Dodaj do ulubionych

Dołączyłam do Was

28.12.06, 15:06
Witam. Tuz przed Andrzejkami dostałam rozwód. Wszystko na jednej rozprawie.
15 minut i po wszystkim. "Bez bólu". Podaliśmy sobie ręcę z byłym mężem i
życzyliśmy powodzenia. Ja nie mogę sie pozbierać. Przyzwyczajałam się do tej
myśli od dawna. Na sparwę czekaliśmy kilka miesięcy, wiec byl czas. Wszystko
już wcześniej było załatwione. Podział majątku. Dzieci nie mamy. Mąż zabrał
swoje rzeczy. Grunt przygotowany pod rozprawę, a ta odbyła się jak wyżej.
Samotne Święta już za mną... Ja jednak czuję się wciąż... pusta, przegrana,
wypalona... Czuję, że przegrałam kilka lat zycia. Nie ważny teraz powód
rozwodu. I komu z tym lepiej. Nie umiem tego wytłumaczyć. Chodze na terapię.
Ale nie umiem się chyab otworzyc do końca. Przychodzę i czekam tylko aż minie
wyznaczona godzina. Wchodze z poczuciem winy, że zajmuję terapeucie czas, że
oprócz mnie jest tyle innych osób, którzy czekają na pomoc. I w końcu
opowiadam tylko pobieżnie miniony tydzień, na niczym się nie skupiam
szczególnie i "do wodzenia" do next week... Dręczu mnie w środku jakieś
poczucie bezsensu wszystkiego co robię. Porażka. To słowo ostatnio az huczy w
mojej głowie. Ciągle i ciągle...
Obserwuj wątek
    • pomimo1 Re: Dołączyłam do Was 30.12.06, 22:26
      wiesz, czuje sie dokładnie tak samo.....
    • bursztynowe Re: Dołączyłam do Was 30.12.06, 22:54
      Wiesz co, popatrz na to z innej perspektywy. Potraktuj swoje bądź co bądź
      bolesne doświadczenia jako punkt wyjścia. Zupełnie naturalne jest poczucie
      porażki, pustka, bezsens itp. Ale to są tylko emocje w naszej głowie. Sami sobie
      to fundujemy - nie nasi wstrętni eks. Po drugie, koniec czegoś jest jednocześnie
      początkiem. Możesz teraz tego nie widzieć (patrz wyżej), ale tak jest. Często,
      niebywale często zdarza się tak, że to co nas dotyka, a pozornie wydaje się
      bardzo bolesne i niesprawiedliwe, później okazuje się zbawienne, niejako
      prezentem od losu. Trzeba tylko poczekać. Przeczekać burzę, bo ona się kończy -
      o ile jej się nie będzie podsycało (masochiści są wśród nas).

      Twoja terapia nie skutkuje bo nie chcesz żeby zadziała. To jest Twoja praca
      domowa do zrobienia. Nikt, żaden mistrz zen, żaden superduper terapeuta nie
      włoży Ci optymizmu do serca jeśli tego nie będziesz chciała.

      Daj sobie i czasowi czas. Popatrz na to forum, są tutaj różni popaprańcy, różne
      poprzetrącane. Ale po jakimś czasie wstajemy, otrzepujemy się i idziemy dalej.
      Bo to o to właśnie chodzi. By iść. Niekoniecznie dość do jakiegoś bógwiejakiego
      celu. Gdy podążysz to drogą nagle okaże się, że ten cel osiągnęłaś. Może będzie
      on inny niż kiedyś Ci się wydawało pod tym czy innym względem. Z perspektywy
      czasu dostrzeżesz, że to co Cie dotknęło było "niezbędne" byś dotarła na miejsce.

      Ciepło pozdrawiam
      • anula36 Re: Dołączyłam do Was 30.12.06, 23:05
        ja na to patrze z drugiej strony biurkawink
        1. wbrew pozorom przyczyna rozwodu ma zasadnicze znaczenie, chocbys probowala ja bagatelizowac na wszystkie sposoby- no i kwestia kto pierwszyz tym wyszedl.

        2. prawdopodobnie na tym etapie zalu i bolu po koncu zwiazku nie jestes w stanie doglebnie przyjrzec sie swoim problemom - zeby nie bolalo za bardzo, dlatego unikasz szczerej i doglebnej rozmowy z terapeuta. Ale pomysl jak bys sie czula gdfys zaprzestala tych " powierzchownych" wizyt?

        3. ciekawa jest ta postawa - przepraszam ze zyje, ze zabieram czas...przed rozwodem tez bylas taka wycofana?

        odpowiedz sama sobiewink
      • queen_elizabeth Re: Dołączyłam do Was 02.01.07, 14:11
        dziękuję za powyższe. Bardzo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka