Pomóżcie!!!

17.11.09, 17:02
Jestem mężatką od ponad dwóch lat. Mamy 1,5, roczne dziecko. Maż nie
pije, nie bije, dba o dziecko itd. Jednak ja czuję, że już Go nie
kocham. Rozmawialiśmy na ten temat. On mnie nie rozumie. Rodzina też
nie mnie rozumie. W nikim nie mam wsparcia. Nikt nie chce słyszeć o
rozwodzie. Ja Go poprostu nie kocham. Wszyscy powtarzają, że dla
dobra dziecka powinniśmy ratować to małżeństwo. A ja nie chcę!!! Co
robić???
    • adaria38 Re: Pomóżcie!!! 17.11.09, 18:01
      >On mnie nie rozumie. Rodzina też
      > nie mnie rozumie.

      A czy Ty siebie rozumiesz? Bo jeśli my (lub otoczenie) mamy Ci mówić co masz
      robić ze swoim życiem, bo sama nie wiesz, to chyba największy problem masz ze
      sobą i zrozumieniem o co ci właściwie w życiu chodzi.
      Proponuję zostawić dziecko mężowi i udać się w co najmniej roczną pielgrzymkę do
      Compostelli albo lepiej do Tybetu. Pieszo. Żeby sobie przemyśleć kim jesteś, co
      chcesz w życiu robić i uświadomić sobie, że każdy wybór pociąga za sobą jakies
      straty, nie same zyski.
    • ona_37 Re: Pomóżcie!!! 17.11.09, 18:38
      Masz problem z sobą,nikt za ciebie nie podejmnie decyzji co masz robić.
    • kiciabeauty Re: Pomóżcie!!! 17.11.09, 18:42
      Witaj, a może trochę szczegółów? Dlaczego przestałaś go kochać? Co zrobił oprócz
      tego, że nie pije, nie bije i dba o dziecko? (w sumie to powinno być oczywiste).
      Moje dziecko ma 1,4, pobraliśmy się ponad 2 lata temu i też pojawiły się
      problemy. Patrz post "czy to ja jestem tą wredną żoną". Wiele pomyj tam na mnie
      wylano ale i wiele słów otuchy otrzymałam. Napisz proszę o co tak naprawdę
      chodzi, zanalizuj swoją decyzję.
    • bosa.nowa Re: Pomóżcie!!! 17.11.09, 19:41
      Jesli chlop dobry i madry -to idz do psychologa.Tybet bedzie chyba
      drozszy niz pomoc profesjonalistysmile
      • ewa009 Re: Pomóżcie!!! 17.11.09, 20:05
        Jeśli faktycznie nie kocha to ani psycholog ani Tybet nic nie zmieni. Dziewczyno
        nie to forum bo się jeszcze wpędzisz w depresje i silne poczucie winy
        • adaria38 Re: Pomóżcie!!! 17.11.09, 20:38
          Ustalmy - kto podjął decyzję o jej wyjściu za mąż? Rodzina czy autorka?

          Czy autorka jest osobą dorosłą czy dzieckiem, ubezwłasnowolnionym, który nie
          potrafi sam o swoim życiu zadecydować i nadać mu takiego kierunku, jaki sama za
          słuszny uważa? Kwestię związku i rozwodu wypadałoby przedyskutować z głównym
          zainteresowanym , czyli z męzem, a nie z ciocią, teściem, itd. Chyba, że po
          ewentualnym rozwodzie autorka zamierza przejśc na utrzymanie rodziny i w tym
          szkopuł.

          Chce Autorka być mężatką- niech będzie, nie chce być mężatką-niech się rozwiedzie.
          Bo skąd to wielkie halo, ze rodzina nie klepie po plecach zadowolona "jasne
          córuś, rozwiedź się będzie super". Skąd pomysł, że rodzina ma "pozwolić" jej
          się rozwodzić lub nie rozwodzić? Przecież to ma być autonomiczna decyzja
          dojrzałej samodzielnej osoby, która zdaje sobie sprawę z konsekwencji, także
          takich, że następstwem jest najpewniej samotne macierzyństwo, któremu trzeba
          będzie podołać lub zostawienie dziecka ojcu, przejściowy ostracyzm otoczenia w
          tym rodziny, z którym się trzeba będzie zmierzyć z podniesionym czołem i
          prawidłowo tą rodzinę ustawić by na głowę nie włazili, wymóg samodzielności
          finansowej, itd itp.

          Poczucie winy i depresję, to autorka ma teraz. I jeśli nie ma czasu na Tybet, to
          psycholog się przyda, aby zdecydowała wreszcie sama świadomie i odpowiedzialnie,
          czego ona chce (czego inni chcę to wiemy) i, by ze swoimi decyzjami (obojętnie
          jakimi) umiała żyć dalej.
    • mamit-usia Re: Pomóżcie!!! 18.11.09, 11:55
      Nie napisałam wszystkiego w moim poście.Zacznę jeszcze raz. Może
      wtedy choć troszkę mnie zrozumiecie.
      Mam 23 lata a mój mąż 31. Przed ślubem dwa razy z nim zrywałam, już
      twedy czułam, że go nie kocham. Wtedy pił, bardziej obchodzili go
      kumple i imprezy niż ja. Raz odwołałam datę ślubu, ale była naiwna,
      przeprosił mnie, wróciłam do niego.Ustaliliśmy druga datę ślubu. Ja
      miałam wtedy 20 lat. Niestety nie układało nam się dobrze.
      Zrozumiałam, że jestem jeszcze zbyt młoda na ślub. Zerwałam z nim
      poraz drugi. Wtedy on zaczął mi grozić, ze sobie coś zrobi.Rodzice
      nie chcieli nawet słyszeć o odwołaniu ślubu, ze względu na wstyd
      przed ludźmi. Powiedzieli, że jeżeli odwołam ślub i zostawię P. , to
      nie mam prawa przyprowadzić do domu żadnego innego chłopaka.
      Załamałam się. Miałam dopiero 20 lat, wiadome, że miałabym kolejnego
      chłopaka. Nie miałam pracy, uczyłam się, byłam na utrzymaniu
      rodziców. Więc wmówiłam sobie, że będzie dobrze, że pokocham P.od
      nowa, że po ślubie wrócą uczucia, że może dziecko nas do siebie
      zbliży.No i wyszłam za niego. Niestety zaraz po ślubie wyszły na jaw
      jego kłamstwa. Musiałam spłacać jakieś kredyty,które wziął jeszcze
      przed ślubem. Bardziej liczył się ze zdaniem swojej rodzinki,niż z
      moim.Dodam, że jego rodzina za mną nie przepada i z wzajemnością.
      Kłóciliśmy się prawie codziennie, o byle co. Za każdym razem
      powtarzał, że jużnie czuje do mnie tego, co kiedyś. Dwa tygodnie
      temu powiedział, że już nie kocha tak,jak dawniej. Ja zawsze to
      przemilczałam, nigdy nie komentowałam. Ale nie wytrzymałam i
      teżostatnio powiedziałam, że nie wiem co do niego czuję i czy w
      ogólę coś czuję. Wtedy rozpętała się "wojna" . Całą winę zwalił na
      mni, wszyscy mnie obwiniają, że rozwalam małżeństwo, nie myslę o
      dziecku. Ja poprostu go nie kocham i chyba nigdy nie kochałam.
      Szkoda, że człowiek nie umie odróżnićzadużenia od miłości, pewnie
      wtedy nie byłoby takich problemów.Mam wszystkiego dość. I może macie
      rację, może jest mi potrzebny psycholog, ale myślę, że on nie
      sprawi, żebym pokochała męża na nowo.
      • bogusiamaria Re: Pomóżcie!!! 18.11.09, 19:43
        mamit-usia napisała:
        > Kłóciliśmy się prawie codziennie, o byle co. Za każdym razem
        > powtarzał, że jużnie czuje do mnie tego, co kiedyś. Dwa tygodnie
        > temu powiedział, że już nie kocha tak,jak dawniej. Ja zawsze to
        > przemilczałam, nigdy nie komentowałam. Ale nie wytrzymałam i
        > teżostatnio powiedziałam, że nie wiem co do niego czuję i czy w
        > ogólę coś czuję. Wtedy rozpętała się "wojna" . Całą winę zwalił na
        > mni, wszyscy mnie obwiniają, że rozwalam małżeństwo, nie myslę o
        > dziecku. Ja poprostu go nie kocham i chyba nigdy nie kochałam.
        > Szkoda, że człowiek nie umie odróżnićzadużenia od miłości, pewnie
        > wtedy nie byłoby takich problemów.Mam wszystkiego dość. I może macie
        > rację, może jest mi potrzebny psycholog, ale myślę, że on nie
        > sprawi, żebym pokochała męża na nowo.
        Na pewno nie nakaże Ci miłości do męża i nie sprawi,że oboje się pokochacie.
        Ucierpi i tak dziecko,bo niekochany tatuś może mu "oddac" za swoje
        nieszczęście-stworzyliście prosty przepis na toksycznych rodziców.
        Oboje tym razem z pełną odpowiedzialnością podejmijcie decyzję-najlepiej po
        wspólnej terapii rodzinnej.
        Rozstawać się z dwojgiem dzieci jest znacznie trudniej.
Pełna wersja