Gość: marta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.10.07, 14:31
Poszłam na studia zaoczne na jedną z państwowych uczelni na północy Polski (z
wyboru, ale ja nie o tym), myślę sobie: mniej czasu będę spędzać z ludźmi z
roku, ale jak się chce kontakt nawiązać, to nie będzie problemu. I tu zonk.
Ludzi na roku mam 30, w tym aż cztery dziewczyny. Wydawałoby się: raj dla
kobiet. Otóż nic bardziej mylnego! Chłopcy z roku są, nie wiem: dziwni? Boją
się odezwać do dziewczyn, a jak już to są nie wiadomo czym spłoszeni,
zachowują się jak gimnazjaliści, głupio chichotają, o dłuższym podtrzymaniu
rozmowy nie ma właściwie mowy. Kontakt jest właściwie zerowy, o wspólnym
wypadzie po zajęciach na miasto można zapomnieć. Potworzyli swoje dziwne małe
grupki, robią z siebie wielkich znawców kierunku. Dodam, że nie studiuję na
pierwszym roku, a na trzecim. Zero zgrania. W soboty wieczorem, kiedy mamy
zjazdy, nudzę się okropnie. Nie sądziłam, że tak będzie.
Właściwie nie wiem czego oczekiwałam zakładając ten temat. Może ktoś napisze w
nim coś mądrego. Chyba musiałam po prostu napisać i tyle.
Pozdrawiam wszystkich.