Dodaj do ulubionych

Jak długo aplikowaliście o pracę?

20.04.06, 18:31
Rok ma 52 tygodnie.
Tygodniowo wysyłałem od 10 do 20 maili ze swoim CV i innymi wymaganymi
dokumentami. To nam daje około 1000 złożonych aplikacji (!!!)
Odpowiedziało... 1% adresatów (!!!) - czyli około 10 firm... Pogadaliśmy,
wypiliśmy herbatkę - ocena za wrażenie artystyczne 10.0

Mam skończone dwie wyższe uczelnie, otwarty przewód doktorski (ale specjalnie
się tym nie chwalę), od ponad 10 lat zajmowałem stanowiska, jak to się mówi
"menedżerskie" (kierownicze). W sumie jestem specjalistą od zarządzania
systemami (przede wszystkim informatycznymi, ale nie tylko). U ostatniego
pracodawcy "załatwiła" mnie tzw. "restrukturyzacja".

I nadal jestem bez pracy.

A jak było u Ciebie?
Obserwuj wątek
    • z_gred57 Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 20.04.06, 19:17
      a u mnie było zupełnie inaczej; gdy straciłam pracę, oddałam sprawę do Sądu.
      Wygrałam przywrócenie i odszkodowanie ( a to rzadkość, bo na ogół sąd zasądza
      albo jedno, albo drugie )
      W ogóle nie szukałam pracy przez czas procesu bo mam ( teraz ) 57 lat i wiem,
      że to jest bardzo FUJ ;-)
      Jestem mgr b.dobrej uczelni i wydziału, na który zawsze i do dziś trudno się
      dostać ( 10 osób na 1 m_sce to minimum ), znam biegle dwa jęz. obce i jako tako
      rodzimy ;-)
      Mam skończone w latach 2000-2006 dwa kursy dokształcające w prestiżowych
      instytucjach treningowych. Mam kilka nagród rangi ogólnopolskiej w swej
      dziedzinie. Komputer- no problem ,wraz z programami graficznymi.
      Poszłam 2x ,wysłana przez znajomych, w dwa m-sca, gdzie szukali osoby z moją
      wiedzą i z dorobkiem...ale zawsze okazywało się, że zespół jest za młody i się
      speszy , gdy zobaczy zgreda.
      Olałam więc i cieszyłam się wolnością , żyjąc skromnie, lecz mając czas na
      wszystko..ot, choćby na malowanie obrazów.
      Zaoszczędziłam sobie stresu, który zapewne pogłębiał by się, przy kolejnych
      unikach decydentów związanych z moją datą urodzin.
      Ale teraz będzie gorzej, bo już sobie wyobrażam, jak mnie będzie "załatwiać"
      firma, że śmiałam hehehe wygrać sprawę przeciw niej.
      Łapę podniesioną na firmę należy odrąbać :-))
      I tyle.
      + pozdrawiam.
      • dr700411 Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 21.04.06, 09:27
        U mnie nia ma (i nie było) się o co sądzić...
        "Kulturalnie" poproszono mnie o napisanie wypowiedzenia, "strasząc" tym samym ze
        strony pracodwacy - więc zwolnienie było nieuniknione. Szkoda słów...
        Ale cieszę się, że jest ktoś komu udało się wygrać z pracodawcą, bo przyznam, że
        w obecnych czasach nie mam dobrego zdania na temat firm, przedsiębiorstw i
        instytucji "dających" zatrudnienie.

        No cóż - dzisiaj znowu wysłałem 5 maili ze swoimi "papierami"...
        I nadal żyję nadzieją z dnia na dzień, mam 36 lat i dwójkę małych dzieci.
        Gdyby nie one, to pewnie by mnie tu już nie było...
        Jeżeli nie dostanę pracy w ciągu następnego miesiąca, to będzie nie wesoło, bo
        później zaczną się urlopy i ci, co mają podejmować decyzję oleją jakiekolwiek
        papiery (że o przyjęciach do pracy już nie wspomnę)...
        Smutne? Niestety, prawdziwe.

        Ech i po co nam było się wyswobadzać spod zaborów???
        • cafedelmar43 Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 30.04.06, 19:13
          Myslałem, że tylko ja jestem może jakis nieudany.. szukam pracy 4lata, ponad
          cztery lata. tygodniowo bywało i 50 maili, zyć się nie chce. zajmowałem
          stanowiska kierownicze, teraz choćby rep.. naprawdę jest strasznie, mieszkam w
          Poznaniu, ale skłonny jestem się przenieść nawet na xiężyc, tylko zero
          propozycji. może pogadamy prywatnie? też mam 2 dzieci w wieku gimnazjalnym.
          dobrze, że żona ma pracę, ale i tak mam czasem ochote palnąć sobie w łeb.
          • dr700411 Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 02.05.06, 11:04
            Nie jesteś nieudany.
            Nieudany jest nasz kraj i prosperujący tu pracodawcy.
            Czasami na serio szkoda mi, że w 1918 "straciliśmy" zaborców.
            Ty w Poznaniu pracowałbyś u jakiegoś Helmuta albo Alojza i przynajmniej
            autostrady mielibyście na poziomie (a nie tylko odcinek A2 należący do
            wiadomo-kogo).
            Załamałeś mnie tym okresem - 4 lata, fiu, fiu, fiu... - a mówi się że
            Wielkopolska jest miodem i mlekiem płynąca, przynajmniej jeżeli chodzi o
            zatrudnienie. No cóż, jak widać ogólnikowe opinie nie przystają do rzeczywistości.
            Zazdroszczę Ci prynajmniej tego, że żona pracuje. Bo moja nie i czasami
            zastanawiam się co mógłbym łatwo upłynnić, żeby ewentualnie przeżyć następny
            miesiąc (na razie sprzedałem auto i z tego żyjemy, ale jak długo można?).
            TV? Wideo? DVD? Są obecnie tak tanio dostępne na podstawowym rynku, że kto to
            ode mnie kupi...
            Biżuteria? Nie mam :)
            Książki? Ile na tym można zarobić? Poza tym... To już byłby szczyt zubożenia...
            Może zacznę sprzedawać... siebie? Jakieś usługi, czy coś w tym rodzaju... I nie
            myślę tu o usługach tzw. "damsko-męskich", tylko o doraźnych pracach na rzecz
            innych ludzi. Z tym, ze takich "złotych rączek" jest na pęczki. Każdy ma
            jakiegoś szwagra, który mu pomoże w potrzebie, więc...

            Powiem Ci więcej. Jak na to wszystko patrzę, to nie tylko chce mi się palnąć w
            łeb. Ale wogóle odchodzi mnie chęć do... pracy! Tak, tak. Pracować i mieć z tego
            naprawdę KONKRETNE korzyści - to rozumiem. Ale zapierniczać po to tylko żeby
            przeżyć? A na cholerę mi to? I to ma być normalny kraj?
            Jeżeli na stanowisku kierowniczym zarobisz u nas 6.000 zł (sześć tysiaków)
            brutto - chociaż pewnie należy to do żadkości - to odpowiada to NAJNIŻEMU
            uposażeniu (ok. 1.500 euro lub 1.200 funtów) w normalnym kraju (Niemcy, Francja,
            Anglia). Czyli sprzątaczka, posługaczka, barman, kelner... do czego
            specjalistycznego szkolenia nie potrzeba (najwyżej czarne buty jak się jest
            kelnerem, tak, tak!)
            Jak piszesz od 4 lat jesteś "w domu z dziećmi". Zapewne to jedyny plus całej tej
            sytuacji - że możesz im pomagać, opiekować się nimi i patrzeć jak się rozwijają.
            Nie trafia Cię jednak szlag, że ich przyszłość jest taka niepewna? Bo ja dostaję
            rozstroju nerwowego.
            Ludzie! Ambicja, zainteresowania, zadowolenie z tego co się robi... Wszystko to
            można wsadzić sobie do kosza na śmieci, bo liczy się tutaj tylko jak przeżyć z
            miesiąca na miesiąc.
            Co poza tym? Totalnie nic. Mam specjalistyczne wykształcenie
            informatyczno-biznesowe. No i co z tego. Teraz, nawet jakby mi ktoś zaoferował
            pracę w charakterze kucharza, sekretarki, albo układacza dachówek, a zapłaciłby
            sensownie - ZGADZAM SIĘ NATYCHMIAST!!!
            I pewnie nie tylko ja...

            Pozdrawiam

            PS.: Cafedelmar43 możesz do mnie pisać priv na autor@szkolnydetektyw.pl
            Lub odwiedź portal www.szkolnydetektyw.pl
    • dcio Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 17.11.06, 03:45
      3 lata, wczesniej praca przez rok na umowe zlecenie na 1 miesiac przedluzana co
      miesiac o miesiac. Wyksztalcenie wyzsze.

      Teraz staram sie o kurs spawacza i przyjecie do ekipy ocieplania budynkow.
      W perspektywie po zdobyciu doswiadczenia spawacza i docieplacza wyjazd do pracy
      w starych krajach UE.
    • zefir15 Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 10.01.07, 13:14
      Ja już jakieś 1,5 roku.
      DO wrzesnia br. pracowalem w szkole, przez 2,5 roku (jako nauczyciel ;-), na
      pełny a później niepełny etat, ale juz wczesniej zaczałem szukać. Wysyłam
      dziesiątki maili/listów miesięcznie, czasami zdarzają się zaproszenia na
      rozmowy, ale mam wrazenie, że jak mówię gdzie ostatnio pracowałem - to rekruter
      robi niezadowoloną minę - i już wiem że nic z tego.

      Jestem w trakcie studiów doktoranckich (ekonomia) - których prawdopodobnie nie
      ukończę z powodu braku środków finansowych....
      Studiowałem też (zaocznie) prawo, ale z powodów jw. wziąłem urlop dziekański, z
      którego już nie wrócę....
      + masa przeróżnych kursów....

      Nie mam rodziny na utrzymaniu, nie widzę tu przyszłości, tak więc porzegnam się
      z tym pięknym krajem :-)

      Jakie wnioski mi się nasuwają:

      -najważniejsze są znajomości (banalne!)
      -kształcić się nie opłaca; strata czasu, znajomi, którzy rónocześnie ze mną
      kończyli szkołe srdnią mają rodzinę+mieszkanie+samochód+stabilne w miarę życie
      -zgodnie z zasadami wolnego rynku (m. in. wolnego przepływu osób itp.) jeżeli w
      jednym miejscu nie ma warunków dożycia a w innym są to trza się pakować i na
      lotnisko....!

      pozdrawiam wszystkich zzzz@poczta.onet.pl
    • basiab_a Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 19.09.07, 12:03
      U mnie było tak: straciłam pracę po 3 miesiącach bo "rzekomo" nie starałam się i
      nie odpowiadałam oczekiwaniom :( Szukałam w sumie 7 miesięcy, wysyłając
      tygodniowo do 10 maili. Co z tego, nie w każdej firmie jest zwyczaj aby odpisać
      kandydatowi, zazwyczaj NIE MA ODPOWIEDZI. Oczywiście na rozmowach głównym
      pytaniem były albo moje studia licencjackie które wg firmy nie "pasowały" do tej
      pracy, albo też moje doświadczenie. Wkurzało mnie jedno pytanie: dlaczego w
      poprzedniej firmie pracowałam tak krótko, czemu nie zostałam? w pewnym momencie
      napisałam CV z pominięciem wykształcenia wyższego i wiecie co? - miałabym wtedy
      pracę. Śmieszne!!! Dlatego rozumiem doskonale Twoją sytuację i współczuję, bo
      to jest chore, aby ludzie wykształceni jak Ty, nie mieli pracy.

      Pozdrawiam i życzę znalezienia odpowiedniej pracy!
    • jotta80 Re: Jak długo aplikowaliście o pracę? 23.11.07, 12:00
      Moja sytuacja jest trochę inna. Niedawno skończyłam studia i
      uzyskałam tytuł magistra. Podczas studiów dużo energii włożyłam w
      szukanie pracy, zwłaszcza podczas ostatnich lat nauki, ale nic z
      tego nie wyszło: zawsze przeszkodą była moja niepełna dyspozycyjność
      (studiowałam dziennie). Jednocześnie uczelnia nie zapewniła mi
      praktyk w konkretnych firmach. Teraz więc od kilku miesięcy wysyłam
      oferty do różnych firm, staram się nie pominąć żadnego ogłoszenia,
      które w jakiś sposób pasuje do moich umiejętności. Jednak w moim
      wyuczonym zawodzie nie chcą osób bez dłuższej praktyki, a kiedy
      szukam pracy poniżej moich kwalifikacji podejrzliwie pytają,
      dlaczego nie próbuję w swoim zawodzie (boją się, że za chwilę od
      nich ucieknę?). Staram się ciągle intensywnie uczyć, w tym
      doskonalić znajomość języków, ale obawiam się, że im dłużej nie
      znajduję zatrudnienia, tym gorzej moja sytuacja wygląda.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka