Dodaj do ulubionych

nieprawdopodobne sytuacje - część II

06.07.11, 20:10
część I jest tutaj:
forum.gazeta.pl/forum/w,25788,118985725,,Najbardziej_nieprawdopodobne_sytuacje_Jezycjady.html?s=0
jest tam ponad sto postów, dla niemających czasu krótki wyciąg:
Scena z Bernardem w damskiej bluzce z gumką
Wsadzanie żarówek do ust (Józinek, Ignaś, kierowca)
Dambo wyskakujący z pociągu i przyklaskujący temu ojciec
Marek Pałys porzucający Stany,by studiować medycynę w Polsce
Frycek pracujący na stacji benzynowej
Frycek nieodpisujący na maile bo zmienił adres
Akcja "Kajdanki".
Akcja "Szerszeń".
Większość szczegółów związanych z rolnictwem - zalesianie bezpańskich (!) ugorów, hodowla koni na półhektarowym spłachetku zajętym przez sad, szalone zyski z porzeczek,
Afera ze składkami zbieranymi przez Tygrysa
Borejkowe stadło na przestrzeni kilku lat zmienia się w bogatą rodzinę (laptopy, zmywarki)
Ucieczka Laury z Wolfim żeby wziąć ślub – bez nauk przedślubnych

Pomyślałam, żeby odświeżyć ten wątek, bo sporo dziwnych rzeczy umknęło.
- Gaba wysyła swoje córki z Natalią do Łeby pod namiot, wiedząc, że Pyza dopiero co przechodziła ospę wietrzną - chyba zdawała sobie sprawę że lada moment zachoruje młodsza córka?
- Ida sknociła piernik, wlewając zamiast słoiczka płynnego miodu słoiczek płynnego smalcu z majerankiem i cebulką - jakim cudem smalec był płynny w tym słoiczku? Mieli w kuchni 40 stopni? A Idy nie zdziwiła obecność w "miodzie" jakichś paprochów? Owszem, sprawa zabawna, ale dla mnie kompletnie niewiarygodna
- Natalia zamiast po prostu zadzwonić do Roberta z jego komórki kradnie furgonetkę i nie mając prawa jazdy goni Robrojka po ulicach - tak było łatwiej?

-
Obserwuj wątek
    • meduza7 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 00:54
      Wątek wyprawy dziewczynek z Natalią też był obszernie wałkowany, choć nie jestem w stanie wskazać, gdzie.
      Smalec mógł być płynny, jeśli był świeżutki, dopiero co stopiony. Wtedy nawet kolor by się mniej więcej zgadzał.
      A scena z furgonetką faktycznie należy do najbardziej irytujących, jak dla mnie przynajmniej. Co to miało być, amerykańska komedia romantyczna?

      Niemniej, nie widzę sensu zakładania całej serii nowych wątków pod wspólnym szyldem "Pani Musierowicz, cokolwiek napisała, zrobiła to źle albo we Wrednych Intencjach".
      • ssssen Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 13:15
        Proszę tylko zauważyć, że te wszystkie głupoty były w neojeżycjadzie (no, poza powiedzmy koszulą Bernarda, ale ja akurat nie uznaję tego za absurdalne wydarzenie)

        Ja po porostu od pewnego czasu ignoruję wszystko po BBB. I tyle. Nie istnieją dla mnie późniejsze książki Musierowicz. Podobnie jak nie uznaję za warte czytania ksiązki o Panu Samochodziku nie napisane przez Nienackiego... Ot, syf i malaria, wspólne z "oryginałem" są tylko nazwiska bohaterów.
    • ajakajadwa Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 15:16
      Bernard w damskiej bluzce jest dla mnie realny tak samo, jak wyskakujący z butelki dżin.
      Mało prawdopodobny jest wątek powodzenia Patrycji. Pomimo ogromnego atutu, jaki są jej zdrowe, piękne zęby Pulpa jest delikatnie mówiąc okrągła. Mało prawdopodobne, aby rzesza nastolatków wzdychała smętnie do dziewczęcia z nadwagą. Nawet z uzębieniem na pokaz. W życiu bywa niestety inaczej.
      • meduza7 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 15:27
        A ja w Bernarda jestem w stanie uwierzyć - to był 87 czy 88 rok, braki w zaopatrzeniu, w sytuacji nagłej konieczności kupienia koszuli na dużego, grubego, nietypowego faceta, mogło się okazać, że niestety nie ma NIC. I trzeba było się ratować damską bluzką.
        Pamiętam scenę z innej powieści rozgrywającej się pod koniec lat 80, gdzie szef w jakimś biurze zachlapał sobie koszulę i wysyła sekretarkę po nową - ta najpierw prycha pogardliwie, że jak on to sobie wyobraża, ona tak po prostu pójdzie i kupi? (nie w sensie, ze to uwłacza jej godności, tylko że nic nie znajdzie właśnie), a potem wraca triumfalnie, bo AKURAT RZUCILI i jednak kupiła. Kluczowe było tu właśnie, że "akurat rzucili".
        • kkokos Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 18:15
          meduza7 napisała:

          > A ja w Bernarda jestem w stanie uwierzyć - to był 87 czy 88 rok, braki w zaopat
          > rzeniu, w sytuacji nagłej konieczności kupienia koszuli na dużego, grubego, nie
          > typowego faceta, mogło się okazać, że niestety nie ma NIC. I trzeba było się ra
          > tować damską bluzką.


          toteż w to wierzę. ale to, że pękła gumka i bluzka wystrzeliła żabocikiem czy czymśtam niemal prosto w nos nauczycielce czy pierogowi (tak nie znoszę tej sceny, że się nie przełamię i nie sprawdzę, sorry), to dla mnie przegięcie - takie naciągane, wydumane potwornie, takie "musi-musi być śmiesznie za wszelką cenę"
        • uroczy_fenek Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 22.05.24, 01:54
          co to była za powieść?
      • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 15:29
        W starej Jeżycjadzie też są tak naprawdę sytuacje nieprawdopodobne. Cała intryga z Franciszką Wyrobek do takowych należy. Tylko podane są one z takim wdziękiem i humorem, że nikt się nie zastanawia nad możliwością ich zaistnienia w życiu. W neojeżycjadzie królują albo niedoróbki i wpadki, albo (co dla mnie znacznie gorsze) sytuacje zupełnie wyidealizowane.

        Mój numer 1 to Frycek w Oxfordzie jako nie wiadomo kto (przecież on nie ma nawet doktoratu), utrzymujący w tym bardzo drogim mieście niepracującą żonę i dziecko.
        • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 18:27
          Moze on tam robi ten doktorat wlasnie?
          Akurat to mi sie nie wydaje nieprawdopodobne, moze dlatego, ze znam takich ludzi.
          • dakota77 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 18:34
            Przypuszczam, ze robi tam doktorat, inaczej jego pobyt tam nie mialby chyba sensu. Ale przy tym robieniu doktoratu stac go na utrzymywanie niepracujacej zony i malego dziecka? No, chyba ze uderzyli po zasilek przy pierwszej okazji:)
            • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 19:04
              Na pewno uderzyli. Poza tym o wszelkie mozliwe dotacje i pomoce. Na uniwersytecie jest tego masa. Nie sa poza tym przyzwyczajeni do wystawnego zycia, wiec ja tam wierze, ze daja sobie rade. Naprawde, znam takich ludzi.
              Dodatkowo, jak Mila tam pojechala do pomocy, to pewnie babcia Alina tez, i tak jakos sie plecie. Moze Pyza robi usmiechniete szarlotki i sprzedaje ;-)
              • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 19:25
                > Dodatkowo, jak Mila tam pojechala do pomocy, to pewnie babcia Alina tez, i tak
                > jakos sie plecie. Moze Pyza robi usmiechniete szarlotki i sprzedaje ;-)

                Akurat Pyza coś robi. Pyza kołysze niemowlę i ma wypełnione ramiona, a w razie czego zawsze może dramatycznie zagrozić że "pójdzie sprzedawać kurczaki".

                Poza tym
                • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 20:09
                  Oj przestan, babc przeciez nie musza utrzymywac. Maja swoje pieniadze i przyjezdzaja najwyzej na kilka miesiecy, potem wracaja do domu. Nawet mysle, ze dokladaja sie do doktoranckiego budzetu.
                  • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 21:01
                    No a przez te kilka miesięcy to żyją mit Luft und Liebe, nie płacą rachunków za wodę i prąd, śpią unosząc się w powietrzu?

                    Schoppowa jest przedstawiona jako niezaradna łazęga w depresji, Różyczka to klasyczny pasożyt, co nigdy palca nie zagiął i pracą zarobkową się nie skalał, a Mila Borejko z dzierganiem swetrów skończyła 20 lat temu. W szalone powodzenie sztuk (!) pisanych ołówkiem na kolanie przez robotnicę kuchenną jeszcze trudniej uwierzyć, niż w to, że te trzy baby nie będą wisiały na Frycowym garnuszku.

                    Sytuacja kompletnie niewiarygodna i żywcem wzięta z czasów, kiedy to Rodzina Na Zachodzie zbijała niewiarygodne kokosy i czasem przysyłała AZ CAŁEGO DOLARA do PRL-u, więc na pewno ich stać na utrzymywanie miesiącami niepracujących babuń i żon.

                    • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 21:44
                      No, ale wlasnie dlatego, ze w Polsce teraz juz nie jest biednie, nie musieli ich utrzymywac - przeciez mogly przywiezc swoje pieniadze? Przynajmniej moja mama i tesciowie zawsze przywoza.
                      • dakota77 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 00:01
                        I placa Frycom czynsz?
                      • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 00:42
                        staua napisała:

                        > No, ale wlasnie dlatego, ze w Polsce teraz juz nie jest biednie, nie musieli ic
                        > h utrzymywac - przeciez mogly przywiezc swoje pieniadze?

                        OK, ale SKĄD je wzięły? Zadna z tych miłych matron nie pracuje. Schoppowa pracowała chyba w muzeum (?Imieniny?) ale na etapie Zaby chyba już nie pracuje. Schopp pracuje jako nauczyciel i marnie mu idzie, zresztą mają jeszcze Zabinę na utrzymaniu. Ignacy Borejko już chyba nie pracuje, a jaką emeryturę dostaje pracownik biblioteki, trudno powiedzieć.

                        Czy Łaskawa Dramaturg jest już na emeryturze? Nie pamiętam za bardzo ostatnich tomów, szczerze powiedziawszy, niechętnie wracam do czegokolwiek po Nutrii i Nerwusie.



                        • dakota77 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 00:52
                          SZczerze mowiac tez nie pamietam, czy cos bylo o emeryturze. Pewnie na niej jest. Tylko jesli jets emerytka, to chyba jej emerytura jest bardzo marniutka, jak nie zadna? O ile pamietam, Mila pracowala przez chwile w jakims biurze (?), a potem zajela sie dziecmi? Te swetry dziergala jakos tak na wspolprace, czy mi sie dobrze majaczy? Tak czy owak, jesli jakies pieniadze nawet ma, to chyba marniutkie.

                          No i nawet jesli z jakas swoja kasa mialaby nawiedzuc Frycow w GB, i dorzucac im sie jakos do wydatkow, zeby nie byc dla nich obciazeniem, to przeciez ta jej kasa jakas straszna ulga dla nich nie bylaby. Przeciez zycie tam naprawde sporo kosztuje.

                          Tu cos znalazlam jako odpowiedz na to, czy uczelnia rzucilaby im jakies stypendium na pokrycie kosztow utrzymania: "Czy istnieję stypendia na waszym uniwersytecie, które pomogą w pokryciu kosztów życia i są dostępne dla Polaków?

                          Ponieważ zmienia się system finansowania to i stypendia się zmieniają. Choć sadzę ze Oxford Bursary pozostanie i będzie dostępny dla każdego studenta Oxfordu. Lecz to nie jest wiele - 1000 funtów w pierwszym i 500 w kolejnych latach. Innych niestety nie ma. Ogólna zasada mówi, że na undergraduate w Anglii praktycznie nie da się znaleźć stypendiów na utrzymanie, choć istnieją nieliczne wyjątki."
                          zrodlo: naukazagranica.pl/Oxford/Oksford-FAQ.html#36
                          • dakota77 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 00:54
                            Sorki, wklejony fragment dotyczy undergrads:). Ale jakos trudno mi uwierzyc, ze Fryce cala rodzina zyja z jednego stypendium.
                            • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 01:08
                              Cala rodzina = 3 osoby. Zdecydowanie mozna. U nas specjalizuja sie w tym Chinczycy i Hindusi, a czesto maja wiecej niz jedno dziecko i zona nie pracuje. Zwlaszcza, jesli mieszkaja w dofinansowanym mieszkaniu dla doktorantow.
                          • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 13:14
                            > No i nawet jesli z jakas swoja kasa mialaby nawiedzuc Frycow w GB, i dorzucac i
                            > m sie jakos do wydatkow, zeby nie byc dla nich obciazeniem, to przeciez ta jej
                            > kasa jakas straszna ulga dla nich nie bylaby. Przeciez zycie tam naprawde spor
                            > o kosztuje.

                            Dokładnie. Miesięczny dochód polskiej emerytki wystarczałby może na jedzenie i jakąś skromną sumkę na dołożenie do rachunków, ale pobyt babć raczej by Fryców obciążał niż odciążał finansowo.
                            • melmire Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 17:00
                              Nie mowiac o tym ze metraz mieszkania cudownie im sie nie powiekszy. My mamy 73m2, nie mamy dziecka, ale pobyt dwutygodniowy mojej mamy jednak odczulismy, dodatkowa osoba musi gdzies spac, miec miejsce przy stole ( a u nas stolik skladany dwu i pol osobowy) itp.
                              Chociaz oni przyzwyczajenie do zycia jedno drugiemu na glowie :/
                              • dakota77 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 09.07.11, 17:06
                                Otoz to. Swoja droga, czy mnie sie dobrze majaczy, ze Fryce w tym Oxfordzie dom wynajmowaly?
                                • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 04:14
                                  dakota77 napisała:

                                  > Otoz to. Swoja droga, czy mnie sie dobrze majaczy, ze Fryce w tym Oxfordzie dom
                                  > wynajmowaly?

                                  Szczerze mówiąc nie pamiętam, co konkretnie było napisane o ich zakwaterowaniu, ale niewątpliwie gdzieś mieszkać musieli. Student accommodation raczej by się dla nich nie nadało, zresztą na ogół wcale nie wychodzi dużo taniej niż jakieś skromniejsze mieszkanie.
                            • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 12:44
                              Mili na pewno Gabrysia finansowala pobyt: w koncu i ona, i Grzes pracuja i dobrze zarabiaja.
                          • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 12:41
                            Nie wiem, jak w Oxfordzie, ale w moim departamencie w Bath stypendium faktycznie pokrywa doktorantom (ale musza byc to studenci full-time) koszty mieszkania i codziennych wydatkow, a takze jakies okazjonalne wyjazdy na konferencje. Nie jest to strasznie duzo, ale na tyle, zeby czlowiek mogl sobie normalnie zyc i zajac sie praca naukowa, bez nerwow, co zje etc. Zazwyczaj tez ludzie wynajmuja nie mieszkania, ale pokoje w mieszkaniach studenckich.

                            Fryc sam swietnie by sobie dal rade - o ile jest faktycznie doktorantem full-time, z Roza niepracujaca przez jakis czas tez - ale z Roza i dzieckiem ... nie bardzo mi sie to wydaje prawpodobne, co nie znaczy oczywiscie, ze jest niemozliwe. Tylko bardzo, bardzo nieprawdopodobne. Jakkolwiek jestem w stanie sobie wyobrazic, ze zyja tam skromnie, mieszkajac w trojke w jednym pokoju we wspolnym mieszkaniu etc. - tak miesiecznych wizyt babci juz sobie w ogole nie wyobrazam.

                            W ogole, pomoc babc to jest kulturowo taka rzecz, ktora a krajach anglosaskich nie ma tradycji. Mysle, ze bardzo dziwnie by to wygladalo dla kolegow i znajomych Frycka. Jak jeszcze jestem w stanie wyobrazic sobie ich wspolne z innymi ludzmi mieszkanie, czy zycie w jakims squacie, nawet z dzieckiem (malo to takich par w akademikach?), tak wizja przyjezdzajacej na kilka miesiecy BABCI, ktora - nie wiem - gotuje im obiady, jest juz co najmniej dziwaczna.
                            • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 04:25
                              W ogole, pomoc babc to jest kulturowo taka rzecz, ktora a krajach anglosaskich
                              > nie ma tradycji. Mysle, ze bardzo dziwnie by to wygladalo dla kolegow i znajomy
                              > ch Frycka. Jak jeszcze jestem w stanie wyobrazic sobie ich wspolne z innymi lud
                              > zmi mieszkanie, czy zycie w jakims squacie, nawet z dzieckiem (malo to takich p
                              > ar w akademikach?), tak wizja przyjezdzajacej na kilka miesiecy BABCI, ktora -
                              > nie wiem - gotuje im obiady, jest juz co najmniej dziwaczna.

                              Dokladnie... mialam to samo napisac, ale zapomnialam. Zreszta w ogole nie rozumiem po co w tym Oxfordzie Mila albo Gabrysia czy kto tam jesczcze do nich przyjezdzal. Pyza nie pracuje, ma jedno zdrowe i juz nieco podrosniete dziecko, z ktorym od poczatku zreszta radzi sobie jak aniol macierzynstwa. Rozumiem, ze gdyby Roza chciala sie dalej ksztalcic lub isc do pracy pomoc bylaby potrzebna, ale dwie niepracujace kobiety do zajmowania sie jednym zdrowym dzieckiem to troche przesada. Nie wiem ktory normalny facet w wieku Fryca zgodzilby sie zamieszkiwac (w niewielkim zapewne mieszkanku) z zona, corka oraz tesciowa lub babcia zony. Rozumiem gdy sytuacja do tego zmusza (nie ma warunkow mieszkaniowych lub babcia zajmuje sie domem na pelen etat, zeby mlodzi mogli pracowac), ale bez koniecznosci? Malo prawdopodobne, zeby mial ochote na taki uklad - zero prywatnosci, narazanie sie na docinki kolegow z pracy, ograniczenie swobody.

                              To jest naprawde jeden z najbardziej skopanych i irytujacych watkow w Jezycjadzie. Nie mialam za wielu zastrzezen do poprowadzenia watku Pyzy i Fryderyka az do Czarnej Polewki wlacznie. Prawdopodobne bylo i to, ze Pyza poszla studiowac mezologie, aby lepiej przypilnowac ukochanego, prawdopodobna byla ich wpadka, poczatkowa reakcja Frycka ale i jego powrot. Bardzo podobaly mi sie rozwazania ojca Fryderyka na temat szarosci i szans, ktorych jego syn juz prawdopodobnie nie bedzie mogl wykorzystac - sporo w nich prawdy. Niestety MM zdecydowala sie nie prowadzic tego watku dalej realistycznie, tylko pokazac za wszelka cene, ze wpadka w mlodym wieku niczego nie utrudnia i niczego nie przekresla. I wyszlo jak wyszlo, czyli strasznie to wszystko naciagane. Nie wiem, czy autorka uwazala, ze temat studiow i pracy w Wielkiej Brytanii jest dla jej czytelnikow tak odlegly, ze nie beda w stanie sie krytycznie odniesc do tego watku, czy dala sie po prostu poniesc wyobrazni. Po raz kolejny pytam: gdzie jest redaktor? Gdzie jest jakas rzutka i twardo stapajaca po ziemi osoba, ktora bylaby w stanie sciagnac autorke z rozowej teczy pelnej hasajacych jednorozcow i sprowadzic ja na tory powiesci obyczajowej? Nikomu juz nie zalezy?
                              • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 11:40
                                > Zreszta w ogole nie rozum
                                > iem po co w tym Oxfordzie Mila albo Gabrysia czy kto tam jesczcze do nich przyj
                                > ezdzal.

                                hmmm... rozumiem że tak po prostu odwiedziec Frycków nie moża?...
                                przecież nigdzie w książce nie jest napisane że nadciągnęły z pomocą bo Róża sobie nie radziła, tylko ze Mila Borejko - akurat o niej pamiętam ze było - się stęskniła za swoją ulubioną wnuczką i prawnuczką. Schoppowa pewnie tez tęskniła za Fryderykiem, w końcu to jej uwielbiany, "ten lepszy" syn.
                                czy Frycek miał ochotę i odporność - po pierwsze jego zdaje się więcej nie ma w domu niz jest, po drugie sądzę ze juz się przyzwyczaił do silnie sfeminizowanej rodziny, po trzecie - przeciez to tylko wizyta a nie wprowadzenie się na stałe, po czwarte - babcie przyjechały nawet nie tyle do niego, ile do małej Mili. wytrzyma z palcem w nosie.
                                • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 13:38
                                  dziennik-niecodziennik napisała:


                                  > hmmm... rozumiem że tak po prostu odwiedziec Frycków nie moża?...

                                  Czy ktoś ma pod ręką Sprężynę i może sprawdzić? Mam wrażenie, że tam mowa o dłuższych wizytach i raczej częstych przyjazdach, ale jeśli nie to odwołuję i składam samokrytykę.
                              • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 12:27
                                Juz po wyslaniu swojego posta przyszlo mi do glowy, ze sytuacja jest jeszcze dziwniejsza, bo przeciez Mila to nie babcia, ale prababcia!
                                Chcialabym zobaczyc Frycka tlumaczacego kolegom ze swojego departamentu i wspol-lokatorom koniecznosc przyjazdu do doroslej dziewczyny BABCI do pomocy przy dziecku. Zwlaszcza w Anglii, gdzie konczy sie szkole w wieku lat 16 i czesc 17, 18-latek mieszka i wychowuje dzieci sama.
                                • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 16:31
                                  croyance napisała:

                                  > Juz po wyslaniu swojego posta przyszlo mi do glowy, ze sytuacja jest jeszcze dz
                                  > iwniejsza, bo przeciez Mila to nie babcia, ale prababcia!
                                  > Chcialabym zobaczyc Frycka tlumaczacego kolegom ze swojego departamentu i wspol
                                  > -lokatorom koniecznosc przyjazdu do doroslej dziewczyny BABCI do pomocy przy dz
                                  > iecku. Zwlaszcza w Anglii, gdzie konczy sie szkole w wieku lat 16 i czesc 17, 1
                                  > 8-latek mieszka i wychowuje dzieci sama.

                                  Poza wszystkim, dlaczego Frycek miałby się tłumaczyć kolegom albo komukolwiek z tego, że odwiedziła go rodzina z Polski? I co jest takiego bulwersującego w tym, że odwiedziła jego żonę babcia? (Babcia, dodajmy, sprawna i silna, a nie pod respiratorem, bo w takim przypadku to wiadomo, że oni powinni jeździć do starej i schorowanej osoby, a nie ona do nich i zgadzam się, że mógłby się wstydzić, że ją fatyguje, natomiast Mila jest krzepka jak wół).
                                  • soova Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 16:51
                                    Poza wszystkim, dlaczego Frycek miałby się tłumaczyć kolegom albo komukolwiek z tego, że odwiedziła go rodzina z Polski?

                                    Nie chodzi o tłumaczenie przyjazdu, a konieczności tego przyjazdu. Babcia odwiedzająca wnuczkę, jej męża i prawnuczkę to wspaniała sprawa, ale babcia przybywająca do pomocy przy dziecku niepracującej, a zdrowej i w pełni sprawnej wnuczce, to już trochę dziwnie wygląda.
                                    • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 16:56
                                      Przyjechala w odwiedziny i przy okazji pomaga - sama mam babcie i mame, ktore nie beda siedziec bezczynnie, tylko wola ugotowac, posprzatac, popracowac w ogrodku. Moj tesc, jak nas odwiedzil, to odsniezal nam podjazd i chodnik przed domem przez cala zime, wstajac w tym celu o piatej rano, chociaz nikt go o to nie prosil, moglismy to robic sami (chociaz pewnie nie robilibysmy tego o piatej rano). Ale on lubi takie prace. Oprocz tego, dzieki jego pomocy i razem z nim maz wreszcie wyremontowal piwnice, do czego sam nie mogl sie zmobilizowac. To co, mialam zmuszac tescia, zeby siedzial w fotelu i nie robil nic, bo jest w odwiedzinach?
                                      Mila i Gaba tez takie sa, jak wiemy, wiec na pewno pomagaja. Dla mnie to nie jest dziwne.
                                      • soova Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:15
                                        Oczywiście, to nie jest dziwne. Trudno mi się wypowiadać autorytatywnie, bo nie czytałam "Sprężyny", w każdym razie jeśli tam pobyt babć polega właśnie na takich odwiedzinach, to OK. Ale jeśli jest to wyraźnie skorelowane z koniecznością pomocy przy dziecku, to już zaczyna wyglądać to dość dziwnie.
                                      • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 18:20
                                        "Przyjechala w odwiedziny i przy okazji pomaga - sama mam babcie i mame, ktore nie beda siedziec bezczynnie, tylko wola ugotowac, posprzatac, popracowac w ogrodku"

                                        oż Ty pasożycie wstrętny, zmuszasz starsze panie żeby Ci pomagały!...

                                        "To co, mialam zmuszac tescia, zeby siedzial w fotelu i nie robil nic, bo jest w odwiedzinach?"

                                        tak. trzeba bylo za noge przykuć. niech siedzi i sie odwiedza a nie taki o...

                                        • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 18:28
                                          Na dodatek jeszcze zlosliwie goscie robili zakupy i dawali nam prezenty w postaci roznych za drogich dla nas rzeczy dla dziecka. Mysle, ze juz nigdy nie powinnam ich zapraszac. I jeszcze jaki wstyd przed kolegami ;-)

                                          A tak powaznie, widze, ze wytworzyly sie wyrazne dwie grupy majace przeciwne zdanie na temat zycia Fryca w Oksfordzie oraz wizyt babc. Widocznie po prostu jest za malo danych, a wyobraznia dziala.
                                    • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:44
                                      No wlasnie, ja nie pisalam o tym, ze prababcia przyjezdza z wizyta i Frycowie zabieraja ja an wycieczke, zeby zwiedzila sobie Oxford np., ale o hipotetycznym przyjezdzie kilkutygodniowym jako pomoc do dziecka. Co nie wiem, czy w ksiazce mialo miejscem, bo nie pamietam, ale z dyskusji tu odnioslam wrazenie, ze te wyjazdy byly jakies takie wlasnie tego typu. Co znowu, nie jest przeciez niczym zlym, tylko IMO dziwnym w kontekscie Oxfordu.
                                    • the_dzidka Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 10:23
                                      > Nie chodzi o tłumaczenie przyjazdu, a konieczności tego przyjazdu. Babcia odwie
                                      > dzająca wnuczkę, jej męża i prawnuczkę to wspaniała sprawa, ale babcia przybywa
                                      > jąca do pomocy przy dziecku niepracującej, a zdrowej i w pełni sprawnej wnuczce
                                      > , to już trochę dziwnie wygląda.

                                      Czy gdziekolwiek w Jeżycjadzie napisane jest, że one przyjechały tam do pomocy? Nie wydaje mi się. Do pomocy w sensie "jedziemy odciążyć biedną Różyczkę, bo nie daje sobie już rady z kilkuletnim dzieckiem", nie w sensie "jedziemy do Frycków, a skoro już jesteśmy, to pozajmujemy się małą Milą, zwłaszcza że to i tak dla nas ogromna przyjemność". Ja sobie czegoś takiego nie przypominam.
                                      I też nie rozumiem, z czego Frycek miałby się tłumaczyć komukolwiek! No - jeszcze rozumiem, że landlord życzy sobie wiedzieć, że jakieś dodatkowe osoby przyjeżdżają, ale o ile mi wiadomo, odwiedzanie krewnych w UK nie zostało jeszcze prawnie zakazane?...
                                      • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 17.07.11, 00:05
                                        Dzidka, ustalilismy (hipotetycznie oczywiscie), ze Frycowie piszcza na jednym stypendium i mieszkaja w innymi studentami, stad dziwi mnie, skad tam jeszcze przesiadujaca tygodniami babcia. No ale pewnie Mila zostala gwiazda squatu i wszyscy przychodza pytac jej o rady zyciowe, a w lokalnych teatrach wystawiaja jej sztuki :-P

                                        A poza tym, skad w np. Gabie taki instynkt macierzynski nagle? Niespecjalnie sie dziecmi interesuje, zostawia je na pastwe szerszeni, a tu nagle kilku miesiecy bez Rozy wytrzymac nie moze?

                                        Wszystko by to sie kupy trzymalo, gdyby MM nie poniosla fantazja. Zaloze sie, ze wg niej Frycowie wynajmuja co najmniej palac i jeszcze funduja rodzinie bilety lotnicze ... Skad jej sie w ogole wzial ten Oxford? Dlaczego wyslala ich akurat tam?
                                        • mika_p Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 31.08.12, 21:01
                                          > A poza tym, skad w np. Gabie taki instynkt macierzynski nagle? Niespecjalnie
                                          > si e dziecmi interesuje, zostawia je na pastwe szerszeni, a tu nagle kilku
                                          > miesiecy bez Rozy wytrzymac nie moze?

                                          Bo szerszeniowe dziecko było blisko, a Róża daleko... Taka przekorna ludzka natura.
                                          Albo może instynkt babciński? :)
                                  • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 16:52
                                    Zgadzam sie tutaj z Ginestra.
                                    Tez robilam doktorat za granica i chociaz nie mialam wiedy dziecka, a przez polowe doktoratu nie mialam tez meza, calkiem sporo osob mialo rodziny, przyjezdzali do nich rodzice (dziadkowie nie wiem, ale to niewykluczone) i nie wiem, z czego sie trzeba KOLEGOM tlumaczyc? Przeciez to sa dorosli ludzie, kazdy ma rodzine, swoje wlasne sprawy, nie musi uczestniczyc w zyciu studenckiej komuny (moze undergrads tak robia, ale doktoranci?).
                                    Do Stanow przyjechalam na postdoc, od osmiu lat tu mieszkam, caly czas w srodowisku akademickim i ludzie naprawde maja rodziny, pomagaja im rodzice (z zagranicy i tutejsi) i oni pomagaja rodzicom, rodziny sie odwiedzaja, nie wiem, co w tym takiego dziwnego, ani finansowo, ani logistycznie nie widze tu wpadki. Teraz jestem szefem grupy naukowcow i w pracy nikt sie nikomu nie tlumaczy z niczego, teraz bedzie wydzialowa impreza i dziewczyna z labu spytala organizatora (kolega zaprasza do domu) czy moze przyjsc z mama, ktora ja odwiedza na dwa miesiace, bo ona bedzie o kulach po operacji biodra, a nie mieszka z mezem (bo on pracuje w innym stanie i odwiedza ja w weekendy). Czy to cos dziwnego? Druga dziewczyna z mojego laboratorium ma meza i dwojke dzieci (obydwoje urodzonych, gdy byla doktorantka) jej mama przyjechala juz drugi raz na pol roku (limit wizy turystycznej) i mieszka z nimi, bardzo im pomaga. Nie kazdy jest absolutnie samodzielny i duzo ludzi korzysta z pomocy rodziny (jesli takowa, chetna do pomocy, posiada).
                                    To, ze w Anglii (jak i w wielu innych krajach) szesnastolatki moga mieszkac same, nie ma nic wspolnego z tym, co sie robi bedac doktorantem. A mozna sobie ukladac zycie na wiele sposobow i w zadnym nie ma nic dziwnego.
                                    • soova Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 16:59
                                      Nie kazdy jest absolutnie samodzielny i duzo ludzi korzysta z pomocy rodziny (jesli takowa, chetna do pomocy, posiada).

                                      Ale sama podałaś przykłady osób, którym pomoc jest z jakichś tam powodów potrzebna - bo chora mama, bo rodzice małego dziecka oboje pracują itp. A tu mamy liliję Różyczkę, która w UK jest przy mężu, sprawna, zdrowa, nie ma do ogarniania jakiegoś domu 200 m2 z ogrodem, a zapewne jakieś małe mieszkanko. No to po co jej babcia jedna czy druga "do pomocy"? Poza tym nie zapominajmy, że Róża właśnie dziecięciem wypełniła swoje puste ramiona, więc jest chyba pewną niekonsekwencją dodawanie jej atrybutu niemocy organizacyjnej, skoro aż babcie z Polski muszą przybywać na pomoc.
                                      • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:03
                                        Juz napisalam o pomocy w nastepnym poscie do Ciebie, wyzej. Tak sobie tlumacze pomoc Mili i Gaby, domowych pracusiow :-)
                                  • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:47
                                    Dlatego, ze - jak ustalilismy - babcia zaproszona bylaby do mieszkania studenckiego, bo tylko na takie Fryckow byloby stac.
                                    • pi.asia Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 18:08
                                      stosowny cytat:
                                      Babi właśnie znów poleciała do Oxfordu, by odwiedzić prawnuczkę, małą Milę. Poprzednim razem były tam we dwie z Gabrielą. Teraz Babi zabrała ze sobą panią Schoppe, mamę Fryderyka, bo obie bardzo za malutką tęskniły. Siedziały tam już dwa tygodnie.

                                      Zważywszy że Fryckowie są w Oxfordzie od roku, widzimy, że rodzina odwiedza ich średnio raz na cztery miesiące. I siedzi do oporu.
                                      Nie zdziwię się, jak Frycek postanowi przenieść się do Australii.
                                      • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 18:15
                                        odwiedzają ich raz na cztery miesiące i siedzą - ile? - zakładam że GÓRA miesiąc. potem trzy miesiące przerwy. jak dla mnie - wystarczy żeby się stęsknić, zwłaszcza za malutkim dzieckiem które przez 3 miesiace zmienia się niesamowicie.
                                        moja teściowa tęskni jak małej tydzień nie widzi i nie uważam żeby to było coś dziwnego czy niestosownego.
                                        nie mówiąc o tym że ja tu widzę wzmiankę o zalewie dwóch wizytach. w skali roku,tak? jak dla mnie to naprawde niewiele.
                                  • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 18:17
                                    "Juz po wyslaniu swojego posta przyszlo mi do glowy, ze sytuacja jest jeszcze dziwniejsza, bo przeciez Mila to nie babcia, ale prababcia!"

                                    w dalszym ciągu nie rozumiem co w tym dziwnego. prababcie mają jakiś zakaz wyjazdów?...

                                    "Chcialabym zobaczyc Frycka tlumaczacego kolegom ze swojego departamentu i wspol-lokatorom koniecznosc przyjazdu do doroslej dziewczyny BABCI do pomocy przy dziecku."

                                    ja też bym chciała. zapytałabym czy upadł na głowę że się tłumaczy z wizyt rodziny.

                                    "Zwlaszcza w Anglii, gdzie konczy sie szkole w wieku lat 16 i czesc. 17, 18-latek mieszka i wychowuje dzieci sama."

                                    obowiązkowo, każdy jeden? bo ja jakoś mam inne obserwacje.

                                    • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 20:42
                                      > w dalszym ciągu nie rozumiem co w tym dziwnego. prababcie mają jakiś zakaz wyja
                                      > zdów?...

                                      Nie, po prostu cała ta sytuacja jest w Jeżycjadzie skrajnie dziwacznie opisana. Autorka popada w skrajności właśnie: już to Borejkowie takie szlachetne bidy, że dzieci na wakacje nie mają za co wysłać i muszą je podrzucać bardzo dalekim znajomym (Kowalikowie) lub wręcz biedującym emerytom (Jankowiakowie)
                                      • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 20:57
                                        > już to Borejkowie takie szlachetne bidy,
                                        > że dzieci na wakacje nie mają za co wysłać i muszą je podrzucać bardzo dalekim
                                        > znajomym (Kowalikowie) lub wręcz biedującym emerytom (Jankowiakowie)

                                        zdaje się że Borejkom biedowanie już przeszło.

                                        > już to
                                        > ich stać na kupowanie domków dla niepracującej, a ciężarnej Różyczki, która nic
                                        > w życiu nie robi --

                                        no wiesz, to parę ciotek się zrzuciło na ten domek. i podejrzewam że tylko częściowo, a młodzi i tak by musieli wziąć kredyt.

                                        > już to rozbijają się kilkoma samochodami

                                        no zdaje się że większość używana, wiec jakichś kokosów nie kosztowały :D

                                        >i fruwają w te-i-
                                        > nazad do Oksfordu na herbatkę

                                        no własnie nei fruwają w te i we wte, dlatego jak poleciały to siedzą trochę dłużej :D

                                        > A że to bez sensu, żeby cienko przędąca emerytka na garnuszku dzieci i wnuków kilk
                                        > a razy do roku po Oksfordach, to cóż, w wyobraźni wszystko się mieści?

                                        emerytka pisze sztuki które są bardzo popularne - sądzę że na nich zarabia całkiem satysfakcjonująco.

                                        > Przy czym problemem tutaj jest nie Mila, tylko bezrobotna Róża, która nie wiado
                                        > mo, co właściwie w tym Oksfordzie robi.

                                        jest z mężem i dzieckiem. miala zostać w Polsce? a z niemowlaczkiem szukac pracy to - jak wszyscy wiedzą - nic łatwego. moze tez doszli do wniosku ze opiekunka ich wiecej zakosztuje niz Róża zarobi?...
                                        • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 05:12
                                          > > Przy czym problemem tutaj jest nie Mila, tylko bezrobotna Róża, która nie
                                          > wiado
                                          > > mo, co właściwie w tym Oksfordzie robi.
                                          >
                                          > jest z mężem i dzieckiem. miala zostać w Polsce? a z niemowlaczkiem szukac prac
                                          > y to - jak wszyscy wiedzą - nic łatwego. moze tez doszli do wniosku ze opiekunk
                                          > a ich wiecej zakosztuje niz Róża zarobi?...

                                          Coz, z jednej strony nie dziwie sie, ze chciala byc razem z mezem i dzieckiem. Z drugiej strony, patrzac na to w pelni obiektwynie, Roza sie troche z tym Oxfordem wkopala. Zakladajac, ze Frycek jest tam na doktoracie, posiedza tam minimum 4 lata (chyba ze Pyza zdecydowalaby sie wracac wczesniej). W czasie gdy toczy sie akcja Sprezyny Roza ma chyba 23 lata. Jest kobieta bez wyzszych studiow. W realnym swiecie nie ma szans na skonczenie studiow w Oxfordzie - po pierwsze koszty, po drugie ma dziecko, ktorym musi sie ktos zajac (powiedzmy, ze to daloby sie jeszcze zorganizowac) oraz przede wszystkim - nie dostalaby sie. Nie dostalaby tez raczej zadnej porzadnej pracy majac tylko mature, co najwyzej moglaby pracowac fizycznie, co samo w sobie nie jest zle, ale umowmy sie, ze nie jest tez zapewne szczytem marzen, poza tym i tak byloby jej trudno ze wzgledu na dziecko. Oxford nie jest miastem, ktore daje pelen wachlarz mozliwosci rozwoju. Oxford jest miasteczkiem akademickim do ktorego ludzie przyjezdzaja glownie by sie ksztalcic lub pracowac naukowo. Jezeli ktos nie podpada pod zadna z tych kategorii to nie jest dla niego wymarzone miejsce do mieszkania. W realnym zyciu na 4 lata wspomnianego doktoratu Pyza odwiesilaby zatem swoje plany zyciowe na kolek. Dosc trudna decyzja jak dla tak mlodej dziewczyny. Poki co moze sie czuc swietnie jako matka i zona, ale sa spore szanse, ze jednak za pare lat zalowalaby przerwanych studiow i zmarnowanej mozliwosci ksztalcenia sie i zdobycia zawodu. Moglaby zaczac zazdroscic Fryckowi jego osiagniec, moglaby czuc, ze przez takie a nie inne zyciowe decyzje cos jej jednak umknelo. Takze w jakims sensie ta decyzja o wyjezdzie z dzieckiem do Oxfordu nie jest dla mnie taka oczywista.

                                          Oczywiscie w Jezycjadzie dowiemy sie, ze Roza z powodzeniem skonczyla dwa fakultety i doktorat, ale ja mowie o realnych mozliwosciach.
                                          • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 08:28
                                            po pierwsze - jak wynika z samych deklaracji Róży nie zależy jej specjalnie na wyższym wykształceniu i pracy naukowej. budka z kurczakami wystarczy :)
                                            po drugie - w życiu realnym w zaistniałej sytuacji Pyza raczej odwiesiłaby na kołek doktorat, a nie inne plany i okolicznosci życiowe :)
                                            po trzecie - nie sądzę żeby Róża czegoś załowała. do studiów jak sama mowila stracila serce, a jej silny instynkt macierzyński zaspokoi wszelkie braki jak sądzę.
                                            po czwarte - dla mnie decyzja o wyjezdzie z męzem i dzieckiem do Oksfordu jest bardziej oczywista niż decyzja "Ty jedz, a my z małą zostaniemy w Polsce".
                                            • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 10:00
                                              po drugie - w życiu realnym w zaistniałej sytuacji Pyza raczej odwiesiłaby na k
                                              > ołek doktorat, a nie inne plany i okolicznosci życiowe :)

                                              Pogubilam sie. Czyj doktorat, Frycka? Czy swoj? Frycka raczej nie, bo to nie wynika z dalszej czesci Twojej wypowiedzi. A Rozy do doktoratu daleko, ma zaledwie mature.

                                              po trzecie - nie sądzę żeby Róża czegoś załowała. do studiów jak sama mowila st
                                              > racila serce, a jej silny instynkt macierzyński zaspokoi wszelkie braki jak sąd
                                              > zę.
                                              > po czwarte - dla mnie decyzja o wyjezdzie z męzem i dzieckiem do Oksfordu jest
                                              > bardziej oczywista niż decyzja "Ty jedz, a my z małą zostaniemy w Polsce".

                                              Dla mnie akurat ta decyzja oczywista nie jest - czemu to ma byc oczywiste, ze kobieta poswieca sie z automatu, a maz moze robic miedzynarodowa kariere? Pyzie nie zbrzydly studia jako takie, a zaledwie astronomia z astrofizyka, ktorych od poczatku zapewne nie czula. Gdyby oboje zostali w Polsce, Pyza moglaby konczyc jakies studia, a Fryc pracowac. Dla Fryca jest to z pewnoscia sytuacja mniej korzystna, bo jednak wymaga poswiecenia czesci swojej prestizowej kariery. Za to ulokowanie sie w Oxfordzie jest malo korzystne dla Pyzy, ktora nie ma tam zadnych perspektyw poza wychowywaniem dziecka i prowadzeniem domu. Ale w porzadku, umowmy sie, ze to jej rzeczywiscie wystarcza bo macierzynstwo jest jej jedynym powolaniem.
                                              Czyzby zatem szykowal nam sie precedens? Pierwsza Borejkowna bez wyzszego wyksztalcenia? Powiem szczerze, ze z radoscia zaakceptowalabym takie rozwiazanie bo byloby ono spojne i logiczne. Ewentualnie jeszcze Pyza moglaby zaczac studia po powrocie z Oxfordu.

                                              Mam jednak uzasadnione (casus Kala Amburki) obawy, ze MM zechce nam wcisnac historyjke o tym jak to wpadka niczego nie przekresla ani nawet nie opoznia w czasie - Frycek zrobi miedzynarodowa kariere, a Roza dzielnie bedzie mu dotrzymywac kroku niepostrzezenie robiac w Oxfordzie studia magisterskie. Lub nie konczac zadnych studiow, a za to olsniewajac wspolpracownikow i znajomych Fryderyka swoja wszechstronna wiedza i bystroscia umyslu i pograzajac wszystkie studentki, doktorantki i pracownice naukowe tej szacownej uczelni. I tego sie glownie czepiam, przyznaje ze nieco na wyrost bo w sumie wszystko sie jeszcze moze w wyobrazni MM zdarzyc :)
                                              • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 12:02
                                                Z perspektywy mojego wieku i doświadczeń życiowych widzę coś takiego, że każdy prezent od losu, nawet niekoniecznie wcześniej zaplanowany, jest cenny i każdy można wykorzystać dla swojego rozwoju zgodnie ze swoją osobowością i marzeniami (choćby ich realizacja miała zająć dłuższy czas), przy czym dopóki trwa życie, to "piłka jest w grze" i wiele może się u człowieka wydarzyć. Dlatego "wpadka" czy wyjazd do Oxfordu Róży naprawdę nie przesądza o tym, że ona niczego już dalej nie osiągnie albo będzie "jedyną Borejkówną bez wyższego wykształcenia" itp.

                                                Wracając do Róży, uważam (subiektywnie), że:
                                                1. dobrze wybrała, że wyjechała z mężem i dzieckiem i nie rozdzielili się, bo miłość i bycie razem w rodzinie, którą się założyło, danie dziecku bezpiecznego, prawdziwego domu, gdzie rodzice kochają się, jest najcenniejszą rzeczą w życiu i wszystko inne (studia, kariera) mogą spokojnie poczekać w odwodzie na właściwy moment, bo jeśli czyimś pragnieniem naprawdę jest skończenie studiów i realizowanie się (zgodnie z tej osoby marzeniami i osobowością), to na pewno ta osoba to zrealizuje później - w taki czy inny sposób; Nie ma co się spinać, że to ma być zrealizowane już, natychmiast; Miłości natomiast i szczęścia rodzinnego nie można kupić za żadne pieniądze.

                                                2. pobyt Róży w Oxfordzie wcale nie musi oznaczać jej uwstecznienia, bo może ona uczyć się języka, nawet zapisać na bardzo dobry profesjonalny kurs języka (prócz tego, że będzie non stop konwersowała po angielsku z poznanymi przyjaciółkami-Angielkami, np. przy piaskownicy itp.). Może też szlifować język w domu przez czytanie, oglądanie angielskiej TV, Internet itp. W ten sposób wróci z Oxfordu z bezcenną umiejętnością języka na bardzo wysokim poziomie, co może procentować jej potem w Polsce. Chodzenie na kurs języka może jej spokojnie umożliwić Frycek zostając parę razy w tyg. z córką wieczorami. Na podobnej zasadzie, Róża może skończyć inne kursy, a także może nawet (jeśli taka będzie ich decyzja) posłać dwuletnią Milę do żłobka i podjąć pracę, nawet fizyczną, ale to oznacza też zdobywanie doświadczenia i językowego i doświadczenia np. w pracy zespołowej i zdobywanie kontaktów z ludźmi itp.

                                                Moim zdaniem, jeśli Róża ma chęć rozwijać się, to będzie się rozwijać także w Oxfordzie. Poza tym, macierzyństwo NAPRAWDĘ jest okazją do naprawdę niesamowitego rozwoju, bo wtedy człowiek uczy się mnóstwa rzeczy i to bardzo intensywnie, a także rewiduje różne swoje przekonania, przeorientowuje swoje życie. Ten rozwój jest po prostu bezcenny i mówię to z pełnym przekonaniem (na podstawie swoich doświadczeń). Dlatego, uważam, że Róża, jeśli dobrze wykorzysta ten czas, jeśli to właśnie jej w duszy gra, może wrócić z Oxfordu jako osoba z ogromnym bagażem cennych doświadczeń i konkretnych umiejętności.

                                                Wszystko zależy od tego jaka ona jest i co w sobie odkryje w tym nowym doświadczeniu. Oraz od tego czy Frycek będzie ją autentycznie kochał i wspierał, bo kobieta, kiedy czuje się kochana, odkrywa w sobie niesamowitą siłę i energię i może wiele zrealizować.

                                                Dostrzegam też niebezpieczeństwo, o którym wspomniała Ding-yun, że Frycek nie okaże się dla niej tak kochający i skupi się na swojej karierze, a od niej będzie tylko wymagał, żeby wszystko było posprzątane, ugotowane, dziecko zadbane itp. Wtedy może Róża nie czuć tego "powera", który pomógłby jej rozwijać się i wykorzystać maksymalnie szansę, jaką jest pobyt w Oxfordzie (nauka języka, kursy, prace dorywcze, jakaś aktywność "z ludźmi", nawet na zasadzie pomocy w klubiku dla dzieci, do którego dzieci przychodzą na parę godzin, w tym Mila itp.). Jeśli Róża, wskutek przytłoczenia przez męża i braku skontaktowania się z tym "ogniem" w sobie, nie wykorzysta tej szansy, jaką jest pobyt w Anglii, to wówczas faktycznie może czuć się gorsza od męża, może zazdrościć mu rozwoju itp. i to może pogłębiać się.

                                                Bardzo liczę na to, że (choć to fikcyjna bohaterka) to jej się nie przydarzy jednak.

                                                Jeszcze chcę nawiązać do tego "wykorzystywania szansy". Otóż jeśli ktoś jest w kontakcie ze sobą i wierzy w siebie, a ma wiele marzeń i chce się rozwijać i ma tę siłę w sobie, to on te marzenia i tak zrealizuje, choćby np. spędził parę lat w więzieniu albo na pustkowiu i z tej perspektywy, w przypadku młodej mamy, te marne parę lat opóźnienia, z powodu urodzenia i wychowywania małego dziecka, naprawdę nie będą nic znaczyły w ogólnym rozrachunku z życia i kiedy spotkamy tę osobę za ileś lat, może to być osoba, która osiągnęła wiele sukcesów i skończyła studia itp. Życie jest dynamiczne, a nie sztywne, stąd dotąd.

                                                Co do studiów, to owszem, warto mieć wyższe wykształcenie itp., jednakże nie jest to absolutnie warunkiem sukcesu i spełnienia danej osoby. Mam koleżankę, która pół życia spędziła za granicą, tam się uczyła i zdała maturę, po powrocie do polski poszła na filologię języka tego kraju i naprawdę mówi ona jak native-speaker i miała przed sobą świetlaną przyszłość zawodową, właśnie na bazie wykształcenia i tej świetnej znajomości języka. Natomiast ona spokojnie poświęciła się wychowaniu jedynego dziecka i byciu osobą, która urządza dom i gotuje (mąż dobrze zarabia). Codziennie na Facebooku publikuje wiadomości o tym co ugotowała i wkleja zdjęcia i prowadzi kulinarnego bloga. Wkleja też swoje zdjęcia i zdjęcia rodzinne z różnych podróży itp. Ze zdjęć patrzy osoba zadbana, pewna siebie i radosna. Codziennie pisze o fajnych rzeczach, które jej się przytrafiły i o tym swoim (obecnie już chyba 11 letnim) dziecku. Pisałam z nią trochę mejli i napisała mi, że jest bardzo zadowolona ze swojego życia i spełniona i z tych listów przebijało coś, czego nie da się udawać: autentyczna pewność siebie, świadomość swojej wartości i poczucie lubienia tego, co robi oraz radość życia. A więc, można i tak. To jest bardzo indywidualna sprawa. Kobieta może wcale nie uważać, że studia, praca zawodowa itp. są najważniejsze i bez nich tak wiele się traci (oczywiście ta moja koleżanka ma studia, ale w ogóle nie wykorzystuje ich, nawet nie przyjmuje żadnych zleceń do tłumaczenia czy coś, bo woli ten czas spędzić na tym, co lubi: sprzątaniu, gotowaniu, dbaniu o męża i dziecko, nie chce przed sobą i przed ludźmi udawać, że jest aktywna zawodowo, coś robi itp.).

                                                Drugi przykład, celebrytka, Kinga Rusin, nie skończyła zaczętych studiów czy też nie obroniła pracy mag. (nie pamiętam w szczegółach), ale świetnie sobie radzi bez studiów i zarabia gigantyczne sumy w dziedzinie, którą lubi, choć i ona też wyjechała kiedyś za granicę na wiele lat z powodu kariery męża, urodziła dzieci, miała duży przestój zawodowy z tego powodu, a nawet przez ten wyjazd nie skończyła tych studiów (czy nie obroniła się). Jednakże (pomijając to, że w życiu małżeńskim nie ułożyło jej się), być może dzięki tym wszystkim doświadczeniom odnalazła swoją ścieżkę i być może właśnie zdobyła więcej umiejętności i bardziej rozwinęła się, niż gdyby normalnie skończyła studia, pracowała w zawodzie wyznaczonym studiami, dopiero po studiach starała się o dzieci itp. Nie wiadomo.
                                                (Zaznaczam, że książki napisanej przez Rusin nie czytałam, ale jakieś wywiady z nią - tak)

                                                Reasumując, myślę, że dobrze jest pielęgnować ten "ogień" * w sobie i nikomu nie pozwolić go zdusić, a wtedy można zrealizować praktycznie wszystko, o czym się marzy i parę lat w tą lub w tą nie robi różnicy.

                                                * jeśli komuś metafora "ognia" w swoim wnętrzu wydała się niezrozumiała, to chcę przypomnieć, że ta metafora została użyta w scenie z Titanica, w której bohater filmu mówi bohaterce (NB też mającej na imię Róża), że on obawia się, że jeśli ona nie będzie w kontakcie ze sobą i podporządkuje się temu planowi, jaki mają dla niej inni ludzie, to z czasem ten ogień, który ma w sobie, zgaśnie. Nikt nie jest tak silny, żeby się przed tym uchronić. Dlatego, trzeba samemu w czas dbać o to, aby nie zgasł. Uważam, że to mądra myśl.

                                                • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 13:09


                                                  > Wracając do Róży, uważam (subiektywnie), że:
                                                  > 1. dobrze wybrała, że wyjechała z mężem i dzieckiem i nie rozdzielili się

                                                  Ja też nie uważam, ze to był koniecznie zły wybór. Zwróciłam jednak uwagę na fakt, że w tym układzie to Róża poświęca (obiektywnie) znacznie więcej niż Fryderyk. Jest to sytuacja korzystniejsza dla niego niż dla niej ponieważ on nie traci nic ze swoich planów dotyczących wykształcenia i kariery ale również nie musi poświęcać życia osobistego. Róża natomiast musi przynajmniej przełożyć np swoje plany studiowanie w czasie i niewątpliwie będzie miała bardziej pod górkę. Jest na przykład istotna różnica w tym, czy nowe studia podejmuje się po roku przerwy i w wieku lat 23 czy po 4 latach i w wieku lat 27. Nie uważam, że Róża nie powinna jechać z Fryderykiem, ale jednak sytuacja ma bardziej pozory poświęcenia niż kompromisu i to podkreślam, bo w książce jakoś to umknęło (takie odniosłam wrazenie). Mówiąc już zupełnie osobiście - dla mnie to byłaby niezwykle trudna deycyzja i z pewnością nie podjęłabym jej z automatu "bo tak trzeba".


                                                  > w przypadku młodej mamy, te marne parę lat opóźnienia, z powodu urodzenia i >wychowywania małego dziecka, naprawdę nie będą nic znaczyły w ogólnym rozrachunku z >życia i kiedy spotkamy tę osobę za ileś lat, może to być osoba, która osiągnęła wiele >sukcesów i skończyła studia itp. Życie jest dynamiczne, a nie sztywne, stąd dotąd.

                                                  Z pewnością. Tylko jednak droga do osiągnięcia tych sukcesów będzie, powiedzmy, bardziej pokrętna. I marzy mi się, zeby to właśnie było pokazane w Jeżycjadzie. To znaczy żeby nie było tak, że Mila wychowuje się sama, a Róża nie kiwnąwszy palcem i nic nie poswięcajac osiąga nagle to, na co ludzie w realnym życiu ciezko pracuja latami i zdobywaja kosztem wielu wyrzeczen. Mogloby byc na przyklad wspomniane, ze po tych kilku latach, ktore Roza poswieca mezowi i dziecku, przychodzi czas na to, ze Fryderyk nieco spowalnia tempo swojej kareiry i stwarza zonie takie warunki w ktorych ona moze bez przeszkod sie rozwijac. Niekoniecznie musza to byc wyzsze studia bo rowniez jestem zdania, ze one nie sa warunkiem koniecznym do tego, zeby stac sie spelnionym czlowiekiem. Chyba ze oczywiscie Roza rzeczywiscie bedzie sie chciala zajac tylko domem i to jej w zupelnosci wystarczy. Taka wersja tez do mnie przemawia i jak najbardziej moglaby sie zdarzyc. Nie ma we mnie zgody tylko na cukierkowe science fiction.





                                                  • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 15:30
                                                    > Zwróciłam jednak uwagę na fa
                                                    > kt, że w tym układzie to Róża poświęca (obiektywnie) znacznie więcej niż Fryder
                                                    > yk. Jest to sytuacja korzystniejsza dla niego niż dla niej ponieważ on nie trac
                                                    > i nic ze swoich planów dotyczących wykształcenia i kariery ale również nie musi
                                                    > poświęcać życia osobistego.

                                                    Ale przecież Róża jest konsekwentnie prowadzona przez autorkę jako postać, która NIE MA życia osobistego (koleżanek, kolegów innych niż aktualnie włóczący ją za szyję "narzeczony", pasji, aspiracji, zainteresowań).

                                                    Zeby można było mówić o poświęceniu, Róża musiałaby być w ogóle zainteresowana studiowaniem, a nie wydaje się, żeby astronomia ją jakoś specjalnie fascynowała
                                                  • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 16:10
                                                    Tutaj zgadzam sie z Ding-yun. Roza poswieca wszystko (mimo, ze moze teraz jej sie tak nie wydaje), a Fryderyk, mimo ciaglego narzekania i gadania o trudnosciach (w rozmowie z Ignacym, na przyklad) nic. Mam wielka nadzieje, ze Roza zostanie przedsatwiona w nastepnych tomach jako niezadowolona z zycia - co najmniej. Albo, ze zacznie probowac cos robic, ale bedzie miala trudnosci, takie, jakie mialaby w realnym swiecie.
                                                  • kkokos Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 16:27
                                                    am wielka nadzieje, ze Roza zostan
                                                    > ie przedsatwiona w nastepnych tomach jako niezadowolona z zycia - co najmniej.
                                                    > Albo, ze zacznie probowac cos robic, ale bedzie miala trudnosci, takie, jakie m
                                                    > ialaby w realnym swiecie.

                                                    naiwna :)
                                                  • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 17:14
                                                    No wiem, to tylko mrzonki ;-)
                                                  • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 19:51
                                                    staua napisała:

                                                    > Tutaj zgadzam sie z Ding-yun. Roza poswieca wszystko (mimo, ze moze teraz jej s
                                                    > ie tak nie wydaje), a Fryderyk, mimo ciaglego narzekania i gadania o trudnoscia
                                                    > ch (w rozmowie z Ignacym, na przyklad) nic.

                                                    Aha. Bo wytrwała, ciężka, wieloletnia praca i samodoskonalenie oraz dążenie do wyznaczonego sobie celu
                                                  • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 19:59
                                                    Nie poswieca niczego, co bylo jego celem, hobby i przyjemnoscia od dziecinstwa (i wymagalo poswiecen, oczywiscie, dla mnie na przyklad. siedzenie w ksiazkach albow laboratorium ekstra na studiach bylo przyjemnoscia, nie poswieceniem dla przyszlego doktoratu; to troche tak, jak poswiecen wymaga np. sylwetka fitneski, ale ktos, kto nie interesuje sie posiadaniem takiej sylwetki, nie bedzie sobie ograniczen dietowych i rezimu cwiczen narzucal, za to moze np. poswiecic sie dla dzieci i zamiast silowni wozic je na korepetycje, przez co sylwetka pojdzie w diably). Nie pracuje na dachu na Brooklynie zamiast robic doktorat w Oksfordzie.
                                                    Fakt, ze Roza nie miala czegos takiego, co moglaby poswiecic, gadania o budce z kurczakami nie licze. Nie miala zadnej pasji, co juz ustalilismy, wiec latwiej jej bylo sie dostosowac do czegokolwiek.
                                                  • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 11:02
                                                    > Porównajmy może skalę tego, co mieliby oboje poświęcić. Fryderyk
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 11:42
                                                    > Natomiast w tym konkretnym przypadku rzeczywiście jest tak, ze Fryderykowi ta s
                                                    > zansa robienia kariery się bardziej należy, bo on ciężko na swoją pozycję tyrał
                                                    > . Pyza wybrała w życiu program minimum.


                                                    poza tym szczerze mówiąc - on ma po prostu większą szanse na karierę niż ona. w tej sytuacji logiczne wydaje mi sie umozliwic rozwoj tej osobie ktora lepiej rokuje.
                                                  • kkokos Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 16:25
                                                    a ja bym nie nazwała tego poświęceniem, ale dostosowaniem.

                                                    pyza dostosowała się zresztą konsekwentnie, jak każda inna żona męża, co stypendium dostał. te wcześniejsze się dostosowały, zostając z dziećmi na głowie i ze wszystkim na głowie, tak że on na swojej miał już tylko obowiązki narzucone przez warunki stypendium - bo nie byliśmy w unii, tak łatwo nie było stypendyście ciągać za sobą rodzinę itd. a wszak jego kariera jest ważniejsza niż jej.

                                                    a że teraz łatwiej wyjechać, to żona dostosowuje się wyjeżdżając - zgodnie z tą samą zasadą, że jego kariera jest ważniejsza niż jej, dlatego rzuca przyjaciół, rozgrzebane studia, pracę itd. i rusza "gdzie ty kajus, tam ja kaja".


                                                • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 16:24
                                                  ginestra napisała:

                                                  > Wszystko zależy od tego jaka ona jest i co w sobie odkryje w tym nowym doświadc
                                                  > zeniu. Oraz od tego czy Frycek będzie ją autentycznie kochał i wspierał, bo kob
                                                  > ieta, kiedy czuje się kochana, odkrywa w sobie niesamowitą siłę i energię i moż
                                                  > e wiele zrealizować.
                                                  >
                                                  Bardzo dobrze powiedziane. :)
                                                  • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 17:26
                                                    Cieszę się, że moja wypowiedź spodobała się.

                                                    Natomiast chciałam coś jeszcze napisać
                                                    (a) dla tych z Was które mówią, że w jeżycjadzie powinna być pokazana dalsza kręta droga Róży do jej samorealizacji oraz
                                                    (b) dla tych z Was, które żartobliwie mówią: "akurat, kręta droga, taaak, na pewno będzie napisane, że Róża zrobiła bez wysiłku ileś fakultetów i super sobie radzi".

                                                    Otóż, zgadzam się, że dobrze byłoby pokazać tę krętą drogę, bo ona niewątpliwie taka będzie w przypadku Róży. Inaczej studiuje się czy zdobywa kwalifikacje czy cokolwiek, jak ma się małe dziecko (dzieci), a inaczej, gdy się jest wolną, dyspozycyjną, młodą (studia w terminie itp.).

                                                    Natomiast zauważcie proszę, że w jeżycjadzie na takie bardziej szczegółowe przedstawienie dalszych losów Róży nie ma po prostu miejsca. To są książki dla nastolatek i Róża ma już swój własny tomik, którego była bohaterką w największym stopniu (Imieniny), a także znalazła się na krótkie ale intensywne chwile w świetle jupiterów przez kawałeczek Czarnej Polewki i kawałeczek Żaby.

                                                    W dalszych książkach bohaterkami będą dalej nastolatki (Magdusia, potem pewnie dorastająca Łusia albo Ania czy Nora Górskie), a Róża może liczyć co najwyżej na małą wzmiankę. I jeżeli przy okazji omawiania losów 17 letniej Łusi czy Ani pojawi się wzmianka, że Róża ma świetny zawód, super zarabia, jeździ po świecie itp., to ja nie potraktuję tego jako "musierowiczystowskie science fiction", tylko przyjmę ze zrozumieniem jako coś realistycznego.

                                                    Przyjmę jako coś realistycznego, bo wiem, że po pierwsze, krótka wzmianka o kimś nie oddaje całej złożoności spraw (np. tego, że można mieć świetny zawód, ale nie oznacza to wcale, że jest tej osobie lekko), a po drugie, takie rzeczy naprawdę zdarzają się.

                                                    Sama jestem przykładem osoby, o której można by napisać książkę i na przykład, można by pokazać mnie tak jak to było w rzeczywistości, np. jako 19-letnią dziewczynę po maturze, która zaszła w ciążę i urodziła dziecko i jest w dość ciężkiej sytuacji materialnej i życiowej i związanej z wykształceniem itp. i będzie to jedna wizja, a potem można pokazać mnie za parę lat, mającą już dwójkę dzieci (drugie urodzone na drugim roku studiów), będącą mało że magistrem, ale wręcz wykładowcą na wyższej uczelni i można by mnie pokazać spędzającą z rodziną urlop na Wyspach Kanaryjskich (co też było prawdą), a za jeszcze parę lat, na przykład teraz, można by pokazać mnie jako wprawdzie samotną mamę, ale jednocześnie osobę, która zdobyła nowy, jeszcze ciekawszy dla niej zawód, jest zaje...ście dobra w tym co robi, zarabia z roku na rok coraz lepiej, ma własną firmę i to też będzie prawdą.

                                                    I myślę, że gdyby to było w książce, a nie w życiu, to by wiele z Was zarzucało autorce "science fiction" po takich wzmiankach.

                                                    Dodam o sobie, że mam cały czas przeczucie, że za jeszcze parę lat ta "wzmianka o bohaterce" będzie jeszcze fajniejsza.

                                                    A na koniec dodam, że mimo tego, że te wszystkie wzmianki o mnie są jak najbardziej prawdziwe, to jednocześnie to, co się za nimi kryje jest o wiele większe i wcale nie jest tak, że jest czy było w moim życiu super stabilnie, i że wszystko było usłane różami, bo wciąż jest dużo problemów, trosk i niewiadomych itp. Natomiast to jest materiał na bliższe przyjrzenie się "postaci", co zrozumiałe. Gdy nie przyglądamy się z bliska wystarczy jednakże ogólna wzmianka i będzie ona prawdziwa. Tak samo w moim przypadku, jak i w przypadku Róży, za parę tomików.
                                                  • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 18:51
                                                    PS. Chciałabym jeszcze dopowiedzieć, że o ile nie przeszkadzają mi takie wzmianki o postaciach, tj. wtrącenia co u nich słychać po paru latach (bo przez parę lat wszystko może się zdarzyć i nie wiemy jak wyglądała u bohaterów droga do tego stanu, o którym jest wzmianka), tak niekiedy denerwuje mnie czytanie w jeżycjadzie o tym co robią postaci, kiedy są pokazane z bliska.

                                                    I tak, na przykład, opis tego jaka jest i jak sobie na co dzień radzi Patrycja jest dla mnie nierealistyczny.

                                                    Przykład Patrycji postrzegam jednak jako próbę pani MM pokazania innej bohaterki: właśnie nie uwiązanej z dziećmi i całym kieratem kiedy mąż jest na stypendium (albo jeśli mąż jest w kraju, to nigdy go nie ma w domu, a jak jest, to śpi), ale przykład kobiety, która jest w partnerskim związku i ma wsparcie męża, wszystko robią razem, a do tego jest śliczna, mimo upływu lat, zadbana i mąż ją uwielbia. Ten wysiłek Autorki ja doceniam.

                                                    Uważam, że idea pokazania tego typu pary jest OK, tylko chyba pani Musierowicz przesadziła z tą pasieką, hodowlą koni, czytaniem wszystkich nowości z księgarni itp.

                                                    Jeszcze o Mili Borejko - otóż, to, że Mila wyjechała do Oxfordu do Róży i Frycka to ukłon pani MM w stronę właśnie Was, czytelniczek, które nie przepadają za Milą. :)
                                                    Dlatego w ostatnich tomach nie ma Mili, bo albo jest na plantacji porzeczek albo w Oxfordzie.

                                                    Gdzieś musi być, skoro ma jej nie być. :)

                                                    I pewnie pani MM zdziwiłaby się, że taki niewinny zabieg fabularny, jakim było wysłanie Mili do Oxfordu, tak żeby jej nie było w Poznaniu akurat przez te parę dni, kiedy ma się rozgrywać akcja książki, wywołał tak żywą dyskusję o tym, że Mila jest na garnuszku Frycka albo, że Róża sobie nie radzi i jej babcia musi aż z Polski przyjeżdżać, żeby jej pomóc. Myślę, że to trzeba widzieć w ten sposób, że to miało być wysłanie gdzieś Mili, a nie studium psychiki Róży i realiów życia doktoranta w Oxfordzie.

                                                    Wydaje mi się, że pani Musierowicz musiałaby mieć szklaną kulę i zaglądać do niej przy każdym zdaniu i przewidywać czy np. wysłanie Mili do Oxfordu jest prawdopodobne, jeśli (a) Frycek jest doktorantem, (b) ma kolegów, (c) coś tam jeszcze. Nie wiem czy w takim przypadku zdołałaby napisać jakąkolwiek książkę i czy by przy okazji nie sfiksowała.

                                                    Reasumując, bardzo bym postulowała weryfikowanie w książkach pani MM przez redaktora takich rzeczy jak codzienność kogoś, kto ma dziesięć różnych farm, ale nad zdaniem o Mili w Oxfordzie przeszłabym do porządku dziennego. :)
                                                  • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 11:13
                                                    Wydaje mi się, że pani Musierowicz musiałaby mieć szklaną kulę i zaglądać do ni
                                                    > ej przy każdym zdaniu i przewidywać czy np. wysłanie Mili do Oxfordu jest prawd
                                                    > opodobne, jeśli (a) Frycek jest doktorantem, (b) ma kolegów, (c) coś tam jeszcz
                                                    > e. Nie wiem czy w takim przypadku zdołałaby napisać jakąkolwiek książkę i czy b
                                                    > y przy okazji nie sfiksowała.
                                                    >
                                                    > Reasumując, bardzo bym postulowała weryfikowanie w książkach pani MM przez reda
                                                    > ktora takich rzeczy jak codzienność kogoś, kto ma dziesięć różnych farm, ale na
                                                    > d zdaniem o Mili w Oxfordzie przeszłabym do porządku dziennego. :)

                                                    Widzisz, bo forum żywi się głównie czepianiem się takich drobiazgów, inaczej już dawno byśmy padli :) A każdy wyłuskuje taki drobiazg, jaki dla niego jest najbardziej interesujący. Ja na przykład czytając o gospodarstwie Pulpy czuję, że coś nie gra i za dobrze im to wszystko idzie, ale nie mam wewnętrznej potrzeby zagłębiania się w ten temat. Nie potrafiłabym przeanalizować o ile mniej krzewów porzeczek powinni mieć, żeby to im się udawało obrobić, albo jakie zwierzątka mogliby hodować zamiast koni, żeby to miało ręce i nogi z organizacyjnego i ekonomicznego punktu widzenia. I choć wpadka jest tu zdecydowanie sporych rozmiarów, łykam ją dość łatwo. Natomiast gdy MM opisuje coś bliższego moim doświadczeniom, jak na przykład karierę naukową Fryca na wyspach, to od razu odnoszę to do swojej wiedzy i intuicji i zaczynam rozstrząsać z zapałem godnym - przyznaję - lepszej sprawy.
                                                  • taka_prawda500 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.09.12, 16:49
                                                    ginestra napisała:
                                                    > Uważam, że idea pokazania tego typu pary jest OK, tylko chyba pani Musierowicz
                                                    > przesadziła z tą pasieką, hodowlą koni, czytaniem wszystkich nowości z księgarn
                                                    > i itp.

                                                    Hodowla koni,pasieka i nie stać ich na katalpę za 30 zł?;)
                                                  • bupu Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.09.12, 16:59
                                                    taka_prawda500 napisała:

                                                    > Hodowla koni,pasieka i nie stać ich na katalpę za 30 zł?;)

                                                    I jeszcze plantacja porzeczek, przypominam.
                                                • dakota77 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 00:16
                                                  Nie jestem przekonana, czy osoba, ktora wyjezdza do Anglii ze znajomoscia angielskiego na takim poziomie, jaki sie wynosi z polskiej szkoly, osoba, ktora sama sie nie doksztalca, nie czyta po angielski, nie oglada w tym jezylku duzo TV, nie podrozuje duzo, wroci do Polski ze znajomoscia tego jezyka na wysokim poziomie. Przypomina mi sie poznana kiedys dziewczyna, ktora wyjechala do UK prawie nie mowiac po angielsku. MIeszkala tam lata, tam skonczyla studia, pracowala. Jej angielski? Swobodny, bez kompleksow. Gramatycznie- absolutny dramat.

                                                  Co do doksztalcania sie Pyzy, ja tego nie widze. Ta dziewczyna nie ma absolutnie zadnych ambicji.

                                                  Co do przykladu twojej kolezanki... Owszem, jak sie ma bardzo zamoznego meza, to mozna nie miec wyksztalcenia, stalej pracy, tylko zajmowac sie ozdabianiem domu i gotowaniem ladnych potraw:). Pewnie sporo kobiet by tak chcialo. Inna rzecz, ze znam hstorie kobiet, ktore mialy takie wygodne zycie, po czym maz znajdowal inna, a one zostawaly same- niemlode, bez wyksztalcenia, doswiadczenia zawodowego. Roznie bywa. Wyksztalcenie nie jest jedyna zyciowa opcja, ale kobieta powinna byc niezalezna.
                                                  • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 10:15
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Co do doksztalcania sie Pyzy, ja tego nie widze. Ta dziewczyna nie ma absolutni
                                                    > e zadnych ambicji.

                                                    No właśnie, tu nie wiemy i jedynie może pomóc książka (znalezienie "dowodów" na tak lub na nie, jeśli chodzi o ambicje i możliwości intelektualne Róży). Nie upieram się, że Róża dokształci się itp., tylko mam taką nadzieję i uważam, że jest to możliwe. Dziewczyna jest inteligentna, widzimy ją w tym Oxfordzie w dobrym momencie życia, kiedy jest kochana i cieszy się dzieckiem i cieszy życiem ogólnie. Może to ją jakoś natchnie do wykorzystania tej szansy, jaką daje pobyt w Anglii. Ja mimo wszystko wierzę w jej zasoby (te lata cytatów łacińskich i opowieści dziadka na pewno wyćwiczyły jej pamięć i umysł itp.).

                                                    >
                                                    > Co do przykladu twojej kolezanki... Owszem, jak sie ma bardzo zamoznego meza, t
                                                    > o mozna nie miec wyksztalcenia, stalej pracy, tylko zajmowac sie ozdabianiem do
                                                    > mu i gotowaniem ladnych potraw:). Pewnie sporo kobiet by tak chcialo. Inna rzec
                                                    > z, ze znam hstorie kobiet, ktore mialy takie wygodne zycie, po czym maz znajdow
                                                    > al inna, a one zostawaly same- niemlode, bez wyksztalcenia, doswiadczenia zawod
                                                    > owego. Roznie bywa. Wyksztalcenie nie jest jedyna zyciowa opcja, ale kobieta po
                                                    > winna byc niezalezna.

                                                    Dakoto, ja też tak uważam, że warto być niezależną i wiem, że są sytuacje takie, jak opisałaś (mąż zostawia dla innej kobiety niepracującą całe życie żonę, niemłodą i będącą całe życie trochę pod kloszem) i to na pewno są straszne dramaty. Mąż może też nie tylko zostawić, ale umrzeć, zachorować itp. Dobrze, jeśli żona będzie w stanie jakoś zaradzić sytuacji i znaleźć oparcie w sobie samej, swoich umiejętnościach itp.

                                                    O tej mojej koleżance konkretnie, to to był po prostu przykład na to, że można nie chcieć w ogóle wykorzystywać atutów typu wykształcenie, nie chcieć robić kariery itp. Akurat ona jest w tej szczęśliwej sytuacji, że ma skończone studia i dobre inne umiejętności (język obcy), to pewnie poradziłaby sobie, jednakże na pewno są kobiety, które całe swoje życie złożyły na dobrze zarabiającego męża i to jest ryzykowne, bo różnie może być w życiu.

                                                    Jeszcze apropos tej mojej koleżanki tu wspomnianej, to dla mnie fascynujące jest dowiadywanie się o tym jak teraz przebiega jej życie w takim kontekście, że znam ją z młodości i widzę na jej przykładzie siłę takich podświadomych wzorców wyniesionych z dzieciństwa. Myślę, że szukała podświadomie mężczyzny takiego jak ojciec (i znalazła, choć kiedy pobrali się, to oboje byli studentami i nie było pewne, że będzie dobrze zarabiał itp.). Jednakże jej podświadomość to wiedziała. Ojciec tej mojej koleżanki był dyplomatą i właśnie dlatego spędziła ona pół życia za granicą, a jej mama nie pracowała i dbała o dom, estetykę itp. oraz o córkę jedynaczkę. Teraz ona sama dokładnie robi to samo co mama i ma podobnego męża co tata i też jedyne dziecko. To jest zupełnie tak na marginesie, ale pokazuje to raz jeszcze jak bardzo silne są właśnie te podświadome wzorce. Akurat ten przykład jest czytelny. No i jest to przykład pozytywny, bo małżeństwo i tych rodziców było trwałe, a więc oby małżeństwo tego drugiego pokolenia też było (na takie wygląda przynajmniej).
                                                    To taka dygresja, zupełnie obok tematu.
                                        • soova Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 21.07.11, 16:22
                                          moze tez doszli do wniosku ze opiekunka ich wiecej zakosztuje niz Róża zarobi?...

                                          I jakby naprzeciw temu wyszła dziś gazeta.pl, gdzie jest taki oto artykuł: gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,9972784,Matka_Polka_na_zasilku_w_Wielkiej_Brytanii.html
                        • rannie.kirsted Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 09.07.11, 21:41
                          oj nessie, przeczytaj żabe dokladnie. wiem ze to przykra lektura, ale najwidoczniej umknelo ci pare rzeczy! otoz dzieciowiny radza sobie lepiej z zarabianiem niz rodzice. zaba w wieku lat 15 udziela korepetycji z angielskiego (parce milych zerowkowiczow:D) a wolfi to po prostu multitalent - zmywa graffitti z budynkow, projektuje zmywalne tatuaze i grywa na keybordzie w klubach wieczorami:D
                          • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 18:54
                            rannie.kirsted napisała:

                            > oj nessie, przeczytaj żabe dokladnie. wiem ze to przykra lektura, ale najwidocz
                            > niej umknelo ci pare rzeczy! otoz dzieciowiny radza sobie lepiej z zarabianiem
                            > niz rodzice. zaba w wieku lat 15 udziela korepetycji z angielskiego (parce mily
                            > ch zerowkowiczow:D) a wolfi to po prostu multitalent - zmywa graffitti z budynk
                            > ow, projektuje zmywalne tatuaze i grywa na keybordzie w klubach wieczorami:D

                            I? Z tych korepetycji udzielanych przez 15-latkę zerówkowiczom dziewczynka ma utrzymać bezrobotną matkę bawiącą się w Oxfordzie?

                            Sorry
                    • staua PS 07.07.11, 21:59
                      Nie upieram sie, ze jest latwo. Ale to jest mozliwe.
                      • ding_yun Re: PS 08.07.11, 06:45
                        Wszystko zalezy od tego, na jakim sie jest doktoracie i na jakiej uczelni. Sa doktoraty dobrze platne, sa doktoraty srednio platne i sa takie, za ktore samemu trzeba zaplacic. Oprocz tego uczelnie brytyjskie oczywiscie oferuja pomoc finansowa w postaci stypendiow etc, ale wbrew pozorom nie szastaja kasa zbyt hojnie. Dziedzina Frycka wcale niekoniecznie jest ta najlepiej platna, chyba ze w ramach swojej astronomii robi cos na przyklad zwiazanego z informatyka, a nie czysto teoretycznego - wtedy jest szansa, ze dostaje jakas bardziej zyciowa sume pieniedzy, choc nadal kokosow raczej nie ma szans zbijac. No i wezmy pod uwage, ze na te najlepiej platne doktoraty jest sporo chetnych, a Frycek, mimo ze zdolny i po praktykach w NASA musialby startowac w konkurencji z absolwentami najlepszych brytyjskich uczelni, rowniez - jak przypuszczam - po podobnych stypendiach, praktykach, a za to z lepszym pewnie otrzaskaniem w jezyku i brytyjskich realiach. Krotko mowiac, jak na Oxfordzkie warunki, Fryc bylby raczej jednym z wielu, a nie brylantem w kaszance. Ogolnie - mozliwe, ale mocno naciagane.
                        • retro-story Re: PS 08.07.11, 10:44
                          Myślałam, że ustaliliśmy już, że Fryc dorabia jako mleczarz/śmieciarz (w Oksfordzie nikt inny nie byłby w pracy o szóstej rano, bo tu większość sklepów i kawiarni otwiera sie ok. 9, no najwcześniej o 8).
                          • ding_yun Re: PS 08.07.11, 12:55
                            Frycek sprzedaje kebab u Hasana hyhy.
                          • staua Re: PS 08.07.11, 15:50
                            Doktorant bylby w pracy... Przynajmniej w mojej dzialce.
                    • rannie.kirsted Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 09.07.11, 21:38
                      Mila pracowala takze chyba przez wiele lat jako korektorka w roznych wydawnictwach. plynna znajomosc francuskiego, rosyjskiego i laciny:D
        • meduza7 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 19:14
          > W starej Jeżycjadzie też są tak naprawdę sytuacje nieprawdopodobne. Cała intryg
          > a z Franciszką Wyrobek do takowych należy. Tylko podane są one z takim wdzięki
          > em i humorem, że nikt się nie zastanawia nad możliwością ich zaistnienia w życi
          > u.

          Dokładnie, o ten wdzięk chodzi. To samo zjawisko mamy u Chmielewskiej: u "starej Chmielewskiej" też absurd goni absurd, ale mamy tam taki wdzięk, humor i brawurę, że człowiek nawet się nie zastanawia, tylko łyka. "Nowa Chmielewska" tego wdzięku nie ma, więc wszystkie babole walą czytelnika po oczach.
      • ananke666 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 22.10.11, 11:32
        ajakajadwa napisała:

        > Mało prawdopodobny jest wątek powodzenia Patrycji. Pomimo ogromnego atutu, jaki
        > są jej zdrowe, piękne zęby Pulpa jest delikatnie mówiąc okrągła. Mało prawdopo
        > dobne, aby rzesza nastolatków wzdychała smętnie do dziewczęcia z nadwagą. Nawet
        > z uzębieniem na pokaz. W życiu bywa niestety inaczej.

        Wierzę święcie w powodzenie Patrycji, bo największe powodzenie ze znanych mi osób miała osoba krągła. Widziałam, jak w jej obecności faceci ignorowali dziewczyny i ładniejsze, i szczuplejsze. I to niezależnie od jej stroju, jednakowo działało w kostiumie kąpielowym i w workowatym płaszczu.
        • ding_yun Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.11.11, 09:55
          > Wierzę święcie w powodzenie Patrycji, bo największe powodzenie ze znanych mi os
          > ób miała osoba krągła. Widziałam, jak w jej obecności faceci ignorowali dziewcz
          > yny i ładniejsze, i szczuplejsze. I to niezależnie od jej stroju, jednakowo dzi
          > ałało w kostiumie kąpielowym i w workowatym płaszczu.

          Że też mnie nie było dane czegoś takiego doświadczyć. Wszyscy faceci jakich znam kochają dziewczyny szczupłe, najepiej do tego jeszcze filigranowe. Więcej: twarz jest sprawą drugorzędną. Jeśli dziewczyna ma ładną figurę to może mieć zupełnie nijaką twarz. Odwrotnie to w ogóle nie działa - kobiety powyżej pewnej normy są kompletnie przezroczyste dla mężczyzn. Nigdy nie spotkałam się z żadnym odstępstwem od tej reguły, nie poznałam krągłej kobiety, która miałaby prawdziwe powodzenia. Szkoda :((
          • slotna Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 02.09.12, 15:59
            > Że też mnie nie było dane czegoś takiego doświadczyć. Wszyscy faceci jakich zna
            > m kochają dziewczyny szczupłe, najepiej do tego jeszcze filigranowe. Więcej: tw
            > arz jest sprawą drugorzędną. Jeśli dziewczyna ma ładną figurę to może mieć zupe
            > łnie nijaką twarz. Odwrotnie to w ogóle nie działa - kobiety powyżej pewnej nor
            > my są kompletnie przezroczyste dla mężczyzn. Nigdy nie spotkałam się z żadnym o
            > dstępstwem od tej reguły, nie poznałam krągłej kobiety, która miałaby prawdziwe
            > powodzenia. Szkoda :((

            Niesamowite, ja znam sporo takich dziewczyn. Znam tez swietnych facetow zwiazanych z grubymi kobietami. No i sama nie jestem najszczuplejsza, a powodzenie mam z roku na rok wieksze - im wiecej komplementow slysze, tym bardziej jestem z siebie zadowolona, emanuje radoscia zycia i... tym wiecej komplementow slysze ;))
      • buka_z_muminkow Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 31.08.12, 19:31
        A ja znam taką okrągłą, a bardzo atrakcyjną dziewczynę. W sumie to znam dwie, w tym jedna podobna do Pulpy, tylko ma proste, brązowe włosy. Niezależnieod tego, w co się ubiorą, jak się uczeszą czy umalują, zwracają na siebie uwagę płci przeciwnej. Mają dużo tego czegoś, co się nazywa urokiem osobistym i seksapilem. Dlatego okrągła Pulpa i rzesze wielbicieli to dla mnie nic dziwnego.
        • kopiec_esmeralda Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 31.08.12, 20:10
          Dziewczyny, co Wy? Serio? Gruba, chuda... przecież nie w tym rzecz. Faceci naprawdę nie latają z linijką, jeśli już o nich mowa. I chuda, i gruba i średnia znajdzie swojego amatora, to nie kwestia kilku/nastu kg lub cm. Chyba jesteście bardzo młodziutkie (zazdroszczę! :) ) i wydaje Wam się, ze to takie kluczowe, czy ma się ciałka trochę więcej, czy przeciwnie. Akurat w tym możecie uwierzyć MM: gruba Pyza, chuda Ida - obie mają powodzenie. Bo to nie jest kwestia gabarytów przecież.
          A co do nieprawdopodobnych sytuacji, to mrowie, a mrowie ich, ale nie chcę dublować, a nie mam czasu studiować wątku. Tylko dlaczego w pierwszych tomach jadło się je łyżkami z radością, a w ostatnich drażnią i powodują zgagę?
          • zla.m Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 31.08.12, 21:36
            kopiec_esmeralda napisał(a):

            > Dziewczyny, co Wy? Serio? Gruba, chuda... przecież nie w tym rzecz. Faceci nap
            > rawdę nie latają z linijką, jeśli już o nich mowa. I chuda, i gruba i średnia z
            > najdzie swojego amatora, to nie kwestia kilku/nastu kg lub cm. Chyba jesteście
            > bardzo młodziutkie (zazdroszczę! :) ) i wydaje Wam się, ze to takie kluczowe, c
            > zy ma się ciałka trochę więcej, czy przeciwnie.

            My (zła.m) nie jesteśmy takie młodziutkie (chlip). Ale - Róża w epoce licznych absztyfikantów właśnie była. Oni też. A to jest czas, kiedy jest się naprawdę restrykcyjnym w ocenie i (wbrew szumnym deklaracjom) oczekuje się od rówieśników przystawania do obowiązującej "sztancy". Dotyczy to słuchanej muzyki, poglądów, strojów, zachowań cool i obciachowych, a także wyglądu. Jako właścicielka nadmiarowych kilogramów borykałam się z tym nieprzystawaniem do wzorca przez całe liceum, po czym nagle na studiach - cud - okazało się, że jestem ładna i interesująca. Dotyczył ten cud nie tylko mnie, ale wielu koleżanek z "defektami" urody, które je dyskwalifikowały w LO - bo panowie przestali się oglądać na to, co powiedzą koledzy, a zaczęli okazywać zainteresowanie tym babeczkom, które im się naprawdę podobały.
            • kopiec_esmeralda Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 01.09.12, 06:57
              Hm, jakoś nie doczytałam, że to chodzi o nastoletnią Różę, tylko przyjęłam, że realne dziewczyny martwią się o siebie :) Ale tez nie do końca się zgodzę, poza jakimiś zupełnymi skrajnościami, waga aż tak nie była analizowana przez pleć przeciwną.
              Byłam zawsze chuda, przyjaźniłam się z koleżanką niską, a grubą - jakoś obie nie narzekałyśmy, choć fakt, nie chłopcy stanowili wówczas najgłówniejszą treść życia, ale byli ważni też w owym. Jak teraz patrzę na to z perspektywy, wyglądałyśmy jak Pat i Patachon. W książce byłoby to zdecydowanym przegięciem, a w życiu nie zwracało zbytniej uwagi.
              Ogólnie tak, masz rację, większość nastolatków dąży do sztancy. Myślę, ze teraz bardziej, niż przed laty.
          • buka_z_muminkow Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 01.09.12, 14:46
            Hej, ale ja tylko odpowiadam na posta ajakajadwa, która wątpi w powodzenie Pulpy, bo Pulpa jest krągłej budowy :)

            Przez x lat życia zdążyłam się nauczyć, że to nie o to chodzi i nie figura ejst tu kluczem:) Chociaż przyznam, że jak byłam w wieku Pyzy, to niestety rozmiar sylwetki był jednym z moich największych kompleksów i spędzało mi sen z powiek, jeśli na wadze pojawiło się o pół kilo więcej. No ale to taki głupi wiek.

            Chociaż z drugiej strony - mam w pracy kolegę, lat 25, który mierzy dziewczyny rozmiarem sylwetki. W sensie ta jest fajna, bo jest chuda, a z tą nawet nie porozmawiam i pogardzam nią, bo ma dużą pupę... Dla mnie to 15-to latek uwieziony w starszym ciele ;P
    • ananke666 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 20:52
      To, że Mila w stosunku do swojej przybranej matki okazała się takim potworem, który wziął mieszkanko, po czym celnym kopem pozbył się opiekunki z życia.
      • verdana Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 21:00
        Otóż to - powieść to nie literatura faktu, ma prawo obfitować w sytuacje zabawne, acz nieprawdopodobne. Inaczej mielibyśmy relację z jedzenia posilków i chodzenia do pracy, przetykane barwnym opisem zakupu szynki.
        Ale nieprawdopodobieństwo wydarzeń jest OK, natomiast niespójność psychologiczna postaci - juz nie. Dzielni Borejkowie, zabierający duże mieszkanie przybranej matce i nie utrzymujący z nią więcej kontaktów - to nawet nie jest zgrzyt, to niszczy całkowicie wymowę książki.
        • the_dzidka Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 07.07.11, 22:19
          No tak, ale tu wiadomo - hipokryf i te sprawy :)

          (dostałaś maila?)
          • verdana Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 14:25
            A pewnie, ze dostałam!
            • pi.asia imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 08.07.11, 20:13
              Nie chodzi mi o zmywarkę, tylko o wyjazd do drewnianego domku w lesie, domku kolegi który pożyczył domek Grzegorzowi, aby ten mógł zawieźć tam żonę w jej imieniny i spędzić z nią cudowny dzień.
              Pamiętacie?
              Na kominku, za żelazną osłoną, płonął wesoły ogień (...) Gabrysia zauważyła stół, starannie nakryty na dwie osoby (...) mały torcik czekoladowy, i ciasteczka w kilku rodzajach, i pucharek z bitą śmietaną. Była także butelka szampana w kubełku z lodem (...) sandacz, kartofelki i sałata

              No i teraz niech mi ktoś wyjaśni KTO to wszystko przygotował i KIEDY? Czyżby tenże kolega bladym świtem odwiedził swój domek, nakrył stół, napalił w kominku, obrał ziemniaki, usmażył sandacza, zrobił sałatę?
              Mogę zaakceptować te obrane ziemniaki, przygotowany obiad i nakryty stół. Trudniej mi uwierzyć, że właściciel drewnianego domku rozpala ogień na kominku i wychodzi. A już ten pucharek z bitą śmietaną i szampan w kubełku z lodem przekracza moją wyobraźnię.
              Chyba że ów kolega umówił się z Grzegorzem dokładnie co do godziny przyjazdu i szykował wszystko na ostatnią chwilę, co chwilę wyglądając przez okno i sprawdzając sms-y w komórce.
              W zamian Grzegorz miał mu oczyścić twardy dysk z wirusa, podzielić go na partycje i ponownie zainstalować system. Czy naprawdę sporo drań zażądał?
              • slotna Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 08.07.11, 22:02
                Grzes sie rozmnozyl i przygotowal to w czasie, kiedy walczyl z maluchem. Wzglednie skonstruowal robota, ktory ubil smietane trzepaczka sprytnie schowana w jednym z odnozy. A to byla jego inspiracja.
                • nessie-jp Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 09.07.11, 16:42
                  E, nie, to Bernard wszystko ubił, ozdobił i przygotował. A potem stwierdził artystycznie, że też by zjadł, więc się zaprosił z powrotem, artysta głodny.
              • ananke666 Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 09.07.11, 21:21
                > W zamian Grzegorz miał mu oczyścić twardy dysk z wirusa, podzielić go na partyc
                > je i ponownie zainstalować system. Czy naprawdę sporo drań zażądał
                > ]?

                Zważywszy, że lwia część tych rzeczy odbywa się sama, zażądał niewiele. No chyba, że wpisanie ciągu znaków i wciskanie "dalej" to taka straszna praca.
              • ako17 Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 26.03.24, 12:14
                pi.asia napisała:

                > Nie chodzi mi o zmywarkę, tylko o wyjazd do drewnianego domku w lesie, domku ko
                > legi który pożyczył domek Grzegorzowi, aby ten mógł zawieźć tam żonę w jej imie
                > niny i spędzić z nią cudowny dzień.
                > Pamiętacie?
                > Na kominku, za żelazną osłoną, płonął wesoły ogień (...) Gabrysia zauważyła
                > stół, starannie nakryty na dwie osoby (...) mały torcik czekoladowy, i ciastecz
                > ka w kilku rodzajach, i pucharek z bitą śmietaną. Była także butelka szampana w
                > kubełku z lodem (...) sandacz, kartofelki i sałata

                >
                > No i teraz niech mi ktoś wyjaśni KTO to wszystko przygotował i KIEDY? Czyżby te
                > nże kolega bladym świtem odwiedził swój domek, nakrył stół, napalił w kominku,
                > obrał ziemniaki, usmażył sandacza, zrobił sałatę?
                > Mogę zaakceptować te obrane ziemniaki, przygotowany obiad i nakryty stół. Trudn
                > iej mi uwierzyć, że właściciel drewnianego domku rozpala ogień na kominku i wyc
                > hodzi. A już ten pucharek z bitą śmietaną i szampan w kubełku z lodem przekracz
                > a moją wyobraźnię.
                > Chyba że ów kolega umówił się z Grzegorzem dokładnie co do godziny przyjazdu i
                > szykował wszystko na ostatnią chwilę, co chwilę wyglądając przez okno i sprawdz
                > ając sms-y w komórce.
                > W zamian Grzegorz miał mu oczyścić twardy dysk z wirusa, podzielić go na partyc
                > je i ponownie zainstalować system. Czy naprawdę sporo drań zażądał
                > ]?

                To wątek bardzo już archiwalny, ale zdecydowanie zasługuje na odkopanie.
                Pominąwszy Bernarda na tej randce, chciałabym rzetelnie zastanowić się nad całym tym procesem przygotowawczym.
                Przypuszczam, że Grzegorz wręczył gospodarzowi chatki pieniądze na artykuły spożywcze... A może nie? Czyżby ta robota, która pewnie zajęła Grzegorzowi ze 2 godziny maks, warta była również zakupu torcika, szampana, sandacza, bitej śmietany, o ciasteczkach, ziemniakach i sałacie nie wspominając?
                Zaiste, sporo drań zażądał... bardzo nieładne słowa w ustach Grzegorza, tak w ogóle.

                No bo spójrzmy. Do zadań właściciela należało: zrobienie zakupów (chyba, że zrobił je Grzegorz i mu wręczył), przywiezienie ich do chaty, posprzątanie domku, napalenie w kominku, przygotowanie posiłku (w tym zapewnienie lodu do kubełka), ze szczególnym uwzględnieniem bicia śmietany na ostatnią chwilę.
                I zostawienie tego wszystkiego na stole, włącznie z ogniem na kominku - przecież Grzegorz mógł się spóźnić, co zresztą się zdarzyło, bo im maluch odmówił posłuszeństwa. Mógł, z jakiegokolwiek powodu, nie dojechać do domku.
                Czyli, aby bita śmietana na stole i kominek były w stanie nadającym się do użytku, naprawdę akcja wymagała solidnej synchronizacji.

                Doprawdy, dziwna transakcja. Jeszcze gdyby Grzybowie mieli tam przenocować, delektując się winem przy kominku, to miałoby jakiś sens. Ale jechać na 2 godziny do chatki, przedzierając się przez jakieś zamarznięte, nieodśnieżone drogi, aby zjeść obiad, posprzątać po nim i zaraz wracać do domu, aby dać zupę Ignasiowi?
                • pi.asia Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 03.04.24, 21:40
                  ako17 napisała:

                  > No bo spójrzmy. Do zadań właściciela należało: zrobienie zakupów (chyba, że zro
                  > bił je Grzegorz i mu wręczył), przywiezienie ich do chaty, posprzątanie domku,
                  > napalenie w kominku, przygotowanie posiłku (w tym zapewnienie lodu do kubełka),
                  > ze szczególnym uwzględnieniem bicia śmietany na ostatnią chwilę.
                  > I zostawienie tego wszystkiego na stole, włącznie z ogniem na kominku - przecie
                  > ż Grzegorz mógł się spóźnić, co zresztą się zdarzyło, bo im maluch odmówił posł
                  > uszeństwa. Mógł, z jakiegokolwiek powodu, nie dojechać do domku.
                  > Czyli, aby bita śmietana na stole i kominek były w stanie nadającym się do użyt
                  > ku, naprawdę akcja wymagała solidnej synchronizacji.

                  Zrobić zakupy i obrać ziemniaki, tudzież przygotować sałatę można wcześniej. Nawet śmietanę można ubić z jakimś śmietan-fixem, dzięki któremu zachowa reprezentacyjny wygląd przez dłuższy czas.
                  Ale smażona ryba? Gotowane ziemniaczki? Pół godziny po wyłożeniu na talerze danie jest zimne i niezbyt apetyczne.
                  Ta scena miałaby sens, gdyby na gości czekało jakieś inne danie, np. bogracz, chilli con carne czy super bigos. Stół nakryty, a żarcie jescze w garnku, gotowe do podgrzania. A pucharki ze śmietaną w lodówce.

                  Miałaby także sens, gdyby w kominku było ułożone w stosik drewno, gotowe do podpalenia, a nie żywy ogień (i co z tego, że za żelazną kratką?)
                  Nie jestem w stanie wyobrazić sobie żadnego posiadacza drewnianego domku, który rozpala ogień na kominku i zostawia go bez dozoru na kilka godzin.. Chyba że jest to kominek z szybą.
                  • ako17 Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 03.04.24, 22:29
                    pi.asia napisała:


                    > Zrobić zakupy i obrać ziemniaki, tudzież przygotować sałatę można wcześniej.

                    Oczywiście. Dlatego chyba Grzegorz natychmiast po przyjechaniu do domku wziął się za gotowanie i smażenie tego, co było przygotowane wcześniej.
                    Na
                    > wet śmietanę można ubić z jakimś śmietan-fixem, dzięki któremu zachowa reprezen
                    > tacyjny wygląd przez dłuższy czas.
                    Jaki czas? To czekało gotowe na stole...


                    > Ta scena miałaby sens, gdyby na gości czekało jakieś inne danie, np. bogracz, c
                    > hilli con carne czy super bigos.
                    niekoniecznie, jeśli sandacz z ziemniakami był tylko przygotowany do ugotowania i usmażenia

                    > pucharki ze śmietaną w lodówce.

                    Gabrysia zauważyła czerwony obrus i serwetki z serduszkami i dwie czerwone świece w lichtarzykach; i mały torcik czekoladowy, i ciasteczka w kilku rodzajach, i pucharek z bitą śmietaną.

                    bita śmietana stała na stole. Chyba że w domku była lodówka ze szklanym frontem i pucharek z bitą śmietaną był w tejże przeszklonej lodówce. W co wątpię :D. Z opisu raczej wynika, że bita śmietana w pucharku stała na stole.
                    >
                    > Miałaby także sens, gdyby w kominku było ułożone w stosik drewno, gotowe do pod
                    > palenia, a nie żywy ogień (i co z tego, że za żelazną kratką?)
                    > Nie jestem w stanie wyobrazić sobie żadnego posiadacza drewnianego domku, który
                    > rozpala ogień na kominku i zostawia go bez dozoru na kilka godzin.. Chyba że
                    > jest to kominek z szybą.

                    Właściciel (drań, co SPORO sobie policzył - no chyba że wliczymy w całość wyprawy koszty psychiczne Grzegorza, spowodowane obecnością Bernarda - ale w żadnym wypadku właściciel domku nie mógł brać tego pod uwagę, zawierając tę transakcję) naprawdę dużo pracy fizyczno-manualnej wykonał na tę okoliczność. Oraz poniósł ryzyko spalenia domku.
                    Grzegorz coś mu tam popykał, siedząc na d..ie i wciskając jakiś klawisz co kilkadziesiąt sekund.
                    Serio, sporo drań zażądał?. Do tego stopnia Borejko przysposobiony uważa za oczywiste udostępnianie mu lokum, przygotowanie posiłku, sprzątanie, drewna noszenie, że zrobienie podstawowej roboty informatycznej przez 1-2 h jest dla niego zbyt duże wobec wszystkiego powyżej?

                    Czy to było powiedziane na poczet Bernarda, żeby się "poczuł"?
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 04.04.24, 01:05
                      ako17 napisała:

                      > (...)
                      >
                      > Właściciel (drań, co SPORO sobie policzył - no chyba że wliczymy w całość wypra
                      > wy koszty psychiczne Grzegorza, spowodowane obecnością Bernarda - ale w żadnym
                      > wypadku właściciel domku nie mógł brać tego pod uwagę, zawierając tę transakcję
                      > ) naprawdę dużo pracy fizyczno-manualnej wykonał na tę okoliczność. Oraz poniós
                      > ł ryzyko spalenia domku.
                      > Grzegorz coś mu tam popykał, siedząc na d..ie i wciskając jakiś klawisz co kilk
                      > adziesiąt sekund.
                      > Serio, sporo drań zażądał?. Do tego stopnia Borejko przysposobiony uważa
                      > za oczywiste udostępnianie mu lokum, przygotowanie posiłku, sprzątanie, drewna
                      > noszenie, że zrobienie podstawowej roboty informatycznej przez 1-2 h jest dla
                      > niego zbyt duże wobec wszystkiego powyżej?
                      >
                      > Czy to było powiedziane na poczet Bernarda, żeby się "poczuł"?
                      >
                      >
                      >

                      No ba, Grzegorz Borejko z domu Stryba, w domu podnóżek, poza domem udzielny lord. Odbija sobie biedulek
                    • pi.asia Re: imieniny Gabrieli - prezent od Grzegorza 05.04.24, 20:45
                      ako17 napisała:

                      > pi.asia napisała:
                      >
                      >
                      > > Zrobić zakupy i obrać ziemniaki, tudzież przygotować sałatę można wcześni
                      > ej.
                      >
                      > Oczywiście. Dlatego chyba Grzegorz natychmiast po przyjechaniu do domku wziął s
                      > ię za gotowanie i smażenie tego, co było przygotowane wcześniej.

                      Kompletnie mi to umknęło. Zafiksowałam się na tym, że cały obiad stał gotowy na stole.

                      > Nawet śmietanę można ubić z jakimś śmietan-fixem, dzięki któremu zachowa re
                      > prezentacyjny wygląd przez dłuższy czas.
                      > Jaki czas? To czekało gotowe na stole...

                      WIEM, że bita śmietana stała gotowa na stole. Pisałam, że akurat tę śmietanę dało się przygotować wcześniej, właśnie ubijając ją ze śmietan-fixem.

                      > > Ta scena miałaby sens, gdyby na gości czekało jakieś inne danie, np. bogracz, chilli con carne czy super bigos.
                      > niekoniecznie, jeśli sandacz z ziemniakami był tylko przygotowany do ugotowania i usmażenia

                      Czyli Grzegorzostwo, miast oddawać się upojnym (w założeniu) chwilom, musieli brać się za gotowanie i smażenie. Uhmmm, co za romantyzm, panierowanie ryby to sama rozkosz dla kucharza, dodatkowe trzy talerze do mycia.
                      >
                      > > pucharki ze śmietaną w lodówce.


                      > Gabrysia zauważyła czerwony obrus i serwetki z serduszkami i dwie czerwone świe
                      > ce w lichtarzykach; i mały torcik czekoladowy, i ciasteczka w kilku rodzajach,
                      > i pucharek z bitą śmietaną.
                      >
                      > bita śmietana stała na stole. Chyba że w domku była lodówka ze szklanym frontem
                      > i pucharek z bitą śmietaną był w tejże przeszklonej lodówce. W co wątpię :D. Z
                      > opisu raczej wynika, że bita śmietana w pucharku stała na stole.

                      Znów - WIEM, że śmietana stała na stole. Pisałam, że śmietanę przygotowaną godzinę czy dwie wcześniej, MOŻNA było schować do lodówki, a nie trzymac w cieple na stole.

        • soova Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 08.07.11, 14:52
          Tak sobie myślę, jak to jest: napisać cykl powieściowy, w którym pani Trak wspomniana jest raz, ale za to bardzo niekorzystnie, następnie dopisać wspomniany hipogryf (Like it! :)), w którym robi się z niej przybraną matkę głównej bohaterki, a potem chodzić po świecie, bywać na spotkaniach autorskich, gdzie przecież uczestniczek przed wejściem nie skanuje się pod kątem musieryczności, więc trzeba się (a przynajmniej powinno) liczyć z jakimiś pytaniami w tej sprawie. O złośliwych forach wyszydzających każde zdanie nie wspomnę. Ucieczka w wyparcie (bo w wyobraźni wszystko jest możliwe) wydaje mi się tu naprawdę jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Bo jak inaczej jako pisarz żyć z przeświadczeniem, że się jednak coś takiego wypuściło?
        • rannie.kirsted Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 09.07.11, 21:44
          no, to akurat autorka probuje jakos wyjasnic w kalamburce. wiadomo ze gizela niezbyt przepada za ignacem i wzajemnie. kontakty sa wlasciwie wylacznie miedzy milą a gizela. gdy gizela jeszcze mieszka w poznaniu, mozemy sobie dopowiedziec, ze to mila odwiedza ją, a nie odwrotnie, coby nie natknac sie na ignaca. a po przeprowadzce do miroslawia - listy.
          • pi.asia do Rannie Kirsted 09.07.11, 22:24
            zafascynował mnie Twój nick!
            oczywiście Kirsted de domo a primo voto Baxter
            pani Williamowa Sylvanusowa Baxter?

            brzucha na ulicy nie wystawiasz? ;)
            • the_dzidka Re: do Rannie Kirsted 10.07.11, 00:18
              Wystawia, a jakże, ale tylko łażąc za panną Pratt :-)
              Swoją drogą, rzeczywiście nikt dotąd nie zauważył tego babola z rozpalonym ogniem na kominku zostawionym w drewnianym domku :D oraz przygotowanym w całości obiadem przez niewiadomo kogo, chyba przez skrzaty z Hogwartu :)
              • yowah76 Re: do Rannie Kirsted 10.07.11, 01:11
                A ja kiedys widzialam caly jeden odcinek "Mody na sukces". I tam facet z baba lecieli balonem nad pustynia. Balonem, jak wiadomo, steruje sie swietnie wrecz. Po czem balon opadl i w miejscu opadu czekaly - posrodku tej pustyni - dwa osiodlane konie. Wsiedli i pojechali, przy czym pani jechala pierwsza. I trafili na namiot, nieprawdaz, tez z ogniskiem i jedzeniem na stole, a wszystko w celu, zeby sie pan pani oswiadczyl. No to jak w telewizji takie rzeczy pokazuja to znaczy ze jest mozliwe a Wy sie czepiacie :P
              • pi.asia Re: do Rannie Kirsted 10.07.11, 08:30
                the_dzidka napisała
                >Wystawia, a jakże, ale tylko łażąc za panną Pratt :-)
                o mamusiu - zakwiliła pi.asia - to ktoś oprócz mnie i rannie k. czytał "Siedemnastolatka"???
                Ja tę książkę dostałam ...lat temu "za aktywny udział w życiu obozowym", wydana była przez Iskry, w serii Klasyka Młodych. Myślałam, że powieść zaginęła w pomroce dziejów, a tu taka niespodzianka :) Poczułam się, jakbym spotkała dawno niewidzianego przyjaciela :)
                • paszczakowna1 Re: do Rannie Kirsted 10.07.11, 19:36
                  > o mamusiu - zakwiliła pi.asia - to ktoś oprócz mnie i rannie k. czytał "Siedem
                  > nastolatka"???

                  Ja też. :-) Muszę sobie odświeżyć, bo zupełnie nie skojarzyłam nicka.
                  • staua Re: do Rannie Kirsted 11.07.11, 15:50
                    Ja wlasnie odswiezam od dwoch dni (oryginal, zreszta tylko oryginal czytalam w liceum i zastanawiam sie, jak to ciuciumucianie Miss Pratt zostalo przetlumaczone).
                • the_dzidka Re: do Rannie Kirsted 11.07.11, 19:07
                  > o mamusiu - zakwiliła pi.asia - to ktoś oprócz mnie i rannie k. czytał "Siedem
                  > nastolatka"???

                  No TEGO-OWEGO! Oczywiście, że czytał :) I do dziś dnia wraca chętnie znowu się pośmiać :)
                  Notabene te marzenia Williama o cichych i bezwonnych dzieciach z panną Pratt zawsze kojarzyły mi się z marzeniami Anieli o dzieciach z Pawełkiem, cichych, złotowłosych, odzianych w bermudy :)
                  (A fraza "Państwo Bum Bum Mamgotamgo!" to do dziś jedno z moich ulubionych powiedzonek.)
                  • nessie-jp Re: do Rannie Kirsted 11.07.11, 20:58
                    Zaciekawiona, zaczęłam czytać online, ale jakoś nie mogę przebrnąć
                    • pi.asia Re: do Rannie Kirsted 11.07.11, 21:40
                      Ach, nessie, bo kiedy ta książka powstawała (1916) to tak się pisało. Wyluzuj, nabierz dystansu, i przede wszystkim zobacz, jak piękna jest przyjaźń Jane z panem Genesisem - mała biała dziewczynka i staruszek Murzyn.
                      No a najgłupszy w tym wszystkim jest Silly Billy. Tylko Wielki Gruby Jołop bije go na głowę.
                      A zwrot Państwo BumBUm Mamgotamgo - mistrzostwo świata. Aż chciałabym być zapatuycielką i mieć kogoś do nonsowania ;)

                      Cholera jas.... to znaczy TEGO OWEGO - prosi się osobny wątek :) Czy Szanowna Moderatorka nie wyrazi sprzeciwu?
                      • nessie-jp Re: do Rannie Kirsted 12.07.11, 00:09
                        pi.asia napisała:

                        > Ach, nessie, bo kiedy ta książka powstawała (1916) to tak się pisało.

                        Ach, oczywiście "się pisało". Tylko że dzisiaj
                        • okrent9 Re: do Rannie Kirsted 21.10.11, 03:20
                          nessie - ja czytałam "Siedemnastolatka" tyle razy, że nie zliczę (i słuchałam prawie dwa razy). Na rasizm jestem uczulona. Ale Booth Tarkington nie jest w tej książce rasistą. Najbardziej "po bandzie pojechał" we fragmencie, w którym pisze, że nikt nie byłby w stanie zeznać pod przysięgą, jakiego koloru był kapelusz Willama, ale że przedstawiciele dzielnicy murzyńskiej spoglądali na fantazyjny kształt tego kapelusza z prawdziwą zazdrością (czy jakoś tak). Można by to uznać za swego rodzaju stereotyp, ale jest on nawet do dziś (mówię na podstawie moich doświadczeń amerykańskich) oparty na solidnych podstawach :) Tak jak stereotyp Polaka pijaka. To już lepszy stereotyp upodobania do pewnej fantazji w stroju, prawda? Poza tym murzyńscy bohaterowie są w "Siedemnastolatku" pełnokrwistymi postaciami, i tak jak reszta bohaterów zostali przez autora opisani z wyraźnie przez czytelnika wyczuwalną serdecznością. Jeśli William w pewnym momencie przeżywa katusze na myśl, że ktoś zobaczyłby go z "Murzynem strzyżącym trawnik", to chodzi w tej scenie głównie o to, że ów Murzyn (o imieniu Genesis) ma na sobie podarte ubranie, spod którego "wyziera sam Genesis, jak go Pan Bóg stworzył" :) Ta książka nie jest w żadnym razie rasistowska.

                          Nawiasem mówiąc, w niektórych szkołach w USA zakazano w pewnym momencie kilka lat temu lektury "Hucka Finna" Marka Twaina, z racji jej rzekomego rasizmu. Mark Twain nigdy nie był rasistą. "Huck Finn" to jedna z najlepszych książek o tamtych czasach napisana w tamtych czasach. Bohater powieści ma prawo używać języka, jakiego używałby w życiu żyjąc w danej epoce (zwłaszcza, że "spłodzono" tego bohatera również w tej samej epoce). Wydźwięk książek Twaina nie ma nic wspólnego z rasizmem.
                          • the_dzidka Re: do Rannie Kirsted 21.10.11, 09:41
                            > nikt nie byłby w stanie zeznać pod przysięgą, jakiego koloru był kapelus
                            > z Willama, ale że przedstawiciele dzielnicy murzyńskiej spoglądali na fantazyjn
                            > y kształt tego kapelusza z prawdziwą zazdrością (czy jakoś tak). Można by to uz
                            > nać za swego rodzaju stereotyp, ale jest on nawet do dziś (mówię na podstawie m
                            > oich doświadczeń amerykańskich) oparty na solidnych podstawach :) Tak jak stere
                            > otyp Polaka pijaka. To już lepszy stereotyp upodobania do pewnej fantazji w str
                            > oju, prawda? Poza tym murzyńscy bohaterowie są w "Siedemnastolatku" pełnokrwist
                            > ymi postaciami, i tak jak reszta bohaterów zostali przez autora opisani z wyraź
                            > nie przez czytelnika wyczuwalną serdecznością.

                            O tak :) Między innymi dlatego tak lubię tę książkę. To nie jest traktowanie Murzynów jak w "Przeminęło z wiatrem", gdzie uważa się ich za takich głupszych członków familii, którzy pozostawieni sami sobie zginęliby bez opieki (co zostało zresztą w książce opisane), tylko traktuje się ich normalnie. Gdyby tak nie było, Genezis nie śmiałby wyszydzić Williama na oczach kilkunastu białych młodych dziewcząt i chłopców!

                            A co do tej fantazji w stroju, to zawsze mi się podobały te zestawienia - kanarkowożółty surdut, zielone spodnie i czerwony kapelusz z piórkiem. Biały człowiek w czymś takim wygląda jak idiota, Murzyn jest pełen wdzięku :)
                          • nessie-jp Re: do Rannie Kirsted 21.10.11, 22:59
                            No niestety, nie "przedstawiciele dzielnicy murzyńskiej", tylko jak byk "kolorowi". Zapewne w tamtych czasach było to na porządku dziennym i wcale to a wcale nie stereotypowe (no bo przecież "kolorowi" nie mogli mieś dobrego smaku), ale teraz, czytając pierwsze akapity, miałam jednak leciutki niesmak. Zestarzało się dziełko i tyle. Dlatego dalej już mi się nie chciało czytać.

                            Cytuję:

                            "for no colored person could have passed
                            him without a little pang of pleasure and of
                            longing. Indeed, the tropical violence of William
                            Sylvanus Baxter's tie and the strange brilliancy
                            of his hat might have made it positively unsafe
                            for him to walk at night through the negro
                            quarter of the town."

                            • the_dzidka Re: do Rannie Kirsted 22.10.11, 10:49
                              > Dlatego dalej już mi się nie chciało czytać.

                              I zrobiłaś duży błąd. Ale co tam, od miesięcy ci klarujemy, że warto, bezskutecznie, więcej namawiać cię nie będę.
                    • rannie.kirsted Re: do Rannie Kirsted 11.07.11, 22:10
                      nie zniechecaj sie takim czyms. to byly zupelnie inny swiat przeciez i z tamtej perspektywy jest to pisane. poza tym jasnie panicz jest przewrazliwionym, egotycznym 17latkiem bujajacym w oblokach, przezywajacym pierwsze zakochanie. to jest naprawde przezabawna, urocza ksiazka i warto sprobowac ja przeczytac od poczatku, a nie jakies fragmenty wyrwane z kontekstu.
                      • the_dzidka Re: do Rannie Kirsted 11.07.11, 22:16
                        A w dodatku państwo Baxter bardzo szanują i lubią swoich kolorowych pracowników, a oni ich. Pan Genesis nawet wyśmiewa i wykpiwa Williama, jeśli zdarza mu się okazja :) Pamiętacie scenę z bzydkimi ludzikami z plalni właśnie? :) Albo jak pan Genesis wykpił publicznie Williama i zdradził jego sekret - że to frak tatusia?
                        • nessie-jp Re: do Rannie Kirsted 12.07.11, 00:10
                          the_dzidka napisała:

                          > A w dodatku państwo Baxter bardzo szanują i lubią swoich kolorowych pracowników
                          > , a oni ich. Pan Genesis nawet wyśmiewa i wykpiwa Williama, jeśli zdarza mu się
                          > okazja :)

                          A widzisz, to do tego nie dotarłam. Zraziłam się wcześniej
                          • rannie.kirsted Re: do Rannie Kirsted 12.07.11, 18:32
                            o to jest boska scena:D zakochany paniczyk musi przesc obok ukochanej z dosyc flejowatym sluzacym, jego zaplchlonym psem Klematisem i wielka balia do prania na glowie:D:D
                            • okrent9 Re: do Rannie Kirsted 21.10.11, 03:30
                              rannie.kirsted napisała:

                              > o to jest boska scena:D zakochany paniczyk musi przesc obok ukochanej z dosyc f
                              > lejowatym sluzacym, jego zaplchlonym psem Klematisem i wielka balia do prania n
                              > a glowie:D:D

                              Obok "Milady" :D A Klematis na dodatek uznaje za swój obowiązek sprawdzić, czym jest to pachnące fiołkami stworzenie niesione na rękach Milady - w końcu mogło się okazać jadalne... i WTEDY dopiero zaczyna się prawdziwy dramat :D

                              Nawiasem mówiąc, moi rodzice mieli kiedyś psa, który dokładnie odpowiadał charakterystyce Klematisa, i zdarzało mi się go tak nazywać. Później zobaczyłam nowe wcielenie Klematisa w "Simpsonach" - mieli takiego, zapomniałam, jak się wabił...

                              Ach, przypomina mi się scena niezwykle ważnego przyjęcia, które Klematis zakłócał swoim wyciem, w związku z czym biedny William usiłował go wywabić z domu na dwór i do jakiejś komórki: "mięsko, Klem, pyszne mięsko!" :D
            • rannie.kirsted Re: do Rannie Kirsted 10.07.11, 17:42
              mam duuuzy sentyment do tej ksiazki:) siostra williama to bylo mistrzostwo swiata, a jak juz poznala nowa kolezanke, to stworzyly prawdziwie piekielny duecik:D
          • ananke666 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 01:24
            rannie.kirsted napisała:

            > no, to akurat autorka probuje jakos wyjasnic w kalamburce. wiadomo ze gizela ni
            > ezbyt przepada za ignacem i wzajemnie. kontakty sa wlasciwie wylacznie miedzy m
            > ilą a gizela.

            Naturalnie, niechęć męża to dla żony absolutnie wystarczający powód, żeby kontakty z przybraną matką ograniczyć do minimum, a zwłaszcza odizolować dzieci, które "już jej prawie nie pamiętały". Zaznaczmy przy tym, że najstarsze z "dzieci" miało pod czterdziestkę, a najmłodsze pod trzydziestkę, kiedy Gizeli się zmarło. To ile lat musiały jej na oczy nie oglądać, żeby jej prawie nie pamiętać? Czuła przybrana córeczka nie miała czasu, żeby zaprosić matkę podczas nieobecności męża w domu, co przy dwóch posadach męża i żadnej żony nie powinno być szczególnie trudne, albo pokonać z dziećmi straszliwy dystans trzech kilometrów do następnej dzielnicy. Święta Gabriela znalazła czas dla wszystkich z wyjątkiem babci. Niech stara małpa sama z siatami zasuwa, prawnuczki jej może pokazywać? Jeszcze czego, tatuś jej nie lubi, opinia tatusia święta. Później chwalić Boga babsko znikło z horyzontu, a wszystkie baby u Borejków słabe były z geografii i myślały, że Mirosław to het, precz na sąsiednim kontynencie, dostać się tam można tylko tyłem i na czworaka, w jedne wakacje nie zajedziesz.

            No, ale mówimy przecież o rodzince Ignaca, który mógłby się obrazić, że matka śmie dawać anemicznej, ciężarnej córce witaminy, dzięki czemu owa matka musi udawać, że to prezent na rocznicę ślubu...

            A serio, to wszystko byłoby w porządku, gdyby Gizela została ubita najpóźniej w roku 1977 i nie nazywała się Trak. Fajna książka byłaby, a tak, wyszła galeria potworów.
        • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 12:52
          W zyciu zdarza sie wiele historii nieprawdopodobnych, i o nich właśnie się pisze :-) Rzadko materiałem na książkę jest normalny, zwyczajny dzień, raczej będzie to jakaś niezwykła przygoda, czy nietypowe wydarzenie, czy dziwaczny zbieg okoliczności. A to się w życiu zdarza.
    • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 16:02
      pi.asia napisała:

      > - Ida sknociła piernik, wlewając zamiast słoiczka płynnego miodu słoiczek płynn
      > ego smalcu z majerankiem i cebulką - jakim cudem smalec był płynny w tym słoicz
      > ku? Mieli w kuchni 40 stopni? A Idy nie zdziwiła obecność w "miodzie" jakichś p
      > aprochów? Owszem, sprawa zabawna, ale dla mnie kompletnie niewiarygodna


      Nigdy się Wam taka sytuacja nie zdarzyła?
      Nie pamietam jak to było opisane (tzn czy rzeczywiście było expressis verbis że smalec płynny a do tego z cebulką, ale wydaje mi się, że tylko powiedziane było o pomyłce miód/vs smalec. I to jest jak najbardziej prawdopodobne, bo miód rzepakowy jest bardzo jasny, jeśli swieży to miękki i łatwo go pomylić ze smalcem (w obie strony).
      A ponieważ miód przed dodaniem się topi, cóż prostszego stopić smalec przed dodaniem i wlać? Jeśli miala katar albo była roztargniona, to nawet zapach jej nie zastopował, zwłąszcza, że miód rzepakowy nie jest specjalnie aromatyczny.
      Nie wiem tylko co tam robi ta cebulka i majeranek.
      Mam wrażenie, ze już to kiedyś było wałkowane na forum.
      • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 16:05
        Bylo na pewno "sloiczek plynnego smalcu".
      • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 17:45
        > Nie wiem tylko co tam robi ta cebulka i majeranek.

        standardowo egzystuje w smalcu :)

        a cytując z książki "Niestety, smalec był przyjemnie słony i zawierał sporo cebulki i majeranku co wyszło na jaw dosłownie przed chwilką (...)"

        nie wierzę w pomylenie smalcu z miodem.
        • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 20:34
          dziennik-niecodziennik napisała:

          > > Nie wiem tylko co tam robi ta cebulka i majeranek.
          >
          > standardowo egzystuje w smalcu :)
          >
          > a cytując z książki "Niestety, smalec był przyjemnie słony i zawierał sporo ceb
          > ulki i majeranku co wyszło na jaw dosłownie przed chwilką (...)"
          >
          > nie wierzę w pomylenie smalcu z miodem.
          Jeśli z cebulką i majerankiem to i ja nie wierzę. Chyba że...
          czy Idusia nie była przypadkiem akurat głeboko zakochana? To by tłumaczyło roztargnienie.

          Ale - jak pisałam wcześniej - miód rzepakowy wygląda zupełnie jak "goły" smalec. Nawet konsystencję miewa podobną, tudzież stan skupienia. Tyle że latem, no może wczesną jesienią. Albo... ;) ...jesli jest często spozywany i za każdym razem zamiesza się w słoiku, to powinien do zimy tę bardziej kremową konsystencję utrzymać.
          Albo... ;) ;) ...jeśli był mocno zafałszowany.
          • pi.asia Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 21:06
            jeżeli miód był rzepakowy (jasno kremowy)
            jeżeli był często mieszany
            jeżeli smalec był płynny = świeżo stopiony
            jeżeli był bez cebulki i majeranku - a wiemy żeby był i z cebulką i z majerankiem
            jeżeli smalec był zlany do słoiczka a nie do garnuszka, jak robi się we wszystkich znanych mi domach
            to jest to możliwe, aczkolwiek konsystencja jednego i drugiego jest - przynajmniej dla mnie - skrajnie odmienna
            i w ogóle za dużo tych "jeżeli"
            co nie zmienia faktu, że sknocenie piernika przez Idę rozbawiło mnie do łez. Dopiero potem włączył mi się upierdliwiec.
            • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 22:44
              > jeżeli smalec był płynny = świeżo stopiony
              > jeżeli był bez cebulki i majeranku - a wiemy żeby był i z cebulką i z majeranki
              > em
              > jeżeli smalec był zlany do słoiczka a nie do garnuszka, jak robi się we wszystk
              > ich znanych mi domach

              E, dla mnie to akurat zupełnie normalne, że do słoiczka. Nie mam tylu garnuszków, zresztą
              • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 12:01
                nessie-jp napisała:

                > Jestem skłonna uwierzyć we wmiksowanie byle czego o zbliżonej do miodu konsyste
                > ncji przez roztargnioną i niezbyt zainteresowaną tematem pierników Idusię.

                W sumie masz rację. O cebulce i majeranku mogła pomyśleć, że to bakalie. A i to częścią świadomości zaledwie, mając głowę i serce zajęte czymś zupełnie innym.

                Swoja drogą chętnie bym spróbowała takiego piernika. Podejrzewam, że mogł być całkiem dobrym wytrawnym ciastem pasującym np. do barszczu.
          • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 10.07.11, 22:15
            teano1 napisała:

            > czy Idusia nie była przypadkiem akurat głeboko zakochana? To by tłumaczyło rozt
            > argnienie.

            Co do zakochania. I tak i nie. Na pewno nie znajdowała się w fazie zakochania się "dopiero co" i tracenia głowy (pod wpływem tych wszystkich substancji, które się wytwarzają nagle w organizmie osoby zakochanej typu pochodne amfetaminy itp.), bo ten smalec do piernika wlała na dzień przed ślubem, a wcześniej z Mareczkiem znali się i "chodzili ze sobą" ileś lat albo co najmniej rok, więc pewnie "faza ostra" zakochania dawno jej przeszła. Natomiast mogła być zakochana w narzeczonym w innym sensie, skoro wychodziła za niego za mąż.

            Może w ferworze przygotowań do ślubu była roztargniona i dlatego to zrobiła.

            Natomiast dla mnie miód rzepakowy, choć może i ma podobny kolor, to jednak po otwarciu słoika wygląda inaczej i ma inną konsystencję niż smalec z cebulką i majerankiem. Myślę, że w zwykłym życiu nawet roztargniona osoba by ich nie pomyliła, ale w książce jest to OK, choć naciągane, bo można puścić wodze fantazji i jest komicznie.

            Miód rzepakowy:
            www.pasiekapodpilskiem.pl/nasze_miody.php?id=rzepakowy#1
            • dziennik-niecodziennik Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 11.07.11, 08:47
              > Natomiast dla mnie miód rzepakowy, choć może i ma podobny kolor, to jednak po o
              > twarciu słoika wygląda inaczej i ma inną konsystencję niż smalec z cebulką i ma
              > jerankiem

              o zapachu nie wspominając...
            • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 13:24
              Ja nie mam pojęcia, jak wygląda smalec w słoiczku, nie jem, nie widziałam smalcu od jakichś 25 lat, uwierzyłabym chętnie, że to rodzaj miodu, albo płyn naczyń.
            • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 11:58
              ginestra napisała:

              > teano1 napisała:
              >
              > > czy Idusia nie była przypadkiem akurat głeboko zakochana? To by tłumaczył
              > o rozt
              > > argnienie.
              >
              > Może w ferworze przygotowań do ślubu była roztargniona i dlatego to zrobiła.

              Ach, jeśli to był JEJ ślub, to faktycznie miała prawo być roztargniona.
              >
              > Natomiast dla mnie miód rzepakowy, choć może i ma podobny kolor, to jednak po o
              > twarciu słoika wygląda inaczej i ma inną konsystencję niż smalec z cebulką i ma
              > jerankiem. Myślę, że w zwykłym życiu nawet roztargniona osoba by ich nie pomyli
              > ła, ale w książce jest to OK, choć naciągane, bo można puścić wodze fantazji i
              > jest komicznie.

              Jak juz pisałam wczesniej - w smalec z cebulką i majerankiem nie wierzę, natomiast w podmianę miód/smalec bez dodatków - jak najbardziej, zwłaszcza gdy ktoś ma katar albo w kuchni jest tyle zapachów, że nos odmawia posłuszeństwa.

              >
              > Miód rzepakowy:
              > www.pasiekapodpilskiem.pl/nasze_miody.php?id=rzepakowy#1

              Podlinkowany mód z pewnością nie jest czystym rzepakowym, do tego dochodzi jakość zdjęcia i to co jest w słoiku wygląda raczej jak "dżem" z kasztanów jadalnych (cos takiego w typie nutelli)
              Jesli do rzepakowego pszczoły dodadzą np lipy (w tym roku kwitły wcześnie) to kolor będzie bardziej żółty, ale w niektorych latach zdarzają się niemal zupełnie białe miody.
              Ktoś z moich znajomych też się tak naciął tylko w drugą stronę a mianowicie usmażył jajecznicę na miodzie ;)
              Rzepakowym właśnie.

              Druga możliwość podmiany - na zasadzie "gdzie kucharek sześć" - Idusia miała za zadanie dodać miodu do piernika, wiedziała że miód jest płynny bo:
              a) najmniej prawdopodbne - poprosiła którąś z sióstr o stopienie miodu
              b) używa do piernika sztucznego miodu, który zawsze jest płynny (są i niepłynne, ale to inna sprawa)
              c) kupuje miód w sklepie, gdzie takowy też jest płynny, bo miody sklepowe (a czasem tez sprzedawane przez pszczelarzy) są podgrzewane właśnie po to by utrzymały płynną konsystencję, ponieważ ludzie chętniej je kupują. Taki miód jest mniej wartościowy, ale tańszy niż u prawdziwego pszczelarza, więc do piernika mogla taki nabyć.

              W tym samym czasie inna siostra stopiła smalec w sobie tylko wiadomym celu, Idusia zobaczyła tenże, dodała i wycofała się do innych zadań.

              Tak czy inaczej, zwłaszcza w ferworze przygotowań ślubnych, nie jest to ani trochę naciągane.
        • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 13:15
          Oj tam oj tam, ja kiedys jako nastolatka pokroilam sobie na pizze sliwki wegierki, bo wydawalo mi sie, ze to pomidory. Zorientowalam sie zas juz po zjedzeniu.
          • slotna Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 13:18
            Ale pokroilas razem z pestkami, czy tez stwierdzilas, ze pomidory maja wyjatkowo twardy srodek?
            • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 13:26
              Pestki odlozylam na bok, i potem je znalazlam na desce do krojenia, stad wiem, co zjadlam :-) Krojenia nawet nie pamietam, jakos tak mechanicznie sie odbylo.

              W ogole wierze w to, ze silnie roztargnieni ludzie sa w stanie popelnic kazda mozliwa pomylke. Rownie dobrze mozna powiedziec, ze niemozliwe jest zalozenie dwoch roznych butow, a to sie przeciez tez ludziom zdarza.
              • croyance Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 13:28
                A moze ona pijana byla? :-D Tak sie teraz zastanawiam, czy ja te wegierki na trzezwo jadlam *przypomina sobie*
                • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 14:26
                  croyance napisała:

                  > A moze ona pijana byla? :-D Tak sie teraz zastanawiam, czy ja te wegierki na tr
                  > zezwo jadlam *przypomina sobie*

                  Bez problemu wierzę, ze po wypiciu alkoholu (w ilości wystarczającej, aby zmieniła znacznie świadomość) takie rzeczy są możliwe, a także wiele innych i nie jest to nic dziwnego.
              • slotna Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 14:31

                > Pestki odlozylam na bok, i potem je znalazlam na desce do krojenia, stad wiem,
                > co zjadlam :-) Krojenia nawet nie pamietam, jakos tak mechanicznie sie odbylo.

                W twoim wypadku wierze ;)

                > W ogole wierze w to, ze silnie roztargnieni ludzie sa w stanie popelnic kazda m
                > ozliwa pomylke. Rownie dobrze mozna powiedziec, ze niemozliwe jest zalozenie dw
                > och roznych butow, a to sie przeciez tez ludziom zdarza.

                Idusia nie byla tak roztargniona, byla po prostu polprzytomna w zwiazku ze slubem (patrz akcja z butami).
            • czekolada72 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 13:26
              Wegierki na pizzy - w sumie - czemu nie?
              Chybabym nawet wolała niz pomidory (ale ja nie znosze rozpieczonych pomidorow ;))
              • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 14:30
                czekolada72 napisała:

                > Wegierki na pizzy - w sumie - czemu nie?
                > Chybabym nawet wolała niz pomidory (ale ja nie znosze rozpieczonych pomidorow ;
                > ))

                Węgierki na pewno pasują i są smaczne, a pomidory na pizzy i grzankach ja na przykład bardzo lubię. :)
                • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:02
                  Pomidory bardzo lubie, Sliwki tez, ale nie na pizzy...
                  Jestem w stanie uwierzyc w wiele kuchennych pomylek, chociaz smalec, nawte plynny, rozni sie dla mnie od miodu, ale sama popelniam mnostwo wynikajacych z roztargnienie bledow w kuchni. Wczoraj robilam jogurt i dopiero po wlaniu przegotowanego mleka do sloiczkow i wstawieniu do podgrzewacza zorientowalam sie, ze nie dodalam jogurtu-startera, wiec mogly sobie tak stac przez noc - musialam przelac mleko z powrotem do garnka, dodac starter i z powrotem do sloiczkow.
                  Moj maz kiedys dodal sos czekoladowy (plynny, jak ten smalec) do marynaty do kurczaka zamiast sosu sojowego. Musze przyznac, ze wyszlo calkiem interesujaco.
                  • soova Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:17
                    OT jogurt: robię z mleka nieprzegotowanego. ;)
                    • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:44
                      Wiem, mozna. Jak zaczynala, to czytalam metody i zaczelam juz tak, bo napisali gdzies (chyba w instrukcji podgrzewacza Eurocuisine), ze wtedy szybciej sie zrobi i juz tak zostalo. Ja jestem troche obsessive compulsive i mam np. jeden grecki jogurt na starter (tylko jednej firmy, jak uzywam innego, to mi nie smakuje).
                      To samo mam z chlebem. Od niedawna pieke chleb codzienny i doszlam do perfekcji z jednym przepisem, ktory nam smakuje najbardziej, wiec robie go caly czas (chociaz wolalabym wyprobowywac tez inne, ale jakos... Nie moge).
                  • czekolada72 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:28
                    Pomidory uwielbiam, sliwki tez, ale wyprubuje na pizzy :)
                    A kurczak w sosie czekoladowym jest ostatnio na topie ;)
                    • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 17:46
                      No wlasnie, byl calkiem smaczny, maz byl troche w szoku, bo dla niego polaczenie miesa ze slodkim to jakies tabu, ale poniewaz sam zrobil, wypadalo sprobowac i dalo sie zjesc :-)
              • slotna Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 12.07.11, 14:33
                > Wegierki na pizzy - w sumie - czemu nie?

                Bo przypieczone wegierki to prawie to samo co suszone wegierki, a suszone wegierki wywoluja u mnie drgawki obrzydzenia - nigdy nie zapomne sliwkowej zupy w przedszkolu, nigdy NIGDY!!!! ;)
      • moomoo Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 11.07.11, 15:35
        MM wyraźnie pisze "płynnego smalcu", a jeśli ktoś gotuje to wie, że smalec momentalnie się ścina (nie wiem czy to dobre określenie - może lepiej "zestala").

        Ja swego "Siedemnastolatka" posiałam już jakiś czas temu ale nadal w rodzinie funkcjonuje powiedzonko "bzydkie ludziki z plalni" ;)

        Cieszę się, że nie jestem odosobniona w swej opinii o Hipo... to znaczy o Kalamburce
        • czekolada72 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 11.07.11, 16:45
          moomoo napisała:

          > MM wyraźnie pisze "płynnego smalcu", a jeśli ktoś gotuje to wie, że smalec mome
          > ntalnie się ścina (nie wiem czy to dobre określenie - może lepiej "zestala").

          Momentalnie?????????????
          Mi sie jakos zazwyczaj nie-momentalnie...
          >
          > Ja swego "Siedemnastolatka" posiałam już jakiś czas temu ale nadal w rodzinie f
          > unkcjonuje powiedzonko "bzydkie ludziki z plalni" ;)
          >
          > Cieszę się, że nie jestem odosobniona w swej opinii o Hipo... to znaczy o Kalam
          > burce
        • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 12:10
          moomoo napisała:

          > MM wyraźnie pisze "płynnego smalcu", a jeśli ktoś gotuje to wie, że smalec mome
          > ntalnie się ścina (nie wiem czy to dobre określenie - może lepiej "zestala").
          >
          Ja gotuję i wiem, że po pierwsze nie momentalnie, a po drugie jak wyżej napisała nessie - jeśli stoi w ciepłym miejscu (tu wyliczanka nessie odnośnie źródeł ciepła) to nie zestali się jeszcze przez spory kawał czasu.
          A faktycznie są ludzie, którzy przy okazji różnych większych robót kuchennych przygotowują tez smalec z tłustszych elementów które nie trafiły np do pieczeni, więc mógł sobie tam spokojnie stać i czekać.
    • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 08:51
      Nie sytuacja ale postacie. Alma i Myszka jako specjalistki od gramatyki opisowej (i to najlepsze w Poznaniu). Ciekawostka, bo nie znam nikogo, kto by się specjalizował w opisówce jako takiej. Fonologia - tak, morfoskładnia - tak, słowotwórstwo - tak, ale pojęcie "gramatyka opisowa" jest baardzo szerokie. A i tak, nawet jak ktoś zajmuje się jedną z dziedzin opisówki, typu składnia, to będzie zajmował się kilkoma zagadnieniami, np. zdaniami względnymi dopełnienowymi (znam takie osoby), bo to jest zagadadnienie do badania na lata.
      Miało chyba wyjść na to, jakie te dwie baby są uczone i sztywne (no bo ludzie nie lubią gramatyki, szczególnie nastolatki), a mi się wydaje, że MM nie bardzo wie, czym jest naukowa praca na filologii.
      • piotr7777 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 13.07.11, 21:38

        > Nie sytuacja ale postacie. Alma i Myszka jako specjalistki od gramatyki opisowe
        > j (i to najlepsze w Poznaniu).

        Chyba w Toruniu.
        • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 00:48
          Masz rację, choć miasto tu jest nieistotne.
        • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 12:18
          piotr7777 napisał:

          >
          > > Nie sytuacja ale postacie. Alma i Myszka jako specjalistki od gramatyki o
          > pisowe
          > > j (i to najlepsze w Poznaniu).
          >
          > Chyba w Toruniu.

          Właśnie. Poza tym nie mogła dać prawdziwej specjalności, bo by ją ktoś mógł oskarżyć o zniesławienie. Jeśli akcja toczy się np. na istniejącej rzeczywiście uczelni to często specjalnie "tworzy się" nieistniejące zakłady czy pracownie włąśnie po to by potem nie było spekulacji "czy Alma to nie jest czasem Iksińska? Tez przy kości i tez wredna" albo "Czy Alma to nie Ygrekowska? Wprawdzie Ygrekowska jest chudą kościstą tyką a Alma pulchną okularnicą, ale to jedyna specjalistka od gramatyki opisowej w Toruniu."
          • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 15:11
            Ale tu nie chodzi o fikcyjną/prawdziwą specjalność, tylko o uogólnienie, które nie ma przełożenia na realne językoznawstwo. Akurat gramatyka opisowa nie jest niczym niszowym, spokojnie Alma mogła zajmować się morfologią (już bez podawania, że np. chodzi o system afiksów) i byłoby logicznie i wiarygodnie.
            • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 16:16
              klymenystra napisała:

              > Ale tu nie chodzi o fikcyjną/prawdziwą specjalność, tylko o uogólnienie, które
              > nie ma przełożenia na realne językoznawstwo. Akurat gramatyka opisowa nie jest
              > niczym niszowym, spokojnie Alma mogła zajmować się morfologią (już bez podawani
              > a, że np. chodzi o system afiksów) i byłoby logicznie i wiarygodnie.

              A ona miała się zajmować czymś niszowym?
              Nie mam TiR pod ręką, więc nie bardzo pamiętam jak ona była tam przedstawiana - jako jedyna specjalistka niszowej dziedziny czy po prostu jako pracująca naukowo polonistka?
              Przyznam, że nie bardzo się wyznaję na podziałach w obrębie filologii więc nie łapię na czym polega błąd.
              Bo na przykład w biologii jeśli powiemy, że ktoś pracuje powiedzmy w zakładzie biologii komórki to może być zarówno cytologiem, jak i embriologiem roślin, biologiem molekularnym lub genetykiem, a może byc jeszcze kimś innym albo łączyc po trosze każdą z tych specjalności. Może być neurofizjologiem i badać mejozę u modrzewia. Podczas gdy embriolog zwierząt siedzi sobie w zakładzie zoologii. A na innym uniwersytecie ten sam zakład może skupiać zupełnie inne specjalności.
              Popatrzyłam sobie jak się ma ta morfologia do gramatyki opisowej, no i widzę, że morfologia jest pojęciem szerszym (nie wiem czy obejmującym g.opis.) ale przecież każdy naukowiec ma swoją działkę, którą bada. Jeden zoolog może zajmować się nietoperzami a drugi rozwojem pająków i nie będzie błędem zarówno gdy powiesz Iksińska jest zoologiem jak i wtedy gdy powiesz, że jest chiropterologiem. A i w obrębie tego ostatniego da się wyodrębnić mniejsze grządki.
              No ale może opisówka nie jest po prostu niczym co nadaje się do badania? Dobrze myślę?
              • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 17:19
                Ale tam bylo, ze jest "najlepsza w Toruniu specjalistka od gramatyki opisowej" - a jak rozumiem, specjalistka od tak szerokoiej dziedziny byc nie mozna, tak sobie to tlumacze? Nie wiem, czy dobrze zrozumialam. Bo w mojej dzialce mozna byc (zwlaszcza w Polsce) nazywanym najlepszym genetykiem w Warszawie, chociaz genetycy zajmuja sie wezszymi dziedzinami.
                • teano1 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 14.07.11, 19:12
                  staua napisała:

                  > Ale tam bylo, ze jest "najlepsza w Toruniu specjalistka od gramatyki opisowej"
                  > - a jak rozumiem, specjalistka od tak szerokoiej dziedziny byc nie mozna, tak s
                  > obie to tlumacze? Nie wiem, czy dobrze zrozumialam. Bo w mojej dzialce mozna by
                  > c (zwlaszcza w Polsce) nazywanym najlepszym genetykiem w Warszawie, chociaz gen
                  > etycy zajmuja sie wezszymi dziedzinami.

                  Podpisuję się pod tym pytaniem. Nie rozumiem co jest nie tak w stwierdzeniu "najlepsza w Toruniu specjalistka od gramatyki opisowej" Spotykałam mnóstwo "najlepszych w X specjalistów od: języka igrekońskiego, nietoperzy, wilków, genetyki, matrix mitochondrialnej czy stresu tlenowego." (w wyliczance wpisałam zarówno pojęcia szerokie jak język czy wilk jak i wąskie jak matrix mitochondrialna i za każdym razem zdanie jest OK.) Co zatem jest nie tak z gramatyką opisową? Chodzi o to, że nie podano jakiego języka owa gramatyka opisowa dotyczy?
                  • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 10:50
                    Już wyjaśniłam. Jaśniej nie umiem.
                • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 10:46
                  Raczej nie można, nie znam takich przypadków. Poza tym, jak już pisałam, opisówka to raczej przedmiot, a nie dziedzina nauki.
              • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 15.07.11, 10:39
                Gramatyka opisowa jest niszowa? Od kiedy? Obowiązkowy przedmiot na każdej filologii, wykładowców jest mnóstwo. Jeszcze raz powtorzę: to jest baaardzo szeroka dziedzina i mówienie o kimś, że jest specjalistą, to tak, jakby powiedzieć, że ktoś jest naukowcem i specjalizuje się w chemii :/
                Gramtyka opisowa jest przedmiotem akademickim. Generalnie w ramach tego przedmiotu wykładana jest fonetyka z fonologią, morfologia, składnia, morfoskładnia, leksykologia, słowotwórstwo. Dziedziny, które jak najbardziej można badać.

                Kurcze, to tak, jakbym ja powiedziała, że się specjalizuję w socjolingwistyce.
                • astolat Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 17.07.11, 12:44
                  Nie jest to dla mnie jakiś specjalny błąd, ale fakt faktem, że Klymenystra ma rację. Nie ma czegoś takiego jak specjalista od gramatyki opisowej, bo gramatyka opisowa to przedmiot dla studentów 1 roku polonistyki, obejmujący podstawy gramatyki. Nikt się w tym nie specjalizuje. To tak, jakby powiedzieć, że ktoś jest lekarzem i specjalizuje się w anatomii. Albo nauczycielem, wybitnie znającym się na nauczaniu w klasach 4-6.
                  • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.07.11, 09:50
                    astolat napisała:

                    > Nie jest to dla mnie jakiś specjalny błąd, ale fakt faktem, że Klymenystra ma r
                    > ację. Nie ma czegoś takiego jak specjalista od gramatyki opisowej, bo gramatyka
                    > opisowa to przedmiot dla studentów 1 roku polonistyki, obejmujący podstawy gra
                    > matyki. Nikt się w tym nie specjalizuje. To tak, jakby powiedzieć, że ktoś jest
                    > lekarzem i specjalizuje się w anatomii. Albo nauczycielem, wybitnie znającym s
                    > ię na nauczaniu w klasach 4-6.

                    Ja chciałam dodać, że na filologii obcej, a nie na polonistyce, gramatyka opisowa to nie jest absolutnie "przedmiot dla studentów pierwszego roku, obejmujący podstawy gramatyki", tylko przedmiot dla studentów dalszych lat obejmujący bardzo zaawansowaną naukę o gramatyce tego języka obcego.

                    Nie wiem czy można powiedzieć o kimś, że jest "największym specjalistą od gramatyki opisowej" w ogóle albo w mieście, natomiast można tak o kimś powiedzieć, jak najbardziej, w skali uczelni. Jeden wykładowca tego przedmiotu może być większym specjalistą, niż drugi, a trzeci może być największym specjalistą (w sensie, że najlepiej się zna na tym przedmiocie, jest jego pasjonatem itp.). Studenci mając możliwość wyboru (zapisując się na zajęcia do konkretnej osoby - przynajmniej kiedyś można było wybrać sobie wykładowcę danego przedmiotu, jeśli było kilku do wyboru) mogą chcieć zapisać się właśnie na zajęcia z tym największym specjalistą od gramatyki opisowej.

                    Myślę, że pani MM mogła mieć na myśli właśnie taką "sławę akademicką" Almy Pyziak jako najlepszej wykładowczyni gramatyki opisowej na tej uczelni, jak również w całym mieście, a nie to, że jest to wąska dziedzina, w której ona robiła habilitację itp.
                    • staua Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.07.11, 18:05
                      Na anglistyce (przyjamniej te kilkanascie lat temu, kiedy tam studiowalam) byla na pierwszym roku, podzielona na morfologie, fonetyke, skladnie i cos tam jeszcze, juz nie pamietam, co.
                    • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 19.07.11, 12:22
                      Serio mieliście gramatykę na opisówce? Taką gramatykę typową? U nas to było w ramach zajęc praktycznych, opisówka to coś zupełnie innego, choc fakt - u nas była przez 6 semestrów.

                      Obracam się wśród różnych specjalistów, jeżdżę na konferencje - jako żywo, nikt nie jest "specjalistą od gramatytki opisowej". Są ludzie od fonologii, morfoskładni itp. Ale nie od opisówki.
                  • nessie-jp Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.07.11, 19:10
                    astolat napisała:

                    > Nie jest to dla mnie jakiś specjalny błąd, ale fakt faktem, że Klymenystra ma r
                    > ację. Nie ma czegoś takiego jak specjalista od gramatyki opisowej, bo gramatyka
                    > opisowa to przedmiot dla studentów 1 roku polonistyki

                    Nawet jeszcze gorzej, że tak powiem: gramatyka opisowa to po prostu najbardziej podstawowe NARZĘDZIE lingwisty. Studentów uczy się jej tak, jak, nie przymierzając, dzieci się uczy dodawania, odejmowania i mnożenia. Metody gramatyki opisowej służą po prostu do badania języków naturalnych.

                    To troszkę tak, jakby kogoś nazwać największym w Toruniu specjalistą od mnożenia.

                    • ginestra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.07.11, 20:07
                      nessie-jp napisała:

                      >
                      > Nawet jeszcze gorzej, że tak powiem: gramatyka opisowa to po prostu najbardziej
                      > podstawowe NARZĘDZIE lingwisty. Studentów uczy się jej tak, jak, nie przymierz
                      > ając, dzieci się uczy dodawania, odejmowania i mnożenia. Metody gramatyki opiso
                      > wej służą po prostu do badania języków naturalnych.
                      >
                      > To troszkę tak, jakby kogoś nazwać największym w Toruniu specjalistą od mnożeni
                      > a.
                      >

                      Chciałam tylko zauważyć, że w książce "Tygrys i Róża" zdanie: "Alma jest najlepszą w Toruniu specjalistką od gramatyki opisowej" pada w pewnym kontekście. Słowa te wypowiada pani Oleńka, pracownica Almy Pyziak do 13-letniej Laury, czyli do dziecka, które poznała dzień wcześniej i z którym zamieniła zaledwie parę zdań. Słowa o gramatyce opisowej wypowiada jakby upraszczając temat dla tego dziecka, które nie jest przecież studentką czy znawczynią dyscyplin naukowych. Poza tym, zdanie to jest pierwszym z brzegu przykładem, który przyszedł do głowy Oleńce, gdy nagle miała wymienić jakieś "dobre cechy" Almy. Nie jest to dyskurs, w którym Oleńka miała przedstawić publiczności osiągnięcia naukowe Almy.
                      Dialog wygląda tak:

                      "- Ona... nie jest taka okropna, jak się wydaje - ciągnęła Pani Myszka. (= pani Oleńka). - Chociaż ani myślę twierdzić, że ma miłe usposobienie. Pracuję z nią przecież i... no, wiem, co mówię.
                      - Czy słusznie przypuszczam, że ma ona jednak jakieś dobre cechy? - drwiąco spytała Laura.
                      - O, tak.
                      - A można wiedzieć, jakie?
                      Pani Oleńka namyśliła się uczciwie.
                      - Alma jest - powiedziała wreszcie - najlepszą w Toruniu specjalistką od gramatyki opisowej.
                      - Aha - mruknęła Laura.
                      - Nie miała lekkiego życia. Jest samotna. I jest w trudnym wieku."

                      Wyznam, że mnie w tym dialogu w ogóle nie razi wzmianka o gramatyce opisowej. Myślę, że kompletnie też nie razi ona 13-letnie czytelniczki, które są "targetem" książki. Uważam, że wypowiedzenie tego zdania, jako rzuconego w potocznej rozmowie, do 13-latki, nie jest wielkim przewinieniem w książce.
                      • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 19.07.11, 12:24
                        Ciebie nie razi, mnie razi. I tyle.
                        Oleńka mogła powiedziec to inaczej - 13 latka nie musi wiedziec, czym jest opisówka, ja się dowiedziałam dopiero mając lat 18 i idąc na studia (a językoznawstwem interesowalam się od dawna) - mogła powiedziec, że jest cenioną wykładowczynią na polonistyce i tyli. Nie byłoby problemu.
                        • lezbobimbo Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 19.07.11, 12:33
                          klymenystra napisała:
                          > Oleńka mogła powiedziec to inaczej - 13 latka nie musi wiedziec, czym jest opis
                          > ówka, (...)> mogła powiedziec, że jest cenioną wykładowczy
                          > nią na polonistyce i tyli. Nie byłoby problemu.

                          Ale to brzmi tak ladnie i imponująco dla amatorów takich jak MM - najlepsza w klubie specjalistka od gramatyki i to jakiejs opisowej - to musi byc niezla szycha (uau).
                          • klymenystra Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 20.07.11, 09:27
                            A filolog czyta i się za głowę łapie :)
                          • conefkaconbrio Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 04.10.12, 20:13
                            lezbobimbo napisała:

                            > klymenystra napisała:
                            > > Oleńka mogła powiedziec to inaczej - 13 latka nie musi wiedziec, czym jes
                            > t opis
                            > > ówka, (...)> mogła powiedziec, że jest cenioną wykładowczy
                            > > nią na polonistyce i tyli. Nie byłoby problemu.
                            >
                            > Ale to brzmi tak ladnie i imponująco dla amatorów takich jak MM - najlepsza w k
                            > lubie specjalistka od gramatyki i to jakiejs opisowej - to musi byc niezla szyc
                            > ha (uau).
                            >
                            Dziewczyny, a jest tu ktoś kto polonistyke w Toruniu studiował w okolicach wydania "Ti R"? Bo ja mam pewną teorie...
    • the_dzidka Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.07.11, 16:15
      Też prosiłabym nie mnożyć bytów na potęgę, tylko faktycznie, jeśli dany wątek nie jest zarchiwizowany (a wręcz widać go na pierwszej stronie) dopisywać się do niego. Dzięki temu nie zleci gdzieś na pysk w otchłań Internetu :)
    • lezbobimbo Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 18.07.11, 16:22
      pi.asia napisała:
      > część I jest tutaj:
      > forum.gazeta.pl/forum/w,25788,118985725,,Najbardziej_nieprawdopodobne_sytuacje_Jezycjady.html?s=0
      > jest tam ponad sto postów, dla niemających czasu krótki wyciąg:
      > Scena z Bernardem w damskiej bluzce z gumką
      > Wsadzanie żarówek do ust (Józinek, Ignaś, kierowca)
      > Dambo wyskakujący z pociągu i przyklaskujący temu ojciec
      > Marek Pałys porzucający Stany,by studiować medycynę w Polsce
      > Frycek pracujący na stacji benzynowej
      > Frycek nieodpisujący na maile bo zmienił adres
      > Akcja "Kajdanki".
      > Akcja "Szerszeń".
      > Większość szczegółów związanych z rolnictwem - zalesianie bezpańskich (!) ugoró
      > w, hodowla koni na półhektarowym spłachetku zajętym przez sad, szalone zyski z
      > porzeczek,
      > Afera ze składkami zbieranymi przez Tygrysa
      > Borejkowe stadło na przestrzeni kilku lat zmienia się w bogatą rodzinę (laptop
      > y, zmywarki)
      > Ucieczka Laury z Wolfim żeby wziąć ślub – bez nauk przedślubnych
      >
      > Pomyślałam, żeby odświeżyć ten wątek, bo sporo dziwnych rzeczy umknęło.

      Sorry, ale co Ci do cholery szkodzilo, zeby sie PO PROSTU DOPISAC DO TAMTEGO WĄTKU, skoro już go znalazlas? Palce odpadły w jakis dziwny, wybiórczy sposób? Przeciez tamten wątek nadal jest żywy, ma zaledwie 100 postów i można sie tam spokojnie dopisywac i rozczytywac. Zamiast dublować, linkowac i jeszcze sporządzać wyciąg, czyli przeklejac pierwsze pare postów, jakby ludzie tutaj nie klikali w linki ani nie umieli czytac wlasnych, wczesniejszych postów kilka stron dalej?

      Na przyszly raz: weźta sie ludzie nowe.z.kropkami.w.nicku po prostu dopisujcie do tego, co już tu jest. Pelno wątków jest tutaj jak najbardziej żywych i jeszcze niearchiwizowanych. Po co przeklejajac cudze posty i to 100x te same - aby nabijac sobie posty na liczniku? Jesli jakis stary, dobry wątek nie jest jeszcze zarchiwizowany, to mozna a nawet trzeba podnosic.

      Blada pleśń, wystarczy troche sobie pourlopować i zaraz naświktają.. Ssssssss!!!
    • buka_z_muminkow Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 01.09.12, 19:22
      W jednym z tomów (chyba TiR) Gaba (?) proponuje Nutrii kakao. Nutria odpowiada, że nie chce kakao, bo jest "potwornie kaloryczne".
      Dla mnie ta wypowiedź jest nieprawdopodobna, bo Nutria jest szczupła z natury, nigdy się nie odchudzała i tak dalej. Fakt, czytamy czasem, że Nutria zajada się sałatkami, ale to raczej zamiłowanie do kuchni wegetariańskiej, niż dieta odchudzająca.
      • black-apple Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 01.09.12, 20:08
        To akurat jedna z kilkunastu rozczepionych osobowości Nutrii dała upust swoim poglądom ;) Czepiałabym się tego, czemu jeszcze nikt nie odkrył, że Natalia cierpi na F44.8?
    • taka_prawda500 Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 21.09.12, 18:42
      Jakim cudem Pyziak urodzony w 1960 był w jednej klasie Liceum Poligraficznego z Anielą i Rojkiem urodzonymi w 1963?!?!??!?!
      • kopiec_esmeralda Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 21.09.12, 18:47
        Może wcześniej zaliczył jakąś zawodówkę, czy coś.
      • slotna Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 21.09.12, 19:27
        Takim: "Wspomniał przecież na owej pamiętnej randce, że zdał do Liceum Poligraficznego. Najpierw pracował gdzieś w drukarni, potem dopiero mógł się uczyć."
    • mag-la-swag Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 26.03.24, 22:16
      Poza tym smalec nie ma koloru miodu.
      • sowca Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 27.03.24, 10:08
        mag-la-swag napisał(a):

        > Poza tym smalec nie ma koloru miodu.


        Osobiście uważam, że w kuchni nie ma rzeczy niemożliwych
      • bupu Re: nieprawdopodobne sytuacje - część II 28.03.24, 10:32
        mag-la-swag napisał(a):

        > Poza tym smalec nie ma koloru miodu.

        Miód rzepakowy potrafi być niemal biały gdy stężeje, natomiast dodatek skarmelizowanej cebulki nadaje smalcowi leciutko żółtawy odcień. Da się pomylić jedno z drugim, zwłaszcza gdy myśl ma się romantycznie zawieszona na wonnych wąsach ukochanego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka