztachnij sie ze dwa razy, zamknij oczy i zasnij. A jak sie
        obudzisz to wszystko będzie dobrze. Pozdrawiam.
      • Gość: anula Re: Popsułam rynek pracy IP: *.chello.pl 27.11.06, 02:00
        Ja zarabiam ok. 1200 brutto - jako, że mam już 5 dych na karku nie chciano mnie
        nigdzie zatrudnić (choć mam wyzsze wykształcenie i 26 lat pracy za sobą). Cóż -
        jak się nie ma co się lubi...
        • Gość: Taka Polska Re: Popsułam rynek pracy IP: *.pronet.lublin.pl 29.11.06, 18:58
          Mieszkam w Lublinie zarabiam 1000 brutto i cieszę się że wreszcie znalazłam
          pracę!! Ale gdyby mój mąż nie zarabiał dobrze to chyba bym się nie
          cieszyła....ale pocieszam się że w Lukas Banku proponowali mi 500 brutto (pół
          etatu !!!). Ehh szkoda gadać ...ja jestem dopiero po studiach i zarabiam mało a
          co mają powiedziać ludzie którze po 20 latach pracy i z wyzszym wykształceniem
          zarabiają tyle???
      • Gość: ania Re: Popsułam rynek pracy IP: *.aster.pl 30.11.06, 21:20
        Faktycznie, popsulas:)
        • Gość: kulka Re: Popsułam rynek pracy IP: *.aster.pl 01.12.06, 22:44
          Dobrze, że teraz wiesz, jak się poprawić (tzn. jak naprawiać ten rynek) :)
          Powodzenia! - i nie wyobrażam sobie utrzymac się za pensję poniżej 2500 netto :(
      • Gość: Bis Na zakończenie - moje doświadczenia. IP: *.server.ntli.net 04.12.06, 00:45
        Mam zamiar przestać już pisac w tym wątku, bo co miałem do powiedzenia to już
        napisałem lub napiszę teraz, chyba, że bym był personalnie zaatakowany z jakimś
        śladem inteligencji lub bym zobaczył ewidentne głupoty to jeszcze może coś
        napiszę.

        Srdnia płaca w Warszawie to 3477 brutto
        www.gazetaprawna.pl/index.php?
        action=showNews&dok=1835.132.335.2.10.1.0.1.htm
        to jest ok. 2300 na ręke, koszt pracodawcy to 4100, ta średnia obejmuje
        sprzątaczki i różnych cieciów po 50-tce z pensją minimalną. Ile więc powinien
        zarobić młody człowiek po studiach w Warszawie ?
        Dodam jeszcze, że średnia płaca inżyniera w Polsce to 3800 brutto. Jak tak
        wyglądają średnie to do takich zarobków należy dążyć, no nie ;-)

        Zarobki w Warszawie są wysokie z kilku względów, dużo międzynarodowych
        korporacji, ministerstwa itp: ALE też !!!
        Warszawiacy są zmanierowani i oni uznają za dyshonor pracować za mniej niż 1000
        zł (czy ileś tam) i nie boiorą podłych robót, i to też winduje zarobki. Trochę
        honoru ludzie i będzie w Polsce lepiej.

        Ja trzy razy zostałem wykopany z roboty w Polsce (bardzo pyskaty) ze cztery czy
        pięć razy sam rzucilem robotę i poszłem do lepszej firmy (wchodziłem w drugi
        próg podatkowy, dwa lata po studiach). Przez półtora roku byłem bez pracy bo
        uwziołem się, że znajde robotę za 4000 brutto (dawali już nawet 3500),
        wcześniej kiedyś straciłem robotę za 3800, nie udało się to siedze teraz sobie
        w UK z zarobkami po przeliczeniu około 7000 na ręke, jestem inżynierem. Z moich
        doświadczeń wynika, że jeżeli firma płaci kiepsko, 1000 zł na ręke to w dodatku
        bardzo źle traktuje pracownika, zaleganie z wypłatami, wysoka rotacja,
        niepłatne nadgodziny. W tych firmach co płacą dobrze, to jeszcze dodatkowo jest
        tam lepszy socjał, bardziej przestrzegane są przepisy pracy. Dlatego też jest
        lepiej szukać firmy, która dobrze płaci. Ja wyjechałem do UK, też po to aby ci
        co zostali mogli lepiej zarobić w Polsce, ludzie doceńcie nasze poświęcenie,
        tych co wyemigrowali i nie sprzedawajcie się tak tanio i nie pozwólcie sobą
        pomiatać.
        Raz mnie (gdy pracowałem jeszcze w Polsce) pracodawca wywalił z roboty i przez
        dwa miesiące, nie dostałem ostatniej pensji. Ale po miesiącu od wywalenia dałem
        sprawe do sądu pracy, po miesiącu od złorzenia pozwu, przysło zawiadomienie do
        burżuja za jest sprawa w sądzie (rozprawa miała być dopiero za dwa miesiące od
        tego momentu) ale ja dostałem wypłata już na następny dzień jak do burżuja
        przyszło zawiadomienie (byłyby odsetki karne, inspekcje PIPu, woleli odrazu
        zapłacić, wcześniej prezes mówił, że nie ma pieniedzy bo słabo w firmie i takie
        tam). Następny pracodawca znacznie mniej lecial ze mną w kulki, niz z innymi,
        widać dowiedział się od tamtego, że składałem sprawę w sądzie. Od tego
        następnego prywaciaża tez wyleciałem, bo się pytałem nieustannie o obiecane
        premie i nie zostawałem po pracy na niepłatne nadgodziny i ja wiem za co
        wyleciałem. Ale widziałem jak wykopywano takich pracusiów co zostawali po
        nadgodzinach, bez szemrania brali głodową pensyjke, przez dwa czy trzy lata nie
        byli na urlopie i pracodawca postępował z nimi jak, ze zużytym koniem, kopa w
        tyłek w którymś momencie, bez jakiegoś zasadniczego powodu, bo co jakiś czas
        ktoś wylatywał dla przykładu żeby inni się bali, tacy biedacy to dopiero
        miusieli mieć kaca moralnego, zasuwali, zasuwali a potem won.

        Jak ktoś ma nóż na gardle, to musi brać robotę nawet za minimum, ale jeśli tak
        niech sobie zdaje sprawę, że psuje rynek, niech się wstydzi i niech się stara
        bardzo intensywnie przeskoczyć do lepszej pracy.

        Z mojego doświadczenia wynika, że jak ktos zacznie np: za małą stawke 800 zł na
        ręke, to będzie mało zarabiał, dostanie podwyżkę 200 zł i tyle. Żadnych
        złudzeń ! Jeżeli ktos zaczyna od stawki 2000 to po jakimś czasie zacznie
        zarabiać 3000, bo będzie miał podwyżkę od wysokiej bazy.

        Oczywiście każdy niech robi jak chce, ja nie biorę odpowiedzialności za nikogo
        i jak ktoś nie będzie mógł dostać pracy za wysoka stawkę, i będzie na
        bezrobociu to straci. Mnie się w każdym razie w życiu oplacało dążyć do
        wysokich zarobków i nie żałuję, nie tylko miałem i mam lepsze zarobki ale także
        miałem szacunek pracodawców, szcunek od innych ludzi i sam do siebie czuje
        szacunek.

        FORTES FORTUNA ADIVAT

        pozdrawiam wszystkich Bis
        • andrzejwilczak Re: Na zakończenie - moje doświadczenia. 04.12.06, 17:32
          Powodzenia w pracy w UK.
          Ja znalazłem kogo szukałem, za nieco więcej niż określiłem wcześniej, ale ma też
          większe kompetencje.
          pozdrawiam
      • Gość: Edi Popsułam rynek pracy IP: *.chello.pl 05.12.06, 20:53
        Ja tez zrobilam dokladnie to samo, pryjechalam do stolicy ze slaska gdzie
        zarabialam 500 zl w krawiectwie a tu dla mnie 800 bylo duzo i tak sie
        sprzedalam a do tego jeszcze mobing, zwolnilam sie, mam podobna prace lepsze
        zarobki i mobing...

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka