Dodaj do ulubionych

Jestem KOCHANKĄ...

08.03.10, 11:49
... i jeśli sądzicie, że nie myślę to tym, jakie to przyniosło
konsekwencje - to jesteście w błędzie. Nie mam poczucia zwycięstwa, gdy
myślę o jego rozbitej rodzinie i tęskniącym synku. Nie mam powodu do
dumy, gdy przypominają mi się błagalne słowa "proszę, niech pani go
rzuci" i gdy czytam o waszej samotności. Ale mimo tego potrafię sobie
spojrzeć prosto w oczy, choć nadal nie znam odpowiedzi na to, czy było
warto.
Obserwuj wątek
    • scindapsus ty się żalisz czy chwalisz? n/t 08.03.10, 11:52
    • z_mazur Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 11:53
      Chyba jesteś masochistką. smile))

      Wchodzić na to forum z taką deklaracją, to albo chęć samobiczowania
      się, albo brak instynktu samozachowawczego. smile))))
      • scindapsus czekaj 08.03.10, 11:56
        nie zniechęcaj pani
        Może być ciekawie.
        wink
        • z_mazur Re: czekaj 08.03.10, 11:58
          No, jako moderator, to już się zaczynam bać....

          wink)))
        • nie.ta Re: czekaj 08.03.10, 12:04
          hm. odważna jesteś. ale to temat na trudne miłości a nie rozwodowe forum. ale rozumię Cię, bo to nie łatwa sprawa. byłam przez pewien czas w podobnej sytuacji, gdy nie wiedziałam czyje szczęście jest ważniejsze, moje, nasze, czy ich
    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 12:29
      Ankara,
      już Cię lubię smile

      Może masz i rację, że to już CZAS, by kilka osób na tym forum uświadomić. Ot,
      taki czas zmierzenia się z rzeczywistością-forum wchodzi- przez stadium
      pierwszego kryzysu - w stadium wczesnej dojrzałości.

      Happening też jest pełnoprawną formą wypowiedzi. Jak i MANIFA.
      Obie czasem stosuję))))

      Dawaj....
    • plujeczka Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 12:40
      chyba pomyliłaś forum - nie umiem cię "rozgrzeszyć" rozwaliłaś
      czyjąś rodzinę a to naprawde nie jest powód do dumy.
      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 12:52
        Plujeczko, czy moglibymy tym razem obejść się bez wstępnych pieszczot?
        Jestesmy ludźmi rozbudzonymi i potrafimy ...no wiesz...))
      • yoma Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 12:52
        Sama?
        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 12:54
          Eeeee, gdzie tam....
          Wew grupie)))
          • yoma Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 12:59
            A pewnie, że wew grupie smile Jeszcze nie widziałam kochanki, która przychodzi do
            rodziny i mówi: Teraz cię, rodzino, rozwalę. Panie mężu, chodź pan! - a on idzie.

            Takoż nie widziałam męża, który się rzuca na kochankę, jeśli mu dobrze w rodzinie.
    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:31
      No, dobra. To ja zacznę (robotę).

      Możesz coś bliżej powiedzieć o tym: "potrafię sobie spojrzeć w oczy"? Ja to
      rozumiem tak, że masz za swoim postępowaniem jakieś racje. Możesz napisać, jakie?

      P.s. Nie byłam nigdy kochanką (to dla jasności). Ale odeszłam do kogoś. Mając za
      sobą pewne racje. Stąd to pytanie.
    • panda_zielona Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:31
      Czy było warto przekonasz się za kilka lat.Byłam w podobnej
      sytuacji,zerwałam znajomość.Po latach okazało się,że nie było
      warto.Obojgu nam małżeństwa się rozpadły,ale nie było już sensu
      powrotu.
      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:33
        To było do mnie, czy do Ankary?
        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:34
          Zawsze zapominam spojrzeć na zegar sad

      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:36
        U mnie się okazuje (bo nadal trwa) że było warto.
        • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:37

          Nie pierwsza to kochanka jawna na RICD...chyba mi przypadła ta
          zaszczytna rola wiele lat temu wink
          Przez dośc długi czas byłam kochanką, potem partnerką.
          Czy czuje dumę? Nie.
          Czy mam wyrzuty sumienia? Właściwie tez nie.
          Przerobione mam to na tyle dobrze, że traktuję to jako doświadczenie
          zyciowe które BYŁO.
          Sytuacja z jednej strony była dość skomplikowana by ocenić ją
          jednoznacznie, z drugiej banalna.
          Nie chce mi się opisywać, bo w czasach dawnych sporo na ten temat
          rozmawialiśmy. Klimat ku temu był sprzyjający owego czasu na forum
          by analizy takie poczynić a i mi może to było potrzebne. Teraz
          takiej potrzeby nie czuję, zwłaszcza, że historia sprzed kilku
          dobrych lat.
          Jak jest teraz?
          Teraz jest tak jak powinno byc.
          Nie chciałabym znowu doświadczać tego co doswiadczyłam wtedy. Ale z
          pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem ze
          słabościami i błędami. Od tamtej pory wiem, że pycha chodzi przed
          upadkiem. Bo ja tez byłam kobieta która mówiła "Ja?!?!?!!? JA,
          NIGDY ?!?!?!?!? Tyle razy miałam okazję i zawsze dawałam odpór !"
          Do czasu.
          • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:59
            Ja też swego czasu byłam kochanką i również na tym forum tego nigdy nie ukrywałam.
            W moim przypadku nie było warto. Czy żałuję? Nie.
            I podobnie jak Kas kiedyś zapierałam się i twierdziłam, że ja to na pewno NIGDY. No to sobie los ze mnie zakpił bo znalazł się taki jeden jedyny na tym świecie, z którym jednak potrafiłam.
            Od tego czasu wiem tylko tyle, że nic nie wiem.

            Każdy przypadek jest inny i należałoby każdy rozpatrywać indywidualnie.
            U mnie nie było warto bo po pierwsze za słabą mam konstrukcję psychiczną i mnie ta relacja zbyt dużo zdrowia psychicznego kosztowała a po drugie to nie był dla mnie odpowiedni mężczyzna.
            Niemniej warto było bo się dużo o sobie dzięki temu nauczyłam.
            M.in. tego, czego w tym życiu na pewno nie chcę.
          • ankara123 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 14:13
            No właśnie... nie oczekuję rozgrzeszenia, ale czy na pewno każdy z was
            może tak rzucić kamieniem? Wyrzuty sumienia... Mam je oczywiście, ale
            kto potrafi przewidzieć cienką granicę między flirtem a miłością? I
            jestem pewna, że nikt nie zdaje sobie sprawy PRZED, na jakiej cienkiej
            granicy balansuje i tak naprawdę, jakie dotkliwe mogą być tego
            konsekwencje.
            • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 14:20
              Jako kobieta kobiecie mogę Ci tylko poradzić byś się dobrze przyjrzała temu panu. Miłość miłością, ale czy on aby na pewno dobrym człowiekiem jest?
              • mola1971 Errata 08.03.10, 14:48
                Odp do Krezzz

                Miernika dobra człowieka nie znam, ale czasem wystarczy na chwilę ochłonąć a wtedy
                widzi się, że ktoś ewidentnie dobrym człowiekiem nie jest i świadczą
                o tym FAKTY.
                W każdym razie mnie to bardzo pomogło, więc się metodą dzielę. A czy
                ktoś z niej skorzysta czy nie to już jego sprawa.
                Czasem człowiek jest w takim stanie psychicznym, że niemal w mopie
                się może zakochać. I sztuka polega na tym by w pewnym momencie się
                obudzić i zobaczyć, że to zwykły mop a nie żaden Antonio Banderas.
                Choć nie twierdzę oczywiście, że w tym przypadku tak jest. Bo tego
                nie wiem.

                Pozdrów ode mnie ciocię wink
                • ekscytujacemaleliterki Re: Errata 08.03.10, 15:29
                  Mola,
                  czy Ty wcześniej nie mogłaś mi powiedzieć, że ten pożal się Boże mój
                  ex to zwykły mopmen jest? wink

                  Ale mam dobry dzień!
                  W sam raz na eliminowanie złośliwości smile
                  To ukwiecone biurko mi tak dobrze zrobiło big_grin
                  • mola1971 Re: Errata 08.03.10, 15:49
                    Eee, to tak łatwo nie działa wink
                    Każda z nas sama w mopie mopa musi zobaczyć smile 100 psipsiółek może jej mówić, że to zwykły mop jest a ona jak jest zakochana to i tak Banderasa widzi big_grin

                    Moje tulipany też mi dzisiaj humor poprawiły smile
                    Piękne są - żółte smile
                    • ekscytujacemaleliterki Re: Errata 08.03.10, 16:07
                      16 a nic w zamian nie chcieli! To nie dzień Kobiet, to cud jakiś big_grin
                      • mola1971 Re: Errata 08.03.10, 16:16
                        Ja dostałam 15. Normalnie zaraz opiernicz dostaną, że za mało big_grin
                        A wtedy to już na bank niczego nie będą ode mnie chcieli wink
                        • ekscytujacemaleliterki Re: Errata 08.03.10, 16:19
                          365 powinno byc! Ile dni w roku i ze dwa górką big_grin
                          • mola1971 Re: Errata 08.03.10, 16:22
                            Masz rację! Idę im zrobić zadymę big_grin
                            Na manify nie chodzę to sobie chociaż zadymę zrobię big_grin
                            • ekscytujacemaleliterki Re: Errata 08.03.10, 16:27
                              Zabierz i mnie! Zabierz i mnie!
                              Też na manify nie chodzę bo tam palą staniki a mi ze skąpstwa szkoda
                              bielizny wink
                              • mola1971 Re: Errata 08.03.10, 16:46
                                To chodź!
                                Ja tam swoją bieliznę też bardzo lubię, więc palić jej nie zamierzam tongue_out
                                I za dużo kasy na nią wydałam big_grin
              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:31
                A na co Ty mi odpowiadasz Mola, skoro Twoja psiapsióła pytanie wykasowała...TWA
                TWA...Ale niech jej, młode to to i...))))

                Zatem mamy tak, Mola. Jak się chłop okaże dooobry, to warto było z nim iść w
                tango, jak nie za dobry- nie warto. Możesz mi powiedzieć, jak to łączysz z
                kategorią "dobry" (od której, i w imię której zaczęłaś wywód)?

                Ale pewno nie zdążysz...



                • ekscytujacemaleliterki Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:41
                  Mola Kochanie,
                  pamiętaj, że czasem ignorancja bywa zbawienna big_grin

                  Może kawa i prasówka na onecie zamiast bełkotu? smile
                  • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:51
                    Popatrzę sobie na moje piękne tulipany dla odmiany wink
                    Albo pójdę na kawę z kolegą może smile
                    • ekscytujacemaleliterki Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:55
                      Kawa z kolegą to doskonała myśl smile
                  • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:11
                    "Ignoracja, Mola, bywa zbawiennna". Nie mogłaś se lepszej obrończyni poszukać? ))))
            • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 14:28
              Ja nie rzucę kamieniem smile

              To, o czym piszesz, to jeden z bardziej zdumiewających "momentów", z jakimi
              przyszło mi się spotkać na tym forum. Mam na myśli ustawienie: najpierw odejdź
              (czyli: bądź wolna/y), a potem pokochaj (czyli wejdź w związek). Zupełnie, jakby
              rzeczywistość nie istniała!

              A przecież nie zawsze miłość WYBIERAMY. Czasem ona przychodzi nawet wbrew nam.
              Czasem nawet udaje się jej nas złamać -z nasza korzyścią lub nie) I nie zawsze
              to, co do nas przychodzi, jest złe/gorsze,...od tego, w czym byliśmy do tej pory.

              Ludzie, którzy pitolą o jakichś kolejnościach, podejrzewam, że NIE DOŚWIADCZYLI
              tego, na temat czego się wypowiadają.

              Kwestią jest ZNALEŹĆ się w tej sytuacji. Wybrać, czyli KOGOŚ/COŚ odrzucić (zabić?).

              Ach Ci moraliści od siedmiu boleści. Kazik w piosence Brechta mówi o tych, co
              nie pokochali choć jeden raz ale robią ewidencję ciąż))))

              Trud zaczyna się TAM, gdzie oni nigdy nie dotarli. Albo- otarli się o dotarcie,
              i spieprzyli z kwikiem przerażenia (zapewne niczego nie rozwiązując i wracając w
              ciepłe załgane kapcie). Gdyby coś KONSTRUKTYWNIE rozwiązali, mówiliby o tym inaczej.

              Ty to widzisz. wiesz, gdzie jesteś.

              Trudno będzie. Ale- mnie się powiodło. Czyli- może się udać. To może mieć sens.
              • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:51
                >A przecież nie zawsze miłość WYBIERAMY. Czasem ona przychodzi nawet wbrew nam.

                nie mogę się z tym zgodzić, imo wybieramy zawsze, a fakt że czasami nie
                potrafimy odmówić komuś czy przeważnie sobie, akurat brakiem wyboru nie jest.
                • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:54
                  Nie wybieramy nie tyle miłości co zakochania. Bo miłość to wybór.
                  Nie mamy wpływu na nasze uczucia, ale mamy wpływ na to co z nimi robimy.
                  Dopada nas zakochanie i możemy w to wejść lub nie i tyle.
                  Żadnej filozofii nie ma sensu do tego dopisywać bo to proste jak budowa cepa jest.
                  • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:57
                    właśnie o to mi chodzi.
                    • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:59
                      To ja poproszę o definicję zakochania i miłości. Jakąs obowiązującą.
                      I kiedy jedno zamienia się w drugie.
                      Filozofowie próbowali sobie odpowiedzieć na pytanie czym miłośc jest
                      a czym nie, ale może w końcu odpowiedź poznam.
                      • ekscytujacemaleliterki Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:11
                        Ja Ci nie powiem, gdzie mi tam do filozofów a skoro nawet oni na tym
                        polegli....
                        ale za to powiem, że i owszem. Mamy wybór. Możemy uczucie przyjąc
                        albo odrzucić.
                        Mówicie, że patent polega na tym, czy chcemy?
                        ZAWSZE chcemy! I to jak! Tak, że wszystkie nasze normy i zwyczaje
                        moralne czy społeczne zawieszamy na kołku i o nich nie pamiętamy!
                        Jak to było? Kto? Ja? Nigdy! Przenigdy nie zabiore chłopa innej!
                        A życie, emocje, uczucia pokazują nam zupełnie co innego.
                        Czyż nie?
                        • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:22
                          Niezmiernie bawi mnie to "nie zabiore chłopa innej"
                          I tu chyba widać różnicę. Jaką? W przedmiotowym traktowaniu ludzi
                          którzy MUSZĄ być z nami. Chca czy nie.
                          Chłop jak puchar przechodni wydzierany z rąk do rąk. Bezwolny, słaby
                          i nie wiedzący czego chce....chociaż zdarzają się tacy co nie
                          wiedzą. Przyznaję. Miałam to szczęscie nie spotkać takich na swojej
                          drodze.
                          Każdy wybiera sam. Jedni odpuszczają miłość, inni ją potrafia
                          zatłuc, inni stwierdzają, że związek ma sens dopóty dopóki z kimś
                          chce się być. Ma się tego szczere pragnienie.
                          Nie chcę wartościować żadnej z postaw i nie dlatego, że boję się co
                          mi z takiej oceny wyjdzie. Jak sama będe musiała się z nią zmierzyć?
                          Zmierzyłam sie kilka lat temu, dawno to poza mną. I oceny i dylematy.
                          Jednak chroń mnie Panie od postawy "kupione - zaklepane - trofeum na
                          ścianę bo MOJE" gdy idzie o JAKIEGOKOLWIEK człowieka. Czy mężczyznę,
                          czy córkę, czy kogokolwiek innego. I nikomu nie daję prawa do
                          takiego traktowania mnie. Nie jestem czyjaś. Mogę być z kimś.

                          I to tyle zanim wyjdę do domu z pracy.
                      • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:19
                        ale chyba nie ma znaczenia, co się kiedy i w co zamienia albo jak coś tam
                        definiować. przychodzi taki moment, że już możemy siebie nazwać kochanką i
                        trudno jakoś obronić tezę pt. "tak jakoś wyszło".
                        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:46
                          Ale nikt tego nie broni)
                      • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:21
                        Mogę Ci tylko podać moją definicję wink Zresztą definicje wielkich filozofów zapewne znasz.
                        A moja mówi, że zakochanie to emocja. Podobnie jak strach, złość etc. I jako emocja z czasem mija. I z tej emocji może, choć nie musi powstać miłość.
                        A miłość nie jest emocją tylko wyborem. Nie ma już wielkiej chemii a ja nadal chcę być z tą osobą, chcę z nią dzielić codzienność i jej obecność w moim życiu mnie cieszy.
                        Zakochanie od miłości różni się intensywnością.
                        Wg mnie nie ma miłości, która nie zaczęła się od zakochania, ale nie każde zakochanie zamienia się w miłość. Bywa tak, że gdy chemia minie to zostaje dwoje obcych sobie ludzi.
                      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:37
                        Kas, no coś Ty)))) To przecież proste: wystarczy ustanowić, i już!!! (wszystko
                        można ustanowić: definicje, znaczenia). I tak żyć, udając że się WIE, co jest czym.

                        Ale posłuchajmy....
                    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:35
                      No, ale to jest POTEM )))) Aby było POTEM musi zaistniec PRZED)))
                      • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:22
                        > No, ale to jest POTEM
                        po czem? smile
                        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:45
                          PO tem, jak przyjdzie miłość.
                          • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:50
                            aaaa, po TEMsmile
                            a przed TEM nie ma nic?
                            grom z jasnego nieba, tak?
                            pewnie niewykluczone, ale baaaardzo rzadko. raz coś takiego miałam okazję
                            obserwować i ludzie się w try miga zwinęli ze swoich dotychczasowych związków,
                            bo tak nie mogli bez siebie żyć.
                            • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:06
                              No, ale sama piszesz, że nie wykluczone. A z tego, że coś jest rzadkie
                              (występuje rzadko), nie można czynić mniej ważnego (mniej istotnego), prawda?

                              Powiem Ci, że są tacy , których onyż pierun sycylijski trafił, a mimo to NIE
                              ZWINĘLI się migiem ze swoich dotychczasowych związków, tylko zaczął się dla nich
                              i ich związków okres diabelnej walki o dotychczasowy związek (nikomu nie życzę).
                              Zapewne są niemoralni. Bo walczyli. A mogli ciepnąć w kąt, i już, no nie?

                              • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:30
                                prawda, prawda. tylko żeee, jeśli był tzw. grom, a romans trwa i decyzji brak -
                                pan się nie rozwodzi, żona się awanturuje, kochanka nie wiadomo na co liczy, to
                                zasłanianie się tym gromem jest dziwaczne, bo co najmniej dla tego
                                niezdecydowanego pana grom to najwyraźniej nie był.

                                no albo ja nie rozumiem idei romansu z żonatym? ideą jest chyba odbicie pana dla
                                siebie, czy nie?
                                • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:02
                                  Upraszczasz.

                                  Romans trwa, ale i walka trwa. Lepiej, żeby bez walki? No, no...
                                  Nie decyzji brak, tylko decyzja się WYKUWA. Często obłędnie boleśnie dla
                                  wszystkich. Wolałabyś być opuszczona bez walki o związek z Tobą? Przecież
                                  oznaczałoby to, to tego związku de facto nie było. No, ale wtedy oznaczałoby to,
                                  że byłaś w układzie, nie w związku, czyli ni ma problema, co?

                                  Może być grom,a potem długa i straszna walka.

                                  Może być różnie.
                                  • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:13
                                    czyja to jest walka, możesz mi przybliżyć? zakładając, że atak przychodzi z
                                    zewnątrz, czyli zagrożenie stanowi kochanka jako katalizator i mąż jako element
                                    zaktywizowany.

                                    nie mówimy o związkach, w których wszystko się rozłazi w szwach i one ogólnie
                                    słabo się mają, tylko o takich, gdzie żona gromem z jasnego nieba odkrywa romans.

                                    co za walka? kochanki z żoną o tego męża?

                                    masz zacięcie do romantycznego przedstawiania sprawy bez konkretu i
                                    rzeczywistości. bez żon płaczących po nocach, bez dzieci, którym grozi brak
                                    tatusia. no bez niczego dosłownie - tylko ten grom, ta miłość, uczucie, nad
                                    którym nie można zapanować.

                                    >Wolałabyś być opuszczona bez walki o związek z Tobą?
                                    tak właśnie wolałam, bez kretyńskiego darcia włosów i rozpaczliwych akcji po
                                    każdej ze stron. jak coś komuś aż tak kręci, że szuka partnerów seksualnych poza
                                    związkiem, to można sobie w sumie taki związek darować związek, chyba że komuś
                                    akurat na aspekcie więzi seksualnej niespecjalnie zależy.
                                    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 21:17
                                      Six, no co ja Ci na to powiem, że dla Ciebie moje życie to romantyzowanie
                                      beztreści. Jak ktoś nie chce treści zobaczyć, to nie zobaczy.
                                      To by w zasadzie wyczerpywało naszą rozmowę, bo chyba nie będziem gadać
                                      popróżnicy o Werterach i Hamletach...

                                      Groby pobielane...

                                      • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 22:28
                                        smile zdaje się, że nie oceniałam ani nawet nie rozpatrywałam Twojego życia. więc o
                                        tym na pewno nie będziem.
                                        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 22:46
                                          No, jak to nie. Żalisz sie, że czegos tam nie słychać. Jakiejś zony płaczącej po
                                          nocach, czy coś tam..., a zamiast tego miłość, miłość. A skąd ja Ci żonę cudzą
                                          wezmę??? Moi faceci to kawalerowie byli....

                                          To czego to moje romantyzowanie dotyczyć miało?))))
                                          • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 23:03
                                            nigdzie się nie żalę, stwierdzam tylko, że w trójkącie pomijasz osobę zdradzaną,
                                            co za różnica czy to żona, narzeczona czy dziewczyna czy też mąż, narzeczony
                                            albo chłopaksmile
                                            a romantyzowanie związku pozamałżeńskiego było widoczne w poście o wielkiej,
                                            niespodziewanej, odbierającej rozum i wolność wyboru...
                                            albo coś nie tak zrozumiałam.
                • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:34
                  Wybieramy POTEM, jak już się w sytuacji znajdziemy, ale samego przyjścia
                  miłości- nie.

                  Widzisz różnicę? Choćby czasową?
                  • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:47
                    > Wybieramy POTEM, jak już się w sytuacji znajdziemy, ale samego przyjścia
                    > miłości- nie.
                    jak już chadzamy z kimś sypiamy albo robimy rzeczy, które ten mąż teoretycznie
                    przynajmniej powinien z żoną robić, to wtedy dopiero wybieramy?

                    przyjście miłości - brzmi nieźle, ale tak sama z siebie to ona chyba nie przychodzi?

                    więc na razie jeszcze różnicy nie widzęsmile

                    warto też przyjrzeć się, kto zostaje kochanką - niezwykle rzadko są to piękne
                    nieznajome spotkane przypadkiem w windzie czy minięte na ulicy. znacznie
                    częściej dłuższe znajomości. więc zwykleeeesmile czas na przeanalizowanie jak
                    najbardziej jest.
                    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:25
                      Skąd wiesz, że miłość nie przychodzi "znikąd"? Skąd zatem, jeśli łaska?

                      Bywa, że z miłością jest jak z nałogiem: dopiero ją dostrzeżesz, jak już JEST
                      (teoria alkoholickeho kopce Jaromira Nohavicy- gorąco polecam)

                      Mój obecny mąż jest niezwykle pięknym nieznajomym spotkanym nieoczekiwanie smile

                      Czasu na przeanalizowanie miłości zanim się pojawiła miałam tak kole zera))). Za
                      to potem dużo. Bo sama go sobie dałam, mimo sprzeciwu obu panów (każdy chciał
                      szybko).
                      • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:35
                        >Skąd zatem, jeśli łaska?
                        z zapatrzenia przeważnie. u tych, co zmysłem wzroku dysponują. z zaczytania - w
                        czasach internetu i tak dalej - ogólnie z zafascynowania.
                        na pewno nie znikądsmile

                        > Czasu na przeanalizowanie miłości zanim się pojawiła miałam tak kole zera))).
                        ale zdążyłaś się dowiedzieć, czy ten piękny nieznajomy nie jest nieletni albo
                        czy jest wolny? czy też kwestie w sumie dość zasadnicze zostały zagłuszone
                        piorunem?smile
                        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:09
                          Czyli: ZEWSZĄD. Wszędzie ma umocowanie. Ma takie same umocowania jak pierwsza
                          miłość, jak każda inna miłość.

                          Tego, czy jest nieletni/letni, zajęty/wolny, włochaty/łysy oraz inne bardzo
                          ważne informacje dotarły do mnie ze dwadzieścia lat naprzod. I co z nich miałam?
                          Nic. Mogły być inne (no, może nieletnim bym się nie zajęła...chyba).

                          Czyli: i tak wszystko było niespodziewane. Wiecej: nie było chciane! Serio.

                          Potrafisz to sobie wyobrazić?
                          • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:33
                            może i miłość jest taka sama, ale warunki już nie. nie ma się wiecznie nastu
                            lat, i coś tam się komuś zdążyło zaślubować, wierność jakąś czy uczciwość, nie
                            pamiętam już jak to leciało. jakieś dzieci się ma czasami, ojcem się jest i
                            wzorem i parę innych drobiazgów.

                            i ta wieeeeeeeeeeeeeeelka miłość nachdodząca zewsząd i niespodziewanie nie
                            zwalnia z uczciwości wobec aktualnego partnera.
                            najwyraźniej gdzieś umyka punkt, że miłość jest już w związku.
                            • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:40
                              A jeśli jej w związku nie ma? Jeśli jest tylko hibernacja i próba przetrwania? I
                              jeśli nagle się zjawi miłość własnie?

                              Wszystkim nam życzę by w naszych związkach była miłość.
                              Ideologię nie tylko do miłości kochanków można dorobić. Do każdej się da. I
                              zdarza się, że potrzeba posiadania kucharki, sprzątaczki, matki dzieciom, ojca,
                              bankomatu itd itp brane jest za miłość. Dopóki nie zauważy się różnicy.
                              • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 23:35
                                źle, a nawet fatalnie to wyraziłam.
                                chodziło mi o to, że wybrana miłość (w sensie ukochany/a) już tkwi w związku.
                                nie o uczucia/brak uczuć w związku. dlatego kolejność, którą tak per noga
                                traktujesz, jest jednak ważna - nawet w przypadku tych bardzo nagłego wybuchu
                                uczuć - zdarzyło się? dobra. ale czy to mi daje prawo oszukiwać żonę/męża? nie
                                bardzo.

                                dlatego nie mam niestety wielkiego poważania dla tkwienia w zdradzie,
                                zdradzających i powiązanych czyli kochanek/kochanków. oraz dla zasłaniania się
                                miłością, która służy do prowadzenia życia na dwa fronty.
                                • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 23:40
                                  przepraszam, ale wzięłam Cię za krezzzz
                                  jasny szlag, za późno już chybasmile
              • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:21
                Oooo krezzzz,
                ma ulubienica.
                Otóż ja jestem jedną tych, którzy pitolą o kolejnosci.
                Jestem też (byłam ściślej pisząc) kochanką. Kochanką szczęsliwą.
                Cholera, przyznam się, dwukrotnie, z tym samym panem. Raz żonatym,
                raz już nie żonatym.
                I dalej twierdzę, mam swoje racje, że kolejność: odchodzę - mam
                miłość, jest prawidłowa. dla MNIE!!!.
                Otóz wiem ,że zakładki to szkodzą - zaangażowanym.
                Ale tego doświadczenia to się nabywa z wiekiem i czasem.
                asta...
                • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:47
                  Jak miło być czyjąś ulubienicą))))

                  Jak już mówiłam, nie byłam niczyja kochanką, zatem zapewne nie rozumiem, jak to
                  jest nią być. Wyłuszcz swoje racje (te dotyczące kolejności). Z tym, że z
                  wykazaniem, JAK TO ZROBIĆ.

                  No, wyłuszcz....))))

                  Byłam z facetami "na zakładkę"- znaczy, ja byłam jedna, oni na zakładkę. I, jako
                  żywo, nie wiem, jak usunąć ten drobiazg z rzeczywistości, że TO BYŁA ZAKŁADKA.
                  Miała nie być, a była.
                  Czy Ty aby nie mówisz o tzw. "życzniówce", czyli myśleniu życzeniowym? Że lepiej
                  aby nie było na zakładkę? Bo z tym to się chyba każdy zgodzi....Każdy by sobie
                  pewnie coś tam życzył.

                  Ale my tu chyba mówimy o RZECZYWISTOŚCI. Czy nie? Oczywiście, możemy sobie
                  pouprawiać gdybologię i marzeniologię, ale mam prośbę- BEZ LEKCWAŻENIA
                  RZECZYWISTOŚCI, dobrze?


                  • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:00
                    Ja nie piszę o życzeniówce.
                    Piszę o swoich doświadczeniach. Mając zakłądkę byłam szczęśliwa,
                    albo lepiej, wmawiałam sobie, że taka jestem. No bo jak to? Mam "dwa
                    w jednym" (dwóch facetów w jednym małżeństwie) i co? mam nie być
                    szczęśliwa z tym drugim?
                    Niezwykle trudna sytuacja, jaka mi się przydarzyła, to było odejście
                    ze związku i dopiero wejście w inny układ. I dopiero w tej sytuacji
                    widze różnicę. Różnicę widzę ogrooomną.
                    Mając czas na przeanalizowanie problemów z poprzedniego związku
                    widzę z dużo większym realizmem to, co sie dzieje w obecnym.
                    Nie uciekłam tym razem przed jednym panem w ramiona drugiego, bo
                    było mi taaaak źle... Już wiedziałam, że samam ze sobą dobrze mi się
                    żyje. Mogła dokonać wyboru: chcę być z nim, czy nie chcę. Wiedząc
                    czego tak naprawdę chcę. Opierać się na tym czego chcę a nie uciekać
                    od tego czego nie chcę. Czujesz różnicę?
                    I teraz czuję się wolna i świadoma i ta miłosć to jest dopiero
                    miłość a nie poprzednie obłędy, zauroczenia, zamroczenia i opętania,
                    które miłościami nie były tylko obłedami, brakiem tchu,
                    zamroczeniami tak emocjonalnymi, że czasami ze "szczęścia" umierałam.
                    Dziękuję, ja już dorosłam. Wolę świadomą piękną równie mocną ale o
                    wiele przyjemniejszą normalną miłość.
                    no i przystojną, co tu dużo mówić...
                    K.
                    dal mnie EOT
                    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:17
                      No widzisz, Kasiu, a ja, będąc w sytuacji zakładkowej, szczęśliwa nie byłam,
                      zatem niczego nie musiałam sobie wmawiać. Bo widzisz, ja widziałam, cos ie
                      dzieje: że dzieje się coś, czego ze wszech miar bym dla siebie i innych nie
                      chciała. wolałabym NIE.

                      Zatem- nie oszukiwałam się.

                      I wszystko, co piszesz w dalszej części postu, również się do mnie odnosi.

                      Zatem- rzecz w tym, by ZOBACZYĆ CO JEST. Bez okłamywania się. I zadziałać wedle
                      sytuacji.
            • nie.ta Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 09:28
              święta racja. Znam to z autopsji. a przy okazji, mam wrażenie, że osób z takim doświadczeniem (bycia kochanką czy kochankiem) jest tu dużo więcej niż się przyznaje
    • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:46
      > Ale mimo tego potrafię sobie spojrzeć prosto w oczy,

      ja to mam pytanie, czy kochanki mają jakiś inny system wartości niż reszta
      kobiet? pomijam już kwestię kto kogo uwiódł, rozkochał itakdalej.
      załóżmy, chodzi o sam fakt wejścia w czyjeś małżeństwo jako trzecia/trzeci (bo w
      sumie facetów też dotyczy)
      czy jak już zostaniesz jego żoną, czy wtedy też nie będziesz wymagała wierności
      od męża, ew. podejdziesz ze zrozumieniem do kochanki męża, jeśli się taka kiedyś
      pojawi?

      jak to wygląda?
      • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:27
        Six,
        pamietam ,że mnie w ogóle nie obchodziła jego żona. Zupełnie jakby
        nie istniała. Ja jej wiernosci nie ślubowałam.
        > czy jak już zostaniesz jego żoną, czy wtedy też nie będziesz
        wymagała wierności
        > od męża, ew. podejdziesz ze zrozumieniem do kochanki męża, jeśli
        się taka kiedy
        > ś
        > pojawi?
        >
        Nie chciałam mu ślubną zostać z tego właśnie powodu. Nie żebym się
        bała, ze zdradzi po raz kolejny - tym razem mnie. Ale po prostu nie
        cenię zdradzaczy bez TYCH zasad, czy też niedojrzałych nie-w-pełni z-
        mózgiem żyjących , którzy pozwalaja sobie na takie sterowanie przez
        uczucia. Bliższy mi jest model, który mola opisuje. Na pojawienie
        się uczuć nie mam wpływu (oj, sama wiem, że nie mam), ale już to CO
        Z NIMI ZROBIĘ jest jak najbardziej w mojej mocy.
        I nie twierdzę, że to bezbolesne jest. Boli jak cholera.
        smile
        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:56
          No widzisz, sama wskazałaś różnicę między PRZED i PO. PRZED jest z grubsza takie
          samo: miłość. PO jest już znalezieniem się w sytuacji. I tu mamy pole
          do...problemów.

          Sytuacje są różne. I różne decyzje względem nich. Dobrze jest nie ustawiać się
          pozycji generalizowania.

          Widzisz, mojego obecnego męża mój ówczesny mąż jednak obchodził. Zatem mamy
          pierwszą różnicę. Drugą jest ta, że on mnie ceni, mimo iż jestem "zdradzaczką"
          (fajne określenie))) Może rozumiał moja motywację, i całą resztę, która mną
          powodowała? Trzecia różnica to taka, że nie traktowął mnie, i nie traktuje jako
          istotę nie-w pełni- z mózgiem żyjącą (tez sympatyczne, hm)))0.

          Zobacz, tyle między Tobą i mną różnic. ciekawe, czy świadczą o nas, czy o
          zjawisku jako takim?

          Z jednym się z Tobą zgodzę- BOLI JAK CHOLERA.
          • lampka_witoszowska Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 17:47
            dodam, że z filozoficznego i psychologicznego punktu widzenia to,
            czy boli, to tez kwestia widzenia sprawy - czyli w sumie wyboru

            jak się nei zmienia parametrów, to boli, bo się automatem w ból wpada
            jak się refleksje snuej i widzi sprawę róznie, może nei boleć
            za to może skrzydeł dodawać osobisty, własnoręczny wybór słowa: nie

            a to z kolei bywa trudne smile))
            • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:58
              Lampko, bierzesz pod uwagę, że skrzydeł dodawać może także słowo TAK? Mimo, że
              bywa trudne...

              Nie bardzo rozumiem, dlaczegóż to zmiana parametrów miałaby być możliwa..Toć
              rzeczywistość chyba się nie zmieniła, co?

              Innymi słowy: to nie rzeczywistość ani jej parametry się zmieniają. A nawet nie
              skale ocen (wszak nie jesteśmy relatywistami, co?), ale sytuacje okazują swe
              nieoczywistości. I w tych nieoczywistościach musimy się odnaleźć (no, chyba że
              zwiejemy, czyli zamkniemy oczka i będziemy udawać, że to się nie dzieje).

              Ale, jak już uznamy, że się dzieje, to musimy wziąć byka za rogi.

              Jak dla mnie, tu się rzecz zaczyna.
        • nangaparbat3 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:02
          Ale o jakich UCZUCIACH Ty piszesz? Co jest uczuciem, jesli nie obchodzi Cie
          życie drugiej osoby, jej zobowiazania, wiezi?
          Kęcił Cie facet, chcialas się z nim przespac - OK. Ale po co dodawac do tego
          "uczucia"?
          A jeszcze - Nie cenisz zdradzaczy bez zasad, nie zwiażesz się ślubem z takim -
          ale fakt, ze bedąc kochanką meza przyczyniasz sie do rozwalenia rodziny, w ogole
          Cie nie interesuje.
          To jest dopiero moralnosc Kalego.
          • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:33
            Mnie też taka postawa: kochanka/kochanek nie slubowali, więc o co loto....

            Są współuczestniczącymi. Nie ma znaczenia, czy to oni są stroną wolną, czy
            zajętą))) To jedna z większych hipokryzji, jakie spotkałam. Dosłownie: brzydzi mnie.

            Czekałam, aż ktoś mnie zapyta, jakie ma znaczenie to, że nie byłam kochanką,
            skoro sama miałam kogoś. Nie zapytali)))) To też podobny rodzaj hipokryzji (że
            nie zapytali, bo wzięli to chyba za mój plus). Bo przecież nie ma żadnego
            znaczenia- byłam w trójkącie.

            Znaczenie mają FAKTY. Ja nie udawałam, że fakty są względem rzeczywistosci ok.
            Bo NIE BYŁY.

            Ale miały swoje umocowania (powody, przyczyny, były wynikiem, skutkiem, itd). I
            to TAKŻE MIAŁO I MA ZNACZENIE. Ale ten wymiar już jakoś się nie liczy.
            Przynajmniej na tym forum)))
            • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:16
              krezzzz100 napisała:


              > Znaczenie mają FAKTY. Ja nie udawałam, że fakty są względem >rzeczywistosci ok.
              > Bo NIE BYŁY.

              > Ale miały swoje umocowania (powody, przyczyny, były wynikiem, >skutkiem, itd).
              I to TAKŻE MIAŁO I MA ZNACZENIE. Ale ten wymiar już >jakoś się nie liczy.
              Przynajmniej na tym forum)))

              Bardzo mądra uwaga. Uffff, powiedziałam to wink
              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 21:21
                Doceniam wink
                I pozdrawiam smile
            • nangaparbat3 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:39
              To wszystko jest bardzo powikłane. Bo z trzeciej strony, kiedy patrzę na
              staruszkow po 50 latach malżeństwa, ktorzy cale zycie sie kłocili, mieli
              romanse, a teraz troszczą się o siebie, w ogień by za soba poszli, naprawdę nie
              mogą życ jedno bez drugiego, to zastanawiam się - co własciwie ma sens? Moze
              jednak - trwac razem i przetrwac, zeby zapracowac na taką starośc? Ale sa i
              tacy, co po 50 latach wreszcie mordują żonę - albo męża.
              No cholera - po prostu nie wiem. Coraz bardziej nie wiem.
              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 22:15
                Myślę, Nanga, że miłość jest warta przetrzymania sporego zła. Nie wyrokuję,
                jakiego, bo to indywidualne.
                Ja bym walczyła o miłość, jakbym kochała i widziała sens (wiem, tautologia). Ale
                TYLKO wtedy,gdybym widziała sens.
                Czyli, podzielam Twoje "nie wiem".

                Jestem za fundamentalnymi decyzjami. Jak TAK, to TAK.

                Tak, wierzę, że może się udać. Jestem na TAK.
        • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:55
          dobra tam, pal licho żonęwink
          to jest dobry argument: żonie nie ślubowałam.

          aaaa, hmmm. a nie przeszkadzało Ci, że on komuś innemu ślubował?
          • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:09
            Nie. Zupełnie niekoniecznie. Wtedy to sobie jako m.łode dziewczę
            tłumaczyłąm: no pomylił się, nie znał mnie wtedy i takie inne
            wciskanie kitów swojej świadomości, żeby za mocno nie zastanawiać
            się.
            I pewnie dlatego, że zaliczyłam bycie kochanką (i zostawiłam faceta,
            który się rozwodził -jarkoni mnie zje zaraz....) teraz wiem ,ze to
            bez sensu. Dla mnie. Ale wiem, że są kobiety, które inaczej nie
            umieją/chcą itp. Ich wybór. Tylko niech nie dorabiają do tego
            teorii: ja nie chciałam, to miłosć SAMA tak przyszła. To zrzucanie
            odpowiedzialnosci za własne wybory na "miłość".
            Jak już rozwalam małżeństwo, to niech mam odwagę przyznać się do
            tego, że jestm nie ok. bo się wpierniczam w układ kogoś krzywdzący.
            A nie tam "siły wyższe" mi to zrobiły.

            • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:16
              o jedyne, co do mnie przemawia, jako argument to jest "młodość", niekoniecznie
              wiekowa. po prostu niedojrzałość czy nieumiejętność zastanowienia się, jakie
              korzyści, jakie skutki, po co w ogóle?

              to jest przynajmniej uczciwe postawienie sprawy.
              dzięki!smile
            • nangaparbat3 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:41
              No tak. Pełna zgoda.
    • nangaparbat3 tylko pytania 08.03.10, 17:41
      Przedziwny post. Czytam po raz enty i nie pojmuję, co wlasciwie Autorka chce
      powiedziec - nam tutaj, gdzie wiele jest osób porzuconych dla kochanek/kochanków.
      Dwa pytania najbardziej mnie frapują: W jakim celu, Ankaro, umiescilaś ten post
      na tym forum?
      oraz:
      Od czego będzie zależała odpowiedź na pytanie: czy było warto?

      Niepokój: bo czuję jakas nutę sadyzmu w pisaniu o tęskniacym synku, w
      powtarzaniu tu na forum błagania zdradzanej zony. Ale moze to nie sadyzm, a
      masochizm?

      Zdumienie: dlaczego osoba odpowiedzialna za porzucenie czyta o samotności
      porzuconych?
      • z_mazur Re: tylko pytania 08.03.10, 17:44
        Abstrahując od pytań, które stawiasz.

        Dlaczego odpowiedzialnością za porzucenie obciążasz kochankę?
      • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 17:45
        Wapółodpowiedzialnością.
        • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 17:58
          Nanga, nie zgadzam się z tym.
          I piszę to jako zdradzana żona. Miałam morze żalu do exa za jego zdrady, ale nie obwiniałam za nie jego kochanek. Gdy facet chce zdradzić to zdradzi. Jeśli nie z Zosią bo ta mu się oprze to z Marysią.
          Pomijając fakt, że ex to typ, który generalnie lubi kobiety, dużo kobiet i raczej nigdy i żadnej wierny nie będzie to i tak starałam się z tych jego zdrad wyciągnąć jakieś wnioski dla siebie. I szukałam własnego wkładu w zaistniałą sytuację. Dzięki temu wiem jakie sama błędy popełniłam a zdobytą w ten co prawda trudny i bolesny sposób wiedzę, zamierzam wykorzystać w przyszłości.
          Ale nie zgadzam się z obwinianiem kochanek. Sama kochanka może mieć poczucie winy i wyrzuty sumienia, ale wg mnie nikt nie powinien jej obwiniać o rozpad małżeństwa bo to nie ona żonie pana wierność ślubowała.
          • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 18:15
            E tam.
            Mnie maż nie zdradzal (przynajmniej nic mi nie wiadomo), natomiast miałam
            okazję, jeszcze zanim sama wyszłam za maż, przygladac się kolezance z pracy
            rozwalajacej rodzine kolegi. Ona świetnie wiedziala, że facet ma zone i synka.
            Uwodzila go - czynnie i przemyslnie - i to ewidentnie on zostal uwiedziony.
            Jeśli dwie osoby robia cos razem, to kazda z nich podejmuje decyzje, że w to
            wchodzi. Odpowiedzialnośc kochanki w zaden sposób nie kasuje odpowiedzialnosci
            męża, a nawet jego zony. Kazde z nich ma swoja częśc. I nie widzę żadnego, ale
            to żadnego powodu, zeby z kochanki tę odpowiedzialnośc zdejmowac. Czy z kochanka.
            Jesli wchodzimy w czyjs zwiazek powinnismy wiedziec, że może to doprowadzic do
            jego rozpadu czy go przyspieszyc - przeciez to oczywiste. Któres tam przykazanie
            jest o tym, nie? nawet dwa przykazania! Przez 3 tysiace lat mozna sie bylo nauczyc.
            • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 18:27
              To, że kochanka ma świadomość tego w co wchodzi to na pewno.
              I u mnie mi.in. ta świadomość zdecydowała o wycofaniu się.
              Ale daleka jestem od potępiania innych bo naprawdę różnie bywa. Znam bardzo udane małżeństwo, które od romansu się zaczęło. Byli małżonkowie romansujących też bynajmniej nieźle sobie radzą.
              Przykazania piękna rzecz i ja też staram się żyć w zgodzie z nimi, ale człowiek to taka istota, która błądzi. Grunt tylko by z tego błądzenia wnioski umiał wyciągnąć. I nazwać rzeczy po imieniu. Bo jeśli coś mnie w takich relacjach wkurza to nie to, że istnieją. Jak świat światem zdrady były, są i będą. Wkurza mnie tylko gdy zdradę nie nazywa się zdradą i dopisuje do niej ideologię.
              • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 18:38
                Z tym to sie zgadzam.
                Sama byłam kiedys kochanką, bardzo mloda i głupia jak but z lewej nogi, pan nie
                naszał obraczki, a ja bylam tak naiwna, ze sądziłam, ze skoro mnie podrywa
                jawnie i bez oporow, to jest wolny. Potem sie okazało smile
                Co do Twoich znajomych - podejrzewam, ze gdyby zamiast sie rozwodzic i budowac
                nowe zwiazki posklejali stary, tez byliby szczęśliwi. nawt sie o to zalożę -
                skoro i tak nie ma jak sprawdzic.
                I ja nawet nie domagam się od kazdej kochanki/kochanka, by sie wycofali. Ale by
                nie mowili: to nie moja sprawa. Jesli w to wchodzą, to takze ich sprawa.
                Moze dlatego post Ankary mnie fascynuje, a post Kasi (jego zona dla mnie nie
                istniala, nie ja slubowałam) budzi wścieklośc.
                • kasiapfk Re: tylko pytania 08.03.10, 19:17
                  Nanaga, ależ mnie moja postawa z przeszłosci nie tylko zalewa
                  wstydem.
                  Ja ubolewam nad bezdusznym swym egoizmem. Bo tak to trzeba nazwać po
                  mieniu! I nie znajduję teraz usprawiedliwienia dla ówczesnych swoich
                  poczynań. Tyle dobrego, ze już wiem, że nie można tak. Nawet jak
                  okazja jest i wszechobecny kult EGO się krzewi. I wiem ,że nie mogę
                  zrzucać odpowiedzialnosci za bezeceństwo na bliżej nieokreśłone
                  uczucia, któe mnie opętały. To byłMÓJ wybór i nie próbuję teraz sie
                  wybielać. Biorę na klatę to co zrobiłam. I nie robię tego więcej.
                  Właśnie dlatego, że wiem, żem ułomna. Moralnie.
                  k.
                  • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:31
                    To bardzo przepraszam, widac nie do końca zrozumialam Twoją wypowiedź.
            • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 19:53
              Pełna zgoda, Nanga.
          • kasiamasia Re: tylko pytania 08.03.10, 18:30
            mola
            A czy mialabys zal do Kobiety, ktora by udawala przyjazn do Ciebie
            i Twojej rodziny (dzieci) tylko po to aby spedzac wiecej czasu z
            Twoim mezem? Kobiety, ktora udaje szara myszke zagubiona w swiecie
            zeby przekonac czyjegos meza ze jest Krolewiczem na Bialym Koniu
            (jest to bardzo schebiajace dla meskiego Ego).
            Czy do niej nie mialabys zalu za jej klamstwa i wykorzystywanie
            Cie w procesie dochodzenia do celu po trupach.
            Co do mojego ex, on jak zwykle oczekiwal ze mu ujdzie plazem
            ale to juz jest calkiem inna historia.
            • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:10
              Kasiu, to już jest inna sprawa. Dla mnie babska przyjaźń jest święta a mąż przyjaciółki nietykalny z zasady. I z zasady aseksualny. W moim życiu kilka razy zdarzyło się tak, że mężowie przyjaciółek mówiąc brzydko się do mnie przystawiali i zawsze dostawali kosza.
              Nie, takiego braku lojalności ze strony innej kobiety, której zaufałam nie umiałabym wybaczyć.
              • kasiamasia Re: tylko pytania 08.03.10, 21:13
                Mola,
                Przyjechalo to takie "zagubione do pracy" w delegacje,
                zazyczyla Sobie roznych rzeczy od swojego faceta (10 letni zwiazek)
                co on mial robic kiedy ona zarabiala pieniadze w delegacji.
                W tym czasie udawala przyjaciolke rodziny, wpraszala sie
                (czy chcialam jej w domu czy nie), wszedzie zrobilo jej sie pelno.
                W momencie kiedy ja nabralam podejrzen i powiedzialam jej ze
                przekracza pewne granice, to strzelila mi mowke o wysokich
                standartach moralnych.......I po trupach do celu.....
                Tu mowka ze ja ja smiem posadzac i obrazac "wymyslami"
                a w tym samym czasie granice juz zostaly przekroczone.
                Poznala Nas- jako rodzine w tym samym czasie.
                To nie bylo tak ze biedny nieszczesliwy misiu nie nosil obraczki
                i ze nie wiedziala o zonie i dziecku.
                Jezeli mam zal do NIEJ to o to wpraszanie na sile do mojego Domu,
                udawanie pseudoprzyjazni ....i te wszystkie klamstwa w stosunku do
                mnie, mojego syna i swojego faceta.
                • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 21:19
                  Eee, w takim przypadku to zwykła żmija.
                  Co prawda w żaden sposób to nie zdejmuje odpowiedzialności z Twojego męża bo facet, które nie chce dać się uwieść po prostu się nie da, ale taka baba to zwykła krowa jest. Zero klasy. Bleee...
                  • 3_1415926-nokio Re: tylko pytania 11.03.10, 00:29
                    W tym miejscu pozwolę sobie zacytować to co moja "jeszcze żona"
                    mowiła kilka lat temu kiedy chciała mi dopiec "tak po kobiecemu", a
                    raczej po "babsku", uwaga może Panie poczują się urażone ale jest
                    takie stare, ludowe powiedzenie o o wiele głębszej treści niż to się
                    wydaje na pierwszy "rzut ucha":
                    "Jak suka nie da to pies nie weźmie".
          • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 19:50
            mola, nic z tego nie rozumiem, znalazłaś winę u siebie, chociaż ewidentnie mąż
            był poszukujący, a kochanki chętne?


            > ale wg mnie nikt nie powinien jej obwiniać o rozpad małż
            > eństwa bo to nie ona żonie pana wierność ślubowała
            to jest dość popularny pogląd ostatnio pogląd, taki nowoczesny i cool - żona nie
            ma pretensji do kochanki, dziwaczna solidarność. ale dlaczego ma nie mieć? jak
            nie ma pretensji, to cały ciężar tej winy spada na żonę masochistkę, bo to ona
            nie umiała zatrzymać męża.
            jak można sobie coś takiego robić?

            ona jest tak samo odpowiedzialna: wiedziała, że się bierze za żonatego. ja nie
            wiem, może trzeba oddzielnie i wyraźnie wprowadzić: nie pożądaj męża bliźniej
            swojej, skoro standard nie wystarcza ani nawet trywialne: nie rób drugiemu, co
            tobie niemiłe.
            • sbelatka Re: tylko pytania 08.03.10, 19:58
              six_a napisała:

              > > to jest dość popularny pogląd ostatnio pogląd, taki nowoczesny i
              cool - żona ni
              > e
              > ma pretensji do kochanki, dziwaczna solidarność. ale dlaczego ma nie
              mieć? jak
              > nie ma pretensji, to cały ciężar tej winy spada na żonę masochistkę,
              bo to ona
              > nie umiała zatrzymać męża.
              > jak można sobie coś takiego robić?

              no oczywiście jesli na siłe musi się znaleźć "winę" i ja podzielic
              między żonę i kochankę - to tak, Twoje rozumowanie jest słuszne..

              i skąd pomysł , że mąż służy do tego żeby "go zatrzymywać".. i albo sie
              uda (jest git zona, hurra) albo nie (ona temu winnna)..

              jakby w małżenstwie nie chodzi o "przytrzymywanie"

              JEŚLI tzreba kogoś "przytrzymywać" - to lepiej niech leci w świat..
              ma SIĘ trzymac sam z siebie... z pwoodów miłości, odpowiedzialności,
              wierności zasadom czy jakiegokolwiek innego

              choc jednak - nie jakiegokolwiek innego..
              bo jesli sie tzryma tylko z powodów ekonomicznych na pzrykład - to to
              psu na bude ...takie trzymanie ..




              >
              >
              >
              >
              • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 20:04
                nie za bardzo mnie chyba rozumiesz.

                nie chodzi o zatrzymywanie faktyczne, tylko o tłumaczenie tego sobie potem.
                te wszystkie: jak suka nie da, to pies coś tam. jak mąż się puszcza, to winna
                żona - obiegowe opinie, brane często na siebie i do siebie przez zdradzone żony.
                i do tego też się zalicza nieobwinianie w sensie nie obdzielania
                odpowiedzialnością nikogo oprócz siebie: kochanka nie, bo nie ona ślubowała, mąż
                nie, bo latawiec, więc ja, bo się z nim związałam, bo nie umiałam, bo coś tam...

                mąż nie jest żadną własnością, co nie zmienia faktu, że wziął na siebie razem z
                małżeństwem jakieś zobowiązania i do czasu faktycznego rozpadu związku nie jest
                z nich zwolniony.
                • to.ja.kas Re: tylko pytania 08.03.10, 20:30
                  I masz rację Six.
                  To wspaniałomyślne wybaczanie komuś kto nas skrzywdził, tak po prostu, z marszu,
                  bez refleksji, branie na siebie całej winy i odpowiedzialności jest ostatnio
                  trendy...i moim zdaniem jest okrutne, szkodliwe i...głupie.
                  Dokładnie tak samo jak oczekiwanie, że mamy do kogoś prawo i bez względu na
                  okoliczności (o tym pisała gdzieś wyżej Krezzz) prawo własności już w naszym
                  ręku więc hulaj dusza.

                  Rzeczywistość bardzo często skomplikowana jest bardziej niż nam się na pierwszy
                  a nawet drugi rzut oka wydaje. I boli. Wszystkich.
                  Zaprzeczanie temu jest hipokryzją. Zaprzeczanie, że nie wyrządziło się krzywy
                  również. Czasem stajemy przed wyborem kto zostanie skrzywdzony, my czy ktoś
                  inny. I to nie jest usprawiedliwienie. To próba zrozumienia. Ale bez
                  okoliczności, powodów, motywów, całego anturażu konia z rzędem temu kto dotrze
                  do jądra problemu.

                  O bólu napisała Krezzz. Nie będę powtarzać.
                • sbelatka Re: tylko pytania 08.03.10, 21:02
                  six_a napisała:


                  > te wszystkie: jak suka nie da, to pies coś tam. jak mąż się puszcza,
                  to winna
                  > żona - obiegowe opinie, brane często na siebie i do siebie przez
                  zdradzone żony
                  > .
                  >
                  jasne, jasne - ale obiegowe opinie - to TYLKO obiegowe opinie i czy ktoś
                  je bierze "do siebie" czy nie - to juz on sam zdecyduje

                  JA sie nie czuje winna tego, ze ex mnie zdradził
                  ale dokładnie jak mola (tak pzrynjamniej to zrozumialam z jej postu)
                  widzę swoje błędy i wypaczenia, ktore sa moim udziałem ..

                  ale to ON zdradził i odszedł.
                  Kropka.

                  owszem, laska go wabiła baaaardzo; miała swój plan
                  ale jej plan, jej prawo, jej poczucie winy czy satysfakcji - naprawde
                  jest mi głęboko oboijętne z czym sie zmaga nexia

                  ja dbam o swój dobrostan - psychofizyczny
                  i daltego nie pozwoliłam na zasiedlenie sie w mojej glowie i duszy ANI
                  roli ofiary ANI sprawcy - zdrady i odejścia mojego dorosłego,
                  inteligentnego, zdrowego psychicznie męża..

                  bl - to inna kwestia - pomijamy teraz
            • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:17
              Zauważ, że znalazłam w sobie WKŁAD a nie winę. Bo winna zdrad exa nie jestem, ale wkład swój być może miałam.
              Nie każę każdemu nad tym się zastanawiać, ale mnie osobiście dużo to dało.
              Podobnie z nieobwinianiem kochanki. Wolałam się skupić na niewiernym mężu i jego zdradach a nie jakiejś babie, której nawet w życiu na oczy nie widziałam.
              Ale szczerze dodam, że by zaspokoić babską próżność na małą złośliwość w stosunku do niej sobie pozwoliłam wink Taka malutka zemsta na zimno w postaci baaardzo uprzejmego e-maila informującego panią o tym, że o wszystkim wiedziałam wysłanego gdy mi na własnym małżeństwie już kompletnie zależało a jej romans z exem już dogasał. Nieźle się wystraszyła, że jej męża mogę również poinformować wink Ale tego robić nie zamierzałam. Bo i po co?
              • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:46
                mola1971 napisała:
                > Podobnie z nieobwinianiem kochanki. Wolałam się skupić na niewiernym mężu i
                jego zdradach a nie jakiejś babie, której nawet w życiu na oczy nie widziałam.
                Aaaaa... z tym sie zgodzę. Na poziomie małzeństwa to jest sprawa miedzy mężem a
                zona, i tyle. ale my tak z perspektywy szerszej jakby rozmawiamy -
                • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:54
                  Z szerszej perspektywy to jest problem stary jak świat smile
                  I jak do tej pory nikt nic mądrego i uniwersalnego nie wymyślił smile
                  Ale tak szerzej, ale ciągle z własnego doświadczenia z obu stron"barykady" to tylko mogę powiedzieć, że zdradzanie jest niemal tak samo bolesne jak bycie zdradzanym.
                  Mam nadzieję już nigdy więcej nie doświadczyć ani jednego ani drugiego.
                  • sbelatka Re: tylko pytania 08.03.10, 21:03
                    mola1971 napisała:

                    > że zdradzanie jest niemal tak samo bolesne jak bycie zdra
                    > dzanym.

                    to mysle, ze juz kwestia wrazliwości osobniczej... jednak

                    > Mam nadzieję już nigdy więcej nie doświadczyć ani jednego ani drugiego.

                    pod tym sie podpiszę obię ręki smile
                    • to.ja.kas Re: tylko pytania 08.03.10, 21:09
                      Nie od dziś wiadomo, że lepiej być młodym, pięknym, zdrowym i bogatym oraz
                      szczęśliwie zakochanym. I że lepiej nie być zdradzanym ani zdradzającym.

                      Co boli bardziej? Czy boli tak samo? Ja obstawiam, że boli inaczej. I nie tylko
                      dlatego, że kontekst inny, nasza rola inna, mozliwość wpływania na to co będzie
                      dalej różna. Ale przede wszystkim dlatego, że my dziś to nie my jutro.
                      • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:11
                        > Co boli bardziej? Czy boli tak samo? Ja obstawiam, że boli
                        inaczej. I nie tylko
                        > dlatego, że kontekst inny, nasza rola inna, mozliwość wpływania na
                        to co będzie
                        > dalej różna. Ale przede wszystkim dlatego, że my dziś to nie my
                        jutro.
                        >


                        przepraszam, ale idac w tym kierunku zblizamy sie do jakiś
                        pseudofilozoficznych bredni

                        zdradzający stwarza sobie bol na własne zyczenie.

                        jestem z tych co dosyc jasno stawiaja granice. Dlaczego? bo tak
                        łatwiej sie zyje. Nie komplikuje sobie zycia, na ile mogę

                        ale też nie prowokuje sytuacji, w których byłoby mi trudno

                        fakt, ze swoje tez przezyłam i doceniam to co mam- choc czasem, jak
                        to w życiu bywa trudno, cięzko, nudno

                        ale wiem też ( z doswiadczen kolezankismile, że najczęsciej to co nam
                        sie pozornie wydaje takie ekscytujące jest takie tylko na początku,
                        a potem jest szara rzeczywistosc, która czesto jest jeszcze bardziej
                        szara niz z obecnym mężem, wiec warto sie 100 razy zastanowic czy
                        warto
                        • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:23
                          Aneto, to już rzeczywiście filozoficzny wybór: żyć prosto, czy nie. Ale, żeby z
                          tego, że ludzie o coś PYTAJĄ, robić zarzut (pseudofilozoficznych bredni)...??

                          Czasem mam wrażenie, że cudze pytania uważane są za nieprawne tylko dlatego,
                          że...SĄ. Ale, dlaczego? Pytania BOLĄ?
                          • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:37
                            napisałam, że takie rozważania zblizają ( ZBLIŻAJĄ) do
                            pseudofilozoficznym bredni-> prowadzące do przelewania z pustego w
                            próżen i zastanawiania się co było pierwsze "jajko czy kura"

                            • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:49
                              Ale pytania Kas takimi nie są.

                              A tu akurat jest ważne, co było pierwsze: miłość, czy inne rzeczy. wydaje mi się
                              nawet, ze to sedno sprawy.
                              • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 12:24
                                sedno sprawy to jest kwestia, ile zylismy na zakładkę

                                tydzien, miesiac czy rok

                                zdrada to zdrada, ale jednak jesli trafił człwoieka taki wielki
                                piorun i od razu dazy do rozstania z pierwszym, zeby sprawe
                                naprostowac to wyglada to z deka inaczej niz w sytuacji, gdy przez
                                rok przekonujemy sie do milosci ( radosnie baraszkujac w łózku),a
                                potem drugi rok zbieramy sie do powiedzenia prawdy mezowi/ żonie
                                • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 14:50
                                  Znasz "Wiarołomnych" Bergmana?

                                  Od kiedy zaczyna się życie na zakładkę? Od pierwszej rozmowy? Pierwszej
                                  tęsknoty? Uświadomienia problemu? Ale- jakiego problemu? Wszak łózko może być
                                  dużo potem....
                                  Dalej: istnieje coś takiego jak konfrontacja obu miłości.
                                  Jeszcze dalej: dlaczego zakładasz, że nie mówi się prawdy zonie/mężowi? Ja
                                  powiedziałam, NATYCHMIAST. I co? uchroniło mnei to przed ciągiem dalszym? Nie....
                                  A może jest tak, że to zona/mąz prosi o czas, o to, żeby go nie opuszczac, żeby
                                  dac szansę itp...

                                  To dużo bardziej skomplikowane.
                                  • sonia_30 Re: tylko pytania 10.03.10, 12:10
                                    Pytasz od kiedy zaczyna się życie na zakładkę i za moment
                                    piszesz: "Ja powiedziałam, NATYCHMIAST". Natychmiast od zaistnienia
                                    czego?
                                    • krezzzz100 Re: tylko pytania 10.03.10, 12:16
                                      Uświadomienia sobie, że się zakochałam. To była tragedia.
                                      • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 11.03.10, 11:55
                                        krezzzz100 napisała:

                                        > Uświadomienia sobie, że się zakochałam. To była tragedia.

                                        a czy zdradzałas meza w stanie " jeszcze sie nie zakochałam, ale sie
                                        spotykalismy"? i ile taki stan trwał?

                                        • krezzzz100 Re: tylko pytania 11.03.10, 12:48
                                          Nie.
                                  • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 11.03.10, 11:50
                                    pytanie tylko ile osób mówi natychmiast o nowej miłoscismile
                                    • krezzzz100 Re: tylko pytania 11.03.10, 12:50
                                      Nie wiem, ile osób. Ja wiedziałam (że to miłość, i to taka, że wszystko się w
                                      obliczu tego stanu skomplikuje, by nie rzec- rozwali, a delikatniej-
                                      zweryfikuje). Co wcale nie było stanem pożądanym.
                        • nangaparbat3 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:37
                          >że najczęsciej to co nam
                          >sie pozornie wydaje takie ekscytujące jest takie tylko na początku,
                          >a potem jest szara rzeczywistosc, która czesto jest jeszcze bardziej
                          >szara niz z obecnym mężem, wiec warto sie 100 razy zastanowic czy
                          >warto

                          Właśnie tak.
                    • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:22
                      I ja smile
                  • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:25
                    Trochę wymyśliło, Mola wink No, ale to można w worek romantyzowania upchać...))))

                    Taki Werter to pies??? )))) (pirszy z brzegu...)

                    Mola, nie mogę się opanować...Gdybyś Ty wiedziała smile
                    • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:47
                      Krezzzz, ja ciągle się uczę wink
                      Poważnie.
                      • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:54
                        Fajno smile
                        (Bo kiedyś pisałaś, że teraz ino wypoczywasz po nauce, której czas był na
                        studiach smile )
                        • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 23:08
                          Na studiach była teoria, tera je praktyka wink
                  • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:01
                    tak czytam tego tasiemca i rzuciło mi sie w oczy, że mowa tu tylko o
                    zdradzie podszytej ogromna miłością

                    a ile jest sdrad bo "jakos tak wyszło"," bo niezła dupcia i sie łasi
                    to ją grzmotnę", " jakie z niego ciacho, a co raz sie zyje" itd?

                    na wiele par, ktore sie zdradzały- rózne konfiguracje, tylko 2
                    były "miłosciami" i sa teraz jako małzenstwa. Jedno z rozwodem w
                    tle, druga zdrada za czasów paniensko-kawalerskich

                    najczesciej nie ma to nic wspólnego z MIŁOŚCIĄ, jest to po prostu
                    dobra rozrywka, odskocznia, urozmaicenie

                    a ileż to osób prowadzi podwójne zycie i wcale nie rezygnuje z
                    poprzedniego partnera, a wręcz jak się ten dowie, to porzucaja
                    kochankę/ka

                    wy tu mówicie o jakimś mikroskopijnym wycinku problemu zdrad

                    i o ile w tle zdrady jest wielka miłość to mozna to jakos tłumaczyc
                    uczuciem ( choc nadal to wystepek zły) to ja najczeście na forum
                    kochanki natykałam sie na postawę " wole żonatych, bo mi dupy nie
                    zawracają zwiazkiem i wtedy on sie bardziej stara bo chce sie
                    wykazac" itd
                    • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:19
                      Aneto, ten mikroskopijny wycinek to chyba jednak mieści się w "świetle"
                      autorskiej intencji Ankary.Przynajmniej ja tak te intencję zrozumiałam.

                      Ja zaś pisałam o sobie. Moja historia jest właśnie taka )miłość, walka, i nowe
                      małżeństwa). Innej historii NIE POSIADAM.

                      Moja historia wpisuje się częściowo w historię Ankary. To zareagowałam.
                      • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:27
                        Znaczy JEDNO nowe małżeństwO. Czyli drugie w ogóle. (I oby tak zostało smile
              • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 20:55
                OK, wkładsmile
                rozumiem też niechęć do zajmowania się jakąś babą smile

                ale to wszystko nie znaczy, że można sprawę załatwić nowomodnym: kochanka mężowi
                nie ślubowała, więc nie można mieć do niej pretensji.
                nie trzeba mieć, ale można i te pretensje będą jak najbardziej uzasadnione.

                no, "moje" kochanki były wolne, więc portkami nie trzęsły, a jedna jest aktualną
                partnerką. jedną kiedyś zablokowałam na koncie męża w nksmile i to był cały wysiłek
                włożony w ograniczenie pokus. mało skuteczny zdaje się. nie ta, to innasmile
                • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:59
                  No i właśnie o to "nie ta to inna" mi chodzi. Po co tracić energię na zajmowanie się jakąś kobietą gdy tak naprawdę winny jest chłop?
                  • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 22:46
                    tracenie energii na konkretną kobietę jest sprawą indywidualną i wyborem
                    zdradzonej kobiety. a ogólne zastanawianie się nad wkładem kochanek i
                    zdejmowanie przy tym z nich tego wkładu, bo "tak naprawdę winny" jest chłop, to
                    trochę co innego.
                    "tak naprawdę" to wkład się różnie rozkłada, czasami nawet i żona może mieć
                    spory, nie twierdzę, że nie. ale mąż i jego kochanka mają ten wkład z zasady, bo
                    on zdradza, a ona pożąda czyjegoś partnera.

                    no i tylko tyle - bez rzucania kamieniami, proste stwierdzenie faktu.
                    • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:51
                      Po prostu każdy przypadek jest inny i dla mnie osobiście największą wartością na forach jest dzielenie się WŁASNYM doświadczeniem i czytanie o doświadczeniach innych ludzi. Bo teorię to sobie można w książkach poczytać wink
                      • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 23:10
                        teorii też będziesz miała tyle co ludzi, którzy je wymyślilismile
                        dzięki za rozmowęsmile
                        • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 23:14
                          Co prawda to prawda smile
                          Grunt to nie dać się zwariować wink
                          Trzymaj się smile
                      • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 23:17
                        Eee, niektórzy zdradzają, że teoria tyż im obca))) (Nie o to Tobie mówię)
                    • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:23
                      w sumie jakiej obcji by nie wybrac to zawsze chłop bedzie winny.
                      Bardziej lub mniej

                      i powiedz mi teraz, co mi to da, ze zdejme cześc odpowiedzialnosci z
                      ex męza na jedną z jego kochanek?

                      lżej mi bedzie? jej bedzie gorzej? cos to zmieni?

                      • nangaparbat3 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:43
                        Wychodzi na to, że najgorliwiej broni kochanek częśc kobiet, które zostały
                        zdradzone i było to przyczyną rozwodu.
                        To ciekawe.
                        Dla mnie sprawa jest ważna nie w kontekście ewentualnego wyżywania się na
                        kochankach, ale w kontekście odpowiedzialności za nasze uczynki - uważam, ze
                        mamy skłonność do, po pierwsze, zrzucania jej z siebie samych, po drugie do
                        obarczania nią jednej jedynej osoby. A większość spraw - i dobrych, i złych - ma
                        wielu rodziców.
                        Powtarzanie, że kochanka (czy kochanek) nie ślubowali, w związku z czym w ogóle
                        nie interesuje ich, czy osobą z którą się wiążą jest wolna czy nie, to po
                        prpostu przejaw skrajnego egocentryzmu, który najprawdopodobniej nie dotyczy
                        jedynie związków erotycznych. Pół biedy, kiedy to mowi przygodny
                        partner/partnera na jedną noc - gorzej, kiedy osoba, która zaczyna snuć
                        opowieści o wielkim uczuciu -
                        • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 12:19
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Wychodzi na to, że najgorliwiej broni kochanek częśc kobiet, które
                          zostały
                          > zdradzone i było to przyczyną rozwodu.
                          > To ciekawe.

                          nie wiem czy z moich słow mozna wyczytać "obronę". raczej nie

                          natomaist znam swojego exa i wiem jaki jest, wiem co opowiadał po
                          tym jak odeszłam od niego, wiec domyslam sie co opowiadał kochankom.
                          on je bałamucił, to on najchetniej bzykałby wszystko co sie rusza

                          nie znam ich, byc moze one tez sie przez niego wycierpiały, moze je
                          okłamywał. Dla mnie to nieistotne.
                          wiem natomiast, ze jakby tamta Kasia czy Asia sie nie zgodziły to on
                          by znalazł inną chętną- a mam winic wszystkie kobiety?smile

                          inna kwestia, zupełnie osobista, ze w sumie dzieki kochankom
                          uwolniłam sie od człowieka, który ma problemy alkoholowe, uwielbia
                          robic długi i generalnie nie jest "przyjacielem" i porzadnym
                          człowiekiem

                          zobaczyłam to dopiero jak wyszły sprawy ze zdradami.

                          w sumie, dzięki kochankom mam teraz super faceta i super rodzinesmile

                          uważam, ze
                          > mamy skłonność do, po pierwsze, zrzucania jej z siebie samych, po
                          drugie do
                          > obarczania nią jednej jedynej osoby. A większość spraw - i
                          dobrych, i złych - m
                          > a
                          > wielu rodziców.


                          jasne, że tak- pytanie jak to sie rozklada procentowo. ja przez
                          chwilke miałam wyrzuty sumienia, do momentu gdy tydzien po rozstaniu
                          on wydzwaniał ze się zabije jak nie wróce, a kolezanka widywała go z
                          sąsiadką, a po tyg ona zamieszkała u niego i wieszała mu pranie. I
                          cały czas zapewniam mnie o swojej miłosci i wielkim żalu

                          > Powtarzanie, że kochanka (czy kochanek) nie ślubowali, w związku z
                          czym w ogóle
                          > nie interesuje ich, czy osobą z którą się wiążą jest wolna czy
                          nie, to po
                          > prpostu przejaw skrajnego egocentryzmu, który najprawdopodobniej
                          nie dotyczy
                          > jedynie związków erotycznych.


                          ogólenie oceniam świat kochanek i kochanków negatywnie. kompletnie
                          nie rozumiem takich relacji, mówie gł. o romansach korporacyjnych
                          czy szukania wrażen w necie, zeby sobie pogruchac dla rozrywki

                          jednak gdy dotknał mnie problem zdrady osobiscie, to czułam żal do
                          niego, nie do tych kobiet
                        • nowel1 Re: tylko pytania 09.03.10, 17:01
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Wychodzi na to, że najgorliwiej broni kochanek częśc kobiet, które
                          zostały
                          > zdradzone i było to przyczyną rozwodu.
                          > To ciekawe.

                          Ciekawe to co napisałaś, zatrzymałam się nad tym.
                          Mój mąż mnie zdradzał, odeszłam, rozwiedliśmy się - a jakoś tam
                          pewnie "bronię" czasem jego przyjaciółek.
                          > Dla mnie sprawa jest ważna nie w kontekście ewentualnego wyżywania
                          się na
                          > kochankach, ale w kontekście odpowiedzialności za nasze uczynki -
                          uważam, ze
                          > mamy skłonność do, po pierwsze, zrzucania jej z siebie samych, po
                          drugie do
                          > obarczania nią jednej jedynej osoby. A większość spraw - i dobrych,
                          i złych - m
                          > a
                          > wielu rodziców.
                          > Powtarzanie, że kochanka (czy kochanek) nie ślubowali, w związku z
                          czym w ogóle
                          > nie interesuje ich, czy osobą z którą się wiążą jest wolna czy nie,
                          to po
                          > prpostu przejaw skrajnego egocentryzmu, który najprawdopodobniej
                          nie dotyczy
                          > jedynie związków erotycznych.


                          To prawda; ale ma to znaczenie tylko jeśli rozmawiamy o jakiejś
                          konkretnie kobiecie, z którą mąż zdradzil swoją żonę.
                          Natomiast dla tego rozpadającego się małżeństwa osoba kochanki -
                          paradoksalnie - ma najmniejsze znaczenie.

                          Pół biedy, kiedy to mowi przygodny
                          > partner/partnera na jedną noc - gorzej, kiedy osoba, która zaczyna
                          snuć
                          > opowieści o wielkim uczuciu -


                          Ale ona może czuje /czula to uczucie.. dla mnie, jako dla żony, nie
                          ma to znaczenia.

                          Wiem, że zdradę potrafię wybaczyć. Nie potrafię - kłamstwa,
                          nieliczenia się z moimi uczuciami, "recydywy". Moje małżeństwo
                          rozpadło się nie z powodu kochanek, a z powodu tego wszystkiego co
                          dzialo się/ nie działo się między mną a moim mężem. Tego, czego nam
                          brakowało, czego szukaliśmy gdzie indziej.
            • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 10:40
              > to jest dość popularny pogląd ostatnio pogląd, taki nowoczesny i
              cool - żona ni
              > e
              > ma pretensji do kochanki, dziwaczna solidarność. ale dlaczego ma
              nie mieć? jak
              > nie ma pretensji, to cały ciężar tej winy spada na żonę
              masochistkę, bo to ona
              > nie umiała zatrzymać męża.
              > jak można sobie coś takiego robić?


              powiem od siebie

              jak mnie mąż zdradzał- wypierał sie długo jak żaba błota, a ja
              łykałam kity az szkoda było na to patrzecsmile

              w koncu przelało mi się, gdy zainteresował sie sąsiadką-koleżanką

              odeszłam i zawsze miałam żal do niego- nie miałam pozytywnych czy
              współczujących mysli wzgledem kochanki, ale w sumie to czy ona czy
              inna- jakas by sie znalazła. problem nie był w nich, tylko w NIM

              on zdradzał, on miał ( ma problem), on mnie zranił- na sąsiadke nie
              chciałam patrzec, a wydrapywanie jej oczu na ulicy jest ponizej
              mojej godności, mówienie jej co mi zrobiła tez bez sensu

              on okazał się dupkiem, znając go pewnie im taki makaron na uszy
              nawijał, ze widziały we mnie gadzine.

              nie rozgrzeszam ich, ale co mnie one obchodzą?


      • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 19:49
        Nanga, naprawdę nie rozumiesz, dlaczego? Teraz się zdziwiłam. Serio.

        Po pierwsze: są tu też tacy, którzy porzucili. (Nie załamuj mnie, Nanga)))

        Po drugie: bycie w trójkącie budzi rozmaite konflikty wewnętrzne. Aż do
        konfliktu tragicznego włącznie. Zdolność do odczuwania konfliktu wewnętrznego w
        takim znaczeniu, ze się go nie tłumi, nie "perwersuje", czyli nie obchodzi się
        go bokiem, jest zdolnością POZYTYWNĄ.

        Po trzecie: pisanie o synku i żonie oznacza właśnie nie tłumienie. Ona ich
        bierze pod uwagę, rozumiesz? Więcej: ona ich sytuację uwewnętrznia, czyli czyni
        częścią swojej własnej. To wysoki status, Nanga.

        Po czwarte: czyta o samotności porzuconych, bo ją to BOLI. Boli ja ich ból. A
        jeśli nawet nie boli, to nie jest na niego obojętna.

        Po piąte: prawdopodobnie odpowiedzialni są wszyscy zaangażowani w trójkąt.
        Zapewne w różnej mierze, ale rzeczy naprawdę nie są takie proste, jak się na
        pozór wydają. Nic nie pochodzi ZNIKĄD (ukłon w kierunku Lampki- chyba Lampki...)

        Słowem- przywiodła ją tu chęć zrozumienia czegoś. Choć troszkę połapania się w
        tym tragicznym węźle. Naprawdę bywają ludzie wrażliwi, Nanga.

        Oczywiście, nie jest wykluczona także perwersja ze strony Ankary. Ale na razie
        nie widzę ku temu konkretnych przesłanek. Nie petujmy jej wiec za samą
        ewentualność. Moja osoba jest dowodem na to, że mogą istnieć pozytywne
        przesłanki pisania tutaj (pkt 1-6). No, chyba że my, odchodzący, jesteśmy z
        klucza perwersami, ale wtedy lądujemy w zupełnie innej bajce.
        • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 19:50
          Ps. Nie o Lampkę chodzi, ale o Six. Pardon.
        • kobieta306 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:20
          po co Ty dorabiasz teorie do konkretnego faktu który ma miejsce.
          Poszukujesz usprawiedliwień pewnych zachowań, których usprawiedliwić się
          zwyczajnie nie daje. Sam fakt, że ludzie oględnie podchodzą do tematu "kochanka"
          jest ok. To jest kogoś wybór włąsny (to że ma kochanka/kochankę itd. )ale po co
          dopisywać tu teorie i tworzyć przesłania.
          Ot, równie dobrze można spytać dlaczego dziś do obiadu w co trzecim domu była
          surówka. Fakt bycia / posiadania itd kochanki / kochanka jest zawsze zły.
          Reakcja społeczna oraz przyczyny tego, że ktoś tam ma kochankę / jest kochanką /
          kochankiem to inna para kaloszy.
          Zresztą - po co ja do ciebie gadam? sad

          • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:51
            Fakt bycia / posiadania itd kochanki / kochanka jest zawsze zły.

            Czy ja wiem, czy zawsze?
            Mam swoja ulubiona postac - kochanke z filmu "Wiarołomni". To postac drugo- czy
            nawet trzecioplanowa. Ale dla mnie - bardzo piekna. Zobacz ten film, warto.
          • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:02
            No wiesz, niektórzy lubią wiedzieć więcej, niż mniej wink Ja do nich należę smile

            Kobieto, obserwować Twój tok myślenia to wdzięczne zajęcie. Mówił Ci to już ktoś?
            • kobieta306 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:21
              Dziewczyno, masz spory problem z niską samooceną. Starasz sobie samej wmówić
              swoją wyższość nad innymi, a tak robią tylko osoby bardzo niepewne siebie, takie
              które miały, bądź mają ogromne kompleksy.
              Kompleksy wynikające z innych kwestii starasz się leczyć udowadniając swoją
              wyższość nad maluczkimi. Na forum łatwo Ci to przychodzi, bo tu możesz pisać
              wszystko, powoływać się na autorytety, wybierać kawałki zdań z ich wypowiedzi i
              sklejać tak aby pasowały do Twojego światopoglądu.
              Moim zdaniem przechodzisz jakąś fazę depresyjną. Cały weekend spędziłaś na
              forum. Nie pisze teraz tego absolutnie złośliwie. Przeczytałam Twoje wypowiedzi
              również te sprzed miesięcy, te dawniejsze i mam pogląd na Twoją osobę. Uważam,
              nie złośliwie, że to jest forma leczenia depresji i niskiej samooceny. Tylko
              dlaczego kosztem innych forumowiczów?
              Nie chcę pisać tutaj więcej ale moim zdaniem to jest pewna choroba. Napisałam na
              priv, bo to zbyt osobiste się wydaje.
              Dlaczego jesteś aż tak złośliwa? Nawet względem wielu osób życzliwych Tobie na
              forum? Tego nie rozumiem naprawdę.
              • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:26
                smile)))))

                Kobieto, śliczne to jest smile
            • rene15 Re: tylko pytania 08.03.10, 23:00
              Podczytuję to forum. Rzadko się udzielam. Jednak poczułam, że muszę
              to zrobić. Krezzzz twoje posty są chamskie, aroganckie. A dodatkowo
              długie i niezrozumiałe, co sama potwierdzasz. Zrobiłaś coś, masz
              poczucie winy, a tu na forum szukasz usprawiedliwenia, pogłaskania.
              A kiedy ktoś ma inne zdanie niż Ty, atakujesz, jesteś agresywna.
              Gdybyś była pewna tego co zrobiłaś, nie byłoby Twoich agresywnych
              postów w stosunku do osób, które mają nieco inny światopogląd od
              Twojego, a mają do tego przecież prawo. Skoro się wynurzasz i
              opisujesz historię swego życia na publicznym forum to musisz się
              liczyć, że nie wszystkim to się będzie podobało. W mojej ocenie to
              masz problem sama z soba i to bardzo poważny. Nie masz szacunku dla
              innych, nie masz szacunku dla siebie. Bije od Ciebie złość,
              nienawieść oraz roszczeniowość. Moja rada jest taka:
              1) Chcesz usłyszeć co inni myślą - to pisz, wysłuchaj i podziękuj
              za to, że ktoś podzielił się z Tobą własnym, bardzo cennym
              doświadczeniem. Okaż wdzięczność za poświęconą uwagę, czas.
              Natomiast jakie wnioski wyciągniesz i co dla siebie weźmiesz z tego
              to już tylko Twoja decyzja.
              2) Nie chcesz słyszeć co inni myślą - nie pisz poprostu !!!.

              Z całego serca życzę Ci spokoju ducha i pewności siebie.
              • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 23:15
                wink
        • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:53
          Przyznalabym Ci moze rację, gdyby nie agresywny ton tego na pozór spokojnego
          postu. Jak juz pisalam - fascynuje mnie. Chcialabym, zeby Ankara opowiedzila
          wiecej. Bo szczerze mowiac nie wiem z tego postu nic - o niej, o jej uczuciach,
          refleksjach. Dla mnie przemawia jak Pytia.
          • kobieta306 Re: tylko pytania 08.03.10, 21:38
            Do autorki wątku nie jestem absolutnie nastawiona w żaden sposób - ja jej
            przecież nie znam.

            Natomiast jestem nastawiona, może nie agresywnie, ale z pewnością nieprzychylnie
            do krezzzzzzz, która stara się dorobić ideologię tylko po to żeby udowodnić
            ludziom, że są głupi.

            A autorce wątku - na moje oko zwyczajnie się życie pogmatwało i nie mnie to
            oceniać.
            • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 21:57
              Kłaniam sięsmile Do usług wink)))
          • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 21:45
            Ankara coś rozgrywa z tym wpisem- to pewne. Nie jest prostolinijna)))Ale zapewne
            do czegoś jej to potrzebne. Ja bym jej nie żałowała rozmowy na ten temat. Są
            różne poziomy, z których się rozmawia.

            Ja ją rozumiem tzn, rozumiem ten sposób komunikowania się.Rozmowa na poziomie
            wymiany wniosków. Dosyć taką rozmowę lubię.
            • kobieta306 Re: tylko pytania 08.03.10, 21:53
              no szczególnie, że kolejności w swoim życiu też nie dochowałaś to i zrozumienie
              większe.
              • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 21:59
                Jak do tego doszłaś, Kobieto?))))
            • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:28
              krezzzz100 napisała:

              >
              > Ja ją rozumiem tzn, rozumiem ten sposób komunikowania się.Rozmowa na poziomie
              > wymiany wniosków. Dosyć taką rozmowę lubię.

              Ja na odwrót. wole jak sie wyraża, co się czuje - czy raczej dązy do wyrażenia
              tego, co się czuje naprawdę.
              Wnioski budzą we mnie niepokój - często. Uspokajam się, jak sobie powiem, że
              może byc tak - i tak - i tak - i ze nie wiem, jak.
              • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:47
                Rozumiem.
      • ankara123 Re: tylko pytania 11.03.10, 16:20
        Jesteś zdumiony… Uważasz, że kochanka widzi to wszystko tylko
        jednowymiarowo poprzez pryzmat swojego szczęścia? Że podjęcie
        decyzji „trwać w tym” czy „zakończyć” zawsze w głowie kochanki ma
        tylko jedną odpowiedź? A w pytaniu „czy było warto” najważniejsze
        jest, czy związałam się z odpowiednim facetem i jak będę wyglądać
        odbijając się w jego lustrze? Otóż nie, a przynajmniej nie zawsze.
        Napisałam, że mogę sobie spojrzeć w oczy. Mogę… choć to trudne. Na
        nikogo nie „czyhałam”, nie zrobiłam tego dla pieniędzy, seksu, aby
        zaimponować koleżankom, odegrać się lub udowodnić sobie cokolwiek,
        określić swoją wartość przy pomocy innego człowieka, itd....
        Tyle „nie” a jednak to wszystko „się” stało. Piszę „się”, choć wiem,
        że to był mój wybór i nie zamierzam uciekać od odpowiedzialności za
        bycie przyczyną tej zdrady. Jestem świadoma tego, że gdyby nie ja –
        nie doszłoby do rozpadu tego małżeństwa, albo przynajmniej nie
        teraz. Nie oczekuję usprawiedliwienia, być może jest to „pożądanie
        bycia z drugim człowiekiem” i podejrzewam, że teoretycy mogą
        próbować kwantyfikować w którym momencie pożądanie przechodzi w
        miłość, czy też na odwrót. Lecz jak wiemy - teoria ma się często
        nijak do praktyki, która przerasta często nasze wyobrażenia.
    • kobieta306 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:19
      Urzekła mnie Twoja historia
    • sinsi Powiedz jeszcze jaki jest Twój stały nick tutaj 08.03.10, 20:25
      bo samo oświadczenie "jestem kochanką" wiosny nie czyni.smile
      Swoją drogą fajna sprawa, oświadczenia, by zostawione żony
      wiedziały, że osoba z którą zdrady się odbywają przejawia wobec nich
      tzw dobre intencje oraz uczucia'smile
    • czarne_wino czy ten watek zasluguje na tyle wpisow? 08.03.10, 20:26
      a moze to tylko podpucha? ja bym olala.
      • sinsi Towarzystwo się nudzi 08.03.10, 20:31
        robimy zawody na najdłuższe tasiemce.
        Zwycięzca, który najwięcej wypowiedzi stworzy, w nagrodę dostąpi
        zaszczytu bycia przez miesiąc moderatorem forum.
        • zmeczona100 Re: Towarzystwo się nudzi 08.03.10, 21:25
          sinsi napisała:


          > Zwycięzca, który najwięcej wypowiedzi stworzy, w nagrodę dostąpi
          > zaszczytu bycia przez miesiąc moderatorem forum.

          Ta bój się Boga, kobieto! Krezzzzz, sbelatka?? Chyba kogoś słoneczko
          wiosenne za bardzo przegrzało!

          Musim w takim razie zewrzeć siły! Toż o honor walka idzie!


          wink
          • krezzzz100 Re: Towarzystwo się nudzi 08.03.10, 21:32
            Ustępuję. Nie kręci mnie fucha moderatora)))) Możesz nie pisać spokojnie smile
          • sbelatka Re: Towarzystwo się nudzi 08.03.10, 23:04
            zmęczona,
            a w zasadzie to Ty ode mnie cos chcesz? wespól z kobieta?

            gdyby mi sie chcialo to policzylabym posty jakie wymienilyscie na moj
            temt..
            ciekawe?

            rozumiem, ze jestem dla was ważna.. ale żeby aż tak?

            jak dla mnie możecie pisać albo i nie
            w wątkach długich i krótkich

            uprzedzam, ze wyjeżdzam lada dzien na kilka dni - to se odetchniecie -
            możecie otwierać lodówke spokojnie
            i se hulać po froum, hej!
      • nangaparbat3 Re: czy ten watek zasluguje na tyle wpisow? 08.03.10, 20:55
        Według mnie zasługuje, nawet jeśli jest zmyślony. Pobudza do myślenia, kaze
        wyobrazac sobie najrózniejsze punkty widzenia. Znakomity wątek - czy raczej post
        inicjujacy.
        • sbelatka Re: czy ten watek zasluguje na tyle wpisow? 08.03.10, 21:09
          no właśnie
          NIGDY nie przyszlo mi do głowy żeby sie zastanowić co nexia mysli o
          mnie, a raczej jakie wobec mnie żywi uczuia..

          no... ciekawe..
          żałuje mnie
          ma poczcie satysfakcji z wygranej
          ma lekkie/ciężkie wyrzuty sumienia
          nie zastanawiala sie nade mna i faktem mojego istnienia..
          czy wręcz pzreciwnie

          jak teraz? czy sie porównuje ..jakoś
          czy si czuje gorsza bo nie jest matką JEGO (jak twierdziła - jej drugiej
          połóki (to o moim exie)) dzieci

          nooo,
          czyżbym zblizyla sie do dostrzeżenia "twarzy" nexi?
          • nangaparbat3 Re: czy ten watek zasluguje na tyle wpisow? 08.03.10, 21:16
            Na jej miejscu to ja bym sie nie porownywała...
          • mola1971 Re: czy ten watek zasluguje na tyle wpisow? 08.03.10, 21:30
            Może to trochę nie na temat, ale tak teraz mi się przypomniało, że gdzieś kiedyś przeczytałam, że podobno druga żona ma wszystkie wady pierwszej i jeszcze swoje własne wink
            • zmeczona100 Re: czy ten watek zasluguje na tyle wpisow? 08.03.10, 21:45
              Biedny mój prawie ex, jak on to udźwignie??
        • krezzzz100 Re: czy ten watek zasluguje na tyle wpisow? 08.03.10, 22:52
          Moim też.

          Można spojrzeć na sprawę wielokontekstowo. Nasze osobiste usytuowania są różne-
          jesteśmy jak orkiestra smile

          No, czasem pofałszujemy wink
    • smutn_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 12:10
      podobno na cudzym nieszczęsciu szczęscia sie nie zbuduje....ale co
      zrobic jak rozum podpowiada co inne a serce co inne
    • akacjax Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 15:20
      Pominę dyskusję, która tu się toczy, a odniosę się do postu Ankary.

      Ale mimo tego potrafię sobie
      > spojrzeć prosto w oczy, choć nadal nie znam odpowiedzi na to, czy było
      > warto.

      Czy warto sobie fundować niepewność?
      Albo za wcześnie na zobaczenie zysków (nie wiemy ile trwa związek), albo ich nie ma.

      Za to warto zapytać siebie, dlaczego pakuję się w skomplikowany związek? Czy na
      pewno chodzi o tego konkretnego mężczyznę, czy to ucieczka przed czymś?
      Można przyglądnąć się kto mnie pociąga i coś o sobie się dowiedzieć.
      • sbelatka Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 16:46
        wiesz, teortycznie mozna wszytsko..

        ale gdyby to bylo takie proste to by nie bylo wojny trojańskiej..;chcę
        przez to powiedziec, ze dopoki nie dotknie nas jakies takie
        obezwładniające uczucie.. ktore wygląda na jedyne.. fantastczne... jakie
        nie trafia sie innym ludziom - to nie ma sie co bardzo dziwować..

        myśle, ze to siła , ktora porywa...

        ci którzy nie czuli nigdy czegos takiego - nie wiedza o czym mówia..
        nawet jesli kochali..

        bo to, ze poród boli - wiemy, wieksozść z nas (kobiet) cierpiała.. ale
        ból ktory ns dopada jest różny.. od zwyklago bolu - po umieranie z bolu..

        i z milościa jest tak samo..
        milośc milości nierówna

        ale z godzę sie z tym - że warto się pytac.. po co? skąd? dlaczego?
        • akacjax Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 19:44
          sbelatka napisała:
          dopoki nie dotknie nas jakies takie
          > obezwładniające uczucie.. ktore wygląda na jedyne.. fantastczne... jakie
          > nie trafia sie innym ludziom - to nie ma sie co bardzo dziwować..
          >
          Przypomniało mi się taki artykuł: miłośc wcześnie wykryta jest uleczalna.
          www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,97476,2547274.html
          Co Ty na to?
          • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 20:20
            hehe, dobre smile
            No, fajnie,może i to jest uleczalne. Dla mnie nie było. I co z tym zrobić. Znasz
            medykament na to? Albo terapię?
            W artykule ejst jeszcze cos ciekawego: o "wielomiłości" (można kochać obu
            partnerów). Potwierdzam. Może i na to wymyślą medykament...))
            • akacjax Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 11:33
              Dla mnie nawet nagły wybuch tzw. miłości nie odbiera możliwości wyboru. Jednak
              pozostaje pytanie, na które nigdy nie pozna się odpowiedzi bez podjęcia próby:
              czy to na pewno miłość.
              I tak się koło zamyka.
              Jedynym pocieszeniem może być sytuacja, gdy druga strona ma podobne dylematy, co
              pozwala na rozciągnięcie w czasie....i zobaczenie sytuacji gdy wyciszą się hormony.
              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 11:52
                My się chyba nie rozumiemy, Akacjo. Oczywista, że miłość nie odbiera możliwości
                wyboru. Toć dokonałam wyboru - wybrałam jedną miłość, odchodząc z drugiej
                (rozwód i nowe małżeństwo). Nie ma wyboru WZGLĘDEM ZAISTNIENIA miłości.

                Próba to osobna rzecz, i masz rację- bez niej się nie da sprawdzić. Ale, czego
                sprawdzić? Moim zdaniem, czy to DOBRA miłość. Niemniej, mówimy o sytuacji SPRZED
                (sprawdzania).

                To, że rzeczywistość (wtym i czas) weryfikuje- jasne. Tylko, co z tego wynika
                (czarny humor mi się włącza: "jakżeś taki rozumny, właźże do trumny"
                uwentualnie: "gdybym wiedziała, że się obalę....")

                Nie jest letko z tymi "oczywistościami", co? smile
                • akacjax Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 21:13
                  krezzzz100 napisała:
                  >Nie ma wyboru WZGLĘDEM ZAISTNIENIA miłości.

                  Wielu myślało, że to, co się dzieje to miłość...a jednak nie mieli racji.
                  Emocje i hormony, które są w pierwszym etapie, a nawet to, co się wtedy czuje-to
                  nie miłość, to kręcąca nas fizjologia.
                  • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 21:37
                    I wielu się pomyliło sądząc, że to tylko hormony smile
                    • akacjax Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 17:28
                      Może nie tyle, że hormony, ale że nie dostrzegli, że może być ciąg dalszy.
                      I tu jest pies pogrzebany. Nie dowiemy się czy mieliśmy rację dopóki nie
                      zaryzykujemy....a może należy mimo wszystko rezygnować, gdy druga strona jest
                      związana?
      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 16:59
        Akacjo,
        niewątliwie warto zapytać. Tyle tylko, że w "tej linii", zapytać mozna, dlaczego
        wyszłam/ożeniłem się z tą/tym, z którym się właśnie rozchodzę.

        W trakcie mojej terapii ważniejsze okazało się właśnie TO pytanie.
        • akacjax Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 19:39
          A jak myślisz, po co dziewczyna napisała post? Może zaczyna szukać swoich
          odpowiedzi.
          Choć w głębi duszy uważam, że to troll.
          • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 09.03.10, 20:22
            No, tak właśnie myślę smile

            A ja jej za trolla nie uważam.
    • esteraj Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 15:00
      krezzzz100 napisała:

      >hehe, dobre smile
      No, fajnie,może i to jest uleczalne. Dla mnie nie było. I co z tym zrobić. Znasz
      medykament na to? Albo terapię?
      W artykule ejst jeszcze cos ciekawego: o "wielomiłości" (można kochać obu
      partnerów). Potwierdzam. Może i na to wymyślą medykament...))

      Tak można powiedzieć, że uczucia to coś z czym nie można sobie poradzić, ale cóż zrobić z pedofilami, zabójcami, gwałcicielami itp.
      Przecież oni też czują bardzo silnie.

      Można powiedzieć, że to coś innego, bo przecież miłość nie jest złym uczuciem, to nie jest coś, za co się każe.
      Ktoś pewnie mi zarzuci, że mylę pożądanie od miłości.

      Ale czym jest miłość, skoro mamy usprawiedliwiać kochanki, kochanków i zdradzających.

      Ankara napisała, że może spojrzeć sobie prosto w oczy. Dlaczego? Bo usprawiedliwia się, że jej uczucie jest czyste, że kocha prawdziwie.
      Mam pytanie: czy jest to właśnie miłość?

      Czy miłością można nazwać krzywdzenie drugiego człowieka?
      To nie jest miłość. To jest pragnienie bycia z człowiekiem, którego się ponoć kocha. A czy to pragnienie nie jest właśnie pożądaniem.

      Jakie zatem usprawiedliwienie?
      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 17:23
        Nie wiem, czy jest miłość- to najprawdopodobniej abstrakcyjny konstrukt do
        ujęcia pewnej kategorii egzystencjalnej.
        Ale chyba nie o definicję czy nawet fukncyjność tego pojęcia chodzi.

        Trafiłas w sedno. Zapewne stoimy przed poważną debatą dotyczącą znaczenia
        ontologicznego sfery uczuć (tu: także przedefiniowania kategorii winy, a zatem i
        zasadności kary). Na naszych oczach sypie się system zależności uczucie- wina-
        kara. Mój osobisty pomysł jest taki, że do redefinicji jest system umów: nie do
        utrzymania jest system umów bezwzględnych (tu: ślubu małżeńskiego nie do
        odwołania). Godność człowieka leży także w tym, że ma on prawo zmienić
        podejście- w każdym wymiarze swego życia. Już dziś umowy podnosi się np. kwestie
        niemoralności umowy, która nie zawiera klauzuli jej wypowiedzenia.


        Nie nabijam się. Widzę wagę problemu, ale nie jest on do omówienia tutaj. Co robić.
        • tricolour Chwila, moment... 10.03.10, 17:45
          ... ale przecież istotą sporu (przynajmniej ze mną) nie jest
          założenie, że ślub jest nie do odwołania. Takie założenie jest w
          religii katolickiej, a to nie jest jedyna religia więc sporu nie ma:
          ślub można "rozerwać" rozwodem. Nie ma zatem bezwzględnej umowy na
          czas "określony na zawsze".

          Moim zdaniem nie trzeba redefiniować umów jeśli tylko konsekwentnie
          tych umów sie trzymamy: kto jest za rozerwalnością małżenstwa, to
          jest za i już. Problemu nie ma. Nawet KK problemu nie ma, bo
          założenie rozerwalności małżenstwa czyni sakrament nieważnym.
        • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 18:08
          krezzzz100 napisała:

          Godność człowieka leży także w tym, że ma on prawo zmienić
          > podejście- w każdym wymiarze swego życia. Już dziś umowy podnosi się np. kwesti
          > e
          > niemoralności umowy, która nie zawiera klauzuli jej wypowiedzenia.
          >


          Krez, ale była już o tym kiedyś mowa na tym forum.
          Umowa, to umowa. Jeżeli jeden ze wspólników ją zrywa - to grozi mu pewna kara,
          odpowiedzialność, sankcje itp.
          Odpowiednikiem klauzul (o których wspominasz) w umowie małżeńskiej - jest
          intercyza na przyklad. Intercyzę stosuje sie po to, by obszar nieporozumień po
          rozejsciu się stron - ograniczyć do minimum. To dotyczy strony materialnej.

          Aczkolwiek, pozostaje sfera moralna. Zarówno w umowach biznesowych (handlowych
          itp), jak i "umowach" małżeńskich. Można , teoretycznie - w umowie małżeńskiej
          ślubnej zapisać/powiedzieć - że pomimo tego "na zawsze i na dobre i na złe" -
          zastrzegam sobie prawo do zmiany poglądów itp. Ale należy pamiętać, tworząc
          takie porównania, że równiez w prawie cywilnym dot spółek, handlowym ,biznesu
          itp - są! i to nie jest zjawisko rzadkie w Polsce - klauzule niedozwolone.
          Zastrzeżenie sobie takiego prawa w akcie ślubnym byloby klauzulą niedozwoloną,
          bo wcześniej ludzie w tym że akcie - powiedzieli sobie "będę zawsze Cię... na
          dobre i na złe".

          • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 19:01
            Airam, pewnie ta rozmowa była "przede mną".

            Ja też twierdzę, że umowa to umowa. Mnie idzie o umowę bez wypowiedzenia. A na
            tym forum chyba spory idą o ten paradygmat- że można zawierać umowy bez
            wypowiedzenia, i że to jest moralne. Ja podnoszę niemoralność tego typu umów.

            Poza tym, wszechobowiązujący paradygmat zdaje się zwracać uwagę wyłącznie na
            samo złamanie umowy przez odejście/rozwód/zdradę, a nie zwraca uwagi na złamanie
            polegające na niewypełnieniu JAKOŚCIOWYM umowy (zły związek).

            Gdzie między nami jest punkt kontrowersji?
            • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 19:47
              krezzzz100 napisała:

              > Airam, pewnie ta rozmowa była "przede mną".
              >
              > Ja też twierdzę, że umowa to umowa. Mnie idzie o umowę bez wypowiedzenia. A na
              > tym forum chyba spory idą o ten paradygmat- że można zawierać umowy bez
              > wypowiedzenia, i że to jest moralne. Ja podnoszę niemoralność tego typu umów.


              Niemoralnośc tego typu umów polega na tym, że najpierw mówi się "na zawsze" , a potem się che zostawić sobie furtkę w postaci takiej klauzuli.

              To jest niemoralne.
              Wyjścia, zatem, mamy dwa: albo nie mówi się "na zawsze", albo zawiera sie "umowę" bez klauzul niedozwolonych w stylu " zastrzegam sobie prawo do zmiany obiektu milości i zainteresowań" i je przestrzega konsekwentnie.
              >
              > Poza tym, wszechobowiązujący paradygmat zdaje się zwracać uwagę wyłącznie na samo złamanie umowy przez odejście/rozwód/zdradę, a nie zwraca uwagi na złamanie polegające na niewypełnieniu JAKOŚCIOWYM umowy (zły związek).


              Owszem, ale w jaki sposób chciałabyś tę uwagę zrocić na niewypełnienie JAKOŚCIOWE warunków umowy? Jeśli chodzi o małżeństwo.
              Tak, normalnie, praktycznie...jak to mialoby wyglądać?



              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 20:00
                Mówienie "na zawsze" może być wyłącznie jednostronne, tzn. wypowiadający tę
                formułę może ją odnosić wyłączne do siebie, czyli nie może w żadnym razie
                przyjmować takiego zobowiązania od drugiej osoby.

                Oczywiście, nadal pozostaje w powyższym moralność wiązania siebie takim"na
                zawsze"- bo uważam, że także wobec siebie można być niemoralnym (tzn. powinno
                się być moralnym, ale ludzie także wobec siebie zaciągają niemoralne
                zobowiązani, gwałcąc siebie).

                Ostatnia kwestia jest dość prosta- gotowość do obejrzenia jakości związku i
                podjecie decyzji wobec tego oglądu.
                • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 20:28
                  krezzzz100 napisała:

                  > Mówienie "na zawsze" może być wyłącznie jednostronne, tzn. wypowiadający tę
                  > formułę może ją odnosić wyłączne do siebie, czyli nie może w żadnym razie
                  > przyjmować takiego zobowiązania od drugiej osoby.

                  Według jakich kryteriów?
                  Jesli ja mówię coś do kogoś, to to dokładnie to znaczy, a nie nic innego.
                  (pomijając żarty oczywiście i celową ironię, mówimy o poważnych zobowiązaniach w
                  tym momencie, jeśli dobrze rozumiem). Jesli ktoś mówi do mnie coś, to też mu
                  wierzę i przyjmuję (w pierwszym rzucie przynajmniej, do czasu az słowo zderza
                  się z rzeczywistością) za czystą monetę.


                  > Oczywiście, nadal pozostaje w powyższym moralność wiązania siebie takim"na
                  > zawsze"- bo uważam, że także wobec siebie można być niemoralnym (tzn. powinno
                  > się być moralnym, ale ludzie także wobec siebie zaciągają niemoralne
                  > zobowiązani, gwałcąc siebie).

                  Tez tak bywa. I zachodzi to na zasadzie interakcji ze "środowiskiem". Lu też,
                  kiedy samemu się nie wie, czego chce: od zycia, od partnera itp. Bo nie jest
                  tak, że ktoś "gwałci siebie", bo ma taki a nie inny nastrój dziś. Tylko sa
                  pewne czynniki zewnętrzne/wewnętrzne.


                  > Ostatnia kwestia jest dość prosta- gotowość do obejrzenia jakości związku i
                  podjecie decyzji wobec tego oglądu.

                  Chcesz wiedzieć, jeśli dobrze rozumiem, dlaczego jedni - są w stanie wgłebić się
                  w siebie, samoczynnie niejako naprawić się, skorygować się itp, a inni - nie.
                  Jedni są w stanie reagować na zewnętrzne sygnały, a inni - nie.
                  Rozumiem, że odpowiedź - że ludzie sa różni, Cię nie usatysfakcjonuje. Ale
                  uważaj , Krezzz, to pytanie (nie tyle pytanie, ile chęć i żądanie, aby wszyscy
                  tak mieli) niebezpiecznie zbliża rozmowę ku teorii Nietzsche'go
                  nadinterpretowanej przez Hitlera.

                  Ale! Jesli znasz odpowiedź - to chętnie posłucham. Serio.
                  • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 21:54
                    wedle normalnych kryteriów. Naprawdę uważasz na normalne przyjmowanie NA SERIO
                    zobowiązania "na całe życie"? Egzekwowałabyś ją NA SERIO? Na szczęście polskie
                    prawo w tym względzie jest normalne- przewiduje rozwiązanie umowy ślubnej.
                    Przyjmowanie od kogo ofiarowania siebie bez odwołania jest sankcjonowaniem
                    niewolnictwa, przecież wiesz.Nawet oddania siebie w niewolę deklarowanego na
                    trzeźwo i całkiem serio nie powinno się brać poważnie. Poważnie, czyli prawnie
                    zobowiązująco.

                    Co do drugiej kwestii- gwałcenia siebie. Są tacy, co zaciągają dziwne
                    niewolnicze zobowiązania wobec siebie: bezterminowego celibatu albo małżeństwa
                    sakramentalnego w rozumienie krk. To przeciez autoniewolnictwo. Zupełnie, jakby
                    np.za młodości zadekretować (zawrzec np. umowę), że się podpali siebie np. w
                    wieku 70 lat, i nie móc tego odwołać, gdy się zmądrzeje.

                    Co do trzeciej kwestii, nie- zupełnie nie o to mi idzie. Idzie mi o to, że
                    rozpad/trwanie związku są pochodną jakości tego związku. Czyli skutkiem.
                    Rozliczana powinna być "zawartość treściowa" związku, anie decyzje adekwatne
                    względem tego związku. Tymczasem wspomniany paradygmat jest odwrotnie akcentowany.

                    Z Nietzschem przesadzasz. To gruby stereotyp. Nietzsche zaproponował wielu
                    dyscyplinom ogrom kategorii. Nie odpowiada za bezprawne implantacje jego dorobku
                    przez rozmaite systemy.
                    • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 23:11
                      krezzzz100 napisała:

                      >>Rozliczana powinna być "zawartość treściowa" związku, anie decyzje >adekwatne
                      względem tego związku. Tymczasem wspomniany paradygmat >jest odwrotnie akcentowany.

                      To się zapytam jeszcze raz, z praktycznego punktu widzenia, realnie - KTO i W
                      jaki sposób ma rozliczać "zawartość treściową" tego związku, a raczej skutki
                      tego, - jak nie sami zainteresowani?
                      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 08:45
                        Najpierw, rzecz jasna, sami zainteresowani: nie zamiatanie pod dywan problemów,
                        omawianie ich, rozwiązywanie, a razie niemożności rozwiązania- rozstanie lub
                        świadoma zgoda na "związek z niedosytem" Jednakże, bywa że jedna ze stron
                        stosuje obstrukcję (rozmawiać nie będę, problemów rozwiązywać nie będę,
                        rozstawać się nie chcę, bo jest mi dobrze jak jest. Wtedy- sąd.
                        • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 12:46
                          krezzzz100 napisała:

                          > Najpierw, rzecz jasna, sami zainteresowani: nie zamiatanie pod dywan problemów,omawianie ich, rozwiązywanie, a razie niemożności rozwiązania- rozstanie lub świadoma zgoda na "związek z niedosytem" Jednakże, bywa że jedna ze stron stosuje obstrukcję (rozmawiać nie będę, problemów rozwiązywać nie będę,
                          > rozstawać się nie chcę, bo jest mi dobrze jak jest. Wtedy- sąd.

                          To Ty powiedziałaś smile
                          Ale nadal nie rozumiem, gdzie leży problem.
                          Dziś nic i nikt nie jest w stanie zmusić ludzi do związku małżeńskiego i składania deklaracji. Można żyć w wolnym związku i na szczęście nikogo za to pod ścianę się nie stawia.
                          Zatem mamy wybór.
                          Sytuacja mniej więcej podobna do tego (tylko na odwrót), jak np. homoseksualiści żądają prawnych możliwości zawarcia związków podając jako główny argument - prawo dziedziczenia itp. Sęk w tym - że obecnie funkcjonujące prawo - daje im tę możliwość. Mogą po sobie dziedziczyć i , w razie choroby, odwiedzać się w szpitalach itp. Więc o co chodzi?

                          To samo dotyczy zwykłych związków. Albo się żenią, albo zostają w luxnym związku. W zależności od motywacji - wybierają właściwy dla siebie wariant. Ale rozumiem, że chodzi Ci o to, że jak juz ktoś rzekł "na zawsze", to, jeśli mu się odwidzi, to żeby miał jednak furtkę, by móc spokojnie odejść i z czystym sumieniem przy tym. ? Żeby mu nikt potem nie zarzucił, że postąpił "be".? Czy to jest ten paradygmat? Pytam serio, bo próbuję dojść w czym rzecz.
                          • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 12:55
                            no, tak. Nikt nikogio nie zmusza. To jasne.

                            Tyle tylko, że ludzie dojrzewają. I to, co kiedy uważali za punkt dojścia, mogą
                            za taki przestać uważać. Co wówczas?

                            Co do homoseksualistów- nie masz racji. Ale dyskusja na ten temat odwiedzie nas
                            od tematu. Zostańmy w materii małżeństwa.

                            Ja byłam zdecydowana w pełni na związek "na zawsze". Tyle, że rzeczywistość
                            zweryfikowała ową "pełnię", rozumiesz?
                            I co, wobec takiej weryfikacji, powinnam pozostać w związku w imię same "umowy"-
                            toć to upadlające dla obu stron, nie uważasz?

                            Ps. Pardon za doskokowe uczestnictwo, ale musiałam coś pilnie zrobić. Teraz
                            jużem "wolna", (hm,).
                            • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 13:25
                              krezzzz100 napisała:
                              > I co, wobec takiej weryfikacji, powinnam pozostać w związku w imię same "umowy"

                              Masz dylemat?
                              Ja też miałam. Przez lata, kiedy wahałam się: wytrzymam zycie w takim matrixie, czy nie. Matrixie - który NIE JA zorganizowałam.
                              Wybrałam więc rozwiązanie pośrednie.
                              Odchowałam (zachowując ile sil względny rozsądek prze kilka lat) doczekałam tylko momentu, aż dziecko będzie na tyle świadome co się dzieje naprawdę, że nie będę miała obaw, że swoim odejściem krzywdzę je dodatkowo. Wg moich ówczesnych kryteriów - wybrałam mniejsze zło.


                              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 13:35
                                Teraz już nie mam (dylematu). Ale miałam. I wiem, ile mnie kosztowało
                                rozwiązanie tego dylematu.

                                Wybrałam inaczej niż Ty. Nie oceniam Twojego wyboru- zapewne miałaś ku niemu
                                swoje przesłanki, jako i ja miałam.
                                Ale to nie zmienia istoty problemu- nieodwoływalne umowy są niemoralne. Tak jak
                                i okrutne jest egzekwowanie ich "nieodwoływalności". A chyba o tym mówimy?
                                • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 14:17
                                  krezzzz100 napisała:

                                  > Teraz już nie mam (dylematu). Ale miałam. I wiem, ile mnie kosztowało
                                  rozwiązanie tego dylematu.

                                  Ale "kosztowało Cię" ze względu na niego, czy ze względu na siebie?

                                  > Ale to nie zmienia istoty problemu- nieodwoływalne umowy są niemoralne.

                                  O tym mówilysmy juz. Jest wybór - nie zawierać takich umów, które nam nie pasują.

                                  >Tak jak i okrutne jest egzekwowanie ich "nieodwoływalności". A chyba o tym mówimy?

                                  Kto egzekwuje? W jakim sensie - egzekwuje?
                                  • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 14:39
                                    Ze względu na wszystkich. Na mnie- bo mnie też było trudno się pogodzić z tym,
                                    co się działo. Na niego- bo to przecież oznaczało dla niego zawalenie się jego
                                    dotychczasowego świata.

                                    No nie bardzo chyba doszłyśmy do porozumienia w tym względzie. Owszem, zgoda, że
                                    takie umowy są niemoralne, i że nie należy ich zawierać. Ale CO W TAKIEJ
                                    SYTUACJI, GDY SIĘ JĄ ZAWARŁO W DOBREJ WIERZE i trzeba ją unieważnić?
                                    To jest problem.

                                    Egzekwować chcą Ci, którzy w imię nierozerwalności umowy chcą ją utrzymać w
                                    mocy. Nie zgadzają się na rozwód, czy rozstanie.

                                    • aneta-skarpeta Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 14:44
                                      w sumie mają do tego prawo

                                      osoba odchodząca ma prawo chciec odejsc, a osoba porzucona ma prawo
                                      powiedziec " nie chce, chce zebys został, obiecałes cos"

                                      o ile to bez sensu, to nie mozna wymagać od drugiej strony,
                                      porzuconej, zeby lekko i łatwo zeszła z drogi tylko dlatego, ze nam
                                      sie plany życiowe zmieniły

                                      stronie porzuconej zawala sie swiat, wiec robi wszystko zeby ten
                                      swiat uratowac

                                      naturalne

                                      dla mnie duzo bardziej niemoralne jest łamanie umowy małzenstwa
                                      zdradą

                                      o ile mozemy dyskutowac o sytuacji gdy obojgu sie drogi rozchodzą,
                                      postanawiają sie rozstac, to nie fair jest wymienianie na "lepszy
                                      model"

                                      małzenstwo to nie umowa wynajmu czy kupna/ sprzedaży
                                      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 14:55
                                        No tak, to wszyscy wszystko możemy, najwyżej zapłacimy za to (np. więzieniem).
                                        Nie o to idzie. Mówimy o konstruktywnym działaniu, a konstruktywne nie oznacz-
                                        powiem swoje, i nic dalej.

                                        Nikt tu nie mówi o lekkim i łatwym zejściu z drogi, raczej przeciwnie... Ale,
                                        jak mówi się o trudnym rozchodzeniu się, to podpada to pod zarzut
                                        "romantyzowania"...

                                        Walczą obie strony, rzecz jasna. I żeby było jasne, niekoniecznie ze sobą wzajem
                                        walczą. Walką z tym, co nadchodzi, no i to, by stare pozostało. No,a le to też
                                        podpada pod "romantyzowanie"...

                                        Zdrada, powiadasz...A od kiedy zdrada jest zdradą. I co jest zdradą.
                                        O micie sławetnej kolejności już pisałam, nie chce mi się tego powtarzać. Pisał
                                        też Z Mazur: o tym, że się po prostu ODCHODZI, mniej ważne, czy w ogóle, czy do
                                        kogoś.

                                        Zatem, zbierając:
                                        Nie może być takiej umowy, która, opisana kiedyś jako bezwzględna, nie można by
                                        uczynić niebezwzględną.

                                        Strony powinny umieć o tym rozmawiać.

                                        Rozstanie powinno być skutkiem oglądu związku NA PRZESZŁO i NA TERAZ. Trzymanie
                                        kogoś TYLKO ZE względu na samą umowę, a konkretnie jej wymiar- jest upiorne.

                                        • aneta-skarpeta Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 15:13
                                          nie wiem czego oczekujesz? i w zasadzie o czym

                                          przeciez rozwód mozna wziąc- czasem łatwiej, czasem trudniej-
                                          niejednokrotnie od nas samych zalezy jak to rozegramy. czasem cea
                                          wolnosci moze byc bardzo duza ( np finansowa), no ale trudno miec
                                          pretnesje do osób trzecich ze zawarło sie taka, a nie inną umowę

                                          mozna tez wcale slubu nie miec i razem zyc, miec nawet dzieci i nie
                                          miec porblemu z rozwiazywaniem umowy

                                          jednak jesli decydujemy sie na zycie z kims ( w zamysle na zawsze,
                                          bo budujemy wspolnymi silami dom, mamy dzieci, ktos z czegos
                                          rezygnuje dla dobra rodziny itd) to nie mozemy oczekiwac od drugiej
                                          strony, ze jak nam sie odwidzi, to automatycznie jemu takze

                                          jemu wcale moze nie chciec sie odwidziec

                                          przykłądowo
                                          jest malzenstwo- nawet pozornie udane, zona mysli ze bardzo udane,
                                          bo mąż jest niezłym graczem, ale koło 40tki odbija mu palma na
                                          punkcie sekretraki i postanawia sobie ukladac zycie na nowo

                                          a żona dostaje jak obuchem w głowę, bo w domu to był kochajacy maż i
                                          ona wcale nie chce tracic rodziny, bo "on zmienil plany" i stawia
                                          opór w ramach ratowania umowy

                                          on i tak pewnie dostanie rozwód, ale ona ma prawo walczyc o
                                          utrzymanie umowy

                                          a co jest zdradą?

                                          sex lub relacja emocjonalna, ktora nagle zaczyna byc na plaszczyznie
                                          kobieta-mezczyzna na tyle wazna, ze nam przycmiewa małzonka



                                          • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 16:23
                                            A Ty czego oczekujesz?

                                            Nikt tu nie mówi o "odwidzeniu się", ale o rzeczywistym dramacie z konfliktem
                                            wewnętrznym

                                            Jeżeli jej chodzi o utrzymanie rodziny, nie zaś o sam związek- to dziwne ujęcie,
                                            ale jej sprawa. Najwyżej, im szybciej mu to oznajmi (o co jej naprawdę chodzi),
                                            tym szybciej on odejdzie (jeśli jemu chodzi o rzeczywisty związek, nie o bzykanko).

                                            Zdradą jest także zły związek, no ale ja dziwna jestem.

                                            W sumie, to już mi o nic nie chodzi, Aneto. Po prostu- różne światy. utwierdzam
                                            się, że niepokonywalne.
                                            • aneta-skarpeta Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 19:33
                                              krezzzz100 napisała:

                                              > A Ty czego oczekujesz?
                                              >
                                              > Nikt tu nie mówi o "odwidzeniu się", ale o rzeczywistym dramacie z konfliktem
                                              > wewnętrznym
                                              >

                                              z konfliktem czy bez- to nie ma wiekszego znaczenia w obliczu checi wymiksowania
                                              się z małzenstwa


                                              > Jeżeli jej chodzi o utrzymanie rodziny, nie zaś o sam związek- to dziwne ujęcie
                                              >

                                              dla mnie rodzina=zwiazek+ dzieci, jesli są

                                              nie wiem czemu to rozdzielasz? jak mozna ratowac rodzine, bez ratowania zwiazku?


                                              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 20:01
                                                Jeśli dla Ciebie to nie ma znaczenia 9czy z konfliktem czy nie)...no to nie ma.

                                                Co do drugiej sprawy- toż o tym mówię, że nie ma rodziny bez związku. Ja nie
                                                rozdzielam. Zdaje mi się, ze Ty rozdzieliłaś...

                                                Mniejsza z tym. Pierwsze i tak objaśnia poziom rzeczy.
                                                • aneta-skarpeta Re: Jestem KOCHANKĄ... 12.03.10, 09:41
                                                  krezzzz100 napisała:


                                                  > Zdaje mi się, ze Ty rozdzieliłaś...
                                                  >

                                                  juz Ci chyba wyjasniłam, że dla mnie rodzina i zwiazek są tym samym
                                                  i tych słów uzywam zamiennie


                                                  > Mniejsza z tym. Pierwsze i tak objaśnia poziom rzeczy.
                                                  • tricolour Może jakieś wnioski... 12.03.10, 10:23
                                                    ... bo rozmowa - patrząc z zewnątrz - idzie dwutorowo.

                                                    Tor 1 skłania sie ku tezie, że rozwód (nawet najbardziej
                                                    dramatyczny) jest jak najbedziej dozwolony w związku, który
                                                    wyczerpał możliwośc swojej naprawy.

                                                    Tor 2 uważa głównie, że małżenstwo "na zawsze" jest umową niemoralną
                                                    upatrując w tej niemoralności szansy na usprawiedlienie rozwodu i
                                                    zrzucenie z siebie traumy (jak widać ciągnącej się latami) na
                                                    prostej zasadzie: zerwanie niemoralnej umowy jest powrotem do
                                                    moralności.

                                                    Z 1 tokiem myślenia zgadzam się całkowicie dorzucając (co oczywiste
                                                    zresztą), że trzeba ponieść konsekwencje decyzji).
                                                    Z 2 tokiem się nie zgadzam, bo jest manipulacją zrzucającą
                                                    (próbującą) konsekwencje decyzji z osoby (która decyzję o rozwodzie
                                                    podejmuje) na konstrukcję słowną spreparowaną tylko na okoliczność
                                                    rozwodu.

                                                    Gdyby małżeństwo było trwałe, to umowa "na zawsze" nie byłaby
                                                    niemoralna, co zresztą było oczywiste dla obu stron przy jej
                                                    zawieraniu. Gdy jest nietrwałe, to postuluje się niemoralność. Z tej
                                                    rozbieżności wynika, że ta "niemoralność" nie jest cechą umowy tylko
                                                    efektem optyki, a w szczególności porażki przy realizacji umowy.
                                                    Podkreślam: porażki przy realizcji umowy jak najbardziej moralnej w
                                                    momencie jej zawierania.

                                                    Nazwywam to relatywizmem. Dodam, że konstruowanie protez bywa
                                                    większym bólem niż życie z bliznami.
                                                  • airam.as Re: Może jakieś wnioski... 12.03.10, 13:14
                                                    Poczucie "niemoralności" umów nie przywidujących możliwości rezygnacji z umowy
                                                    jest wynikiem konfliktu wewnętrznego, a nie prób manipulacji czy tendencji do
                                                    zachowań relatywistycznych.
                                                  • tricolour Też tak uważam... 12.03.10, 17:01
                                                    ... że poczucie niemoralności jest wynikiem konfliktu wewnętrznego,
                                                    a nie jest cechą umowy.

                                                    Ten konflikt chcemy jakoś rozwiązać więc sięgamy po różne środki.
                                                    Jednym z nich może być poczucie porażki i świadomość konsekwencji
                                                    złych WYBORÓW (dobry start w przyszły związek). Może być także
                                                    poczucie niemoralności UMOWY (świadomie i z chęcią przecież
                                                    zawieranej).

                                                    Wielka różnica między tymi dwoma sposobami rozwiązania konfliktu
                                                    polega na tym, że w pierwszym podmiotem jest człowiek, a w drugim
                                                    rzecz. W pierwszym SPOKÓJ SUMIENIA chce się osiągnąć przyznając się
                                                    do własnej porażki do której dajemy sobie prawo, a w drugim
                                                    uważając, że umowa była wadliwa.

                                                    Manipulacją i relatywizmem jest fakt, że to strony zmieniają zdanie,
                                                    umowa się nie zmienia jednak cechą niemoralności obarczana jest
                                                    niezmienna umowa, która dodatkowo była moralna (w ocenie stron) w
                                                    momencie zawierania.

                                                    Nie byłoby manipulacji i relatywizmu gdyby cechą niemoralności
                                                    obarczyć czynnik diametralnie zmienny.
                                                  • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 12.03.10, 20:11
                                                    A to niedobrze, bo to nie są do końca zbiory łączny. Innymi słowy- są częściowo
                                                    rozłączne smile Z dziecmi nie sypiasz, prawda?
                                                  • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 13.03.10, 12:41
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > A to niedobrze, bo to nie są do końca zbiory łączny. Innymi słowy- są częściowo
                                                    > rozłączne smile

                                                    Logika rozmyta, czyli smile
                                                  • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 13.03.10, 15:58
                                                    w żadnym razie. Zbiory częściowo rozłącznie oznaczają to, co oznaczają: że mają
                                                    część wspólną, i części osobne.
                                                  • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 13.03.10, 16:09
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > w żadnym razie. Zbiory częściowo rozłącznie oznaczają to, co oznaczają: że mają
                                                    > część wspólną, i części osobne.

                                                    Zbiory częściowo łączne i częściowo rozłączne podpadają pod teorię zbiorow
                                                    rozmytych, a więc i pod logikę rozmytą. wink
                                                  • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 13.03.10, 17:23
                                                    A to mozliwe.
                                      • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 19:58
                                        aneta-skarpeta napisała:

                                        >
                                        > dla mnie duzo bardziej niemoralne jest łamanie umowy małzenstwa
                                        > zdradą
                                        >

                                        Dokładnie tak.
                                        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 20:13
                                          Co tak, i co dokładnie. Nie ma tu uogólnień. Są pojedyncze historie- czasem
                                          banalne, czasem mocno dramatyczne.
                                          A łamanie małżeństwa złym małżeństwem jak zakwalifikujecie?

                                          Taką drogę nie dojdzie się do niczego wartościowego.
                                          • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 20:25
                                            krezzzz100 napisała:

                                            > Co tak, i co dokładnie. Nie ma tu uogólnień. Są pojedyncze historie- czasem
                                            > banalne, czasem mocno dramatyczne.


                                            Nie uogólniam, tylko pokazuję - gdzie dla mnie leży priorytet.
                                            W którym punkcie inni umiejscawiają swoje priorytety - mnie to nie interesuje,
                                            dopóki nie zaczyna mnie to dotyczyć bezpośrednio.
                                    • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 19:55
                                      krezzzz100 napisała:
                                      Ale CO W TAKIEJ
                                      > SYTUACJI, GDY SIĘ JĄ ZAWARŁO W DOBREJ WIERZE i trzeba ją unieważnić?
                                      > To jest problem.
                                      >


                                      Zrobić to, co się uważa za stosowne.
                                      Dla mnie to nie był problem - "unieważnienia" tego. Dylematem było - walnąć
                                      wszystkim teraz o ścianę, czy jednak zaczekać, może coś się zmieni.
                                      Żeby była jasność. On odchodził i wracał, odchodził i wracał. I końca nie było
                                      widać.
                                      Aż wreszcie - nie wytrzymałam i wyprowadziłam się.
                                      Więc jeżeli ktoś względem mnie nie dotrzymuje umów, to wtedy czuję się zwolniona
                                      z obowiązku dotrzymywania umów wobec tegoż.
                                      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 20:03
                                        Jasne.
                                        Tylko, ie bardzo rozumiem o czym my mówimy. Jakoś uciekło sedno.

                                        Chyba temat wyczerpany, co w sumie mnie cieszy, bo mam wrażenia gonienia w piekę
                                        (to uwaga ogólna, nie do Ciebie).

                                        Ps. Masz @,na MF
                                        • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 11.03.10, 20:25
                                          ok.
                                          • airam.as Re: Jestem KOCHANKĄ... 12.03.10, 01:55
                                            Krezzzz?


                                            Juz iwem, i pozwole sobie wrócic na chwilę do tego: czy jest to moralne - nie zostawianie furtki czy nie.

                                            Powiem - co do furtki - nie wiem.

                                            Tym niemniej - intuicyjnie i podskórnie co twierdziłam zgodnie z tym jak postepuję w zyciu, powtarzam - jesli ktoś nie dotrzymuje umowy wobec mnie, to tez nie mam obowiązku dotrzymywac umowy względem tamtej osoby.
                                            To nie musi być "osoba" sensu stricte. Może byc to system, może być to instytucja - która narzuca innym przez siebie stworzone zasady, ale sama je łamie.
                                            Jeśli mam podac przykłady, proszę bardzo - ZSRR, instytucja KK, wielkie korporacje międzynarodowe. O pomniejszych "obiektach" nie ma co mowić.
                                            Mechanizm jest zawsze ten sam - kiedyś próbowałam Ci to wytlumaczyć od strony fizyki.

                                            Tym niemniej - zważ, czy to taka instytucja czy taka, ale sytuacja jest ta sama. Jesli wchodze w związek ( z instytucją, człowiekiem...układem jakimś itp) w dobrej wierze ( i druga strona tez), i ktoś z nas zaczyna łamać zasady ustalone wczesniej - to strona, uważająca się za oszukaną - MA PRAWO - odejść. I jeśli tej furtki (na co narzekasz) nie ma - to trzeba ją sobie - wydrążyć. Nie każdego na to stać. Ale dzieki tym co ich stać - odbywa się postęp.

                                            Dla mnie temat zamkniety.
                                            pozdrawiam serdecznie.
                                            m
                                            • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 12.03.10, 15:58
                                              JAsne, tez jestem tego zdania, że ktoś "zawiedziony" w umowie (umowa
                                              odwołana/złamana" ma parwo odejść. Bezapleacyjnie ma. Nigdy tego nie negowałam.
                                              Więcej- sama bym odeszła (mam nadzieję).

                                              Ok. Zamykamy.

                                              Również pozdrawiam smile
    • lalu81 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 17:03
      to gratuluje...Pani nie ponosi za to ospowiedzialnosci to Pani
      kochanek rozbil swoja rodzine, niemniej pewnie i ON rzuci PAnia za
      jakis czas,byc moze wroci do zony i dzieci ponownie albo zastapi
      Pania swiezszym modelem.Niemniej zycze szczescia.
      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 10.03.10, 17:27
        Lalu, niech Pani przestanie....
    • tricolour Spokojnie, to sie nawet nieźle czyta... 11.03.10, 12:09
      ... i nie moge wyjśc z podziwu ze zdolności komplikowania sobie
      życia, a potem zdolności do komplikowania rozwiazania problemów.

      Wiesz, historyjkę da się opisać jednym akapitem z pięcioma zdaniami
      i zakończyć. Także zakończyć w wymiarze moralno-emocjonalnym. Tylko
      trzeba chcieć unieść ciężar życia z konsekwencjami decyzji bez
      zwalania wszystkiego na innych. To zwalanie jest - jak to wyraźnie
      widać - większym bólem niż jednokrotna decyzja wzięcia
      odpowiedzialności za własne życie.

      Ale - przyznam - czytam z zainteresowaniem i uśmiechem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka