Tolerancja

13.10.08, 11:29
Starsza /mocno/ osoba, chwaliła się, że nigdy nikomu złego słowa nie
powiedziała. Najgorsze jest to, że chyba mówiła prawdę, nawet jej dzieci
jakieś takie niewychowane.
Gdzie są granice, bo ledwo się powstrzymałam...
Co wynika z nadmiaru tolerancji, to już chyba widać.
A może ja tetryczeję?
    • malwina52 Re: Tolerancja 13.10.08, 12:59
      jak ze wszystkim tak i w tolerancji potrzebny umiar,
      czesto slysze, "ze nadmiar tolerancji jeszcze nigdy nikomu nie
      zaszkodził, natomiast jej brak obraca się przeciw niemu samemu i
      wywołuje gwałt i agresja..."
      i chyba duzo w tym z prawdy jest!!!!
    • sagittarius954 Re: Tolerancja 16.10.08, 14:36
      ?Z tolerancja to jest podobnie do jedzenia tortu . Miły jest i tolerancja też ,
      ale szybko sie przejada . Więc smakujemy go rzadko jak i tolerancję .
      Pani która mówiła o swojej tolerancji, zapewne miała na uwadze unikanie
      konfliktów . Bo dziś przyznanie się do tolerancji to raczej kłopoty i wdawanie
      się w słowne utarczki .
      Miałem taki przypadek ostatnio podczas pobytu na basenie . Mało przyjemne i
      gdybym był a raczej pokazał swoja tolerancję, to by mnie pewna pani zjadła , jak
      loda, którym bawił się jej wnusio. Bycie tolerancyjnym przysparza kłopotów bo
      stajemy się dla innych łatwym celem . To znaczy, tak wydaje się większości .
      • banitka51 Re: Tolerancja 16.10.08, 16:45
        od tolerancji do akceptacji jest maleńki kroczek. I właśnie o niego chodzi.
        Toleruję wiele rzeczy, których nie akceptuję - choćby toleruję (bo muszę) qur..
        pier.. w tramwaju, ale przecież nie akceptuję! A toleruję, bo wulgarny wyrostek
        też ma prawo do życia, jako stworzenie bożesmile))

        • siem-ata Re: Tolerancja 17.10.08, 10:25
          Ale jak długo można tolerować czyjeś wyuzdanie,chamstwo,pijaństwo a nawet zdrady
          małżeńskie itp.Przecież to jest własne poniżanie się.
          • banitka51 Re: Tolerancja 17.10.08, 12:10
            siem-ata napisał:

            > Ale jak długo można tolerować czyjeś wyuzdanie,chamstwo,pijaństwo a nawet zdrad
            > y
            > małżeńskie itp.Przecież to jest własne poniżanie się.

            Bliskich - nie można, ale sąsiadów? Tolerancja to nie pouczanie innych, by
            zachowywali się wg moich wzorów, to ładniej nazwana obojętność. Nie poniża mnie
            smarkacz, bluzgający "łaciną", także inne zachowania przez Ciebie wymienione,
            poniżam się, gdy to akceptuję i przyjmuję jako możliwe funkcjonowanie w takiej
            atmosferze/mentalności. Ale kobieta alkoholiczka nie poniża się przecież pijąc z
            konkubentem? Ludzie są różni i niektórzy tak chcą, czują się w tym dobrze, a
            nikt z nas nie jest wzorem, jak inni mają żyć. Nienarzucanie innym norm - tak
            rozumiem tolerancję.
            • polnaro Re: Tolerancja 17.10.08, 15:14
              Banitka51 napisała: "nienarzucanie innym norm - tak rozumiem tolerancję."
              Normy jednak obowiązują, musisz przyznać, są nawet konieczne.
              • banitka51 Re: Tolerancja 17.10.08, 16:49
                obowiązują normy współżycia, np cisza nocna od 22. Tolerancja to m.in
                zrozumienie, że dla jednego normą jest 0,5 ltra wieczorkiem, dla innego oskoła.
                Mentalność człowieka, jego przyzwyczajenia, które wyniósł ze swojego srodowiska
                - dla każdego są normą, choć zupełnie do siebie niepodobne.
                Nie miałam na myśli bliskich - szczególnie dzieci, które nawet nieupominiane
                zawsze wzór z rodziców biorą, ale o tolerancję wobec obcych. Ich stroju,
                poglądów czy też braku (jednego o idugiegosmile))
                Przykład pijaństwa, bicia itp to już nie na dyskusję o tolerancji. Swoją drogą
                wiem dobrze, że tego nie zmienię i cieszę się, że o tym wiem - przynajmniej się
                nie szarpię i nie włażę z buciorami w cudze życiesmile))
          • marii51 Re: Tolerancja 17.10.08, 15:50
            siem-ata napisał:

            > Ale jak długo można tolerować czyjeś wyuzdanie,chamstwo,pijaństwo
            a nawet zdrad
            > y
            > małżeńskie itp.Przecież to jest własne poniżanie się.
            siem-ato-
            nie można!
            masz racje!
            wsro wymieninych... ZDARADA
            JEST NIEWYBACZALNA-
            nie ma i już
            pewien program w tv=
            osobka w ktorym brała udział- znana społeczeństwu--
            mowiła przebaczyć-
            nie!nie!
            a skad wiemy czy nie przyniesie nam dra ństwa?
    • banitka51 polnaro 17.10.08, 16:54
      Polnaro - zadziwiasz mnie, doprawdy. Wychowując dzieci należy się podeprzeć
      czasem "złym słowem"? Nie stosowałam i nie żałuję. Ale jestem ciekawa, jakie ZŁE
      słowa miałas własciwie na myśli. I o tolerancję czego (innego wychowania) czy
      kogo(tej pani, która Cię irytuje)miałas na myśli, zaczynając wątek?
      • polnaro Re: banitko 17.10.08, 19:59
        Zbyt dosłownie i jednoznacznie odbierasz pojęcie "złego słowa nie
        powiedzieć"; pani przywołana przeze mnie jest osobą, której na
        głowie "kołki można ciosać" /to także przenośnia!/, ona jako jedyną
        obronę stosuje wycofanie się i w samotności płacz. Dlatego nie
        popieram tolerancji o zbyt daleko idącej pojemności tego słowa,
        niestety reagujemy zbyt rzadko nawet wtedy kiedy należy.
        Dla świętego spokoju przemilczamy, udajemy, że nie widzimy itp.
        Gdyby ta pani mniej tolerowała, mniej by też płakała.W tym
        konkretnym przypadku dotyczy to i jej najbliższych,którym nigdy nie
        zrobi żadnej uwagi, i współpracowników, a nawet sąsiadów. Im
        wszystkim "schodziła z drogi", ustępowała, przemilczała i oni mogli
        na nią liczyć, ale z nią liczyli się rzadko, chociaż faktem jest, że
        wszyscy ją lubimy.
        Teraz irytuje mnie czasem, bo nadal pod dywan chowa sprawy, które
        powinna załatwić. Zwyczajnie, przestać tolerować egoizm.
        Tylko nie pisz, że ktoś inny powinien zareagować na nieciekawą
        sytuację, którą stworzyła swoja nadmierną tolerancją. Właśnie!
        • banitka51 Re: banitko 18.10.08, 12:26
          pani przywołana przeze mnie jest osobą, której na
          > głowie "kołki można ciosać" /to także przenośnia!/, ona jako jedyną
          > obronę stosuje wycofanie się i w samotności płacz.
          opisujesz świetnie 'spolegliwy' charakter i wymagasz reakcji od osoby, której na
          to nie stać. Zając nie będzie pływał a żółw skakał przez płotkismile))
          I właśnie to miałam na myśli, pisząc o nienarzucaniu norm innym. Jak również
          uszczęśliwiania kogoś na siłę wiedząc dobrze, co powinien zrobić. Ona z tym
          swoim płaczem, lekceważeniem czuje się prawdopodobnie lepiej, niż gdyby
          zachowywała się asertywnie. Osobiście dobrze to rozumiem.
          Prostak taką postawę zlekceważy. Ale tylko prostak. Jej postępowanie jest sitem
          wyławiania szlachetności w ludziach - nie uważasz?
          • polnaro Re: banitko 18.10.08, 14:08
            Masz wiele racji, dlatego nie potępiam jej, nie dyskredytuję.
            Jednak kiedy narzeka jest irytująca, bo sama sobie......a szlachetność
            uwidacznia się u innych , nie tych z jej najbliższego otoczenia, może miała
            pecha, jeśli Twoja teoria "o wyławianiu" jest prawdziwa.
            Spójrz jednak na problem tak: osoba toleruje /nie chce reagować dla np. dobrej
            atmosfery/, różne kontrowersyjne zachowania dzieci, sąsiadów. Taki styl bycia
            utrwala się, staje normą. Niestety wynikają z tego dalsze konsekwencje, bo
            dzieci w swoich już rodzinach zachowań własnych nie zmieniają /są jakimi byli,
            bo im wygodnie/, problem narasta, bo partner nie ma zamiaru być jak mama, a
            sąsiad ma teraz za złe, że nagle ma sprzątać drogę z liści, dotąd nie robił tego
            i było dobrze. To tylko dwa proste przykłady, jest tego więcej.
            • banitka51 polnaro 18.10.08, 14:51
              ok, ale właśnie w tym tkwi problem tolerancji... bo Ciebie to irytuje, jak
              rozumiem. Wewnętrzne sprawy innych rodzin - to ich sprawa. A swoją drogą ponoć
              każdy zbiera owoce za swoje decyzje, te natomiast nie zawsze są - co okazuje się
              po latach - szczęśliwe, także dla otoczenia.
              Twój przykład to temat jak z programu Drzyzgi - ja nie akceptuję przyczepiania
              ludziom winy, wg mnie to pech. Znam córkę profesorów (nie homo, oboje rodzice z
              tytułamismile)), która wsiąknęła w menelski, alkoholowy świat, mimo, że w liceum
              była jedną z najlepszych. Odwrotne przykłady też spotkałam. I życie mnie
              nauczyło, że szuflady są wygodne na skarpetki, ale nie na ludzismile)
              (mam wrażenie, że sobie we dwie tylko gadamy...)
              Pojmuję jeden aspekt tego problemu - wymaga on od Ciebie wyćwiczenia anielskiej
              cierpliwości. To też korzyść, której by nie było, gdyby nie charakter 'płaczki'.
              Można wysnuć wniosek, że różnorodność potrzebna jest na świecie.
            • banitka51 Re: banitko 18.10.08, 14:57
              polnaro napisała:
              osoba toleruje /nie chce reagować dla np. dobrej
              > atmosfery/, różne kontrowersyjne zachowania dzieci, sąsiadów.
              a dlaczego? może nie tyle nie chce psuć atmosfery, ale po prostu nie umie? Jak
              nasi rodacy (politycy, dziennikarze), którzy nie potrafią mówić po polsku? Też
              mogli, ale - nie udało się.
              I takich nieuków to ja nie akceptuję.
              • polnaro Re: Tolerujemy zbyt wiele 18.10.08, 23:02
                Co możemy zrobić? Czy jakoś reagować?
                Nie potrafimy?
                Nie chcemy, bo prościej , przyjemniej, bezpieczniej.
                Więc jest jak jest.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja