Dodaj do ulubionych

Biuro rzeczy nieznalezionych - o ślubnej kiełbasie

10.11.05, 00:24
zagadkowy wątek o tarce nasunął mi pomysł opowieści o rzeczach które nagle
zginęły w zupełnie niewytłumaczalny sposób. Pewnie każdy takie ma.

Dla mnie taką, rzeczą, która stała się przysłowiowa w moim domu była "ślubna
kiełbasa".
Jako licealistka, a więc dawno, dawno temu, zostałam wydelegowana na drugi
koniec Polski na wesele kuzynki. Wesele było wiejskie, więc przywiozłam zeń
sporo dobra różnego, w tym zwłaszcza pęto wiejskiej kiełbasy. Kiełbasą
należało się podzielić z resztą rodziny . Udaliśmy się wieć z wizytą, przed
wyjściem z domu kiełabsa została wydobyta z lodówki, pęto przekrojone na
pół, połowę zabraliśmy dla cioteczek. Po powrocie do domu odkryliśmy straszną
rzecz - nie ma kiełbasy.
Dementuję wszelkie domysły:
- ciotki dostały tylko pół, jako zacne i nabożne niewiasty przecieżby nie
łgały narażając się na męki piekielne dla jakiejś marnej (smacznej skądinąd)
wędliny, więc nie zanieśliśmy przez pomyłkę obu półowek
- nie było w domu psów ani kotów ani myszy, a mrówki, nawet jakby były, nie
nadążyłyby za te półtorej czy dwie godziny, pęto było spore
- okna były zamknięte, drzwi takoż, żadnych śladów włamania
- kiełbasa nie znalazła się nawet przy gruntownym remoncie
- była suszona, więc nie wyparowała

No i do dziś nie wiadomo, gdzie podziało się pół kiełbasy.I już zawsze potem
jak coś się dziwnie zawieruszyło, mówiło się "zginęło jak ta ślubna kiełbasa"

A co Wam tak dziwnie zginęło ?
Obserwuj wątek
    • natla Re: Biuro rzeczy nieznalezionych - o ślubnej kieł 10.11.05, 00:32
      A ślubny nie podjadł? wink)
      W naszym domu ustawicznie giną sztućce srebrne, fakt, niektóre znajduję za
      piecykiem gazowym, ale iinych niet......odpada podkradanie.
      Aaaa. i gorzałka ciągle ginie, ale to Zezłolik, teraz już wiem.
    • regine Re: Biuro rzeczy nieznalezionych - o ślubnej kieł 10.11.05, 00:36
      Oj, zginął mi ostatnio batonik czekoladowy...
      Wyjeżdżałam od mamy, a mama jak to mama, wcisnęła mi mały batonik, "Pawełek".
      Przyjechałam do domu, rozpakowuję walizkę, układam wszystko na miejscach swoich
      i nagle myśl: "Gdzie jest batonik ???"
      Wszystko przetrząsnęłam, nigdzie, dzwonię do mamy, że dojechałam i mówię,że
      batonik został chyba w domu u niej. Nie ma, mama z siostrą szukały "skarbu", ja
      u siebie. Przepadł jak kamień w wodzie. Choć nie jem czekolad ani batoników, to
      mi żal...Walizki nikt nie otwierał, nic do kosza nie wyrzuciłam, nie zgubiłam,
      bo po kieszeniach takich rzeczy nie noszę, kieszenie całe są, nie dziurawe...
      Może ktoś znalazł ??? Batonik " PAWEŁEK", o smaku toffi...Przepadł bez
      wieści...
      • natla Re: Biuro rzeczy nieznalezionych - o ślubnej kieł 10.11.05, 00:41
        Pewnie Krista.....rozdokazywała sie z tą tarką, to teraz próbuje dalej wink))
        • maladanka Re: Biuro rzeczy nieznalezionych -myszoskoczek 10.11.05, 09:21
          Myszoskoczek nie rzecz, ale zginął. Mieszkał w akwarium nakrytym siatką,która
          była przywalona książkami, tylko trochę miejsca na dostawanie się powietrza
          było wolne.Ksiązki musiały być bo na ksiązkach leżał kot i patrzył co myszek
          robi.Nie zjadł go! Ani grama nie był cięższy!Zważyłam na wadze elektronicznej!
          Siatka nie miała dziury, myślałam,że przynajmniej z okazji wielkiego remontu
          chociaż kosteczki znajdę - nie znalazłam!
          Nie pomagało wykładanie przysmaków .Okna były zamkniete i drzwi balkonowe też.
          Po prostu wyparował myszek z akwarium!
          • b_ska56 Re: Biuro rzeczy nieznalezionych -myszoskoczek 11.11.05, 16:53
            A tarki, jak nie ma, tak nie ma!
            Ale przypomniało mi się inne zdarzenie z serii rzeczy nieznalezionych...
            Właśnie też o kiełbasie...
            W sanatorium była wspólna lodówka dla kuracjuszy.Ja przechowywałam tam kilka
            pętek suchej kiełbasy myśliwskiej.I któregoś dnia okazało się,że kiełbasy nie ma!
            Wszyscy byli nezmiernie zdziwieni, bo do tej pory nie zdarzało się, żeby coś
            komuś "wyparowało" z lodówki.
            I wtedy koleżanka powiedziała (bardzo zresztą poważnie!), że pewien pan, też
            kuracjusz,obok ktorego przechodziła,podejrzanie "pachniał myśliwską"smile)).
            Już nigdy nie chowałam "myśliwskiej" do tej lodówkismile)).
            Może więc, Maladanko trzeba było po węchu, po węchu...Kiełbasa wiejska na pewno
            miała wspaniały i smakowity zapach...

            • toskania8 Re: Biuro rzeczy nieznalezionych -myszoskoczek 11.11.05, 21:39
              o kiełbasie to nie maladanka tylko ja; rzecz w tym, ze zaginięcie zostało
              zauważone natychmiast po powrocie domu, więc nikt z domowników, bo wszyscy
              poszli z tą wizytą a nikt nie wszedł w międzyczasie, bo śladów włamania nie
              było. Możliwość, że wieczorową porą nagle naszli dom babcia z dziadkiem, którzy
              mieli klucze należy raczej uznać za nieistniejącą. Wszystkie jako tako logiczne
              możliwości zostały wyeliminowane, a kiełbasy nie ma.
              • axsa Biuro... 16.11.05, 19:15
                Od wrzesnia, co jakis czas powracam do przegladania coraz bardziej dziwnych
                miejsc w poszukiwaniu spódnicy.
                Przepadła.
                Nie ma jej, koniec, kropka.
                Jak je ostatni raz używałam to na pewno wróciłam w niej do domu.
                Na pewno.
                • toskania8 Re: spódnica 16.11.05, 22:52
                  axo, zobacz na klamce z tyłu kuchennych drzwi. Tam właśnie znalazłam woreczek z
                  trzema parami świeżo kupionych rajstop - kupiłam na pewno i przepadły. Szukałam
                  wszedzie, nawet w lodówce, że może z innymi zakupami, w szafkach do których
                  zaglądam raz w roku, pod kanapą, w łózku. I tak po tygodniu, sięgając do
                  lodówki, nagle zerknęlam na klamkę, gdzie zawsze wisi woreczek na resztki
                  pieczywa, które potem noszę na targ pani od której kupuję jajka.
                  Nie mam pojęcia - ki diabeł !? Więc może Ty też. Albo na klamce w sypialni ?
                  Lampy jednak bym wykluczyła. Ale klamki ? może ?
                  • maladanka Re:buty męża i skarpetki 17.11.05, 11:16
                    Nie ma, poszły sobie, zawsze na zimę idą do piwnicy letnie, a wracaja zimowe,
                    tym razem sobie poszły gdzieś same, piwnica zamykana,włamania nie było, dom
                    przeszukany,butów nie ma...
                    Skarpetki to oddzielna sprawa - zjada je pralka - nie tylko u mnie, podobno
                    jest gdzieś nawet światowe forum nt.zjadania skarpetek przez pralki...
                    • malwina52 Re:buty męża i skarpetki 17.11.05, 11:17
                      i majtki ale czyms sie musza odzywiac
                      chemia im juz nie wystarcza smile)))
    • goskaa.l Skarpety od pary 17.11.05, 13:30
      Nie wiem, dokąd idą skarpety od pary. Gdyby to dotyczyło wyłacznie mojego syna,
      byłoby całkiem zrozumiałe. Mam jednak niejedną swoją skarpetkę "od pary, która
      zwiała". Myślę, że po prostu biorą rozwód jak inne pary w życiu...
      • b_ska56 Re: Skarpety od pary 20.11.05, 11:40
        ...taaa, skarpetki( u mnie tylko męskie!) nie znoszą monotonii...
        • natla Re: Skarpety od pary 20.11.05, 11:46
          ....kurcze, wczoraj wysegregowałam 11 kawalerskich skarpetek....sad
          • maladanka Re: Skarpety od pary 13.01.06, 00:57
            ciekawe czy tarka Basi sie znalazła?
            • misia007 Św.Antoni Padewski 13.01.06, 20:16
              jest niezawodny jak mi cos zginie.Modlic sie do niego nauczyła mnie babcia i
              pomaga bez pudła.No tylko kocie myszy ciągle znikają bez śladu, ale takimi
              głupotami nie zawracam Antoniemu głowy, wole kupic nowe.
              • nataszsza Re: Św.Antoni Padewski 16.01.06, 09:38
                Nie zawsze pomaga Św. Antoni. Kiedyś moje dzieci jak były jeszcze małe dostały
                kartki na paczki świąteczne. Choinka z zakładu pracy męża, dzieci odstrojone ,
                a kartek niet.Kiedy mąż je przyniósł pamiętam, że w stawiłam je między szkiełka
                zasłaniające ksiązki w segmencie. Pamiętałam również, że jak robiłam
                przedświąteczne porządki to karki były.Wyparowały, czy co? Pośpiesznie
                przeszukiwaliśmy wszystkie książki. Dzieci płakały, bo Mikołaj im nie da
                paczek. My z mężem stawaliśmy na głowie, żeby tę nieszczęsne karki odszukać i
                nic. Modlitwy też nie pomogły,w końcu podjęliśmy decyzję, że jedziemy bez
                kartek,może Mikołaj nam uwierzy. Uwierzył dzieci dostały prezenty, a ja z mężem
                cały wieczór porządkowałam rozrzucone książki.
                Latem kiedy robiliśmy remont po odsunięciu ciężkiego segmentu od ściany oprócz
                sporej ilości kurzu znaleźliśmy karki z uśmichniętym Mikołajem w ilości sztuk
                3.
                • maladanka Re: Św.Antoni Padewski 16.01.06, 09:50
                  św.Antoni jest od znajdywania ale trzeba cos mu obiecać!
                  No i kartki sie znalazły - czyli pomógł,tylko termin troche długi.
                  Ale wyobrażam sobie Wasze nerwy
                  Mój mąz jest wiecznym dłuznikiem św.Antoniego,kiedyś dług przez pomyłke wrzucił
                  do skarbonki innego świętego,ale córka pociesyła go,że przecież święci sobie
                  przekażą...
      • goskaa.l Re: Skarpety od pary 16.01.06, 08:29
        Informuję, że odzyskałam ostatnio trzy pary z "rozwiezionych" skarpetek. Dzięki
        temu, że nie wyrzucam tych pojedynczych, znalazłam przy okazji porządków
        remontowych trzy pojedyncze pasujące do tych, które czekały. Nawet jedna ze
        skarpetek syna znalazła swoją prę (na jego szafie).
    • malwina52 Re: Biuro rzeczy znalezionych 18.03.06, 21:10
      czy ludzie nie szukaja swojej zguby?
      i kolejny niezyciowy przepis a tyle
      ludzi jest biednych i potrzebujacych....

      wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=6051
      Rzeczy, po które nikt się nie zgłosił, gniją w magazynach, gdyż w marcu 2004
      roku uchylono przepisy, które pozwalały zniszczyć lub spieniężyć przedmioty,
      które przeleżały w biurze dwa lata. Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodny z
      konstytucją przepis stosowanego dotąd dekretu o likwidacji niepodjętych
      depozytów i rzeczy nieodebranych oraz wydane na jego podstawie rozporządzenie o
      orzekaniu przejścia tych rzeczy na Skarb Państwa.

      • wiktoria53 Tak mi sie przypomniało........ 18.03.06, 21:25
        Kidyś była głośna sprawa spodni dżinsów, które (juz nie pamiętam dokładnie)czy
        zabrano z przemytu, czy z nielegalnego handlu i wiecie co z nimi zrobiono?
        Spalono po prostu, spalono! Zamiast przekazać do Domu Dziecka czy DPS czy
        jeszcze komuś.To chyba miało miejsce w okolicach Szczecina.
    • malosia06 Re: Biuro rzeczy nieznalezionych 17.08.06, 07:42
      Podrzucam - może ktoś coś doda smile

      Czy ktoś nie widział straconego czasu?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka