kasiulek10
02.01.04, 15:42
Chodzę od pewnego czasu na różne rozmowy kwalifikacyjne w poszukiwaniu
pracy. Spotykam sie z rozmaitymi osobami, często całkiem na poziomie, które
mają uprzednio przesłane moje aplikacje. Dotychczas pracowałam jako
sekretarka i asystentka przy projekcie i tak mam wpisane w papierach. Po
czym facet mnie pyta na rozmowie (stanowisko: asystentka dyrektora) : czy
pani jest dobrym handlowcem? (jakby nie wynikało z papierów, że nigdy nim
nie byłam, nie miałam okazji się sprawdzić w tej dziedzinie, więc nie wiem).
Przez panią z firmy zajmującej się importem maszyn dziewiarskich zostałam
poproszona o narysowanie drzewa owocowego i podpisanie się...pod nim. Pytała
też kim chcę być za trzy lata-i tu miałam problem: trudno odpowiedzieć:
asystentką, ponieważ to nie świadczy o ambicjach, z drugiej strony
powiedzieć, że kimś innym-pomyślą, że tylko będę patrzeć gdzie by tu zbiec
do innej pracy lub na inne stanowisko (szukają asystentki).
Odnoszę wrażenie, że przygotowanie niektórych oób do przeprowadzania
rekrutacji jest niewystarczające, często pytania są zadawane z przypadku,
chyba co komu do głowy strzeli akurat.
Większość pracodawców jest też nieuczciwa jeśli chodzi o nazwę stanowiska a
wykonywane de fakto czynności zawodowe. Deklaracje z ogłoszenia nie
pokrywają się niestety z rzeczywistościa jaką zastajemy w firmie.
Dowiedziałam się dziś od pewnej pani, że w ogłoszeniu napisali "asystentka"
nie "sekretarka" bo nie chcieli spłycać, upraszczać, odstraszać...PIĘKNIE PO
PROSTU. Tam gdzie w ogłoszeniu szukają asystentki dyrektora handlowego
chodzi o osobę, która będzie prowadziła sekretariat (ciągłe jałowe telefony,
kawa, herbata, każdy co chwila przychodzi i szum robi, zawraca głowę: daj mi
koszulkę na dokumenty, papier ksero...itd...) i do tego współpracowała z
zespołem w czasie przed wyjściem projektu, która to współpraca wymaga
myślenia często koncepcyjnego. Pogodzić sie tego nie da, i doświadczenie
nauczyło mnie, że mało kto rozumie takie położenie :sekretarki", takie
rozdarcie. Pracowałam kiedyś w takim stylu, że miałam ogrom tłumaczeń
technicznych (wymagających intensywnej pracy umysłowej) i co chwila prace
przerywały mi telefony z prośbą o łączenie (nie byłam telefonistką!!!!!), do
tego pomywałam brudne naczynia po naradach, bo panie sprzątaczki zatrudniono
z zakładu pracy chronionej i okien także nie myły.. Długo się nie da tak
rozpraszać, można zgłupieć.
Uczciwość pracodawcy polegałaby według mnie na tym, że proponując sekretarce
pracę w sekretariacie i tym samym zazwyczaj niższą pensję wymagałby od niej
istotnie wykonywania czynności związanych z sekretariatem a każdej osobie
zajmującej się tym co wychodzi poza ten zakres przynajmniej poświadczał na
świadectwie pracy, kim w istocie była w tej firmie.
Wszelkie inne rozwiązania są po prostu wykorzystywaniem pracownika.
Wycwanili się niesamowicie.
Co o tym myślicie?