Gość: Daisy
IP: *.pai.net.pl
15.01.07, 17:38
Pewnie niektorzy stwierdza, ze smece, ale słuchajcie... Jestem taka
samotna...Ja juz nie wiem, czyja to wina, czy to czasy sie zmienily..??
Podstawowka, gimnazjum,LO-superokres, czas na wszystko, mnostwo znajomosci...
A teraz? Ide na uczelnie i nie mam do kogo ust otworzyc. Kazdy zajety soba,
zaganiany. Moja grupa liczaca niecale 20 osob zupelnie sie rozdzielila na
trojki, czworki. Tylko ja nie pasuje do nikogo. Czy cos jest ze mna nie
tak??? Gdyby nie moj chlopka, ktory studiuje w tym samym miescie,co ja, chyba
bym totalnie sfiksowala...Zaczynam wpadac w jakas depresje, gdy jest okienko
czuje sie jak za jakas szyba... Moj chlopak stdiuje na innej uczelni,
zapoznal mnie ze swoimi znajomymi i czasem sie spotykamy..Ale przezciez na
uczelni spedzam codziennie sporo czasu i to wlasnie tam chcialabym miec kogos
bliskiego.Choc jedna osobe, bo stawiam na jakosc a nie na ilosc. Na poczatku
pierwszego roku(teraz jestem na drugim)"skumalam sie"z dziewczyna z mojej
grupy ale trafilam niespodziewanie na 2 miesiace do szpitala. Gdy wrocilam,
okazalo sie ze jest papuzka-nierozlaczka, tyle ze juz z inna, dziwnym
przypadkiem z najlepsza z grupy, zawsze swietnie przygotowana do zajec, z
najlepszymi notatkami.Tak...takim osobom jest latwiej,bo taka znajomosc sie
oplaca. W przeciwnym wypadku..szkoda czasu..Powiecie pewnie, ze powinnam
rozejrzec sie wokol sprobowac poznac blizej ludzi z grupy, daje slowo,
probowalam niejednokrotnie, ale to sa pozamykane, hermetyczne duety, tercety
i parki. Owszem pogadamy o tym, z zcego jest kolokiwum, na co warto isc do
kina itp. ale to wszytsko jest takie sztuczne i na sile ze az mnie mierzi.
Łaske nawet robia ze "czesc"powiedza, choc zazwyczaja udaja ze nie widza. Ta
grupajest w ogole niezgrana i nikt nie umie z zamienic chocby dwoich zdan
zosoba spoza "swojego towarzystwa", swojej pary czy trójki.Pomijam fakt, ze
mzona sobie pomarzyc o pozyczeniu od kogos notatek etc.Potrafia klamac w zywe
oczy ze nei chodza na wyklady itd. Znam wiele osob z innych grup,aleone maja
zajecia o innej porze. Czesto gadamy,ale mimo wszystko najwiecej czasu
spedzam z grupa...Gdy jest jakies okienko wszysyc sie rozchodza,jedna parka
idzie na obiad, druga do biblioteki,a ja siedze sama jak palec i zaczynam sie
zastanwiac co jest ze mna nie tak... a łzy same naplywaja mi do oczu. Wiem,
myslicie ze histeryzuje..Ale naprawde, bardzo mi ten problem doskwiera i
mialam potzrebne to z siebie wyrzucic!!!Wiem ze sa u mnie osoby w podobnej
sytuacji, ale one nie przywiazuja do tego takiej wagi, dla nich wazniejsza
jest nauka, zainteresowania, albo przyjaznie z zewnatrz. Probuje sie
pocieszac ze te "przyjaznie" w wiekszosci koncza sie po wyjsciu z uczelnbi i
sa podtrzymywane po to, by miec kogos dosiedzenia w ławki i lazenia do
bufetu, ale jakos nie potrafie przestac sie tym dolowac....