Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    totalna dilbertoza

    IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 14.07.01, 13:27
    Schyłek XX wieku, gdzieś ok. 1996-1997 roku. Pracownik jednej z korporacji
    dzwoni do dealerstwa na prowincji. Po wysłuchaniu powitalnej formułki,
    przedstawia się:
    - Hello, I'm J. from F Corporation, I wanto to talk to Mr Y.
    Wszystko Ok?
    Zarówno, odbierający telefon jak i dzwoniący byli Polakami. Nie zawsze telefon
    odbierał anglojęzyczny, ale pana J. nic nie było w stanie zbić ....
    Obserwuj wątek
      • Gość: MIkeY Re: totalna dilbertoza IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.07.01, 08:24
        dobre :) ja też dodam coś ze swojej działki.
        W 1997 roku pracowałem w pewnej firmie komputerowej - z jakiegoś tam powodu
        musiałem zadzwonić do Gdańska do innej firmy z zapytaniami o ceny i takie tam
        różne inne sprawy. Połączenie, cyk, cyk, cyk, i słyszę w języku Szekspira:
        Dzień dobry, firma taka i taka, cośtam coś tam, w czym mogę pomóc?.
        Konsternacja ale nic to - jestem po filologii angielskiej (hihi informatyk)
        więc zaczynam rozmawiać - z drugiej strony osoba perfekcyjnie władała
        angielskim z doskonałym akcentem. Rozmawialiśmy dobre 20 minut, i w sumie mimo
        to że dzwoniłem do Gdańska do polskiej firmy nie przyszło mi do głowy, żeby
        przejść na nasz język :))). Po jakimś czasie po którymś tam pytaniu o
        specyfikacje sprzętu w potoku angielskich słów słyszę w słuchawce "cholera, też
        się doczepił do specyfikacji, gdzie ja mam mu to znaleźć". Myślałem że spadnę
        ze śmiechu pod krzesło. Grzecznie tylko odpowiedziałem, oczywiście już po
        polsku "może w jakimś segregatorze?". Obawiam się że po tamtej stronie
        słuchawki ktoś też spadł z krzesła... :)))
        pozdro
        MIkeY
      • Gość: daag Re: totalna dilbertoza IP: *.*.*.* 16.07.01, 13:39
        wydarzenie autentyczne mające miejsce ostatnio w firmie w której pracuję (modna
        branża, znana firma)

        telefon z zarządu:
        - to pan występował z wnioskiem o pełnomocnictwa dla pana x na podpisanie aktu
        notarialnego - umowa kupna-sprzedaży?
        - tak
        - proszę przysłać kopię tej umowy
        - ???? przecież ona dopiero będzie podpisana! po to jest to pełnomocnictwo!
        mogę pani przesłać kopie protokołu z NWZA o zgodzie akcjonariuszy na transakcję.
        - aha, ale to już mam. no to proszę przysłać jakąś inną umowę
        - ???? inną umowę? jakąkolwiek?
        - potrzebuję jak najwięcej dokumentów dotyczących tej sprawy.
        - więc może list intencyjny. będzie OK?
        - niech będzie
        do końca dnia telefon milczy. jest OK.
      • Gość: ja Re: totalna dilbertoza IP: *.tht.net 09.08.01, 20:51
        Krytykujesz innych, ze uzywaja angielskiego w Pollsce ( i bardzo dobrze), ale
        sam piszesz "dealerstwo". Cos tu nie tak.
        • Gość: rafal100 Re: totalna dilbertoza IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 10.08.01, 19:02
          Gość portalu: ja napisał(a):

          > Krytykujesz innych, ze uzywaja angielskiego w Pollsce ( i bardzo dobrze), ale
          > sam piszesz "dealerstwo". Cos tu nie tak.

          różnica między dilerem a dealerem jest taka jak między działką a parcelą
          • Gość: ja Re: totalna dilbertoza IP: *.tht.net 10.08.01, 21:28
            Jesli nie znasz tlumaczenia slowa dealer to zajrzyj do slownika.
            • Gość: rafal100 Re: totalna dilbertoza IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 12:11
              Gość portalu: ja napisał(a):

              > Jesli nie znasz tlumaczenia slowa dealer to zajrzyj do slownika.

              Boże! Dilbert! To ty?
        • Gość: rafal100 Re: totalna dilbertoza IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 10.08.01, 19:06
          Gość portalu: ja napisał(a):

          > Krytykujesz innych, ze uzywaja angielskiego w Pollsce ( i bardzo dobrze), ale
          > sam piszesz "dealerstwo". Cos tu nie tak.

          Ja nie krytykuje Polaków mówiących po angielsku, lecz Polaków mówiących w tym
          języku do innych Polaków.
      • Gość: Bona Konkurs IP: *.zgora.dialog.net.pl 09.08.01, 23:35
        Mam w pracy do czynienia z różnymi nacjami z całej Europy ( na szczęście, lub
        nieszczęście- niewiadomo- niezbyt często). M.in. z Ukraińcami i Czechami.
        Ludzie w wieku wskazującym niechybnie na znajomość rosyjskiego(Czesi; o
        Ukraińcach nawet nie wspomnę, bo to nawet nie kwestia wieku). To jedna rzecz. A
        druga - sygnalizowałam, że mogę rozmawiać po rosyjsku, czeski też nie jest mi
        całkiem obcy. Pytanie konkursowe : w jakim języku się porozumiewamy? Włosi z
        kolei dobrze wiedzą, że znajomość włoskiego bywa u nas rzadkością. Ja trochę
        rozumiem, ale niewiele. Już szybciej coś "kumam" z włoskiego przez podobieństwo
        do łaciny. Włosi podobno znają angielski. Porozumiewamy się tylko pisemnie. Jak
        sądzicie? W jakim języku? To drugie pytanie konkursowe. I jeszce
        jeden "kwiatek". Gdy rozmawiałam z niemieckim pracownikiem siostrzanej firmy,
        po niemiecku (przyznaję, że nie mówię biegle, ale radzę sobie) - polski
        pracownik tej firmy, obecny przy rozmowie, po coś (?)jeszcze mi tłumaczył na
        polski. Dla oddania kolorytu dodam, że zna niemiecki gorzej ode mnie, więc nie
        nadążał, biedak. Akcent zaś miał taki, że nawet mnie uszy spuchły.
      • Gość: koko Z ostatniej chwili IP: *.cern.ch 29.08.01, 16:04
        W odpowiedzi na e-mail, dostalem jako zalacznik moj poprzedni e-mail w
        formacie, UWAGA: MSPaint! Gosc zrobil Print Screen, Paste w MSPaint i zalaczyl
        do swojego e-maila. Matko Boska!

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka