Dodaj do ulubionych

A co Wy na to?

27.10.04, 16:28
Może spróbujemy napisać, jak sobie siebie nawzajem wyobrażamy. Będziemy mieli
ubaw.
Obserwuj wątek
    • lezsek Re: A co Wy na to? 27.10.04, 16:32
      ubaw to byśmy mieli gdybyśmy się zobaczyli smile
      • kla-ra Re: A co Wy na to? 27.10.04, 16:47
        To ja zaczne:
        Lezsek-prawdziwe imie to Leszek czyli Lech.Ma okolo szescdziesiatki,lysiejacy
        mily pan.
        Wzrost okolo 175,oczy niebieskie,sniada karnacja,
        No coz w tym wieku ,brzuszek piwny,bo lubi imprezy przy kufeku.
        • natla Re: A co Wy na to? 27.10.04, 17:13
          Klara, Ty jasnowidzka? a jak on jest łysym, małym, z brzuszkiem człowiekiem po
          40-stce? To też super ,nie? Zawsze to chłop! smile))
        • tesunia Re: A co Wy na to? 14.11.04, 12:29
          kla-ra napisała:

          > To ja zaczne:
          > Lezsek-prawdziwe imie to Leszek czyli Lech.Ma okolo szescdziesiatki,lysiejacy
          > mily pan.
          > Wzrost okolo 175,oczy niebieskie,sniada karnacja,
          > No coz w tym wieku ,brzuszek piwny,bo lubi imprezy przy kufeku.

          ..a ja sobie poczytam troszke o Lesiu,
          przybyl pod moja nieobecnosc..

          witaj Lesiu.
          • natla Re: A co Wy na to? 15.11.04, 15:57
            Tesuniu, szkoda fatygi, Lezsiu nas puścił w trąbę. smile
      • natla Re: A co Wy na to? 27.10.04, 17:10
        To poczytaj I zlot ...Jasne, że wtedy zdechniemy ze smiechusmile
        • natla Re:Tesunia 27.10.04, 18:31
          Wesoła, drobna, energiczna, szczupła szatynka, opalona po powrocie po kilku
          dniach, mam nadzieję laby.
          • kla-ra Re:Tesunia 27.10.04, 18:41
            Brakuje mi tu tesuni, a Tobie,
            dodaje dusza towarzystwa
            • natla Re:Tesunia 27.10.04, 18:46
              Tak, tak.
              • kla-ra Re:Tesunia 28.10.04, 12:23
                Natla,nie wiem dlaczego,ale do tesuni pasuja mi jasne wlosy i jasna karnacja.

                A moze tak portret wlasny?
                • natla Re:Tesunia 28.10.04, 18:10
                  Na tym to polega, że każda ma portret własny. Dla mnie blądynką ( nie z
                  kawałów smile) byłaś Ty, do czasu dyskusji o farbie.
                  A Ciebie widzę jako farbowaną (jak ja) nijaka (teraz, po farbie) blondynkę,
                  świetnie "zakonserwowaną", szczupłą, "pyskatą", kobietkę, wzrostu , jak
                  mawiała Chmielewska "siedzącego psa" ( dotyczyło to chłopów), energiczną,
                  towarzyską, ale też czasem mającą towarzystwa po dziurki w nosie, wiedzącą
                  czego chce, choć może nie do końca zawsze. No i jeszce : myślącą, uczuciową,
                  inteligentną, podatną na małe nałogi, kontaktową, szczerą, choć nie zawsze -
                  wtedy kiedy możesz.
                  • kla-ra Re:Tesunia 28.10.04, 22:49
                    hi,hi,hiiiiiii,hi,
                    Dawno sie tak nie ubawilam,jestes bliska prawdy.
                    Jutro mam u siebie bratowa ze Slaska /nauczycielka na emeryturze/,bardza ja
                    lubie za jej poczucie humorku.
                    • natla Re:Tesunia 28.10.04, 22:53
                      No nie mówiłam, że to bedzie ubaw?
                      • natla Re:Muzykalno-humorkowa Mira 14.11.04, 12:01
                        Mireczke widzę jako małą szatynkę lub brunetkę, z krótkimi włosami lub długimi
                        upietymi raczej gładko,buchajacą energią osóbkę, o niespozytych siłach
                        witalnych, zasze uśmiechmietą, zaaferowana pomącą innym ludziom. Dusza
                        towarzystwa . Mira , uśmiejesz się?
                        • natla Re: apel do wszystkich 14.11.04, 12:03
                          Puście wodze wantazji. Uśmiejmy się trochę.
                        • tesunia Re:Muzykalno-humorkowa Mira 14.11.04, 12:38
                          natla napisała:

                          > Mireczke widzę jako małą szatynkę lub brunetkę, z krótkimi włosami lub
                          długimi
                          > upietymi raczej gładko,buchajacą energią osóbkę, o niespozytych siłach
                          > witalnych, zasze uśmiechmietą, zaaferowana pomącą innym ludziom. Dusza
                          > towarzystwa . Mira , uśmiejesz się?

                          z uprzednich opisow miry
                          widze Cie skarbie"lepiej odzywiona osobke"
                          palajaca energia,a o wloskach
                          to myslalam sobie,ze moze masz "koczek babuni"
                        • mira54 Re:Muzykalno-humorkowa Mira 15.11.04, 15:39
                          Witaj Natla ! Czy Ty jestes jasnowidz? Wiele cech jest zgodnych.
                          Tylko figura nie ta. Jestem dobrze zbudowana blondynka (166cm wzrostu).
                          Hihihi - na przeglądzie odmlodzili mnie o 10 lat!
            • tesunia Re:Tesunia 14.11.04, 12:35
              kla-ra napisała:

              > Brakuje mi tu tesuni, a Tobie,
              > dodaje dusza towarzystwa

              tac juz jestem klarunio i nie mialczwink

              hmmmmm..i jak tu Cie opisac,chyba pomyle Cie z natla
              jak nawiedzi mnie jasnowidzenie..
          • tesunia Re:Tesunia 14.11.04, 12:32
            natla napisała:

            > Wesoła, drobna, energiczna, szczupła szatynka, opalona po powrocie po kilku
            > dniach, mam nadzieję laby.

            oj,oj!!!! jak zaczyna byc cieplutko,
            fajna zgadywankawink)

            a ja dostalam jakiejs blokady fantazyjnej
            ale poczekam na przyplyw jasnowidzenia
            i obmaluje ze chej!wink))))))))))
            • natla Re:Tesunia 14.11.04, 12:39
              Ewidentnieś się rozlazła na tym wyjeździe! Życie codzienne Cię ustawi do pionu,
              to i fantazyja wróci.smile)
              • mira54 Re:Tesunia 15.11.04, 15:52
                Wszystkie z Was widzę jako miłe, energiczne blondyneczki.
                Dbające o swoj wygląd zewnetrzny, eleganckie kobitki.
                Szczupłe i wesołe, zawsze usmiechnięte.
                Tesuniu, co do Twojego koloru wlosow mam watpliwosci.
                • kla-ra Re:Tesunia 15.11.04, 18:39
                  Hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,
                  protestuje,nie jestem blondynka i nigdy nia nie bylam.
                  • mira54 Re:Tesunia 16.11.04, 22:30
                    A może jednak kazda o sobie cos napisze?
                    Ze zgadywania nic mi nie wychodzi.
                    Brak mi wyobrazni.
                    • natla Re:Tesunia 16.11.04, 22:42
                      No popracuj trochę mireczko, popracuj. Nie wierzę, żebyś nie miała wyobraźni.smile
                      Każdy muzyk ma wyobraźnię. Ja ewidentnie rozmawiam z konkretnymi osobami, widzę
                      Was i łatwiej mi się kontaktować.
                      • tesunia Re:wyobrazina.......... 24.11.04, 11:02
                        gdzies mi zniknela,pewnie w kraju ja zostawilamwink)))))))))

                        ~~ miro,
                        a wiec mam ciemno blad wlosieta,
                        obecnie z jasnymi pasemkami,
                        coby odrastajaca siwizna dobrze sie maskowala(moze do wiosny wytrzymam patrzac
                        na siebie w lustrzewink)
                        hmmmm..jestem raczej szczupla,(niektorzy mowia zabiedzonawink)
                        do wysokich sie nie zaliczam,mam kompleks"nizszosci"wink)
                        elegancje lubie,
                        choc po domu smigam w "wolnym ubranku"
                        macke upp nakladam,gdy wychodze na miasto,
                        w domu chodze bez"maski"wink)

                        to chyba tak w skrocie ,jak wygladamsmile)
                        • natla Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 15:40
                          Tesunio, nie niszcz wyobraźni. To my mamy zgadywać jak na wzajem wyglądamy. Na
                          tym ma polegać zabawa, Ty filigranowe maleństwo. Mam nadzieję, że witrów
                          silnych u Was mało, i że Cię nam nie porwie.
                          A Szmineczkę naszą, która się ciągle godzi ( Ta to ma zdrowie smile) widzę jako
                          brunetkę, leciuitko zaokrągloną, z roześmianymi dużymi oczami, typ
                          eleganckiej "sportówki". smile)
                          • chminka Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 18:23
                            natla, ale sie usmialam.hahhaa jestem blondynka lekko zaokraglona w miejscach
                            gdzie trzeba..hahhaha
                            • natla Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 19:36
                              No i właśnie o to chodzi. smile))))
                              Brunetka dlatego, że moja koleżanka z ogólniaka, która się własnie również
                              wydała, jest czerniawa.
                            • natla Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 19:38
                              A swoją drogą żadne prowokacje nie wystarczyły, żeby Cię od chłopa oderwać, ale
                              jak napisałam o Tobie to się wreszcie odezwałaś. smile))))
                              • chminka Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 19:50
                                a bo wlasnie chlop jest mowiac po polsku na "delegacji", a ja chcialbym byc w
                                Polsce juz teraz.
                                • natla Re:Tesunia, Chmionka 24.11.04, 20:33
                                  No to po co Ci ten cyrograf był?
                                  • ka-mil Re:Tesunia, Chmionka 26.11.04, 04:09
                                    Przeczytalem caly watek i w zadnej z Was nie widze przyslowiowego papilota ,
                                    wyobraznia artysty mowi mi ... badz dzentelmen , jestes wsrod pieknych pan.
                                    • natla Re:Tesunia, Chmionka 26.11.04, 15:52
                                      Dobra, dobra, nie bądź takim dżentelmenem, bo kto jak kto, ale Ty wyobraźnię
                                      musisz mieć. Choć możesz potrzebować czasu. smile)
                                    • tesunia Re: kamil 27.11.04, 13:30
                                      ka-mil napisał:

                                      > Przeczytalem caly watek i w zadnej z Was nie widze przyslowiowego papilota ,
                                      > wyobraznia artysty mowi mi ... badz dzentelmen , jestes wsrod pieknych pan.

                                      cieszymy sie za Twa wyobraznie....smile)
    • natla Re: A co Wy na to? 09.03.05, 23:31
      Puście wodze fantazji....... smile
      • natla Re: A co Wy na to? 21.05.05, 17:19
        Podkradłam link Tej Która Złapałaoddech w Tunezji wink))))))

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=24170260
        • august2 Re: A co Wy na to? 21.05.05, 17:53
          1500 zl (ok 500 dol) z Polski do Tunezji i spowrotem to wyglada
          chyba przystepnie....
          • regine Re: A co Wy na to? 21.05.05, 19:02
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2720982.html
            >Walczą linie o klientów!!!Ceny owszem ,owszem...
            >Auguscie ,to całkiem tanio !!!
            >Ja do Izraela ,płacę z opłatami lotniczymi-prawie 2800,-
            >Też powrotny...
            • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:17
              Nie ma Was leniuchy, to sprzątam, tym razem po sobie, czyli łączę 2 identyczne
              wątki. Łączyć będę po kolei a nie na raz, abyśmy nie stracili na liczniku, więc
              poproszę ewentualnych chętnych do nie wpisywania tutaj, dopóki nie wkleje 15
              listów.

              natla 01.07.2005 09:19

              Ciekawa jestem waszych opinii.
              wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=3780
              • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:19
                wiktoria53 01.07.2005 09:26 + odpowiedz

                Przeczytałam i nie zgadzam się z decyzją dyrektora. Należało wcześniej umieścić
                stosowne zapisy dotyczące wagarowania w regulaminie szkoły i wówczas na koniec
                roku konsekwentnie te zapisy wprowadzić w życie.Oczywiście wszystkie zapisy w
                regulaminie (cały regulamnin) muszą być uczniom dobrze znane.Z góry więc wiedzą
                na comogą liczyć pod koniec roku.
                • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:21

                  Autor: regine
                  Data: 01.07.2005 09:47

                  Zgadzam się z Wiktorią, w całej rozciągłości...Nie można lekceważyć młodzieży.
                  Stosowne zapisy powinne być uzgodnione wcześnie z gronem
                  pedagogicznym ,uczniami.Powinni być też o tym ,co ucznoiowi grozi za
                  wagarowanie,powiadomieni rodzice na zebraniu.Nie można nikogo stawiać przed
                  faktem dokonanym,nawet jeśli to dotyczy młodzieży.
                  Z drugiej strony popieram i dyrektora,młodzież jak popracuje odrobinę na rzecz
                  szkoły,wcale jej to nie zaszkodzi...Ale powinni o tym wiedzieć dużo wcześniej.


                  • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:23
                    Autor: natla
                    Data: 01.07.2005 09:58

                    Tak, wg mnie macie 100% racji, jeżeli chodzi o przepisy. Po to w szkołach są
                    tzw WSO, aby tam lub w statuach robić właściwe zapisy w uzgodnieniu
                    z całą społecznoscią szkolną. Z artykułu nie wynika, czy takowe zapisy są, ale
                    sądzę, że ich nie ma, bo włączyło się kuratorium.
                    Chodzi mi bardziej o Wasze zdanie na temat samej metody wychowawczej.


                    • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:25

                      Autor: yoanna
                      Data: 01.07.2005 11:45

                      Mam wrażenie ,że to raczej wychowawcze porażka...
                      Choć intencje dyrekcji słuszne...sprzątające dzieciaki..zapamiętają pewnie
                      całość jako wymuszenie z aferalnym posmakiem...
                      • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:27
                        Autor: tofika
                        Data: 01.07.2005 19:04

                        Glosno bedzie na ten temat ,bo dyrektor zastosowal kare przez prace,
                        jesli kuratorium juz sie zainteresowalo ,to wchodzi w kwestie rozliczenie
                        dyrektora za ow sposob wychowania (tym bardziej ze sa to metody w planie
                        wychowawczo- dydaktycznym nie zaplanowane, gdyby gdzies tam pojawil sie nawet
                        jakis dopisek ,to juz i tak po zakonczeniu roku szkolnego -nieaktualne..
                        NIE wolno takich sytuacji wprowadzac w zycie,, rada pedagogiczna na obradach
                        podsumuwujacych rok szkolny --zamyka proces wychowania na dany rok szkolny..-
                        nauczyciele zlozyli podpisy w protokole,wiec...
                        niedobrze ... bardzo niekorzystnie dla placowki , a dyrektor ..nie moze
                        podejmowac zadnych decyzji sam
                        Jak przebiegal proces zapobiegania takim sytuacjom ,czy nauczyciele wszystko
                        zrobili w ciagu roku ,zeby dotarlo do mlodziezy ,ze wagarowac nie wolno..
                        bedzie to wszystko sprawdzane; i pedagodzy i rodzice ,czy wiedzieli o wagarach--
                        jakie stosowali metody zapobiegawcze?


                        Wiemy ze "BODAJ nigdy starzy wiosny nie widzieli ,jakoby mlodzi nie szaleli"..
                        ale moje odczucie jest takie .. gdyby nie wagary w Lublinie ,dziewczynka ,ktora
                        1 raz poszla na wagary ,nie zostalaby wrzucona do wody przez pijanych 14
                        latkow ,a my nie widzielibysmy lez matki w tv
                        i teraz czy ta mama bylaby przeciwko dyrektorowi ,ktory zostawil wagarowiczow i
                        musza odrobic ,zeby otrzymac swiadectwa... czy slusznie Dyrektor zrobil ?


                        • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:30
                          Autor: natla
                          Data: 01.07.2005 19:25

                          Współczuje dyrektorowi, bo czy to zrobił z głupoty, czy w zdenerwowaniu bedzie
                          miał za swoje. A ile rzeczy jeszcze przy okazji wyjdzie?? Właśnie ...co zrobiła
                          szkoła, wychowawcy, bo o rodziców sie nie martwie. W tej chwili każdy rodzic
                          może zrobić aferę z zupełnie nieistotnej lub małaj sprawy. Dawniej wszelkie
                          zarzuty, skargi kończyły się w gab. dyrektora, na ogół z uśmiechem na twarzach
                          obu str. Teraz pojęcie "droga służbowa" jest przez rodziców nieodbierane,
                          lekceważone, ze wszystkim lecą do kuratoriów......oni też już mają
                          tych "dochodzeń" dość. Są rodzice, którzy wychowują dziecko w porozumieniu ze
                          szkołą i często oni właśnie szkole pomagają, i są rodzice tylko i wyłącznie
                          roszczeniowi...złe czasy dla dzieci przyszły.
                          W tej sytuacji powinni być ukarani przede wszystkim rodzice, którzy zapewne nie
                          reagowali na wagary dzieci ( a potem będą mieć pretensje, że ch pociechy nie
                          zdały matury czy egzaminu).
                          Natomiast pomysł z zapisem takiej kary w WSO i statucie, bardzo mi sie spodobał.
                          Uważam, że młodego człowieka mozna też kształtować przez umiarkowaną pracę
                          fizyczną.....np. sadzenie drzewek (dla nas byłaby to przyjemnosćwink)) i inne nie
                          ciężkie prace porządkowe, Samą karą jest przede wszystkim zajety wolny czas
                          wakacyjny....
                          Pedagodzy bez pomocy domów uczniów nie są w stanie, zwłaszcza u młodzieży,
                          wymusić chodzenia do szkoły. Taki zapis moze by ich wstrzymmywał.......
                          Ciekawa jestem, jak sie sprawa rozwinie......nie znamy realiów, zapisów, kadry
                          pedagogicznej.
                          A swoją drogą dochodzi do absurdu....pedagodzy płodzą tysiące papierków -
                          dokumentów, żeby sie przed różnymi sytuacjami zabezpieczyć......gdzie w tym
                          wszystkim dziecko?????
                          Pedagodzy są beeeee, a rodzice cacy (bardzo złe wychowanie dzieci, im tylko
                          szkodzące).
                          Pardon za rozgadanie sie smile I tak sie wstrzymałam wink)))


                          • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:37
                            Autor: regine
                            Data: 01.07.2005 20:15

                            Gdzieś ,już kiedyś, napisałam,że wychowanie dzieci,zaczyna się od rodzinnego
                            domu.Nie można szkoły obarczać za wychowanie...Szkoła za zadanie nauczyć,ale
                            przy współpracy ucznia -nic na siłę.Nie znam się na przepisach,prawach obu
                            stron.Więc trudno mi zająć odpowiednie stanowisko.
                            Moja córka,też chodziła na wagary,ja byłam zaraz tego samego dnia informowana
                            przez nią,że nie była na zajęciach i jaki był tego powód(nawet wcześniej
                            wiedziałam,ale wiedziałam ,gdzie spędza ten czas).Szła z całą klasą.
                            Druga natomiast,miała swoje zasady 3/4 klasy na wagary,ona do szkoły.
                            No inne były czasy..To prawda...Ale nie miałabym nic przeciwko
                            decyzji,dyrektora,jeśliby to miało być nawet kosztem jej wolnego czasu,typu
                            wakacje.Młodzież, bo tu w art. mowa jest o młodzieży starszej (15-16 lat),
                            niech wie ,że coś za coś. Szkoda ,że nie dowiedzieli się o tym wcześniej.
                            Ale dyrektorowi, nie zazdroszczę sytuacji w jakiej się znalazł....

                            • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:39
                              Autor: kla-ra
                              Data: 01.07.2005 21:08

                              To jescze sa tacy dyrektorzy,ktorym sie chce wychowywac?
                              Kuratorium winno w tej sprawie zamilknac.
                              Nie tak dawno w wiadomosciach uslyszalam,ze "rodzice nie maja czasu wychowywac
                              dzieci,a szkola,nie wychowuje tylko naucza"
                              Rodzynek sie znalazl i "rodzynek trzeba zjesc"
                              Piszecie o regulaminach ucznia i slusznie , o prawach ucznia i slusznie.
                              Ale w tym wypadku regulamin zlamal uczen,nie dyr.szkoly.
                              A ukarac Dyrektora , za co? ze wychowuje ,a nie tylko naucza.
                              Mamy duzo maloletnich przestepcow,to zaraza obecnych czasow.
                              Jesli szkola ich nie bedzie wychowywac to rodzice ich nie wychowaja.


                              • natla Re: A co Wy na to? 10.07.05, 17:41
                                Autor: natla
                                Data: 01.07.2005 21:21

                                Tak Klaro, podpisuje się pod tym wszystkimi czterema kończynami.....jednak
                                prawo oświatowe zwariowało, jeżeli czegoś nie ma w dokumentach )tych 2 podst),
                                to dyr. i RP mają zwiazane rece. Jestem przekonana, ze takie postępowanie
                                zostało dokładnie omówione na konferencji kalsyfikacyjnej i dyro nie podjął
                                decyzji sam.......a rodzice rozrabiają ( jestem przekonana, ze nie
                                uczniowie)....dyra nie ma co chronić (prawdopodobnie)
                                • natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:44
                                  natla 01.07.2005 22:35

                                  ."Skad przybywamy" z linkiem do pierwszej? Juz sie źle czyta, choć nie
                                  wszystkim wink)))))))))))))
                                  • natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:46
                                    Autor: regine
                                    Data: 01.07.2005 22:40

                                    Tak ,zrób jak i z resztą...Jest o wiele wygodniej...
                                    Ale zauważ ,że w tym wątku ukryła nam się Maryla21 (chyba nie pomyliłam)..
                                    Nie chce się wybierać nigdzie z tego wątku....
                                    Zrób coś z nią ????Jest onieśmielona ,no ale nie wiem czym....
                                    Pogadaj z niąsmile))


                                    • natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:49


                                      Autor: natla
                                      Data: 01.07.2005 22:45

                                      Dobra, wezwę ją na dywanik wink))))))23999 lub 24000


                                      • natla Re: A co Wy na to? zrobić 2 część........ 10.07.05, 17:52

                                        natla 01.07.2005 22:46

                                        No to 24000
                                        ______________________________________________________________________________

                                        • Re: A co Wy na to?
                                        natla 01.07.2005 23:40


                                        tofika napisała:

                                        >> Wiemy ze "BODAJ nigdy starzy wiosny nie widzieli ,jakoby mlodzi nie
                                        szaleli"..
                                        >
                                        > ale moje odczucie jest takie .. gdyby nie wagary w
                                        Lublinie ,dziewczynka ,ktora
                                        >
                                        > 1 raz poszla na wagary ,nie zostalaby wrzucona do wody przez pijanych 14
                                        > latkow ,a my nie widzielibysmy lez matki w tv
                                        > i teraz czy ta mama bylaby przeciwko dyrektorowi ,ktory zostawil wagarowiczow
                                        i
                                        >
                                        > musza odrobic ,zeby otrzymac swiadectwa... czy slusznie Dyrektor zrobil ?


                                        *** Oczywiscie Toffi, że to przeczytałam.
                                        Ludzie nie mają wyobraźni, nie potrafią korzystać z cudzych
                                        doświadczeń.....niestety.



                                        • natla Raj dla nas też?????? 29.07.05, 20:44
                                          Jasne!!!!!!
                                          forum.gazeta.pl/forum/1,59000,2302445.html
                                          • natla Re: Raj dla nas też?????? 30.07.05, 09:29
                                            Podrzucam, żeby Wam nie umknęło wink))
                                            Ja jestem zdecydowana, zakochałam się w tym miejscu.......
                                            • natla Re: Raj dla nas też?????? 01.08.05, 09:41
                                              Nie rozumie, Wy nic na to???? Nawet pomarzyć Wam sie nie chce????
                                              • malwina52 Re: Raj dla nas też?????? 01.08.05, 10:13
                                                ja marze od godziny 6 rano,
                                                i bardzo chce do raju !!!!!!
                                                • zlapalamoddech A co Wy na to? 01.08.05, 12:30
                                                  Wracając do początkowych wpisów na tym wątku zadaję pytanie: Jak na podstawie
                                                  moich wpisów wyobrażacie sobie mnie?
                                                  wink))))))))))))
                                                  • natla Re: A co Wy na to? 02.08.05, 09:21
                                                    hmmmmm........energiczna blondynka z długimi włosami złapanymi w koński ogon
                                                    o sylwetce sportówki i dobrze zakonserwowana wink)))))))))))))))))))))))
                                                  • tofika Re: A co Wy na to? 02.08.05, 09:39
                                                    Alutka,latwo sie nie poddajesz ,jestes pelna energii i przedsiebiorczosci,
                                                    nie narzekasz,pelna humoru --z siebie tez potrafisz sie smiac...
                                                    dzielna kobietka o wcale niewysokim wzroscie ;;;czyli stworzona do milosci a
                                                    nie do ciezkiej pracy---zgrabna i powabnasmile))
                                                  • zlapalamoddech Re: A co Wy na to? 02.08.05, 13:58
                                                    Skąd Wy to wszystko wiecie? Prawie trafione w punkt wink
    • goskaa.l Regine 23.12.05, 08:38
      Wyobrażam ją sobie jako przeciętnego wzrostu osóbkę, raczej szczupłą, lecz
      walczącą o zachowanie tej linii. Buzia owalna, włosy ciemne, półdługie (pisała,
      tego nie zgaduję), oczy ciemne. Twarz serdeczna, ciepła, lecz zatroskana. Lubi
      kolory ziemi, zieleń i brąz. Dobrze jej w czerwieni, ale jej unika.
      Ciekawa jestem ile w tym prawdy?
      • tofika ReYoanna 23.12.05, 15:25
        to tajemnicza i bardzo fascynujaca osobka,
        o wielkim sercu,az zapomina o swoim ,,ja,,tak potrafi poswiecic komus,czasem
        doznaje wcale nie spodziewanych kasan,,jak to ludzie bywaja rozni,znosi
        cierpliwie,ale yoanna jeszcze pokaze gdzie raki zimuja co nieh\gdziesmile))))
      • regine Re: Regine 27.01.06, 16:19
        Gosiu, pomyliłaś się tylko co do figury, posiadam tu i ówdzie, ale w granicach
        rozsądku jak na babcię przystało smile
        Reszta jest tak jak opisałaś, nawet moje ulubione kolory wymieniłaś,
        No i wiecznie zatroskaną choć uśmiechem skrywaną twarz....miłe...smile
        Ale pytanie, czy Ty gdzieś nie widziałaś mnie na zdjęciu ????
        Za dużo prawdy w tym opisie, za dużo, muszę porozmawiać z Kristą smile)
        Przypadkiem wpadłam na te opisy, dlatego tak późno odpowiadam.
        Przepraszam, ale ciekawe bardzo te opisy, nasze o nas...
        • natla Do zabawy ;)) 04.03.06, 09:33
          No to póście wodze fantazji i próbujcie wink))
          _____________________________________________________
          Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
    • skrzydlate Re: A co Wy na to? 23.12.05, 18:50
      ja Was wszystkie widze jako błyskotliwe damy, znaczy się z błyskiem w oku,
      niekoniecznie fizycznie starszawe, raczej zywotne energiczne... tak jakoś, a
      szczegóły mnie jakoś umykają smile))
      • annal74 Re: A co Wy na to? 23.12.05, 23:00
        Popracuję tu jeszcze , nawypisuję to przybędzie wyobraźni na Wasze opisy.
        Teraz gorąco pozdrawiam.
    • natla Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 12:46
      Zamiast wysyłać pocztą różne zdjęcia i prezentacje, mozemy je umieszczać
      bezpośrednio na forum, np. w PPS-ach. W ten sposób "odkorkujemy" pocztę no
      i nikt nie bedzie przypadkowo ominięty, więc "kosteczka niezgody" też
      odpadnie wink))
      Na pocztę będziemy przesyłać tylko prywatne zdjęcia i wiadomości. Hę? smile)
      • axsa Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 12:49
        Oczywiście,
        ale proponuję zakładać nowe wątki do nowych kategorii, bo potem trudno będzie
        się połapać.
        Dowcipne obrazki już są.
        • natla Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 12:55
          No tak, jasne i logiczne. Szkoda, ze nie mozna folderów na forum zakładać wink)
          A moze można? Pomyśl no Axsa, w końcu ręką nie myslisz, nawet prawą wink))
          • del.wa.57 Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 13:04
            To jest ciekawy i mądry pomysł!!!!!!!!!!
            Z folderami było by super co????
            • emma50 Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 27.01.06, 15:07
              Ja jeszcze proponuję umieszczać zdjęcia w albumach internetowych tak jak
              zrobiły to Margo i Halinka - n.p. album Augusta (Twoje zdjęcia są bardzo
              ciekawe i masz ich dużo), Danusia po powrocie może założy album, Regina ze
              swoich wojaży, a inni też mają dużo ciekawych zdjęć. Proponuję - zakładajmy
              albumy!
              • tesunia Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 04.03.06, 10:44
                mozna zalozyc wspolny album z wejsciem na haslo,
                bedziemy pewni,ze tylko my tam bedziemy,
                tak ma wiele for i bez obaw mozna sie wklejac.
                • natla Re: Mam pomysł......... A co Wy na to? 04.03.06, 11:00
                  Z tym albumem, to juz kombinuje Axsa, tylko gips jej przeszkodził, a ja ciągle
                  marudzę o braku czasu.
                  Poza tym zastanawiam się, czy nie szkoda dreszczyku i zaskoczenia na naszym
                  ewentualnym wspólnym spotkaniu smile
                  _____________________________________________________
                  Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
    • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 10:54
      Cóż teraz ja się zabawię tylko muszę się zastanowić po południu pierwsza Natla.smile))
      • natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 10:57
        Ale numer wink))

        _____________________________________________________
        Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
      • axsa Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:05
        Przypominam ,że jak ktoś ma ochotę się pokazać
        to może tu
        ludzie.gazeta.pl/0,0.html
        zrobić swoją wizytówkę. Wystarczy samo zdjęcie.
        Klikniecie w nick przy liście na forum "pokazuje" to co włściciel nicka tam
        umieścił.
        • natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:34
          Tak, tylko że to jest dla wszystkich oglądalne, więc jak ktoś (większość) nie
          chce sie ujawniać, to nie zda egzaminu.
          Natomiasy=t zrobienie sobie wizytówki z ciekawie rozmazanym zdjeciem, to co
          innego. Zabieram sie do tego od miesiąca wink))
          _____________________________________________________
          Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
          • regine Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:39
            Propozycja Tesuni bardzo ni przypadła do gustu. Ale jak to zrobić, to nie mam
            pojęcia. Taki album, tylko dla nas i o nassmile fajna propozycja z tym wejściem na
            nasze hasło . Dziewczyny, które są biegłe w tym na pewno coś wymyślą .
            • wloba07 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:46
              dobry pomysł z ty albumem, mozna taki założyć na "photobucket"
              • natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 13:52
                No to juz pewniejsze i wygodniesze będzie stworzenie sobie indywidualnych
                albumów ze zdjęć przesyłanych pocztą.
                Ja już taki albumik mam. smile Malutki, ale mam smile

                _____________________________________________________
                Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
      • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 21:48
        Stanąłem przed drzwiami . Zastukałem . Po długiej chwili otworzyła mi staruszka,
        zgarbiona z laseczką w ręku i w drugiej ręce trzmała chusteczkę , obcierając co
        chwila cieknącą z jej ust ślinę .
        -Wejdź-rzuciła ochrypłym i trzęsącym się głosem- za mną - dodała, pomyślałem że
        musiała pracować w wojsku wydając, krótkie, ostre polecenia.Człapała wolniutko a
        ja już myślałem, że nie dojdziemy do celu , który był zaledwie w zasięgu pięciu
        kroków . Wreszcie osiągneła cel, i z wyrzutem spojrzała na mnie .
        -och przepraszam- zmieszałem się i w pośpiechu otworzyłem drzwi do pokoju.
        Drogę do tapczanu pokonała jednak błyskawicznie i znów jej wzrok przeszył mnie,
        wyciągneła ręce , zrozumiałem , pośpiesznie dopadłem tych starych kosteczek i z
        obawą że je zgnitę, chwyciłem je sadzając na tapczanie resztkę matuzalemowej damy.
        -siadaj-wskazała mi laską krzesło- oczym chciałeś ze mną rozmawiać - dodała.
        - Natlo ja ...- nie skończyłem , laska wykonała gwałtony pólokrąg , przeleciała
        mi koło ucha i wylądowała na stole , wydawało mi się że jęknął.
        -Natlo wrzesneła z taką siłą , że lampa zadrgała nad moją głową , skuliłem się
        oczekując ostateczznego ciosu. Tymczasem z pokoju lub innego pomieszczenia
        wyłoniła się postać kobiety.
        - Zbyszku- wyciągneła do mnie rękę- witam cię w moich i cioci progach.
        Stanęła przede mną kobieta lat około ....-stu z krótko obciętymi włosami koloru
        jesieni gdzie kasztan mieszał się ze złotym opadającym liściem klonu,oczy jej
        śmiały się, ale były w środku smutne doświadczyły pożegnania i ten obraz ciągle
        trwał w nich głęboko.NAwet wyciągnięcie ręki świadczyło o tym że bardzo dba o
        swoją prywatność, nie dopuszczała do niej nikogo oprócz sprawdzonych przez nią
        przyjaciół . Jej wzrost około 162 cm isylwetka bardzo kobieca potwierdzały
        zainteresowanie sportem w bardzo młodym wieku Przyglądałem się jej ustom ,
        górnej wardze wąskiej ale dolnej już szerszej i zabawnym kącikom ust do których
        przylegały policzki znoskiem wąskim jednak jeszcze na końcu nie spiczastym.To
        była ona moja o przepraszam nasza Adminka....
        • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 21:52
          Zapomniałem ookularach , jasny gwint jak mogłem pominąć, ach ta wena ....smile))))
          • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 22:52
            Dotknąłem jej ręki, była ciepła ale nie delikatna , tylko mężczyźni doswiadczają
            tego uczucia gdy podejmuja rękę kobiety ,ta była zdecydowana , pewna siebie i
            swojej właścicielki. Zdjeła z nosa okulary i zatrzymała je w swoich dłoniach.
            -Co cię do mnie sprowadza- spytała glosem stanowczym(pewnie to genetyczne
            -ciotka)ale w którym kryło się też dużo ciepła,ton wyraźny struny głosowe
            wydobywały z głębi krtani każdą barwę a ja nie doszukałem się załamań tak
            charakterystycznych dla namiętnych palaczy skruszonych liści tytoniu. Podeszła
            do krzesełka i usiadła . Ciekawe, kobiety nawet w spodniach, siadając, łączą
            nogi próbując, zatrzymać w sobie całą nagromadzoną energię.Tym razem jednak
            sukienka była tą sprawczynią, przeciągneła prawą ręką po udzie, dojeżdżając do
            kolan i zatrzymując się na obramowaniu sukienki.
            -Ciekawość, Natlo ciekawość- spokojnie odparłem- marzenia chłopca, który nie
            wyściubił nosa poza terytorium swojego kraju, teraz jednak jeżdżę w poszukiwaniu
            przyjaciół , coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu o słuszności swojego
            wyboru,poznaia tych z którymi rozmawiam pisząc drobne literki.
            -Kto szuka daleko, nic nie znajduje-mówiła i patrzyła mi się prosto w oczy, znów
            jej wzrok zagłębiał się we mnie ,świdrując i przeszywając mnie i nie wytrzymałem
            tego spojrzenia, spuściłem głowę, jednak ciągle jej wizerunek pojawiał się pod
            zamkniętymi powiekami.A ja znów jak małe dziecko chciałem pojawić się przed
            monitorem swojego laptopa i pisać z błędami czy bez, ale pisać o tym co czuję i
            co inni czują, gdy osiągają wiek ani nie starczy, ani nie młody nawet nie średni.
            • malwina52 a to ci dopiero..... 04.03.06, 23:12
              jakbym ja na wlasne oczy zobaczyla smile))))
              a to Ci dopiero numer
            • natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 23:32
              Uśmiałam sie do łez Sagi.....czy będzie ciąg dalszy?

              _____________________________________________________
              Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
            • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 04.03.06, 23:39
              -Spójrz na mnie - usłyszałem , przybywającx do krainy rzeczywistości- marzycielu
              , swiat jest porąbany, nie pasujesz do niego ani do każdego jego zakątka
              .Gestykulowała lewą ręką razem z okularami. Podeszła do mnie , kładąc na
              ramieniu rekę, chwilę wcześniej była ona stanowcza teraz delikatna jakby jej
              nie było.
              -wracaj , przekuwaj swoją drogę, prostuj ją, skręcaj, gmatwaj w najróżniejsze
              wzory jakich kowal nie powstydzi sie, ona ma być twoja a nie innych . I jeszcze
              jedno-przekrzywiła głowę , uniosła brwi, dając zaznaczyć się zmarszczkom na
              czole -dbaj o te literki , którymi posługujesz się wyrzucając na fale
              internetu.Staruszka tymczasem spała smacznie na tapczanie, posapując głośno i
              przyciskając głowę do laski. Natla oddalała się ,sukienka zaginała się na niej
              ,zostawiała za sobą zapach spokoju i po chwili znikła w pomieszczeniu z którego
              tak niedawno wyłoniła się.Podniosłem się z krzesła i na palcach opuściłem
              staruszkęwraz z jej błogim snem.
              • natla Re: A co Wy na to? 04.03.06, 23:55
                I zabawne i nostalgiczne i śliczne. smile
                Choć kilka szczegółów fizycznych nie takich, to całosć jakby utrafiona. smile
                _____________________________________________________
                Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
                • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 05.03.06, 00:06
                  To ja Tobie dziękuję i tym, którzy to forum stworzyli, nie bywałe jak może
                  czlowieka owładnąć biały ekran i chwila marzeń. Dobranoc. Czas snu bo jutro jest
                  czas pracy.Może, gdy będę miał chwilę spokoju zawitam do regine , axy , delwy,
                  najpewniej będzie to regine mieszka tylko o piętnaście minut drogi samochodem
                  odemnie .
                  • regine Re: A co Wy na to? 05.03.06, 00:38
                    Niesamowite Sagi, niesamowite... Wzruszyłeś chyba wszystkie dziewczyny.
                    Zwłaszcza jej głos,Natli, na mnie działa jak balsam smile
                    To się nazwa "opisywanie człowieka". Super...smile)
                    A obserwatorem ludzi jesteś niesamowitym....
    • sagittarius954 O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 05.03.06, 22:51
      -Proszę masz pieniądze , wpadniesz na moment do Tesco, wybierzesz coś z miesa
      na kotlety, gulasz i na zupę. Czas się liczy start, jak nie pomagasz w domu to
      chociaż pomóż w robiąc zakupy- moja żona spojrzała na mnie wzrokiem nie
      znoszącym sprzeciwu, włączyła odkurzacz i pochyliła się nad nim.Przeciągły
      jazgot rozniósł sie po pokoju wypełniając pomieszczenie dxwiękami
      przypominającymi mi borowanie zęba. Sprzet połykał do swojego wnętrza kurz i
      Wszystko co rozrzuciła moja wnuczka , kątem oka ujrzałem ją , wychylającą SWÓJ
      PYSIAK zzza uchylonych drzwi, obserwowała swoją babcię w akcji.
      - Rośnie następne pokolenie kobiecości które w niedługim czasie usidli niejedngo
      mężczyznę, tak, jak wrócę dostanę reprymendę od wnuczki za brak pomocy babci-
      myślałem zakładając zniszczoną kurtkę, moją wierną przyjaciółkę na chłodne
      jesienne i zimowe dni. Przyjaciół sie nie porzuca jedynie odchodzi
      niezauważenie. Kobiety mają niezwykły dar , utwierdzający mężczyzn o ich
      bezuzyteczności. Podążałem w kierunku swojego samochodzika, zamykajac za soba
      drzwi od wielkiego sprzątania. Drogę do tesco pokonywałem zawsze tak samo,
      klucząc uliczkami Bemowa i omijając głowną arterię w kierunku Poznania , zwykle
      zakorkowana, i przeładowaną wszelkiego typu pojazdami . Unikałem zaglądania do
      mojego królestwa ,gdzie tylko radio dyktowało rytm pracy silnikowi.
      -"...i gdy w wymietej bluzeczce szłam..."- smyczki raptownie przesuwały się po
      strunach skrzypiec wydobywajac z nich góralską skoczność.
      - "...z innym zatańczę... a potem niech inny bluzeczkę gnie...." - harmonia
      wtórowała skrzypkom i przebijała sie przez tony innych instrumentów. Głos
      wykonawczyni grupy Brathanków miękki , doskonale spajał sie z barwą góralskiej
      orkiestry. Moje zadumanie przerwało pojawienie się stacji paliwowej w Morach i
      dużego hipermarketu Tesco z rozsuwanymi automatycznie drzwiami, raz
      pochłaniajacymi przybyszów za moment wypluwających ich , jak niechcianych gości
      opuszczającymi teren sklepu , z wypełnionymi po brzegi różnorodnym towarem ,
      który niebawem pochłonie inny zarłacz - żółądek właściciela wózka. Wszedłem do
      środka , pod sufitem głos Georga Michaela udawał kobieciarza , snując swoją
      pieśń o miłości i na pewno panie szybciej poruszały sie do wypełnionych towarem
      półek.Podążyłem leniwie w stronę kilkudziesięciu telewizorów ustawionych na
      końcu alejki a widocznych od samego początku wejścia. Nagle coś mnie najechałoz
      lewej strony i odrzuciło na bok.Skrzywiłem się i już chciałem głośno zwrócic
      uwagę , gdy dobiegł mnie głos niski ale wyraźny kobiety.
      - Najmocniej przepraszam, ale się spieszę- ujrzałem zakapturzoną postać jeszcze
      zmrożoną , prącą jednak do przodu. Ubrana w kurtko- palto do połowy łydki czarne
      spodnie i botki na średnim obcasie. Głową sięgał mi do ramienia. Pod kapturem na
      głowie miała wełniana czapeczke raczej swojej roboty, co świadczyło o zaradności
      i nie oglądaniu się na modę . Spod czapeczki , dwa kosmyki włosów robionych na
      pasemka wyglądały ciekawie na zewnątrz. Oczy szaro- zielone zmieniały barwę w
      kierunku czarnego punktu źrenicy otaczając go jasnym brązem.Te spokojne oczy ,
      patrzyły na mnie przepraszająco i trudno było mi powiedzieć cos gorzkiego bo i
      zaczerwieniony nos , który podciągała do góry nadawał twarzy ciekawy wyraz .
      Spoglądający mógł zobaczyć jeszcze jej wargi, matowe wargi zabezpieczone tylko
      przed mrozem pełne jednak kobiecej czułości. Szczęśliwy ten , który poczuje ich smak
      - Naprawdę pana przepraszam- oznajmiła szybko właścicielka , no nie wstydźmy się
      tego powiedzieć niezłej pupy zarysowanej okalajacą kurtką . zawsze zastanawiało
      mnie dlaczego kobiety walczą z nadmiarem w okolicy bioder. Przecież męski wzrok
      zawsze pada na nadmiar a nie niedomiar.
      - Wierzę w pani intencje - szarmancko usunąłem się i lekko ukłoniłem , jak
      muszkieter zdejmujący kapelusz machnąłem reką pewnie zbyt energicznie bo moje
      tymczasem zostały ź le odebrane , nieznajoma pokiwała ironicznie głową i
      energicznym krokiem oddaliła się odemnie . Tymczasem następny kobieciarz Elton
      John wyśpiewywał trele nad głowami klientów .
      - "...a ko-ł ko-ł hart ..."i zrozumiałem , że Tesco poluje dziś na mężczyzn ,
      obejrzałem sie podejrzliwie i musiałem mieć nie szczególną minę skoro
      nadchodzacy facet pokazał mi kierunek ręką i powiedział
      - toaleta jest tam-

      CDN już nie mam siły jutro skończę
      • sagittarius954 Re: O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 06.03.06, 11:53
        Bojaźliwie przesuwałem się blisko ściany,, zabezpieczając tyły i oczekujac ciosu
        z najmniej spodziewanej strony. Dotarłem szczęsliwie do kolejki z mięsem i
        usadowiłem wygodnie za jejmościną z lisem na kołnierzu , moje myśli powedrowały
        w stronę młodej damy stjacej opodal i rozdającej okrawki sera żółtego . Elton
        kóńczył swoją pięśń i do moich uszu odbijając się echem doleciała końcówka :
        - ...no- s-a-k-r-y
        • regine Re: O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 06.03.06, 12:39
          Tak, Tesco, to jest jedyne miejsce, gdzie mogiśmy się spotkać, Strzelcu smile
          płaszcz z kapturem, bez tej czapeczki zrobionej własnoręcznie, bez krzyżyka na
          szyi i kolczyków w uszach. Ale nie daruję Ci, tego tu i ówdzie !!! Nie noszę
          spodni !!! Całkiem , całkiem dobrze wyglądam w spódnicy i zielonej bluzeczce.
          Nie mam aż tyle, przesadziłeś. Nie daruję !!! Jeszcze jeden szczegół, oczy mam
          piwne i nie mogłeś ich zobaczyć, bo noszę przyciemnione szkła. No i nie kupuję
          mięsa, bo nie jadam prawie wcale.
          Ha, ha, ha, więc musisz jeszcze troszkę popracować. No i nigdy nieznajomemu nie
          pozwolę odwozić się do domu. Tu masz 100% rację. Reszta zgadza się. Ale teraz
          uważaj, bo częstym gościem Tesco jestem, możesz nie uciec przed rozjechaniem
          wózkiem, są zbyt duże smile)
          Pamiętaj, to mogę być ja, choć staram się nikogo nie potrącać, ale ostatnio
          trafiłam na wózek, któremu blokowały się 2 kółka. smile)
          Dziękuję Sagi, włożyłeś w to tyle pracy no i trafiłeś na krytykę. Ale prawdziwa
          cnota krytyk się nie boi, więc czekam na "opisy" pozostałych osób.
          Dziękuję to było miłe, łobuzie smile)
          Więc niby chcąc , nnie chcąc ...Różnie to może być smile))
          Jeszcze raz dziękuję
          • sagittarius954 Re: O tym, czym mogą być zakupy w hipermarkecie 06.03.06, 12:48
            Jeśli Tobie było choć troszkę przyjemnie... nie czytam napisanych wcześniej
            opisów nie zbieram w wyszukiwarce Waszych wypowiedzi , to dla mnie byłaby za
            duża praca i musiała by być rozłożona na długi okres , ot tak piszę zamykam oczy
            i nuż się uda traktuję to jak zabawę , która już teraz zajmuje więcej czasu niż
            praca zawodowa ... te okulary mówisz przyciemnione ..... kto wie, może się
            spotkamy pozdrawiam ,Zbyszek
            • natla Sagi, pora na Ciebie ;)) 06.03.06, 13:18
              170 cm, choć nie wykluczam 180 wzwyż wink, szpakowaty, okulary, ale raczej do
              czytania w wąskich czarnych oprawkach, ciemne oczy, sylwetka szczupła z lekko
              zarysowującym się brzuszkiem (choć niekoniecznie), dżinsy, długi płaszcz.......
              reszta szczegółów mi sie rozmyła wink)))

              _____________________________________________________________
              Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
              • sagittarius954 Re: Sagi, pora na Ciebie ;)) 06.03.06, 13:40
                Natlo- 182 cm szpakowaty , sylwetka zmieniajaca się co pół roku odchudzanie ze
                względów wiosenno letnich teraz średnia pocieszam się ,oczy opis -regine, już
                nie dzinsy tylko w lecie,okulary do czytania, kurtka, zdecydowanie kurtka
                wygodniejsza w samochodzie ,cecha charakterystyczna wąsy, zresztą nic, to rok
                urodzenia imiesiąc . Już wiecie wszystko. Może prawie wszystko, kto pyta temu
                odpowiem
                • natla Re: Sagi, pora na Ciebie ;)) 06.03.06, 14:01
                  Ok. To mi sie trochę udało, nie pomyślałam o kurtce, a to takie proste.....sama
                  od lat z tego powodu nie noszę płaszcza. smile
                  Natomiast na Łysą Górę przylatuje z golarką, tępą wink)))
    • sagittarius954 Butterfly 06.03.06, 19:20
      SEN


      Unosiłem się w powietrzu. W promieniach południowego słońca, usłyszałem
      delikatny szelest. Pode mną , kładła się zielono - żółta trawa wypełniająca po
      horyzont łąkę. Poszczególne łodygi wyginały się i z powrotem wracały do swojego
      dawnego położenia , górna część traw, obficie zapełniona ziarenkami wykonywała
      dodatkowy ruch tracąc je i rozsypując wokół łodyg. Pośrodku łąki stał kwiat. W
      odróżnieniu do otaczających go traw, pozostawał niewzruszony, jakby wiatr nie
      docierał do jego łodygi. Niebo było błękitne, złote promienie bez trudu
      docierały do falującej łąki. Kwiat, czerwone płatki kierował na zachód. Nagle
      znikąd pojawił się motyl. Błękitno - pomarańczowymi skrzydełkami , przecinał
      powietrze kierując się do kwiatu . Zbliżał się do czerwonych płatków i
      żółto-pomarańczowych pręcików. Słodkie danie czekało na owada. Motyl osiadł na
      płatkach , wysuwał rytmicznie swój długi język i zlizywał pyłek z pręcików.
      Płynąłem w kierunku namałowanego przez naturę obrazu. Wyciągnąłem ręce, chcąc
      ująć w nie motyla i zerwać czerony kwiat. Poczułem, że jakaś nieznana siła
      odciąga mnie wysoko . Obraaz łąki z kwiatem i kolorowym motylem zmniejszał się ,
      aż całkowicie znikł.

      Otworzyłem oczy , spojrzałem w okno i wymazałem z pamięci barwny sen.
      • del.wa.57 Re: Butterfly 06.03.06, 21:37
        img403.imageshack.us/img403/6319/raj9ww.jpg
        Szkoda,ze już się obudziłeś.
        Śnij moja muzo,a ja roztoczę nad Tobą spokój,ciszę i czuwac będę by nikt nie
        smiał Ci snu zakłócićsmile)))
      • sagittarius954 Re: Butterfly 2 07.03.06, 16:14
        Obudziłem się wcześnie rano . Obok mnie, nie tknięta poduszka przypominała mi o
        utracie żony. Do ostatnich chwil wierzyłem w Jej uzdrowienie. Czepiałem się
        myślami różnych możliwości, lecz którąkolwiek nie poruszyłem , zawsze wracałem
        do punktu wyjścia , ostatniego wyjścia . Dzisiaj miałem odebrać swoją córkę ,
        która przyleciała z Barcelony, lecz z powodu mgły nad Warszawą, lądowanie odbyło
        się w Krakowie . Pociąg już podążał w moim kierunku. Do mnie . Tylko do
        mnie.Patrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Dzisiaj wszystkie czynności
        pielęgnacyjne wykonuję dla Ciebie Perełko. Będę tryskał humorem . Zobaczysz ojca
        wesołego i pełnego życia, nawet swoją przyjaciółkę Grażynę zaprosiłem na kolację
        , żeby mistyfikacja udała się .
        Mycie , sprzątanie , śniadanie, zmywanie co to za zmywanie jeden talerzyk, jedna
        łyżeczka , jeden kubek, Ty go ostatnio trzymałaś . Mycie go zajęło mi całe pięć
        minut, przeplatałem je wspomnieniami o Tobie , wykonywałem te same ruchy jak Ty
        Basiu , gdy trzymałaś go w swoich dłoniach. Byle co na siebie - nie no nie byle
        co. Córka musi zobaczyć, że jej stary trzyma fason . Trzeba się pospieszyć, za
        trzydzieści minut dziecię będzie już na dworcu a do przejechania jest pół miasta
        , część na pewno w korkach. Stara skoda wujka spisywała się bez zarzutu. Nic do
        niej nie dokładałem a ona uwijała się po ulicach naszego miasta. Jeszcze tylko
        jedno rondo przy zbiegu Marszłkowskieji .... Rany, żółte światło! Przyspieszyć-
        no dalej maleńka ! Gdzie się pchasz...

        Pisk opon gwałtownie hamowanych na asfalcie, wywołał zainteresowanie i
        zaciekawienie wszystkich stojących w okolicy Ronda. Kierowca Skody nie zdąrzył
        przeskoczyć na światłach przez skrzyżowanie i zaczepił o przedni błotnik VW
        Golfa na niemieckich numerach rejestracyjnych. Oba samochody wykazały skuteczne
        hamowanie na tyle aby zminimalizować skutki stłuczki. W samochodzie niemieckim ,
        jechała para , kobieta i mężczyzna , oboje wybiegli z samochodu i podążyli do
        kierowcy Skody , który w dalszym ciągu siedział w środku . Powolnym ruchem
        wyciągał z kieszeni płaszcza telefon komórkowy , naciskał małe cyferki i dzwonił
        do kogoś .



        - Zbyszek , cześć stary , błagam pomóz , miałem stłuczkę , jadę po córke, jestem
        w kropce- usłyszałem przerywany tekst mojego przyjaciala Zbyszka.
        - Jestem w pracy za dziesięć minut będę przy tobie- odpowiedziałem- gdzie jesteś ?
        - rondo przy Dworcu Centralnym- usłyszałem w odpowiedzi - biegłem przebrać się ,
        leciałem do niego.
        • del.wa.57 Re: Butterfly 2 07.03.06, 17:29
          Ciekawie sie zapowiada!!!
          smile))) smile))
      • sagittarius954 Re: Butterfly 3 09.03.06, 18:50
        Jechałam pełna radości na spotkanie Polski i znajomych. Warszawy nie lubiłam ,
        jednak chęć zobaczenia przyjaciółki, była silniejsza od moich animozji.
        Zatrzymamy się tutaj tylko dwa dni. Później już tylko nasz domek i mój mąż.
        Będzie sobie mógł mój chłopczyk odpocząć .Widziałam jak ostatnie tygodnie
        przychodził coraz bardziej zmęczony i spięty. Patrzyłam na jego twarz , stawała
        się szara a on nie skarżył się, tylko mnie obejmował , tulił si,e do mnie i
        mruczał jak kot. Łasuch jeden.
        Przyznaję że w Warszawie z roku na rok coś przybywało. Teraz jest więcej
        samochodów, pełno ich.
        - Uważaj , proszę , nie pędź tak- mówiłam do niego i położyłam rękę na kolanie .
        Prawy pas miał wolny.
        - Lubię Twoją płynną jazdę- uśmiechałam się do mojego kierowcy.
        - Dla Ciebie Helenko Wszystko- odpowiedział mi , spojrzał na mnie i popędził do
        przodu. Zbliżaliśmy się do ronda przy dwocu Centrałnym , widziałam czerwone
        światło i mój bohater zwalniał , ale tylko po to by płynnie przeskoczyć
        skrzyżowanie . Nie wziął jednak pod uwagę faktu małej dyscypliny tutejszych
        kierowców, przejeżdżających skrzyżowania na żółtym świetle.
        - O jej- zdążyłam krzyknąć i już było po sprawie, nasz samochód i taki kremowy
        rupieć lekko , ale zderzyły się . Czułam jak pasy napinają się i wrzynają w moje
        ciało.
        - Bodaj cię - mój mąż jednak zachowywał opanowanie a mnie serce podchodziło do
        gardła- Nic Ci nie jest kochanie - spytał spoglądając w moją twarz.
        - Nic mi nie jest , popatrz dlaczego tamten nie wychodzi z samochodu , chodźmy ,
        może potrzebuje pomocy.
        Wybiegliśmy oboje w celu sprawdzenia stanu zdrowia kierowcy . Za kierownicą
        siedział pan , miał nalaną twarz włosy czarne, lekko przerzedzoną, z odcieniem
        siwych.
        - Proszę pana nic się panu nie stało - pytaliśmy go , ale chyba był w szoku nie
        odpowiadał tylko z kieszeni kurtki wyciągał telefon i do kogoś dzwonił.



        Pędziłem do niego , naprawdę , zwykle to on mi pomagał, miałem okazję nie tylko
        mu zrewanżować się, ale pomóc mojemu pzryjacielowi. Po śmierci żony Basi
        prowadził normalny tryb życia , praca , dom praca , dom i tak w kółko.
        Spotykaliśmy się ze sobą tak co miesiąc i zobaczyłem że zaczyna pochłaniać coraz
        większe ilości alkoholu , odreagowywał . Moja żona mówiła, żebym nie pił znim ,
        a ja chciałem , chciałem mu pomóc i wiedziałem, że tylko czas mu pomoże . Tylko
        on mógł przegrać tą walkę . Gorzałka nim coraz bardziej zawiadowywała , też mi
        wyrażenie . Dojeżdżałem do ronda od strony ul Towarowej , mimo zakazu
        zatrzymywania stanąłem na chodniku i czekałem na możliwość przedostania się do
        śroka ronda gdzie Zbyszek siedział w samochodzie wystawiając nogi natomiast obok
        niego gestykulując stał mężczyzna a kobieta dreptał niemal w miejscu.
        • tofika Re: Butterfly 3 09.03.06, 19:04
          I doczekala sie Helenka opowiesci..doczekala..
          Sagi potrafi klikac mimo wielu chorobowych wyrzeczen,,to sie tym objawia czynny
          udzial ,,Aktywny <<udzial smileforumowiczaa50l -tki +_brawo Zbyszek!
          • sagittarius954 Re: Butterfly 3 09.03.06, 19:18
            Tofiko szykuj się TY będziesz następna. Ach mam ,wpadł mi do głowy wspaniały
            pomysł, lece zapisać na karteczce.smile)))
            • czarny.humor Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:29
              Jak do mnie coś takiego napiszesz, to ..., to ..., to ...




              No nie!!!
              Jednak nie oddam Ci się


              smile))
              • regine Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:32
                Ale to chyba nie koniec...??? Hej Sagi, szybko odpowiadaj, bo coś mi tu nie
                pasuje...Albo muszę jeszcze raz od początku. Może załapię koniec...smile)
                • malwina52 Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:41
                  czytam i podziwiam lekkosc piorkasmile
                  czy to fakty z zycia, czy tylko fantazja?
                  • regine Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:44
                    Może i jedno i drugie...
                    Zaczął pisać na forum, a potem się okaże sławą...
                    która zapomni, o tym gdzie zaczynała smile))
                    Tak to w życiu jest, schodek wyżej i już patrzymy na resztę z góry..
                    Ale gratuluję talentu..smile
                    • malwina52 Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:49
                      zastanawiam sie, czy sie tu taki talent nie marnuje?
                      ale zawsze bede mogla powiedziec,
                      ze ten slawny pan to moj kolegasmile
                      • sagittarius954 Malwino rumienię się.... 09.03.06, 20:00
                        ja chciałbym być waszym przyjacielem...
                        • del.wa.57 Re:SAGI:)))))) 09.03.06, 20:13
                          Jestes naszym przyjacielem 100%smile)
                          Bardzo mi sie podoba!!! pisz Muzo dalej...dalej...
                          smile))) smile))
                        • malwina52 Re: Malwino rumienię się.... 09.03.06, 20:17
                          przyjacielem to jestes jak tylko tu wdepnales,
                          to bardzo przyjacielskie forum smile
                          i czy chcesz czy nie chcesz musisz
              • sagittarius954 Re: Qrczę Sagi!!! 09.03.06, 19:59
                ile chcesz mieć żon, kochanek, czym chcesz być , mafijozo, plej boj , prezydent
                ??/ no na co reflaktujesz, ale terminy mam napięte, bo jeszcze bardzo intryguje
                mnie axa tu będzie trudna sztuka do ugryzienia.
        • sagittarius954 Lechcecie mnie tylko... 09.03.06, 19:55
          Dzięki, dzięki ale naprawdę uważam się za nieudacznika .Del wo podoba się
          kontynuować czy nie ???
          • leciwa Re: Lechcecie mnie tylko... 09.03.06, 20:35
            No Ziomie, jestem pod wrażeniem. Rzadko do Was wpadam, czasami nad czymś
            zatrzymam się trochę dłużej ale ten wątek... no no ...ja nie lechce... ja
            podziwiam..
            Leciwa
      • sagittarius954 Re: Butterfly 4 10.03.06, 16:25
        To prawda , byłem wzburzony, starałem ukryć moją niechęć do kierowcy starej
        Skody i i nie pokazywać moich odczuć Helenie. Mówiłem ,mówiłem i jeszcze
        mówilem ukrywając złość spowodowaną wypadkiem. Kierowca Skody jednak nie za
        bardzo miał chęć chociaż mi odpowiedzieć. Rzucał od czasu do czasu wilgotne
        spojrzenia na moją żonę i zegarek Trzeba mieć dużo tupetu, żeby zamiast martwić
        się sytuacją , robić przegląd nóg i kibici Heleny.
        - Dobrze, widzę , że nie dojdziemy do porozumienia- kończyłem rozmowę - wzywamy
        policję . Odwróciłem się demonstracyjnie i przeszedłem na drugą stronę lekko
        rozbitego samochodu sprawcy. Wyjmowałem telefon z kieszeni płaszcza a moja żona
        wciąż patrzyła się ze współczuciem na tego ... k i e r o w c ę. Dzwoniłem na
        policję , że też coś takiego dopuszczają tu do ruchu. Nieźle zaczyna nam się
        urlop, najmniej tydzień poczekamy na naprawę , jak dojedziemy bez samochodu do
        naszego domu, był tam bardzo potrzebny . Przewóz materiałów do drobnego remontu
        w czasie naszego pobytu zaplanowałem właśnie nim , jeszcze zakupy i wypady
        Helenki do ulubionych miejsc.
        Zauważyłem po drugiej stronie ulicy , mały niebieski samochód , to chyba Fiat.
        Wysiadał z niego całkiem spory mężczyzna , wąsaty, szpakowaty, jasna zniszczona
        kurtka odznaczała się od szaro ubranych ludzi. Na ukos , przez jezdnię dostawał
        się do nas, podnosił wysoko rękę zatrzymując trąbiące samochody.
        Lekkim truchtem podbiegł do sprawcy naszego nieszczęścia. Pochylił się nad nim i
        podał mu rękę.
        - Cześć Zbyszek- powitał ciemnowłosego kierowcę a tamten odpowiedział mu- Cześć
        sagi.
        Moja żona na dzwięk tego imienia poruszyła się , jej źrenice rozszerzyły się a
        ręce wykonały nieznaczny ruch. Zrobiła dwa kroki do przodu.
        - Sagi? Sagittarius?!- mówiła dziwnym głosem . Mężczyzna obrócił się i długą
        chwilę patrzył w jej kierunku.
        - Tak- powiedział- to ja.
        - Dziewięć , pięć , cztery ?- dodała moja żona .
        - Zgadza się - zdziwienie w głosie mężczyzny było wielkie - kim pani jest ?-
        zapytał Helenę .
        - To ja... Helena ... Del. wa- odpowiedziała mu uśmiechnięta
        - Nie to nie możliwe, Naprawdę?!- z jego twarzy znikało zdziwienie , pojawiał
        się szeroki uśmiech maskowany przez posiwiałe wąsy. Rozłożył ramiona i
        podchodził do mojej żony. Obejmował ją. W moim sercu pojawiła się plamka
        zazdrości, dlaczego ona pozwala mu się ściskać !!!! Nie mogła mu podać ręki!!
        Co za miasto gdzie mężczyźni bezceremonialnie obłapiają kobiety.




        Po wypadku , gdy zjechaliśmy o własnych siłach z jezdni na bok ronda, nie
        utrudniając i tak korkującemu się w tym miejscu , mogłem odetchnąć i opanować
        stres. Zderzak lampa , wgniecenia, takie tam pierdoły , gdyby nie zagraniczna
        rejestracja mogłbym się dogadać z tym facetem, już wiedziałem, że najmarniej
        zejdzie nam się tutaj ze dwie godziny w oczekiwaniu na policjanta. Obserwowałem
        kobietę . Ciemne włosy i duże ciemne oczy, patrzyłem w nie i robiło mi się tak
        ciepło, czyżby ....
        • goskaa.l jesteś niesamowity!!! 10.03.06, 17:07
          świetnie budujesz opowidania, ten podnoszący adrenalinę smaczek oczekiwania. A
          w dodatku przerywasz w naj(nie)właściwszym miejscu.
          • del.wa.57 Re: jesteś niesamowity!!! 10.03.06, 17:27
            Gosia ma rację.JESTEŚ NIESAMOWITY!!!
            Ciekawe,jak potocza sie dalej losy???
            Wąsaty,szpakowaty,wysoki Pan,co biegnie na pomoc koledze(mam nadzieję,ze nic
            złego mu sie stało)i.....bardzo ciekawie piszesz Zbyszkusmile))))
            Czekam...czekam....
        • sagittarius954 Re: Butterfly ?????!!!!! 11.03.06, 16:06
          To może urosnąć , to opowiadanie czy warto, czy Was nie zanudzę ? To powinno być
          krótkie a tymczasem jakoś tak nie chcący wyrwało sie.?????????Dalej ?Skracać ????
          Powiedzcie coś.
          • del.wa.57 Re: Butterfly ?????!!!!! 11.03.06, 16:14
            Nic nie skracaj!!!! zobacz jakie /fory/zbierasz Zbyszkusmile)))
            Masz talent,PISZ...PISZ...PISZ..myslę,ze wszyscy czekająsmile
          • natla Re: Butterfly ?????!!!!! 11.03.06, 16:35
            Pisz jak Ci w duszy gra. Wytrzymamy! wink)))
            Masz tak lekkie piórko, że się czyta wspaniale.
            • takanietaka Niezłe,pisz! 11.03.06, 17:17
              Podoba mi sie ten rodzaj niby nieprzemyslanej przypadkowosci...i człek nie ma
              pojęcia co z tego wyniknie.A Ty ?Wiesz co bedzie?
              ____________________________________________________ ** nigdy nic nie
              wiadomosmile **
              • del.wa.57 Re: Do Sagittariusa:)) i nie tylko:)) 11.03.06, 17:29
                Kochajcie czasem poetę

                Kochajcie czasem poetę
                On jest rybim okiem
                Śladem po locie motyla
                I wężową łuską między ziołami

                Gdy zechce - ognisko rozpali
                Na środku pokoju
                I firanki ogniem tańczą
                W porywach miłości

                Najczęściej jednak bywa
                Pasażerem smutnego tramwaju
                I bez biletu - nawet ulgowego
                Patrzy ludziom w oczy

                Tam zapisane są wiersze
                Alfabetem zmarszczek
                Kreskami uśmiechów
                Strumykami żyłek podskórnych

                Kochajcie czasem poetę
                On musi być rybim okiem
                Białym śladem odrzutowca
                I zielem dziurawca gdy już wszystko boli

                Adam Ziemianin
              • sagittarius954 Re: Niezłe,pisz! 11.03.06, 17:35
                No nie, nie wiem, choć mam napisany ostatni czyli 5 odcinek, to dalej pustka i
                sam się już boję, ze akcja toczy się w jednym miejscu , mam pomysł na dalszą
                część ale tu chodzi o szczegóły, pomysł może być dobry a szczegóły położą
                go,odcinek puszczę po dwudziestej, gdy już w domach zamiera wszędobylskość
                domowników.
      • sagittarius954 Re: Butterfly 5 11.03.06, 18:53
        Mówiła do swojego męża – Waldemarze- temperując jego niechęć w stosunku do mnie.
        Nie odzywałem się . Niech się facet nagada, ja tymczasem napatrzę się na to cudo
        stojące przede mną. W jej oczach widziałem współczucie. Po co miałem mu
        przerywać, lubi gadać niech gada, widocznie nie zna realiów Warszawy. I tak musi
        czekać aż przyjedzie policja, żeby mógł dostać odszkodowanie powypadkowe ze
        swojego ubezpieczenia. Gestykulował rękoma . Mnie przyciągały jej kształtne
        łydki i spódnica do kolan ze skóry. Rozpięty płaszcz ukazywał bluzkę z małym
        dekoltem i apaszką pod szyją, musiała mieć piękne piersi tylko część pokazywała
        się moim oczom. Smukłe palce , nie spracowaną rękę i dlaczego jest jeszcze
        chłodno na dworzu? Starałem się ukryć swoje zainteresowanie i odwracać wzrok ,
        choć ona przyciągała mnie jak magnes. Nie odzywałem się za to moje sumienie
        krzyczało głośno. Powracał obraz Basi, uśmiechniętej i idącej do mnie obraz żony
        przeplatał się z obrazem Tej kobiety elegancko ubranej, dbającej o siebie.
        Przypomniałem sobie jak przebiegała znajomość z Basią. Pierwsze ”chodzenie”
        wymusiła dyskoteka i brak dziewczyny .Później chciałem zerwać ,ale stchórzyłem
        słysząc z jej ust słowo kocham , którego ja nie czułem i nie przechodziło mi
        przez gardło że mogę jej powiedzieć zupełnie co innego. Z tego wewnętrznego
        letargu wyrwał mnie ślub z Basią i jej obraz , szczęśliwej panny młodej . Jak
        ona wtedy promieniowała, promienie słońca odbijały się od niej a ona w ich
        blasku była jeszcze bardziej szczęśliwa . Los sprawił ,że zakochałem się w niej
        w dzień ślubu, te dwadzieścia pięć lat wspólnego życia , szczęśliwego życia
        zamazywał się teraz obrazem nieznajomej. Chciałem odrzucić to uczucie do obcej
        zamężnej kobiety i nie mogłem.
        Oddychałem ciężko i dopiero przyjazd Zbyszka wyrwał mnie z gamy uczuć tkwiących
        we mnie, gdzie amplituda wahała się niebezpiecznie.
        Taka niespodzianka znali się. No, no , czy on jej nie znał wcześniej , chociaż
        wspominał o swojej bytności na forum dla przeszłych wiekiem.
        - Przepraszam , panią bardzo , ale chciałem się rozmówić z sagim- przerwałem
        wylewne powitanie – leć biegiem na dworzec, odbierz Alicję , powiedz
        uspokajająco o tym co się stało, odwieź ją do domu i czekaj , ja zaraz no
        niebawem wrócę.
        - Pani pozwoli że ja zabawię panią rozmową – uśmiechałem się do czerwonych warg
        właścicielki. Z tyłu usłyszałem jego głos:
        - Panie pan niech się zajmie sprawą jaką przez pana umiejętności prowadzenia
        samochodu doznaliśmy. Chodź kochanie usiądziemy w samochodzie.
        - Waldemarze-odpowiedziała mu- to jest niegrzeczne z Twojej strony.
        - Proszę państwa , jesteśmy dorośli – wmieszał się w rozmowę Sagittarius-
        przecież potrafimy zapanować nad emocjami. Powiedział te słowa , machnął ręką na
        pożegnanie i przedostawał się północną stroną jezdni, znikał w tunelu.
        Małżeństwo zamknęło się w samochodzie , ja wolno pomaszerowałem do swojego.
        Nagle ,nie wiadomo dlaczego przypomniałem sobie kadr z ostatniego dnia Basi.
        - Będziesz mi wierny?- zamknęła oczy i nie doczekała się odpowiedzi .




        -Waldemar był o mnie zazdrosny, troszkę w tej sytuacji uszczypliwy, ale w głębi
        duszy byłam szczęśliwa
        . Kochał mnie.
        • del.wa.57 Re: Butterfly 5 11.03.06, 20:18
          Piękne Zbyszku i troche smutne,czyzby to był juz koniec?ale miło,ze Ciebie
          poznałam,nawet w takich okolicznościachsmile))
          Masz cos jeszcze w zanadrzu?Czy mam juz poprawić mój /wygląd?/
          Szkoda mi(Twojej Basi)
          Acha...kocham Waldemarasmile)))))
          Powaznie Zbyszku,pomysl o pisaniu,robisz to ciekawie.
      • sagittarius954 Re: Butterfly 12.03.06, 18:22
        Bolała mnie ręka, gdy ciągnął mnie do samochodu. Masowałam ją siedząc w środku,
        jednak przewrotnie zadałam mężowi pytanie:
        -Co w Ciebie wstąpiło?- podwyższyłam ton głosu – skąd ta zazdrość? Uważam , że
        rzucę Cię dla pierwszego lepszego i odlecę w sina dal?!
        - Do tej pory cierpiałem i znosiłem wszystko, Twoje ciągłe siedzenie przy
        komputerze , nawet do późnego wieczoru, rozmowy z przyjaciółkami a tu proszę P
        R Z Y J A C I E L – nie widziałam Waldeczka w takim stanie .
        - Proszę uspokój się ,wyjaśnij rzeczowo co było moim postępowaniu niestosowne –
        łagodziłam sytuację patrząc na jego zdenerwowanie.
        - Uwiązał Ci się na szyi , jakiś, obejmował Cię.
        - To on mnie obejmował, czy ja jego? Zauważyłeś co robiłam z rękami podczas ,
        według ciebie obejmowania?
        - Widziałem , ale on Cię obejmował- twardo upierał się przy swojej wersji
        pojmowania rzeczywistości.
        - W kulturze żydowskiej jest taki zwyczaj , jeśli mężowi nie odpowiada żona ,
        oddaje ją mamusi – chcesz tego?- pytałam
        - Czy ja mówię o kulturze czy o tym o czym zapomniałaś mnie poinformować.
        - Co znowu ?- powoli drażniła mnie ta rozmowa .
        - On Ciebie znał , a ten drugi ślini się do Ciebie.
        - Waldeczku , Ty nie jesteś w stanie racjonalnie myśleć , jak myślisz dla kogo
        bije to serce pod bluzką? - przerwałam monolog i wzięłam jego rękę do swoich
        dłoni, zrobiłam ostatni wysiłek udobruchania męża . Wsunęłam jego rękę pod
        płaszcz kładąc ją na miejscu gdzie najczęściej przebywał mój Waldek – Nigdy nie
        dawałam Ci powodów do zazdrości, nie mogę odpowiadać za wszystkie przypadki dziś
        dosięgające nas , jednego bądź pewny Ty nie jesteś przypadkiem i nim nigdy nie
        będziesz . Pochyliłam się i naburmuszonego zazdrośnika pocałowałam w usta.
        - Daj spokój , w naszym wieku tak publicznie – jego głos uspokajał się .
        - Dla Ciebie publicznie nie jedno bym zrobiła –uśmiechałam się tkliwie.
        - Ach , Del. Wo, widzisz zaczynam do Ciebie gadać nickami. Spojrzeliśmy sobie w
        oczy i roześmieliśmy się . Na rondo wjeżdżał radiowóz policyjny.




        Wchodziłem do tunelu z obrazem Del. wy Czy mógłbym liczyć na szczęśliwszy traf
        ? Poznanie jej , wesołej , w internecie , w pogawędkach forumowych między nami
        ,prawie trzpiotka . Chciałem zostać jeszcze i porozmawiać z Heleną , ale córka
        Zbyszka przecież nie mogła czekać. Szedłem tunelem doprowadzającym mnie do
        peronu dworca , uświadomiłem sobie ,że nie wiem w którym wagonie jedzie Alicja
        , czasu miałem nie za wiele , myśl chłopie myśl, żebyście się tylko nie rozminęli.


        • del.wa.57 Re: Butterfly 12.03.06, 18:38
          Ubawiłes mniesmile))bardzo mój PRZYJACIELU,bo niewątpliwie nim jestes,wspaniale
          piszesz,masz wyobraznię,nie zmarnój tego Zbyszku,uwierz w siebie,Ty masz talent
          przez DUŻE T.
          A swiat wbrew pozorom nie jest taki duży i byc może spotkamy sie
          kiedyś,powspominamy,posmiejemy sięsmile)))
          A teraz biegnij predziutko,bo Alicja napewno czeka tam tam na Ciebie,masz
          następną rolę do odegraniasmile))
          • regine Re: Butterfly 12.03.06, 20:10
            Dewuś, podobało Ci się prawda ? Mnie też...Ma chłopak talent a marnuje się na
            forum. Sagi, zapisuj na dysku, wydasz książkę o ludziach z naszego forum.
            Polecam tytuł roboczy : "Widziane oczami duszy".Bo Ty dużo "widzisz"...
            Och, Ty romantyku, marnujesz się...
            Delwą pobiłeś rekord, "Wampira"
            6 odcinków i to jak pięknie smile
            Może by serial nakręcić..smile)
            • sagittarius954 Re: Butterfly 12.03.06, 20:26
              To Ci powiem Reniu, że wampira mam napisanego, ale tam to już są opisy strasznie
              erotyczne i troszkę mi nie przystoi ich u WAS zamieszczać, w dalszym ciągu mnie
              łechcecie , a czy tak dużo widzę? Mój Boże patrzyłem na ten świat i kobiety
              kilkadziesiąt lat i wdalszym ciągu się uczę.smile
            • del.wa.57 Re: Butterfly 12.03.06, 20:29
              Bardzo mi sie podobało,nie wiem czy sama nie zapisze tego na dysku dla
              potomnych,naprawde powinien pisać bo ma niewątpliwie ogromny talent ten nasz
              PRZYJACIELsmile)))
              • sagittarius954 Re: Butterfly 12.03.06, 20:32
                Czy odwiedziłaś dzisiaj pocztę , del.wo, w skrócie opisałem Ci histortię i
                czekam na Twoje decyzję?????smile
                • del.wa.57 Re: Butterfly 12.03.06, 20:33
                  Ojej,,,zaraz tam biegnęsmile))
      • sagittarius954 Re: Butterfly 13.03.06, 13:46
        Mijałem sklepy zapełnione potrzebnym i zbędnym towarem dla podróżnych
        wyeksponowane i kuszące kupnem, kioski z gazetami i czasopismami, małe fast
        –foody , stojących przy przy nich głodnych i spragnionych przybyszów z całego
        kraju . Ilekroć wchodziłem w rejon podziemi dworca, położonych między ulicami
        Chałubińskiego a Emilii Plater, odczuwałem podniecenie udzielające się
        wyjeżdżającemu. Podświadomie pragnąłem wyjechać ze stolicy i opuścić to miejsce
        z ludźmi wiecznie spieszącymi się i załatwiającymi ważne sprawy. Tęskniłem za
        cichym , spokojnym miejscem , zakątkiem , chroniącym mnie przed natarczywością i
        zachłannością dnia powszedniego dużego miasta. Z biegiem upływających lat
        usuwamy się bezszelestnie i nie zagarniamy już jego wdzięków, jak zdarza nam się
        robić w młodości. Peron wypełniali oczekujący na pociąg z Krakowa. Ja ciągle
        nie wiedziałem co zrobić i jedyne co mi pozostało to spokojnie czekać przy
        schodach wiodących do hali głównej dworca.
        Pociąg jak zwykle wjechał z głośnym piskiem hamulcy, wstrzymujących obrót
        metalowych kół. Kołysząc się lekko na boki stanął w miejscu. Kierownik składu
        stał w otwartych drzwiach obserwując moment zatrzymania i wysypywania się z
        zatłoczonych wagonów ludzi. Patrzyłem na twarze uradowane na widok oczekujących
        i poważne , wręcz smutne , wewnętrznie spięte przed ścianą na którą musieli się
        wspinać , żebrząc przy każdym biurku urzędnika „ o pozytywne załatwienie
        sprawy”. Usunąłem się na bok nie chcąc być potrącanym przez spieszących się
        ludzi. Poczułem dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem się. Przede mną stała
        uśmiechnięta Alicja .
        - Dzień dobry, wybierasz się gdzieś wujku? – zmęczone oczy patrzyły na mnie .
        - Los dzisiaj wszystkim sprzyja a szczególnie mnie – pocałowałem ją w oba
        policzki. Patrzyłem na ta młodą dziewczynę . Młodość darowana jest wszystkim ,
        ale nie każdy ją potrafi wykorzystać na tyle by nie wspominać w podeszłym wieku
        i użalać się stawiając tezy o starczej mądrości. Ona żyła pełnią młodego wieku,
        wykorzystywała ją racjonalnie nie obciążając swojej psychiki. Żyła , uczyła się
        , pewnie kochała czekając na miłość życia.
        - Widzisz jestem tu żeby Cię odebrać – widziałem jak chciała coś powiedzieć ,
        położyłem palec na jej ustach – wysłuchaj mnie spokojnie, przez moment nie
        odzywaj się .
        Opowiedziałem wszystkie zdarzenia o których wiedziałem , może trochę
        chaotycznie, żartobliwie ubarwiając moment zderzenia , z moich ust wyczołgał się
        zgrzyt i sam parsknąłem śmiechem myśląc o wyskakujących zębach z moich ust
        przerażonych zasłyszanym hałasem.
        - Naprawdę nic się nie stało tacie- patrzyła mi w oczy.
        - Jak uklęknę przed Tobą i złoże przysięgę na wierność żonie uwierzysz mi?-
        Spytałem.
        - Daj spokój stary człowieku, skąd w Was tyle radości mimo przeszkód życiowych-
        wchodziła powoli na schody.
        Nie odpowiedziałem , ale pomyślałem sobie ile wysiłku kosztuje każdego rodzica
        ochraniającego swoje dziecko i niedopuszczania do sytuacji stresowych bez
        względu na wiek.
        Odebrałem od niej walizkę i wmurowało mnie w ziemię.
        - Co Ty tam wieziesz- spytałem – czy Ty nie możesz nosić staników bez
        dodatkowych okuć i stringów z Koniakowa, które co prawda nie zabezpieczają
        przed nagłym wtargnięciem nieproszonych gości , ale są lekkie w transporcie.
        - Zbereźnik – odparła - wcale mi nie do śmiechu .
        Wiedziałem już, mogę odgrywać rolę tragarza i podążać za nią , by nie urazić
        młodej kobiety.




        Jak przy każdej czynności opisującej wypadek , policjanci, wypytywali obie
        strony o przebieg wydarzeń . Wina kierowcy Skody nie podlegała dyskusji. Zbyszek
        przyjął mandat w milczeniu zgadzając się z werdyktem policji. VW Golf musiał być
        holowany z względu na oderwany zderzak . Zbyszek miał mniejsze uszkodzenia,
        pozwolono mu samodzielnie odjechać.



      • sagittarius954 Re: Butterfly8 15.03.06, 17:12
        Sagittarius i Alicja wychodzili z tunelu przejścia podziemnego w momencie, gdy
        policjanci kończyli swoją pracę. Córka Zbyszka odetchnęła z ulgą widząc ojca
        całego i zdrowego. Drapał się w głowę co mogło oznaczać tylko jedno, mam problem
        nie wiem jak go rozwiązać. Ruszyła do przodu chcąc przekroczyć jezdnię i dostać
        się na środek ronda.
        - Poczekaj- wstrzymywał ją przyjaciel Zbyszka- chcesz i ty zapłacić mandat za
        przekroczenie jezdni w niedozwolonym miejscu . Pomachaj mu ręką, może Cię zobaczy.
        Zanim podniosła rękę , ojciec ją pierwszy zobaczył i dał jej znak, jest OK.,
        cześć. Na rondo wjechała mini ciężarówka do przewozu samochodów , kierowca
        wyskoczył z kabiny i podchodził do rozbitego samochodu.
        Mąż Heleny dyskutował z nim , wypytując o warsztaty , gdzie sprawnie i szybko
        zostanie naprawiony samochód. Do rozmawiających podszedł Zbyszek.
        - Przepraszam , przepraszam podwójnie, bo na pewno zniweczyłem państwa plany na
        dzisiaj – mówił wskazując ręką Golfa – zapewne dalsze plany państwa też
        pokrzyżowałem bo wóz może być wyłączony na kilka dni z jazdy.
        - Już myślałem , że słowo przepraszam nie przejdzie panu przez gardło- mąż Del.
        wy jedną rękę trzymał w kieszeni – swoją drogą mógł nas pan pozabijać nie
        zważając na znaki.
        - Waldeczku , daj spokój nic się nie stało – próbowała łagodzić Helena –
        samochód jest nam bardzo potrzebny, sam pan rozumie, podróż, jego brak
        zatrzymuje nas w Warszawie na dłużej.
        - Nie wiem czy mogę państwu zaproponować, w tej sytuacji dla mnie niezręcznej –
        nastąpiła chwilowa przerwa w monologu – mój wuj prowadzi warsztat samochodowy,
        jęśli państwo pozwolą to naprawa u niego będzie trwała dwa dni z dzisiejszym.
        Chciałbym zminimalizować państwu szkody powstałe z mojej winy. Rozumiem sytuację
        w jakiej się znaleźliście dlatego też odwiozę Was dzisiaj do miejsca
        zamieszkania, choć proponowałbym poczekanie na samochód w Warszawie do jutra,
        więc będzie mi miło gościć państwa na kolacji z okazji przyjazdu mojej córki z
        Hiszpanii .
        - Nie naprawdę nie możemy skorzystać z pańskiej propozycji. Dziękujemy bardzo-
        Del. wa uśmiechnęła się do niego.
        - Mówi pan dwa dni? Dwa dni czekania tak? – Waldemar był zainteresowany
        propozycją – Proszę mozże pan nam pomóc- stwierdził.
        - Tak oczywiście już dzwonię w tej sprawie i dowiem się konkretnie.
        Zbyszek odszedł od małżeństwa wyciągnął talefon i wybierał numer.
        Kierowca przewozówki robił coraz bardziej marsową minę , zdawał sobie sprawę ,
        że traci klienta i zarobek , który uciekał mu z przed nosa.
        - To jedziemy? – dopytywał się
        - Jeszcze momencik , ale kurs ma pan na pewno – Zbyszek przerwał na chwilę rozmowę.
        Policjanci odjeżdżali , widocznie znów byli wzywani do wypadku bo włączając się
        do ruchu uruchomili syrenę.
        Alicja tylko czekała na ten moment. Przechodziła jezdnię. Zarzuciła ojcu ręce na
        szyję.
        - Skąd tyle czułości – powitał ją Zbyszek.
        - Musisz uważać , tylko ty nam zostałes - wyszeptała , nie na tyle cicho aby
        nie być słyszaną przez del. wę
        - Dlaczego sagi nie przyszedł?- spytał ojciec
        - Pilnuje bagaży , zasapał się po drodze dśźwigając ją z dworca.
        - Nie trenuje – uśmiechnął się Zbyszek
        - Wygląda to na zupełnie inny trening , razem z Tobą
        Zbyszek roześmiał się .
        - Przepraszam Cię na moment , skarbie.-
        Wrócił z powrotem do małżeństwa.
        - Proszę bardzo, mam potwierdzenie moich słów, pan – wskazał kierowcę
        ciężarówki- zawiezie pastwa do warsztatu i tam załatwicie resztę formalności.
        Jeszcze raz ponawiam zaproszenie na kolację do siebie.
        - Przykro nam nie możemy skorzystać z pańskiej gościnności gdyż sami mamy
        umówione spotkanie. Dziękujemy i doceniamy pana chęci . Zapraszamy za dwa
        tygodnie do nas do domu nad jezioro. Będzie się pan czuł wygodnie , w ten sposób
        zrewanżujemy się za niezbyt udany początek znajomości- Waldemar wypowiedział te
        słowa i stwierdził ,że przeszły mu zupełnie głatko.
        - Proszę nie zapominać o koledze- Helena wskazała sagittariusa.
        Waldemar spojrzał na nią zdziwiony i dodał:
        - Tak, tak , tego pana również.
        Wymienili między sobą adresy i telefony , małżeństwo wsiadło do kabiny
        załadowanej ciężarówki i odjechało.
        Zbyszek machnął ręką na sagiego, żeby przeniósł walizkę na druga stronę ulicy
        skąd ją zabierze.






        Siedziałem na walizce i przyglądałem się rozmowie. Zobaczyłem Del. wę i jej męża
        wsiadających do ciężarówki i zrobiło mi się smutno. Spotkanie jak jedno kliknięcie.
        • del.wa.57 Re: Butterfly8 15.03.06, 18:17
          Mam nadzieje,ze to rzeczywiscie tylko dwa dni potrwa naprawa auta,na szczęscie
          nic złego nikomu sie nie stało.Ale spotkanie za dwa tygodnie!!!mój mąz sam to
          zaproponowałsmile)
          Ciekawe czy Zbyszek przyjedzie sam,czy zabierze ze sobą Sagiego??
          smile))))) smile))))
      • sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:03
        Nie mogłem się otrząsnąć po wypadkach ubiegłego dnia. Del. wa była tak blisko i
        nie porozmawiałem z nią . Wchodziłem na forum szukając jej obecności chociaż
        przez moment, żadnego jej postu nie znalazłem. Dzisiaj jednak proste i
        nieskomplikowane życie rodziny, mojej rodziny zaprzątało mi moje mysli.Rano
        dowiedziałem się , że żona wróci dużo później do domu i muszę z wnuczką iść na
        basen. Uczyliśmy małego brzdąca oswajać się z wodą. Dziecko powinno oswajać się
        z wodą a nie jej bać. Tym bardziej , że lubiliśmy wyjeżdżać w czasie wakacji pod
        namiot na Mazury. Kilka tygodni w głuszy bez telewizora , prasy , ciepłej wody,
        stawiało nam zupełnie inne wymagania. Wracaliśmy wypoczęci i szczęśliwi
        doceniając urok cywilizacji . Patrzyłem przez szybę z jakim zapałem małe
        brzdące wykonywały polecenia instruktorki , prześcigając się w gorliwym ich
        wypełnianiu. Młoda ratowniczka lubiła dzieci , żaden głos nie docierał do nas,
        miny które robiła do maluchów i nas rozśmieszały a dzieci radośnie pluskały się
        w basenie. Krótki odcinek do domu zawsze mijał nam przyjemnie, zalewany byłem
        niezliczoną ilością pytań tak różnorodnych , że sam się dziwiłem skąd w małej
        główce taka rozbieżność. Jednak jedno pytanie powtarzało się ciągle: Czy wszyscy
        rodzice kochają swoje dzieci. Prawdy nie mogłem jej powiedzieć. Dziwiłem się ,
        bo w domu byliśmy na wyciągnięcie ręki i każdą jej prośbę. Bawiłem się nawet
        lalkami starają c się przekazać wizualny obraz ojca noszącego swoje dzieci na
        rękach i dbającego o nie.
        Około godziny 18 przerwało nam zabawę pukanie do drzwi. Stanął w nich Zbyszek.
        - Masz czas na chwilę rozmowy – przywitał się pytaniem.
        - Właź , przecież nie wypędzę Cię , przejechałeś kawał drogi- odpowiedziałem i
        uścisnęliśmy sobie dłonie . Zdjął kurtkę i zajął stałe miejsce w pokoju koło
        figusa. Wnuczka po przywitaniu , korzystając z okazji czmychnęła do swojego
        królestwa ogłądać bajki .
        - Jeśli wpadłeś tak nieoczekiwanie to chyba masz ważną sprawę- zacząłem rozmowę
        - Tak.... zakochałem się.
        - Gratulacje , pewnie Grażyna na ten moment długo czekała- mówiłem te słowa i w
        nie wierzyłem .
        - Nie w niej..
        Krótko i dosadnie- pomyślałem
        wypowiedziawszy te słowa – nie daj się ciągnąc za język , mów
        Dlaczego każda , prawie każda miłość musi być okupiona czyimś cierpieniem? Ta ,
        właśnie taka była . Od dwóch lat po śmierci Basi, Grażyna zbliżała się do
        Zbyszka i gdy wydawało się , że dobrnęła do celu , cel zmienił zainteresowanie.
        - To Twoja znajoma , Helena .
        Milczałem , co miałem powiedzieć. Nie znałem znajomej. Co innego poznać
        człowieka w internecie , co innego w realnym życiu. Przecież nie zdążyłem
        zamienić z nią kilku zdań a on się w niej zakochał. Strzała amora zawsze uderza
        niespodziewanie, ale dlaczego właśnie jego.
        - Czemu nic nie mówisz – pytał mnie się .
        - Nie wiem co mam ci powiedzieć – odparłem – jestem po prostu zaskoczony.
        - Chciałem , żebyś mi o niej opowiedział .
        - Przecież ja o niej nic nie wiem- starałem się mówić spokojnie .
        - Jak to nie wiesz, jesteś na forum kilka miesięcy, rozmawiacie dyskutujecie ,
        coś musisz wiedzieć.
        - Podam Ci adres forum , klikniesz w wyszukiwarkę jej nick i....
        - Nie chcesz mi nic o niej opowiedzieć .
        - Męczysz mnie niepotrzebnie, nic nie wiem.
        - Liczysz na spotkanie – powiedział te słowa ja zamilkłem , tak ma rację.
        - Liczę na spotkanie człowieka i tylko człowieka.
        - To po co piszesz na forum? – nie dawał za wygraną.
        - Chcę mieć swój świat, prywatny świat , do którego nikt nie będzie miał wstępu,
        myliłem się , niedobrze się stało że Ci o nim powiedziałem.
        - A Basia Twoja żona- piłował mnie niemiłosiernie , miałem już go dośyć.
        - Na razie nie żada z mojego pobytu tam sprawozadania, jeśli jednak zażąda i
        zawiodę jej zaufanie odejde z forum równie szybko jak tam trafiłem .
        Zwiesił głowę , później spojrzał na mnie jego wzrok był zupełnie inny, coś się
        Nie mogłem się otrząsnąć po wypadkach ubiegłego dnia. Del. wa była tak blisko i
        nie porozmawiałem z nią . Wchodziłem na forum szukając jej obecności chociaż
        przez moment, żadnego jej postu nie znalazłem. Dzisiaj jednak proste i
        nieskomplikowane życie rodziny, mojej rodziny zaprzątało mi moje mysli.Rano
        dowiedziałem się , że żona wróci dużo później do domu i muszę z wnuczką iść na
        basen. Uczyliśmy małego brzdąca oswajać się z wodą. Dziecko powinno oswajać się
        z wodą a nie jej bać. Tym bardziej , że lubiliśmy wyjeżdżać w czasie wakacji pod
        namiot na Mazury. Kilka tygodni w głuszy bez telewizora , prasy , ciepłej wody,
        stawiało nam zupełnie inne wymagania. Wracaliśmy wypoczęci i szczęśliwi
        doceniając urok cywilizacji . Patrzyłem przez szybę z jakim zapałem małe
        brzdące wykonywały polecenia instruktorki , prześcigając się w gorliwym ich
        wypełnianiu. Młoda ratowniczka lubiła dzieci , żaden głos nie docierał do nas,
        miny które robiła do maluchów i nas rozśmieszały a dzieci radośnie pluskały się
        w basenie. Krótki odcinek do domu zawsze mijał nam przyjemnie, zalewany byłem
        niezliczoną ilością pytań tak różnorodnych , że sam się dziwiłem skąd w małej
        główce taka rozbieżność. Jednak jedno pytanie powtarzało się ciągle: Czy wszyscy
        rodzice kochają swoje dzieci. Prawdy nie mogłem jej powiedzieć. Dziwiłem się ,
        bo w domu byliśmy na wyciągnięcie ręki i każdą jej prośbę. Bawiłem się nawet
        lalkami starają c się przekazać wizualny obraz ojca noszącego swoje dzieci na
        rękach i dbającego o nie.
        Około godziny 18 przerwało nam zabawę pukanie do drzwi. Stanął w nich Zbyszek.
        - Masz czas na chwilę rozmowy – przywitał się pytaniem.
        - Właź , przecież nie wypędzę Cię , przejechałeś kawał drogi- odpowiedziałem i
        uścisnęliśmy sobie dłonie . Zdjął kurtkę i zajął stałe miejsce w pokoju koło
        figusa. Wnuczka po przywitaniu , korzystając z okazji czmychnęła do swojego
        królestwa ogłądać bajki .
        - Jeśli wpadłeś tak nieoczekiwanie to chyba masz ważną sprawę- zacząłem rozmowę
        - Tak.... zakochałem się.
        - Gratulacje , pewnie Grażyna na ten moment długo czekała- mówiłem te słowa i w
        nie wierzyłem .
        - Nie w niej..
        Krótko i dosadnie- pomyślałem
        wypowiedziawszy te słowa – nie daj się ciągnąc za język , mów
        Dlaczego każda , prawie każda miłość musi być okupiona czyimś cierpieniem? Ta ,
        właśnie taka była . Od dwóch lat po śmierci Basi, Grażyna zbliżała się do
        Zbyszka i gdy wydawało się , że dobrnęła do celu , cel zmienił zainteresowanie.
        - To Twoja znajoma , Helena .
        Milczałem , co miałem powiedzieć. Nie znałem znajomej. Co innego poznać
        człowieka w internecie , co innego w realnym życiu. Przecież nie zdążyłem
        zamienić z nią kilku zdań a on się w niej zakochał. Strzała amora zawsze uderza
        niespodziewanie, ale dlaczego właśnie jego.
        - Czemu nic nie mówisz – pytał mnie się .
        - Nie wiem co mam ci powiedzieć – odparłem – jestem po prostu zaskoczony.
        - Chciałem , żebyś mi o niej opowiedział .
        - Przecież ja o niej nic nie wiem- starałem się mówić spokojnie .
        - Jak to nie wiesz, jesteś na forum kilka miesięcy, rozmawiacie dyskutujecie ,
        coś musisz wiedzieć.
        - Podam Ci adres forum , klikniesz w wyszukiwarkę jej nick i....
        - Nie chcesz mi nic o niej opowiedzieć .
        - Męczysz mnie niepotrzebnie, nic nie wiem.
        - Liczysz na spotkanie – powiedział te słowa ja zamilkłem , tak ma rację.
        - Liczę na spotkanie człowieka i tylko człowieka.
        - To po co piszesz na forum? – nie dawał za wygraną.
        - Chcę mieć swój świat, prywatny świat , do którego nikt nie będzie miał wstępu,
        myliłem się , niedobrze się stało że Ci o nim powiedziałem.
        - A Basia Twoja żona- piłował mnie niemiłosiernie , miałem już go dośyć.
        - Na razie nie żada z mojego pobytu tam sprawozadania, jeśli jednak zażąda i
        zawiodę jej zaufanie odejde z forum ró
        • sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:09
          Rownie szybko jak przyszedłem.Zwiesił głowę , milczał . Powoli wstawał podał mi
          rękę w milczeni i wyszedł . Po chwili wrócił podając mi rękę.


          Wieczorem gdy obie moje damy spały , usiadłem obok nich przyglądając sie ich
          miarowemu oddechowi. Noga wnuczki przygniatał miją żonę . Zdjąlem ją i włożyłem
          pod kołdrę . Basia obudziła się i spojrzała pytająco na mnie, pocałowałem ją jak
          przed laty gdy mnie zafascynowała.
        • sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:19
          Bardzo Was praepraszam to zezłolik , dopóki bezposrednio pisałem było ok a teraz
          pozal się Boże , jestem zły...wrrrrrr
          • wiktoria53 Re: Butterfly 9 16.03.06, 19:32
            No, Sagit sprytnie to wszystko powiazałeś, realny świat z forum. To się
            Helenka ucieszy smile
            • regine Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:19
              Ciekawa jestem czy to ostani odcinek, czy ciąg dalszy nastąpi....
              Intrygująca, wirtualna znajomość...
              Co Ty na to, Helenko ??? Ładne...Nic tylko wydawcy szukać.
            • del.wa.57 Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:24
              Tak,bardzo sie cieszę Wiktoriosmile
              Czyż to nie piękne? i takie romantyczne.
              Nie denerwuj sie Zbyszku,zezłolik lubi figle płatać a mówiłam Natlusi,zeby
              ukatrupic zezłolika-nie pozwoliłasmile))))
              Zbyszku nie wiem jak mam Ci dziękować??Napradwę podoba mi się i myslę,ze nie
              tylko mnie.Masz naprawde talent do romantycznych opowiadań,co łapią za serce i
              cieszą duszę.
              DZIĘKI...DZIĘKIsmile)))

              W(nagrodę) urzadziłysmy Ci Twój pokoik,nawet nie wiemy czy podobało Ci się??
              Bo wzniosłes tylko /ręce/ do Boga z radosci?? ze złości??
              smile)))) smile))))
              • del.wa.57 Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:27
                Piękne!!! Reniu.Koniecznie szukac wydawcy.Taki TALENT nie moze się zmarnować.
                smile)
                • regine Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:42
                  Mam Danuś zapisane, czekam na zakończenie.
                  Wydrukuję i żaden Zełzolik niczego nie doda i nie wytnie...smile)
                  Masz jak w banku, swoją powieść...
                  Tylko czy autor się zgodzi...???
                  • sagittarius954 Re: Butterfly 9 16.03.06, 20:47
                    Ale na co mam się zgodzić? Przecież każdy może sobie przedrukować...smile)))
                    • regine Re: Butterfly 9 16.03.06, 21:06
                      Faktycznie, jaka niedomyślna jestem, "głąb kapuściany" ze mnie...
                      A niby tyle wiem...Okazuje się, że nie myślę...
      • sagittarius954 Re: Butterfly 10 17.03.06, 13:39
        Przez kilka następnych dni między mną a moim przyjacielem Zbyszkiem trwała
        cisza.Moje kilkakrotne próby porozumienia ze zbyszkiem spaliły na panewce . Miał
        wyłączony telefon . Zastanawiałem sie skąd wzięła się jego miłość do Heleny .
        Tak jej spojrzał w oczy i już? Zakochał się? To nie możliwe. Tylko jedna strona
        jest podatna a co czuje Del.wa? Moj tok myślenia, przesunął się na moje i Basi
        małżeństwo.Proza życia przytłaczała miłość i nie pozwalałasię jej dalej
        rozwijać.Dlaczego wszystko tłumaczyć trudnościami dnia codziennego. Jeśli jej
        powiem: czy ktoś Ci dzisiaj mówił że o godzinie 14 30 kocha Cię bardzo? Nie ? To
        ja Ci to mówię. Czy zawsze musimy mieć kasy po sam sufit aby okazać miłość? Może
        zwykły kwiatuszek z ciepłym pocałunkiem i chwilą rozmowy , zwykłe
        zainteresowanie co w jej duszy się dzieje, może doprowadzić do ponownego
        rozkwitu miłości. Basia bardzo po kobiecemu okazywała mi miłość .W wyręczaniu
        mnie z codziennych zajęć domowych i ciągłym ponaglaniu w rożnych
        sprawach.Obiecyqwałem sobie poprawę . Stopniowanie jej aż do wyjazdu we dwoje na
        weekend, gdzie okazanie czułości utrwali obraz miłości i da siłę na
        przyszłość.Zachwycałem się kobietą moją żoną, pierwsze zauroczeniei uniesienie
        zamieniłem na przyjaźń trwałą niezniszczalną , później zachwycałem się miłością
        fizyczną i odkrywaniem uroków jej ciała , wreszcie zobaczyłem człowieka z
        odmiennym spojrzeniem na problemy tego świata. Miłość jest przy Tobie , ciągle
        wyciągamy po nią rękę , jak po szklankę wody. Gasimy pragnienie i odstawiamy ją
        , by do niej znów wrócić. Otwierałem oczy na świat i ludzi , pozwalała wywołać
        agresję , była niezbywalną formą jak wszystkie czynniki nas otaczające, które
        odrzucamy lub przyjmujemy bardziej lub mniej świadomie. Kiedy powiedziałem to
        sobie postanowiłem nie liczyć na telefon i udać się bez zapowiedzi do Zbyszka .
        Po ich przeprowadzce nie mogłem zapamiętać ich adresu, trafiałem na pamięć.Z
        klatki wychodził młody człowiek , prześliznąłem się między zamykającymi się
        drzwiami. Wdrapałem się na siódme piętro dysząc i sapiąć. Stanąłem przed jego
        drzwiamii zapukałem.
        • sagittarius954 Re: Butterfly 10 17.03.06, 15:58
          Przez kilka następnych dni między mną a moim przyjacielem Zbyszkiem trwała
          Cisza Moje kilkakrotne próby porozumienia ze Zbyszkiem spaliły na panewce . Miał
          wyłączony telefon . Zastanawiałem się skąd wzięła się jego miłość do Heleny .
          Tak jej spojrzał w oczy i już? Zakochał się? To nie możliwe. Tylko jedna strona
          jest podatna a co czuje Del.wa? Mój tok myślenia, przesunął się na moje i Basi
          małżeństwo. Proza życia przytłaczała miłość i nie pozwalała się jej dalej
          rozwijać. Dlaczego wszystko tłumaczyć trudnościami dnia codziennego. Jeśli jej
          powiem: czy ktoś Ci dzisiaj mówił że o godzinie 14 30 kocha Cię bardzo? Nie ? To
          ja Ci to mówię. Czy zawsze musimy mieć kasy po sam sufit, aby okazać miłość?
          Zwykły kwiatuszek z ciepłym pocałunkiem i chwilą rozmowy , zwykłe
          zainteresowanie co w jej duszy się dzieje, może doprowadzić do ponownego
          rozkwitu miłości. Basia bardzo po kobiecemu okazywała mi miłość .W wyręczaniu
          mnie z codziennych zajęć domowych i ciągłym ponaglaniu w rożnych
          sprawach . Codziennym dotyku jakby sprawdzała czy ten mąż jest jeszcze jej.
          Obiecywałem sobie poprawę . Stopniowanie okazania miłości, aż do wyjazdu we dwoje na
          weekend, gdzie godziny czułości utrwalą obraz szczęścia i dadzą siłę na
          przyszłość. Zachwycałem się kobietą moją żoną, pierwsze zauroczenie i uniesienie
          zamieniłem na przyjaźń trwałą niezniszczalną , później zachwycałem się miłością
          fizyczną i odkrywaniem uroków jej ciała , wreszcie zobaczyłem człowieka z
          odmiennym spojrzeniem na problemy tego świata. Miłość jest przy Tobie , ciągle
          wyciągamy po nią rękę , jak po szklankę wody. Gasimy pragnienie i odstawiamy ją
          , by do niej znów wrócić. Otwierałem oczy na świat i ludzi , pozwalała wywołać
          agresję , była niezbywalną formą jak wszystkie czynniki nas otaczające, które
          odrzucamy lub przyjmujemy bardziej lub mniej świadomie. Kiedy powiedziałem to
          sobie postanowiłem nie liczyć na telefon i udać się bez zapowiedzi do Zbyszka .
          Po ich przeprowadzce nie mogłem zapamiętać adresu, trafiałem na pamięć. Z
          klatki wychodził młody człowiek , prześliznąłem się między zamykającymi się
          drzwiami. Wdrapałem się na siódme piętro dysząc i sapiąc. Stanąłem przed jego
          drzwiami i zapukałem. Słyszałem jak głęboko westchnął zobaczywszy mnie przez wizjer.
          Szczęk zamka obwieścił otwarcie drzwi.
          - Słucham- spytał mnie i dalej trzymał na wycieraczce.
          - Uważasz, że możemy ze sobą porozmawiać- zacząłem- nie zajmę Ci dużo czasu.
          - Wejdź – oznajmił- uważam że nie mamy sobie nic do powiedzenia.
          - Posłuchaj mnie , mogę zrozumieć fakt jaki Ci się przytrafił, miłość to
          szczególne uczucie i gdy przychodzi powinniśmy ją przyjąć z całą
          dobroczynnością i nadzieją jaką przynosi. W twoim jednak wypadku , proszę ,
          zrezygnuj z niej w imię pamięci Twojej zmarłej żony, w imię Twojego dobrego
          imienia, w imię tej którą uważasz, że kochasz . Czy nie zależy Ci nic a nic na
          szczęściu tamtej kobiety, spotkanej na rondzie , mężatki , kochającej swojego
          męża , chcesz się stać pośmiewiskiem, dlaczego chcesz to uczynić , proszę
          zastanów się nad tymi sprawami , jęśli del. wie nic do tej pory nie mówiłeś to
          dobrze , zechciej przypatrzeć jej się i dopiero powziąć decyzję – skończyłem i
          czekałem na odpowiedź.
          - Mówisz , na pamięć mojej żony, czy ty codziennie żyjesz z pamięcią czy z
          realnym człowiekiem, nie wiem w jaki sposób się to stało , ale się stało i chcę
          wykorzystać możliwość a może jest już ostatnią w moim życiu. Skąd wiesz czy nie
          zależy mi na szczęściu twojej znajomej , kochamy by być szczęśliwymi ? Tak i ja
          chcę być szczęśliwy i dawać szczęście innej kobiecie. Co mnie może się stać ,
          gdy powiem Heleno kocham Cię, nie dbam o to co powie jej mąż, mam w sobie siłę
          żeby przekonać ją do swojej miłości. Nie mówiłem Ci ,ale ona i ciebie zaprosiła
          na weekend – patrzył jak zareaguję.
          Położyłem mu rękę na ramieniu.
          - Ile lat przyjaźni potrzeba żebyś takie fakty ukrywał? Nie poznaję cię. Nie
          poznaję Twojej zazdrości o człowieka od którego dostaniesz kosza, cała ta
          historia skończy się kacem dla Ciebie . Ja z tego zaproszenia nie skorzystam,
          nie mam zamiaru patrzeć na Twoją klęskę i poniżenie . Żegnaj .Zawiodłem się na
          Tobie.
          Nawet nie podałem mu ręki , musi widzieć moją determinację, może to go otrzeźwi.





          Jechałem pełen radosnego szczęścia , wypełniającego każdy zakamarek trzewi, na
          spotkanie mojej miłości.

          • del.wa.57 Re: Butterfly 10 17.03.06, 16:14
            Piękna,romantyczna i smutna przygoda spotkała Twego przyjaciela Zbyszka,szkoda
            mi jego.Czy musiał sie zakochać w Helenie? Widocznie los tak chciałsmile))
            Pełna napięcia i ciekawości będę czekała na dalsze wydarzeniawink

            Dzięki Twórco naszsmile)))
      • sagittarius954 Re: Butterfly11 20.03.06, 05:25
        Znosiłem do samochodu bagaże . Robiłem to nie spiesząc się. Miałem dużo czasu do
        spotkania z Del. wą . Ostatnie dni przed zobaczeniem jej, poświęciłem na
        serfowanie po internecie w celu zdobycia o niej wiadomości. Zbyt wiele jednak
        nie dowiedziałem się. Zostawałem dalej przy swoim postanowieniu , wyznania
        miłości nieznajomej. Układałem sobie rozmowę z nią , ilekroć jednak zaczynałem
        tyle razy wracałem do ostatniej rozmowy z Sagim. Jego obawy wydawały mi się
        dziecinne i nie poważne . Odrzucałem je . Po śmierci żony żyłem jak w
        odrętwieniu , wspominałem postać mojej byłej żony, każdego dnia, wracając do
        domu i otwierając drzwi mieszkania, podświadomie pragnąłem usłyszeć jej głos.
        - Umyj ręce, zaraz siadamy do stołu.
        Oglądając telewizję , niemal czułem jej lekkie kroki zbliżające się do mnie i
        ciepło od niej promieniujące, zawsze siadała blisko mnie. Zasypiając , w uszach
        słyszałem je równy oddech , który z biegiem choroby stawał się cięższy.
        Prowadzenie złudnego życia wyczerpywało mnie i wreszcie musiałem powiedzieć
        dość. Samotność nie była dla mnie. Poznałem Grażynę podczas jednego z wypadów do
        teatru, wspólne zainteresowanie zbliżyło nas do siebie . Spotkania stały się
        częstsze, chodziliśmy do kina , jeździliśmy na wycieczki, wreszcie wspólnie w
        długie zimowe wieczory, czytaliśmy książki. Grażyna wprowadziła w moje życie
        stabilizację, jednak nie czułem do niej nic oprócz przyjaźni. Namiętne pocałunki
        i gorące chwile, prowadziły nazajutrz do wyrzutów sumienia , zdradzłem
        wspomnienie po Basi. I nagle ,spojrzenie w oczy Del.wy, spowodowało zerwanie
        uczuć wiążących mnie z przeszłością. Tylko wyznanie miłości Helenie mogło
        spowodować zatrzymanie tej lawiny, która zmiotła by moją postać z drogi jaką
        wybrałem. Pragnąłem jej wszystko powiedzieć , bez względu na konsekwencje , nic
        mnie nie obchodziło , że miała męża. W drodze do Gdańska zostawiałem za sobą
        krótkie odcinki, zbliżające mnie do celu podróży. W tyle został Płońsk, Ostróda
        Elbląg, wreszcie dobrnąłem do Gdańska skąd odbijałem na Kościerzynę . 15
        kilometrów od tej miejscowości położona była posiadłość zagranicznego
        małżeństwa. Droga wiła się lasem , z asfaltu wjechałem na ubity leśny dukt.
        Doprowadził on mnie do osady , złożonej z kilku budynków . Boki osady ,
        wykarczowane, były teraz polami uprawnymi, na których kiełkowało młode zboże.
        Budynki pamiętały jeszcze czasy przedwojenne . Na podwórku jednego z nich bawił
        się mały chłopiec uganiający się za szczeniakiem. Przypomniałem sobie jak dla
        swoich dzieci kupiłem psa. Wreszcie wyjechałem z lasu. Zobaczyłem pasmo równiny
        , między lasem i jeziorem , pośrodku stały budynki, wybudowane całkiem nie
        dawno. Utrzymane bardzo dobrze, stwarzały wizerunek całorocznej opieki, Pewnie
        okoliczni mieszkańcy, zajmowali się nimi uzyskując w ten sposób dodatkowy dochód
        .Jeden jednak tętnił życiem . Spostrzegłem Del.wę , w spodniach i czapeczce na
        głowie, pomagającą Waldemarowi przy rozładunku samochodu. Wyjmowali materiały
        potrzebne do remontu i rozbudowy posiadłości. Nacisnąłem klakson. Mimo dnia
        odbił się echem od brzegów lasu i powędrował w dal. Zatrzymałem się, opuściłem
        boczną szybę w samochodzie .
        - Może pomóc – uśmiechnąłem się do nich – Dzień dobry.
        - Witamy w osadzie Złote piaski – Waldemar patrzył mi się prosto w oczy – nie
        wysiadasz?.
        - Mówiliśmy sobie po imieniu, już następnego dnia po wypadku , gdy spotkaliśmy
        się niby to przypadkowo w warsztacie wuja.
        - Jeśli zaproszenie jeszcze ważne – spojrzałem się na Helenę.
        - Jesteś sam? – spytała w je głosie wyczułem zawiedzioną nadzieję , nie
        zobaczyła Sagiego.
        - Tak, Sagi nie mógł przyjechać , wiesz praca – odpowiedziałem chociaż nie
        chciało mi się o nim rozmawiać.
        - Wielka szkoda , myślałam że go poznam.
        Oprowadzali mnie po domu . Z zewnątrz wydawał się mniejszy, jednak wnętrza miał
        duże , mogące pomieścić całkiem sporą rodzinę. Duży salon , w jego centralnym
        punkcie stał stół z sześcioma krzesłami , kominek zajmował róg pokoju, obłożony
        kamieniem z piaskowca, na którego marmurowym blacie stały poustawiane zdjęcia
        rodzinne. Pokój wypełniony był doniczkowymi kwiatami, ustawionymi pod oknem.
        Z dużych okien rozciągał się widok na okolicę . Przede mną kołysało się spokojne
        jezioro, za nim ciemny las ze swoją tajemniczością. Zwróciłem uwagę na złocisty
        piasek pokrywający mały skrawek przestrzeni brzegu.
        - Prawda , że ładne miejsce – Helena zauważyła moje zainteresowanie krajobrazem.
        - Tak , urocze – serce biło mi mocno z całkiem innego powodu.
        Weszliśmy na piętro. Mieściło się tutaj kilka pokoi. W jednym z nich miałem
        zamieszkać, Zostałem sam. Postanowiłem nic nie mówić dzisiaj Helenie, o swoim
        uczuciu do niej.
        Widok z mojego pokoju rozciągał się na południową stronę z której przyjechałem.
        Znajomy las poruszał gałęziami w rytm wiatru, broniąc do niego wstępu. Snuł
        swoją opowieść przybyszowi z Warszawy.
        Jutro, jutro wszystko się rozegra.





        Promienie słońca docierały do pokoi domowników .
        Pierwszy obudził się Waldemar, przyzwyczajony od lat do wczesnego wstawania,
        cichutko wymknął się z sypialni, zostawiając w niej śpiącą żonę . Szukał sobie
        pracy , niezbyt głośnej , aby nie obudzić śpiących jeszcze smacznie.
        • regine Re: Butterfly11 21.03.06, 00:53
          Czekam, na ciąg dalszy...Czy będzie ?
          • del.wa.57 Re: Butterfly11 21.03.06, 10:26
            Jak potoczą się losy Zbyszka?
            Czekam na dalszy ciąg.A Helena spodnie,czapeczka,no..no..ciepło...ciepłosmile))))
      • sagittarius954 Re: Butterfly12 21.03.06, 21:34

        Promienie słońca docierały do pokoi domowników .
        Pierwszy obudził się Waldemar, przyzwyczajony od lat do wczesnego wstawania,
        cichutko wymknął się z sypialni, zostawiając w niej śpiącą żonę . Szukał sobie
        pracy , niezbyt głośnej , aby nie obudzić śpiących jeszcze smacznie. Wszedł do
        garażu.
        - Nie, dzisiaj żadnej pracy, odpoczynek bo dzień zapowiada się atrakcyjnie-
        usiadł w starym fotelu, uśmiechał się do siebie.
        Zbyszek usnął ostatni i ostatni obudził się. Przyglądał się szumiącemu i
        kołyszącemu się lasowi. Wyszedł ze swojego pokoju po toalecie. Starannie i
        długo golił się , żeby nie narobić na swojej twarzy krwawych kropek. Wcierał w
        twarz krem po goleniu i czuł coraz większą tremę. W salonie nie spotkał nikogo
        za to usłyszał szmer w kuchni i podążył tam. Helena krzątała się koło kuchni .
        Podszedł do niej , położył ręce na biodrze. Musnął delikatnie wargami jej szyję.
        Zdziwił się , Del.wa nie zareagowała , usłyszał tylko:
        - Czy nie masz odwagi podejść do mnie od przodu – w dalszym ciągu kroiła wędlinę
        – usiądź przy stole.
        Zbyszek posłusznie wykonał prośbę .Złożył ręce i zaczął mówić:
        - Przyjechałem tu aby wyznać Ci...
        - Miłość, wiem co chciałeś mi powiedzieć, tak trudno domyślić się tego co
        wyraźnie widać, kochasz to pewne , mówisz że mnie , to już troszkę gorzej ale...
        - Heleno...Zbyszek próbował jej przerwać.
        - Proszę nie przerywaj mi , pozwól że ja powiem Ci to co chcę.- odwracała się
        powoli , wycierała ręce ścierką , usiadła przy nim – ja potrafię dużo zrozumieć
        ,nawet to ,że chcesz mnie obdarzyć uczuciem. Tylko widzisz Ty przyjeżdżasz do
        nas i chciałbyś abym tobie uwierzyła . Mam tak samo unieść się uczuciem i nie
        reagować na rzeczywistość . A wiesz co dla mnie jest rzeczywistością, mój mąż,
        kocham go, ten dom i kilka innych rzeczy bez których nie jestem tą samą osoba ,
        jak mogłabym żyć z Tobą oderwana od tego co kocham i czym żyję , jak mogłabym
        spojrzeć w oczy mojej rodzinie, gdybym nagle niespodziewanie zrezygnowała z nie
        wiadomo jakich powodów. Kocham męża i nie mam zamiaru z niczego rezygnować.
        Zamiast przyjrzeć się mnie , zrozumieć , pozwolić poznać siebie ,ty chcesz
        chyba samouwielbienia, bo jak to nazwać. Przyjeżdżasz, mówisz, kocham ja mam
        spakować walizki, wyjechać z Tobą a jutro , jutro może zmienisz zdanie i co ja
        wtedy miałabym zrobić ?
        - Zapadło milczenie.
        - Ja rozumiem, że nie możesz mnie pokochać od razu- odezwał się Zbyszek –
        przyjrzysz mi się nie jestem okropny...
        - Ten znów swoje- Helena była już zniecierpliwiona – słuchaj mnie , gdybym nie
        wiedziała , że ty mnie kochasz , gdybym nie została uprzedzona o twojej sytuacji
        nie siedzielibyśmy i tak spokojnie rozmawiali. Ten pocałunek przyjęłam, ale mnie
        on mierzi , w innym wypadku dostałbyś w twarz i musiałbyś szybciutko opuścić dom
        , rozumiesz czy ty słyszysz co do ciebie mówię ?
        - Jestem zaskoczony- zdołał wypowiedzieć Zbyszek.
        Na ostatnie jego słowa, do kuchni wszedł Waldemar ,.
        - O widzę , że już mamy sytuację wyjaśnioną , wiesz słyszałem, że jesteś
        zaskoczony , a ty wiesz jak ja byłem gdy ten kolega zadzwonił do nas i nam
        wszystko opowiedział , ja bardziej jemu nie wierzyłem niż tobie – kończył
        Waldemar- i gdyby nie przyjazd rodziny Heleny, dzisiaj Twoje prawie oświadczyny
        mogłyby się dla ciebie przykro skończyć. Przyjechałeś wypocząć to co może
        zostaniesz , połazimy , ryby połowimy ...- Patrzył się na niego i czekał na
        reakcję Zbyszka.
        - Nie , nie ja zaraz wyjadę ,nie będę przeszkadzał- podnosił się z miejsca .
        - No na siłę nie będziemy cię zatrzymywać- Waldemar – dbaj o tego swojego
        kolegę, uchronił cię od niezłej rozróby.
        - Waldemarze!!!- Del.wa widziała że mimo niezręcznej sytuacji dla Zbyszka ,
        Waldemar wcale mu nie ułatwia odjazdu.
        - Dobrze, już milczę- Waldemar demonstracyjnie podniósł ręce do góry.
        Zbyszek , wszedł do swojego pokoju , upchnął do torby swoje rzeczy i po schodach
        zszedł do kuchni.
        -Przepraszam za zamięszanie , chciałem się pożegnać , do widzenia- rzucił
        obojętnym tonem i wyszedł.










        Jechałem za Zbyszkiem, bo po prostu , nie mogłem wyobrazić sobie sytuacji aby
        kilkadziesiąt lat przyjaźni znikło . Szczęście uśmiechnęło się do mnie i Helena
        nie wytrzymała, poszukała w Kościerzynie internetowej kafejki i pojawiła się na
        forum . Przekonanie jej w jakim celu jedzie do nich Zbyszek też zajęło mi
        troszkę czasu . Poprosiłem o numer telefonu i dopiero rozmowa z Waldemarem ,
        wyjaśnienie sprawy , i przetłumaczenie chyba któreś tam dało rezultaty.
        Czekałem więc sobie w lesie popijając piwo na mojego kolegę. Wczoraj nie
        wyjechał , więc nastąpi to dziś.
        • del.wa.57 Re: Butterfly12 21.03.06, 22:04
          Trochę szkoda mi Twego przyjaciela Zbyszka a z drugiej strony był zbyt pewny
          tej swojej miłości do Heleny.
          Helena jest szcęsliwa ze swiom Waldemaremsmile)))
          Czyżbyś przez chwilę wątpił w jej miłośc do męża???

          Pięknie sie to czta,dziękuję przyjacielu Sagismile)))
          • regine Re: Butterfly12 21.03.06, 23:05
            Mam nadzieję, że i Zbyszek sobie poradzi...Może w następnej części..
            Ale Helena twarda kobieta, wie co robi. Jest bardzo stanowcza...
        • goskaa.l Re: Butterfly12 22.03.06, 06:58
          Ciekawe, kogo z forum teraz spotkają Zbyszek i sagi?
        • sagittarius954 Re: Butterfly13????? 22.03.06, 12:43
          Doczekałem się. Jego samochód leniwie poruszał się w stronę ściany lasu.
          Wyciągnąłem drugi koc z samochodu i czekałem . Wreszcie ujrzałem najpierw świała
          jego samochodu później odgłos silnika , żeby wreszcie zobaczyc samochód i
          siedzącego w środku kolegę . Przejechał jednak koło mnie i dopiero dwadzieścia
          metrów dalej zatrzymał się .Wyszedł i zawołał:
          - Masz u mnie przechlapane- podniósł rękę i wyprostował palec wskazujący- No!
          - Co Ty Wlhelmii?- odpowiedziałem - nie przywitasz się z kolegą .
          - Browar masz? A może coś mocniejszego?- podchodził coraz bliżej .
          Powędrowałem do bagażnika i wydostałem to co lubił.
          - Za co wypijemy? - spytałem , nalewając pierwszą kolejkę .
          - Jak to za co , za baby , te obecne i nie obecne - skrzywił się wydymając dolną
          wargę - za ich delikatność , za ich przewrotność , za....
          Nie dokończył a ja nic nie mówiłem . Polewałem pocieszycielkę i zastanawiałem
          się jak wrócimy do domu.
          -Już myslami jesteś w domu?- spytał mnie.
          - Musimy zostać do jutra - stwierdziłem.
          - Czego się boisz ? Mnie, lasu, wrogiej reakcji żony po przyjeździe?
          - Dawaj kluczyki - podał mi bez słowa , zaparkowałem oba samochody przy polance
          -Teraz możemy wspominac - patrzyłem się na niego .
          - Teraz możemy się upić tylko póki jestem trzeźwy powiem ci sen- opwiedział mi
          go - co może znaczyć ?
          - Że nie wszystko na tym świecie możesz dostać w swoje ręce, że w naturze jak i
          w życiu panuje symbioza , gdy wkroczysz miedzy nią niszczysz symbiozę tym samym
          kaleczysz siebie i przylegające otoczenie.
          - Aleś ty mądry - kiwał głową .
          - Pij i nie mędrkuj .




          Wieczorem gdy ciemność ogarnęła całe niebo, Waldemar koniecznie chciał zabrać
          Helenę na spacer. Broniła się . Miała wokół siebie tych których kochała i z
          którymi była zżyta. Dzieci i matka wprowadziły do ich domu radość , na którą tak
          czekała . Spacer z Waldemarem wydawał jej się strata czasu. Mąż tak długo
          nalegał , aż w końcu zgodziła się . Szli dosyć długo , oddalali się od domu a
          ciemność potęgowała strach.
          - Długo jeszcze ? - pytała
          - Jeszcze chwilka , nie denerwuj się .
          Z głebi ciemności wyłoniły się dwa samochody. Waldemar podszedł i oświetlił
          latarka wnętrze pojazdu. Roześmiał się cicho. W środku na przednich siedzeniach
          spali Zbyszek i Sagi.
          - Co z nimi zrobimy-spytał
          - Nic niech śpią , tylko przynieś im tu jeszcze mojego kompotu , będą go jutro
          bardzo potrzebowali.


          Koniec.
          • del.wa.57 Re: Butterfly13????? 22.03.06, 13:17
            Mam nadzieje,ze tym dwóm Panom nic złego się nie stanie,własnie kompot będzie
            im bardzo potrzebny jak sie obudzą.Wspaniale sie to czytało,miejscami troche
            smutne było,cóz Zbyszek musiał dostac ''zimny prysznic''A Ty Sagi jesteś
            prawdziwym przyjacielem,nie zostawiłeś biednego Zbyszka samego.

            To był piekny sen.
            Dziękuję Ci przyjacielusmile)))
            • tofika Re: Butterfly13????? 22.03.06, 13:31
              "A ja znów jak małe dziecko chciałem pojawić się przed
              monitorem swojego laptopa i pisać z błędami czy bez, ale pisać o tym co czuję i
              co inni czują, gdy osiągają wiek ani nie starczy, ani nie młody nawet nie
              średni. "
              Kogo ja tu zacytowalam... ?smile
              Tak ; wiecie dobrze,ze Sagi,tak napisal,
              i mamy ujmujaca lekturke do poczytania,wiec jak zlapiesz
              natchnienie ..pisz.pisz....moge -
              • regine Re: Butterfly13????? 22.03.06, 13:50
                Sen piękny a i dwóch panów "załatwiło" tą sprawę czysto po męsku...smile
                Jak prawdziwi mężczyźni i przyjaciele...
                A Delwa szczęśliwa ze swoim Waldemarem...Ładne zakończenie...
    • tofika Re: A co Wy na to? 13.03.06, 15:19
      ja juz nie wiem,,pogubilam ,nie wiem co tu sie dziejesmile)))
      wazne ze jest fajnie,,ja pewnie jak zwykle z opoznieniem mlowym,,a co m tam,,i
      tak jestrscie wszyscy bbbbbbbbbb...kochani..co ja bede tu upiekszacxsmile)))
      • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 13.03.06, 15:54
        • sagittarius954 Jakieś cuda się dzieją ... Dla porządku 13.03.06, 15:58
          W opowiadaniu wustępuje:
          Del.wa
          Waldemar -mąż del.wy
          Zbyszek
          Sagi przyjaciel Zbyszka
          Alicja - Córka Zbyszka
          Narrator- bezosobowe zjawisko książkowe
          A kto jeszcze ? Nie wiem.
          • del.wa.57 Re: Butterfly... 13.03.06, 16:40
            Przeciez tu wszystko jasne,trzeba czytac od początkusmile)))
            Obyśmy szybko naprawili nasze auto!!!!
            • regine Re: Butterfly... 13.03.06, 17:16
              No fakt, jak się teraz całość czyta, zupełnie ma inny sens.
              Gdy pojawiały się poszczególne odcinki, troszkę byłam zagubiona.
              No i autor jak w dramacie wymienił : kto jat kim.
              Wyrazistość zupełna. Dziękuję i ja ...ładne smile)
      • sagittarius954 Tofika 23.03.06, 11:24
        Och!!. Doskonale pamiętam ten dzień. Obudziłem się w minorowym nastroju . Było
        mi byle jak i nawet kanapka na dzień dobry nie polepszyła mojego samopoczucia.
        Żona jak zwykle , wykonywała tysiące zbędnych czynności odwlekając moją
        samotność. Powoli dochodziłem do wrzenia , gdy usłyszałem :
        - Na stole są pieniądze... odbierzesz małą z przedszkola...pamiętaj wrócę późno-
        jej głos dobiegał do mnie jak zza ściany – zrozumiałeś?
        - Co ? Słucham ? – robiłem niewinne i całkiem mądre oczy , ale nie dała się zwieść.
        - Jak zwykle nieobecny, gdzie tym razem byłeś ?
        - Widzisz te drzewa za oknem – pokazywałem je ręką – siedziałem sobie na nich
        naguśki i czekałem na Twoją pomoc.
        - Jak wrócę to cię zdejmę – pokiwała głową , wiedząc, że się ze mną nie dogada a
        miała za mało czasu, żeby się zirytować.
        Nareszcie byłem sam. Cisza mieszkania koiła moją duszę . Wiedziałem , że długo
        nie będzie trwała i codzienne czynności wypełnią ją dźwiękami. Odwlekałem ten
        moment. Delektowałem się chwilą , gdy poderwał mnie z wersalki dzwonek do drzwi.
        Niemal w biegu zakładałem koszulę i spodnie. Otworzyłem nieszczęsne wrota i
        ujrzałem gospodynię z plikiem papierów.
        - Proszę tu podpisać , dzień dobry – wyciągała do mnie jakieś papiery.
        - Rozumiem , czytelnie – wpadłem jej w słowo, machnąłem podpis i zamykałem drzwi.
        Próbowałem znów odnaleźć ten błogi nastrój , który jeszcze przed kilkoma
        chwilami ogarniał mnie. Wyciągnąłem się na wersalce i skrzyżowałem ręce na
        piersiach.
        Szmer i tupot na korytarzu dobiegał do mnie coraz bardziej i nie wróżył niczego
        dobrego. I stało się . Znów dzwonek do drzwi, moje człapanie w ich kierunku.
        - Dzień dobry – listonosz ze swojej torby wyciągał list polecony- proszę o podpis.
        - Rozumiem czytelny – uśmiechnąłem się mechanicznie, machnąłem listem na pożegnanie.
        Ta sama droga w kierunku miejsca, z którego na pewno odleciało już w nieuchwytną
        przestrzeń uczucie samotności. Usiadłem przy komputerze , „zapaliłem motor „
        chcąc wyłuskać z siebie choć jeden rymik taki maluśki jak moje odczucia .
        Dzwonek do drzwi.
        - Co jest?!!!! – wrzasnąłem rozdrażniony, nawet nie zdążyłem się podnieść z
        krzesła a usłyszałem odpowiedź.
        - SPEC, chcieliśmy kluczyki do piwnicy odczyt liczników – dobiegł przytłumiony
        głos zza drzwi.

        Droga do kuchni, po klucz , otworzone drzwi, za nimi mały człowieczek w waciaku
        i zielonych ogrodniczkach śmiejący się zachęcająco.
        - Już, jedna chwileczka , otwieram i nie przeszkadzam.
        Podawał mi klucz do ręki, ja odezwałem się :
        - Rozumiem , czytelnie- bąknąłem a dla pana speca zostałem wariatem.
        Taki dzień , nie będzie ciszy , nie będzie samotności i wynikającej z niej
        radości duszy.
        Wszystkie czynności wykonywałem od niechcenia , prawie byle jak i z utęsknieniem
        czekałem na nocną zmianę , gdzie naprawdę mogłem być sam .

        Za zamkniętymi drzwiami warsztatu, odgłos maszyny drukarskiej, wydobywającej z
        siebie i przelewającej na papier niezliczone wiadomości, brzmiał wesoło.
        Tak maleńka pracuj i nie daj mi powodów do niezadowolenia.
        Rozłożyłem przed sobą białe kartki, na które za chwilkę przeleję swoje myśli.
        Ująłem długopis i rozpłynąłem się w kolorowej barwie tuszu z długopisu . Nie
        wiem jak długo trwała ta czarująca chwila, obecności w środku literek.
        Drzwi do warsztatu otworzyły się i do środka wraz z szumem maszyny, wszedł mój
        dyrektor.
        - AAA, Dobry wieczór panie Zbyszku,- wyciągał do mnie swoją olbrzymią rękę – to
        ja pana zastaje w środku warsztatu coś skrobiącego, zamiast przy maszynie.
        Dosyć szybko podciągnąłem się do góry wstając z krzesła.
        - Panie Dyrektorze , swoje czynności wykonałem już na samym początku zmiany-
        usprawiedliwiałem się – maszyna pracuje bez zarzutu.
        - Wiem, - przyglądał się karteczkom , za nim zdążyłem zaprotestować ujął je w
        ręce i czytał- dobrze , to mogłoby się kwalifikować nawet na upomnienie, ale
        widzi pan niedaleko Olsztyna bodajże za trzy tygodnie, w sobotę i niedzielę
        pewna firma organizuje konkurs poetycki i zależy nam , firmie, aby na plakatach
        ukazało się nasze logo . I znalazłem doskonały, jeszcze jeden powód naszej tam
        obecności . Pan tam wystąpi w konkursie i może za te wierszyki zdobędzie jakiś
        pucharek , wie pan reklama dźwignią handlu. Pan na pewno nie odmówi- prawda?-
        poklepał mnie bezceremonialnie po ramieniu i wyszedł.
        - Nawet chciałem go udusić za te wierszyki, ale co mogłem zrobić . Pan każe
        sługa musi.

        • tofika Re: Tofika do SAgi:)))) 24.03.06, 15:53
          Zbyszku,oczekiwalam i mam,czasteczke...
          Twoj sen wytlumaczylam.. wg sennika,oznacza ze teskinisz za milymi
          chwilami..tak jest w moim senniku,
          co wydarzy sie na konkursie poetyckim odbywajacym sie w okolicach Olsztyna,
          jakie wydarzenia moga miec miejsce?
          --bardzo jestem ciekawa...niesamowicie wprost ..pozdrawiam... tworzsmile))
          • sagittarius954 Sagi do Tofiki...:) 24.03.06, 17:17
            To nie ja , to " mój przyjaciel" tęskni , no nie przypuszczasz chyba, że ja
            piszę prawdę , Tofiko ja w realu jestem naprawdę szczęśliwym dziadkiem , mężem ,
            jeszcze tatą i życzę wszystkim tylu słodyczy na codzień, przecież gdzieś te
            opowiadania trzeba zawiesić, mocuję je w pobliżu na razie siebie, ale kto wie
            jak będzie w przyszłości.
            • del.wa.57 Re: Sagi :)) 24.03.06, 18:57
              Jesteś szczęsliwym Dziadkiem,męzem i /jeszcze/tatą??
              Zbyszku,przyjacielu zawsze nim będziesz,nawet jak dzieci czy dziecko bedzie
              miało 40/50lat
              Pozdrówka przesyła Ci szczęsliwa żona,matka i babciasmile))))
          • tofika Re: Tofika do SAgi:)))) 24.03.06, 20:44
            Sagi,najmocniej przepraszam,,, mowilam do Reni ,ze cos nie tak
            wpisalam,,oczywiscie ze nie TY ,,tylko bohater,mial sen,a sen to tylko sen,
            zbyt szybko wpisalam..i wyszlo zupelnie ...zle..
            Wybacz ,ze popelnilam gafe,
            Jestes i badz zawsze bardzo szczesliwy .
            • sagittarius954 nie, nie,nie, jeszcze nie dziś jeszcze poczekajmy 26.03.06, 16:34
              jeszcze się nie spieszmy
              jeszcze mamy czas.....smile))))
              • tofika Re: nie, nie,nie, jeszcze nie dziś jeszcze poczek 26.03.06, 16:35
                Zbyszku.... smile)))rozpedzilam..patrze..a tu ...
                niczewo niet... oprocz zapewnien umownychsmile
                • regine Re: nie, nie,nie, jeszcze nie dziś jeszcze poczek 26.03.06, 16:38
                  Faktycznie, co to za ociąganie. Do roboty smile
                  Też czekam i czekam, a tu nic...Tylko zapewnienia...
                  A była Tofiko jakaś umowa ?
              • tofika Re: Sagi jest w 100% pewny ze poczekamy... 26.03.06, 17:02
                "jeszcze się nie spieszmy
                jeszcze mamy czas.....smile))))"
                Reginko przeciez tak wlasnie napisal SAgi,poprostu ..mamy czas i czekamy...smile)
                Sagi dzis tez nie ma czasu ,,bo opisal swoj jubileusz... zobacz sam o sobie
                napisal...gratuluje .. pomyslnych tworzen dalszych ...

        • sagittarius954 Re: Tofika 02.04.06, 17:50
          Nie trzy , ale cztery tygodnie upłynęły od rozmowy z dyrektorem drukarni i
          pomykałem droga krajową nr. 7 w kierunku północnym. Wyjeżdżałem jeden dzień
          wcześniej, żeby wstąpić jeszcze i doładować akumulatory przed spotkaniem z
          poezją czarując swoją duszę widokiem przyrody. Miałem takie miejsca rozsiane na
          terenie Mazur. Zanim zdążyłem wyjść z domu musiałem wysłuchać rad moich dam.
          Po pierwsze : żadnych spojrzeń na kobiety , bo wiesz one...
          Po drugie : żadnych szaleństw na drodze , szybkiej jazdy.
          Po trzecie : absolutnie pod żadnym pozorem zabrania mi się zabierania z trasy
          osób przygodnych.
          Po czwarte : dziadku przywieź mi zabawkę.
          O ile jednak pierwsze trzy życzenia przypominały prośby matki wypowiedziane do
          syna lotnika : lataj synku nisko i powoli, o tyle prośba mojej wnuczki stała się
          pierwszoplanową sprawą. Ucałowałem oczęta obu moich serdecznych przyjaciółek ,
          obiecałem dostosować się do ich wymogów i ruszyłem na spotkanie przygody. Moje
          serce otoczone ochronnym lodem mojej żony wytrwało jedynie do parkingu , gdzie
          szybko zaczęło się topić zobaczywszy uśmiech marzenie młodej kobiety, posłany mi
          ot tak od niechcenia na dobry początek dnia. Rącza gazela w swoim Alfa Romeo
          przemknęła obok mnie , pozostawiając w pamięci zarys warg otoczonych
          błyszczykiem . Wyjazd z Warszawy w zasadzie przez cały dzień przypomina
          czołganie się żółwia. Znając objazdy , poddałem się sznurowi aut wyglądających
          jak rzesze mrówek ciągnących swoją ścieżką i niosących różne łupy . Prosta droga
          do Mławy zawsze upływa jednostajnie . Dopiero mijając hotel z napisem „Warmia i
          Mazury witają " i wkraczając na pagórkowate tereny odczuwałem dreszczyk emocji.
          Długo nie wytrwałem w obietnicach danych mojej żonie i postanowiłem sprawdzić
          moje auteczko Silnik pracował miarowo . Posuwałem się coraz szybciej ,
          prędkościomierz wskazywał już 145 km/godz, kiedy jadący z naprzeciwka samochód
          ciężarowy dawał mi znaki zmieniając światła i informując o stojącej niedaleko
          kontroli drogowej. Panowie policjanci mieli już ofiarę szybkiej jazdy a ja jadąc
          bez celu do celu zwalniałem i delektowałem się barwami wiosny . Mijając
          Olsztynek i wjeżdżając w ciąg rozległych lasów zastanawiałem się po kiego czorta
          pcham się w paszczę poetyckiego lwa. Poeta ze mnie żaden a nikt z mojego zakładu
          nie jechał ze mną. Kontroli więc żadnej i nic nie trzymało mnie przy decyzji
          przełożonych wypchnięcia mnie na konkurs. Postanowiłem zrobić sobie wagary. Gdy
          zobaczyłem za Ostródą ciężkie chmury , nisko wiszące i gniotące widnokrąg
          popadłem w całkowitą melancholię . Żadnego spotkania z poezją, będzie tylko moje
          spotkanie z przyrodą . Odbijałem na Morąg , wjeżdżałem w lasy taborskie ,
          piękne , strzelające swoimi wierzchołkami do nieba . Witały mnie swoim szumem i
          niezwykłą odmiana barw zieleni.
          - Witaj podróżniku , proszę zostań z nami , pokażemy ci nasze piękno. Będziesz
          mógł tulić się do miękkiego mchu i kąpać w rozedrganych płatkach powietrza.
          - Chodź wejdź – słyszałem ich szum.
          I posłuchałem swojej wyobraźni . poddałem się . Skręciłem w kierunku nieznanego
          lądu . Uchyliłem boczną szybę , do wnętrza samochodu wpadło wilgotne ale czyste
          powietrze, pachniało wiosna i odradzającym się życiem . Jeden jest zapach
          przewyższający ten wiosenny swoja delikatnością i czystością. To zapach małego
          dziecka , niemowlęcia. Ile razy miałem na rękach małego człowieka , moje nozdrza
          zawsze wyczuwały niewinny i niczym nie skażony zapach , dający nadzieję na
          odradzające się życie.
          Zjeżdżałem lekko pochylającym się stokiem, nad mną kołysały się drzewa liściaste
          . Cały teren pod nimi usłany był jeszcze brązowymi i szczerniałymi liśćmi
          leżącymi tu od zeszłego roku. Żwirowa droga kręciła między drzewami i
          doprowadziła mnie do kilku obniżeń terenu. Wjeżdżałem w te dolinki, gdzie rosa
          na trawie nie zobaczyła promieni słonecznych , a wiatr tańczący wysoko między
          liśćmi drzew zapomniał ja strącić . Pierwsze nicie pajęczych sieci rozstawione
          na nisko położonych krzewach skrzyły się w falującym powietrzu. Drzewa stojąc
          gęsto jedno obok drugiego, zabierały ciepłe promienie słoneczne i nie
          przepuszczały ich niżej, do roślin, wyciągających swoje gałązki w kierunku
          złotodajnego życia. Jechałem przez wyręb lasu , tu kilkudziesięcioletnie drzewa
          spotkał smutny los . Ślady po wyrębie , zachłannie maskowała przyroda ,
          rosnącymi wkoło karczy nowymi roślinami , pnącymi się do góry. Między rzadko
          rozstawionymi drzewami zobaczyłem srebrzącą się taflę jeziora. Na jej brzegu
          ciemna malutka postać wpatrywała się w toń jeziora. Ciekawość zakiełkowała we
          mnie płodnym ziarenkiem i rosła szybko przybliżając mnie do niej.
          Minąłem pojedyńcze zabudowania , tak stare jak ten las i nie wiadomo było czy
          dom czy las były tu pierwsze. Niebo w oddali zaciągało się ciemnymi chmurami a
          brak wiatru zwiastował ich późne przybycie. Dotarłem do miejsca , gdzie za dwa
          miesiące ten teren stanie się głośnym miejscem odwiedzanym przez ludzi. Terz
          panowała tu cisza przerywana mową drzew z jeziorem.
          Postać skryła się za wysokim drzewem stojącym na brzegu. Porzuciłem samochód i
          schodziłem łagodnym zboczem w kierunku pomostu , wcinającego się dwadzieścia
          metrów w głąb jeziora. Pragnąłem usiąść sobie na jego końcu i spokojnie patrzeć
          na kołyszące się fale , kurki wodne znikające w głębinach jeziora i na odległy
          brzeg porośnięty wysokim sitowiem i ciemną ścianą lasu.
          - Proszę tam nie wchodzić – usłyszałem kobiecy głos.
          Odwróciłem się w kierunku głosu. Zza drzewa wystawała głowa kobiety. Oczy
          zasłaniały okulary przyciemnione , drobne proste wargi i twarz już lekko
          opaloną co mogło świadczyć , że pani jest tu zamieszkała i przebywa długie
          godziny na dworzu.
          -Dlaczego ? – wyrwało mi się bezwiednie- chciałem tylko rzucić okiem na
          krajobraz i zaraz ruszę dalej – usprawiedliwiałem się.
          -Jeszcze momencik – odpowiadała uśmiechnięta – bo wystraszy mi pan rybkę ,
          poluję tu na nią od kilku lat , to szczupaczek – dodała tajemniczo.
          Bywałem nad jeziorami niejednokrotnie i widok wędkującej kobiety zawsze mnie
          zaskakiwał, pewnie jak duże ryby w tym jeziorze.
          - Mogę poczekać , nie spieszy mi się – kiwnąłem głową i już chciałem opuścić to
          miejsce , gdy dobiegł mnie jej głos.
          - Nie musi pan odchodzić , nie lubi pan porozmawiać ? – spytała.
          Szczerość pytania troszkę mnie zdeprymowała.
          - Lubię , tylko trema przed spotkaniem nowej osoby zawsze mnie onieśmiela-
          ściszyłem głos mimo woli.
          - Z tą pana tremą nie musi być tak całkiem źle skoro potrafi się pan do niej
          przyznać – Przez przyciemnione okulary jej oczy wydawały się jeszcze mniejsze.
          - Oswajanie się z osobą to dawkowanie swoich odczuć i szukanie dla nich
          zrozumienia- odpowiedziałem szybko a tajemnicza kobieta bardzo mnie zainteresowała.
          - Pana odczucia są forma uczucia jakie pan żywi do wszystkich ludzi – delikatnie
          się usmiechała – proszę niech pan usiądzie – podała mi składany stołeczek
          wędkarski, sama rozłożyła drugi , wygodnie się na nim sadowiąc .

          Jednego byłem pewien. Dzisiejszy dzień spędzę nad jeziorem z kobietą potrafiącą
          mówić o uczuciach . Czy mogłem wymyślić sobie ciekawszy scenariusz dnia ?
          Żwirowa droga wiedziała dokąd mnie prowadzi.

          • regine Re: Tofika 02.04.06, 19:51
            Jakbyś tą trasę przemierzał codziennie, tak szczegółowo i pięknie ją pisałeś.
            Każde drzewo, pajęczyna, zakręt drogi czy drzewo.
            "Malując" klawiaturą, oddałeś piękno mazurskiej krainy.
            Ciekawe co dalej...???
            • sagittarius954 Re: Tofika 02.04.06, 19:52
              Nie powiem czekajcie...wink))
              • del.wa.57 Re: Tofika 02.04.06, 19:55
                Ciekawe co tez wydarzy sie nad wodą??????????????
                smile))
                • del.wa.57 Re: Tofika 02.04.06, 19:56
                  Tofiko,lubisz (moczyc kija?)czyli łowić rybki?
                  smile)))
                  • sagittarius954 Re: Tofika sagi do del.wy 02.04.06, 20:00
                    ooooo bezpośrednia istoto, co ty z tym moczeniem kijasmile)))))))))))))))
                  • tofika Re: Tofika 02.04.06, 20:13
                    Sagi,nareszcie.........
                    niepokoilam ,ze wpiszesz a ja nie bede mogla przeczytac,
                    podziwiam prawdziwosc Twoich przyrodniczych opisow,
                    wszystko jest mi tak bardzo znane,
                    a co wydarzy ???
                    Sagi ..obiecaj ze juz troszke przyspieszysz klikanie smile))hm rozmowy o
                    uczuciach??
                    czekam ...--my
                    Delwus,tak,trafne ..bywam na rybach od lat,wyprawy przy ksiezycu tez
                    zaliczam ,bo sa brania wlasnie niektorych gatunkow ryb ,tylko nocka

                    • sagittarius954 Re: Tofika 02.04.06, 20:16
                      Postaram się toficzko jak bum cyk cyk..smile) Mam cały tydzień wolny więc się
                      postaram...smile)
                      • tofika Re: Tofika 02.04.06, 20:27
                        Ach to tak....
                        Sagi
                        poprostu Ciebie trzeba bardzo ladnie poprosic...smile))
                        • sagittarius954 Re: Tofika 02.04.06, 20:30
                          Nie, nie, nie, ja to dla Ciebie robie z wielka przyjemnościa i tylko gdzieś ta
                          wena odleciała w świat...
                        • del.wa.57 Re: Tofika 02.04.06, 20:33
                          Jestes wszechstronna Tofiko,podziwiam Ciebie dziewczyno,siedzenie z wędką czyli
                          (moczenie kija)musi być pasjonujące a muslałam,ze to domena mężczyzn,brawo
                          Tofikosmile)))
                          • tofika Re: zanim..... 06.04.06, 13:39
                            Co moglo sprawic ,ze tak bardzo wczesnym rankiem,prawie o swicie obudzilam sie?
                            Przez szczelinki zaluzjii wschodzace slonko narysowalo na scianie mojego
                            pokoju piekne harmonijki.
                            Jakis ptak porannie kwilil cichutko,chyba wiedzial,ze nie wypada ,gdy miasto
                            otulone snem ,byc glosnym,pewnie prowadzil szeptem" rozmowke" z swoja wiosennie
                            wypatrzona wybranka serca.
                            Probowalam ulozyc sie do snu,bo po co tak raniutko wstawac ,majac tyle czasu do
                            wszelkich spraw zycia codziennego,ale sen nawet na chwilke drzemki nie wracal.
                            Trudno ,pomyslalam nie to nie...
                            Odslonilam zaluzje,pokarmie moje sadzonki pomidorow ,niech pozywia promykami
                            slonca.Pod listkami slicznie zielonych listeczkow dostrzeglam rose,kropelki
                            wieksze i mniejsze,jak codzien podotykalam te szybko rosnace roslinki,
                            przypomnialam ze ,,dzis planowalam je porozsadzac ,przeciez zaczynaja scigac za
                            szybko ,,ktory szybiej do slonca.wiec trzeba koniecznie dac im nastepne miejsca
                            do zycia,, wiecej przestrzeni.
                            Nikomu w niczym nie przeszkadzalam, maz ok 2giej w nocy wybral z kolega na
                            ryby,
                            wiec moglam spokojnie zajac praca --a wszystkie prace zwiazane z hodowla roslin
                            bardzo lubie.Roslinki chyba czuja ze daje im poczucie wiekszej wygody.
                            Lyczkami swiezutkiej kawy jeszcze bardziej przebudzilam,
                            nie,,nie to nie tak....
                            odglos lecacego samolotu.. tak i pozostawiony slad na niebie..
                            ......przez trzydzisci pare lat... ilez ja tych sladow na niebie spostrzeglam..
                            wrocily wspomnienia.... znow wrocily...


                            • malwina52 Re: zanim..... 06.04.06, 13:43
                              jak ja lubie Ciebie czytacsmile
                              • tadeuszx Re: zanim..... 06.04.06, 14:22
                                ...hmmmm, źle jest! Jak dziewczyny takie rozmarzone??? To pewnikiem za chłopem,
                                coś niedopieszczone.smile)))
                                • malwina52 Re: zanim..... 06.04.06, 14:24
                                  coz "chlop potega jest i basta"
          • sagittarius954 Re: Tofika 3 06.04.06, 19:15
            Nagle zawarczał kołowrotek . Żyłka wędki naprężyła się i zaległa cisza,
            przerywana pluskiem fal rozbijających się o piaszczysty brzeg jeziora. Moja
            nieznajoma podniosła się zręcznie i miękkim ruchem znalazła się obok wędki.
            Kołowrotek znów odezwał się a żyłka zmieniała swoje położenie , przecinając
            powierzchnię jeziora.
            - Nie tam, tylko nie tam – szeptała kobieta - tylko nie w zarośla – oczy mojej
            nieznajomej płonęły, usta lekko drżały a przecież wkoło nie było innego ,oprócz
            mnie, męskiego obiektu pożądania.
            Podnosiła spokojnie wędzisko do góry i rytmicznie opuszczała , kręcąc
            kołowrotkiem . Żyłka po raz kolejny zmieniła swoje położenie skręcając w
            kierunku kęp trzciny. Kołowrotek jeszcze raz zaterkotał i umilkł. Połów jak
            nagle się rozpoczął tak nagle się skończył , naprężona żyłka wyprysnęła z wody i
            skręcając się w drobne kółka wisiała bezwładnie na końcu wędki.
            - Masz ci los , uciekł mi – w głosie nieznajomej była niekłamana nuta żalu za
            utraconą rybą , spoglądała na mnie szukając u mnie pocieszenia. Cóż mogłem
            zrobić, zacząłem niezdarnie:
            - Następnym razem ... - nie dokończyłem .
            - Nie będzie następnego razu – usłyszałem nie mam sił do niego, tyle lat
            podchodów i nic, musi pan wiedzieć , że ja tego szczupaczka tylko raz w roku
            łowię przez dwa może trzy dni, gdy jestem w pobliżu na warsztatach poetyckich.
            - AAAA – zdołałem wydukać a nieznajoma podchodziła do stołeczka. Zatrzymała się
            przy nim i wyciągnęła do mnie rękę
            - Maria jestem – patrzyła poważnym wzrokiem i wyciągał do mnie rękę.
            Poderwałem się z siedzenia stając niemal na bacznośc.
            - Zbyszek – odpowiedziałem – widzi pani ja dzisiaj też tam na te warsztaty
            podążałem , ale postanowiłem uciec i dlatego znalazłem się tutaj.
            Wziąłem do ręki jej dłoń i zdziwiłem się . Powinna być mokra i chłodna ,
            przecież niedawno Maria schylała się obmywając dłonie woda z jeziora. Była
            jednak ciepła i sucha. Widać było że ta ręka potrafi trzymać i wędkęi dobrze
            obyta jest z piórem bo na palcu środkowym zauważyłem odrobinkę ciemnego tuszu w
            miejscu gdzie zwykle trzyma się długopis. Była delikatna choc poprzecinana
            bruzdami pracy. Ta ręka potrafiła oddać najczulszą pieszczotę , kto ją otrzymał
            był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Schyliłem się by ukraść najmniejszy
            promyk szczęścia z tej ręki .- Nie wolno, nie wolno – krzyknęła kobieta
            wyciągając rękę z mojej dłoni - co pan robi ona jest nieczysta , nie można tak !
            - Przepraszam , jeśli panią uraziłem , ale czy może być coś przyjemniejszego niż
            pokłon przed ręką kobiety w dodatku nieznajomej, przecież pani dłonie umyła już
            w jeziorze a ja z naturą umiem obcować i nie biję się jej małych wybryków .
            - Wystarczy że uściśniemy sobie dłonie – mówiła – mam coś pysznego , czy pozwoli
            się pan poczęstować ?
            Podchodziła do małego wiklinowego koszyczka ukrytego za drzewem . Podniosła go i
            wróciła na miejsce.
            Usiedliśmy w ciszy a mnie troszkę nieswojo się zrobiło, że obca kobieta może
            częstować obcego mężczyznę. Wiklinowy koszyczek otworzył się i z jego środka
            właścicielka wyciągnęła butelkę wina . Nie było to wino kupione w sklepie ,
            stara butelka pamiętała zamierzchłe czasy naszej młodości.
            - wypijemy za naszą znajomość i za tego nieszczęśnika który ucieł mi z wędki –
            dwie małe szklaneczki miały przejąć funkcje kieliszków. W głębi duszy poczułem
            ulgę , że nie zostałem poczęstowany pożywieniem. Wino lubiłem .
            - To wino własnej roboty, z własnych owoców, robione domowym sposobem , proszę
            skosztować – Maria uśmiechała się do mnie życzliwie – to zeszłoroczne.
            Zagłębiłem usta w kolorowym płynie . Poczułem słońce zeszłego lata , z zimnym
            jego końcem co spowodowało wstrzymanie dojrzewania owoców. Słodki smak rozlewał
            mi się w ustach i wpływał do wewnątrz gdzie szybciutko przemykał do żył. Zrobiło
            mi się gorąco.
            - Dobre , naprawdę bardzo dobre – powiedziałem i zmięszałem się bo na dnie mojej
            szklaneczki nie było już boskiego napju.
            Maria w lot odgadnęła moje kłopoty i związane z nim zakłopotanie .
            - Ach wy mężczyźni wszyscy jednakowi – dolewała mi następna szklaneczkę , sama
            zas znów pochyliła się nad wiklinowym koszyczkiem wyciągając z niego ciasto
            obłożone srebrną folia .
            - Czy da się pan skusić na kawałek mojego serniczka? – cóż mogłem jej
            odpowiedzieć dzisiaj dla niej zjem nawet całą blaszkę,była naprawdę miła
            najmilszą wędkarką spotkana przypadkiem. Znów nie mogłem oprzeć się wrażeniu ,
            że to nie ja wybrałem się na spotkanie przygody , ale to przygoda steruje mną.
            Czy moja nieznajoma jeszcze mnie czyms zaskoczy?

            • tofika Re: Tofika 3 06.04.06, 19:49
              Sagi,zaraz a gdzie 2 ? juz 3?
              nie ,,jeden raz przeczytac to za malo,, czytalam uwaznie i powolutku dwa juz
              razy ,, wrazenie niesamowite,Ty "trzmielku "zaspany ledwo Cie dobudzilam, zebys
              wreszcie napisal i udalo mi sie dzis,
              jestem pod urokiem prawdziwych zdarzen (czytaj fikcyjnych)opisanych do tej pory,
              cos mi tu ,,pasowaloby ,ze autor jakby naprawde gdzies widzial? Marie..alez
              nie: to przeciez niemozliwe...

              pisz Zbyszku ,ja znow cierpliwie bede czekac ,moge przysiac ze .. wszyscy
              czekaja,: )
              • del.wa.57 Re: Tofika 3 06.04.06, 19:57
                Jasne,ze wszyscy czekamy!!!!Zbyszek ma talent,naprawdę.
                A Ty go Tofiko zaskakuj...zaskakujsmile)))
              • tofika Re: Sagi, 06.04.06, 20:03
                Zbyszek ,
                Ale kolejna wpadka moja,, wybacz przeciez teraz spr i wszystko jest,,
                Naprawde to jest czesc 3 !
                ale gapisko ze mnie ..tak to jest w pospiechu ,, , byc na komputerze, stres
                ze zaraz mi sie wylaczy .. a soi sklerozo .. a sio,, bu juz mnie dorywa i
                dorywa...
                • sagittarius954 Re: Sagi, 06.04.06, 20:24
                  Tofiko, Tobie taka przykrość nie może sie zdarzyć( zapominanie)jest mi lekko bo
                  swoją obecnością dzisiaj zrobiłas coś dla mnie ważnego. DZĘKUJĘ, czy naprawdę
                  nieznajoma?
              • tofika Re: Tofika 4 .... Sagi ???????? 08.04.06, 16:33
                bardzo by sie przydala...

                -
                • sagittarius954 Re: Tofika 4 .... Sagi ???????? 08.04.06, 16:37
                  Tak jeszcze by mi brakowało męża na głowie, żebym mógł sepuku zrobić ,smile))))
                  Tofiko daj się "poderwać" bez obstawy, pozdrawiam milesmile)))))
          • sagittarius954 Re: Tofika 5 12.04.06, 17:41
            -Z samochodu wysiadało kilka osób, trzech mężczyzn i cztery kobiety. Przetaczali
            się przez polankę , głośno wołajac do Marii.
            - Jak tam złowiłaś cos? OOOO niezłą rybkę capnełaś – wolno posuwali się w stronę
            znajomej. Maria skierowała się w ich stronę . Postanowiłem oddalić się
            niepostrzeżenie . Jednak co innego pomyśleć a co innego wykonać zamysł.
            Podreptałem w kierunku pomostu. Usiadłem na jego końcu. Patrzyłem się na
            przeciwległy brzeg. Zachodzące słońce wydłużało cień lasu a najwyższe drzewo,
            wyróżniające się w ciemnozielonym pasie, na tle toni jeziora, stawało się czarne
            , groźne i swoim wierzchołkiem kierowało się w moja stronę. Pomyślałem ,że
            zazdroszczę tego wesołego nastroju przybyłym i jak dziecko odczułem brak
            obecności Marii, Chłód bił od powierzchni jeziora , nie tak dawno leżała na nim
            gruba warstwa lodu , chroniąca jednak ryby przed wodnym ptactwem . Nury jeszcze
            polowały najadając się do syta, w oddali dwa białe łabędzie, w okolicy trzcin,
            zrobiły swoje gniazdo. Pani łabedziowa usadowiona wyżej , wyciągała swoja długą
            szyję w kierunku samca . Ten pływał wokół niej i tylko od czasu do czasu
            dobiegało do mnie ich gęganie. Niebo przybierało barwę popiołu , szarość
            zalewała krajobraz . Jedna cienka biała linia przecinała tę szarość .
            rozpoznałem lecący samolot . Znajdował się on za wysoko, by do ziemi dotarł jego
            huczący odgłos. Obejrzałem się za siebie. Barykada żywych ludzi uniemożliwiała
            mi dotarcie do samochodu. Maria rozmawiała z jakimś mężczyzna przy koszyku
            wiklinowym, reszta grupy rozproszyła się po biwaku oglądając widoki niknące
            powoli w końcówce dnia. Zrobiło mi się zimno , organizm bronił się gęsią skórką
            i pierwszymi dreszczami. Usłyszałem za sobą kroki i poczułem dłoń na swoim
            ramieniu.
            - Chciałam się pożegnać – usłyszałem głos Marii- mam propozycje dla ciebie.
            Tutaj obok znajduje się całkiem nie duża miejscowość, gdzie można znaleźć
            wygodny nocleg . Proszę przyłącz się do nas , spędzimy razem wieczór i będziemy
            mogli porozmawiać.
            W jej
            spojrzeniu widziałem prośbę , nie mogłem spełnić jej życzenia. Nieraz człowiek
            zachowuje się nieracjonalnie . Rezygnowałem z ich i jej towarzystwa , bojąc się,
            że nie odzyskamy w innym otoczeniu więzi która może na chwilę , ale nas
            połączyła . Zapragnąłem zapamiętać Marię z tego jednego wiersza, z wędką w ręku
            i z drżącymi wargami wpatrującą się w niewidzialną rybę.
            - Przepraszam , ale już zamówiłem kwaterę w pobliskiej wiosce, zostanę tu do
            zmroku – odpowiedziałem
            - To zobaczymy się jutro w czasie konkursu ?- w jej głosie czułem zawiedzioną
            nutę, którą starała się ukryć.
            Niechętnie mówię nieprawdę, teraz starałem się zagrać swoja rolę najbardziej
            prawdopodobnie.
            - Oczywiście , będę na pewno, nie zrezygnuję ze sposobności odczytania
            chociaż jeszcze jednego swojego wiersza, no i chciałbym Cię jeszcze spotkać.
            Patrzyła na mnie nie mogłem oprzeć się im, spojrzałem na jej rękę i zobaczyłem
            jak powoli wyciąga w moim kierunku.
            Ująłem ją i nie pocałowałem , bałem się, że ten gest może się przedłużyć i wyda
            mnie . Odwróciła się ode mnie i ruszyła do oczekującęj ja grupy znajomych .
            Kroki zostawiały odgłos roznoszący się nieznacznym echem. W chwilę później
            samochód wytoczył się z polany . Jego odgłos i blask świateł nikł w kładącym się
            do snu lesie.



            W niecały rok później, w internecie, przez pomyłkę wszedłem na forum i
            zadziwiłem się . Przeważały kobiety, tylko kilku facetów dotrzymywało im
            towarzystwa. W jednym wątku odnalazłem ten sam wiersz, który mówiła do mnie nad
            jeziorem Maria . Moje zdziwienie było jeszcze większe bo rozpoznawałem tą samą
            osobę z drżącymi ustami – Tofikę.
            Nawet gdyby to nie była ona , to spotkanie nieznajomej gdzieś na Mazurach,
            pozostawiło we mnie ślad . Nie pielęgnuję go w sobie on po prostu we mnie jest.

            • tofika Re: Tofika 5 12.04.06, 19:57
              Zbyszku,znalazles czasu troszke i powstalo opowiadanko c d..
              czekalam i oto mam ... "czytanko na chwileczke zapomnienia..."
              tak, bywaja ,, wspomnienia,bywaja, o to wlasnie chodzi bysmy mieli co
              wspominac...i nie wazne czy to nas dotyczy czy kogos innego,
              Dziekuje ze poswieciles swoja vene na opisy dotyczace niby a jednak ponoc
              moich zdarzen,pozdrawiam i niech Ciebie pomysly nie opuszczaja ,, pisz tyle
              osobek tu czeka..
              ... tylko co sie stalo,, nic nie wiadomo o zamierzonym pobycie bohatera na
              konkursie,, niemozliwe zeby nie bylo zadnych wrazen ,z udzialu w
              konkursie,przeciez specjalnie pojechal,zostal wydelegowany przez zaklad
              pracy,,
              hm,, jakim utworem tam zablysnal?..
              wiecej porozmyslam juz dopiero po swietach..smile)
              A moze I Zbyszku TY jeszcze cosik dopiszesz?pozdrawiam wiosenniesmile
              • sagittarius954 Re: Tofika 5 12.04.06, 21:37
                tofiko, Zbyszek uważa sie za poetę, co to jego głowa nie ta, więc tej twórczości
                nie znam i musiałbym improwizowac co nie wyszłoby opowiadaniu na zdrowie . Dodam
                tylko że zezłolik wpadł mi do komputera i to co napisałem, "coś" czyli pewnie ja
                gapa nie zapisałem ,poprawię nie martw sie, ale juz wyśle ci na poczte . Jak w
                zyciu, nie zawsze można dostać to co się chce i zwykle bierzemy to co
                jest.Przyznasz, że jest w nas dwoistość,która odzywa się nie zawsze wtedy kiedy
                byśmy chcieli. Pozdrawiam . Dziękuję toficzko za pamięć.
                • regine Re: Tofika 5 22.05.06, 17:23
                  Proszę Toficzko, już jest smile)
        • sagittarius954 Re: Tofika 4 08.04.06, 20:03

          Jadłem sernik, nie ja nim się delektowałem , choć głód dawał się we znaki. Całe
          niebo odbijało się w falach jeziora. Żółte światło pojawiało się na moment w
          jej toni, by nadchodząca niska fala zabierała błysk światła i podążała do
          następnego, aż zmęczona gonitwą dobiegała do brzegu . Tu z lekkim szumem
          przelewała się i wycofywała po dnie w głąb jeziora. Pozostawała po niej tylko
          biała piana oplatająca brzeg. Tylko niebieskie niebo odbijając się w jeziorze,
          tworzyło tło dla igraszek fal ze światłem . Imię Maria i to pyszne ciasto
          przypomniało mi o mojej babci, która też potrafiła zrobić pyszny sernik, pyszną
          pomidorową i oddawała swoje ciepło wnukom . Jej szorstkie ręce , nie bojące się
          pracy , żadnej pracy, w zetknięciu z naszym ciałem podczas wieczornego mycia ,
          stawały się delikatne i opiekuńcze. Pomyślałem, że ręce Marii są takie same,
          potrafiące zrobić wszystko, ukoić smutek dzieci , włożyć serce w zrobienie
          pyszności i rozwiać wątpliwości mężczyzny. Gdy otworzyłem powieki , jej wzrok
          obejmował moje wargi pozbywające się ostatnich okruszków ciasta, i w oczach
          ujrzałem pytanie , zanim zdążyłem zmienić temat ona już zadawała pytanie :
          - Czy nie jest pan przypadkiem , nie jesteś głodny – troska w głosie była szczera .
          - Przyznam się , że tak miałem w Ostródzie zatrzymać się na pierogi z mięsem
          jednak pragnąłem przybyć, no może nie tutaj, przed przybyciem tych ciemnych
          chmur – wskazywałem palcami chmury przelewające się gdzieś daleko za ciemną
          linią lasu po drugiej stronie wody.
          - To dobrze, mam ze sobą kilka kanapeczek – znów otwierała koszyczek wyciągając
          z niego owiniętą cienka kanapkę – to pogoda mazurska, te chmury nie dotrą do
          nas, ale przed wieczorem ich następna partia przyniesie deszcz, proszę –
          podawała mi jedzenie.
          - Dzięki Mario , jesteś meteorologiem, - zapytałem
          - Nie , nie, tylko lata przebywania tutaj i wędkowania pozwoliły mi odgadywać tą
          kapryśną pogodę, jestem nauczycielka. Moja młodzież została pod opieka innej
          pani a ja nie mogłam się oprzeć, żeby nie powędkować w samotności – uśmiechnęła
          się- ale nieraz nie można mieć wszystkiego za jednym zamachem.
          - Przepraszam jeśli ci przeszkodziłem- usprawiedliwiałem się – naprawdę nie
          chciałem.
          - Przecież nic nie zrobiłeś, żebyś mnie miał przepraszać , wspominałeś że
          jedziesz na wieczór poetycki?
          Krótko opowiedziałem jej o wydarzeniach ostatniego miesiąca i wątpliwości jakie
          miałem , dotyczące mojego udziału w konkursie.
          - A czy łatwo pisze ci się wiersze? – dopytywała się
          - Nie , wcale nie , widzisz ja zauważam u siebie brak słownictwa, który
          opanowuje się w szkole poprzez ćwiczenie a później studia. Ja byłem patentowanym
          leniem , szkołę traktowałem jak przymus i chciałem się wyrwać w świat. Choć
          drogi życiowe wcale mnie nie rzuciły w szeroki świat a dziś cokolwiek nie
          napiszę chowam do szuflady, to potrafię na siebie spojrzeć krytycznie . Poza
          tym do pisania wierszy trzeba chwili, tego momentu , gdy twój umysł wznosi się
          na szczyt , aby przelać uczucia drzemiące gdzieś w środku – Położyłem rękę na sercu.
          - „ Każdy pisze nie to co przyjdzie w danej chwili do głowy, bo są to wtedy
          powtórzone słowa gdzieś zasłyszane,
          - przeczytane, lub ich strzępki..- Maria patrzyła się gdzieś , jej oczy
          spoglądały niby na krajobraz jeziora, ale naprawde zaglądała do swojej
          duszy--..wtedy są to takie tam bazgrołki.....to tak samo jest z
          malowaniem....jeżeli usiłuję
          - namalować coś z pamięci...zaufać własnej wyobraźni bez podparcia tego co
          stworzyła natura. To co czujesz głęboko w sercu, Twoje myśli, pragnienia,
          dążenia i chcesz je jakoś nazwać, opisać wtedy wyrywa się z serca potok słów aby
          stać się oceanem.....tak ,oceanem miłości.....przelewanie na papier uczuć,
          tęsknoty za pięknem, za
          - miłością....za tym wszystkim co chcielibyśmy mieć i tym żyć to nic innego jak
          malowanie słowami a słowa same układają się w kształty, kolory, cienie i blaski,
          pulsują i tętnią życiem, stojący krytyk bezduszny obok, powie ....to nic nie
          znaczy, nie spodoba mu się...on tego nie rozumie i nigdy nie
          zrozumie....powie..tak, piękny warsztat....pięknie dobrane rymy...inny zaś takie
          tam...bazgrołki a ten, co patrzy oczami serca będzie to samo przeżywa
          głęboko...będzie wewnątrz tego piękna....jak w tym słowie...mądrej głowie dość
          po słowie!....można zostać malarzem życia .....lub jak kto woli ..kowalem
          życia!...ale serce bije do rytmu i taktu melodii barw codzienności,....czujesz
          je?....czy ktoś nakazał Ci napisać to co widzisz? co przeżywasz patrząc na to co Cię
          - zachwyca?....nie...piszesz...piszesz....nie patrzysz jak wszyscy....patrzysz
          do ściągawki w sercu.....a ono mówi do
          - Ciebie..podpowiada, szepce czule, gładzi...dotyka, a Ty nie możesz zdążyć z
          zapisywaniem tego wszystkiego...śpiesz się! pisz , nawet jak coś pominiesz,
          .........ja nigdy nie wracam do tego co
          - namalowałem słowami, nie chcę powtórzyć czegoś nawet podświadomie... to
          - czuję...., zrozumiesz jak to jest z tym pisaniem czy też malowaniem
          ..słowami....czy motyl, tak piękny będzie taki sam już za rok? to piękno
          przemija, oko jest iluzją, czas też może Cię oszukać....serca nigdy, nigdy nie
          oszukasz.....a inni..? no cóż....niech malują jak chcą jak czują......” cyt Tofika
          Nie przerywałem jej , niech mówi , tylko jak utrwalic tę chwilę, zapamietac,
          starać się zapamiętać a później opisać.
          Moja rozmówczyni ciągnęła dalej
          - Powiem ci jeden mój wiersz.
          -
          -
          -
          - POUKLADAJ
          -
          - swoje myśli poukladaj
          - najstaranniej..
          - chaos
          - przeszkadza ci życ...
          - znow udreki
          - -szukasz wyjaśnień...
          - usprawiedliwień..
          - kolejny raz..
          - nie warto
          - poszukaj innej drogi
          - ukojenia
          - prostolinijnej
          - pelnej zaufania.i miłości
          - masz dar rozpoznawania
          - nie omijaj intuicji.
          - dobrymi myślami
          - wzmocnij swoja dusze
          - wyzbądź się
          - niepokoju, obaw
          - niejasnych spraw..
          - dotykaj
          - prawdziwej,
          - nie zakłamanej miłości
          - Nie pytam się ciebie czy jest dobry , on został stworzony gdy w moim życiu
          chciałam stabilizacji. – spoglądała już na mnie – a ty co mi powiesz?
          Moje oczy przestraszyły się tego momentu, gdy będą musiały powiedzieć jej prawdę
          , bo każdy wiersz to cząstka duszy oddawana w posiadanie innemu człowiekowi. W
          tym momencie wiatr uspokoił się a gałęzie drzew zatrzymały w bezruchu oczekując
          mojego wyznania. Już otwierałem usta i zwątpiłem w swoje mozliwości,
          umiejętności a chciałem bardzo błysnąć przed kimś kto pisze wiersze ot tak z
          potrzeby chwili.
          - Co się stało ? Nie pamiętasz żadnego swojego wiersza- dociekała .
          - Widzisz nie pamiętam , widocznie nie są takie dobre i nie utrwalają mi się –
          opuściłem głowę- nieraz dziwiłem się swojej pamięci, skąd takie jej zachowanie?-
          pytałem bardziej siebie niż mojej rozmówczyni.
          - Cóż zdarza się, ale może masz zapisany jakiś?
          - Mam , napisałem go dla mojej żony na jakąs rocznicę - pomaszerowałem do
          samochodu a drzewa znów szumiały ,ciepły dzień powoli kończył się . Na środku
          jeziora widoczne były puste pola niczym nie zmącone , na nich nic nie
          występowało , żadna nawet drobna zmarszczka nie mąciła spokoju.
          Wróciłem , stanąłem przed moja rozmówczynią i odczytałem:
          Wśród burzy życia Tyś mym portem
          Ostoja pełną spełnionych marzeń
          Kocham to tylko słowo i nie oddaje
          Mojej miłości do Ciebie ani woli
          Moich uczuć wylewających się z serca
          Dziękuję za to że jesteś i będziesz
          W dzień i nocami gdy ramionami
          Oplatam twą wątłą postać
          Oddaję Ci siebie w posiadanie
          Wraz z moją miłością niezrozumiałą
          Samolubną, ale miłością do ciebie.



          Od strony lasu dolatywał nas warkot silnika i za moment ujrzeliśmy wtłaczający
          się na pole biwakowe dostawczy samochód .
          - To po mnie- stwierdziła Maria.
          Są takie chwile, gdy pragnie się by nie nastąpiły. Cienka nić porozumienia
          ,która zaczęła nas łączyć w tej chwili została przerwana.

          • tofika Re: Tofika 4 08.04.06, 22:04
            Ile trudu kombinacjii ,mnie znow kosztowalo....by tu zagladnac..na systemie
            awaryjym,,,
            Sagi,
            dziekuje,za czwarta czesc,
            wydalo sie..jestem gadulinska,
            wszystko chyba inaczej potoczy,dostawczy samochod,to nikt z mojej rodziny,
            zapewne kolejni biwakowicze..zupelnie mi nieznani..
            wysylam co napisalam zeby troszke chociaz odezwac... bo komp zrobiwrummmmmm
            Pozdrawiam serdecznie Autora smile))
    • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 05.09.06, 19:26
      Tak się zastanawiam czy nie ruszyć też z następnym opowiadaniem , ale
      tradycyjnie(?)zapytam się bohaterki : Dankarol czy mogę napisać opowiadanie z
      tobą w roli głównej ?
      • natla Re: A co Wy na to? 05.09.06, 21:12
        Pisz, bo szkoda czasu. Danutka się na pewno zgodzi smile
      • dankarol Re: A co Wy na to? 05.09.06, 21:12
        Proszę bardzo Sagi, bardzo jestem ciekawa co też wymyślisz.
        • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 05.09.06, 21:18
          Dobrze zaczynam jutrosmile)
          • tofika Re: A co Wy na to? 06.09.06, 15:31
            Sagi, odpocznij po zebraniu zielonych pomidorkow, odsapnij po smakowitym
            przysmaku i za tworczosc sie wez... --juz doczekac nie moge... zeby poczytac ..
            z Bohaterka gl Dankarola...3mam kciukismile
    • sagittarius954 Re: Dankarol. 06.09.06, 17:13
      -Padnij kocie ! – dobiegł moich uszu krzyk.
      -Padnij , ku**a powiedziałem !
      -Patrzyłem na szeregowca swojego imiennika . Miał metr pięćdziesiąt w kapeluszu
      , widocznie dlatego próbuje wykorzystać władzę jaką otrzymał z rąk dowódcy
      dywizjonu.
      Co miałem robić. Wzrokiem wybierałem miejsce , gdzie mogłem upaść . Zorana
      ziemia tworzyła z topniejącym śniegiem miękką papkę . W zagłębieniu
      pozostawionych przez gąsienice spycharki gromadziła się woda, wystarczająco
      głęboka , żebym nie tylko upaprał moro , ale i zamoczył pod nim schowany
      podkoszulek. Spotkanie z błotem nie należało do przyjemności , tym bardziej w
      grudniu , temperatura otoczenia spadła do plus dwóch stopni .Jednak rozkaz
      wykonać musiałem . Kładłem się powoli zostawiając po d sobą wolną przestrzeń.
      Opierałem się na dłoniach i czubkach wojskowych butów .
      - Oooo....żołnierzu ! Tak na szkółce uczyli was padać !Chcecie , żeby pierwsza
      nadlatująca kula odstrzeliła tę kocią dupę ?!
      -Powstań ! – wolno podnosiłem się i zanim stanąłem w postawie wyprostowanej ,
      usłyszałem – Padnij ! Ku**a !
      Teraz już szybko pacnąłem w breję . Poczułem jak błoto ochlapuje moją twarz .
      Ręce zagłębiły się w lepkiej i zimnej masie a rękawami wlewała się brudna ciecz.
      Jeszcze próbowałem utrzymać wolną przestrzeń między podbrzuszem a ziemią .
      Usłyszałem człapanie starszego służbą kolegi .
      - W pliszki ze mną lecisz ! Taaak?!
      - Nie chce się wykonywać porządnie rozkazów to przymusimy kota !
      Jego ubabrany w błocie but żołnierski wylądował na moich plecach i z coraz to
      większym naciskiem napierał na mnie . Nie było sensu opierać się . Zanurzyłem
      się cały w błocie . Moro przesiąkało i wilgoć docierała do mojej skóry .
      Pierwsze dreszcze przebiegały mnie na wskroś . Unosiłem głowę . Przed sobą
      widziałem łąki podzielone elektrycznymi pastuchami . Stojące krowy ze znudzeniem
      odwracały swoje łby na odgłos dobiegającego krzyku.
      -Na co się gapisz poj*****u?!
      -Nie myślisz dobrze wykonywać rozkazu, to ja ciebie nauczę
      Kątem oka zobaczyłem jak jego prawa noga bierze zamach .
      Chowałem głowę w ramiona . Zaciskałem powieki oczekując ciosu . Twarz mimowolnie
      ukryłem w błocie .Kopnięcie wymierzone było w czapkę na mojej głowie .
      Usłyszałem świst zerwanej rogatywki i poczułem uderzenie obcasa w sam środek
      głowy. Chłodne powietrze łagodziło bolące miejsce .
      -„Tak tonie biały orzełek „ – pomyślałem i pierwsza fala wściekłości zalewała mnie .
      -Powstań ! – ciągle wrzeszczał na mnie i do głowy przychodziło mi pytanie „
      Dopiero co się zaczął znęcać , ciekawe jak długo będzie to robił”.
      Kiedy podniosłem się , podszedł do mnie blisko, przybliżył twarz do mojej.
      Czułem jego obleśny oddech sfermentowanego wina a kropelki śliny uderzały w moja
      ubrudzoną twarz.
      -Co podrapałbyś mnie – w jego oczach widziałem zadowolenie chociaż usta
      wykrzywiał grymas wściekłości . Przerzedzony wąs , który codziennie rano gładził
      długimi minutami przed lustrem był oszroniony .
      -Nie w smak ci , że szeregowy rozkazuje starszemu stopniem . Służba się liczy ,
      kocie w wojsku , służba i nic więcej.
      -Masz wykonywać moje rozkazy , albo cię zaj***ę. Jednego już nie wykonałeś
      zakopałeś spycharkę , cszego nie nauczyli cię na szkólce tego ja dokonam . Przez
      nogi do głowy głupi kocie .Zaczniemy teraz musztrą . Wrócisz do baraku tym
      szybciej im lepiej będziesz wykonywał ćwiczenia .
      -Zrozumiałeś ku**a kocie ! wrzasnął mi do ucha .
      -Tak jest – odpowiedziałem . Obrzydzenie do służby wojskowej doświadczałem
      codziennie , teraz wracało z zwielokrotnioną siłą .
      - Nie słyszę!.
      - Tak jest ! – odpowiedziałem wrzaskiem
      - Teraz słyszę – na jego twarzy pojawił się uśmiech .
      - Padnij , powstań, padnij , powstań....
      Po kilku minutach padnięć , zmęczenie zaczynało dawać znać .Oddech stał się
      krótki i przerywany . Opary wydobywały się z moich ust , lekki zimny wiatr
      zabiera ł je . Znikały a ja chciałem zapaść się pod ziemię .
      - Baczność !. Coś do ciebie zaczyna docierać .
      Stanąłem w postawie zasadniczej .
      Biegiem ! Na wprost! Do drzewa i z powrotem! Wykonać !
      Biegłem , już o niczym nie myślałem .
      - To ma być bieg a nie pie*******e się .
      - Szybciej , chcesz się położyć , jeszcze szybciej .
      Osiągnąłem cel oddalony ode mnie o jakieś dwieście metrów i zawracałem .
      Dobiegłem do Szostakiewicza i zatrzymałem się .
      - No widzisz jak chcesz to potrafisz – udawał dobrego tatusia.
      Jeszcze kilkakrotnie biegałem po tej samej pętli , za każdym razem jak mijałem
      drzewo dotykałem dłonią jego szorstkiego pnia .
      - „ Jak ty masz dobrze tylko stoisz „
      Potykałem się coraz bardziej , mój dowódca nie przejmował się tym
      zupełnie.Wreszcie zatrzymał mnie .
      Teraz kocie dam ci wypocząć . Do drzewa zap*******sz kaczym chodem od drzewa
      czołganiem przez pełzanie . Jasne !
      Jego krzyk odczuwałem każdym swoim nerwem .Milczałem a on nie kazał przytaknąć .
      Ukucnąłem , chwyciłem rękoma za pięty nóg i poczłapałem . Ciężko ten element
      wykonać na równym terenie co dopiero na poprzecinanych przez spycharkę polu . Co
      kilka kroków wywracałem się na wszystkie swoje strony . Breja wlewała mi się
      przez kołnierz kurtki . Wytchnienie sprawiło czołganie . Pokonując wysokie
      bruzdy lepka maź dostawała mi się do ust . Wreszcie dotarłem do szeregowca.
      Zapamiętaj sobie tą lekcję pie******y kocie , mam nadzieje , że następnym razem
      nie zakopiesz mojej maszyny . Teraz weźmiesz łopatę od budowlańców i odkopiesz
      spycharkę .
      Zmęczony , wolno posuwałem się w kierunku pracujących opodal ludzi . Było mi
      wstyd , że gnojenie człowieka odbyło się na ich oczach a tego darować mu już nie
      mogłem .
      - Wróć- usłyszałem
      Odwróciłem się tylko .
      - Gdzie się szwędasz kocie , żołnierz bez czapki to jak dupa bez spodni .
      - Ja ... Wydusiłem z siebie chcąć powiedzieć że mam nazwisko .
      - Ja to w wojsku dupa . uciął krótko.
      Odszukałem czapkę . Leżała w zagłębieniu z wodą . Przesiąkła już cała . Mokra
      dawała trochę ochłody rozgrzanej głowie . Moro przesiąknięte nie tylko błotem
      parowało na mnie .
      - „ Muszę szybko wziąć łopatę i kopać bo jak szybko wychłodzę organizm , może
      być ze mną źle „ – myślałem – „ a ciebie skur*****u jak dorwę w cywilu to cię
      ch**u za****ę.
      Nie kląłem często , zmęczenie pozwalało mi jednak na ten słowny gest . Moja
      godność młodego człowieka została starmoszona , sponiewierana , nic nie
      znaczyłem , brzydziłem się wojska . Z trudnością panowałem nad drżeniem rąk.


      Miarowy stukot kół pociągu wyrwał mnie z zamyślenia . Tyle lat upłynęło już od
      tego dnia a obrazy jak żywe stawały mi przed oczyma i jeszcze raz musiałem
      przeżywać swoje upodlenie . Patrzyłem na mijany krajobraz . Z nikim nie miałem
      chęci rozmawiać w czasie podrózy , wręcz jej unikałem zamykając oczy. Jechałem
      do dobrego znajomego , którego poznałem tam na Pomorzu . W czasie odbywania
      służby wojskowej uczestniczyłem w budowie obór dla owiec, koło miejscowości
      Cerkwica . Pamiętnego dnia , ścieżki życia dwóch mężczyzn przecięły się , ale
      wtedy o tym ani ja, ani Kazimierz nie wiedzieliśmy.

      • natla Re: Dankarol. 06.09.06, 17:46
        Okropny, ciężki krótki filmik. Bardzo obrazowo to napisałeś.....bardzo, i nie
        myśle tu o łacinie. Zawsze uważałam, ze każdy męższczyzna powinien przejść
        przez wojsko, ale teraz juz nie jestem taka pewna...
      • dankarol Re: Dankarol. 08.09.06, 16:10
        No wreszcie udało mi się przeczytać. Będzie ciąg dalszy?
        W każdym razie dobrze sie zaczyna.
    • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 08.09.06, 18:53

      Turlałem się do stojących mężczyzn . Gdy doszedłem zdołałem wykrztusić z siebie
      trzy słowa.
      - Łopatę...chciałem ...pożyczyć...- sapałem i stałem w pozie wojskowego flejtucha.
      Patrzyli się na mnie . Wiedziałem , że nie przedstawiam widoku wspaniałego
      żołnierza wojsk lotniczych . Przód mora całkowicie zabłocony , tył wcale nie był
      lepszy i opary ciepła buchające ze mnie . Pot zmieszał się z wilgocią ,-
      śmierdziałem.
      Przez moment całkowita cisza jeszcze bardziej mnie zawstydzała i upokarzała.
      - No co tak stoicie ? Ruszcie się .- zdecydowany, męski głos wydobywał się zza
      pleców kilku pracowników.
      Pan Tosiek . Tak go wszyscy na budowie nazywali. Prowadziłem z nim
      niejednokrotnie rozmowy , podczas gdy mój starszy służbą kolega pracował
      równając teren . Pan Tosiek walczył w Powstaniu Warszawskim , ale od tamtej pory
      drogi miasta i jego rozmijały się .
      - Roman , trzymaj klucze do magazynku , przyniesiesz ubranie robocze i
      gumofilce- wydał polecenie- A wy co – zwrócił się do reszty – przedstawienie się
      skończyło , do roboty.
      - Sławek podjedź koparką, odkop tego wojskowego rzęcha – patrzył na mężczyznę z
      papierosem w kąciku ust.
      - Ale ja muszę sam – próbowałem protestować łapiąc pierwsze oddechy .
      - Żadnego ale, to ja jestem kierownikiem budowy i mam władzę nawet nad wami-
      powiedział- wchodź do baraku.
      Stapałem po schodach a moje nogi były jak ze sprężyny. W baraku przywitała nas
      zdziwionym spojrzeniem pani Teresa. Kobieta od papierkowej roboty. Gdy plecy
      pana Tośka odsłoniły mnie, podniosła do ust złożoną i wyprostowaną rękę.
      - Przebieraj się za kotarą – rzucił krótko.
      Dostałem ubranie ,troszkę za duże gumiaki, wyszedłem zza kotary.
      - Kawaler jak się patrzy – żartował pan Tosiek.
      Chciałem zabrać zabrudzone moro .
      -Zostaw jutro dostaniesz czyste – stanowczym tonem stwierdził – A teraz zmykaj
      do spycharki.
      Kopiąc łopatą straciłbym dwie może trzy godziny, koparka zrobiła to samo w
      dwadzieścia minut , tracąc więcej czasu na przestawianie się niż na efektywną
      pracę .
      Czterdziestokilkuletni mężczyzna wyskoczył z kabiny koparki.
      - Co ty tak dajesz się poniewierać ? – spytał i dodał – Spuść mu manto , będzie
      po sprawie . Nikt was tu nie obserwuje wieczorem.
      Cóż mogłem odpowiedzieć . Mimo dobrych chęci z jego strony i moich wściekłych
      myśli, prawie nie mogłem nic zrobić . Romek nie znał realiów życia młodych
      żołnierzy, każda skarga piętnowała skarżącego do końca służby . Bycie kotem
      przez osiemnaście miesięcy nie należało do przyjemności . Szostakiewicza nie
      było w pobliżu spycharki. Znalazłem go w baraku . Spał smacznie . Zameldowałem
      wyraźnie :
      - Obywatelu szeregowy, st. szeregowy ..... melduje wykonanie rozkazu. Otworzył
      swoje powieki spojrzał przekrwionymi oczyma .
      - To na co czekasz , odpalaj maszynę i podjeżdżaj pod barak , na dzisiaj koniec.
      Los nie był dzisiaj dla mnie łaskawy . Przygotował mi jeszcze jedną niespodziankę.



      Wigilia . 24.12.1977.
      Jechałem z Kazimierzem pociągiem pocztowym , który codziennie wyjeżdżał ze
      stacji Szczecin Główny , zatrzymywał się głównych stacjach i kończył bieg na
      stacji Warszawa Główna Osobowa. Zbierał wszystkie listy i paczki kierowane ze
      Szczecina do Poznania , Kutna i mniejszych miejscowości położonych w pobliżu trasy.
      Szczecin Dąbie pożegnał nas pustym peronem , jesiennym deszczem i miłymi
      kolejarzami , którzy na moją prośbę zabrali cywila do swego wagonu. Pociąg
      nabierał prędkości , lecz nie rozpędził się maksymalnie. W czasie drogi
      przepuszczał wszystkie pociągi pospieszne. Miał jednak swoją zaletę . Żaden
      pociąg jadący do Warszawy nie doganiał go i osiągał cel na czterdzieści pięć
      minut przed przyjazdem pierwszego pospiesznego kierującego się do stolicy .
      Siedzieliśmy na paczkach z listami. Za szybą panowała ciemność, rozjaśniana
      momentami, przejeżdżania przez miejscowości z palącymi się lampami i blaskiem
      światła padającym z okien. Spoglądałem na iskry zimnych ogni zapalanych na
      choinkach , znikały tak szybko jak się pojawiły. Milczeliśmy . Nasze rodziny
      były już po kolacji i dzieleniu się opłatkiem , na choinkach migały lampki ,
      mamy przygotowały najwspanialszą kolację roku.
      To wszystko nie było nam dane . Obaj przykleiliśmy nosy do szyby jakbyśmy
      chcieli choć przez moment złapać atmosferę tego szczególnego dnia .
      Punkt kulminacyjny nastąpił piętnaście minut przed północą , kiedy powoli
      docieraliśmy do Poznania .Widzieliśmy grupki osób kierujące się w stronę
      kościołów . Młode pary trzymając się za ręce podążały na Pasterkę. Spojrzeliśmy
      na siebie . Mój towarzysz podróży wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki
      chusteczkę . Z jej środka wyjął mały skrawek opłatka . Przełamał go . Wstaliśmy
      . Wyciągnął do mnie rękę .
      - Życzę ci , żebyś następną wigilię spędził z rodziną, życzę ci szczęśliwego
      powrotu do cywila – powiedział wolno patrząc smętnie.
      - A ja tobie życzę żebyś znalazł pracę bliżej domu – nie wiedziałem czego mu
      jeszcze życzyć – Pozdrów swoją rodzinę ode mnie i życz im szczęścia.
      Wymieniliśmy adresy . Pociąg z piskiem metalowych kół wywołanych przez hamulec
      stawał w Poznaniu . Przystrojona odświętnie stacja witała nas radośniej.
      Uścisnęliśmy się i Kazimierz wyszedł na peron , wypuszczony przez pocztowego
      kolejarza . Spojrzał na zegarek , czekał na przesiadkę , machnął mi ręka i znikł
      w przejsciu podziemnym.
      Po czterdziestu minutach postoju ruszyliśmy dalej. Położyłem się na paczkach i
      okryłem wojskowym płaszczem . Mimo szczerych chęci nie mogłem zasnąć . W mojej
      głowie mysli plątały się i przelewały niczym w kotle pełnym wrzącej wody.
      Pragnąłem zobaczyć swoją dziewczynę , przytulić się do mamy, porozmawiać z
      braćmi i ojcem . Myślałem też o Kazimierzu i czterech godzinach , prawie
      milczących w jego towarzystwie .
      Lubiłem Kraków , moje kilkakrotne odwiedziny tego miasta sprawiały , że zawsze
      miałem chęć powracać do miasta i jego klimatu.
      Warszawa Główna powitałą lekkim przymrozkiem . Tylko stojąca choinka
      przypominała o trwających świętach , wokół nie kręcili się wszędobylscy
      pasażerowie.
      -


      • tofika Re: A co Wy na to? 08.09.06, 19:26
        Sagi , czytam.........zebys Ty wiedzial , jak bardzo balam o moich 4 synkow
        ---wiesz ze udalo mi sie..moze ktos czuwal? bym niedczuwala tak mocnych wrazen,
        jak ja sie balam o moich synow,,, udalo! studia i .. weszly w zycie inne
        przepisy, ale!
        co z tego !!!!!!moja bratowa po przezyciach juz nie ma --tak !!!!!nie byla w
        stanie zniesc "fali " i pobytu jej zdrowych synow w szpitalu...Boze jakie to
        potworne w porownaniu gdy ,,
        zreszta . nie bede odzywac , bo czase, jestem niezrozumiana
        Ale. odczytalam Twoj opis ... brak slow. co ludzie ludziom potrafia zgotowac...
        napisales prawde..ja to wiem!, tak czuje..
        ludzie ludziom potworami moga byc!
      • dankarol Re: A co Wy na to? 08.09.06, 20:21
        Sagi dzieki za ciąg dalszy. Tak sie zaczytałam, że aż odruchowo popatrzyłam w
        miejsce gdzie zwykle jest choinka i zdziwiłam sie, że ciemno, a lampki na
        choince sie nie świecą. smile
        • regine Re: A co Wy na to? 08.09.06, 21:05
          Dobre, bardzo. Zwłasza wspomnienia z wojska. Takie realne. Dobrze zapamiętałeś.
          Ale co z tym Krakowem, Warszawą i choinką ???
          Czekam z niecierpliwością na Danutkę, kiedy się pojawi smile
          Dobrze, ze wróciłeś do tego, już tak dawno zaczęteg wątku. Ciekawie opisujesz
          ludzi, ciekawie ...Opisy osób z forum, prawie się do tej pory zgadzały.
          Zobaczymy co dalej....
          • dankarol Re: A co Wy na to? 10.09.06, 14:43
            Sagi a jak podrzucę taki malutki koszyczek to doczekam się dalszego ciągu?
            img168.imageshack.us/img168/9081/kosz15zl3.jpg
            • sagittarius954 Re: A co Wy na to? 10.09.06, 14:52
              Chciałem jutro wieczorem puścić bo jeszcze nie mam wykończonego trzeciego odcinkasmile
              • dankarol Re: A co Wy na to? 10.09.06, 14:54
                Ja nic nie mówię ja poczekam smile)))
      • sagittarius954 Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 18:11

        Podchodząc do spycharki oczekiwałem spokojnego wieczoru . Dzień zbliżał się ku
        końcowi . Słońce zniżało się a promienie wysłane przez nie wydłużały cienie .
        Uruchamiałem mały silnik, żeby później zasprzęglić go z silnikiem wysokoprężnym
        . Dwusuw zacharczał charakterystycznie i z małego kominka popłynęły kłęby spalin
        . Jeszcze tylko jedno przełożenie dźwigni i .... nic . „Duży” stękał ponuro i
        ani myślał odpalić. Powtórzyłem procedurę dwukrotnie . Nic . Zapaliłem papierosa
        zaciągałem się głęboko . Jeśli nie odpali będę miał kłopoty . Nie wiadomo co
        tamten w baraku wymyśli . Robiło się coraz chłodniej . Poszedłem do baraku po
        ciepłą kurtkę. Widziałem brygadę budowlaną szykującą się do odjazdu . Machali mi
        rękami .
        - Młody, nie daj się – wołali .Samochód ciężarowy bujał się na nierównym terenie
        . Z każdą chwilą oddalał się aż w końcu, za kępą drzew znikł.
        Szostakiewicz nie obudził się spał nadal.
        Ponowiłem próbę uruchomienia i udało się . Chciałem zatańczyć ze szczęścia ....
        Tylko dlaczego nie gaśnie mały silnik . Próba unieruchomienia małego silnika
        kończyła się zamilknięciem terkotania dużego. Wreszcie zrozumiałem . Bendix.
        Załączył się z kołem zamachowym silnika wysokoprężnego i nie chciał go opuścić .
        „ Zgłupiałeś cholerniku , nie pozwól się prosić , dobijesz mnie dzisiaj „ –
        wysyłałem błagalne mowy w kierunku opornego materiału . Musiałem zameldować
        szeregowcowi ,ale przedłużałem ten moment, jeden papieros, później drugi... Z
        kłopotu wybawił mnie nadjeżdżający samochód osobowy . Wyszedł z niego młody
        chłopak .Był starszy ode mnie , i na pewno wojsko miał poza sobą.
        Dobry wieczór – podniósł rękę w geście powitania – Zastałem kierownika
        Bartoszewskiego.
        Rozglądał się po budowie .
        - Spóźnił się pan o pół godzinki – odpowiedziałem – Wyjechali już do hotelu.
        - A w którym hotelu mieszkają ?
        Uśmiechnąłem się .
        - W Gryficach mają kwatery prywatne – odpowiedziałem znacznie szerzej niż prosił
        mnie mój rozmówca .
        - Hmmm, to ich nie znajdę – zmartwił się .
        - Niech pan pogada z moim dowódcą z baraku – pokazałem ręką - Jest tam dużo
        miejsca i jedno wolne do spania .
        - Dzięki – i pomaszerował w kierunku naszej kwatery.
        Czekałem . Czekałem na wyjście Szostakiewicza. Wreszcie po dziesięciu minutach
        pokazał się w drzwiach . Nerwowymi ruchami podchodził do mnie .
        - Kogo ty mi tu naraiłeś ? Kocie, zapominasz się ? – Już zapomniałeś co cię
        spotkało ?
        Nie chciałem wdawać się w dyskusję . Milczałem .
        - Co nic nie gadasz – nie odzywałem się , postanowiłem nie odzywać się już do niego.
        - Dlaczego nie odpaliłeś maszyny?
        Wszystkie pytania trafiały w próżnię . Na twarzy malowała się już nie wściekłość
        ale złość. Sam postanowił uruchomić spycharkę lecz opór materii był zdecydowany .
        Doszedł do tego samego wniosku.
        - Rozbierzesz obudowę koła zamachowego, trzeba dostać się do bendiksu . Nie
        chcesz się odzywać to nie . Masz czas do rana . Rankiem ma być maszyna sprawna .
        Jak nie to znowu będą cię czekać ćwiczenia.
        Pierwszy raz rozbierałem maszynę na dworzu, nocą. Tylko część księżyca
        oświetlała spycharkę i odbijała się w zielonym kolorze blachy. Temperatura
        spadała . Każda śrubka sprawiała kłopot. Lodowate ręce nie potrafiły wykonywać
        prostych ruchów . Klucz bez przerwy wypadał mi z ręki . Odkręcone śruby lądowały
        pod spycharką . Wczołgiwałem się pod nią, zapalałem zapałki, szukałem prawie na
        oślep zagubionych części . Znajdowałem, wdrapywałem się do kabiny maszyny , znów
        coś gubiłem i meldowałem się pod spycharką . Wreszcie zniechęcony powoli
        poddawałem się . Do baraku mogłem nie wracać , byłbym z niego wyrzucony.
        Papierosy kończyły się . Beznadziejność sytuacji i myśl o ponownym musztrowaniu
        całkowicie mnie obezwładniły .
        - „ Po co mam się trudzić ,po co i tak dostane wp*******l „
        Montowałem wszystkie śruby przeze mnie wykręcone . Nie patrzyłem na zegarek .
        Byłem zmęczony podwójnie .
        Poobijane ręce bolały , mięśnie po ćwiczeniach dawały o sobie znać przy każdym
        skuleniu ciała . Gdy zakończyłem, po raz ostatni postanowiłem zapalić maszynę .
        I chyba stał się cud . Spycharka zapaliła , wsiadłem , podjechałem pod barak .
        Cisza jaka później zapanowała do dzisiaj brzmi mi w uszach. Żadnego podmuchu
        wiatru , szczeknięcia psów z oddalonych wiosek, ani pogłosu samochodów .
        Zupełnie nic . Ostatni papieros smakował jakby był ze specjalnych liści tytoniu
        . Zobaczyłem przed sobą stóg siana , był bardzo wysoki a pośrodku widoczna była
        czarna otchłań . Pomyslałem, że tę noc spędzę tam . Wczołgałem się i mimo
        zmęczenia nie mogłem usnąć . Zimno nie pozwalało ,drżałem cały .
        Trwało to strasznie długo , tak mi się wydawało . Nie wiem kiedy zasnąłem .
        Obudziłem się patrząc w niebo . Skrzące się odległe gwiazdy przesłaniane były
        nielicznymi chmurami .
        Nie wiedziałem co się dzieje . Do moich uszu docierał powoli głos .
        - Chłopie , rany, już myślałem że nie odnajdziesz drogi do nas – z twarzy
        Kazimierza bił niepokój.
        Mój nieznajomy z którym rozmawiałem późnym popołudniem , wyciągnął mnie ze stogu
        siana za nogi . Prawdopodobnie straciłem przytomność , ale nacieranie Kazimierza
        dało zadowalający skutek . Byłem słaby i śpiący. Szliśmy , w zasadzie on mnie
        taszczył na sobie do baraku . Nad ranem półtora tygodnia przed wigilią zasnąłem
        w swoim łóżku i spałem dwanaście godzin



        Kiedy wysiadam na dworcu w Krakowie doznaję uczucia poznania . Nie wiem dlaczego
        . Wszyscy mówią, że to miasto ma klimat . Ma też swoich mieszkańców , osiadłych
        od pokoleń . Może się mylę, ale dzięki nim czuję się w Krakowie jak w domu . Nie
        jak w Warszawie , jak w domu, moim prywatnym , gdzie wiem co i jak jest ułożone.
        Jest jeszcze jedno miasto które też bardzo lubię . Jest nim Gdynia, lecz to już
        inna historia.
        • tofika Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 19:16
          wroc Sagus do Gdyni..
          gdybys ty wiedzial...gdybys w najsmielszych swoich przypuszczeniach mogl
          przewidziec co mnie ...sie wydarzylo... na dworcu w Gdynismile))))))))))))
          • regine Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 19:37
            Ale, ale...Kiedy pojawi się nasza Danutka... ?
            Sagi czy Ty zapomniałeś co napisałeś w tytule wątku ?
            Ale wspomnień to Ty masz...Nie zazdroszczę. Dobrze, że tak jak w Izraelu, nie
            było i nie ma u nas przymusowej służby wojskowej, dla kobiet.
            Pisz dalej, bo ciekawi mnie co dalej...
            • tofika Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 19:39
              saGUNIU,,, CUDKO TWOJE..GDZIE nASZA DANUTKA?????????
              • dankarol Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 20:01
                Dzięki Sagi (hi hi koszyczek pomógł) ale to sie czyta.
              • sagittarius954 Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 20:15
                Jeszcze dwadzieścia pięć odcinków i Danutka się pojawi. Wszystko co piszę jest
                fikcją.
                • dankarol Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 20:41
                  Jak dla mnie może być i 30 odcinków
                  • regine Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 20:50
                    Zazdroszczę więc pomysłu na Twoje opisy. Zazdroszczę smile
                    Moze być w takm wypadku, dużo i długo...Czyta się fantastycznie.
                    Gratuluję "lekkiego pióra", nie kazdy potrafi...
                    • del.wa.57 Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 21:04
                      Nieważne,,że fikcja Sagi od czego mamy wyobrażnię? a piszesz wspaniale i bardzo
                      lubie Ciebie czytać i nie tylko ja,pisz nam pisz Sagi i nie przestawaj i niech
                      pani wena Cię nie opuszczasmile
                      • tofika Re: Dankarol cz.3 10.09.06, 21:09
                        tak tak Sagi ja tez jak Delwunia CI to mowie tez, tezsmile
                        a wszyscy czekamy... czekamy,, trudno my madre i bbb cierpliwe forumowicze...
    • sagittarius954 Re: Dankarol część 4. 12.09.06, 23:20
      Peron w Krakowie przywitał mnie ruchliwością ludzi szykujących się do dalszej
      podróży .
      Między ni mi stali spokojnie oczekujący na przyjezdnych . Ich rozbiegane oczy i
      kręcące się głowy wyszukiwały w oknach pociągu znajomych postaci. W tłumie
      mignęła mi sylwetka Kazimierza , opartego o balustradę schodów przejścia
      podziemnego . Spokojnie czekałem na możliwość wyjścia z wagonu. Mała torba
      trzymana przeze mnie w ręku , nie przeszkadzała ani mnie ani przeciskającym się
      wąskim korytarzem prowadzącym do odsuwanych drzwi . Wreszcie uwolniłem się z
      tłumu wychodzących i postawiłem pierwsze kroki w znajomym mieście. Podążałem w
      kierunku Kazimierza . Zobaczył mnie i usmiechnął się . . Wyciągnęliśmy ramiona
      i zatopiliśmy się w nich . Ostatni raz widziałem Kazimierza dziesięc lat temu .
      Upływ czasu i codzienne zmagania z życiem odcisnęły na nim swoje znamiona . Jego
      kruczo- czarne kiedyś włosy, przysypała skrząca się srebrem siwizna, twarz
      wyciągnęła się i poszarzała. Utrzymywał jeszcze szczupłą sylwetkę , której mu
      zawsze zazdrościłem .
      - Witaj w Krakowie przybyszu – odezwał się pierwszy.
      - Witaj, witaj – powtarzałem- Widzę , że nic się nie zmieniłeś –
      komplementowałem go .
      - Czy ja jestem kobietą ,żebyś prawił mi takie dyrdymały ? Przecież każdego dnia
      zaglądam do lustra i widzę co robi ze mna upływający czas. Zmienia mnie z
      godziny na godzinę – w jego oczach zobaczyłem radość ze spotkania .
      - Jednak ciągle zazdroszczę ci sylwetki – odparłem uśmiechnięty – Nie jest taka
      jak u mnie – wskazywałem na zaokrąglenie wypuklające moja kurtkę .
      - Dam ci radę , mniej jedz więcej się kochaj a sylwetkę szybko zmienisz .
      Wybuchneliśmy serdecznym śmiechem.
      Młodzi ludzie przechodzący obok nas spoglądali zdziwieni . Od momentu , gdy
      czołowa postać mediów , premier Marcinkiewicz , z niechęcią na twarzy unikał
      obściskiwania i całowania po policzkach , witającego go z przejęciem starszego
      jegomościa , gesty powitania uczynione przez nas zasługiwały w oczach młodych na
      pełną dezaprobatę .
      - Dobrze , na rozmowy będziemy mieli czas i sporo godzin przed nami – dodał-
      Zawiozę cię do domu.
      - Jedziemy twoją bryczką ?- zapytałem mając na mysli wypielęgnowanego Mercedesa .
      - Och ! Nie ma już jej , skasowana – podniósł rękę w geście uspokajającym –
      Wszystko ci opowiem – zauważył, jak otwierałem usta chcąc zadać pytanie .
      - Mimo wszystko mam do ciebie prośbę ...
      - Chciałbyś tradycyjnie przyjechać przez śródmieście – wpadł mi w słowo – Że też
      tobie nie znudzi się ten stary rutyał . Gospodarz postara się spełnić prośbę
      gościa .Da się zrobić .Wiesz , wycieczka musi być krótka bo przygotowałem stół
      na twoje przybycie . Trudno ,żeby wiktuały powysychały zanim znajdziemy się w domu.
      - Prowadź wodzu – zawołałem .
      Doprowadził nas do postoju taksówek . Wsiadaliśmy do niej. Młody kierowca po
      zaordynowaniu trasy ruszył płynnie .
      - Powiedz jak upłynęła ci droga – pytał Kazimierz sadowiąc się wygodnie na
      tylnym siedzeniu .
      - Na wspomnieniach – odpowiedziałem – Wracałem do tamtych stron i zdarzeń dzięki
      którym poznaliśmy się .
      - Jeszcze siedzą w tobie te smutne wspomnienia ? – spytał znajomy .
      - Obawiam się , że nie pozbędę się ich całkowicie , tak naprawdę coraz mniej
      bolą , intensywność powrotu do wspomnień zmniejsza się , jednak nie ustępuje . A
      ty nie wracasz do tych czasów?- spytałem spoglądając mu w oczy.
      Kazimierz tradycyjnie rozpoczął zdanie od swojego ulubionego słowa.
      - Wiesz, najmilej wspominam wigilię spędzoną z tobą w wagonie pocztowym –
      zmieniał ton głosu na żywszy – albo , jak wpadłem na pusty dworzec w Szczecinie
      Dąbiu i szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiłem na ciebie . Od tamtej pory
      doceniam świętowanie w gronie najbliższych osób i choć ci ostatni wykruszają się
      , nie zdarzyło mi się świętowanie poza domem – kończył opierając prawąrękę na
      kolanie .
      Patrzyłem przez szybę taksówki na miasto w którym kiedyś tak chciałem mieszkać
      .Ciepły jesienny dzień i pora popołudniowa zachęcała mieszkańców grodu do
      spacerów. Ludzie przechadzali się wolno , poubierani w letnie stroje . Z
      wpatrywania się w ten stary świat wyrwało mnie nagłe hamowanie taksówki . Przez
      pasy przechodziła kobieta w naszym wieku . Przed nią na smyczy dreptał piesek .
      Odwracał swój pysk i wpatrywał się, zza osłoniętych białą sierścią oczu , w
      swoją panią. Coś mówiła do kierowcy , a ten w geście przeprosin podnosił do góry
      rękę . Twarz tej kobiety wydawała mi się znajoma . Skąd znam tę twarz?
      Gdzie ją widziałem? Czy to wrażenie nie jest wydobyte przez mój mózg z otchłani
      pamięci?
      Już tyle razy widywałem twarze osób a ta szczególnie mnie zaintrygowała.


      • dankarol Re: Dankarol część 4. 12.09.06, 23:58
        Dzięki Sagi za następną część. Coś mi powiedziało, żeby jeszcze zaglądnąć na
        forum zanim wyłączę komputer i proszę razem z Lolkiem wmaszerowaliśmy do Twego
        opowiadania. smile))
      • dankarol Re: Dankarol część 4. 27.09.06, 22:22
        Uprzejmie zawiadamiam, że Lolek zlazł z pasów i nie blokuje ruchu smile)))
        • regine Re: Dankarol część 4. 27.09.06, 22:26
          No popatrz, Lolek faktycznie już nie stoi na pasach...I co dalej ?
          Dobrze, że Danutko przypomniałaś. Bo będziecie tak stać i stać....smile)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka