meduza7
12.06.11, 17:38
Niektórzy pisarze potrafią wymyślać interesujące, celne tytuły, inni - niekoniecznie. Czy pani Musierowicz ma taki dar? Proponuję, żebyśmy spróbowali ocenić w tym wątku tytuły powieści Musierowicz, odnosząc się zarówno do tego, jak interesujące są same w sobie, jak również, jak się mają do treści książki, czy nie są "obok" albo "na wyrost".
Najlepsze moim zdaniem: "Szósta klepka", "Kwiat Kalafiora", "Opium w rosole". Przyciągają uwagę, zawierają elementy zaskakujące, a ich znaczenie zostaje wyjaśnione w treści książki, i to wyjaśnienie jest czymś istotnym. W sumie, łapie się jeszcze "Dziecko piątku".
Interesujące: "Ida sierpniowa", "Brulion Bebe B.", "Noelka". Ciekawe pogrywanie z imionami postaci. W przeciwieństwie do "Pulpecji" i "Żaby", które to tytuły mówią wyłącznie, kto będzie bohaterką.
Najgorsze: "Córka Robrojka". Tytuł, który mówi tylko tyle: "Oto kolejna część cyklu o znanych Wam już bohaterach".
"Imieniny". Tytuł, który nie mówi nic.
Zmarnowany potencjał: "Język Trolli" - tytuł, który sam w sobie jest bardzo ciekawy, ale cóż, skoro nie ma żadnego odzwierciedlenia w treści. Nadanie głównej bohaterce nazwiska Trolla jest po prostu sztuczne, a co do języka... tam jest cokolwiek o języku? Chyba tylko łamańce pana Oracabessy. A mogło być tak fajnie...
"Kalamburka". Znów - bardzo fajne słowo, do którego na siłę dopisujemy historię wielkiego dramaturga Kala Amburki. O ile sobie przypominam, "Kalamburka" jako określenie młodej Mili padło bodaj raz, a ona sama nie przemawiała kalamburami co chwila.
"Tygrys i Róża". Tytuł utrzymany w klimacie wręcz baśniowym, jak dla mnie - zapowiadający jakąś tajemniczą, magiczną historię, a tu zonk! chodzi o imiona Pyziakówien. I gdyby to jeszcze była właśnie historia o siostrach i ich relacjach, ale też nie.
McDusia jako tytuł natomiast brzmi ciekawie. Czy spełni te oczekiwania?