Dodaj do ulubionych

opieprzcie albo pocieszcie

31.05.08, 09:03
Od kilku dni znów jestem płaczliwa i przerażona. Niby powinnam się
uodpornić,ze mąż ma co rusz nowe pomysły, ale słyszę bezpodstawne
oskarżenia, że chcę z niego wyciągać pieniądze, że nie ma do mnie
zaufania. I złośliwości, że dążę do jak najszybszej spłaty
mieszkania, w którym zostalismy z dziećmi żeby wyszykować sobie
gniazdko, doprowadzają mnie do płaczu. Poza tym, tylko nie śmiejcie
sie, zgodziłam się na rozwód bez orzekania o winie (mam dowody
zdrady od sierpnia ub.r- wyciągi z konta i sms-y, ale chcialam
uniknąć kilkuletniego rozwodu), ale czuję się z tym moralnie nie w
porządku. Tak zwyczajnie wydaje mi sie, że prawda dobro i
sprawiedliwość powinny zwyciężać. I czuję się mała sama przed sobą,
że stchórzyłam i że nie mam siły na długi proces. To poczucie plus
komentarze męża sprawiają, że czuję się roszczeniowa, pełna
pretensji i no.. ogólnie kiepska jako Człowiek. Mam też świadomość,
że muszę mieć gdzie mieszkać i za co żyć z dziećmi, co powtarzają mi
ciągle znajomi. Takie podwójne wiązanie - najchętniej nie wziełabym
nic i jasno okresliła dni kontaktów z dziećmi, z drugiej strony
musze go znosić codziennie i prosić o pieniądze na lekarza dla syna.
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: opieprzcie albo pocieszcie 31.05.08, 09:28
      Orzekanie winy nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. Czasem niektóre osoby potrzebują "zewnętrznego" potwierdzenia pewnych kwestii, żeby móc odzyskać równowagę, w takich sytuacjach orzekanie winy ma pewien wymiar moralny, ale czy warto o to zabiegać? Święty spokój ma też swoją wartość.

      Przy wątku Stefana panie, mimo że to on jest tym zdradzonym, sugerowały, że rozumieją jego żonę, że pewnie coś ją do tej zdrady popchnęło, nie lubię pisać w ten sposób, ale może również powinnaś się zastanowić co Twojego męża popchnęło do zdrady. Może znalezienie tej odpowiedzi trochę pomoże Ci pogodzić się z tą sytuacją. Nawet jeśli odpowiedzią będzie zwykłe: "bo on taki jest", bo to zmusi Cię do odpowiedzenia sobie na pytanie: "dlaczego w takim razie go wybrałam?", "dlaczego nie zauważyłam tego jaki jest".

      Reorientacja życia po rozwodzie to zawsze trudna kwestia. Zmienia się praktycznie wszystko i trzeba się odnaleźć w tej nowej sytuacji. Takie pogorszenia nastroju jeszcze nieraz Cię dopadną.
      • teuta1 Re: opieprzcie albo pocieszcie 31.05.08, 09:43
        Bo ja po szkole zakonnej jestemwink. A mąż w Boga nie wierzy, to po
        śmierci Sądu Ostatecznego nie bedzie miałwink. Analizowałam powody
        zdrady męża. Urodziłam drugie dziecko - mocno alergiczne i
        szpitalne, gdy miało sepsę tata nadal chodził do pracy - przez długi
        czas nie mogłam zrozumieć, że to była jego forma odreagowania.
        Czułam się opuszczona przy dwójce dzieci i pracy - młodszy chorował
        nieustannie. Potrzebowałam wsparcia i prosiłam o nie w niewłaściwy
        sposób - często krzycząc. Mąż poczuł się odsunięty i niegłaskany. Ot
        żizń. Tyle że teraz nie wiem, za co te zośliwości, drobne przytyki i
        małe zachowania. W końcu chyba chcielibyśmy być więksi niż
        mniejsi...A ja mam poczucie, że to nie ten sam facet, że go trolle
        podmieniły.
        • nangaparbat3 Re: opieprzcie albo pocieszcie 31.05.08, 10:36
          Te złośliwosci, bo czuje sie winny. To normalne i niestety bardzo ludzkie.
          Mnie sie zdaje, ze nie ma co myslec za dużo o winie i sprawiedliwości, za to na
          pewno o zapewnieniu Tobie i dzieciom materialnego i mieszkaniowego
          bezpieczeństwa. To najwazniejsze.
          Co do winy - sama widzisz, ze nie wszystko jest jednoznaczne, nawet w przypadu
          zdrady. Przyszlo mi teraz do glowy, ze prawie wszyscy rozwiedlismy sie z
          poczucia osamotnienia, porzucenie, odrzucenia - i że pewnie to poczucie bylo
          wynikiem nieporozumień - zreszta tak często o tym tu mówimy - zla komunikacja.
          Dlatego wciaż zachecam, zeby nie szukac winnego, tylko przyjąc, że nie wyszlo
          nam, choc sie staraliśmy, każde na miarę swoich mozliwości.
      • nangaparbat3 Wiesz co, MAzur 31.05.08, 10:31
        Jak Cie lubie, to tym razem...
        Zakładasz cały wątek by dowiesc, jak nie fair postąpiły baby wobec Stefana, a
        potem walisz tym samym w Bogu ducha winna Teutę.



        .
        • z_mazur Re: Wiesz co, MAzur 31.05.08, 10:33
          A może te blisko 200 postów mnie przekonało, że jednak Panie zachowały się w porządku? smile
          • nangaparbat3 Re: Wiesz co, MAzur 31.05.08, 10:37
            smile
        • bozenadwa Re: Wiesz co, MAzur 31.05.08, 10:50
          Mazurze..... Takim tekstem do teuty,kiedy ona jest rozsypana ,i
          szuka winy w sobie??? Teuta nie szukaj teraz przyczyn waszego
          rozpadu.Wiem ,ze tak sie robi ,bo to przechodzilam,Nie ma tutaj
          praktycznie niczyjej winy,Bo nie o wine tutaj chodzi,Z tego co
          pisalas ,Twoj m. jest niedojrzalym emocjonalnie czlowiekiem ,nie
          radzi sobie zupelnie w tej sytuacji,I aby moc sobie spokojnie ,robic
          to co robi ,musi znalezsc ta wine, wlasnie w Tobie,stad te
          zlosliwosci.postrzeganie Cie jako pazerna babe,i.t.d. Nic na to nie
          poradzisz w tej chwili i na najblizszy czas.Jedynie ,co mozesz teraz
          zrobic,to chronic siebie i dzieci,budowac poczucie wlasnej
          wartosci,aby nie zeswirowac.Tlumaczysz go ,ze poczul sie
          odsuniety,bo macie alergiczne ,chore dziecko.Toz to chyba jest
          robota Twojego meza.Co On taki bidulek ,ze nie wiedzial po co sie
          zaklada rodzine??? Ze zycie ,to nie glaskanie po glowce,A rola ojca
          nie ogranicza sie do zabawy z dziecmi.Ale to nadal nie mozna mowic o
          jakies winie,Totez nie daj sobie wmowic ,ze Ty cokolwiek zle
          zrobilas,Stoisz na stanowisku ,dbasz o dzieciaki ,chodzisz \z nimi
          do psychologa.To on niestety sie nie sprawdzil,Zgadzam sie z Mazurem
          jesli chodzi o doly ,zalamania>poprostu sa dni ,ze jakos
          wierzymy ,ze damy rade,potem znowu sa dni ,ze czujemy sie
          nikim,Przechodze to tez,Ale te dni ,ze czujemy sie zerem,potem sa
          corac rzadziej,I trzeba zupelnie inaczej przebudowac, swoje relacje
          z rzeczywistoscia.Sciskam Cie mocno ,mocno,i zycze duzo sily.Jestes
          dzielna i dasz rade.
        • tricolour Oberwałeś? 31.05.08, 13:28
          Bo użyłeś kobiecego sposobu rozumowania wobec kobiet? Ja też rozmawiając z
          Ferro2 używałem tylko jej sformułowań i wyszła agresja z jej strony...

          smile)
    • plujeczka Re: opieprzcie albo pocieszcie 31.05.08, 12:10
      wiekszośc męzów rozwodzących się z żonami jako koronny argument (
      dla mnie to0 brak argumentu) podaje zachłanność, chciwośc swojej
      partnerki, to taki argument który uderza silnie w kobiecą
      psychikę,obraża nasz a godnośc i trudno jest sie przed nim
      obronić.Dlatego nie dziwi mnie ,ze te słowa bardzo Cię ranią ale coż
      nalezy do tego podejść spokojnie i nie pokazywać męzowi ,że sposób
      szczególny to Cię rani poniewaz wówczas będzie jeszcze częściej
      takiego argumentu w sosunku do twojej osoby stosował.Troche go
      bronisz, bo taki biedny odsunięty od cycka w czasie choroby syna no
      coż nikt nie powiedział ,że w małżeństwie będzie łatwo a nasze
      dzieci do okazy zdrowia.W TAJIEK SYTUACJI MADRY PARTNER wspomaga
      swoja żonę a nie czuje sie odsuniety na drugi pal. Trudo jest
      kobiecie wstawać w nocy do dziecka,przewijać, karmić, spać 3 godiny
      a do tego dla męża byc cudowna,powabną i figlarna kochanka bo tego
      po prostu się nie da .I nie ty jedna , która byłaś w takiej
      sytuacji, to nie był wybów dziecko albo mąz to po prostu rola matki
      odpowiedzialnej, troskliwej i bardzo ale to bardzo zmeczonej i
      niesttey nie wyręczanej przez mężą.Zatem sobie nie możesz nic
      zarzucać a że mu sie znudziło....,trudno, jego wybór,ty zajmij sie
      soba i dziećmi i przestań zwracać uwagę na to co on mówi, kiedy
      zobaczy ,ze nie robi to na tobie wrażenia z czasem jak u psa
      noszenie kości w pysku mu sie znudzi.Pozdrawiam.
      • teuta1 Re: opieprzcie albo pocieszcie 31.05.08, 12:31
        kocham was...
        • leptis zakochany świat...psa... 31.05.08, 13:20
          na codzień tylko używam tego słowa...stąd rutyna...nuda...psa...
          dlatego tak mi dobrze...pośród Tych paru...pierdolników...to moja
          podstawa bytu...na tym FORUM...

          Zakochania mam na codzień...dośćsmile)Teutismile)...ja naprawdę muszę
          odejść..tyle obiecałem...w biegu...że mogę nie zdążyć...

          Pa smile))

          PS.
          Plujka ma rację...poza psem...
        • leptis ...zamiana miejsc... 31.05.08, 14:13
          ...lub tęsknota...do innego świata...
          bo Pierdziarze zaczynają mądrze gadać...a nie tylko....

          co może zrobić jeden pies...smile)))...

          ...nie miej złudzeń...walcz o swoje...
          to jest rozprawa o ROZWOD... a dopiero potem o ustalenie winnych...

          cieplutko pozdrawiam smile)))
    • manderla wijesz sobie gniazdko... 31.05.08, 12:58
      jejjjuuuu, jak ja nienawidzę tego tekstu!!! Moj do mnie też tak
      wyjeżdzał, dokładnie tymi słowy mi dowalał. Rozumiem Cie , Teuta,
      boli jak cholera, tym bardziej, ze wiesz że jest to upokarzające,
      głeboko niesprawiedliwe, tym bardziej, ze mówi ci to człowiek, który
      ma nieczyste sumienie...
      I faktycznie, przed takimi tekstami nie ma jak się bronić. Bo co
      niby powiesz..?!
      Ja w swoim czasie przyszłam do wniosku, ze ex, kiedy zobaczył, ze
      staram sie ułożyc sobie zycie bez niego, ze nie uwzględniam go w
      swoich planach na pszyszłe zycie,ba! ze jestem twarda i taka hej do
      przodu (oczywiscie to były pozory, ale się nie połapał)., to szlag
      go trafiał : jak to, ona beze mnie? i nie prosi? i nie błaga o
      powrót? ... stąd tez jego teksty kretyńskie były. Czuł się winny, i
      żal mu d .. ściskał, że powrotu nie ma, że ja się juz byłam
      wypaliłam po wszystkim co zdążył zrobic i powiedzieć. Więc na
      dokładkę, z bezsilności i bezradności próbował sobie ulzyć tekstami
      w stylu "gniazdko sobie wijesz", "dla kogo"?
      Nos do góry Teuta!Wij sobie gniazdko. Dla siebie., dzieci, dla
      waszej przyszłosci. Nikt inny za Ciebie tego nie zrobi.
      A m cóż, musi się chłopina wygadać, pewnie nie idzie mu w
      tym "nowym" życiu zbyt dobrze wink
      • chalsia Re: wijesz sobie gniazdko... 31.05.08, 23:28
        > I faktycznie, przed takimi tekstami nie ma jak się bronić. Bo co
        > niby powiesz..?!

        jak to co? To bardzo proste - patrzysz na gościa i mówisz "no cóz, ja mam w tej
        kwestii odmienne zdanie".
        Tylko tyle.
        I aż tyle.
    • teuta1 Gwoli wyjaśnienia 31.05.08, 13:10
      Teraz sobie zdałam sprawę i od razu tłumaczę. W topiku o alimentach
      napisałam, ze w pozwie poprosiłam o 1.500 zł na każde dziecko.
      Obecnie sytuacja wygląda tak, że mąż płaci za przedszkole, szkołę i
      kredyt mieszkaniowy. W związku z tym nie dostaję od niego nic do
      reki. jak pisalam, zarabiam 3 tys, z czego 1950 to opłaty. Więc siłą
      rzeczy na jedzenie bezglutenowe i lekarza proszę męża. A podwójne
      wiązanie jest takie - nie zabierajmy dzieci ze szkoły i przedszkola,
      krzyczmy że płacimy kredyt ale komentujmy złośliwie, gdy z podziału
      wspólnych akcji chce spłacić część kredytu i prosi o 2 X 500 zł do
      ręki. Tłumaczę się głupio, ale nie chcę, żebyście uznali, że na
      jednym wątku się skarżę, na drugim zadzieram głowę.
      • tricolour Jeśli już wyjaśnisz... 31.05.08, 13:33
        ... to przyznam, że teraz jestem dopiero zdezorientowany. Jeśli mąż płaci za
        przedszkole, szkołę i kredyt mieszkaniowy, to Twoje opłaty (zarabiam 3 tys, z
        czego 1950 to opłaty) są bardzo wysokie - 1950zł.

        Czy dobrze rozumiem, że prąd, woda, gaz, wywóz śmieci itp kosztuje 1950zł?
      • manderla Re: Gwoli wyjaśnienia 31.05.08, 14:47
        ja juz zgłupiałam kompletnie....
        To ile Ty tej kasy od niego chcesz dostać w końcu? A ile dostajesz?
        Bo się pogubiłam...

        Co do innych watków, to wiesz , jakos ciężko sledzic co, kto ,
        komu,za co i po co... wink
    • tricolour Nie pocieszę... 31.05.08, 13:37
      ... jeśli zgodziłaś się na rozwód bez orzekania winy gdy wina jest bezsporna, to
      zgadzasz się na dalsze niegodziwości ze strony męża. Mechanizm jest prosty:
      skoro można bezkarnie zdradzać, to można bezkarnie robić świństwa podobnego gatunku.
      • teuta1 Re: Nie pocieszę... 31.05.08, 17:56
        Bezgluten - okolo 280, czynsz - 600 (w tym już woda, śmieci ),
        telefon z neostradą - 200, opiekunka - 500, komórka - 100, bilety
        60, ubezpieczenie na życie - 200. Opiekunka musi być, bo ja nie
        wracam na czas, ubezpieczenie - bo się okazało że na starosć będę
        sama, z jedzenia bezgutenowego nie mogę zrezygnować, za brak
        komputera dzieci by mnie zabiły. A, zapomniałam jeszcze telewizor.
        Ja chcę spłacić kredyt, żeby mi nie świecił w oczy, że go płaci i
        albo zrezygnować z tych wypasionych szkół i przedszkoli (1 tys. za
        szkołę i 1 za przesdszkole)i móc to przeznaczyć na dzieci, albo
        dostać na każde z nich po 500 zł fizycznie!(stąd te 1500 w pozwie
        jeśli chce łożyć na edukacje),bo do tej pory sie proszę o każdy
        grosz i słyszę, że chodzą do szkół. W szkole nie ma alergologa i
        sklepu z obuwiem. A z tobą tricolour się zgadzam. GC ze mnie. Ale
        nieszczególnie roszczeniowa, bo i chcę spalacać i negocjować i
        obniżać koszty. Mieszkanie też jestem gotowa wspólnie sprzedać i się
        podzielić, dlatego komentarze meża odbieram jako złośliwość i
        wiązanie.
        • teuta1 Re: Nie pocieszę... 31.05.08, 18:17
          Zarobki męża - 9 tys. netto miesięcznie i akcje o wartości ok. 70
          tys. rocznie. Połowa akcji z kilku lat w ramach majątku wspólnego
          należy do mnie i za nie chcę spłacić większą cześć kredytu.
          • manderla Re: Nie pocieszę... 31.05.08, 18:48
            Nie bardzo w prawdzie rozumiem, co to znaczy akcje o wartosci 70 tys
            rocznie (?), ale ok. nie drążę wink
            Przy tych zarobkach Teuta, mozesz wydoić gościa wink i się niczym nie
            przejmuj ;-DDD Po co facet ma mieć kłopot, na co kasę wydać?! Ty to
            wydasz rozsądniej, bo na dzieci.wink
            • teuta1 Re: Nie pocieszę... 31.05.08, 18:53
              Bo co roku się uwalniają. I dopiero wtedy można je sprzedać. Dlatego
              w...wia mnie mówienie, że jak chcę mu jeszcze obniżyć koszty
              zrzekając sie swojej cześci na poczet kredytu, to marudzi i
              ironizuje. Miliony to nie są, ale ja chcę naprawdę w sumie mniej niż
              30% jego miesięcznych dochodów i w tym jest już szkoła i
              przedszkole, żeby mógł szpanować przed znajomymi, że dzieciom sie
              standard nie pogorszył.
              • manderla Re: Nie pocieszę... 31.05.08, 19:06
                Teuta sorki, albo Ci gośc jakis kit wciska, albo ja czegos nie
                rozumiem z tego co mówisz. Jezeli jest akcjonariuszem spolki(prezes,
                wiceprezes, członek zarzadu czy zwykły pracownik-posiadacz akcji), w
                ktorej pracuje, to niby dlaczego ma okres ochronny przez caly rok i
                tylko raz do roku moze je sprzedac. Jakas bzdura to jest, wg mnie.
                KNF nie narzuca takich warunków, ani GPW tez nie. Chyba ze jego
                spółka....ale to jakies nielogiczne by było...
                A tak w ogóle, to czemu sie przejmujesz, ze on zrzędzi etc? rob
                swoje.
                A w sytuacji, jesli twierdzisz, ze Ty jestes ok, a on ponosi winę za
                rozpad, to czy nie lepiej jednak starac sie o rozwód z orzekaniem o
                winie? cos Cię krępuję?
                • teuta1 Re: Nie pocieszę... 31.05.08, 19:09
                  W jednym roku ci przyznają, w przyszłym dopiero możesz sprzedać.
                  Złota smycz. Zwykły pracownik - kierownik. Nie napiszę więcej.
                  • manderla Re: Nie pocieszę... 31.05.08, 19:26
                    Aha, ok, rozumiem.
                    maila wysłałam. Pisuj do mnie wink
        • tricolour Prawdę mówiąc... 31.05.08, 21:11
          ... gdy Twoje koszty "administracyjne" wynoszą 1950 + kredyty + 2000 (szkoła i
          przedszkole), to jesteś zależna finansowo od exa. Mówiąc inaczej: nie jesteś w
          stanie samodzielnie utrzymać rodziny i to jest dobry punkt wyjścia: zadać sobie
          pytanie "co dalej".

          Nie chodzi tylko o złośliwość męża, ale także o to, że alimenty to sprawa na
          wiele lat. Facet może stracić pracę, stracić zdrowie itp. Nie chciałbym żyć
          mając topór nad głową w postaci finansowej zależności od nikogo. Trzeba być
          realistą nawet gdy to boli - negocjuj.
          • opprrrssss Re: Prawdę mówiąc... 31.05.08, 21:57
            A ja rozumiem zawiłości finansowe. Poniekąd mam podobnie. Tylko to
            ja wyskoczyłam z rozwodem.
            Ale ad rem: jesli w przyszłości mężowi się znacznie pogorszy to na
            bank złoży pozew o zmniejszenie alimentów i wtedy się będziesz
            martwić.
            Nie uważam, że jesteś zależna finansowo od niego, bo przecież swoje
            prawie 2k zarabiasz. Reszta to i tak koszty edukacji DZIECI
            (wspólnych a nie wyłacznie Teuty), koszty utrzymania domu, w którym
            DZIECI WSPÓLNE mają mieszkać i koszty dotyczące w róznym stopniu
            dorosłego opiekuna jak i DZIECI. Nie ma co filozofować. Jesli
            dzieciom ma się nie pogorszyć, a taka jest filozofia alimentacyjna w
            Sądach, to na to wszystko, co dzieci miały ma teraz wystarczyć.
            Przed rowodem zabezpieczał to tata, to i po rozwodzie to będzie
            DZIECIOM zabezpieczał. Nie przyszłej eksi a DZIECIOM właśnie.
            p.s. chylę czoła przed moim jeszcze-mężem. Jak mu przedstawiłam
            podobną propozycję to przyznał, że uczciwa jest i o dzieciach myślę
            a nie o sobie. Inna rzecz, że ja zawsze pracowałam zawodowo, nawet
            jak finanse jeszcze-małżonka wystarczały na leżenie do góry d..ą i
            on sam namawiał mnie do rezygnacji z pracy zawodowej bo: "przecież i
            tak wszystko na twojej głowie to jeszcze i praca".
            Wiedziałam co robię.
            • tricolour To nie jest takie proste... 31.05.08, 23:43
              ... i gdy się chce wysokie alimenty, to trzeba się dobrze przygotować do sprawy.
              Przede wszystkim orzekać winę, gdy wina jest, by przeciwnik nie mógł sobie pogrywać.

              Jeśli Teuta chce 1500zł na dziecko, to jest to kwota bez żadnego marginesu na
              zdanie sądu - to jest absolutne minimum jeśli czesne wynosi 1000zł. Gdyby sąd
              orzekł 1000zł alimentów, to dzieci chodziłyby do dobrej szkoły, ale głodne i
              obdarte, bo Teuta miałaby 1050zł na trzy osoby (jedzenie, ubranie, samochód itp)
              - głód.

              Czyli zakładając, że sąd coś obetnie (a czemu nie?) trzeba żądać ze 2000zł na
              dziecko - a to przekracza 50% dochodów męża (przy średniej netto 9000/miesiąc) w
              kilku ostatnich miesiącach roku, gdy wejdzie najwyższy podatek dochodowy.

              Mówiąc krótko: trzeba się przygotować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka