ewaty
29.10.09, 23:03
Właściwie dlaczego Mila nie pracowała zawodowo (chyba,że skleroza
coś mi wycięła...). Rozumiem, oczywiście, 4 córki, ale one w pewnym
momencie zaczęły być duże, nie wymagające 24/7. Nie mówię też o
ściboleniu swetrów dla spółdzielni, mającym się nijak do genialnego
dramaturga- proszę, pomińmy jego istnienie litościwym
milczeniem...Jednak: w latach 70-tych, co tylko ciut pamiętam, ale
mam od kogo zebrać zeznania, przedszkole było minimalnie płatne ( za
jedzenie?), wredny kapitalista nie wywalał z roboty za ciążę, a na
macieżyński płatny się szło, a znane mi w czasach dzieciństwa mamy
wielodzietnych rozdzin mogły służyć za wzorzec organizacji i
wdrażania potomstwa w prace domowe.
Piszę o tym w kontekście rzucania się młodych Borejkówien na żarełko
w gościach i refleksji nad garderobą Gabrieli (zwanej dalej
Ryszardą:)) składającej się z dżinsów odra i przykrótkiej spódniczki
granatowej. Jeśli z koszulami, majtkami i swetrami było podobnie, to
nie ma siły: dziewczyny albo chodziły wypłowiałe i obdarte (efekt
codziennego prania), albe emitowały, uhm...aromat identyczny z
naturalnym, ze względu na ciągłe noszenie tego samego.
Uważam, ze brak aż takiej kasy WTEDY powinien był zmotywować do
roboty zarobkowej, chocby w szkole, co byłoby po linii Jeżycjady.
A, tak poza tym, z czego ta Mila miała emeryturę?!
I jak nagle zaczęła bez przygotowania, nagle z obfitym
wykształceniem językowo- historycznym robić korekty dla wydawnictwa?