Dodaj do ulubionych

o jeden most za daleko

01.09.08, 12:27
czy wam też brakuje połączenia Konstancin-OTWOCK?
kiedyś były promy,pozostały drogi dojazdowe i betonowe umocnienia nad brzegami.
są dwa miejsca idealnie nadające się do
zbudowania kładki dla pieszych i rowerzystów ( takie kładki norma np. we
Wrocławiu)
Gassy - Karczew
Ciszyca-Józefów
budowa mostu oczywiscie nie wchodzi w grę bo
"ZA DROGO i SIĘ NIE OPŁACA"
ale przy budowie kładek, można dostać niezłą subwencję z Unii
więc w czym problem?
Nikt na to nie wpadł czy nie ma zainteresowania?
Obserwuj wątek
    • jacekglm Re: o jeden most za daleko 01.09.08, 13:00
      Moim marzeniem jest taka przeprawa.
      I nie musi to być od razu kładka ani nic stałego.
      Wystarczy prom.Taki jak na przykład kursuje z Łomianek na Tarchomin.

      Po drugiej stronie czeka Mazowiecki Park Krajobrazowy i jak się chce na rower
      wyskoczyć to robi się z tego większa wyprawa a tak można by przez rzeczkę hyc
      zrobić i po problemie.

      > Nikt na to nie wpadł czy nie ma zainteresowania?

      Raczej nikt nie chce się "wychylać".
      Jak by zrobili to chętni by się znaleźli.
      • drzejms-buond Re: o jeden most za daleko 01.09.08, 13:42
        no właśnie chodzi o te... HYC!!!
        albo przez Górę Kalwarię
        albo przez Warszawę...
        zastanawiałem sie nawet czy nie zainwestowac w ponton!
      • tomjani Re: o jeden most za daleko 01.09.08, 13:42
        jacekglm napisał:

        > Moim marzeniem jest taka przeprawa.
        > I nie musi to być od razu kładka ani nic stałego.
        > Wystarczy prom.Taki jak na przykład kursuje z Łomianek na
        > Tarchomin.

        Podpisuję się oburącz: wolałbym aby nie powstał tam żaden most, niż
        aby powstał most za niski.
        Dlaczego? Poczytajcie i obejrzyjcie:

        www.siz.org.pl/opowiesc/tomekj/wisla1.html
        > Jak by zrobili to chętni by się znaleźli.

        Co do promów - może warto by zgłosić wniosek w warszawskim Ratuszu,
        aby jeden z promów pieszo - rowerowych kursujących dziś między
        Starówką i ZOO, lub między Portem Czerniakowskim a Saską Kępą
        przesunąć w przyszłym sezonie do Ciszycy lub Gassów? Niby daleko od
        miasta, ale pożytek bez porówniania większy.
        • drzejms-buond Re: o jeden most za daleko 01.09.08, 14:20
          o!piękna łajba, rzadki widok na Wiśle.
          Może chcesz sie zatrudnić przy przewożeniu rowerzystów?
          ;]
          • tomjani Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 08:25
            drzejms-buond napisał:

            > o!piękna łajba, rzadki widok na Wiśle.

            W tamtych okolicach faktycznie rzadki - tylko raz dotarłem do Gassów
            (wyłącznie za pomocą żagli), plus raz do ujścia Jeziorki (z
            niewielką pomocą silnika). Zdecydowanie częściej można zobaczyć mnie
            między mostem Łazienkowskim i Siekierkowskim - nieraz w godzinach
            popołudniowych, po pracy.

            > Może chcesz sie zatrudnić przy przewożeniu rowerzystów?
            > ;]
            Niedasie ;-( Jak widać na ostatnim ze zdjęć

            www.grzywa.waw.pl/varia/tomjani.html
            ten Orion został zarejestrowany w roli łodzi do połowu ryb, nie do
            przewozu pasażerów ;-P
            • zielonamysz Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 09:01
              Swietny pomysl..
      • schwinn1 Re: o jeden most za daleko 01.09.08, 20:26
        tez popieram!
        kurka, nie mozna sobie ot tak skoczyć do MPKu a szkoda
        zdaje sie w gassach to jest taki pomost betonowy czyli zaczątek czy to przeprawy
        promowej (niech by była rzadko ale byla) albo wiekszej kladki, nie musimy miec
        mostu dla aut, one niech sobie jada do GK ;-)
        • tata_polak Re: o jeden most za daleko 01.09.08, 21:34
          Kiedyś taki plan miała fundacja Ja Wisła, (www.jawisla.pl) ale to nie takie
          proste. Potrzeba entuzjastów i kasy - sprawa generalnie nie jest prosta ani
          technicznie ani ekonomicznie. Toczyłem dysputy na ten temat z szefem ww fundacji
          podczas akcji znakowania rezerwatów wiślanych (mają juz osiągnięcia, latem co
          noc można wybrać się ich "Stworą" w rejs wiślany)
          • tomjani Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 08:15
            tata_polak napisał:

            > latem co noc można wybrać się ich "Stworą" w rejs wiślany)

            Można było :-(
            Niestety w tym roku "Stwora" na wodę nie zeszła, chociaż wiosną
            wysmołowano jej dno i burty. Coś tam chyba zazgrzytało w Fundacji, i
            od tamtego czasu "Stwora" leży do góry dnem na trawie na przystani.
            Tym samym regularnie pływa po Wiśle tylko mój "Leśny Dziadek" z tej
            samej przystani - gdy sprzyjający wiatr zawieje.
            • drzejms-buond Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 09:35
              tani pomysł to nie jest, przyznaję.
              ale!!!
              w przypadku gdy miałby to budować dajmy na to
              sam Konstancin.
              wystarczyłoby porozumienie między gminami albo powiatami,
              po obu stronach wisełki,
              o rozłożeniu kosztów...
              Wisła? nooo to byśmy mieli dodatkowe poparcie.
              Ktoś wie jak pchnąć tę sprawę? do kogo pisać?

              no ile mozna jeździć po lasach chojnowskich?
              • tomjani Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 10:37
                drzejms-buond napisał:

                > tani pomysł to nie jest, przyznaję.

                Uprzedzając ewentualne projekty typu "romantyczna kładka półtora
                metra nad lustrem wody" (rodem z kampanii wyborczej do warszawskiego
                samorządu) chciałem zwrócić uwagę na fakt że owo lustro wody potrafi
                się podnieść (zwłaszcza na wiosnę) o dobre 6 metrów, w wyniku czego
                mielibyśmy kładkę o te 4 m... poniżej lustra wody. Tu nie chodzi
                tylko o to że chciałbym mieć przynajmniej 8 metrów prześwitu przy
                normalnym stanie wody, ale i o to aby przy stanie wody zbliżonym do
                alarmowego pod kładką zmieścił się lodołamacz płynący do likwidacji
                zatoru. To tłumaczy dlaczego warszawskie mosty są tak wysokie w
                porównaniu choćby z przywoływanymi tu mostami we Wrocławiu, które
                wybudowane są tak naprawdę nie nad Odrą, lecz kanałami o ustalonym
                poziomie wody.
                • yo.niec Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 13:12
                  Tomjani, a nie ma przypadkiem zakazu pływania na żaglach na rzekach??? Zwłaszcza
                  na Wiśle??
                  • tomjani Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 15:54
                    yo.niec napisała:

                    > Tomjani, a nie ma przypadkiem zakazu pływania na żaglach na
                    > rzekach??? Zwłaszcza na Wiśle??

                    Owszem na niektorych rzekach jest, zwłaszcza na Pisie. Ale na Narwi,
                    a tym bardziej na Wiśle, takiego zakazu nie ma i nigdy nie było.
                    Można spróbować zgłosić taki pomysł leśnym dziadkom z Warszawskiego
                    Okręgowego Związku Żeglarskiego, którzy z braku kasy (w wyniku
                    ubiegłorocznej liberalizacji przepisów w zakresie obowiązku
                    rejestracji jachtów i posiadania uprawnień, w co byłem usilnie
                    zaangażowany) musieli opuścić czeropokojowy apartament przy PZU na
                    Ciołka (gdzie już zacierali ręce jakie to lody skręcą na oczekiwanym
                    wprowadzeniu obowiązkowych ubezpieczeń w żeglarstwie) - do ciasnej
                    klitki na Wale Miedzeszyńskim, skąd pewnie czasami widzą łódkę
                    nazwaną na ich "cześć", z rybnym a nie związkowyym numerem
                    rejestracyjnym, i nie wymagającą już żadnych uprawnień do jej
                    prowadzenia. Więc całkiem prawdopodobne, że wprowadzenie podobnego
                    zakazu przyjęliby z mściwą sadysfakcją...
                    • yo.niec Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 17:28
                      tomjani napisał:

                      > yo.niec napisała:
                      >
                      > > Tomjani, a nie ma przypadkiem zakazu pływania na żaglach na
                      > > rzekach??? Zwłaszcza na Wiśle??
                      >
                      > Owszem na niektorych rzekach jest, zwłaszcza na Pisie. Ale na Narwi,
                      > a tym bardziej na Wiśle, takiego zakazu nie ma i nigdy nie było.


                      O no proszę. To ciekawostka jakaś dla mnie :)
                      • tomjani Re: o jeden most za daleko 03.09.08, 08:22
                        yo.niec napisała:

                        > > na Narwi, a tym bardziej na Wiśle, takiego zakazu nie ma i nigdy
                        > > nie było.

                        > O no proszę. To ciekawostka jakaś dla mnie :)

                        Znaczy też żeglujesz? :-) A ja jestem ciekaw skąd te przypuszczenia
                        jakoby na Wiśle obowiązywał zakaz pływania pod żaglami: czyżby
                        uczono tak na tzw. kursie na patent? :-(((
                        • yo.niec Re: o jeden most za daleko 03.09.08, 08:30
                          od 10 roku życia, ale patentu nigdy nie zrobiłam [bo mi sie nie chciało]. Po
                          prostu z logiki mi wyszło, że skoro są tam kluby żeglarskie np. Rejsy, a nikt
                          nie pływa po Wiśle na żaglach - znaczy jest zakaz [psychologia tłumu ;)].
                          Piękny byłby widok, jak ze starych zdjęć Wwy, gdyby zaroiło się tam od żagli.
                          Oczywiście ze szkodą dla żeglarzy ;) ale cóż to by był za widok :D
                          • tomjani Re: o jeden most za daleko 03.09.08, 10:54
                            yo.niec napisała:

                            > od 10 roku życia, ale patentu nigdy nie zrobiłam [bo mi sie nie
                            > chciało].

                            I już robić nie musisz, skoro żeglować umiesz :-) Po długiej i
                            ciężkiej batalii opisanej na www.siz.org.pl/ udalo się
                            doprowadzić do zniesienia obowiązkowości patentów na jachtach do 7,5
                            metra długości kadłuba. Wykraczające ponad ten rozmiar tzw.
                            koromysła jakie obecnie dominują w mazurskich czarterach, to zwykłe
                            nieporozumienie, popularnośc którego daje się wytłumaczyć w znacznej
                            mierze zwykłym lanserstwem.

                            > Po prostu z logiki mi wyszło, że skoro są tam kluby żeglarskie np.
                            > Rejsy,

                            Skoro już wymieniłaś nazwę mojego klubu - to może skorzystałabyś z
                            zaproszenia na parugodzinny rejs po Wiśle? :-)

                            > a nikt nie pływa po Wiśle na żaglach - znaczy jest zakaz
                            > [psychologia tłumu ;)].

                            Ja tam sobie tlumaczyłem ten przykry fakt w sposób bardziej chyba
                            oczywisty: prąd Wisły wydawał mi się tak silny, że nie wyobrażałtm
                            sobie pływania inaczej niż na silniku (chyba że Omegą o ile trafi
                            się mocny fordewind, tak jak to było we wrześniu 1979 roku podczas
                            harcerskiej imprezy). Zweryfikowałem ten pogląd dopiero wtedy gdy
                            sam spróbowałem. Oto opis tamtego historycznego ;-) rejsu:

                            niusy.onet.pl/niusy.html?t=artykul&group=pl.rec.zeglarstwo&aid=25035129

                            Faktyczny zaś powód braku żaglówek jest jeszcze bardziej prozaiczny:
                            mało komu obecnie chce się "tracić czas" pływając pięknymi przecież
                            rzekami, każdy jeden nawet jeśli nie trzyma jachtu na Mazurach, woli
                            załadować go na lawetę i zawieźć. aby po raz niewiadomo który pływać
                            oklepaną już do znudzenia "jachtostradą" Węgorzewo - Mikołajki -
                            Ruciane. Taka np. przystań YKP dawno została już odcięta naniesionym
                            piaskiem od Wisły - i nikt z trzymających tam jachty nawet się tym
                            nie przejmuje :-(

                            > Piękny byłby widok, jak ze starych zdjęć Wwy, gdyby zaroiło się
                            > tam od żagli.
                            > Oczywiście ze szkodą dla żeglarzy ;)

                            Niby dlaczego ze szkodą? Przecież na Zalew Zegrzyński dopłynąć jest
                            z Warszawy nietrudno.

                            > ale cóż to by był za widok :D

                            Mówisz - i masz :-) W tym oto poście

                            niusy.onet.pl/niusy.html?t=artykul&group=pl.rec.zeglarstwo&aid=76501410

                            znajdzesz linki do paru ciekawych fotek. Jak najbardziej
                            współczesnych: z tegorocznego Święta Wisły.
                            • yo.niec Re: o jeden most za daleko 15.09.08, 15:10
                              > I już robić nie musisz, skoro żeglować umiesz :-) Po długiej i
                              > ciężkiej batalii opisanej na www.siz.org.pl/ udalo się
                              > doprowadzić do zniesienia obowiązkowości patentów na jachtach do 7,5
                              > metra długości kadłuba. Wykraczające ponad ten rozmiar tzw.
                              > koromysła jakie obecnie dominują w mazurskich czarterach, to zwykłe
                              > nieporozumienie, popularnośc którego daje się wytłumaczyć w znacznej
                              > mierze zwykłym lanserstwem.

                              no i ja się z tym nie zgadzam.
                              Jest masa osób, które pływają długo, nie mają patentów i radzą sobie. Szkoda, że
                              nie są w stanie zareagować jak przychodzi biały szkwał, nie rozróżniają wiatrów,
                              nie potrafią podejść do koła ratunkowego, co dopiero do człowieka itd. I niby
                              jak to można zweryfikować bez patentu?
                              Myślisz, że skąd się wzięło tyle ofiar rok temu? Z głupoty. Patent przynajmniej
                              część [no o zmarłych się źle nie mówi, więc postawię trzy kropki] ...
                              weryfikował, a teraz? Wolna amerykanka?
                              Szczerze mówiąc, mimo moich liberalnych poglądów, jak obserwuje to co zostało
                              opisane kilka postów niżej, czyli wchodzenie do portów, to zaczynam być za
                              wprowadzeniem obowiązkowego sternika...

                              > Skoro już wymieniłaś nazwę mojego klubu - to może skorzystałabyś z
                              > zaproszenia na parugodzinny rejs po Wiśle? :-)

                              :) wychowałam się w tym klubie. Nie wiem ile masz lat, ale kojarzysz może
                              czerwoną nadzieję z Rejsów?
                              Dziękuję bardzo, jednak jestem przy okazji strasznym zmarźluchem, a pogoda
                              przestała dopisywać :/

                              > Niby dlaczego ze szkodą? Przecież na Zalew Zegrzyński dopłynąć jest
                              > z Warszawy nietrudno.

                              chodziło mi raczej o tłok ;)
                              Pozdrawiam
                              • tomjani Re: o jeden most za daleko 17.09.08, 12:26
                                yo.niec napisała:

                                > > udalo się doprowadzić do zniesienia obowiązkowości patentów
                                > > na jachtach do 7,5 metra długości kadłuba./.../

                                > no i ja się z tym nie zgadzam.

                                Uuuu, rozdrażniłaś może nie lwa, ale w najlepszym razie kąśliwego
                                bullteriera ;-E

                                > Jest masa osób, które pływają długo, nie mają patentów i radzą
                                > sobie.

                                Dokładnie. I jest też niemało osób z patentami które lamentują na
                                różnych forach: "Poradźcie coś, mam już patent ale boję się
                                samodzielnie pływać..."

                                > Szkoda, że nie są w stanie zareagować jak przychodzi biały szkwał,
                                > nie rozróżniają wiatrów

                                A masz świadomość kiedy był ów osławiony "biały szkwał" (cudzysłów
                                dlatego ze to był zwyczajnym choć bardzo mocny szkwał burzowy przed
                                którym powinno się wyrobić respekt u każdego żeglarza a nie żaden
                                biały szkwał, który przychodzi z czystego nieba ale tylko w
                                tropikach - to tak a'propos rozróżniania wiatrów), a kiedy nastąpiła
                                liberalizacja przepisów? Otóż nowe przepisy weszły w życie z dniem 1
                                stycznia 2008 roku - ponad 4 miesięce po tamtej tragedii! Wywracały
                                się łódki od 5,5m długości (Foka) do 7,8m (Tango) a może i większej.
                                Na Foki trzeba wtedy było mieć patent, na Tanga 780 trzeba go mieć
                                do dziś. Niedasie zatem wytłumaczyć rozmiarów tragedii niemaniem
                                patentów u jej ofiar.

                                > nie potrafią podejść do koła ratunkowego, co dopiero do człowieka

                                Ten osławiony "człowiek za burtą", zmora każdego kursanta - to w
                                istocie podstawowy "filtr" pozwalajacy zlośliwemu egzaminatorowi
                                uwalać egzaminowanych pod dowolnym pretextem, a tym samym zgarniać
                                więcej kasy przy okazji ewentualnego egzaminu poprawkowego. Może i
                                pomaga on opanować precyzyjne prowadzenie jachtu - ale użyteczność w
                                prawdziwej akcji ratunkowej manewru wykonywanego wg reguł PZŻ bywa
                                mocno problematyczna, co więcej - wyrabia fatalne odruchy. Kursant w
                                obawie przed "spaleniem" manewru dodatkowym zwrotem woli odpłynąć od
                                koła ratunkowego o dobre 200m, aby tym precyzyjniej obrać kurs
                                wiodący prosto do celu. Tak wykonywany manewr trwa długie minuty, i
                                prawdziwy tonący ma w tych warunkach dosyć czasu aby pójść pod wodę,
                                zaś na morzu zanim zdąży utonąć, to najpewniej zgubi się między
                                falami. Zatem najważniejszą rzeczą jest NIE ODPŁYWAĆ OD TONĄCEGO
                                dalej niż potrzeba dla podjęcia go z wody. Nawet jeśli trzeba będzie
                                przy tym wykonać nie jeden, ale kilka dodatkowych zwrotów, wspomóc
                                żagle silnikiem lub pagajami, stanąć w dryf (nb. najpewniejszy
                                manewr ratunkowy, nie ćwiczony na kursie, może jako "nieelegancki"
                                może jako mało wymagający od prowadzącego). Niekoniecznie najlepszym
                                pomysłem jest przy tym wymagane na egzaminie podejście do człowieka
                                na odległość wyciągniętej ręki za wszelką cenę (to udaje się
                                przy "dwójce" na Zegrzu, ale już niekoniecznie na Śniardwach
                                przy "szóstce") tylko np otoczenie go liną z holowanym kołem lub
                                kamizelką i podholowanie do jachtu gdy ją chwyci, a jeśli ratowany
                                jest nieprzytomny - posłanie za burtę załoganta na lince
                                asekuracyjnej.

                                > I niby jak to można zweryfikować bez patentu?

                                Ależ proszę bardzo. Niech nadal weryfikuje się przy pomocy patentów
                                najbardziej wymyślne umiejętności, ale zarazem niech dokument
                                potwierdzający taką weryfikację nie będzie już "przepustką na wodę".
                                Dokładnie tak to działa w wolnym świecie: tam żaden inspektor czy
                                policjant nie zhaltuje na wodzie żeglarza za samo niemanie patentu,
                                a jednak szkolenia żeglarskie funkcjonują a ich uczestnicy zdobywają
                                patenty. Choćby po to aby łatwiej było negocjować z czarterowniami
                                warunki wynajmu jachtu. Jednocześnie ci co dotąd nigdy nie pływali -
                                nie lezą jak lemingi na szerokie wody aby topić się masowo. Instynkt
                                samozachowawczy jednak działa.

                                > Myślisz, że skąd się wzięło tyle ofiar rok temu? Z głupoty. Patent
                                > przynajmniej część
                                ...jego posiadaczy owego instynktu pozbawił, wyrabiając w nich
                                złudne przeświadczenia że skoro jest na nim napisane: "Posiada
                                uprawnienia do prowadzenia jachtów żaglowych po wodach śródlądowych
                                bez ograniczeń" - to znaczy to także "Posiada kwalifikacje w każdych
                                najtrudniejszych nawet warunkach". Tymczasem przyszła mocna burza, i
                                okazało się że wszystko co na kursach przećwiczono "pod sznurek"
                                przy pięknej pogodzie można sobie OKDR :-(((

                                > a teraz? Wolna amerykanka?

                                Czyli - Wolny Świat (choć jeszcze nie do końca). Tak restrykcyjnych
                                przepisów jakie obowiązywały do ubiegłego roku nie dorobił się żaden
                                kraj, może poza Kubą i podobnymi, gdzie straż przybrzeżna w każdym
                                widzi potencjalnego uciekiniera. W PRL WOP bronował plaże, PZŻ zaś
                                opiniował wydawanie tzw "Klauzul" bez których nie było mowy o
                                popłynięciu z Helu do Władysławowa. A w III RP vel PRL bis leśne
                                dziadki z tej ostatniej instytucji nadal chciały mieć pod kontrolą
                                tych co chcieliby żeglować, nie tylko po morzu zresztą). Z jedną
                                drobną różnicą w porównaniu z czasami wcześniejszymi: za wydawanie
                                dokumentów zezwalających na żeglowanie (nie tylko patentów ale i
                                dowodów rejestracyjnych jachtów) miały do ich kieszeni płynąć
                                niewyobrażalne pieniądze. Teraz już rozumiesz po co byla to całe
                                dorabianie filozofii jak to rzekomo niewyobrażalnie
                                trudnym "sportem" jest żeglarstwo?

                                > Szczerze mówiąc, mimo moich liberalnych poglądów, jak obserwuje to
                                > co zostało opisane kilka postów niżej, czyli wchodzenie do portów,

                                Kociokwik jaki zdarza się niektórym podczas wchodzenia do portu jest
                                również daleką konsekwencją obowiązkowości patentów. Zbiera się
                                ferajna wśród której tylko jeden ma upragniony patent - i aby
                                wszyscy się pomieścili, biorą największe dostępne koromysło którego
                                nie potrafią opanować. Obecnie będą mieli jakiś wybór: jeden TES 32
                                Dreamer, a może jednak dwie lub trzy Sasanki, które jako lżejsze nie
                                są w stanie poczynić wielkich spustoszeń.

                                > to zaczynam być za wprowadzeniem obowiązkowego sternika...

                                Dziś nie mam wątpliwości co do tego że gdyby nie zniesienie
                                obowiązkowego sternika w 1981 roku, nie pisałbym dziś na tematy
                                żeglarskie, a bezużyteczny patent żeglarza zrobiony rok wcześniej,
                                dający "uprawnienia" do prowadzenia po śródlądziu w porze dziennej
                                jachtów mieczowych do 15mkw żagla... pod nadzorem instruktora(!)
                                dawno już zawieruszył się między szpargałami. Szukać kosztem
                                wielkich wyrzeczeń jakiegoś rejsu "stażowego" na którym miałbym
                                niewiele okazji do prowadzenia jachtu a tym samym podszlifowania
                                umiejętności, zaliczać kolejny kurs oraz pływanie - już nie na
                                wdzięcznej choć przaśnej "Omedze" lecz na parszywej dezecie, z
                                krwawiącymi odciskami na dłoniach w następstwie "galer" ćwiczonych
                                przez sadystycznego KWŻ-ta, na koniec pojechać na kilkudniowy spęd
                                szumnie zwany "sezją egzaminacyjną" gdzie było rzeczą oczywistą że
                                nie każdy zda bo ktoś uwalić musi, a w razie niepowodzenia -
                                rozpoczynać wszystko od nowa za rok - to już byłoby ponad moje siły.
                                Nie pociągałaby mnie tez perspektywa żebrać wśród znajomych, czy
                                może ktoś ma sternika i mógłby zabirać mnie na mazurski rejs. Tak
                                niestety kończyła większość tych co próbowali żeglarstwa w latach 60-
                                tych i wczesnych 70-tych :-(( Na szczęście ktoś nienajgłupszy w
                                całym tym PZŻ zadecydował o popuszczeniu cugli, i mogłem nieśmiało
                                zacząć przymiarki do samodzilenego pływania, najpierw "Omegą" w
                                pobliżu przystani, potem Orionem po Mazurach, i w dodatku w
                                pojedynkę. Sternika zrobiłem dopiero w 1997r, mając już niemałą
                                praktykę.

                                > Nie wiem ile masz lat,

                                O 9 więcej niż mój Orion z 1972 roku :-)

                                > ale kojarzysz może czerwoną nadzieję z Rejsów?

                                Nadzieja? Do tego typu należą piękne harcerskie jachty z pobliskiego
                                HOW, ale w Rejsach były przecież Belougi oraz Wielki Trener? Napisz
                                coś więcej o niej.

                                > Dziękuję bardzo, jednak jestem przy okazji strasznym zmarźluchem,
                                > a pogoda przestała dopisywać :/

                                Zimno, ale przede wszystkim beznadziejnie niski stan wody :-( Ale
                                jeśli pr
                                • tomjani Re: o jeden most za daleko 17.09.08, 12:30
                                  yo.niec napisała:

                                  Muszę dokończyć w nowym poście to co nie zmieściło się wyżej.

                                  > Dziękuję bardzo, jednak jestem przy okazji strasznym zmarźluchem,
                                  > a pogoda przestała dopisywać :/

                                  Zimno, ale przede wszystkim beznadziejnie niski stan wody :-( Ale
                                  jeśli przyjdzie Złota Polska Jesień... Skorzystasz? :-)

                                  > chodziło mi raczej o tłok ;)

                                  Jesli tylko między Warszawą a Zegrzem będzie się pływac łatwiej niż
                                  obecnie (rafa pod Spójnią :-( ), nie będzie tak źle. Pewne działania
                                  ze strony władz miasta już się szykują :-)
                                  • jacekglm Re: o jeden most za daleko 17.09.08, 12:56
                                    > > Dziękuję bardzo, jednak jestem przy okazji strasznym zmarźluchem,
                                    > > a pogoda przestała dopisywać :/
                                    >
                                    > Zimno, ale przede wszystkim beznadziejnie niski stan wody :-( Ale
                                    > jeśli przyjdzie Złota Polska Jesień... Skorzystasz? :-)

                                    A czy ja też mogę??
                                    • tomjani Re: o jeden most za daleko 17.09.08, 16:32
                                      A czemu nie, tyle że póki co mimo deszczu woda w Wiśle nie ma
                                      zamiaru się podnosić, a i wiatr w najbliższych dniach jest mocno
                                      niepewny. A do pewnego żeglowania pod prąd powinna dmuchać
                                      przynajmniej "mocna jedynka" z północy lub zachodu...
                                • yo.niec Re: o jeden most za daleko 18.09.08, 13:00
                                  > A masz świadomość kiedy był ów osławiony "biały szkwał"

                                  a nie chodziło mi o ten własnie, tylko w ogóle.

                                  Dla mnie sprawa wygląda tak. W ostatnich latach na mazurach pojawiła sie
                                  zastraszająca liczba debili. Dzięki obowiązkowemu patentowi przynajmniej jedna
                                  osoba na łódce miała pojęcie. Teraz nie musi mieć.
                                  Jest oczywiście masa ludzi bez patentów, którzy moim zdaniem mogą pływać, a jest
                                  masa z patentem, którzy nie powinni [często nawet ci starsi, którzy zrobili
                                  patent 40 lat temu, a teraz jadą z rodziną na wakacje i wchodzą na łódkę
                                  pierwszy raz od 40 lat].
                                  Niestety tak samo jest z prawem jazdy. Jest sporo osób, które potrafia jezdzić,
                                  a nie mają prawa jazdy, a masa tych, którzy mają - i na pewno nie powinni
                                  jezdzić. Tylko czy powinniśmy znosić prawka na Seicento??
                                  Może przykład trochę za bardzo pojechany, ale boję się po prostu tej bandy
                                  młodych kretynów, która wsiądzie na 7 metrowe łódki. Chociaż każdy ma swój rozum
                                  i może dopóki ma szacunek do wody jako żywiołu to nic mu się nie stanie :)

                                  > ...jego posiadaczy owego instynktu pozbawił, wyrabiając w nich
                                  > złudne przeświadczenia że skoro jest na nim napisane: "Posiada
                                  > uprawnienia do prowadzenia jachtów żaglowych po wodach śródlądowych
                                  > bez ograniczeń" - to znaczy to także "Posiada kwalifikacje w każdych
                                  > najtrudniejszych nawet warunkach". Tymczasem przyszła mocna burza, i
                                  > okazało się że wszystko co na kursach przećwiczono "pod sznurek"
                                  > przy pięknej pogodzie można sobie OKDR :-(((

                                  Tu niestety muszę sie zgodzić. To jednak nie do końca mnie przekonuje.
                                  Prawo jazdy robisz w lato, a potem przychodzi śnieżyca i gołoledź.
                                  Nie zawsze też na kursach jest piękna pogoda.
                                  Szkoda tylko, że nie nauczyli ich, że jak pojawia się czarna chmura to lepiej
                                  iść na piwo i frytki, a nie wypływac z portu. Ale czy naprawdę trzeba tego uczyć?

                                  > Nadzieja? Do tego typu należą piękne harcerskie jachty z pobliskiego
                                  > HOW, ale w Rejsach były przecież Belougi oraz Wielki Trener? Napisz
                                  > coś więcej o niej.

                                  To prawda. I jeden z używających Belougi [Bysia dokładnie], będąc również
                                  instruktorem w HOWie, zrobił sobie sam dla siebie czerwoną Nadzieję. Poszedł
                                  sobie z Rejsów i teraz wraz z moim ojcem jest w Polonezie.

                                  >
                                  > Zimno, ale przede wszystkim beznadziejnie niski stan wody :-( Ale
                                  > jeśli przyjdzie Złota Polska Jesień... Skorzystasz? :-)

                                  OMG z 18 lat nie pływałam po Wiśle [co w moim przypadku jest wiecznością], więc
                                  w sumie dlaczego nie? Biorąc pod uwagę gabaryty Oriona i wproszenie się Jacka
                                  :P czy będę mogła zabrać osobę tow.?
                                  • jacekglm Re: o jeden most za daleko 18.09.08, 13:52
                                    yo.niec napisała:
                                    > > Zimno, ale przede wszystkim beznadziejnie niski stan wody :-( Ale
                                    > > jeśli przyjdzie Złota Polska Jesień... Skorzystasz? :-)
                                    >
                                    > OMG z 18 lat nie pływałam po Wiśle [co w moim przypadku jest wiecznością], więc
                                    > w sumie dlaczego nie? Biorąc pod uwagę gabaryty Oriona i wproszenie się Jacka
                                    > :P czy będę mogła zabrać osobę tow.?

                                    Się wprosiłem bo nigdy nie pływałem i chciałbym zobaczyć jak to jest :)
                                    • tomjani Re: o jeden most za daleko 16.11.08, 17:31
                                      jacekglm napisał:

                                      > yo.niec napisała:

                                      > > OMG z 18 lat nie pływałam po Wiśle [co w moim przypadku jest
                                      > > wiecznością]

                                      > Się wprosiłem bo nigdy nie pływałem i chciałbym zobaczyć jak to
                                      > jest :)

                                      No i Jacek już zobaczył - gdy po wielu tygodniach wreszcie doczekaliśmy
                                      sprzyjającego wiatru! :-) Może więcej napisze sam. Yo.niec niestety jeszcze nie
                                      zobaczyła :-(
                                      • jacekglm Re: o jeden most za daleko 17.11.08, 17:58
                                        Oj zobaczył,zobaczył.Dawno takiego pietra nie miałem jak wczoraj podczas tych nawrotów ;-)

                                        Dziękuję serdecznie Tomku w imieniu swoim i Eweliny.

                                        Do podziękowań dołączam rzeczoną galerię:
                                        fotoforum.gazeta.pl/a/26286.html
                                        Jeszcze raz dzięki serdecznie i polecamy się na przyszłość.

                                        p.s."film propagandowy" się montuje...
                                        • tomjani Re: o jeden most za daleko 13.02.09, 09:29
                                          jacekglm napisał:

                                          > p.s."film propagandowy" się montuje...

                                          No i? Zapomniało się pochwalić że już jest, aż ja całkiem przez
                                          przypadek musiałem na niego natrafić? ;-P

                                          www.youtube.com/watch?v=Q1r19v5B9-Q
                                          www.youtube.com/watch?v=8hS7sqXv6Ng&feature=related
                                          • jacekglm Re: o jeden most za daleko 13.02.09, 09:47
                                            aj,zapomniało.
                                            sory
                                  • tomjani Re: o jeden most za daleko 19.09.08, 09:02
                                    yo.niec napisała:

                                    > > kiedy był ów osławiony "biały szkwał"
                                    > a nie chodziło mi o ten własnie, tylko w ogóle.

                                    W ogóle to nie ma w Polsce białych szkwałów. Do tego zaś aby
                                    uświadomić żeglarza jak niewyobrażalną siłę może mieć szkwał burzowy
                                    (kiedyś o mało nie przewrócił mnie na... przystanku na Stegnach!)
                                    nie potrzeba chyba kursów i egzaminów? Zaś szkwały burzowe
                                    pojawiały się niemal co rok, i niejednokrotnie ktoś się topił.
                                    A przecież patenty obowiązywały wtedy na jachty ponad 5m długości
                                    (lub ponad 10mkw żagla), czyli praktycznie na wszystkie.
                                    >
                                    > W ostatnich latach na mazurach pojawiła sie zastraszająca liczba
                                    > debili.

                                    Eee, raczej wzrosła popularność Mazur, dająca się wytłumaczyć
                                    reklamą prowadzoną przez firmy czarterowe. Odsetek debili wśród
                                    wyjeżdżających na Mazury nie odbiega od wskaźnika wśród ogółu
                                    społeczeństwa. A w mijającym sezonie groza tzw. białego szkwału
                                    skuteczniej zniechęciła do przyjazdu na Mazury, niż zachęciła
                                    liberalizacja przepisów. Wiele firm czarterowych zwija interes!

                                    > Dzięki obowiązkowemu patentowi przynajmniej jedna osoba na łódce
                                    > miała pojęcie. Teraz nie musi mieć.

                                    Trudno. Jeśli wypuści się na wodę osoba bez pojęcia i się utopi -
                                    jej strata. I strata tych którzy utopią się wraz z nią. Ale przecież
                                    nikt im nie kazał wsiadać na łódkę z osobą bez pojęcia? Ważne aby
                                    osoba bez pojęcia nie zrobiła poważnej krzywdy osobom w to
                                    niezaangażowanym, w szczególności zaś osobom na brzegu lub na innej
                                    łódce. Ale prawdopodobieństwo tego przypadku łódki żaglowej (inaczej
                                    niż szybkiej motorówki) jest niesłychanie małe. Mniejsze niż tego że
                                    rowerzysta bez pojęcia zrobi poważną krzywdę pieszemu, innemu
                                    rowerzyście lub osobie jadącej samochodem.

                                    > Jest oczywiście masa ludzi bez patentów, którzy moim zdaniem mogą
                                    > pływać

                                    I nareszcie udało się to osiągnąć, przynajmniej w odniesieniu do
                                    żaglówek do 7,5m długości lub motorówek do 10kW mocy silnika. Nie
                                    grozi im już mandat za niemanie patentu.

                                    > a jest masa z patentem, którzy nie powinni [często nawet ci starsi,
                                    > którzy zrobili patent 40 lat temu, a teraz jadą z rodziną na
                                    > wakacje i wchodzą na łódkę pierwszy raz od 40 lat].

                                    I co z takimi robić? Unieważnić im patenty z racji tego że nie
                                    pływali przez 40 lat i skierować ich ponownie na kurs i egzamin? Czy
                                    też zdać się na ich rozsądek, że przed wypłynięciem na szerokie wody
                                    poćwiczą przystani przy plażowej pogodzie?

                                    > Niestety tak samo jest z prawem jazdy. Jest sporo osób, które
                                    > potrafia jezdzić, a nie mają prawa jazdy, a masa tych, którzy
                                    > mają - i na pewno nie powinni jezdzić. Tylko czy powinniśmy znosić
                                    > prawka na Seicento??

                                    Na pewno nie. Tylko czy porównanie żaglówki nawet z Seicento jest
                                    właściwe? Taki nieco ponad półtonowy samochodzik jadąc 100km/h ma
                                    energię kinetyczną kilkadziesiąt razy większą niż półtoratonowa
                                    żaglówka płynąca 10km/h. Ona zaś ma energię porównywalną z energią
                                    rowerzysty o łącznej masie wraz z rowerem 100kg jadącego 40km/h. Do
                                    tego jeszcze tak rower jak i samochód mają wokół siebie
                                    nieporównanie mniej swobody niż jachty, a wymagany czas reakcji
                                    prowadzącego jacht jest nieporównanie dłuższy niż w przypadku
                                    kierowcy a nawet rowerzysty. Czy powinniśmy wprowadzać prawka na
                                    rowery?

                                    > Może przykład trochę za bardzo pojechany, ale boję się po prostu
                                    > tej bandy młodych kretynów, która wsiądzie na 7 metrowe łódki.

                                    Jakoś ta banda nie rzuciła mi się w oczy podczas tegorocznego rejsu,
                                    choć podobno nie bylo problemów z wypożyczeniem 7 metrowych łódek
                                    bez patentu. Widać młodzi kretyni wolą walić gorzałę w miejscu
                                    zamieszkania, wyjazd na Mazury wymaga zbyt wiele fatygi.

                                    > Prawo jazdy robisz w lato, a potem przychodzi śnieżyca i gołoledź.

                                    Tyle że sami kierowcy mają świadomość że po gołoledzi jeździ się
                                    trudniej niż po czarnym asfalcie. Nie wiem czy tego uczą na kursach,
                                    czy też wystarczają ich własne doświadczenia jako pieszych.

                                    > Szkoda tylko, że nie nauczyli ich, że jak pojawia się czarna
                                    > chmura to lepiej iść na piwo i frytki, a nie wypływac z portu.

                                    Ależ przecież widać ich tego nauczono! Wszak jeden z niedoszłych
                                    topielców tłumaczył po wyłowieniu, że widział czarną chmurę i
                                    dlatego za wszelką cenę chciał zdążyć do Mikołajek na piwo zamiast
                                    tkwić bezczynnie w krzaczorach w oczekiwaniu na przejście burzy :->

                                    > Ale czy naprawdę trzeba tego uczyć?

                                    Jestem przekonany że skoncentrowanie się na kursach na
                                    nauce "żeglarskiej musztry" ze wspomnianym "człowiekiem" na czele
                                    spowodowało że uciekły z głowy wiadomości istotne. Na przykałd takie
                                    że z jednej czarnej chmury może jedynie spaść parę kropel deszczu, z
                                    innnej, niewiele rózniącej się od pozostałych - dmuchnąć tak ze im
                                    gacie spadną. Potem taki patenciarz żyje w przekonaniu że skoro
                                    najlepiej zrobił na egzaminie "człowieka" to jest "miszczem" i nic
                                    już go nie zaskoczy.

                                    > I jeden z używających Belougi [Bysia dokładnie],

                                    Bynia. Ten jacht, podobie jak "Wujo" zostal już sprzedany w prywatne
                                    ręce w stanie ruiny, i na przystani już ich nie uświadczysz.
                                    Pozostał jescze "Jasio", do nuiedawnao "oczko w głowie" państwa P.,
                                    ale od czasu gdy pani P. została Ważną Osobą, obudziły się w niej
                                    ambicje morskie, czytaj syrenkarskie (mimo że nawet na Mazurach
                                    pewnie by sobie sama nie poradziła!), w konsekwencji czego również
                                    Jasio popadł w niełaskę. Obecnie pływa - tylko dlatego że ściągnałem
                                    na klub kłopot wplątujac go w udział w tegorocznych "Wiankach",
                                    kiedy to został naprędce zwodowany - bez masztu! - po czy trafił na
                                    Zegrze w pryeatny czarter a raczej rejs taklowniczy, z wykrzywionym
                                    wskutek niefachowego transportu masztem :-( Wolę nie myśleć w jakim
                                    stanie powróci. Jest jescze Wielki Trener "Dyzio" który chyba już
                                    czwarty sezon spędza pod wiatą.

                                    > będąc również instruktorem w HOWie, zrobił sobie sam dla siebie
                                    > czerwoną Nadzieję.

                                    To pasowałoby do druha Leszka Gasztycha, a łódka nazywała
                                    się "Lemar" :-) Pamiętam ją doskonale z czasów gdy sam byłem w
                                    21WWDH na przełomie lat 70/90, ale z "Rejsami" jej nie kojarzyłem.

                                    > Poszedł sobie z Rejsów i teraz wraz z moim ojcem jest w Polonezie.

                                    Sam jestem w tym klubie krótko, bo stycznia 2002r, kiedy to
                                    odkupiłem od p. Dziedzica kompletnie zrujnowanego "Oriona" o
                                    nazwie "TeaTime". Przez połtora roku połatałem rozłażącą się a
                                    raczej "radośnie" pociętą i niedbale zlaminowaną konstrukcję
                                    kadłuba, dorobiłem nowy osprzęt z masztem na czele, a w kolejnych
                                    latach wyposzażyłem go w meble, oświetlenie, stałą kuchenkę, tak że
                                    w niczym już nie przypomina tamtego wraka. Nie pamiętam zatem wielu
                                    postaci. Tym niemniej jedna z nich była kojarzona z tym klubem chyba
                                    od początku. To był Nadleśny Dziadek, towarzysz inspektor H., bez
                                    pozytywnej opinii którego żadna łódka nie miała prawa zejść na wodę.
                                    Jemu to "zawdzięczają" żeglarze (mam na to świadectwo samego Prezesa
                                    WOZŻ, tow. ppłk. Jerzego Durejki!) obowiązujące w latach 2006-2007
                                    przepisy nakazujące każdemu wlaścicielowi jachtu wyskoczyć z kasy na
                                    minimum 110zł za wydanie pozwolenia na pływanie własną łódką(!). To
                                    dlatego, zanim udało się ten kretynizm przewalczyć, zarejstrowałem
                                    swojego "Leśnego Dziadka" na ryby. Dzięki temu leśne dziadki z WOZŻ
                                    nie miały nic do powiedzenia. Ale i tak inspektor H. zapisał czarną
                                    kartę w historii klubu :-(

                                    > Biorąc pod uwagę gabaryty Oriona i wproszenie się Jacka
                                    > :P czy będę mogła zabrać osobę tow.?

                                    We czwórkę powinniśmy się zmieścić. Już na niedzielę zapowiadają
                                    powrót stanu wody do rozsądnego poziomu (110cm), i odtąd woda
                                    powinna przybierać. Tyle że temperatura będzie nadal w okolicach
                                    10st, a po przejściu deszczu wiatr zacznie skręcać na wschód, co nie
                                    sprzyjałoby żeglowaniu. Czy jeśli w tygodniu wiatr skręci na zachód,
                                    daliśbycie radę wpaść w okolicach godziny 17-tej, po robocie? Na
                                    k
                                    • tomjani Re: o jeden most za daleko 19.09.08, 09:04
                                      tomjani napisał:

                                      ... i znów się nie zmieścił :-( Ostatnie zdanko powinno brzmieć:

                                      > Na krótki spacerek po Wiśle byloby w sam raz.
                                      • woy Re: o jeden most za daleko 19.09.08, 10:04
                                        Załoga już jest skompletowana?
                                        Na 17 bym zdążył,Wisłę prawie stąd widzę.

                                        Tomjani powiedz - spływ pontonem ( jedynie na wiosełkach) np z okolic Czerska (
                                        jest tam taka ostroga z tablicą "miejsce szczególnie niebezpieczne" :) do wawy
                                        czasowo jak by to było? I kwestie bezpieczeństwa.
                                        Ćwiczę Pilicę ale do Wisły mam niejaki respekt.
                                        • tomjani Re: o jeden most za daleko 19.09.08, 12:03
                                          woy napisał:

                                          > Załoga już jest skompletowana?
                                          > Na 17 bym zdążył,Wisłę prawie stąd widzę.

                                          Na razie nie jest powiedziane nawet kiedy będzie można wypłynąć. No
                                          i w piątkę byłoby już zdecydowanie za ciasno. Póki co jednak nikt
                                          się nie odezwał...

                                          > Tomjani powiedz - spływ pontonem ( jedynie na wiosełkach) np z
                                          > okolic Czerska (jest tam taka ostroga z tablicą "miejsce
                                          > szczególnie niebezpieczne" :) do wawy czasowo jak by to było?

                                          Szybkość prądu Wisly szacuję na jakieś 4km/h. Wiosła na pontonie
                                          posłużą raczej do utrzymania się na nurcie niż do przemieszczania
                                          się względem wody, toteż trzeba liczyć minimum 10h ciąglego
                                          płynięcia. O ile silny przeciwny wiatr nie przeszkodzi.

                                          > I kwestie bezpieczeństwa.

                                          Nie mam pojęcia o jakie niebezpieczeństwo może chodzić przy
                                          ostrodze - może o niebezpieczeństwo kąpieli? To oczywiste że w
                                          takich miejscach dno może opadać bardzo stromo, a nurt porwać
                                          niewprawnego pływaka. Osobne niebezpieczeństwo stanowią zwały gruzu,
                                          jakim wysypane są brzegi na większości odcinków. Dla pontonu groźne
                                          mogą się też okazać konary zatopionych drzew. Ale w końcu kajakarze
                                          tam pływają; widać ich na fotce zrobionej w okolicach Ciszycy.
                                          Wejście na mieliznę samo przez się groźne nie jest (w większości, z
                                          wyjątkiem zwłaszcza okolic Spójni są to mielizny piaszczyste);
                                          trzeba jednak uważać aby przy spychaniu łodzi z przykosy
                                          nie "uciekło dno" spod nóg, a następnie - łódka.
                                    • yo.niec Re: o jeden most za daleko 24.09.08, 00:02
                                      tomjani napisał:

                                      Ogólnie masz rację. Tylko nie uważasz, że inny miszczu może sobie wykombinować,
                                      że skoro na żaglówkę nie potrzebne są żadne uprawnienia to jest bardzo prosty i
                                      bezpieczny sport? Ja się obawiam, że to będzie nagminne.

                                      Dla mnie biały szkwał to taki, który pojawia się z jasnego nieba, a fale mają
                                      bałwanki. To coś mi się wydaje, ze kiedyś w takiej sytuacji moja siostra wypadła
                                      za burtę [wyszła z tego cała oczywiście]. Jesteś pewien, że to się nie pojawia
                                      na mazurach? Oczywiście nie w takiej skali jak na morzu. No ale z samej
                                      definicji to jakieś tam się chyba zdarzają :)>
                                      >
                                      > > I jeden z używających Belougi [Bysia dokładnie],
                                      >
                                      > Bynia.


                                      No oczywiście!! Przepraszam, od zawsze mi się myli w ten sposób :/


                                      > > będąc również instruktorem w HOWie, zrobił sobie sam dla siebie
                                      > > czerwoną Nadzieję.
                                      >
                                      > To pasowałoby do druha Leszka Gasztycha, a łódka nazywała
                                      > się "Lemar" :-) Pamiętam ją doskonale z czasów gdy sam byłem w
                                      > 21WWDH na przełomie lat 70/90, ale z "Rejsami" jej nie kojarzyłem.

                                      Nie nie. Pan właściciel nazywa się Tomek, a jego Nadzieja "Sia".


                                      Ja jestem zgodna co do tej 17. Tylko moja osoba towarzysząca kończy pracę o 16 w
                                      Piasecznie. A wiadomo jak z pracą - niekoniecznie wychodzi się o tej porze co
                                      powinno ;)
                                      No i rzadko tu bywam. Jednak jeżeli napiszesz tu jakąś pilną informację to
                                      Jacenty mnie odnajdzie na gronie, prawda?:P
                                      • tomjani Re: o jeden most za daleko 25.09.08, 13:28
                                        yo.niec napisała:

                                        > Ogólnie masz rację. Tylko nie uważasz, że inny miszczu może sobie
                                        > wykombinować, że skoro na żaglówkę nie potrzebne są żadne
                                        > uprawnienia to jest bardzo prosty i bezpieczny sport? Ja się
                                        > obawiam, że to będzie nagminne.

                                        A czego tu się obawiać? Ponad wszelką wątpliwość skończy się to dla
                                        takiego "miszcza" paniczną szamotaniną po pokładzie, lądowaniem w
                                        krzaczorach ewentualnie kąpielą na oczach licznie zgromadzonej
                                        gawiedzi. Czasem tylko - obiciem burty sobie i komuś innemu (wtedy
                                        komornik ściągnie z niego kasę aż mu kapcie spadną) lub interwencją
                                        WOPR i lekarza, a tylko w przypadkach naprawdę wyjątkowych -
                                        grabarza. W zupełności jednak wystarczy że ów "miszcz" naje się
                                        takiego obciachu w oczach tych którym chciał zaimponować, aby zapadł
                                        na dożywotni wodowstręt. Mam nadzieję że to samo spotkało takiego
                                        jednego patenciarza który jeszcze za czasów ośrodka PRiTV w
                                        Jachrance przyjechał tam ze swoją drugą połową aby wypożyczyć
                                        Oriona, ale gdy tylko bosman zobaczył jak tamten właśnie stawia
                                        grota... poza likszparą, a foka przygotował już do postawienia... w
                                        charakterze latacza, rogiem halsowym do góry - w te pędy zabrał mu
                                        dopiero co wyczarterowany jacht. Jescze potem przez przynajmniej
                                        kwadrans, gdy niefortunna kobita nudziła się w kucki na brzegu,
                                        tamta oferma szendała się po przystani, łasząc się kolejno do
                                        każdego i skamląc aby ktoś pomógł mu odpłynąć od brzegu, bo "na
                                        wodzie on już sobie sam da radę". Aż się miało ochotę kopnąć go w
                                        zadek i rzucić kijem jak za parszywym kundlem :-(((

                                        Za o gdy bylem jeszcze na etapie jeżdżenia z rodzicami na wczasy na
                                        Mzurach, widząc dumnie posuwającą po jeziorze żaglówkę z takim
                                        wysokim masztem i literą "Omega" na żaglu tłumaczyłem sobie że musi
                                        to być wyjątkowo trudny i dostępny tylko dla nielicznych "sport",
                                        skoro tak nieliczni decydują się przeżywać tak wspaniałą przygodę,
                                        podczas gdy niemal wszyscy smażą swoje tłuste brzuchy nad brzegiem.
                                        Pogratulować twórcom mitu "trudnego i niebezpiecznego sportu" z PZŻ,
                                        którym tak naprawdę chodziło wyłącznie o kasę takich "zasług" w
                                        popularyzacji żeglarstwa :-(((

                                        > Dla mnie biały szkwał to taki, który pojawia się z jasnego nieba,
                                        > a fale mają bałwanki.

                                        Ho-ho! Taki szkwał to niemal codzienność, bynajmniej nie tylko na
                                        Mazurach, doskonale nadajaca się do wyciskania pisku z zielonych
                                        panienek zabranych na pokład, ale zdecydowanie za słaba do
                                        wykoszenia wszystkich żaglówek na jeziorze, i zapakowania kilkunastu
                                        osób w trumny. Tamten osławiony "biały szkwał" nie pojawił się z
                                        jasnego nieba (mimo że z niektórych publikacji w gęgackich
                                        piśmidłach można to było tak zrozumieć: "...niebo bez jednej chmurki
                                        od samego rana, meteorolodzy zapowiadali przelotne deszcze i burze w
                                        późnych godzinach popołudniowych jednak bardzo silny wiatr zaczął
                                        wiać już około godziny 14:45...") tylko z "...chmury wyglądającej
                                        jak czarna, postrzępiona SZMATA przesłaniająca pół nieboskłonu...".
                                        A bałwanki tworzą się także i przy niezbyt mocnym, za to równym
                                        wietrze, kiedy to żeglowanie (zwłascza dla tych co stosownie
                                        zarefowali żagle) jest nawet komfortowe.

                                        > To coś mi się wydaje, ze kiedyś w takiej sytuacji moja siostra
                                        > wypadła za burtę [wyszła z tego cała oczywiście].

                                        Najpewniej po prostu się zagapiła. Każdemu może się to zdarzyć. Mnie
                                        zdarzyłao się to w ogóle bez wiartu, ba! Nawet bez żagli!, gdy
                                        akurat pod mostem na Narwi w Nowogrodzie postanowił sobie na chwilkę
                                        odpocząć wyTFU!r sobaczej mysli technicznej Wiertolotem nazywany, a
                                        pagaj którym chciałem odepchnąć łódkę od filara mostu omsknął się. I
                                        też wyszedłem z tego cało, choć nawet nie było komu mnie ratować,
                                        tylko koledzy klubowi na drugiej łódce płynącej przede mną dziwowali
                                        się po zatrzymaniu się pod tamtejszym skansenem co ja taki mokry...

                                        > Jesteś pewien, że to się nie pojawia na mazurach? Oczywiście nie w
                                        > takiej skali jak na morzu.

                                        W TAKIEJ skali aby topić duże żaglowce, a nawet strącać z nieba
                                        samoloty - to tylko w tropikach. I to w kategoriach takich samych
                                        jak inne historie z Trójkątem Bermudzkim w roli głównej.

                                        > No ale z samej definicji to jakieś tam się chyba zdarzają :)>

                                        Dlaczego tylko tam? Przeżyłem naprawdę powalający szkwał na Narwi
                                        kilkanaście km poniżej Ostrołęki (więc chyba "Kurpiowski Biały
                                        Szkwał" ;-)) Tyle że w samą porę przestało mi się podobać że coś
                                        grzmi, cicho jakby z oddali ale coraz głośniej, i przeciągle, jakby
                                        miało zamiar się nigdy nie skończyć, więc na wszelki wypadek
                                        zrzuciłem grota i zabrałem się za zrzucanie foka. I wtedy gwizdło -
                                        spod niewinnej z pozoru chmurki, która już od dłuższego czasu
                                        piętrzyla się akurat nade mną. Trwało to może pół minuty - ale
                                        deszcz lunął tak gwałtowny że momentalnie przemokłem, dokładnie tak
                                        jakbym wpadł do wody. Na pewno byłoby to straszne - zwłaszcza dla
                                        wysmarowanej olejkiem paniusi opalającej się na leżaczku - ale
                                        przecież znikąd się nie wzięło!

                                        > Nie nie. Pan właściciel nazywa się Tomek, a jego Nadzieja "Sia".

                                        Bij zabij, takowej nigdy nie spotkałem, ani w "Rejsach" ani poza
                                        nimi :-( Z HOW-u pamiętam oprócz Lemara: ze 166 WWDH "Polimalka" i
                                        chyba "Wolną Sobotę", z 79 WWDH - "Amadeusza", "Sebastiana II"
                                        i "Babę". Potem niektóre z tych pięknych jachtów zostały
                                        przechwycone w bratobójczych walkach przez tych "równiejszych", a
                                        następnie zapuszczone :-( A forma na której budowano "Nadzieje"
                                        została nadpalona w pożarze na terenie HOW :'-((
                                        >
                                        > Ja jestem zgodna co do tej 17. Tylko moja osoba towarzysząca
                                        > kończy pracę o 16 w Piasecznie.

                                        Wody jest obecnie aż nadto (będzie niestety kłopot z silnym prądem :-
                                        ( ) Na szczęście przez weekend ma się zacząć obniżać, więc może aż
                                        tak źle nie będzie. Wiatr natomiast - w piątek a zwłaszcza w sobotę
                                        zapowiada się korzystnie. Może wreszcie się uda?

                                        > No i rzadko tu bywam. Jednak jeżeli napiszesz tu jakąś pilną
                                        > informację to Jacenty mnie odnajdzie na gronie, prawda?:P

                                        A z samym tylko Jacentym w razie kłopotów z pracą nie zdecydowałabyś
                                        się przyjechać?
                • drzejms-buond Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 14:22
                  tomjani napisał:

                  ale czy ja chcę budować (?) cokolwiek 1,5 metra nad wodą?
                  pod wodą?
                  i nie mam zamiaru odwoływac się do jakichś tam pomysłów
                  politycznych...
                  trzeba zrobić tak zeby służyło wszystkim i NIE PRZESZKADZAŁO NIKOMU.
                  nad olzą (wrocław)jest jeden mostek WISZĄCY dla pieszych i rowerzystów
                  i zapewniam ze nie jest to 1 metr!
                  z 15 jak nic a moze i więcej.
                  mozna? można!
                  no
                  • tomjani Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 16:14
                    drzejms-buond napisał:

                    > nad olzą (wrocław)

                    To się zdecyduj, nad Olzą czy nad Odrą (a może nad Oławą?), a może
                    jednak chodzi nie o Wrocław lecz o Cieszyn?

                    > jest jeden mostek WISZĄCY dla pieszych i rowerzystów
                    > i zapewniam ze nie jest to 1 metr! z 15 jak nic a moze i więcej.
                    > mozna? można!

                    Ale nie zawsze się chce. Oto podczas budowy nowych mostów w Zegrzu,
                    na miejsce tego starego który okazał się za wąski dla TIR-ów,
                    trąbiono że będzie on wyższy, aby można było pod nim przepływać
                    jachtami. I rzeczywiście okazał się wyższy: 7,5 metra, tak że dresy
                    na wypasionych motorówach o wysokości szafy moga obecnie pruć w
                    pelnym ślizgu bez obaw że łysa łepetyna rozpuknie się o przęsło, a
                    złoty łańcuch zahaczy o wystający nit, ale żaglówki, Omeg nie
                    wyłączając, nadal muszą składać maszty. Jest nawet gorzej, bo mosty
                    są obecnie dwa odlegle o parę metrów, i ktoś kto nie ma silnika i
                    musi pagajować pod wiatr - ma przerąbane :-(
                    • drzejms-buond Re: o jeden most za daleko 02.09.08, 16:53
                      boisz się kurde o ten swój maszcik. człowiecze!
                      to TYLKO POMYSŁ!!!
                      co ci za różnica czy olza , odra..moze być i BUG!
                      -wsio ryba!
                      piętrzysz trudnosci juz na samym wstępie, niczym nasi bez-radni.
                      jak ci się pomysł nie podoba
                      to napisz że jest do d...
                      i po sprawie.
                      ;]
                      jak trzeba będzie, to sie ciebie przerzuci na kajak
                      ;-D)
                      • tomjani Re: o jeden most za daleko 03.09.08, 08:19
                        drzejms-buond napisał:

                        > boisz się kurde o ten swój maszcik. człowiecze!

                        Kible Mazowieckiego nie zatroszczyły się w porę o swoje przyszłe
                        piętrusy w tunelu średnicowym, no i co wyszło? :-( A i w Zegrzu
                        wszystko miało być cacy, wyszło - jak zwykle.

                        > co ci za różnica czy olza , odra..moze być i BUG!

                        No pewnie, co za różnica, Gorlice czy Gorlitz ;-P A dla mnie moglaby
                        być i Narew - ale tylko w Różanie, bo pod tamtejszym mostem
                        swobodnie się mieszczę.

                        > jak ci się pomysł nie podoba
                        > to napisz że jest do d...
                        > i po sprawie.

                        Bez nerw, rowrem także jeżdżę (o czym i w relacji z Wisły
                        wspomniałem), i jakaś przeprawa na wysokości Józefowa lub Karczewa
                        bardzo by się przydała, zwłaszcza w sytuacji gdy na Most
                        Siekierkowski prowadzi... śmieszka rowerowa, dobra conajwyżej do
                        jazdy BMX-em.
                        • 4bery Re: o jeden most za daleko 03.09.08, 11:27
                          kiedyś czytałem że był taki plan (nawet robiono jakieś badania i
                          wstępne kosztorysy) żeby zbudować taki most lokalny w tym miejscu,
                          z przeznaczeniem dla ruchu lokalnego bez tirów, ciężarowych, itp
                          ale priorytetem był most północny
                          a potem przyszło euro i kasa jest raczej na arterie potzrebne dla
                          komunikacji a ta przeprawa miałaby znaczenie lokalne
                          dla mnie jak i myślę dla wiekszości okolicznych mieszkańców sprawa
                          super ale budżetowo chyba wykraczająca poza pułap powiatu -
                          bardziej realna byłaby chyba wizja jakiegos promu

                          PS. tomjani - ja też troche zegluje, jestem jeszcze wychowany
                          na "starych zasadach", teraz jestem na mazurach okazjonalnie i
                          musze powiedzieć, że wiecej narąbanych dresów jest na żaglach niż
                          na motorówkach; i dlatego ubezpieczenie oc powinno być obowiązkowe
                          dla łodzi bo strach cumować jak sie widzi jak oni podchodzą,
                          tymbardziej ze nie muszą już nic umieć - w ten weekend widziałem
                          jak spotrina podchodziła na pełnych zaglach, na motyla, przy
                          dopychającym - po prostu walneła w keję i w dwa jachty i ..... zero
                          problemu, po prostu tak "parkują" i tyle...
                          • tomjani Re: o jeden most za daleko 03.09.08, 12:32
                            4bery napisał:

                            > PS. tomjani - ja też troche zegluje, jestem jeszcze wychowany
                            > na "starych zasadach", teraz jestem na mazurach okazjonalnie i
                            > musze powiedzieć, że wiecej narąbanych dresów jest na żaglach niż
                            > na motorówkach; i dlatego ubezpieczenie oc powinno być obowiązkowe
                            > dla łodzi bo strach cumować jak sie widzi jak oni podchodzą,
                            > tymbardziej ze nie muszą już nic umieć - w ten weekend widziałem
                            > jak spotrina podchodziła na pełnych zaglach, na motyla, przy
                            > dopychającym - po prostu walneła w keję i w dwa jachty i .....
                            > zero problemu, po prostu tak "parkują" i tyle...

                            ja też jestem jeszcze wychowany na "starych zasadach", i musze
                            powiedzieć, że wiecej narąbanych dresów jest na chodnikach niż
                            w wypasionych beemwicach; i dlatego ubezpieczenie oc powinno być
                            obowiązkowe dla ludzi chodzących po chodniku bo strach się bać jak
                            sie widzi jak oni snują się ze spuszczonymi łbami na byczych karkach
                            tymbardziej ze nie muszą już niczego bać - to raczej Ziobro powinien
                            się obawiać że to jego wsadzą. A mało tosię czyta że znowu kogoś
                            zatłukli pięściami lub bejsbolami i zero problemu, po prostu tak
                            się "bawią" i tyle...

                            A na poważnie - to takie przymusowe ubezpieczenie okazałoby się żyłą
                            złota (no bo gdzie są te tysiące śmiertelnych ofiar każdego roku i
                            straty materialne jednorazowo idące w setki tysiecy złotych, co i
                            dzieje się na naszych drogach, za to niewątpliwie byłoby społeczne
                            przyzwolenie na to aby żeglarzy strzyc jak barany: "Skoro w
                            dzisiejszych czasach auto jest podstawowym dobrem materialnym,
                            środkiem do życia, narzędziem pracy, a ich ubezpieczenie tyle
                            kosztuje, to z jakiej racji ci burżuje na tych swoich luxusowych
                            jachtach którzy nie wiedzą co zrobić z nadmiarem kasy mieliby być
                            traktowani ulgowo?") dla firmu ubezpieczeniowych oraz zatrudnionych
                            w nich agentów, często działaczy PZŻ. Usiłował im to załatwić znany
                            szpec od przekrętów prywatyzacyjnych, tow. Wiesław K., i od tej to
                            pory datuje się mój udział w zwalczaniu jednego z ostatnich reliktów
                            stalinizmu, którym okazał się PZŻ:

                            www.kulinski.sail-ho.pl/article.php?sid=513
                            Nadmienię jeszcze że "towarzysz" zareagował niezwłocznie, i nerwowo:
                            w kolejnym numerze niesławnej pamięci "Rejsu".
                            A na narąbanych debili którym wydawało się że kasa może zastąpić
                            rozum i umiejętności (podobnie jak na narąbanych debili którym
                            wydawało się że zamiast jedego i drugiego wystarczy im patent PZŻ,
                            wręczony podczas uroczystej balangi kończącej "obóz na patent")
                            właściwym remedium powinna być Policja. I nierzadko bywa: wystarczy
                            zajrzeć na
                            rzeczny.policja.waw.pl/?page=Structure&id=25
                            Więc z jakiej racji miałbym płacić haracz na jakieś tam pzu? Że
                            gdzieś tam komuś jakiś narąbana oferma rozwaliła łódkę? Niech płaci
                            tamta oferma, a jeśli to mnie przydarzy się pech i spowoduję komuś
                            szkodę - zapłacę z własnej kieszeni: będzie mnie na to stać, bo
                            skutkami kolizji na wodzie są prawie zawsze conajwyżej poobijane
                            burty a nie trupy i sterta dymiącego żelastwa. Chyba że uznam że
                            warto zdjąć z siebie nawet taką perspektywę (choćby w razie
                            uczestnictwa w imprezach podwyższonego ryzyka, np. w regatach) i sam
                            zdecyduję o wykupieniu polisy. Dobrowolnej, a więc taniej. I niech
                            tak zostanie.
                          • drzejms-buond Re: o jeden most za daleko 18.09.08, 13:25
                            4bery napisał:

                            > kiedyś czytałem że był taki plan (nawet robiono jakieś badania i
                            > wstępne kosztorysy) żeby zbudować taki most lokalny w tym miejscu,
                            > z przeznaczeniem dla ruchu lokalnego bez tirów, ciężarowych, itp
                            > ale priorytetem był most północny
                            > a potem przyszło euro i kasa jest raczej na arterie potzrebne dla
                            > komunikacji a ta przeprawa miałaby znaczenie lokalne
                            > dla mnie jak i myślę dla wiekszości okolicznych mieszkańców sprawa
                            > super ale budżetowo chyba wykraczająca poza pułap powiatu -

                            ale przecież można zrobić MOST PŁATNY!
                            • drzejms-buond Re: o jeden most za daleko 22.05.09, 09:56
                              odgrzewam temat,bo w ostatnim "NAD WISŁĄ" jest artykuł zwiazany
                              z tym tematem.
                              czyli nie tylko mnie się marzy bo już były jakieś plany, pomiary, wyliczenia.
                              niby sie da ale sie nie da...
                              ale sprawa nie jest beznadziejna

                              tak wiec, pewnie "już" NASZE WNUKI będą mogły chodzic na spacery po OTWOCKU...
                              • drzejms-buond 100 metrów 09.07.09, 15:02
                                maps.google.pl/maps?f=q&source=s_q&hl=pl&geocode=&q=gassy&ie=UTF8&ll=52.078524,21.21063&spn=0.003092,0.0109&t=h&z=17
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka
Wersja mobilna