9999i9
26.01.02, 22:35
Ostatnio pomagałem komuś, kto dał ogłoszenie rekrutacyjne (warszawa, szeregowe
stanowisko). Przyszło 500 zgłoszeń (słownie: pięćset). Oczywiście mówi to coś o
rynku pracy, ale ja nie o tym. Ja o takiej drobnostce, jak zdjęcia.
W ogłoszeniu proszono, aby załączyć zdjęcie. Przy przeglądaniu podań
automatycznie do kosza powędrowały wszystkie bez zdjęcia (zostało około połowy).
Z tych podań które zostały, zdecydowana większość miała zdjęcia wkomponowane w
CV i drukowane na drukarce. Te które przyszły faksem, były na ogół kiepskiej
jakości. Te które przyszły jako załączniki w poczcie elektronicznej i zostały
wydrukowane na miejscu, wyglądały znacznie lepiej. Oczywiście jakość jednych i
drugich zależała też od tego, jak zostało wykonane i obrobione oryginalne
zdjęcie. Ale w 90% zdjęcia wkomponowane w dokument wyglądały na papierze co
najwyżej średnio.
Około 50 podań przyszło pocztą i zawierało normalne, staromodne odbitki
(kolorowe). I właśnie te podania zostały rozpatrzone w pierwszej kolejności i z
największą uwagą. Dlaczego? Bo się wyróżniały od innych. To nie znaczy że
kandydat zostanie wybrany z tych 50-ciu, być może wśród nich nie ma
odpowiedniego. Ale to właśnie oni poszli na wierch stosu papierów.
Powiecie że to głupie, że trzeba czytać życiorysy, analizować wykształcenie,
karierę zawodową i tak dalej, a nie gapić się na zdjęcie? Oczywiście, macie
rację, tak powinno być. Ale jak ktoś dostaje 500 podań, nie ma do pomocy działu
kadr i musi normalnie pracować na kierowniczym stanowisku, to nie łudźcie się
że będzie czytał i analizował wykształcenie i ścieżkę zawodową 500 kandydatów.
Tu działają (przynajmniej na pierwszym i podstawowym etapie selekcji) prawa
raczej mechaniczne.
PS. Uroda kandydatów nie miała nic do rzeczy. Chodziło tylko o to, jak jeden
spięty zszywaczem plik papierów wygląda na tle innego.
PPS. Nie prowadzę zakładu foto.