Gość: .
IP: *.147.80.69.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
22.07.11, 10:56
Studiowałam przez pół roku na WSB w Toruniu. Poziom tych ludzi - tragedia. Do egzaminów chyba tylko ja się uczyłam "normalnie", siedziałam w bibliotece, czytałam książki. Reszta - testy z ubiegłych lat, kserówki, skany. Nawet byli tacy "wykładowcy", którzy przesyłali pytania egzaminacyjne na maila i na egzaminie zadawali nie dość, że te same, to nawet kolejności nie zmienili. I co? I zdarzyły się w całej tej patologii osoby, które tego nie zaliczyły nawet na 3!!!
To była tzw. "ścieżka dla nieekonomistów". Co można myśleć o poziomie studentów, którzy wysyłają do wykładowcy takie maile:
"Dzień dobry. my jesteśmy studentami dla nieeonomistów i my mamy prośbe. Czy mogli byśmy dostać łatwiejsze pytania na egzaminie. Bardzo panią prosimy. Studenci Dla Nieekonomistów".
Miałam na WSB jeden przedmiot z taką p. dr... która więcej opowiedziała o zwyczajach kanarków i jakichś tam kopalniach, niż o rachunkowości ;/ ;/ Sama do wszystkiego dochodziłam z podręczników. A reszta biegała tylko z testami z ubiegłych lat. Zabawnie było zobaczyć ich przerażenie, gdy p. dr wyciągnęła na egzaminie testy, i już z daleka było widać, że to nie te! :D
Wszystko jednak skończyło się w ten sposób, że i ja zdałam, i oni - o zgrozo - też. Zielonego pojęcia po dziś dzień większość nie ma, czym są aktywa, a czym pasywa, nie odróżnia przychodów od kosztów. Dla mnie ta cała farsa była i jest obrzydliwa, nie chciałam za nią dłużej płacić prawie pięciuset złotych miesięcznie i rzuciłam to w cholerę.