Dodaj do ulubionych

to juz dziś......mój rozwód:(

26.04.07, 00:16
Za 10 godzin i 15 minut wejde na sale sądową....zobacze wczesniej swoja zone
której nie widziałem prawie rok...jak sie zachowa...jak ja sie
zachowam....nie wiem...

To najgorszy dzień w momm zyciu i wiem co pisze.
Nigdy nie spodziewałem sie takiego zakończenia swojego małżeństwa.
Walczyłem, robiłem co mogłem, zadnego znaku z jej strony, kompletnie nic.
Czyżby zycie to byla naprawde tylko glupia gra?
Tak bardzo ja kochalem, wszytsko na nic, podjeła decyzje i z nami koniec.
Wiem ze napiszecie ze jestem miekki ale chyba nie do końca to prawda.
Byc moze juz dzis zobacze ostatni raz w swoim zyciu osobe która tak bardzo
kochalem, osobe z która mialem miec dzieci, osobe z która miałem sie
zestarzec.
Były plany, marzenia, jakis głupi bład popelniony ma przekreslic to wszystko?
Czuje sie jak saper, pomylilem sie raz i nie dostane drugiej szansy.
Nadzieja którą jeszcze do niedawna miałem gdzies prysła, dociera do mnie ze
chyba naprawde to bedzie jedynie głupia formalnosc, slowo czesc i nigdy
mozemy sie juz nie zobaczyc.
Choc moze zabrzmi to głupio ja wiem ze bardzo długo nie zaufam juz nikomu.
Zabawa, przygody,głupawe zwiazki OK, ale nie miłosć, nie zaufanie.
Tak bardzo mi smutno, niestety nikt nie potrafi mi pomóc.
Gdyby ktos kiedys wczesniej pokazał mi to forum, gdybym wczesniej widział jak
cierpia ludzie przez ludzi, chyba nie zdecydowałbym sie na slub.
Rozstanie bolalo bardzo mocno, jednak dzisiejsze spotkanie zapewne bedzie
bolało jeszcze bardziej.
Nie robie sobie juz zadnych nadzieji, dzis mój bardzo dobry kolega powiedział
mi: alex zakochuj sie i odkochuj 3 razy do roku, wtedy nie bedziesz cierpial
po zadnej.
Niestety ja tak nie potrafie.
Bardzo zaangazowałem sie uczuciowo w swoje małżeństwo i to był bląd.
Jeszcze dzis po południu opisze jak w imieniu Rzeczpospolitej usłyszalem.....

pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i bardzo Wam dziekuje za wsparcie!
Obserwuj wątek
    • em120777 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 00:24
      Cóż - trzymaj się - nic madrzejszego nie przychodzi mi do lowy - tym
      bardziej,że to wydarzenie jest jeszcze przede mną ..

      A co do zaangażowania uczuciowego w małżeństwo - jaki to błąd - tak czułeś,
      chciałeś,na tym to polega chyba nie da sie inaczej - przeciez wtedy byloby to
      nieszczere - czyż nie??
      • jarkoni Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 00:42
        wpieram..
        Widzę, że nie spisz jak ja, oby nie do rana...
        Twardym trza być, nie miętkim....Nijakie to motto, ale trzymaj się go..
        I tak w principie bądź facetem i nie daj się
    • alexolo trzymaj sie 26.04.07, 00:43
      bede mysleć....
    • z_mazur Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 06:28
      Trzymaj się alex.
      To strasznie trudne, tym bardziej, że mimo upływu już sporej ilości czasu nadal jeszcze czujesz tak silne emocje zwiazane z żoną.

      Nie powiem Ci, że będzie ok. Bo dzisiaj dla Ciebie najprawdopodobniej nie będzie ok. Rzeczywiście to będzie okropny dzień, ale preżyjesz go. I przeżyjesz kolejny i potem jeszcze jeden i ból zacznie maleć, a kiedyś przejdzie całkiem.

      Trzymaj się.
      • alexdelpierrro Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 07:52
        z_mazur napisał:

        > Trzymaj się alex.
        > To strasznie trudne, tym bardziej, że mimo upływu już sporej ilości czasu
        nadal
        > jeszcze czujesz tak silne emocje zwiazane z żoną.
        >
        > Nie powiem Ci, że będzie ok. Bo dzisiaj dla Ciebie najprawdopodobniej nie
        będzi
        > e ok. Rzeczywiście to będzie okropny dzień, ale preżyjesz go. I przeżyjesz
        kole
        > jny i potem jeszcze jeden i ból zacznie maleć, a kiedyś przejdzie całkiem.
        >
        > Trzymaj się.
        >
        >
        dzięki bardzosmile

        od 3 nie spie, emocje sa faktycznie nieziemskie a wszystko dopiero przede mna.
        Cholercia a miałem byc twardysmile)))

        No nic nie dam sie!

        zbieram sie, dzieki za wsparcie, to baaaaaardzo pomagasmile

        pozdrawiam
        • phimamdosc Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 08:01
          cokolwiek usłyszysz, trzeba żyć
          trzeba żyć..
          każda następna chwila może być bardzo dobra
          ale wszystko zależy od Ciebie

          i wiesz co
          każda następna chwila może być fatalna
          i pewnie będzie tak dłużej czy krócej..
          ale ten czas nie musi trwać długo

          i po raz kolejny:
          wszystko będzie zależało od Ciebie

          trzymaj się i ciepła wiele kiss
    • mysza285 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 08:29
      Chyba masz podobny charakter do mojego męża- w zasadzie niedługo eks męza.
      Pisze, do Ciebie, bo znalazłam tu jedna kwestie- "nie zaufam nikomu" i parę
      innych...
      Związałam się z męzem jak wydawało mi się, ze jest gotowy na nowy związek.
      Bardzo kochał swoja zonę, była to jak to okreslił milością jego zycia, dzieci,
      wspólna starośc- normalka. Pomagałam, wspieraam- poznalismy sie kilka miesięcy
      po jego rozejściu( tamta wyjechała, pozew w sadzie), połaczyła nas po kolejnych
      miesiącach wspólna firma. Wiadomo czlowiek spędza duzo czasu i zaczelismy się
      zbiliżac, wydawalo się, ze pasujemy, on " zdrowiał"- przynajmniej przejawiał
      takie skłonności, normalniał. Zamieszkalismy razem po pól roku znajomości,
      decyzja o dziecku za nastepne kilka miesięcy, setki razy pytałam czy napewno
      jestes gotowy na nowy związek- tak, jestes super, kocham Cie, nalegania zjego
      strony itp. I co? Po roku zapytałam dlaczego jesteśmy na dystans, czy mi sie to
      wydaje czy tak jest?Nie okazuje mi tak uczuć jak panowie partnerzy potrafią
      sobie okazywac, dlaczego nic o nim nie wiem?A w zasadzie niewiele?I co
      usłyszałam- poprzedni związek zmienił mnie tak bardzo, ze nie zaufam nikomu, nie
      pozwole się zblizyc do siebie-oszukano mnie, okłamano,a ja tak wierzyłem,
      kochałem. Prawda- robił cuda, zeby wrócić do zony, do tego stopnia, ze tamta go
      znienawidziła. Z perspektywy czasu on ją kochał bardzo, wiedzial, że to to na
      całe zycie, tylko, że ona traktowała go jako odskocznie do czegoś lepszego i
      wiedziała, ze to nie to( znam wersje z obu stron- nie mieszkam w wielkim
      mieście). On chciał miec z nią dzieci, ona nie - usunęł aniechcianą ciąże- wiem
      to ja, mąz się domyslal. Nieważne.
      Zyłam ze swoim mezem jak obcy ludzie, codzien trezba było udowadniac, ze nie
      jestem taka jak moja poprzedniczka, a to tak było mało, poza tym wiadomo jak to
      w związkach ludzie się sprzeczają- jedno slowo za dużo i już byłam skreślana,
      nigdy mnie nie pokochał tak naprawdę- nie starał się, zeby potem nie bolało.
      Nic nie wiedziałam co maz robi w pracy, po , mial swoje zycie, odseparowal sie
      ode mnie skutecznie, tak na wszelki wypadek, żeby nie dac się drugi raz
      skrzywdzić. Probował mnie przerabiac na tamtą, nigdy nie byłam doś dobra pod
      każdym kontem. W rezultacie zrobilismy krzywde sobie na wzajem - batdziej ja
      ucierpaiałam, on z tego wyszedł obronna ręką, zajmuje się swoimi sprawami jak
      gdyby nigdy nic, zrobilismy krzywde dziecku własnemu.
      Dlatego pisze abys da sobie czas na coś innego, nigdy nie utwierdzał się w
      przekonaniu, ze nigdy nikomu nie zaufasz- jesli tak myslisz nie wiaż się z
      nikim, zostan sam jak długo tego Ci trzeba.
      Ma do siebie pratensje także, mogąła zaczekać, ale mą zwtedy tak nalegał, nie
      chcial być sam, a że ja się trafiłam, pewnie związałby się z każda inną na moim
      miejscu. Wszyscy byli zachwyceni nami jako para, rodziny itp, szybko podjęlismy
      decyzje o dziecku- jestesmy oboje po rozwodach bez dzieci we wczesniejszych
      związkach. To będzie mój 2 rozwód i jest to dla mnie koszmar, szczegolnie jak z
      dnia na dzien oddalalismy się, az w końcu maz wogole przestał zwracać na mnie
      uwage i robił co chciał, z kim chiał i wyjecal sobei, z 4 letniego związku w tym
      3 lat małżeńswa wypisał się jak gdyby nigdy nic.
      Reasumując - współczuje bardzo , ale nie zrób komus krzywdy ipamietaj, ze jesli
      dla Ciebie to była wielka miłośc i to co myslaleś, ze bedzie na zawsze, to
      niekoniecznie było tak samo odczuwane przez druga stronę.
      W malżenstwo trzeba angażowac sie uczuciowo, ufać, zawierzyć, bo inaczej to nie
      ma sensu i jest skazane z góry na przegraną. Tak jak mój związek i w zasadzie o
      to mam do niego pretensje- skazał nas z góry na to, ze sie nie powiedzie, bo ile
      nawet jak go kochałam, dałam mu dziecko, dbałam mozna znosic oschłość, brak
      zaufania, dystans. MY nawet nie bylismy przyjaciółmi!!!Bo mąz uważał, ze już
      jednej kobiecie się zwierzał, zaufał i drugi raz na to sobie nie pozwoli!?Więc
      po co się ze mna związał?M.
      • libra22 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 09:12
        Alex - trzymaj się.

        Mysza - Ty dałaś szansę sobie i jemu na miłość. On nie. Choć Ciebie boli
        bardziej, on stracił więcej.
        • mysza285 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 09:35
          > Mysza - Ty dałaś szansę sobie i jemu na miłość. On nie. Choć Ciebie boli
          > bardziej, on stracił więcej.
          Tylko, ze my nie jestesmy dwoje, a jest nas troje?Dziecko co straciło?Do niego
          tez odnosił się z dystansem, przychodzi 1-2x w miesiącu, płaci dobrowolne
          alimenty, bo tak nalezy i wszytsko.
          Nie rozumiem jednego- jak sie nie chce dac komuś szansy na miłośc, uważa się ,
          ze ktos Cie skrzywdził tak barzdo, ze nigdy to czy tamto to po co sie wiązać?
          Nie lepiej stanąc na nogi, pozyc samemu i nie krzywdzić kogoś innego, bo mozna
          tego kogoś skrzywdzic tak bardzo, jak wczesniej samemu sie było skrzywdzonym....
          Jeszcze wiele rzeczy chyba nie rozumiem...
    • e07 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 09:27
      Trzymaj się. Z pewnością jesteś wspaniałym facetem i nauczysz sie zyć od nowa.
    • megaa Re: to juz dziś......mój rozwód:( 26.04.07, 09:41
      Rozwód z założenia jest porażką, ale nie jest tragedią , mimo że taką się
      wydaje.
      Czas jest tutaj doskonałym lekarstwem i potrafi całkowicie zmienić perspektywę
      spojrzenia.
      Wiem, bo przeszłam, przezyłam, swoje wypłakałam.
      • alexdelpierrro i po wszystkim.... 26.04.07, 14:55
        Własnie wrociłem z Sądu.....

        wielki smutek, wielki żal, wielka pustka...

        kobieta której oddałem swe serce dzis pokazała mi ze zycie to gra.

        Dwoje ludzi którzy jeszcze 3 lata temu tak bardzo sie kochało dzis stali koło
        siebie milcząc, jak obcy ludzie....

        Kilka proszków, 5 red bulli to wszystko zadzialało, nie było łez, nie było az
        tak wielkiego stresu.

        Czy podtrzymują Państwo swoje zdanie? TAK TAK

        Rozpoczeło sie "przesłuchanie"

        Czy ustała więź emocjonalna,fizyczna.....? TAK TAK

        Czy nie widzą Państwo szansy na napawienie związku? NIE NIE

        co było przyczyna rozpadu? Ona: rócnica charakterów On: zgadzam sie

        20 minut i po temacie: Sąd orzeka rozwód....

        ZYCIE TO GRA warto to pamietac cały czas.

        Wnioski? oczywiscie są choc napisze je "na gorąco" więc wielu moze sie z nimi
        nie zgodzic:

        NIGDY wiecej nie zaufam żadnej kobiecie.
        NIGDY wiecej nie pokocham nikogo tak bardzo jak ją.
        NIGDY wiecej nie zaangażuje się w żaden zwiazek tak jak w ten.

        Od dziś KAŻDY zwiazek będę taktował jak GRE, jak głupawą grę w ktorej liczy sie
        jedynie zabawa.
        Nie warto sie angazowac, nie warto ufac, to wszystko jest chore.
        Zaufasz dzis komus,pokochasz, związesz sie, którego dnia ta osoba sie odkochuje
        i wtedy bardzo boli, naprawde bardzo.

        ja nie musze byc z kims, nie mam takiego parcia na związek.
        Tak badzo ufałem swojej zonie i takiego dostałem kopniaka.
        Choć miałem wrazenie ze wiąże sie z madra osobą teraz zaczynam miec powazne
        wątpliwosci czy wogóle ją znałem.

        Jak mozna po 4 latach powiedziec RÓZNICA CHARAKTERÓW
        Większej bzdury jak zyje ponad trzydziesci lat nie słyszałem.
        Ludzie nie umieja rozmawiac, maja inne potrzeby i zamiast mwic o tym wprost NIE
        MÓWIĄ
        W ewnym momencie cos tak bardzo ch dusi ze sądza iz rozwód to jesyne
        rozwiazanie.

        KOMPLETNA BZDURA

        Byc moze gdzies kiedys spotkam kogos komu ponownie zaufam bo ponoc czas leczy
        rany choc znam siebie i wiem ze jesli ktos raz wbił mi nóż w plecy to nie
        pozwole sobie by wbito mi nóz drugi raz.

        wielki smutek, wielki żal, wielka pustka...


        Ps. jestem przekonany ze jeśli wzięto by nas obooje do jakiegos specjalisty
        ktory pieknymi i madrymi słowami wytłumaczyl by nam podczas jakiejs terapii na
        czym polega nasz problem, wytłumaczyl nam wzajemnie nasze potrzeby to bylibysmy
        z nasza zona nadal szczesliwym małżeństwem, mielibysmy zapewne dzieciaczki,
        piekny domek tak jak planowalismy, niestety, jedno z nas poddało sie bardzo
        szybko traktujac zycie jak gre, nie czuje sie szczesliwa, nie wiem co zrobic a
        maz zapewne nigdy sie nie zmieni to wezme rozwód i spróbuje moze kiedys z kims
        innym wyjdzie.....ŻAŁOSNE


        pozdrawiam
        • tricolour Mnie zastanawia jedna rzecz... 26.04.07, 15:03
          ... w jakim celu przytakiwałeś Tak Tak, Nie Nie?

          To jest właśnie żałosne, że inne zdanie miałeś na forum, a inne w sądzie.
          • libra22 Re: Mnie zastanawia jedna rzecz... 26.04.07, 15:21
            "Od dziś KAŻDY zwiazek będę taktował jak GRE, jak głupawą grę w ktorej liczy
            sie
            jedynie zabawa.
            Nie warto sie angazowac, nie warto ufac, to wszystko jest chore"

            Ja rozumiem, ze pod wpływem zranienia możesz tak mysleć (nie wiem, od jak dawna
            nie jestescie razem w praktyce), ale jesli po jakimś czasie nadal bedziesz tak
            myślał, to wybieraj sobie na partnerki równie ostrozne czy cyniczne kobiety. Bo
            moim zdaniem nie chodzi o to, żeby odbić sobie na innej kobiecie swoje
            zranienie i "teraz ja będę krzywdził!". Nawiązywanie kontaktów czy
            rozpoczynanie związku ma sens tylko wtedy, gdy nie chce się krzywdzić drugiej
            osoby, gdy jest się gotowym jej uwierzyć i zaufać. Masz przykład Myszki.
            Bo inaczej sam nakręcasz "spiralę krzywd".
            • alexdelpierrro Re: Mnie zastanawia jedna rzecz... 26.04.07, 16:42
              libra22 napisała:

              > "Od dziś KAŻDY zwiazek będę taktował jak GRE, jak głupawą grę w ktorej liczy
              > sie
              > jedynie zabawa.
              > Nie warto sie angazowac, nie warto ufac, to wszystko jest chore"
              >
              > Ja rozumiem, ze pod wpływem zranienia możesz tak mysleć (nie wiem, od jak
              dawna
              >
              > nie jestescie razem w praktyce), ale jesli po jakimś czasie nadal bedziesz
              tak
              > myślał, to wybieraj sobie na partnerki równie ostrozne czy cyniczne kobiety.
              Bo
              >
              > moim zdaniem nie chodzi o to, żeby odbić sobie na innej kobiecie swoje
              > zranienie i "teraz ja będę krzywdził!". Nawiązywanie kontaktów czy
              > rozpoczynanie związku ma sens tylko wtedy, gdy nie chce się krzywdzić drugiej
              > osoby, gdy jest się gotowym jej uwierzyć i zaufać. Masz przykład Myszki.
              > Bo inaczej sam nakręcasz "spiralę krzywd".
              >
              >

              A czy ja gdziekolwiek napisałem ze szukam zwiazku? wrecz przeciwnie, nigdy
              wiecej!!!!!!
          • megaa Re: Mnie zastanawia jedna rzecz... 26.04.07, 16:02
            Tri a co innego zrobic jeżeli druga osoba nie chce juz dłużej być w zwiazku?
            • tricolour To taki związek nie ma szans... 26.04.07, 16:09
              ... ale to wcale nie oznacza, że trzeba klepać w sądzie brednie, a potem sie
              skarżyć.

              Można powiedzieć własne zdanie i ocenę, mieć świadomość, że się zrobiło wszystko
              w swojej sprawie, na co nas było stać. Czasem trzeba przegrać, bo inni ludzie są
              równie ważni jak my i wtedy powiedzieć "trudno". To pochylenie głowy z pokorą
              przed resztą świata.

              Pokora nie stoi w sprzeczności z poczuciem wartości i dumy.
              • alexdelpierrro Re: To taki związek nie ma szans... 26.04.07, 16:44
                tricolour napisał:

                > ... ale to wcale nie oznacza, że trzeba klepać w sądzie brednie, a potem sie
                > skarżyć.
                >
                > Można powiedzieć własne zdanie i ocenę, mieć świadomość, że się zrobiło
                wszystk
                > o
                > w swojej sprawie, na co nas było stać. Czasem trzeba przegrać, bo inni ludzie
                s
                > ą
                > równie ważni jak my i wtedy powiedzieć "trudno". To pochylenie głowy z pokorą
                > przed resztą świata.
                >
                > Pokora nie stoi w sprzeczności z poczuciem wartości i dumy.


                Mam poczucie ze zrobilem wszystko co mogłem, a przekonywanie w sądzie swojej
                żony i sądu do tego ze mam racje jest niepotrzebne i nic kompletnie nie daje.
          • alexdelpierrro Re: Mnie zastanawia jedna rzecz... 26.04.07, 16:41
            tricolour napisał:

            > ... w jakim celu przytakiwałeś Tak Tak, Nie Nie?
            >
            > To jest właśnie żałosne, że inne zdanie miałeś na forum, a inne w sądzie.


            tricolour....to ze sie nie zgodze na rozwód, to ze powiem ze moja zona wierzy w
            mity i nie ma racji nie ma najmniejszego znaczenia dla Sądu, moze tylko i
            wyłącznie jeszcze bardziej utwierdzic ja w przekoanniu ze dobrze zrobiła.
            Pytałem 2 prawników w tej kwestii i obaj powiedzieli ze sprzeciw jednej ze
            stron NIC KOMPLETNIE NIE DA bo do miłości nie da sie zmusic.

            Dlatego postapilem tak jak postapiłem a zona po wyjsciu powiedziała mi ze
            cieszy sie ze nie robiłem SCEN

            • tricolour Mówimy o różnych rzeczach... 26.04.07, 17:31
              ... Ty o tym, czy sprzeciw cos da związkowi (nie da), a ja o tym, czy sprzeciw
              coś da Tobie...
              • alexdelpierrro Re: Mówimy o różnych rzeczach... 26.04.07, 19:14
                tricolour napisał:

                > ... Ty o tym, czy sprzeciw cos da związkowi (nie da), a ja o tym, czy sprzeciw
                > coś da Tobie...


                nie da mi nic, jedynie to ze w jej oczach bede jeszcze gorszy bo nie umiem sie
                pogodzic z jej decyzja, nie było sensu protestowac
                • tricolour I tu jest chyba pies pogrzebany... 26.04.07, 19:35
                  ... przyjrzyj sie tej konstrucji: "nie da MI nic, jedynie to ze w JEJ oczach
                  bede jeszcze gorszy". Wynika z tego, że widzisz swoje interesy oczami małżonki
                  zamiast swoimi.

                  Bracie, ja Cię już męczył nie będę, ale z takim podejściem do siebie, to Ty
                  kobiety sensownej nie zawojujesz...
                  • megaa Re: I tu jest chyba pies pogrzebany... 26.04.07, 21:04
                    nie zgadzam się tri, gdyby wlasnie robil sceny, upieral sie bez sensu, bylby
                    zalosny nie tylko w JEJ oczach ale przede wszystkim w swoich wlasnych. Mysle ze
                    po takim przedstawieniu w sadzie mozna stracic szacunek do samego siebie
                    • tricolour A kto mówi o scenach? 26.04.07, 21:29
                      I upieraniu sie bez sensu? Ja nie mówię...

                      Mówię o tym, żeby powiedzieć w Sądzie o swoich odczuciach, o tym, co czuję
                      stojąc na własnej sprawie rozwodowej, jak mi taki rozwód zmienia cel i sens
                      życia. Że kochałem i kocham żonę nadal i widzę nawet sens odbudowy związku. Że
                      mam zasoby psychiczne, by podołać takiemu wyzwaniu nawet jeśli jest mała szansa
                      powodzenia. Ale jeśli szansa jest, to chcę ją wykorzystać, by mieć świadomość,
                      że zrobiłem wszytsko co można.

                      A na koniec dodać, że nie będę sie upierał i trzymał żony na smyczy właśnie z
                      szacunku do jej osoby i decyzji. Jeśli chce odejśc, to życzę jej szczerze
                      powodzenia.

                      I po takim "przedstawieniu" wcale się szacunku do siebie nie traci...
                      • maza15 Re: A kto mówi o scenach? 26.04.07, 21:36
                        Tak sie zastanawiam,po co to mówić,jesli niczego to nie zmieni.I jeszcze
                        mówic,że się nie upiera i godzi na odejscie?
                        Żonie mógł to powiedzieć,ale sądowi? Po co?
                        • tricolour Po co? 26.04.07, 21:44
                          Dlaczego nosisz czyste majtki, a nie wczorajsze, skoro to niczego nie zmienia?
                          Po co farbujesz włosy i malujesz oczka skoro to niczego nie zmienia? Itd...

                          Podejrzewam, że lepiej czujesz się czysta, zadbana, pachnąca i ponętna.
                          Oczywiście możesz wyglądać jak wór i skarżyć się na wygląd na forum...

                          tongue_out
                          • maza15 Re: Po co? 26.04.07, 21:55
                            Tri zapewniam Cię,że codzienna zmiana majtek dużo zmienia!
                            Tak samo malowanie oczek. Jest wielka rożnica -pomalowane,czy nie.
                            Ale uważam,że taka przemowa nic nie wnosząca do sprawy sądu nie interesuje i
                            niczego nie zmienia.Żonie powinien powiedzieć "zrobiłem wszystko co mogłem".
                            Zresztą wszystko co napisałeś mógł powiedzieć żonie.Nie widzę sensu w takiej
                            przemowie w sądzie.
                            • tricolour Czy ja niewyraźnie piszę? 26.04.07, 22:02
                              To nie o to chodzi, co sobie pomyśli i zrobi Sąd. Chodzi o to, co ja sam pomysle
                              o sobie.

                              A nasz kolega w sądzie zachował sie jak echo żony, a teraz skarży się na to. I
                              jeszcze ogląda wspólne zdjęcia, bo nie może uwierzyć, że był na rozwodzie. We
                              wszystkim się z żoną zgadzał, a tu rozwód wyskoczył... dziwne.

                              Miodzio.
                              • megaa Re: Czy ja niewyraźnie piszę? 26.04.07, 22:06
                                czy fakt ze po rozwodzie placzemy w domu albo upijamy sie na smutno swiadomi
                                pewnej porazki oznacza ze to samo mamy zrobic na sali sadowej?
                                oglada zdjecia bo moze to mu pomaga, a moze chce sie zdolowac tak na maksa.
                                Kwestia odreagowania. Chyba po to forum jest zeby sie wygadac, skad inad widac
                                ze inni namietnie to robia nie tylko w dzien rozwodu.
                              • alexdelpierrro i tu jest caly sęk 27.04.07, 00:41
                                tricolour napisał:

                                > To nie o to chodzi, co sobie pomyśli i zrobi Sąd. Chodzi o to, co ja sam
                                pomysl
                                > e
                                > o sobie.
                                >
                                > A nasz kolega w sądzie zachował sie jak echo żony, a teraz skarży się na to. I
                                > jeszcze ogląda wspólne zdjęcia, bo nie może uwierzyć, że był na rozwodzie. We
                                > wszystkim się z żoną zgadzał, a tu rozwód wyskoczył... dziwne.
                                >
                                > Miodzio.

                                I tu jest cały sęk TRI .....CALUTKI SEK

                                zona poznała męża kiedy był panem kierownikiem pod krawatem

                                zakochała sie ze wzajemnoscia

                                codzienne sniadanka, obiadki, zakupy, sprzątanie domu i bycie na kazde zyczenie
                                szanownej małżonki bardzo jej odpowiadało

                                co wiecej chwaliła męza przed koleżankami jakiego to cudnego chłopaka poznała
                                itd

                                jednak widzisz tri ów małżonek nie skapnął sie matoł ze miłości nie zaklepał
                                sobie u szanownej małżonki na cale życie a ogien który nie jest ciągle
                                podsycany w końcu zgasnie

                                pewnego dnia szanownej małżonce znudził sie ów małżonek bo wszystko stało sie
                                takie nudne i przewidywalne

                                zaczęła kobieta doszukiwac sie swojego szczescia

                                małżonek przestal byc kierownikiem i załozył własna firme, wszystko byłoby
                                fajnie bo zarabiał sporo kasy jednak szanownej małżonce nie chodziło o kase
                                czego biedaczka nie smiała powiedziec

                                po pewnym czasie frustracja małżonki sięgneła zenitu, nuda nuda nuda

                                on tylko siedzi zarabia kase, nie uczestniczy aktywnie w zyciu i wszystko
                                zostawia mi

                                matoł ciagle słyszac ze jest cudowny nie wiedzial ze szykuje mu sie niezła jazda

                                pewnego pieknego dnia zona powiedziała: nie jestem szczesliwa, mysle o
                                rozwodzie....małżonek zbladł i nie wiedzial co powiedziec

                                jak dotarło do niego ze ona mowi całkiem serio zaczał przekonywac na argumenty,
                                tłumaczyc itd to nie działa na kobiety!!!!!

                                wtedy jeszcze nie posiadał takiej wiedzy jak obecnie i nie wiedział jak
                                przemówic swojej zonie do rozumu

                                zamiast tego zaczal wypytywac jak opetany dlaczego to robi, przeciez był taki
                                dobry

                                proszac ja stracił w jej oczach całą meskosc, kazdy kolejny e-mail utwierdzał
                                ja w przekoanniu ze dobrze robi a rozwod to jedne lekarstwo.....

                                wierz mi tri ze gdyby ona dala jakikolwiek znak ze chce jeszcze
                                spróbowac....nie dała a do tanga ponoc trzeba dwojga


                        • alexdelpierrro Re: A kto mówi o scenach? 27.04.07, 00:28
                          maza15 napisała:

                          > Tak sie zastanawiam,po co to mówić,jesli niczego to nie zmieni.I jeszcze
                          > mówic,że się nie upiera i godzi na odejscie?
                          > Żonie mógł to powiedzieć,ale sądowi? Po co?


                          no wlasniesmile
                      • megaa Re: A kto mówi o scenach? 26.04.07, 21:39
                        to co napisales jest to dla mnie typowa "scena" - Ona mnie nie chce ale ja ja
                        kocham i nie chce rozwodu. Prosze pomozcie nam, skierujcie na mediacje albo w
                        jakiekolwiek miejsce bo psychicznie jestem gotowy na odbudowe zwiazku.
                        Sad kieruje na mediacje albo wyznacza kolejna rozprawe. Zona patrzy jak na
                        zbitego psa, bo wcale nie ma ochoty na przedluzanie farsy (jej zdaniem)
                        Chyba nie czulabym sie komfortowo wyglaszajac takie przemowienie. Skoro
                        wczesniejsze proby ratowania zwiazku nie przyniosły rezultatu, a zona wiedziala
                        o uczuciach jakimi maż wciaz ja dazy to nie sadze zeby akurat na rozprawie
                        zmienila zdanie. Sad to takie miejsce z ktorego jak najszybciej chce sie uciec
                        i miec to za soba.
                        Byc moze to kwestia charakteru ale ja napewno takiego przemowienia nie
                        wyglosilabym bo nie widzialabym w tym zadnego sensu
                        • alexdelpierrro Re: A kto mówi o scenach? 27.04.07, 00:45
                          megaa napisała:

                          > to co napisales jest to dla mnie typowa "scena" - Ona mnie nie chce ale ja ja
                          > kocham i nie chce rozwodu. Prosze pomozcie nam, skierujcie na mediacje albo w
                          > jakiekolwiek miejsce bo psychicznie jestem gotowy na odbudowe zwiazku.
                          > Sad kieruje na mediacje albo wyznacza kolejna rozprawe. Zona patrzy jak na
                          > zbitego psa, bo wcale nie ma ochoty na przedluzanie farsy (jej zdaniem)
                          > Chyba nie czulabym sie komfortowo wyglaszajac takie przemowienie. Skoro
                          > wczesniejsze proby ratowania zwiazku nie przyniosły rezultatu, a zona
                          wiedziala
                          >
                          > o uczuciach jakimi maż wciaz ja dazy to nie sadze zeby akurat na rozprawie
                          > zmienila zdanie. Sad to takie miejsce z ktorego jak najszybciej chce sie
                          uciec
                          > i miec to za soba.
                          > Byc moze to kwestia charakteru ale ja napewno takiego przemowienia nie
                          > wyglosilabym bo nie widzialabym w tym zadnego sensu


                          dokładnie tak megaa!!!!!

                          nie było najmniejszego sesnu robic przemówień, usłyszałem od 2 prawników: jesli
                          ona powie ze nie kocha to moge na glowie stawac a sąd uzna ze do miłości nie
                          mozna nikogo zmusic.

                          Poza tym tak jak ktos napisał, ja ponizylem sie juz wytarczajaco duzo razy
                          przed nia, kolejne ponizenie nie było mi potrzebne
                      • alexdelpierrro Re: A kto mówi o scenach? 27.04.07, 00:27
                        tricolour napisał:

                        > I upieraniu sie bez sensu? Ja nie mówię...
                        >
                        > Mówię o tym, żeby powiedzieć w Sądzie o swoich odczuciach, o tym, co czuję
                        > stojąc na własnej sprawie rozwodowej, jak mi taki rozwód zmienia cel i sens
                        > życia. Że kochałem i kocham żonę nadal i widzę nawet sens odbudowy związku. Że
                        > mam zasoby psychiczne, by podołać takiemu wyzwaniu nawet jeśli jest mała
                        szansa
                        > powodzenia. Ale jeśli szansa jest, to chcę ją wykorzystać, by mieć świadomość,
                        > że zrobiłem wszytsko co można.
                        >
                        > A na koniec dodać, że nie będę sie upierał i trzymał żony na smyczy właśnie z
                        > szacunku do jej osoby i decyzji. Jeśli chce odejśc, to życzę jej szczerze
                        > powodzenia.
                        >
                        > I po takim "przedstawieniu" wcale się szacunku do siebie nie traci...


                        to o czym piszesz powiedziałem swojej zonie rok temu podczas 4 gdzinnej
                        rozmowy, ze bardzo ja kocham, ze nie moze byc tak ze jest OK a gdy tylko jest
                        jakies potkniecie to ona chce sie rozwodzic, nie dotarlo to do niej,
                        powiedziała ze nie jest szczesliwa i nie chce probowac bo ludzi nie da sie
                        zmienic.....

                        dzis podziekowała ze nie robiłem scen...
                    • alexdelpierrro Re: I tu jest chyba pies pogrzebany... 27.04.07, 00:20
                      megaa napisała:

                      > nie zgadzam się tri, gdyby wlasnie robil sceny, upieral sie bez sensu, bylby
                      > zalosny nie tylko w JEJ oczach ale przede wszystkim w swoich wlasnych. Mysle
                      ze
                      >
                      > po takim przedstawieniu w sadzie mozna stracic szacunek do samego siebie


                      dokładnie to chciałem napisacsmile
                  • alexdelpierrro Re: I tu jest chyba pies pogrzebany... 27.04.07, 00:19
                    tricolour napisał:

                    > ... przyjrzyj sie tej konstrucji: "nie da MI nic, jedynie to ze w JEJ oczach
                    > bede jeszcze gorszy". Wynika z tego, że widzisz swoje interesy oczami małżonki
                    > zamiast swoimi.
                    >
                    > Bracie, ja Cię już męczył nie będę, ale z takim podejściem do siebie, to Ty
                    > kobiety sensownej nie zawojujesz...


                    nierozumiemy się....

                    jesli zrobiłem to co zrobłem i ona nie dała jakiegokolwiek znaku ze chce
                    jeszcze próbowac to moim jedynym celem dzis było rozstac sie "z klasą"
                    bez kłótni, bez wytykania sobie w sądzie itd.
                    To ze powiedziałbym ze np bardzo ja nadal kocham, ze ona nie rozumie pewnych
                    rzeczy nie dało by mi nic a robic przedstawienie bo tak czuje i uwazam ze mam
                    racje było wydaje mi sie juz nie na miejscu.
                    Chciała rozwodu i ma rozwód.

        • krwawa.mary Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 16:25
          Alex, odcierp, co Twoje, ale nie pisz takich rzeczy! Bo to odbiera nadzieję na
          normalne życie wszystkim kobietom, które mają faceta z odzysku. I wierzą, że to
          nie GRA.
          • alexdelpierrro Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 16:48
            krwawa.mary napisała:

            > Alex, odcierp, co Twoje, ale nie pisz takich rzeczy! Bo to odbiera nadzieję na
            > normalne życie wszystkim kobietom, które mają faceta z odzysku. I wierzą, że
            to
            > nie GRA.

            krwawa.mary....ja nie odbieram nikomu nadzieji.
            Sa rózni ludzie, 9 na 10 tych z odzysku moze znowu szczerze pokochac i kochac
            calym sobą, ja jestem tym jednym który wierzył w prawdziwą miłość, nie wierzył
            zas w gierki i inne pierdoły.
            Zycie szybko mi rozum zweryfikowało.
            Nie mówie ze wszystkie kobiety sa takie same, wierze ze są te cudowne które
            czekaja na takich pokemonów jak ja i wierze ze gdzies kiedys poznam taka i byc
            moze zapomne o swojej pierwszej zonie a byc moze......zycie płata figlesmile

            Weźcie prosze poprawke na to ze jestem TUZ PO i moge bzury klepacsmile
            • krwawa.mary Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 17:03
              OK. Ja też wierzę w prawdziwą miłość. Ale uwierzyłam też ostatnio, że nie musi
              ona trwać do końca życia. Może się skończyć tak samo jak się zaczęła -
              najczęściej bez planu, niespodziewanie. I nie trzeba w tym upatrywać swojej
              krzywdy, bo to tak, jakbyśmy mieli pretensje do losu, czy nie wiadomo kogo, że
              nam ktoś bliski umarł.
              Obyś się otrząsnął i przestał uważać za pokrzywdzonego przez los. A że to
              możliwe, jestem tego wyżej podpisanym dowodem.
              Powodzeniasmile
              • phokara Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 17:07
                Tylko w bajkach "żyją długo i szczęśliwie". W życiu tylko długo... To już
                lepiej podzielić na krótsze ale szczęśliwe odcinki. Tak myślę.

                A Ty, chłopie, idź na jakąś wódke czy coś.
                • alexdelpierrro Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 19:17
                  phokara napisała:

                  > Tylko w bajkach "żyją długo i szczęśliwie". W życiu tylko długo... To już
                  > lepiej podzielić na krótsze ale szczęśliwe odcinki. Tak myślę.
                  >
                  > A Ty, chłopie, idź na jakąś wódke czy coś.


                  zamiast isc sie schlac jak swinia wole poogladac nasze zdjecia a mam ich
                  kilkasetsmile

                  nakrecam sie? mozliwe ale uwielbiam je oglądac i nadal nie wierze w to ze nie
                  jestesmy juz małżeństwemsad

                  o róznicy charakterów pomyslała sobie kobieta po 4 latach....niesamowitesmile
                  • phokara Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 21:18
                    > zamiast isc sie schlac jak swinia wole poogladac nasze zdjecia a mam ich
                    > kilkasetsmile

                    O, świetny pomysł. Nie ma to jak cierpiętnik - ojca Teresa na świecie jeszcze
                    nie było. Ale może musisz się pogrążyc, żeby odbić od dna - w sumie tak jest
                    nawet lepiej.

                    > o róznicy charakterów pomyslała sobie kobieta po 4 latach....niesamowitesmile

                    Wolałbys, żeby dokonała tego odkrycia po latach 40? To by było dużo gorsze.
                    Serio.



                    • julka1800 Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 22:43
                      Cos mi sie tak zdaje ze cierpienie i uzalanie sie nad soba jest wpisane w zycie
                      Alexa, z jego wlasnego nieprzymuszonego wyboru
                      • phokara Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 22:50
                        Aaaa, jesli tak - to w porządku.
                        • julka1800 Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 22:53
                          smile))
                      • alexdelpierrro Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 00:59
                        julka1800 napisała:

                        > Cos mi sie tak zdaje ze cierpienie i uzalanie sie nad soba jest wpisane w
                        zycie
                        >
                        > Alexa, z jego wlasnego nieprzymuszonego wyboru


                        nigdy wczesniej julko nie uzalalem sie nad soba, bylem mega optymista, caa ta
                        sytuacja mocno mną potrzasła i moze dlaego odbierasz to co pisze jako uzalanie
                        sie nad soba, chyba nie do końca tak jestsmile
                    • alexdelpierrro Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 00:56
                      phokara napisała:

                      > > zamiast isc sie schlac jak swinia wole poogladac nasze zdjecia a mam ich
                      > > kilkasetsmile
                      >
                      > O, świetny pomysł. Nie ma to jak cierpiętnik - ojca Teresa na świecie jeszcze
                      > nie było. Ale może musisz się pogrążyc, żeby odbić od dna - w sumie tak jest
                      > nawet lepiej.
                      >
                      > > o róznicy charakterów pomyslała sobie kobieta po 4 latach....niesamowite:
                      > )
                      >
                      > Wolałbys, żeby dokonała tego odkrycia po latach 40? To by było dużo gorsze.
                      > Serio.
                      >
                      >
                      >

                      phokara... kiedy zaczynalem poznawac swoja zone poznawałem tez jej charakter,
                      gdy po 2 latach mówilismy sobie przed Bogiem TAK oboje wiedzielismy ze nasze
                      charaktery nam odpowiadaja.

                      Trudno mi jest uwierzyc by nagle moj charakter przestal jej odpowiadac.

                      Ona miała potrzeby o których mi nie powiedziała, a jesli sie nie mówi to nie
                      mozna oczekiwac ze ktos sie domysli a napewno juz nie facet.

                      Jesli dwoje ludzi rozmawia o swoich potrzebach i jedno mówi ze nie da rady
                      spełnic potrzeb drugiego to ja rozumiem ze mozna pomyslec o kulturalnym
                      rozstaniu sie.
                      Jesli jednak nie mowi sie nic a na domiar złego chwali sie to co nam nie
                      odpowiada do końca to uwazam to za bardzo złe.
                      Zone meczyło to ze od roku czasu baaardzo duzo pracuje, wystarczyła w naszym
                      przypadku jedna szczera rozmowa: nie pasuje mi to ze tak długo pracujesz,
                      ogranicz to prosze bo mi to mocno nie pasuje, zmienilbym to w jednej chwili.
                      Chciala bym pomimo tego ze zawsze wszystko wiedziala najlepiej aktywnie
                      uczestniczył we wszystkim OK w jednej chwili mogłem to zmienic.
                      Nie zrobiła tego a dzis miała mine jak to wszystko byłaby moja wina, rok temu
                      mowiła ze jest rozczarowana małżeństwem, prawde mówiac ja jestem rozczarowany
                      jej niedojrzałościa.
                      Moja zona gotowala 3-4 razy na miesiac, jak nieraz opowiadałem kolegom ze nie
                      ide dzis na piwko bo obiad swojej ukochanej gotuje to pukali sie w glowe i
                      mowili jaki ty łos jestes.
                      Nie uwazalem sie za łosia i nie uwazam.
                      Kiedy poprosilem ja zeby gotowała swoje specjały czesciej bo jest to dla mnie
                      bardzo miłe odpowiedziała ze swietnie sobie radze i dlatego nie gotuje.
                      Gdybym wtedy powiedzial całkiem serio ze to dla mnie bardzo wazne pewnie by sie
                      zgodziła gotowac czesciej
                      Nie zrobiłem tego bo byłem leszczyk.
                      Popelnilismy wspólnie pewne błędy ale zeby musiało sie to kończyc odrau
                      rozwodem dla mnie jest to nadal chore

                      • phokara Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 01:18
                        > phokara... kiedy zaczynalem poznawac swoja zone poznawałem tez jej charakter,
                        > gdy po 2 latach mówilismy sobie przed Bogiem TAK oboje wiedzielismy ze nasze
                        > charaktery nam odpowiadaja.

                        Wtedy może Wam odpowiadały. Nie neguję tego. Ale ludzie się zmieniaja -życie to
                        ruch. Bezustanny. Nie da się go powstrzymać.

                        Nie bronię Twojej żony. Nie użalam sie nad Tobą. Nie staję po niczyjej stronie.
                        Naprawdę. Nie będę się wdawała w dyskusję o gotowaniu obiadów, bo to bez
                        znaczenia. Nie uważam, że jesteś 'łosiem', nie uważam, że ona 'to zła kobieta
                        była'.

                        Rozczarowaliście się oboje. To tak, jak ja i mój Ex, choc twierdzi inaczej. A
                        teraz jest do zaorania spore pole życia przed Wami. I to jest ważne.
                        Przeszłość - to jest czas przeszły DOKONANY. Nie ma jej - choć jeszcze jakiś
                        czas będziesz nią żył. To jest cena.
                        Ale życie będzie biegło do przodu - i to jest Twoja sprawa, żeby za nim
                        nadążyć. Zycie, w przeciwnieństwie do nas - nie oglada się za siebie. Po prostu
                        mija.

                        > Popelnilismy wspólnie pewne błędy ale zeby musiało sie to kończyc odrau
                        > rozwodem dla mnie jest to nadal chore

                        Rozumiem. Ale związek tworzą dwie osoby - na równych prawach. Czy się nam to
                        podoba, czy nie. Muszą być chęci z dwóch stron.

                        • misbaskerwill To już przeszłość... 27.04.07, 09:42
                          > Przeszłość - to jest czas przeszły DOKONANY. Nie ma jej - choć jeszcze jakiś
                          > czas będziesz nią żył. To jest cena.
                          > Ale życie będzie biegło do przodu - i to jest Twoja sprawa, żeby za nim
                          > nadążyć. Zycie, w przeciwnieństwie do nas - nie oglada się za siebie. Po prostu
                          > mija.

                          Lady Pho - Mentorko najwspanialszawink - amen.

                          Swoje odcierpieć trzeba, ale bez przesady.
                          Chyba, że Alex woli Sobie zafundować błyskawiczną terapię szokową i po 2
                          tygodniach wstać na nogiwink
            • e07 Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 17:05
              Dla wierzących w Boga, Opatrzność, ślepy los czy przeznaczenie zawsze jest
              nadzieja, że będzie lepiej. Kto wie, może tak miałao być, żeby było lepiej.
              • alexdelpierrro Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 19:17
                e07 napisała:

                > Dla wierzących w Boga, Opatrzność, ślepy los czy przeznaczenie zawsze jest
                > nadzieja, że będzie lepiej. Kto wie, może tak miałao być, żeby było lepiej.


                wierzę....
        • tina73 Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 19:39
          alexdellpierro , wiem że jesteś teraz rozgoryczony i chyba wszyscy tutaj cię
          rozumieją. jednak prosze ci nie zamykaj sie tak bardzo przed światem , będzie
          ci ciezko , ale przez jakis czas nie cale zycie,i mam nadzieję że za jakiś czas
          powiesz sobie " rety , ja nic juz nie czuję , jest mi to wszystko obojętne ""
          to jest chyba najwiekszy sukces po takim przeżyciu i pierwszy krok do
          normalności . życzę ci abyś jak najszybciej wrócił do świata wesołych i
          szczęśliwych ludzi smilesmile pozdrawiam
        • moniamir Re: i po wszystkim.... 26.04.07, 21:39
          Alexdelpierro trzymaj się. Może to lepiej że tak się stało. Lepiej się rozstać
          niż zyć złudzeniami...
          • ka-aktus alex... 26.04.07, 22:08
            Spakuj zdjęcia, pamiątki i inne gadżety (materialne), które przepominają Ci
            żonę. Wspomnienia zostaw głębo, na samym dnie umysłu. Kiedyś usiadziesz,
            odgrzebiesz to wszystko i pokażesz wnuczkom. Ale będziecie mieli ubaw...

            A teraz idź na wódkę, albo do łózka (spać - oczywiście wink
            • e07 Re: alex... 26.04.07, 22:47
              wódki lepiej nie proponować. Mimo wszystko.
              • alexdelpierrro Re: alex... 27.04.07, 01:02
                e07 napisała:

                > wódki lepiej nie proponować. Mimo wszystko.


                jestem trzeźwy jak świniasmile

                plan był taki by isc gdzies do knajpy i zapic smutki ale w sumie po co?smile

                nie ma sie co uzalac nad soba, trzeba wyciągac wnioski i zyc dalej!!!

                pozdrawiam serdecznie i baaaaaardzo dziękuje za wszystkie wpisy!
                • em120777 Re: alex... 27.04.07, 08:15
                  No proszę jaka zmiana nastawienia smile Gratulacje - szczerze zazdroszcze postawy,
                  pozdrawiam i życze milego dnia eM
                • ak70 Masz rację 27.04.07, 10:03
                  Alex!! Czytałam co napisałeś i uwazam, że tak jak w wielu związkach, u was też
                  zawiodła komunikacja. Bo najważniejsza jest ROZMOWA, mówienie o tym co mnie
                  boli, co mi się nie podoba... ale tez o tym co mnie cieszy i za co jestem
                  wdzięczny partnerowi.
                  Niektórzy dowieduja sie o tym za późno... inni wcześniej, ale niestety nic z tą
                  wiedzą nie robią sad(( I jedni i drudzy lądują na sali sądowej...

                  Trzymaj sie alex... dasz sobie radę, tylko musisz trochę pocierpieć, przeżyć
                  swój ból i smutek. Ale jeszcze spojrzysz na świat jasnym wzrokiem - tego życzę.
                  Narazie daj sobie czas smile))
                  • aron95 Re: Masz rację 27.04.07, 10:14
                    ak70 napisała:

                    > Alex!! Czytałam co napisałeś i uwazam, że tak jak w wielu związkach, u was też
                    > zawiodła komunikacja. Bo najważniejsza jest ROZMOWA, mówienie o tym co mnie
                    > boli, co mi się nie podoba... ale tez o tym co mnie cieszy i za co jestem
                    > wdzięczny partnerowi.
                    > Niektórzy dowieduja sie o tym za późno... inni wcześniej, ale niestety nic z tą
                    >
                    > wiedzą nie robią sad(( I jedni i drudzy lądują na sali sądowej...


                    Jeszcze inni walą prosto zmostu jak im się coś nie podoba i tez ladują na sali
                    sądowej




                    >
                    > Trzymaj sie alex... dasz sobie radę, tylko musisz trochę pocierpieć, przeżyć
                    > swój ból i smutek. Ale jeszcze spojrzysz na świat jasnym wzrokiem - tego życzę.
                    >
                    > Narazie daj sobie czas smile))
        • 13monique_n Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 09:37
          Alex,
          a ja Ci życzę, by Twoje "nigdy" i to, co boli minęło z czasem. Pewnie nie
          jutro, nie za miesiąc. Ale życzę Ci bys wydobrzał i nie odbierał sobie nadziei,
          że życie odzyska smak i barwy.
          I zapewniam Cię, że warto ufac, warto się angazować, warto być "nie-bylejak".
          Jedna porażka nie oznacza, że założenia są złe. Raczej dobór ludzi nie
          zadziałał należycie. POzdrawiam.
        • fammoni Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 11:58
          zanim wyszłam za mąż spotykałam się z takim egzeplarzem po rozwodzie
          jakim "planuje" zostać alexdelpierro
          dwa lata po rozwodzie i...nadal nosił obrączkę
          o żonie mówił z czułością
          każdą moją cechę charakteru porównywał do niej, wygląd,mieszkanie,
          meble...nawet depilator miała lepszy smile
          znałam jego żonę, ona "pobłogosłąwiła" nasz związek, sama ułożyła sobie życie
          po rozwodzie i chciała aby ex (fajny zresztą facet) też jakoś to wszystko sobie
          ułożył
          nie udało się
          na początku takie zachowanie mnie trochę smieszyło, potem irytowało a po kilku
          miesiącach na każdy dźwięk jej imienia dostawałam szału...

          alex schowaj głęboko wspólne zdjęcia...rozpamiętywanie, wspomnienia, obrazy
          przeszłości...nie ma lekarstwa na szybkie zapomnienie...to się pewnie nigdy nie
          uda
          na razie... nie bądź masochistą i daj sobie trochę czasu ...nie na zapomnienie
          ale na...przemyślenia...i daj sobie szansę ...


          • alexdelpierrro Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 12:37
            fammoni napisała:

            > zanim wyszłam za mąż spotykałam się z takim egzeplarzem po rozwodzie
            > jakim "planuje" zostać alexdelpierro
            > dwa lata po rozwodzie i...nadal nosił obrączkę
            > o żonie mówił z czułością
            > każdą moją cechę charakteru porównywał do niej, wygląd,mieszkanie,
            > meble...nawet depilator miała lepszy smile
            > znałam jego żonę, ona "pobłogosłąwiła" nasz związek, sama ułożyła sobie życie
            > po rozwodzie i chciała aby ex (fajny zresztą facet) też jakoś to wszystko
            sobie
            >
            > ułożył
            > nie udało się
            > na początku takie zachowanie mnie trochę smieszyło, potem irytowało a po
            kilku
            >
            > miesiącach na każdy dźwięk jej imienia dostawałam szału...
            >
            > alex schowaj głęboko wspólne zdjęcia...rozpamiętywanie, wspomnienia, obrazy
            > przeszłości...nie ma lekarstwa na szybkie zapomnienie...to się pewnie nigdy
            nie
            >
            > uda
            > na razie... nie bądź masochistą i daj sobie trochę czasu ...nie na
            zapomnienie
            > ale na...przemyślenia...i daj sobie szansę ...
            >
            >
            fammoni masz racje...

            Myslę ze moje obecne zachowanie nie odbiega od standardu,ciężko pogodzic sie z
            tym ze człowiek dostał kopa od osoby którą kochał.

            Ktos napisał ZAWIODŁA KOMUNKACJA i ma racje, tak właśnie uwazam i chore to jest.
            Przeciez ja sie nie ozeniłem z jakims matolem, uwazałem i nadaal uwazam swoja
            byłą żone za madrą osobę.
            A dlaczego oglądam zdjęcia? nie jestem sadomaso ale patrzac na jej usmiechnieta
            buzie zastanawiam sie co skłonilo ja do tego by wszystko rozwalic.
            Byc moze ma kogos innego, byc moze nie przemyslała swojej decyzji a ze jest
            osoba uparta za nic nie przyzna sie do błędu.

            Nie wiem czy moja zona nie czyta tego forum ale ja nadal mam pewien plan i
            związane z tym nadziejesmile
            wczoraj stało sie cos co dało mi jednak iskre nadzieji, byc moze sie łudze i
            tak zapewne jest ale dlaczego w moim przypadku ma zadzialać schemat?
            A moze dopiero teraz dotrze do niej co sie stało, a moze nie.
            Ja bede zył dalej bo tak trzeba, ale póki co w mojej głowie nie ma komunikatu
            ze wszystko jest skończonesmile

            Kobieta zmienna jest, tak jak pisze wczoraj stało sie cos o czym publicznie nie
            bede pisał bo moze to szanowna małżonka przecyztac i cały mój misterny plan
            pójdzie w....

            Jak ktos jest ciekaw napisze mu na privsmile

            miłego dnia wszystkim zycze i dzieki za wpisy, nawet nie wiecie jak miło sie
            czyta Wasze posty!

            pozdrawiam
            • roxpox Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 12:47
              napisz mi, ja też jeszce się łudzę, że może jednak ....
            • fammoni Re: i po wszystkim.... 27.04.07, 13:07
              no własnie...
              facet o którym piszę wyżej też się łudzi...kilka lat...nawet kiedy jego ex
              mieszkała od lat z nowym partnerem...nawet kiedy wyszła po raz drugi za mąż..on
              dalej się łudził i miał plan ...co kilka miesięcy inny

              nie umiem doradzać bo sama mam tajfun myśli w głowie i małżeństwo w stanie
              rozkładu
              ale, w mojej ocenie, najgorsza jest iluzja, życie w przekonaniu, że uda się
              naprawić...nawet jeśli druga strona żyje już "nowym życiem"
              najpierw jeden plan..potem kolejne pomysły...a życie mija...a Ty będziesz
              ciągle walczył
              być może Twoje założenie ma jakieś podstawy ...ale czy nie uważasz, że jednak
              TERAZ może być już za późno ?


              • alexdelpierrro nie wszystko stracone:) 27.04.07, 16:23
                fammoni napisała:

                > no własnie...
                > facet o którym piszę wyżej też się łudzi...kilka lat...nawet kiedy jego ex
                > mieszkała od lat z nowym partnerem...nawet kiedy wyszła po raz drugi za
                mąż..on
                >
                > dalej się łudził i miał plan ...co kilka miesięcy inny
                >
                > nie umiem doradzać bo sama mam tajfun myśli w głowie i małżeństwo w stanie
                > rozkładu
                > ale, w mojej ocenie, najgorsza jest iluzja, życie w przekonaniu, że uda się
                > naprawić...nawet jeśli druga strona żyje już "nowym życiem"
                > najpierw jeden plan..potem kolejne pomysły...a życie mija...a Ty będziesz
                > ciągle walczył
                > być może Twoje założenie ma jakieś podstawy ...ale czy nie uważasz, że jednak
                > TERAZ może być już za późno ?
                >
                >
                Obawiam sie ze w tym co piszesz moze byc 100% racji
                Ja nie będe "walczył" w nieskończoność, jest coś co daje mi pewne nadzieje,
                ostatnia moja wizyta u pewnego Pana psychoterapeuty pozwoliła mi spojrzeć na
                zwiazek dwojga ludzi nieco inaczej.
                Oczywiscie moje nadzieje mogą być głupie i pozbawione sensu jednak ów Pan
                wyjaśnił mi jak postępuje kobieta.
                Mozecie wierzyc lub nie ale ale póki co ten Pan ma 100% racji i tu upatruje
                swojej szansy.
                Wytłumaczył mi ze zmienić drugiej osoby sie nie da jednak mozna miec na nią
                wpływ.... na to jak sie zachowa itd.

                Sprobowałem i o dziwo to narazie naprawde sie sprawdza.
                przekonuje mnie to do tego ze związek dwojga ludzi to faktycznie gra która nie
                musi zakończyc sie standardowym schematem.

                Wczoraj dzięki zastosowaniu "pewnego chytu" osiągnąłem coś co wydawało mi sie
                niemozliwe.

                Tylko dlatego nadal sie jeszcze łudze.

                Kobieta rzucajac faceta zwykle ma wszystko przemyslane, zwykle nie czuje juz do
                niego nic kompletnie i niby wszystko sie w większosci przypadków kończy jednak
                nie we wszystkich.

                Są panowie ktorzy potrafią rozpalic na nowo ogień miedzy dwojgiem ludzi.
                To trudne i nie ma gotowej recepty, kazdy zwiazek jest inny, kazda kobieta
                inna....jednak jak powiedział Pan psychoterapeuta i jak wyczytałem w wielu
                książkach....jeśli juz raz zdbyłes jakąś kobiete...zdobycie jej drugi raz jest
                jak najbardziej wykonalne...

                Ta walka czasem meczy, ludzie szybko sie poddaja jednak ja póki co poczekam z
                definitywnym zakończeniem.

                Tak jak napisałem wczesniej, wczoraj stało sie cos co przekonało mnie ze zycie
                to faktycznie gra i......smile

                Ps. a czy jest za późno? myślę ze nie

                pozdrawiam
                • tricolour Kobiety są bezmózgie i bezwolne... 27.04.07, 16:44
                  ... nawet jak rozwiodą się z mężem, to nie mają nic do gadania, bo Pan Mąż z
                  pomocą Pana Psychologa tak zamiesza durnej babie we łbie, że była żona z chęcią
                  wróci do męża...

                  Zresztą baba nigdy nie wie, co robi. Nawet jak do Sądu idzie, to nie wie po co.
                  Dopiero od męża dowie się, po co chodzi się do Sądu, prawda?

                  Bo mąż dowiedział się od Pana Psychologa jak działa kobieta...
                  • alexdelpierrro Re: Kobiety są bezmózgie i bezwolne... 27.04.07, 18:50
                    tricolour napisał:

                    > ... nawet jak rozwiodą się z mężem, to nie mają nic do gadania, bo Pan Mąż z
                    > pomocą Pana Psychologa tak zamiesza durnej babie we łbie, że była żona z
                    chęcią
                    > wróci do męża...
                    >
                    > Zresztą baba nigdy nie wie, co robi. Nawet jak do Sądu idzie, to nie wie po
                    co.
                    > Dopiero od męża dowie się, po co chodzi się do Sądu, prawda?
                    >
                    > Bo mąż dowiedział się od Pana Psychologa jak działa kobieta...


                    ja się pod tym nie podpisuje, a Ty masz chyba zły dzien, pozdrawiam
                    • fammoni Re: Kobiety są bezmózgie i bezwolne... 27.04.07, 19:03
                      alex...nie przejmuj się..
                      tri to forumowy "wirtuoz ironii"
                      a to właśnie efekt jego możliwości

                      wizyta u specjalisty - super pomysł tylko w mojej ocenie trochę późno
                      ale dopóki Twoja ex wolną jest dopóty nic nie jest stracone

                      mimo wszystko życzę powodzenia smile

                    • tricolour Jeżeli chodzi o sposób patrzenia na świat... 27.04.07, 20:43
                      ... to ja mam same złe dni.

                      To wszystko przez pieprzonego psychologa, który uruchomił głębokie pokłady
                      mojego cyznizmu, nienawiści i emocjonalnego chłodu. Twierdził (skurwysyn), że
                      intelekt przeszkadza mi w osiągnięciu doskonałości na miare wujka Geobelsa, ale
                      i tak daleko zaszedłem...

                      smile)
                      • ka-aktus tri ... jasnowidz 27.04.07, 22:38
                        a skąd wiesz, że on to "skurwysyn"?
                        • tricolour Takie rzeczy wyczuwa się... 27.04.07, 22:47
                          ... kiedy czuje się do kogoś sympatię i bratnią duszę.
                    • megaa Kurcze alex... 27.04.07, 21:59
                      teraz to juz mi sie wydaje ze masz obsesje. Rozumie stres rozwodowy ale chyba
                      nie wiesz kiedy odpuscic. No chyba ze stanie sie cud i twoje czary mary
                      zadzialaja.
                      Wyjatkowo zgadzam sie z tri smile... az nie wierze ze to powiedzialam smile
                      • crazyrabbit Re: Kurcze alex... 27.04.07, 22:56
                        Ja też zgadzam się z Tri.
                        Masz obsesję , kurcze facet nie jest dobrze!
                        Zdobyłeś , straciłeś , pogódź się z tym.

                        Tri , proszę podaj mi namiary na tego psychologa smile Też chcę mieć uruchomione
                        pokłady... big_grinDD
                        • alexdelpierrro Re: Kurcze alex... 28.04.07, 00:38
                          crazyrabbit napisała:

                          > Ja też zgadzam się z Tri.
                          > Masz obsesję , kurcze facet nie jest dobrze!
                          > Zdobyłeś , straciłeś , pogódź się z tym.
                          >
                          > Tri , proszę podaj mi namiary na tego psychologa smile Też chcę mieć uruchomione
                          > pokłady... big_grinDD


                          Cześćsmile

                          odpowiadając na Wasze posty oświadczam iż NIE MAM OBSESJIsmile

                          Jeszcze rok temu myślałem tak jak piszecie: Zdobyłeś , straciłeś , pogódź się z
                          tym.

                          Jednak przez ten niecały rok zmienił mi sie troszkę światopogląd.
                          Wpływ miało na to zapewne to forum, przeczytane ksiazki i kilka wizyt u
                          psychoterapeutów.
                          Dlaczego ja sie mam przepraszam bardzo pogodzic z decyzja swojej zony tak
                          poprostu.
                          Zdaje sobie sprawe z tego ze byc moze w tej chwili pisze bzdury, ze byc moze to
                          co dalej bede robił nie ma wiekszego sensu, jednak pozwólcie ze przekonam sie
                          sam na własnej skórze czy tak będzie.
                          Tak jak pisałem nie bede starał sie w nieskończonosc o kobiete która mnie nie
                          chce.
                          Wystarczajaco mi zafundwoała stresów i byc moze juz dawno powinienem ja ....

                          Nie zrobie jednak tego, bo coraz bardziej dociera do mnie ze zycie to gra.
                          Ja nie pisze o skrajnych przypadkach gdy mąż zdradza zone, gdy jej nie
                          szanuje, itd itp
                          Piszę Wam o swoim przypadku który od samego początku wydawał sie chory.
                          Powody rozpadu mojego małzeństwa wiele osób okresla za chore.
                          90% bliskich mi osób uwaza ze moja zona wymienila mnie na inny model bo sie
                          poprostu znudziłem.
                          Zeby nie robic mi przykrosci jeszcze wiekszej wymysliła sobie jakies tam powody.

                          CZytałem wiele postów na tym forum, znam wiele sytuacji z zycia bliskich osób,
                          kolegów, kolezanek.
                          Coś co wydawało sie za skończone teraz wyglada zupełnie inaczej, choc im tez
                          radzono ze nie wchodzi sie drugi raz do tej samej rzeki, ze czlowiek sie nie
                          zmienia i inne tego typu pierdoły.

                          Ja miałem cudowną żonę którą uważam za bardzo madra osobę, to ze postapiła tak
                          a nie inaczej jest jak teraz czytam NORMALNE.
                          Ona poprostu nie wiedziała co zrobic by było inaczej.
                          Rozwód wydał jej sie jedynym slusznym rozwiazaniem.
                          POzwólcie ze jeszcze przez "chwile" spróbuję ją przekonac ze byc moze podjęła
                          zbyt pochopną decyzje.
                          Ja juz nie mam nic do stracenia.
                          Absolutnie nie zamierzam prosic, przekonywac na argumenty bo to na kobiety nie
                          działa.
                          Zamierzam podjac takie działania ktore spowodują ze zastanowi sie co zrobiła.
                          Tak jak pisałem dzięki kilku osobom z tego forum troszke inaczej widze zwiazek
                          dwojga ludzi.
                          W tej chwili osiągnąłem to co jeszcze do niedawna wydawalo mi sie nie do
                          osiągniecia, co takiego? zapraszam na priv.
                          Wiem ze chciec to móc, to ze moja zona w tej chwili mysli tak a nie inaczej nie
                          oznacza ze bedzie tak myslała cały czas.
                          I nie myślcie sobie ze chce w jakis sposób ja manipulowac, coś kręcic NIE NIE
                          NIE.

                          Wiem ze nie zmusze nikogo do miłości, wiem ze jesli zdarzy sie cud i ona do
                          mnie wróci to napewno nie jest to kwestia miesiąca, dwóch, pięciu.
                          To moze potrwac lata.
                          Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuja ze jednak postapiła zbyt pochopnie.
                          Ja póki cp bedę zył swoim zyciem, napewno moim dalszym zyciem nie bedzie walka
                          o zone NIE, to zupełnie nie tak.

                          Ja dzieki temu ze pojawiłem sie na tym forum otrzymalem od Was wiele pomocy.
                          Wiele osób napisało do mnie na priv.
                          Dzięki Wam spojrzałem na związek inaczej.
                          POleciliscie przeczytac pewne ksiazki o związku dwojga ludzi, namawialiscie na
                          wizyte u specjalisty.
                          To wszystko spowodowało ze nie poddam sie bo wiem ze istnieje szansa bysmy byli
                          znów za jakis czas z zona razem.
                          "uruchamiam pewne mechanizmy" zyje swoim zyciem jednak do mojej zony dotra
                          pewne sygnaly, tak jak pisałem zastanowi sie nad tym co zrobiła, czy wróci tego
                          nie wiem, jesli nie to trudno, bede miał swiadomosc ze zrobilem wszystko co
                          mogłem.

                          Nie pisze tu o konkretach bo nie wiem czy ona nie czyta tego forumsmile

                          Ogromny wpływa na moja zone miała zapewne tez praca, napisze tylko tyle ze gdy
                          ja poznawałem była "zwykłą dziewczyna" z call center.
                          Teraz jest Pania Dyrektor której zmieniła sie troszke psychika, inaczej
                          postrzega pewne sprawy, jej jedynym celem sa awanse, bycie nr 1 w pracy itd itp

                          O takich przypadkach tez czytałem w ksiazkach i ponoc sytuacja nie jest taka do
                          konca beznadziejna.

                          pozyjemy zobaczymysmile
                          • crazyrabbit Re: Kurcze alex... 28.04.07, 01:28
                            Alex , kurcze ja dalej nie rozumiem dlaczego chcesz na siłę przekonać do bycia
                            z Toba kogoś , kto Ciebie po prostu nie chce????
                            Dlaczego planujesz batalię na lata?

                            Chyba naprawdę czas sie przefarbować z blondu na jakis inny kolor... bo nie
                            kumam...
                            • der1974 Re: Kurcze alex... 28.04.07, 03:40
                              Bo Alex chce jeszcze raz umożliwić byłej żonie wygodne życie i ponownie
                              oberwać.

                              Chłopie nie możesz sobie pomarnować życia z kimś innym - przynajmniej ciekawiej
                              będzie?
                          • tricolour Masz tajną broń na ex-żonę? 28.04.07, 07:20
                            Nie chcesz mówić na forum, ale prywatnie chętnie podzielisz się swoim sposobem
                            ("uruchamiam pewne mechanizmy") i osiągnięciami, tak?
                            No... to masz swoiste rozumienie miłości i lojalności do żony skoro chcesz o
                            prywatnych sprawach w ogóle rozmawiać z kimś obcym, a na dodatek masz zamiar
                            robić eksperyment na żonie wbrew jej woli.

                            Odnoszę wrażenie, że Twoja żona wyszła za gówniarza, potem zmądrzała, ale jej
                            mąż nie nadążył. I rozwiodła się z gówniarzem.

                            PS. "Dlaczego ja sie mam przepraszam bardzo pogodzic z decyzja swojej zony tak
                            po prostu" - dlatego, że decyzja Twojej byłej zony jest tak samo ważna jak
                            Twoja. Twoja żona je kiedy chce, sra kiedy chce i będzie z Tobą gdy bedzie
                            chciała... I to jest PROSTE.
                            • alexdelpierrro Re: Masz tajną broń na ex-żonę? 28.04.07, 09:26
                              tricolour napisał:

                              > Nie chcesz mówić na forum, ale prywatnie chętnie podzielisz się swoim sposobem
                              > ("uruchamiam pewne mechanizmy") i osiągnięciami, tak? NIE, NIE ZROZUMIAŁES
                              TEGO CO NAPPISALEM
                              > No... to masz swoiste rozumienie miłości i lojalności do żony skoro chcesz o
                              > prywatnych sprawach w ogóle rozmawiać z kimś obcym Z NIKIM NIE CHCE ROZMAWIAC
                              NA PRYWATNE TEMATY, a na dodatek masz zamiar
                              > robić eksperyment na żonie wbrew jej woli. CORAZ LEPIEJsmile
                              >
                              > Odnoszę wrażenie, że Twoja żona wyszła za gówniarza, potem zmądrzała, ale jej
                              > mąż nie nadążył. I rozwiodła się z gówniarzem. HA HA HA
                              >
                              > PS. "Dlaczego ja sie mam przepraszam bardzo pogodzic z decyzja swojej zony tak
                              > po prostu" - dlatego, że decyzja Twojej byłej zony jest tak samo ważna jak
                              > Twoja. Twoja żona je kiedy chce, sra kiedy chce i będzie z Tobą gdy bedzie
                              > chciała... I to jest PROSTE.

                              DLA CIEBIE JEST TO PROSTE PONIEWAZ NIE ROZUMIESZ PEWNYCH ELEMENTARNYCH KWESTII
                              KTÓRYCH NIE ZAMIERZAM TU SZCZEGÓŁOWO WYJASNIAC.

                              Dla przykładu powiem ci ze prosiłem o cos swwoja zone rok temu i kategorycznie
                              odmówiła, wysmiała mnie i krzyknęła NIE MA MOWY

                              Zastosowałem te głupawe wg Ciebie chyty psychologiczne wiedzac juz ze zycie to
                              gra, wiesz jaki jest efekt?

                              Sama przyszła i "dostałem" to co kiedys było teoretycznie nie do osiągniecia.

                              To wszystko tri jest kwestia psychologii i czy Tobie się to podoba, czy to
                              rozumiesz to już Twój problem.

                              Ja nie jestem psychopata który chce robic jakies eksperymenty na swojej zonie
                              BEZ PRZESADY

                              Ja poprostu widze ze metody stosowane do tej pory pzeze mnie płyneły z serca i
                              dlatego dostałem po dupie- TEGO TYPU METODY NIE DZIAŁAJA NA KOBIETY

                              Teraz zaczynam gierkę i póki co otrzymuje to co chce dostac co kiedys było dla
                              mnie nie pojete.


                              A NA KONIEC ZEBY CIE ROZSMIESZYC ZACYTUJE CI COS " UMYSŁ KOBIETY JEST
                              NAJWIĘKSZA ZAGADKĄ WSZECHŚWIATA...."

                              To moze wyglądać tak ze zona rzuciła kolesia a ten wpadł w jakąś machine
                              psychiczna i sadzi ze znowu bedzie z nia....NIE JEST TAK

                              Ja jej tri nie bede prosił, nie bede juz przekonywał, na to jest juz za pózno,a
                              poza tym to nie dziala na kobiety.

                              pozyjemy i zobaczymy jak rozwinie sie sytuacja, ja sądze ze bedziemy razem, ze
                              to ona wroci do mnie nie ja do niej i oczywiscie na zupełnie innych juz
                              zasadach.

                              pozdrawiam

                              • akacjax Re: Masz tajną broń na ex-żonę? 28.04.07, 09:32
                                Nie wiem, czy można odbudować związek posugując się technikami manipulacyjnymi.
                                W ogóle posługiwanie się w najbliższych relacjach takimi chwytami-jest wg mnie podłe.
                            • milena78 Re: Masz tajną broń na ex-żonę? 28.04.07, 09:56
                              daj spokój Tri, nie zrozumie... ten typ tak masmile szkoda się strzępić, niech
                              zdobywa jeszcze raz - okaże się, że nie było warto, bo to jest już zupełnie
                              inna osoba z zupełnie innymi wartościami.
                          • akacjax Re: Kurcze alex... 28.04.07, 09:29
                            Oczywiście obok tego wszystkiego, co napisałeś nosisz w sobie zgodę na decyzję żony, która może mieć takie oblicze: nie zamierzam ponownie zaufać ex-m.

                            Piszę to na podstawie swojej sytuacji. Mój ex-m. nie daje żadnych sygnałów, ale gdy zaczął dawać...nie mam nawet pojęcia, co musiałby zrobić-ile czasu musiałby się zmieniać...może latami-bym mogła ponownie zaufać.
                            Innymi słowy-pewna gotowość musiałaby we mnie być...bo gdybym teraz szukała kogoś do pary...i znalazła...dlaczego miałabym zaufać staremu-niby odnowionemu bardziej, niż całkiem nowemu(który dodatkowo pociaga nowościąsmile
                            • alexdelpierrro Re: Kurcze alex... 28.04.07, 11:00
                              akacjax napisała:

                              > Oczywiście obok tego wszystkiego, co napisałeś nosisz w sobie zgodę na
                              decyzję
                              > żony, która może mieć takie oblicze: nie zamierzam ponownie zaufać ex-m.
                              >
                              > Piszę to na podstawie swojej sytuacji. Mój ex-m. nie daje żadnych sygnałów,
                              ale
                              > gdy zaczął dawać...nie mam nawet pojęcia, co musiałby zrobić-ile czasu
                              musiałb
                              > y się zmieniać...może latami-bym mogła ponownie zaufać.
                              > Innymi słowy-pewna gotowość musiałaby we mnie być...bo gdybym teraz szukała
                              kog
                              > oś do pary...i znalazła...dlaczego miałabym zaufać staremu-niby odnowionemu
                              bar
                              > dziej, niż całkiem nowemu(który dodatkowo pociaga nowościąsmile


                              Hejsmile

                              Pewna osoba napisała mi na priv takie coś: po co to wszystko piszesz? Twój tok
                              myslenia jest dobry jednak opisując to na forum powodujesz ze zaczynaja cie
                              miec za frustrata, kobiety Cie nie zrozumieja bo nie maja prawa zrozumiec taka
                              juz ich natura a dla facetów bedziesz leszczem który zamiast podrywac nastepna
                              laske i sie bawic próbuje zdobyc na nowo stara miłość.

                              Oznajmiam wszem i wobec ze nie jestem frustratem, nie bede robil nic na sile.
                              Cytuję ,, nie zamierzam ponownie zaufać ex-m." oczywiscie masz racje ja nikogo
                              nigdy nie bede zmuszał do miłosci na siłe.

                              ,,Piszę to na podstawie swojej sytuacji" dokładnie! a jak zapewne sie domyslasz
                              kazda sytuacja jest innasmile

                              ,,Mój ex-m. nie daje żadnych sygnałów, ale
                              gdy zaczął dawać...nie mam nawet pojęcia, co musiałby zrobić-ile czasu musiałb
                              y się zmieniać...może latami-bym mogła ponownie zaufać."

                              Przeczytaj TRI to zdanie kilka razy, to jest własnie cała magia kobiet, Ona nie
                              ma pojęcia co musiałby zrobic......

                              droga kobieto własnie na tym polega cała sztuka ze byc moze zrobi kiedys
                              cos " czym Cię całkowicie zaskoczy-pozytywnie, zrobi coś czym sprawi ze znowu
                              sie nim zaineresujesz....co to moze byc? nie znamy oboje odpowiedzi"


                              ,,dlaczego miałabym zaufać staremu-niby odnowionemu bardziej, niż całkiem nowemu
                              (który dodatkowo pociaga nowościąsmile"

                              NOWY pociąga nowoscią to prawda ale NA POCZĄTKU,potem jest zwykle tak samo.

                              akacjax odczytaj teraz dobrze to zdanie:

                              jestes ksiażkowym przykładem klasycznego podejscia....piszesz tak jak powinna
                              napisac kobieta, tak tez zrobiłaś.

                              i w ksiazkach które przeczytałem jest dokładnie opisane co nalezy zrobic, jakie
                              kroki poczynic by zona znów zainteresowała sie exem.

                              Nie potrafie Wam przekazac tego wszystkiego co przeczytałem, lecz to wszystko
                              jest duzo prostsze niz sie niektórym wydaje.

                              Jesli kobieta rzuca faceta, przekonywanie jej, przedstawianie argumentów, to
                              wszytsko do niej nie trafia, facet im dłuzej prosi tym coraz bardziej utwierdza
                              ja w przekonaniu ze ona robi dobrze, to jest "udowodnione naukowo" smile

                              Czy którakolwiek kobieta zaprzeczy?

                              Dlaczego na kobietach największe wrazenie zrobi tylko ten który po tym jak ona
                              go rzuci odwróci sie na piecie i odejdzie bez słowa?

                              Bo tylko ten w jej oczach okaze sie facetem z jajami, cała reszta proszących,
                              placzacych lesczyków , przekonujących itp w jej oczach straci męskosc.

                              Dzieje sie tak tylko i wyłacznie dlatego ze tak a nie inaczej działa kobieca
                              psychika.

                              przykładów móglbym podawac wiele, ale to nie miejsce ani czas.

                              Reasumując, kobieta i mężczyzna postepuje wg pewnego schematu.

                              Poznanie schematu jakim posługuje sie kobieta moze pomóc w dotarciu do niej,
                              nie daje gwwarancji sukcesu, ale daje nadzieje.

                              I wierzcie mi ze nie jest tak ze ja chce cokolwiek manipulowac, omamic kobiete
                              jakimis sztuczkami NIE!!!!!!

                              Kobiety tak to odbiora ale tak nie jest, ja zrozumialem przez ten rok pewne
                              rzeczy i wiem ze nie wszystko byc moze jeszcze stracone.

                              A byc moze bedzie tak jak piszecie, za chwile zobacze ja z kims innym i wtedy
                              zrozumiem ze to definitywny koniec, byc moze....czas pokaze.





                              • crazyrabbit Re: Kurcze alex... 28.04.07, 11:29
                                A jeżeli ja napiszę , że nie ma takiej rzeczy którą mógłby zrobić mój ex ,
                                żebym do niego wróciła , to tez będzie typowo kobiece? Bo nie trafiają do mnie
                                wydumane i wyczytane gdzieś męskie argumenty?
                                Bo oprócz tego , że nie czuję do mojego exa kompletnie nic , tylko trochę
                                niechęci i żalu za stracone lata , to czuję do niego fizyczną niechęć. Nie
                                wyobrażam sobie , żeby ten facet mógł się do mnie zbliżyć na odległość mniejszą
                                niż metr...
                                Jeżeli Twoja żona ma takie same odczucia... powodzenia...
                                • alexdelpierrro Re: Kurcze alex... 28.04.07, 11:43
                                  crazyrabbit....

                                  mi nie chodzi o to by w jakikolwiek sposób pokazać ze na ludzi mozna wpływac,
                                  ze faceci czy kobiety sa gorsze, kompletnie mi o to nie chodzi!

                                  Tak jak pisałem kazdy przypadek jest inny, byc moze podstawiasz to co pisze pod
                                  siebie i wychodza totalne bzdury, moja zona rok temu powiedziała ze nie chce na
                                  mnie patrzec, ze nie ma takiej mozliwossci by na mnie spojrzała, ze za te
                                  wszystkie maile sie mnie brzydzi itd itp

                                  po rozwodzie spytała czy pójdziemy na kawe, odpowiedziałem KATEGORYCZNE NIE,
                                  nie dzis nie teraz moze kiedys, dała mi buiaka w policzek i rozeszlismy sie.
                                  Czy wg Ciebie to jest normalne?
                                  Wg faceta ABSOLUTNIE NIE

                                  Napisze jedno, rok temu nie sadziłem ze moze na mnie spojrzec bo ciagle sie
                                  uzalałem nad soba, obraziłem ja w mailach itd nierozumiałem dlaczego to
                                  zrobiła, teraz rozumiem i zaczynam sie zachowywac inaczej
                                  Miała sie nie odzywac, miała nie patrzec, pisała ze nienawidzi i ma zal za
                                  stracone lata.
                                  Schematy spowodowały ze jednak zachowała sie tak jak miała sie zaachowac i to
                                  pozwala mi twierdzic ze mimo tego ze nie wierzyłem w te wszystkie ksiazki
                                  pisane przez psycholi teraz wierze.
                                  TAK WIEM ze jesli zrobię coś czym zawróce jej w glowie uczucia wróca i byc moze
                                  kiedy bedziemy sie smiali z tego co sie stało, byc moze!!!

                                  Cały sek w tym żeby kobieta ponownie dostrzegła TO COS

                                  To nie jest proste jednak nie ma rzeczy niemozliwych

                                  Jak zapewne czytałaś ktos tu opisywał ze stał przed sala czekajac na
                                  rozwód,podszedl maz i pocałował "dziko" to spowodowało własnie ze pojawiło się
                                  TO COS co spowodowało ze kobieta zaczeła myslec inaczej.

                                  To strasznie skomplikowane wszystko, jednak poki co wszystko sie sprawdza wiec
                                  nie składam broni.


                                  • crazyrabbit Re: Kurcze alex... 28.04.07, 12:27
                                    moja zona rok temu powiedziała ze nie chce na
                                    >
                                    > mnie patrzec, ze nie ma takiej mozliwossci by na mnie spojrzała, ze za te
                                    > wszystkie maile sie mnie brzydzi itd itp
                                    >
                                    > po rozwodzie spytała czy pójdziemy na kawe, odpowiedziałem KATEGORYCZNE NIE,
                                    > nie dzis nie teraz moze kiedys, dała mi buiaka w policzek i rozeszlismy sie.
                                    > Czy wg Ciebie to jest normalne?
                                    > Wg faceta ABSOLUTNIE NIE

                                    A nie wpadłeś na to , że skoro minął rok i ona przez ten rok Cię nie oglądała
                                    na oczy , to po prostu emocje opadły i przestała czuć do Ciebie no nie wiem...
                                    niechęć , nienawiść itp.?

                                    Buziaka w policzek czasem kobieta daje kolegom , znajomym.. Taki zwykły gest -
                                    sama czasem się tak witam ze znajomymi kolegami...KOLEGAMI... i to o niczym nie
                                    świadczy.
                                    Chciała iść na kawę? Miłe i na poziomie. NORMALNE.

                                    Skoro z takich dupereli wyciągasz śmiałe wnioski i planujesz już przyszłość na
                                    kilka lat do przodu , to ja wymiękam.

                                    Tak jak wymiekłam , kiedy rozmawiając ostatnio z moim prawie_ex powiedziałam ,
                                    że chyba najwyższy czas uzgodnić sprawy dotyczące rozwodu , a on na to: To już
                                    masz mnie dosyć?
                                    Zaczęłam się po prostu śmiać... Lata kłótni , wojen , od prawie roku mieszkamy
                                    osobno , że o innych sprawach nie wspomnę , a on mi wyjeżdża z takim tekstem!
                                    Chyba mi trochę go przypominasz sad(
                                    • krwawa.mary Re: Kurcze alex... 28.04.07, 12:33
                                      To tak jak moj eskmążsmile po rozprawie i uzyskaniu rozwodu poszliśmy na kawę, a on
                                      do mnie:proszę, nie rozwodź się ze mną...
                                      I bądź tu mądra...
                                      • crazyrabbit Re: Kurcze alex... 28.04.07, 12:43
                                        Och moja droga... Bo my jesteśmy takie emocjonalne i nie trafiają do nas
                                        argumenty , a oni tacy rzeczowi i analityczni... Dlatego nie jesteśmy w stanie
                                        ich zrozumieć tongue_out

                                        Gdzie ja to ostatnio słyszałam?
                                        • akacjax Re: Kurcze z ta kawą coś jest... 28.04.07, 12:50
                                          Mój wyprowadzając się z domu, też rzucił-może byśmy na kawie się spotkali...A cholera mieszkalismy pod jednym dachem nawet kilka miesięcy po sprawie...cały ten czas...jakby wody w domu nie było, no może do wspólnego picia kawy głupio było mu mój czajnik uzywać(dla swoich potrzeb nie było głupio).
                                  • nangaparbat3 a to nie tak było 28.04.07, 15:25
                                    >>>
                                    Jak zapewne czytałaś ktos tu opisywał ze stał przed sala czekajac na
                                    rozwód,podszedl maz i pocałował "dziko" to spowodowało własnie ze pojawiło się
                                    TO COS co spowodowało ze kobieta zaczeła myslec inaczej.


                                    To ja pisałam, ale nie czekalismy na rozwód, nie bylismy jeszcze nawet
                                    małżeństwem, mielismy kilkumiesięczna przerwę, na jego życzenie.
                                    I sławetny pocałunek miał miejsce w kinie.
                                    Nawet pamietam, jaki był film - "Ostatnia cesarzowa", nakręcona przez
                                    Chińczyków jako przeciwwaga dla mojego ukochanego "Ostatniego cesarza"
                                    Bertolucciego.


                                    I tu przy okazji chce Ci cos powiedzieć - jesli nawet zobaczysz byłą żone z
                                    kimś innym, to tez jeszcze nie musi znaczyć, że nie masz juz szans.

                                    Ale też: Twoje wynurzenia na temat gry w relacjach miłosnych przeraziły mnie. I
                                    rola psychologa w tym wszystkim.
                                    ---

                                    Świat jest pełen ogromnych świateł i tajemnic, a człowiek zaslania się przed
                                    nimi swoją małą dlonią. Nachman z Bracławia
                              • akacjax Re: Kurcze alex... 28.04.07, 12:01
                                alexdelpierrro napisał:

                                ...... to jest własnie cała magia kobiet, Ona nie
                                ma pojęcia co musiałby zrobic......

                                Mogłabym napisać jak sugerujesz-musiałby mnie na nowo zachwycić i do tego przekonać, że to jest totalna przemiana-trwała i jednoznaczna. No i przełamać, zatrzeć itp. to coś, co pozostało jako pewien rodzaj urazu po dawanych latami szansach.
                                A nie jest to proste, może nawet niemożliwe. Wychodzenie z założenia, że jednym gestem, czynem chwalebno-bohatersko-pociągającym jest w stanie zawładnąć na nowo dojrzałą, zdecydowaną, doświadczoną życiowo kobietą...jest błędem.

                                Oczywiście masz prawo walczyć. Nikt z nas Ci tego nie odbiera, raczej chcemy pokazać Ci, że trzeba się zastanowić-czy nie będzie to strata(w przypadku niepowodzenia) również czasu. Inaczej mówiąc-czy skórka warta wyprawki.

                              • krwawa.mary Re: Kurcze alex... 28.04.07, 12:15
                                alexdelpierrro napisał:


                                > Nie potrafie Wam przekazac tego wszystkiego co przeczytałem, lecz to wszystko
                                > jest duzo prostsze niz sie niektórym wydaje.
                                >
                                > Jesli kobieta rzuca faceta, przekonywanie jej, przedstawianie argumentów, to
                                > wszytsko do niej nie trafia, facet im dłuzej prosi tym coraz bardziej utwierdza
                                >
                                > ja w przekonaniu ze ona robi dobrze, to jest "udowodnione naukowo" smile
                                >
                                > Czy którakolwiek kobieta zaprzeczy?
                                >
                                > Dlaczego na kobietach największe wrazenie zrobi tylko ten który po tym jak ona
                                > go rzuci odwróci sie na piecie i odejdzie bez słowa?
                                >
                                > Bo tylko ten w jej oczach okaze sie facetem z jajami, cała reszta proszących,
                                > placzacych lesczyków , przekonujących itp w jej oczach straci męskosc.
                                >
                                > Dzieje sie tak tylko i wyłacznie dlatego ze tak a nie inaczej działa kobieca
                                > psychika.
                                >

                                Wybacz, ale bzdury straszne wypisujesz. Niw wiem dokąd Cię zaprowadzi to
                                "czytanie" i wiara w rzeczy "udowodnione naukowo". Bo te Twoje twierdzenia nijak
                                się mają do rzeczywistości. I może jakbyś się rozejrzał po świecie i sam
                                pomyślał, pokombinował, wyciągnął wnioski, zmiast szukać gotowych bzdurnych
                                recept, czułbyś się dziś dużo lepiej.
                          • panda_zielona Re: Kurcze alex... 28.04.07, 12:06
                            Masz przynajmniej cel do którego dążysz,a że zajmie Ci to być może parę
                            lat.nieważne.Tylko uważaj,abyś nie strawił na tym całego życia.
                            • alexdelpierrro ach Wy kobietki:) 28.04.07, 13:38

                              Kiedyś ktos madry powiedział ,, mów ludziom to co chcą usłyszec, a będa cię
                              postrzegali...."


                              Więc...

                              OK macie rację, wszytsko jest bardzo proste jak budowa cepa.
                              Miałem żone, nie mam żony, kochała mnie i juz nie kocha, samo zycie,normalka,
                              po co walczyłem? po co traciłem czas?
                              Bezsens macie racje, zmarnowałem rok czasu a mogłem miec przynajmniej z 5 extra
                              zwiazków, które zapewne by sie znowu rozpadły bo w sumie to normalne i nie ma
                              co analizowac.
                              Tak wiec nie walcze juz bo i szkoda czasu na kogos kto cie nie chce.
                              Wyjeżdżam na majówke w góry, wyrwe sobie jakąś głupawą laskę, im głupsza tym
                              lepiejsmile

                              Po powrocie do wawki oczywiscie ja oleje bo przeciez po co mi miłość na
                              odległość.
                              W stolicy jest tyle fajnych klubów wiec wyrwe sobie ze 3 laski zeby było
                              ciekawiej tak jak ostatnio kumpel.
                              Ale jaja były czassem odpisywał nie tej co trzebasmile
                              Rzuciły go wszystkie 3 ale komletnie je olał i ma juz następnąsmile))))))))))

                              To jest zycie!!!!

                              a jak mi sie któraś bardziej spodoba i potrwa to dłuzej, gdy zacznie nalegac na
                              ślub to natychmiast biore nogi za pas i uciekam w poszukiwaniu nowej miłosci i
                              kolejnej tej jedynej na cale zycie.

                              Macie racje, znudziłem sie bo nudny byłem, koledzy sie ze mnie smiali, Alex
                              zamiast lezec na kanapie zrec chipsy , pic piwko, oglądac mecze, rwac laski
                              dookoła to ty debilu sprawiłes w swojej tępej głowie ze zona była całym twoim
                              swiatem.
                              Alex robiłes jej obiady? hahahahahhahahahaha

                              tak reagowali kumple, Ty jej gotowałeś? chyba cie pogięło, cytuje: babie
                              powinienes założyc froterke na rece i niech jedzie...

                              Alex byłeś leszczem i dlatego cie olała, nastepny jej pokaze gdzie jest miejsce
                              baby w szeregu i to własnie jego bedzie kochała.

                              To były teksty moich wykształconych olegów ktorzy zyją w szczęsliwych związkach.

                              faktycznie lepiej tego wszystkiego nie analizowac, a zyc dalej.

                              Powoływałem sie nawet na przysiege małżeńską, idiota sądziłem ze dla mojej zony
                              to cos znaczy haha NIC NIE ZNACZY ot głupawe zdanie powtórzone po księdzy bez
                              wiekszej analizy bo i po co trzeba powiedziec to sie mowi

                              Kurcze faktycznie jakie to wszystko banalne, tri masz racje, nie ma sensu
                              walczyc o zaden zwiazek, nie ten to nastepny, nie nastepny to jeszcze inny,
                              przeciez ponoc tego kwiatu jest półświatu, głupio zrobiłem przyznaje,mieliscie
                              racje, nie chce mnie to nie!!!

                              Po co tracic czas jak jeszcze dzisiejsego dnia mozna miec COS NOWEGO, co
                              przeciez tak fajnie kręci, macie racje!!!


                              no to ruszam cześćsmile

                              pozdrawiam
                              • e07 Re: ach Wy kobietki:) 28.04.07, 13:56
                                Alex, nie będziesz umiał tak żyć, wyrywając te laski itd. To nie jesteś Ty i
                                myślę, że zdajesz sobie z tego sprawę. To nie da Ci szczęścia. Nie wiem jak Cie
                                pocieszyć, jak pomóc, ale naprawdę czuję, że nie tędy Twoja droga.
                              • megaa nie potrafisz przegrywac 28.04.07, 14:59
                                i wlasnie to jest twoim problemem. Z poczatku rozumialam twoj smutek przed i po
                                rozwodowy ale teraz uwazam ze po prostu nie odpuszczasz bo nie dociera do
                                Ciebie ze to CIEBIE mogl ktos zostawic. Takiego IDEALNEGO faceta ktory obiadki
                                zonie gotuje, (hmmm chyba powinna Cie za to na rekach a moze i na plecach
                                nosic). Przerost ambicji nad treścia i zalosne dopisywanie do tego ideologii.
                                Zastanow sie czy warto zatruwać komus zycie, bo chyba to swojej eks
                                zafundujesz.
                                Wiem ze rozstanie boli ale czasami trzeba umieć spasowac.
                                • e07 Re: nie potrafisz przegrywac 29.04.07, 13:56
                                  Megaa, ja myślę, że to nie tak. Dla Alexa to co się stało to rozpacz,
                                  najczarniejsza. Ale przeceiż właśnie spasował. Przestal walczyć, dał jej ten
                                  rozwód bez problemu. On po prostu cholernie cierpi. To są emocje a one, jak
                                  wiadomo, z logiką niewiele maja wspólnego. A tytuł Tojego postu ze
                                  słowem "przegrywać" potwierdza jego cyniczną teorię, że miłość to gra.
                                  • alexdelpierrro dzięki e07 29.04.07, 17:28
                                    e07 napisała:

                                    > Megaa, ja myślę, że to nie tak. Dla Alexa to co się stało to rozpacz,
                                    > najczarniejsza. Ale przeceiż właśnie spasował. Przestal walczyć, dał jej ten
                                    > rozwód bez problemu. On po prostu cholernie cierpi. To są emocje a one, jak
                                    > wiadomo, z logiką niewiele maja wspólnego. A tytuł Tojego postu ze
                                    > słowem "przegrywać" potwierdza jego cyniczną teorię, że miłość to gra.


                                    bardzo bardzo Ci dziękuję e07 !!!

                                    dokladnie ma miejsce to co napisalaś.

                                    Tak jak juz wiele razy pisalem sa ludzie którzy szybko zapomna, w jakis sposób
                                    zaczna wszystko na nowo, poznają kogoś i byc moze będą szczęsliwe.

                                    Ja należę do drugiej grupy osób, dla mnie to co sie stało to jest rozpacz.


                                    Nie potrafie sobie sam z tym poradzic, mam niesamowita hustawke nastrojów i
                                    widac to pewnie po moich postach.

                                    Dla mojej zony jak dla wielu ludzi to co sie stało jest smutne, jest przykre
                                    jednak ona miała wiele zwiazków, wiele razy była zakochana, ja poza głupawymi
                                    miłostakmi w liceum to wlasnie ja bardzo mocno pokochalem.

                                    byc moze dlatego ten pierwszy raz tak boli

                                    pozdrawiam



                              • panda_zielona Re: ach Wy kobietki:) 29.04.07, 14:47
                                buhahahahaha,rozbawiłeś mnie,ale wpadajac w taką skrajność możesz stracić
                                szacunek do siebie.
                                • alexdelpierrro przeczytalem na portalu..Po rozstaniu zostajemy... 29.04.07, 18:11
                                  Czesc ponowniesmile

                                  własnie na konkurencyjnym portalu przeczytałem fajny artykuł....

                                  Po rozstaniu zostajemy przyjaciółmi czy wrogami?

                                  Temat, który wymaga głębszego zastanowienia się i poddania pod osąd własne
                                  przypadki. Wszystko wprawdzie zależy od charakteru partnerów, ale podamy
                                  sytuację, gdzie nawet ten czynnik nie ma wpływu na bieg wydarzeń. Pytań
                                  powstaje wiele. Przede wszystkim trzeba zastanowić się już w trakcie kryzysu
                                  czy w przyszłości chcemy utrzymywać kontakt z tą osobą.

                                  Życie pokazuje, że czasami ciężko podjąć decyzję, która będzie miała wpływ na
                                  wasze przyszłe stosunki. Nic dziwnego, ponieważ zupełnie inaczej patrzy się na
                                  swoją kobietę, jak przestaje już być twoja własnością. Jeśli rozstaniecie się w
                                  tak zwanej „przyjaźni” to jeszcze pół biedy.




                                  REKLAMA Czytaj dalej





                                  Z drugiej strony taka możliwość nie istnieje, jeśli jest się przez długi czas z
                                  kobietą, którą darzysz miłością. Jak dopuścić do siebie myśl, że już jutro
                                  staje się dla ciebie prawie obcą osobą? To szalenie trudne, ale jakby nie
                                  patrzył, musisz do tego przywyknąć. Powstaje tylko pytanie, czy przyzwyczaisz
                                  się na tyle, że będziesz swobodnie mógł spojrzeć jej w oczy? Można powiedzieć
                                  więcej – czy będziesz chciał to zrobić?

                                  Kobieta podchodzi to tej sprawy nieco inaczej. W większości przypadków, to
                                  właśnie ona jest w stanie na dzień po rozstaniu, być twoją przyjaciółką.
                                  Chociaż zdarzają się także wyjątki, to jest to raczej rzadkość. Facet ma
                                  większe trudności z okazaniem podobnych, a zarazem jakże innych uczuć.
                                  Podchodzi do wszystkiego bardziej emocjonalnie i jest mu trudno zerwać ze
                                  starymi przyzwyczajeniami.

                                  Bezcennym jest pytanie, czy jest w tym jakiś sens? Jeżeli zerwaliście ze sobą,
                                  to był jakiś powód. Najczęściej są to kłótnie, ciągłe fochy, i w końcu zdrada.
                                  Ta ostatnia niemalże wyklucza przyjaźń między wami. W sumie, to niczego nie
                                  można wykluczyć, ponieważ czas leczy rany i każda sytuacja potrafi zostać
                                  załagodzona. Nie ma zbyt wielkiej szansy, abyście po zdradzie wrócili do
                                  siebie, ale koleżeństwo ma większą szansę.


                                  co Wy na to robaczki?smile))
                                  • a-iko Re: przeczytalem na portalu..Po rozstaniu zostaje 29.04.07, 19:03
                                    Sama nie wiem...Przezylismy razem 20 lat; ktos z boku moglby powiedziec, ze
                                    decyzje podjelam ja-tak bylo, ale tez powody byly "ciezkie" gatunkowo-niewiele
                                    osob o tym wie, nie przechodzi mi przez gardlo (do tej pory) wyartykulowanie
                                    ich.Inna sprawa, ze proces rozkladu trwal lata cale-i tu lezy wina mojego eksa,
                                    ze nie sluchal tego, co mowilam-nie chcial sluchac,nawet wtedy, gdy bylo juz
                                    bardzo, bardzo zle.
                                    Ale...nasze zycie to nie tylko relacje miedzy nami, kazde z nas ma rodzine,
                                    rodzicow coraz starszych, rodzenstwo-zdarzaly sie choroby, pogrzeby-i tu zawsze
                                    na eksa liczyc moglam, rezygnowal ze swoich spraw po to, bym mogla byc
                                    mobilna,wykladal gotowke na stol gdy trzeba bylo placic,wspieral slowem-czynem
                                    nie,ale i to bylo juz naprawde duzo.Dlatego odrzucajac na bok to, co miedzy
                                    nami osobistego bylo-moge powiedziec, ze byl mi przyjacielem.
                                    Nie chce pamietac tego co zle bylo.
                                  • a-iko Za szybko,sorry:) 29.04.07, 19:16
                                    Wiec-spotykamy sie czasami, nic wielkiego; nie pytam o jego zycie osobiste, nie
                                    wiem, gdzie mieszka-ale relacje sa poprawne i takie pewnie pozostana.Napisalam
                                    wczesniej, ze proces rozkladu byl dlugotrwaly-i nie inna kobieta miala
                                    decydujacy wplyw-choc kobieta byla i chyba jest nadal.W ciagu tych lat-gdy
                                    wciaz jeszcze razem ale coraz bardziej osobno- milosc umierala powoli.Nie
                                    kocham eksa-gdybym kochala-niemozliwa bylaby przyjazn, niemozliwe bylyby
                                    spotkania-sama mysl o nim bylaby nieznosnie bolesna.I chyba to jest clou
                                    programu-gdy wciaz sie kocha-przyjazn to o wiele za malo...
                                    Pozdrawiam.
                                  • akacjax Re: przeczytalem na portalu..Po rozstaniu zostaje 29.04.07, 23:28
                                    > Z drugiej strony taka możliwość nie istnieje, jeśli jest się przez długi czas z
                                    >
                                    > kobietą, którą darzysz miłością. Jak dopuścić do siebie myśl, że już jutro
                                    > staje się dla ciebie prawie obcą osobą?

                                    Fragment tekstu-niezbyt dla mnie dobry jako przykład, o który Tobie chodzi, bo: rozwód uzyskuje się gdy nastapił twały i zupełny rozkład więzi fizycznej, emocjonalnej, gospodarczej.
                                    Czyli nie ma czego takiego-dziś kocham jutro obca osoba.

                                    Gdybym mogła dogadywać się z ex-m. gdybym mogła się z nim przyjaźnić-to bylibyśmy nadal razem. Dla mnie byłaby to niezła podstawa trwałości małżeństwa.

        • samotnatoja Re: i po wszystkim.... 01.05.07, 16:35
          wspolczuje Ci i podziwiam madrosc.... masz duzo racji
          w moim przypadku jest tak, ze walczylam, teraz uwazam ze zmuszalam do rozmow,
          proponowalam terapie u specjalisty i za kazdym razem wszystko bylo odtracane. w
          pozwie tez napisalam roznica charakterow bo nie mam ochoty wywleac brudow przed
          obcymi ludzmi, chce w koncu zakonczyc ta fikcje. nie jest mi latwo i nie bylo
          ale o mnie nikt nie walczyl. uwazam ze zrobilam wszystko i 3 lata temu tez bym
          nie pomyslala ze tak sie to skonczy. widocznie tak mialo byc...
          wiem tez ze moj jeszcze maz sie zmieni i zrozumie ale dla nas jest juz za pozno
          potem on moze zalowac ale to juz jego problem,
          pozdrawiam
    • maza15 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 29.04.07, 20:31
      Alex,ja nie wiem jak to się ma do Twojej sytuacji.
      Czy Tobie chodzi o to by pozostać z ex żoną w przyjazni,czy o to by wróciła do
      Ciebie jako partnerka?
      Ja z ex też jestem w dośc dobrym kontakcie.
      Ale u mnie za wcześnie by nazwać to co jest między nami.
      Nie znajduję odpowiedniego słowa,by to określić,ale nie jest to przyjażń.
      Czego Ty właściwie oczekujesz od byłej żony?
      • alexdelpierrro Re: to juz dziś......mój rozwód:( 30.04.07, 00:30
        maza15 napisała:

        > Alex,ja nie wiem jak to się ma do Twojej sytuacji.
        > Czy Tobie chodzi o to by pozostać z ex żoną w przyjazni,czy o to by wróciła
        do
        > Ciebie jako partnerka?
        > Ja z ex też jestem w dośc dobrym kontakcie.
        > Ale u mnie za wcześnie by nazwać to co jest między nami.
        > Nie znajduję odpowiedniego słowa,by to określić,ale nie jest to przyjażń.
        > Czego Ty właściwie oczekujesz od byłej żony?

        Niczego juz nie oczekuje, gdzies głeboko w sercu wierze nadal ze byc moze
        kiedys, za jakis czas.....przemysli sobie swoja decyzje juz bez emocji.
        Pytałem wiele osób, radziłem sie wielu specjalistów, zdecydowana większosc z
        nich powiedziala mi ze powody mojej zony są conajmniej zastanawiajace.
        90% wskazuje mi ze jednak kogos poznała, ze tak jak sie zachowała nie zachowuje
        sie kobieta.
        Ona twierdziła ze nie interesuje jej opinia innych osób i jesli kogos zostawia
        ma swoje wg niej sluszne powody.
        Mi pozostaje uszanowac decyzje zony.
        Czy mógłbym zostac jej przyjacielem? zastanawialem sie nad tym, jeden z
        psychoterapeutow zadał mi pytanie czy chce za jakis czas zobaczyc ja z mezem i
        z dziecmi gdzies na spacerze.
        Ta wizja w zupełnosci mi wystarczyla i odpowiedź jest jasna.
        Z drugeij jednak strony to jest troszke chore ze poznaje dziewczyne...cos
        iskrzy....zareczyny, ślub, wesele....zycie razem i nagle cos nie zagrało i ona
        mówi rozwód.
        Wykreslenie jej całkowicie z glowy jest niewykonalne.
        Ciężko jest zapomniec o kims kogo sie kochało, bardzo ciezko.
        Byc moze kiedys gdy ona staie sie zupełnie obojętna mi osoba wtedy koleżeństwo-
        przyjaźń sa możliwe...byc moze
        • akacjax Re: to juz dziś......mój rozwód:( 30.04.07, 08:27
          Z drugeij jednak strony to jest troszke chore ze poznaje dziewczyne...cos
          iskrzy....zareczyny, ślub, wesele....zycie razem i nagle cos nie zagrało i ona
          mówi rozwód.


          Bardzo to streściłeś.
          CZyzby brakło życia, pracy nad związkiem z obu stron w tej historii?
          A może po prostu nie rozumiesz swojej żony, za mało jasne dla Ciebie są jej komunikaty, może też nie dość jasno je Tobie przedstawiła i nie zrozumiałeś-poproś o wyjaśnienie-może to ułatwi Ci pogodzenie sie z sytuacją.

          A tak w ogóle to zgodziłeś się w sądzie, a tak na wewnętrznie nie zgadzasz się. Być może otworzyłeś żone na świat i z osoby bez ambicji wypłyneła na szersze wody i zdobyła się na odwagę powiedzieć, że ma inne wymagania.

          A Tobie wydaje się, że błache powody miała.
          Może pora pomysleć o sobie nie w kontekscie przeszłego związku, co z nim mogę jeszcze zrobić-skoro on nie istnieje i nie ma woli drugiej strony do naprawy, ale jako o osobie doświadczonej o taki związek.
          • alexdelpierrro Re: to juz dziś......mój rozwód:( 30.04.07, 12:24
            akacjax napisała:

            > Z drugeij jednak strony to jest troszke chore ze poznaje dziewczyne...cos
            > iskrzy....zareczyny, ślub, wesele....zycie razem i nagle cos nie zagrało i
            ona
            > mówi rozwód.
            >
            >
            > Bardzo to streściłeś.
            > CZyzby brakło życia, pracy nad związkiem z obu stron w tej historii?
            > A może po prostu nie rozumiesz swojej żony, za mało jasne dla Ciebie są jej
            kom
            > unikaty, może też nie dość jasno je Tobie przedstawiła i nie zrozumiałeś-
            poproś
            > o wyjaśnienie-może to ułatwi Ci pogodzenie sie z sytuacją.
            >
            > A tak w ogóle to zgodziłeś się w sądzie, a tak na wewnętrznie nie zgadzasz
            się.
            > Być może otworzyłeś żone na świat i z osoby bez ambicji wypłyneła na szersze
            w
            > ody i zdobyła się na odwagę powiedzieć, że ma inne wymagania.
            >
            > A Tobie wydaje się, że błache powody miała.
            > Może pora pomysleć o sobie nie w kontekscie przeszłego związku, co z nim mogę
            j
            > eszcze zrobić-skoro on nie istnieje i nie ma woli drugiej strony do naprawy,
            al
            > e jako o osobie doświadczonej o taki związek.


            akacjax...to co napisałaś tylko utwierdza mnie w przekonaniu ze ksiażki jednak
            nie kłamią.
            Nie zrozum mnie źle, napisałas jak klasyczna kobieta i nie mam ci tego za zle.

            Stresciłem celowo przeciez nie bede opiswał swoich 4 lat zycia.
            Czy nie rozumiem swojej zony? nie rozumiałem rok temu.
            Dla niej wazne bylo ABC dla mnie DEF.
            Rozumiem ze bronisz strony obiet to naturalne.
            Ja akacjax NIE SZUKAM WINNEGO ROZPADU TEGO MAŁZEŃSTWA.
            Wina lezy gdzies posrodku i zdaje sobie z tego sprawe, jedyny zal do zony mam
            taki ze nie powiedziała mi duz wczesniej ze cos sie wali i ona mi później
            przyznała racje cytuje: Alex masz racje pownnam była powiedziec wczesniej,
            oszukiwałam siebie i ciebie....


            Piszesz...pogodzenie się z sytuacja....smile))))))))))

            Mam wrażenie ze niektórzy sa bardzo zranieni i w postach które piszą innym
            gdzieś wylewaja swoje zale za swoje niepowodzenia.

            Piszesz ...A Tobie wydaje się, że błache powody miała..... TAK, nasi
            przyjaciele zarówno kobiety jak i mezczyźni, nasze rodziny, psychoterapeuci u
            których byem KOBIETY i meżczyźni wszystcy zgodnie stwierdzili ze powody sa
            conajmniej śmieszne i tego typu problemy sa w kazdym małżeństwie.
            Przeciez do cholery my sie kochalismy, szalelismy za soba i nagle słysze ze ona
            sie odkochała bo ja od roku tylkoo pracuje, poswiecam jej mało czasu, nie
            uczestnicze aktywnie we wszystkim, to sa 3 powody jej decyzji, innych nie ma.
            Kazdy z psycholi powiedzial ze nadal moglismy byc małzeństwem, tylko jedno z
            nas poddało sie jak dzieciak, jak nieodpowiedzialny gnojek dla kogo porzuccenie
            kolejnego faceta jest czyms normalnym.

            Dlatego zrozum mnie prosze ze to nie jest do końca tak jak sie Tobie wydaje ze
            jestem jakims matołem, byłem tyranem,olewałem zone a teraz płacze nad soba NIE
            NIE NIE

            Ona zachowała sie ksiażkowo jak wiekszosc ludzi, nie wiedziała co zrobic, nie
            widziała szansy naprawy i dlatego zdecydowała sie na rozwód widząc w tym jedyne
            wyjscie.

            Tłumaczyłem, prosilem, jak dzieciakowi ze zycie nie skąłda sie tylko z samych
            przyjemnosci ze jesli popelnilismy gdzies bad to spróbujmy go naprawic jesli
            sie nie uda to sie rozstaniemy, NIE DALA NAWET JEDNEJ SZANSY.

            Ja teraz tez zachowuje sie ksiazkowo, mam urazona meską dume, w podswiadomosci
            zadaje sobie pytanie jak to mozliwe ze z tak naprawde fajnego małzeństwa nie
            zostało nic, jedno nieporozumeinie, jeden raz zawodla komunikacja i koniec?

            TO JEST CHORE!!!!!!!!!!!!!!!!!

            Ja sie z tym nie zgadzam bo dla mnie małzeństwo to cos innego niz koleżeństwo.
            Na dobre i złe......tylko dla jednej osoby jest to wazne a dla drugiej to jest
            właśnie ta głupawa gra.

            Byc moze ma juz 31 faceta!!!!!!!!!!!!!!!

            potem 32, 33, 34 itd itd i ZAWSZE bedzie miała powody dla których mozna ich
            zostawic, to jest własnie dla mnie CHORE!!!!


            • julka1800 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 30.04.07, 13:19
              tak mi sie skojarzyło... piosenka"

              Nie my, lecz ja i ty

              Codzienności deszcz
              gasi każdy płomień
              dawno już zatonął sens
              patrz nasza miłość tonie

              Zróbmy coś z tym
              ja i ty, ty i ja
              zróbmy coś z tym
              Zróbmy coś z tym, ja i ty

              Codzienności wiatr
              jak piasek nas rozwiewa
              popatrz kruszy nam się świat
              za chwilę już nas nie ma

              Zróbmy coś z tym
              ja i ty, ty i ja
              zróbmy coś z tym
              Zróbmy coś z tym, ja i ty

              Nie odkryjemy już
              na nowo prostych słów
              i już nie my lecz ja i ty
              po ogniu został dym

              i już nie my lecz ja i ty
              po ogniu został dym
              • alexdelpierrro Re: to juz dziś......mój rozwód:( 30.04.07, 13:43
                julka1800 napisała:

                > tak mi sie skojarzyło... piosenka"
                >
                > Nie my, lecz ja i ty
                >
                > Codzienności deszcz
                > gasi każdy płomień
                > dawno już zatonął sens
                > patrz nasza miłość tonie
                >
                > Zróbmy coś z tym
                > ja i ty, ty i ja
                > zróbmy coś z tym
                > Zróbmy coś z tym, ja i ty
                >
                > Codzienności wiatr
                > jak piasek nas rozwiewa
                > popatrz kruszy nam się świat
                > za chwilę już nas nie ma
                >



                super!!!

                pozdrawiam
                • alexdelpierrro tak sobie mysle..... 30.04.07, 13:46
                  Bo do tanga trzeba dwojga.....

                  to prawda, aby to wszystko miało jakis sens obie strony musza chceć.
                  Co zrobic gdy jedna ze stron juz nie chce?
                  Czy naprawde jedynym wyjsciem jest sie poddac?

                  A moze wcale nie.....
        • maza15 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 30.04.07, 17:26
          alexdelpierrro napisał:
          > Wykreslenie jej całkowicie z glowy jest niewykonalne.
          > Ciężko jest zapomniec o kims kogo sie kochało, bardzo ciezko.
          > Byc moze kiedys gdy ona staie sie zupełnie obojętna mi osoba wtedy
          koleżeństwo-
          > przyjaźń sa możliwe...byc moze

          Alex,nic nie jest proste.
          Niemożliwe jest wykreślenie byłej żony z pamięci,ale pozostanie w przyjażni też
          jest trudne.Cieżko z meza/żony stać sie tylko /a może aż / przyjacielem.
          Przecież nie rozstajemy sie z błahych powodów.
          Ja Tobię życzę byś najpierw pogodzil się z tym co się stało.
          Odpocznij,daj sobie czas.
          Życie przynosi niespodzianki.
          Pozdrawiam
    • 56.anna Re: to juz dziś......mój rozwód:( 29.04.07, 21:49
      ja mam wejsc na sale sadowa 11 czerca , tez sobie tego nie wyobrazam,to moj maz
      chce rozwodu bo po 30 latach dobrego malzenstwa uznal ,ze dla niego tak bedzie
      lepiej,Zostawil mnie 4 miesiace temu z niepelnosprawnym niepelnoletnim
      adoptowanym dzieckiem.Zupelnie nie wiem jak to oswoic jak zmierzyc sie z
      problemem, ja nadal bardzo go kocham.Jutro ide do psychologa moze mi pomoze to
      zrozumiec i wskaze jak dalej zyc .Nie moge sie pogodzic z tym ze moje zycie
      rozpadlo sie na milion kawalkow,
      • maza15 Re: anno 29.04.07, 21:57
        rozumiem jak musi być Ci ciężko.
        Dasz radę,bo musisz,nie masz innego wyjścia.
        Czas Ci pomoże.
        Pisz na forum.
        Pozdrawiam serdecznie,trzymaj się.
      • maslo-09 Re: to juz dziś......mój rozwód:( 30.04.07, 18:03
        Bardzo współczuję. MNie zostawił po 21 latach, bez powodu. Chce sobie dac
        jeszcze jedną szansę w życi, nie darowałby sobie tego. Bylo to wsierpnu, do
        dzisiaj boli. Wyprowdziłam sie daleko, zmienilam pracę. Cierpię bardzo. Nie
        wiem jak przeżyję rozwód. Ja byłam z nim do ońca życia, teraz brakujemi tlenu.
        Trudne. Pozdrawiam. Pisz dalej.
        • alexdelpierrro a może.... 30.04.07, 19:17
          A może t faktycznie jest tak jak powiedział mi pierwszy psycholog....PAni
          psycholog.....byłem u niej na samym poczatku gdy zona powiedziała KONIEC

          Opowiedziałem jej wszystko najbardziej obiektywnie, produkowałem sie prawie
          godzine czasu....potem Ona powiedział mi coś o czym teraz sobie przypomniałem...
          Cytuję: prosze pana z tego co pan opowiada wina lezy zdecydowanie po obu
          stronach, pan zaniedbał zone a ona pana oszukiwała nie mówiąc prawdy.
          Z tego co pan mówi był pan XX facetem w zyciu tej pani.
          Faktycznie powody które ta pani podała jako przyczyne swego odkochania sa
          conajmniej dziwne.
          Byc moze jest tak ze faktycznie poznała kolejna osobe stad pod byle jakim
          pretekstem chce sie z panem rozstac, a byc moze i chyba najpewniej jest tak iz
          ta pani nalezy do grupy osób które nie wiedza do końca czego oczekuja od partnera...
          Słuchałem dalej a ona mówiła....

          Jest pan dla zony kolejnym mężczyzna w jej zyciu, póki co pobił pan wszelkie
          rekordy jesli chodzi o długosc zwiazku z ta pania....zwykle rzucała facetów po 3
          miesiącach z panem jest juz 4 lata....
          Powiedziała ze nie wie co siedzi w sercu mojej zony ale najprawdopodobniej z
          tego juz nic nie bedzie.
          Przyczyna jest prosta, są osoby które poprostu nie potrafią kochac, jest
          zauroczenie jednak ono mija jednym razem szybciej innym pozniej.
          Pan sie znudził, czegokolwiek by pan nie zrobił na zapewne nie zmieniałby juz
          zdania, ten typ tak ma.
          Niebawem pozna kolejnego faceta którego rozkocha w sobie i którego
          najprawdopodobniej za jakiś czas znowu porzuci bo cos....

          Moze i faktycznie trafiłem na taki egzemplarz,w myslach idealizuje ją, moze
          faktycznie nie ma sensu sie dalej szarpac, tracic zdrowia a zaczac zyc...

          • brzoza75 Re: a może.... 30.04.07, 19:32
            a wiesz mnie przekonales do swojej walki, nie powinienes sie tak szybko
            poddawac,nawet po rozwodzie, malo to znamy historii kiedy ludzie sie schodza?

            > A może t faktycznie jest tak jak powiedział mi pierwszy psycholog....PAni
            > psycholog.....byłem u niej na samym poczatku gdy zona powiedziała KONIEC
            >
            • alexdelpierrro Re: a może.... 01.05.07, 01:27
              brzoza75 napisała:

              > a wiesz mnie przekonales do swojej walki, nie powinienes sie tak szybko
              > poddawac,nawet po rozwodzie, malo to znamy historii kiedy ludzie sie schodza?
              >
              > > A może t faktycznie jest tak jak powiedział mi pierwszy psycholog....PAni
              > > psycholog.....byłem u niej na samym poczatku gdy zona powiedziała KONIEC


              dziękuję Ci bardzo brzozo75smile

              wiesz....ja gdzieś głęboko w serduchu wierze ze moze nam sie udac, przypominam
              sobie jak jeszcze niedawno tak ślicznie sie do mnie smiała....

              Moze byc tak jak pisze wiekszosc na forum...stało sie i koniec, trzeba pogodzic
              sie z przegrana i juz...

              Ale ja czuje ze to jeszcze nie koniec, ze powinienem walczyc, ze mam obowiazek
              walczyc.

              Oczywiscie jest to walka w cudzysłowiu, wiele zrobic nie moge ale sprawic by
              znów poczuła to coś....wydaje mi sie wykonalne

              Wiem ze ludzie sie schodzą, dlatego choc moze wydac sie to smieszne modle sie o
              to codziennie, o jedna szanse, wiem ze to moze stac sie dopiero za jakis czas,
              ale pewnie bede czekał...
          • maza15 Re: a może.... 30.04.07, 19:44
            Alex,no skąd ta pani psycholog mogła wiedzieć o rekordach Twojej żony?
            Jedynie to co sam jej powiedziałeś.
            Więc czy jej wnioski i rady były słuszne i obiektywne?
            Bo rozumiem,że z żoną pani psycholog nie rozmawiala.
            • alexdelpierrro Re: a może.... 01.05.07, 01:35
              maza15 napisała:

              > Alex,no skąd ta pani psycholog mogła wiedzieć o rekordach Twojej żony?
              > Jedynie to co sam jej powiedziałeś.
              > Więc czy jej wnioski i rady były słuszne i obiektywne?
              > Bo rozumiem,że z żoną pani psycholog nie rozmawiala.

              maza15 pisalem juz o tym...

              sąludzie ktorzy zakocują sie kilka razy w roku i tyle samo odkochują, są faceci
              któzy nie szanuja kobiet ale sa tez tacy którzy nosili by je na rękach.

              Pani psycholog to ja powiedziałem ze zona miała xx facetów i w tylko jednym
              przypadku to ona była rzucona....a tak zawsze to ona rzucała bo jak mi mówiła
              faceci szybko ejj sie nudzili....

              zastanawiałem sie czy to nie ma wpływu na jej decyzje, psycholog jedynie
              stwierdzila ze moze miec, ze dla niej rzucenie kolejnego xx faceta to juz jest
              rutyna, ze zawsze sa pwody by kogos zostawic, a to nie do końca tak tym
              bardziej w małzeństwie.

              Zawsze uwazałem i uwazam ze ludzie powinni sie pobierac z miłosci, tylko wtedy
              gdy sa pewnie na 100% ze osoba za którą wychodza odpowiada im na 100%.

              Ja pytałem swoja zone a ona pytala mnie.....bylismy przekoanani w 100% ze
              bedziemy ze soba az do smierci, bardz sie kochalismy.

              Po 2 latach małżeństwa moja zona "ni z gruszki ni z pietruszki" rzuca mi tekst
              ze od roku jej uczucia wygasły bo moje zycie to tylko praca i ona powaznie
              bierze mozliwosc rozwodu....

              to dla mnie był mega szok choc nie wierzyłem w to co móiw i myslałem ze moze ma
              zły dzien albo co innego....

              Jednak ona mówiła calkiem serio....

              juz nastepnego dnia poprosiła bym sie wyprowadził...

              to nie było do końca uczciwe postepowanie, byc moze poznała kolejnego faceta i
              nie ma sensu nic analizowac.

              pozdrawiam
          • maslo-09 Re: a może.... 30.04.07, 19:48
            Ja jestem też ofiarą bycia z czlowiekiem, który nie potrafił kochać. Pochodził
            z chłodnego emocjonalnie domu, gdzie nie szanowano kobiety. Teraz czekał, aż
            jego córka zakocha się. Wtedy jej powiedział, myślałem , ze nie będziesz
            potrafiła. Teraz jestem spokojny. Zatem pośredniowiem, że to był jego problem,
            a krzywda wyrządzona mi. I za co? Z to, że go ciągle ( wdaje mi się?)
            kocham.Podawał, a w zasadzie to nie podał, żadnego powodu rozstania. Różnica
            charakterów. Tak ? po 20 latach. Śmieszne. Rozumiem Ciebie, bo też kochałeś
            kogoś kto nie kochał Ciebie.
            • alexdelpierrro Re: a może.... 01.05.07, 01:39
              maslo-09 napisała:

              > Ja jestem też ofiarą bycia z czlowiekiem, który nie potrafił kochać.
              Pochodził
              > z chłodnego emocjonalnie domu, gdzie nie szanowano kobiety. Teraz czekał, aż
              > jego córka zakocha się. Wtedy jej powiedział, myślałem , ze nie będziesz
              > potrafiła. Teraz jestem spokojny. Zatem pośredniowiem, że to był jego
              problem,
              > a krzywda wyrządzona mi. I za co? Z to, że go ciągle ( wdaje mi się?)
              > kocham.Podawał, a w zasadzie to nie podał, żadnego powodu rozstania. Różnica
              > charakterów. Tak ? po 20 latach. Śmieszne. Rozumiem Ciebie, bo też kochałeś
              > kogoś kto nie kochał Ciebie.


              współczuje....

              mi jej najwiekszy przyjaciel który dowiedział sie co zrobiła powiedział zdanie
              które zapamietam do końca zycia: Alex ona nigdy nikogo nie kochała i nie
              pokocha, to wszystko, jej sie tylko wydaje ze potrafi kochac, szkoda mi Ciebie
              bo widziałem jak za nia szalejesz, miała wszystko co chciała jednak znudziłeś
              sie bo takim osobom kazdy po jakims czasie sie znudzi.
              Głowa do góry,a o niej zapomnij bo po takich ludziach nie warto cierpiec.


              Nie wierzylem ze mnie nie kochala...a moze jednak....
          • witekg80 Re: a może.... 30.04.07, 21:25
            Nie mogę się pogodzić z tym, że żona mnie już nie chce. Byłem z Nią przez 4
            lata. Rozstaliśmy się klika miesięcy temu. I tak boli. Znajomi pocieszają mnie,
            mówią że się ułoży, ale TO wcale nie pomaga. Mam z żoną 2,5 letnią córkę, która
            jest całym sensem mojego życia. Córka przebywa cały czas z Nią. Widzę ją tylko
            kiedy mam wolne, bo pracuję (żona nie).A żona mówi, że chce abym miał dobry
            kontakt z córką, bo jak była mała to ją ojciec zostawił i chce tego naszej
            córce zaoszczędzić. Twierdzi również że chce byśmy pozastali przyjaciółmi. To
            coś da? Może.
            Teraz po rozstaniu żona prawie codziennie się bawi na imprezach. Mówi że tylko
            ze "znajomymi". Tylko ciekawe, że cały czas przewija się ten sam facet w Jej
            opowiściach. Ja natomiast nie dam rady się bawić. Za bardzo boli. Za żoną nie
            widziałem świata, mogłem zrobić dla niej wszystko. A Ona powiedziała że jestem
            dla niej obojętny, to boli. Trzy dni po tym jak wyprowadziłem się z domu (miało
            być na trochę) powiedziała do mnie, że chce się umówić ze "znajomym". Facet ten
            próbował się z Nią umowić od dłuższego czasu, ale była ze mną i jakoś nieszło.
            Teraz po rozstaniu, była z nim już na kliku imprezach, to boli. A wciąż Ją
            kocham, czy to dziwne? Nie daje rady pogodzić się z tym iż tak mocno się
            kochaliśmy, jak uważałem, a teraz już nic nie ma między nami.
          • akacjax Re: a może.... 30.04.07, 22:06
            Dziwna ta psycholog. Głosi jak wieszczka.
            Bo widzisz alex-psycholodzy potrafią każde zachowanie oznakować, wycenić, wytłumaczyć. Tylko ich opinie nie znaczą-to jest złe, to dobre. Oni mówią dlaczego to jest taki, a tamto inne. I dobry psycholog zostawia miejsce na decyzję, nie ocenia.
            A Ty traktujesz ich jak najwyższe autorytety, a wiesz, ze jest takie zachowanie manipulacyjne-uleganie autorytetom-jestśmy skłonni zrobić najgłupszą rzecz o ile poleci nam to ktoś uznany za nas za autorytet.

            Co do Twojej odpowiedzi do mnie-pisze jak kobieta-bo nią jestem, do tego uważam, że mam niezłe doświadczenie życiowe, no i patrzę szerokosmile
            Nie myślę, ze szukasz winnych, raczej uważam, że zapętliłeś się między szuakniem szansy na naprawę a utratą tejże w momencie zgody na rozwód-bo żona nie chciała scen.

            Wg mnie jesteś trochę mniej odważny wobec żony niż wobec nas. Nie dziwiłoby mnie gdybyś okazał się nieśmiałą osobą.
            Do tego w ciągu ostatniego roku znacznie poprawiła się Twoja samoocena, Twoje poczucie osobistej mocy. A rozwód dotyczy życia sprzed tego czasu.
            Opinie osób z otoczenia są zawsze mniej wiarygodne-bo mikt nie jest ani Tobą, ani Twoją żoną.
            Liczysz się tylko Ty i Twoja ex. A właściwie ona już mniej-bo ona w Twoją stronę nie czyni działań.

            p.s.
            napisałeś:
            Przeciez do cholery my sie kochalismy, szalelismy za soba

            To Ty tak to widzisz/widziałeś-nie pisz w liczbie mnogiej. Byc może ona tak tego nie czuła- żałowała, ze wcześniej Ci szczerze tego nie powiedziała-tylko oszukiwała.

            Co chcę Ci powiedzieć-zrobisz, co zechesz, jak zechcesz. Ja tylko pokazuję swoje odczucia na to, co piszesz, pokazuję inny punkt widzenia. Bo nic nie jest takie proste jak by się wydawało.
            • alexdelpierrro Re: a może.... 01.05.07, 11:43
              akacjax napisała:

              > Dziwna ta psycholog. Głosi jak wieszczka.
              > Bo widzisz alex-psycholodzy potrafią każde zachowanie oznakować, wycenić,
              wytłu
              > maczyć. Tylko ich opinie nie znaczą-to jest złe, to dobre. Oni mówią dlaczego
              t
              > o jest taki, a tamto inne. I dobry psycholog zostawia miejsce na decyzję, nie
              o
              > cenia.
              > A Ty traktujesz ich jak najwyższe autorytety, a wiesz, ze jest takie
              zachowanie
              > manipulacyjne-uleganie autorytetom-jestśmy skłonni zrobić najgłupszą rzecz o
              i
              > le poleci nam to ktoś uznany za nas za autorytet.
              >
              > Co do Twojej odpowiedzi do mnie-pisze jak kobieta-bo nią jestem, do tego
              uważam
              > , że mam niezłe doświadczenie życiowe, no i patrzę szerokosmile
              > Nie myślę, ze szukasz winnych, raczej uważam, że zapętliłeś się między
              szuaknie
              > m szansy na naprawę a utratą tejże w momencie zgody na rozwód-bo żona nie
              chcia
              > ła scen.
              >
              > Wg mnie jesteś trochę mniej odważny wobec żony niż wobec nas. Nie dziwiłoby
              mn
              > ie gdybyś okazał się nieśmiałą osobą.
              > Do tego w ciągu ostatniego roku znacznie poprawiła się Twoja samoocena, Twoje
              p
              > oczucie osobistej mocy. A rozwód dotyczy życia sprzed tego czasu.
              > Opinie osób z otoczenia są zawsze mniej wiarygodne-bo mikt nie jest ani Tobą,
              a
              > ni Twoją żoną.
              > Liczysz się tylko Ty i Twoja ex. A właściwie ona już mniej-bo ona w Twoją
              stron
              > ę nie czyni działań.
              >
              > p.s.
              > napisałeś:
              > Przeciez do cholery my sie kochalismy, szalelismy za soba
              >
              > To Ty tak to widzisz/widziałeś-nie pisz w liczbie mnogiej. Byc może ona tak
              teg
              > o nie czuła- żałowała, ze wcześniej Ci szczerze tego nie powiedziała-tylko
              oszu
              > kiwała.
              >
              > Co chcę Ci powiedzieć-zrobisz, co zechesz, jak zechcesz. Ja tylko pokazuję
              swoj
              > e odczucia na to, co piszesz, pokazuję inny punkt widzenia. Bo nic nie jest
              tak
              > ie proste jak by się wydawało.


              Cześć,

              pokolei....

              tak masz racje jestem osobą nieśmiałą

              nie traktuje slów nikogo za wyrocznie

              nie bede zastanawiał sie czy ona mnie kochała czy nie, mówiła ze kocha, przed
              Bogiem przysięgała wiec przyjmuje za pewnik ze kochała

              akacjax.....napisze jedno choc byc moze ocenicie to za głupie:

              jestem przekonany na 99,9% ze gdybym chciał, zdobył bym ją drugi raz, czy chcę?

              coraz czesciej mysle ze nie, osoba którą kochałem strasznie mnie zawiodła,
              zraniła mnie i przez rok zafundowała naprawde spore stresy.

              Cokolwiek napiszecie ja juz wiem ze zycie to niestety głupia gra, pomału
              poznaje zasady tej gry i w tej chwili wiem ze miałbym realne szanse by wróciła.

              Dlaczego ludzi sie schodzą? mysleliscie o tym? ja czytałem....schodza sie bo
              jedno z nich zna zasady tej głupawej gry, wie co zrobic by sprawic aby druga
              osoba znów sie zainteresowała, potem dochodza rózne uczynki i znów pojawia sie
              miłość.

              To wszystko bardzo proste a chyba niepotrzebnie ludzie tak to
              wszystko "wykręcaja"

              pozdrawiam
              • akacjax Re: a może.... 01.05.07, 17:12
                Na razie na przestrzeni kilku dni dyskusji widzę, że zmienił się stopień Twojej pewności tego, czy walczysz dalej.
                Ja to rozumiem-zapał nasz zmienia się, bo zależy on od motywacji. A czasem popełniamy błędy na poziomie oceny możliwości.

                napisałeś:
                jestem przekonany na 99,9% ze gdybym chciał, zdobył bym ją drugi raz, czy chcę?

                coraz czesciej mysle ze nie, osoba którą kochałem strasznie mnie zawiodła,
                zraniła mnie i przez rok zafundowała naprawde spore stresy.

                Ciekawe, czy gdybyś jej wybaczył-w pełnym procesie-szczegóły ze swoim psycho omów, czy Twoj postawa byłaby inna. Czy wtedy byłbys barzdiej pewny-czy chcesz-czy nie chcesz.

                Co do walki-to ja sobie myślę tak:
                Chyba już pisałam, że są nacje, które absolutnie dziwią się nam, ze cos tak ważnego jak rodzina, małżeństwo opieramy na czymś tak kruchym jak miłość.
                Może to jest dla Ciebie droga-tym razem oprzeć swoje starania na innych podstawach, nie na miłości.
                Myślę, że mozna dać sobie szanse na próbę-tylko trzeba przyjąć założenia: ile maksymalnie ma to trwać-by nie przegapić czegoś innego, może równie ważnego i czy jest się gotowym na porażkę.
                Wybór należy do Ciebie.

                A czy życie jest grą?
                Takie jest jakie jest, można zwać grą...ale tu może być wygrana obu graczy, w normalnych grach zazwyczaj ktoś przegrywa.
        • 56.anna Re: to juz dziś......mój rozwód:( 03.05.07, 11:00
          tez nie moge wyobrazic sobie rozprawy.nie chce rozwodu .ale jak mowi moj maz
          nie mam wyjscia, cierpie bardzo bo ja nadal go kocham, namawialam na
          terapie ,prosilam,mowilam jak bardzo cierpie ja i dziecko - to nic nie daje.
          Jest mu tez ciezko ,ale taka decyzje podjal i jej sie trzyma.kilka lat temu
          otarl sie o smierc i to od tej pory zmienil sposob patrzenia na zycie.Nie moge
          sie z tym pogodzic ,nie ma go 4 miesiace,najgorsze 4 miesiace w moim
          zyciu.Nigdy nie bede w stanie byc mu przyjacielem jak mi proponuje,gdzie sa
          takie emocje nie moze byc mowy o przyjazni,swiat mi sie zawalil,
          • akacjax Re: to juz dziś......mój rozwód:( 03.05.07, 15:06
            Zawsze jest wyjście-powtórzyć to, co piszesz na sprawie.
            Rozwodu mozna nie dostać. Tylko trzeba się pogodzić z faktem, że ktoś nas nie chce. Na to jeszcze nie wymyślno niczego.

            Czas leczy, jednak trzeba zacząć od akceptacji nowej sytuacji-jej brak jest podłożem dla wielu chorób.
            • alexdelpierrro Re: to juz dziś......mój rozwód:( 04.05.07, 02:04
              ,,Tylko trzeba się pogodzić z faktem, że ktoś nas nie chce..."

              smutne i niestety prawdziwe.
              • alexdelpierrro tęsknię.... 06.05.07, 23:42
                Cześć,

                napisze krótko...

                robię wiele rzeczy które jak ktos z Was napisał sprawiają że nie myślę o swojej
                żonie...

                Są jednak takie chwile kiedy na chwile mam przerwę od zajęć i wtedy....wracają
                natychmiast wspomienia, człowiek łapie takiego doła ze poezja.

                Wiem że wysmieje mnie Marek, że jestem mięczak...ze trzeba byc twardym...
                Trudno, niech się śmieją, strasznie tęknię za swoją żoną, za jej usmiechem, za
                tymi wszystkimi dniami kiedy bylismy razem.

                Zawsze byłem twardym, uśmiechniętym chłopakiem, niestety stalem sie kłębkiem
                nerwów,leszczykiem, wyzywam sie na postronnych osobach kompletnie bezsensu,
                nigdy nie sądzilem ze tak bardzo moze mi brakowac drugiej osoby, niestety...

                W czwartek ide do psychoterapeuty, zadac jedno jedyne pytanie, co robic dalej,
                łudzic sie czy jednak pogodzic sie z faktem i zyc dalej.

                Wiem, napiszecie ze trzeba zyc dalej, ze takie zycie, pewnie macie racje, ale
                niestety w moim durnym mózgu nadal siedza wspomnienia...ze ślubu...z
                wesela....z tych wszstkich dni razem....takim ponoc byłem cudownym
                mezem....wszystko sie skończyło i bardzo trudno sie pozbierac.

                pozdrawiam i dziękuje za wszystkie privy.
                • julka1800 Re: tęsknię.... 06.05.07, 23:51
                  Alex, skad Ty sie urwales czlowieku, z Ksiezyca?

                  Psycholog powie Ci to co sam napisales, ale idz, to pomaga, znaczy sie
                  wygadanie sie ...
                  • alexdelpierrro Re: tęsknię.... 07.05.07, 12:35
                    julka1800 napisała:

                    > Alex, skad Ty sie urwales czlowieku, z Ksiezyca?


                    nie julko1800 jestem z planety Melmaksmile

                    miłego dzionka wredotosmile
                    • julka1800 Re: tęsknię.... 07.05.07, 16:28
                      no Alex..., brawosmile znaczy sie nie jestes zupelnie stracony, skoro prawidlowo
                      odczytujesz posty z przymruzeniem oka, i wysylasz "usmieszki"... znaczy sie
                      bedziesz zyl

                      Hip hip!

                      smile))
                      • alexdelpierrro a znacie to? 08.05.07, 00:09
                        stoją dwie krowy w rzeźni i jedna do drugiej: pierwszy raz?

                        nie k...a drugismile)))))))))))))



                        wiem wiem z brodą ale mnie poraz kolejny jak usłyszalem rozśmieszyłosmile


                        julka1800 napisała:

                        > no Alex..., brawosmile znaczy sie nie jestes zupelnie stracony, skoro prawidlowo
                        > odczytujesz posty z przymruzeniem oka, i wysylasz "usmieszki"... znaczy sie
                        > bedziesz zyl
                        >
                        > Hip hip!
                        >
                        > smile))
                • panda_zielona Re: tęsknię.... 07.05.07, 15:24
                  W czwartek ide do psychoterapeuty, zadac jedno jedyne pytanie, co robic dalej,
                  > łudzic sie czy jednak pogodzic sie z faktem i zyc dalej.

                  Alex,daj mi tę kasę,co masz wydać na psychoterapeutę wink a ja Ci powiem co
                  trzeba zrobić

                  Wiem, napiszecie ze trzeba zyc dalej, ze takie zycie, pewnie macie racje, ale
                  > niestety w moim durnym mózgu nadal siedza wspomnienia...ze ślubu...z
                  > wesela....z tych wszstkich dni razem....takim ponoc byłem cudownym
                  > mezem....wszystko sie skończyło i bardzo trudno sie pozbierac.

                  Powiedz sobie i uświadom,że nie warta była Twojej miłości i czkawką jej się
                  odbije.Powodzenia

                  • alexdelpierrro kobiety sa cudowne:) 08.05.07, 00:07
                    panda_zielona napisała:

                    > W czwartek ide do psychoterapeuty, zadac jedno jedyne pytanie, co robic
                    dalej,
                    > > łudzic sie czy jednak pogodzic sie z faktem i zyc dalej.
                    >
                    > Alex,daj mi tę kasę,co masz wydać na psychoterapeutę wink a ja Ci powiem co
                    > trzeba zrobić
                    >
                    > Wiem, napiszecie ze trzeba zyc dalej, ze takie zycie, pewnie macie racje,
                    ale
                    > > niestety w moim durnym mózgu nadal siedza wspomnienia...ze ślubu...z
                    > > wesela....z tych wszstkich dni razem....takim ponoc byłem cudownym
                    > > mezem....wszystko sie skończyło i bardzo trudno sie pozbierac.
                    >
                    > Powiedz sobie i uświadom,że nie warta była Twojej miłości i czkawką jej się
                    > odbije.Powodzenia
                    >

                    pando......smile))))))

                    wydałem juz wystarczająco dużo forsy na psycholi, tym razem ide do bezpłatnego,
                    tam byłem pierwszy raz i tam uwazam otrzymałem najlepsza pomoc.

                    Na szczęście mam kumpla który kiedys bawił sie w psychoterapeutyke, nastawił
                    sobie mój numer telefonu jako darmowy i przegadalismy o moim zwiazku wiele
                    wiele wiele godzin.

                    To gośc który jest od 16 lat szczęśliwym mężem,ojcem... ma dwójke dzieci.
                    To głównie dzięki niemu i dzięki temu forum przez ten rok zrozumiałem i
                    poznalem w jakims stopniu psychike kobiet.

                    Kobiety sa cudowne, jednak sa takie egzemplarze które nie potrafia zrozumiec ze
                    faceci myslą zupełnie inaczej.

                    Zawodzi komunikacja i sa własnie takie kwiatki jak u mniesmile

                    Wiem ze na 99,999% pozostanie mi jedynie pogodzic sie z zaistnialą sytuacja i
                    zyc dalej, zaczac wszystko od nowa, byc moze trafię kiedys na tą wlasciwą
                    kobiete przy której komunikacja bedzie smigała ze az miłosmile

                    pozdrawiam
                    • em120777 Re: kobiety sa cudowne:) 08.05.07, 00:19
                      smile Oj chciałabym z takim optymizmem patrzeć w przyszłosc - ale moze potrzebuje
                      tego roku o ktorym mówisz......
                      Ja na szczeście nie mam zlego zdania o facetach - tylko mam jeden problem, no
                      moze dwa - mój mąż twierdzi że umiał sie dogadac ze wszytskimi tylko nie ze
                      mną ......... - a ja poza nim świata nie widziałam, wiec nie wiem czy istnijea
                      wogóle jacyś wolni fajni faceci wokól mnie, którymi mogłabym te komunikację
                      poćwiczyć.
                      wink Niektórzy mówią,że wystarczy się rozejrzeć .....
                    • crazyrabbit Re: kobiety sa cudowne:) 08.05.07, 00:43
                      Boszzzz..... Alex ja Cię proszę pisz tak dalej...
                      Mam nadzieję , że tak Ci już zostanie smile)

                      P.S. Dasz mi adres swojego dilera? Ja też tak chcę!
                    • panda_zielona Re: kobiety sa cudowne:) 08.05.07, 21:28
                      jakże miło to słyszeć,tylko dlaczego nikt mnie nie chce na dłużej buuuuuu.Wiem
                      jestem za biedna,mam tylko malutki domek,malutki samochód i malutkiego
                      psa.smile))))))
    • jacekplacek66 alex..... 08.05.07, 01:49
      przeczytałem wszystko.... zajęło mi to trochę czasu... i....... przepraszam, że
      to powiem....... ale ty człowieku pier.......lisz. Ze skrajności w skrajność raz
      walczysz raz masz ją w d.. Jedyny wniosek jaki się nasuwa to to , że masz duży
      problem z sobą i chyba się nie dziwię twojej ex. Idz do zakonu... odpoczniesz,
      przemyślisz, pomodlisz się a jak nic to nie da to jeszcze można byłą z
      hipnotyzerem umówić. bez sensu to wszystko. jedyne z czym można się częsciowo
      zgodzić to że kobiety nie zawsze wiedzą czego chcą... Pozdrawiam i nie gniewaj się.
      • brzoza75 alex.....i jacek 08.05.07, 17:56
        aż miło poczytać jak sie dobrze skomunikowaliście wink
      • alexdelpierrro Re: alex..... 09.05.07, 20:43
        jacekplacek66 napisał:

        > przeczytałem wszystko.... zajęło mi to trochę czasu... i....... przepraszam,
        że
        > to powiem....... ale ty człowieku pier.......lisz. Ze skrajności w skrajność
        ra
        > z
        > walczysz raz masz ją w d.. Jedyny wniosek jaki się nasuwa to to , że masz duży
        > problem z sobą i chyba się nie dziwię twojej ex. Idz do zakonu... odpoczniesz,
        > przemyślisz, pomodlisz się a jak nic to nie da to jeszcze można byłą z
        > hipnotyzerem umówić. bez sensu to wszystko. jedyne z czym można się częsciowo
        > zgodzić to że kobiety nie zawsze wiedzą czego chcą... Pozdrawiam i nie
        gniewaj
        > się.


        hahahahahhahahahahahahahahahahahahah

        umarlem ze śmiechu jak przeczytałem Twojego posta- REWELKAsmile

        dzękuję i prosze o wiecej jackuplackusmile
        • nangaparbat3 Re: alex..... 09.05.07, 20:51
          Żadna rewelka. Z ust mi to wyjął, no może wyjawszy klasztor. Ja to w ogole Cię
          posądzam o trollizm. Naprawdę. (w sprawie trolli nie jestem maksymalistka
          moralną smile
          • panda_zielona Re: alex..... 09.05.07, 21:38
            Moze i trollizm smile),ale wątek rozbujał i emocje różne wyzwolił.I tym sposobem
            coraz blizej do 100.000
            • alexdelpierrro Re: alex..... 10.05.07, 10:08
              panda_zielona napisała:

              > Moze i trollizm smile),ale wątek rozbujał i emocje różne wyzwolił.I tym sposobem
              > coraz blizej do 100.000


              Pando.....


              ja juz wielokrotnie pisalem że ludzie sa rózni, jednego zostawia żona, góra za
              2 tygodnie ma juz nastepna kobiete, ja nie naleze do tej grupy.

              Szanuję kobiety i nie traktuje ich przedmiotowo, nie wychodzę z założenia
              że ,,tego kwiatu jest pół światu..."

              Bardzo kochałem swoją zone i poprostu to co sie stało dla mnie jest koszmarem
              którego do tej pory nie potrafie do końca zrozumieć.

              Jeśli mam to oceniac na chlodno tak jak niektórzy pisza ze to samo zycie to
              oczywiscie to zycie, miałem zone, odkochała sie i juz jej nie mam NORMALKA dla
              niektórych, ale zrozumcie mnie choc troche ze to z Nią mialem sie zestarzeć, to
              z Nia mielismy miec dzieciaczki, nawet imiona mielismy wybrane.

              Wiem durne jest to co pisze bo zycie to gra i ona gra juz z kims innym a ja
              głąb dalej ją wspominam.
          • alexdelpierrro Re: alex..... 10.05.07, 10:02
            nangaparbat3 napisała:

            > Żadna rewelka. Z ust mi to wyjął, no może wyjawszy klasztor. Ja to w ogole
            Cię
            > posądzam o trollizm. Naprawdę. (w sprawie trolli nie jestem maksymalistka
            > moralną smile

            Hej,

            Ty mnie posądzasz o trollizm?smile)))))))))))))

            prosze o sprecyzowanie słowa TROLLIZMsmile

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka