bkasik 26.04.08, 01:50 Nie chcę rozwodu tylko uratować małżeństwo. Znacie mądrego, sprawdzonego terapeutę ze śląska? Ktoś kto zna się na terapii małżeńskiej i nie będzie w pierwszych słowach sugerował rozstania. Chcę zawalczyć! Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kasper254 Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 26.04.08, 09:06 Jasne, że tak. To nawet twój obowiązek, a nie tylko powinność - zawalczyć. Sprawę stawiasz jasno - nie interesuje cię taki terapeuta, który/a będzie "w pierwszych słowach sugerował rozstanie". Bo oni często to robią, najczęściej "w imię szczęścia", "dobra" itd. Problem tylko w tym, co to za szczęście, co to za dobro i kogo: męża, żony, dzieci, a może wnuków... Definicji sto. Jeśli mógłbym radzić, idż do sekretariatu Sądu Okręgowego, w którego okręgu mieszkasz, i popytaj o dobrego, skutecznego, mądrego (nie musi być oczytany i nie musi mieć wysokich tytułów naukowych) terapeutę. Spytaj o to, jak sobie radził w różnych sprawach. Twoim rozmówcą może też być znajomy sędzia. Oni pracę terapeutów znają od podszewki. Tak, jak pielęgniarki wiedzą najlepiej, który jest dobrym lekarzem, tak urzędniczki sądu znają pracę psychologów. I walcz. Mnie się nie udało, ale ty masz jeszcze szansę. Powiedziałbym - dużą, gdyż małżeństwa po ogromnym wstrząsie (np. zdrada i inne patologie)potrafią być lepszymi niż były do tej pory. Odpowiedz Link
ewelka01 Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 26.04.08, 11:08 Kasper, piszesz ze malzenstwo, po wstrzasie potrafi byc lepsze, ja nie wyobrazam sobie, np malzenstwa po zdradzie,czy mozna tej osobie zdradzajacej zaufac i tym samym lepiej zyc??? Odpowiedz Link
z_mazur Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 26.04.08, 12:24 Kasper napisał, że może, a nie że musi. Gdyby w wyniku zdrady zawsze poprawiały się relacje pomiędzy małżonkami o byłby bardzo prosty sposób na naprawianie małżeństwa. Niektórzy są w stanie wybaczyć i dzięki pracy nad związkiem zaufać ponownie, inni nie. Człowiek po doświadczeniu zdrady staje się ogólnie mniej ufny, nie tylko wobec osoby przez którą został zdradzony, ale też wobec innych osób. Odbudowanie zaufania niezależnie czy do tej konkretnej osoby, czy ogólnie do ludzi musi potrwać. Odpowiedz Link
kasper254 Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 26.04.08, 22:37 Rozumiem, że sobie nie wyobrażasz, ale to nie tylko moja ocena. Tak wynika z badań socjologicznych. W psychologii mówi się o tzw. "nędzy egzystencjalnej", która wyciska ogromne piętno na zachowaniach przed- rozwodowych. Ona wiąże się z określonymi patologiami w małżeństwie, np. zdrada, przemoc itd. I jest katalizatorem decyzji o rozwodzie. Słusznie phokara napisała, że kobiety są bardziej zdecydowane w tego typu działaniach, ale nie dodała, że chodzi o specyficzny typ kobiet; tych, które nie kochają lub po prostu nie kochały partnera. Miłość to przede wszystkim wybaczanie. Mogą być wszelkie inne rzeczy, wszelkie inne zachowania, atrybuty, przstrzegane normy i zasady, ale bez choćby potencjalnej czy/lub/i realnej możliwości wybaczania małżeństwo jest bełkotem dla jednej i (wobec drugiej)ze stron. Słusznie podkreślał to kiedyś Chrystus (dla mnie wyjątkowy, wyprzedzający swoja epokę człowiek, ale nie Bóg czy prorok), wskazując na aspekt miłosierdzia (podobnie Budda). Gdy prowadzą kobietę, którą chcą ukamieniować, pisze winy tych, którzy mienią się niewinnymi. Odchodzą zawstydzeni. Biorąc pod uwagę jedną zasadę, nie eiminujemy innej: w imię określonego dobra(wartości) wybieramy takie zachowanie, które ma najlepsze uzasadnienie aksjologiczne. Co to znaczy? Tylko tyle i aż tyle, że żyjemy bardziej dla czegoś czy kogoś, a nie tylko, czy przede wszystkim dla siebie. Nie ma kategorii szczęścia odartej z konkretnej rzeczywistości - z odniesienia do innych, np. głównie dzieci, ale nie tylko. Z tym wiąże się to, o czym słusznie, moim zdaniem pisze z_mazur, ale przecież to nie wyklucza tego, co ja napisałem i co obrazują badania. Reasumując, małżeństwo po wstrząsie czyni to małżeństweo lepszym pod warunkiem jednak, że ci ludzie się naprawdę kochają. Żeby to widzieć, cenić, szanować, przetrwać, muszą być dojrzałymi ludżmi, a nie gówniarzami, którzy wiecznie ganiają za mirażem "szczęścia" i dyszą żądzą odwetu. Gdyby takimi się okazali to, moim skromnym zdaniem, będą lepiej żyć. Odpowiedz Link
maza15 Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 26.04.08, 22:48 wybaczenie,to jedno a ratowanie bez chęci partnera nic nie da Te,które podejmują decyzję o odejściu po zdradzie,to "specyficzne kobiety"??? Odpowiedz Link
sylwiamich Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 07:56 Wszystkie badanie socjologiczne, psychgologiczne zakotwiczone są w pewnej rzeczywistośći społecznej, w pewnym zespole zasad moralnych, przyzwyczajeń, stereotypów, zachamowań.I w tej rzeczywistości, z jej ograniczeniami istnieją.Bezmyślne branie do siebie takich badań utrwala istniejący porządek.Czy według Ciebie Kasprze ten świat jest cudowny? Teraz o Jezusie. Głosił miłość i wybaczenie.Wybaczyć to nie znaczy zostać.Nie wybaczyć to nie znaczy nie kochać.To chyba jasne? W przysiędze małżeńskiej są słowa: jesteśmy ze soba na dobre i na złe.Co to znaczy? Dla niektórych znaczy to: nawet gdy zniszczysz naszą rodzinę, nawet gdy zabijesz niewinność naszych dzieci, nawet gdy odbierzesz mi kobiecość, godność i honor, nawet gdy zbrukasz naszą sypialnię.Dla innych: gdy to co na zewnątrz w nas uderzy.Wtedy My będziemy razem wbrew temu.I każdy zdaje sobie sprawę że ludzie nie są idealni, że popełniają błędy.I Ty Kasprze mówisz o braku miłość tych, którzy juz nie chcą.Znasz każdą historię z osobna? Czy wiesz o latach walki o to wszystko co nam się wydawało? Czy wiesz o przełkanych nocach tych które odeszły? Bo ratowały dzieci? A kochały? Kilka dni temu pewien chłopiec rzucił zapaloną torebką w twarz innemu dziecku. Dla swojego brata jest taki opiekuńczy.Ojciec latami znęcał się nad rodziną.Matka kochała.Diabła chyba. Wybacznie to nie zostanie za wszelką cenę. A jesli chodzi o socjologię: Podpieranie się w rozmowie autorytetami(badania,autorytety moralne) to zwykłe nadawania wyższej rangi swoim wypowiedziom.Badania wskazują że mam rację.Myślę podobnie jak Jezus. Może i podobnie...z tym że ja jego słowa rozumiem inaczej.Zupełnie inaczej niż TY. > Reasumując, małżeństwo po wstrząsie czyni to małżeństweo lepszym > pod warunkiem jednak, że ci ludzie się naprawdę kochają. Żeby to > widzieć, cenić, szanować, przetrwać, muszą być dojrzałymi ludżmi, a > nie gówniarzami, którzy wiecznie ganiają za mirażem "szczęścia" i > dyszą żądzą odwetu. Gdyby takimi się okazali to, moim skromnym > zdaniem, będą lepiej żyć. Reasumując..dojrzali ludzie nie krzywdzą innych.A to co piszesz to przyklepywanie takim patologiom jak zdrada.A lepiej się będzie żyło zdradzaczom.PO którejś tam zawiedzionej nadziei że mój były mąż zacznie być dojrzałym człowiekiem i przestanie kłamać na potegę usłyszałam : Bo Ty nie jesteś katoliczką i nie potrafisz wybaczać. Niew jestem katoliczką...dlatego inaczej rozumiem słowa Chrystusa.Rozumiem że mam nie nienawidzieć.Rozumiem że mam przebaczyć.Rozumiem że mam wolną wolę daną mi od Boga.Rozumiem że mam iść w strone światłości, nie ciemna. Odpowiedz Link
bozenadwa Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 10:17 witaj wniedzielny poranek.Pieknie to napisac .Myslalam cos podobnego,odpisac kacprowi,ktory ma wg mnie duzo racji,ale nie ze wszystkim sie z nim zgadzam .Dla mnie Chrystus jest Bogiem,ibardzo chcialabym isc jego droga,Niestety jako czlowiekowi,rzadko mi sie to udaje.Sylwia todobrze ,ze Ty wczesniej zrozumialas,ze nawet jak kochasz i wybaczasz to nieznaczy,ze musisz tkwic w patologicznym zwiazku.Ja to dopiero zrozunialam teraz,do niedawna jeszcze bralam wine na siebie.Myslalam,ze zemna jest cos nie tak,ze nasza rodzina nie funkcjonuje. Odpowiedz Link
bozenadwa Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 10:31 Sylwia pisze w pokoju syna ,on ma jeszcze w gorszym stanie klawiature niz ja .Mialo byc ,ze pieknie to napisalas . Odpowiedz Link
phokara Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 08:19 > Słusznie phokara napisała, że kobiety są bardziej zdecydowane w >tego typu działaniach, ale nie dodała, że chodzi o specyficzny typ > kobiet; tych, które nie kochają lub po prostu nie kochały >partnera. Nie mogłam tego dodać, bo myślę, że jest przede wszystkim odwrotnie. Kobietom, które nie kochają prościej jest zostać z mężem zdradzającym, bo nie targają nimi tajfuny emocji. Wybierają wygodę i nie muszą się szarpać, bo po co? Rodzina trwa, słup stabilizacyjny w postaci małżonka jest, więc jest ok. Zdrady się nie wytrzymuje właśnie wtedy, gdy się kocha. Psychika trzaska. To znaczy czasami się wytrzymuje i pewnie nawet jest tak, jak piszesz - można z tego wyjść sensownie przy udziale dwóch świadomych, zaangazowanych i kochających stron. Ale to są niestety wyjątki. > Miłość to przede wszystkim wybaczanie. 'Przede wszystkim' to z pewnością nie. Przegięcie w stopniowaniu. Z całą końcówką się w pełni zgadzam, choć wiem, że to, co się jawi tak pięknie i szlachetnie w słowie pisanym jest trudne do wcielenia w życie. Odpowiedz Link
kasper254 Sylwi, pho 28.04.08, 21:33 Świat jest naprawdę cudowny, Sylwi i to niezależnie od różnego typu badań, chociaż one umożliwiaja porządkowanie i wydobycie całej stachurowskiej jaskrawości. Popatrzcie na to, co pisze Scri, a pho powtarza. Ależ człowiek jest najsilniejszy właśnie po raku, po amputacji np. nóg i gdy dopada go inna choroba. Wtedy widzi, co miał i co traci, pytając: czy to już? Rozpływając się w konsumpcjoniżmie, wegetując - człowiek umiera. Umierając naprawdę, gdy jego siły gasi choroba - chce walczyć, chce żyć, pragnie każdego dnia dłużej. Czyż to nie paradoks? Podobnie z wstrząsem okołorozwodowym, ale tylko dla tych, którzy chcą utrzymać małżeństwo i rodzinę. Jest ich wielu. Rozwód po śmierci bliskiego jest najwyżsej usytuowanym zdarzeniem stresogennym. Czyż to przypadek? Więc jeśli tak, dlaczego, pho, mówisz, że "jest odwrotnie"? Widziałaś kogoś, kto za zasłoną niewiedzy podejmowałbym ostateczne decyzje, pozwoliłby sobie na "trzaskanie psychiki"? Przeciez to idiotyczne. Wierzysz w to, pho? Naprawdę? Niemożliwe, aby tak inteligentna dziwczyna wierzyła w krasnoludki...Jeszcze raz podkreślę: głównie brak miłości prowadzi do podejmowania przez kobiety decyzji o szybkim rozwodzie. Jak napisałem, badania dowodzą, że po wstrząsie w małżeństwie - otrzymało ono lepszą kondycję. Śądzę, że tak jest z następującego powodu. Otóż od najdawniejszych czasów człowiek (biedny, samotny, zwierzęcy, jak mówił rzymski poeta, a wiele wieków póżniej powtarzał Hobbes), nagle stawał przed śmiercią. Potem dodawano, żeby Bóg (los) pozostawił go na drugi rok w tej samej klasie. Rozwód swoją drapieżnością jest jak śmierć rodziny. Człowiek nagle wie więcej, rozumie więcej, ale już nic nie może. Czy to, sylwi, oznacza akceptację zdrady? Może to przegięcie domorosłego filozofa, ale przecież życie to ocean wybaczania. Odpowiedz Link
phokara Re: Sylwi, pho 28.04.08, 21:59 Kasper, czy Ty w ogóle sam rozumiesz coś z tego, co piszesz? Tak z ciekawości. Bo ja wymiękam. Niby prowadzisz jakiś dialog ale chyba sam ze sobą, co o tyle jest dziwne, że zwracasz się w tytule do mnie (również). Niestety mam podstawy przypuszczać nie zrozumiałeś nic z mojej wypowiedzi, tudzież jak zwykle nałożyłeś na nią interpretację własną, mieszając w kotle ogólnych refleksji i powstał pasztet. Na to nie poradzą ani krasnoludki ani Hobbes ani badania naukowe. Kompletnie nie wiem, o co Ci chodzi, zapewne dlatego, że mity o mojej inteligencji są dość mocno przesadzone. No trudno, jakoś muszę z tym żyć, że wreszcie trafiłam na filozofa (domorosłego), który mnie zagiął lepiej niż Heidegger. Wybacz, że nie będę się wgłębiać w temat; wierzę, że to uczynisz, skoro "przecież życie to ocean wybaczania". Fascynujaca definicja tak btw. Odpowiedz Link
kasper254 Droga pho 29.04.08, 22:56 jeśli cię uraziłem - przepraszam. Nie zamierzałem. Jeśli używam słów innych myslicieli, to tylko dlatego, że sam niewiele mogę wnieść ponadto, co oni wcześniej powiedzieli: moje są tylko jakieś byle okruszki myśli. Pomijam już inną rzecz; nie chcę wyważać otwartych drzwi, wole skróty. Mylisz się, że nie zrozumiałem nic z twojej wypowiedzi. Przysięgam, że zrozumiałem wszystko, a więc wiem, ale tą ironię post-egzystencjalną przyjmuje z pokorą. Jeśli pozwolisz, to nie będę się wgłębiać w temat, gdyż jeśli miłość nie jest przede wszystkim wybaczaniem, to faktycznie życie nie jest oceanem wybaczania. Inaczej nie może być.Dzisiaj uczestniczyłem w pewnym - nazwijmy to - panelu. Wg uczestniczących w nim młodych ludzi najstraszniejsze jest okrucieństwo rozwodu. Rozumieją, że w sytuacjach ekstremalnych musi nastapić rozwód. Ale współczesny czas zbanalizował go. I w aurze tego, porażony swoim własnym rozwodem, bezwzględnością mojego, wydawałoby się towarzysza życia, tutaj na forum - w miarę wolnego czasu - piszę, bez wgłębiania się w temat. Musisz być młodym człowiekiewm, a ja pewnie zbyt starym. Odpowiedz Link
phokara Re: Droga pho 29.04.08, 23:03 > Musisz być młodym człowiekiewm, a ja pewnie zbyt starym. Najważniejsze to w ogóle BYĆ człowiekiem. Kwestia wieku to już doprawdy sprawa drugorzędna. Jeśli miałabym szukać różnic między nami to chyba w przydziałach racjonalizmu/idealizmu tudzież pesymizmo-optymizmu. Czy jakoś tak Ale wydaje mi się, że nie ma sensu tego robić. pozdrawiam Cię serdecznie Odpowiedz Link
plisowanka Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 01:29 kasper254 napisał: > Powiedziałbym - dużą, gdyż małżeństwa po ogromnym wstrząsie (np. > zdrada i inne patologie)potrafią być lepszymi niż były do tej pory. Ja uważam, że jak partner raz zdradził, to duże prawdopodobieństwo, że zdradzi ponownie, jednak z tą różnicą, że może tym razem będzie się z tym lepiej krył. Tak samo jak się mówi, że jak mężczyzna kiedykolwiek uderzył kobietę, to prawdopodobnie uderzy ją w przyszłości powtórnie. Nieistotny jest fakt, czy to się zdarzy za rok, czy dopiero za 10 lat. Według mnie kryzys spowodowany zdradą czy przemocą jest nie do pokonania. Terapia może na krótką metę coś poprawi, ale i tak na dłuższą metę to nie ma sensu - patologiczne zachowania wrócą i prędzej czy później dojdzie do rozpadu małżeństwa. Natomiast wierzę, że można pokonać kryzysy wywołane nieporozuminiami charakterologicznymi (np. kłótnie, konflikty z teściami), trudnościami finansowymi (bo to może ulec w przyszłości poprawie), podziałem osobiązków małżeńskich (można zatrudnić pomoc domową) czy wychowywaniem dzieci (dziecko podrośnie i będzie lepiej). Odpowiedz Link
aron95 Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 06:53 plisowanka - powiedzmy że masz rację i po dziesięciu latach nienagannego związku powtórzy się zdrada czy uderzenie Będziesz tego okresu żałować ? Będziesz żałować że udzieliłaś kredytu zaufania na te 10 lat ? Każdemu może się przytrafić wpadka im młodsi małżonkowie tym bardziej . Z wiekiem człowiek w końcu poważnieje - podobno . Odpowiedz Link
bozenadwa Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 10:26 Plisowanko zgadzam sie ztym co napisalas .Sama terapia nie wystarczy.Mysle tak ,ze jesli oboje malzonkowie sie kochaja,jesli oboje oboje chca pracowac nad samoswiadomoscia,jesli ta prace zbuduja na wierze prawdziwej wierze,to maja szanse ,ze im sie uda.Jesli zabraknie chociaz jednego ztych elementow to terapia nie pomoze . Odpowiedz Link
bozenadwa Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 26.04.08, 13:44 Ratowac ! naturalnie ze ratowac ,Jesli jest szansa i oboje tego chcecie .W katowicach jest poradnia rodzinna ,na ul .Okrzei ,ale nie znam tam nikogo.Moj m. zamiast terapeuty woli pocieszycielke lub pocieszycielki ,bo tego do konca chyba nawet on nie wie .Pozdrawiam i zycze z calego serca powodzenia , Odpowiedz Link
sylwiamich Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 26.04.08, 14:41 Na serio jest tak że od razy rozwód sugerują?Czy też chcesz coś czego mieć nie możesz i trudno się przyznać? Odpowiedz Link
aron95 Re: terapeuta rodzinny potrzebny od zaraz! Ratowa 27.04.08, 06:41 Poszperaj w google wiem że jest w Katowicach organizacja ,(Nowa rodzina /Lepsza rodzina itp ) nazwa mi uleciała , organizująca warsztaty dla rodzin w których występują patologie . W ulotce mieli - zapobieganie rozwodom Odpowiedz Link
tricolour Ratować, ale nie za wszelką cene... 27.04.08, 10:44 ... bo ja czytam, że małżeństwa po wielkim wstrząsie są lepsze, silniejsze itp to nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Człowiek najsilniejszy jest po raku, amputacji kilku członków, Alzhemierze i przetoce... Odpowiedz Link
phokara Re: Ratować, ale nie za wszelką cene... 27.04.08, 11:02 Zgadzam się. Ja to zawsze powtarzam, żeby sobie w buty wepchnąć magiczną sentencję "co cię nie zabije, to cię wzmocni". To tak ślicznie wygląda na papierze. Życie natomiast dowodzi, że "co cię nie zabije, to cię z pewnością osłabi". I tyle. Odpowiedz Link
bozenadwa Re: Ratować, ale nie za wszelką cene... 27.04.08, 11:13 pho ,zgadzam sie ,jak patrze na siebie z boku ,normalnie wrak czlowieka .Ale mam nadzieje,ze jak przezyje i wyciagne wlasciwe wniski ,to moze cos ze mnie bedzie .Jeszcze jest takie powiedzenie ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia . Odpowiedz Link
phokara Re: Ratować, ale nie za wszelką cene... 27.04.08, 11:28 > pho ,zgadzam sie ,jak patrze na siebie z boku ,normalnie wrak > czlowieka .Ale mam nadzieje,ze jak przezyje i wyciagne wlasciwe > wniski ,to moze cos ze mnie bedzie Przeżyjesz. Gwarantuję Ci to. Mogę się nawet założyc o butelkę whisky A jak wyciągniesz właściwe wnioski, to z pewnością coś z Ciebie będzie. I to nawet jest spora szansa, że lepszego niż przedtem Odpowiedz Link
bozenadwa Re: Ratować, ale nie za wszelką cene... 27.04.08, 11:52 pho ,wlasnie o to mo chodzilo ,ja wiem ze przezyje ,nie z takiego dolu juz wychodzilam wzyciu .to wlasnie chcialam powiedzic ,piszac o tym ,ze punkt widzenia ,zalezy od.... od tego czy wyciagamy wnioski czy nie .Mysle ,ze o to samo nam chodzi ,totez ta whiski mozna wypic razem. Odpowiedz Link
tricolour To prymitywna racjonalizacja... 27.04.08, 11:17 ... jakoś trzeba wytłumaczyć niepowodzenie. Można tak: fajnie, że rozwaliłem samochód - kupię sobie nowy. Dobrze, że umarło mi dziecko - sprawię sobie nowe, a poza tym, co nie zabije, to mnie wzmocni... Odpowiedz Link
phokara Re: To prymitywna racjonalizacja... 27.04.08, 11:27 Nie taka do końca prymitywna, bo w pierwszej fazie (kompletnie nieracjonalnej) pozwala przetrwać. Ale potem to już warto się rozejrzeć i dostrzec płyciznę tej sentencji. Inaczej człowiek się niczego nie uczy, tylko tkwi w bezdennej głupocie. Co w sumie jakos mnie specjalnie nie dziwi - bo jest cholernie łatwe i wygodne Odpowiedz Link
tricolour Tylko po co się tak rozglądać... 27.04.08, 11:31 ... kiedy z tego same nieszczęścia są: trzeba myśleć, oceniać, wartościować, odróżniać, wyciągać wnioski i uczyć się, kurwa, na nich. Komu by sie chciało... Odpowiedz Link
phokara Re: Tylko po co się tak rozglądać... 27.04.08, 11:40 No właśnie... po co się męczyć bez sensu? Życie jest wystarczająco męczące samo z siebie I kółko sie zamyka. Odpowiedz Link
bozenadwa Re troche niepowazna prowokacja 27.04.08, 11:31 tricolour napisał: > ... jakoś trzeba wytłumaczyć niepowodzenie. Można tak: fajnie, że rozwaliłem > samochód - kupię sobie nowy. Dobrze, że umarło mi dziecko - sprawię sobie nowe, > a poza tym, co nie zabije, to mnie wzmocni. tri czasami zdarza Ci sie napisac cos sensownego ,ale zeby porownywac smierc dziecka z rozwalonym samochodem ....... Odpowiedz Link
tricolour Nie porównałem... 27.04.08, 11:50 ... do porównań używa się słowa "jak": to JAK tamto. Ty za to starasz się z mojego zestawienia zrobić porównanie. Dlatego z takiej karkołomnej konstrukcji wyciągnęłaś takiż też wniosek. Odpowiedz Link
bozenadwa Re: Nie porównałem... 27.04.08, 11:54 tricolour napisał: > ... do porównań używa się słowa "jak": to JAK tamto. > > Ty za to starasz się z mojego zestawienia zrobić porównanie. Dlatego z takiej > karkołomnej konstrukcji wyciągnęłaś takiż też wniosek. Odpowiedz Link
sylwiamich Re: Nie porównałem... 27.04.08, 13:45 Powiedzenie "co Cię nie zabije to Cie wzmocni" jest prawdziwe.Pamiętacie pierwsze niepowodzenia? W młodości. Były GIGANTYCZNE, bo całkiem nowe.Człowiek nabiera doświadczenia, dystansu i mądrości że wszystko niemalże mija i da się przeżyć.Po prostu nabiera się odporności.Ale trzeba pamiętać o tym drugim wariancie...to coś może zabić.Zdrada może zabić zaufanie.Przemoc może zabić bezpieczeństwo.Obelgi moga zabić kobiecość...itd Odpowiedz Link
bozenadwa Re: Nie porównałem... 27.04.08, 14:59 Nie wiem co ja dzisiaj taka zgodliwa jestem .Ta SYlwia tak .Ten drugi wariant ,wlasnie mnie dotyka.Wiem dobrze co to znaczy czuc sie zerem ,wiem co to znaczy nie miec poczucia bezpieczenstwa ,zaufanie stracilam do mojego m.,Ato chyba dobrze,ze spadlo mi bielmo z oczu.Ale ja wroce do wyciagania wnioskow i dlacaego uwazam ,ze punkt widzenia zelezy od... tutaj napisalabym ze zalezy tez od naszej swiadomosci .Nie mowie ,ze sobie radze bo nie radze i czesto tu o tym pisalam ,ale bardzo chce sie wygrzebac z tego dolu i od dawna robie rozne rzeczy aby mi sie to udalo ,Jest taki moment ,ze dostane w leb,leze ,nie moge nawet oddychac ,ale wlacza mi sie instynkt samozachowawczy podbudowany tym co wyczytalam w ksiazce Viktora Frankla <psychoterapia dla kazdego <Nie mowie ze caly czas pamietam o tym ,ale jednak na tyle zakorzenila mi sie jego analiza naszej egzystencji ,malo tego zgadzam sie znim,Szkoda tylko ,ze zapominam o tym po co tak naprawde przyszlismy na ten swiat ,Dzisiaj mam lepszy dzien bo sobie przypomnialam ,i mysle jakie to wlasciwie ma znaczenie ,ze moj m, mysli tak jak mysli robi to co robi ,Jesli chodzi o moje bezpieczenstwo ,To ja juz wiem ,ze moim wrecz obowiazkiem tym bardziej jako katoliczki ,wezwac policje na kogos m,kto stosuje przemoc ,aby nikomu nie stala sie krzywda .Szkoda ,ze jest jeszcze tak malo pomocy dla kobiet ,ktore doswiadczaja przemocy ,ale i tak jest juz lepiej niz bylo . Odpowiedz Link