21.02.05, 21:30
Barwy rafy koralowej, zapach mango i smak soku z limony czyli ja i Egipt...


O północy wyjeżdżamy z Bydgoszczy. Wszyscy się znamy, więc żądni wrażeń
plotkujemy, żartujemy, pijemy za młodość, przyjaźń i przygodę. Na lotnisku, w
sklepie wolnocłowym, pod zdziwionym spojrzeniem Japończyka kupującego
czekoladki, pakujemy z Jolą do koszyka wódkę i butelkę Martini. Lekarstwo dla
ciała i duszy oszczędzałyśmy do ostatniego dnia wycieczki. Z okien samolotu
po bezkresie Morza Śródziemnego majaczą pustynne obszary Afryki. Są też
piramidy w Gizie!
Wyjście z samolotu wspominam jak otwarty piekarnik. Przeskakujemy
temperaturę od +8 do +30 stopni Celsjusza. Na lotnisku pierwsze zderzenie z
innym światem. Rozpychając się łokciami w tłumie Rosjan, Ukraińców i
Francuzów kupuję wizę i stoję w koszmarnej kolejce do odprawy paszportowej.
Wielką ulgę odczuwam też po odnalezieniu bagażu i przebrana w letni strój
wsiadam do autokaru.
Drugi szok w spotkaniu z inną rzeczywistością – podziwiamy dworzec autobusowy
w Hurghadzie. Początek Ramadanu oznacza liczne podróże. Arabowie tłumnie
odwiedzają rodzinę, podróżują do Mekki. Tutaj nikomu nie przeszkadza brud. W
oczekiwaniu na autokary śpią na ziemi lub na szczątkach materaców, wśród
porozrzucanych resztek żywności, pustych opakowań, w zapachu zgnilizny i
moczu. Nie korzystam z toalety, dopiero później oswajam się z tym innym
światem. ( brak wody ! wszak jesteśmy na pustyni ! ).
Nasz autokar w uformowanym konwoju policyjnym sunie na południe, do Asuanu.
Mam trudny dzień. Zmęczona podróżą, walcząc z sennością podziwiam krajobrazy
górzyste, pustynne. Niestety muszę zrezygnować z wyjazdu do Abu Simble, nie
wytrzymam kondycyjnie następnej nocnej wyprawy. O zachodzie słońca ...
ciekawostka kultury islamu. Zaczyna się Ramadan. Ludzie na ulicach cieszą
się, dzielą żywnością i napojami. ( w czasie ramadanu muzułmanom wolno jeść i
pić dopiero po zachodzie słońca ). Podają chleb i butelkę z wodą naszemu
kierowcy ( oj,, na imię ma Osama!?). Ten cieszy się klaszcze w dłonie,
śpiewa: „ramadan, o ramadan...”.
Kolację w naszym hotelu spożywam z pewną nieśmiałością. Staram się nie
patrzeć na obrusy, sztućce, talerze, ręce i ubrania kelnerów ( potem, to
zobojętnieje ). Po posiłku dosłownie biegniemy do pokoju aby przy szumie
klimatyzatora ( jednak go nie wyłączymy ), profilaktycznie, tabletki na
przypadłości żołądkowe popić czystą wódką! Może nie dotknie nas „klątwa
faraona”.
Zęby oczywiście czyścimy tylko wodą mineralną. Zasypiam a w pamięci mam
gonitwę obrazów z tego co przeżyłam.
17.10.2004. Asuan to najbardziej południowe i najbardziej afrykańskie miasto,
które widziałam (tak tu blisko do Zwrotnika Raka ). To dopiero jest
atmosfera. Gwar ulicy z dominującym dźwiękiem klaksonów. Wszak tu zawsze
samochody „polują” na pieszych. Wezwania muezzinów do modlitwy. Arabowie w
galabijach modlą się na ulicy, nachalnie wciągają do sklepów, jadą na
osiołkach. Ulica, a zwłaszcza targ, kuszą, czarują, a nawet jej specyficzny
zapach traktuję jako stały element krajobrazu. Uczymy się trudnej dla
Europejczyków sztuki targowania cen. To dopiero emocje i frajda. Prześcigamy
się między sobą jak w sporcie, jednak małemu obdartemu chłopcu przepłacam
cenę limonek i wody mineralnej.
Wizyta w kościele Koptyjskim musi zastąpić niedzielną mszę. Feluka
uskrzydlona wiatrem niesie nas po Nilu, jest jak w bajce z tysiąca i jednej
nocy. Po południu jedziemy podziwiać tamę asuańską- gigantyczne wspomnienie
przyjaźni egipsko-radzieckiej. Widoki piękne. Jezioro Nasera w swych
tajemnych głębiach skrywa żyjące na wolności krokodyle ( nie ma ich już w
Nilu ). Świątynia na File - nostalgia za ostatnią świątynią Izydy. Największy
po Abu-Simble nubijski chram Kalabsza- refleksja nad krzywdą uczynioną
Nubijczykom, którym budowa tamy odebrała domy.
Podziwiamy też kunszt starożytnych budowniczych w kamieniołomie. Ślady ich
mrówczej pracy przy użyciu twardego kamienia diorytu i drewnianych klinów.
Pozostał tu niedokończony, pęknięty obelisk, nie wiem dla którego z władców...
Miasto ożywa nocą. Piękne kobiety, nie wszystkie z zakrytą twarzą, spacerują
po ulicy z ślicznymi, czystymi dzieciakami (przyrost naturalny wynosi tu
około 1 mln rocznie!)
Widok podświetlonych grobowców starożytnych dygnitarzy na wyspie Elefantyna
towarzyszy naszemu nocnemu spacerowi wzdłuż Nilu. W kawiarence ulicznej
wypijam z wielką przyjemnością szklankę zimnego soku z limony, niezapomniany
smak w niezapomnianej atmosferze – poezja smaku!
Po raz pierwszy palę też sziszę i już wiem, że lubię delikatny tytoń o
zapachu i smaku jabłkowym –wiem, że jeszcze nie raz podczas pobytu w Egipcie
powtórzę tę frajdę. Atrakcja możliwa jest przecież tylko w tym klimacie. Upał
lżejszy, lecz nadal gorąco.
18.10.2004. W rześki poranek sprawni bagażowi znoszą nasze walizki do
autokaru. Trochę z niepokojem obserwuję naszych ochroniarzy. Nic się nie
dzieje, ale są uzbrojeni „po zęby” i pilnie strzegą nas, turystów, chyba
jednak mają swoje powody. Ukradkiem fotografuję strażników w kuloodpornych
kamizelkach, na wielbłądach i przy posterunkach.
Zwiedzamy świątynię Kom Ombo. Poświęcona jest złemu Sethowi i dobremu
Horusowi. Wśród reliefów bliskie nam obrazki narzędzi chirurgicznych, dowód
na wielką wiedzę medyczną sprzed 3 tysięcy lat ! – być może takimi samymi
posługiwał się Egipcjanin Sinuhe - bohater jednej z moich ulubionych
książek ? W Edfu zaś podziwiamy świątynię ku czci wszechpotężnego boga Sokoła-
Horusa, uosobienia czujności. Wszystko to jednak jest przedsmakiem
zapierającego dech w piersiach Karnaku z jego aleją sfinksów o głowie barana,
monumentalną kolumnadą, majestatycznym kolosem Ramzesa II, obeliskiem
Hatszepsut, świętym jeziorem... Wszak to świątynia koronacyjna faraonów.
Muskam dłonią monumenty próbując „rozmawiać z kamieniem” i na moment
zapominam o żarze lejącym się z nieba. Wieczór w Luksorze. Jeszcze pod
wrażeniem dnia, z tarasu na dachu hotelu, owiewana ciepłym wiatrem patrzę na
oświetlone nabrzeże Nilu, zarysy świątyni. Na wieczornym spacerze nasz kolega
Karol przedstawia Arabom 7 towarzyszących mu kobiet jako swoje siostry i żony
( a mama??).
„Klątwa faraona” jeszcze mnie nie dotknęła - regularnie stosowane lekarstwo ?!
19.10.2004. Wcześnie rano wyjeżdżamy do Doliny Królów. Po drodze podziwiamy
Kolosy Memnona – pozostałości po światyni Amenhotepa III, naprawione już nie
śpiewają, ale legenda pozostała. Wraz z tłumem turystów depczemy po ziemi
grobów królewskich. Upał dokucza nawet Włochom i Hiszpanom. Grobowce okradli
już starożytni rabusie, pozostałe, złożone tu kiedyś skarby zobaczymy w
muzeum w Kairze. Barwy kolorowych reliefów przetrwały tysiące lat, jest co
podziwiać. Świątynia Hatszepsut zlokalizowana jest na pustynnym odsłoniętym
miejscu. Dopiero tu rozumiem co to upał. W dali widzę maleńkie figurki
pracujących archeologów - to przecież polska ekipa. Oglądam świątynię Hator i
Anubisa odczytując z reliefów treści pozostawione nam przez ludzi żyjących 3
tysiące lat temu.
Po powrocie do hotelu biorę szybką kąpiel i wyruszam na przejażdżkę
wielbłądem ( pięknym zwierzęciem o długich rzęsach i smutnym spojrzeniu ). Z
jego grzbietu podziwiam panoramę zielonych obszarów rolniczych, w tym kraju
są one tylko w okolicach Nilu. Zwiedzam też wyspę bananową... robię zdjęcia
bananowcom, zbiegającym się dzieciakom rozdaję cukierki. Na dachu hotelu
jeszcze patrzę na zachód słońca nad Nilem...Za chwilę z minaretów zawołają na
modlitwę, a radosne wystrzały z petard ogłoszą muzułmanom ...
ramadan...ramadan.
Wieczorem w atmosferze tajemniczości, wśród świateł ustawionych przez
człowieka, przy odgłosach modlitwy z meczetu ( wybudowanego na ruinach ),
zwiedzamy świątynię w Luksorze. Poziomy rogalik księżyca lśni
Obserwuj wątek
    • krista57 Re: egipt 21.02.05, 23:05
      ...nic dziwnego,ze wszyscy oniemieli.
      Przeczytałam z przyjemnościa.
      Cudownie,ze mamu tu następne "lekkie" pióro.
      Pozdrawiam.
      • tesunia Re: egipt 22.02.05, 10:41
        hancza .. witaj....pozdrawiam cieplutko..

        milo sie czytalo,jestem fanka egipcjanka
        i moze kiedys tam zawitamwink)
    • mariarella Re: egipt 22.02.05, 16:29
      a gdzie ciąg dalszy??? i dlaczego nie na forum egipskim??/
      natomiast niedokończony obelisk jest pozostałościa po królowej Hatszepsut.
      Pozdrawiam wszystkich Egiptomaniaków smile)
    • natla Re: egipt - nieco inaczej 22.02.05, 20:19
      Zrobiło mi się głupio i przykro. Jeżeli to aż taki nietakt, przepraszam.
      • natla Re: egipt - nieco inaczej 15.03.05, 00:45
        Podrzucam dla tej rozleniwionej zakochanej dziewiętnastki. wink))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka