Muszę się Wam pochwalić...
Od dawna męczyło mnie że robiąc swoje "ozdoby własnoręcznie" rujnuję stół
jadalniany i pół mieszkania wokoło. Myślałam o wynajęciu jakiejś pracowni,
ale co z Miśkami- opiekunka? żłobek i przedszkole?- odpada.
Więc pokombinowałam i urządzam sobie miejsce do pracy w domu, na razie mam
spory stół (z własnej piwnicy zresztą) i krzesło.
I górę rzeczy na stole...pościąganych z całego mieszkania

Muszę jakoś zapanować nad tym bałaganem i będzie mi się fajnie pracować.
Jeszcze dobra lampa- bo pracuję głównie w nocy, kiedy Miśki śpią.
A mąż na koniec powiedział, oczywiście na początku okropnie narzekał że musi
meble przestawiać, "zrobiłbym WSZYSTKO żeby wreszcie spokojnie zjeść obiad, a
nie na skrawku stołu z farbami"

Pozdrawiam
Was serdecznie