Dodaj do ulubionych

każdy sobie.... :(

16.10.07, 22:20
Od kilku dni zastanawiam się, dlaczego niektórzy studenci są tacy,
że tak powiem, antyspołeczni.. Nie chcą się integrować, spotkać się
gdzieś, pogadać. Wciąż tylko kserówki, kolokwia, wyjazdy do domu..
Nie wiem, możę tylko ja trafiam na takich ludzi. Przykro mi, kiedy
to ja muszę wszystkich integrować, planować spotkania.. Jestem teraz
na 2.roku, rok temu wyciągałam ich na spotkanka itd. Owszem, była
grupa imprezowiczów, którzy pozostawali z kilkoma poprawkami na
wrzesień.. A ja chcę tylko czasem wyjść poszaleć, mieć bratnie dusze
na uczelni, a nie tylko pytać o ksero i kololwia..:( Ktoś może
napisze, żeby zagadała,spróbowała..Tylko czasem odzewu brak.. i
jakoś tak szaro..:(
P.S. Dodam, że poza uczelnią mam znajomych itd. Co prawda, wszyscy
są zabiegani, ale jest ok. Tylko na uczelni brakuje kogoś
bliższego... Mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi.. Jeśli ktoś
miał podobnie i wybrnął z tej sytuacji lub wie, jak można to
zrobić,to będę wdzięczna za sugestie, Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: chihuahua1 Re: każdy sobie.... :( IP: *.igloonet.pl 16.10.07, 23:34
      autentycznie nie masz NIKOGO na uczelni? NIKOGO, NIKOGIUSIEŃKO?
      serio?!
      :|
      mnie z Tobą porównywać to raczej jak ciastko z plackiem [nie jestem zbyt towarzyski, oj nie, nie;d], ale mi pomogła CAŁKOWITA separacja od znajomych ze szkoły. JAKICHKOLWIEK. po prostu stwierdziłem, że nie mogę na nich już patrzeć i dałem se siana. po pół roku, jak zacząłem powoli wracać do życia towarzyskiego, to aż w szkou byłem:)) teraz moje relacje z klasą są o niebo lepsze:))) a ze szkoły to mam tylko jedną bliższą koleżankę, i to spoza klasy:)) no ale mi to nie przeszkadza:))
      może problem w tym, że za mocno się starasz, hm?
      • Gość: michał19 Re: każdy sobie.... :( IP: *.gdynia.mm.pl 17.10.07, 06:50
        CZeść!!
        Mam ten sam problem .w ciągu tygodnia nie znałem nikogo poza
        starosciną która też jest skryta ....
        po integracjii znam 85 % !!
        Bardzo fajni ludzie ale wystarczy spojrzeć na cwiczeniach faceci z
        prawej kobiety z lewej !!
        Ale myśle że jak minie troche czasu to bedzie ok !! i też jestem jak
        autor postu sam wiec...


        p.s. Może zainteresowania twoich studentów się nie pokrywają z
        twoimi albo maja tyle zajeć że niechca ???
      • Gość: maja Re: każdy sobie.... :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.07, 18:05
        ja np wyjezdzam co tydzien do domu do chlopaka,wole to niz
        imprezowanie bz niego..
    • Gość: Maja Re: każdy sobie.... :( IP: 83.238.70.* 17.10.07, 10:01
      Nie martw się, ja to przeżywałam przez 5 lat na studiach i jakoś przetrwałam w takim gronie "każdy sobie" - tacy ludzie dziś. Za czasów rodziców było inaczej, wtedy były imprezy integracyjne w akademikach;), oblewanie egzaminów i chyba więcej życzliwości, przyjaźń po części traci na prawdziwym tego słowa znaczeniu. To nie jest reguła, trzeba tylko mieć szczęście bo fajna grupa na studiach też się może trafić.
      Pozdrófki i miłego studiowania;))
      • Gość: michał 19 Re: każdy sobie.... :( IP: *.gdynia.mm.pl 17.10.07, 11:04
        dziś jadać na wf gadałem z kumplem i itp. kiedy on wysiadł podeszłą
        do mnie typiara i "też stosunki??" a ja -"tak" Ona"cześć magda"
        byłem zszkokowany przez 5 min za odwage mało która laska wogółe
        podchodzi do chłopaka by pogadać !! naprawde
        REspeckt !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • dib00 Re: każdy sobie.... :( 17.10.07, 13:28
      Początki rzeczywiście są ciężkie. Pierwszą osobę z mojej grupy poznałam w...
      tramwaju po inauguracji na wydziale:) [Serdecznie ją teraz pozdrawiam:D]
      Myślałam, że to będzie wyglądało trochę inaczej - że od razu poznam większa
      część grupy, ale nie jest niestety tak łatwo. Na moim roku jest całkiem sporo
      ludzi, a na wykładzie wszyscy siedzą rozproszeni. Na szczęście im więcej ćwiczeń
      mamy razem, tym lepiej sie poznajemy:) Część dopiero niedawno zaczęła się
      otwierać, a z niektórymi jeszcze nawet słowa nie zamieniłam. Wierzę jednak, że
      to się zmieni:)
      A ksero i kolokwia mogą być pretekstem do rozpoczęcia rozmowy ;)
      • vanilla5 Re: każdy sobie.... :( 17.10.07, 16:37
        Bardzo dziękuję Wam za odpowiedzi!:) Chciałam tylko zaznaczyć, że
        ja już jestem na 2.roku (z Waszych wypowiedzi wywnioskowałam, że Wy
        jesteście na 1.), więc już jako takie kontakty i znajomości na moim
        roku są już zacieśnione. Ja znam bardzo wielu ludzi z roku, z każdym
        o czymś pogadam itd. Jednak sęk w tym, że większość studentów mojego
        kierunku srudiuje jeszcze jakiś dodatkowy. I ciężko się zgrać,
        pogadać po zajęciach - wszyscy się gdzieś spieszą.. Jasne, to
        zrozumiałe, tylko naprawdę - raz na miesiąc nawet każdy zdoła
        wyskoczyć na piwko z ludźmi z roku. Tylko pytanie,czy chce.
        Nie jestem sama na roku, mam dwie koleżanki, z którymi dużo
        rozmawiam itd. jednak one mają swój świat i bliskich w innym mieście
        i to jest dla nich priorytetem - żeby ze swoimi starymi bliskimi
        utrzymywać kontakt itd. Nie wiem, dlaczego teraz jets mi tak
        ciężko.. Miałam koleżankę na 1.roku, która potraktowała mnie bardzo
        nie w porządku. Starałam się o jej przyjaźń, a ona mnie zawiodła:( I
        teraz tak ciężko czasem jest mi się odnaleźć.. Zawsze miałam mnóstwo
        znajomych - w gimnazjum, liceum.. :(
    • clarq Re: każdy sobie.... :( 18.10.07, 12:44
      u mnie tez tak jest ze kazdy dba tylko o siebie. i jest to normalne. chyba nie oczekujesz, ze ktos bedzie pilnowal twoich spraw. u mnie szczytem uprzejmosci i zaangazowania jest wyslanie komus notatek e-mail'em w odpowiednim formacie. bo niektorzy jak juz cos wysla to w jakims DOC czy DOCX nawet nie myslac, ze ludzie rozne platformy uzywaja. rok czasu zajelo mi uswiadomienie im, ze obowiazuje format ODF. tak wiec u mnie jest jeszcze gorzej.
    • Gość: studentka Re: każdy sobie.... :( IP: *.chello.pl 20.10.07, 00:00
      A ja mam odwrotnie...pełno imprez, tylko za mało na nie czasu.Moja grupa
      organizuje wspólne wyjścia do kina, na kręgle, na dyskoteki,imprezy w akademiku,
      domówki,itd.Nawet mieliśmy grupową wigilię.Na nudę nikt nie narzeka :) Dzielimy
      się materiałami, razem się przygotowujemy do kół.Wyszliśmy z założenia,że warto
      sobie pomagać, bo nasze studia do łatwych nie należą i trzeba się wspierać, żeby
      to 6 lat jakoś przetrwać :) To chyba zależy od ludzi... Nas połączyły trudy dnia
      codziennego.Kierunek Lekarski jest bardzo specyficzny i trzeba mieć jakąś
      odskocznie,żeby nie zwariować.
      • Gość: Ola Re: każdy sobie.... :( IP: *.is.net.pl 20.10.07, 00:10
        Jejku jak ja nie lubię słowa- koła- A poza tym to fajnie macie ;]
    • Gość: Ola Re: każdy sobie.... :( IP: *.is.net.pl 20.10.07, 00:18
      Naprawdę różnie bywa, zalezy od ludzi.Ja też prawie co weekend wracam do domu.
      Nie znaczy to, że nie chce się spotykać z ludźmi z grupy- po prostu mam w swoim
      mieście inne obowiązki. Na pierwszym roku też dostrzegłam ogromną przepaść
      między znajomościami licealnymi a 'studyjnymi'- ona wynika po prostu z innego
      stylu nauczania. Ludzie przepisują się do różnych grup, jest też dużo zajęć,
      które każdy ma wybrać sobie sam, jakie chce. A to niekoniecznie sprzyja
      integracji. Na wyższych latach to się będzie zmieniało. Znajdziesz może dwie,
      trzy takie pokrewne dusze, reszta to bedą po prostu znajomi ze studiów. I nie
      wierzę, że nie masz ani jednej bliższej koleżanki lub kolegi :)
    • huczek_beauty Re: każdy sobie.... :( 20.10.07, 02:07
      Ja jestem na trzecim roku i też towarzystwa szukać musze
      poza uczelnią. Moje kontakty z grupą ograniczają się do
      zajęć i czasami wspólnych powrotów z uczelni.
      W weekendy wszyscy wyjeżdżaja do domów.Prawdę mówiąc, niezbyt to
      rozumiem.Jak taki człowiek ma sie usamodzielnić jeżeli tygodnia bez
      rodziców nie może wytrzymać?
      • sonic84 Re: każdy sobie.... :( 20.10.07, 19:59
        A co ma wspólnego usamodzielnienie się z przebywaniem z ludzmi,których kochasz i
        których po skończeniu studiów najprawdopodobniej będziesz b.rzadko widywać?Nie
        każdego cechuje emocjonalny chłód w rodzinie ani graniczone ,emocjonalne
        potrzeby.Ja sama ,jeśli mam wybór wolę przebywać z kimś kto jest mi naprawdę
        bliski(rodzina,partner najbliższy przyjaciel)niż,powiedzmy sobie szczerze,obcą
        osobą tzw. "znajomym ze studiów".
        • vanilla5 Re: każdy sobie.... :( 23.10.07, 10:57
          Rozumiem, że studentom brakuje bliskich i ukochanych Osób. Jednak
          według mnie nie da się zżyć z grupą, jeśli jest się ciągle z dala od
          nich. Jeśli traktuje się ich jako tylko towarzyszczy nakolokwiach
          itd.to nici z przyjaźni.. A tak niewiele wystarczy - trochę chęci i
          starań, by się z kimś zaprzyjaźnić...
    • Gość: kaaa1234 Re: każdy sobie.... :( IP: *.toya.net.pl 20.10.07, 20:52
      czyli przyjaźnie z okresu studiów to MIT? :(
      • Gość: chihuahua1 Re: każdy sobie.... :( IP: *.igloonet.pl 20.10.07, 21:38
        kaaa1234, chyba jednak trochę przesadzasz....
    • Gość: ja3 Re: każdy sobie.... :( IP: *.KREDKA.ds.uni.wroc.pl 21.10.07, 12:08
      Moja grupa jest dosyć zintegrowana, organizują wspólne wyjścia, imprezy ...rzecz
      w tym, że to ja nie potrafiłam zintegrować się z nimi. Od pierwszego roku
      mieszkam w akademiku, i tutaj mam dużo znajomych i w ich kręgu się
      zamknęłam...teraz tego żałuję, bo dobrze mieć kogoś w grupie, ale chyba już za
      pózno. Czasem chciałabym wyrwać się poza akademicką społeczność, ale nawet nie
      mam jak:(
    • sanjoseshark Re: każdy sobie.... :( 21.10.07, 12:37
      nadchodzi w koncu taki moment kiedy zdajesz sobie sprawe ze jestes
      zdany sam na siebie. to sie nazywa doroslosc
      • Gość: Sakura Re: każdy sobie.... :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.07, 23:14
        Ja mam taki sam problem - miesiąc temu rozpoczęłam studia a imprez nie
        widać...Cały tydzień zakuwam, kseruję, czytam....Na weekend chciałabym gdzieś
        wyjść, pogadać, wypić piwo czy pójść na kawę. Niestety, nie ma z kim. Niby
        wszyscy są mili, ale jak przychodzi co do czego - albo jadą do domu, albo im się
        nie chce albo mówią 'może za tydzień.' Nie da się czegokolwiek zorganizować. Nie
        mówię tu o całonocnych imprezach, chodzi o zwykłe wyjście do pubu, ale widać
        teraz panuje wyścig szczurów i ludzie nie chcą nawiązywać nowych przyjaźni. Mają
        po kilku znajomych z liceum z którymi się widują raz w miesiącu gdy jadą do domu
        i to im w zupełności wystarcza. Albo ja jestem nie z tej epoki, albo
        rzeczywiście ludzie są dzisiaj nienormalni.
        • vanilla5 Re: każdy sobie.... :( 23.10.07, 10:59
          Ja mam podobnie. Albo jest całonocne chlanie, w które się nie
          właczam, albo brak chętnych do wyjścia do pubu... Nie rozumiem:(
          P.s. Skąd jesteś? Może wymyślimy coś współnie?:) Pozdrawiam.
          • vanilla5 Re: każdy sobie.... :( 23.10.07, 10:59
            wspólnie:)
    • alex_koz Re: każdy sobie.... :( 22.10.07, 23:54
      oj vanilla, nie przejmuj sie bo u mnie jest absolutnie tak samo!
      podczas zajec jest jeszcze ok, mozna poogadac miedzy zajeciami,
      wspolne picie kawy albo wypady w przerwie na jakies nalesniku do
      baru mlecznego, ale wlasciwie po zajeciach wszyscy sie rozchodza.
      umowienie sie na kawe/drinka/impreze wieczorem graniczy z cudem, bo
      wszyscy gdzies pedza, albo maja inne plany albo "akurat im nie
      pasuje" albo cokolwiek. ostatnio od poczatku roku umawiamy sie na
      jakies wyjscie na przyslowiowe piwo, zawsze komus nie pasuje, i
      wszyscy musza sie zgrac etc. slowem, niemozliwe!!

      dobre jest to, ze przynajmniej jak przychodzi do kserowania to
      zawsze wszystko dostane:)) a imprezuja ze znajomymi spoza uczelni!
      • vanilla5 Re: każdy sobie.... :( 23.10.07, 11:01
        Hmm tylko praykro tak:( Nawet moi Rodzice mają Przyjaciół ze
        studiów. A ja mam tylko koleżanki i kolegów.. Koleżanek więcej,bo
        kierunek mam humanistyczny;)
        • Gość: o! Re: każdy sobie.... :( IP: *.87-246-210-27.lubman.net.pl 23.10.07, 19:00
          a ty skad jestes?
          • pani.zima Re: każdy sobie.... :( 24.10.07, 20:48
            ja mam dokładnie tak samo.powoli mnie to załamuje:/ tym bardziej,ze jeszcze tak
            duzo nauki nie ma... jestem na 1 roku,fakt duzo ludzi z mojego kierunku to
            dwukierunkwcy.są spoko,ale tylko na wykładach/cwiczeniach.po zajeciach kazdy
            ucieka w swoja strone.nawet nie ma z kim na obiad isc.porazka :(.ale wiecie
            co..to chyba pech.bo mam kumpele na innym kierunku na tej samej uczelni(uczelnia
            ekonomiczna) i oni non stop imprezują.maja wspólne wypady do knajp i disco..ehh
            a u mnie nic,zero!
    • Gość: s :( IP: *.ds1.agh.edu.pl 25.10.07, 23:48
      Ty przynajmniej masz bratnie dusze:( ja jestem teraz na 1 roku zawsze miałam
      bardzo duzo znajomych, lubilam sie bawic spotkac posmiac itd itp. przed
      rozpoczeciem roku akademickiego poznalam duzo osob z roku w internecie m.in na
      studentixie, a takze na forum naszego wydzialu. wszyscy gadali, nawijali jak to
      bedzie super pisalismy na gg, rozmawialismy na forum, kazdy dla kazdego byl
      mily, umawialismy sie na integracje. tymczasem....
      [rzyszedl rok akademicki.... doslowienie mowiac w pierwszy dzien, to ja musialam
      chodzic do kazdego, podawac reke, witac sie, zapoznawac, bo wszyscy stalii jak
      kolki i tylko patrzyli po sobie z gluipimi minami. do tej pory odkad minely 3
      tygodnie nie mam zadnej bratniej duszy z ktora moglabym chociazby pogadac
      posmiac sie na wykladzie jak jest nudny, nie wspominajac juz nawet o intgrowaniu
      sie. podzielili nas na grupy. jedna grupa, jak okazalo sie po 3 tygodniach
      integrowala sie juz 4 razy, o czym nike wiedzial nikt. probowalam zorganiowac
      jakakolwiek impreze, ale kazdy:dzisiaj nie, dzisiaj jade do domu, dzisiaj juz
      jestm umowiony, zrszta nie tylko ja, bo bylo jeszcze pare osob, ktore tez
      probowaly i nic im z tego nie wyszlo. nie wiem, czy mam jakiegos zyciowego
      pecha, czy cos, ale poprostu nie mam juz sil na sile czegokolwiek organizowac.
      kazdy sobie rzepke skrobie. porobily sie grupki i podgrupki wszystkich z
      krakowa, to oni sie intgrowali, nie informujac o tym nikogo wczesniej. oj nie
      tak wyobrazalam sobie moje studia:( nie mowie o jakims wielkim imprezowaniu, ale
      zeby chociaz ;udzie byli dla siebie zyczliwi i chetni wspolpracy. dobrze, ze
      mieszkam w akademiku i tam mam naprawde swietnych znajomych, bo chyba bym
      oszalala.. wiec nie przejmuj sie sa jeszcze inni, ktorzy maja gorsze sytuacje..
      nie wiem byc moze w przyszlym roku to sie zmieni w co juz bardzo, ale to bardzo
      watpie...
    • n_nicky Re: każdy sobie.... :( 27.10.07, 00:20
      Mam na studiach, a właściwie w grupie, kilku stałych znajomych, z którymi się
      spotykam też po zajęciach. Jednak spotkanie się z większą ilością ludzi z roku
      graniczy z cudem. Chcieliśmy zrobić na 2 roku takie połowinki, na początku
      prawie wszyscy wpisali się na listę, a jak przyszło co do czego, to 3/4 osób
      zrezygnowało, a z imprezy nic nie wyszło. Teraz nikt już się nawet nie zabiera
      za organizowanie czegoś podobnego.

      Popieram na całej linii integrację na studiach (ja po 3 latach studiów nadal nie
      wiem, jak niektórzy u mnie na roku mają na imię), nie lubię ludzi, którzy
      traktują studia zbyt serio i przez 5 lat myślą tylko o kserówkach i egzaminach,
      z drugiej strony nie lubię typowych imprezowiczów. Ale wszystko z umiarem,
      naprawdę zdarzają się osoby, które nie lubią imprez i należy to uszanować. Inni
      studiują i pracują, i wolą spędzić wieczór w domu. I tak dalej... Jednak nie
      trudno jest zaobserwować coraz większy brak życzliwości (o ile w ogóle ona
      jeszcze istnieje) i zwykłe chamstwo. Mnie to w jakiś sposób przeraża, bo teraz
      to są "tylko" studia, ale w przyszłości przyjdzie mi z tymi ludźmi pracować.
    • Gość: studentka Re: każdy sobie.... :( IP: 213.134.181.* 27.10.07, 14:03
      a na cholere mam się integrować z ludźmi z którymi nie mam na to ochoty?

      proste

      to, że idę na studia nie oznacza automatycznie, że idę tam dla zawierania znojomości; nie ma co na siłę tego od nikogo oczekiwać
      • Gość: chihuahua1 Re: każdy sobie.... :( IP: *.igloonet.pl 27.10.07, 20:02
        Oczywiście zawieranie nowych znajomości nie powinno być decydującym argumentem przemawiającym na korzyść studiowania. Niemniej jednak co będziesz wspominać za 20 lat? Egzaminy, kolokwia?:p
        • Gość: qwerty Re: każdy sobie.... :( IP: *.chello.pl 27.10.07, 23:39
          Np. wyjazdy, imprezy i spotkania ze znajomymi SPOZA studiów. Na ludziach z grupy
          świat się nie kończy.
          • Gość: pani.zima Re: każdy sobie.... :( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.07, 15:14
            a gdziw niby poznasz tych ludzi spoza studiow?? a ludzie z grupy to co gorsi jacys??
            co za beznadziejne myslenie :/
            • Gość: aga Re: każdy sobie.... :( IP: *.4web.pl 28.10.07, 15:28
              ja na przykład poznałam ich wcześniej, miałam na to 19 lat życia ;)
              • vanilla5 Re: każdy sobie.... :( 28.10.07, 15:34
                Tak czytam Wasze odpowiedzi i zastanawiam się, dlaczego tak
                wielu/wiele z Was nie chce/nie potrafi/ nie widzi sensu w kontaktach
                z ludźmi z uczelni. To fakt, wcześniej również był czas na
                zawieranie przyjaźni, jednak to nie przesądza tego, żeby nie starać
                się, choć minimalnie, o zintegrowanie się z grupą ze studiów. To
                naprawdę niewiele kosztuje, a może dać wiele radości.
                I tak na marginesie, owszem,można tłumaczyć się brakiem czasu -
                studia, praca, znajomi itd. Uwierzcie mi jednak, że choć sama
                studiuję i pracuję,spotykam się z Moim Chłopakiem, uczę się języków
                obcych, chodzę do szkoły tańca, to jeszcze znajduje od czasu do
                czasu czas na spotkania ze znajomymi. Tylko tym z uczelni brakuje
                inicjatywy.. A wiadomo,że samemu niewiele można zdziałać... :(
                Pozdrawiam ciepło.
                • Gość: das Re: każdy sobie.... :( IP: *.gdynia.mm.pl 28.10.07, 15:41
                  JA jakoś się staram ....
                  Ale na wykładach wychodzi jakieś kupy ale to dopiero początek a ja
                  chciałbym zaleść na studiach dziewczyne ... ;-)
                  • Gość: kasia das IP: *.ds1.agh.edu.pl 28.10.07, 16:34
                    das zapraszam na agh kraków na socjologię;p saaaaame baby i jest w czym
                    wybierac:p :)
                    • Gość: das Re: das IP: *.gdynia.mm.pl 28.10.07, 17:53
                      AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
                      a ja z Gdynii !!
                      u mnie jest kilka interesujących ale grupują się w stada i lipa
                      • Gość: kasia Re: das IP: *.ds1.agh.edu.pl 28.10.07, 20:17
                        hehe:) trzeba bylo do krakowa isc na studia;p
                        u nas na roku jest 94 osoby w tym 24 chlopaków;p
                        wiec wybierac w czym jest jak sie szuka dziewczyny:) heh ;)
                        • Gość: das Re: das IP: *.gdynia.mm.pl 29.10.07, 17:57
                          zależy ...
        • Gość: studentka Re: każdy sobie.... :( IP: 213.134.181.* 29.10.07, 20:28
          do zawierania ciekawych znjomości wybieram sobie inne miejsca,

          zawsze tak jest, że w szkole czy na studiach te niby-znajomości to się "same" zawierają, żeby ktoś miał mozliwość pożyczenia notatek od kogoś innego, a potem każdy idzie w swoją stronę, także nie traktuję takich znajomości poważnie, nie mam żadnych znajomych z dawnych szkół z którymi utrzymywałabym kontakt, ale za to mam fajnych znajomych z pracy i co? w pracy też podchodziłam do wszystkich z dystansem i po jakimś czasie samo się stało, nic na siłę, po prostu to przyjdzie w praniu kto się okaże nie fałszywym znajomym od "pomocy", a tak to spadaj... (nie trzeba się zakumplowywać tylko dlatego, bo przecież razem studiujemy to tak wypada...blablabla)
          • Gość: studentka Re: każdy sobie.... :( IP: 213.134.181.* 29.10.07, 20:31
            powiem krócej: po co tacić czas i wysiłek na coś co może okazać się niewypałem? niech samo przyjdzie, z czasem...nic na siłę
    • Gość: szp. Re: każdy sobie.... :( IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.10.07, 18:19
      ja osobiście nie odczuwam tego problemu-z natury jestem outsiderką więc nie
      potrzebuję aż tak bardzo zacieśniania kontaktów.
      u mnie moja koleżanka powtarza,że ''u nas nie ma wyścigu szczurów''
      myślę,że to jest to kłamstwo dlatego,że człowiek(szczególnie po niszowych
      kierunkach) ma świadomość,że prace będą najlepsi więc musi się nieco bardziej
      wygimnastykować niż reszta(nie chodzi mi tutaj o bycia świnią w stosunku do
      innych,ale np.o większy nakład pracy).

      ja osobiście nie lubię integracji z ludźmi ze studiów i kiedy kończą się za
      zajęcia wolę pointegrować się z podręcznikiem odpoczywając od ludzi:P
      • sakura17 Re: każdy sobie.... :( 31.10.07, 18:18
        Do Vanilla 5 - jestem z Poznania. A właściwie to jestem tu od miesiąca :P

        Ja też nie jestem osobą, która musi mieć od razu 50 znajomych, ale jednak
        przydałoby się czasem wyjść w gronie choćby 2-3 osób z grupy na jakieś piwo czy
        kawę. Niestety nic z tego nie wychodzi - jedynie osoby z akademika mają od razu
        mnóstwo znajomych, bo chcąc nie chcąc spotykają się co chwilę choćby na
        korytarzu. A jeżeli mieszkasz na stancji, to już nie da się normalnie umówić na
        mieście. I nie zanosi się na to, żeby coś sie miało zmienić. Dobrze że chociaż
        znam kilka osób spoza mojej grupy bo inaczej to cały weekend spędzałabym w
        czterech ścianach :P
        • fugax Re: każdy sobie.... :( 01.11.07, 01:57
          No ja własnie też mieszkam na stancji.Niby to wygodniej niż w
          akademiku,ale kiedy przychodzi weekend,to przestaje być
          fajnie.Mieszkam daleko i rzadko jeżdżę do domu,a te kilka osób,które
          poznałam,wyjeżdżają prawie co tydzień.I na razie też nie widzę,żeby
          się coś miało zmienić.
          • vanilla5 Re: każdy sobie.... :( 01.11.07, 22:14
            Dzięki za odpowiedź:) Ja mieszkam z Rodzicami, więc głównie
            spotykam się gdzieś ze znajomym,których mam tutaj na miejscu. czasem
            mi brakuje takich spontanicznych wypadów z akademika, czy coś. Ale
            życie to nie ejst zabawa. Home sweet home:) Mam nadzieję, że
            wreszcie na 2.roku zacznie się lepsza integracja. Oby. Pozdrowionka:)
            • Gość: kolezankagora Re: każdy sobie.... :( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.07, 21:48
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka