toskania8
10.11.05, 00:24
zagadkowy wątek o tarce nasunął mi pomysł opowieści o rzeczach które nagle
zginęły w zupełnie niewytłumaczalny sposób. Pewnie każdy takie ma.
Dla mnie taką, rzeczą, która stała się przysłowiowa w moim domu była "ślubna
kiełbasa".
Jako licealistka, a więc dawno, dawno temu, zostałam wydelegowana na drugi
koniec Polski na wesele kuzynki. Wesele było wiejskie, więc przywiozłam zeń
sporo dobra różnego, w tym zwłaszcza pęto wiejskiej kiełbasy. Kiełbasą
należało się podzielić z resztą rodziny . Udaliśmy się wieć z wizytą, przed
wyjściem z domu kiełabsa została wydobyta z lodówki, pęto przekrojone na
pół, połowę zabraliśmy dla cioteczek. Po powrocie do domu odkryliśmy straszną
rzecz - nie ma kiełbasy.
Dementuję wszelkie domysły:
- ciotki dostały tylko pół, jako zacne i nabożne niewiasty przecieżby nie
łgały narażając się na męki piekielne dla jakiejś marnej (smacznej skądinąd)
wędliny, więc nie zanieśliśmy przez pomyłkę obu półowek
- nie było w domu psów ani kotów ani myszy, a mrówki, nawet jakby były, nie
nadążyłyby za te półtorej czy dwie godziny, pęto było spore
- okna były zamknięte, drzwi takoż, żadnych śladów włamania
- kiełbasa nie znalazła się nawet przy gruntownym remoncie
- była suszona, więc nie wyparowała
No i do dziś nie wiadomo, gdzie podziało się pół kiełbasy.I już zawsze potem
jak coś się dziwnie zawieruszyło, mówiło się "zginęło jak ta ślubna kiełbasa"
A co Wam tak dziwnie zginęło ?