jaszal
08.09.05, 18:52
Zdobądźmy się na małą refleksję.
Znam Edka prawie od urodzenia.Nie widzieliśmy się chyba z 10 lat.W latach 80-
tych zaczynał on start w biznesie socjalistycznym od warsztatu samochodowego
w kużni teścia Wanagosa.Ja na tamte warunki byłem krezusem.Miałem zakład
dobrze prosperujący.Edek często korzystał z mojej pomocy.Ja z jego.Naprawiał
MZtkę,Syrenkę,pożyczał mi Żuka,jeźdzliśmy na giełdę gdzie kupiłem Fiata
itd.Często spotykałem go Warszawie,Jeziornej.Szukał dobrego
interesu.Niespokojny duch.Rozkręcił warsztat samochodowy w nowo zbudowanym
budynku.Prosperował świetnie a szukał dalej.Podziwiałem Go.Wylew do mózgu
zakończył moją aktywność w biznesie.Zerwały się nasze kontakty a na jego
sukcesy patrzyłem z boku.Rozkręcił krewetki.Mówiłem,idiota,żaby, ślimaki to
zrozumiałe bo nasze,ale krewetki!Bzdura!Ale miał wyczucie i odwagę.Odniósł
sukces.Córkę jego widziałem ostatni raz w pieluchach.Urosła ,objęła firmę.