Dodaj do ulubionych

Przygarniecie mnie?

18.07.05, 21:41
Cześćsmile
Czytam tak to forum i dochodzę do wniosku, że różne są losy osób piszących
tutaj. Pomyslałam więc, że może i ja się jakoś wpasuję...
Szybko o mnie - po 5 latach małżeństwa rozwiodłam się. Wyjechałam z kraju na
kilkanaście miesięcy. Wróciłam. Postanowiłam dać temu wszystkiemu jeszcze
jedną szansę (wiem wiem, ja głupia...). Tak więc od pół roku próbujemy skleić
to, co się rozsypało, tylko nie wiem, czy to się uda... Po raz kolejny więc
jestem na tzw. "zakręcie"...

Przygarniecie?
Obserwuj wątek
    • scriptus Re: Przygarniecie mnie? 18.07.05, 21:45
      new.yorker-ka napisała:

      > Przygarniecie?

      Pewnie, chodź do nas, tu wszyscy są na zakręcie ;o)
      • jarkoni Re: Przygarniecie mnie? 18.07.05, 21:56
        Jak najbardziej przygarniemy....Zakręty to nasza specjalność, cytując Chandlera
        i jego Philippa Marlowe'a ...
        • new.yorker-ka Re: Przygarniecie mnie? 18.07.05, 22:01
          Dziekismile
          Kurcze, żeby można było wyprowadzić życie z zakrętu tak, jak się wyprowadza
          samochód...
          Ech...wink
          • phokara Re: Przygarniecie mnie? 18.07.05, 22:07
            > Kurcze, żeby można było wyprowadzić życie z zakrętu tak, jak się wyprowadza
            > samochód...

            BRON BOZE NIE TAK JAK JA WYPROWADZAM SAMOCHOD Z ZAKRETU! Nikomu nie zycze
            takiego scenariusza, tfu, tfu!

            Witaj w klubie kobieto.
            • new.yorker-ka Re: Przygarniecie mnie? 18.07.05, 22:11
              OK, nie tak jak Ty..wink
              Gładko, miałam na myśli!
              Witaj.
              • scriptus Re: Przygarniecie mnie? 18.07.05, 22:18
                Czytam, że oboje próbujecie sklecić, to co się rozpadło. Jeżeli tak, to moim
                zdaniem macie szansę. Jednak za mało napisałaś, by można sobie wyrobić jakieś
                zdanie. Jednak słowo "oboje" jest kluczowe. Życzę pomyślności
                • new.yorker-ka Re: Przygarniecie mnie? 18.07.05, 22:24
                  Oboje, bo też i oboje pracowaliśmy na to, żeby się rozpadło.
                  Nie było zdrad, krzyków itp. Po prostu oddalaliśmy się od siebie. Smutne to
                  było.
                  Moja wina? Za dużo pracowałam i za dużo wymagałam.
                  Jego? Kłamał. W głupich, błahych sprawach. (ale jak ufać komuś, kto nie może
                  życ bez kłamstwa?)

                  Staram się inaczej podejśc do wszystkiego. Mój wyjazd, oddalenie pozwoliły mi
                  przewartościować życie, spojrzeć na nie z innej strony... Złagodniałam chyba.

                  Spróbuję. Chcę przynajmniej mieć świadomość, że próbowałam.
                  • tricolour Eeeeee..... 18.07.05, 22:34
                    .... hola, hola !!!

                    smile))))

                    To jest forum rozwodników i co dalej, a nie klecących wiklinowe meble !!

                    Witam Cię serdecznie jeżeli się zdradzaliście, biliście lub upijali do
                    nieprzytomności. Mogą być awantury nocne (koniecznie z policją), mniejsze
                    zadymy, wrzaski i płacz.
                    Hm... w ostateczności... krzywe spojrzenie.

                    Czy coś z tego było? Jeżeli było, to witaj, a jeżeli nie, to cześć.

                    smile))
                    • phokara Re: Eeeeee..... 18.07.05, 22:47
                      To ja tez stad spadam.

                      Wroce, jak sie z kims poawanturuje, potorturuje, wlane lbem o sciane z takim
                      hukiem, ze dzielnicowy przyleci.

                      dzwonie po exa - powiem mu, ze takie aksamitne odejscie sie nie liczy. Niech tu
                      wraca i mnie najpierw zlomocze na maksa i to szybko, zanim sie uwale do
                      nieprzytomnosci.
                      Dlaczego mnie zawsze omijaja najwieksze przyjemnosci zycia?!!! Cholera, no!
                    • scriptus Re: Eeeeee..... 18.07.05, 22:58
                      Tri, jesteś malkontentem
                      Ja też w życiu nie natłukłem żony, nawet na nią nie nakrzyczałem.
                      Mimo to z dnia na dzień mój związek rozpływa się we mgle.
                      • phokara Re: Eeeeee..... 18.07.05, 23:17
                        Nie Tri ma tylko takie poczucie humoru (fajne choc czarne)

                        A Ty Scriptus idz i nakrzycz na zone. Ot tak. Zobaczysz, jak Ci sie dobrze
                        zrobi. A jak nie Tobie, to jej!
                      • tricolour Mam ochotę... 18.07.05, 23:22
                        ... Ci jakoś doradzić, byś też miał coś z życia. Taki spokój, jak opisujesz,
                        musi byc nie do wytrzymania.
                        Ale sie powstrzymuję... smile)))

                        Życzę Ci z całego serca spełnienia marzeń - to już serio.
                        • scriptus Re: Mam ochotę... 18.07.05, 23:44
                          Tak, taki spokój jest nie do wytrzymania

                          Ale ja nie umiem sensownie nakrzyczeć, umiem argumentować, ironizować,
                          proponować, rozważać, natomiast krzyk nie wnosi nic istotnego, podobnie, jak
                          skierowane do kogoś obraźliwe sformułowania. Z odrazą odrzucam stosowanie
                          argumentów "ad personam". To niskie i nie wnosi nic do rozmowy. Na wrzaski nie
                          należy odpowiadać wrzaskiem, tylko spokojną chłodną argumentacją. Osoba, która
                          wrzeszczy, zwykle nie jest w stanie dopiąć tego co mówi pod względem logicznym.
                          Impulsywnego, spontanicznego wrzasku się trzeba nauczyć. Ja po prostu nie wiem,
                          co miałbym wykrzyczeć i dlaczego wykrzyczeć, a nie powiedzieć.

                          Moja żona przejęła wiele "technik" dyskusji ode mnie. Kiedyś stwierdziła, że
                          używanie podniesionego głosu nic nie wnosi, nie skutkuje eskalacją konfliktu
                          prowadzącą do zmęczenia i przesilenia, również zaczęła używać podobnych środków
                          jak ja. Zawsze ze sobą po prostu rozmawialiśmy. To było sensowne i uczciwe.
                          Teraz jednak jest coś nowego, metoda autorstwa mojej żony, na to nie znam
                          sposobu, my nie rozmawiamy.
                          • phokara Re: Mam ochotę... 18.07.05, 23:55
                            Scriptus,
                            to co piszesz jest bez watpienia hmmm madre i hmmm szlachetne.
                            Tylko tak sobie mysle (nie za bardzo, tak w sam raz na blondynke) ze gdybym
                            byla Twoja zona (hipotetycznie) i gdybys odpowiadal na moje wrzaski - jak to
                            ladnie nazwales "spokojna chlodna argumentacja" i gdybym ja sie coraz bardziej
                            nakrecala i wrzeszczala coraz glosniej (hipotetycznie) A Ty bys wciaz
                            odpowiadal logicznie, spokojnie i grzecznie to, to... JA BYM CIE NORMALNIE
                            ZATLUKLA! (nie hipotetycznie)

                            Ufff, Ty sie chlopie ciesz, ze nie jestem Twoja zona...
                            • scriptus Re: Mam ochotę... 19.07.05, 00:08
                              Moja żona nie jest blondynką, ma silny charakter i pracuje jako handlowiec.
                              Handlowiec, to osoba wyszkolona w tym, żeby się nie dać w żaden sposób
                              wyprowadzić z równowagi, bowiem ten, kto sie dał z równowagi wyprowadzić
                              przegrał. W tym nie jest nic szlachetnego, bowiem celem dyskusji na ogół nie
                              jest racja, tylko właśnie zwycięstwo. Sama widzisz, że używając krzyku
                              eskalujesz konflikt do momentu, aż się ktoś załamie, albo aż do użycia przemocy
                              fizycznej.

                              Pho, Mam pytanie, co osiągniesz , kiedy sie na mnie rzucisz z pazurami. Twoim
                              celem jest zapewne jakieś mojej ustępstwo, a ja stosuję po prostu obronę satus
                              quo. Jeżeli ja nie dam się wyprowadzić z równowagi, to uzyskasz coś poza
                              żenującym widowiskiem?

                              Natomiast w przypadku negocjacji owszem. Zaproponujesz, że w zamian za takie
                              moje ustępstwo w jakiejs sprawie ty się zgodzisz na coś innego. Wtedy możesz coś
                              uzyskać. Gorzej, jak podchodzisz do negocjacji z gołymi rękami, ale wówczas też
                              możesz coś uzyskać np, za pomocą bluffu.
                              • phokara Re: Mam ochotę... 19.07.05, 00:40
                                Scriptus
                                nie zlapiemy dzisiaj fazy do dyskusji. Ja zartowalam, sorry. Choc jak na to
                                sobie popatrze jeszcze raz - to nie do konca jest to wszystko dowcipne.
                                Nie jest istotne czy Twoja zona jest blondynka i gdzie pracuje. Istotne jest
                                to, ze KOBIETY NIE SA LOGICZNE! Przynajmniej nie caly czas. Logika zabija
                                zycie.

                                >W tym nie jest nic szlachetnego, bowiem celem dyskusji na ogół nie
                                > jest racja, tylko właśnie zwycięstwo.

                                Celem dyskusji (zwlaszcza bezcelowej - a takie tez sa inspirujace, uwierz mi na
                                slowo) jest DYSKUSJA. A im bardziej "goraca" dyskusja tym wieksza satysfakcja
                                dla obu stron. Obie wygrywaja.

                                > Pho, Mam pytanie, co osiągniesz , kiedy sie na mnie rzucisz z pazurami. Twoim
                                > celem jest zapewne jakieś mojej ustępstwo, a ja stosuję po prostu obronę
                                satus
                                > quo. Jeżeli ja nie dam się wyprowadzić z równowagi, to uzyskasz coś poza
                                > żenującym widowiskiem?

                                Nie rzuce sie na Ciebie z pazurami. Nie chcialoby mi sie. Ty ustepujesz caly
                                czas, a w zyciu trzeba raz przywalic, raz odpuscic, na tym to polega wedlug
                                mnie. Jest taka teoria, ze zwiazek to rowniez WALKA - scieranie sie sil,
                                paradoksalnie po to, by uzyskac rownowage. Nie umiem tego wytlumaczyc, to jest
                                jak nakrecanie budzika, zeby zadzwonil. Nie ma nic wspolnego z eskalacja
                                konfliktu, bynajmniej! ale chyba ma wiele wspolnego z miloscia (stety albo
                                niestety)

                                Uwierz mi na slowo jesli mozesz. Ja jestem naprawde niekonfliktowym
                                czlowiekiem, ale jak KAZDA kobieta uwielbiam od czasu do czasu "silowanie sie"
                                z facetem - na slowa, gesty, dzialania. To mnie po prostu, no nie wiem...
                                podnieca? Czuje wtedy ze ten zwiazek ZYJE, zmienia sie, nie jest nudny. I ten
                                budzik, o ktorym pisalam, dzwoni, nie pozwala mi zaspac na 'mojego mezczyzne'.

                                A jak czasem czytam o Twoim domu, to mam wrazenie, ze stoje nad grobem "Tu lezy
                                szlachetny Scriptus, ktory nie dawal sie wyprowadzic z rownowagi, wraz z zona,
                                ktorej nie chcialo sie juz nic negocjowac".

                                Przepraszam za te slowa (niedlugo zaloze nowy watek, w ktorych wszystkich
                                przeprosze z gory za wszystko... bedzie prosciej). Przeczytaj poczte, prosze.
                                Nie drecz sie juz, dobranoc.
                                • scriptus Re: Mam ochotę... 19.07.05, 03:44
                                  Faktycznie, wesoło tu u nas jak w rodzinnym grobowcu...
                                  Tyle, że biesiadnicy z rodzinnego grobowca sztywno zajmują swoje miejsca, ja
                                  mogę stąd po prostu wychodzić, co też i zrobiłem. Spojrzałem na niebo i
                                  pomyślałem, jaka marna jest ta nasza próba sił w odniesieniu do wieczności.

                                  Wiem, Pho, że nie rzuciłabyś się na mnie "z pazurami", rozważaliśmy to tylko
                                  jako ewentualną możliwość - w dyskusji właśnie. Pytanie brzmiało - co uzyskasz w
                                  dyskusji, jaką zmianę stanowiska, używając przemocy, czyli argumentu
                                  pozamerytorycznego. Możesz uzyskać przerwanie dyskusji na niewygodny temat i
                                  próbę uspokojenia rozhisteryzowanej kobiety. Uniwersalną odpowiedź typu "ależ
                                  tak, oczywiście kochanie, masz rację, jestem łobuz, ależ uspokój się, po co aż
                                  tak się denerwować" i brak rozwiązania sprawy, o którą się bijesz. Chyba, że
                                  bijesz się na zimno, ale o to Cię nie podejrzewam, to gorsza ewentualność.
                                  Zresztą do tego potrzebna jest przewaga fizyczna, a ta zwykle leży po stronie
                                  mężczyzn. Takie wyrachowane bicie się jednak chyba nie występuje między ludźmi,
                                  którzy się kochają.
                                  W takiej grze na wrzaski z kolei przegrywa ten, kto się pierwszy zmęczy
                                  bezsensem całej hecy. Jedna ze stron odpuszcza, następuje przesilenie po którym
                                  obie strony są pełne niesmaku i mają odczucie porażki, chyba że ta bardziej
                                  wytrwałastrona konfliktu ma mentalność dziecka i takie zwycięstwo przyniosło jej
                                  satysfakcję. Ponieważ krzyczy się już nielogicznie, pozamerytorycnie, dyskusja
                                  idzie na manowce, też nie zostaje załątwiona sprawa, o którą toczy się bitwa.
                                  Ustąpienie "na zgóry zaplanowane pozycje" to też jeden ze sposobów negocjacji,
                                  niewielkie ustępstwo daje drugiej stronie poczucie wygranej, a sprawa tak
                                  naprawdę jest tam, gdzie była, czyli, jest zachowane status quo sprzed dyskusji.
                                • scriptus Re: Mam ochotę... 19.07.05, 03:49
                                  Pho, nic nie przyszło sad

                                  > Przeczytaj poczte, prosze.
                              • anybody1 Re: Mam ochotę... 19.07.05, 09:48
                                Jezu! negocjacje, bluff, zwycięstwo... poczułam się jak w pracy.
                                przecież to życie, emocje, ktoś kogo kochasz,miłość nie jest logiczna, jak
                                można do tego podchodzić tak na zimno??

                                a co do tego co pisała Phokara - też bym ukatrupiła smile
                            • anja_pl Re: Mam ochotę... 19.07.05, 05:33
                              ja też bym ZATŁUKŁA na miejscu, od razu,

                              ma chłop szczęście big_grin
                              • scriptus Re: Mam ochotę... 19.07.05, 05:55
                                Anju, czy to mnie byś tak strasznie zatłukła? ;-(
                                • anja_pl Re: Mam ochotę... 19.07.05, 10:04
                                  scriptus napisał:

                                  > Anju, czy to mnie byś tak strasznie zatłukła? ;-(
                                  >

                                  niekoniecznie Ciebie wink

                                  ale faceta , którego kocham, a On chłodno by mnie przekonywał,
                                  ja tu płonę i krzyczę a On rzeczowo, bez emocji, zero uczuć

                                  morderstwo w afekcie jest łagodniej traktowane przez sąd, chyba wink
                                  • scriptus Re: Mam ochotę... 19.07.05, 16:40
                                    anja_pl napisała:

                                    > scriptus napisał:
                                    >
                                    > > Anju, czy to mnie byś tak strasznie zatłukła? ;-(
                                    > >
                                    >
                                    > niekoniecznie Ciebie wink
                                    >
                                    > ale faceta , którego kocham, a On chłodno by mnie przekonywał,
                                    > ja tu płonę i krzyczę a On rzeczowo, bez emocji, zero uczuć
                                    >
                                    > morderstwo w afekcie jest łagodniej traktowane przez sąd, chyba wink

                                    Przemyślałem ten temat. Do płonącej i krzyczącej kobiety nie ma sensu mówić ani
                                    chłodno i rzeczowo, bez emocji i bez uczuć, ani krzyczeć na nią. Płonącą
                                    kobietę trzeba po prostu przytulić, uspokoić, żadnej sprawy nie załatwia się
                                    podczas pożaru. A sprawy, nawet te najważniejsze, trzeba omawiać na spokojnie,
                                    życzliwie, bez emocji. I celem nie jest dyskusja sama w sobie, czy też wygranie
                                    dyskusji za wszelką cenę. Celem powinno być wspólne znalezienie najlepszego dla
                                    obojga rozwiązania, przy uwzględnieniu priorytetów obojga,
                                    To niestety nie jest takie proste, z braku czasu i w wirze naszych
                                    egoistycznych spraw nie potrafimy dyskutować spokojnie, bez złośliwości,
                                    najprostsze uzgadnianie spraw przeradza się w walkę, kto silniejszy, a kiedy
                                    jedna ze stron ucieka się do nieczystych chwytów, nieczystych argumentów. Są
                                    dwa rodzaje krzyku. Krzyk osoby bezsilnej, która już nie potrafi inaczej bronić
                                    ważnej sprawy i krzyk przemocy, krzyk, który ma przestraszyć. Pierwszy krzyk
                                    właściwy jest dla kobiet, one często poddawane przemocy krzyczą szukając
                                    ratunku. Często ten krzyk rozpaczy skierowany jest do serca mężczyzny, często
                                    skutecznie. Drugi krzyk właściwy jest dla obu płci. Stosuje go kobieta, by
                                    złamać serce mężczyzny. Stosuje go mężczyzna by zastraszyć kobietę. Nie cierpię
                                    krzykaczy. Ale opisana sytuacja, dyskusja pełnej emocji kobiety z zimnym
                                    buchalterem, to nie to. Nie wrzuca się kartek z mądrościami do ognia, bo się
                                    spalą i nic z nich nie zostanie. Można natomiast te same mądrości wymienić przy
                                    ciepłej herbacie, patrząc sobie w oczy. nie - chłodno i rzeczowo, ale ciepło i
                                    życzliwie.

                                    Tylko, czy my jeszcze tak potrafimy?

                                    Ale się wymądrzam, czemu ja tak nie potrafię? ;-( Ale chciałbym.
                          • jarkoni Re: Mam ochotę... 19.07.05, 00:33
                            scriptus, ja też nigdy nawet głosu nie podniosłem w domu, a i tak było
                            chłodniej i chłodniej..jeśli ona się uniosła, mówiłem: porozmawiamy kiedy się
                            uspokoisz....I tak to niewiele dało...
                            Ech Tri wrócił i juz heh Lady P. merda prawie smile...Jak Ty zdobywasz te
                            wszystkie kobiety Tri wink
                            • phokara Re: Mam ochotę... 19.07.05, 00:46
                              Ciekawa interpretacja zachowan. Zaprawde... Ja merdam? Wydaje mi sie, ze tutaj
                              akurat szczekam i gryze. No... ale nie bede sie upierac, skoro Ty nigdy glosu
                              nie podnosisz.

                              Acha, doczytalam o co chodzi - ze to ja niby merdam do Tri? A to przepraszam.
                              poprawie sie. Zla metoda. Na hycla merdanie nie dziala.
                    • bursztynowe Re: Eeeeee..... 19.07.05, 17:31
                      Kurna, ja swojej nie lałem... ale mogłem... to mogę zostać?
                      • new.yorker-ka Re: Eeeeee..... 19.07.05, 19:20
                        Witajciesmile
                        Po dłuuugim dniu pracy sprawdzam forum i wreszcie przeglądam na oczy - ja
                        frajerka zmarnowałam tyle czasu i nawet porządnej awantury z rzucaniem
                        talerzami i innymi przedmiotami nie przeżyłam... Zgadzam się, że to
                        niepowetowana strata, ale obiecuję, że nadrobię w przyszłości!!

                        A tak poważnie. Zawsze uważałam, że należy rozmawiać, że krzyki nic nie
                        poradzą. Ale jesli się setny raz mówi to samo i ciągle ma się tę samą
                        odpowiedź, to po prostu wszystko w środku przemawia za tym, żeby sobie
                        pokrzyczeć. Bo juz nic innego nie pozostaje...
                        Nie ma, moim zdaniem, recepty. Na jednego działa krzyk, na innego spokojna
                        rozmowa. Gorzej, jak na kogoś nic nie działa...
                        • phokara Re: Eeeeee..... 19.07.05, 20:38
                          > Nie ma, moim zdaniem, recepty. Na jednego działa krzyk, na innego spokojna
                          > rozmowa. Gorzej, jak na kogoś nic nie działa...

                          O tak. Na exa NIC nie dzialalo. Tylko nowa dupa.
                          • anja_pl Re: Eeeeee..... 19.07.05, 22:27
                            to nie miał zbyt dużych wymagań tongue_out
                            i pewnie tak bedzie miał nadal tongue_out
                      • tricolour Jasne, Bursztynowe... 19.07.05, 23:33
                        ... już sama gotowość do lania upoważnia do pełnego członkostwa...

                        Użycie przez Ciebie słowa "Kurna" daje obraz człeka znającego sie na rzeczy,
                        zdecydowanego, który tylko przez niedopatrzenie nie przyłożył małżonce w
                        stosownej chwili.
                        Takie zaniednabie jest naganne - rzecz jasna, ale ludzką rzecza jest błądzić
                        i... wybaczać drobne zaniedbania.

                        smile
    • anja_pl Re: Przygarniecie mnie? 19.07.05, 19:55
      new.yorker-ka napisała:

      > [ciach] Postanowiłam dać temu wszystkiemu jeszcze
      > jedną szansę (wiem wiem, ja głupia...). Tak więc od pół roku próbujemy skleić
      > to, co się rozsypało, tylko nie wiem, czy to się uda... Po raz kolejny więc
      > jestem na tzw. "zakręcie"...
      >

      nigdy nie powiem, żeś głupia, ja uważam ,że warto spróbować
      tym bardziej, że oboje chcecie
    • akacjax Cześć wszystkim:) 19.07.05, 20:39
      W pierwszej chwili pomyślałam, że Tri nie chce, by osoby rozanielone powrotem
      uczuć psuły nam specyficzną, minorową atmosferkę(aż krzyczał hola, hola..)ale w
      sumie pytanie co dalej po rozwodzie obejmuje i taki przypadek: powroty.
      Na chwilę obecną nie mam takiego cuda w zamiarze w ogóle, choć o separację
      złożyłam (i 3.08 już pierwsza sprawa), myślę, że to przyspieszyło wyznaczenie
      pierwszego terminu-6.06 złożyłam, po dwóch tyg. od zapłacenia miałam termin
      pojednawczej.
      Ale wracając do tematu, własnie takie rozwiązanie tego, co po, też istnieje,
      trudno to nam przyjąć, ale jest i już.

      A co do anielskiej łagodności Scriptusa. Kulturalne kłótnie i dżentelmeńskie
      zachowania, doprowadziły do tego, że wcale z żoną nie rozmawia, bo nie ma
      stosownej okazji.
      A serce gorące płonie z żalu ( i nie tylkosmile. Czy takie ukrywanie emocji w
      małżeństwie jest najlepszym wyjściem? Czy przypadkiem nie powstają pozory
      totalnej obojetności? A gdybyś tak każdy dzień Scri zaczynał od namietnego,
      skradzionego całusa z porannym: "cześć kochanie", gdybyś tak zaglądnął nocą do
      jej pokoju...
      A w ogóle, czy to rozsądne mieć osobne pokoje? Pytam na zaś, może kiedyś
      powrócę do grona sparowanych i stanę kiedyś przed takim pytaniem? smile))
      • anja_pl Re: Cześć wszystkim:) 19.07.05, 20:49
        tylko wspólne łóżko !!!!!!!!!!!!
        • phokara Re: Cześć wszystkim:) 19.07.05, 21:43
          ... i koldra!!!!

          u mnie sie wszystko zaczelo od tej pieprzonej koldry! Ex sobie zazyczyl dwie,
          bo mu niby bylo niewygodnie. I poszlooooo.
          • akacjax E tam, 19.07.05, 21:54
            Pewnie druga kołdra to był skutek, bo wstyd było mu dotykać Ciebie, gdy...

            Czyli sypialnia wspólna, do tego osobne pokoje(na pozostały czas)+po pokoju dla
            dziecka+salon. O pokoju gościnnym nie wspomnę, bo albo się ściśniemy, albo do
            hotelu gości wyślemysmile
            Już wiem u mnie było za mało pokoi, tylko 3, a przy dwójce dzieci i powyższym
            wyliczeniu potrzeba co namniej 6. Cholera, bez dzieci to by starczyłosmile Czyli
            dzieci były błędem, bo były później niż mieszkanie?hihi
            • phokara Re: E tam, 19.07.05, 22:02
              A widzisz, to nie ex byl cienki, tylko mieszkanie!

              A ja sobie wlasnie pomyslalam ile zyskalam bez jego gratow miejsca... na nowe
              buty!
              • akacjax Po cichu 19.07.05, 22:08
                też na to miejsce liczęsmile
                Na buty i torebkismile
                • phokara Re: Po cichu 19.07.05, 22:10
                  yes! yes!! yes!!!
                  • anja_pl Re: Po cichu 19.07.05, 22:18
                    może musze męża spakowac i teściom Jego rzeczy odesłać? Jak myslicie?
                    bo sam pewnie swoich gratów nie weźmie

                    albo poczeka jak się dojakiegoś konkretnego mieszkania wprowadzi to wtedy Mu smile
                    ile bym miała miejsca na ......smile))))))))))))))
                    ech marzenia
                    • akacjax wyślij pocztą 19.07.05, 22:27
                      na Berdyczówsmile
                      • anja_pl Re: wyślij pocztą 19.07.05, 22:30
                        głupio mi, ale
                        że tak się spytam : a co to jest? nie mam żadnych skojarzeń,
                        jest to miejscowość chyba teraz na Ukrainie, możesz mi przybliżyć
                        • akacjax Re: wyślij pocztą 19.07.05, 22:38
                          Dawniej funkcjonowało powiedzenie-"pisz na Berdyczów" symbol nieodebranej
                          poczty, dla mnie mogłoby pisać wyślij w kosmos...smile albo do przechowalni-ale
                          tam pewnie płacić trzeba.
                          Albo daj mu znać, że jeżeli nie odbierze do tygodnia to wyrzucasz. Brak odp.
                          znaczy zgodę na wyrzuceniesmile
                          • new.yorker-ka Re: wyślij pocztą 19.07.05, 22:52
                            A muszę Wam powiedzieć, że z tymi kołdrami to prawda. Mieliśmy ogooooomniaste
                            łóżke. Mnie zawsze jest zimno, a M zawsze mi zabierał kołdrę, więc spaliśmy pod
                            dwiema. I od tego się zaczęło...
                            Teraz zmiana - łóżko małe, jedna kołdra... Ciekawe, co z tego wyniknie...
                            • phokara Re: wyślij pocztą 19.07.05, 23:10
                              Powroce do koldry (co za rozkosznie blachy temat!). U mnie bylo tak:
                              najpierw byla jedna, wspolna - czytajcie: on spal pod, ja bez - bo
                              przywlaszczal cala i tak sie w nia zawijal, ze nie dalo rady nic wyszarpac.

                              Potem (na wyrazne zyczenie exa, bo bylo JEMU niewygodnie) byly dwie koldry,
                              czytajcie: on spal pod swoja, potem ja zwalal pod lozko i zabieral mi moja. Gdy
                              czasem wyciagalam ta jego pierwszaa koldre spod lozka i sie w nia opatulalam,
                              po pol godzinie - on juz zwalal z wyra ta druga i zabieral mi moja. Gdy
                              probowalam sie szarpac (zwlaszcza w zime), budzil sie w amoku i wrzeszczal, ze
                              mu koldre zabieram!!!

                              He, he...
                              No a teraz mam wielkie wyro i dwie koldry. I ... chyba od tego dobrobytu czasem
                              doznaje depresji...
                              • akacjax oj! 19.07.05, 23:17
                                Zaborczy facet był po prostu.
                                Dobranoc, idę spać, bo muszę w środku nocy wstać do pracysmile(czyli o 4 30)
      • scriptus Re: Cześć wszystkim:) 20.07.05, 00:24
        akacjax napisała:

        >
        > A co do anielskiej łagodności Scriptusa. Kulturalne kłótnie i dżentelmeńskie
        > zachowania, doprowadziły do tego, że wcale z żoną nie rozmawia, bo nie ma
        > stosownej okazji.

        O kurczę, zostałem aniołem ;-(

        jeszcze długo były kradzione całusy, ile można całować kostkę lodu.
        już sam nie pamiętam, co powiedziała, że przestałem, z miesiąc temu

        koncepcja posiadania osobnych pokoi nie jest mojego autorstwa, a już na pewno to
        ogromne łoże w moim pokoju, które było wykorzystane ze dwa czy trzy razy, i
        niemiłosiernie mi przeszkadza. sam nie wiem, czemu go nie zastąpiłem jeszcze
        czymś malutkim, składanym.

        Życzę pomyślnego powrotu do grona sparowanych
    • bursztynowe Re: Przygarniecie mnie? 21.07.05, 02:26
      Przytulamy do "mymłona"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka