Dodaj do ulubionych

targowanie sie z zyciem

18.05.08, 10:02
Wczoraj bardzo poruszylo mnie to co napisal Mazur do Doni ,o etapie
targowania sie z zyciem.Nie wiem ,moze ja jestem teraz na takim
etapie ,a moze chodzi o cos innego .Nie wiem ,nie znam siebie takiej
jaka jestem w tej chwili.Nie oznacza to ,ze sie takiej nie
lubie ,ale chyba chodzi o to ,ze nie mam rozeznania .Moze nie
koniecznie w niedziele ,ale jak znajdziecie chwile to napiszcie co
dla Was oznacza zwrot targowanie sie z zyciem.Nie wiem dlaczego ,ale
jest to dla mnie wazne.Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • tricolour Pewnie każdy to przeżywał... 18.05.08, 10:35
      ... gdy waliło się coś ważnego.

      Twierdził, że nigdy czegoś już nie zrobi albo obiecywał sobie coś za coś.
      • bozenadwa Re: Pewnie każdy to przeżywał... 18.05.08, 10:41
        Moze i tak ,mysle ze tez o to chodzi co napisales ,ale mnie chodzi
        po glowie cos innego ,glebszego .Naprawde jescze nie wiem co To ma
        byc ,moze dowiem sie za jakis czas ,nie wiem .
        • tricolour Głębiej to się targujemy z Bogiem... 18.05.08, 10:44
          ... prawie na codzień.

          smile
          • z_mazur Re: Głębiej to się targujemy z Bogiem... 18.05.08, 10:51
            No właśnie, bo to jest trochę tak, że się targujemy z jakąś siłą wyższą. Dla wierzących to będzie Bóg, dla innych fatum, los.
            Staramy się tą siłę wyższą przekupić. Zapewniając, że teraz już wiemy..., że jeśli będziemy mieli jeszcze jedną szansę..., że teraz już nie popełnimy błędu...
            • aron95 Re: Głębiej to się targujemy z Bogiem... 18.05.08, 11:04
              Zapewniając, że teraz już wiemy..., że je
              > śli będziemy mieli jeszcze jedną szansę..., że teraz już nie popełnimy błędu...
              >

              Błędy sa ludzkie, tym się różnimy od maszyn które, gdy popełnią błąd to znaczy ,
              ze są zepsute . My na błędach wyrastamy bo codziennie stajemy przed wyborami .
              Możemy coś zrobić a nie musimy .
              Ważne aby umieć błędy obracać w sukcesy choć to ciężko .

              • mary171 Re: Głębiej to się targujemy z Bogiem... 18.05.08, 14:04
                Targujemy się i popełniamy błędy. Czy się na nich uczymy? Może troszkę, ale jak
                mówią błądzić - rzecz ludzka.
    • niutka Re: targowanie sie z zyciem 18.05.08, 15:33
      Ja targuje sie (a raczej rozliczam) z zyciem po raz drugi. Pierwszy raz
      szukalam przede wszystkim winy w sobie, bo maz utwierdzal mnie, ze to jest TYLKO
      moja wina..... iz mnie zdradzil. Po tym targowaniu sie (chyba nieudanym),
      pozwolilam mezowi wrocic do nas. Teraz, po 7 latach, ja odchodze. I znowu sie
      targuje. Ale wiem, ze wina rozpadu zwiazku lezy po obu stronach (choc moj maz
      nadal uwaza, ze tylko po mojej). A z drugiej strony sa mysli, ze gdybym
      poswiecila swoje marzenia, oczekiwania, siebie.... nasze malzenstwo mogloby
      przetrwac. Tylko, ze ja juz tego nie chce. Zbyt dlugo to wszystko poswiecalam. A
      wiem, ze on sie nigdy nie zmieni, bo przeciez to wszystko moja wina.
      • zielona_ropucha Re: targowanie sie z zyciem 18.05.08, 16:10
        Ja dopiero teraz zaczynam się targować...postanowiłam za wszelka
        cene wyrwać z niego to,co najlepsze.Teraz to juz naprawdę zalezy
        tylko ode mnie,co zrobię z tym swoim życiem dalej...a dalej wielka
        niewiadoma,za to jedno,czego sie dorobiłam na razie to poczucie
        ogromnego bezpieczeństwa,że jestem w stanie sama zadbać o siebie i
        zrobię to najlepiej na świecie...za to zapłaciłam życiu wysoką
        cenę,bolało,etapy tracenia wiary i słabości jeszcze sie zdarzaja,ale
        wiem,że sama jestem w stanie z tego wyjść.
    • zuza145 nie znam takiego zwrotu 18.05.08, 16:39
      i nie wiem co oznacza- bo się wogóle z życiem nie targowałam nigdy i
      nie targuję obecnie mimo nieco innej sytuacji życiowej.
      Wszelkie plany, realizowanie ich i owoce ich rezultatów zawdzięczam
      sobie- nawet jeśli skorzystam z pmocy- bo umiem poprosić o pomoc
      oraz wyrazić swoją niewiedzę-bo wszechwiedząca nie jestem.
      Owszem- czasami bywa smętnie jak się człowiek zamyśli że właśnie sam
      musi- ale nie mam żadnego zamiaru targować się o cokolwiek.
      Ten zwrot oznacza dla mnie coś niepozytywnego wręcz.
      A ja- nauczona od małego samodzielności- jestem nadal samodzielna-
      mimo iż zdradzona.
      To nie zmieniło w żaden sposób podejścia do zycia- osłabiło siły na
      czas pewien i inne takie tam- ale podstaw nie.
      Zasady zostały takie jak były.
      Sukcesy są wyrazem moich działań- bo niby czemu mam się targować-
      sama sobie wypracuję. Wszytsko co mam- zawdzięczam sobie- to co będę
      miała- też będę zawdzięczała sobie.
      Nie widzę więc miejsca na żadne targi- na pracę własną- a owszem-
      bardzo dużo miejsca widzę.
      • zuza145 wiem 18.05.08, 16:45
        już co mnie tak razi w tym sformułowaniu- postawa roszczeniowa wobec
        życia- tak mi się to kojarzy- bo ona ma a ja nie mam.
        Brrrrrrrrrrr.
        Wiem że najprawdopodobniej co innego mieliście na mysli- ale mnie
        odrzuca od takich określeń.
        Sorki.
        • niutka Re: wiem 18.05.08, 17:16
          Kto - ONA? Ta druga? A jesli jej nie ma?
          • zuza145 Re: wiem 18.05.08, 17:40
            nie chodzi o żadną drugą- chodzi o inną osobę- jakąś tam
            teoretyczną - która niby ma lepiej niż mam ja.
            To był przykład- do mojej teorii.

            nie odnosze sie do nikogo konkretnego.
            Za to co mam - odpowiadam sama.
            • niutka Re: wiem 18.05.08, 18:21
              No to sorry. Ale Ty chyba myslisz o czyms innym niz pozostali udzielajacy sie w
              tym watku. Jednakze kazde zdanie wtym temacie, to co nowego do "sprawy".
              • zuza145 no tak 18.05.08, 18:26
                - inaczej jakoś mi to idzie.
                ale różnorodnośc w przyrodzie fajna jest.
                Generalizując- jak zwał- tak zwał- jak daje kopa cos energetycznego
                w pozytywnym znaczeniu słowa kop- nie jest żle.
                • niutka Re: no tak 18.05.08, 18:31
                  A moze Ty dasz mi kopa.... bo to co dostaje zlego od meza i od zycia (?) wplywa
                  na mnie tylko czasowo.
                  • zuza145 Re: no tak 18.05.08, 18:35
                    Niutka he he he - ależ Kochana- ty sobie pieknie sama radzisz-
                    wniosek wyciągnęłaś prawidłowy i realistycznie oceniłaś- chwilowo
                    wpływa.
                    Chwilowo- więc przeminie.
                    A moim zdaniem tym szybciej im szybciej człowiek zaczyna działanie.
                    Ja się boję- to nic złego bo oswajam swój strach róznymi
                    metodami.Czytam, szukam, pytam- mam szczęście- dostaję odpowiedzi- a
                    te które są dla mnie szokująco nowe- rozbieram sobie na czynniki
                    pierwsze i wyciągam wnioski.
                    i jakoś idę- do przodu.
                    Ale potwredzam swój pogląd- muszę samodzielnie- żeby nie obwiniać
                    nikogo jeśli coś się zchrzani- wtedy wiem- że muszę ponownie ale
                    inaczej.
                    Ja nie widzę he he- powodów aby cię kopać- ty się turlasz całkiem
                    całkiem chyba.
                    • niutka Re: no tak 18.05.08, 18:50
                      To tak sie wydaje, ze sie "kulam calkiem niezle". Nie zaprzecze, staram sie.
                      Kazdy "kopniak" od meza dodaje mi sil, aby walczyc o swoje. Ale wewnatrz wciaz
                      sie "targuje"....
      • z_mazur Re: nie znam takiego zwrotu 18.05.08, 16:45
        "Targowanie się" to jeden z etapów wychodzenia z kryzysowej sytuacji.
        Następuje najczęściej po niedowierzaniu i niegodzeniu się z sytuacją.
        To etap w którym wydaje nam się, że jeśli postawimy sobie jakieś warunki, które są trudne do spełnienia i spróbujemy je osiągnąć, to dzięki temu zyskamy jakiś bonus. To taka postawa: "ok, ok, jeśli jest tak przechlapane to ja zrobię jeszcze to i to, a Ty mi życie (Bóg, siła wyższa) wtedy...". Ten etap przechodzi prawie każdy, tak jak niedowierzanie, jak złość, i jak pogodzenie się z losem.
        • zuza145 Re: nie znam takiego zwrotu 18.05.08, 16:51
          widać poszłam na skróty.
          Ominęłam i ruszyłam dość szybko.
          • zuza145 pogodzenie z losem 18.05.08, 16:53
            odbieram jako rezygnację-jest jeszcze jedna opcja- jestem chwastem
            he he.
            • takasoobie targowanie się z zyciem... 18.05.08, 18:10
              ...jest jak najbardziej pozytywne, bo wyzwala pokłady energii,
              możliowści, jakich nie spodziewaliśmy się u siebie znaleźć.Tyle
              tylko, że czasami przychodza takie momenty, że obojętniejemy i nie
              chce się nam już zachwalać towaru jakim jest nasze życie...Ja chyba
              jestem na tym etapie smile)) Ono po prostu się toczy...
              • zuza145 Re: targowanie się z zyciem... 18.05.08, 18:45
                O ileż piękniej brzmi- żeś się nie poddała?

                Stanowczo i piekniej i bardziej mobilizująco. Targi to dobre na
                bazarze.
                • niutka Re: targowanie się z zyciem... 18.05.08, 18:53
                  zuza145 napisała:

                  > Targi to dobre na bazarze.

                  No niby tak. Dlatego lepiej by brzmialo: "rozliczanie sie z zyciem".


                  • zuza145 Łeeeeeeeeee 18.05.08, 19:00
                    rozliczenia to dobre w podsumowaniu he he - a my mamy nowe otwarcie
                    Niutka.
                    Nowiuśkie- jeszcze czuć zapach farby. Spoko- wyschnie i smród
                    wywietrzeje.
                • tricolour To ma wymiar targowania... 18.05.08, 18:59
                  ... gdy dołoży się Siłę Wyższą.

                  Ludzie wtedy często obiecują niestworzone historie byle tylko "dostać" to, co
                  chcą. Że do kościoła będą chodzić co niedziela byle tylko partner nie opuszczał
                  (to Bóg tak ma zrobić, by partner nie opuścił) itp.

                  W przypadku chorób, to ma jeszcze większe nasilenie.
                  • zuza145 Re: To ma wymiar targowania... 18.05.08, 19:06
                    U tych targujących- owszem- roszczeniówka odchodzi.
                  • takasoobie zuza... 18.05.08, 19:06
                    ...Ty jesteś jeszcze młoda, młodość dodaje energii. Nawet przy
                    rozwodzie.To jest taki okres udowadniania sobie i calemu światu,
                    jaka jestem dzielna, co mogę osiagnąć, na co mnie stać, a wszystko
                    co najlepsze jeszcze przedmną...To jest na tym etapie
                    potrzebne...Potem życie przyjmuje się z dystansem i pewnego rozdzaju
                    pokorą, ale to przychodzi chyba z wiekiem smile)))
                    • zuza145 He He He 18.05.08, 19:41
                      Z głębi swojej "skaleczonej" czetredziestoleniej duszy dziękuję.
                      Energia ma się chyba jednak nijak do kalendarza- to "ćóś" tkwi- i
                      albo wygląda albo trzeba odgrzebać albo zaszczepić.
                      Będę doić energię jak rasowy Wampir energetyczny za dni kilka- bo
                      mam się w sądzie stawić.
                      Tymczasem potwierdzam- dystans- fajna sprawa.
                      Ileś ja mam mniej problemów- niż inni ( w tej jednakowej części
                      problemowej oczywiście).
                  • niutka Re: To ma wymiar targowania... 18.05.08, 19:08
                    Hmmmm. W takim ujeciu sprawy, to ma inny sens. Ale chyba nawet gleboko wierzace
                    osoby zdaja sobie sprawe, ze Bog nic tu SAM nie zdziala. To my decydujemy o
                    swoim losie. Niestety... a moze na szczescie. Wiem, wymadrzam sie, choc sama
                    sobie ze wszystkim poradzic nie moge. Jak moj maz odszedl kiedys ode mnie tez
                    "latalam" do koscila ale.... zeby byc w "porzadku" wobec Boga, zeby starac sie
                    go nie obwiniac, mimo iz chyba obwinialam.
                    Trudny to jest temat....
                  • salemka1 Re: To ma wymiar targowania... 18.05.08, 19:12
                    tricolour napisał:

                    > W przypadku chorób, to ma jeszcze większe nasilenie.

                    Oj tak... O romansie mojego męża dowiedziałam się, jak leżał bardzo chory w
                    szpitalu, był nieprzytomny i właściwie miał 50% szans na przeżycie. Wtedy to się
                    targowałam z Bogiem i wszystkimi duchami mi życzliwymi, coby go sprowadzili na
                    ziemię, abym mogła go przytomnego po ryju wytrzaskać.... I obiecywałam, że tylko
                    wytrzaskam i nic więcej nie będę chciała...
                    • niutka Re: To ma wymiar targowania... 18.05.08, 19:17
                      Zapytam ze zwyklej ciekawosci. Jak to sie skonczylo?
                      • tricolour Właśnie, właśnie! 18.05.08, 19:21
                        Dożył do wzięcia po mordzie?
                        • z_mazur Re: Właśnie, właśnie! 18.05.08, 19:34
                          Tri zabiłeś mnie. Cały laptop do wycierania, nie powinno się jeść kolacji przy kompie, prawie bym się zadławił.

                          wink)))))))))))))))))
                          • tricolour Też wycierałem... 18.05.08, 19:35
                            ... nie raz.

                            smile)
                        • salemka1 No dożył.... ale... 18.05.08, 19:40
                          na tyle to długo trwało, że mi już w sumie trzaskania się odechciało... Emocje
                          mi nieco opadło, poza tym miałam wieksze problemy, bo w tym samym czasie dziecko
                          było chore. A poza tym pomyślałam o tym z innej strony. Otóż jak byłam z
                          dzieckiem w szpitalu, to mąż mój pojechał do tej swojej zasłaniając się
                          delegacją. I jak tylko dojechał, to musiał wracać, bo już się pochorował. I
                          wiecie, co? Pomyślałam sobie, że Bóg nie wytrzymał po prostu i go sam skarał tą
                          chorobą... może to głupie, bo to tylko zbieg okoliczności, ale tak było. A
                          dziecko wtedy było bardzo chore i miało 8 miesięcy. A poza tym, ja w ogóle
                          spokojna jestem ogromnie, więc to trzaskanie mi szybko przeszło wink
                          • nangaparbat3 Re: No dożył.... ale... 18.05.08, 19:43
                            Pamiętam, ze kiedys kiedys ktos opowiadał o poslaniu kochance meza kaczki - nie
                            pamiętam tylko, czy to były fantazje, czy naprawdę kaczkę posłano, i nie
                            pamietam kto - moze Ty?
                            Zachwycila mnie wowczas ta kaczka.
                            • salemka1 Re: No dożył.... ale... 18.05.08, 19:45
                              Nie Nanga, ja nie posyłałam, z resztą mój był zacewnikowany...
                              Z resztą w ogóle jakos nie odnosiłam sie wrogo do tej kochanki. Nawet
                              informowałam ją o stanie zdrowia jej ukochanego... Bardzo dużo z nią wtedy
                              rozmawiałam.
                              • nangaparbat3 Re: No dożył.... ale... 18.05.08, 19:47
                                Acha.
                                No nie pamietam, kto to z ta kaczka, i nawet znaleźc juz bym pewnie nie umiała.
                                Ale kaczka była dobra.
                                Bo miłosc to też kaczka.
                                Właśnie.
                          • zuza145 trzaskanie 18.05.08, 19:44
                            Onośnie trzaskania - po pysku.
                            Hm- zdrowy był jak trzasnęłam. ( 2 lub 3 razy- nie pamiętam ile- bom
                            wstrząśnięta była).

                            Jako patologiczna- nie żałuję wcale.
                            • salemka1 Re: trzaskanie 18.05.08, 19:47
                              zuza145 napisała:

                              > Hm- zdrowy był jak trzasnęłam. ( 2 lub 3 razy- nie pamiętam ile- bom
                              > wstrząśnięta była).
                              >
                              > Jako patologiczna- nie żałuję wcale.

                              Podobno ze mną jest tak, że potrafię trzaskać po pysku złośliwością samą bez
                              rekoczynów. I podobno w ten sposób trzaskam go do tej pory, bo mnie nie przegada
                              i go zatyka, jak mu coś dosadzę.
                              • salemka1 acha 18.05.08, 19:48
                                i nie wiem, co jest większą patologia, trzaśniecie ze dwa razy, czy takie
                                dotrzaskiwanie słowne. Ale wiesz, co? Jakoś też wyrzutów nie mam.
                            • to.ja.kas Re: trzaskanie 18.05.08, 19:49
                              Trzaskała, ale żeby nie było - w obronie własnej.....

                              Też oplułam monitor smile)))
                            • niutka Re: trzaskanie 18.05.08, 19:49
                              Chcialabym miec kiedys odwage, aby mojego jeszcze meza wytrzaskac.... Ale wtedy
                              on chyba by mnie zabil. Takiej zniewagi by nie zdzierzyl.
                              • salemka1 Re: trzaskanie 18.05.08, 19:51
                                niutka napisała:

                                Ale wtedy
                                > on chyba by mnie zabil. Takiej zniewagi by nie zdzierzyl.

                                Jeszcze moze być tak, że zamarłby ze zdziwienia i szoku wink
                                • to.ja.kas Re: trzaskanie 18.05.08, 19:53
                                  I to dopiero byłoby zakonczenie nadajace się na scenariusz filmowy :-
                                  )))
                                  Ty go w pyska a on zgon smile
                                  • niutka Re: trzaskanie 18.05.08, 19:57
                                    big_grin
                                • niutka Re: trzaskanie 18.05.08, 19:56
                                  No... bardzo prawdopodobne. Niedlugo pewnie zdebieje, jak zobaczy pozew z sadu.
                                  Bo jakos chyba nie dochodzi do niego, ze chce rozwodu.
                              • zuza145 ja tam nie wiem 18.05.08, 19:53
                                nic o przemocy fozycznej- dzieci nie biję.
                                A jego trzasnęłam- bo byłam .... ( se wstawiajcie co chcecie).
                                Pierwszy i ostatni raz- dlatego to ma taki wymiar. Dla mnie.
                                • salemka1 Re: ja tam nie wiem 18.05.08, 20:05
                                  zuza145 napisała:

                                  > Pierwszy i ostatni raz- dlatego to ma taki wymiar. Dla mnie.

                                  Zuza, ja to doskonale rozumiem.
    • nangaparbat3 inna wersja 18.05.08, 19:24
      Ostatnio patrzyłam, jak umierał moj ojciec, jak stopniowo, dzień po dniu, z wybitnego fachowca, człowieka który zdobył w zyciu tzw. pozycję, wrocił do stanu dziecka, a potem niemowlecia. Takie patrzenie duzo daje - zrozumiałam wtedy, ze wszystkie tzw. życiowe, naprawdę istotne decyzje powinniśmy podejmowac patrząc na sprawy tak, jakbyśmy widzieli je umierajac - że wtedy widzimy je prawdziwymi, ich rzeczywistą wartośc.
      A niedawno znalazłam w gazecie taki tekst:
      "Umierajacy człowiek lepiej widzi, jak wiele z jego działań (...) bylo powodowanych nienawiscią, chęcią zysku czy złością. (...) Przechodzi gleboka przemiane duchową i dostrzega to, co od zawsze głoszą mistycy i prorocy - ze najważniejsza w zyciu jest miłosc. Wielu ludzi doznaje takiego wglądu. P{zrychodzi potrzeba naprawienia krzywd, pogodzenia się, załatwienia niezałatwionych spraw, powiedzenia bliskim tego, co nie zostało powiedziane."
      • salemka1 Re: inna wersja 18.05.08, 19:43
        nangaparbat3 napisała:


        > "Umierajacy człowiek lepiej widzi, jak wiele z jego działań (...) bylo powodowa
        > nych nienawiscią, chęcią zysku czy złością. (...) Przechodzi gleboka przemiane
        > duchową i dostrzega to, co od zawsze głoszą mistycy i prorocy - ze najważniejsz
        > a w zyciu jest miłosc. Wielu ludzi doznaje takiego wglądu. P{zrychodzi potrzeba
        > naprawienia krzywd, pogodzenia się, załatwienia niezałatwionych spraw, powiedz
        > enia bliskim tego, co nie zostało powiedziane."

        Nanga, nie ma na to reguły. już pisałam o tym moim mężu, który był tak ciężko
        chory. on naprawdę umierał... wyszedł z tego. I tez myślałam, że może
        przewartościował sobie życie, z resztą dlatego z nim zostałam. Ale są takie
        typy, do których nic nie dotrze.
        • nangaparbat3 Re: inna wersja 18.05.08, 19:46
          widac do niego dotrze, jak NAPRAWDE bedzie umierac.
          Zawsze mozna miec nadzieje.
          • salemka1 Re: inna wersja 18.05.08, 19:50
            nangaparbat3 napisała:

            > widac do niego dotrze, jak NAPRAWDE bedzie umierac.
            > Zawsze mozna miec nadzieje.

            O kurczę Nanga... teraz to ja oplułam tu conieco....
            • zuza145 jeszcze inna wersja 18.05.08, 20:11
              mówi że może nie dotrzeć wogóle- bo w tak zwanym międzyczasie
              zakopie wydarzenie tak głęboko ( sam sobie stworzy nowe realia lub
              rzeczywistość) że zapomni o meritum- czyli o tym fakcie który
              zadziałał jako wyzwalacz |lawiny|.
              A następna (w rozwinięciu) wersja mówi tak: Módlmy się Bracia oraz
              Siostry za niego- bo jak dotrze- to być może wtedy będzie to gorsze
              niż przejechanie walcem.
              Po facecie.
              • salemka1 Re: jeszcze inna wersja 18.05.08, 20:20
                zuza145 napisała:

                > A następna (w rozwinięciu) wersja mówi tak: Módlmy się Bracia oraz
                > Siostry za niego- bo jak dotrze- to być może wtedy będzie to gorsze
                > niż przejechanie walcem.
                > Po facecie.

                A to ładne jest wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka