tess-hashi
02.03.05, 01:21
Dzisiaj = patrząc na godzinę to chyba jednak wczoraj o 9 rano zadzwonił syn, że akcja porodu właśnie się zaczęła. Trwa tak do tej pory.
Czytając wasze posty myślami byłam również ze swoimi dziećmi w szpitalu. jednocześnie przypominałam sobie chwile z własnych doświadczeń w tym temacie.
W chwili narodzin syna byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Takiej błogości i szczęśliwości chyba nigdy więcej nie doznałam. Do dzisiaj czuję tę chwilę.
Ciekawa jestem, jak będzie wspominać tę magię moja synowa.
Cieszę się, że zostanę babcią i trochę żal, że to tak mija mój rok za rokiem.
Ciekawa jestem jak to wy przerabiacie.