mysza_33
10.11.07, 14:25
Wiecie, że moje początki w nauce były trudne. No jakoś mi totalnie nie szło...
Trafiłam do grupy, która była już na 4 rozdziale Code1. Mój poziom był
totalnie zerowy, więc gubiłam się strasznie, nie mając żadnej wiedzy, choćby,
jak jest: my, wy, oni, ja, ty... i takie tam. Nie miałam słownika, książek,
niczego co ułatwiłoby mi sprawę.
Dzięki Wam dawałam radę nadrobić tyle, by być równolegle z książką, ale nie
starczało mi już czasu na ćwiczenia na kompie. Nigdy nie zrobiłam tych
pierwszych rozdziałów... Dodatkowo moje dziecie było akurat w bardzo
absorbującym momencie rozwoju (zero tolerancji zajmowania się kompem a nie
nim), oczekiwało jeszcze propozycji zabaw, a mój umysł, gdy Irek już spał, po
21.00 niestety nie pracuje :( wtedy po 20 minutach studiowania powieki spadały
mi od razu na klawiaturę... )A wiadomo, na początku rozumienie jest trudne,
czytanie poleceń, radzenie sobie z programem zabiera więcej czasu.
Tak czy owak próbowałam nadążyć, jednak zawsze byłam za grupą. Dlaczego za
mimo ciężkiej pracy, a to już sprawa bałaganu w ROC, zwłaszcza powakacyjnego :(((
Sama w końcu przerobiłam 12 rozdziałów książki (niemal całą Code1), ale
zbytniego rezultatu w poprawie nauki nie było. To pędzenie ograniczało mnie
strasznie - zero czasu na dom, znajomych, nie mówiąc już odpoczynku. Z tego
powodu zaniedbałam Was (ale broń boże się nie obraziłam :-))
Gdy doszłam do 12 rozdz. i próbowałam go zrobić na kompie - postawiłam się i
powiedziałam, że nie siedzę z grupą (i nie konwersuje w... angielskim... he,
he, he) tylko zostaję przy ćwiczeniach, i zobaczyłam, że nie rozumiem nie
tylko video, ale i tekstu następującego po nim w 50%, upewniłam się, że nie
chcę tak spędzać czasu w tej szkole.
Poszłam do poprzedniej mentorki (po wakacjach połączyli grupy, zrobił się
okropny bałagan, każdy na innym niemal rozdziale, nauczyciel nie prowadzi,
siedzimy sami i mamy pracować razem bez ich udziału, nonsens, zwłaszcza w
przypadku początkujących), powiedziałam jej, że mimo ogromnego wysiłku nie
udaje mi się, bo mam zbyt duże zaległości w pierwszych partiach książki i te
bardziej zaawansowane teksty zupełnie do mnie nie trafiają.
No i kobieta mi pomogła, zasugerowała, porozmawiała z kim trzeba i od zeszłego
tygodnia jestem w nowej, innej grupie.
I wiecie co? Grupa jest po prostu rewelacyjna!!! Dalej jest ten bałagan, dalej
siedzimy i patrzymy na siebie, nauczyciel wychodzi i jest nieobecny, zero
prowadzenia, ale osoby z tej grupy wzajemnie sobie pomagają, jeden drugiego
pyta czy na pewno rozumie, i też tu każdy jest na innym poziomie, ale jakoś
potrafimy ze sobą współpracować. Przy tym jest kupe śmiechu :-) To pozwoliło
mi się otworzyć, przełamać opory, bo werszcie jestem na takim poziomie, że
łamanym holenderskim, ale jednak, wtrącając słówka angielskie oczywiście,
jestem w stanie zrozumieć o co chodzi tej drugiej osobie i odpowiedzieć. To
było bardzo dobre posunięcie, mimo, że znowu jestem na 4 rozdziale. Dzięki
temu wiem (i tym samodzielnym stiudiowaniu), wiem o co pytać, zaczynam
kompletować wszelkie elementy układanki i rozumieć ten język. Oj, jak mi dobrze.
Ale nie zawdzęczam to ROC. Tej szkoły naprawdę nie polecam, bo co zajęcia mamy
z innym nauczycielem, niektórzy (teraz mam nowego, lepszego mentora, ale też
tylko raz ją widziałam, nie wiem czemu) w ogóle wychodzą z klasy i zostajemy
na 3 godziny sami. Ponoć się zmienił system, ale ja na taką formę nauki nie
wydałabym ani grosza.
Tu płacę 1/3 ceny i też się mocno zastanawiam, no ale uzależniona jestem od
tego, z kim współpracuje Gemeente, bo oni płacą 2/3 ceny kursu.
Generalnie syf straszny w tym ROC, ale chciałam się pochwalić, że wreszcie
zaczęłam się uczyć efektywnie i już powoli coś umiem :-)
Życzcie mi powodzenia
Mysza