Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Co z tym faktem...

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.08, 21:53
    Jestem szefowa niewielkiego zespolu kobiet w duzej korporacji.
    W tym roku pierwszy raz w zyciu przeprowadzalam rekrutacje i
    wybralam starannie pracowniczke.
    Kobieta na bezrobociu grubo po 40.
    Straszna motywacja,umiejetnosci w normie(do przyuczenia),i niby ok
    ale ja juz po 2 tygodniach czuje,ze nie powinnam zatrudnic jej na
    stale.
    Nie chcialabym kierowac sie osobistymi uprzedzeniami ale krew mnie
    zalewa..bo to osoba z plakatu "bo zupa byla za slona"
    Bez poczucia wlasnej wartosci,bierna jak cholera i bez jakiejs
    takiej ogolnej oglady i inteligencji,optymizmu.Wystraszona na maxa.
    Nie chce miec ofiary w swoim dziale.
    Poza tym pracowita,zmotywowana..ale jakos tak bez polotu.
    Czy takie osobiste uprzedzenia moga byc powodem do tego aby po
    okresie probnym nie przedluzyc umowy?
    Dodam,ze bylaby to umowa na stale..
    Obserwuj wątek
      • annajustyna Re: Co z tym faktem... 14.06.08, 22:45
        Wazne sa pierwsze 100 dni (zcyli caly okres probny). A jakie stanowisko dostala?
      • kaaarolinkaa Re: Co z tym faktem... 14.06.08, 22:47
        mogą -czemu nie?
        moze sie wyrobi? jak tyle czasu była bez pracy to nabawila sie
        kompleksów. Jak na Was popatrzy, to stanie sie taka sama, jak Wy.
      • miszkolc1 Re: Co z tym faktem... 14.06.08, 23:52
        Dostanie pierwsa pensje i stanie na nogi.Pierwsze /po
        latach/,wlasne,zarobione pieniadze,postawia ja na nogi.Wroci wiara w
        siebie i optymizm.Daj jej szanse!!!!
        • masssa1 Re: Co z tym faktem... 26.06.08, 15:25
          Popieram, jak była stłamszona, to potrzebuje teraz czasu żeby
          się "otworzyć". No chyba, że przebojowość to wymóg jej pracy?
      • Gość: ula Re: Co z tym faktem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.08, 13:35
        A Ty myślisz, że znajdziesz ideał? Po długim bezrobociu? Każdy
        człowiek w takim stanie jest w dole jak diabli.Od tego jesteś
        szefową żeby nad pracownikami trochę popracować. A z drugiej strony
        jak pracownica będzie za bystra to Cię wygryzie. Nie ma lekko.
        • hipotamica Nie, nie. Nie od tego jest szefową 21.08.08, 13:50
          Ona jest szefową od zarządzania czasem i umiejętnościami
          pracowników, a nie, żeby nad pracownikiem popracować. Popracować to
          każdy nad sobą musi sam, a jezeli pracownik jest bierny
          charakterologicznie to trzeba go będzie ciągnąć za uszy zawsze.
          Jeżeli się nie obudzi po tych 3 miesiącach to daj sobie spokój.
      • zwierze_futerkowe Re: Co z tym faktem... 15.06.08, 22:27
        Zależy jakie są wymagania na stanowisku, które jej proponujesz. Jeśli wymagany
        jest polot i kreatywność, to może faktycznie nie jest to najodpowiedniejsza
        kandydatka. Ale jeśli nie, a kobieta jest - jak piszesz - pracowita i
        zmotywowana - to ja bym dała jej szansę. Może być świetnym pracownikiem.
      • agulha Re: Co z tym faktem... 15.06.08, 23:09
        A musisz jej dać umowę na stałe? Nie możesz zaproponować umowy
        czasowej na 3, 6 czy 12 miesięcy? Tylko umiejętnie - bo jak jej
        powiesz, że to wóz albo przewóz, to będzie jeszcze bardziej
        wystraszona.
        U nas regułą jest umowa na stałe po 3-miesięcznej próbnej, ale
        zdarzyło się co najmniej raz, że dano osobie drugą umowę na 3 mce (a
        potem strony się zgodnie rozstały, bo ostatecznie upewniły się w
        tym, że im razem nie po drodze).
      • Gość: diego Re: Co z tym faktem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.08, 00:15
        Nie tak dawno miałem okazję uzupełnić zespół księgowości o Panią
        Kadrową (wcześniej była uniwersalność i brak specjalizacji). Pomimo,
        że nasze władze jeszcze wtedy nie rozpoczęły szczytnej kampanii 50+
        właśnie taką osobę wybrałem (że odpowiedzialność, że doświadczenie
        etc.) Po 6 tygodniach usłyszałem, że ona już kariery nie zrobi i
        chce iść do pracy w wymarzonym zusie czy innym pfronie. Przyjąłem do
        wiadomości, że nasza skromna firma była miejscem na przeczekanie i
        zatrudniłem osobę młodszą, bez wygórowanych roszczeń i myślącą o
        swojej karierze. Bardzo miło się nam pracuje.
      • monicka.m Re: Co z tym faktem... 16.06.08, 11:04
        A może powinnaś z nią porozmawiać. Szczerze ale w przyjaznej
        atmosferze. Spytać się najpierw czy ta praca, zespół itd. odpowiada
        jej i czy sobie radzi? Czy coś jej sprawia trudność, dlaczego jest
        taka nieśmiała? Może boi się rozkręcić, żeby nie zrażać do siebie
        współpracowniczek itp. Powiedz jej co myślisz o jej pracy oraz czego
        od niej oczekujesz.
        Ja bym chciała wiedzieć jako nowy pracownik jak szef(owa) ocenia
        mnie i moją pracę, co robię nie tak, czego mi brakuje i jeżeli
        wymaga się ode mnie kreatywności to muszę czuć, że mam swobodę w jej
        wyrażaniu.
        Jeżeli taka rozmowa nie pomoże i owa kobieta nie skorzysta z szansy
        aby wykazać się, to wtedy podejmij właściwą wg Ciebie decyzję.
        Jest jeszcze ryzyko, że nowa pracownica jeszcze bardziej będzie
        zestresowana i nic z siebie nie wykrzesa jeżeli nieumiejętnie to
        rozegrasz.
      • a.nancy Re: Co z tym faktem... 27.06.08, 00:00
        Gość portalu: szefowa napisał(a):

        > Jestem szefowa niewielkiego zespolu kobiet w duzej korporacji.
        > W tym roku pierwszy raz w zyciu przeprowadzalam rekrutacje i
        > wybralam starannie pracowniczke.
        > Kobieta na bezrobociu grubo po 40.

        jestem/bylam w bardzo podobnej sytuacji

        > Nie chcialabym kierowac sie osobistymi uprzedzeniami ale krew mnie
        > zalewa..bo to osoba z plakatu "bo zupa byla za slona"
        > Bez poczucia wlasnej wartosci,bierna jak cholera i bez jakiejs
        > takiej ogolnej oglady i inteligencji,optymizmu.Wystraszona na maxa.

        j.w. - opis pasuje jak ulal do jednej z "moich dziewczyn".
        powiem tak: na poczatku bylo strasznie. koszmarnie. wystraszona, rece jej sie
        trzesly, kiedy podchodzilam do jej biurka - i jak ja czegokolwiek nauczyc?
        kiedys nie bylo mnie pol dnia w biurze, wrocilam, a ona placze. bo skasowala
        przez pomylke jakis plik i nie umiala odzyskac.
        w dodatku z motywacja bylo srednio, na poczatku dochodzily mnie sluchy ze
        narzeka i chce odejsc. ale zostala. pomalu zzyla sie z zespolem, znalazla sobie
        przyjaciolke, ciagle ja chwalilam wiec przestala sie bac - i ostatnio sama
        zapytala, czy przedluzymy jej umowe, bo bardzo jej zalezy.
        jezeli twoja pracownica ma, jak piszesz, silna motywacje, to jest szansa, ze sie
        wyrobi. w kazdym razie po 2 tygodniach trudno cos wyrokowac o czlowieku.
      • Gość: ktoś Re: Co z tym faktem... IP: 193.201.167.* 21.08.08, 14:31
        a może atmosfera jest przytłaczająca? może inni nie są tak otwarci?
        może za bardzo się stara? czasem warto porozmawiać o pierdołach,
        pogodzie, uśmiechnąć się. poprostu pokazać ludzką twarz.
        pamiętam jak sam trafiłem do nowej frmy. wsyscy patrzyli jak na
        trędowatego. dałem sobie radę, ja jestem otwarty na ludzi. ale
        pierwsze dwa tygodnie wyglądały tak, że nikt nie odzywał się do
        mnie, a na herbatę chodziłem sam. jak po dwóch latach pojawił się
        taki sam osobnik starałem się być pomocny, wyciągnąć go na herbatę i
        pogadać o czym kolwiek.
        jesteś szefem, nie wiem co wiesz o swoich pracownikach, czy cię to
        interesuje, ale warto trochę poobserwować i samemu zobaczyć jak
        jest, a nie słuchać relacji innych
        • jamesonwhiskey Re: Co z tym faktem... 26.08.08, 00:48
          mysle ze kluczowe jest jak wykonuje swoje obowiazki
          jesli dobrze to nie rozumiem dylematu
          bo nie wiadomo co to za firma i co robi a teraz to spontanicznosci i
          kreatywnosci wymaga sie od pracwonika obslugi ksera
          • ewosia Re: Co z tym faktem... 28.08.08, 16:52
            pamiętam jak w 1999 przyszła koleżanka - po 10 latach z dzieckiem w
            domu. kompletnie nieasertywna, komputera dotykała w zasadzie 1 raz w
            życiu. Nie wiedziała jak coś zrobić, bała się zapytać, jak coś
            popsuła, to wiedziałam, że okazanie jej irytacji skończy się tym, że
            więcej nie przyjdzie. Po 2 miesiącach zażartowała.
            Dzisiaj zna angielski, skończyła studia, inni przychodzą po porady,
            szkoliła 2 młode laski i wyszły na ludzi.
            Jest wyluzowana i przetrwała wszystkie reorganizacje, bo jest
            niesamowita. Poczekaj, popatrz - wejście do pyskatego zespołu nie
            każdemu przychodzi łatwo.
      • Gość: gieniusia Re: Co z tym faktem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.08, 16:44
        Miałam kilka przypadków kobiet, które dłuższy czas nie pracowały.. nie ma reguły.
        Jedna ( dobrze zaczęła i myślę, ze będzie ok)powiedziała - "człowiek w domu
        dziczeje". Powiedziała, że w firmie nauczyła się wielu rzeczy właśnie na temat
        obcowania z ludźmi.
        Inna próbowała przejąć władzę, a przynajmniej zostać szarą eminencją. Jak się
        zorientowała, ze nic z tego (współpracownicy ją olali, a ja nie przyznałam
        przywilejów) odeszła z hukiem. I bardzo dobrze, bo jej nadgorliwość sprawiała mi
        dyskomfort.
        Trzecia jest ok, tylko na początku się zwierzała nieodpowiednim osobom. Jeszcze
        musi sie trochę nauczyć z dziedziny komunikacji międzyludzkiej...
        Czwarta już na wejściu zaczęła plotkować, obraziła wszystkich, a potem się
        dziwiła wielce, ze trzeba uważać na każde słowo. Na szczęście z nią nie muszę
        pracować....
        Piąta - bardzo długo walczyła o tę pracę, dostała ją dzięki mnie, wie, że ode
        mnie w znacznym stopniu zależy przedłużenie umowy, a mimo to czasem dziwnie się
        zapomina... Ostatnio było to kwestionowanie mojej decyzji w błahej sprawie, nie
        wprost, tylko za plecami.
        I jeszcze dziewczynka, która najpierw musiała zrozumieć, co to jest praca - ale
        na szczęście szybko się uczy.
        Sama podziwiam swoją cierpliwość.
        Gdyby nie to, że lubię swoją pracę, marzyłabym o emeryturze.
        • Gość: kowianeczka do gieniusi IP: *.lodz.msk.pl 14.09.08, 18:38
          Ojej, aż sześć osób, które cię nie słuchały. Trochę samokrytyki - jeżeli aż sześć osób nie lubi osoby x, to raczej należy przypuszczać, że problem tkwi właśnie w tej osobie x, a nie w tych sześćiu osobach. Większe prawdopodobieństwo, że ta jedna jest felerna, niż raptem te sześć.
          • annajustyna Re: do gieniusi 14.09.08, 18:43
            No tak, Kowi domorosla psycholog sie odezwala. Geniusia b. fajnie opisala pare
            typow osobowosci.
            • Gość: gieniusia Do Anny Justyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.08, 06:58
              Z tych sześciu pracuję z czterema i przeważnie jest ok. To młode osoby i widzę,
              że są elastyczne, a na pracy im zależy. Pozdrawiam:)
          • Gość: do kowianeczki Re: do gieniusi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.08, 06:55
            Proponuję naukę czytania ze zrozumieniem.
            • mijo81 Re: do gieniusi 15.09.08, 12:04
              Nasze niedoczekanie
      • Gość: pracus Re: Co z tym faktem... IP: *.chello.pl 10.01.09, 13:46
        jezeli wypelnia dobrze swoje obowiazki ,to znaczy bez zarzuty to jej cechy
        osobowosciowe nie powinny miec znaczenia, ludzie sa rozni, ale twoja decyzje ty
        jestes szefem, ale pamietaj ze kazdy "ma jakies wady"
        • Gość: axen Re: Co z tym faktem... IP: *.aster.pl 10.01.09, 18:30
          Gość portalu: pracus napisał(a):

          > jezeli wypelnia dobrze swoje obowiazki ,to znaczy bez zarzuty to
          jej cechy
          > osobowosciowe nie powinny miec znaczenia, ludzie sa rozni, ale
          twoja decyzje ty
          > jestes szefem, ale pamietaj ze kazdy "ma jakies wady"


          Absolutnie nie masz racji. Jeżeli masz do wyboru spośród 2 osób do
          zatrudnienia:
          1. osobę sympatyczną, ale mniej błyskotliwą
          2. osobę niemiłą, ale bardziej błyskotliwą
          to zawsze wybieraj tę pierwszą. Bo myślenie jesteś w stanie jako
          szef zmienić, ale osobowości już nie.

      • kol.3 Re: Co z tym faktem... 10.01.09, 14:39
        Zakichana z Ciebie szefowa. Szef jest nie tylko od poganiania do
        pracy, ale i od pochylenia się nad drugim człowiekiem
        (pracownikiem), nad jego problemami, od "wychowania sobie go na
        pracownika", że tak się kolokwialnie wyrażę.
        Jeśli kobieta długo nie pracowała może być lekko zdziczała, ale to
        minie, ważne żeby chciała pracować. Natomiast zastanów się nad sobą,
        może na Ciebie ludzie tak reagują. Przeważnie szefowie, którzy
        niewiele umieją i czują się niepewni są szalenie restrykcyjni wobec
        pracowników. Pokaż co umiesz, to zadanie dla Ciebie.
        • Gość: gość Re: Co z tym faktem... IP: 91.206.154.* 10.01.09, 20:57
          Od razu widać że nigdy nie byłeś kierownikiem i za nic nie odpowiadałeś.
          Wymagania jak od pani w przedszkolu. A szef jak nazwa wskazuje jest od
          szefowania. Może się "pochylić" ale jak ma na to czas i ochotę. To nie niańka.
          A co do meritum - daj jej szanse, nie zniechęcaj się. Też miałem podobny albo
          jeszcze bardziej zwariowany przypadek. Młoda dziewczyna, po przejściach (ciąża
          jeszcze w szkole), z dominującą jak cholera matką (ojciec, zaczął ryby łowić
          nawet pod lodem bo nie wytrzymywał w domu) i pierwsza praca w wieku dwudziestu
          paru lat. Na początku całą sobą, przepraszała że żyje - a trafiła do
          sekretariatu, co jej nie ułatwiało życia. Szefowa administracji też jej dawała
          popalić. Ale starała się, i krok po kroczku z "brzydkiego kaczątka" zrobił się
          "łabądek" :))).
          Poznała chłopaka (w pracy), wyszła za mąż, zrobiła studia zaoczne, teraz robi
          podyplomowe, wyprowadziła się od mamy - słowem ok. Zawodowo też.
          Tak sobie myślę czasami - jakbyśmy jej nie dali szansy, co by z nią było? Nie
          chce sobie wyobrażać.
          Tak więc daj jej szanse.
          PS. w jednym z wcześniejszych maili ktoś z grupy "asertywnych" proponował
          otwartą rozmowę, nie rób tego, przestraszysz ją tak, że na pewno nic z niej nie
          będzie. Piszesz, że się stara i jest zmotywowana - doceń ją w tym, to najlepsza
          metoda. Może jakieś zadanie "trudne" ale takie że czujesz że sobie poradzi. Ona
          musi się odnaleźć w rzeczywistości. Ale jak to nie zadziała, nie miej skrupułów
          - nie spełnia twoich oczekiwań w stopniu dla ciebie nie do przyjęcia, nie
          przedłużaj umowy.
          • monia420 Re: Co z tym faktem... 11.01.09, 13:37
            powtórzę, to co ktoś przede mną napisał - spróbuj jeszcze z umową na czas
            określony, jeśli nie masz przekonania. Pamiętaj też, że jesteś od szefowania nie
            od matkowania. Jeśli coś nie pójdzie jak trzeba, to bekniesz Ty - jako szef i
            nikt się nie będzie pytał czy pracownicy byli zmotywowani, kreatywni itp...
            Chroń także siebie.
          • kol.3 Re: Nie trafiłeś. 11.01.09, 21:56
            Sam się pochyliłeś nad swoją pracownicą, dając jej szansę i o to mi
            chodzi.
            Zgadzam się, że szef jest od szefowania - robota musi być wykonana.
            W opisywanym przypadku przez autorkę wątku przypadku pracownica jest
            zmotywowana, pracuje, nie ma zarzutu niewykonywania obowiązków.
            Jednak jej image szefowej nie odpowiada i ta już po 2 tygodniach
            oceniła ją na nie i chce zwolnić. Bez sensu. Za szybka ta ocena.
            Powtarzam - mam wrażenie, że mamy do czynienia z szefową -
            "pistoletem" o niewielkim stażu. Widać, że nie miała problemowych
            pracowników.
            • monia420 Re: Nie trafiłeś. 12.01.09, 10:10
              kto to jest szefowa - pistolet? Niby rozumiem, ale nie do końca?
            • Gość: gość Re: Nie trafiłeś. IP: 91.206.154.* 12.01.09, 18:09
              Gdyby to była szefowa jak to napisałeś pistolet, nie byłoby tego wątku. Ma
              problem (albo podejrzewa że może go mieć) i wątpliwości.
              I ją dobrze rozumiem - tym bardziej, że sama wybrała pracownika. I tylko tyle.
              To ona poniesie odpowiedzialność, a nie wiemy jaka jest sytuacja w firmie gdzie
              pracuje. Ja miałem komfort tego, że moja pozycja w firmie pozwalała mi ryzykować
              i przeciwstawić się każdemu, a zasady w firmie w której pracowałem były takie,
              że wszyscy mieli dostęp do zarządu i mogli rozmawiać otwarcie. (Ale jak zapadła
              decyzja to oczywiście musieli ją wykonać).
              A wracając do tematu: Mam nadzieję, że da jej szansę i będzie to jej osobisty
              sukces.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka