Jesień przyszła i już jest. W różnych miejscach sklepy, portale ogrodnicze zaczynają pisać o okrywaniu roślin. Jest na to zdecydowanie za wcześnie. Przyznam, że ja też bym chciała wyprzedać zapasy białej agrowłókniny i kapturów ochronnych. Mniej liczenia w rocznej inwentaryzacji, nie kurzy się, stanów magazynowych nie obciąża. Ale nie można tak, bo to złe dla ogrodu. Rośliny okryte teraz, nie wejdą w okres spoczynku, będą wydawały nowe przyrosty, a gałązki nie zdrewnieją. Przy pierwszym prawdziwym mrozie przemarzną, a gdy roślina młoda, to może to być koniec jej życia. Gdzieś ktoś napisał, że okrywać należy w połowie listopada. Bywały lata (a raczej zimy), że tak było. Ale ostatnie dwie zimy nie wymagały żadnego okrywania. Bo terminem właściwym nie jest połowa listopada ani początek grudnia, ani jego połowa, nie można tego określać kalendarzowo. Zabezpieczamy rośliny dopiero wtedy, gdy przez co najmniej 5 nocy są przymrozki w okolicach -5 stopni, a wierzchnia warstwa ziemi lekko (ok.3 cm) przymarznie. Nie mówię oczywiście o oleandrach, cytrusach itp. te trzeba zabrać do domu już teraz, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Mówię o różach i świeżo posadzonych roślinach. A jeśli macie w ogrodzie różaneczniki, azalie japońskie, laurowiśnie i inne zimozielone rośliny, a rosną w przeciągu, to warto je otulić agrowłókniną, a wcześniej porządnie podlać. Chociaż w ostatnim czasie było tyle deszczu, że powinno im wystarczyć. Ale gdyby się zrobił cudownie ciepły listopad

, to trzeba będzie je podlać. Miłych dni Państwu życzę, pełnych refleksji, ale niekoniecznie smutnych