natla 27.10.04, 16:28 Może spróbujemy napisać, jak sobie siebie nawzajem wyobrażamy. Będziemy mieli ubaw. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kla-ra Re: A co Wy na to? 27.10.04, 16:47 To ja zaczne: Lezsek-prawdziwe imie to Leszek czyli Lech.Ma okolo szescdziesiatki,lysiejacy mily pan. Wzrost okolo 175,oczy niebieskie,sniada karnacja, No coz w tym wieku ,brzuszek piwny,bo lubi imprezy przy kufeku. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 27.10.04, 17:13 Klara, Ty jasnowidzka? a jak on jest łysym, małym, z brzuszkiem człowiekiem po 40-stce? To też super ,nie? Zawsze to chłop! )) Odpowiedz Link
tesunia Re: A co Wy na to? 14.11.04, 12:29 kla-ra napisała: > To ja zaczne: > Lezsek-prawdziwe imie to Leszek czyli Lech.Ma okolo szescdziesiatki,lysiejacy > mily pan. > Wzrost okolo 175,oczy niebieskie,sniada karnacja, > No coz w tym wieku ,brzuszek piwny,bo lubi imprezy przy kufeku. ..a ja sobie poczytam troszke o Lesiu, przybyl pod moja nieobecnosc.. witaj Lesiu. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 15.11.04, 15:57 Tesuniu, szkoda fatygi, Lezsiu nas puścił w trąbę. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 27.10.04, 17:10 To poczytaj I zlot ...Jasne, że wtedy zdechniemy ze smiechu Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia 27.10.04, 18:31 Wesoła, drobna, energiczna, szczupła szatynka, opalona po powrocie po kilku dniach, mam nadzieję laby. Odpowiedz Link
kla-ra Re:Tesunia 27.10.04, 18:41 Brakuje mi tu tesuni, a Tobie, dodaje dusza towarzystwa Odpowiedz Link
kla-ra Re:Tesunia 28.10.04, 12:23 Natla,nie wiem dlaczego,ale do tesuni pasuja mi jasne wlosy i jasna karnacja. A moze tak portret wlasny? Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia 28.10.04, 18:10 Na tym to polega, że każda ma portret własny. Dla mnie blądynką ( nie z kawałów ) byłaś Ty, do czasu dyskusji o farbie. A Ciebie widzę jako farbowaną (jak ja) nijaka (teraz, po farbie) blondynkę, świetnie "zakonserwowaną", szczupłą, "pyskatą", kobietkę, wzrostu , jak mawiała Chmielewska "siedzącego psa" ( dotyczyło to chłopów), energiczną, towarzyską, ale też czasem mającą towarzystwa po dziurki w nosie, wiedzącą czego chce, choć może nie do końca zawsze. No i jeszce : myślącą, uczuciową, inteligentną, podatną na małe nałogi, kontaktową, szczerą, choć nie zawsze - wtedy kiedy możesz. Odpowiedz Link
kla-ra Re:Tesunia 28.10.04, 22:49 hi,hi,hiiiiiii,hi, Dawno sie tak nie ubawilam,jestes bliska prawdy. Jutro mam u siebie bratowa ze Slaska /nauczycielka na emeryturze/,bardza ja lubie za jej poczucie humorku. Odpowiedz Link
natla Re:Muzykalno-humorkowa Mira 14.11.04, 12:01 Mireczke widzę jako małą szatynkę lub brunetkę, z krótkimi włosami lub długimi upietymi raczej gładko,buchajacą energią osóbkę, o niespozytych siłach witalnych, zasze uśmiechmietą, zaaferowana pomącą innym ludziom. Dusza towarzystwa . Mira , uśmiejesz się? Odpowiedz Link
natla Re: apel do wszystkich 14.11.04, 12:03 Puście wodze wantazji. Uśmiejmy się trochę. Odpowiedz Link
tesunia Re:Muzykalno-humorkowa Mira 14.11.04, 12:38 natla napisała: > Mireczke widzę jako małą szatynkę lub brunetkę, z krótkimi włosami lub długimi > upietymi raczej gładko,buchajacą energią osóbkę, o niespozytych siłach > witalnych, zasze uśmiechmietą, zaaferowana pomącą innym ludziom. Dusza > towarzystwa . Mira , uśmiejesz się? z uprzednich opisow miry widze Cie skarbie"lepiej odzywiona osobke" palajaca energia,a o wloskach to myslalam sobie,ze moze masz "koczek babuni" Odpowiedz Link
mira54 Re:Muzykalno-humorkowa Mira 15.11.04, 15:39 Witaj Natla ! Czy Ty jestes jasnowidz? Wiele cech jest zgodnych. Tylko figura nie ta. Jestem dobrze zbudowana blondynka (166cm wzrostu). Hihihi - na przeglądzie odmlodzili mnie o 10 lat! Odpowiedz Link
tesunia Re:Tesunia 14.11.04, 12:35 kla-ra napisała: > Brakuje mi tu tesuni, a Tobie, > dodaje dusza towarzystwa tac juz jestem klarunio i nie mialcz hmmmmm..i jak tu Cie opisac,chyba pomyle Cie z natla jak nawiedzi mnie jasnowidzenie.. Odpowiedz Link
tesunia Re:Tesunia 14.11.04, 12:32 natla napisała: > Wesoła, drobna, energiczna, szczupła szatynka, opalona po powrocie po kilku > dniach, mam nadzieję laby. oj,oj!!!! jak zaczyna byc cieplutko, fajna zgadywanka) a ja dostalam jakiejs blokady fantazyjnej ale poczekam na przyplyw jasnowidzenia i obmaluje ze chej!)))))))))) Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia 14.11.04, 12:39 Ewidentnieś się rozlazła na tym wyjeździe! Życie codzienne Cię ustawi do pionu, to i fantazyja wróci.) Odpowiedz Link
mira54 Re:Tesunia 15.11.04, 15:52 Wszystkie z Was widzę jako miłe, energiczne blondyneczki. Dbające o swoj wygląd zewnetrzny, eleganckie kobitki. Szczupłe i wesołe, zawsze usmiechnięte. Tesuniu, co do Twojego koloru wlosow mam watpliwosci. Odpowiedz Link
kla-ra Re:Tesunia 15.11.04, 18:39 Hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi, protestuje,nie jestem blondynka i nigdy nia nie bylam. Odpowiedz Link
mira54 Re:Tesunia 16.11.04, 22:30 A może jednak kazda o sobie cos napisze? Ze zgadywania nic mi nie wychodzi. Brak mi wyobrazni. Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia 16.11.04, 22:42 No popracuj trochę mireczko, popracuj. Nie wierzę, żebyś nie miała wyobraźni. Każdy muzyk ma wyobraźnię. Ja ewidentnie rozmawiam z konkretnymi osobami, widzę Was i łatwiej mi się kontaktować. Odpowiedz Link
tesunia Re:wyobrazina.......... 24.11.04, 11:02 gdzies mi zniknela,pewnie w kraju ja zostawilam))))))))) ~~ miro, a wiec mam ciemno blad wlosieta, obecnie z jasnymi pasemkami, coby odrastajaca siwizna dobrze sie maskowala(moze do wiosny wytrzymam patrzac na siebie w lustrze) hmmmm..jestem raczej szczupla,(niektorzy mowia zabiedzona) do wysokich sie nie zaliczam,mam kompleks"nizszosci") elegancje lubie, choc po domu smigam w "wolnym ubranku" macke upp nakladam,gdy wychodze na miasto, w domu chodze bez"maski") to chyba tak w skrocie ,jak wygladam) Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 15:40 Tesunio, nie niszcz wyobraźni. To my mamy zgadywać jak na wzajem wyglądamy. Na tym ma polegać zabawa, Ty filigranowe maleństwo. Mam nadzieję, że witrów silnych u Was mało, i że Cię nam nie porwie. A Szmineczkę naszą, która się ciągle godzi ( Ta to ma zdrowie ) widzę jako brunetkę, leciuitko zaokrągloną, z roześmianymi dużymi oczami, typ eleganckiej "sportówki". ) Odpowiedz Link
chminka Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 18:23 natla, ale sie usmialam.hahhaa jestem blondynka lekko zaokraglona w miejscach gdzie trzeba..hahhaha Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 19:36 No i właśnie o to chodzi. )))) Brunetka dlatego, że moja koleżanka z ogólniaka, która się własnie również wydała, jest czerniawa. Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 19:38 A swoją drogą żadne prowokacje nie wystarczyły, żeby Cię od chłopa oderwać, ale jak napisałam o Tobie to się wreszcie odezwałaś. )))) Odpowiedz Link
chminka Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 19:50 a bo wlasnie chlop jest mowiac po polsku na "delegacji", a ja chcialbym byc w Polsce juz teraz. Odpowiedz Link
ka-mil Re:Tesunia, Chmionka 26.11.04, 04:09 Przeczytalem caly watek i w zadnej z Was nie widze przyslowiowego papilota , wyobraznia artysty mowi mi ... badz dzentelmen , jestes wsrod pieknych pan. Odpowiedz Link
natla Re:Tesunia, Chmionka 26.11.04, 15:52 Dobra, dobra, nie bądź takim dżentelmenem, bo kto jak kto, ale Ty wyobraźnię musisz mieć. Choć możesz potrzebować czasu. ) Odpowiedz Link
tesunia Re: kamil 27.11.04, 13:30 ka-mil napisał: > Przeczytalem caly watek i w zadnej z Was nie widze przyslowiowego papilota , > wyobraznia artysty mowi mi ... badz dzentelmen , jestes wsrod pieknych pan. cieszymy sie za Twa wyobraznie....) Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 21.05.05, 17:19 Podkradłam link Tej Która Złapałaoddech w Tunezji )))))) forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=24170260 Odpowiedz Link
august2 Re: A co Wy na to? 21.05.05, 17:53 1500 zl (ok 500 dol) z Polski do Tunezji i spowrotem to wyglada chyba przystepnie.... Odpowiedz Link
regine Re: A co Wy na to? 21.05.05, 19:02 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2720982.html >Walczą linie o klientów!!!Ceny owszem ,owszem... >Auguscie ,to całkiem tanio !!! >Ja do Izraela ,płacę z opłatami lotniczymi-prawie 2800,- >Też powrotny... Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:17 Nie ma Was leniuchy, to sprzątam, tym razem po sobie, czyli łączę 2 identyczne wątki. Łączyć będę po kolei a nie na raz, abyśmy nie stracili na liczniku, więc poproszę ewentualnych chętnych do nie wpisywania tutaj, dopóki nie wkleje 15 listów. natla 01.07.2005 09:19 Ciekawa jestem waszych opinii. wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=3780 Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:19 wiktoria53 01.07.2005 09:26 + odpowiedz Przeczytałam i nie zgadzam się z decyzją dyrektora. Należało wcześniej umieścić stosowne zapisy dotyczące wagarowania w regulaminie szkoły i wówczas na koniec roku konsekwentnie te zapisy wprowadzić w życie.Oczywiście wszystkie zapisy w regulaminie (cały regulamnin) muszą być uczniom dobrze znane.Z góry więc wiedzą na comogą liczyć pod koniec roku. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:21 Autor: regine Data: 01.07.2005 09:47 Zgadzam się z Wiktorią, w całej rozciągłości...Nie można lekceważyć młodzieży. Stosowne zapisy powinne być uzgodnione wcześnie z gronem pedagogicznym ,uczniami.Powinni być też o tym ,co ucznoiowi grozi za wagarowanie,powiadomieni rodzice na zebraniu.Nie można nikogo stawiać przed faktem dokonanym,nawet jeśli to dotyczy młodzieży. Z drugiej strony popieram i dyrektora,młodzież jak popracuje odrobinę na rzecz szkoły,wcale jej to nie zaszkodzi...Ale powinni o tym wiedzieć dużo wcześniej. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:23 Autor: natla Data: 01.07.2005 09:58 Tak, wg mnie macie 100% racji, jeżeli chodzi o przepisy. Po to w szkołach są tzw WSO, aby tam lub w statuach robić właściwe zapisy w uzgodnieniu z całą społecznoscią szkolną. Z artykułu nie wynika, czy takowe zapisy są, ale sądzę, że ich nie ma, bo włączyło się kuratorium. Chodzi mi bardziej o Wasze zdanie na temat samej metody wychowawczej. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:25 Autor: yoanna Data: 01.07.2005 11:45 Mam wrażenie ,że to raczej wychowawcze porażka... Choć intencje dyrekcji słuszne...sprzątające dzieciaki..zapamiętają pewnie całość jako wymuszenie z aferalnym posmakiem... Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:27 Autor: tofika Data: 01.07.2005 19:04 Glosno bedzie na ten temat ,bo dyrektor zastosowal kare przez prace, jesli kuratorium juz sie zainteresowalo ,to wchodzi w kwestie rozliczenie dyrektora za ow sposob wychowania (tym bardziej ze sa to metody w planie wychowawczo- dydaktycznym nie zaplanowane, gdyby gdzies tam pojawil sie nawet jakis dopisek ,to juz i tak po zakonczeniu roku szkolnego -nieaktualne.. NIE wolno takich sytuacji wprowadzac w zycie,, rada pedagogiczna na obradach podsumuwujacych rok szkolny --zamyka proces wychowania na dany rok szkolny..- nauczyciele zlozyli podpisy w protokole,wiec... niedobrze ... bardzo niekorzystnie dla placowki , a dyrektor ..nie moze podejmowac zadnych decyzji sam Jak przebiegal proces zapobiegania takim sytuacjom ,czy nauczyciele wszystko zrobili w ciagu roku ,zeby dotarlo do mlodziezy ,ze wagarowac nie wolno.. bedzie to wszystko sprawdzane; i pedagodzy i rodzice ,czy wiedzieli o wagarach-- jakie stosowali metody zapobiegawcze? Wiemy ze "BODAJ nigdy starzy wiosny nie widzieli ,jakoby mlodzi nie szaleli".. ale moje odczucie jest takie .. gdyby nie wagary w Lublinie ,dziewczynka ,ktora 1 raz poszla na wagary ,nie zostalaby wrzucona do wody przez pijanych 14 latkow ,a my nie widzielibysmy lez matki w tv i teraz czy ta mama bylaby przeciwko dyrektorowi ,ktory zostawil wagarowiczow i musza odrobic ,zeby otrzymac swiadectwa... czy slusznie Dyrektor zrobil ? Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:30 Autor: natla Data: 01.07.2005 19:25 Współczuje dyrektorowi, bo czy to zrobił z głupoty, czy w zdenerwowaniu bedzie miał za swoje. A ile rzeczy jeszcze przy okazji wyjdzie?? Właśnie ...co zrobiła szkoła, wychowawcy, bo o rodziców sie nie martwie. W tej chwili każdy rodzic może zrobić aferę z zupełnie nieistotnej lub małaj sprawy. Dawniej wszelkie zarzuty, skargi kończyły się w gab. dyrektora, na ogół z uśmiechem na twarzach obu str. Teraz pojęcie "droga służbowa" jest przez rodziców nieodbierane, lekceważone, ze wszystkim lecą do kuratoriów......oni też już mają tych "dochodzeń" dość. Są rodzice, którzy wychowują dziecko w porozumieniu ze szkołą i często oni właśnie szkole pomagają, i są rodzice tylko i wyłącznie roszczeniowi...złe czasy dla dzieci przyszły. W tej sytuacji powinni być ukarani przede wszystkim rodzice, którzy zapewne nie reagowali na wagary dzieci ( a potem będą mieć pretensje, że ch pociechy nie zdały matury czy egzaminu). Natomiast pomysł z zapisem takiej kary w WSO i statucie, bardzo mi sie spodobał. Uważam, że młodego człowieka mozna też kształtować przez umiarkowaną pracę fizyczną.....np. sadzenie drzewek (dla nas byłaby to przyjemnosć)) i inne nie ciężkie prace porządkowe, Samą karą jest przede wszystkim zajety wolny czas wakacyjny.... Pedagodzy bez pomocy domów uczniów nie są w stanie, zwłaszcza u młodzieży, wymusić chodzenia do szkoły. Taki zapis moze by ich wstrzymmywał....... Ciekawa jestem, jak sie sprawa rozwinie......nie znamy realiów, zapisów, kadry pedagogicznej. A swoją drogą dochodzi do absurdu....pedagodzy płodzą tysiące papierków - dokumentów, żeby sie przed różnymi sytuacjami zabezpieczyć......gdzie w tym wszystkim dziecko????? Pedagodzy są beeeee, a rodzice cacy (bardzo złe wychowanie dzieci, im tylko szkodzące). Pardon za rozgadanie sie I tak sie wstrzymałam ))) Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:37 Autor: regine Data: 01.07.2005 20:15 Gdzieś ,już kiedyś, napisałam,że wychowanie dzieci,zaczyna się od rodzinnego domu.Nie można szkoły obarczać za wychowanie...Szkoła za zadanie nauczyć,ale przy współpracy ucznia -nic na siłę.Nie znam się na przepisach,prawach obu stron.Więc trudno mi zająć odpowiednie stanowisko. Moja córka,też chodziła na wagary,ja byłam zaraz tego samego dnia informowana przez nią,że nie była na zajęciach i jaki był tego powód(nawet wcześniej wiedziałam,ale wiedziałam ,gdzie spędza ten czas).Szła z całą klasą. Druga natomiast,miała swoje zasady 3/4 klasy na wagary,ona do szkoły. No inne były czasy..To prawda...Ale nie miałabym nic przeciwko decyzji,dyrektora,jeśliby to miało być nawet kosztem jej wolnego czasu,typu wakacje.Młodzież, bo tu w art. mowa jest o młodzieży starszej (15-16 lat), niech wie ,że coś za coś. Szkoda ,że nie dowiedzieli się o tym wcześniej. Ale dyrektorowi, nie zazdroszczę sytuacji w jakiej się znalazł.... Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:39 Autor: kla-ra Data: 01.07.2005 21:08 To jescze sa tacy dyrektorzy,ktorym sie chce wychowywac? Kuratorium winno w tej sprawie zamilknac. Nie tak dawno w wiadomosciach uslyszalam,ze "rodzice nie maja czasu wychowywac dzieci,a szkola,nie wychowuje tylko naucza" Rodzynek sie znalazl i "rodzynek trzeba zjesc" Piszecie o regulaminach ucznia i slusznie , o prawach ucznia i slusznie. Ale w tym wypadku regulamin zlamal uczen,nie dyr.szkoly. A ukarac Dyrektora , za co? ze wychowuje ,a nie tylko naucza. Mamy duzo maloletnich przestepcow,to zaraza obecnych czasow. Jesli szkola ich nie bedzie wychowywac to rodzice ich nie wychowaja. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:41 Autor: natla Data: 01.07.2005 21:21 Tak Klaro, podpisuje się pod tym wszystkimi czterema kończynami.....jednak prawo oświatowe zwariowało, jeżeli czegoś nie ma w dokumentach )tych 2 podst), to dyr. i RP mają zwiazane rece. Jestem przekonana, ze takie postępowanie zostało dokładnie omówione na konferencji kalsyfikacyjnej i dyro nie podjął decyzji sam.......a rodzice rozrabiają ( jestem przekonana, ze nie uczniowie)....dyra nie ma co chronić (prawdopodobnie) Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:44 natla 01.07.2005 22:35 ."Skad przybywamy" z linkiem do pierwszej? Juz sie źle czyta, choć nie wszystkim ))))))))))))) Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:46 Autor: regine Data: 01.07.2005 22:40 Tak ,zrób jak i z resztą...Jest o wiele wygodniej... Ale zauważ ,że w tym wątku ukryła nam się Maryla21 (chyba nie pomyliłam).. Nie chce się wybierać nigdzie z tego wątku.... Zrób coś z nią ????Jest onieśmielona ,no ale nie wiem czym.... Pogadaj z nią)) Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:49 Autor: natla Data: 01.07.2005 22:45 Dobra, wezwę ją na dywanik ))))))23999 lub 24000 Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:52 natla 01.07.2005 22:46 No to 24000 ______________________________________________________________________________ • Re: A co Wy na to? natla 01.07.2005 23:40 tofika napisała: >> Wiemy ze "BODAJ nigdy starzy wiosny nie widzieli ,jakoby mlodzi nie szaleli".. > > ale moje odczucie jest takie .. gdyby nie wagary w Lublinie ,dziewczynka ,ktora > > 1 raz poszla na wagary ,nie zostalaby wrzucona do wody przez pijanych 14 > latkow ,a my nie widzielibysmy lez matki w tv > i teraz czy ta mama bylaby przeciwko dyrektorowi ,ktory zostawil wagarowiczow i > > musza odrobic ,zeby otrzymac swiadectwa... czy slusznie Dyrektor zrobil ? *** Oczywiscie Toffi, że to przeczytałam. Ludzie nie mają wyobraźni, nie potrafią korzystać z cudzych doświadczeń.....niestety. Odpowiedz Link
natla Raj dla nas też?????? 29.07.05, 20:44 Jasne!!!!!! forum.gazeta.pl/forum/1,59000,2302445.html Odpowiedz Link
natla Re: Raj dla nas też?????? 30.07.05, 09:29 Podrzucam, żeby Wam nie umknęło )) Ja jestem zdecydowana, zakochałam się w tym miejscu....... Odpowiedz Link
natla Re: Raj dla nas też?????? 01.08.05, 09:41 Nie rozumie, Wy nic na to???? Nawet pomarzyć Wam sie nie chce???? Odpowiedz Link
malwina52 Re: Raj dla nas też?????? 01.08.05, 10:13 ja marze od godziny 6 rano, i bardzo chce do raju !!!!!! Odpowiedz Link
zlapalamoddech A co Wy na to? 01.08.05, 12:30 Wracając do początkowych wpisów na tym wątku zadaję pytanie: Jak na podstawie moich wpisów wyobrażacie sobie mnie? )))))))))))) Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 02.08.05, 09:21 hmmmmm........energiczna blondynka z długimi włosami złapanymi w koński ogon o sylwetce sportówki i dobrze zakonserwowana ))))))))))))))))))))))) Odpowiedz Link
tofika Re: A co Wy na to? 02.08.05, 09:39 Alutka,latwo sie nie poddajesz ,jestes pelna energii i przedsiebiorczosci, nie narzekasz,pelna humoru --z siebie tez potrafisz sie smiac... dzielna kobietka o wcale niewysokim wzroscie ;;;czyli stworzona do milosci a nie do ciezkiej pracy---zgrabna i powabna)) Odpowiedz Link
zlapalamoddech Re: A co Wy na to? 02.08.05, 13:58 Skąd Wy to wszystko wiecie? Prawie trafione w punkt Odpowiedz Link
goskaa.l Regine 23.12.05, 08:38 Wyobrażam ją sobie jako przeciętnego wzrostu osóbkę, raczej szczupłą, lecz walczącą o zachowanie tej linii. Buzia owalna, włosy ciemne, półdługie (pisała, tego nie zgaduję), oczy ciemne. Twarz serdeczna, ciepła, lecz zatroskana. Lubi kolory ziemi, zieleń i brąz. Dobrze jej w czerwieni, ale jej unika. Ciekawa jestem ile w tym prawdy? Odpowiedz Link
tofika ReYoanna 23.12.05, 15:25 to tajemnicza i bardzo fascynujaca osobka, o wielkim sercu,az zapomina o swoim ,,ja,,tak potrafi poswiecic komus,czasem doznaje wcale nie spodziewanych kasan,,jak to ludzie bywaja rozni,znosi cierpliwie,ale yoanna jeszcze pokaze gdzie raki zimuja co nieh\gdzie)))) Odpowiedz Link
regine Re: Regine 27.01.06, 16:19 Gosiu, pomyliłaś się tylko co do figury, posiadam tu i ówdzie, ale w granicach rozsądku jak na babcię przystało Reszta jest tak jak opisałaś, nawet moje ulubione kolory wymieniłaś, No i wiecznie zatroskaną choć uśmiechem skrywaną twarz....miłe... Ale pytanie, czy Ty gdzieś nie widziałaś mnie na zdjęciu ???? Za dużo prawdy w tym opisie, za dużo, muszę porozmawiać z Kristą ) Przypadkiem wpadłam na te opisy, dlatego tak późno odpowiadam. Przepraszam, ale ciekawe bardzo te opisy, nasze o nas... Odpowiedz Link
natla Do zabawy ;)) 04.03.06, 09:33 No to póście wodze fantazji i próbujcie )) _____________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
skrzydlate Re: A co Wy na to? 23.12.05, 18:50 ja Was wszystkie widze jako błyskotliwe damy, znaczy się z błyskiem w oku, niekoniecznie fizycznie starszawe, raczej zywotne energiczne... tak jakoś, a szczegóły mnie jakoś umykają )) Odpowiedz Link
annal74 Re: A co Wy na to? 23.12.05, 23:00 Popracuję tu jeszcze , nawypisuję to przybędzie wyobraźni na Wasze opisy. Teraz gorąco pozdrawiam. Odpowiedz Link
natla Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 12:46 Zamiast wysyłać pocztą różne zdjęcia i prezentacje, mozemy je umieszczać bezpośrednio na forum, np. w PPS-ach. W ten sposób "odkorkujemy" pocztę no i nikt nie bedzie przypadkowo ominięty, więc "kosteczka niezgody" też odpadnie )) Na pocztę będziemy przesyłać tylko prywatne zdjęcia i wiadomości. Hę? ) Odpowiedz Link
axsa Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 12:49 Oczywiście, ale proponuję zakładać nowe wątki do nowych kategorii, bo potem trudno będzie się połapać. Dowcipne obrazki już są. Odpowiedz Link
natla Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 12:55 No tak, jasne i logiczne. Szkoda, ze nie mozna folderów na forum zakładać ) A moze można? Pomyśl no Axsa, w końcu ręką nie myslisz, nawet prawą )) Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 13:04 To jest ciekawy i mądry pomysł!!!!!!!!!! Z folderami było by super co???? Odpowiedz Link
emma50 Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 15:07 Ja jeszcze proponuję umieszczać zdjęcia w albumach internetowych tak jak zrobiły to Margo i Halinka - n.p. album Augusta (Twoje zdjęcia są bardzo ciekawe i masz ich dużo), Danusia po powrocie może założy album, Regina ze swoich wojaży, a inni też mają dużo ciekawych zdjęć. Proponuję - zakładajmy albumy! Odpowiedz Link
tesunia Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 04.03.06, 10:44 mozna zalozyc wspolny album z wejsciem na haslo, bedziemy pewni,ze tylko my tam bedziemy, tak ma wiele for i bez obaw mozna sie wklejac. Odpowiedz Link
natla Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 04.03.06, 11:00 Z tym albumem, to juz kombinuje Axsa, tylko gips jej przeszkodził, a ja ciągle marudzę o braku czasu. Poza tym zastanawiam się, czy nie szkoda dreszczyku i zaskoczenia na naszym ewentualnym wspólnym spotkaniu _____________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 10:54 Cóż teraz ja się zabawię tylko muszę się zastanowić po południu pierwsza Natla.)) Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 10:57 Ale numer )) _____________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
axsa Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:05 Przypominam ,że jak ktoś ma ochotę się pokazać to może tu ludzie.gazeta.pl/0,0.html zrobić swoją wizytówkę. Wystarczy samo zdjęcie. Klikniecie w nick przy liście na forum "pokazuje" to co włściciel nicka tam umieścił. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:34 Tak, tylko że to jest dla wszystkich oglądalne, więc jak ktoś (większość) nie chce sie ujawniać, to nie zda egzaminu. Natomiasy=t zrobienie sobie wizytówki z ciekawie rozmazanym zdjeciem, to co innego. Zabieram sie do tego od miesiąca )) _____________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
regine Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:39 Propozycja Tesuni bardzo ni przypadła do gustu. Ale jak to zrobić, to nie mam pojęcia. Taki album, tylko dla nas i o nas fajna propozycja z tym wejściem na nasze hasło . Dziewczyny, które są biegłe w tym na pewno coś wymyślą . Odpowiedz Link
wloba07 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:46 dobry pomysł z ty albumem, mozna taki założyć na "photobucket" Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:52 No to juz pewniejsze i wygodniesze będzie stworzenie sobie indywidualnych albumów ze zdjęć przesyłanych pocztą. Ja już taki albumik mam. Malutki, ale mam _____________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 21:48 Stanąłem przed drzwiami . Zastukałem . Po długiej chwili otworzyła mi staruszka, zgarbiona z laseczką w ręku i w drugiej ręce trzmała chusteczkę , obcierając co chwila cieknącą z jej ust ślinę . -Wejdź-rzuciła ochrypłym i trzęsącym się głosem- za mną - dodała, pomyślałem że musiała pracować w wojsku wydając, krótkie, ostre polecenia.Człapała wolniutko a ja już myślałem, że nie dojdziemy do celu , który był zaledwie w zasięgu pięciu kroków . Wreszcie osiągneła cel, i z wyrzutem spojrzała na mnie . -och przepraszam- zmieszałem się i w pośpiechu otworzyłem drzwi do pokoju. Drogę do tapczanu pokonała jednak błyskawicznie i znów jej wzrok przeszył mnie, wyciągneła ręce , zrozumiałem , pośpiesznie dopadłem tych starych kosteczek i z obawą że je zgnitę, chwyciłem je sadzając na tapczanie resztkę matuzalemowej damy. -siadaj-wskazała mi laską krzesło- oczym chciałeś ze mną rozmawiać - dodała. - Natlo ja ...- nie skończyłem , laska wykonała gwałtony pólokrąg , przeleciała mi koło ucha i wylądowała na stole , wydawało mi się że jęknął. -Natlo wrzesneła z taką siłą , że lampa zadrgała nad moją głową , skuliłem się oczekując ostateczznego ciosu. Tymczasem z pokoju lub innego pomieszczenia wyłoniła się postać kobiety. - Zbyszku- wyciągneła do mnie rękę- witam cię w moich i cioci progach. Stanęła przede mną kobieta lat około ....-stu z krótko obciętymi włosami koloru jesieni gdzie kasztan mieszał się ze złotym opadającym liściem klonu,oczy jej śmiały się, ale były w środku smutne doświadczyły pożegnania i ten obraz ciągle trwał w nich głęboko.NAwet wyciągnięcie ręki świadczyło o tym że bardzo dba o swoją prywatność, nie dopuszczała do niej nikogo oprócz sprawdzonych przez nią przyjaciół . Jej wzrost około 162 cm isylwetka bardzo kobieca potwierdzały zainteresowanie sportem w bardzo młodym wieku Przyglądałem się jej ustom , górnej wardze wąskiej ale dolnej już szerszej i zabawnym kącikom ust do których przylegały policzki znoskiem wąskim jednak jeszcze na końcu nie spiczastym.To była ona moja o przepraszam nasza Adminka.... Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 21:52 Zapomniałem ookularach , jasny gwint jak mogłem pominąć, ach ta wena ....)))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 22:52 Dotknąłem jej ręki, była ciepła ale nie delikatna , tylko mężczyźni doswiadczają tego uczucia gdy podejmuja rękę kobiety ,ta była zdecydowana , pewna siebie i swojej właścicielki. Zdjeła z nosa okulary i zatrzymała je w swoich dłoniach. -Co cię do mnie sprowadza- spytała glosem stanowczym(pewnie to genetyczne -ciotka)ale w którym kryło się też dużo ciepła,ton wyraźny struny głosowe wydobywały z głębi krtani każdą barwę a ja nie doszukałem się załamań tak charakterystycznych dla namiętnych palaczy skruszonych liści tytoniu. Podeszła do krzesełka i usiadła . Ciekawe, kobiety nawet w spodniach, siadając, łączą nogi próbując, zatrzymać w sobie całą nagromadzoną energię.Tym razem jednak sukienka była tą sprawczynią, przeciągneła prawą ręką po udzie, dojeżdżając do kolan i zatrzymując się na obramowaniu sukienki. -Ciekawość, Natlo ciekawość- spokojnie odparłem- marzenia chłopca, który nie wyściubił nosa poza terytorium swojego kraju, teraz jednak jeżdżę w poszukiwaniu przyjaciół , coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu o słuszności swojego wyboru,poznaia tych z którymi rozmawiam pisząc drobne literki. -Kto szuka daleko, nic nie znajduje-mówiła i patrzyła mi się prosto w oczy, znów jej wzrok zagłębiał się we mnie ,świdrując i przeszywając mnie i nie wytrzymałem tego spojrzenia, spuściłem głowę, jednak ciągle jej wizerunek pojawiał się pod zamkniętymi powiekami.A ja znów jak małe dziecko chciałem pojawić się przed monitorem swojego laptopa i pisać z błędami czy bez, ale pisać o tym co czuję i co inni czują, gdy osiągają wiek ani nie starczy, ani nie młody nawet nie średni. Odpowiedz Link
malwina52 a to ci dopiero..... 04.03.06, 23:12 jakbym ja na wlasne oczy zobaczyla )))) a to Ci dopiero numer Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 23:32 Uśmiałam sie do łez Sagi.....czy będzie ciąg dalszy? _____________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 23:39 -Spójrz na mnie - usłyszałem , przybywającx do krainy rzeczywistości- marzycielu , swiat jest porąbany, nie pasujesz do niego ani do każdego jego zakątka .Gestykulowała lewą ręką razem z okularami. Podeszła do mnie , kładąc na ramieniu rekę, chwilę wcześniej była ona stanowcza teraz delikatna jakby jej nie było. -wracaj , przekuwaj swoją drogę, prostuj ją, skręcaj, gmatwaj w najróżniejsze wzory jakich kowal nie powstydzi sie, ona ma być twoja a nie innych . I jeszcze jedno-przekrzywiła głowę , uniosła brwi, dając zaznaczyć się zmarszczkom na czole -dbaj o te literki , którymi posługujesz się wyrzucając na fale internetu.Staruszka tymczasem spała smacznie na tapczanie, posapując głośno i przyciskając głowę do laski. Natla oddalała się ,sukienka zaginała się na niej ,zostawiała za sobą zapach spokoju i po chwili znikła w pomieszczeniu z którego tak niedawno wyłoniła się.Podniosłem się z krzesła i na palcach opuściłem staruszkęwraz z jej błogim snem. Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 23:55 I zabawne i nostalgiczne i śliczne. Choć kilka szczegółów fizycznych nie takich, to całosć jakby utrafiona. _____________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 05.03.06, 00:06 To ja Tobie dziękuję i tym, którzy to forum stworzyli, nie bywałe jak może czlowieka owładnąć biały ekran i chwila marzeń. Dobranoc. Czas snu bo jutro jest czas pracy.Może, gdy będę miał chwilę spokoju zawitam do regine , axy , delwy, najpewniej będzie to regine mieszka tylko o piętnaście minut drogi samochodem odemnie . Odpowiedz Link
regine Re: A co Wy na to? 05.03.06, 00:38 Niesamowite Sagi, niesamowite... Wzruszyłeś chyba wszystkie dziewczyny. Zwłaszcza jej głos,Natli, na mnie działa jak balsam To się nazwa "opisywanie człowieka". Super...) A obserwatorem ludzi jesteś niesamowitym.... Odpowiedz Link
sagittarius954 O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 05.03.06, 22:51 -Proszę masz pieniądze , wpadniesz na moment do Tesco, wybierzesz coś z miesa na kotlety, gulasz i na zupę. Czas się liczy start, jak nie pomagasz w domu to chociaż pomóż w robiąc zakupy- moja żona spojrzała na mnie wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu, włączyła odkurzacz i pochyliła się nad nim.Przeciągły jazgot rozniósł sie po pokoju wypełniając pomieszczenie dxwiękami przypominającymi mi borowanie zęba. Sprzet połykał do swojego wnętrza kurz i Wszystko co rozrzuciła moja wnuczka , kątem oka ujrzałem ją , wychylającą SWÓJ PYSIAK zzza uchylonych drzwi, obserwowała swoją babcię w akcji. - Rośnie następne pokolenie kobiecości które w niedługim czasie usidli niejedngo mężczyznę, tak, jak wrócę dostanę reprymendę od wnuczki za brak pomocy babci- myślałem zakładając zniszczoną kurtkę, moją wierną przyjaciółkę na chłodne jesienne i zimowe dni. Przyjaciół sie nie porzuca jedynie odchodzi niezauważenie. Kobiety mają niezwykły dar , utwierdzający mężczyzn o ich bezuzyteczności. Podążałem w kierunku swojego samochodzika, zamykajac za soba drzwi od wielkiego sprzątania. Drogę do tesco pokonywałem zawsze tak samo, klucząc uliczkami Bemowa i omijając głowną arterię w kierunku Poznania , zwykle zakorkowana, i przeładowaną wszelkiego typu pojazdami . Unikałem zaglądania do mojego królestwa ,gdzie tylko radio dyktowało rytm pracy silnikowi. -"...i gdy w wymietej bluzeczce szłam..."- smyczki raptownie przesuwały się po strunach skrzypiec wydobywajac z nich góralską skoczność. - "...z innym zatańczę... a potem niech inny bluzeczkę gnie...." - harmonia wtórowała skrzypkom i przebijała sie przez tony innych instrumentów. Głos wykonawczyni grupy Brathanków miękki , doskonale spajał sie z barwą góralskiej orkiestry. Moje zadumanie przerwało pojawienie się stacji paliwowej w Morach i dużego hipermarketu Tesco z rozsuwanymi automatycznie drzwiami, raz pochłaniajacymi przybyszów za moment wypluwających ich , jak niechcianych gości opuszczającymi teren sklepu , z wypełnionymi po brzegi różnorodnym towarem , który niebawem pochłonie inny zarłacz - żółądek właściciela wózka. Wszedłem do środka , pod sufitem głos Georga Michaela udawał kobieciarza , snując swoją pieśń o miłości i na pewno panie szybciej poruszały sie do wypełnionych towarem półek.Podążyłem leniwie w stronę kilkudziesięciu telewizorów ustawionych na końcu alejki a widocznych od samego początku wejścia. Nagle coś mnie najechałoz lewej strony i odrzuciło na bok.Skrzywiłem się i już chciałem głośno zwrócic uwagę , gdy dobiegł mnie głos niski ale wyraźny kobiety. - Najmocniej przepraszam, ale się spieszę- ujrzałem zakapturzoną postać jeszcze zmrożoną , prącą jednak do przodu. Ubrana w kurtko- palto do połowy łydki czarne spodnie i botki na średnim obcasie. Głową sięgał mi do ramienia. Pod kapturem na głowie miała wełniana czapeczke raczej swojej roboty, co świadczyło o zaradności i nie oglądaniu się na modę . Spod czapeczki , dwa kosmyki włosów robionych na pasemka wyglądały ciekawie na zewnątrz. Oczy szaro- zielone zmieniały barwę w kierunku czarnego punktu źrenicy otaczając go jasnym brązem.Te spokojne oczy , patrzyły na mnie przepraszająco i trudno było mi powiedzieć cos gorzkiego bo i zaczerwieniony nos , który podciągała do góry nadawał twarzy ciekawy wyraz . Spoglądający mógł zobaczyć jeszcze jej wargi, matowe wargi zabezpieczone tylko przed mrozem pełne jednak kobiecej czułości. Szczęśliwy ten , który poczuje ich smak - Naprawdę pana przepraszam- oznajmiła szybko właścicielka , no nie wstydźmy się tego powiedzieć niezłej pupy zarysowanej okalajacą kurtką . zawsze zastanawiało mnie dlaczego kobiety walczą z nadmiarem w okolicy bioder. Przecież męski wzrok zawsze pada na nadmiar a nie niedomiar. - Wierzę w pani intencje - szarmancko usunąłem się i lekko ukłoniłem , jak muszkieter zdejmujący kapelusz machnąłem reką pewnie zbyt energicznie bo moje tymczasem zostały ź le odebrane , nieznajoma pokiwała ironicznie głową i energicznym krokiem oddaliła się odemnie . Tymczasem następny kobieciarz Elton John wyśpiewywał trele nad głowami klientów . - "...a ko-ł ko-ł hart ..."i zrozumiałem , że Tesco poluje dziś na mężczyzn , obejrzałem sie podejrzliwie i musiałem mieć nie szczególną minę skoro nadchodzacy facet pokazał mi kierunek ręką i powiedział - toaleta jest tam- CDN już nie mam siły jutro skończę Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 06.03.06, 11:53 Bojaźliwie przesuwałem się blisko ściany,, zabezpieczając tyły i oczekujac ciosu z najmniej spodziewanej strony. Dotarłem szczęsliwie do kolejki z mięsem i usadowiłem wygodnie za jejmościną z lisem na kołnierzu , moje myśli powedrowały w stronę młodej damy stjacej opodal i rozdającej okrawki sera żółtego . Elton kóńczył swoją pięśń i do moich uszu odbijając się echem doleciała końcówka : - ...no- s-a-k-r-y Odpowiedz Link
regine Re: O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 06.03.06, 12:39 Tak, Tesco, to jest jedyne miejsce, gdzie mogiśmy się spotkać, Strzelcu płaszcz z kapturem, bez tej czapeczki zrobionej własnoręcznie, bez krzyżyka na szyi i kolczyków w uszach. Ale nie daruję Ci, tego tu i ówdzie !!! Nie noszę spodni !!! Całkiem , całkiem dobrze wyglądam w spódnicy i zielonej bluzeczce. Nie mam aż tyle, przesadziłeś. Nie daruję !!! Jeszcze jeden szczegół, oczy mam piwne i nie mogłeś ich zobaczyć, bo noszę przyciemnione szkła. No i nie kupuję mięsa, bo nie jadam prawie wcale. Ha, ha, ha, więc musisz jeszcze troszkę popracować. No i nigdy nieznajomemu nie pozwolę odwozić się do domu. Tu masz 100% rację. Reszta zgadza się. Ale teraz uważaj, bo częstym gościem Tesco jestem, możesz nie uciec przed rozjechaniem wózkiem, są zbyt duże ) Pamiętaj, to mogę być ja, choć staram się nikogo nie potrącać, ale ostatnio trafiłam na wózek, któremu blokowały się 2 kółka. ) Dziękuję Sagi, włożyłeś w to tyle pracy no i trafiłeś na krytykę. Ale prawdziwa cnota krytyk się nie boi, więc czekam na "opisy" pozostałych osób. Dziękuję to było miłe, łobuzie ) Więc niby chcąc , nnie chcąc ...Różnie to może być )) Jeszcze raz dziękuję Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 06.03.06, 12:48 Jeśli Tobie było choć troszkę przyjemnie... nie czytam napisanych wcześniej opisów nie zbieram w wyszukiwarce Waszych wypowiedzi , to dla mnie byłaby za duża praca i musiała by być rozłożona na długi okres , ot tak piszę zamykam oczy i nuż się uda traktuję to jak zabawę , która już teraz zajmuje więcej czasu niż praca zawodowa ... te okulary mówisz przyciemnione ..... kto wie, może się spotkamy pozdrawiam ,Zbyszek Odpowiedz Link
natla Sagi, pora na Ciebie ;)) 06.03.06, 13:18 170 cm, choć nie wykluczam 180 wzwyż , szpakowaty, okulary, ale raczej do czytania w wąskich czarnych oprawkach, ciemne oczy, sylwetka szczupła z lekko zarysowującym się brzuszkiem (choć niekoniecznie), dżinsy, długi płaszcz....... reszta szczegółów mi sie rozmyła ))) _____________________________________________________________ Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!! Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Sagi, pora na Ciebie ;)) 06.03.06, 13:40 Natlo- 182 cm szpakowaty , sylwetka zmieniajaca się co pół roku odchudzanie ze względów wiosenno letnich teraz średnia pocieszam się ,oczy opis -regine, już nie dzinsy tylko w lecie,okulary do czytania, kurtka, zdecydowanie kurtka wygodniejsza w samochodzie ,cecha charakterystyczna wąsy, zresztą nic, to rok urodzenia imiesiąc . Już wiecie wszystko. Może prawie wszystko, kto pyta temu odpowiem Odpowiedz Link
natla Re: Sagi, pora na Ciebie ;)) 06.03.06, 14:01 Ok. To mi sie trochę udało, nie pomyślałam o kurtce, a to takie proste.....sama od lat z tego powodu nie noszę płaszcza. Natomiast na Łysą Górę przylatuje z golarką, tępą ))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Butterfly 06.03.06, 19:20 SEN Unosiłem się w powietrzu. W promieniach południowego słońca, usłyszałem delikatny szelest. Pode mną , kładła się zielono - żółta trawa wypełniająca po horyzont łąkę. Poszczególne łodygi wyginały się i z powrotem wracały do swojego dawnego położenia , górna część traw, obficie zapełniona ziarenkami wykonywała dodatkowy ruch tracąc je i rozsypując wokół łodyg. Pośrodku łąki stał kwiat. W odróżnieniu do otaczających go traw, pozostawał niewzruszony, jakby wiatr nie docierał do jego łodygi. Niebo było błękitne, złote promienie bez trudu docierały do falującej łąki. Kwiat, czerwone płatki kierował na zachód. Nagle znikąd pojawił się motyl. Błękitno - pomarańczowymi skrzydełkami , przecinał powietrze kierując się do kwiatu . Zbliżał się do czerwonych płatków i żółto-pomarańczowych pręcików. Słodkie danie czekało na owada. Motyl osiadł na płatkach , wysuwał rytmicznie swój długi język i zlizywał pyłek z pręcików. Płynąłem w kierunku namałowanego przez naturę obrazu. Wyciągnąłem ręce, chcąc ująć w nie motyla i zerwać czerony kwiat. Poczułem, że jakaś nieznana siła odciąga mnie wysoko . Obraaz łąki z kwiatem i kolorowym motylem zmniejszał się , aż całkowicie znikł. Otworzyłem oczy , spojrzałem w okno i wymazałem z pamięci barwny sen. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly 06.03.06, 21:37 img403.imageshack.us/img403/6319/raj9ww.jpg Szkoda,ze już się obudziłeś. Śnij moja muzo,a ja roztoczę nad Tobą spokój,ciszę i czuwac będę by nikt nie smiał Ci snu zakłócić))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 2 07.03.06, 16:14 Obudziłem się wcześnie rano . Obok mnie, nie tknięta poduszka przypominała mi o utracie żony. Do ostatnich chwil wierzyłem w Jej uzdrowienie. Czepiałem się myślami różnych możliwości, lecz którąkolwiek nie poruszyłem , zawsze wracałem do punktu wyjścia , ostatniego wyjścia . Dzisiaj miałem odebrać swoją córkę , która przyleciała z Barcelony, lecz z powodu mgły nad Warszawą, lądowanie odbyło się w Krakowie . Pociąg już podążał w moim kierunku. Do mnie . Tylko do mnie.Patrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Dzisiaj wszystkie czynności pielęgnacyjne wykonuję dla Ciebie Perełko. Będę tryskał humorem . Zobaczysz ojca wesołego i pełnego życia, nawet swoją przyjaciółkę Grażynę zaprosiłem na kolację , żeby mistyfikacja udała się . Mycie , sprzątanie , śniadanie, zmywanie co to za zmywanie jeden talerzyk, jedna łyżeczka , jeden kubek, Ty go ostatnio trzymałaś . Mycie go zajęło mi całe pięć minut, przeplatałem je wspomnieniami o Tobie , wykonywałem te same ruchy jak Ty Basiu , gdy trzymałaś go w swoich dłoniach. Byle co na siebie - nie no nie byle co. Córka musi zobaczyć, że jej stary trzyma fason . Trzeba się pospieszyć, za trzydzieści minut dziecię będzie już na dworcu a do przejechania jest pół miasta , część na pewno w korkach. Stara skoda wujka spisywała się bez zarzutu. Nic do niej nie dokładałem a ona uwijała się po ulicach naszego miasta. Jeszcze tylko jedno rondo przy zbiegu Marszłkowskieji .... Rany, żółte światło! Przyspieszyć- no dalej maleńka ! Gdzie się pchasz... Pisk opon gwałtownie hamowanych na asfalcie, wywołał zainteresowanie i zaciekawienie wszystkich stojących w okolicy Ronda. Kierowca Skody nie zdąrzył przeskoczyć na światłach przez skrzyżowanie i zaczepił o przedni błotnik VW Golfa na niemieckich numerach rejestracyjnych. Oba samochody wykazały skuteczne hamowanie na tyle aby zminimalizować skutki stłuczki. W samochodzie niemieckim , jechała para , kobieta i mężczyzna , oboje wybiegli z samochodu i podążyli do kierowcy Skody , który w dalszym ciągu siedział w środku . Powolnym ruchem wyciągał z kieszeni płaszcza telefon komórkowy , naciskał małe cyferki i dzwonił do kogoś . - Zbyszek , cześć stary , błagam pomóz , miałem stłuczkę , jadę po córke, jestem w kropce- usłyszałem przerywany tekst mojego przyjaciala Zbyszka. - Jestem w pracy za dziesięć minut będę przy tobie- odpowiedziałem- gdzie jesteś ? - rondo przy Dworcu Centralnym- usłyszałem w odpowiedzi - biegłem przebrać się , leciałem do niego. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 3 09.03.06, 18:50 Jechałam pełna radości na spotkanie Polski i znajomych. Warszawy nie lubiłam , jednak chęć zobaczenia przyjaciółki, była silniejsza od moich animozji. Zatrzymamy się tutaj tylko dwa dni. Później już tylko nasz domek i mój mąż. Będzie sobie mógł mój chłopczyk odpocząć .Widziałam jak ostatnie tygodnie przychodził coraz bardziej zmęczony i spięty. Patrzyłam na jego twarz , stawała się szara a on nie skarżył się, tylko mnie obejmował , tulił si,e do mnie i mruczał jak kot. Łasuch jeden. Przyznaję że w Warszawie z roku na rok coś przybywało. Teraz jest więcej samochodów, pełno ich. - Uważaj , proszę , nie pędź tak- mówiłam do niego i położyłam rękę na kolanie . Prawy pas miał wolny. - Lubię Twoją płynną jazdę- uśmiechałam się do mojego kierowcy. - Dla Ciebie Helenko Wszystko- odpowiedział mi , spojrzał na mnie i popędził do przodu. Zbliżaliśmy się do ronda przy dwocu Centrałnym , widziałam czerwone światło i mój bohater zwalniał , ale tylko po to by płynnie przeskoczyć skrzyżowanie . Nie wziął jednak pod uwagę faktu małej dyscypliny tutejszych kierowców, przejeżdżających skrzyżowania na żółtym świetle. - O jej- zdążyłam krzyknąć i już było po sprawie, nasz samochód i taki kremowy rupieć lekko , ale zderzyły się . Czułam jak pasy napinają się i wrzynają w moje ciało. - Bodaj cię - mój mąż jednak zachowywał opanowanie a mnie serce podchodziło do gardła- Nic Ci nie jest kochanie - spytał spoglądając w moją twarz. - Nic mi nie jest , popatrz dlaczego tamten nie wychodzi z samochodu , chodźmy , może potrzebuje pomocy. Wybiegliśmy oboje w celu sprawdzenia stanu zdrowia kierowcy . Za kierownicą siedział pan , miał nalaną twarz włosy czarne, lekko przerzedzoną, z odcieniem siwych. - Proszę pana nic się panu nie stało - pytaliśmy go , ale chyba był w szoku nie odpowiadał tylko z kieszeni kurtki wyciągał telefon i do kogoś dzwonił. Pędziłem do niego , naprawdę , zwykle to on mi pomagał, miałem okazję nie tylko mu zrewanżować się, ale pomóc mojemu pzryjacielowi. Po śmierci żony Basi prowadził normalny tryb życia , praca , dom praca , dom i tak w kółko. Spotykaliśmy się ze sobą tak co miesiąc i zobaczyłem że zaczyna pochłaniać coraz większe ilości alkoholu , odreagowywał . Moja żona mówiła, żebym nie pił znim , a ja chciałem , chciałem mu pomóc i wiedziałem, że tylko czas mu pomoże . Tylko on mógł przegrać tą walkę . Gorzałka nim coraz bardziej zawiadowywała , też mi wyrażenie . Dojeżdżałem do ronda od strony ul Towarowej , mimo zakazu zatrzymywania stanąłem na chodniku i czekałem na możliwość przedostania się do śroka ronda gdzie Zbyszek siedział w samochodzie wystawiając nogi natomiast obok niego gestykulując stał mężczyzna a kobieta dreptał niemal w miejscu. Odpowiedz Link
tofika Re: Butterfly 3 09.03.06, 19:04 I doczekala sie Helenka opowiesci..doczekala.. Sagi potrafi klikac mimo wielu chorobowych wyrzeczen,,to sie tym objawia czynny udzial ,,Aktywny <<udzial forumowiczaa50l -tki +_brawo Zbyszek! Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 3 09.03.06, 19:18 Tofiko szykuj się TY będziesz następna. Ach mam ,wpadł mi do głowy wspaniały pomysł, lece zapisać na karteczce.))) Odpowiedz Link
czarny.humor Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:29 Jak do mnie coś takiego napiszesz, to ..., to ..., to ... No nie!!! Jednak nie oddam Ci się )) Odpowiedz Link
regine Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:32 Ale to chyba nie koniec...??? Hej Sagi, szybko odpowiadaj, bo coś mi tu nie pasuje...Albo muszę jeszcze raz od początku. Może załapię koniec...) Odpowiedz Link
malwina52 Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:41 czytam i podziwiam lekkosc piorka czy to fakty z zycia, czy tylko fantazja? Odpowiedz Link
regine Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:44 Może i jedno i drugie... Zaczął pisać na forum, a potem się okaże sławą... która zapomni, o tym gdzie zaczynała )) Tak to w życiu jest, schodek wyżej i już patrzymy na resztę z góry.. Ale gratuluję talentu.. Odpowiedz Link
malwina52 Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:49 zastanawiam sie, czy sie tu taki talent nie marnuje? ale zawsze bede mogla powiedziec, ze ten slawny pan to moj kolega Odpowiedz Link
sagittarius954 Malwino rumienię się.... 09.03.06, 20:00 ja chciałbym być waszym przyjacielem... Odpowiedz Link
del.wa.57 Re:SAGI:)))))) 09.03.06, 20:13 Jestes naszym przyjacielem 100%) Bardzo mi sie podoba!!! pisz Muzo dalej...dalej... ))) )) Odpowiedz Link
malwina52 Re: Malwino rumienię się.... 09.03.06, 20:17 przyjacielem to jestes jak tylko tu wdepnales, to bardzo przyjacielskie forum i czy chcesz czy nie chcesz musisz Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:59 ile chcesz mieć żon, kochanek, czym chcesz być , mafijozo, plej boj , prezydent ??/ no na co reflaktujesz, ale terminy mam napięte, bo jeszcze bardzo intryguje mnie axa tu będzie trudna sztuka do ugryzienia. Odpowiedz Link
sagittarius954 Lechcecie mnie tylko... 09.03.06, 19:55 Dzięki, dzięki ale naprawdę uważam się za nieudacznika .Del wo podoba się kontynuować czy nie ??? Odpowiedz Link
leciwa Re: Lechcecie mnie tylko... 09.03.06, 20:35 No Ziomie, jestem pod wrażeniem. Rzadko do Was wpadam, czasami nad czymś zatrzymam się trochę dłużej ale ten wątek... no no ...ja nie lechce... ja podziwiam.. Leciwa Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 4 10.03.06, 16:25 To prawda , byłem wzburzony, starałem ukryć moją niechęć do kierowcy starej Skody i i nie pokazywać moich odczuć Helenie. Mówiłem ,mówiłem i jeszcze mówilem ukrywając złość spowodowaną wypadkiem. Kierowca Skody jednak nie za bardzo miał chęć chociaż mi odpowiedzieć. Rzucał od czasu do czasu wilgotne spojrzenia na moją żonę i zegarek Trzeba mieć dużo tupetu, żeby zamiast martwić się sytuacją , robić przegląd nóg i kibici Heleny. - Dobrze, widzę , że nie dojdziemy do porozumienia- kończyłem rozmowę - wzywamy policję . Odwróciłem się demonstracyjnie i przeszedłem na drugą stronę lekko rozbitego samochodu sprawcy. Wyjmowałem telefon z kieszeni płaszcza a moja żona wciąż patrzyła się ze współczuciem na tego ... k i e r o w c ę. Dzwoniłem na policję , że też coś takiego dopuszczają tu do ruchu. Nieźle zaczyna nam się urlop, najmniej tydzień poczekamy na naprawę , jak dojedziemy bez samochodu do naszego domu, był tam bardzo potrzebny . Przewóz materiałów do drobnego remontu w czasie naszego pobytu zaplanowałem właśnie nim , jeszcze zakupy i wypady Helenki do ulubionych miejsc. Zauważyłem po drugiej stronie ulicy , mały niebieski samochód , to chyba Fiat. Wysiadał z niego całkiem spory mężczyzna , wąsaty, szpakowaty, jasna zniszczona kurtka odznaczała się od szaro ubranych ludzi. Na ukos , przez jezdnię dostawał się do nas, podnosił wysoko rękę zatrzymując trąbiące samochody. Lekkim truchtem podbiegł do sprawcy naszego nieszczęścia. Pochylił się nad nim i podał mu rękę. - Cześć Zbyszek- powitał ciemnowłosego kierowcę a tamten odpowiedział mu- Cześć sagi. Moja żona na dzwięk tego imienia poruszyła się , jej źrenice rozszerzyły się a ręce wykonały nieznaczny ruch. Zrobiła dwa kroki do przodu. - Sagi? Sagittarius?!- mówiła dziwnym głosem . Mężczyzna obrócił się i długą chwilę patrzył w jej kierunku. - Tak- powiedział- to ja. - Dziewięć , pięć , cztery ?- dodała moja żona . - Zgadza się - zdziwienie w głosie mężczyzny było wielkie - kim pani jest ?- zapytał Helenę . - To ja... Helena ... Del. wa- odpowiedziała mu uśmiechnięta - Nie to nie możliwe, Naprawdę?!- z jego twarzy znikało zdziwienie , pojawiał się szeroki uśmiech maskowany przez posiwiałe wąsy. Rozłożył ramiona i podchodził do mojej żony. Obejmował ją. W moim sercu pojawiła się plamka zazdrości, dlaczego ona pozwala mu się ściskać !!!! Nie mogła mu podać ręki!! Co za miasto gdzie mężczyźni bezceremonialnie obłapiają kobiety. Po wypadku , gdy zjechaliśmy o własnych siłach z jezdni na bok ronda, nie utrudniając i tak korkującemu się w tym miejscu , mogłem odetchnąć i opanować stres. Zderzak lampa , wgniecenia, takie tam pierdoły , gdyby nie zagraniczna rejestracja mogłbym się dogadać z tym facetem, już wiedziałem, że najmarniej zejdzie nam się tutaj ze dwie godziny w oczekiwaniu na policjanta. Obserwowałem kobietę . Ciemne włosy i duże ciemne oczy, patrzyłem w nie i robiło mi się tak ciepło, czyżby .... Odpowiedz Link
goskaa.l jesteś niesamowity!!! 10.03.06, 17:07 świetnie budujesz opowidania, ten podnoszący adrenalinę smaczek oczekiwania. A w dodatku przerywasz w naj(nie)właściwszym miejscu. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: jesteś niesamowity!!! 10.03.06, 17:27 Gosia ma rację.JESTEŚ NIESAMOWITY!!! Ciekawe,jak potocza sie dalej losy??? Wąsaty,szpakowaty,wysoki Pan,co biegnie na pomoc koledze(mam nadzieję,ze nic złego mu sie stało)i.....bardzo ciekawie piszesz Zbyszku)))) Czekam...czekam.... Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly ?????!!!!! 11.03.06, 16:06 To może urosnąć , to opowiadanie czy warto, czy Was nie zanudzę ? To powinno być krótkie a tymczasem jakoś tak nie chcący wyrwało sie.?????????Dalej ?Skracać ???? Powiedzcie coś. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly ?????!!!!! 11.03.06, 16:14 Nic nie skracaj!!!! zobacz jakie /fory/zbierasz Zbyszku))) Masz talent,PISZ...PISZ...PISZ..myslę,ze wszyscy czekają Odpowiedz Link
natla Re: Butterfly ?????!!!!! 11.03.06, 16:35 Pisz jak Ci w duszy gra. Wytrzymamy! ))) Masz tak lekkie piórko, że się czyta wspaniale. Odpowiedz Link
takanietaka Niezłe,pisz! 11.03.06, 17:17 Podoba mi sie ten rodzaj niby nieprzemyslanej przypadkowosci...i człek nie ma pojęcia co z tego wyniknie.A Ty ?Wiesz co bedzie? ____________________________________________________ ** nigdy nic nie wiadomo ** Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Do Sagittariusa:)) i nie tylko:)) 11.03.06, 17:29 Kochajcie czasem poetę Kochajcie czasem poetę On jest rybim okiem Śladem po locie motyla I wężową łuską między ziołami Gdy zechce - ognisko rozpali Na środku pokoju I firanki ogniem tańczą W porywach miłości Najczęściej jednak bywa Pasażerem smutnego tramwaju I bez biletu - nawet ulgowego Patrzy ludziom w oczy Tam zapisane są wiersze Alfabetem zmarszczek Kreskami uśmiechów Strumykami żyłek podskórnych Kochajcie czasem poetę On musi być rybim okiem Białym śladem odrzutowca I zielem dziurawca gdy już wszystko boli Adam Ziemianin Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Niezłe,pisz! 11.03.06, 17:35 No nie, nie wiem, choć mam napisany ostatni czyli 5 odcinek, to dalej pustka i sam się już boję, ze akcja toczy się w jednym miejscu , mam pomysł na dalszą część ale tu chodzi o szczegóły, pomysł może być dobry a szczegóły położą go,odcinek puszczę po dwudziestej, gdy już w domach zamiera wszędobylskość domowników. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 5 11.03.06, 18:53 Mówiła do swojego męża – Waldemarze- temperując jego niechęć w stosunku do mnie. Nie odzywałem się . Niech się facet nagada, ja tymczasem napatrzę się na to cudo stojące przede mną. W jej oczach widziałem współczucie. Po co miałem mu przerywać, lubi gadać niech gada, widocznie nie zna realiów Warszawy. I tak musi czekać aż przyjedzie policja, żeby mógł dostać odszkodowanie powypadkowe ze swojego ubezpieczenia. Gestykulował rękoma . Mnie przyciągały jej kształtne łydki i spódnica do kolan ze skóry. Rozpięty płaszcz ukazywał bluzkę z małym dekoltem i apaszką pod szyją, musiała mieć piękne piersi tylko część pokazywała się moim oczom. Smukłe palce , nie spracowaną rękę i dlaczego jest jeszcze chłodno na dworzu? Starałem się ukryć swoje zainteresowanie i odwracać wzrok , choć ona przyciągała mnie jak magnes. Nie odzywałem się za to moje sumienie krzyczało głośno. Powracał obraz Basi, uśmiechniętej i idącej do mnie obraz żony przeplatał się z obrazem Tej kobiety elegancko ubranej, dbającej o siebie. Przypomniałem sobie jak przebiegała znajomość z Basią. Pierwsze ”chodzenie” wymusiła dyskoteka i brak dziewczyny .Później chciałem zerwać ,ale stchórzyłem słysząc z jej ust słowo kocham , którego ja nie czułem i nie przechodziło mi przez gardło że mogę jej powiedzieć zupełnie co innego. Z tego wewnętrznego letargu wyrwał mnie ślub z Basią i jej obraz , szczęśliwej panny młodej . Jak ona wtedy promieniowała, promienie słońca odbijały się od niej a ona w ich blasku była jeszcze bardziej szczęśliwa . Los sprawił ,że zakochałem się w niej w dzień ślubu, te dwadzieścia pięć lat wspólnego życia , szczęśliwego życia zamazywał się teraz obrazem nieznajomej. Chciałem odrzucić to uczucie do obcej zamężnej kobiety i nie mogłem. Oddychałem ciężko i dopiero przyjazd Zbyszka wyrwał mnie z gamy uczuć tkwiących we mnie, gdzie amplituda wahała się niebezpiecznie. Taka niespodzianka znali się. No, no , czy on jej nie znał wcześniej , chociaż wspominał o swojej bytności na forum dla przeszłych wiekiem. - Przepraszam , panią bardzo , ale chciałem się rozmówić z sagim- przerwałem wylewne powitanie – leć biegiem na dworzec, odbierz Alicję , powiedz uspokajająco o tym co się stało, odwieź ją do domu i czekaj , ja zaraz no niebawem wrócę. - Pani pozwoli że ja zabawię panią rozmową – uśmiechałem się do czerwonych warg właścicielki. Z tyłu usłyszałem jego głos: - Panie pan niech się zajmie sprawą jaką przez pana umiejętności prowadzenia samochodu doznaliśmy. Chodź kochanie usiądziemy w samochodzie. - Waldemarze-odpowiedziała mu- to jest niegrzeczne z Twojej strony. - Proszę państwa , jesteśmy dorośli – wmieszał się w rozmowę Sagittarius- przecież potrafimy zapanować nad emocjami. Powiedział te słowa , machnął ręką na pożegnanie i przedostawał się północną stroną jezdni, znikał w tunelu. Małżeństwo zamknęło się w samochodzie , ja wolno pomaszerowałem do swojego. Nagle ,nie wiadomo dlaczego przypomniałem sobie kadr z ostatniego dnia Basi. - Będziesz mi wierny?- zamknęła oczy i nie doczekała się odpowiedzi . -Waldemar był o mnie zazdrosny, troszkę w tej sytuacji uszczypliwy, ale w głębi duszy byłam szczęśliwa . Kochał mnie. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly 5 11.03.06, 20:18 Piękne Zbyszku i troche smutne,czyzby to był juz koniec?ale miło,ze Ciebie poznałam,nawet w takich okolicznościach)) Masz cos jeszcze w zanadrzu?Czy mam juz poprawić mój /wygląd?/ Szkoda mi(Twojej Basi) Acha...kocham Waldemara))))) Powaznie Zbyszku,pomysl o pisaniu,robisz to ciekawie. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 12.03.06, 18:22 Bolała mnie ręka, gdy ciągnął mnie do samochodu. Masowałam ją siedząc w środku, jednak przewrotnie zadałam mężowi pytanie: -Co w Ciebie wstąpiło?- podwyższyłam ton głosu – skąd ta zazdrość? Uważam , że rzucę Cię dla pierwszego lepszego i odlecę w sina dal?! - Do tej pory cierpiałem i znosiłem wszystko, Twoje ciągłe siedzenie przy komputerze , nawet do późnego wieczoru, rozmowy z przyjaciółkami a tu proszę P R Z Y J A C I E L – nie widziałam Waldeczka w takim stanie . - Proszę uspokój się ,wyjaśnij rzeczowo co było moim postępowaniu niestosowne – łagodziłam sytuację patrząc na jego zdenerwowanie. - Uwiązał Ci się na szyi , jakiś, obejmował Cię. - To on mnie obejmował, czy ja jego? Zauważyłeś co robiłam z rękami podczas , według ciebie obejmowania? - Widziałem , ale on Cię obejmował- twardo upierał się przy swojej wersji pojmowania rzeczywistości. - W kulturze żydowskiej jest taki zwyczaj , jeśli mężowi nie odpowiada żona , oddaje ją mamusi – chcesz tego?- pytałam - Czy ja mówię o kulturze czy o tym o czym zapomniałaś mnie poinformować. - Co znowu ?- powoli drażniła mnie ta rozmowa . - On Ciebie znał , a ten drugi ślini się do Ciebie. - Waldeczku , Ty nie jesteś w stanie racjonalnie myśleć , jak myślisz dla kogo bije to serce pod bluzką? - przerwałam monolog i wzięłam jego rękę do swoich dłoni, zrobiłam ostatni wysiłek udobruchania męża . Wsunęłam jego rękę pod płaszcz kładąc ją na miejscu gdzie najczęściej przebywał mój Waldek – Nigdy nie dawałam Ci powodów do zazdrości, nie mogę odpowiadać za wszystkie przypadki dziś dosięgające nas , jednego bądź pewny Ty nie jesteś przypadkiem i nim nigdy nie będziesz . Pochyliłam się i naburmuszonego zazdrośnika pocałowałam w usta. - Daj spokój , w naszym wieku tak publicznie – jego głos uspokajał się . - Dla Ciebie publicznie nie jedno bym zrobiła –uśmiechałam się tkliwie. - Ach , Del. Wo, widzisz zaczynam do Ciebie gadać nickami. Spojrzeliśmy sobie w oczy i roześmieliśmy się . Na rondo wjeżdżał radiowóz policyjny. Wchodziłem do tunelu z obrazem Del. wy Czy mógłbym liczyć na szczęśliwszy traf ? Poznanie jej , wesołej , w internecie , w pogawędkach forumowych między nami ,prawie trzpiotka . Chciałem zostać jeszcze i porozmawiać z Heleną , ale córka Zbyszka przecież nie mogła czekać. Szedłem tunelem doprowadzającym mnie do peronu dworca , uświadomiłem sobie ,że nie wiem w którym wagonie jedzie Alicja , czasu miałem nie za wiele , myśl chłopie myśl, żebyście się tylko nie rozminęli. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly 12.03.06, 18:38 Ubawiłes mnie))bardzo mój PRZYJACIELU,bo niewątpliwie nim jestes,wspaniale piszesz,masz wyobraznię,nie zmarnój tego Zbyszku,uwierz w siebie,Ty masz talent przez DUŻE T. A swiat wbrew pozorom nie jest taki duży i byc może spotkamy sie kiedyś,powspominamy,posmiejemy się))) A teraz biegnij predziutko,bo Alicja napewno czeka tam tam na Ciebie,masz następną rolę do odegrania)) Odpowiedz Link
regine Re: Butterfly 12.03.06, 20:10 Dewuś, podobało Ci się prawda ? Mnie też...Ma chłopak talent a marnuje się na forum. Sagi, zapisuj na dysku, wydasz książkę o ludziach z naszego forum. Polecam tytuł roboczy : "Widziane oczami duszy".Bo Ty dużo "widzisz"... Och, Ty romantyku, marnujesz się... Delwą pobiłeś rekord, "Wampira" 6 odcinków i to jak pięknie Może by serial nakręcić..) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 12.03.06, 20:26 To Ci powiem Reniu, że wampira mam napisanego, ale tam to już są opisy strasznie erotyczne i troszkę mi nie przystoi ich u WAS zamieszczać, w dalszym ciągu mnie łechcecie , a czy tak dużo widzę? Mój Boże patrzyłem na ten świat i kobiety kilkadziesiąt lat i wdalszym ciągu się uczę. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly 12.03.06, 20:29 Bardzo mi sie podobało,nie wiem czy sama nie zapisze tego na dysku dla potomnych,naprawde powinien pisać bo ma niewątpliwie ogromny talent ten nasz PRZYJACIEL))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 12.03.06, 20:32 Czy odwiedziłaś dzisiaj pocztę , del.wo, w skrócie opisałem Ci histortię i czekam na Twoje decyzję????? Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 13.03.06, 13:46 Mijałem sklepy zapełnione potrzebnym i zbędnym towarem dla podróżnych wyeksponowane i kuszące kupnem, kioski z gazetami i czasopismami, małe fast –foody , stojących przy przy nich głodnych i spragnionych przybyszów z całego kraju . Ilekroć wchodziłem w rejon podziemi dworca, położonych między ulicami Chałubińskiego a Emilii Plater, odczuwałem podniecenie udzielające się wyjeżdżającemu. Podświadomie pragnąłem wyjechać ze stolicy i opuścić to miejsce z ludźmi wiecznie spieszącymi się i załatwiającymi ważne sprawy. Tęskniłem za cichym , spokojnym miejscem , zakątkiem , chroniącym mnie przed natarczywością i zachłannością dnia powszedniego dużego miasta. Z biegiem upływających lat usuwamy się bezszelestnie i nie zagarniamy już jego wdzięków, jak zdarza nam się robić w młodości. Peron wypełniali oczekujący na pociąg z Krakowa. Ja ciągle nie wiedziałem co zrobić i jedyne co mi pozostało to spokojnie czekać przy schodach wiodących do hali głównej dworca. Pociąg jak zwykle wjechał z głośnym piskiem hamulcy, wstrzymujących obrót metalowych kół. Kołysząc się lekko na boki stanął w miejscu. Kierownik składu stał w otwartych drzwiach obserwując moment zatrzymania i wysypywania się z zatłoczonych wagonów ludzi. Patrzyłem na twarze uradowane na widok oczekujących i poważne , wręcz smutne , wewnętrznie spięte przed ścianą na którą musieli się wspinać , żebrząc przy każdym biurku urzędnika „ o pozytywne załatwienie sprawy”. Usunąłem się na bok nie chcąc być potrącanym przez spieszących się ludzi. Poczułem dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem się. Przede mną stała uśmiechnięta Alicja . - Dzień dobry, wybierasz się gdzieś wujku? – zmęczone oczy patrzyły na mnie . - Los dzisiaj wszystkim sprzyja a szczególnie mnie – pocałowałem ją w oba policzki. Patrzyłem na ta młodą dziewczynę . Młodość darowana jest wszystkim , ale nie każdy ją potrafi wykorzystać na tyle by nie wspominać w podeszłym wieku i użalać się stawiając tezy o starczej mądrości. Ona żyła pełnią młodego wieku, wykorzystywała ją racjonalnie nie obciążając swojej psychiki. Żyła , uczyła się , pewnie kochała czekając na miłość życia. - Widzisz jestem tu żeby Cię odebrać – widziałem jak chciała coś powiedzieć , położyłem palec na jej ustach – wysłuchaj mnie spokojnie, przez moment nie odzywaj się . Opowiedziałem wszystkie zdarzenia o których wiedziałem , może trochę chaotycznie, żartobliwie ubarwiając moment zderzenia , z moich ust wyczołgał się zgrzyt i sam parsknąłem śmiechem myśląc o wyskakujących zębach z moich ust przerażonych zasłyszanym hałasem. - Naprawdę nic się nie stało tacie- patrzyła mi w oczy. - Jak uklęknę przed Tobą i złoże przysięgę na wierność żonie uwierzysz mi?- Spytałem. - Daj spokój stary człowieku, skąd w Was tyle radości mimo przeszkód życiowych- wchodziła powoli na schody. Nie odpowiedziałem , ale pomyślałem sobie ile wysiłku kosztuje każdego rodzica ochraniającego swoje dziecko i niedopuszczania do sytuacji stresowych bez względu na wiek. Odebrałem od niej walizkę i wmurowało mnie w ziemię. - Co Ty tam wieziesz- spytałem – czy Ty nie możesz nosić staników bez dodatkowych okuć i stringów z Koniakowa, które co prawda nie zabezpieczają przed nagłym wtargnięciem nieproszonych gości , ale są lekkie w transporcie. - Zbereźnik – odparła - wcale mi nie do śmiechu . Wiedziałem już, mogę odgrywać rolę tragarza i podążać za nią , by nie urazić młodej kobiety. Jak przy każdej czynności opisującej wypadek , policjanci, wypytywali obie strony o przebieg wydarzeń . Wina kierowcy Skody nie podlegała dyskusji. Zbyszek przyjął mandat w milczeniu zgadzając się z werdyktem policji. VW Golf musiał być holowany z względu na oderwany zderzak . Zbyszek miał mniejsze uszkodzenia, pozwolono mu samodzielnie odjechać. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly8 15.03.06, 17:12 Sagittarius i Alicja wychodzili z tunelu przejścia podziemnego w momencie, gdy policjanci kończyli swoją pracę. Córka Zbyszka odetchnęła z ulgą widząc ojca całego i zdrowego. Drapał się w głowę co mogło oznaczać tylko jedno, mam problem nie wiem jak go rozwiązać. Ruszyła do przodu chcąc przekroczyć jezdnię i dostać się na środek ronda. - Poczekaj- wstrzymywał ją przyjaciel Zbyszka- chcesz i ty zapłacić mandat za przekroczenie jezdni w niedozwolonym miejscu . Pomachaj mu ręką, może Cię zobaczy. Zanim podniosła rękę , ojciec ją pierwszy zobaczył i dał jej znak, jest OK., cześć. Na rondo wjechała mini ciężarówka do przewozu samochodów , kierowca wyskoczył z kabiny i podchodził do rozbitego samochodu. Mąż Heleny dyskutował z nim , wypytując o warsztaty , gdzie sprawnie i szybko zostanie naprawiony samochód. Do rozmawiających podszedł Zbyszek. - Przepraszam , przepraszam podwójnie, bo na pewno zniweczyłem państwa plany na dzisiaj – mówił wskazując ręką Golfa – zapewne dalsze plany państwa też pokrzyżowałem bo wóz może być wyłączony na kilka dni z jazdy. - Już myślałem , że słowo przepraszam nie przejdzie panu przez gardło- mąż Del. wy jedną rękę trzymał w kieszeni – swoją drogą mógł nas pan pozabijać nie zważając na znaki. - Waldeczku , daj spokój nic się nie stało – próbowała łagodzić Helena – samochód jest nam bardzo potrzebny, sam pan rozumie, podróż, jego brak zatrzymuje nas w Warszawie na dłużej. - Nie wiem czy mogę państwu zaproponować, w tej sytuacji dla mnie niezręcznej – nastąpiła chwilowa przerwa w monologu – mój wuj prowadzi warsztat samochodowy, jęśli państwo pozwolą to naprawa u niego będzie trwała dwa dni z dzisiejszym. Chciałbym zminimalizować państwu szkody powstałe z mojej winy. Rozumiem sytuację w jakiej się znaleźliście dlatego też odwiozę Was dzisiaj do miejsca zamieszkania, choć proponowałbym poczekanie na samochód w Warszawie do jutra, więc będzie mi miło gościć państwa na kolacji z okazji przyjazdu mojej córki z Hiszpanii . - Nie naprawdę nie możemy skorzystać z pańskiej propozycji. Dziękujemy bardzo- Del. wa uśmiechnęła się do niego. - Mówi pan dwa dni? Dwa dni czekania tak? – Waldemar był zainteresowany propozycją – Proszę mozże pan nam pomóc- stwierdził. - Tak oczywiście już dzwonię w tej sprawie i dowiem się konkretnie. Zbyszek odszedł od małżeństwa wyciągnął talefon i wybierał numer. Kierowca przewozówki robił coraz bardziej marsową minę , zdawał sobie sprawę , że traci klienta i zarobek , który uciekał mu z przed nosa. - To jedziemy? – dopytywał się - Jeszcze momencik , ale kurs ma pan na pewno – Zbyszek przerwał na chwilę rozmowę. Policjanci odjeżdżali , widocznie znów byli wzywani do wypadku bo włączając się do ruchu uruchomili syrenę. Alicja tylko czekała na ten moment. Przechodziła jezdnię. Zarzuciła ojcu ręce na szyję. - Skąd tyle czułości – powitał ją Zbyszek. - Musisz uważać , tylko ty nam zostałes - wyszeptała , nie na tyle cicho aby nie być słyszaną przez del. wę - Dlaczego sagi nie przyszedł?- spytał ojciec - Pilnuje bagaży , zasapał się po drodze dśźwigając ją z dworca. - Nie trenuje – uśmiechnął się Zbyszek - Wygląda to na zupełnie inny trening , razem z Tobą Zbyszek roześmiał się . - Przepraszam Cię na moment , skarbie.- Wrócił z powrotem do małżeństwa. - Proszę bardzo, mam potwierdzenie moich słów, pan – wskazał kierowcę ciężarówki- zawiezie pastwa do warsztatu i tam załatwicie resztę formalności. Jeszcze raz ponawiam zaproszenie na kolację do siebie. - Przykro nam nie możemy skorzystać z pańskiej gościnności gdyż sami mamy umówione spotkanie. Dziękujemy i doceniamy pana chęci . Zapraszamy za dwa tygodnie do nas do domu nad jezioro. Będzie się pan czuł wygodnie , w ten sposób zrewanżujemy się za niezbyt udany początek znajomości- Waldemar wypowiedział te słowa i stwierdził ,że przeszły mu zupełnie głatko. - Proszę nie zapominać o koledze- Helena wskazała sagittariusa. Waldemar spojrzał na nią zdziwiony i dodał: - Tak, tak , tego pana również. Wymienili między sobą adresy i telefony , małżeństwo wsiadło do kabiny załadowanej ciężarówki i odjechało. Zbyszek machnął ręką na sagiego, żeby przeniósł walizkę na druga stronę ulicy skąd ją zabierze. Siedziałem na walizce i przyglądałem się rozmowie. Zobaczyłem Del. wę i jej męża wsiadających do ciężarówki i zrobiło mi się smutno. Spotkanie jak jedno kliknięcie. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly8 15.03.06, 18:17 Mam nadzieje,ze to rzeczywiscie tylko dwa dni potrwa naprawa auta,na szczęscie nic złego nikomu sie nie stało.Ale spotkanie za dwa tygodnie!!!mój mąz sam to zaproponował) Ciekawe czy Zbyszek przyjedzie sam,czy zabierze ze sobą Sagiego?? ))))) )))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:03 Nie mogłem się otrząsnąć po wypadkach ubiegłego dnia. Del. wa była tak blisko i nie porozmawiałem z nią . Wchodziłem na forum szukając jej obecności chociaż przez moment, żadnego jej postu nie znalazłem. Dzisiaj jednak proste i nieskomplikowane życie rodziny, mojej rodziny zaprzątało mi moje mysli.Rano dowiedziałem się , że żona wróci dużo później do domu i muszę z wnuczką iść na basen. Uczyliśmy małego brzdąca oswajać się z wodą. Dziecko powinno oswajać się z wodą a nie jej bać. Tym bardziej , że lubiliśmy wyjeżdżać w czasie wakacji pod namiot na Mazury. Kilka tygodni w głuszy bez telewizora , prasy , ciepłej wody, stawiało nam zupełnie inne wymagania. Wracaliśmy wypoczęci i szczęśliwi doceniając urok cywilizacji . Patrzyłem przez szybę z jakim zapałem małe brzdące wykonywały polecenia instruktorki , prześcigając się w gorliwym ich wypełnianiu. Młoda ratowniczka lubiła dzieci , żaden głos nie docierał do nas, miny które robiła do maluchów i nas rozśmieszały a dzieci radośnie pluskały się w basenie. Krótki odcinek do domu zawsze mijał nam przyjemnie, zalewany byłem niezliczoną ilością pytań tak różnorodnych , że sam się dziwiłem skąd w małej główce taka rozbieżność. Jednak jedno pytanie powtarzało się ciągle: Czy wszyscy rodzice kochają swoje dzieci. Prawdy nie mogłem jej powiedzieć. Dziwiłem się , bo w domu byliśmy na wyciągnięcie ręki i każdą jej prośbę. Bawiłem się nawet lalkami starają c się przekazać wizualny obraz ojca noszącego swoje dzieci na rękach i dbającego o nie. Około godziny 18 przerwało nam zabawę pukanie do drzwi. Stanął w nich Zbyszek. - Masz czas na chwilę rozmowy – przywitał się pytaniem. - Właź , przecież nie wypędzę Cię , przejechałeś kawał drogi- odpowiedziałem i uścisnęliśmy sobie dłonie . Zdjął kurtkę i zajął stałe miejsce w pokoju koło figusa. Wnuczka po przywitaniu , korzystając z okazji czmychnęła do swojego królestwa ogłądać bajki . - Jeśli wpadłeś tak nieoczekiwanie to chyba masz ważną sprawę- zacząłem rozmowę - Tak.... zakochałem się. - Gratulacje , pewnie Grażyna na ten moment długo czekała- mówiłem te słowa i w nie wierzyłem . - Nie w niej.. Krótko i dosadnie- pomyślałem wypowiedziawszy te słowa – nie daj się ciągnąc za język , mów Dlaczego każda , prawie każda miłość musi być okupiona czyimś cierpieniem? Ta , właśnie taka była . Od dwóch lat po śmierci Basi, Grażyna zbliżała się do Zbyszka i gdy wydawało się , że dobrnęła do celu , cel zmienił zainteresowanie. - To Twoja znajoma , Helena . Milczałem , co miałem powiedzieć. Nie znałem znajomej. Co innego poznać człowieka w internecie , co innego w realnym życiu. Przecież nie zdążyłem zamienić z nią kilku zdań a on się w niej zakochał. Strzała amora zawsze uderza niespodziewanie, ale dlaczego właśnie jego. - Czemu nic nie mówisz – pytał mnie się . - Nie wiem co mam ci powiedzieć – odparłem – jestem po prostu zaskoczony. - Chciałem , żebyś mi o niej opowiedział . - Przecież ja o niej nic nie wiem- starałem się mówić spokojnie . - Jak to nie wiesz, jesteś na forum kilka miesięcy, rozmawiacie dyskutujecie , coś musisz wiedzieć. - Podam Ci adres forum , klikniesz w wyszukiwarkę jej nick i.... - Nie chcesz mi nic o niej opowiedzieć . - Męczysz mnie niepotrzebnie, nic nie wiem. - Liczysz na spotkanie – powiedział te słowa ja zamilkłem , tak ma rację. - Liczę na spotkanie człowieka i tylko człowieka. - To po co piszesz na forum? – nie dawał za wygraną. - Chcę mieć swój świat, prywatny świat , do którego nikt nie będzie miał wstępu, myliłem się , niedobrze się stało że Ci o nim powiedziałem. - A Basia Twoja żona- piłował mnie niemiłosiernie , miałem już go dośyć. - Na razie nie żada z mojego pobytu tam sprawozadania, jeśli jednak zażąda i zawiodę jej zaufanie odejde z forum równie szybko jak tam trafiłem . Zwiesił głowę , później spojrzał na mnie jego wzrok był zupełnie inny, coś się Nie mogłem się otrząsnąć po wypadkach ubiegłego dnia. Del. wa była tak blisko i nie porozmawiałem z nią . Wchodziłem na forum szukając jej obecności chociaż przez moment, żadnego jej postu nie znalazłem. Dzisiaj jednak proste i nieskomplikowane życie rodziny, mojej rodziny zaprzątało mi moje mysli.Rano dowiedziałem się , że żona wróci dużo później do domu i muszę z wnuczką iść na basen. Uczyliśmy małego brzdąca oswajać się z wodą. Dziecko powinno oswajać się z wodą a nie jej bać. Tym bardziej , że lubiliśmy wyjeżdżać w czasie wakacji pod namiot na Mazury. Kilka tygodni w głuszy bez telewizora , prasy , ciepłej wody, stawiało nam zupełnie inne wymagania. Wracaliśmy wypoczęci i szczęśliwi doceniając urok cywilizacji . Patrzyłem przez szybę z jakim zapałem małe brzdące wykonywały polecenia instruktorki , prześcigając się w gorliwym ich wypełnianiu. Młoda ratowniczka lubiła dzieci , żaden głos nie docierał do nas, miny które robiła do maluchów i nas rozśmieszały a dzieci radośnie pluskały się w basenie. Krótki odcinek do domu zawsze mijał nam przyjemnie, zalewany byłem niezliczoną ilością pytań tak różnorodnych , że sam się dziwiłem skąd w małej główce taka rozbieżność. Jednak jedno pytanie powtarzało się ciągle: Czy wszyscy rodzice kochają swoje dzieci. Prawdy nie mogłem jej powiedzieć. Dziwiłem się , bo w domu byliśmy na wyciągnięcie ręki i każdą jej prośbę. Bawiłem się nawet lalkami starają c się przekazać wizualny obraz ojca noszącego swoje dzieci na rękach i dbającego o nie. Około godziny 18 przerwało nam zabawę pukanie do drzwi. Stanął w nich Zbyszek. - Masz czas na chwilę rozmowy – przywitał się pytaniem. - Właź , przecież nie wypędzę Cię , przejechałeś kawał drogi- odpowiedziałem i uścisnęliśmy sobie dłonie . Zdjął kurtkę i zajął stałe miejsce w pokoju koło figusa. Wnuczka po przywitaniu , korzystając z okazji czmychnęła do swojego królestwa ogłądać bajki . - Jeśli wpadłeś tak nieoczekiwanie to chyba masz ważną sprawę- zacząłem rozmowę - Tak.... zakochałem się. - Gratulacje , pewnie Grażyna na ten moment długo czekała- mówiłem te słowa i w nie wierzyłem . - Nie w niej.. Krótko i dosadnie- pomyślałem wypowiedziawszy te słowa – nie daj się ciągnąc za język , mów Dlaczego każda , prawie każda miłość musi być okupiona czyimś cierpieniem? Ta , właśnie taka była . Od dwóch lat po śmierci Basi, Grażyna zbliżała się do Zbyszka i gdy wydawało się , że dobrnęła do celu , cel zmienił zainteresowanie. - To Twoja znajoma , Helena . Milczałem , co miałem powiedzieć. Nie znałem znajomej. Co innego poznać człowieka w internecie , co innego w realnym życiu. Przecież nie zdążyłem zamienić z nią kilku zdań a on się w niej zakochał. Strzała amora zawsze uderza niespodziewanie, ale dlaczego właśnie jego. - Czemu nic nie mówisz – pytał mnie się . - Nie wiem co mam ci powiedzieć – odparłem – jestem po prostu zaskoczony. - Chciałem , żebyś mi o niej opowiedział . - Przecież ja o niej nic nie wiem- starałem się mówić spokojnie . - Jak to nie wiesz, jesteś na forum kilka miesięcy, rozmawiacie dyskutujecie , coś musisz wiedzieć. - Podam Ci adres forum , klikniesz w wyszukiwarkę jej nick i.... - Nie chcesz mi nic o niej opowiedzieć . - Męczysz mnie niepotrzebnie, nic nie wiem. - Liczysz na spotkanie – powiedział te słowa ja zamilkłem , tak ma rację. - Liczę na spotkanie człowieka i tylko człowieka. - To po co piszesz na forum? – nie dawał za wygraną. - Chcę mieć swój świat, prywatny świat , do którego nikt nie będzie miał wstępu, myliłem się , niedobrze się stało że Ci o nim powiedziałem. - A Basia Twoja żona- piłował mnie niemiłosiernie , miałem już go dośyć. - Na razie nie żada z mojego pobytu tam sprawozadania, jeśli jednak zażąda i zawiodę jej zaufanie odejde z forum ró Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:09 Rownie szybko jak przyszedłem.Zwiesił głowę , milczał . Powoli wstawał podał mi rękę w milczeni i wyszedł . Po chwili wrócił podając mi rękę. Wieczorem gdy obie moje damy spały , usiadłem obok nich przyglądając sie ich miarowemu oddechowi. Noga wnuczki przygniatał miją żonę . Zdjąlem ją i włożyłem pod kołdrę . Basia obudziła się i spojrzała pytająco na mnie, pocałowałem ją jak przed laty gdy mnie zafascynowała. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:19 Bardzo Was praepraszam to zezłolik , dopóki bezposrednio pisałem było ok a teraz pozal się Boże , jestem zły...wrrrrrr Odpowiedz Link
wiktoria53 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:32 No, Sagit sprytnie to wszystko powiazałeś, realny świat z forum. To się Helenka ucieszy Odpowiedz Link
regine Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:19 Ciekawa jestem czy to ostani odcinek, czy ciąg dalszy nastąpi.... Intrygująca, wirtualna znajomość... Co Ty na to, Helenko ??? Ładne...Nic tylko wydawcy szukać. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:24 Tak,bardzo sie cieszę Wiktorio Czyż to nie piękne? i takie romantyczne. Nie denerwuj sie Zbyszku,zezłolik lubi figle płatać a mówiłam Natlusi,zeby ukatrupic zezłolika-nie pozwoliła)))) Zbyszku nie wiem jak mam Ci dziękować??Napradwę podoba mi się i myslę,ze nie tylko mnie.Masz naprawde talent do romantycznych opowiadań,co łapią za serce i cieszą duszę. DZIĘKI...DZIĘKI))) W(nagrodę) urzadziłysmy Ci Twój pokoik,nawet nie wiemy czy podobało Ci się?? Bo wzniosłes tylko /ręce/ do Boga z radosci?? ze złości?? )))) )))) Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:27 Piękne!!! Reniu.Koniecznie szukac wydawcy.Taki TALENT nie moze się zmarnować. ) Odpowiedz Link
regine Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:42 Mam Danuś zapisane, czekam na zakończenie. Wydrukuję i żaden Zełzolik niczego nie doda i nie wytnie...) Masz jak w banku, swoją powieść... Tylko czy autor się zgodzi...??? Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:47 Ale na co mam się zgodzić? Przecież każdy może sobie przedrukować...))) Odpowiedz Link
regine Re: Butterfly 9 16.03.06, 21:06 Faktycznie, jaka niedomyślna jestem, "głąb kapuściany" ze mnie... A niby tyle wiem...Okazuje się, że nie myślę... Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 10 17.03.06, 13:39 Przez kilka następnych dni między mną a moim przyjacielem Zbyszkiem trwała cisza.Moje kilkakrotne próby porozumienia ze zbyszkiem spaliły na panewce . Miał wyłączony telefon . Zastanawiałem sie skąd wzięła się jego miłość do Heleny . Tak jej spojrzał w oczy i już? Zakochał się? To nie możliwe. Tylko jedna strona jest podatna a co czuje Del.wa? Moj tok myślenia, przesunął się na moje i Basi małżeństwo.Proza życia przytłaczała miłość i nie pozwalałasię jej dalej rozwijać.Dlaczego wszystko tłumaczyć trudnościami dnia codziennego. Jeśli jej powiem: czy ktoś Ci dzisiaj mówił że o godzinie 14 30 kocha Cię bardzo? Nie ? To ja Ci to mówię. Czy zawsze musimy mieć kasy po sam sufit aby okazać miłość? Może zwykły kwiatuszek z ciepłym pocałunkiem i chwilą rozmowy , zwykłe zainteresowanie co w jej duszy się dzieje, może doprowadzić do ponownego rozkwitu miłości. Basia bardzo po kobiecemu okazywała mi miłość .W wyręczaniu mnie z codziennych zajęć domowych i ciągłym ponaglaniu w rożnych sprawach.Obiecyqwałem sobie poprawę . Stopniowanie jej aż do wyjazdu we dwoje na weekend, gdzie okazanie czułości utrwali obraz miłości i da siłę na przyszłość.Zachwycałem się kobietą moją żoną, pierwsze zauroczeniei uniesienie zamieniłem na przyjaźń trwałą niezniszczalną , później zachwycałem się miłością fizyczną i odkrywaniem uroków jej ciała , wreszcie zobaczyłem człowieka z odmiennym spojrzeniem na problemy tego świata. Miłość jest przy Tobie , ciągle wyciągamy po nią rękę , jak po szklankę wody. Gasimy pragnienie i odstawiamy ją , by do niej znów wrócić. Otwierałem oczy na świat i ludzi , pozwalała wywołać agresję , była niezbywalną formą jak wszystkie czynniki nas otaczające, które odrzucamy lub przyjmujemy bardziej lub mniej świadomie. Kiedy powiedziałem to sobie postanowiłem nie liczyć na telefon i udać się bez zapowiedzi do Zbyszka . Po ich przeprowadzce nie mogłem zapamiętać ich adresu, trafiałem na pamięć.Z klatki wychodził młody człowiek , prześliznąłem się między zamykającymi się drzwiami. Wdrapałem się na siódme piętro dysząc i sapiąć. Stanąłem przed jego drzwiamii zapukałem. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly 10 17.03.06, 15:58 Przez kilka następnych dni między mną a moim przyjacielem Zbyszkiem trwała Cisza Moje kilkakrotne próby porozumienia ze Zbyszkiem spaliły na panewce . Miał wyłączony telefon . Zastanawiałem się skąd wzięła się jego miłość do Heleny . Tak jej spojrzał w oczy i już? Zakochał się? To nie możliwe. Tylko jedna strona jest podatna a co czuje Del.wa? Mój tok myślenia, przesunął się na moje i Basi małżeństwo. Proza życia przytłaczała miłość i nie pozwalała się jej dalej rozwijać. Dlaczego wszystko tłumaczyć trudnościami dnia codziennego. Jeśli jej powiem: czy ktoś Ci dzisiaj mówił że o godzinie 14 30 kocha Cię bardzo? Nie ? To ja Ci to mówię. Czy zawsze musimy mieć kasy po sam sufit, aby okazać miłość? Zwykły kwiatuszek z ciepłym pocałunkiem i chwilą rozmowy , zwykłe zainteresowanie co w jej duszy się dzieje, może doprowadzić do ponownego rozkwitu miłości. Basia bardzo po kobiecemu okazywała mi miłość .W wyręczaniu mnie z codziennych zajęć domowych i ciągłym ponaglaniu w rożnych sprawach . Codziennym dotyku jakby sprawdzała czy ten mąż jest jeszcze jej. Obiecywałem sobie poprawę . Stopniowanie okazania miłości, aż do wyjazdu we dwoje na weekend, gdzie godziny czułości utrwalą obraz szczęścia i dadzą siłę na przyszłość. Zachwycałem się kobietą moją żoną, pierwsze zauroczenie i uniesienie zamieniłem na przyjaźń trwałą niezniszczalną , później zachwycałem się miłością fizyczną i odkrywaniem uroków jej ciała , wreszcie zobaczyłem człowieka z odmiennym spojrzeniem na problemy tego świata. Miłość jest przy Tobie , ciągle wyciągamy po nią rękę , jak po szklankę wody. Gasimy pragnienie i odstawiamy ją , by do niej znów wrócić. Otwierałem oczy na świat i ludzi , pozwalała wywołać agresję , była niezbywalną formą jak wszystkie czynniki nas otaczające, które odrzucamy lub przyjmujemy bardziej lub mniej świadomie. Kiedy powiedziałem to sobie postanowiłem nie liczyć na telefon i udać się bez zapowiedzi do Zbyszka . Po ich przeprowadzce nie mogłem zapamiętać adresu, trafiałem na pamięć. Z klatki wychodził młody człowiek , prześliznąłem się między zamykającymi się drzwiami. Wdrapałem się na siódme piętro dysząc i sapiąc. Stanąłem przed jego drzwiami i zapukałem. Słyszałem jak głęboko westchnął zobaczywszy mnie przez wizjer. Szczęk zamka obwieścił otwarcie drzwi. - Słucham- spytał mnie i dalej trzymał na wycieraczce. - Uważasz, że możemy ze sobą porozmawiać- zacząłem- nie zajmę Ci dużo czasu. - Wejdź – oznajmił- uważam że nie mamy sobie nic do powiedzenia. - Posłuchaj mnie , mogę zrozumieć fakt jaki Ci się przytrafił, miłość to szczególne uczucie i gdy przychodzi powinniśmy ją przyjąć z całą dobroczynnością i nadzieją jaką przynosi. W twoim jednak wypadku , proszę , zrezygnuj z niej w imię pamięci Twojej zmarłej żony, w imię Twojego dobrego imienia, w imię tej którą uważasz, że kochasz . Czy nie zależy Ci nic a nic na szczęściu tamtej kobiety, spotkanej na rondzie , mężatki , kochającej swojego męża , chcesz się stać pośmiewiskiem, dlaczego chcesz to uczynić , proszę zastanów się nad tymi sprawami , jęśli del. wie nic do tej pory nie mówiłeś to dobrze , zechciej przypatrzeć jej się i dopiero powziąć decyzję – skończyłem i czekałem na odpowiedź. - Mówisz , na pamięć mojej żony, czy ty codziennie żyjesz z pamięcią czy z realnym człowiekiem, nie wiem w jaki sposób się to stało , ale się stało i chcę wykorzystać możliwość a może jest już ostatnią w moim życiu. Skąd wiesz czy nie zależy mi na szczęściu twojej znajomej , kochamy by być szczęśliwymi ? Tak i ja chcę być szczęśliwy i dawać szczęście innej kobiecie. Co mnie może się stać , gdy powiem Heleno kocham Cię, nie dbam o to co powie jej mąż, mam w sobie siłę żeby przekonać ją do swojej miłości. Nie mówiłem Ci ,ale ona i ciebie zaprosiła na weekend – patrzył jak zareaguję. Położyłem mu rękę na ramieniu. - Ile lat przyjaźni potrzeba żebyś takie fakty ukrywał? Nie poznaję cię. Nie poznaję Twojej zazdrości o człowieka od którego dostaniesz kosza, cała ta historia skończy się kacem dla Ciebie . Ja z tego zaproszenia nie skorzystam, nie mam zamiaru patrzeć na Twoją klęskę i poniżenie . Żegnaj .Zawiodłem się na Tobie. Nawet nie podałem mu ręki , musi widzieć moją determinację, może to go otrzeźwi. Jechałem pełen radosnego szczęścia , wypełniającego każdy zakamarek trzewi, na spotkanie mojej miłości. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly 10 17.03.06, 16:14 Piękna,romantyczna i smutna przygoda spotkała Twego przyjaciela Zbyszka,szkoda mi jego.Czy musiał sie zakochać w Helenie? Widocznie los tak chciał)) Pełna napięcia i ciekawości będę czekała na dalsze wydarzenia Dzięki Twórco nasz))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly11 20.03.06, 05:25 Znosiłem do samochodu bagaże . Robiłem to nie spiesząc się. Miałem dużo czasu do spotkania z Del. wą . Ostatnie dni przed zobaczeniem jej, poświęciłem na serfowanie po internecie w celu zdobycia o niej wiadomości. Zbyt wiele jednak nie dowiedziałem się. Zostawałem dalej przy swoim postanowieniu , wyznania miłości nieznajomej. Układałem sobie rozmowę z nią , ilekroć jednak zaczynałem tyle razy wracałem do ostatniej rozmowy z Sagim. Jego obawy wydawały mi się dziecinne i nie poważne . Odrzucałem je . Po śmierci żony żyłem jak w odrętwieniu , wspominałem postać mojej byłej żony, każdego dnia, wracając do domu i otwierając drzwi mieszkania, podświadomie pragnąłem usłyszeć jej głos. - Umyj ręce, zaraz siadamy do stołu. Oglądając telewizję , niemal czułem jej lekkie kroki zbliżające się do mnie i ciepło od niej promieniujące, zawsze siadała blisko mnie. Zasypiając , w uszach słyszałem je równy oddech , który z biegiem choroby stawał się cięższy. Prowadzenie złudnego życia wyczerpywało mnie i wreszcie musiałem powiedzieć dość. Samotność nie była dla mnie. Poznałem Grażynę podczas jednego z wypadów do teatru, wspólne zainteresowanie zbliżyło nas do siebie . Spotkania stały się częstsze, chodziliśmy do kina , jeździliśmy na wycieczki, wreszcie wspólnie w długie zimowe wieczory, czytaliśmy książki. Grażyna wprowadziła w moje życie stabilizację, jednak nie czułem do niej nic oprócz przyjaźni. Namiętne pocałunki i gorące chwile, prowadziły nazajutrz do wyrzutów sumienia , zdradzłem wspomnienie po Basi. I nagle ,spojrzenie w oczy Del.wy, spowodowało zerwanie uczuć wiążących mnie z przeszłością. Tylko wyznanie miłości Helenie mogło spowodować zatrzymanie tej lawiny, która zmiotła by moją postać z drogi jaką wybrałem. Pragnąłem jej wszystko powiedzieć , bez względu na konsekwencje , nic mnie nie obchodziło , że miała męża. W drodze do Gdańska zostawiałem za sobą krótkie odcinki, zbliżające mnie do celu podróży. W tyle został Płońsk, Ostróda Elbląg, wreszcie dobrnąłem do Gdańska skąd odbijałem na Kościerzynę . 15 kilometrów od tej miejscowości położona była posiadłość zagranicznego małżeństwa. Droga wiła się lasem , z asfaltu wjechałem na ubity leśny dukt. Doprowadził on mnie do osady , złożonej z kilku budynków . Boki osady , wykarczowane, były teraz polami uprawnymi, na których kiełkowało młode zboże. Budynki pamiętały jeszcze czasy przedwojenne . Na podwórku jednego z nich bawił się mały chłopiec uganiający się za szczeniakiem. Przypomniałem sobie jak dla swoich dzieci kupiłem psa. Wreszcie wyjechałem z lasu. Zobaczyłem pasmo równiny , między lasem i jeziorem , pośrodku stały budynki, wybudowane całkiem nie dawno. Utrzymane bardzo dobrze, stwarzały wizerunek całorocznej opieki, Pewnie okoliczni mieszkańcy, zajmowali się nimi uzyskując w ten sposób dodatkowy dochód .Jeden jednak tętnił życiem . Spostrzegłem Del.wę , w spodniach i czapeczce na głowie, pomagającą Waldemarowi przy rozładunku samochodu. Wyjmowali materiały potrzebne do remontu i rozbudowy posiadłości. Nacisnąłem klakson. Mimo dnia odbił się echem od brzegów lasu i powędrował w dal. Zatrzymałem się, opuściłem boczną szybę w samochodzie . - Może pomóc – uśmiechnąłem się do nich – Dzień dobry. - Witamy w osadzie Złote piaski – Waldemar patrzył mi się prosto w oczy – nie wysiadasz?. - Mówiliśmy sobie po imieniu, już następnego dnia po wypadku , gdy spotkaliśmy się niby to przypadkowo w warsztacie wuja. - Jeśli zaproszenie jeszcze ważne – spojrzałem się na Helenę. - Jesteś sam? – spytała w je głosie wyczułem zawiedzioną nadzieję , nie zobaczyła Sagiego. - Tak, Sagi nie mógł przyjechać , wiesz praca – odpowiedziałem chociaż nie chciało mi się o nim rozmawiać. - Wielka szkoda , myślałam że go poznam. Oprowadzali mnie po domu . Z zewnątrz wydawał się mniejszy, jednak wnętrza miał duże , mogące pomieścić całkiem sporą rodzinę. Duży salon , w jego centralnym punkcie stał stół z sześcioma krzesłami , kominek zajmował róg pokoju, obłożony kamieniem z piaskowca, na którego marmurowym blacie stały poustawiane zdjęcia rodzinne. Pokój wypełniony był doniczkowymi kwiatami, ustawionymi pod oknem. Z dużych okien rozciągał się widok na okolicę . Przede mną kołysało się spokojne jezioro, za nim ciemny las ze swoją tajemniczością. Zwróciłem uwagę na złocisty piasek pokrywający mały skrawek przestrzeni brzegu. - Prawda , że ładne miejsce – Helena zauważyła moje zainteresowanie krajobrazem. - Tak , urocze – serce biło mi mocno z całkiem innego powodu. Weszliśmy na piętro. Mieściło się tutaj kilka pokoi. W jednym z nich miałem zamieszkać, Zostałem sam. Postanowiłem nic nie mówić dzisiaj Helenie, o swoim uczuciu do niej. Widok z mojego pokoju rozciągał się na południową stronę z której przyjechałem. Znajomy las poruszał gałęziami w rytm wiatru, broniąc do niego wstępu. Snuł swoją opowieść przybyszowi z Warszawy. Jutro, jutro wszystko się rozegra. Promienie słońca docierały do pokoi domowników . Pierwszy obudził się Waldemar, przyzwyczajony od lat do wczesnego wstawania, cichutko wymknął się z sypialni, zostawiając w niej śpiącą żonę . Szukał sobie pracy , niezbyt głośnej , aby nie obudzić śpiących jeszcze smacznie. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly11 21.03.06, 10:26 Jak potoczą się losy Zbyszka? Czekam na dalszy ciąg.A Helena spodnie,czapeczka,no..no..ciepło...ciepło)))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly12 21.03.06, 21:34 Promienie słońca docierały do pokoi domowników . Pierwszy obudził się Waldemar, przyzwyczajony od lat do wczesnego wstawania, cichutko wymknął się z sypialni, zostawiając w niej śpiącą żonę . Szukał sobie pracy , niezbyt głośnej , aby nie obudzić śpiących jeszcze smacznie. Wszedł do garażu. - Nie, dzisiaj żadnej pracy, odpoczynek bo dzień zapowiada się atrakcyjnie- usiadł w starym fotelu, uśmiechał się do siebie. Zbyszek usnął ostatni i ostatni obudził się. Przyglądał się szumiącemu i kołyszącemu się lasowi. Wyszedł ze swojego pokoju po toalecie. Starannie i długo golił się , żeby nie narobić na swojej twarzy krwawych kropek. Wcierał w twarz krem po goleniu i czuł coraz większą tremę. W salonie nie spotkał nikogo za to usłyszał szmer w kuchni i podążył tam. Helena krzątała się koło kuchni . Podszedł do niej , położył ręce na biodrze. Musnął delikatnie wargami jej szyję. Zdziwił się , Del.wa nie zareagowała , usłyszał tylko: - Czy nie masz odwagi podejść do mnie od przodu – w dalszym ciągu kroiła wędlinę – usiądź przy stole. Zbyszek posłusznie wykonał prośbę .Złożył ręce i zaczął mówić: - Przyjechałem tu aby wyznać Ci... - Miłość, wiem co chciałeś mi powiedzieć, tak trudno domyślić się tego co wyraźnie widać, kochasz to pewne , mówisz że mnie , to już troszkę gorzej ale... - Heleno...Zbyszek próbował jej przerwać. - Proszę nie przerywaj mi , pozwól że ja powiem Ci to co chcę.- odwracała się powoli , wycierała ręce ścierką , usiadła przy nim – ja potrafię dużo zrozumieć ,nawet to ,że chcesz mnie obdarzyć uczuciem. Tylko widzisz Ty przyjeżdżasz do nas i chciałbyś abym tobie uwierzyła . Mam tak samo unieść się uczuciem i nie reagować na rzeczywistość . A wiesz co dla mnie jest rzeczywistością, mój mąż, kocham go, ten dom i kilka innych rzeczy bez których nie jestem tą samą osoba , jak mogłabym żyć z Tobą oderwana od tego co kocham i czym żyję , jak mogłabym spojrzeć w oczy mojej rodzinie, gdybym nagle niespodziewanie zrezygnowała z nie wiadomo jakich powodów. Kocham męża i nie mam zamiaru z niczego rezygnować. Zamiast przyjrzeć się mnie , zrozumieć , pozwolić poznać siebie ,ty chcesz chyba samouwielbienia, bo jak to nazwać. Przyjeżdżasz, mówisz, kocham ja mam spakować walizki, wyjechać z Tobą a jutro , jutro może zmienisz zdanie i co ja wtedy miałabym zrobić ? - Zapadło milczenie. - Ja rozumiem, że nie możesz mnie pokochać od razu- odezwał się Zbyszek – przyjrzysz mi się nie jestem okropny... - Ten znów swoje- Helena była już zniecierpliwiona – słuchaj mnie , gdybym nie wiedziała , że ty mnie kochasz , gdybym nie została uprzedzona o twojej sytuacji nie siedzielibyśmy i tak spokojnie rozmawiali. Ten pocałunek przyjęłam, ale mnie on mierzi , w innym wypadku dostałbyś w twarz i musiałbyś szybciutko opuścić dom , rozumiesz czy ty słyszysz co do ciebie mówię ? - Jestem zaskoczony- zdołał wypowiedzieć Zbyszek. Na ostatnie jego słowa, do kuchni wszedł Waldemar ,. - O widzę , że już mamy sytuację wyjaśnioną , wiesz słyszałem, że jesteś zaskoczony , a ty wiesz jak ja byłem gdy ten kolega zadzwonił do nas i nam wszystko opowiedział , ja bardziej jemu nie wierzyłem niż tobie – kończył Waldemar- i gdyby nie przyjazd rodziny Heleny, dzisiaj Twoje prawie oświadczyny mogłyby się dla ciebie przykro skończyć. Przyjechałeś wypocząć to co może zostaniesz , połazimy , ryby połowimy ...- Patrzył się na niego i czekał na reakcję Zbyszka. - Nie , nie ja zaraz wyjadę ,nie będę przeszkadzał- podnosił się z miejsca . - No na siłę nie będziemy cię zatrzymywać- Waldemar – dbaj o tego swojego kolegę, uchronił cię od niezłej rozróby. - Waldemarze!!!- Del.wa widziała że mimo niezręcznej sytuacji dla Zbyszka , Waldemar wcale mu nie ułatwia odjazdu. - Dobrze, już milczę- Waldemar demonstracyjnie podniósł ręce do góry. Zbyszek , wszedł do swojego pokoju , upchnął do torby swoje rzeczy i po schodach zszedł do kuchni. -Przepraszam za zamięszanie , chciałem się pożegnać , do widzenia- rzucił obojętnym tonem i wyszedł. Jechałem za Zbyszkiem, bo po prostu , nie mogłem wyobrazić sobie sytuacji aby kilkadziesiąt lat przyjaźni znikło . Szczęście uśmiechnęło się do mnie i Helena nie wytrzymała, poszukała w Kościerzynie internetowej kafejki i pojawiła się na forum . Przekonanie jej w jakim celu jedzie do nich Zbyszek też zajęło mi troszkę czasu . Poprosiłem o numer telefonu i dopiero rozmowa z Waldemarem , wyjaśnienie sprawy , i przetłumaczenie chyba któreś tam dało rezultaty. Czekałem więc sobie w lesie popijając piwo na mojego kolegę. Wczoraj nie wyjechał , więc nastąpi to dziś. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly12 21.03.06, 22:04 Trochę szkoda mi Twego przyjaciela Zbyszka a z drugiej strony był zbyt pewny tej swojej miłości do Heleny. Helena jest szcęsliwa ze swiom Waldemarem))) Czyżbyś przez chwilę wątpił w jej miłośc do męża??? Pięknie sie to czta,dziękuję przyjacielu Sagi))) Odpowiedz Link
regine Re: Butterfly12 21.03.06, 23:05 Mam nadzieję, że i Zbyszek sobie poradzi...Może w następnej części.. Ale Helena twarda kobieta, wie co robi. Jest bardzo stanowcza... Odpowiedz Link
goskaa.l Re: Butterfly12 22.03.06, 06:58 Ciekawe, kogo z forum teraz spotkają Zbyszek i sagi? Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Butterfly13????? 22.03.06, 12:43 Doczekałem się. Jego samochód leniwie poruszał się w stronę ściany lasu. Wyciągnąłem drugi koc z samochodu i czekałem . Wreszcie ujrzałem najpierw świała jego samochodu później odgłos silnika , żeby wreszcie zobaczyc samochód i siedzącego w środku kolegę . Przejechał jednak koło mnie i dopiero dwadzieścia metrów dalej zatrzymał się .Wyszedł i zawołał: - Masz u mnie przechlapane- podniósł rękę i wyprostował palec wskazujący- No! - Co Ty Wlhelmii?- odpowiedziałem - nie przywitasz się z kolegą . - Browar masz? A może coś mocniejszego?- podchodził coraz bliżej . Powędrowałem do bagażnika i wydostałem to co lubił. - Za co wypijemy? - spytałem , nalewając pierwszą kolejkę . - Jak to za co , za baby , te obecne i nie obecne - skrzywił się wydymając dolną wargę - za ich delikatność , za ich przewrotność , za.... Nie dokończył a ja nic nie mówiłem . Polewałem pocieszycielkę i zastanawiałem się jak wrócimy do domu. -Już myslami jesteś w domu?- spytał mnie. - Musimy zostać do jutra - stwierdziłem. - Czego się boisz ? Mnie, lasu, wrogiej reakcji żony po przyjeździe? - Dawaj kluczyki - podał mi bez słowa , zaparkowałem oba samochody przy polance -Teraz możemy wspominac - patrzyłem się na niego . - Teraz możemy się upić tylko póki jestem trzeźwy powiem ci sen- opwiedział mi go - co może znaczyć ? - Że nie wszystko na tym świecie możesz dostać w swoje ręce, że w naturze jak i w życiu panuje symbioza , gdy wkroczysz miedzy nią niszczysz symbiozę tym samym kaleczysz siebie i przylegające otoczenie. - Aleś ty mądry - kiwał głową . - Pij i nie mędrkuj . Wieczorem gdy ciemność ogarnęła całe niebo, Waldemar koniecznie chciał zabrać Helenę na spacer. Broniła się . Miała wokół siebie tych których kochała i z którymi była zżyta. Dzieci i matka wprowadziły do ich domu radość , na którą tak czekała . Spacer z Waldemarem wydawał jej się strata czasu. Mąż tak długo nalegał , aż w końcu zgodziła się . Szli dosyć długo , oddalali się od domu a ciemność potęgowała strach. - Długo jeszcze ? - pytała - Jeszcze chwilka , nie denerwuj się . Z głebi ciemności wyłoniły się dwa samochody. Waldemar podszedł i oświetlił latarka wnętrze pojazdu. Roześmiał się cicho. W środku na przednich siedzeniach spali Zbyszek i Sagi. - Co z nimi zrobimy-spytał - Nic niech śpią , tylko przynieś im tu jeszcze mojego kompotu , będą go jutro bardzo potrzebowali. Koniec. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly13????? 22.03.06, 13:17 Mam nadzieje,ze tym dwóm Panom nic złego się nie stanie,własnie kompot będzie im bardzo potrzebny jak sie obudzą.Wspaniale sie to czytało,miejscami troche smutne było,cóz Zbyszek musiał dostac ''zimny prysznic''A Ty Sagi jesteś prawdziwym przyjacielem,nie zostawiłeś biednego Zbyszka samego. To był piekny sen. Dziękuję Ci przyjacielu))) Odpowiedz Link
tofika Re: Butterfly13????? 22.03.06, 13:31 "A ja znów jak małe dziecko chciałem pojawić się przed monitorem swojego laptopa i pisać z błędami czy bez, ale pisać o tym co czuję i co inni czują, gdy osiągają wiek ani nie starczy, ani nie młody nawet nie średni. " Kogo ja tu zacytowalam... ? Tak ; wiecie dobrze,ze Sagi,tak napisal, i mamy ujmujaca lekturke do poczytania,wiec jak zlapiesz natchnienie ..pisz.pisz....moge - Odpowiedz Link
regine Re: Butterfly13????? 22.03.06, 13:50 Sen piękny a i dwóch panów "załatwiło" tą sprawę czysto po męsku... Jak prawdziwi mężczyźni i przyjaciele... A Delwa szczęśliwa ze swoim Waldemarem...Ładne zakończenie... Odpowiedz Link
tofika Re: A co Wy na to? 13.03.06, 15:19 ja juz nie wiem,,pogubilam ,nie wiem co tu sie dzieje))) wazne ze jest fajnie,,ja pewnie jak zwykle z opoznieniem mlowym,,a co m tam,,i tak jestrscie wszyscy bbbbbbbbbb...kochani..co ja bede tu upiekszacx))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Jakieś cuda się dzieją ... Dla porządku 13.03.06, 15:58 W opowiadaniu wustępuje: Del.wa Waldemar -mąż del.wy Zbyszek Sagi przyjaciel Zbyszka Alicja - Córka Zbyszka Narrator- bezosobowe zjawisko książkowe A kto jeszcze ? Nie wiem. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Butterfly... 13.03.06, 16:40 Przeciez tu wszystko jasne,trzeba czytac od początku))) Obyśmy szybko naprawili nasze auto!!!! Odpowiedz Link
regine Re: Butterfly... 13.03.06, 17:16 No fakt, jak się teraz całość czyta, zupełnie ma inny sens. Gdy pojawiały się poszczególne odcinki, troszkę byłam zagubiona. No i autor jak w dramacie wymienił : kto jat kim. Wyrazistość zupełna. Dziękuję i ja ...ładne ) Odpowiedz Link
sagittarius954 Tofika 23.03.06, 11:24 Och!!. Doskonale pamiętam ten dzień. Obudziłem się w minorowym nastroju . Było mi byle jak i nawet kanapka na dzień dobry nie polepszyła mojego samopoczucia. Żona jak zwykle , wykonywała tysiące zbędnych czynności odwlekając moją samotność. Powoli dochodziłem do wrzenia , gdy usłyszałem : - Na stole są pieniądze... odbierzesz małą z przedszkola...pamiętaj wrócę późno- jej głos dobiegał do mnie jak zza ściany – zrozumiałeś? - Co ? Słucham ? – robiłem niewinne i całkiem mądre oczy , ale nie dała się zwieść. - Jak zwykle nieobecny, gdzie tym razem byłeś ? - Widzisz te drzewa za oknem – pokazywałem je ręką – siedziałem sobie na nich naguśki i czekałem na Twoją pomoc. - Jak wrócę to cię zdejmę – pokiwała głową , wiedząc, że się ze mną nie dogada a miała za mało czasu, żeby się zirytować. Nareszcie byłem sam. Cisza mieszkania koiła moją duszę . Wiedziałem , że długo nie będzie trwała i codzienne czynności wypełnią ją dźwiękami. Odwlekałem ten moment. Delektowałem się chwilą , gdy poderwał mnie z wersalki dzwonek do drzwi. Niemal w biegu zakładałem koszulę i spodnie. Otworzyłem nieszczęsne wrota i ujrzałem gospodynię z plikiem papierów. - Proszę tu podpisać , dzień dobry – wyciągała do mnie jakieś papiery. - Rozumiem , czytelnie – wpadłem jej w słowo, machnąłem podpis i zamykałem drzwi. Próbowałem znów odnaleźć ten błogi nastrój , który jeszcze przed kilkoma chwilami ogarniał mnie. Wyciągnąłem się na wersalce i skrzyżowałem ręce na piersiach. Szmer i tupot na korytarzu dobiegał do mnie coraz bardziej i nie wróżył niczego dobrego. I stało się . Znów dzwonek do drzwi, moje człapanie w ich kierunku. - Dzień dobry – listonosz ze swojej torby wyciągał list polecony- proszę o podpis. - Rozumiem czytelny – uśmiechnąłem się mechanicznie, machnąłem listem na pożegnanie. Ta sama droga w kierunku miejsca, z którego na pewno odleciało już w nieuchwytną przestrzeń uczucie samotności. Usiadłem przy komputerze , „zapaliłem motor „ chcąc wyłuskać z siebie choć jeden rymik taki maluśki jak moje odczucia . Dzwonek do drzwi. - Co jest?!!!! – wrzasnąłem rozdrażniony, nawet nie zdążyłem się podnieść z krzesła a usłyszałem odpowiedź. - SPEC, chcieliśmy kluczyki do piwnicy odczyt liczników – dobiegł przytłumiony głos zza drzwi. Droga do kuchni, po klucz , otworzone drzwi, za nimi mały człowieczek w waciaku i zielonych ogrodniczkach śmiejący się zachęcająco. - Już, jedna chwileczka , otwieram i nie przeszkadzam. Podawał mi klucz do ręki, ja odezwałem się : - Rozumiem , czytelnie- bąknąłem a dla pana speca zostałem wariatem. Taki dzień , nie będzie ciszy , nie będzie samotności i wynikającej z niej radości duszy. Wszystkie czynności wykonywałem od niechcenia , prawie byle jak i z utęsknieniem czekałem na nocną zmianę , gdzie naprawdę mogłem być sam . Za zamkniętymi drzwiami warsztatu, odgłos maszyny drukarskiej, wydobywającej z siebie i przelewającej na papier niezliczone wiadomości, brzmiał wesoło. Tak maleńka pracuj i nie daj mi powodów do niezadowolenia. Rozłożyłem przed sobą białe kartki, na które za chwilkę przeleję swoje myśli. Ująłem długopis i rozpłynąłem się w kolorowej barwie tuszu z długopisu . Nie wiem jak długo trwała ta czarująca chwila, obecności w środku literek. Drzwi do warsztatu otworzyły się i do środka wraz z szumem maszyny, wszedł mój dyrektor. - AAA, Dobry wieczór panie Zbyszku,- wyciągał do mnie swoją olbrzymią rękę – to ja pana zastaje w środku warsztatu coś skrobiącego, zamiast przy maszynie. Dosyć szybko podciągnąłem się do góry wstając z krzesła. - Panie Dyrektorze , swoje czynności wykonałem już na samym początku zmiany- usprawiedliwiałem się – maszyna pracuje bez zarzutu. - Wiem, - przyglądał się karteczkom , za nim zdążyłem zaprotestować ujął je w ręce i czytał- dobrze , to mogłoby się kwalifikować nawet na upomnienie, ale widzi pan niedaleko Olsztyna bodajże za trzy tygodnie, w sobotę i niedzielę pewna firma organizuje konkurs poetycki i zależy nam , firmie, aby na plakatach ukazało się nasze logo . I znalazłem doskonały, jeszcze jeden powód naszej tam obecności . Pan tam wystąpi w konkursie i może za te wierszyki zdobędzie jakiś pucharek , wie pan reklama dźwignią handlu. Pan na pewno nie odmówi- prawda?- poklepał mnie bezceremonialnie po ramieniu i wyszedł. - Nawet chciałem go udusić za te wierszyki, ale co mogłem zrobić . Pan każe sługa musi. Odpowiedz Link
tofika Re: Tofika do SAgi:)))) 24.03.06, 15:53 Zbyszku,oczekiwalam i mam,czasteczke... Twoj sen wytlumaczylam.. wg sennika,oznacza ze teskinisz za milymi chwilami..tak jest w moim senniku, co wydarzy sie na konkursie poetyckim odbywajacym sie w okolicach Olsztyna, jakie wydarzenia moga miec miejsce? --bardzo jestem ciekawa...niesamowicie wprost ..pozdrawiam... tworz)) Odpowiedz Link
sagittarius954 Sagi do Tofiki...:) 24.03.06, 17:17 To nie ja , to " mój przyjaciel" tęskni , no nie przypuszczasz chyba, że ja piszę prawdę , Tofiko ja w realu jestem naprawdę szczęśliwym dziadkiem , mężem , jeszcze tatą i życzę wszystkim tylu słodyczy na codzień, przecież gdzieś te opowiadania trzeba zawiesić, mocuję je w pobliżu na razie siebie, ale kto wie jak będzie w przyszłości. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Sagi :)) 24.03.06, 18:57 Jesteś szczęsliwym Dziadkiem,męzem i /jeszcze/tatą?? Zbyszku,przyjacielu zawsze nim będziesz,nawet jak dzieci czy dziecko bedzie miało 40/50lat Pozdrówka przesyła Ci szczęsliwa żona,matka i babcia)))) Odpowiedz Link
tofika Re: Tofika do SAgi:)))) 24.03.06, 20:44 Sagi,najmocniej przepraszam,,, mowilam do Reni ,ze cos nie tak wpisalam,,oczywiscie ze nie TY ,,tylko bohater,mial sen,a sen to tylko sen, zbyt szybko wpisalam..i wyszlo zupelnie ...zle.. Wybacz ,ze popelnilam gafe, Jestes i badz zawsze bardzo szczesliwy . Odpowiedz Link
sagittarius954 nie, nie,nie, jeszcze nie dziś jeszcze poczekajmy 26.03.06, 16:34 jeszcze się nie spieszmy jeszcze mamy czas.....)))) Odpowiedz Link
tofika Re: nie, nie,nie, jeszcze nie dziś jeszcze poczek 26.03.06, 16:35 Zbyszku.... )))rozpedzilam..patrze..a tu ... niczewo niet... oprocz zapewnien umownych Odpowiedz Link
regine Re: nie, nie,nie, jeszcze nie dziś jeszcze poczek 26.03.06, 16:38 Faktycznie, co to za ociąganie. Do roboty Też czekam i czekam, a tu nic...Tylko zapewnienia... A była Tofiko jakaś umowa ? Odpowiedz Link
tofika Re: Sagi jest w 100% pewny ze poczekamy... 26.03.06, 17:02 "jeszcze się nie spieszmy jeszcze mamy czas.....))))" Reginko przeciez tak wlasnie napisal SAgi,poprostu ..mamy czas i czekamy...) Sagi dzis tez nie ma czasu ,,bo opisal swoj jubileusz... zobacz sam o sobie napisal...gratuluje .. pomyslnych tworzen dalszych ... Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 02.04.06, 17:50 Nie trzy , ale cztery tygodnie upłynęły od rozmowy z dyrektorem drukarni i pomykałem droga krajową nr. 7 w kierunku północnym. Wyjeżdżałem jeden dzień wcześniej, żeby wstąpić jeszcze i doładować akumulatory przed spotkaniem z poezją czarując swoją duszę widokiem przyrody. Miałem takie miejsca rozsiane na terenie Mazur. Zanim zdążyłem wyjść z domu musiałem wysłuchać rad moich dam. Po pierwsze : żadnych spojrzeń na kobiety , bo wiesz one... Po drugie : żadnych szaleństw na drodze , szybkiej jazdy. Po trzecie : absolutnie pod żadnym pozorem zabrania mi się zabierania z trasy osób przygodnych. Po czwarte : dziadku przywieź mi zabawkę. O ile jednak pierwsze trzy życzenia przypominały prośby matki wypowiedziane do syna lotnika : lataj synku nisko i powoli, o tyle prośba mojej wnuczki stała się pierwszoplanową sprawą. Ucałowałem oczęta obu moich serdecznych przyjaciółek , obiecałem dostosować się do ich wymogów i ruszyłem na spotkanie przygody. Moje serce otoczone ochronnym lodem mojej żony wytrwało jedynie do parkingu , gdzie szybko zaczęło się topić zobaczywszy uśmiech marzenie młodej kobiety, posłany mi ot tak od niechcenia na dobry początek dnia. Rącza gazela w swoim Alfa Romeo przemknęła obok mnie , pozostawiając w pamięci zarys warg otoczonych błyszczykiem . Wyjazd z Warszawy w zasadzie przez cały dzień przypomina czołganie się żółwia. Znając objazdy , poddałem się sznurowi aut wyglądających jak rzesze mrówek ciągnących swoją ścieżką i niosących różne łupy . Prosta droga do Mławy zawsze upływa jednostajnie . Dopiero mijając hotel z napisem „Warmia i Mazury witają " i wkraczając na pagórkowate tereny odczuwałem dreszczyk emocji. Długo nie wytrwałem w obietnicach danych mojej żonie i postanowiłem sprawdzić moje auteczko Silnik pracował miarowo . Posuwałem się coraz szybciej , prędkościomierz wskazywał już 145 km/godz, kiedy jadący z naprzeciwka samochód ciężarowy dawał mi znaki zmieniając światła i informując o stojącej niedaleko kontroli drogowej. Panowie policjanci mieli już ofiarę szybkiej jazdy a ja jadąc bez celu do celu zwalniałem i delektowałem się barwami wiosny . Mijając Olsztynek i wjeżdżając w ciąg rozległych lasów zastanawiałem się po kiego czorta pcham się w paszczę poetyckiego lwa. Poeta ze mnie żaden a nikt z mojego zakładu nie jechał ze mną. Kontroli więc żadnej i nic nie trzymało mnie przy decyzji przełożonych wypchnięcia mnie na konkurs. Postanowiłem zrobić sobie wagary. Gdy zobaczyłem za Ostródą ciężkie chmury , nisko wiszące i gniotące widnokrąg popadłem w całkowitą melancholię . Żadnego spotkania z poezją, będzie tylko moje spotkanie z przyrodą . Odbijałem na Morąg , wjeżdżałem w lasy taborskie , piękne , strzelające swoimi wierzchołkami do nieba . Witały mnie swoim szumem i niezwykłą odmiana barw zieleni. - Witaj podróżniku , proszę zostań z nami , pokażemy ci nasze piękno. Będziesz mógł tulić się do miękkiego mchu i kąpać w rozedrganych płatkach powietrza. - Chodź wejdź – słyszałem ich szum. I posłuchałem swojej wyobraźni . poddałem się . Skręciłem w kierunku nieznanego lądu . Uchyliłem boczną szybę , do wnętrza samochodu wpadło wilgotne ale czyste powietrze, pachniało wiosna i odradzającym się życiem . Jeden jest zapach przewyższający ten wiosenny swoja delikatnością i czystością. To zapach małego dziecka , niemowlęcia. Ile razy miałem na rękach małego człowieka , moje nozdrza zawsze wyczuwały niewinny i niczym nie skażony zapach , dający nadzieję na odradzające się życie. Zjeżdżałem lekko pochylającym się stokiem, nad mną kołysały się drzewa liściaste . Cały teren pod nimi usłany był jeszcze brązowymi i szczerniałymi liśćmi leżącymi tu od zeszłego roku. Żwirowa droga kręciła między drzewami i doprowadziła mnie do kilku obniżeń terenu. Wjeżdżałem w te dolinki, gdzie rosa na trawie nie zobaczyła promieni słonecznych , a wiatr tańczący wysoko między liśćmi drzew zapomniał ja strącić . Pierwsze nicie pajęczych sieci rozstawione na nisko położonych krzewach skrzyły się w falującym powietrzu. Drzewa stojąc gęsto jedno obok drugiego, zabierały ciepłe promienie słoneczne i nie przepuszczały ich niżej, do roślin, wyciągających swoje gałązki w kierunku złotodajnego życia. Jechałem przez wyręb lasu , tu kilkudziesięcioletnie drzewa spotkał smutny los . Ślady po wyrębie , zachłannie maskowała przyroda , rosnącymi wkoło karczy nowymi roślinami , pnącymi się do góry. Między rzadko rozstawionymi drzewami zobaczyłem srebrzącą się taflę jeziora. Na jej brzegu ciemna malutka postać wpatrywała się w toń jeziora. Ciekawość zakiełkowała we mnie płodnym ziarenkiem i rosła szybko przybliżając mnie do niej. Minąłem pojedyńcze zabudowania , tak stare jak ten las i nie wiadomo było czy dom czy las były tu pierwsze. Niebo w oddali zaciągało się ciemnymi chmurami a brak wiatru zwiastował ich późne przybycie. Dotarłem do miejsca , gdzie za dwa miesiące ten teren stanie się głośnym miejscem odwiedzanym przez ludzi. Terz panowała tu cisza przerywana mową drzew z jeziorem. Postać skryła się za wysokim drzewem stojącym na brzegu. Porzuciłem samochód i schodziłem łagodnym zboczem w kierunku pomostu , wcinającego się dwadzieścia metrów w głąb jeziora. Pragnąłem usiąść sobie na jego końcu i spokojnie patrzeć na kołyszące się fale , kurki wodne znikające w głębinach jeziora i na odległy brzeg porośnięty wysokim sitowiem i ciemną ścianą lasu. - Proszę tam nie wchodzić – usłyszałem kobiecy głos. Odwróciłem się w kierunku głosu. Zza drzewa wystawała głowa kobiety. Oczy zasłaniały okulary przyciemnione , drobne proste wargi i twarz już lekko opaloną co mogło świadczyć , że pani jest tu zamieszkała i przebywa długie godziny na dworzu. -Dlaczego ? – wyrwało mi się bezwiednie- chciałem tylko rzucić okiem na krajobraz i zaraz ruszę dalej – usprawiedliwiałem się. -Jeszcze momencik – odpowiadała uśmiechnięta – bo wystraszy mi pan rybkę , poluję tu na nią od kilku lat , to szczupaczek – dodała tajemniczo. Bywałem nad jeziorami niejednokrotnie i widok wędkującej kobiety zawsze mnie zaskakiwał, pewnie jak duże ryby w tym jeziorze. - Mogę poczekać , nie spieszy mi się – kiwnąłem głową i już chciałem opuścić to miejsce , gdy dobiegł mnie jej głos. - Nie musi pan odchodzić , nie lubi pan porozmawiać ? – spytała. Szczerość pytania troszkę mnie zdeprymowała. - Lubię , tylko trema przed spotkaniem nowej osoby zawsze mnie onieśmiela- ściszyłem głos mimo woli. - Z tą pana tremą nie musi być tak całkiem źle skoro potrafi się pan do niej przyznać – Przez przyciemnione okulary jej oczy wydawały się jeszcze mniejsze. - Oswajanie się z osobą to dawkowanie swoich odczuć i szukanie dla nich zrozumienia- odpowiedziałem szybko a tajemnicza kobieta bardzo mnie zainteresowała. - Pana odczucia są forma uczucia jakie pan żywi do wszystkich ludzi – delikatnie się usmiechała – proszę niech pan usiądzie – podała mi składany stołeczek wędkarski, sama rozłożyła drugi , wygodnie się na nim sadowiąc . Jednego byłem pewien. Dzisiejszy dzień spędzę nad jeziorem z kobietą potrafiącą mówić o uczuciach . Czy mogłem wymyślić sobie ciekawszy scenariusz dnia ? Żwirowa droga wiedziała dokąd mnie prowadzi. Odpowiedz Link
regine Re: Tofika 02.04.06, 19:51 Jakbyś tą trasę przemierzał codziennie, tak szczegółowo i pięknie ją pisałeś. Każde drzewo, pajęczyna, zakręt drogi czy drzewo. "Malując" klawiaturą, oddałeś piękno mazurskiej krainy. Ciekawe co dalej...??? Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Tofika 02.04.06, 19:55 Ciekawe co tez wydarzy sie nad wodą?????????????? )) Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Tofika 02.04.06, 19:56 Tofiko,lubisz (moczyc kija?)czyli łowić rybki? ))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika sagi do del.wy 02.04.06, 20:00 ooooo bezpośrednia istoto, co ty z tym moczeniem kija))))))))))))))) Odpowiedz Link
tofika Re: Tofika 02.04.06, 20:13 Sagi,nareszcie......... niepokoilam ,ze wpiszesz a ja nie bede mogla przeczytac, podziwiam prawdziwosc Twoich przyrodniczych opisow, wszystko jest mi tak bardzo znane, a co wydarzy ??? Sagi ..obiecaj ze juz troszke przyspieszysz klikanie ))hm rozmowy o uczuciach?? czekam ...--my Delwus,tak,trafne ..bywam na rybach od lat,wyprawy przy ksiezycu tez zaliczam ,bo sa brania wlasnie niektorych gatunkow ryb ,tylko nocka Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 02.04.06, 20:16 Postaram się toficzko jak bum cyk cyk..) Mam cały tydzień wolny więc się postaram...) Odpowiedz Link
tofika Re: Tofika 02.04.06, 20:27 Ach to tak.... Sagi poprostu Ciebie trzeba bardzo ladnie poprosic...)) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 02.04.06, 20:30 Nie, nie, nie, ja to dla Ciebie robie z wielka przyjemnościa i tylko gdzieś ta wena odleciała w świat... Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Tofika 02.04.06, 20:33 Jestes wszechstronna Tofiko,podziwiam Ciebie dziewczyno,siedzenie z wędką czyli (moczenie kija)musi być pasjonujące a muslałam,ze to domena mężczyzn,brawo Tofiko))) Odpowiedz Link
tofika Re: zanim..... 06.04.06, 13:39 Co moglo sprawic ,ze tak bardzo wczesnym rankiem,prawie o swicie obudzilam sie? Przez szczelinki zaluzjii wschodzace slonko narysowalo na scianie mojego pokoju piekne harmonijki. Jakis ptak porannie kwilil cichutko,chyba wiedzial,ze nie wypada ,gdy miasto otulone snem ,byc glosnym,pewnie prowadzil szeptem" rozmowke" z swoja wiosennie wypatrzona wybranka serca. Probowalam ulozyc sie do snu,bo po co tak raniutko wstawac ,majac tyle czasu do wszelkich spraw zycia codziennego,ale sen nawet na chwilke drzemki nie wracal. Trudno ,pomyslalam nie to nie... Odslonilam zaluzje,pokarmie moje sadzonki pomidorow ,niech pozywia promykami slonca.Pod listkami slicznie zielonych listeczkow dostrzeglam rose,kropelki wieksze i mniejsze,jak codzien podotykalam te szybko rosnace roslinki, przypomnialam ze ,,dzis planowalam je porozsadzac ,przeciez zaczynaja scigac za szybko ,,ktory szybiej do slonca.wiec trzeba koniecznie dac im nastepne miejsca do zycia,, wiecej przestrzeni. Nikomu w niczym nie przeszkadzalam, maz ok 2giej w nocy wybral z kolega na ryby, wiec moglam spokojnie zajac praca --a wszystkie prace zwiazane z hodowla roslin bardzo lubie.Roslinki chyba czuja ze daje im poczucie wiekszej wygody. Lyczkami swiezutkiej kawy jeszcze bardziej przebudzilam, nie,,nie to nie tak.... odglos lecacego samolotu.. tak i pozostawiony slad na niebie.. ......przez trzydzisci pare lat... ilez ja tych sladow na niebie spostrzeglam.. wrocily wspomnienia.... znow wrocily... Odpowiedz Link
tadeuszx Re: zanim..... 06.04.06, 14:22 ...hmmmm, źle jest! Jak dziewczyny takie rozmarzone??? To pewnikiem za chłopem, coś niedopieszczone.))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 3 06.04.06, 19:15 Nagle zawarczał kołowrotek . Żyłka wędki naprężyła się i zaległa cisza, przerywana pluskiem fal rozbijających się o piaszczysty brzeg jeziora. Moja nieznajoma podniosła się zręcznie i miękkim ruchem znalazła się obok wędki. Kołowrotek znów odezwał się a żyłka zmieniała swoje położenie , przecinając powierzchnię jeziora. - Nie tam, tylko nie tam – szeptała kobieta - tylko nie w zarośla – oczy mojej nieznajomej płonęły, usta lekko drżały a przecież wkoło nie było innego ,oprócz mnie, męskiego obiektu pożądania. Podnosiła spokojnie wędzisko do góry i rytmicznie opuszczała , kręcąc kołowrotkiem . Żyłka po raz kolejny zmieniła swoje położenie skręcając w kierunku kęp trzciny. Kołowrotek jeszcze raz zaterkotał i umilkł. Połów jak nagle się rozpoczął tak nagle się skończył , naprężona żyłka wyprysnęła z wody i skręcając się w drobne kółka wisiała bezwładnie na końcu wędki. - Masz ci los , uciekł mi – w głosie nieznajomej była niekłamana nuta żalu za utraconą rybą , spoglądała na mnie szukając u mnie pocieszenia. Cóż mogłem zrobić, zacząłem niezdarnie: - Następnym razem ... - nie dokończyłem . - Nie będzie następnego razu – usłyszałem nie mam sił do niego, tyle lat podchodów i nic, musi pan wiedzieć , że ja tego szczupaczka tylko raz w roku łowię przez dwa może trzy dni, gdy jestem w pobliżu na warsztatach poetyckich. - AAAA – zdołałem wydukać a nieznajoma podchodziła do stołeczka. Zatrzymała się przy nim i wyciągnęła do mnie rękę - Maria jestem – patrzyła poważnym wzrokiem i wyciągał do mnie rękę. Poderwałem się z siedzenia stając niemal na bacznośc. - Zbyszek – odpowiedziałem – widzi pani ja dzisiaj też tam na te warsztaty podążałem , ale postanowiłem uciec i dlatego znalazłem się tutaj. Wziąłem do ręki jej dłoń i zdziwiłem się . Powinna być mokra i chłodna , przecież niedawno Maria schylała się obmywając dłonie woda z jeziora. Była jednak ciepła i sucha. Widać było że ta ręka potrafi trzymać i wędkęi dobrze obyta jest z piórem bo na palcu środkowym zauważyłem odrobinkę ciemnego tuszu w miejscu gdzie zwykle trzyma się długopis. Była delikatna choc poprzecinana bruzdami pracy. Ta ręka potrafiła oddać najczulszą pieszczotę , kto ją otrzymał był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Schyliłem się by ukraść najmniejszy promyk szczęścia z tej ręki .- Nie wolno, nie wolno – krzyknęła kobieta wyciągając rękę z mojej dłoni - co pan robi ona jest nieczysta , nie można tak ! - Przepraszam , jeśli panią uraziłem , ale czy może być coś przyjemniejszego niż pokłon przed ręką kobiety w dodatku nieznajomej, przecież pani dłonie umyła już w jeziorze a ja z naturą umiem obcować i nie biję się jej małych wybryków . - Wystarczy że uściśniemy sobie dłonie – mówiła – mam coś pysznego , czy pozwoli się pan poczęstować ? Podchodziła do małego wiklinowego koszyczka ukrytego za drzewem . Podniosła go i wróciła na miejsce. Usiedliśmy w ciszy a mnie troszkę nieswojo się zrobiło, że obca kobieta może częstować obcego mężczyznę. Wiklinowy koszyczek otworzył się i z jego środka właścicielka wyciągnęła butelkę wina . Nie było to wino kupione w sklepie , stara butelka pamiętała zamierzchłe czasy naszej młodości. - wypijemy za naszą znajomość i za tego nieszczęśnika który ucieł mi z wędki – dwie małe szklaneczki miały przejąć funkcje kieliszków. W głębi duszy poczułem ulgę , że nie zostałem poczęstowany pożywieniem. Wino lubiłem . - To wino własnej roboty, z własnych owoców, robione domowym sposobem , proszę skosztować – Maria uśmiechała się do mnie życzliwie – to zeszłoroczne. Zagłębiłem usta w kolorowym płynie . Poczułem słońce zeszłego lata , z zimnym jego końcem co spowodowało wstrzymanie dojrzewania owoców. Słodki smak rozlewał mi się w ustach i wpływał do wewnątrz gdzie szybciutko przemykał do żył. Zrobiło mi się gorąco. - Dobre , naprawdę bardzo dobre – powiedziałem i zmięszałem się bo na dnie mojej szklaneczki nie było już boskiego napju. Maria w lot odgadnęła moje kłopoty i związane z nim zakłopotanie . - Ach wy mężczyźni wszyscy jednakowi – dolewała mi następna szklaneczkę , sama zas znów pochyliła się nad wiklinowym koszyczkiem wyciągając z niego ciasto obłożone srebrną folia . - Czy da się pan skusić na kawałek mojego serniczka? – cóż mogłem jej odpowiedzieć dzisiaj dla niej zjem nawet całą blaszkę,była naprawdę miła najmilszą wędkarką spotkana przypadkiem. Znów nie mogłem oprzeć się wrażeniu , że to nie ja wybrałem się na spotkanie przygody , ale to przygoda steruje mną. Czy moja nieznajoma jeszcze mnie czyms zaskoczy? Odpowiedz Link
tofika Re: Tofika 3 06.04.06, 19:49 Sagi,zaraz a gdzie 2 ? juz 3? nie ,,jeden raz przeczytac to za malo,, czytalam uwaznie i powolutku dwa juz razy ,, wrazenie niesamowite,Ty "trzmielku "zaspany ledwo Cie dobudzilam, zebys wreszcie napisal i udalo mi sie dzis, jestem pod urokiem prawdziwych zdarzen (czytaj fikcyjnych)opisanych do tej pory, cos mi tu ,,pasowaloby ,ze autor jakby naprawde gdzies widzial? Marie..alez nie: to przeciez niemozliwe... pisz Zbyszku ,ja znow cierpliwie bede czekac ,moge przysiac ze .. wszyscy czekaja,: ) Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Tofika 3 06.04.06, 19:57 Jasne,ze wszyscy czekamy!!!!Zbyszek ma talent,naprawdę. A Ty go Tofiko zaskakuj...zaskakuj))) Odpowiedz Link
tofika Re: Sagi, 06.04.06, 20:03 Zbyszek , Ale kolejna wpadka moja,, wybacz przeciez teraz spr i wszystko jest,, Naprawde to jest czesc 3 ! ale gapisko ze mnie ..tak to jest w pospiechu ,, , byc na komputerze, stres ze zaraz mi sie wylaczy .. a soi sklerozo .. a sio,, bu juz mnie dorywa i dorywa... Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Sagi, 06.04.06, 20:24 Tofiko, Tobie taka przykrość nie może sie zdarzyć( zapominanie)jest mi lekko bo swoją obecnością dzisiaj zrobiłas coś dla mnie ważnego. DZĘKUJĘ, czy naprawdę nieznajoma? Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 4 .... Sagi ???????? 08.04.06, 16:37 Tak jeszcze by mi brakowało męża na głowie, żebym mógł sepuku zrobić ,)))) Tofiko daj się "poderwać" bez obstawy, pozdrawiam mile))))) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 5 12.04.06, 17:41 -Z samochodu wysiadało kilka osób, trzech mężczyzn i cztery kobiety. Przetaczali się przez polankę , głośno wołajac do Marii. - Jak tam złowiłaś cos? OOOO niezłą rybkę capnełaś – wolno posuwali się w stronę znajomej. Maria skierowała się w ich stronę . Postanowiłem oddalić się niepostrzeżenie . Jednak co innego pomyśleć a co innego wykonać zamysł. Podreptałem w kierunku pomostu. Usiadłem na jego końcu. Patrzyłem się na przeciwległy brzeg. Zachodzące słońce wydłużało cień lasu a najwyższe drzewo, wyróżniające się w ciemnozielonym pasie, na tle toni jeziora, stawało się czarne , groźne i swoim wierzchołkiem kierowało się w moja stronę. Pomyślałem ,że zazdroszczę tego wesołego nastroju przybyłym i jak dziecko odczułem brak obecności Marii, Chłód bił od powierzchni jeziora , nie tak dawno leżała na nim gruba warstwa lodu , chroniąca jednak ryby przed wodnym ptactwem . Nury jeszcze polowały najadając się do syta, w oddali dwa białe łabędzie, w okolicy trzcin, zrobiły swoje gniazdo. Pani łabedziowa usadowiona wyżej , wyciągała swoja długą szyję w kierunku samca . Ten pływał wokół niej i tylko od czasu do czasu dobiegało do mnie ich gęganie. Niebo przybierało barwę popiołu , szarość zalewała krajobraz . Jedna cienka biała linia przecinała tę szarość . rozpoznałem lecący samolot . Znajdował się on za wysoko, by do ziemi dotarł jego huczący odgłos. Obejrzałem się za siebie. Barykada żywych ludzi uniemożliwiała mi dotarcie do samochodu. Maria rozmawiała z jakimś mężczyzna przy koszyku wiklinowym, reszta grupy rozproszyła się po biwaku oglądając widoki niknące powoli w końcówce dnia. Zrobiło mi się zimno , organizm bronił się gęsią skórką i pierwszymi dreszczami. Usłyszałem za sobą kroki i poczułem dłoń na swoim ramieniu. - Chciałam się pożegnać – usłyszałem głos Marii- mam propozycje dla ciebie. Tutaj obok znajduje się całkiem nie duża miejscowość, gdzie można znaleźć wygodny nocleg . Proszę przyłącz się do nas , spędzimy razem wieczór i będziemy mogli porozmawiać. W jej spojrzeniu widziałem prośbę , nie mogłem spełnić jej życzenia. Nieraz człowiek zachowuje się nieracjonalnie . Rezygnowałem z ich i jej towarzystwa , bojąc się, że nie odzyskamy w innym otoczeniu więzi która może na chwilę , ale nas połączyła . Zapragnąłem zapamiętać Marię z tego jednego wiersza, z wędką w ręku i z drżącymi wargami wpatrującą się w niewidzialną rybę. - Przepraszam , ale już zamówiłem kwaterę w pobliskiej wiosce, zostanę tu do zmroku – odpowiedziałem - To zobaczymy się jutro w czasie konkursu ?- w jej głosie czułem zawiedzioną nutę, którą starała się ukryć. Niechętnie mówię nieprawdę, teraz starałem się zagrać swoja rolę najbardziej prawdopodobnie. - Oczywiście , będę na pewno, nie zrezygnuję ze sposobności odczytania chociaż jeszcze jednego swojego wiersza, no i chciałbym Cię jeszcze spotkać. Patrzyła na mnie nie mogłem oprzeć się im, spojrzałem na jej rękę i zobaczyłem jak powoli wyciąga w moim kierunku. Ująłem ją i nie pocałowałem , bałem się, że ten gest może się przedłużyć i wyda mnie . Odwróciła się ode mnie i ruszyła do oczekującęj ja grupy znajomych . Kroki zostawiały odgłos roznoszący się nieznacznym echem. W chwilę później samochód wytoczył się z polany . Jego odgłos i blask świateł nikł w kładącym się do snu lesie. W niecały rok później, w internecie, przez pomyłkę wszedłem na forum i zadziwiłem się . Przeważały kobiety, tylko kilku facetów dotrzymywało im towarzystwa. W jednym wątku odnalazłem ten sam wiersz, który mówiła do mnie nad jeziorem Maria . Moje zdziwienie było jeszcze większe bo rozpoznawałem tą samą osobę z drżącymi ustami – Tofikę. Nawet gdyby to nie była ona , to spotkanie nieznajomej gdzieś na Mazurach, pozostawiło we mnie ślad . Nie pielęgnuję go w sobie on po prostu we mnie jest. Odpowiedz Link
tofika Re: Tofika 5 12.04.06, 19:57 Zbyszku,znalazles czasu troszke i powstalo opowiadanko c d.. czekalam i oto mam ... "czytanko na chwileczke zapomnienia..." tak, bywaja ,, wspomnienia,bywaja, o to wlasnie chodzi bysmy mieli co wspominac...i nie wazne czy to nas dotyczy czy kogos innego, Dziekuje ze poswieciles swoja vene na opisy dotyczace niby a jednak ponoc moich zdarzen,pozdrawiam i niech Ciebie pomysly nie opuszczaja ,, pisz tyle osobek tu czeka.. ... tylko co sie stalo,, nic nie wiadomo o zamierzonym pobycie bohatera na konkursie,, niemozliwe zeby nie bylo zadnych wrazen ,z udzialu w konkursie,przeciez specjalnie pojechal,zostal wydelegowany przez zaklad pracy,, hm,, jakim utworem tam zablysnal?.. wiecej porozmyslam juz dopiero po swietach..) A moze I Zbyszku TY jeszcze cosik dopiszesz?pozdrawiam wiosennie Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 5 12.04.06, 21:37 tofiko, Zbyszek uważa sie za poetę, co to jego głowa nie ta, więc tej twórczości nie znam i musiałbym improwizowac co nie wyszłoby opowiadaniu na zdrowie . Dodam tylko że zezłolik wpadł mi do komputera i to co napisałem, "coś" czyli pewnie ja gapa nie zapisałem ,poprawię nie martw sie, ale juz wyśle ci na poczte . Jak w zyciu, nie zawsze można dostać to co się chce i zwykle bierzemy to co jest.Przyznasz, że jest w nas dwoistość,która odzywa się nie zawsze wtedy kiedy byśmy chcieli. Pozdrawiam . Dziękuję toficzko za pamięć. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Tofika 4 08.04.06, 20:03 Jadłem sernik, nie ja nim się delektowałem , choć głód dawał się we znaki. Całe niebo odbijało się w falach jeziora. Żółte światło pojawiało się na moment w jej toni, by nadchodząca niska fala zabierała błysk światła i podążała do następnego, aż zmęczona gonitwą dobiegała do brzegu . Tu z lekkim szumem przelewała się i wycofywała po dnie w głąb jeziora. Pozostawała po niej tylko biała piana oplatająca brzeg. Tylko niebieskie niebo odbijając się w jeziorze, tworzyło tło dla igraszek fal ze światłem . Imię Maria i to pyszne ciasto przypomniało mi o mojej babci, która też potrafiła zrobić pyszny sernik, pyszną pomidorową i oddawała swoje ciepło wnukom . Jej szorstkie ręce , nie bojące się pracy , żadnej pracy, w zetknięciu z naszym ciałem podczas wieczornego mycia , stawały się delikatne i opiekuńcze. Pomyślałem, że ręce Marii są takie same, potrafiące zrobić wszystko, ukoić smutek dzieci , włożyć serce w zrobienie pyszności i rozwiać wątpliwości mężczyzny. Gdy otworzyłem powieki , jej wzrok obejmował moje wargi pozbywające się ostatnich okruszków ciasta, i w oczach ujrzałem pytanie , zanim zdążyłem zmienić temat ona już zadawała pytanie : - Czy nie jest pan przypadkiem , nie jesteś głodny – troska w głosie była szczera . - Przyznam się , że tak miałem w Ostródzie zatrzymać się na pierogi z mięsem jednak pragnąłem przybyć, no może nie tutaj, przed przybyciem tych ciemnych chmur – wskazywałem palcami chmury przelewające się gdzieś daleko za ciemną linią lasu po drugiej stronie wody. - To dobrze, mam ze sobą kilka kanapeczek – znów otwierała koszyczek wyciągając z niego owiniętą cienka kanapkę – to pogoda mazurska, te chmury nie dotrą do nas, ale przed wieczorem ich następna partia przyniesie deszcz, proszę – podawała mi jedzenie. - Dzięki Mario , jesteś meteorologiem, - zapytałem - Nie , nie, tylko lata przebywania tutaj i wędkowania pozwoliły mi odgadywać tą kapryśną pogodę, jestem nauczycielka. Moja młodzież została pod opieka innej pani a ja nie mogłam się oprzeć, żeby nie powędkować w samotności – uśmiechnęła się- ale nieraz nie można mieć wszystkiego za jednym zamachem. - Przepraszam jeśli ci przeszkodziłem- usprawiedliwiałem się – naprawdę nie chciałem. - Przecież nic nie zrobiłeś, żebyś mnie miał przepraszać , wspominałeś że jedziesz na wieczór poetycki? Krótko opowiedziałem jej o wydarzeniach ostatniego miesiąca i wątpliwości jakie miałem , dotyczące mojego udziału w konkursie. - A czy łatwo pisze ci się wiersze? – dopytywała się - Nie , wcale nie , widzisz ja zauważam u siebie brak słownictwa, który opanowuje się w szkole poprzez ćwiczenie a później studia. Ja byłem patentowanym leniem , szkołę traktowałem jak przymus i chciałem się wyrwać w świat. Choć drogi życiowe wcale mnie nie rzuciły w szeroki świat a dziś cokolwiek nie napiszę chowam do szuflady, to potrafię na siebie spojrzeć krytycznie . Poza tym do pisania wierszy trzeba chwili, tego momentu , gdy twój umysł wznosi się na szczyt , aby przelać uczucia drzemiące gdzieś w środku – Położyłem rękę na sercu. - „ Każdy pisze nie to co przyjdzie w danej chwili do głowy, bo są to wtedy powtórzone słowa gdzieś zasłyszane, - przeczytane, lub ich strzępki..- Maria patrzyła się gdzieś , jej oczy spoglądały niby na krajobraz jeziora, ale naprawde zaglądała do swojej duszy--..wtedy są to takie tam bazgrołki.....to tak samo jest z malowaniem....jeżeli usiłuję - namalować coś z pamięci...zaufać własnej wyobraźni bez podparcia tego co stworzyła natura. To co czujesz głęboko w sercu, Twoje myśli, pragnienia, dążenia i chcesz je jakoś nazwać, opisać wtedy wyrywa się z serca potok słów aby stać się oceanem.....tak ,oceanem miłości.....przelewanie na papier uczuć, tęsknoty za pięknem, za - miłością....za tym wszystkim co chcielibyśmy mieć i tym żyć to nic innego jak malowanie słowami a słowa same układają się w kształty, kolory, cienie i blaski, pulsują i tętnią życiem, stojący krytyk bezduszny obok, powie ....to nic nie znaczy, nie spodoba mu się...on tego nie rozumie i nigdy nie zrozumie....powie..tak, piękny warsztat....pięknie dobrane rymy...inny zaś takie tam...bazgrołki a ten, co patrzy oczami serca będzie to samo przeżywa głęboko...będzie wewnątrz tego piękna....jak w tym słowie...mądrej głowie dość po słowie!....można zostać malarzem życia .....lub jak kto woli ..kowalem życia!...ale serce bije do rytmu i taktu melodii barw codzienności,....czujesz je?....czy ktoś nakazał Ci napisać to co widzisz? co przeżywasz patrząc na to co Cię - zachwyca?....nie...piszesz...piszesz....nie patrzysz jak wszyscy....patrzysz do ściągawki w sercu.....a ono mówi do - Ciebie..podpowiada, szepce czule, gładzi...dotyka, a Ty nie możesz zdążyć z zapisywaniem tego wszystkiego...śpiesz się! pisz , nawet jak coś pominiesz, .........ja nigdy nie wracam do tego co - namalowałem słowami, nie chcę powtórzyć czegoś nawet podświadomie... to - czuję...., zrozumiesz jak to jest z tym pisaniem czy też malowaniem ..słowami....czy motyl, tak piękny będzie taki sam już za rok? to piękno przemija, oko jest iluzją, czas też może Cię oszukać....serca nigdy, nigdy nie oszukasz.....a inni..? no cóż....niech malują jak chcą jak czują......” cyt Tofika Nie przerywałem jej , niech mówi , tylko jak utrwalic tę chwilę, zapamietac, starać się zapamiętać a później opisać. Moja rozmówczyni ciągnęła dalej - Powiem ci jeden mój wiersz. - - - - POUKLADAJ - - swoje myśli poukladaj - najstaranniej.. - chaos - przeszkadza ci życ... - znow udreki - -szukasz wyjaśnień... - usprawiedliwień.. - kolejny raz.. - nie warto - poszukaj innej drogi - ukojenia - prostolinijnej - pelnej zaufania.i miłości - masz dar rozpoznawania - nie omijaj intuicji. - dobrymi myślami - wzmocnij swoja dusze - wyzbądź się - niepokoju, obaw - niejasnych spraw.. - dotykaj - prawdziwej, - nie zakłamanej miłości - Nie pytam się ciebie czy jest dobry , on został stworzony gdy w moim życiu chciałam stabilizacji. – spoglądała już na mnie – a ty co mi powiesz? Moje oczy przestraszyły się tego momentu, gdy będą musiały powiedzieć jej prawdę , bo każdy wiersz to cząstka duszy oddawana w posiadanie innemu człowiekowi. W tym momencie wiatr uspokoił się a gałęzie drzew zatrzymały w bezruchu oczekując mojego wyznania. Już otwierałem usta i zwątpiłem w swoje mozliwości, umiejętności a chciałem bardzo błysnąć przed kimś kto pisze wiersze ot tak z potrzeby chwili. - Co się stało ? Nie pamiętasz żadnego swojego wiersza- dociekała . - Widzisz nie pamiętam , widocznie nie są takie dobre i nie utrwalają mi się – opuściłem głowę- nieraz dziwiłem się swojej pamięci, skąd takie jej zachowanie?- pytałem bardziej siebie niż mojej rozmówczyni. - Cóż zdarza się, ale może masz zapisany jakiś? - Mam , napisałem go dla mojej żony na jakąs rocznicę - pomaszerowałem do samochodu a drzewa znów szumiały ,ciepły dzień powoli kończył się . Na środku jeziora widoczne były puste pola niczym nie zmącone , na nich nic nie występowało , żadna nawet drobna zmarszczka nie mąciła spokoju. Wróciłem , stanąłem przed moja rozmówczynią i odczytałem: Wśród burzy życia Tyś mym portem Ostoja pełną spełnionych marzeń Kocham to tylko słowo i nie oddaje Mojej miłości do Ciebie ani woli Moich uczuć wylewających się z serca Dziękuję za to że jesteś i będziesz W dzień i nocami gdy ramionami Oplatam twą wątłą postać Oddaję Ci siebie w posiadanie Wraz z moją miłością niezrozumiałą Samolubną, ale miłością do ciebie. Od strony lasu dolatywał nas warkot silnika i za moment ujrzeliśmy wtłaczający się na pole biwakowe dostawczy samochód . - To po mnie- stwierdziła Maria. Są takie chwile, gdy pragnie się by nie nastąpiły. Cienka nić porozumienia ,która zaczęła nas łączyć w tej chwili została przerwana. Odpowiedz Link
tofika Re: Tofika 4 08.04.06, 22:04 Ile trudu kombinacjii ,mnie znow kosztowalo....by tu zagladnac..na systemie awaryjym,,, Sagi, dziekuje,za czwarta czesc, wydalo sie..jestem gadulinska, wszystko chyba inaczej potoczy,dostawczy samochod,to nikt z mojej rodziny, zapewne kolejni biwakowicze..zupelnie mi nieznani.. wysylam co napisalam zeby troszke chociaz odezwac... bo komp zrobiwrummmmmm Pozdrawiam serdecznie Autora )) Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 05.09.06, 19:26 Tak się zastanawiam czy nie ruszyć też z następnym opowiadaniem , ale tradycyjnie(?)zapytam się bohaterki : Dankarol czy mogę napisać opowiadanie z tobą w roli głównej ? Odpowiedz Link
natla Re: A co Wy na to? 05.09.06, 21:12 Pisz, bo szkoda czasu. Danutka się na pewno zgodzi Odpowiedz Link
dankarol Re: A co Wy na to? 05.09.06, 21:12 Proszę bardzo Sagi, bardzo jestem ciekawa co też wymyślisz. Odpowiedz Link
tofika Re: A co Wy na to? 06.09.06, 15:31 Sagi, odpocznij po zebraniu zielonych pomidorkow, odsapnij po smakowitym przysmaku i za tworczosc sie wez... --juz doczekac nie moge... zeby poczytac .. z Bohaterka gl Dankarola...3mam kciuki Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Dankarol. 06.09.06, 17:13 -Padnij kocie ! – dobiegł moich uszu krzyk. -Padnij , ku**a powiedziałem ! -Patrzyłem na szeregowca swojego imiennika . Miał metr pięćdziesiąt w kapeluszu , widocznie dlatego próbuje wykorzystać władzę jaką otrzymał z rąk dowódcy dywizjonu. Co miałem robić. Wzrokiem wybierałem miejsce , gdzie mogłem upaść . Zorana ziemia tworzyła z topniejącym śniegiem miękką papkę . W zagłębieniu pozostawionych przez gąsienice spycharki gromadziła się woda, wystarczająco głęboka , żebym nie tylko upaprał moro , ale i zamoczył pod nim schowany podkoszulek. Spotkanie z błotem nie należało do przyjemności , tym bardziej w grudniu , temperatura otoczenia spadła do plus dwóch stopni .Jednak rozkaz wykonać musiałem . Kładłem się powoli zostawiając po d sobą wolną przestrzeń. Opierałem się na dłoniach i czubkach wojskowych butów . - Oooo....żołnierzu ! Tak na szkółce uczyli was padać !Chcecie , żeby pierwsza nadlatująca kula odstrzeliła tę kocią dupę ?! -Powstań ! – wolno podnosiłem się i zanim stanąłem w postawie wyprostowanej , usłyszałem – Padnij ! Ku**a ! Teraz już szybko pacnąłem w breję . Poczułem jak błoto ochlapuje moją twarz . Ręce zagłębiły się w lepkiej i zimnej masie a rękawami wlewała się brudna ciecz. Jeszcze próbowałem utrzymać wolną przestrzeń między podbrzuszem a ziemią . Usłyszałem człapanie starszego służbą kolegi . - W pliszki ze mną lecisz ! Taaak?! - Nie chce się wykonywać porządnie rozkazów to przymusimy kota ! Jego ubabrany w błocie but żołnierski wylądował na moich plecach i z coraz to większym naciskiem napierał na mnie . Nie było sensu opierać się . Zanurzyłem się cały w błocie . Moro przesiąkało i wilgoć docierała do mojej skóry . Pierwsze dreszcze przebiegały mnie na wskroś . Unosiłem głowę . Przed sobą widziałem łąki podzielone elektrycznymi pastuchami . Stojące krowy ze znudzeniem odwracały swoje łby na odgłos dobiegającego krzyku. -Na co się gapisz poj*****u?! -Nie myślisz dobrze wykonywać rozkazu, to ja ciebie nauczę Kątem oka zobaczyłem jak jego prawa noga bierze zamach . Chowałem głowę w ramiona . Zaciskałem powieki oczekując ciosu . Twarz mimowolnie ukryłem w błocie .Kopnięcie wymierzone było w czapkę na mojej głowie . Usłyszałem świst zerwanej rogatywki i poczułem uderzenie obcasa w sam środek głowy. Chłodne powietrze łagodziło bolące miejsce . -„Tak tonie biały orzełek „ – pomyślałem i pierwsza fala wściekłości zalewała mnie . -Powstań ! – ciągle wrzeszczał na mnie i do głowy przychodziło mi pytanie „ Dopiero co się zaczął znęcać , ciekawe jak długo będzie to robił”. Kiedy podniosłem się , podszedł do mnie blisko, przybliżył twarz do mojej. Czułem jego obleśny oddech sfermentowanego wina a kropelki śliny uderzały w moja ubrudzoną twarz. -Co podrapałbyś mnie – w jego oczach widziałem zadowolenie chociaż usta wykrzywiał grymas wściekłości . Przerzedzony wąs , który codziennie rano gładził długimi minutami przed lustrem był oszroniony . -Nie w smak ci , że szeregowy rozkazuje starszemu stopniem . Służba się liczy , kocie w wojsku , służba i nic więcej. -Masz wykonywać moje rozkazy , albo cię zaj***ę. Jednego już nie wykonałeś zakopałeś spycharkę , cszego nie nauczyli cię na szkólce tego ja dokonam . Przez nogi do głowy głupi kocie .Zaczniemy teraz musztrą . Wrócisz do baraku tym szybciej im lepiej będziesz wykonywał ćwiczenia . -Zrozumiałeś ku**a kocie ! wrzasnął mi do ucha . -Tak jest – odpowiedziałem . Obrzydzenie do służby wojskowej doświadczałem codziennie , teraz wracało z zwielokrotnioną siłą . - Nie słyszę!. - Tak jest ! – odpowiedziałem wrzaskiem - Teraz słyszę – na jego twarzy pojawił się uśmiech . - Padnij , powstań, padnij , powstań.... Po kilku minutach padnięć , zmęczenie zaczynało dawać znać .Oddech stał się krótki i przerywany . Opary wydobywały się z moich ust , lekki zimny wiatr zabiera ł je . Znikały a ja chciałem zapaść się pod ziemię . - Baczność !. Coś do ciebie zaczyna docierać . Stanąłem w postawie zasadniczej . Biegiem ! Na wprost! Do drzewa i z powrotem! Wykonać ! Biegłem , już o niczym nie myślałem . - To ma być bieg a nie pie*******e się . - Szybciej , chcesz się położyć , jeszcze szybciej . Osiągnąłem cel oddalony ode mnie o jakieś dwieście metrów i zawracałem . Dobiegłem do Szostakiewicza i zatrzymałem się . - No widzisz jak chcesz to potrafisz – udawał dobrego tatusia. Jeszcze kilkakrotnie biegałem po tej samej pętli , za każdym razem jak mijałem drzewo dotykałem dłonią jego szorstkiego pnia . - „ Jak ty masz dobrze tylko stoisz „ Potykałem się coraz bardziej , mój dowódca nie przejmował się tym zupełnie.Wreszcie zatrzymał mnie . Teraz kocie dam ci wypocząć . Do drzewa zap*******sz kaczym chodem od drzewa czołganiem przez pełzanie . Jasne ! Jego krzyk odczuwałem każdym swoim nerwem .Milczałem a on nie kazał przytaknąć . Ukucnąłem , chwyciłem rękoma za pięty nóg i poczłapałem . Ciężko ten element wykonać na równym terenie co dopiero na poprzecinanych przez spycharkę polu . Co kilka kroków wywracałem się na wszystkie swoje strony . Breja wlewała mi się przez kołnierz kurtki . Wytchnienie sprawiło czołganie . Pokonując wysokie bruzdy lepka maź dostawała mi się do ust . Wreszcie dotarłem do szeregowca. Zapamiętaj sobie tą lekcję pie******y kocie , mam nadzieje , że następnym razem nie zakopiesz mojej maszyny . Teraz weźmiesz łopatę od budowlańców i odkopiesz spycharkę . Zmęczony , wolno posuwałem się w kierunku pracujących opodal ludzi . Było mi wstyd , że gnojenie człowieka odbyło się na ich oczach a tego darować mu już nie mogłem . - Wróć- usłyszałem Odwróciłem się tylko . - Gdzie się szwędasz kocie , żołnierz bez czapki to jak dupa bez spodni . - Ja ... Wydusiłem z siebie chcąć powiedzieć że mam nazwisko . - Ja to w wojsku dupa . uciął krótko. Odszukałem czapkę . Leżała w zagłębieniu z wodą . Przesiąkła już cała . Mokra dawała trochę ochłody rozgrzanej głowie . Moro przesiąknięte nie tylko błotem parowało na mnie . - „ Muszę szybko wziąć łopatę i kopać bo jak szybko wychłodzę organizm , może być ze mną źle „ – myślałem – „ a ciebie skur*****u jak dorwę w cywilu to cię ch**u za****ę. Nie kląłem często , zmęczenie pozwalało mi jednak na ten słowny gest . Moja godność młodego człowieka została starmoszona , sponiewierana , nic nie znaczyłem , brzydziłem się wojska . Z trudnością panowałem nad drżeniem rąk. Miarowy stukot kół pociągu wyrwał mnie z zamyślenia . Tyle lat upłynęło już od tego dnia a obrazy jak żywe stawały mi przed oczyma i jeszcze raz musiałem przeżywać swoje upodlenie . Patrzyłem na mijany krajobraz . Z nikim nie miałem chęci rozmawiać w czasie podrózy , wręcz jej unikałem zamykając oczy. Jechałem do dobrego znajomego , którego poznałem tam na Pomorzu . W czasie odbywania służby wojskowej uczestniczyłem w budowie obór dla owiec, koło miejscowości Cerkwica . Pamiętnego dnia , ścieżki życia dwóch mężczyzn przecięły się , ale wtedy o tym ani ja, ani Kazimierz nie wiedzieliśmy. Odpowiedz Link
natla Re: Dankarol. 06.09.06, 17:46 Okropny, ciężki krótki filmik. Bardzo obrazowo to napisałeś.....bardzo, i nie myśle tu o łacinie. Zawsze uważałam, ze każdy męższczyzna powinien przejść przez wojsko, ale teraz juz nie jestem taka pewna... Odpowiedz Link
dankarol Re: Dankarol. 08.09.06, 16:10 No wreszcie udało mi się przeczytać. Będzie ciąg dalszy? W każdym razie dobrze sie zaczyna. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 08.09.06, 18:53 Turlałem się do stojących mężczyzn . Gdy doszedłem zdołałem wykrztusić z siebie trzy słowa. - Łopatę...chciałem ...pożyczyć...- sapałem i stałem w pozie wojskowego flejtucha. Patrzyli się na mnie . Wiedziałem , że nie przedstawiam widoku wspaniałego żołnierza wojsk lotniczych . Przód mora całkowicie zabłocony , tył wcale nie był lepszy i opary ciepła buchające ze mnie . Pot zmieszał się z wilgocią ,- śmierdziałem. Przez moment całkowita cisza jeszcze bardziej mnie zawstydzała i upokarzała. - No co tak stoicie ? Ruszcie się .- zdecydowany, męski głos wydobywał się zza pleców kilku pracowników. Pan Tosiek . Tak go wszyscy na budowie nazywali. Prowadziłem z nim niejednokrotnie rozmowy , podczas gdy mój starszy służbą kolega pracował równając teren . Pan Tosiek walczył w Powstaniu Warszawskim , ale od tamtej pory drogi miasta i jego rozmijały się . - Roman , trzymaj klucze do magazynku , przyniesiesz ubranie robocze i gumofilce- wydał polecenie- A wy co – zwrócił się do reszty – przedstawienie się skończyło , do roboty. - Sławek podjedź koparką, odkop tego wojskowego rzęcha – patrzył na mężczyznę z papierosem w kąciku ust. - Ale ja muszę sam – próbowałem protestować łapiąc pierwsze oddechy . - Żadnego ale, to ja jestem kierownikiem budowy i mam władzę nawet nad wami- powiedział- wchodź do baraku. Stapałem po schodach a moje nogi były jak ze sprężyny. W baraku przywitała nas zdziwionym spojrzeniem pani Teresa. Kobieta od papierkowej roboty. Gdy plecy pana Tośka odsłoniły mnie, podniosła do ust złożoną i wyprostowaną rękę. - Przebieraj się za kotarą – rzucił krótko. Dostałem ubranie ,troszkę za duże gumiaki, wyszedłem zza kotary. - Kawaler jak się patrzy – żartował pan Tosiek. Chciałem zabrać zabrudzone moro . -Zostaw jutro dostaniesz czyste – stanowczym tonem stwierdził – A teraz zmykaj do spycharki. Kopiąc łopatą straciłbym dwie może trzy godziny, koparka zrobiła to samo w dwadzieścia minut , tracąc więcej czasu na przestawianie się niż na efektywną pracę . Czterdziestokilkuletni mężczyzna wyskoczył z kabiny koparki. - Co ty tak dajesz się poniewierać ? – spytał i dodał – Spuść mu manto , będzie po sprawie . Nikt was tu nie obserwuje wieczorem. Cóż mogłem odpowiedzieć . Mimo dobrych chęci z jego strony i moich wściekłych myśli, prawie nie mogłem nic zrobić . Romek nie znał realiów życia młodych żołnierzy, każda skarga piętnowała skarżącego do końca służby . Bycie kotem przez osiemnaście miesięcy nie należało do przyjemności . Szostakiewicza nie było w pobliżu spycharki. Znalazłem go w baraku . Spał smacznie . Zameldowałem wyraźnie : - Obywatelu szeregowy, st. szeregowy ..... melduje wykonanie rozkazu. Otworzył swoje powieki spojrzał przekrwionymi oczyma . - To na co czekasz , odpalaj maszynę i podjeżdżaj pod barak , na dzisiaj koniec. Los nie był dzisiaj dla mnie łaskawy . Przygotował mi jeszcze jedną niespodziankę. Wigilia . 24.12.1977. Jechałem z Kazimierzem pociągiem pocztowym , który codziennie wyjeżdżał ze stacji Szczecin Główny , zatrzymywał się głównych stacjach i kończył bieg na stacji Warszawa Główna Osobowa. Zbierał wszystkie listy i paczki kierowane ze Szczecina do Poznania , Kutna i mniejszych miejscowości położonych w pobliżu trasy. Szczecin Dąbie pożegnał nas pustym peronem , jesiennym deszczem i miłymi kolejarzami , którzy na moją prośbę zabrali cywila do swego wagonu. Pociąg nabierał prędkości , lecz nie rozpędził się maksymalnie. W czasie drogi przepuszczał wszystkie pociągi pospieszne. Miał jednak swoją zaletę . Żaden pociąg jadący do Warszawy nie doganiał go i osiągał cel na czterdzieści pięć minut przed przyjazdem pierwszego pospiesznego kierującego się do stolicy . Siedzieliśmy na paczkach z listami. Za szybą panowała ciemność, rozjaśniana momentami, przejeżdżania przez miejscowości z palącymi się lampami i blaskiem światła padającym z okien. Spoglądałem na iskry zimnych ogni zapalanych na choinkach , znikały tak szybko jak się pojawiły. Milczeliśmy . Nasze rodziny były już po kolacji i dzieleniu się opłatkiem , na choinkach migały lampki , mamy przygotowały najwspanialszą kolację roku. To wszystko nie było nam dane . Obaj przykleiliśmy nosy do szyby jakbyśmy chcieli choć przez moment złapać atmosferę tego szczególnego dnia . Punkt kulminacyjny nastąpił piętnaście minut przed północą , kiedy powoli docieraliśmy do Poznania .Widzieliśmy grupki osób kierujące się w stronę kościołów . Młode pary trzymając się za ręce podążały na Pasterkę. Spojrzeliśmy na siebie . Mój towarzysz podróży wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki chusteczkę . Z jej środka wyjął mały skrawek opłatka . Przełamał go . Wstaliśmy . Wyciągnął do mnie rękę . - Życzę ci , żebyś następną wigilię spędził z rodziną, życzę ci szczęśliwego powrotu do cywila – powiedział wolno patrząc smętnie. - A ja tobie życzę żebyś znalazł pracę bliżej domu – nie wiedziałem czego mu jeszcze życzyć – Pozdrów swoją rodzinę ode mnie i życz im szczęścia. Wymieniliśmy adresy . Pociąg z piskiem metalowych kół wywołanych przez hamulec stawał w Poznaniu . Przystrojona odświętnie stacja witała nas radośniej. Uścisnęliśmy się i Kazimierz wyszedł na peron , wypuszczony przez pocztowego kolejarza . Spojrzał na zegarek , czekał na przesiadkę , machnął mi ręka i znikł w przejsciu podziemnym. Po czterdziestu minutach postoju ruszyliśmy dalej. Położyłem się na paczkach i okryłem wojskowym płaszczem . Mimo szczerych chęci nie mogłem zasnąć . W mojej głowie mysli plątały się i przelewały niczym w kotle pełnym wrzącej wody. Pragnąłem zobaczyć swoją dziewczynę , przytulić się do mamy, porozmawiać z braćmi i ojcem . Myślałem też o Kazimierzu i czterech godzinach , prawie milczących w jego towarzystwie . Lubiłem Kraków , moje kilkakrotne odwiedziny tego miasta sprawiały , że zawsze miałem chęć powracać do miasta i jego klimatu. Warszawa Główna powitałą lekkim przymrozkiem . Tylko stojąca choinka przypominała o trwających świętach , wokół nie kręcili się wszędobylscy pasażerowie. - Odpowiedz Link
tofika Re: A co Wy na to? 08.09.06, 19:26 Sagi , czytam.........zebys Ty wiedzial , jak bardzo balam o moich 4 synkow ---wiesz ze udalo mi sie..moze ktos czuwal? bym niedczuwala tak mocnych wrazen, jak ja sie balam o moich synow,,, udalo! studia i .. weszly w zycie inne przepisy, ale! co z tego !!!!!!moja bratowa po przezyciach juz nie ma --tak !!!!!nie byla w stanie zniesc "fali " i pobytu jej zdrowych synow w szpitalu...Boze jakie to potworne w porownaniu gdy ,, zreszta . nie bede odzywac , bo czase, jestem niezrozumiana Ale. odczytalam Twoj opis ... brak slow. co ludzie ludziom potrafia zgotowac... napisales prawde..ja to wiem!, tak czuje.. ludzie ludziom potworami moga byc! Odpowiedz Link
dankarol Re: A co Wy na to? 08.09.06, 20:21 Sagi dzieki za ciąg dalszy. Tak sie zaczytałam, że aż odruchowo popatrzyłam w miejsce gdzie zwykle jest choinka i zdziwiłam sie, że ciemno, a lampki na choince sie nie świecą. Odpowiedz Link
regine Re: A co Wy na to? 08.09.06, 21:05 Dobre, bardzo. Zwłasza wspomnienia z wojska. Takie realne. Dobrze zapamiętałeś. Ale co z tym Krakowem, Warszawą i choinką ??? Czekam z niecierpliwością na Danutkę, kiedy się pojawi Dobrze, ze wróciłeś do tego, już tak dawno zaczęteg wątku. Ciekawie opisujesz ludzi, ciekawie ...Opisy osób z forum, prawie się do tej pory zgadzały. Zobaczymy co dalej.... Odpowiedz Link
dankarol Re: A co Wy na to? 10.09.06, 14:43 Sagi a jak podrzucę taki malutki koszyczek to doczekam się dalszego ciągu? img168.imageshack.us/img168/9081/kosz15zl3.jpg Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: A co Wy na to? 10.09.06, 14:52 Chciałem jutro wieczorem puścić bo jeszcze nie mam wykończonego trzeciego odcinka Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 18:11 Podchodząc do spycharki oczekiwałem spokojnego wieczoru . Dzień zbliżał się ku końcowi . Słońce zniżało się a promienie wysłane przez nie wydłużały cienie . Uruchamiałem mały silnik, żeby później zasprzęglić go z silnikiem wysokoprężnym . Dwusuw zacharczał charakterystycznie i z małego kominka popłynęły kłęby spalin . Jeszcze tylko jedno przełożenie dźwigni i .... nic . „Duży” stękał ponuro i ani myślał odpalić. Powtórzyłem procedurę dwukrotnie . Nic . Zapaliłem papierosa zaciągałem się głęboko . Jeśli nie odpali będę miał kłopoty . Nie wiadomo co tamten w baraku wymyśli . Robiło się coraz chłodniej . Poszedłem do baraku po ciepłą kurtkę. Widziałem brygadę budowlaną szykującą się do odjazdu . Machali mi rękami . - Młody, nie daj się – wołali .Samochód ciężarowy bujał się na nierównym terenie . Z każdą chwilą oddalał się aż w końcu, za kępą drzew znikł. Szostakiewicz nie obudził się spał nadal. Ponowiłem próbę uruchomienia i udało się . Chciałem zatańczyć ze szczęścia .... Tylko dlaczego nie gaśnie mały silnik . Próba unieruchomienia małego silnika kończyła się zamilknięciem terkotania dużego. Wreszcie zrozumiałem . Bendix. Załączył się z kołem zamachowym silnika wysokoprężnego i nie chciał go opuścić . „ Zgłupiałeś cholerniku , nie pozwól się prosić , dobijesz mnie dzisiaj „ – wysyłałem błagalne mowy w kierunku opornego materiału . Musiałem zameldować szeregowcowi ,ale przedłużałem ten moment, jeden papieros, później drugi... Z kłopotu wybawił mnie nadjeżdżający samochód osobowy . Wyszedł z niego młody chłopak .Był starszy ode mnie , i na pewno wojsko miał poza sobą. Dobry wieczór – podniósł rękę w geście powitania – Zastałem kierownika Bartoszewskiego. Rozglądał się po budowie . - Spóźnił się pan o pół godzinki – odpowiedziałem – Wyjechali już do hotelu. - A w którym hotelu mieszkają ? Uśmiechnąłem się . - W Gryficach mają kwatery prywatne – odpowiedziałem znacznie szerzej niż prosił mnie mój rozmówca . - Hmmm, to ich nie znajdę – zmartwił się . - Niech pan pogada z moim dowódcą z baraku – pokazałem ręką - Jest tam dużo miejsca i jedno wolne do spania . - Dzięki – i pomaszerował w kierunku naszej kwatery. Czekałem . Czekałem na wyjście Szostakiewicza. Wreszcie po dziesięciu minutach pokazał się w drzwiach . Nerwowymi ruchami podchodził do mnie . - Kogo ty mi tu naraiłeś ? Kocie, zapominasz się ? – Już zapomniałeś co cię spotkało ? Nie chciałem wdawać się w dyskusję . Milczałem . - Co nic nie gadasz – nie odzywałem się , postanowiłem nie odzywać się już do niego. - Dlaczego nie odpaliłeś maszyny? Wszystkie pytania trafiały w próżnię . Na twarzy malowała się już nie wściekłość ale złość. Sam postanowił uruchomić spycharkę lecz opór materii był zdecydowany . Doszedł do tego samego wniosku. - Rozbierzesz obudowę koła zamachowego, trzeba dostać się do bendiksu . Nie chcesz się odzywać to nie . Masz czas do rana . Rankiem ma być maszyna sprawna . Jak nie to znowu będą cię czekać ćwiczenia. Pierwszy raz rozbierałem maszynę na dworzu, nocą. Tylko część księżyca oświetlała spycharkę i odbijała się w zielonym kolorze blachy. Temperatura spadała . Każda śrubka sprawiała kłopot. Lodowate ręce nie potrafiły wykonywać prostych ruchów . Klucz bez przerwy wypadał mi z ręki . Odkręcone śruby lądowały pod spycharką . Wczołgiwałem się pod nią, zapalałem zapałki, szukałem prawie na oślep zagubionych części . Znajdowałem, wdrapywałem się do kabiny maszyny , znów coś gubiłem i meldowałem się pod spycharką . Wreszcie zniechęcony powoli poddawałem się . Do baraku mogłem nie wracać , byłbym z niego wyrzucony. Papierosy kończyły się . Beznadziejność sytuacji i myśl o ponownym musztrowaniu całkowicie mnie obezwładniły . - „ Po co mam się trudzić ,po co i tak dostane wp*******l „ Montowałem wszystkie śruby przeze mnie wykręcone . Nie patrzyłem na zegarek . Byłem zmęczony podwójnie . Poobijane ręce bolały , mięśnie po ćwiczeniach dawały o sobie znać przy każdym skuleniu ciała . Gdy zakończyłem, po raz ostatni postanowiłem zapalić maszynę . I chyba stał się cud . Spycharka zapaliła , wsiadłem , podjechałem pod barak . Cisza jaka później zapanowała do dzisiaj brzmi mi w uszach. Żadnego podmuchu wiatru , szczeknięcia psów z oddalonych wiosek, ani pogłosu samochodów . Zupełnie nic . Ostatni papieros smakował jakby był ze specjalnych liści tytoniu . Zobaczyłem przed sobą stóg siana , był bardzo wysoki a pośrodku widoczna była czarna otchłań . Pomyslałem, że tę noc spędzę tam . Wczołgałem się i mimo zmęczenia nie mogłem usnąć . Zimno nie pozwalało ,drżałem cały . Trwało to strasznie długo , tak mi się wydawało . Nie wiem kiedy zasnąłem . Obudziłem się patrząc w niebo . Skrzące się odległe gwiazdy przesłaniane były nielicznymi chmurami . Nie wiedziałem co się dzieje . Do moich uszu docierał powoli głos . - Chłopie , rany, już myślałem że nie odnajdziesz drogi do nas – z twarzy Kazimierza bił niepokój. Mój nieznajomy z którym rozmawiałem późnym popołudniem , wyciągnął mnie ze stogu siana za nogi . Prawdopodobnie straciłem przytomność , ale nacieranie Kazimierza dało zadowalający skutek . Byłem słaby i śpiący. Szliśmy , w zasadzie on mnie taszczył na sobie do baraku . Nad ranem półtora tygodnia przed wigilią zasnąłem w swoim łóżku i spałem dwanaście godzin Kiedy wysiadam na dworcu w Krakowie doznaję uczucia poznania . Nie wiem dlaczego . Wszyscy mówią, że to miasto ma klimat . Ma też swoich mieszkańców , osiadłych od pokoleń . Może się mylę, ale dzięki nim czuję się w Krakowie jak w domu . Nie jak w Warszawie , jak w domu, moim prywatnym , gdzie wiem co i jak jest ułożone. Jest jeszcze jedno miasto które też bardzo lubię . Jest nim Gdynia, lecz to już inna historia. Odpowiedz Link
tofika Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 19:16 wroc Sagus do Gdyni.. gdybys ty wiedzial...gdybys w najsmielszych swoich przypuszczeniach mogl przewidziec co mnie ...sie wydarzylo... na dworcu w Gdyni)))))))))))) Odpowiedz Link
regine Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 19:37 Ale, ale...Kiedy pojawi się nasza Danutka... ? Sagi czy Ty zapomniałeś co napisałeś w tytule wątku ? Ale wspomnień to Ty masz...Nie zazdroszczę. Dobrze, że tak jak w Izraelu, nie było i nie ma u nas przymusowej służby wojskowej, dla kobiet. Pisz dalej, bo ciekawi mnie co dalej... Odpowiedz Link
tofika Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 19:39 saGUNIU,,, CUDKO TWOJE..GDZIE nASZA DANUTKA????????? Odpowiedz Link
dankarol Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 20:01 Dzięki Sagi (hi hi koszyczek pomógł) ale to sie czyta. Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 20:15 Jeszcze dwadzieścia pięć odcinków i Danutka się pojawi. Wszystko co piszę jest fikcją. Odpowiedz Link
regine Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 20:50 Zazdroszczę więc pomysłu na Twoje opisy. Zazdroszczę Moze być w takm wypadku, dużo i długo...Czyta się fantastycznie. Gratuluję "lekkiego pióra", nie kazdy potrafi... Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 21:04 Nieważne,,że fikcja Sagi od czego mamy wyobrażnię? a piszesz wspaniale i bardzo lubie Ciebie czytać i nie tylko ja,pisz nam pisz Sagi i nie przestawaj i niech pani wena Cię nie opuszcza Odpowiedz Link
tofika Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 21:09 tak tak Sagi ja tez jak Delwunia CI to mowie tez, tez a wszyscy czekamy... czekamy,, trudno my madre i bbb cierpliwe forumowicze... Odpowiedz Link
sagittarius954 Re: Dankarol część 4. 12.09.06, 23:20 Peron w Krakowie przywitał mnie ruchliwością ludzi szykujących się do dalszej podróży . Między ni mi stali spokojnie oczekujący na przyjezdnych . Ich rozbiegane oczy i kręcące się głowy wyszukiwały w oknach pociągu znajomych postaci. W tłumie mignęła mi sylwetka Kazimierza , opartego o balustradę schodów przejścia podziemnego . Spokojnie czekałem na możliwość wyjścia z wagonu. Mała torba trzymana przeze mnie w ręku , nie przeszkadzała ani mnie ani przeciskającym się wąskim korytarzem prowadzącym do odsuwanych drzwi . Wreszcie uwolniłem się z tłumu wychodzących i postawiłem pierwsze kroki w znajomym mieście. Podążałem w kierunku Kazimierza . Zobaczył mnie i usmiechnął się . . Wyciągnęliśmy ramiona i zatopiliśmy się w nich . Ostatni raz widziałem Kazimierza dziesięc lat temu . Upływ czasu i codzienne zmagania z życiem odcisnęły na nim swoje znamiona . Jego kruczo- czarne kiedyś włosy, przysypała skrząca się srebrem siwizna, twarz wyciągnęła się i poszarzała. Utrzymywał jeszcze szczupłą sylwetkę , której mu zawsze zazdrościłem . - Witaj w Krakowie przybyszu – odezwał się pierwszy. - Witaj, witaj – powtarzałem- Widzę , że nic się nie zmieniłeś – komplementowałem go . - Czy ja jestem kobietą ,żebyś prawił mi takie dyrdymały ? Przecież każdego dnia zaglądam do lustra i widzę co robi ze mna upływający czas. Zmienia mnie z godziny na godzinę – w jego oczach zobaczyłem radość ze spotkania . - Jednak ciągle zazdroszczę ci sylwetki – odparłem uśmiechnięty – Nie jest taka jak u mnie – wskazywałem na zaokrąglenie wypuklające moja kurtkę . - Dam ci radę , mniej jedz więcej się kochaj a sylwetkę szybko zmienisz . Wybuchneliśmy serdecznym śmiechem. Młodzi ludzie przechodzący obok nas spoglądali zdziwieni . Od momentu , gdy czołowa postać mediów , premier Marcinkiewicz , z niechęcią na twarzy unikał obściskiwania i całowania po policzkach , witającego go z przejęciem starszego jegomościa , gesty powitania uczynione przez nas zasługiwały w oczach młodych na pełną dezaprobatę . - Dobrze , na rozmowy będziemy mieli czas i sporo godzin przed nami – dodał- Zawiozę cię do domu. - Jedziemy twoją bryczką ?- zapytałem mając na mysli wypielęgnowanego Mercedesa . - Och ! Nie ma już jej , skasowana – podniósł rękę w geście uspokajającym – Wszystko ci opowiem – zauważył, jak otwierałem usta chcąc zadać pytanie . - Mimo wszystko mam do ciebie prośbę ... - Chciałbyś tradycyjnie przyjechać przez śródmieście – wpadł mi w słowo – Że też tobie nie znudzi się ten stary rutyał . Gospodarz postara się spełnić prośbę gościa .Da się zrobić .Wiesz , wycieczka musi być krótka bo przygotowałem stół na twoje przybycie . Trudno ,żeby wiktuały powysychały zanim znajdziemy się w domu. - Prowadź wodzu – zawołałem . Doprowadził nas do postoju taksówek . Wsiadaliśmy do niej. Młody kierowca po zaordynowaniu trasy ruszył płynnie . - Powiedz jak upłynęła ci droga – pytał Kazimierz sadowiąc się wygodnie na tylnym siedzeniu . - Na wspomnieniach – odpowiedziałem – Wracałem do tamtych stron i zdarzeń dzięki którym poznaliśmy się . - Jeszcze siedzą w tobie te smutne wspomnienia ? – spytał znajomy . - Obawiam się , że nie pozbędę się ich całkowicie , tak naprawdę coraz mniej bolą , intensywność powrotu do wspomnień zmniejsza się , jednak nie ustępuje . A ty nie wracasz do tych czasów?- spytałem spoglądając mu w oczy. Kazimierz tradycyjnie rozpoczął zdanie od swojego ulubionego słowa. - Wiesz, najmilej wspominam wigilię spędzoną z tobą w wagonie pocztowym – zmieniał ton głosu na żywszy – albo , jak wpadłem na pusty dworzec w Szczecinie Dąbiu i szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiłem na ciebie . Od tamtej pory doceniam świętowanie w gronie najbliższych osób i choć ci ostatni wykruszają się , nie zdarzyło mi się świętowanie poza domem – kończył opierając prawąrękę na kolanie . Patrzyłem przez szybę taksówki na miasto w którym kiedyś tak chciałem mieszkać .Ciepły jesienny dzień i pora popołudniowa zachęcała mieszkańców grodu do spacerów. Ludzie przechadzali się wolno , poubierani w letnie stroje . Z wpatrywania się w ten stary świat wyrwało mnie nagłe hamowanie taksówki . Przez pasy przechodziła kobieta w naszym wieku . Przed nią na smyczy dreptał piesek . Odwracał swój pysk i wpatrywał się, zza osłoniętych białą sierścią oczu , w swoją panią. Coś mówiła do kierowcy , a ten w geście przeprosin podnosił do góry rękę . Twarz tej kobiety wydawała mi się znajoma . Skąd znam tę twarz? Gdzie ją widziałem? Czy to wrażenie nie jest wydobyte przez mój mózg z otchłani pamięci? Już tyle razy widywałem twarze osób a ta szczególnie mnie zaintrygowała. Odpowiedz Link
dankarol Re: Dankarol część 4. 12.09.06, 23:58 Dzięki Sagi za następną część. Coś mi powiedziało, żeby jeszcze zaglądnąć na forum zanim wyłączę komputer i proszę razem z Lolkiem wmaszerowaliśmy do Twego opowiadania. )) Odpowiedz Link
dankarol Re: Dankarol część 4. 27.09.06, 22:22 Uprzejmie zawiadamiam, że Lolek zlazł z pasów i nie blokuje ruchu ))) Odpowiedz Link
regine Re: Dankarol część 4. 27.09.06, 22:26 No popatrz, Lolek faktycznie już nie stoi na pasach...I co dalej ? Dobrze, że Danutko przypomniałaś. Bo będziecie tak stać i stać....))) Odpowiedz Link