teuta1
31.05.08, 09:03
Od kilku dni znów jestem płaczliwa i przerażona. Niby powinnam się
uodpornić,ze mąż ma co rusz nowe pomysły, ale słyszę bezpodstawne
oskarżenia, że chcę z niego wyciągać pieniądze, że nie ma do mnie
zaufania. I złośliwości, że dążę do jak najszybszej spłaty
mieszkania, w którym zostalismy z dziećmi żeby wyszykować sobie
gniazdko, doprowadzają mnie do płaczu. Poza tym, tylko nie śmiejcie
sie, zgodziłam się na rozwód bez orzekania o winie (mam dowody
zdrady od sierpnia ub.r- wyciągi z konta i sms-y, ale chcialam
uniknąć kilkuletniego rozwodu), ale czuję się z tym moralnie nie w
porządku. Tak zwyczajnie wydaje mi sie, że prawda dobro i
sprawiedliwość powinny zwyciężać. I czuję się mała sama przed sobą,
że stchórzyłam i że nie mam siły na długi proces. To poczucie plus
komentarze męża sprawiają, że czuję się roszczeniowa, pełna
pretensji i no.. ogólnie kiepska jako Człowiek. Mam też świadomość,
że muszę mieć gdzie mieszkać i za co żyć z dziećmi, co powtarzają mi
ciągle znajomi. Takie podwójne wiązanie - najchętniej nie wziełabym
nic i jasno okresliła dni kontaktów z dziećmi, z drugiej strony
musze go znosić codziennie i prosić o pieniądze na lekarza dla syna.