Dodaj do ulubionych

Mila i praca

29.10.09, 23:03
Właściwie dlaczego Mila nie pracowała zawodowo (chyba,że skleroza
coś mi wycięła...). Rozumiem, oczywiście, 4 córki, ale one w pewnym
momencie zaczęły być duże, nie wymagające 24/7. Nie mówię też o
ściboleniu swetrów dla spółdzielni, mającym się nijak do genialnego
dramaturga- proszę, pomińmy jego istnienie litościwym
milczeniem...Jednak: w latach 70-tych, co tylko ciut pamiętam, ale
mam od kogo zebrać zeznania, przedszkole było minimalnie płatne ( za
jedzenie?), wredny kapitalista nie wywalał z roboty za ciążę, a na
macieżyński płatny się szło, a znane mi w czasach dzieciństwa mamy
wielodzietnych rozdzin mogły służyć za wzorzec organizacji i
wdrażania potomstwa w prace domowe.
Piszę o tym w kontekście rzucania się młodych Borejkówien na żarełko
w gościach i refleksji nad garderobą Gabrieli (zwanej dalej
Ryszardą:)) składającej się z dżinsów odra i przykrótkiej spódniczki
granatowej. Jeśli z koszulami, majtkami i swetrami było podobnie, to
nie ma siły: dziewczyny albo chodziły wypłowiałe i obdarte (efekt
codziennego prania), albe emitowały, uhm...aromat identyczny z
naturalnym, ze względu na ciągłe noszenie tego samego.

Uważam, ze brak aż takiej kasy WTEDY powinien był zmotywować do
roboty zarobkowej, chocby w szkole, co byłoby po linii Jeżycjady.
A, tak poza tym, z czego ta Mila miała emeryturę?!

I jak nagle zaczęła bez przygotowania, nagle z obfitym
wykształceniem językowo- historycznym robić korekty dla wydawnictwa?
Obserwuj wątek
    • ananke666 Re: Mila i praca 30.10.09, 00:13
      > I jak nagle zaczęła bez przygotowania, nagle z obfitym
      > wykształceniem językowo- historycznym robić korekty dla wydawnictwa?

      Mila nie żyje. Zeszła jakoś w latach osiemdziesiątych. Ukradkiem zastąpiono ją
      cyborgiem.
    • seidhee Re: Mila i praca 30.10.09, 10:25
      > I jak nagle zaczęła bez przygotowania, nagle z obfitym
      > wykształceniem językowo- historycznym robić korekty dla wydawnictwa?

      Ubogaciło ją przebywanie z Ignacym - erudytą.
      Lub może na tej ekonomii tak wszechstronnie się wykształciła?
    • truscaveczka Re: Mila i praca 30.10.09, 12:31
      Muszę uściślić, bo nie wytrzymam. Mila nie ściboliła swetrów a robiła je
      maszynowo. A to oznacza ćwiczenia bicepsu, tricepsu,. kwadrycepsu, kwintycepsu i
      innych rozlicznych cepsów. To fizyczna praca jest jakby co ;)
      I z dzierganiem na drutach nie ma nic wspólnego.
      • ewaty Re: Mila i praca 30.10.09, 21:37
        Uhm.. miałam na myśli ścibolenie maszynowe...
    • ciotka_paszczaka Re: Mila i praca 30.10.09, 13:36
      To nie zupelnie tak bylo, ze przedszkola byly minimalnie platne, byly rozne tzw. panstwowe do ktorych trudno sie bylo dostac (zobacz sama jezycjade, jak pulpy i nutrii NIE udalo sie zapisac do przedszkola, w czasie choroby MIli)i prywatne (albo czesciowo jakby prywatne, i te do tanich nie nalezaly). Znane mi rodziny wielodzietne, wlasnie mamy nie pracowaly zawodowo ( i to czestokroc po studiach) bo nie bylyby w stanie zarobic na te przedszkola. Platne urlopy macierzynskie to chyba koncowka lat siedemdziesiatych a Gabriela i ska urodzily sie wczesniej. Braki w podstawowym zaopatrzeniu -papier toaletowy na porzadku dziennym. To nie "brak kasy" [-nie znosze tego wyrazenia], ale wlasnie zdrowy rozsadek czestokroc dyktowal takie a nie inne rozwiazanie. Ja tez chodzilam w jednej parze spodni na zmiane ze spodniczka, i nie bylam w tym odosobniona- tak bylo ubrane wiekszosc dzieci w mojej szkole -podstawowej, potem sredniej. Ot takie byly czasy. Nie byly to wyplowiale rzeczy, jesli juz o to chodzi.
      Pamietaj, dawniej nie tyle bylo lepiej, co inaczej. I przykladanie dzisiejszych miar do tamtych czasow prowadzi po prostu na manowce.
    • soova Re: Mila i praca 30.10.09, 13:39
      Mogło być tak, że Mila wyznawała pogląd taki sam jak moja mama, czyli że żłobki i przedszkola to przechowalnie (w tamtych czasach - a jestem "rówieśnicą" Natalii - raczej tak było) i źródła zarazków, dziecko dla dobrego rozwoju powinno być do 4-tego roku życia w domu, a kobieta nie powinna pracować zawodowo, jeżeli nie musi. Z tym, że o ile w moim przypadku do rzeczonego przedszkola chodziłam, ponieważ bez pensji mamy mielibyśmy raczej poważne kłopoty finansowe, o tyle w przypadku Borejków widocznie uznano, że Plutarch wystarczy. :)

      • iwoniaw No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 13:56
        chodzi o to, że Mila nie pracowała i później, tzn. w czasie, gdy nawet
        najmłodsza Pulpa była już uczennicą - nie tylko podstawówki ale i liceum. Że
        super, gdy matka małych dzieci może sobie pozwolić na bycie z nimi w domu -
        prawda. Że nie każdy musi mieć ciśnienie na zdobywanie dóbr doczesnych - fakt.
        Ale tam non stop przewija się wątek braku pieniędzy i ekstremalnych
        oszczędności, także gdy córki były już duże i nie wymagały opieki 24h/dobę.
        • ewaty Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 14:10
          Dokładnie tak. Poza tym nie przykładam dzisiejszych standardów do tamtejszych
          realiów.Urodziłam się w latach 70-tych, czasy braku papieru toaletowego
          znakomicie pamiętam. I nie pamiętam ani jednej, nawet bardzo biednej
          rodziny, gdzie ktoś miałby tylko jedną parę spodni na zmianę z jedną spódnicą-
          to ptzrciez nie czasy zaraz po wojnie...
          We wszystkich znanych mi, choćby z podstawówki, rodzinach wielodzietnych mamy
          wracały w pewnym momencie do pracy (albo ją zaczynały), gdy dzieciaki już choć
          trochę podrosły, bo, zwyczajnie, rodziny by nie uciągnęły finansowo.
          Paradoksalnie, sądzę, że matka kilkorga dzieci miała wtedy nieco łatwiej, niż dziś.
          Nie wiem ile mógł zarobić Ignacy, ale po prostu nie wierzę, by to wystarczyło na
          utrzymanie 6-ciu osób.
          • ciotka_paszczaka Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 14:23
            ewaty napisała:

            > Dokładnie tak. (...)
            > znakomicie pamiętam. I nie pamiętam ani jednej, nawet bardzo biednej
            > rodziny, gdzie ktoś miałby tylko jedną parę spodni na zmianę z jedną spódnicą-
            No to teraz juz znasz! Dzieci rosly. Znaja to wszyscy rodzice, przychodzi taki moment, ze rosna "jak na drozdzach". (Ostatnio moje dzieci mialy nowe buty co 6 tygodni! Nowy rozmiar, "stare" buty prawie nie zniszczone...)
            A wtedy - nie mozna bylo nic kupic. Nie mozna bylo i koniec. Mialam kolege z rozmiarem buta 52 . Tak!
            Gdzie kupilabys dla niego buty? A spodnie? Mial 2.05m wzrostu.
            Ta jedna spodnica (ta, ktora akurat pasowala) przechodzila z dzieciaka na dzieciaka. Spodnie tez. Buty, to byl koszmar...
            I to wlasnie w tym okresie rosniecia, byly najwieksze problemy.Spodnic czy spodni bylo kilka -w roznych rozmialrach. Po jednym na dzieciaka.
            Ja do dzis jestem bardzo wysoka, i szczupla.
            Teraz, mieszkajac w kraju w ktorym teoretycznie mozna kupic wszystko, mam problemy (a nie mieszkam w Polsce). A co dopiero wtedy. Mialam kolezanke, ktora przed matura z szczapy zrobila sie kluska ( odwrotnie niz my wszyscy). Nie miala sie w co ubrac na egzamin. Doslownie!
            I tak to wygladalo. Spodnie to byl wydatek-podobnie jak powiedzmy plisowana spodniczka, ktorej w moich czasach wymagano do "stroju galowego". Nawet gdybys mogla latwo kupic, to i tak nie bylo to tanie.
            • ewaty Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 14:57
              ciotka_paszczaka napisała:

              Mialam kolege z ro
              > zmiarem buta 52 . Tak!
              > Gdzie kupilabys dla niego buty? A spodnie? Mial 2.05m wzrostu.


              To i dziś nie ma łatwo...


              > Ta jedna spodnica (ta, ktora akurat pasowala) przechodzila z dzieciaka na dzie
              > ciaka. Spodnie tez. Buty, to byl koszmar...

              Od razu deklaruję nie jest moim zamiarem negowanie Twoich wspomnień, czy
              rzeczywistości, w której żyłaś. Ja mam to szczęście, że skrajnej biedy nie
              zaznałam. Pamiętam jednak czasy braku wszystkiego i tego, że np. w moim mieście
              całkiem dobrze funkcjonowały krawcowe. Jakoś zdobywały materiały, z których
              szyły dla dziewczynek i spódniczki i białe bluzki do szkoły- to nie był
              wydatek ekskluzywny, bo pamiętam, jakie rodziny mogły sobie na to pozwolić. Dziś
              byłoby to niemożliwe. Pamiętam też, że na ZPT uczono nas, jak uszyć sobie
              spódnicę- i to bez maszyny do szycia, bo mało kto ją miał, czasem starego
              Singera. Kreska jakoś też sobie radziła...:)
              Pozdrawiam


              • ananke666 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:12
                Ja pamiętam, że w ciężkich czasach całą lepszą odzież się szyło, a nie kupowało.
                Pójście do krawcowej było czymś zupełnie normalnym. Uwielbiałam zresztą tam
                chodzić, miała taką fajną starą maszynę, wielgachne nożyce, ciężkie stare
                żelazko, kupę ścinków i była bardzo sympatyczna :) Żadnej sukienki nie miałam
                kupowanej, spódniczki też szyte, Mama dla siebie zamawiała spódnice, garsonki,
                jakieś sukienki. Łatwiej, o wiele wiele łatwiej było znaleźć materiał niż
                przyzwoity żakiet. Poza tym było znacznie więcej drobnych zakładów
                rzemieślniczych, szewskich i cholewkarskich, buty na wymiar nie były jakoś
                strasznie drogie, a i naprawa obuwia nie była niczym rzadkim. Mój Tata był
                rzemieślnikiem, więc wiem.
                • kooreczka Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 19:06
                  Ja pamiętam, że w ciężkich czasach całą lepszą odzież się szyło, a nie kupowało.
                  Pójście do krawcowej było czymś zupełnie normalnym. Uwielbiałam zresztą tam
                  chodzić, miała taką fajną starą maszynę, wielgachne nożyce, ciężkie stare
                  żelazko, kupę ścinków i była bardzo sympatyczna :) Żadnej sukienki nie miałam
                  kupowanej, spódniczki też szyte


                  Scena jak ze wspomnień mojej Mamy:) Niby panowały braki, ale szycie i robienie
                  na drutach były uczone w szkole, więc mając nawet bylejaki materiał młode
                  Borejkówny mogłyby się ubierać za grosze (z tego co pamiętam Ida miała jakieś
                  zdolności manualne)- haftowane spodnie, swetry/kamizelki z włóczki, bluzki z
                  resztek. Tak ubierała się moja Mama, która do dziś potrafi zaszyć niewidocznie
                  (prawie) każdą dziurę(nawet w bluzeczce z cienkiej siatki- nitką ze starych
                  rajstop). Ja niestety nie mam do tego zupełnie talentu i aż mnie skręca kiedy
                  patrzę jak z nudów i nitek zrobiła kuzynce w prezencie suknię ślubną dla lalki:)
              • ciotka_paszczaka Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:21
                Pamiętam też, że na ZPT uczono nas, jak uszyć sobie
                > spódnicę- i to bez maszyny do szycia,
                Ha! Mnie tez tego uczono, ale - w szkole byla maszyna, i to elektryczna, chyba jakis Lucznik (?); i moglysmy na niej szyc, wlasnie na ZPT. Wtedy wlasnie uszylam sobie pierwsza spodnice, z materialu kupionego w sklepie "z resztek". Uwielbialam ZPT.
                To co mnie dziwilo w jezycjadzie to opisywanie Gabrysi jako wysokiej z 1.74m wzrostu. Ale moze wlasnie o to MM chodzilo, o zwrocenie uwagi na fakt, ze kupienie ubran, na "jednostke niewymiarowa" bylo ( i nadal jest) problemem?
                Z Kreska sie wlasciwie najbardziej identyfikowalam (Wroclawianka), ale ona byla ode mnie, chyba jednak sporo mlodsza. Kreska dostala gumke-do wszycia, a ja, -komplet roznokolorowych nici! Ale byla radosc!
                I na prawde, to nie byla skrajna bieda. Mialam biednych kolegow, to byla zupelnie odrebna kategoria.

                >bo mało kto ją miał, czasem starego
                > Singera.
                Ja do dzis uwielbiam wszelakie "robotki reczne". To, ze mam elektroniczna bernine, to akurat nic nadzwyczajnego. Mam tez Singera-wylacznie do ogladania, mimo iz jest w pelni sprawny, ponad 100 letni antyk, cudo.
                A moim marzeniem jest trafienie na specjalna edycje tegoz, z przepieknym stolikiem (zwykle stoliki pod Singery sie trafiaja, komplety maszyna-stolik tez, ale to byl chyba absolutny wyjatek), ktory miala znajoma mojej matki. To bylo po prostu arcydzielo sztuki użytkowej. Gdybym gdzies na niego trafila, jestem na prawde gotowa sporo zaplacic...
                Kompletnie nie na temat, wiem.

                A moje dziecinstwo..w pieknym miescie Wroclawiu bylo chyba jednak calkiem niezle (mimo niejakich brakow garderoby) :)
          • mamalilki Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:00
            > Paradoksalnie, sądzę, że matka kilkorga dzieci miała wtedy nieco łatwiej, niż d
            > ziś.
            > Nie wiem ile mógł zarobić Ignacy, ale po prostu nie wierzę, by to wystarczyło n
            > a
            > utrzymanie 6-ciu osób.

            Łatwiej? Bez papmpersów, zupek w słoiku, w kolejkach po wszystko: masło jajka,
            ser, wędlina to był rarytas. Matka 3 córek w moim przypadku miała CHOLERNIE
            trudno. Owszem, pracowała w biurze a potem prawie mdlała ze zmęczenia. Gdyby nie
            babcia to nie wiem co by było. Mi teraz żadna babcia nie pomaga, mam trzy córki,
            mąż zarabia, ja sobie dla rozrywki i oddechu biorę prace zlecone. Jak mi się nie
            chce iść do sklepu albo dzieci są chore to robię zakupy przez internet. Jak
            potrzebuję dla nich butów to idę i a buty, . Nie POLUJę na buty - kupuje jak
            człowiek w sklepie. Ja urodziłam się w 77, dobrze pamiętam czasy bez papieru
            toaletowego i ta nostalgia za PRL zawsze mnie zastanawia. Spytaj swoja matkę,
            czy jej było łatwo. Moja zawsze wspomina tamten czas jak najgorszy koszmar (a
            sytuację miała momentami podobna jak Mila - trójka dzieci a szanowny mąż
            opozycjonista w więzieniu).
            • mamalilki Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:04
              Jak
              > potrzebuję dla nich butów to idę i a buty, . Nie POLUJę na buty - kupuje jak
              > człowiek w sklepie.

              Coś się poplątało, miało być że idę i kupuję a nie poluję na buty :-)
            • ewaty Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:10
              Łatwiej w sensie pracy, nie była skreślona na starcie- sorry za skrót myślowy.
              Nie słyszałam, aby wtedy ktoś chciał zaświadczenia od ginekologa, że nie jesteś
              w ciąży.
              • ananke666 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:25
                Po urodzeniu dziecka też. Moja Mama po urlopie wychowawczym wróciła do pracy. Po
                trzech latach.
        • ciotka_paszczaka Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 14:13
          iwoniaw napisała:

          > chodzi o to, że Mila nie pracowała i później, tzn. w czasie, gdy nawet
          > najmłodsza Pulpa była już uczennicą - nie tylko podstawówki ale i liceum.

          A... tutaj to sie zgadzam. To, ze Mila nie pracowala juz pozniej, tez mnie na poczatku (czytania dalszych czesci) dziwilo. Ale skoro w Kalamburce, objawia sie jako dramatopisarka, to byc moze, juz wtedy zbierala materialy, do swoich sztuk? To tylko takie domysly, z mojej strony. A prozaiczne wyjasnienie: MM zabraklo wyobrazni, do jakiej pracy by tu Mile wyslac, "w zgodzie z reszta" powiesci!
          • verdana Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 14:24
            Mila nie pracowala dla zasady - bowiem mycie wanny jest dla matki
            dzieciom czynnościa szlachetniejsza niz praca zawodowa. Szlachetniej
            jest baczyc na potomstwo, aby wyroslo na dobrych ludzi, chocby mialo
            przymierać glodem. Jesli chodzi o przedszkola, to żeczywiscie, bylo
            się trudno dostać - ale wielodzietna rodzina z obojgiem pracujacych
            rodziców nie powinna mieć z tym problemow. A Pulpy i Natalii
            przedszkola przyjąc nie mogly, bo był srodek roku, probowano im
            zalawiec miejsce "od jutra' - beznadziejne w kazdym czasie i kazdym
            ustroju.
            • aganoreg Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:10
              Abstrahujac od niepracujacej Mili, mysle, ze Gabrysia miala wiecej
              ubran. Tylko nie stroila sie (i nadal tego nie robi), wiec pewnie
              nosila glownie spodnie. A na zabawe sylwestrowa czy na urodziny
              kolezanki nie miala czego ubrac.
              • aganoreg Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:32
                przerwano mi i wyszlo jak wyszlo. Nie miala czego zalozyc
                oczywiscie, ewentualnie w co sie ubrac. <wstydzi sie bardzo>
                • ding_yun Maleńki wtręt 30.10.09, 15:55
                  Wiecie co, często się zarzuca ludziom w moim wieku, że nie zdajemy sobie sprawy
                  z tego, jakie było życie w PRLu, jak wyglądały te realia, że nic nie wiemy na
                  ten temat i nie obchodzi nas to. A ja od tego dostaję piany na ustach. Dlaczego?
                  Bo ilekroć pojawia się na forum jakikolwiek wątek na temat życia w tamtym
                  okresie, to mam wrażenie, jakby wypowiadające się w nim osoby funkcjonowały w
                  zupełnie różnych rzeczywistościach, tak skrajnie różne są ludzkie wspomnienia,
                  opinie i osądy. Skoro więc nawet ci, którzy wtedy żyli, nie mogą się zgodzić co
                  do tego, jak było, to co dopiero my, którzy tego nie pamiętamy.

                  Co do dostępności ubrań w PRL to moi rodzice brali ślub w drugiej połowie lat
                  80.kiedy podobno nic, ale to nic w sklepach nie było. Moja mama - 158 cm
                  wzrosty, 48 kg wagi, rozmiar buta 35, a więc również niewymiarowa osoba - miała
                  na sobie najpiękniejszą suknię ślubną, jaką kiedykolwiek widziałam na realnej
                  pannie młodej, a nie w katalogu. Ile razy patrzę na kolejną bezę w jaką daje się
                  zakuć kolejna młoda dziewczyna, to mi się przypomina :) Może ten niedobór jednak
                  powodował pewną kreatywność.
                  • soova Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 16:12
                    Pewnie, że tamte czasy wymagały kreatywności, ale też i nie każdy kreatywny był (BTW: wtedy w ogóle nie było takiego słowa, :) było natomiast słowo "twórczy", ale raczej nie w kontekście ciuchowym). Moja mama na przykład nie była i moja szafa (a raczej półka i wieszak w szafie) wyglądały mniej więcej tak, jak opisała MM w cytacie podanym przez Ewę. :)

                    Poza tym - wracając do pytania głównego wątku - przyszła mi na myśl taka rzecz. Mila nie pracowała także i w okresie, gdy jej córki nie wymagały już opieki 24/7, być może dlatego, że stwierdziła, że pracy odpowiednio dobrze płatnej nie znajdzie (w tamtych czasach dobrze płatna praca wymagała jeśli nie koneksji - partyjnych lub rodzinnych, to przynajmniej wysokich kwalifikacji, umiejętności i doswiadczenia, a ze wszystkim tym u Mili było raczej krucho), a tak przynajmniej dziewczynki będą "zaopiekowane". Poza tym był jeszcze ten Plutarch ;) czyli lekceważenie dla dóbr materialnych plus zupełny brak ciśnienia z zewnątrz w obliczu różnic majątkowych w społeczeństwie. Przypuszczam, że dziś ekonomistka Mila, żona Ignaca - naukowca i matka podrośniętych już dzieci, dwa razy by się zastanowiła, czy na pewno nie opłaca się jej poszukać pracy, gdyby w klasach jej córek były dzieci jeżdżące na wakacje do Włoch czy do UK na obozy językowe, mające na przykład aparaty korekcyjne na zębach, a Borejków nie byłoby na to stać między innymi dlatego, że wszyscy żyją z jednej pensji.
                  • ananke666 Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 16:22
                    Powiem tak: Pamiętam sporo i choć prawdziwej biedy nie zaznałam, a dostatku tym
                    bardziej, nigdy w życiu nie chciałabym się cofnąć do PRL. Przenigdy.
                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 16:36
                    ding_yun napisała:

                    > Wiecie co, często się zarzuca ludziom w moim wieku, że nie zdajemy sobie sprawy
                    > z tego, jakie było życie w PRLu, jak wyglądały te realia, że nic nie wiemy na
                    > ten temat i nie obchodzi nas to. A ja od tego dostaję piany na ustach. Dlaczego
                    > ?
                    > Bo ilekroć pojawia się na forum jakikolwiek wątek na temat życia w tamtym
                    > okresie, to mam wrażenie, jakby wypowiadające się w nim osoby funkcjonowały w
                    > zupełnie różnych rzeczywistościach, tak skrajnie różne są ludzkie wspomnienia,
                    > opinie i osądy. Skoro więc nawet ci, którzy wtedy żyli, nie mogą się zgodzić co
                    > do tego, jak było, to co dopiero my, którzy tego nie pamiętamy.

                    Widzę że temat wspomnieniowy niechcący się zrobił - pozwolę więc wtrącić swoje
                    trzy grosze.
                    Wspomnienia są diametralnie różne z bardzo prostego powodu - przynajmniej dla
                    mnie tak się wydaje. Jednym z podstawowych dylematów przeciętnego pracownika
                    minionego okresu był mniej lub bardziej uświadamiany problem który nękał dozorcę
                    Anioła z niesmiertelnego serialu "Alternatywy 4" - pod kogo podwiesić się lub
                    kto za tym stoi.
                    Krótko mówiąc - odpowiednie koneksje towarzyskie pozwalały nie odczuwać
                    problemów dnia codziennego, a jeszcze jak człowiek pracował w sklepie z
                    deficytowym towarem to w chwili obecnej będzie kręciła mu się łezka żalu za
                    miniona epoką.
                    Nawet miejsce w żłobku czasem trzeba było załatwiać, braki w zaopatrzeniu to
                    jeden z nieśmiertelnych tematów, dotyczy to także kwestii ubierania się.
                    Zeby juz nie ciągnąć wątków kombatanckich - osobie która nie umiała lub tez nie
                    miała możliwości odpowiedniego usytuowania się w porządku "dziobania" było
                    bardzo ciężko. Moja Mama do momentu jak trochę nie podrośliśmy nie pracowała bo
                    bardziej to się opłacało niż praca. Dnie spędzała na przeróbkach, szyciu i
                    dzierganiu swetrów i rzeczywiście spodnie nosiło się w spadku po starszym
                    rodzeństwie, co oczywiście wywoływało różnego rodzaju bunty.
                    Kupno butów - to temat godny Homera, a opisy kolejek i bojów w nich toczonych
                    godny epickiej powieści. Kupno pieluchy dla dziecka - oj wymieniać mozna długo.
                    Ale byli oczywiście i tacy którym te wszystkie dobra przynoszono do domu -
                    dlatego też wspomnienia będą diametralnie różne.

                    • ewaty Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 21:43
                      A ja myślę, że różnice wspomnieniowe raczej z wieku wspominających.
                      Inaczej pamięta się coś, co się zdarzyło, gdy miało się lat 8, a
                      inaczej, gdy 20.Inaczej, gdy żyło się w rodzinie, która starała się
                      zapewnić dziecku, któym się było, wszystko, co była w stanie,
                      inaczej, gdy było się osoba, która musiała zapewnić co mogła dziecku.

                      I ciągle, co już wspominałam w którymś wątku, nie rozumiem histerii
                      odautorkiej dookoła afery cielęcinowej w KK. Ciągle odczytuje to
                      jako potępienie handlu mięsem poza oficjalnym obiegiem, tylko
                      cenzura może to usprawiedliwiać.Tylko, co jeszcze?
                      • ding_yun Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 22:13
                        ewaty napisała:


                        > I ciągle, co już wspominałam w którymś wątku, nie rozumiem histerii
                        > odautorkiej dookoła afery cielęcinowej w KK. Ciągle odczytuje to
                        > jako potępienie handlu mięsem poza oficjalnym obiegiem, tylko
                        > cenzura może to usprawiedliwiać.Tylko, co jeszcze?

                        Nie pamiętam tego wątku, ale powiem od siebie, że raczej nie zauważyłam tam
                        żadnej histerii odautorskiej, podobnie nie odczytuję tego fragmentu jako
                        potępienia nielegalnego handlu mięsem, żeby przypodobać się cenzurze. Zawsze mi
                        się wydawało, że to miał być taki kontrast do Borejków. Z jednej strony ojciec
                        Borejko, wzór antycznych cnót (swoją drogą, czy wstrzemięźliwośc należała do
                        cnót antycznych? Jakoś mi się to kłóci ze Rzymem Starożytnym) i słynny casus
                        Plutarcha i czekolady, z drugiej strony zaradny sąsiad, który jednak przykłada
                        pewną wagę do dóbr materialnych. Pośrodku Gabriela, która z jednej strony stara
                        się zwalczyć w sobie tęsknoty minimalistyczne i chce żyć uczciwie, a z drugiej
                        boleśnie uświadamia sobie, jak inaczej żyją ludzie i zaczyna wątpić, "że w ogóle
                        istnieje etyka!!!"
                        • ewaty Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 22:23
                          "- O Jezu... - usłyszała Gabrysia szept pana Kaczmarka. - Tyle
                          dobra... tyle dobra...
                          - No, no, panie blokowy - przemówił ojcowskim głosem dyrektor.
                          - Nie puścimy pana przecież z pustymi rękami. Weź pan trochę tej
                          kiełbasy, w nagrodę za obywatelską postawę, i dobranoc. Dla tej pani
                          też coś się znajdzie, oczywiście.
                          - Nie potrzebuję - warknęła Gabriela.
                          - Pani też z Komitetu Blokowego? - spytał groźnie z ciemności głos
                          dyrektora rąbiącego mięso tasakiem i ładującego je do szafy zamrażal-
                          niczej, która stała przy ścianie piwnicy.
                          - Nie - odparła Gabrysia. - Ja tu w czynie społecznym.
                          - U - mruknął dyrektor. - No, niech się pani tak nie oburza. Przykro
                          mi z powodu tych hałasów.
                          - Oj, te hałasy, te hałasy - wtrącił łagodnym a filuternym tonem pan
                          Kaczmarek. - Lokatorzy się skarżą... że to niby w nocy spać nie
                          mogą...
                          - Panie blokowy, nie bądź pan śmieszny - wyśmiał się pan Szymuś.
                          - Kiedy mamy wozić, w dzień? Żeby kto się dyrektorowi włamał! Nie
                          wiesz pan, jacy ludzie teraz nieuczciwi się porobili?"


                          Nieuczciwi= kombinujący paszę dla rodziny, bo w sklepach jej nie
                          było. Uczciwi=?
                          • mamalilki Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 22:37
                            Ja myślę że granica szła gdzieś pomiędzy biedną, znajomą babiną ze wsi, która
                            przywoziła w walizce cielęcinę a małą prywatną rzeźnią bogatego pana dyrektora z
                            układami, który wszędzie gdzie trzeba "posmarował" gotówką.
                            • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 08:21
                              Otóż to!! Inaczej była postrzegana kobieta która po prostu dorabiała handlem
                              cielęciną a inaczej prominent któremu to wszystko dostarczano.
                              Handel cielęciną przypomniał mi sytuację wziętą jakby zywcem z filmów Barei
                              choc jak najbardziej życiową.
                              Z drugiej strony ulicy, naprzeciwko mojego rodzinnego domu mieszkała właśnie
                              taka babcia która pokątnie handlowała cielęciną. Ponieważ jest to małe
                              miasteczko, więc oczywiście wszyscy o tym wiedzieli, łącznie z władzą. Niestety
                              od czasu do czasu ktoś "Zyczliwy" składał doniesienie na milicję. Co mieli robić
                              biedni milicjanci? Musieli oczywiście sprawdzić doniesienie. Ale na jakąś
                              godzinę przed kontrolą przychodziła do tej kobiety żona jednego z milicjantów z
                              dyskretną informacją o niespodziewanej kontroli, pmagała wszystko spakować,
                              przenoszono to do korytarza w naszym domu. Za pół godziny podjeżdżał radiowóz,
                              przeprowadzano rewizję, oczywiście nic nie znaleziono, milicjanci odjeżdżali.
                              Teraz z powrotem przenoszono rąbankę, pojawiała się żona milicjanta i wychodziła
                              obdarowana darmową cielęciną
                              Wszyscy byli zadowoleni - milicjanci wykonali swój obowiązek a jednocześnie
                              wiedzieli że w domu czeka pyszna cielęcina, babcia dalej mogła prowadzić swój
                              handelek, mieszkańcy mogli sobie coś dokupić do kartek na mięso które trudno
                              było zrealizować.
                              Czy było to nieetyczne? Według mnie - nie. To system był nieetyczny.

                              Ale jak ta z trudem zdobyta cielęcina smakowała :-))) Podobnie jak pomarańcze
                              raz w roku na święta.
                              Ale nie chciałbym żeby kiedykolwiek wrócił ten koszmar kolejkowy - chyba wtedy
                              jako społeczeństwo straciliśmy wrażliwość moralną niestety.
                              • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 12:03
                                > Czy było to nieetyczne? Według mnie - nie. To system był nieetyczny.

                                Trudno powiedzieć - czy uspołecznienie handlu da się określić jako zjawisko
                                nieetyczne? Nielogiczne, nieproduktywne, nierozsądne - zgoda.
                                Czy człowiek musi jeść mięso, albo czy musi to robić często? Wreszcie - chcący
                                zawsze sobie znajdzie usprawiedliwienie (za wysokie podatki, bezsensowne prawo,
                                etc.).

                                Dura lex sed lex, Andrzeju.
                                • verdana Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 12:46
                                  że się do ostatniego zdania odniosę.
                                  Istnieje coś takiego jak "zalegalizowane bezprawie". Nie mozna
                                  uznać, ze każde prawo obowiązujace w panstwie - jest prawem ,
                                  ktorego nalezy przestrzegać. W tem piekny sposob bowiem nazisci
                                  pozostają ludxmi bez winy. Za to winny - i slusznie skazany - był
                                  każdy np. hanbiący rasę ( w Niemczech przypuscmy, bo rozumiem, ze
                                  prawo okupanta to inna sprawa).
                                  To tak na marginesie.
                                  Uspolecznienie handku bylo zjawiskiem nieetycznym, poniewaz
                                  odbieralo ludziom ich własność.
                                  • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 12:53
                                    O ile mi wiadomo, mięso i inne produkty nie były konfiskowane, lecz skupowane, a
                                    więc o odbieraniu nie mogło być mowy. Inną kwestią jest cena, która była
                                    ustalana odgórnie. Z drugiej strony, rolnicy kupowali też po cenach nierynkowych
                                    potrzebne im produkty.
                                    Z tego, co pamiętam, ludziom na wsi żyło się nieźle w czasach PRL.
                                    Żeby było jasne - nie bronię tego systemu, sama też nie jestem święta. Mam za to
                                    alergię na ten rodzaj obłudy, zgodnie z którym, dobre jest to, co ja robię, bo
                                    ja to robię.
                                    Twoje, Verdano, refleksje na temat istnienia zbrodniczych systemów prawnych, są
                                    słuszne. Jednak system panujący w PRL taki nie był, to jednostki popełniały
                                    zbrodnie. Tak jak nie jest zbrodniczą religia katolicka, a jednak były i
                                    krucjaty, i palenie na stosie.
                                    • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 13:08
                                      Mięso i inne produkty były konfiskowane - polecam serial "Dom" tam mozna
                                      obejrzeć sceny związane z konfiskatą. Owszem byly to wczesne lata 50-te, póżniej
                                      konfiskowano powyższe produkty gdy pochodzily z nielegalnego handlu - czyli tzw.
                                      cielęcina jak najbardziej.

                                      System panujący w czasach PRL nie był zbrodniczy - owszem, on tylko sankcjonował
                                      czyny popełniane przez jednostki.
                                      Jak myślisz skąd ten - pomimo upływu lat - ciągły opór przed rzetelnym
                                      rozliczeniem tamtych lat?
                                      Ale w dyskusje polityczne na tym forum nie wdaję się.
                                      • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 13:19
                                        Na niewdawanie sie w dyskusje polityczne w tym momencie jakby ciut za
                                        pozno, nie uwazasz?
                                        Nie porownujmy okresu stalinowksiego do czasow wczesnej Jezycjady, o
                                        ktorej rozmawiamy.
                                        • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 13:56
                                          dakota77 napisała:

                                          > Nie porownujmy okresu stalinowksiego do czasow wczesnej Jezycjady, o
                                          > ktorej rozmawiamy.

                                          O ile pamiętam mowa była o okresie PRL w który mieści się zarowno okres
                                          stalinowski jak i wczesna Jeżycjada.
                                          Pominę juz fakt, że pogląd iz okres stalinowski nie odbil się na społeczeństwie
                                          w sferze mentalnej uważam za bardzo nieprawdziwy - no ale to jest moj osobisty
                                          pogląd akurat.
                                          • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:13
                                            A ktos taki poglad w tej dyskusji, ktora bron Boze nie jest polityczna,
                                            glosil? Bo sobie nie przypominam.
                                            • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:21
                                              Pozwolę sobie na pensjonarski uśmiech w formie odpowiedzi :-)))
                                          • the_dzidka Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 09:48
                                            > O ile pamiętam mowa była o okresie PRL w który mieści się zarowno
                                            okres
                                            > stalinowski jak i wczesna Jeżycjada.

                                            I dla ciebie nie ma róznicy pomiędzy PRL okresu stalinowskiego, a
                                            PRL okresu gierkowskiego?
                                            Zastanów się co mówisz. Bez wdawania się w dyskusje polityczne.
                                            • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 18:37
                                              Nie wiem nad czym mam się zastanawiać? PRL to był i okres stalinowski i gierkowski.
                                              Natomiast sformulowanie że nie widzę różnicy pomiędzy jednym a drugim to juz
                                              chyba pozostawię bez komentarza.
                                      • ananke666 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 13:19
                                        "- Już myślałam, że pani nie przyjdzie.
                                        - Co miałam nie przyjść. Tyle, że na Zachodnim wysiadłam, bo na Centralnym
                                        strach, jak łapią."

                                        "-"Politechnik" ?
                                        - Dziękuje, bardzo proszę.
                                        - Mmm... Schabik. Trzysta. Pojutrze będę miała "Poradnik speleologiczny"...
                                        - "Poradnik spe..." yyyy, co to jest ?
                                        - Wątróbka...
                                        - Aha, dziękuję. Do widzenia."
                                        • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:33
                                          > "- Już myślałam, że pani nie przyjdzie.
                                          > - Co miałam nie przyjść. Tyle, że na Zachodnim wysiadłam, bo na Centralnym
                                          > strach, jak łapią."
                                          >
                                          > "-"Politechnik" ?
                                          > - Dziękuje, bardzo proszę.
                                          > - Mmm... Schabik. Trzysta. Pojutrze będę miała "Poradnik speleologiczny"...
                                          > - "Poradnik spe..." yyyy, co to jest ?
                                          > - Wątróbka...
                                          > - Aha, dziękuję. Do widzenia."
                                          onion68
                                          UstawieniaWyloguj się

                                          * Ulubione fora:
                                          * Ulubione wątki

                                          * Książki
                                          * fani Małgorzaty ...
                                          * Terry Pratchett
                                          * TRF-a - Tymczasow...
                                          * Galeria potraw
                                          * Fitness
                                          * Legionowo

                                          * Moda
                                          * Moda
                                          * Nowy Dwór Maz.
                                          * Uroda
                                          * LOBBY__BIUŚCIASTY...
                                          * O perfumach

                                          schowaj

                                          * Tiramisu
                                          * Piernik Doskonały
                                          * Brownie na niepogodę..
                                          * Ko...ko...kokosanki :)
                                          * Klasyczne leniwe-smak dziecinstwa:)
                                          * Ciasto ze śliwkami mrożonymi
                                          * Piegusek
                                          * Kulebiak staropolski z kaszą i piecz...

                                          więcej »
                                          Twoje Posty » Zdjęcia » Dodaj zdjęcia »
                                          Posty Twoich przyjaciół i nieprzyjaciół
                                          Forum Załóż forum »
                                          Prywatne
                                          Kultura
                                          Książki
                                          ~~~MOLE KSIĄŻKOWE~~~
                                          Ale wieś! - "Chłopi" Reymonta
                                          Chmielewska - forum fanów
                                          fani Małgorzaty Musierowicz
                                          Forum ze Dworum
                                          Kryminały i sensacje
                                          Literatki
                                          Mamrotek wydawniczy :)
                                          Mania czytania
                                          Wydawnictwa i ich obyczaje
                                          ... więcej »
                                          Konkurs Znam.to

                                          O ile mi wiadomo, teraz także prawo pozwala konfiskować majątki zdobyte w wyniku
                                          przestępstwa lub własność prywatną, która do popełnienia przestępstwa posłużyła.
                                    • verdana Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 19:35
                                      Do 1956 na 100% w Polsce przynajmniej część systemu prawnego byla
                                      zbrodnicza. Kary śmierci za przestępstwa gospodarcze np. A o
                                      wyrokach smierci w "aferze mięsnej" slyszałas? A o wyroku za handel
                                      buleczkami, ktory pewien pan wozil z miejscowosci X, gdzie byly, do
                                      Y, gdzie nie było - i poszedł siedzieć za paskarstwo (w latach 80-
                                      tych!).

                                      Nie bierzesz też pod uwage, ze w okresie 'bitwy o handel' po prostu
                                      zlikwidowano(zabrano0 prywatne sklepy i hurtownie, urządzając w nich
                                      sklepy panstwowe.
                                      • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 19:49
                                        > Nie bierzesz też pod uwage, ze w okresie 'bitwy o handel' po prostu
                                        > zlikwidowano(zabrano0 prywatne sklepy i hurtownie, urządzając w nich
                                        > sklepy panstwowe.

                                        Tak było po każdej rewolucji, w wyniku większości zmian ustrojowych, kiedy
                                        trzeba było zabrać jednym, aby dać drugim.
                                        Tak, słyszałam o tych aferach.
                                        Jednak nadal twierdzę, że według tych kryteriów nie istniały i nie istnieją
                                        niezbrodnicze systemy(II RP i fizyczne niszczenie opozycji, antysemityzm wpisany
                                        w politykę państwa przykładowo), gdyż podłości i świństwa zdarzają się w każdym
                                        państwie i systemie politycznym, więc jednostki skłonne tłumaczyć swoje słabości
                                        okolicznościami zewnętrznymi zawsze znajdą pole do popisu.
                                        • verdana Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 20:09
                                          Istnieja niezbrodnicze systemy... Jestem ostatnią osoba, ktoraby
                                          zaprzeczała istnieniu antysemityzmu w II RP np., ale wszystkie
                                          dzialania antysemickie byly wowczas sprzeczne z prawem i konstytucja
                                          (choc tolerowane). I niemal wszystkie (poza zakazem uboju
                                          rytualnego) projekty antyżydowskie padly w parlamencie na etapie
                                          komisji sejmowych.
                                          Co innego podlosci jednostek, a co innego prawo, ktore jest
                                          sprzeczne z tym, co uwaza się powszechnie za dobre i sprawiedliwe.
                                          Przy czym nie mozna usprawidliwiac zla tym, ze byla rewolucja
                                          (ktorej w Polsce zresztą nie bylo, był najwyżej ustroj narzucony
                                          przez oscienne mocarstwo...).
                                          • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 20:15
                                            No to wskażcie mi te zbrodnicze zapisy w konstytucji i ustawach PRL.
                                            Idę o zakład, że nie było takich, po prostu dało się je naginać do czynienia
                                            podłości i niszczenia ludzi. A teraz? Spytajcie Romana Kluske, spytajcie rodzine
                                            Blidy (sorry, przestawila mi sie klawiatura).
                                            • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 07:49
                                              Nie trzeba było wcale ich naginać aby niszczyc ludzi. Wystarczyło zapisać w
                                              konstytucji przykładowo taki paragraf - "Prokurator generalny czuwa w
                                              szczególności nad ściganiem przestępców godzących w ustrój/.../" a ustrój też
                                              nam zadekretowano i w artykule 1 jako"państwo socjalistyczne" wraz z zapisem kto
                                              jest "przewodnią siła polityczną narodu".
                                              Na podstawie tych zapisów można było każdego skazać - bez potrzeby naginania prawa.
                                              Tak jak w starym dowcipie z tamtego okresu gdy napadnięty na ulicy krzyczał -
                                              Milicja! Pomocy! - oczywiście nikt sie nie pojawiał a wystarczyło zaśpiewać -
                                              "My pierwsza brygada" od razu strażnicy prawa pojawiali się.
                                              Z własnego życiorysu to dopowiem że swego czasu na dworcu w Olsztynie zostałem w
                                              sposób dość obcesowy wylegitymowany i zrewidowany a dlaczego? Po prostu czytałem
                                              "Tygodnik Powszechny" co w oczach światłego i wyszkolonego jak widać
                                              funkcjonariusza musiało wzbudzić podejrzenie że jestem wichrzycielem i
                                              potencjalnie osobnikiem godzącym w ustrój.

                                              Naprawdę nie rozumiem jak się mają do tamtych czasów podane przykłady p. Kluski
                                              i tragicznej śmierci p. Blidy.


                                              • onion68 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 08:54
                                                Nie chcę już za bardzo ciągnąć tej dyskusji, bo wiadomo, że każdy zostanie przy
                                                swoim, nie jest też chyba naszym celem przekonywać się nawzajem do swojego
                                                zdania :-)
                                                Postawię tylko kropkę nad i swoich wypowiedzi, że po prostu nie rozumiem, skąd
                                                to megalomańskie przekonanie niektórych ludzi o wyjątkowości tego okresu. Nie
                                                pierwsze to państwo, w którym w kłopoty popadało się za godzenie w podstawy
                                                ustroju. Ba, nawet za określone poglądy można było popaść w kłopoty, wcale w nic
                                                czynnie nie godząc, że tak przywołam choćby epokę McCarthy'ego w USA.
                                                A zaczęliśmy od tego, przypomnę, czy okoliczności zewnętrzne mogą służyć za
                                                usprawiedliwienie siebie.
                                                Nie było i nie ma innych czasów.
                                                • jottka Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 08:59
                                                  onion68 napisała:

                                                  > Nie chcę już za bardzo ciągnąć tej dyskusji

                                                  właśnie pociągnęłam ją za ciebie - do usług:)
                                                  • anutek115 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 17:01
                                                    jottka napisała:
                                                    >
                                                    > właśnie pociągnęłam ją za ciebie - do usług:)

                                                    No, ja też. Nie chciałam, ale nie wytrzymałam.

                                                    Onion, masz moim zdanie całkowitą rację - we wszystkim, co napisałaś.

                                                    Nie jest ładnie wcinac sie w zaawansowana dyskusję, w dodatku po
                                                    długiej przerwie, w dodatku dlatego, że sie nie wytrzymało, ale co
                                                    robić, jak człowieka ciśnie. Więc się wetnę.

                                                    Nie jest również rzeczą ładną przenosić do nowego wątku zażarte
                                                    dyskusje (by nie powiedzieć kłótnie) z innego wątku, ale, Andrzeju,
                                                    jak czytam twoją wypowiedź "Przenoszenie dzisiejszych ocen i norm na
                                                    tamte czasy jest zabiegiem nijak majacym się do tamtej
                                                    rzeczywistości - po prostu", a potem, gdy Dakota zwraca uwagę, że
                                                    brzmi dziwnie w twoich ustach napominanie, by przykładać właściwą
                                                    miarę do różnych czasów, pensjonarsko zaiste machając rzęsami
                                                    pytasz " Tak z ciekawości, bo być może rzeczywiście gdzieś
                                                    zapętliłem się, a w którym miejscu ta właściwa miara mi nie
                                                    wyszła?", to mi sie wszystko w kieszeni otwiera. Pytanie było do
                                                    Dakoty, ale pozwolę sobie odpowiedzieć, jak sie rozminę z prawdą lub
                                                    tym, co Dakota miała na mysli, to mnie dziewczyna poprawi.

                                                    Przez długaśny wątek pół forum usiłowało cię przekonać, że nie ma
                                                    jednej miary dla wszystkich czasów i na przykład Biblia zawiera
                                                    zalecenia i przykłady stosowania prawa, jak najbardziej aprobująco
                                                    przedstawione, które sa nie do przyjęcia w dzisiejszej epoce i z
                                                    punktu widzenia człowieka współczesnego. Ty zaś z uporem
                                                    twierdziłeś, że istnieją normy obowiazujące zawsze, wszędzie,
                                                    niezmienne, zrozumiałe dla kazdego w każdej epoce, i te pe. Oraz że
                                                    Biblia te prawa zawiera w najdoskonalszej formie. Nie chce mi się,
                                                    przyznam, przedzierać przez cały tamten wątek, by ci zaserwować
                                                    cytaty.

                                                    Czyli, znaczy się, jak w PRL ktoś robił coś nieetycznego to nie
                                                    powinnismy mierzyc jego czynów dzisiejszą miarą, bo to zły ustrój
                                                    był, Starego Testamentu nie powinniśmy czytać dosłownie, bo to
                                                    ksiega natchniona i trzeba być biblistą, by ja rozumieć, ale
                                                    jednoczesnie zawiera wszelki niezmienne i zawsze aktualne moralne,
                                                    wrodzone wartosci etyczne niezmienne w kazdej epoce, czy tak? Bo ty
                                                    tak mówisz, jak rozumiem, gdyż dowodów żadnych niet? Wybacz, ale
                                                    troche się to niczego nie trzyma.

                                                    I jeszcze "Tylko jakimś dziwnym trafem nie było nawet wtedy w
                                                    Ameryce łagrów i nie niszczono całych narodów - oj nie wiem kto tu
                                                    żyje w świecie mitologii."

                                                    No niestety, ale ty. Co do narodów, to może Indianami sobie nie będe
                                                    geby wycierać (bo zaraz usłyszę, że eksterminacja rdzennych
                                                    Amerykanów miała miejsce, gdy w USA nie było demokracji), ale
                                                    radziłabym obejrzeć takie "Duchy Mississipi". Jak sobie
                                                    uświadomiłam, w którym roku zaszły wydarzenia opisywane w filmie - i
                                                    w którym roku sprawa doczekała się rozwiazania (podpowiem tylko, że
                                                    wredne czasy PRL-u były wtedy przeszłością)... taaa, demokracja,
                                                    rzeczywiscie. Radziłabym, przepraszam, jeśli to wrednie zabrzmi,
                                                    oderwać się od historii Bizancjum i poczytać coś bardziej
                                                    współczesnego - na przykład o komisji McCarthy'ego, o której
                                                    wspomianała Onion, albo o obozach dla Amerykanów japoskiego
                                                    pochodzenia, nie dlatego, żebym w szczerym zaiteresowanie historią
                                                    Bizancjum widziała coś złego, ale dlatego, że jesli się uznaje
                                                    cokolwiek (ustrój, państwo) za wzorzec, warto wiedzieć, o czym się
                                                    mówi.

                                                    Bowiem nigdy nie było "innych czasów" - i albo przykładamy te samą
                                                    miarę do wszystkich ludzkich uczynków, albo jesteśmy skłonni
                                                    usprawiedliwiać ludzkie podłosci i słabości "okolicznosciami" - nie
                                                    mozna jednak robić i tego, i tego jednocześnie, jak ty to probujesz
                                                    robić (co prawda w różnych watkach, ale jednak), Andrzeju.
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 18:47
                                                    Anutku, dziekuje, napisalas to lepiej, niz ja bym napisala:). Ale
                                                    swietnie zrozumialas, o co mi chodzilo.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 18:56
                                                    Nie próbuję usprawiedliwiać ludzkich podłości "okolicznościami" ale naprawdę
                                                    pojawiające się ciągle tendencje do odbrązowiania sytemu socjalistycznego - bo
                                                    przecież nie było tak żle - są właśnie złymi tendencjami.
                                                    To był z założenia zły system.
                                                    Podobne zjawisko mamy z apoteozą rewolucj francuskiej gdzie niejako przy okazji
                                                    zapomina się o Wandei i planowanej i z zimnym wyrachowaniem przeprowadzonej
                                                    eksterminacji w imię równości i postępu społecznego. Ale to calkiem inny temat.
                                                    Natomiast co się tyczy nie przenoszenia współczesnych ocen i norm na poprzednie
                                                    epoki - nadal tak twierdzę, tylko jeste pewnego rodzaju różnica pomiędzy epoką w
                                                    której pisana była Biblia - małe były różnice praktyczne w systemie
                                                    funkcjonowania ówczesnych państw czy to Egiptu, Izraela czy Asyrii - model byl
                                                    mniej więcej ten sam.
                                                    Ntomiast w XX wieku świadomie i celowo stworzono dwa systemy ogolnie biorąc -
                                                    jeden który miał oczywiście swoje wypaczenia ale w którym była szansa na
                                                    pokojowe ewoluowanie i drugi w którym w sposób konstytucyjny po prostu nie wolno
                                                    było mieć wątpliwości co do jego słuszności.
                                                    Co zaś tyczy się etyczności - no cóż stawianie na równi faktu handlu cielęciną
                                                    w czasach PRL i nielegalnego uboju dzisiaj jest chyba jednak pewnym nadużyciem.
                                                    Teraz prawo daje mozliwość legalnego prowadzenia takiej działalności , wtedy nie
                                                    dawało - niestety to prawo było nieetyczne - tak w skrócie.
                                                    Owszem - dla mnie istnieje uniwersalne wartości - ale jest to kwestia przyjętego
                                                    światopoglądu i przyznaję że rozpędzilem się wcześniej w swoich próbach
                                                    dowiedzenia tej tezy - empirycznie nie da się.
                                                    Co ma z tym wspólnego okres PRL z jego z założenia nieetycznym prawem i epoka w
                                                    której spisywano Stary testament to za bardzo nie wiem.
                                                    Poza tym, wcale nie trzeba być biblistą aby zrozumieć przesłanie Starego
                                                    testamentu - tak mi sie wydaje.
                                                  • ananke666 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 00:08
                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    > Nie próbuję usprawiedliwiać ludzkich podłości "okolicznościami" ale naprawdę
                                                    > pojawiające się ciągle tendencje do odbrązowiania sytemu socjalistycznego - bo
                                                    > przecież nie było tak żle - są właśnie złymi tendencjami.
                                                    > To był z założenia zły system.

                                                    [...]

                                                    > Natomiast co się tyczy nie przenoszenia współczesnych ocen i norm na poprzednie
                                                    > epoki - nadal tak twierdzę, tylko jeste pewnego rodzaju różnica pomiędzy epoką
                                                    > w
                                                    > której pisana była Biblia - małe były różnice praktyczne w systemie
                                                    > funkcjonowania ówczesnych państw czy to Egiptu, Izraela czy Asyrii - model byl
                                                    > mniej więcej ten sam.
                                                    > Ntomiast w XX wieku świadomie i celowo stworzono dwa systemy ogolnie biorąc -
                                                    > jeden który miał oczywiście swoje wypaczenia ale w którym była szansa na
                                                    > pokojowe ewoluowanie i drugi w którym w sposób konstytucyjny po prostu nie woln
                                                    > o
                                                    > było mieć wątpliwości co do jego słuszności.

                                                    Oj pozwolę sobie na malutki wtręt:
                                                    BT, Rz 13, 1-5. Przypis: "Ostatnio niekiedy kwestionowano Pawłową autentyczność
                                                    tych słów, jako rzekomo nakazujących zbytnią uległość wobec władzy rzymskiego
                                                    Cezara, którym wtedy był Neron. Tymczasem należy pamiętać, że Apostoł podaje
                                                    tutaj zasady zawsze obowiązujące
                                                    ."
                                                    1 P 2, 13-14; 18-25, tyle pamiętam. Listu do Efezjan i Tymoteusza już mi się nie
                                                    chciało przegrzebywać.


                                                    Ot, taka sprzeczność.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 06:50
                                                    ananke666 napisała:

                                                    >
                                                    >
                                                    > Ot, taka sprzeczność.

                                                    Nie dostrzegam zadnej sprzeczności. W tym że podatki należy płacić oraz
                                                    wypelniac swoje zobowiązania wobec państwa? To chyba jest jak najbardziej
                                                    normalne i są to zasady zawsze obowiązujące.
                                                    Ale państwo nie może odgórnie łamać podstawowych norm i nazywać zło - dobrem.
                                                    Taki też jest sens nauczania Apostoła.
                                                  • ananke666 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 11:42
                                                    O? Ale tam nigdzie nie ma o tym, co władza może, a czego nie może. Jest tylko o
                                                    posłuszeństwie względem niej, nawet, jeśli prowadzi do niesprawiedliwego
                                                    cierpienia. O, np. tu:
                                                    "Niewolnicy! Z całą bojaźnią bądźcie poddani panom nie tylko dobrym i łagodnym,
                                                    ale również surowym. To się bowiem podoba [Bogu], jeżeli ktoś ze względu na
                                                    sumienie [uległe] Bogu znosi smutki i cierpi niesprawiedliwie. Co bowiem
                                                    za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy? - Ale to się Bogu
                                                    podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia
                                                    ."
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 12:29
                                                    To jeszcze pare cytatow o wladzy:

                                                    Przetoż trzeba być poddanym nie tylko dla gniewu, ale i dla sumienia.
                                                    Dlatego bowiem i podatki dajecie, gdyż są sługami Bożymi, właśnie na
                                                    to, aby tego pilnować. Oddawajcie tedy każdemu, coście powinni: komu
                                                    podatek podatek; komu cło cło; komu bojaźń bojaźń; komu cześć cześć
                                                    (Rz 13,5-7).

                                                    Napominam tedy przede wszystkim, aby czynione były błagania,
                                                    modlitwy, prośby i dzięki za wszystkich ludzi i za wszystkich
                                                    przełożonych, abyśmy cichy i spokojny żywot wiedli we wszelkiej
                                                    pobożności i uczciwości. Albowiem to jest rzecz dobra i przyjemna
                                                    przed Bogiem, Zbawicielem naszym (1 Tm 2,1-3).

                                                    Przypominaj im, aby zwierzchnościom i władzom byli ulegli i
                                                    posłuszni, gotowi do każdego dobrego uczynku (Tt 3,1).

                                                    Bądźcież tedy ulegli wszelkiemu ludzkiemu urzędowi dla Pana, czy to
                                                    najwyższemu, czy to namiestnikom, jako od Niego posłanym dla karania
                                                    przestępców i nagradzania dobrze czyniących (1 P 2,13.14).
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 19:15
                                                    nadal nie widzę żadnej sprzeczności.
                                                    To że teksty biblijne nawołują do szanowania władzy i spelniania swoich
                                                    powinności wobec państwa jest czymś naturalnym. Cała tradycja Kościoła
                                                    poczynając od apologetów opierała się na stwierdzeniu że chrześcijaństwo opiera
                                                    sie na prawie a nie na nieposłuszeństwie. Z jednym wyjątkiem prawo stanowione
                                                    nie może stać w sprzeczności z prawem naturalnym.
                                                    Tylko że tutaj mamy problem - znowu powoluję sie na prawo naturalne bo czym ono
                                                    jest?
                                                    Jest tym co leży w naszej naturze - czyn to co jest dobre a unikaj tego co jest
                                                    złe..
                                                    Prawa ludzkie, określające szczegółowe normy postepowania, jakiego wymaga od
                                                    jednostek prawo natury ze wzgledu na dobro ogolne, obowiazują tylko w takiej
                                                    mierze, w jakiej są sprawiedliwe, to znaczy, kiedy są zgodne ze swa własną
                                                    defiinicją. Może się zdarzyć, iz sprawiedliwe prawa bywaja uciążliwe i żadaja
                                                    wielkich ofiar i poswięcenia od obywateli, ale to nie zmienia faktu że naszym
                                                    obowiązkiem jest ich przestrzeganie.
                                                    Natomiast jezeli panstwo ustanawia prawo mające na celu wyłącznie zachłanność
                                                    zwiększania stanu swojego posiadania lub w chęci utrzymania za wszelką cenę
                                                    władzy - ogłaszaja tego rodzaju prawa nie będąc do tego upoważnieni i w związku
                                                    z tym nakladaja na obyateli cięząry niewspółmierne i zbyt wielkie w porownaniu z
                                                    hipotetycznym dobrem jakiego moga doznac obywatele - mówimy wtedy o prawie
                                                    które nie jest sprawiedliwe i posłuszenstwo wobec niego nikogo nie obowiązuje w
                                                    sumieniu.

                                                    Taki jest wykład nauki opartej na Ewagelii. Człowiek jako osoba jest
                                                    najważniejszy w stanowieniu prawa. W momencie gdy nie jest on w ten sposób
                                                    postrzegany i jego prawa jako jednostki są ograniczone a nawet łamane takie
                                                    prawo jest po prostu złe i niemoralne.

                                                    Nie ma więc żadnej sprzeczności pomiędzy cytatami z Pism - prawo PRL w swojej
                                                    istocie jeżeli chodzi o prawa jednostki byłem prawem niemoralnym i nieetycznym.

                                                    Tylko że mam dziwne wrażenie ze nadal bedziecie uważać ze bronię wszelkiej maści
                                                    cwaniaków ktorzy łamali prawo popelniając czyny kryminalne i zasłaniali się tym
                                                    systemem - no ale juz jasniej niestety nie potrafię.
                                                    Chociaż kto wie?
                                                  • ananke666 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 19:42
                                                    > Z jednym wyjątkiem prawo stanowione
                                                    > nie może stać w sprzeczności z prawem naturalnym.

                                                    Z Biblii proszę ten wyjątek. Nic takiego nie pamiętam, doczytam, to się ustosunkuję.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 20:06
                                                    "Choćby kto przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie,
                                                    ponosi winę za wszystkie" - Jk 2,10.

                                                    Choć podejrzewam że to chodzi , intencjonalnie, o literalny cytat który wyraznie
                                                    by o tym mówił. Dosłownego nie ma gdyz w Biblii nie występuje sformułowanie
                                                    prawo naturalne, wystepuje prawo Boże - dla mnie jest tozsame ale nie musi byc
                                                    dla każdego oczywiście.
                                                    Dla mnie osobiście najwazniejszym cytatem jest "Nie bójcie sie tych którzy
                                                    zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą" - no ale pewnie to nie to ;-((
                                                  • ananke666 Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 02:20
                                                    Oczywiście, że nie to. Przykład, który podałeś, też jest do niczego, bo w ogóle
                                                    nie dotyczy sprawy, o której rozmawiamy, mowa jest tam o przestrzeganiu prawa
                                                    Boskiego, a jeśli się nie mylę, to ściślej rzecz ujmując, praw Nowego Przymierza
                                                    zawartych w Ewangelii. A przypominam, że w dyskusji mowa jest o posłuszeństwie
                                                    chrześcijanina wobec władzy świeckiej, nawet, jeśli jest ona niesprawiedliwa -
                                                    vide casus Nerona lub sytuację niewolników.

                                                    Przypominam:
                                                    > Z jednym wyjątkiem prawo stanowione
                                                    > nie może stać w sprzeczności z prawem naturalnym.

                                                    Nie muszą paść akurat słowa "prawo naturalne". Przyznam zresztą, że nie lubię
                                                    tego terminu z tego prostego powodu, że nie ma on jednoznacznej definicji.
                                                    Mniemam, że rządy Nerona też nie miały wiele wspólnego z prawem naturalnym - a
                                                    jednak w Biblii stoi wyraźnie, że należy im się podporządkować nawet, ba,
                                                    cierpliwe znoszenie niezawinionego cierpienia jest miłe Bogu. Proszę więc o
                                                    podanie cytatu, który jasno stwierdza, że niezgodność prawa świeckiego z prawem
                                                    naturalnym - rozumie się samo przez się, że może paść tam inny termin tożsamy -
                                                    zwalnia od podporządkowania się temu pierwszemu. Przyznaję się bez bicia, ja
                                                    takiego nie znam.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 18:57
                                                    Zeby w dalszym ciągu nie zasmiecac tego wątku odpowiedż przeniosłem do swojego
                                                    wątku - Proponuję.
                                                    Tylko tylko dopowiem że powyższy cytat z listu Jakuba jest wedlug mnie na temat.
                                                    Orzestrzeganie Prawa dla Żyda to zarówno wypelnianie nakazów religijnych jak i
                                                    przepisów nazwijmy je świeckich. To była jedność - Prawo obejmowało wszystkie
                                                    aspekty życia także powinnosci wobec władcy
                                                  • ananke666 Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 19:43
                                                    Mówimy o obowiązkach chrześcijan, ciut innych niż żydowskie. Post napisałeś
                                                    masakrycznie długi, siądę do niego, jak znajdę czas.
                                                  • ewaty Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 13:16
                                                    Jejku, nie wiem, gdzie mi się to wklei, piszę ogólnie: chyba zwykle warto
                                                    posługiwać się rozumem. Nie każde prawo jest warte przestrzegania co do litery,
                                                    każdy kraj ma jakieś bzdurne zapisy, abstrahując od zgodnej z prawem
                                                    dyskryminacji tu ze względu na płeć, tu na kolor skóry itd. Gdyby ludzkość ślepo
                                                    przestrzegała każdego zapisu, nie wprowadzano by zmian i ulepszeń, nie byłoby
                                                    dyskusji społecznych itd. W sytuacji prawnych absurdów ludzie są postawieni w
                                                    sytuacji, gdy muszą podjąć decyzję, czy być lojalnym wobec swojej rodziny, czy
                                                    dajmy na to, skarbu państwa. Pewnie, że wolałabym żyć w kraju, w którym prawo
                                                    jest takie, że ślepe przestrzeganie go daje poczucie, że postępuje się
                                                    właściwie. A sytuacje za komuny to jeszcze inna bajka.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 18:33
                                                    ewaty napisała:

                                                    Pewnie, że wolałabym żyć w kraju, w którym prawo
                                                    > jest takie, że ślepe przestrzeganie go daje poczucie, że postępuje się
                                                    > właściwie. A sytuacje za komuny to jeszcze inna bajka.

                                                    Otóż to! Tez wolałbym żyć w państwie które nie stawia obywatela przed tego typu
                                                    dylematami.
                                                    Ale tak niestety nie było i dobrze jest o tym pamiętać.

                                              • jottka Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 08:57
                                                andrzej585858 napisał:

                                                > Naprawdę nie rozumiem jak się mają do tamtych czasów podane przykłady p.
                                                Kluski i tragicznej śmierci p. Blidy.


                                                onion zapewne chodzi o to, że oba mogą służyć jako ilustracja zasady, która
                                                świetnie funkcjonowała za minionego ustroju - dajcie mi człowieka, paragraf się
                                                już znajdzie.

                                                andrzej, myślę, że jak na osobę, która chętnie odwołuje się do
                                                maksymalistycznych idei, powinieneś z aprobatą spojrzeć na wywód onion. o ile
                                                dobrze rozumiem, prezentuje ona właśnie skrajnie maksymalistyczną zasadę, że nic
                                                nas nie zwalnia od bycia prawym człowiekiem. jeśli warunki są nieprzyjazne czy
                                                wręcz nam przeciwne, to trudno, mamy pecha, wysiłek nasz większy, ale naszych
                                                obowiązków to nie zmienia.

                                                • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 11:34
                                                  Az tak bardzo maksymalistyczny to nie jestem :-)) Owszem, powinno tak być że
                                                  nic nas nie zwalnia od bycia przyzwoitym człowiekiem.
                                                  Cały problem w tym że akurat tamten system miał w sobie coś takiego że stwarzał
                                                  sytuacje wobec których nawet najbardziej ideowy człowiek po prostu musiał
                                                  postąpić wbrew sobie i wbrew prawu.
                                                  Pewnie że to skrajne przypadki, ale i tak bywało.
                                                  Porównywanie zaś systemu prawnego oraz życia codziennego PRL i w ogole calego
                                                  systemu socjalistycznego do Ameryki jest nieporozumieniem.
                                                  Tam jednak była demokracja.
                                                  Poza tym jestem pewny że przypadek zarówno p. Kluski jak i p. Blidy w poprzednim
                                                  systemie w ogole nie ujrzalby światła dziennego. Po prostu władza nigdy się nie
                                                  myliła - zwłaszcza gdy dotyczyło to jej funkcjonariuszy.
                                                  Nawet w sądzie świadectwo jednego milicjanta miało większą rangę dowodową niż
                                                  nawet 3 innych świadków.
                                                  Oczywiście nigdzie takiego przepisu nie było, ale taka była praktyka.

                                                  Pewnie że nie wszystko było złe. Jak najdalszy jestem od potępiania dosłownie
                                                  wszystkiego - ale system był naprawdę unikalny w swojej absurdalności.
                                                  • onion68 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 13:10
                                                    > Porównywanie zaś systemu prawnego oraz życia codziennego PRL i w ogole calego
                                                    > systemu socjalistycznego do Ameryki jest nieporozumieniem.
                                                    > Tam jednak była demokracja.

                                                    Cha, cha, człowieku, żyjesz w świecie mitologii.
                                                    Tak - demokracja, o ile nie byłeś czarnym, kobietą lub nie miałeś lewicowych
                                                    poglądów.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 13:22
                                                    Czyli jak w starym dowcipie o wyzszosci socjalizmu nad kapitalizmem - tam bija
                                                    Murzynów a u nas nie.
                                                    Tylko jakimś dziwnym trafem nie było nawet wtedy w Ameryce łagrów i nie
                                                    niszczono całych narodów - oj nie wiem kto tu żyje w świecie mitologii.
                                                    Jeszcze chwila a dowiem sie że Che Guevara był bohaterskim bojownikiem itp.
                                                  • onion68 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 13:42
                                                    Nie, nie będzie o wyższości.
                                                    Jest cały czas o tym, że rzeczywistość nie jest i nie była czarno-biała.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 14:12
                                                    Jakoś nie zauwazyłem zeby ktokolwiek twierdził ze rzeczywistość była czy tez
                                                    jest czarna lub biała. Po prostu była bardzo inna i tyle.
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 18:38
                                                    Demokracja w Ameryce? I to za przywolanego tu McCarthy'ego? Nie wiesz
                                                    na jakim swiecie zyjesz, Andrzeju. Deklaracje a rzeczywistosc to dwie
                                                    rozne rzeczy.

                                                    System w PRl byl absurdalny, alenie kazdy przypadek zlamania prawa
                                                    mozna nim uzasadnic. Kurcze, nie kazdy kto przeszedl na czerwonym przez
                                                    jezdnie zrobil to na zlosc systemowi! Byli ludzie, ktorzy zyli wtedy
                                                    uczciwie, i to wcale nie sluzac systemowi.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 19:04
                                                    Chyba jednak uwaznie nie czytasz tego co napisalem - PRL był systemem który z
                                                    definicji negował demokrację co zapisał nawet w Konstytucji - czego chyba nie
                                                    mozna powiedzieć o Ameryce.
                                                    Konkretne przypadki braku przestrzegania zasad demokracji w Ameryce lat 20-tych
                                                    mają sie nijak do rzeczywistości PRL.
                                                    Nidzie nie piszę i nikt nie napisze że każde łaanie prawa było robione na złość
                                                    systemowi - toz to zaczyna graniczyć już z absurdem.
                                                    Większość ludzi żyła uczciwie i tym większy był problem etyczny kiedy po prostu
                                                    nie było innego wyjścia i po prostu trzeba było postąpić wbrew prawu - nawet
                                                    kupując ta przysłowiową cielęcinę.
                                                  • anutek115 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 19:29
                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    > mozna powiedzieć o Ameryce.
                                                    > Konkretne przypadki braku przestrzegania zasad demokracji w Ameryce lat 20-tych
                                                    > mają sie nijak do rzeczywistości PRL.

                                                    Komisja McCarthy'ego to są lata 50-te.
                                                    Wspomniana przeze mnie sprawa z "Duchów Mississipi" to połowa lat 60-tych, a
                                                    przestepcy zostali skazani w połowie 90-tych (co daje sądom amerykańscim tempo
                                                    osadzania winnych równe naszym w sprawie rozliczania zbrodni PRL-u, n'est-ce pas?).
                                                    A obozy dla Amerykanów o japońskiego pochodzenia - połowa lat 40-tych.

                                                    Nie były to pojedyncze przypadki łamania zasad demokracji, tylko (z
                                                    wyjątkiem Mississipi może) działania dokonywane w swietle prawa, przy
                                                    aprobobacie władzy.

                                                    Podobnie jak dzisiejsze więzienia dla terrorystów na ten przykład.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 19:41
                                                    Ale ciagle nie jest to system ktory odgornie lamie podstawowe prawa czlowieka -
                                                    to jest chyba roznica?
                                                    Faktycznie lata mi sie pomylily
                                                  • jottka co do litery 01.11.09, 19:49
                                                    to właśnie makkartyzm był odgórnym łamaniem podstawowych praw człowieka w
                                                    majestacie prawa dla rzekomo wyższych celów, chyba że znowu trzeba będzie
                                                    ustalać, co ty konkretnie rozumiesz pod pojęciem "systemu, który odgórnie
                                                    łamie", co nie każdy może wytrzymać:)

                                                    dwojaki system praw dla obywateli o różnych kolorach skóry też jest odgórnym
                                                    łamaniem podstawowych praw człowieka par excellance. ale istotne jest co innego,
                                                    a co przywołała anutek - nie da się z jednej strony głosić wiary w niezmienność
                                                    normy moralnej i konieczności podporządkowania się jej, a z drugiej uwzględniać
                                                    liczne od tej zasady wyjątki, gdy chodzi o wydarzenia, które akurat nas dotyczą.
                                                    wprawdzie to jak najbardziej typowe i ludzkie, jednakowoż nam, rewolucjonistom,
                                                    nie przystoją:)


                                                    tyle że wszystkiego bym sie spodziewała, ale nie tego, że onion wystąpi w roli
                                                    torquemady:) ale rację ma, no.

                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 20:00
                                                    oj ciagle sie nie rozumiemy - o ile wiem konstytucja amerykanska nie nakazuje ze
                                                    przewodnia sila narodu jest partia republikanska a demokraci to wywrotowcy itd.
                                                    itp. u nas czesto nie bylo inego wyjscia niz lamanie prawa niestety.
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 20:09
                                                    No prosze. Najpierw czlowiek ma wrazenie, ze ma do czynienia z
                                                    czlowiekiem zasad, maniacko sie ich trzymajacym, a potem sie okazuje,
                                                    ze z oportunista. Ja juz nie bardzo rozumiem, jakie masz zasady,
                                                    Andrzeju. Tym bardziej to mi zgrzyta, ze zwykle glosisz je ex catedra.
                                                    Moim zdaniem czlowiek uczciwy zrobi wszystko, zeby byc uczciwym. A
                                                    jesli lamie zasady, nie musi sie usprawiedliwiac okolicznosciami
                                                    zewnetrznymi.
                                                  • jottka Re: co do litery 01.11.09, 20:10
                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    > oj ciagle sie nie rozumiemy - o ile wiem konstytucja amerykanska nie nakazuje
                                                    ze przewodnia sila narodu jest


                                                    znaczy, że system jest zbrodniczy, o ile w ustawie zasadniczej ma zapisane
                                                    zdanie, które formułuje, kto ma rządzić państwem? a jeśli szczęśliwie takiego
                                                    zdania nie ma, to już jest wszystko dobrze i żyjemy w najszczęśliwszym z
                                                    ustrojów? i tylko w tym drugim przypadku jesteśmy zobowiązani do przestrzegania
                                                    norm moralnych? how nice

                                                  • onion68 Re: co do litery 01.11.09, 20:19
                                                    jottka napisała:

                                                    > andrzej585858 napisał:
                                                    >
                                                    > > oj ciagle sie nie rozumiemy - o ile wiem konstytucja amerykanska nie naka
                                                    > zuje
                                                    > ze przewodnia sila narodu jest
                                                    >
                                                    >
                                                    > znaczy, że system jest zbrodniczy, o ile w ustawie zasadniczej ma zapisane
                                                    > zdanie, które formułuje, kto ma rządzić państwem? a jeśli szczęśliwie takiego
                                                    > zdania nie ma, to już jest wszystko dobrze i żyjemy w najszczęśliwszym z

                                                    Już nie wspomnę, że przewodnia siła pojawiła sie w 1976 r., a w wersji z 1952
                                                    roku było, że PRL jest krajem_demokracji_ludowej ;-)
                                                  • onion68 Re: co do litery 01.11.09, 20:22
                                                    > tyle że wszystkiego bym sie spodziewała, ale nie tego, że onion wystąpi w roli
                                                    > torquemady:) ale rację ma, no.

                                                    Jakiego tam Torquemady :-) Onion szczerze pisze, że nie jest świętą (delikatnie
                                                    mówiąc), ale wie, że co robi źle, to z własnej głupoty i słabości. Nie znosi zaś
                                                    obłudy.
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 20:28
                                                    I nie tylko ona.
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 20:34
                                                    Aha - to jak widzę awansowałem do roli osoby obłudnej?
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 20:38
                                                    O, zaskoczony?
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 20:52
                                                    Wcale nie - nawet się nie dziwię biorąc pod uwagę swoistą interpretację naszej
                                                    historii i to tej niezbyt odległej. W koncu podobne argumenty ciągle słychać.
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 21:00
                                                    A jaka to interpretacja?
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 21:23
                                                    Jaka interpretacja?
                                                    Raczej na to nie odpowiem, bo trzeba będzie wejść znowu w próbę oceny postaw,
                                                    decyzji , różnego typu interpretacji czyli w niekończący się spór który jak
                                                    widać niewiele twórczego i odkrywczego wnosi.
                                                    Dla mnie okres PRL był systemem nieludzkim w sferze swiatopoglądowej bo w imię
                                                    tejze ideologii łamał nieraz bardzo porządnych ludzi.
                                                    I może na tym już poprzestańmy.
                                                    Poza tym, niestety dla mnie to była realna rzeczywistość a nie coś co znam z
                                                    książek czy też filmu - być może dlatego trudno czasem zachować obiektywne
                                                    spojrzenie tym bardziej że trochę zbyt osobiście odczułem niektóre
                                                    dobrodziejstwa tamtego okresu.
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 21:35
                                                    No tak, jakim prawem odzywam sie w tej dyskusji, w koncu wszyscy
                                                    wiedza, ze jestem rocznik '99, a PRl uwazam za raj na ziemi...
                                                    Zreszta sam nie zaznakes stalinizmu, ktory tu tez oceniasz, wiec nie
                                                    wiem czemu przyznajesz sobie wiecej praw do oceniania tamtych czasow
                                                    niz dzieciom epoki Gierka.

                                                    Nikt tu nie gloryfikuje tych czasow, Andrzeju, naprawde. Mnie tylko
                                                    bardzio, ale to bardzo dziwi, ze ty, ktory w kazdej dotyczacej postaw
                                                    i zasad moralnych dyskusji prezentowales sie jako osoba o zasadach
                                                    wyraznie sprecyzowanych, ktory nas rownie goraco co bezsensownie
                                                    przekonywales o tym, ze zasady moralne sa dane raz na zawsze i
                                                    niezmienne, teraz zaprezentowales sie jako osoba, ktora uwaza, ze
                                                    zasady mozna jednak naginac do woli, brac z nich to, co dla nas
                                                    wygodne, to swiat jest taki zly...
                                                    Nie zrozummy sie zle, mnie malo rusza, jak kto zyje, byle nie uwazal
                                                    sie za autorytet moralny. Ja juz nie dam sie zlapac na swiatogladowe
                                                    czy religijne dyskusje, nie odbiore ich jako autentycznych.
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 21:45
                                                    A w ktorym to miejscu uznałem się za autorytet moralny?
                                                    Jednak nadal twierdzę że nie czytasz uważnie.

                                                    Już sam nie wiem czy niezbyt wyrażnie piszę że PRL było zbudowane na prawie
                                                    które było nieetyczne i skutkiem tego ludzie bardzo często świadomie lub
                                                    nieświadomie łamali prawo bo inaczej nie dało się żyć?
                                                    Idąc takim dosłownym tokiem rozumowania to śmiem wątpić czy jest choć jedna
                                                    osoba która w jakis sposob nie zlamała wtedy prawa czasem nawet nie mając
                                                    świadomości że je łamie.

                                                    Nie przyznaje sobie żadnych praw - tylko stwierdzilem że trudno mi sie
                                                    wypowiadac w sposob wyważony o tamtych czasach i tyle. Być może dlatego nie
                                                    rozumiemy się.


                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 21:53
                                                    Jestem absolutnie przekonana, ze nawet w PRl mozna bylo zyc etycznie i
                                                    znam tego przyklady. To, ze dla cienie normalny jak sie okazalo jest
                                                    relatywizm moralny, nie swiadczy, ze kazdy tak mysli i nagina zasady
                                                    jak mu wygodnie.
                                                  • anutek115 Re: co do litery 01.11.09, 21:47
                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    > Jaka interpretacja?
                                                    > Raczej na to nie odpowiem, bo trzeba będzie wejść znowu w próbę oceny postaw,
                                                    > decyzji , różnego typu interpretacji czyli w niekończący się spór który jak
                                                    > widać niewiele twórczego i odkrywczego wnosi.

                                                    Ekhm, Andrzeju, nie bardzo podoba mi się to, co przeswieca przez twoja
                                                    wypowiedź, podobnie jak przez wczesniejszą - "Ale byli oczywiście i tacy
                                                    którym te wszystkie dobra przynoszono do domu -
                                                    dlatego też wspomnienia będą diametralnie różne."
                                                    Jakos tak widze tę
                                                    podskórną sugestię, że osoba, która sie z toba nie zgadza, ma zupełnie inne
                                                    wspomnienia z czasów PRL-u - bowiem, jakżeby inaczej, stała (ona/on, lub
                                                    jej/jego rodzice) po drugiej stronie barykady.

                                                    > Dla mnie okres PRL był systemem nieludzkim w sferze swiatopoglądowej bo w imię
                                                    > tejze ideologii łamał nieraz bardzo porządnych ludzi.
                                                    > I może na tym już poprzestańmy.

                                                    A dla mnie pod pewnym względem bardziej nie do przyjęcia jest system amerykański
                                                    - dlatego, że ludzie zyjacy w PRL-u wiedzieli, w czym zyją. Nie ogladało sie
                                                    dziennika, nie przywiązywało sie wagi do tego, co pisze prasa, bo wszyscy
                                                    wiedzieli, że to nie jest prawda. Tymczasem w Stanach, także w imie ideologii
                                                    łamano ludzkie życia, a jednoczesnie panowało ogólne przekonanie, że demokracja
                                                    amerykańska jest najlepsza na świecie, i że cokolwiek robi władza, słusznie
                                                    robi. Prawa milionów czarnoskórych amerykańskich obywateli były łamane od rana
                                                    do wieczora, lista ludzi, których wykończył (dosłownie lub tylko w swerze
                                                    zawodowej) makkartyzm jest długa i pełna znanych nazwisk, a społeczeństwo łykało
                                                    to jak gęś kluski, bo przecież "żyjemy w największej stabilnej demokracji".
                                                    Pamietam, z jakim odzewem spotkała się wypowiedź Susan Sonntag, która po 11
                                                    września nie wzywała do natychmiastowego rozliczenia się z amerykańskimi
                                                    muzułmanami. Syte, milczące, zadowolone z siebie społeczeństwo, ślepe na
                                                    niesprawiedliwość, krzywdy, skłonne zgadzac się na podsłuchy, inwigilację,
                                                    otwieranie korespondencji, w imię własnej sytości, w przekonaniu o nieomylności
                                                    władzy i o tym, że nie ma dymu bez ognia, oraz skłonne do usprawiedliwiania
                                                    wszelkich tej władzy postepków.

                                                    Dla mnie to jest nieludzkie.

                                                    W dodatku trwa i nie widzę szans, że się zakończy - jakżeby mogło, skoro buntuje
                                                    się i nie godzi na to mniejszość?
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 22:05
                                                    anutek115 napisała:


                                                    > Ekhm, Andrzeju, nie bardzo podoba mi się to, co przeswieca przez twoja
                                                    > wypowiedź, podobnie jak przez wczesniejszą - "Ale byli oczywiście i tacy
                                                    > którym te wszystkie dobra przynoszono do domu -
                                                    > dlatego też wspomnienia będą diametralnie różne."
                                                    Jakos tak widze tę
                                                    > podskórną sugestię, że osoba, która sie z toba nie zgadza, ma zupełnie inne
                                                    > wspomnienia z czasów PRL-u - bowiem, jakżeby inaczej, stała (ona/on, lub
                                                    > jej/jego rodzice) po drugiej stronie barykady.

                                                    Słucham????? Całe szczęście że już trochę jestem obecny na forum , gdyż
                                                    przyznaję otwarcie chyba bym coś nieładnego pomyślał.
                                                    Jesto to coś co nawet w koszmarach sennych do glowy by nie przyszło, właśnie
                                                    dlatego że jest kompletnie sprzeczne z moimi zasadami.
                                                    Pomimo ulomności jakis tam kręgosłup posiadam - a przynajmniej dla mnie tak sie
                                                    wydaje.
                                                    Nie, jestem jak najdalszy od takiej interpretacji, tym bardziej ze znam wiele
                                                    osob z tej tzw. drugiej srony które byly i są bardzo porządne.
                                                    I też maja podobne wspomnienia. To nie ma nic do rzeczy, kto gdzie stał tylko
                                                    jakim był czlowiekiem. Dlatego jeszcze raz powtórzę to system był nieetyczny -

                                                    >
                                                    > W dodatku trwa i nie widzę szans, że się zakończy - jakżeby mogło, skoro buntuj
                                                    > e
                                                    > się i nie godzi na to mniejszość?

                                                    Nie jestem żadnym zwolennikiem amerykanskiej polityki i wcale nie neguję tego o
                                                    czym piszesz. Chciałem tylko stwierdzić że w żadnym kraju z kręgu nawijmy to
                                                    cywilizacji zachodniej nie zadekretowano odgórnie łamania podstawowych praw
                                                    jednostki a w systemie socjalistycznym to zrobiono - to jest chyba jednak jakaś
                                                    róznica?
                                                    Tutaj nie skazywano za poglądy bo ich nie wolno bylo mieć przecież tylko za
                                                    przestępstwa kryminalne.
                                                    Wszystkie moje wywody zmierzaly tylko do tego - panstwo za pomocą prawa ludziom
                                                    ktorzy chcieli coś więcej od życia kazało to prawo łamać - albo podporządkować się.
                                                    Zero alternatywy.
                                                    Może w koncu przestanę być oskarżany o chwiejność moralną czy też jak to kiedyś
                                                    mowiono o braku pionu moralnego i czujności klasowej?
                                                    >
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 22:10
                                                    No nie wiem, jak mamy przestac sie oskarzac o chwiejnosc moralna,
                                                    skoro tak dobitnie zostala ona w tym watku zaprezentowana. Pretensje
                                                    do ans sa chyba chybione?

                                                    Gdzie w Stanach skazywano za przestepstwa kryminalne wylacznie, nie
                                                    za poglady? W Stanach, panie drogi wielbicielu historii podobno, nie
                                                    tylko skazywano, ale mordowano ludzi za to, ze osmielili sie zadac
                                                    praw wyborczych dla czarnych. No ale nie zapisano tego w konstytucji,
                                                    wiec jest Ok, tak>
                                                  • jottka Re: co do litery 01.11.09, 22:18
                                                    nooo, to już, najłagodniej mówiąc, nadużycie jest - andrzej, cały makkartyzm był
                                                    jak najbardziej legalny, a do więzień szli np. ludzie, którzy powoływali się na
                                                    normę konstytucyjną, czyli sławną piątą poprawkę do konstytucji. za poglądy oni
                                                    szli do więzienia, nie za morderstwa czy rozboje.

                                                    cała walka o równouprawnienie czarnych obywateli usa to znaczona krwią walka o
                                                    podstawowe prawa człowieka, nie o amnestię dla kryminalistów, rzecz działa się w
                                                    20 wieku w państwie demokratycznym de nomine. no weź sobie poczytaj podstawowe
                                                    buchy, bo to zgrozą przejmuje, że można tak lekko takie rzeczy opowiadać:(
                                                  • anutek115 Re: co do litery 01.11.09, 20:32
                                                    onion68 napisała:
                                                    Onion szczerze pisze, że nie jest świętą (delikatnie
                                                    > mówiąc), ale wie, że co robi źle, to z własnej głupoty i słabości. Nie znosi za
                                                    > ś
                                                    > obłudy.

                                                    No i to jest ta najbardziej racjowata racja :-), moim zdaniem . Ja, co nie
                                                    wynika być może z tego, co i jak piszę, mam raczej skłonności do rozumienia
                                                    ludzkiej słabości, wczuwania się w drugiego, bładzącego człowieka i współczucia
                                                    mu raczej, niż osądzania. Ale (zawsze jest bowiem jakieś ale ;-)) zmiata ze mnie
                                                    to zrozumienia jak tajfunem, gdy czlowiek ów żąda zrozumienia i rozgrzeszenia, a
                                                    tam, jakiego rozgrzeszenia, czasem po prostu stwierdza spokojnie, że tak musi
                                                    być, bo "takie były czasy". "Taki był system (i to on jest winien, nie ja - co
                                                    prawie dokładnie tymi słowy napisał Andrzej, ku mojemu zdziwieniu zresztą).
                                                    "Miałem trudne dzieciństwo". "Wszyscy to robią". I te de, i te pe.

                                                    O, nie. To ja jestem odpowiedzialna za moje czyny, mogą one być
                                                    głupie, złe, błędne, ale ja ponoszę za nie odpowiedzialność, nie system,
                                                    trudne dzieciństwo i presja grupy rówieśniczej, na ten przykład :-).
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 20:48
                                                    anutek115 napisała:
                                                    .
                                                    >
                                                    > O, nie. To ja jestem odpowiedzialna za moje czyny, mogą one być
                                                    > głupie, złe, błędne, ale ja ponoszę za nie odpowiedzialność, nie system,
                                                    > trudne dzieciństwo i presja grupy rówieśniczej, na ten przykład :-).

                                                    No jeszcze jednak odezwę się. Czy naprawę powrócę do tej nieszczęsnej cielęciny
                                                    - czy dlatego że państwo poprzez swoje ustawodawstwo pozbawia mnie możliwości
                                                    zakupu i w tym przypadku jest to karalne powoduje że moje postępowanie jest
                                                    nieetyczne? W sytuacji gdy jest to być może jedyny porządny posiłek który mogę
                                                    zrobić od dłuższego czasu?
                                                    Swiadomię łamię prawo , bo jest ono tak sknstruowane że nie daje mi innego wyboru.
                                                    Czy ostrzeżenie w okresie stanu wojennego czlowieka który jest ścigany tylko
                                                    dlatego że ma inne poglądy niz oficjalne i wiążę się to z łamaniem prawa bo
                                                    udzielam pomocy osobie ściganej jest nieetyczne?
                                                    To prawo było nieetyczne.
                                                    Dodam jeszcze że nawet w zakonach gdzie mnisi podlegają ansolutnej praktycznie
                                                    władzy opata i muszą wykonywać jego polecenia takze istnieje wyjatek - maja
                                                    prawo odmowic wykonania takiego polecenia jeżeli godzi ono w podstawowe wartości
                                                    moralne - nawet jeżeli jest umotywowane koniecznością.
                                                    Podobnie też było z prawem okresu PRL.

                                                    Oczywiście to ja popelniam swoje czyny i ja za nie odpowiadam - tylko że prawo
                                                    nie jest wartością bezwzględną, jeżeli właśnie z powodów ideologicznych łamie
                                                    podstawowe prawa jednostki.
                                                  • jottka Re: co do litery 01.11.09, 21:14
                                                    andrzej, to może tak w skrócie:)

                                                    - pisząc o cielęcinie, przywołujesz nie żadną normę moralną, tylko proste prawo
                                                    przetrwania, dyktowane instynktem. jak nie ma co jeść albo jak jedzenia jest
                                                    bardzo mało, to nikogo nie obchodzi prawo pisane ani norma obyczajowa, jeść i
                                                    tyle. walka z systemem to nie jest.


                                                    - oczywiście, że peerel starał się sprawować władzę, kontrolując dystrybucję
                                                    mięsa, ale to, że mu się to na ogół nie udawało, wynikało głównie z jego
                                                    nieudolności i wpisanych weń braków, a nie z odgórnego zbrodniczego założenia.


                                                    - nie ma sensu dyskusja nad "normami socjalistycznymi" versus inne, jak byłeś
                                                    uprzejmy napisać, bo nie były to normy wybrane suwerennie przez społeczeństwo.
                                                    peerel był krajem poddanym de facto władzy okupacyjnej, której gwarantem były
                                                    ruskie tanki.


                                                    - co jednak nie zmienia faktu, że i w kraju hipersuperdemokratycznym (jak owe
                                                    stany) prawo stanowione może być zbrodnicze lub bezpośrednio do zbrodni
                                                    prowadzić, choćby najpiękniej brzmiało.


                                                    - i co znowu prowadzi nas do zgrubnego wniosku, że tylko my sami możemy w każdej
                                                    chwili dokonywać wyboru między tym, co naszym zdaniem, jest dobrem i złem lub
                                                    większym dobrem a mniejszym złem. i że w dowolnej sytuacji działają bardzo różne
                                                    okoliczności itepe, i niekoniecznie prosty imperatyw kategoryczny z nieba nam
                                                    przyświeca:(

                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 21:33
                                                    Uff no w koncu coś z czym chętnie się prawie w całości zgodzę:-))
                                                    Jedno zasadnicze zastrzeżenie - nie wiem dlaczego wszyscy uważają że traktuję
                                                    każde łamanie prawa jako walkę z systemem?
                                                    Oczywiście że nie - ja tylko zwracałem uwage na głupotę systemu który w celu
                                                    utrzymania jak największej kontroli nad społeczeństwem penalizował co sie tylko
                                                    dało - co w sumie powodowało że ludzie mieli w nosie prawo.
                                                    I wcale tego nie pochwalam ale tak było - niestety.

                                                    Prosty imperatyw nam zawsze przyświeca, tylko że czasem nie za bardzo chcemy go
                                                    widzieć - lub też udajemy że go nie widzimy - i też niestety.

                                                    Aha - co cesarskie cesarzowi jest oczywiście zasadą uniwersalną ale w sferze
                                                    doczesnej, nie zaś w perspektywie duchowej.
                                                    Prawo ludzkie nie może stać w sprzeczności z prawem naturalnym - na pewno dla
                                                    osoby wierzącej zastrzegę sie od razu.
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 21:37
                                                    O, to skoro to wylacznie prawo dotyczace sfert doczesnej, czemu ta
                                                    zasada zostala wspomniana w Biblii? Mnie sie naiwnie wydawalo, ze to
                                                    mialo nam uswiadomic, ze musimy zyc jako ludzie praworzadni,
                                                    przestrzegac jakichs zasad, poki tu jestesmy.
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 22:50
                                                    Oczywiście że mamy przestrzegać zasad poki tu żyjem - ale jest dalszy ciąg
                                                    przecież - a co Boskie Bogu oraz jako konsekwencja - "Nie bójcie się tych,
                                                    ktorzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą".

                                                    Przecież księżą którzy przechowywali w okresie stanu wojennego ludzi sciganych
                                                    popelniali w myśl prawa przestępstwo - znaczy się powinni przestrzegać
                                                    nieetycznego prawa?
                                                    To tez jest relatywizm moralny?
                                                  • jottka Re: co do litery 01.11.09, 21:52
                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    > Jedno zasadnicze zastrzeżenie - nie wiem dlaczego wszyscy uważają że traktuję
                                                    każde łamanie prawa jako walkę z systemem?


                                                    bo jedynie w odniesieniu do peeerelu, który po części znasz z własnych
                                                    doświadczeń, jesteś skłonny robić koncesje moralne:) znaczy w tym jedynym
                                                    wypadku nie uważasz, że nadrzędnej i niezmiennej normy przestrzegać trzeba,
                                                    tylko nagle wprowadzasz subtelne niuanse.

                                                    innymi słowy nie mówisz - jestem głodny, to biorę, co jest, i mam gdzieś prawo,
                                                    tylko się zastrzegasz - to system mnie zmusza! ale tylko ten jeden, wobec
                                                    najróżniejszych innych systemów jesteś dziwnie pryncypialny lub zgoła nie
                                                    widzisz ich ciemnych stron.


                                                    > I wcale tego nie pochwalam ale tak było - niestety.

                                                    nihil novi sub sole, a zasada onion obowiązuje


                                                    > Prosty imperatyw nam zawsze przyświeca, tylko że czasem nie za bardzo chcemy
                                                    go widzieć - lub też udajemy że go nie widzimy - i też niestety.

                                                    twoje prawo tak uważać, moje prawo uważać inaczej


                                                    > Aha - co cesarskie cesarzowi jest oczywiście zasadą uniwersalną ale w sferze
                                                    doczesnej, nie zaś w perspektywie duchowej.


                                                    no ale właśnie o tym była mowa, nespa? norma chrześcijańska ustami swego twórcy
                                                    nakazuje stosować się do prawa państwowego, a rzym nie był łagodniejszym
                                                    okupantem niż sowietskij sojuz, stąd też w tej konkretnej dyskusji duchowej
                                                    rację ma onion, a nie ty. choć zdrowy rozsądek nakazuje oczywiście tę cielęcinę
                                                    kupić:) ale z punktu widzenia tej moralności jesteś do tyłu, jak byś się nie
                                                    zastrzegał.


                                                    > Prawo ludzkie nie może stać w sprzeczności z prawem naturalnym - na pewno dla
                                                    osoby wierzącej zastrzegę sie od razu.

                                                    pisz - dla współczesnego rzymskiego katolika, bo definicji prawa naturalnego
                                                    mrowie a mrowie:)
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 21:58
                                                    Otoz to, przydalby sie taki dopisek. Osob wierzacych tu nie brakuje, a
                                                    nie kazda dzieli przekonania Andrzeja czy tez zasady rimskiego papy.
                                                  • anutek115 Re: co do litery 01.11.09, 22:00
                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    > Prawo ludzkie nie może stać w sprzeczności z prawem naturalnym - na pewno dla
                                                    > osoby wierzącej zastrzegę sie od razu.

                                                    Boże. I po co ja sie odzywałam? Po co? PO CO?!!! Znowu "prawo naturalne", znowu
                                                    jak najbardziej nie zdefiniowane, znowu to my nic nie rozumiemy, bo nie
                                                    pojmujemy prawa naturalnego, i całą dyskusję, w której - o dziwo - parę osób
                                                    opowiadało się po stronie moralnych, wewnetrznych wyborów, a Andrzej -o dziwo -
                                                    wprowadzał niuanse typu "to nie ludzie chcieli, tylko system ich zmuszał", o
                                                    kant d... potłuc, bo na koniec wyciagane jest prawo naturalne, które z nas czyni
                                                    ciemną masę, a z Andrzeja Tego-Który-Wie!!!!

                                                    Nie, ja się już nie odzywam, ja ide spać...
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 22:03
                                                    Mowilam, ze wylazlo szydlo z wora? Byl jedyny sprawiedliwy, okazal sie
                                                    oportunista.
                                                    Tez sie zastanawiam, po co sie odzywalam, zwlaszcza zem glupia
                                                    smarkula, i pamietam tylko Gierka, nie pape Stalina.
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 22:44
                                                    Muszę przyznać że coraz bardziej podoba mi się ta dyskusja :-)))

                                                    Tylko ciągle mnie ciekawi jedna sprawa - dlaczego wysuwa się tysiące przykladów
                                                    - oczywiście jak najbardziej prawdziwych ale jakoś ciągle umyka to co
                                                    nieustannie podnoszę. Mieliśmy wpisane w konstytucji brak poszanowania praw
                                                    jednostki - czego nie zrobiono nigdzie.
                                                    Chyna jednak nie chcecie tego dostrzec - niestety.
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 22:59
                                                    A mnie ciekawi ten wpisany do konstytucji brak poszanowania praw
                                                    obywatela.
                                                    Tutaj jest pelny tekst instutucji z 1976 roku:
                                                    konstytucja.wieszjak.pl/teksty-polskich-konstytucji/76580,Konstytucja-PRL-Akt-jednolity-z-1976-roku.html

                                                    Mozesz wskazac konkretny cytat? Skoro nam tak umyka?

                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 23:18
                                                    O ile pamiętam to juz przytoczylem - przykladowo art. 64 pkt. 2. - ściganie osob
                                                    godzących w ustrój - jaki mam wybór musi mi sie podobac ustroj socjalistyczny bo
                                                    lamie prawo. Przewodnia sila partii, przyjażń z Związkiem Radzieckim podniesiona
                                                    do rangi normy konstytucyjnej to co to jest?
                                                    Państwo jako organ posiadający monopol na handel , socjalistyczny system
                                                    gospodarki itp.
                                                    To nie jest łamanie praw jednostki?
                                                  • dakota77 Re: co do litery 01.11.09, 23:24
                                                    Ustalenie przewodniej sily partii jeszcze nie czyni panstwa z zalozenia
                                                    zbrodniczym, a twierdziles, ze PRL w odroznieniu od USA takim byl. To
                                                    egzekucja prawa na takich a nie innych zasadach moze prowadzic do
                                                    zbrodni.
                                                  • andrzej585858 Re: co do litery 01.11.09, 23:33
                                                    Nie zbrodniczym, a łamiącym prawa jednostki, bo co z tymi ktorzy nie chcą uznać
                                                    tej kierowniczej roli?
                                                    Nie twierdziłem że PRL byl systemem zbrodniczym w calej swojej rozciągłości -
                                                    uprawnione jest mowienie w ten sposon o okresie stalinowskim ale nie póżniejszym.
                                                  • jottka anutek:) 01.11.09, 22:04
                                                    spokojnie, spokojnie, koleżanka torquemada, ukrywająca się pod ksywą onion,
                                                    zaczęła od werbalnego wskazywania drogi zbłąkanym owieczkom, poczekajmy chwilkę
                                                    i przejdzie do właściwych swej konstrukcji działań:)

                                                    albowiem nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji!:)
                                                  • ding_yun Re: anutek:) 01.11.09, 22:57
                                                    jottka napisała:

                                                    > spokojnie, spokojnie, koleżanka torquemada, ukrywająca się pod ksywą onion,
                                                    > zaczęła od werbalnego wskazywania drogi zbłąkanym owieczkom, poczekajmy chwilkę
                                                    > i przejdzie do właściwych swej konstrukcji działań:)
                                                    >
                                                    > albowiem nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji!:)

                                                    Strach się bać zaiste :)

                                                    Wiecie co, ja tak czytam tą dyskusję i coś mi się tu w niej rozjeżdża, czegoś
                                                    nie rozumiem. Andrzej mówił o przestrzeganiu prawa - że nie zawsze należy
                                                    przestrzegać prawa, nie zawsze można przestrzegać prawa. Reszta zaczęła mówić o
                                                    przestrzeganiu zasad moralnych - że jeśli mamy jakieś zasady moralne, to
                                                    musimy przestrzegać ich niezależnie od tego w jakiej epoce czy ustroju żyjemy.
                                                    A potem te dwa pojęcia jakoś się wymieszały, Andrzej pisał nadal o
                                                    przestrzeganiu prawa, a reszta o przestrzeganiu norm etycznych. I nastąpiło już
                                                    zupełne zagmatwanie - bo dla mnie na przykład przestrzeganie prawa zupełnie nie
                                                    jest równoznaczne z przestrzeganiem norm etycznych i uważam, że nie można tego
                                                    utożsamiać, a gdzieś w dyskusji nastąpiło takie utożsamienie. Prawa można nie
                                                    przestrzegać, natomiast zasad moralnych należy przestrzegać zawsze - tak jak
                                                    pisały reprezentantki inkwizycji. Co do cytatu "oddać Bogu co boskie, a
                                                    cesarzowi, co cesarskie" to KK wg mej najlepszej wiedzy interpretuje to
                                                    jednoznacznie - chodzi o to, że prawo boskie dla osoby wierzącej stoi zawsze nad
                                                    ludzkim, a nie o to, że na ziemi obowiązuje nas prawo kraju, w którym przyszło
                                                    nam żyć. Jeśli zupełnie źle tą całą dyskusję zrozumiałam, wybaczcie.
                                                  • dakota77 Re: anutek:) 01.11.09, 23:04
                                                    Nie doszlo do pomieszania, moim zdaniem. Dyskutwalismy o
                                                    przestrzeganiu prawa od poczatku dyskusji. Potem Andrzej zaczal
                                                    pisac, ze mozna bylo naginac czy lamac prawo PRL, bo system byl zly.
                                                    A pare osob zaczelo sie zastanawiac, czy czlowiekm starajacy sie zyc
                                                    uczciwie nie powinien jednak czym innym motywowac swoich wyborow, niz
                                                    takimi a nie innymi okolicznosciami zewnetrznymi, w tym wypadku
                                                    systemem prawnym. Zapewne moralnosc nie zostalaby w to w ogole
                                                    wmieszana, gdyby nie osoba Andrzeja, ktory w innych, dlugasnych
                                                    dyskusjach na tym forum nie przekonywal nas gorliwie o tym, ze zasady
                                                    morlalne sa bezwzgledne i uniwersalne, a tu zaczal stac na
                                                    stanowisku, ze mozna je naginac stosownie do okolicznosci. I jeszcze
                                                    nie bedzie to nasza wina, a zlego swiata.

                                                    Nie wiem, czy przestrzeganie prawa i norm etycznych to sa zupelnie
                                                    rozbiezne kwestie. Uwazam sie za osobe etyczna, nie sciagam na
                                                    egzaminie, nie kradne, nie jezdze na gape.
                                                  • andrzej585858 Re: anutek:) 01.11.09, 23:22
                                                    Zaraz, zaraz - ja nie pisalem o motywowaniu łamania prawa systemem - pisałem że
                                                    system nie dawał wyboru w niektórych sytuacjach i do tego nie potrzeba było
                                                    żadnej motywacji - po prostu nie bylo innego wyboru.

                                                    Ciągle mam wrażenie że interpretacja tego co piszę jest jednak dość dowolna.

                                                  • dakota77 Re: anutek:) 01.11.09, 23:28
                                                    Podaj konkretny przyklad sytuacji, w ktorej jednostka nie miala innego
                                                    wyboru, niz zlamac prawo, prosze. Bo sytuacja, w ktorej zlamanie prawa
                                                    jest wygodniejsze niz niezlamanie to nie to.
                                                  • andrzej585858 Re: anutek:) 01.11.09, 23:35
                                                    Uff wydaje mi się że co najmniej kilka takich przykladów podałem już wcześniej,
                                                    więc może najpierw dałoby się jakoś do nich odnieść żeby nie mnożyć bytów ponad
                                                    konieczne?
                                                  • andrzej585858 Re: anutek:) 01.11.09, 23:11
                                                    Uff właśnie o tym cały czas piszę ale mam problem z, jak widać, z przekazaniem
                                                    swoich myśli.
                                                    Chyba mianuję Ciebie swoim rzecznikiem prasowym :-)))
                                                    Prawo które stoi właśnie w opozycji do najbardziej podstawowych praw ludzkich
                                                    jest - powtórzę jeszcze raz - prawem nieetycznym i niemoralnym.
                                                  • dakota77 Re: anutek:) 01.11.09, 23:20
                                                    A doczekam sie na odpowiedz, gdzie w konstutucji byly zapisane te
                                                    starszne rzeczy, gdzie bylo pdgornie zaplanowane lamanie praw
                                                    jednostki? Kazdy system sie wynaturza. Kazdyn system tworza ludzie.
                                                    Kiedy do wladzy dorwa sie jednostki, ktore tylko patrza za wladza i
                                                    zyskiem, skutki sa jakie sa. No ale ty twierdzisz, ze taki zapis
                                                    istnieje, wiec chetnie go poznam.

                                                    Ja tu naprawde nie twierdze, ze trzeba przestrzegac kazdego,
                                                    najbardziej nieetycznego przepisu. Twierdze za to, ze trzeba to
                                                    stopniowac. Czym innym walka z niegodziwosciami, czym innym wlasne,
                                                    drobne chocby niegodziwosci, radnosnie uzasadnianie zlym prawem.
                                                  • andrzej585858 Re: anutek:) 01.11.09, 23:30
                                                    Przecież nie istniał on dosłownie - trochę jednak nie przesadzasz? On istaniał w
                                                    cytowanych przeze mnie artykułach bo stwarzał możliwość interpretacji w taki
                                                    sposób ze usprawiedliwial każdą niegodziwość. Każdy mógł być ogłoszony
                                                    wichrzycielem - czy naprawdę muszę przytaczać przykłady na naciąganie tych
                                                    przepisów, kiedy to w imie obrony klasy robotniczej skazywano ludzi za naprawdę
                                                    bzdurne przewinienia i to wcale nie w epoce stalinowskiej tylko w latach 80-tych?

                                                    Niestety podobnie jak Ty dość jednostronnie interpretujesz to co piszę, tak samo
                                                    i dla mnie to co pisalas do tej pory bylo ciąglym potwierdzeniem tezy ze prawa
                                                    trzeba przestrzegać nawet gdy jest to niemożliwe do przestrzegania, teraz juz
                                                    troche inaczej piszesz.

                                                    Jeszcze raz podkreślę - nigdzuie nie usprawiedliwialem niegodziwości złym prawem
                                                    , podkreślalem absurdy prawa.
                                                  • dakota77 Re: anutek:) 01.11.09, 23:43
                                                    Ale ty sam twierdziles, ze istnial doslownie, w ilus postach
                                                    smeciles o tych zapisas, co sie na mnie rzucasz?

                                                    Nie uwazam, ze prawa trzeba przestrzegac za wszelka cene. Nigdy nie
                                                    wybaczylam JPII, ze gdy biskup Romero przyjechal do niego po pomoc i
                                                    rade, ten kazal mu szanowac wladze i odeslal go do domu. Na smierc.
                                                    Bo tak bal sie wszelkiej lewicowosci, ze nie potrafil przyznac cienia
                                                    racji filozofii wyzwolenia.

                                                    Tak, sa prawa, ktorym czlowiek podpoprzadkowac sie nie jest w stanie.
                                                    Tyle z eo ile pamietam, kiedy zaczynala sie ta dyskusja, mowilismy o
                                                    rzeczach, ktore czynily zycie w PRl niewygodnym. Jak zakaz
                                                    indywidualnego handlu miesem. Nie o zbrodniach systemu. A bez takiej
                                                    cieleciny chocby mozna zyc.

                                                    Wspomniano wczesniej w tym watku zlodziejstwo w zakladach pracy. Czy
                                                    i ono bylo wystepowaniem przeciwko absurdom prawa? Niektorym duzo nie
                                                    trzeba, zeby myslec tylko o wlasnej wygodzie i zysku, niezaleznie od
                                                    systemu. A zlym systemem latwo to mozna usprawiedliwisc, tylko w
                                                    niczym to nie zmienia natury czynu.

                                                  • andrzej585858 Re: anutek:) 01.11.09, 23:59
                                                    Alez nie rzucam się!! Juz nie ten wiek niestety. Po prostu zwracam uwagę na
                                                    pewną niekonsekwencję.
                                                    Jakoś nie pamiętam żebym napisał że istniał dosłowny zapis o łamaniu praw jednostki.
                                                    Złodziejstwo w zakladach pracy to pokłosie właśnie systemu socjalistycznego -
                                                    tutaj zgadzam się z zdaniem że zbyt latwo ludzie znajdowali usprawiedliwienie
                                                    dla złodziejstwa, zreszta nadal to czynią.
                                                    Smutną spuścizną jest także pijanstwo - chyba nigdy nie pito tak duzo jak w
                                                    czasach gdy wodka była na kartki i od tej oslawionej 13. Po co bylo tworzyć
                                                    bzdurny przepis?
                                                    Bez cielęciny oczywiście można było żyć, tylko że zakaz handlu był właśnie
                                                    jednym z tych nieetycznych i bzdurnych przepisów a istniał niestety.

                                                    Natomiast problem tzw. teologii wyzwolenia jest czymś całkiem innym i na pewno
                                                    wymaga bardziej dogłębnej analizy. Przypomnę że dopuszczała używanie siły
                                                    zbrojnej a to jest jednak czymś niebezpiecznym - ale to temat na odrębną dyskusję.
                                                  • dakota77 Re: anutek:) 02.11.09, 00:05
                                                    No a szwadrony smierci mordujace biskupow przed oltarzem musza sila
                                                    rzeczy miec wiecej racji niz ruch, ktory niepokoil Watykan, co? Ale
                                                    nie, nie zamierzam tu zapoczatkowac ani plytkiej, ani glebszej
                                                    dyskusji o teologii wyzwolenia. Nie zamierzam prowadzic na tym forum
                                                    jakiejkolwiek dyskusji religijnej, dosc juz ich bylo, a wszystkie
                                                    rownie jalowe. Przyklad mial tylko pokazac, ze nie uwazam, zeby
                                                    zawszenalezalo przestrzegac prawa, niezaleznie jakie by bylo.
                                                    Bron Boze nie podwazam sensu walki ludzi, ktorzy systemowi sie
                                                    przeciwstawaili, ale absolutnie nie postawie w jednym szeregu z nimi
                                                    ludzi, ktorzy lamali prawo dla wlasnej wygody, a potem mowili, ze to
                                                    wina prawa, nie ich.
                                                  • andrzej585858 Re: anutek:) 02.11.09, 06:45
                                                    Wypada mi tylko westchnąć gdyż ciągle nie mogę dowiedzieć się w ktorym to
                                                    miejscu postawilem znak równości pomiędzy zwykłym złodziejstwem a
                                                    przeciwstawianiem się systemowi?
                                                    Ja tylko pytam się czy niemoralnie postepował ten ktory łamał bzdurny przepis -
                                                    właśnie ten nieszczęsny handel jest tego jaskrawym przykladem.
                                                    Dlaczego probuje mi sie udowodnić całkiem cos innego - tego jednak nie pojmuję -
                                                    i to czyni oczywiście dyskusję jałową.

                                                    Co zaś tyczy się biskupa Romero to proponuję sięgnąć zarówno do tekstów homilii
                                                    papieskich wygłoszonych w czasie pielgrzymki do Salwadoru w roku bodajze 1982
                                                    jak i do kazań biskupa w ktorych odżegnywał się od wszelkich prób zawłaszczenia
                                                    jego glosu protestu przez jakiekolwiek partie polityczne.
                                                    Zło jest złem - nawet jeżeli podpiera się religią.
                                                  • dakota77 Re: anutek:) 02.11.09, 10:09
                                                    Ty siegniesz do czegogolwiek o historii najnowszej, moze ja siegne do
                                                    homilii;-)
                                                    Andrzeju, wlasnie w tym rzecz, ze biskup niewiele mial wspolnego z
                                                    polityka, a jednak przez nia zginal. Takze przez lek, jaki Watykan i
                                                    jego szef zywil przed ruchami lewicowymi,a lek ten okazal sie mocno
                                                    zaslepiajacy. Tyle z mojej strony na ten temat. Bledy sa bledami,
                                                    niezaleznie od tego, czy osoby je popelniajace mienia sie
                                                    nieomylnymi.

                                                    EOT. Takze o PRL, bo ta dykusja nie ma najmniejszego sensu.
                                                  • andrzej585858 Re: anutek:) 02.11.09, 18:30
                                                    Oczywiście że biskup Romero nie miał wiele wspolnego z polityką, jego homilie sa
                                                    po prostu piekne i bardzo mądre. Szkoda właśnie że wbrew niemu probowano zrobic
                                                    z niego męczennika ruchow lewicowych odwołujących się do ideologii
                                                    marksistowskiej. Dovrze byloby mieć to na uwadze.
                                                    Dziwisz się że Watykan był wstrzemiężliwy wobec tych ruchów? Ruchy lewicowe są
                                                    jak najbardziej potrzebne ale nie te o proweniencji marksistowskiej ktore tyle
                                                    mają wspolnego z lewicowością co - no nie będę już wdawał się w określenia.

                                                    Błedy są błędami - co do tego nie widzę żadnej sprzeczności. Natomiast
                                                    dyskutować zawsze można - tylko naprawdę - ja bym prosił o nie tworzenie
                                                    wniosków z sformułowań przeze mnie niewypowiedzianych.
                                                    Bo to że wydaje się że tak piszę jest czymś innym od tego co napisałem.

                                                    Na zakończenie jeszcze raz powtórzę - nigdzie nie powiedzialem że system prawny
                                                    okresu PRL usparwiedliwiał zlodziejstwo, napisałem tylko tyle że był on tak
                                                    zbudowany że po pierwsze łamal podstawowe prawa jednostki a pod rugie poprzez
                                                    tworzenie systemu absurdalnych przepisów stwarzał sytuacje że obywatel po
                                                    prostu czasem nie miał innego wyboru.
                                                    Prawo wszystkich krajów bloku socjalistycznego bylo w przeciwienstwie do tzw.
                                                    demokracji zachodniej skonstruowane tak że odgornie łamało prawa jednostki czego
                                                    nie ma w innych systemach prawnych.
                                                    To jak wygląda praktyka to jest diametralnie inna sprawa.
                                                    I tyle - nic więcej nie napisalem - ale jak widać za dużo.
                                                    Tym bardziej że jak zauważono - wcale nie neguję systemu moralnego czy też
                                                    etycznego - neguje system prawny który łamie system etyczny - co też jakoś uciekło.
                                                    Tym niemniej pozostaję jak zawsze z chęcią do dalszych dyskusji tym bardziej że
                                                    bardzo mi sie podobają.
                                                    Zaluję tylko jednego - niestety nie posiadam talentu zgrabnego formułowania
                                                    myśli co jest wysoko cenione.
                                                  • onion68 Re: anutek:) 02.11.09, 12:28
                                                    > Przecież nie istniał on dosłownie - trochę jednak nie przesadzasz? On istaniał
                                                    > w
                                                    > cytowanych przeze mnie artykułach bo stwarzał możliwość interpretacji w taki
                                                    > sposób ze usprawiedliwial każdą niegodziwość. Każdy mógł być ogłoszony
                                                    > wichrzycielem - czy naprawdę muszę przytaczać przykłady na naciąganie tyc

                                                    Tak jak teraz każdy może zostać terrorystą lub aferzystą.
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 19:55
                                                    W Ameryce lat 20-tych???
                                                    Ee, ze tak powiem...
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 19:59
                                                    W tej dyskusji juz dawno nie chodzi o te cholerna cielecine, ktoa mnie
                                                    naprawde ani grzeje ani ziebi. Chodzi o to, ze albo sie jest porzadnym
                                                    czlowiekiem niezaleznie od systemu, albo nie. A tu uwazasz,ze normy sa
                                                    wzgledne, co mocno sie kloci z tym, co zwykle glosisz w naszych
                                                    dyskusjach, z kaznodziejskim zreszta zapalem. To co, sztywny kregoslup
                                                    moralny czy naginamy zasady jak nam pasuje?
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 20:10
                                                    dakota77 napisała:

                                                    . A tu uwazasz,ze normy sa
                                                    > wzgledne, co mocno sie kloci z tym, co zwykle glosisz w naszych
                                                    > dyskusjach, z kaznodziejskim zreszta zapalem. To co, sztywny kregoslup
                                                    > moralny czy naginamy zasady jak nam pasuje?

                                                    No i coz - jednak uwaznie nie czytasz bo juz chyba ze 3 razy napisalem ze czasem
                                                    nie bylo innego wyjscia niz lamanie prawa i temu winny byl system.
                                                    Byc porzadnym czlowiekiem nalezy zawsze niezaleznie od systemu.
                                                    To nie normy sa wzgledne - tylko proby zastepowania norm uniwersalnych w tym
                                                    przypadku normami socjalistycznymi.
                                                  • jottka Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 20:13
                                                    andrzej585858 napisał:

                                                    > No i coz - jednak uwaznie nie czytasz bo juz chyba ze 3 razy napisalem ze
                                                    czasem nie bylo innego wyjscia niz lamanie prawa i temu winny byl system.


                                                    eee, przepraszam, słyszałeś może o gandhim?


                                                    > Byc porzadnym czlowiekiem nalezy zawsze niezaleznie od systemu.
                                                    > To nie normy sa wzgledne - tylko proby zastepowania norm uniwersalnych w tym
                                                    przypadku normami socjalistycznymi.


                                                    a ta norma uniwersalna nie głosi przypadkiem, że należy oddać co cesarskie
                                                    cesarzowi?:)
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 20:20
                                                    Jottko, z norm moraqlnych najwidoczniej bierze sie to, co komu
                                                    aktualnie pasuje. Majac jednoczesnie poczucie, ze stoi sie na moralnym
                                                    piedestale.
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 20:17
                                                    Alez ja czytam uwaznie, tylko coraz mniej rozumiem, o co co ci chodzi
                                                    i jakie zasady w koncu wyznajesz. Dla mnie nie wszystko mozna
                                                    usprawiedliwic systemem, i na tym polega roznica. I tez juz to pisze
                                                    kolejny raz, wiesz?
                                                    A skoro twoje zasady nie sa takie czyste i cudowne, moze na
                                                    przyszlosc przyhamuj nieco z ich gloszeniem w watkach
                                                    swiatopogladowo-religijnych, bo jakies mniej godne szacunku sie
                                                    robia.
                                                    Normy uniwersalne mowia, co jets dobrem, a co zlem, i czlowiek, ktory
                                                    te normy wyznaje, powiniem wyznawac niezaleznie od okolicznosci
                                                    zewnetrznych.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 20:33
                                                    Niestety nie czytasz uważnie - stwierdziłem tylko ze system prawny PRL był z
                                                    założenia nieetyczny a nawet w swojej wczesnej fazie zbrodniczy - pomimo tego że
                                                    do 76 r, byl demokracja ludowa.
                                                    Nigdzie nie stwierdziłem że popelnianie czynow o podlozu kryminalnym mozna
                                                    usprawiedliwiac systemem - natomiast w wielu innych przypadkach bardzo czesto
                                                    nie bylo innego wyjscia niz lamanie prawa - bo tak ono bylo skonstruowane.
                                                    Pomimo ze wlasnie system wymuszal czasem takie zachowania olbrzymia wiekszosc
                                                    spoleczenstwa zyla godnie.
                                                    Piekne zdanie "wyznawać niezaleznie od okolicznosci zewnetrznych" - chcialbym
                                                    poznac choc jednego czlowieka ktory tak o sobie moze powiedziec.

                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 12:59
                                    verdana napisała:

                                    > Uspolecznienie handku bylo zjawiskiem nieetycznym, poniewaz
                                    > odbieralo ludziom ich własność.

                                    Właśnie - to niestety była istota poprzedniego systemu.
                                    Osobiście jak najbardziej jestem zwolennikiem tej szczytnej maksymy - dura lex
                                    sed lex - ale ona ma rację bytu w panstwie demokratycznym.

                                    Czasem mam pretensje sam do siebie że zbyt bardzo ważne byly dla mnie standardy
                                    etyczne, pomine juz fakt że akurat wtedy po raz pierwszy przeczytałem pierwsze
                                    tomy Jezycjady. Ale pracując na początku lat 80-tych tam gdzie pracowałem
                                    mogłem w chwili obecnej mieszkać w willi i posiadać ze 2 samochody - tak jak moi
                                    koledzy z pracy z tamtego okresu, no i nie martwiłbym się teraz skąd wziąść
                                    pieniądze na pokrycie kosztów związanych z leczeniem dziecka.
                                    Wtedy byłem z siebie dumny - bo posiadałem coś takiego jak kręgosłup moralny,
                                    tylko że teraz czasem dopadają mnie wątpliwości czy tak naprawdę postępowałem
                                    mądrze.

                                    Dobrze ze teraz mlodzież nie staje przed tego rodzaju dylematami.


                              • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 13:20
                                A w jaki sposb kolejki stepily nam en masse jako narodowi wrazliwosc
                                moralna? Wczensiej glosiles raczej odwrotna teorie, ze to dobrobyt
                                przyczynia sie do znieczulicy.
                                • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 13:53
                                  Nie widzę sprzeczności. Kolejki nauczyły lekceważenia przepisów prawa. Niestety
                                  lekceważenie bzdurnych przepisów prawnych prowadzi w konsekwencji do cwaniactwa
                                  i lekceważenia wszelkich przepisów prawnych. Przykładów mam nadzieję nie musze
                                  przytaczać.
                                  Nie głosiłem tezy że to dobrobyt przyczynia się do znieczulicy. Sam w sobie nie
                                  jest niczym złym.
                                  Dążenie do dobrobytu wszelkimi środkami, a co za tym idzie negowanie wszelkich
                                  zasad które stoją na przeszkodzie w osiągnięciu celu jakim jest właśnie dobrobyt
                                  jest czymś niedobrym.
                                  • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:23
                                    > Nie widzę sprzeczności. Kolejki nauczyły lekceważenia przepisów prawa. Niestety
                                    > lekceważenie bzdurnych przepisów prawnych prowadzi w konsekwencji do cwaniactwa
                                    > i lekceważenia wszelkich przepisów prawnych. Przykładów mam nadzieję nie musze
                                    > przytaczać.

                                    Uwielbiam to podejście. System sprawił, że miewamy skłonność do lekceważenia
                                    prawa, do pijaństwa, chuligaństwa i co kto chce.
                                    Tylko zapytam z Gabą - czy kiedykolwiek były inne czasy? Etycznym był
                                    dziewiętnastowieczny kapitalizm? A obecny międzynarodowy system prawny, gdzie w
                                    imię walki z terroryzmem dopuszczono się tylu zbrodni?
                                    Chodzi mi o to, czy nieprawości popełniane przez innych mogą być
                                    usprawiedliwieniem dla tych popełnianych przez nas? Bo ja jestem za tym, żeby
                                    czyniąc źle, mieć świadomość i odwagę przyznać, że to są moje czyny i ja za nie
                                    ponoszę odpowiedzialność.
                                    I jeszcze o zbrodniczych systemach, przywołanych przez Verdanę - zabawne, ale w
                                    nich do rzadkości właśnie należało łamanie obowiązującego prawa. Łatwiej
                                    bohatersko zdobywać cielęcinkę niż przeciwstawiać się rzeczywistemu złu.
                                    • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:35
                                      Zgadzam sie z tym, ze usprawiedliwianie wszystkiego systemem fo pojscie
                                      na latwizne, takie zdjecie sobie ciezaru z sumienia, gotowe
                                      usprawiedliwienie. I jeszcze kazdy lamiacy jakiekolwiek prawo moze
                                      poczuc sie kombatantem. W koncu lamal prawa zlego systemu, wiec on sam
                                      musial byc dobry.
                                      • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:42
                                        A to trąci demagogią niestety.
                                        Przeciez to nie chodzi o żadne usprawiedliwianie, konieczność życiowa nie
                                        pozostawiała nieraz wyboru.
                                        W świetle ówczesnego prawa to prawie wszyscy dzisiaj nami rządcący są
                                        kryminalistami, przecież lamali prawo wówczas obowiązujące.
                                        • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:48
                                          Jest roznica miedzy opozycjonista a zadymiarzem, nawet jesli wspomniani
                                          politycy nie zawsze chca te roznice widziec.
                                          • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:58
                                            Jasne - tylko że dzisiejsi "zadymiarze" nijak maja się w wiekszości do ówczesnych.
                                            Przenoszenie dzisiejszych ocen i norm na tamte czasy jest zabiegiem nijak
                                            majacym się do tamtej rzeczywistości - po prostu.
                                            Przykładowo - ustawowo zapisany byl obowiązek pracy. W okresie stanu wojennego
                                            utworzono nawet na Żuławach specjalne ośrodki dla tzw. niebieskich ptaków. Tylko
                                            że tak dziwnie skladało się ze oprócz typowych cwaniaczków pracy nie mogli
                                            dostać także ci ktorzy naprawdę chcieli ją podjąć. Posiadali tzw. nieformalny
                                            wilczy bilet. W sposob więc ewidentny łamali prawo. I nie byli to czasem żadni
                                            wielcy opozycjonisci.
                                            No ale idąc tym tokiem rozumowania - dzisiaj w wygodny sposob zwalaja wszystko
                                            na system i kreują się na kombatantów.
                                            Takich bzdurnych przepisów było multum.
                                            • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 16:45
                                              Nie przenosze wspolczesnych ocen na tamte czasy. Swoja droga ciekawe,
                                              ze wlasnie ty napominasz, by przykladac wlasciwa miare do wlasciwych
                                              czasow, skoro akurat tobie w dyskusjach swiatopogladowych za nic to
                                              nie wychodzi;-)
                                              Ani przez moment nie mialam na mysli dzisiejszych zadymiarzy.
                                              Pisalam, ze byli prawdziwi opozycjonisci i ci, co dzis sie za takich
                                              podaja, a w tamtych czasach robili tyle co nic lub duzo szumu.

                                              No, a co do twojego przykladu napisalam wczesniej sama, ze lamanie
                                              prawa w jakims zakresie nie czynilo z czlowieka od razu wielkiego
                                              opozycjonisty, tak?

                                              Kto zwala na system, to zwala, ale naprawde nie za wszystko mozna
                                              winic system.
                                              • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 01.11.09, 07:53
                                                dakota77 napisała:

                                                . Swoja droga ciekawe,
                                                > ze wlasnie ty napominasz, by przykladac wlasciwa miare do wlasciwych
                                                > czasow, skoro akurat tobie w dyskusjach swiatopogladowych za nic to
                                                > nie wychodzi;-)

                                                Tak z ciekawości, bo być może rzeczywiście gdzieś zapętliłem się, a w którym
                                                miejscu ta właściwa miara mi nie wyszła?
                                                Ale zdanie mi sie napisało.:-))
                                        • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:52
                                          Tu nie chodzi o to, ze trzeba bylo przestrzegac kazdego przepisu PRL-
                                          u. inaczej nigdy by tego systemu nie obalono. Ale naprawde nie kazdy
                                          lamiacy przepisy walczyl z komunizmem. Wieli z nich szukalo wlasnej
                                          korzysci, a znajdowali sobie ladne usprawiedliwienie. Jak w kazdym
                                          systemie.
                                          Piszesz o kregoslupie moralnym, a potem koniecnzosci zyciowej,
                                          kazacej lamac prawo. Troszke to dziwny system moralny. Przestrzegam
                                          prawa, tylko kiedy mi sie to podoba? Jesli nie lamie, mowie sobie" to
                                          nie ja jestem ten zly, nie moja wina, ze prawo takie glupie?"
                                          • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 15:03
                                            Kupię cielęcinę, pomimo tego że jest to lamanie prawa czy tez nie kupię.
                                            Zapewnię dla rodziny w miarę kaloryczny posiłek czy też nie?

                                            Pytanie, czy mając świadomość że w tym konkretnym przypadku łamiemy prawo mamy
                                            kręgoslup moralny jeszcze czy już nie?
                                            • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 15:26
                                              Przykładowo - makaron z białym serem jest pełnowartościowym posiłkiem pod
                                              względem kompletności potrzebnych człowiekowi aminokwasów i innych składników
                                              odżywczych.
                                              Idąc Twoim tokiem myślenia, usprawiedliwić należy gilotynowanie arystokracji w
                                              czasach wielkiego terroru, egzekucje podczas Wielkiej Rewolucji Październikowej,
                                              gdyż czynili to przedstawiciele warstw krzywdzonych przez ówczesne establishmenty.
                                              Powtórzę - to nie systemy czynią zło, lecz ludzie.
                                              Żeby było jasne - nie uważam kupna cielęciny na czarnym rynku w czasach PRL za
                                              czyn o dużej szkodliwości społecznej ;-)
                                              Czy był nieetyczny? Nie wiem. Na pewno był bezprawny. Być może, gdyby nie
                                              kombinatorstwo, oszustwa, omijanie prawa, nie nastąpiłby taki krach gospodarczy,
                                              jaki nastąpił. A jednostkowe działania się sumują. Przecież teraz wiadomo już,
                                              że niewidzialna ręka rynku też wszystkiego nie załatwi jeśli chcemy żyć w
                                              społeczeństwach we współczesnym sensie cywilizowanych, a nie rządzonych prawem
                                              dżungli.
                                              W ogóle polecam mądrego Pratchetta i jego "Nocną straż".
                                              • soova Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 15:47
                                                onion68 napisała:

                                                > Być może, gdyby nie
                                                > kombinatorstwo, oszustwa, omijanie prawa, nie nastąpiłby taki krach gospodarczy
                                                > ,
                                                > jaki nastąpił.

                                                Przecież krach gospodarczy lat 80-tych nastąpił, bo możliwości systemu nakazowo - rozdzielczego w braku pożyczek zagranicznych (to nimi sfinansowano przeciez gierkowski dobrobyt dekadę wcześniej) po prostu się wyczerpały, a nie dlatego, że ludzie kombinowali, żeby jakoś przeżyć, bo kupowali na czarno cielęcinę czy alkohol!
                                                • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 16:07
                                                  soova napisała:
                                                  >
                                                  > Przecież krach gospodarczy lat 80-tych nastąpił, bo możliwości systemu nakazowo
                                                  > - rozdzielczego w braku pożyczek zagranicznych (to nimi sfinansowano przeciez
                                                  > gierkowski dobrobyt dekadę wcześniej) po prostu się wyczerpały, a nie dlatego,
                                                  > że ludzie kombinowali, żeby jakoś przeżyć, bo kupowali na czarno cielęcinę czy
                                                  > alkohol!
                                                  >

                                                  Nic dodać, nic ująć!
                                                  Swoją drogą mam jakieś dziwne przeczucie, graniczące wręcz z pewnością, że za
                                                  jakieś 20-30 lat trzeba będzie poswięcić przynajmniej godzinę czasu przed emisją
                                                  dajmy na to "Misia" w celu wytłumaczenia wszystkich scen oraz aluzji
                                                  występujacych w tym filmie.
                                                  Chociaż podejrzewam ze na wiele to się nie zda.
                                                  Po prostu niektorych absurdów tamtych czasów oraz motywów ludzkiego
                                                  postępowania nie da się wytłumaczyć nawet już teraz.
                                                  No i bardzo dobrze :-)))
                                                • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 16:46
                                                  > Przecież krach gospodarczy lat 80-tych nastąpił, bo możliwości systemu nakazowo
                                                  > - rozdzielczego w braku pożyczek zagranicznych (to nimi sfinansowano przeciez
                                                  > gierkowski dobrobyt dekadę wcześniej) po prostu się wyczerpały, a nie dlatego,
                                                  > że ludzie kombinowali, żeby jakoś przeżyć, bo kupowali na czarno cielęcinę czy
                                                  > alkohol!

                                                  Myślę, że to była jedna z przyczyn, ale nie jedyna. Nie mówcie, że nie miało
                                                  wpływu na gospodarkę kraju powszechne w zakładach pracy złodziejstwo na przykład.
                                                  Ponadto, biorąc pod uwagę całość okresu PRL jakiś rozwój jednak następował,
                                                  poczynając od czasów powojennych, a intensywne zaciąganie pożyczek zagranicznych
                                                  miało jednak miejsce tylko w latach 70-tych.
                                                  Obecnie państwo także się zadłuża - za granicą, w bankach i u własnych obywateli.
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 16:50
                                                    Nie zlodziejstwo, a sprawiedliwa redystrybucja dobr;-)
                                                  • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 16:59
                                                    > Nie zlodziejstwo, a sprawiedliwa redystrybucja dobr;-)

                                                    Całkowicie zresztą usprawiedliwiona niegodziwością systemu ;-)
                                    • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 14:37
                                      onion68 napisała:


                                      > I jeszcze o zbrodniczych systemach, przywołanych przez Verdanę - zabawne, ale w
                                      > nich do rzadkości właśnie należało łamanie obowiązującego prawa. Łatwiej
                                      > bohatersko zdobywać cielęcinkę niż przeciwstawiać się rzeczywistemu złu.

                                      Bardzo ciekawe spostrzezenie. Niestety, tak się składa że łamanie prawa było tak
                                      bardzo powszechne że stało się wręcz banalne.
                                      Za bohaterskie zdobywanie cielęciny mozna bylo naprawdę odpokutować więzieniem i
                                      to kilkuletnim - to mimo wszystko nie były żarty.

                                      • verdana Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 19:45
                                        Krach gospodarczy nie był spowodowany złodziejstwem w zakladach
                                        pracy - to kropla w morzu.
                                        Byl spowodowany m.in.
                                        - pożyczkami i ich fatalnym zainwestowaniem
                                        -stawianiem, zgodnie z doktryna , wyłacznie na przemysl cięzki, przy
                                        absolutnym lekcewazeniu produkcji na rynek
                                        -systemem nakazowo-rozdzielczym i sztywną gospodarka planową, co
                                        powodowało, ze przemysł absolutnie nie mogł reagować na popyt, podaz
                                        i popyt byl wyznaczony odgornie
                                        -brakiem inwestycji w energetykę
                                        -monopolem panstwa w handlu zagranicznym, co powodowalo,z e fabryka
                                        chcac kupić uszczelkę do maszyny, musiala skladac podanie o środki
                                        dewizowe, a maszyna stala zepsuta miesiącami
                                        -polityka pelnego zatrudnienia i uniezaleznieniem wiekszosci plac od
                                        jakosci pracy
                                        -w okresie Solidarnosci "braki na rynku" nie byly przypadkowe...
                                        Cóż, kupowanie cieleciny od "baby" może bylo i sprzeczne z prawem,
                                        ale przestrzeganie prawa PRL-u akurat w tej dziedzinie bylo
                                        absurdem.
                                        -
                                        • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 19:59
                                          > chcac kupić uszczelkę do maszyny, musiala skladac podanie o środki
                                          > dewizowe, a maszyna stala zepsuta miesiącami

                                          Nieprawda, musiała zamówić w odpowiedniej centrali handlu zagranicznego.
                                        • onion68 Re: Maleńki wtręt 31.10.09, 20:06
                                          > Krach gospodarczy nie był spowodowany złodziejstwem w zakladach
                                          > pracy - to kropla w morzu.

                                          Nie żartuj. Pojedynczo tak, ale jako suma zdarzeń, jako ogólnokrajowa tendencja?
                                          Wyobraź sobie, że teraz można w każdej firmie kraść do woli - nie odbije się to
                                          na ich wynikach finansowych i PKB w rezultacie?
                                          Prawdą jest to, co piszesz, lecz nie mów, że ogólne olewactwo, będące zresztą
                                          wynikiem wspomnianego przez Ciebie uniezależnienia płac od wyników pracy,
                                          złodziejstwo właśnie, ogólna niechęć do przyłożenia się nie przekładało się na
                                          wyniki gospodarcze. Jeśli postawy społeczne nie mają na nie wpływu, to czemu
                                          powstały prace o wpływie etyki protestanckiej na ukształtowanie się kapitalizmu
                                          i sukces gospodarczy niektórych krajów?
                                          Jasne, zawsze można powiedzieć, że to oni, wszystko oni, nie my, świetliste anioły.
                                          • verdana Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 14:46
                                            Mimo to - nie był. Wez bowiem pod uwage, ze to co kradziono, wracało
                                            na rynek - w wiec w gruncie rzeczy nie psulo koniunktury, tylko
                                            odpowiadalo na podaż, zmniejszając popyt na oficjalnie sprzedawane
                                            produkty. To, co kradziono nie znikalo w czelusciach, ani nie bylo
                                            wywożone, niszczone itd, tylko bylo konsumowane (abstrahujac od
                                            uczciwosci i nieuczciwosci tego procederu). Czyli gospodarka
                                            państwowa na tym mogla ucierpiec, gospodarka jako calośc - raczej w
                                            niewielkim bardzo stopniu. Pamietaj, ze "wyniki gospodarcze' dotycza
                                            tylko sektora panstwowego.
                                            Olewactwo w pracy, zwiazane z brakiem motywacji do pracy - tak, to
                                            rujnowalo gospodarkę.
                                            To, ze cos jest niemoralne nie oznacza automatycznie, ze musi
                                            prowadzić do krachu.
                                            • onion68 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 19:29
                                              > Mimo to - nie był. Wez bowiem pod uwage, ze to co kradziono, wracało
                                              > na rynek - w wiec w gruncie rzeczy nie psulo koniunktury, tylko
                                              > odpowiadalo na podaż, zmniejszając popyt na oficjalnie sprzedawane
                                              > produkty.

                                              Verdano - błagam. Podobne argumenty można odnieść do obecnej sytuacji. Być może
                                              nawet handel amfetaminą wpływa na ożywienie gospodarcze. A nawet jeśli
                                              przestępcy, przepraszam - przedsiębiorcy, niewątpliwie mający swoje racje, będą
                                              wydawać w ten sposób zarobione pieniądze za granicą, to one i tak mogą do nas
                                              wrócić w postaci popyta na nasze niewyszukane specjalności eksportowe.
                                              Brak cielęciny nie zagraża biologicznej egzystencji człowieka. Rozumiem ludzi,
                                              którzy sobie w ten sposób organizowali zaopatrzenie (moi rodzice też to robili
                                              od czasu do czasu i nie, nikt z rodziny nie należał do PZPR), ale nie kupuję tej
                                              potrzeby wybielania się za wszelką cenę. Bowiem ja nie widzę nic nieetycznego w
                                              handlu centralnie sterowanym. Było to tylko głupie, nie nieetyczne. A na
                                              upartego można znaleźć wiele innych nieetycznych systemów:
                                              - system, który przewiduje progresywne opodatkowanie (bo przecież jest się
                                              karanym za lepszą, dłuższą, bardziej efektywną pracę),
                                              - system, w którym ludzie, którzy odprowadzają duże podatki i ci, którzy nie
                                              odprowadzają prawie nic, mają prawo do identycznych świadczeń państwa,
                                              - system pozwalający na to, aby ludzie dostawali pieniądze za nicnierobienie
                                              (zasiłki),
                                              - system, który pozwala na interwencje na rynku produktów rolnych,
                                              - itd.
                                              I co? Solidarność społeczna, powiecie. No to i wtedy ktoś sobie solidarność
                                              wymarzył i wprowadził w życie.
                                              • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 02.11.09, 19:40
                                                Gospodarka - gospodarką, tutaj mozna zawsze rózńe argumenty wytaczać, ale
                                                naprawdę gdzie jest tutaj jakas proba wybielania?
                                                System był niemoralny juz od początku. Nieetyczny i niemoralny - jeszcze raz
                                                podkreślę.

                                                Przypomnijcie sobie słynne - "Non possumus" kardynała Wyszynskiego. Przecież w
                                                ten sposob on łamal prawo i tak to przestawiano. Tylko że to byl głos w obronie
                                                praw człowieka.
                                                O tym chyba rozmawiamy przynajmniej taką mialem nadzieję.
                                              • verdana Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 19:46
                                                Wybacz, ale rozmawiamy o krachu gospodarczym, a nie o tym, czy
                                                kupowanie cieleciny poza sklepem bylo moralne (IMO bylo), albo czy
                                                kradziez w zakladzie pracy byla moralna (IMO nie byla). Tyle, ze to
                                                nie ma nic wspolnego z tym, co dzieje się w gospodace - ona może sie
                                                krecic, jak wspomnieny przez Cebie wczesny kapitalizm, będac oparta
                                                na wyzysku i kradziezy. Nie o tym mowimy - mowimy o tym, dlaczego
                                                przestala się kręcić.
                                                Handel centralnie kierowany mógł istniec tylko pod warunkiem
                                                wstepnym skonfiskowania ludziom ich prywatnej wlasnosci, a nastepnie
                                                karania - i to dosyć bezlitosnego - wszystkich, ktorzy probowali cos
                                                sprzedać osobom chętnym po innej cenie niż ta wyznaczona przez
                                                państwo (i czesto dotowana). Czyli można bylo iść siedzieć za
                                                dostarczanie do domu cieplych buleczek ludziom, ktorzy sklonni byli
                                                doplacic za te uslugę. gdzie tu jest moralność - nie umiem dociec.
                                                Dla mnie jest to nieetyczne. Podobnie jak nieetyczne bylo
                                                wyznaczenie , ile mleka ma prawo wypic dziecko i pozbawianie ludzi
                                                tego mleka, gdy rozsypala się puszka (mialam taki wypadek). Czy
                                                uwazasz, ze powinnan niemowleciu przez dwa tygodnie mleka nie
                                                podawać i niemoralne bylo kupienie tegoz na "czarnym rynku"?
                                                Ja jednak widze sporą róznice pomiedzy wsadzaniem do wiezienia za
                                                buleczki, a progresywnym opodatkowaniem i opieka panstwa nad
                                                wszystkimi obywatelami.
                                                • iwoniaw Litości, Verdano! 03.11.09, 20:36
                                                  > gdzie tu jest moralność - nie umiem dociec.
                                                  > Dla mnie jest to nieetyczne.

                                                  A gdzie tu logika, potrafisz dociec?
                                                  • andrzej585858 Re: Litości, Verdano! 03.11.09, 21:11
                                                    iwoniaw napisała:

                                                    > > gdzie tu jest moralność - nie umiem dociec.
                                                    > > Dla mnie jest to nieetyczne.
                                                    >
                                                    > A gdzie tu logika, potrafisz dociec?

                                                    Jakoś dla mnie wszystko co napisała Verdana jest jak najbardziej logiczne i spójne.
                                                  • verdana Re: Litości, Verdano! 04.11.09, 17:55
                                                    Jeśli dla Ciebie logiczne jest skazanie czlowieka za to, ze kupił
                                                    bulki , dowiózł je tam, gdzie byłek nie było i sprzedał pieć groszy
                                                    drożej - to nie mamy o czym mowic. Taki przestepca powinien
                                                    siedzieć, poniewaz ... poniewaz tak chce niedemokratyczna wladza.
                                                    Rozumiem, ze kazde prawo powinno byc przestrzegane, niezaleznie od
                                                    tego, czy jest mądre, czy krzywdzi ludzi i niezaleznie od tego, w
                                                    jakim kraju i okolicznosciach powstalo. Prawo to prawo - obywatel
                                                    nie ma myslec, ma sluchać. Nawet jesli prawo krzywdzi wszystkich -
                                                    i tak ma sluchać.
                                                    Cóz, wydawanie mielegalnych wydawnictw i KOR tez byly nielegalne i
                                                    nie ma co sie oburzac na sluszne dzialanie wladzy, ktora takich
                                                    przestepcow sadzala do więzień.
                                                  • iwoniaw Może tak bądź uprzejma mi nie wkładać w usta 04.11.09, 20:53
                                                    czegoś, o czym w ogóle nie pisałam, że o ocenianiu nie wspomnę.
                                                    Natomiast z niecierpliwością czekam na wyjaśnienie, co rozumiesz przez
                                                    stwierdzenie, że coś, co nie ma nic wspólnego z moralnością jest nieetyczne - bo
                                                    tak napisałaś, a dla mnie to nielogiczne.
                                                • onion68 Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 22:51
                                                  Do Verdany (nie mogę skopiować jej postu) - rozmawiamy przede wszystkim o tym,
                                                  czy niegodziwości systemu jakiegokolwiek usprawiedliwiają nasze nieetyczne lub
                                                  niezgodne z prawem postępowanie, a o krachu niejako przy okazji. Zresztą nie
                                                  przekonasz mnie, że istniejące wówczas zachowania społeczne do krachu się nie
                                                  przyczyniły (nie twierdziłam i nie twierdzę, że były jedyną przyczyną).
                                                  Chodzi mi o to, że jednostka gdy chce, zawsze może znaleźć usprawiedliwienie dla
                                                  swych niezbyt pięknych postępków w niegodziwościach dowolnego systemu.
                                                  Nie jestem ekspertem od historii PRL, ale nadal nie wydaje mi się, aby coś było
                                                  konfiskowane w związku z handlem uspołecznionym (przedmiot przestępstwa to tak).
                                                  Małe prywatne sklepy po prostu wykończono domiarami.
                                                  Natomiast w latach 80-tych pamiętam istnienie np. prywatnych piekarni.
                                                  Teraz Twoje dziecko lub Ty możecie nie dostać tyle, ile wynoszą Wasze
                                                  uzasadnione potrzeby z trywialnego powodu braku pieniędzy. Czy to jest powód do
                                                  np. kradzieży? Bo jakoś trzeba sobie radzić?
                                                  No niestety. Jak Mila zgubiła kartki (mnie też to się zdarzyło, tzn. były to
                                                  kartki rodziców, z którymi mnie wysłano do sklepu), mogła liczyć na pomoc
                                                  znajomych. Podobnie, gdy teraz zgubisz karty lub pieniądze, nie biegasz przecież
                                                  po urzędach, tylko szukasz pomocy na własną rękę, co znowu nie powinno oznaczać
                                                  działań wbrew prawu.
                                                  Zresztą, widzę pewną różnicę, jeżeli chodzi o konieczność dostarczenia mleka
                                                  niemowlęciu (rozumiem, że mleko specjalne dla niemowląt), a po prostu chętką na
                                                  cielęcinę :-)
                                                  • ewaty Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 23:22
                                                    Za pozwoleniem, to, co podałaś jako przyłady, nie może być
                                                    porównywane. Nie chodzi o to, że ludzie kombinujący w komunie
                                                    zaopatrzenie dla rodziny próbują na siłę się wybielić, bo
                                                    zaopatrywanie było wbrew prawu, a więc zaopatrujący powinien być
                                                    postrzegany jako przestępca, tymczasem przestępcą się nie czuje, bo
                                                    zaopatrywał wbrew absurdom. Jeżeli ukradnę Ci 100 zł, skrzywdzę Cię,
                                                    pozbawię możliwości kupienia czegoś, co chciałaś kupić, ukradnę Ci
                                                    kawałek życia, spędzony na zarabianiu tej stówy, może jeszcze dam po
                                                    głowie, więc zrobię krzywdę fizyczną. Natomiast paradoks baby z
                                                    cielęciną polegał na tym , że kupowanie od niej nikogo nie
                                                    krzywdziło, było normalną wymianą towarowo- pieniężną. Ta cielęcina,
                                                    z resztą, urosła do rangi symbolu tak, jakby tylko o tę cielęcinę i
                                                    zachciankę na nią chodziło. Tymczasem był czas, gdy nie było
                                                    normalnie dostępnego szamponu do włosów albo mydła- to co,
                                                    postępując zgodnie z prawem mam się nie myć, czy wrócić do sposobów
                                                    przodków na produkcję samodzielną? Tylko że ze składnikami też było
                                                    krucho...
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 23:33
                                                    No i jak nie chwalić twórców marksizmu i ich twórczych kontynuatorów? Wymyślili
                                                    takie absurdy że ledwo minęło 20 lat od upadku systemu a juz staje się on
                                                    niewytłumaczalny.
                                                    Choć ten socjalizm sprzed 20 lat to juz kompletnie żaden socjalizm był.
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 03.11.09, 23:38
                                                    Jakie to szczescie,z e mamy ciebie i spolke, jakbysmy inaczje byli w
                                                    stanie zrozumiec tamte czasy. Zwlaszcza ze nam juz tu wyciagnieto w
                                                    dyskusji, ze mlodzi jestesmy, mamy sie nie odzywac. Jakbyscie wy
                                                    Stalina pamietali, kurcze felek...
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 06:43
                                                    No i znowu interpretacja nie wiadomo skąd wzięta - ech.
                                                    Napisałem w którymś momencie tylko to - trudno jest mi wypowiadac się w miare
                                                    obiektywnie o tamtych czasach bo była to dla mnie realna rzeczywistość a nie coś
                                                    znane jedynie z książek czy filmu .
                                                    Pisałem o sobie!! nie ma tutaj żadnego odniesienia do wieku moich rozmowców i
                                                    tego ze nie mają oni prawa wypowidać się bo są zbyt mlodzi.
                                                    Skąd ten ciągły zarzut że komukolwiek wiek jest wypominany?
                                                    W kazdym bądż razie - jezeli gdziekolwiek dałem choć cień możliwości do takiej
                                                    interpretacji - to przepraszam i ostatecznie wyjaśniam ze wiek nie ma w tej ani
                                                    w żadnej innej dyskusji zadnego znaczenia.
                                                  • dakota77 Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 08:42
                                                    Rzecz w tym, ze nie tylko tobie znany jest tako realna rzeczywistosc, a
                                                    nie filmy, Andrzeju. Oczywiscie, ze osobom w moim wieku mniej niz
                                                    tobie, ale jednak. A ty wlasnie traktujesz czesc rozmowcow jak
                                                    dzieciaki, co nie maja o niczym pojecia, bo PRL nie pamietaja.
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 16:26
                                                    dakota77 napisała:

                                                    A ty wlasnie traktujesz czesc rozmowcow jak
                                                    > dzieciaki, co nie maja o niczym pojecia, bo PRL nie pamietaja.

                                                    Stwierdzenie absolutnie bezpodstawne - w mojej ocenie oczywiście. Po prostu
                                                    jestem bardzo zdziwiony takim odbiorem gdyż wydaje mi sie ze nie dalem żadnych
                                                    podstaw - ale jezeli tak to odebrałaś - to jeszcze raz przeprasza.
                                                    Nie mialem takich intencji zapewniam.
                                                  • limotini Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 09:59
                                                    Onion,
                                                    chciałam Ci polecić, jeśli jeszcze nie czytałaś, książkę
                                                    Dzikie
                                                    łabędzie
                                                    . Lektura jest bardzo ciekawa sama w sobie, a jest tam również
                                                    fragment mocno związany z obecną dyskusją. Opisany tam ojciec głównej bohaterki
                                                    jest całym sercem zaangażowanym w sprawę komunistą. I często musi dokonywać
                                                    dramatycznych wyborów, na przykład czy skorzystać ze swoich partyjnych koneksji
                                                    i zapwenić żonie miejsce w rządowym szpitalu na czas porodu, czy też pozwolić
                                                    jej rodzić w warunkach, które władza ludowa (chińska władza ludowa) zapewniła
                                                    jako najlepsze dla swych obywateli. Czytelnik czuje i nieoczywistość tych
                                                    wyborów, i to napięcie między ucziwością a "uczciwością", i tragizm sytuacji.
                                                    Naprawdę dobra książka.

                                                  • ding_yun Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 14:07
                                                    limotini napisała:


                                                    > Naprawdę dobra książka.

                                                    Też mi "Dzikie Łabędzie" przyszły do głowy podczas dyskusji. Jakkolwiek książka
                                                    jest krytykowana za zupełny brak obiektywizmu, niezbyt precyzyjne pokazywanie
                                                    prawdy historycznej (z tym się nie zgadzam) i łzawy sentymentalizm, to
                                                    rzeczywiście ciekawie się ją czyta. Natomiast co do dylematów moralnych, to moim
                                                    zdaniem ojciec głównej bohaterki takowych dylematów nie miał - on przyjął za
                                                    swoją nową moralność moralność komunistyczną i był jej od początku do końca
                                                    wierny. I dzięki temu nie istniał w jego sumieniu rozdźwięk między tym, co mówi
                                                    prawo, a tym co mówi jego etyka. To była jedna i ta sama nadrzędna etyka, którą
                                                    się w życiu kierował. Zresztą, jak nietrudno się domyślić, pośrednio przez
                                                    wierność tym zasadom zginął. Gęby za lud krzyczące i tak dalej...
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 16:31
                                                    "Dzikie łabędzie" - to rzeczywiście bardzo ciekawa książka. Dawno temu ją
                                                    czytałem i rzeczywiście o niej juz zapomniałem. Jest w niej duza doza
                                                    sentyentalizmu ale rzeczywiście czyta sie ją świetnie.
                                                    Nie da się tez ukryć że byli prawdziwi komuniści ktorzy naprawdę wierzyli w
                                                    słuszność tych idei i nawet siedząc w łagrach radzieckich nadal uważali że nawet
                                                    jezeli wyroki na nich byly pomyłką to idea jest jak najbardziej słuszna.
                                                    Trudno jest ich potępiać,
                                                  • verdana Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 18:01
                                                    Konfiskowane byly cale sklepy - w momencie bitwy o handel. I to, co
                                                    w tych sklepach.
                                                    Obawiam się, ze pewnych rzeczy jednak nie rozumiesz. Kradzież jest
                                                    krzywda dla kogoś. Zakup czagos poza handlem uspolecznionym nikogo
                                                    nie krzywdził, przeciwnie. Nikt, ale to nikt na tym nie tracil - i
                                                    na tym polega problem. Prawo niedemokratycznego państwa nie musi byc
                                                    przestrzegane w tym samym stopniu co demokratycznego. Bo to prawo
                                                    jest narzucone, nazywa się to czesto zalegalizowanym bezprawiem.
                                                    Dlaczego zatem niemoralne bylo zjedzenie cieleciny, a moralne
                                                    wydawanie samizdatów?
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 19:39
                                                    verdana napisała:
                                                    .
                                                    > Dlaczego zatem niemoralne bylo zjedzenie cieleciny, a moralne
                                                    > wydawanie samizdatów?

                                                    Otóż to,otóz to !!
                                                  • jottka nieno 04.11.09, 20:37
                                                    miałam się nie wtrącać, bo każdy kląska o czym innym, jak zwykle w życiu
                                                    forumowym, ale jednakowoż mam wrażenie, że nie o to onion chodziło. a szło
                                                    raczej o to, o czym pisała lacitadelle - o łatwość samousprawiedliwienia,
                                                    niezależnie od otaczających warunków.


                                                    i do tego nie trzeba akurat peerelu, to, że część dyskutantów na własnej skórze
                                                    odczuła jego obrzydliwość, nie przesądza o tym, że bywały i bywają gorsze, a
                                                    ponadto, że z usankcjonowanym bezprawiem można się zetknąć i w najlepszym ustroju.


                                                    nie padło tu to słowo, ale chyba powinno - dwójmyślenie. nikt się nie będzie
                                                    spierał, że mleko dla dziecka zdobyć trzeba, ale stosowanie podwójnych
                                                    standardów, nawet w oczywisty sposób wymuszonych sytuacją, zawsze jest groźne
                                                    dla morale jednostki, nieważne czy wywodzi je ze świeckich czy religijnych
                                                    podstaw. i dlatego rewolucyjna czystość, jaką postuluje onion, acz niemal
                                                    niemożliwa do realizacji na co dzień, nie jest jednak z definicji bezsensowna.


                                                    - poza tym, zupełnie na marginesie, ale te samizdaty tak mi się skojarzyły -
                                                    peerelowska opozycja dopiero wtedy zyskała siłę, gdy wystąpiła jawnie (list z
                                                    danymi założycieli kor-u). no wiem, że samizdaty trochę co innego i że drugi
                                                    obieg zaczął funkcjonować ciut później, ale jednak dopiero to absurdalne,
                                                    zdawałoby się, ryzyko otworzyło drogę do szerszych działań.
                                                  • andrzej585858 Re: nieno 04.11.09, 21:28
                                                    Oczywiście że rewolucyjna czujność nie jest bezsensowna - jak najbardziej,
                                                    Zresztą chrześcijanństwo tą rewolucyjną czujność ma wpisaną w swoja strukturę
                                                    juz od zarania dziejów. Posłużę się cytatem z św. Augustyna:
                                                    "Nawet jeśli prosimy cesarzy o coś dla pożytku Kościoła, to jednak nie obdarzamy
                                                    ich naszym prawdziwym zaufaniem".

                                                    Stosowanie podwójnych standardów, nawet nieświadome, owszem zawsze jest grożne -
                                                    skutki tego odczuwamy niestety do dzisiaj.
                                                    Tez chciałbym żyć tak jak zalecał św. Jan w Apokalipsie - "Znam twoje czyny,
                                                    że ani zimny, ani goracy nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro
                                                    jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" - Ap 3,15.

                                                  • onion68 Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 20:26
                                                    > Dlaczego zatem niemoralne bylo zjedzenie cieleciny, a moralne
                                                    > wydawanie samizdatów?

                                                    Z powodu różnicy pobudek, celów i jednak ryzyka.
                                                  • jottka Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 20:38
                                                    onion, nie psuj mi stylowej obrony:) to ja tu piszę o konieczności skrajnego
                                                    ryzyka w imię ideału, a ty mi takie rzeczy:)
                                                  • andrzej585858 Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 21:14
                                                    onion68 napisała:

                                                    >
                                                    > Z powodu różnicy pobudek, celów i jednak ryzyka.

                                                    Pobudki i cele oczywiście były różne - natomiast ryzyko wcale nie. Znam kobietę
                                                    ktora miała wyrok prawie dwu lat za nielegalny handel - nie wódką, a właśnie
                                                    cielęciną - dosłownie.
                                                    Niestety nie doczekała się szansy uzyskania statusu kombatanta i weterana walki
                                                    o niepodległość.
                                                    PRL nie mialo litości dla wrogów ustroju - a przy okazji rozdawało ciosy na ślepo.
                                                  • jottka Re: Maleńki wtręt 04.11.09, 22:13
                                                    andrzej, ale po prawdzie to ja nie rozumiem - nikt się nie spiera, że peerel nie
                                                    był najlepszym z ustrojów, jednakże nie był to ani najstraszliwszy, ani też
                                                    jedyny paskudny ustrój w historii, którego to faktu żarliwie dowodzisz. ze
                                                    zdumiewającą też beztroską traktujesz przywoływane przykłady polowań na
                                                    czarownice w usa lat 50. czy segregacji rasowej, no bo skoro się działy w
                                                    państwie demokratycznym, to najwyraźniej nie miały prawa istnieć..

                                                    dyskutantki nie mają w swej znakomitej większości świeżo skończonej osiemnastki
                                                    i podstaw tłumaczyć im nie trzeba ani też snuć opowieści grozy, bo co nieco
                                                    pamiętają lub zdążyły się dowiedzieć.
                                                  • onion68 Re: Maleńki wtręt 05.11.09, 08:30
                                                    Dzięki, Jottko :-)
                                                    Wszystko to pisałam była na początku, ale potem się zaplątałam w mleka, bułki i
                                                    cielęciny ;-) Muszę popracować nad sztuką prowadzenia sporów.
                  • ciotka_paszczaka Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 16:37
                    ding_yun napisała:

                    > Wiecie co, często się zarzuca ludziom w moim wieku, że nie zdajemy sobie sprawy
                    > z tego, jakie było życie w PRLu, jak wyglądały te realia, że nic nie wiemy na
                    > ten temat i nie obchodzi nas to.

                    Hej, hej, nie denerwuj sie. Nie o to chodzi. Na pewno OBCHODZI Cie to, bo inaczej nie bralabys udzialu w dyskusji. I to jest takie sympatyczne.

                    To, ze wspomnienia sa rozne, to zupelnie naturalne.
                    Pamietam jak bylam zima 1982 w Lublinie, prosto z Wroclawia. Roznica w zaopatrzeniu sklepow kolosalna. U nas nie bylo prawie nic, a w Lublinie towar -lezal- na polkach!
                    Mialam kolezanke, zawsze ubrana super. Jej tato byl mechanikiem samochodowym! Moja mama niestety nie...
                    Czy jej zazdroscilam? Tez nie, raczej myslalam sobie, ze kiedys sobie kupie. A teraz...wieksza satysfakcje sprawia mi teraz zrobienie (uszycie, wydzierganie etc.) absolutnie niepowtarzalnej kreacji, niz kupno. I ze nie kupuje juz materialow w sklepach z resztkami, nie pruje swetrow, ze moge kupic wszystko, ale to wszystko co jest potrzebne do skonczenia danego projektu.Nie brakuje niczego, niczego nie trzeba "zastepowac" etc. To jest frajda.
                    Wtedy, jest to faktycznie odpoczynek, i hobby; a nie koniecznosc. Mysle, ze na tym polega glowna roznica. Czyli dawanie sobie rady w absurdalnych warunkach PRL -versus-(dla przykladu: robotki jako) przyjemnosc.
                  • kkokos Re: Maleńki wtręt 30.10.09, 18:16
                    ilekroć pojawia się na forum jakikolwiek wątek na temat życia w
                    tamtym
                    > okresie, to mam wrażenie, jakby wypowiadające się w nim osoby
                    funkcjonowały w
                    > zupełnie różnych rzeczywistościach, tak skrajnie różne są ludzkie
                    wspomnienia,
                    > opinie i osądy. Skoro więc nawet ci, którzy wtedy żyli, nie mogą
                    się zgodzić co
                    > do tego, jak było, to co dopiero my, którzy tego nie pamiętamy.


                    to akurat normalne - pochodzimy z różnych środowisk, miejsc itd.
                    inaczej ten czas pamięta rodzina robotnika z róży luksemburg(by już
                    nie wyciagać argumentu robotniczej arystokracji z kopalni i hut),
                    inaczej lekarza z sieradza, inaczej osoby prowadzącej sklep
                    ajencyjny, inaczej tzw. pracownika umysłowego niskiego szczebla w
                    zjednoczeniu przemysłu chemicznego (nie pamiętam, czy akurat takie
                    było, ale zjednoczenia były). mimo ogólnej urawniłowki różnice były
                    naprawdę bardzo duże - tyle że nie przebiegały tak prosto, jak dziś,
                    według zarobków, a raczej według zarobków, lojalności, umiejętności
                    ustawienia się, posiadania rodziny na wsi i/lub zagranicą itd.

                    Może ten niedobór jedna
                    > k
                    > powodował pewną kreatywność.

                    nie pewną, a ogromną! ja baaardzo długo nie miałam czegokolwiek ze
                    sklepu, niemal wszystko szyła moja mama, trochę rzeczy (rzadko)
                    kupowało się z paczek. najczęśćiej mama przerabiałą ciuchy z paczek,
                    które my dostawaliśmy (do noszenia tak od razu to się nic z tych
                    paczek nie nadawało). burda z wykrojami była dobrem niezwykle
                    poszukiwanym i pożądanym, zwłaszcza gdy w latach 70. zaczęła
                    dołączać wkładkę z polskimi opisami do wykrojów. szycie bylo
                    powszechne.
                • mmaupa Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:57
                  Jak się mamy czepiać, to wkleję cytat z poradni językowej UJ:

                  Ubrać można kogoś w coś. Tak więc marynarki (i innych części garderoby) nie
                  można ubrać, można włożyć.
                  Założyć też się nie da, jeśli chodzi o ubrania. Można natomiast założyć krawat,
                  naszyjnik, kolię itp.

                  poradnia.polonistyka.uj.edu.pl/?q=rzeczownika
                  • aganoreg Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 18:11
                    mmaupa napisała:

                    > Jak się mamy czepiać, to wkleję cytat z poradni językowej UJ:

                    To mi dowalilas teraz :) zamilkne lepiej
                    • mmaupa Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 31.10.09, 01:12
                      Nie, no co ty, co ty! Nie milknij, ja się tylko czepiam, ja tak mam od zawsze :)
              • ewaty Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 15:55
                Cytat z KK: "Niestety, przyjęcia te i prywatki były zazwyczaj tak ekskluzywne,
                że Gabrysia z reguły na nie nie chodziła, gdyż po prostu nie miała w co się
                ubrać. Na przykład, gdyby zdecydowała się pójść do Joanny dzisiejszego wieczoru,
                miałaby do wyboru albo swoje całkowicie bezpretensjonalne dżinsy „Odra”, albo
                szkolną spódniczkę w kolorze granatowym, zresztą już przykrótką." Ja to tak
                zrozumiałam, że Gaba dolne pół człowieka może ubrać na zmianę w dwie rzeczy,
                czyli dwie rzeczy ma.Chyba, że uznamy, iż były to najbardziej wytworne szaty, w
                odróżnieniu od kilku innych, codziennych. ale trudno mi w to uwierzyć.
                • mmaupa Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:02
                  Ale chodzi o "dzisiejszy wieczór". Można założyć, że gdyby prywatka wypadła
                  kilka dni później, to zdążyłoby się odplamić lepszą spódniczkę, albo odnalazłyby
                  się niecnie zwędzone przez Idę spodnie.
                  • verdana Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:28
                    Bo my tu mowimy o dwoch róznych rzeczach - w PRL wszyscy byli
                    biedniejsi (w duzym uproszczeniu oczywiscie). Natomiast proba
                    wyżycia z jednej pensji pzez sześć osob, nawet przy dorabiającej
                    matce, to bylo na granicy przezywalności. Pamietajcie, ze struktura
                    cen byla inna - wyroby przemyslowe, trwale, niewiarygodnie drogie i
                    tania zywność. Wiec komu braklo na kanapki, to zyl już w
                    autentycznej nędzy. Owszem, dzieci z rodzin wielodzietnych w mojej
                    klasie byly w wyraxnie gorzej ubrane (może tez dlatego, ze najlepiej
                    zapamiętana przez mnie rodzina to był starszy brat i trojaczki 0
                    czyli znacznie gorsza sytuacjia niz ubranie "po kolei' trojki), ale
                    bez przesady. Kanapki do szkoly, czy pieniedze na pójscie po szkole
                    na ciastko dziewczyny miały. Gdyby pracowal tylko ojciec, pewnie by
                    glodowaly.
                    Trzeba tez pamiętac, jak mało osob miało wyższe studia (6%). czyli
                    nawet niemal ukonczona ekonomia to już było coś. Zaopiekowanie się
                    dziećmi, polegające na tym, ze dzieci wyraźnie niedojadają - to nie
                    jest zaopiekowanie, tylko zaniedbanie.
                    Przedszkole bylo prawie za darmo i dostępne dla wielodzietnych. Wiec
                    wybaczcie, ale ja tego nigdy nie moglam zrozumieć - co zyskały
                    dzieci na mamie w domu, kiedy brakowalo im na postawowe rzeczy. Nie
                    mowiac już o tym, ze aby pozwoliś sobie na zakup ksiązki Ignacy
                    musialby zarabiać znacznie więcej, niż zarabial bibliotekarz. Nie
                    stac by go było.
                    • mamalilki Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:40
                      Ja nie żyłam w biedzie, ale wszystkie lepsze ciuchy miałam "z darów" - takich
                      paczek co przychodziły do różnych znajomych a potem wszystkie dzieci mierzyły i
                      każdy zabierał co na niego pasowało. Dlatego w nowych czasach mam taki odrzut od
                      lumpeksów. Juz się nanosiłam cudzych ciuchów, z których nie można było doprać
                      zapachu albo "drobnej prawie niewidocznej" plamki na środku biustu. Teraz kupuję
                      rzadko ale tylko nowe. I zdarzało sie że miałam sukienkę szkolną a poza tym
                      spodnie i spódnicę na zmianę. Oboje rodzice w budżetówce, ojciec często w
                      kryminale. Poprawiło się dopiero jak wylądował za granicą.
                      • ciotka_paszczaka Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:44
                        mamalilki napisała:

                        > Ja nie żyłam w biedzie, ale wszystkie lepsze ciuchy miałam "z darów" - takich
                        > paczek co przychodziły do różnych znajomych a potem wszystkie dzieci mierzyły i
                        > każdy zabierał co na niego pasowało.

                        Otoz to. Tylko ze ...nasi znajomi -sprzedawali- te rzeczy z paczek, nie
                        rozdawali. A my akurat zadnych znajomych za granica nie mielismy.
                        • andrzej585858 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:49
                          Tylko że paczki z darami z Zachodu to właściwie okres roku 80 i stanu wojennego.
                          W latach 70-tych właściwie nie było takiego zjawiska.
                          • kkokos Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 18:28
                            andrzej585858 napisał:

                            > Tylko że paczki z darami z Zachodu to właściwie okres roku 80 i
                            stanu wojennego
                            > .
                            > W latach 70-tych właściwie nie było takiego zjawiska.


                            dary - masz rację
                            paczki na handel - było to zjawisko bardzo powszechne. oczywiście
                            też to zależy od środowiska i można było takich osób nie znać, ale
                            było ich mnóstwo, tych sprzedających z paczek.
                            • andrzej585858 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 19:03
                              kkokos napisała:

                              > dary - masz rację
                              > paczki na handel - było to zjawisko bardzo powszechne. oczywiście
                              > też to zależy od środowiska i można było takich osób nie znać, ale
                              > było ich mnóstwo, tych sprzedających z paczek.

                              Fakt zależy od środowiska - ale jednak jakoś w latach 70-tych = nie 80-tych - to
                              chyba raczej był ewenement. W każdym bądż razie jest to dla mnie nowość.
                              Wniosek - zawsze czegoś nowego z forum można sie dowiedzieć :-))
                    • marslo55 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:41
                      verdana:
                      "aby pozwoliś sobie na zakup ksiązki Ignacy musialby zarabiać
                      znacznie więcej, niż zarabial bibliotekarz. Nie stac by go było."
                      Może Ignac kupował książki za złotówkę, na straganach rozstawianych
                      naprędce przez sprzedawców mydła i powidła?
                      • soova Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:47
                        Nie przypominam sobie, żeby w PRL-u były stragany z książkami za złotówkę.
                        • mamalilki Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:50
                          Ale ksiazki byly tanie. U rodziców jest biblioteka na kilka tysięcy tomów,
                          większośc kupiona jeszcze w PRL. Moi rodzice też sobie książek nie odmawiali a o
                          czekoladę dbała babcia :-)
                          • andrzej585858 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 16:53
                            To fakt - książki były relatywnie tanie no i te nakłady wielotysięczne. Chociaż
                            kupienie encyklopedii graniczyło z cudem - chyba ze spod lady. W księgarniach
                            tez takie zjawisko istnialo.
                            • verdana Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 17:02
                              Dla kogos, kto mial na utrzymaniu sześć osób z pensji bibliotekarza
                              nic nie bylo tanie. Te książke, na moje oko, Ignacy kupowalby
                              zamiast chleba, nie czekolady.
                              • yowah76 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 19:31
                                Moze defraudowal;) wynosil z pracy i podrabial karty biblioteczne...
                                • ding_yun Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 21:41
                                  yowah76 napisała:

                                  > Moze defraudowal;) wynosil z pracy i podrabial karty biblioteczne...

                                  Dokładnie! Mieli w piwnicy, koło wytwórni kołder małą domową drukarenkę, na
                                  której Ignacy powielał swoją opozycyjną bibułę, a w międzyczasie karty
                                  biblioteczne :P
                            • mamalilki Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 17:07
                              Pamiętam jak spod lady pani w zaprzyjaźnionej księgarni sprzedawała nam kolejne
                              części "Tomka w krainie kangurów" :-)

                              Ja myślę, że my w tym wątku robimy to co zwykle: mieszamy różne okresy, różne
                              porządki itd. Lata siedemdziesiate to zupełnie inna rzeczywistość niż
                              osiemdziesiąte. Wczesne i późne osiemdziesiąte to dwie różne Polski itd. W roku
                              1977 kiedy zaczyna się akcja KK Pulpa jest jeszcze mała i nie chodzi do
                              przedszkola. Ja też nie chodziłam w tym czasie bo jako córka wroga ludu nie
                              byłam przyjęta.
                              W czasach późniejszych był stan wojenny i Mila mogłaby pracować pod warunkiem że
                              jej nie skasowano jako żony nieprawomyślnego męża. Potem już na pewno mogła
                              wrócić do pracy, ale wtedy to już była czterdziestolatką - w 89 ceniono wszystko
                              tylko nie doświadczenie a już na pewno nie jego brak.
                              Także mimo ambicji w młodości mogło się po prostu nie złozyć żeby pracowała na
                              etacie.
                              • verdana Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 17:14
                                Ale ja mam wrazenie, ze w KK jest wyraźnie napisane, ze Mila nie
                                pracuje ideowo.
                                Zwracam tez uwage na rzecz zapomniana - w PRL nie było bezrobocia.
                                Nie mowie o stanie wojennym i paru latach po - bo to inna bajka. Ale
                                w latach 60-70-tych, gdy dzieci byly male, Mila mogla pracowac na
                                pewno.
                                • andrzej585858 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 17:48
                                  Zgadzam się - też mam wrażenie że Mila nie pracuje własnie ideowo - tym bardziej
                                  że takie pojecie jak bezrobocie było jednak w czasach PRL czyms nieznanym.
                                  Dodam jeszcze że rzeczywiście lata 70-te a lata 80-te to całkiem inne epoki. Z
                                  tym że nawet lata 70-te to okres do 76 i okres 76-80.
                                  Poza tym to okres mojej młodości :-)))
                                  W każdym bądż razie Mila pracować mogła, a fakt że skończyła ekonomię pozwala
                                  domniemywać, ze mogła być główna księgową w całkiem powaznej firmie. Tylko że
                                  wtedy prawdopodobnie - mówiąc delikatnie - ktoś taki jak Ignacy poszedłby w
                                  odstawkę.
                                • onion68 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 17:56
                                  > Ale ja mam wrazenie, ze w KK jest wyraźnie napisane, ze Mila nie
                                  > pracuje ideowo.

                                  Do pewnego czasu tak, ale później nie miałaby już wyjścia. Jak ktoś słusznie
                                  zauważył, dorośnięcie młodszych córek przypadło mniej więcej na czas przełomu,
                                  więc z niedzisiejszym wykształceniem, brakiem doświadczenia i znajomości nie
                                  miała szans. Poza tym pojawiły się już wnuczki...
                                  Wydaje mi się także, że można Milę w jakiś sposób zrozumieć. W przypadku braku
                                  ofiarnej babci zajmującej się dziećmi pod nieobecność rodziców, zarówno
                                  egzystencja takich przedszkolno-świetlicowych dzieci, jak i całej rodziny nie
                                  była zbyt łatwa. Praca zawodowa być może nie była tak wymagająca jak obecnie,
                                  ale zakupy były już wyczerpujące fizycznie i czasochłonne plus obowiązki domowe
                                  przy wszyscy-wiemy-jakim Ignacu - to mogło być fizycznie nie do udźwignięcia
                                  przez jedną osobę przy tak licznej rodzinie.
                                  • kebbe Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 18:47
                                    Mila, po odchowaniu Idy, pracowała krótko w biurze, pamiętam wzmianki z
                                    "Apokryfu" o przyzakładowym przedszkolu*. Chyba jednak szybko zaszła w kolejną
                                    ciążę (Natalia) i pracę porzuciła. Jak słusznie zauważyła Onion, na początku lat
                                    80 tych, kiedy córki miała wreszcie podrośnięte, pojawiły się córki Gaby. A
                                    Gaba, samotna matka z dwójką dzieci, studia jednak skończyła. Z pewnością gdyby
                                    nie pomoc Mili w tym czasie byłoby ciężko. Swoją drogą, ja nie moge raczej pojąć
                                    dlaczego "Mila wskutek ciąży nie zrobiła dyplomu". Gdyby jeszcze narodziny
                                    dziecka zbiegły jej się z obroną (pisaniem) pracy, ale z moich obliczeń wynika,
                                    że Gabrysia urodziła się dwa lata po "planowym" zakończeniu studiów przez jej
                                    mamę. Strejndż.

                                    *fajny wynalazek mi się wydaje. Ktoś wie więcej, jak to działało?
                                    • kkokos Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 19:06
                                      > *fajny wynalazek mi się wydaje. Ktoś wie więcej, jak to działało?


                                      tak samo :) tzn. nie musiało ono być doslownie przy zakładzie, ale
                                      zakład był właścicielem, podobnie jak byl włąścicielem ośrodków
                                      wczasowych i kolonijnych, ogrodów działkowych, bloków mieszkalnych.
                                      nie mam pojęcia, czy oficjalnie przyjmowano tam w miarę wolnych
                                      miejsc także dzieci "niezakładowe", ale podejrzewam, że w gospodarce
                                      wymiennej opartej na przysługach - tak. z drugiej strony na takie
                                      rzeczy było stać głownie duże zakłądy przemysłowe, więc te biura
                                      mili to też musiały być przy fabryce

                                      a potem ludzie pracujący w tym samym zakładzie i mieszkający w
                                      jednym bloku jechali razem na wczasy w jedno miejsce :)
                                      sorry za OT
                                      jakiś czas temu oglądałam chyba w starej polskiej kronice filmowej -
                                      albo może to był jakiś inny program przypominający stare reportaże
                                      interwencyjne? - niezwykle odważny jak na lata 70. materiał o tym,
                                      że ludzie na tych wczasach się buntują. bo ci mieszkający nad morzem
                                      też jeździli na wczasy nad morze, bo tam ich zakłady miały swoje
                                      ośrodki. z kolei ci z głębi kraju chętnie by pojechali nad morze, no
                                      ale ich ośrodki były np. nad jeziorem 30 km od zakładu. więc
                                      potrzebna była wymiana - i fwp czy cóś w podobie podjęło się takiej
                                      rewolucyjnej działalności: umożliwiało wymianę miejsc między
                                      ośrodkami zakładowymi. ale tych miejsc było mało, ciężko się było
                                      dostać, było wielu sfrutrowanych, z drugiej strony organizacja
                                      takiej wymiany to straszliwie, przerażająco ciężka praca
                                      przekraczająca skromne możliwości fwp czy też tego czegoś w podobie -
                                      i pomysł upadł...
                                      • andrzej585858 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 19:19
                                        kkokos napisała:


                                        > sorry za OT
                                        > jakiś czas temu oglądałam chyba w starej polskiej kronice filmowej -
                                        > albo może to był jakiś inny program przypominający stare reportaże
                                        > interwencyjne? - niezwykle odważny jak na lata 70. materiał o tym,
                                        > że ludzie na tych wczasach się buntują. bo ci mieszkający nad morzem
                                        > też jeździli na wczasy nad morze, bo tam ich zakłady miały swoje
                                        > ośrodki. z kolei ci z głębi kraju chętnie by pojechali nad morze, no
                                        > ale ich ośrodki były np. nad jeziorem 30 km od zakładu. więc
                                        > potrzebna była wymiana - i fwp czy cóś w podobie podjęło się takiej
                                        > rewolucyjnej działalności: umożliwiało wymianę miejsc między
                                        > ośrodkami zakładowymi. ale tych miejsc było mało, ciężko się było
                                        > dostać, było wielu sfrutrowanych, z drugiej strony organizacja
                                        > takiej wymiany to straszliwie, przerażająco ciężka praca
                                        > przekraczająca skromne możliwości fwp czy też tego czegoś w podobie -
                                        > i pomysł upadł...

                                        Nie upadł. Akurat u mojego ojca w pracy tak było. Mieszkam w krainie 1000 jezior
                                        więc oczywiście zakład mojego ojca iposiadał dom wczasowy oczywiście nad
                                        jeziorem - tyle że jakieś 150 km od miejsca zamieszkania. Wiadomo że nikomu nie
                                        usmiechaly się wczasy w takim miejscu więc zorganizowano wymianę na ośrodek w
                                        górach.
                                        Dzieki temu jako mlodzież jeżdziłem na obozy w doline kłodzką - mieszkańcy zaś
                                        tamtych rejonów nad jeziora.
                                        Wszyscy byli więc zadowoleni.
                                    • kkokos Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 19:08
                                      Gdyby jeszcze narodziny
                                      > dziecka zbiegły jej się z obroną (pisaniem) pracy, ale z moich
                                      obliczeń wynika,
                                      > że Gabrysia urodziła się dwa lata po "planowym" zakończeniu
                                      studiów przez jej
                                      > mamę. Strejndż.


                                      żadne strejndż, pewnie twoje wyliczenia są bliższe prawdy niż
                                      wyliczenia pani MM, która sie sama przyznawała, że się jej
                                      rozjeżdżają
                                • kkokos Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 18:16
                                  verdana napisała:

                                  > Ale ja mam wrazenie, ze w KK jest wyraźnie napisane, ze Mila nie
                                  > pracuje ideowo.


                                  dokładnie tak!
                            • kkokos Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 18:34
                              andrzej585858 napisał:

                              > To fakt - książki były relatywnie tanie no i te nakłady
                              wielotysięczne.

                              e tam, wielotysięcznie to był wydawany władysław machejek i
                              kryminały o dzielnych chłopcach z MO
                              kapuścińskiego moja matka kupowała spod lady
                              i jasienicę

                              a na targi książki w pałacu kultury chodziło się pooglądać i
                              powąchać, niemal polizać przez szybkę - że takie piękne, kolorowe
                              rzeczy wydaje się na świecie.
                              i oczywiście kreatywność: moja matka zgarniała z tych targów
                              mnóstwo kolorowych ulotek - bardzo sie przydawały, gdy nie było
                              papieru kolorowego w sklepach, a wydzieranki/wycinanki w szkole lub
                              do szkoły trzeba było robić.
                              • andrzej585858 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 19:10
                                kkokos napisała:
                                .
                                >
                                > e tam, wielotysięcznie to był wydawany władysław machejek i
                                > kryminały o dzielnych chłopcach z MO
                                > kapuścińskiego moja matka kupowała spod lady
                                > i jasienicę

                                Bez przesady - owszem broszury partyjne też ale i polska klasyka, literatura
                                młodzieżowa a także iberoamerykanska, że nie wspomnę o fantastyce ktora wtedy
                                miała zlote lata wydawnicze.
                                Jasienica był persona non grata - przypomnę. Poza tym rzeczywiście kupowało się
                                spod lady co bardziej wartościowe pozycje - pomimo dużych nieraz nakładów.
                                Ludzie czytali, także mlodzież - no ale nie bylo wtedy komputerów , internetu i
                                multum kanałów w telewizji.
                                • zuzzia1 Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 31.10.09, 20:53
                                  Gdy zaczelam sama swiadomie kupowac ksiazki, czyli na poczatku lat
                                  80-tych i do konca tychze lat, w ksiegarniach na ogol nie bylo nic
                                  (poza dzielami zebranymi J. Putrametna itp autorow). Czasem cos sie
                                  pojawialo i bylo natychmiast, w ciagu jednego dnia wykupywane (wiec
                                  musialo byc jednak relatywnie tanie,a przynajmniej takie, ze jeszcze
                                  mozna bylo sobie na to pozwolic. Rozne ciekawe ksiazki mozna bylo
                                  kupic za to po wygorowanych cenach w antykwariatach, ktorych wtedy
                                  bylo wiele i swietnie prosperowaly. Moze Mila opylala ukradkiem w
                                  ankwariacie pozycje z gornych polek bibliotek i stad czerpala
                                  dodatkowe dochody - na ten kminek do bialego sera ;)
            • kkokos Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 18:21
              A Pulpy i Natalii
              > przedszkola przyjąc nie mogly, bo był srodek roku, probowano im
              > zalawiec miejsce "od jutra' - beznadziejne w kazdym czasie i
              kazdym
              > ustroju.

              to prawda, ale też to trochę mit, że tych przedszkoli tak było na
              pęczki i tylko w miejscach przebierać. ja chodziłam do przedszkola
              na początku lat 70. i wiem, że moja matka miała problem z
              umieszczeniem mnie tam, bo z jednej strony przyslugiwało jej
              pierwszeństwo jako samotnej matce, ale z drugiej strony mieszkałyśmy
              z babcią, a babcia mogła się zająć wnukami, prawda? więc jak się
              miało babcię, to do przedszkola nie przyjmowali (być może to był
              krótki okres albo tylko w warszawie). pamiętam, ze moja matka
              musiałą udowadniać, że babcia jest schorowana (a naprawdę była) i
              nie jest w stanie się mną opiekować
              • verdana Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 30.10.09, 18:50
                Do przedszkola bylo się bardzo trudno dostać. Ale pierwszenstwo
                mialy dzieci pracujacych matek i wielodzietni. Wiec akurat dla
                Natalii i Pulpecji miejsce by się znalazło. No i babci ani sladu...
                • mika_p Re: No ale jak rozumiem autorce wątku 31.10.09, 19:05
                  Skoro Mila była niepracująca, to jej dzieci nie miały pierwszeństwa w przyjęciu
                  do przedszkola i młodsze Borejkówny mogły się zwyczajnie do przedszkola nie
                  dostać. Chałupnictwo mogło być "na kilka lat", dopóki Pulpa nie pójdzie do szkoły.
    • rilla_ma_rilla Trochę pracowała 01.11.09, 16:32
      Kalamburka, 1968 rok

      Mila, która odchowała Idusię do bezpiecznego wieku czterech lat, postanowiła
      pójść do pracy i Gizela pomogła jej znaleźć posadę w biurze



      • iwoniaw 1977 - początki tajnych planów finansowych ;-) 01.11.09, 22:04
        Teraz będę robić to, co lubię i jeszcze mi za to zapłacą. A Ignaś nawet
        nie musi wiedzieć, że zarabiam.
        Widzisz, dla niego pieniądze w gruncie
        rzeczy nie mają znaczenia. I to właśnie w nim kocham.
        (Kalamburka,
        s.74, podkreślenie moje)

        Zaraz potem Mila rozpoczyna pisanie wieczorami w resztkowych zeszytach córek, a
        przedpołudniami pracuje chałupniczo na maszynie dziewiarskiej (prezent od
        Gizeli) dla spółdzielni "Świt" (fucha załatwiona przez Gizelę, która znała tam
        kierowniczkę).

        Czy tylko mnie wydaje się dziwacznym pomysł rozejrzenia się za dochodami, o
        których nie uważa się za konieczne poinformować pozostającego we wspólnocie
        majątkowej i ponoć ukochanego męża?

        No ale przynajmniej podejrzanie dobra przy deklarowanych niskich przychodach
        sytuacja finansowa rodziny B. zaczyna się wyjaśniać: Mila od dawna ukrywała
        przed Ignacem prawdziwy stan finansów rodziny, żeby nie wydał wszystkiego na
        Plutarcha. Dziś ma zapewne konto w Szwajcarii. Ciekawe tylko, na co składa ta
        kochająca matka, żona, babcia i prababcia, bo że nie na antyczną bibliotekę
        małżonka, wakacje dla rodziny (albo chociaż dla siebie!) ani wsparcie
        finansowo-mieszkaniowe dla córek, to wiemy.

        Tak czy owak ciekawa koncepcja uczciwości i miłości małżeńskiej - pan jako
        półgłówek, któremu lepiej nie mówić wszystkiego o takich drobiazgach jak
        pieniądze (zwłaszcza w sytuacji, gdy rodzina dosłownie niedojada), pani zbyt
        dumna(!) żeby skorzystać z prawa do pierwszeństwa ciężarnej w kolejce (lepiej
        niech już i ona i starsze córki obejdą się bez produktów spożywczych, które w
        ten poniżający sposób można nabyć...) i tak dalej...
        • dakota77 Re: 1977 - początki tajnych planów finansowych ;- 01.11.09, 22:05
          Ja tez tego nie lapie. Co to za malzenstwo, w ktorym zona ukrywa przed
          mezem fakt, ze pisze?
          • iwoniaw Re: 1977 - początki tajnych planów finansowych ;- 01.11.09, 22:17
            Pisze jak pisze - może na początku się sama przed sobą trochę wstydziła i pisała
            do szuflady, a potem coś się z tego wykluło, coś nadawało do obróbki... Mnie
            poraża fakt, że Mila planuje od początku pisanie dla pieniędzy - pieniędzy o
            których nie zamierza wspominać mężowi
            .

            Ukrywanie zaś, że jest się słynnym Kalem Amburką to rzeczywiście inna para
            kaloszy. Właściwie już ukrywanie, że się pierwsze próby śle do wydawnictwa, a
            ono przychylnie reaguje jest dla mnie dziwaczne i nieprawdopodobne.
        • kebbe Re: 1977 - początki tajnych planów finansowych ;- 02.11.09, 18:41
          iwoniaw napisała:
          "pani zbyt
          > dumna(!) żeby skorzystać z prawa do pierwszeństwa ciężarnej w kolejce (lepiej
          > niech już i ona i starsze córki obejdą się bez produktów spożywczych, które w
          > ten poniżający sposób można nabyć...) i tak dalej..."

          ...ale już Ignaś bez oporów wykorzystywał wyjącą Pulpę do wciśnięcia się w
          kolejkę...
          <paw>
          • iwoniaw I tu jest dowód na dorabianie hagiografii 02.11.09, 20:26
            Ignacy z pięcioletnią Pulpą na ręku nie miał skrupułów w wykorzystywaniu
            sytuacji i w KK opisy kolejkowych doznań są realistyczne, a bohaterowie - cóż,
            ludzcy. Nie kradną i nie oszukują, ale nie są świętymi altruistami pozwalającymi
            innym nabyć pasztetową, by sami ascetycznie popijać wodą z kranu sentencje
            Plutarcha.
            W apokryfie odwrotnie - Mila w trzeciej ciąży, z problemami zdrowotnymi(!), nie
            wykorzystuje prawa pierwszeństwa z powodu dumy. To ja się pytam, co to za
            duma, która okazuje się być ważniejsza od zapewnienia dwójce dzieci jedzenia, a
            trzeciemu - nienarodzonemu jeszcze oraz sobie - de facto jedynej opiekunce
            tychże dzieci - minimum troski o zdrowie i życie? I dlaczegóż to nagle po 30
            latach korzystanie z normalnie przysługujących praw staje się takie odrażające?
            I ciekawe, czy np. ciężarna albo z niemowlęciem Pyza też odwraca się w
            hipermarkecie ze wstrętem od kasy pierwszeństwa? A ci, którzy korzystają to
            godnie czy niegodnie się zachowują? Hm...
      • ewaty Re: Trochę pracowała 02.11.09, 11:35
        Kalamburkę kategorycznie odrzucam jako źródło informacji....
    • agnieszka_azj Re: Mila i praca 02.11.09, 11:31
      Watek zboczył na manowce, jak zwykle na tym forum ;-) a ja spróbuję
      odnieść się do postu załozycielskiego.

      Rozmawiałam ostatnio z mamą mojej koleżanki, która podobnie jak
      Mila po urodzeniu trzeciego dziecka zrezygnowała z pracy zawodowej.
      Zagadnęłam ją o przyczyny tej decyzji - zwlaszcza, że w
      przciwieństwie do Mili ukończyła studia i to w kierunku, który był
      jej pasją. Niechcący poruszylam lawinę wspomnień...

      Kiedy urodziła trzecie dziecko, dwoje starszych było w wieku
      przedszkolnym. Urlopów wychowawczych wtedy jeszcze nie było
      (wczesne lata siedemdziesiąte), więc do pracy musialw wrócić, kiedy
      najmłodsze miało trzy miesiące. Twierdzi, że ten rok, który po
      urodzeniu trzeciego przepracowala to był horror, który do dziś śni
      jej się po nocach...

      Do pracy chodziła na ósmą, dojazd z domu (jeśli wszystko szło
      zgodnie z rozkładem MZK) zajmował jej jakieś 30 - 40 miniut. Do
      przedszkola z domu miała jakieś 10 minut na piechotę, do żłobka -
      podobnie, tylko w przeciwnym kierunku. Jeśli mąż był w domu (a
      często wyjeżdżał w kulkudniowe delegacje), to jedno szło do żłobka,
      drugie do przedszkola i wystarczało wyjść z domu ok. 6,45. Gorzej
      było, kiedy była sama i sama musiała nie tylko
      dzieci "rozprowadzić", ale też ubrać przed wyjściem.
      Jeśli spóźniła się choć kilka minut, musiała chodzić do kadrowej i
      tłumaczyć się, Pamiętacie Lesia, który planował zamordowanie
      kadrowej... ? Jej była podobna ;-)

      To były czasy, kiedy nie było nie tylko pieluch jednorazowych, ale
      także - kombinezonów na zimę, śpiworow do wózków i tym podobnych
      rzeczy, które dla współczesnych rodziców są oczywistością. Niemowlę
      (ubrane na cebulkę) zawijało się w koc, a przedszkolaki chodziły w
      płaszczykach szytych przez krawcową ze starego płaszcza taty (oraz
      wełnianych rajstopach robionych na drutach). Jak się dzieciak
      wywrocił w błoto, to doczyszczenie i dosuszenie takiego stroju nie
      było proste.

      Wszytko to jednak zmieściłoby się w normie, gdyby nie choroby :-(
      Troje dzieci w dwóch placówkach oświatowych równa się choroby non
      stop. Jak nie świnka z przedszkola, to szkarlatyna ze żłobka i od
      razu cała trójka leżała pokotem. Po tym roku dzieci były - jak
      określiła - przezroczyste.

      W następnym roku najstarsze miało juz iść do szkoły. Szkoła -
      moloch, znowu 10 minut od domu, ale w trzecią stronę ;-) W dodatku
      przez ruchliwą ulicę, więc nie mogło chodzić tam samo. Nauka na
      zmiany, świetlica jak przedsinek piekła.

      Zdecydowali z mężem, że przestanie pracować i twierdzi, że nawet od
      strony finansowej opłaciło im się to. O stronie psychicznej w ogóle
      nie ma co dyskutować.
      Miała zdolnośći manualne - robiła na drutach, szyła nie tylko dla
      swoich dzieci, ale też dla innych (nie za darmo). Uprawiała działkę
      pracowniczą, robiła przetwory na zimę.
      Do pracy na etacie nie wróciła nigdy. W latach osiemdziesiątych,
      kiedy mąż stracił pracę za działalność, załozyli własny interes i
      pracowali juz razem.
      • ding_yun Re: Mila i praca 02.11.09, 11:42
        Bo jeśli kobieta ma trójkę dzieci w podobnym wieku, czyli 5-osobowe gospodarstwo
        na głowie i jest z tym sama, bo na pomoc męża - z różnych względów - nie może
        liczyć, to raczej sobie nie poradzi, fizycznie nie ma takiej możliwości.
    • ewaty Ludzie!! 04.11.09, 01:32
      Halo, tu Ziemia! Zaproponowałam wątek o babsku, któremu chyba się
      nie chciało. Ale OT, które tu zwykle uwielbiam, zabrnęły w takie
      dygresje, że zastanawiam się nad wąkiem typu pupa maryni, a stan
      wojenny. A temat ogólny zniknął w przestworzach, a chciałabym znać
      wasze zdanie:(((Z całym szacunem dla znajaomości biblii i realiów
      komuny...
      • ananke666 Re: Ludzie!! 04.11.09, 02:23
        > dygresje, że zastanawiam się nad wąkiem typu pupa maryni, a stan
        > wojenny.

        A bo i o czym tu gadać. Godzina policyjna była, prądu czasem zbrakło, ludziska
        sie, pani, nie włóczyły po nocach, to i sie gzić z nudów zaczeli. No i pacz
        pani, ta pupa Maryni to chyba zajęta była, jak raz wyż demograficzny sie zaczoł...

        ;)
      • dakota77 Re: Ludzie!! 04.11.09, 08:45
        Dobre podsumowanie, ze babie sie nie chcialo:). Ale coz, Mila
        wyladawala na pozycji matki idealnej, dla ktorej rodzina najwazniejsza.
        Nawet jesli troche glodnawa;-). Jeszcze szkoda tylko, ze matka, ktora
        dla dobra dzieci teoretycznie musiala byc z nimi non stop taka idealna
        jest tylko w oczach autorki:)
      • rozdzial43 Re: Ludzie!! 04.11.09, 17:41

        > Halo, tu Ziemia! Zaproponowałam wątek o babsku, któremu chyba się
        > nie chciało.

        Za pozwoleniem - nie pamiętam cięższej i bardziej niewdzięcznej pracy niż ta,
        którą wykonywałam opiekując się moimi dziećmi na macierzyńskim albo spędzając ze
        swoją rodziną cały urlop, bez niani i gosposi.

        Matko Boska! Pamiętam, z jaką radością wracałam po macierzyńskich do swojej
        pracy. Jak mnie cieszyła surowa elegancja gabinetu, na biurku nie było soczków,
        butelek po mleku, napoczętych i rozkruszonych batonów, rysunków, połamanych
        kredek, plasteliny pod podeszwą, przyszarzałych niedźwiedzi, walających się
        plastikowych nie wiadomo czego.
        Pamiętam euforyczną radość nieskrępowanego pójścia do toalety KIEDY CHCĘ, bez
        towarzystwa. A wolność wypicia kawy tu i teraz?? Bo mi się chce.

        Może jestem jakaś wyrodna i wyjątkowo tępa na uroki życia domowego.

        A może tezę o lenistwie matki, która woli zostać w domu z czwórką dzieci mogła
        sformułować tylko osoba, która nigdy się przez np. miesiąc nie musiała zajmować
        np. tylko dwójką.

        Za pozwoleniem, to jest bohaterstwo tyrać nad czwórką dzieci i czerpać z tego
        satysfakcję. NIgdy nie byłoby mnie na to stać. Jesteś niesamowita, Mila :)).
        • soova Re: Ludzie!! 04.11.09, 17:54
          rozdzial43 napisała:

          >
          > > Halo, tu Ziemia! Zaproponowałam wątek o babsku, któremu chyba się
          > > nie chciało.
          >
          > Za pozwoleniem - nie pamiętam cięższej i bardziej niewdzięcznej pracy niż ta,
          > którą wykonywałam opiekując się moimi dziećmi na macierzyńskim albo spędzając z
          > e
          > swoją rodziną cały urlop, bez niani i gosposi.
          (..)
          > Za pozwoleniem, to jest bohaterstwo tyrać nad czwórką dzieci i czerpać z tego
          > satysfakcję. NIgdy nie byłoby mnie na to stać. Jesteś niesamowita, Mila :)).

          Ale zdaje się, że zostało tu już wyjaśnione, że pytanie tytułowe nie dotyczy
          okresu, w którym Mila nie pracowała, bo miała w domu małe, wymagające
          całodziennej opieki dzieci, a czasów późniejszych, gdy wszystkie dziewczyny już
          chodziły do szkół, więc bezustanna obecność matki w domu nie była już tak konieczna.
          • rozdzial43 Re: Ludzie!! 04.11.09, 18:05
            soova napisała:

            > Ale zdaje się, że zostało tu już wyjaśnione, że pytanie tytułowe nie dotyczy
            > okresu, w którym Mila nie pracowała, bo miała w domu małe, wymagające
            > całodziennej opieki dzieci, a czasów późniejszych, gdy wszystkie dziewczyny już
            > chodziły do szkół, więc bezustanna obecność matki w domu nie była już tak konie
            > czna.
            >

            Hm, nie doczytałam, z tego wniosek. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko
            wielowątkowość i zawiłość tego wątku, które musiały stępić percepcję, ot co.

            Zdaje się, że kiedy dziewczynki podrosły, Mila miała pracę, którą kochała i
            która przynosiła jej jakieś dochody: tajnego dramaturga. A szycie maszyną
            swetrów, czy cóś tam dla Spółdzielni Świt?
            A korekty dla wydawnictwa?

            To jak? trzeba koniecznie z domu wychodzić codziennie w celach zarobkowych, żeby
            się nazywało, że masz pracę? Nonsens :)
            • iwoniaw jak dla mnie to ona mogła nie pracować, pracować 04.11.09, 21:05
              w domu, pracować poza domem - każda opcja dla ludzi, w końcu każdy sobie układa
              życie jak mu pasuje. Co mnie zniesmacza, denerwuje i z lekka nawet szokuje, to
              że taka idealna i kochająca żona i matka zamierza ukrywać dochody przed
              małżonkiem oraz ma gdzieś potrzeby dzieci i z "dumy" rezygnuje sobie beztrosko z
              kolejki pierwszeństwa, choć w domu nie ma za bardzo jedzenia, a sama jest w
              kiepskim stanie fizycznym w trzeciej ciąży (czyżby nic jej nie obchodziło, że w
              każdej chwili może np. trafić do szpitala, stracić dziecko, że o takim szczególe
              jak zostawienie starszych bez opieki nie wspomnę?)

              Ale zasadniczo moja robocza hipoteza jest taka: Mila była normalną matką i żoną,
              w pewnym momencie rzeczywiście osiadła w domu i jakoś tam miała świadomość
              zaprzepaszczenia pewnych szans (rozwoju zawodowego) na rzecz innych (rodziny),
              generalnie uważając, że wyszła na plus, choć w chwilach zmęczenia to różne myśli
              jej przemykały - i to widzimy w KK i IS. A potem Autorka dopisała jej
              hagiografię-apokryf Kalamburkę, w kolejnych tomach ciągnąc niestety
              zawarte tam tezy ad absurdum i stąd tyle krytycznych opinii o Mili.


              "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot
              odechciało"
            • the_dzidka Re: Ludzie!! 05.11.09, 10:31
              > Zdaje się, że kiedy dziewczynki podrosły, Mila miała pracę, którą
              kochała i
              > która przynosiła jej jakieś dochody: tajnego dramaturga

              Przecież tajnym dramaturgiem Mila była dopiero wtedy, kiedy miała
              już wnuki!!! I to podrastające!
        • mama_kotula Re: Ludzie!! 04.11.09, 21:57
          Przebóg, nie wierzyłam, że to napiszę, ale po raz pierwszy chyba zgadzam się z Rozdział. Od półtora tygodnia mam chorą dwójkę w domu przez 24h na dobę i wzbiera we mnie żądza mordu (nie, nie mordu na tejże dwójce - mordu na połowie świata) albo coś podobnego do tejże. Z ulgą jutro rano załaduję jedno do busa szkolnego, a drugie zaprowadzę do przedszkola i usunę z mojego biurka, na którym od tegoż półtora tygodnia usiłuję pracować: klocki, rysunki, książeczki, plastelinę, nie-wiadomo-co, ślady łap na monitorze, zakurzone gluty, ach i jak sobie jutro odpocznę przy php!!! ach i och :D


          Fakt faktem, mówimy jednak już o czasach, kiedy dziewczyny były całkiem spore. Generalnie to mi lotto, czy Mila pracowała, czy nie, natomiast uderzyło mnie to, co napisała Iwonia - fakt ukrywania pracy i dochodów przed Ignacym.
          Ja owszem, znam takie przypadki, co pan i władca stanowczo zapowiedział, że żona pana i władcy pracować nie będzie, bo nie i już (w domyśle: bo to uderza w jego już i tak bardzo niskie poczucie własnej wartości i jednocześnie rozbuchane ego). Ale to nie Ignacy i Mila. Choć diabli wiedzą, może Mila faktycznie bała się że Ignacy wpadnie w depresję albo cuś.
          • mamalilki Re: Ludzie!! 04.11.09, 23:18
            Generalnie to mi lotto, czy Mila pracowała, czy nie, natomiast uderzyło mnie to
            > , co napisała Iwonia - fakt ukrywania pracy i dochodów przed Ignacym.

            Ja to odebrałam zupełnie inaczej. Jak dla mnie to on by się przejmował, że ona
            za dużo pracuje, że może nie ma warunków, że zmarnowała talent przez siedzenie z
            dziećmi itd. I dlatego ona mu nie mówi, bohatersko pisze po nocach na skrawkach
            starych zeszytów (zeby nie wydawac na papier) i chowa do szuflady. A kiedy
            zaczyna zarabiać to po cichu dokłada do budżetu domowego, żeby on się nie
            stresował że ona taka zmęczona a po nocach dorabia.
            • dakota77 Re: Ludzie!! 04.11.09, 23:23
              Nie wyobrazam sobie zdrowego malzenstwa, w ktorym zona ukrywa takie
              rzeczy. Czlowiek zwykle chce, zeby bliscy mu kibicowali, wspierali go
              w rzeczach, ktore sa dla niego wazne.
              A jakby Borejkowie mieli zdrowsze podejscie do pracy i pieniedzy, Mila
              spokojnie moglaby kupic papier i zadne "bohaterstwo" lub tez, jak kto
              woli, dziadowanie nie byloby potrzebne.
              • kooreczka Re: Ludzie!! 04.11.09, 23:43
                Na mój rozum to (założywszy, ze Ignacy kochał żonę) ojciec B. cieszyłby się z
                sukcesów Mili, dopingowałby ją i cieszył się jej sukcesami.

                Choć istnieje możliwość, że Mila nie chciała, żeby inni się razem z nią
                cieszyli. Kto takich nie zna, nie uwierzy, ale istnieją ludzie, którzy potrafią
                dzielić się i współdzielić tylko zmartwienia. Jak coś się dzieje- do rany
                przyłóż, ale sami nie pochwalą się sukcesem w pracy, nie zaproszą na oblewanie
                mieszkania, nie wspomną o cudownych wakacjach, czy innych szczęśliwych
                wydarzeniach ("nie chcę nikomu zawracać głowy"). Skutkiem tego taką osobę
                otoczenie mimowolnie zaczyna kojarzyć wyłącznie z pechem i nieszczęściem.
            • ananke666 Re: Ludzie!! 05.11.09, 00:27
              Domem Lalki podśmiarduje.
            • kkokos Re: Ludzie!! 05.11.09, 08:20
              I dlatego ona mu nie mówi, bohatersko pisze po nocach na skrawkach
              > starych zeszytów (zeby nie wydawac na papier) i chowa do szuflady. A kiedy
              > zaczyna zarabiać to po cichu dokłada do budżetu domowego, żeby on się nie
              > stresował że ona taka zmęczona a po nocach dorabia.

              ekhm... idiotka?

              poza tym nie mogła zmarnować talentu, bo przecież z jej niewzruszonym
              kręgosłupem moralnym nigdy by się nie zgodziła wydawać w PRL, duma nie
              pozwoliłaby jej negocjować z cenzorem, a kwestia smaku - z władzami ZLP. więc
              tak czy siak talent mógł wypłynąć na światło dzienne dopiero po '89
            • iwoniaw On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 14:08
              Cóż by się takiego stało, gdyby szanowny małżonek Ignacy B., któremu wszak nikt
              - a już najmniej żona - nie czyni uwag ani przeszkód, by zajmował się swoim
              hobby nie trapiąc się przyziemnymi sprawami w stylu "czym nakarmić własne
              dzieci" (bo autorka wielokrotnie podkreśla, zwłaszcza w
              Kalamburce, że te przyjemne dla Ignaca prace były zupełnie niedochodowe,
              śmiesznie płatne, z dwóch etatów wyżywić rodziny nie miał szans i stąd te swetry
              Mili etc), otóż co by się stało, gdybyż ten osobnik zauważył, że żona też by
              chciała jakies hobby sobie porealizować oprócz kombinowania, jak tu dom
              ogarnąć i 4 córki zaopatrzyć? Albo - opcja nr 2 - że ta żona pozwala mu na
              realizowanie hobby niedochodowego, ale jeść dzieci coś muszą i żona na to zarabia?
              Ale nie - Mila nie chce, żeby Igancy wiedział, że ona jakieś pieniądze zarabia.
              Ponieważ opcja tajnego konta w Szwajcarii na etapie PLANOWANIA akcji ukrywania
              środków i to w PRL-u wydaje się mało realna, rodzi się wniosek, iż Mila chciała
              swoje ewentualne zarobki ukrywać, bo wiedziała, że inaczej Ignac bez żenady i
              skrupułów (tak jak bez nich sobie uprawiał hobby bez troski o obrzydliwe dobra
              doczesne) wydrze zachomikowane na ser do chleba (że o czekoladzie nie wspomnę)
              zaskórniaki i kupi Plutarcha w ramach wspólnoty majątkowej (jak notabene parę
              dekad później usiłuje nabyć kolekcjonerskie wydanie Eneidy na urodziny
              małżonce - i robi to zresztą, kupując tańszy przez to (a więc i o
              gorszych parametrach niż mógłby) laptop pod naciskiem Gaby i Grzesia...) Ergo:
              Ignac jest egoistą myślącym tylko o sobie, a Mila od początku o tym wie, a mimo
              tego godzi się na małżeństwo, rodzinę, własne poświęcenia (wie dobrze, że jeśli
              ona się nie zatroszczy o dzieci, to Ignac palcem nie kiwnie i w KK mamy tego
              wyraźny przykład...) byle tylko - co? Mieć faceta w domu? Najdziwniejsze, że
              taką postawę prezentuje ktoś wychowany przez Gizelę.
              • skrzydlate.bobry Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 14:15
                iwoniaw napisała:

                > Najdziwniejsze, że
                > taką postawę prezentuje ktoś wychowany przez Gizelę.

                Ja dziwnie podejrzewam od czasu przeczytania "Kalamburki", że ona wyszła za
                Ignaca na złość Gizeli, a także wbrew nachalnemu Zbysławowi. A potem nie
                wypadało już robić nic innego, jak tylko dobrą minę do złej gry, i z dumnie
                podniesioną głową dziergać swetry oraz unikać kolejek. Zauważcie, że wg
                "Kalamburki" Mila jest strasznie uparta - no to i tu poszła w zaparte: "na złość
                babci odmrożę sobie uszy". Nerwy jej puszczają tylko w naprawdę skrajnych
                sytuacjach (jak ta z żarówką), a wtedy Ignac od razu czuje się urażony, bo on to
                już w ogóle jest z kosmosu i pojęcia nie ma o tym, co się dookoła niego dzieje,
                więc na pewno nie przejrzał jej motywów.
                • iwoniaw A to może być prawda, masz rację 05.11.09, 14:30
                  To w takim razie rzeczywiście stalowe nerwy ma kobieta ;-) Żeby tak po jakimś
                  ćwierćwieczu chociażby nie pęknąć i nie zacząć rewolucji? Ani na te wrzody nie
                  zejść? (Swoją drogą, choroba z KK wyjaśnia nam się niespodziewanie)
                • ding_yun Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 16:27
                  skrzydlate.bobry napisała:


                  > Ja dziwnie podejrzewam od czasu przeczytania "Kalamburki", że ona wyszła za
                  > Ignaca na złość Gizeli, a także wbrew nachalnemu Zbysławowi. A potem nie
                  > wypadało już robić nic innego, jak tylko dobrą minę do złej gry, i z dumnie
                  > podniesioną głową dziergać swetry oraz unikać kolejek. Zauważcie, że wg
                  > "Kalamburki" Mila jest strasznie uparta - no to i tu poszła w zaparte: "na złoś
                  > ć
                  > babci odmrożę sobie uszy".

                  Bo z Kalamburki dokładnie coś takiego wynika. MM chciała chyba pokazać, że
                  romantyczna miłość dwojga ludzi i zupełnie nagła, mało racjonalna decyzja o
                  ślubie mają szansę jednak przynieść im szczęście w życiu dalszym. Albo może
                  jednak MM celowo umieściła tam takie drugie dno - młode podlotki mają widzieć
                  tylko zjawisko opisane przeze mnie, a starsze czytelniczki mogą dopatrzeć się
                  tego, o czym pisały bobry.

                  Na marginesie to nic mnie tak nie wkurza w książkach dla młodych dziewcząt
                  (zwłaszcza tych nieco starszych) jak właśnie te nagłe i zupełnie od czapy
                  decyzje o pobraniu się. I jeszcze snucie opowieści jak to dwoje ludzi, którzy
                  się praktycznie nie znali, stworzyli razem małżeństwo na lata. Nie wiem, dla
                  mnie nie istnieje opcja wyjścia za mąż bez uprzedniego mieszkania razem, a co
                  dopiero bez gruntownej znajomości tego człowieka, jego rodziny i ogólnie realiów
                  w jakie się człowiek pakuje.
                  • ding_yun Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 16:28
                    ding_yun napisała:


                    > Na marginesie to nic mnie tak nie wkurza w książkach dla młodych dziewcząt
                    > (zwłaszcza tych nieco starszych)

                    Chodzi mi oczywiście o starsze książki dla młodych dziewcząt :)

                    Muszę dokładniej określać podmiot, zwłaszcza gdy jest on domyślny, ach ach :)
                  • skrzydlate.bobry Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 16:36
                    ding_yun napisała:

                    >Nie wiem, dla
                    > mnie nie istnieje opcja wyjścia za mąż bez uprzedniego mieszkania razem, a co
                    > dopiero bez gruntownej znajomości tego człowieka, jego rodziny i ogólnie realiów
                    > w jakie się człowiek pakuje.

                    Ba, teraz to łatwo się z Tobą zgodzić, ale kiedy Ignac z Milą się pobierali, to
                    opcja wspólnego mieszkania razem przed ślubem wcale nie była oczywista. Mila
                    wyszła za mąż, bo inaczej nie bardzo się dało pokazać, jaka jest wbrew i na
                    przekór, i wpakowała się w to odmrażanie uszu, nie wiedząc, co to tak naprawdę
                    oznacza (najbardziej mnie urzekło, jak znalazłyście, że Mila nie chciała
                    korzystać z prawa do kolejki pierwszeństwa, a Ignac go nadużywał - to jest cymes
                    po prostu) i że nie zna człowieka, za którego wychodzi. I stąd te wrzody to
                    rzeczywiście wrzody logiczne, pani kochana.
                  • mmoni Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 06.11.09, 01:12
                    Cytat> Na marginesie to nic mnie tak nie wkurza w książkach dla młodych dziewcząt (zwłaszcza tych nieco starszych) jak właśnie te nagłe i zupełnie od czapy decyzje o pobraniu się. I jeszcze snucie opowieści jak to dwoje ludzi, którzy się praktycznie nie znali, stworzyli razem małżeństwo na lata. Nie wiem, dla mnie nie istnieje opcja wyjścia za mąż bez uprzedniego mieszkania razem, a co dopiero bez gruntownej znajomości tego człowieka, jego rodziny i ogólnie realiów w jakie się człowiek pakuje.

                    Ale wiesz... to się zdarza. W WO był kiedyś wywiad z panią, która poznała swojego męża w stalinowskim więzieniu porozumiewając się pukaniem przez ścianę, a zobaczyła go dopiero w dniu ślubu, po czym po wypuszczeniu ich w końcu z więzienia żyli długo i szczęśliwie. (Przykładów z krajów, gdzie istnieją małżeństwa aranżowane, nie będą podawać, bo to inna kultura i inne oczekiwania względem małżeństwa).

                    Jak również zdarzają się bardzo nieprzyjemne niespodzianki ludziom, którzy sądzili, że swojego partnera/partnerkę znają na wylot. Nie ma reguły, naprawdę.

                    Co nie oznacza, że popieram radosne pakowanie się w związki małżeńskie z osobami znanymi nam pobieżnie (Laura i Wolfi), bo to jak skakanie do nieznanej wody na główkę, może się nam poszczęścić i wypłyniemy, a może i nie.
                • rozdzial43 Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 19:41
                  skrzydlate.bobry napisała:

                  >
                  > Ja dziwnie podejrzewam od czasu przeczytania "Kalamburki", że ona wyszła za
                  > Ignaca na złość Gizeli, a także wbrew nachalnemu Zbysławowi. A potem nie
                  > wypadało już robić nic innego, jak tylko dobrą minę do złej gry, i z dumnie
                  > podniesioną głową dziergać swetry oraz unikać kolejek.

                  Moim zdaniem w Kalamburce rysuje się smutnawy obraz osieroconego dziecka,
                  łaknącego czułości, bezwarunkowej matczynej aprobaty, zachwytu i ciepła. Gizela
                  jest niezwykłą osobą, wspaniałym i głęboko madrym człowiekiem, ale nie jest w
                  stanie zaspokoić tego głodu Mili. Jest na to zbyt rzeczowa, praktyczna, sama też
                  nie zaznała w życiu wiele dobrego (np.ojciec alkoholik, głodowanie mimo ciężkiej
                  pracy fizycznej w 1935r.).
                  Mimo że kocha Milę bardzo głęboko, to boi się to okazać, jest oschła, krytyczna,
                  praktyczna, co z jednej strony zapewnia Mili poczucie bezpieczeństwa, spokoju i
                  równowagi, ale z drugiej strony czyni Milę podatną na wyznania miłości przez
                  Ignaca.

                  Dla mnie od początku jest to fatalne zauroczenie Mili: taka śliczna, mądra,
                  żwawa i bystra dziewczyna i taki ślamazarny, poczciwy jak cielęcina niezdara. I
                  ta niedorzeczna reakcja Mili na jego "kocham cię", Ignacy utrafił w jej głód
                  miłości.

                  Myślę, że Mila głęboko się zaangażowała emocjonalnie i ta jej niedorzeczna
                  wdzięczność za to, że on ją kocha! Gdyby miała tę potrzebę bycia kochaną
                  zaspokojoną w domu rodzinnym, to może trzeźwiej by spojrzała na absztyfikanta;
                  no a już stwierdzony przed ślubem fakt, że zapomniał krawata, czy muchy i w
                  ogóle zapomniał gdzie zamówił wiązankę powinien ją otrzeźwić i skłonić do
                  podjęcia jakichś akcji wychowawczych, które w późniejszych latach tak bardzo
                  ułatwiłyby jej życie codzienne.
                  • lezbobimbo Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 14.11.09, 10:35
                    rozdzial43 napisała:
                    >Gizela> jest niezwykłą osobą, wspaniałym i głęboko madrym >człowiekiem,

                    Udowodnij to ;) Tyle superlatyw? Mie sie Gizela jawi jako zimna, ponura i
                    posepna dosc istota. Na czym dokladnie polega jej niezwyklosc, wspanialosc i
                    gleboka madrosc?

                    ale nie jest w
                    > stanie zaspokoić tego głodu Mili.

                    Skoro Gizela jest tak gleboko madra i taka wspaniala, to czemu nie widzi tych
                    podstawowych i jakze latwych do zaspokojenia potrzeb Mili?

                    > Mimo że kocha Milę bardzo głęboko, to boi się to okazać,

                    Boi sie wlasnego dziecka? Co jej zrobi kilkuletnia corka, jesli ta rzekomo
                    odwazna, madra, wspaniala (tu wpisz superlatyw) Gizela raczy okazac cieplo,
                    czasem ja przytulic i powiedziec jej pare komplementow? Mila ja zaraz odtraci?
                    Ucieknie z domu? Uderzy w slabizne?

                    > Dla mnie od początku jest to fatalne zauroczenie Mili: taka śliczna, mądra,>
                    żwawa i bystra dziewczyna i taki ślamazarny, poczciwy jak cielęcina niezdara. I>
                    ta niedorzeczna reakcja Mili na jego "kocham cię", Ignacy utrafił w jej głód>
                    miłości.

                    Ten poczciwy slamazara oto cudnie i wygodnie sie ustawil na reszte zycia:
                    wystarczy, ze powie Mili czasem, ze ja kocha, a ona zajmie sie cala ta przykra
                    rzeczywistoscia i on juz nie bedzie sie musial nigdy o nic martwic. A ona godzi
                    sie na tego pasozyta jak glupia i jeszcze pozwala sobie zrobic 4 niedozywionych
                    dzieci, podczas gdy jasniepan sobie czyta. Ciekawe, ze zadne z tych dzieci nie
                    zadowola jej glodu milosci - gdyby poprzestala powiedzmy na dwojce, moglyby jej
                    mowic "kocham Cie mamo" codziennie i juz by pasozyta nie potrzebowala. No ale to
                    logika apokryfu. Ale juz od poczatku pojawienia sie na lamach Jezycjady Mila
                    musi cierpiec nie wiadomo po co, musi z tym pasozytem zyc po wieki wiekow,
                    zaciskac zeby, patrzec jak dzieci wyzeraja sobie z talerzy, stawac na glowie aby
                    jedna, skromna zapewne, pensja wykarmic 6 gomb, podczas gdy Ignac czyta, nic
                    nie robi w domu i tylko jeszcze wydaje na swe hobby (odejmujac dzieciom od
                    ust) i jeszcze obludnie je raczac cytatami o ucztach i bogatych cysorzach w
                    dawnych czasach. W
                    dodatku jak co przyjdzie do czego, ten poczciwy Ignac nie sadzi nawet, zeby jego
                    zona cos madrego w ogole czytala, a jak juz Mila zachoruje od stresow, to Ignac
                    dalej pozwala sie obslugiwac i ani palcem nie kiwnie, aby pomoc czy kogos
                    odciazyc. I to wszystko juz widzimy w KK, nie mowiac w ogole o niemozliwym
                    apokryfie.

                    > Myślę, że Mila głęboko się zaangażowała emocjonalnie i ta jej >niedorzeczna>
                    wdzięczność za to, że on ją kocha!

                    I ta niedorzeczna, naiwna i glodna kobieta, pozwalajaca sie wysysac temu
                    leniwemu wampirowi oraz hodujaca sobie nastepne stado wampirow na gumowym lonie,
                    co to wszystko zniesie - oraz uwazajaca, ze praca w biurze przyjmie jej ujme bo
                    tam sie papierki przeklada a nie wanny szoruje (KK) - potem ma rzekomo pisac
                    nieslychane sztuki, madre psychologicznie i na poziomie Mrozka. Ale nawet te
                    madrosci pisze oczywiscie po kryjomu i na jakis ponizajacych skrawkach papieru,
                    bo co by to bylo, gdyby sie pasozyt dowiedzial! Albo gdyby chociaz kupila sobie
                    wlasny zeszyt!

                    Gdyby miała tę potrzebę bycia kochaną
                    > zaspokojoną w domu rodzinnym, to może trzeźwiej by spojrzała na absztyfikanta;

                    Czyli ze madra i wspaniala i rodzinna Gizela nie kochala Mili jednak.
                    • aganoreg Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 14.11.09, 10:49
                      Nie wierze, ale dzis juz drugi raz popieram Rozdzial :)Nie potrafie udowodnic,
                      ze Gizela jest madra i wspaniala, ale tez tak ja odbieram.

                      lezbobimbo napisała:


                      > Skoro Gizela jest tak gleboko madra i taka wspaniala, to czemu nie widzi tych
                      > podstawowych i jakze latwych do zaspokojenia potrzeb Mili?

                      Bimbo, znam pare osob, ktore nie lubia okazywania czulosci. Znam takich, ktorzy
                      nie lubia dotykac innych, sprawia im to przykrosc. Znam tez pare mlodszych od
                      Gizeli osob, ktore uwazaja, ze dziecko trzeba wychowywac, a nie poblazac. Karac,
                      a nie nagradzac.

                      >
                      > > Mimo że kocha Milę bardzo głęboko, to boi się to okazać,
                      >
                      > Boi sie wlasnego dziecka? Co jej zrobi kilkuletnia corka, jesli ta rzekomo
                      > odwazna, madra, wspaniala (tu wpisz superlatyw) Gizela raczy okazac cieplo,
                      > czasem ja przytulic i powiedziec jej pare komplementow? Mila ja zaraz odtraci?
                      > Ucieknie z domu? Uderzy w slabizne?

                      Mila nie jest dzieckiem Gizeli! Nie chce do niej mowic mamo, co przyznaje, dla
                      mnie jest dziwne (ile Mila miala lat, gdy rodzice zgineli? 6-7? Skad w niej ta
                      "wiernosc" rodzicom). Odpychala Gizele, ktora bardzo bolalo, ze dziecko traktuje
                      ja jako obca. A jednak - nie miala obowiazku przygarnac dziecka, nie musiala nic
                      dla niego robic, a zajela sie najpierw Mila, potem Monika i jej matka. Sorry,
                      nie wiem, czy mnie byloby na to stac.

                      • lezbobimbo Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 14.11.09, 11:16
                        aganoreg napisała:
                        >Nie potrafie udowodnic,>ze Gizela jest madra i wspaniala, ale tez tak ja odbieram.

                        Chodzi o to, ze przygarnela Mile, a moglaby wszak zabic? :)

                        > lezbobimbo napisała:
                        > > Skoro Gizela jest tak gleboko madra i taka wspaniala, to czemu nie widzi
                        tych> > podstawowych i jakze latwych do zaspokojenia potrzeb Mili?

                        > Bimbo, znam pare osob, ktore nie lubia okazywania czulosci. Znam takich,
                        ktorzy> nie lubia dotykac innych, sprawia im to przykrosc. Znam tez pare
                        mlodszych od
                        > Gizeli osob, ktore uwazaja, ze dziecko trzeba wychowywac, a nie poblazac.
                        Karac,> a nie nagradzac.

                        A co na to owe karane i niedotykane dzieci? Czy uwazaja swych niekazujacych
                        czulosci rodzicow za madrych i wspanialych?

                        > > > Mimo że kocha Milę bardzo głęboko, to boi się to okazać,
                        > > Boi sie wlasnego dziecka? Co jej zrobi kilkuletnia corka, jesli ta rzekomo
                        odwazna, madra, wspaniala (tu wpisz superlatyw) Gizela raczy okazac cieplo,
                        czasem ja przytulic i powiedziec jej pare komplementow? Mila ja zaraz odtraci?
                        > > Ucieknie z domu? Uderzy w slabizne?

                        > Mila nie jest dzieckiem Gizeli!

                        No a czyim? Rodzicow pewnie z kazdym dniem pamieta coraz mniej, a Gizela jest
                        osoba, ktora ja przygarnela (czyli odpowiada za nia i dba o nia jak rodzina) i z
                        ktora Mila mieszka na codzien. To Gizela w koncu jest az tak ponura i oschla
                        instytucja, ze Mila nie zywi do niej ani grama sympatii? Tym gorzej Mila sie
                        prezentuje..

                        >Nie chce do niej mowic mamo, co przyznaje, dla
                        > mnie jest dziwne (ile Mila miala lat, gdy rodzice zgineli? 6-7? Skad w niej
                        ta> "wiernosc" rodzicom). Odpychala Gizele, ktora bardzo bolalo, ze dziecko
                        traktuje> ja jako obca.

                        Ach no to w koncu Mila jest okropna czy cudowna jako corka? I czemu Gizele to
                        tak boli, a slowa o tym nie beknie? Na tym polega madrosc, ze dziecko moze sobie
                        kaprysic bezkarnie, a opiekunka bedzie to znosic w milczeniu i jeszcze sie
                        pewnie w duszy rozplywac "ach jakze ja kocham"..

                        >A jednak - nie miala obowiazku przygarnac dziecka, nie musiala nic
                        > dla niego robic, a zajela sie najpierw Mila, potem Monika i jej matka. Sorry,>
                        nie wiem, czy mnie byloby na to stac.

                        Mnie tez nie byloby na to stac, zwlaszcza jesli to dziecko by mnie odpychalo.
                        Nie mowie, ze zaraz by mnie musialo na rencach nosic czy nawet specjalnie
                        zagadywac, ale przynajmniej niech by sie jakos normalnie zachowywalo tzn.
                        nieobelzywie :)
                        Uznaje, ze Gizela moze byc bardzo w porzadku osoba, skoro sie opiekuje obcymi
                        osobami, w tym obrazliwa Mila, ale po co tyle gadania o tej rzekomo glebokiej
                        milosci Gizelowej? Skoro jej nie okazuje, to rownie dobrze moglaby jej nie
                        odczuwac, a innymi sie zajmowac li i jedynie z poczucia obowiazku "ze tak
                        trzeba" i zadowolic sie niewdziecznoscia jako odplata :)
                        • aganoreg Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 14.11.09, 11:24
                          Tak ogolnie tylko, Bimbo, mnie sie wydaje, ze Gizela nie kochala Mili, raczej
                          zaopiekowala sie nia i robila to najlepiej, jak umiala. Nie miala wlasnych
                          dzieci,nie miala forum, zeby zapytac, pewnie nawet nie zdawala sobi sprawy, ze
                          cos robi zle. Ale zeby odplacac niewdziecznoscia, to juz gruba przesada ze
                          strony Mili.

                          Ta madrosc (zyciowa) Gizeli bardzo widoczna jest gdy Mila juz dorosla i wyszla
                          za maz. Czy ona jest wspaniala? Nie wiem, o nikim nie umialabym tak powiedziec.
                          Tak samo nie moge powiedziec, czy mloda Mila jest wspaniala, czy okropna,
                          chociaz uwazam, ze ktos nia powinien potrzasnac solidnie. Mowisz, ze ona
                          rodzicow prawie nie pamieta. I pewnie ich idealizuje, a wina za wszystko co zle
                          obarcza Gizele.

                          Placze dopiero po pogrzebie. Czyzby dopiero zrozumiala, ze to byla jej jedyna
                          rodzina?
                          • lezbobimbo Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 14.11.09, 11:40
                            aganoreg napisała:
                            > Tak ogolnie tylko, Bimbo, mnie sie wydaje, ze Gizela nie kochala Mili, raczej
                            zaopiekowala sie nia i robila to najlepiej, jak umiala. Nie miala wlasnych>
                            dzieci,nie miala forum, zeby zapytac, pewnie nawet nie zdawala sobi sprawy, ze
                            > cos robi zle. Ale zeby odplacac niewdziecznoscia, to juz gruba przesada ze>
                            strony Mili.
                            > Ta madrosc (zyciowa) Gizeli bardzo widoczna jest gdy Mila juz dorosla i
                            wyszla> za maz. Czy ona jest wspaniala? Nie wiem, o nikim nie umialabym tak
                            powiedziec.

                            Agus, ja sie z Toba zgadzam. Mroczna Gizela NIE kochala Mili, ale przygarnela ja
                            i nie pozwolila umrzec z glodu, i jeszcze znosila jej drobne fochy. Owszem to
                            rzecz nie do przecenienia, ale

                            Tylko chcialam od Rozdzial, aby udowodnila mi, gdziez to Gizela jest tak
                            wspaniala i gleboko kochajaca? Bo tyle tu superlatywow padlo, a Gizela robi
                            wszystko raczej z poczucia obowiazku (choc wcale nie musi) a nie z milosci. Jak
                            na tak konkretna osobe jaka ma byc Gizela, dziwi mie nieco fakt, ze nie zazadala
                            na przyklad zaplaty albo chociaz troche milszego zachowania Mili :)

                            > Tak samo nie moge powiedziec, czy mloda Mila jest wspaniala, czy okropna,>
                            chociaz uwazam, ze ktos nia powinien potrzasnac solidnie.
                            Mowisz, ze ona> rodzicow prawie nie pamieta. I pewnie ich idealizuje, a wina za
                            wszystko co zle
                            > obarcza Gizele.

                            Ja nic nie mowie :) Ale jesli prawda jest Twe ostatnie zdanie, to Mila byla
                            pewnie przez Gizele odbierana jako niewdziecznica.

                            > Placze dopiero po pogrzebie. Czyzby dopiero zrozumiala, ze to byla jej jedyna>
                            rodzina?

                            A to sie w pore ocknela, rzeczywiscie, akurat w sam czas na apokryf :>
                            Nie ma to jak byc wnikliwa i psychologicznie prawdopodobna autorka dramatow :>
              • kkokos Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 15:42
                Ergo:
                > Ignac jest egoistą myślącym tylko o sobie, a Mila od początku o
                tym wie, a mimo
                > tego godzi się na małżeństwo, rodzinę, własne poświęcenia (wie
                dobrze, że jeśli
                > ona się nie zatroszczy o dzieci, to Ignac palcem nie kiwnie i w KK
                mamy tego
                > wyraźny przykład...) byle tylko - co? Mieć faceta w domu?


                nie, nie po to.
                ona po prostu ignaca kocha. a miłość jest najważniejsza w życiu.
                a ignac poza tym jest z gruntu dobrym człowiekiem - tak uwaza mila.
                że ignac niezdolny do celowego świństwa, że honorowy, że polityczne
                priorytety ma właściwe, że się nacierpiał w młodości jako
                repatriant, że nie ma nim nic z karierowicza, że ma (tfu!) pasję -
                to są wszystko wielkie zalety ducha w oczach zakochanej mili. potem
                dochodzi do tego aspekt "on by sobie bez wparcia nie dał życiowo
                rady biedaczek, umarłby po tygodniu z głupiego przeziębienia albo go
                okradli" (choć oczywiście to sie kłóci z wizerunkiem faceta, co to
                niejedno podczas wojny musiał przeżyć oraz z wizerunkiem wielkiego
                konspiratora). mila jest odpowiedzialna jak za lisa w małym
                księciu :)

                a tak w ogóle to bardzo mi sie podoba rozwiązanie tajemnicy wrzodów
                w KK :)
              • kkokos Re: On by się przejmował? Nawet jeśli, to co? 05.11.09, 15:48
                wiedziała, że inaczej Ignac bez żenady i
                > skrupułów (tak jak bez nich sobie uprawiał hobby bez troski o
                obrzydliwe dobra
                > doczesne) wydrze zachomikowane na ser do chleba (że o czekoladzie
                nie wspomnę)
                > zaskórniaki i kupi Plutarcha w ramach wspólnoty majątkowej (jak
                notabene parę
                > dekad później usiłuje nabyć kolekcjonerskie wydanie Eneidy
                na urodziny
                > małżonce - i robi to zresztą, kupując tańszy przez to (a
                więc i o
                > gorszych parametrach niż mógłby) laptop pod naciskiem Gaby i
                Grzesia...)


                i dalej mamy myślec o nim jako o szlachetnym człowieku!

                a wyobraźcie sobie na jego miejscu jakąś kobietę - że np. boska
                aniella bernardowi kupuje na urodziny laptoka tańszego, bo uparła
                się, by mu dać kolekcjonerskie wydanie swojego (!) ukochanego
                moliera... a to podła aniella by była!
          • rozdzial43 Re: Ludzie!! 05.11.09, 19:15
            mama_kotula napisała:

            > Przebóg, nie wierzyłam, że to napiszę, ale po raz pierwszy chyba zgadzam się z
            > Rozdział.

            Przyznam Mamo Kotula, że ani jedna litera w moich wczorajszych postach nie
            została napisana z myślą o zdobyciu Twojej aprobaty. Skoro jednak tak się stało,
            to radam i traktować to będę jako niespodziewany od losu dar; coś jak nagroda z
            niebios, niespodziewana nadwyżka za szlachetność, pracowitość i dobroć dla
            zwierząt :)))))))

            uderzyło mnie to
            > , co napisała Iwonia - fakt ukrywania pracy i dochodów przed Ignacym.

            To rzeczywiście ciekawe jest i znamienne. A może właściwym tropem byłoby
            dostrzeżenie potrzeby Mili zdobycia i zachowania własnej przestrzeni? Przecież
            ta poświęcająca się do granic zdrowia psychicznego kobieta w gumowej chałupie
            nie ma skrawka własnej przestrzeni, ani w sensie faktycznym (metrażowym), skoro
            sypialnię dzieli z Ignacym, a stoi tam JEGO biurko znakomicie ustawione we wnęce
            pod oknem, cała gumowa chałupa jest pełna ludzi na okrągło. Nie ma też
            przestrzeni psychicznej, wiecznie zajęta tabunami dzieci, ich problemami,
            wykształceniem, czująca się w obowiązku dzielić pasję męża do klasyków.

            No to może jak zdobyła sobie własne terytorium w postaci tajnej dramaturgii, to
            ma SWOJE WŁASNE ŻYCIE. Po co się przyznawać, żeby się te tabuny wdarły i wtrącały?

            Potrafię zrozumieć, że pragnęła mieć coś tylko dla siebie.
            • alinawk Re: Ludzie!! 06.11.09, 11:59
              > To rzeczywiście ciekawe jest i znamienne. A może właściwym tropem
              byłoby
              > dostrzeżenie potrzeby Mili zdobycia i zachowania własnej
              przestrzeni? Przecież
              > ta poświęcająca się do granic zdrowia psychicznego kobieta w
              gumowej chałupie
              > nie ma skrawka własnej przestrzeni, ani w sensie faktycznym
              (metrażowym), skoro
              > sypialnię dzieli z Ignacym, a stoi tam JEGO biurko znakomicie
              ustawione we wnęc
              > e
              > pod oknem, cała gumowa chałupa jest pełna ludzi na okrągło. Nie
              ma też
              > przestrzeni psychicznej, wiecznie zajęta tabunami dzieci, ich
              problemami,
              > wykształceniem, czująca się w obowiązku dzielić pasję męża do
              klasyków.
              >
              > No to może jak zdobyła sobie własne terytorium w postaci tajnej
              dramaturgii, to
              > ma SWOJE WŁASNE ŻYCIE. Po co się przyznawać, żeby się te tabuny
              wdarły i wtrąca
              > ły?
              >
              > Potrafię zrozumieć, że pragnęła mieć coś tylko dla siebie.


              Baaardzo trafne spostrzeżenie.Trafiłaś w dziesiątkę :)
            • lezbobimbo Re: Ludzie!! 14.11.09, 11:03
              > mama_kotula napisała:
              > uderzyło mnie to
              > > , co napisała Iwonia - fakt ukrywania pracy i dochodów przed Ignacym.

              rozdzial43 napisała:
              > To rzeczywiście ciekawe jest i znamienne.

              To nie jest ciekawe, to jest o tyle znamienne, ze zahacza o patologie jakas. To
              po pierwsze jest kompletny brak zaufania w zwiazku i tak dosc dziwnym (kochajaca
              zona musi oszukiwac
              kochajacego meza-pasozyta, aby ten nie przepierniczyl jej drobnych dochodow na
              jego hobby).
              Ciekawe jakby Ignac tak ukrywal przed nia jakies kokosy tajnie zarabiane, i to w
              tej samej ubogiej sytuacji, kiedy ich czworo dzieci (a potem dochodzace
              wnuczeta) ledwo karmia. Tez by bylo ciekawie i znamiennie?
              Po drugie po co Mila tak sie kryje z samym faktem pisania? Ignac jest we
              wczesniejszych tomach tak rozkojarzony, ze nie wie, co ona czyta czy ze jego
              corki gloduja, a w Noelce Mila musi go ubierac na swieta. Nie wiem, co by
              takiego jej zrobil, jakby widzial, ze ona od czasu do czasu cos tam pisze
              (zwlaszcza ze wg. apokryfu on rzekomo sam pisze pamietniki). Przeciez on kocha
              slowo pisane, wiec tym bardziej by go to zadowalalo (o ile w ogole by go to
              obchodzilo!).

              Zreszta, mozemy sie spierac jakie to jest ciekawe i po co Mila ukrywa, jak nie
              musi, a i tak to wiekszosc wina apokryfu.
              MM po latach dopisala ni przypial ni wypial Mili szumna kariere profesjonalnego
              dramaturga i musiala jakos wytlumaczyc brak jakichkolwiek wzmianek o tym we
              wczesniejszych tomach, w ktorych Mila daje sie poznac jedynie jako tlo i jako
              zaharowana kura domowa.

              Patologia jest tez precedens i swiatlo ostrzegawcze z podobnej beczki - w
              Neojezycjadzie wczesniejszej od apokryfu Mila kryje sie w parku ze swym
              ulubionym kryminalem, bo rzekomo tak kochajacy i wyrozumialy Ignac okazuje sie
              jeszcze bardziej histerycznym snobem literackim niz moznaby sie spodziewac. Za
              te wszystkie lata harowki, wrzody zoladka, stresiki z wykarmianiem i
              obslugiwanie tego pasozyta stlamszona Mila jeszcze musi sie kryc przed nim z
              lektura dla relaksu? Nosz udusilabym dziada.
              Jednym slowem MM w Neojezycjadzie nie widzi nic zlego w kryciu sie zony przed
              kochajacym mezem, jakby cos zlego robila; albo jakby ten byl alkoholikiem, przed
              ktorym trzeba kazdy grosz chowac, bo przeputa (which he probably will).
              Mialo byc milo i skladnie, a wyszla patologia.

              >A może właściwym tropem byłoby> dostrzeżenie potrzeby Mili zdobycia >i
              zachowania własnej przestrzeni?

              Skoro Mila potrzebowala przestrzeni, dlaczego pozwalala sobie ja zabrac? I
              dlaczego nie idzie do pracy chociazby po to aby odpoczac, n.p. za lada w jakims
              zacisznym sklepie PRLu tak znowu by sie nie naharowala (stosowny cytat z Misia -
              JEM przeciez).
              W wielu tomach Mila zostaje nazwana przez swe wdzieczne za jej poswiecenia
              latorosle tyranka lub despotka; oczywiscie to tylko wyborny dowcip, bo jej
              praktycznie wszyscy chodza po glowie. To moze by tak tyranka rzeczywiscie
              pokazala ten niby despotyzm i warknela od czasu do czasu do tych zgrai -
              Odczepcie sie, potrzebuje ciszy i spokoju - i sobie cos tam robila, czy to
              haftowala, czy prowadzala sie po parku z kolezanka czy nawet pisala, albo o
              zgrozo, w ogole nic nie robila, patrzyla w sciane i sobie bimbala smacznie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka