Być stażystą roku...

17.08.04, 19:10
No właśnie... W podstawówce i liceum zawsze pełniłam funkcję przewodniczącej
jak nie klasy to szkoły. Nie dlatego że byłam wzorową uczennicą (a
dużooooooooooo mi od takiego tytułu odbiegało), ale dlatego że ja uwielbiałam
mieć dużo spraw do pozałatwiania na głowie. No i moi nauczecieli też dobrze o
tym wiedzieli i znali mnie jako świetnego organizatora przeróżnych imprez i
akcji. I jak tak pomyśle, że teraz na studiach nie będe miała żadnej funkcji
to mi tak jakoś smutno, więc prosze powiedzcie mi coś o samorządzie
studenckim a w szczególności o funkcji stażysty.
    • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 17.08.04, 19:14
      Sta-sta-sta-sta-ży-ży-ży-sta-sta-sta? Przy samorządzie? A co to?
      • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 17.08.04, 19:39
        właśnie ;) już mi tu powiedziano, że ludzie z samorządu robią to i tamto, czego
        ja nie robiłam i nie wiem czy mam zacząć już żałować
        teraz się okazuje, że zamiast starosty jest stażysta. No, machła się i tyle ;)
        Ale za to śmiesznie, bo wychodzą te wszystkie durne artykuliki o tym jaki to
        staż a bycie stażystą to mistrzostwo świata

        by być starostą muszą Cię wybrać Twoi koledzy, więc Ty musisz ich przekonać.
        NOrmalne ;) Znając jednak ochotę do bycia starostą nie powinnaś meić
        konkurencji.

        I
        starosta jest od spraw administracyjnych typu układanie planu zajęć,
        przesuwanie godzin, latanie z indeksami po pieczątki, wypełnianie wstępne
        różnych nauczycielskich druków.

        członek samorządu jest od spraw zewnętrznych, typu proszenie osobistości w
        imieniu blabla o wykład, i.. w gruncie rzeczy nie wiem co jeszcze

        Prestiż. Członek samorządu nie robi nic albo niewiele (poza godzinami
        urzędowania gdyu studenci mogą zgłaszać swoje pretensje, jednak zazwyczaj
        pojawi się jeden student co dużur i cześć. Przewodniczący lub przrdstawiciel
        studentów do spraw dyscyplinarnych to co innego. Sam członek to cienki bolek ;)

        zaś starosta to typowy sprzątacz, roboty ma dużo, odpowiada za każde
        niezapłacenie, za każde spóźnione oddanie czegoś tam. Typowy łącznik pomiędzy
        studentami a dziekanatem na którym skupiają się pretensje wszystkich. Często
        starosta jest członkiem samorządu wydziału, choć nie jest to
        automatyczna "nominacja".


        a już myślałam, że jesteś najlepszym stażystą w dużej korporacji i się
        zastanawiasz jak udźwignąć brzemię popularności
        • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 17.08.04, 20:25
          Samorząd niewiele robi? Żebyś Ty wiedziała, jaki u mnie jest robotny samorząd -
          obóz zerowy i żeglarski organizują, imprezy po klubach, jakieś dni nauki,
          ostatnio dla lepszej identyfikacji z wydziałem koszulki... No nie wspominając
          już o statutowym stawaniu w obronie studentów (robią to i nawet czasem coś im
          się udaje). Nawet widać efekty ich działań, więc raczej nie ma co narzekać - no,
          ale to chyba specyfika instytutowa, samorządność i te sprawy...;)
          • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 17.08.04, 22:13
            no dobra, to było porównanie starosty, którym autporka wątku chec być, a
            członka samorządu. Nie zaś przewodniczącego samorządu, zastępcy jednego z
            drugim. Organizacja obozu zerowego trudna jest po raz pierwszy, potem już leci,
            jak przy starej dobrej marce. Główna triudność polega nie na samej organizacji
            bo co za problem poszukać miejsca obozu i zwrócić się z petycją blablabla do
            dziekana o dofinansowanie, że to ułatwi integrację, ale naa zachęceniu
            studentów do uczestnictwa. Obóz zerowy jest we wrześniu, potrafiłam
            zorganizować więcej, obóz integracyjny w środku semestru, że niby potrzebujemy
            integracji, hehe, i proszenie dziekana o pozwolenie i każdego wykładowcy po
            kolei na zwolnienie roku to pikuś w porównaniu z tym, że przeciętny student
            woli mieć 5 dni wolnych w domu niż 5 dni w górach. Grrr
            nie, nie było to na gegrze, tam nie ma takich wygodnickich ;)

            dlaego stwierdzam, że sama ogranizacja ze wszystkim co się za tym kryje toi nic
            w porównaniu z tym ile to człowike musi technik marketingowych, hehe, stosować,
            aby podnieść pupy z leżanek. Bal zorganizowany po raz pierwszy nie odbył się,
            bo się dzieciom nie chciało przyjść ładnie ubranym. Udało się to dopiero za
            drugim podejściem. A gdy bal organizowany jest od X lat wtedy renoma jest o
            niebo większa i nie ma niebezpieczeństwa, że zamówisz salę, kucharki, a kupi
            zaproszenia 20 osób. Przedsiębiorca wlicza to w koszty funkcjonowania firmy,
            człnek samorządu nic nie może wliczać tylko na dywaniku dziekana rozliczać się
            z tego, że dziekan dał pieniądze, a samorząd je źle ulokował. Bo to samorząd
            dostanie w dupę, że studenci nawalili.

            No, a kiedy obóz zerowy już po raz enty, bal socjologa, filologa czy polonisty
            po raz enty, w klubach cię znają i masz wejściówki, karty stałego klienta nawet
            zamawianie całe sali w modnym klubie bez problemu tyle, że kwartał na przód,
            kiedy z urzędem miasta, marszałkowskim, wojewódzkim, organizacjami
            pozarządowymi się znasz lub Twoja marka, czyli bycie członkiem samorządu Uniw.
            Warsz, wtedy żadsnych starń po drzwi i ramiona otworem. Co więc za problem iść
            z prośbą znając odpowiedź twierdzącą.

            niech by tak nową organizację od zera, wtedy dopiero można zobaczyć jakie to
            miłe gdy klamki się całuje

            no a starosta, bidak, tyra, a wszyscy mają zawsze pretensje ;)
            • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 17.08.04, 23:00
              Po-po-porównanie, no tak, rzeczywiście. Dobrze, to teraz rozumiem. Zrozumiała
              sprawa, że jak już struktura jest to i rozwiązania i metody, więc wszystko idzie
              "gładziej"... Swoją drogą fajny pomysł z tym balem, może podrzucę u siebie;)
          • camerthon Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:12
            tak_zwany napisał:

            > Samorząd niewiele robi? Żebyś Ty wiedziała, jaki u mnie jest robotny samorząd -
            > obóz zerowy i żeglarski organizują, imprezy po klubach, jakieś dni nauki,
            > ostatnio dla lepszej identyfikacji z wydziałem koszulki...

            Ekhm...dwudziestoparolatkom wręczyliście koszulki? I kazaliście nosić tak jak
            przedszkolakom na wycieczce?
            I naprawdę znaleźliście naiwnych??? ;)
            • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:14
              Po pierwsze, nie wręczyliśmy, tylko wręczyli, bo ja poza strukturą jestem:). Po
              drugie, nie wręczyli, tylko sprzedali. Po trzecie, Ci "naiwni" nawet je
              kupowali. A po czwarte szły jak woda;D. Żebyś Ty wiedziała, jak ludzie lubią
              takie gadżety...;)
              • camerthon Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:25
                tak_zwany napisał:

                > Po pierwsze, nie wręczyliśmy, tylko wręczyli, bo ja poza strukturą jestem:). Po
                > drugie, nie wręczyli, tylko sprzedali. Po trzecie, Ci "naiwni" nawet je
                > kupowali. A po czwarte szły jak woda;D. Żebyś Ty wiedziała, jak ludzie lubią
                > takie gadżety...;)

                A to wiele wyjaśnia :)
                Bo jak słysze o koszulkach na dzień dobry, to przypomina mi sie jak mnie w
                liceum zapakowali w koszulke z nader uroczym logo szkoły i bez niej zabronili
                sie pojawiać na WF-ie... ;( I kazali kupić! Teraz mam to juz a sobą, ale te
                traumatyczne przeżycia...

                ;)

                camerthon
            • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 18.08.04, 00:20
              pikuś, wystarczy przekonać studentów, że taka koszulka to szczyt marzeń i
              szczyt mody. Czyli: limitowana seria rozprowadzana przez członków samorządu,
              żasne tam dogorywanie między pączkami i coca-colą w szkolnym bufecie. Cena
              stosunkowo wysoka, ak, aby nie pomyśleli że to jakieś dziadostwo. Fajna sprawa
              z ceną, czym drożej tym mniej osobób stać na koszulkę więc staje się bardziej
              elitarna więc nawet i ci, których nie stać będą wysupływać.
              I
              wystarczy jedna akcja. Jakieś targi czegoś tam, i członkowie samorządu w
              koszulkach i fama, że nigdzie ich dostać nie można.

              od razu pójdą ;) zwłaszcza jeśli chodzi o ubieranie się w nie na obozach
              integracyjnych, gdzie ludzie z 1 wydziału w ramach integracji ubiorą się celem
              utworzenia własnej elitarnej grupy, jakże innej od tych wszystkich co to we
              własnych przeciętnych ciuchach chadzają
              • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:28
                Zgadza się tylko to, że rozprowadzane przez członków samorzadu (już by bufetowa
                narzut zrobiła). Poza tym nic - szło po najniższej cenie, promocja polegała na
                pokazaniu, że coś takiego jest i że studenci tego chcieli;D, targów nie było, a
                na obozie jeszcze nie było koszulek...
              • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 18.08.04, 00:30
                a, nie dokończyłam
                cena, wysoka tak, ale i na tyle niska by łatwo było przekonać studenta, że za
                tę koszulkę ma kupi zaledwie 5 piw.

                że kupi pół książki to już można nie mówić albo 7-8 dofinasowanych obiadów na
                stołówce. I jest to dość perfidne, bo biedny takiej koszulki nie kupi, a
                samorząd raczej nie potrzebuje wielkości wysokohurtowej aby dostać wielką
                zniżkę od producenta. A na studiach powinna być równość mimo całej
                konsumpcjonistycznej rzeczywistości. Wiedząc zaś, że równości majątkowej nigdy
                nie będzie nie można wzbudzać takich emocji, jakie wzbudza się w normalnie
                funkcjonującym zakładzie handlowo-marketingowym, czyli poczucia lepszości z
                powodu posiadania.
                Nigdy nie sprzedawałma koszulek, tak sobie tylko myślę ;)
                • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:34
                  Richelieu, czy z Twojego rozumowania wynika, że w imię elitaryzmu studeckiego
                  nie mogę przyjść w marynarce na zajęcia?
                  • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 18.08.04, 00:40
                    jeśli reguła grupy sugeruje chodzenie w koszulkach na obozach integracyjnych to
                    marynarka była by nie na miejscu. Jednak jeśli już chodzi o obozy, trzeba by
                    mieć kilka na zamienę albo tak jak "najlepsiejsza partia w polandii" mieć
                    specjalne okazje na zaprezentowanie swojego stroju ;)

                    ps. Ty chadzasz w marynarkach na zajęcia? niemożliwe ;), gdy pojawiłam się
                    pierwszy raz w marynarce w pierwszy dzień normalnych zajęć pomyśleli, że
                    jeszcze balować nie skończyłam

                    • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:42
                      Hak w tym, że nie ma żadnej reguły ubierania się, nie ma żadnego kanonu, nacisku
                      na takie a nie inne zachowanie, niczego. Nie rozumiem, o co Ci chodzi...
              • camerthon Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:30
                Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                > od razu pójdą ;) zwłaszcza jeśli chodzi o ubieranie się w nie na obozach
                > integracyjnych, gdzie ludzie z 1 wydziału w ramach integracji ubiorą się celem
                > utworzenia własnej elitarnej grupy, jakże innej od tych wszystkich co to we
                > własnych przeciętnych ciuchach chadzaja

                ...elitarnej grupy, coby mniej elitarne, ale koniecznie elitarnie umięśnione i
                odmóżdżone grupy na pierwszy rzut oka mogły rozpoznac kto żóltodziób i komu na
                powitanie w nowym mieście ślicznie mordkę...ten tego...zniekształcić ;)
                • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:32
                  Wiesz, to raczej nie jest specyfika mojego kierunku...
                • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 18.08.04, 00:35
                  więc właśnie mówię, że perfidne działania marketingowe studentów dotyczyć nie
                  powinny, bo wśród nich jest wielu neizamożnych

                  zaś elitarność grupy polega nie na odróżnianiu się pierwszorocznych od
                  drugorocznych i wyższych, a na odróżnianiu się studentów wydziału łopatologii
                  od studentów chemii gospodarczej. Koszulki mają logo szkoły a nie hasło :abc
                  uczeń klasa pierwsza. Jak na tarczach przyszywanycy w pierwszej klasie do
                  fartuszka ;)
                  • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:39
                    Coraz bardziej dziwię się temu, co wypisujesz... Jaka elitarność? Jakie
                    odróżnianie się pierwszorocznych od drugorocznych? O czym Ty...? Dla mnie sprawa
                    jest bardzo prosta - kto chce mieć, to ma, kto nie chce/nie może, nie ma.
                    Noszenie / nienoszenie koszulki nie ma żadnego znaczenia dla klasyfikowania
                    ludzi na moim wydziale. Doszukujesz się niepotrzebnie drugiego dna.
                    • camerthon Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:44
                      tak_zwany napisał:

                      > Coraz bardziej dziwię się temu, co wypisujesz... Jaka elitarność? Jakie
                      > odróżnianie się pierwszorocznych od drugorocznych? O czym Ty...? Dla mnie spraw
                      > a
                      > jest bardzo prosta - kto chce mieć, to ma, kto nie chce/nie może, nie ma.
                      > Noszenie / nienoszenie koszulki nie ma żadnego znaczenia dla klasyfikowania
                      > ludzi na moim wydziale. Doszukujesz się niepotrzebnie drugiego dna.

                      W gruncie rzeczy kupienie tej koszulki nosi w sobie chęć pokazania, ze 'ten
                      wydzial/ta uczelnia taka slynna, a ja też stamtąd jestem! Zobaczcie!' No i
                      zostaje na pamiątkę. Naiwne to troszke, ale rzeczywiście, nie doszukiwałabym sie
                      tutaj jakiejś ideologii.
                    • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 18.08.04, 00:45
                      no to co samorząd w końcu zrobił? kupił 20 sztuk białych koszulek, dał do
                      wprasowania 20 logo szkoły i powiedział, że ma na sprzedaż?

                      łiii

                      nie szukam dna, nie jestem już starostą, ani w samorządzie, więc wolno mi mieć
                      praktycznie wizje wykorzystania koszulek jako produktu, który MA SIĘ koneicznie
                      sprzedać. Wyprodukować to nie problem dziś.
                      • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:50
                        Nie pamiętam, ile tego było, ale z pewnością więcej niż dwadzieścia i do tego
                        rózne kolory;) Logo było zrobione "firmowo", więc samorząd żadnej prasowanki nie
                        robił. Ot, kupili, wystawili i poszło. Zresztą nie jestem pewnien, czy nawet na
                        tym zrabiali - chyba po kosztach szło, gdyż nie o zysk chodziło. Jest tak jak
                        pisałem - ot taki gadżet, wzmacniający poczucie przynależności...
                      • camerthon Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:55
                        Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                        > no to co samorząd w końcu zrobił? kupił 20 sztuk białych koszulek, dał do
                        > wprasowania 20 logo szkoły i powiedział, że ma na sprzedaż?
                        >
                        > łiii
                        >
                        > nie szukam dna, nie jestem już starostą, ani w samorządzie, więc wolno mi mieć
                        > praktycznie wizje wykorzystania koszulek jako produktu, który MA SIĘ koneicznie
                        > sprzedać. Wyprodukować to nie problem dziś.

                        No w sumie racja, bo jest różnica miedzy kolorową szmatka na sprzedaż z 500%
                        marżą, a tymi...no...możesz mnie zabić, ale nie przypomne sobie teraz nazwy tej
                        ....ekhm 'czapeczki'...którą nosili studenci uniwersytetów jeszcze nie tak dawno
                        :) To był elitaryzm (którego notabene wiekszosc sie wstydzila i nikt tego nie
                        chcial nosic), a nie jakas tam koszulka. Mialam szczescie (?) trafic do liceum,
                        w ktorym obowiazywaly mundurki i nie bylo zmiluj sie. Wiec wiem jak wyglada ten
                        caly elitaryzm od srodka i co ludzie umieszczeni w ubrankach o okreslonym kroju
                        tak naprawde mysla o tej calej swojej przynaleznosci do grupy. Czym innym jest
                        tutaj kupienie koszulki dla wlasnego kaprysu.
                        • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 01:00
                          Uh, współczuję... Ześwirowałbym, gdyby ktoś mi narzucał, jak mam się ubierać.
                          Ale to pokazuje, jak odgórnie buduje się "markę" danej grupy czy instytucji (w
                          tym wypadku szkoły) - narzucone "odróżnianie się", połączone z innymi elementami
                          (fama, korzyści praktyczne itd.) daje właśnie obraz elitaryzmu. To trochę coś
                          innego, niż omawiany przypadek...
                  • camerthon Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:40
                    Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                    > zaś elitarność grupy polega nie na odróżnianiu się pierwszorocznych od
                    > drugorocznych i wyższych, a na odróżnianiu się studentów wydziału łopatologii
                    > od studentów chemii gospodarczej. Koszulki mają logo szkoły a nie hasło :abc
                    > uczeń klasa pierwsza. Jak na tarczach przyszywanycy w pierwszej klasie do
                    > fartuszka ;)

                    Wiem w sumie czym się różni logo od tarczy, ale wiem tez, że nikt oprócz
                    zachłyśniętych radością dostania się na wymarzoną uczelnie pierwszaczków na te
                    radosne koszulki nie spojrzy...Nikt przy zdrowych zmysłach, ale to odrobine
                    zmienia postac rzeczy ;) Osobiscie od koszulki wolalabym kubeczek na przyklad...
                    • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:46
                      Nikt przy zdrowych zmysłach? Cóż, widać pół kadry mojego instytutu to wariaci...
                      O studentach to już nawet wspominać nie będę...

                      A koszulka spełnia jedno, proste zadanie - pozwala pokazać na zewnątrz
                      przynależność do określonej grupy, poniekąd wzmacnia tożsamość społeczną;)
                      • camerthon Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:48
                        tak_zwany napisał:

                        > Nikt przy zdrowych zmysłach? Cóż, widać pół kadry mojego instytutu to wariaci..
                        > .
                        > O studentach to już nawet wspominać nie będę...

                        Prawda? ;)

                        > A koszulka spełnia jedno, proste zadanie - pozwala pokazać na zewnątrz
                        > przynależność do określonej grupy, poniekąd wzmacnia tożsamość społeczną;)

                        No i widzisz jak ładnie uważałeś na zajęciach ;)
                        • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 00:50
                          Fuj, psychologia społeczna. Źle wspominam;/
                      • Gość: Richelieu* Re: Być stażystą roku... IP: 195.117.90.* 18.08.04, 01:10
                        i dlatego trzeba uważać, by sprytny producent gadżetu ni wykorzystał chęć
                        podkreślania pożsamości społecznej, o której trąbię od początku wątku

                        • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 01:14
                          U nas są wysokie standardy etyczne...;]
                  • Gość: rasta Re: Być stażystą roku... IP: *.net / *.crowley.pl 18.08.04, 00:45
                    elitarizm hmmmm poniekad tak: w kolach naukowych ludzie chca chodzic w takich
                    koszulkach(z logo uczelni i kola), chca sie wyroznic z tlumu, pokazac, ze
                    naleza do takiego klubu, robia cos wiecej itd. itp.
                    koszulki sa robione po kosztach(niskich), tylko dla czlonkow, sponsorow, wladz
                    uczelni itd.
                    w skrocie: budowanie wiezi, przywiazania do grupy, marketing itd.
                    aha oczywiscie koszulki nie powinny byc z wielkimi oczojebnymi napisami, umiar
                    i styl musi byc.
                    dla masowki to nie towar, taka koszulka powinna byc trudno dostepna. mozna
                    rozdawac lub sprzedawac takie koszulki na obozach integracyjnych, sportowych
                    itd. wtedy maja swoja wartosc...
            • heksa1 Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 18:32
              Naprawdę nie trzeba było ich wtykać.Nasz Instytut jest mały i bardzo
              zgrany.Kupowali wszyscy (niemal) aż po panie z sekrtariatu.Nie było
              wciskania,akcji marketingowych,masówki itd.Fajny projekt,który został przyjęty
              pozytywnie przez studentów,i tyle.Nie dorabiajcie do tego ideologii.
          • heksa1 Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 18:29
            Po przeczytaniu tego wątku,stwierdzam,że ludzie spoza socjologii tego nie
            zrozumieją...Są różne samorządy,i nie wszystkie sprawiają dobre wrażenie po
            pierwszym zetknięciu.Mamy szczęście Tak_zwany:)
            • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 18:35
              Ano. Ja, przyznam się, nie rozumiem kompletnie, o co chodziło w tej dyskusji...
    • Gość: Aga Re: Być stażystą roku... IP: 81.15.254.* 17.08.04, 19:36
      Może starosty????? Ponoć gdzieniegdzie tacy bywają, stażyści raczej nie;)
      • red_hoga Re: Być stażystą roku... 17.08.04, 22:35
        No to chyba sie rzeczywiście pomyliłam. Fakt faktem chodziło mi o starostę i
        wielkie dzięki za odpowiedź. A moja pomyłka wynika pewnie z tego, że jeszcze
        nie za bardzo orientuję się w studenckim slagu. Bądź co bądź na tą funkję lub
        podobną w szkołach niższych mówiło się przewodniczący. A funkcję są chyba
        podobne, bo co by się nie zrobiło to i tak wina "starosty" klasy (tak to się
        chyba mówiło w podstawówce za czasów naszych babć, a terz zostało tyklo na
        uczelniach)
        • Gość: Ania Re: Być stażystą roku... IP: *.aine.pl 17.08.04, 23:02
          A moja pomyłka wynika pewnie z tego, że jeszcze
          > nie za bardzo orientuję się w studenckim slagu

          Wyraz "starosta" to nie slang. Jeju... kogo oni teraz przyjmują na te studia :-
          (((
          • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 17.08.04, 23:06
            Nie przesadzaj. Starosta to ostatnio coraz rzadsza instytucja. Przynajmniej na
            UW (swoją drogą, gdzie oprócz historii to funkcjonuje? - pytam, gdyż nie
            słyszałem). Mogła więc nie wiedzieć...
            • Gość: rasta Re: Być stażystą roku... IP: *.net / *.crowley.pl 18.08.04, 00:34
              starosta, szeryf łotewer, w grupach zawsze jest wybierana taka osoba.
              rzeczywiscie szkoda, ze nie ma starosty roku lub kierunku, taka osoba bardzo by
              sie przydala. U mnie na specjalnosci taka funkcje pelni kolezanka, ktora
              wszystko potrafi zalatwicz kazdym sie dogadac.
              Co do samorzadu studenckiego to niezle machloje kreca u mnie
              samorzad "opiekuje" sie Klubem Pod Jaszczurami i z tego co zajace cwierkaja
              to "troche" zawyzyli koszty niektorych imprez integracyjnych pierwszego roku.
              Salwar w Manku(gazeta studencka) trabi, wladze uczelni gluche ale NIK ma sie
              wziasc za kontrole, bedzie jazda hihihi
              pozdro
        • Gość: ppp Re: Być stażystą roku... IP: 213.199.253.* 17.08.04, 23:47
          Starosta a nie stazysta i to zaden slang ale oficjalne okreslene DZIZAS! A jest
          sie starosta nie roku a GRUPY na roku *czyli takiej podstawowkowej klasy). Sama
          grupa ustala kto ma byc starosta. Raczej Ciebie bym na staroscine nie
          polecil...troche jestes malo bystra
          • tak_zwany Re: Być stażystą roku... 17.08.04, 23:57
            Teraz ja mogę powiedzieć, że nie jesteś zbyt bystry, skoro nie wiesz, że na
            niektórych instytutach istnieje instytucja starosty roku...
          • red_hoga Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 22:50
            Gość portalu: Ania napisał(a):

            > Wyraz "starosta" to nie slang. Jeju... kogo oni teraz przyjmują na te
            studia :-

            Gość portalu: ppp napisał(a):

            > Starosta a nie stazysta i to zaden slang ale oficjalne okreslene DZIZAS! A
            jest
            >
            > sie starosta nie roku a GRUPY na roku *czyli takiej podstawowkowej klasy).

            No może rzeczywiście troszku źle napisałam. Lepiej by wyszło gdybym napisała
            slang w cudzysłowiu, bo nie chodziło mi o dosłowne znaczenie tego wyrażenia.
            Tyle, że starosta istnieje w oficjalnym użyciu na uczelni to wiem.

            > Raczej Ciebie bym na staroscine nie
            > polecil...troche jestes malo bystra

            A ciekawe jak bardzo Ty byłeś obeznany w życiu studenckim zanim je sam
            poznałeś. Może teraz i trochę się w tym wszystkim gubię, ale chyba każdy
            potrzebuje czasu, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. Do tej pory jako
            przewodnicząca radziłam sobie całkiem dobrze. Wyjątkowo łatwo dogadywałam się
            ze wszystkimi nauczycielami, przekładałam każdy sprawdzian, a i inne rzeczy
            szybko i sprawnie załatwiałam. Gdyby tak nie było klasa zrezygnowałaby ze mnie
            jako przewodniczącej.
    • heksa1 Re: Być stażystą roku... 18.08.04, 18:38
      Możesz być starostą,możesz działać w samorządzie na wydziale,albo
      ogólnouniwersyteckim. Pracy, wbrew temu co piszą niektórzy jest bardzo
      dużo.Więc każdą chętną osobę przyjmuje się z otwartymi ramionami.Większe
      możliwośći i większa odpowiedzialność niż w liceum, ale skoro masz ochotę
      podziałać daj znać na maila gazetowego:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja