Od 15-tej przygotowuję sie do pieczenia chleba,albowiem, wobec
wszechogarniajacej snieżycy i perspektywy przedzierania sie jutro tunelami do
najblizszego sklepu (marzenie mojego dzieciństwa!)postanowilam byc
gospodarną,krzatajacą sie kobietą domową.
Z czeluści szafki wygrzebalam mąke p.t."Chleb Polski.Graham" ,wrzucilam ją do
stosownej miski (Tupperware-ponoć sama wszystko robi z czyms takim jak
ciasto),dodałam załączone do opakowania drożdże i mleko,zamieszałam i
postawiłam w łazience do wyrośnięcia (tam jest najcieplej).Po dwoch godzinach
ciasto było tej samej wielkosci,po trzech-sytuacja ciagle była
constans.Przyjrzałam sie opakowaniu i z nutą goryczy stwierdziłam,ze termin
ważnosci mąki i drożdży minął w grudniu 2005.Ale,pomyślałam,drożdże były
suszone,to rok w tę czy w tę cóż może im zaszkodzić?.Mące tym bardziej nie.
Mleko było świeże

))
No cóż,jak do tej pory (prawie 24ta)-miska nie zdziałała
cudów.Ale,pomyślalam,Polka, z tak błahych przyczyn ,nie poddaje sie-włozyłam
ciasto w formę i wstawiłam do pieca.Zobaczymy.
A zresztą-nieszczęsne gołębie tez muszą cos jesc.
A ja mam łopate do odśnieżania-do sklepu dotrę.