Kompletnie zwariowany. 2 chłopaków najpierw grzecznie układało panele, ale
potem zabrali się do piłowania, wiercenia, obcinania, wycinania, stukania i
tak przez 7 h. W międzyczasie, ja nie wychodziłam z kuchni, bo trzeba było
przygotować żarełko na 8 osób, gdyż popołudniu doszli goście. Goście gadali,
obcinarki skrzypiały, wirtarki szalały i to wszystko z małymi tylko
przerwami. Baaaardzo chętnie uciekłam na spacer z Topem do ciszy. Na
króciutko niestety, bo żadna z osób nie opuściła jeszcze domu. Telefonów
odebrałam ze 20 i większość "pilnych", Top się rzucił na psa sąsiadów, bo
drzwi na korytarz były otwarte, kotlety się przypaliły i puściła uszczelka z
kranu nad zlewozmywakiem. Wprost gotowy scenariusz do komedii. A co
najważniejsze....było wesoło i przyjemnie, tylko moja biedna tata w samym
środku........wszyscy z atencją i dobrym słowem do niego, a wiertarki swoje.
W końcu wyszli goście, potem ekipa o 19:45 w domu zrobiło się
cicho........ojciec nie mógł się ruszyć z kanapy, a ja w nią wreszcie się
zapadłam. Mineło 10' i dzwonek. dostaliśmy z tatą napadu śmiechu. Sąsiedzi z
zakupów, opowiadanie, metaxa (ja niestety nie, a przydałoby się

) Ale fajnie
było. Teraz tylko szum kompa (który - ten szum - brzmi jak wiertarka.

Idę
spać....ach nie, jeszcze ze psem na siusiu.
Wiem, ze żyję i to chyba dobrze.
Boję się o ojca, bo naprawdę źle wygląda i jest okrutnie zmęczony.
Nie wolno przy starych ludziach robić remontów. Wiem o tym, ale nie
przypuszczałam, ze tyle będzie tych wiertarko-wycinarek...