Dodaj do ulubionych

Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości...

10.07.11, 00:08
Zastanawia mnie kompletny brak tożsamości wykształconych,bywałych w świecie kobiet w Jeżycjadzie na podstawie ujmowania sobie nazwisk rodowych , a przyjmowania bez cienia namysłu nazwisk mężów.
W świecie dzisiejszym, szczególnie wśród aktorów,lekarzy,wykładowców-kobieta albo ma swoje rodowe, albo ma dwa nazwiska, raczej sporadycznie (przynajmniej w moim gronie znajomych-30 latki) przyjmuje męża.
Prócz Dąbek Nowackiej nie pamiętam żadnej z dwoma, a Dąbek Nowacka jest postacią pejoratywnie przedstawioną(choć potem okazała się ok).
Dlaczego są takie? Niby właśnie silne, ale...
Nie przekonują mnie :P
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 06:56
      Cytat
      Zastanawia mnie kompletny brak tożsamości wykształconych,bywałych w świecie kobiet w Jeżycjadzie na podstawie ujmowania sobie nazwisk rodowych , a przyjmowania bez cienia namysłu nazwisk mężów.


      Yyyy?
      Które to takie bywałe w świecie i wykształcone w Jeżycjadzie, bo mi jakoś umknęły chyba...?
      • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 07:24
        Ok, już chyba wiem, o kogo chodzi Idę, Gabrysię, tak...? Bo piszesz o lekarzach, wykładowcach...

        Dla mnie to kolejny przykład Feministycznego Bełkotu W Temacie Zastępczym (you know what I mean, jeśli nie, to mogę wyjaśnić, ale to mniej więcej coś takiego jak manifestacja "feminizmu" przez niedawanie się przepuszczać w drzwiach) - znaczy klepanie o utracie tożsamości przez przyjęcie nazwiska, olaboga, męża. Jaka słaba musi być ta tożsamość, nieprawdaż :P

        Widzę spory sens w zostawianiu swojego nazwiska/nazwiska podwójnego, jeśli mówimy o osobie znanej w środowisku, takiej, która pod nazwiskiem panieńskim wydawała znaczące publikacje, takiej, która pod nazwiskiem panieńskim jest po prostu znana - albo której nazwisko panieńskie jest znane z racji popularności rodzica (bo to jest, nie ukrywam, wygodne). Ale Idusia? Szeregowy laryngolog ze szpitala? Gaba? No bez jaj proszę państwa. Jak ktoś chce, proszę bardzo, niech sobie bierze nazwisko jakie chce, ale bez dorabiania do tego ideolo o tożsamości.
        • pi.asia Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 08:16
          nasunęła mi się na myśl Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Oba nazwiska po mężach. A przedtem był jeszcze trzeci mąż, to znaczy pierwszy - Bzowski. A nazwisko rodowe - Kossak.
          Tak naprawdę (idąc za tokiem rozumowania o tożsamości) powinna się nazywać Maria z Kossaków Bzowska Pawlikowska Jasnorzewska.
          Spróbujcie to wpisać w rubrykę "ulica" w jakimkolwiek formularzu ;)
          • verdana Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 08:26
            Mam dwa nazwiska tylko z jednego powodu - siostra męża ma na imie tak zamo jak ja. Byłby klopot. Zostawianie sobie dwóch nazwisk ma tyle wspólnego z feminizmem, co noszenie glanów i brak stanika - czyli nic. Jest kwestia wyboru.
            A dwa nazwiska wygodne w uzyciu nie są.
            • the_dzidka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 09:52
              Ty masz przynajmniej dwa krótkie. Zawsze fascynuje mnie casus Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej. Ta to się musi męczyć!
              I też nie wiem, co ma do tego feminizm. Ja się raczej dziwię Gabrieli (a raczej MM), bo zmieniając nazwisko na mężowskie strzeliła sobie w stopę, jeśli chodzi o wszystkie jej publikacje naukowe. O czym zresztą była już kiedyś mowa.
              • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 09:59
                Zawsze fascynuje mnie casus Iwony Śledzińskie
                > j-Katarasińskiej. Ta to się musi męczyć!

                ojtam ojtam - niech się cieszy, że jej na chrzcie nie dali magdalena katarzyna albo marcelina klementyna w połączeniu z rodzinną tradycją używania dwóch imion :)
              • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 10:34
                the_dzidka napisała:
                > I też nie wiem, co ma do tego feminizm.

                Dzidu, no mi się tak skojarzyło :P, z tym brakiem tożsamości. Poza tym kiedyś, nie wiem, czy na tym forum (pewnie nie) było to omawiane w kontekście tzw. FEminizmu. Bodajże razem ze zwyczajem prowadzenia córki przez ojca do ołtarza.

                Ja się raczej dziwię Gabrieli (a raczej
                > MM), bo zmieniając nazwisko na mężowskie strzeliła sobie w stopę, jeśli chodzi
                > o wszystkie jej publikacje naukowe. O czym zresztą była już kiedyś mowa.

                Jakie publikacje, dajże no spokój. W skali kraju znana nie była, I think, ergo, znaczenie nazwiska w sumie niewielkie.
              • mankencja Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 12:18
                e tam. moja mama nazywa sie rownie dlugo jak sledzinska-katarasinska i nie narzeka:)

                jesli kiedys wyjde za maz, pewnie tez bede miala podwojne nazwisko. raz, ze mi sie to zwyczajnie podoba, a dwa, ze lubie swoje nazwisko i nie zamierzam sie go pozbywac.
                • dakota77 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 23:49
                  Ja tez mam rownie dlugie podwojne nazwisko, do tego w formalnych dokumentach podpisuje sie dwoma imionami i calosc robi sie naprawde dluga:). Formularzami sie nie przejmuje, pisze gescie w kratkach. Wkurzam sie tylko przy kupowaniu biletow lotniczych, dla linii lotnoczych moje nazwisko jest stanowczo za dlugie:)))
                  Nazwisko rodowe sobie zostawilam, bo jest ladne i bardzo rzadkie ( 98 osob w Polsce takie nosi), ale jakas wielka filozofia za tym nie stoi. Przyjelabym nazwisko meza, ale on prosil, zebym zostawila sobie rodowe:)
                  • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 00:09
                    > Nazwisko rodowe sobie zostawilam, bo jest ladne i bardzo rzadkie ( 98 osob w Po
                    > lsce takie nosi), ale jakas wielka filozofia za tym nie stoi.

                    U mnie podobnie, tzn. żadnej wielkiej filozofii. Wzięłam sobie po lubym, bo ma ładne, znacznie ładniejsze niż moje rodowe. Gdyby moje podobało mi się bardziej, zostałabym przy swoim. Podwójne nie, ale tylko ze względów estetycznych, zestawienie naszych nazwisk brzmi beznadziejnie. Nie czuję się, żebym traciła jakąś tożsamość.
                    Też miałam mało popularne nazwisko - 431 osób to może nie rzadkość, ale i nieszczególnie częste.
                  • slotna Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 00:14
                    Az sobie sprawdzilam moje - wyskoczylo 12 dla wersji zenskiej i 16 dla meskiej. Nie wiem, jak wiarygodny jest serwis, w ktorym sprawdzalam, ale fakt faktem, nigdy nie spotkalam nikogo niespokrewnionego o tym nazwisku. A i tych krewnych mozna niemalze policzyc na palcach jednej reki.

                    Nazwisko chetnie bym zmienila na mezowskie, gdyby bylo ladne i pasowalo mi do imienia - z tym po ojcu jest mi mimo jego unikalnosci nie po drodze, a bez okazji mi sie nie chce zmieniac (chociaz nawet wiem jakie bym chciala), za duzo klopotu.

                    Btw, ojciec mojej przyjaciolki dolaczyl nazwisko zony (ponoc szlacheckie) do swojego, dzieci nazwali tylko tym zony.
                    • czekolada72 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 10:00
                      slotna napisała:

                      > Btw, ojciec mojej przyjaciolki dolaczyl nazwisko zony (ponoc szlacheckie) do sw
                      > ojego, dzieci nazwali tylko tym zony.
                      >
                      Ojciec mojego klasowego kolegi zrobil to samo :)

                      Co bardziej - maz mojej kolezanki przyjal nazwisko zony no i oczywiscie dzieci nosza jej takze.
                    • klymenystra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 14:49
                      Osób o moim nazwisku jest jak psów, ale mi się podoba i mam zamiar (o ile kiedyś będę wychodzić za mąż) je zostawić i dobrać nazwisko męża. Poza tym mam już trochę publikacji, tłumaczeń pod panieńskim. Nie widzę powodu całkowitej zmiany, chyba, że trafi mi się Czartoryski albo Burbon. Wtedy się zastanowię ;)
                      • jottka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 14:58
                        klymenystra napisała:

                        > chyba, że trafi mi się Czartoryski albo Burbon. Wtedy się zastanowię ;)

                        a Habsburg?:)
                        • klymenystra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 23:05
                          Oni mają cofniętą szczękę.
                          • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 23:43
                            klymenystra napisała:

                            > Oni mają cofniętą szczękę.

                            Odwrotnie. I mają tę wargę.
              • teano1 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 19:46
                the_dzidka napisała:

                > I też nie wiem, co ma do tego feminizm. Ja się raczej dziwię Gabrieli (a raczej
                > MM), bo zmieniając nazwisko na mężowskie strzeliła sobie w stopę, jeśli chodzi
                > o wszystkie jej publikacje naukowe. O czym zresztą była już kiedyś mowa.
                >
                Zaraz, zaraz... A Gaba jakim nazwiskiem sygnowała swoje publikacje? Borejko czy Pyziak?
                Moim zdaniem i Pyziak i Stryba brzmi tak samo nieciekawie, więc jak zmieni, to mała strata. Co innego Borejko. Brzmi jakoś tak... poważnie.
                Swoją drogą znam casus pewnej pani naukowiec publikującej pod nazwiskiem (powiedzmy) G. Borejko, następnie G. Borejko-Pyziak, potem znów G.Borejko by w końcu sygnować artykuły G.Borejko-Stryba. (I to wcale nie była Polka)
                • the_dzidka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 09:40
                  Podejrzewam, że raczej Borejko niz Pyziak, ale tak czy siak po wyjściu za mąż wszędzie zaczęła sie podpisywać dr hab. Gabriela Stryba.
              • sta-fraszka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 22.09.11, 23:31
                the_dzidka napisała:

                > Ty masz przynajmniej dwa krótkie. Zawsze fascynuje mnie casus Iwony Śledzińskie
                > j-Katarasińskiej. Ta to się musi męczyć!
                > I też nie wiem, co ma do tego feminizm. Ja się raczej dziwię Gabrieli (a raczej
                > MM), bo zmieniając nazwisko na mężowskie strzeliła sobie w stopę, jeśli chodzi
                > o wszystkie jej publikacje naukowe. O czym zresztą była już kiedyś mowa.
                >

                Przegapilam watek o strzelaniu sobie w stope w sprawie publikacji wiec nie rozumiem jak sobie zmiana nazwiska Gabriela strzelila.

                Przeciez te publikacje nie przestaly byc JEJ, ona tylko zmienila nazwisko.
                Nadal wpisuje je sobie przeciez w akademickie cv, tak samo jak nazwisko panienskie, wiec kazdy rozsadny czlowiek spojrzawszy bedzie wiedzial - ze te opublikowane pod jednym nazwiskiem, te pod drugim, ale autor ten sam.
                • melomanka87 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.06.13, 22:06
                  Oczywiście, że czytając CV każdy zrozumie, iż dwie Gabriele to jedna Gabriela, ale już czytając takie dwa artykuły znalezione przypadkowo nikt podobnej dedukcji nie przeprowadzi. Potem ktoś, kto zachwycił się publikacjami Gabrieli Pyziak, spotka na konferencji Gabrielę Strybę i nie wpadnie mu do głowy, żeby zaproponować współpracę.
                  • kopiec_esmeralda Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.06.13, 07:42
                    Już to widzę! :D
                    Te zachwycające środowisko publikacje i sukcesy na konferencjach DUG (Drogiej Umiłowanej Gaby).
                    Widzę niestety w kolejnym tomie...
              • tt-tka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.02.16, 17:56
                the_dzidka napisała:

                Ja się raczej dziwię Gabrieli (a raczej
                > MM), bo zmieniając nazwisko na mężowskie strzeliła sobie w stopę, jeśli chodzi
                > o wszystkie jej publikacje naukowe. O czym zresztą była już kiedyś mowa.
                >

                Nie znalazlam watku z tym tematem, ale - jakiez to publikacje naukowe Gaba ma na swoim koncie wychodzac za Strybe i przyjmujac jego nazwisko? Ma trzydziesci jeden lat i chyba tylko magisterium - z Pyza rzucila studia, z Laura tez swoje w domu odsiedziala.

                Jedyna silna kobieta, jaka mi sie nasuwa, to Milicja - ale ona swoja tozsamosc starannie ukrywa, istnieje jako gospodyni domowa pana doktora bibliotekoznawcy Borejki, matka i babka. Nikt wiecej.
                Za silna (i z potencjalem) mozna uznac rowniez Pulpe, ale jej chyba nie zalezy na panienskim nazwisku, zyje w obrebie swego gospodarstwa wylacznie i ewentualnie szkoly dzieci, wygodniej jej funkcjonowac jako Gorska.
                Dziwi mnie tylko Ida - dyplom robila jako Borejko, specjalizacje zaczela jako Borejko, akurat w jej przypadku wygodniej byloby zostac przy nazwisku, pod ktorym juz zaistniala jako lekarz, albo polaczyc z mezowskim. Ale skoro woli byc Palysowa...

                To, co zwiemy roza, pod inna nazwa tez by pachnialo. Nie nazwisko okresla kobiety w jezycjadzie. I nie dorobek stwarza jej tozsamosc, tylko zyciowa rola zony i matki. A niekiedy corki. Niestety.
        • klawiatura_zablokowana Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 21.09.11, 16:15
          > Widzę spory sens w zostawianiu swojego nazwiska/nazwiska podwójnego, jeśli mówi
          > my o osobie znanej w środowisku, takiej, która pod nazwiskiem panieńskim wydawa
          > ła znaczące publikacje, takiej, która pod nazwiskiem panieńskim jest po prostu
          > znana - albo której nazwisko panieńskie jest znane z racji popularności rodzica
          > (bo to jest, nie ukrywam, wygodne). Ale Idusia? Szeregowy laryngolog ze szpita
          > la? Gaba? No bez jaj proszę państwa.

          A dlaczego trzeba mieć jakiś specjalny powód, aby przyjąć podwójne nazwisko? Szara Mariola ze spożywczaka, szeregowa laryngolog albo osiedlowa fryzjerka już nie mogą? Kto jest od oceniania, czy osiągnięcia nupturientki na tyle znaczące, by było jej WOLNO przyjąć podwójne nazwisko? Kto i co niby wyznacza ten SENS zostawiania nazwiska? Jak się hajtam w wieku 21 lat i nie mam żadnych życiowych osiągnięć, Wyborcza o mnie nie pisze i rzędy Oskarów nie stoją na półkach, to mi nie wolno czy jak?

          Skąd w ogóle ta idea, że należ się z tego komukolwiek tłumaczyć, co?

          >Jak ktoś chce, proszę bardzo, niech sobie
          > bierze nazwisko jakie chce, ale bez dorabiania do tego ideolo o tożsamości.

          W takim razie skąd u ciebie w poście ideolo pt. "na podwójne nazwisko trzeba sobie zapracować, być znanym, uznanym i mieć szerokie kontakty, bo inaczej to BEZ SENSU"?

          A tożsamość? W USC wpisuję w papiór takie nazwisko, jakiego chcę używać po ślubie. Chcę, a nie: muszę, powinnam, oczekuje się ode mnie. I na tym koniec dyskusji o mojej tożsamości, feminizmie, więzi duchowej z mężem, ojcem tudzież bratem, wierności, karierze artystycznej lub naukowej, przeżyciach metafizycznych podczas ślubu et consortes. Bo to wszystko jest już nadinterpretacją. Nazwisko to nazwisko, koniec.
    • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 10:17
      > al
      > bo ma swoje rodowe, albo ma dwa nazwiska, raczej sporadycznie (przynajmniej w m
      > oim gronie znajomych-30 latki) przyjmuje męża.

      zupełnie nie mam takich obserwacji.
      przez 10 lat mojej pracy w obecnej firmie za mąż wyszło siedem dziewczyn, wszystkie między 25 a 35: dwie przyjęły nazwisko męża, dwie zostały przy swoim, trzy dodały nazwiska mężów do swoich :)
      w tym samym czasie wśród moich znajomych (35-40) też wychodziło za mąż parę dziewczyn, niektóre po raz pierwszy, inne po raz drugi i są tu wszystkie możliwe przypadki: przyjmowania nazwiska męża, gdy jest się jego drugą żoną, a wychodzi się za mąż po raz pierwszy; pozostawania przy swoim, gdy jest się drugą żoną i także wychodzi się za mąż po raz drugi; pozostawania przy swoim, choć w chwili ślubu ma się już z tym facetem dzieci noszące jego nazwisko; przyjmowania nazwiska męża, bo jest się jego pierwszą żoną i on tego chce, a sam jest drugim mężem; pozostawania przy swoim nazwisku, gdy się wychodzi za mąż po raz drugi, a facet się żeni po raz pierwszy; dodawania nazwiska męża do swojego, bo jest się znaną w środowisku pod własnym.

      pełen przekrój, żadnej prawidłowości statystycznej czy reguły :)
      • ding_yun Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 11:35
        To jest taki przejaw "feministycznej" walki w tematach zastępczych. Nie zmienię sobie nazwiska, będę się głośno śmiała z koleżanek, które chcą, żeby do ołtarza prowadził je ojciec, będę się wzdrygała przed przyznaniem, że pomagam swojemu mężczyźnie w czymkolwiek - będę się wydawać bardziej niezależną kobietą. Na walkę z realnymi przejewami patriarchatu brak sił albo po prostu pomysłu.
        Ale już się zamykam, bo to już zahacza o zakazane offtopy.
        • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 17:11
          a widzisz, a z koleżanki, którą ojciec prowadzi, będę się, owszem, głośno śmiała - bo nie dość, że to zwyczaj antyfeministyczny, to z gruntu niepolski. rozumiem, że ta koleżanka zmieniając nazwisko na mężowskie zachowuje męską końcówkę i będzie się teraz po mężu nazywała kowalski - wszak tak nazywają się kobiety w filmach amerykańskich, w tych samych, w których stadami ojcowie prowadzą córki do ołtarza!

          (nieeee, gdzie to jest zakazany off top? cały wątek w takiej sytuacji jest zakazany :))
          • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 17:15
            Cytat
            a widzisz, a z koleżanki, którą ojciec prowadzi, będę się, owszem, głośno śmiała - bo nie dość, że to zwyczaj antyfeministyczny, to z gruntu niepolski.


            No i ok, ty się będziesz śmiała, a mi to będzie latało. Chce dziewczyna, aby ją ojciec prowadził, to chce - niekoniecznie trzeba do tego dorabiać jakąkolwiek ideolo, polskość, niepolskość, antyfeminizm, feminizm. Można sobie chcieć różne rzeczy po prostu BO TAK.

            Cytat
            rozumiem, że ta koleżanka zmieniając nazwisko na mężowskie zachowuje męską końcówkę i
            > będzie się teraz po mężu nazywała kowalski - wszak tak nazywają się kobiety w
            > filmach amerykańskich, w tych samych, w których stadami ojcowie prowadzą córki
            > do ołtarza!



            I taaak, wyśmiać! wyśmiać idiotkę, bo taka głupia, tak na ślepo kopiuje zwyczaje, filmów się toto naoglądało!!
            Ranyboskie, jeszcze raz - można coś chcieć, po prostu BO TAK? Jak widać, nie można, bo zaraz stado ci intencje dopisze.
            • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 17:26
              > I taaak, wyśmiać! wyśmiać idiotkę, bo taka głupia, tak na ślepo kopiuje zwyczaj
              > e, filmów się toto naoglądało!!
              > Ranyboskie, jeszcze raz - można coś chcieć, po prostu BO TAK? Jak widać, nie mo
              > żna, bo zaraz stado ci intencje dopisze.

              ale naprawdę nie rozumiem, skąd te emocje??? mnie to wisi dokładnie tak samo - chcą, niech je ojciec prowadzi. że wzięły to skądeśinąd niż z filmów - wybacz, nie uwierzę. wolno mi ten zwyczaj wyśmiewać? wolno.

              ale podoba mi się teoria, że jak coś jest niezgodne z twoimi poglądami, to jest "poglądem stada". to się nazywa mieć o sobie dobre mniemanie, zazdroszczę!

              dla mnie eot, bo sprawa naprawdę durna i niewarta tych emocji.
              • ding_yun Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 12:16

                >
                że wzięły to skądeśinąd niż z filmów - wybacz,
                > nie uwierzę. wolno mi ten zwyczaj wyśmiewać? wolno.
                >
                Wolno wyśmiewać jeśli się z tym lepiej czujesz. Dla mnie argument, że zwyczaj nie jest polski jest akurat mało przekonujący, kultury cały czas się przenikają i nie ma sensu temu zaprzeczać. Bardziej przemawia do mnie argment, że to zaburza tradycyjny porządek uroczystości - prowadzenia do ołatrza ma sens, kiedy pan młody przyjeżdża wcześniej, a nie kiedy młodzi zjawiają sie pod kościołem razem, już po błogosławieństwie rodziców. Ale nieważne, każdy argument może być w jakimś tam aspekcie uzasadniony. Jedyne o co chodzi, to żeby nie zakładać, że kobieta, która wymarzyła sobie taki wlaśnie fragment ceremonii zachowuje się jak bezwolna owca.

                Swoją drogą u mnie w rodzinie ten zwyczaj chciała zapoczątkować moja mama. Lata 80, małe miasteczko, nie wiem skąd wzięła ten pomysł, pewnie z filmów pokazujących jak źle i strasznie jest w USA :P
                • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 12:52
                  Zaburza porządek, ale także jest niezbyt zrozumiały w polskiej obyczajowości z powodu braku ceremonialnego pytania i odpowiedzi związanych z przekazaniem opieki nad kobietą, bo zdaje się, że przy takowym ślubie one kiedyś obowiązkowo występowały, a jeśli nawet nie padną, to i tak wszyscy zagramaniczni wiedzą, o co chodzi.
                  W Polsce wiąże się to faktycznie raczej ze ślubem "jak z filmu" niż z rzeczywistym przemyśleniem sensu, tak jak dla innych niezrozumiały jest polski zwyczaj noszenia obrączek na prawej "wdowiej" dłoni. Podobno hitem na weselach jest piosenka "Windą do nieba" - zupełnie bez sensu, bo przecież to opowieść dziewczyny wychodzącej za mąż bez miłości.

                  A propos ślubów, jeśli ktoś chce obsypać młodych ryżem, to niech ten ryż najpierw wypłucze i wysuszy, żeby uniknąć mordu w oczach obsypywanej pary.
                  • slotna Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 13:24
                    Podobno hitem na weselach jest pios
                    > enka "Windą do nieba" - zupełnie bez sensu, bo przecież to opowieść dziewczyny
                    > wychodzącej za mąż bez miłości.

                    Dla mnie numerem jeden jest "It must have been love" Roxette :))
                    • the_dzidka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 13:44
                      > Dla mnie numerem jeden jest "It must have been love" Roxette :))

                      To można jeszcze tłumaczyć, choć z trudem, nieznajomością języka angielskiego. Ale casus "Windy do nieba" świadczy o tym, że ludzie w ogóle nie słuchają tekstów piosenek, co jest dla mnie trochę dziwne.
                      • meduza7 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 14:03
                        Aczkolwiek śpiewają to bez tej zwrotki "Mój piękny panie, ja go nie kocham, taka jest prawda" ;)
                        Z piosenki ponoć najlepiej zawsze "słychać" refren - i wiele osób tylko to przyswaja. A w refrenie jest pięknie o sukni z welonem itede :)
                        • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 14:29
                          No chyba, że śpiewają SAM refren, bo zwrotki są dwie i w każdej jest mowa, że panna kocha innego.
                          Czytałam gdzieś, że grające na weselach zespoły często nie chcą grać tego kawałka, a kiedy młodzi się upierają, śpiewają "ja go tak kocham", co i tak wychodzi bez sensu.
                          • ding_yun Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 14:48
                            Przypomniała mi się zasłyszana historia (nie wiem, czy to autentyk, czy urban legend) jak to goście weselni bardzo prosili orkiestrę o zagranie piosenki "adżesko".
                            Po zanuceniu fragmentu przez jednego z proszących wyszło na jaw, że chodzi o piosenkę "I just called (to say I love you)"
                            • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 15:46
                              > Po zanuceniu fragmentu przez jednego z proszących wyszło na jaw, że chodzi o pi
                              > osenkę "I just called (to say I love you)

                              och, to takich urban legend - ale jestem pewna, że mających solidne oparcie w rzeczywistości - jest więcej :)

                              ludzie np. proszą o piosenki:

                              - kamizi, kamizi
                              - keny keczułoki
                              - łiłyl rakiu




                              • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 15:51
                                > - łiłyl rakiu


                                oczywiście skłamałam, bo tytuł tej piosenki to

                                łi łe rakiu

                                albo

                                łi ło łi ło rakju (co zresztą potwierdził wuje gógiel w podpowiedziach :))

                              • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 15:54
                                Przy kamizi kamizi się poddałam, dwie pozostałe rozpoznaję. Co to kamizi kamizi? :D
                                • staua Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 16:33
                                  czy to moze byc "Love, don't come easy"?
                                  Ja z kolei nie wiem, co to jest to drugie.
                                  • truscaveczka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 16:48
                                    A "kłaczestiulby"? W życiu nie zgadniecie :)
                                    • staua Wiem! 11.07.11, 17:24
                                      To to?
                                      www.youtube.com/watch?v=-FJHQxrG79I
                                      • kkokos Re: Wiem! 11.07.11, 17:47
                                        cudo! :)


                                      • truscaveczka Re: Wiem! 12.07.11, 17:48
                                        Kłaciestjiiiuuuulbyyyyyy!
                                        Wygrałaś :)
                                        • the_dzidka Re: Wiem! 15.07.11, 15:54
                                          > Kłaciestjiiiuuuulbyyyyyy!

                                          Eeeee, to jest piosenka o Kłapciastym Lulbi! Takim piesku :)

                                          BTW są też utwory, w których się śpiewa "Siekiera, siekiera", "o, margaryna", "osiem zapałek", a dzisiaj chyba śpiewali o moim koledze, bo w refrenie szło "Szymczak, Szymczak" ;)
                                  • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 17:47
                                    keny keczułoki:

                                    www.youtube.com/watch?v=TWucYbAp8Lk
                                    • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 17:56
                                      A Kamizi? Kamizi? bo ja tu z niecierpliwości uschnę!!
                                      • yo-a-ko Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 19:01
                                        obstawiam to :-)
                                        www.youtube.com/watch?v=nNGWH-bAEuM
                                        • the_dzidka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 19:13
                                          Tak, oczywiście to to, chciałam tylko sprostować, to nie jest "kamizi kamizi" tylko "Dżon Kamizi"!
                                          • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 19:25
                                            the_dzidka napisała:

                                            > Tak, oczywiście to to, chciałam tylko sprostować, to nie jest "kamizi kamizi" t
                                            > ylko "Dżon Kamizi"!

                                            prawdziwie wielkie dzieła znane są pod wieloma tytułami. tak gioconda i mona lisa na przykład...
                                            • slotna Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 19:41
                                              Jedna z moich ulubionych piosenek w dawnych pieknych czasach kaset magnetofonowych nazywala sie imo "Oł macziumos". Nawet sobie spisalam tekst fonetycznie :D
                                              • staua Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 17:44
                                                A jaka to byla? (nie potrafie rozszyfrowac)
                                                • truscaveczka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 17:49
                                                  "All that she wants is another baby..."?
                                                  • slotna Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 19:41
                                                    Tak jest! :D
                                    • staua Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 18:08
                                      O rany! Rewelacja.
                              • mankencja Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 12:29
                                Ja znam anegdotke/urban legend o "piosence o Marianie" czyli...

                                www.youtube.com/watch?v=cGLMALvtjBc
                                (jeśli ktoś chce się szybko dowiedzieć, skąd Marian, to występuje on w okolicach 55sekundy)
      • turzyca Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 12:47
        kkokos napisała:

        > > al
        > > bo ma swoje rodowe, albo ma dwa nazwiska, raczej sporadycznie (przynajmni
        > ej w m
        > > oim gronie znajomych-30 latki) przyjmuje męża.
        >
        > zupełnie nie mam takich obserwacji.
        > przez 10 lat mojej pracy w obecnej firmie za mąż wyszło siedem dziewczyn, wszys
        > tkie między 25 a 35: dwie przyjęły nazwisko męża, dwie zostały przy swoim, trzy
        > dodały nazwiska mężów do swoich

        Wiesz, ciekawe, jak opisuje sie liczby w zaleznosci od przyjetego zdania. Bo dla mnie, jesli kobiety przyjmuja nazwisko meza w 2 przypadkach z 7, to jest to wlasnie zjawisko sporadyczne. Po Twoim pierwszym zdaniu oczekiwalam raczej proporcji typu 4-5 zmienilo nazwisko, 1-2 ma podwojne, 1 zostala przy panienskim.
        • znowuniedziela Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 15:50
          No własnie, Gaba-publikacje, pewnie były, tylko my o tym nie wiemy :)
          poza tym z reguły owej wynika, ze kobiety nawet wychodząc za mąż grubo po 25-czyli studia skończone, pierwsza praca, druga praca-z nazwiskiem Borejko, czy innym-zmieniają. zadziwiła mnie szczególnie Aurelia, która miała ładne rodowe-ale musi teraz się nazywać , jako i mąż, oraz Kłamczucha, która mogła może i sobie dorobić nieprawdziwe -w sensie pseudonimu scenicznego :)
          No, a już Kreska z Krechowicz na Ogorzałka-tragedia :/
          Dla mnie to brak tożsamości, piszcie, co chcecie, sama mam dwa długie,jedno rodowe, drugie nie, w dodatku bardzo długie imię-superkowo, mnie się podoba :)
          i nie dorabiam do tego żadnej ideologii, po prostu jestem sobą, mam to nazwisko na dyplomie, mam to nazwisko od zawsze, nie zamierzam się go pozbywać, bo konwenanse, bo tak się przyjmuje, bo ....
        • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 17:07
          > Wiesz, ciekawe, jak opisuje sie liczby w zaleznosci od przyjetego zdania. Bo dl
          > a mnie, jesli kobiety przyjmuja nazwisko meza w 2 przypadkach z 7, to jest to w
          > lasnie zjawisko sporadyczne.

          turzyco, jeśli (z grubsza) jedna trzecia opisywanych przypadków to dla ciebie przypadki sporadyczne, to rzeczywiście zupełnie inaczej rozumiemy liczby :)
    • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 15:55
      Eee tam, ani jedna, ani druga nie była znana. Gdyby Gabriela faktycznie coś wartościowego publikowała, to pewnie zastanowiłaby się trzy razy przed zmianą nazwiska, a tak, odbębniła pewnie obowiązkowe artykuły i spokojnie zajęła się czytaniem dla przyjemności, pieczeniem i praniem. U Idy problem nie istnieje.

      Ciekawa jestem za to, czy Gabriella pozbyła się znienawidzonego nazwiska po rozwodzie.
      • znowuniedziela Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 16:02
        E tam, Gaba silna nigdy nie była, z równym psim uwielbieniem czekała na Pyziaka, który to "zrobił jej tyle krzywd", bez przerwy się umartwiała, a potem nagle Gaba B. zmienia się na Gabę Pyziak :P potem na Gabę Strybę ;P hihihihi
        Z publikacjami, hm... , trudno powiedzieć, może w wieku lat czterdziestu kilku powinna być juz na stanowisku profesorskim, gdyby coś wyciekało z jej mózgu poza bełkotem MM. Ok, to się zgadza, lecz ta zmiana nazwisk-tu jedno, tu drugie-dla mnie durnowata...
        mam znajomą, która sobie obywatelstwo zmeiniła, by zmienić nazwisko na bardzo oryginalne, moim zdaniem-nic na siłe, ale -jeśli się tylko da -to ok :)
        • jottka ale 10.07.11, 16:16
          to trochę obok problemu rozważane jest

          zasadniczo feministkom nie idzie przecież w tym wypadku o to, czy kobieta ma zmienić/ nie ma zmienić nazwiska/ dodać sobie dziesięć innych, tylko o społeczne oczekiwanie, które za oczywistą oczywistość przyjmuje zmianę nazwiska przez kobietę. czyli jednak pozbycie się ważnej składowej tożsamości i zastąpienie jej inną.

          feminizm wprowadził "uzasadnioną wątpliwość" w tej materii, a co zainteresowane z nią zrobią, to inna sprawa - it's a free country:)
          • znowuniedziela Re: ale 10.07.11, 16:28
            ale czemu wyskakujecie z feminizmem, jako negatywnym ujęciem kobiet u MM? Czy któraś z jej bohaterek była/jest feministką? Zadatki miała Aniella-i ona to ma spodnie w zwiążku z Bernardem, lecz postać Bernarda jest mocno przekolorwana, no i Pulpa, która natychmiast po zaręczynach feministką być przestała.No i Laura, która spotyka Witalisa i opadają jej rogi...
            To tak, jak z ich zainteresowaniami-one ich nie mają-bo i Kreska i Pulpa i Róża idą w ślady swych lubych na studia-nie z zainteresowania, lecz dla upupienia, bo one wielbią tych facetów... wielbią, bez nich by uschły i zwiędły, bo one MUSZĄ ...
            • jottka Re: ale 10.07.11, 17:08
              znowuniedziela napisała:

              > ale czemu wyskakujecie z feminizmem, jako negatywnym ujęciem kobiet u MM?

              a nie, ja odpowiadałam na post mamy_kotuli, a nie dzieło pani mm:) która feminizmu nie rozumie ni w ząb, więc trudno o jakimkolwiek jego ujęciu u niej mówić.
          • ding_yun Re: ale 10.07.11, 16:56
            jottka napisała:


            > zasadniczo feministkom nie idzie przecież w tym wypadku o to, czy kobieta ma zm
            > ienić/ nie ma zmienić nazwiska/ dodać sobie dziesięć innych, tylko o społeczne
            > oczekiwanie, które za oczywistą oczywistość przyjmuje zmianę nazwiska przez kob
            > ietę. czyli jednak pozbycie się ważnej składowej tożsamości i zastąpienie jej i
            > nną.
            >
            > feminizm wprowadził "uzasadnioną wątpliwość" w tej materii, a co zainteresowane
            > z nią zrobią, to inna sprawa - it's a free country:)

            W teorii na pewno tak.
            W praktyce niestety jest wiele problemów ze zrozumieniem tej właśnie zasadniczej części feminizmu - że miał on dawać kobietom wolność wyboru, a nie narzucać nowe wzorce stojące w opozycji do starych. Ta refleksja nasuwa mi się na przykład gdy czytam sobie rozrywkowo na forum ślubnym wątek o tym, czy ojciec może prowadzić córkę do ołtarza. I obok całkiem sensownych argumentów na nie (np. że zaburza to logiczny porządek tradycyjnej uroczystości) jest sporo wypowiedzi atakujących kobiety, które zdecydowały się na taką wersję uroczystości - że tkwią w jakimś starym porządku, dają sobą handlować, pozwalają się poniżać, zachowują sie jak bezwolne istoty etc. Nie dość, że z zapałem godnym lepszej sprawy jest rozstrząsany niezbyt istotny w sumie problem, to jeszcze w przewrotny sposób kobiety odbierają innym kobietom wolność wyboru, sugerując że istnieje tylko jedno słuszne rozwiązanie.
            • jottka Re: ale 10.07.11, 17:06
              ding-yun, ale ty prowadzisz polemikę z nieistniejącym oponentem - czym innym są obserwacje czy teorie feminizmu, a czym innym zachowania ludzi, którzy w jakiś sposób biorą na nie wzgląd w swoim życiu. a skądinąd prawdą jest, że przyjmowanie nazwiska męża przez żonę czy angielski obyczaj "oddawania" narzeczonej mężowi przez ojca są właśnie reliktami dawnej bezwolności kobiety.

              nie są tak drastyczne i rażące jak np. obrzezywanie kobiet, ale należą do tego samego repertuaru, więc nie dziwię się, jeśli ktoś nie ma ochoty na ich zachowywanie. dziś zatarł się ich sens pierwotny, więc wydają się nieszkodliwe i wywołują takie opinie jak twoja ("o co chodzi? nikomu nie wadzi, miłe toto, odczepcie się"). co i bardzo dobrze, bo zyskują rangę li i jedynie uroczej ramoty:)
              • ready4freddy OT 31.08.11, 16:20
                tak sie wtrace offtopikowo: czy ten obyczaj jest taki angielski, to nie wiem. kolezanka wlasnie wychodzi za maz i sporo o tym w biurze rozmawialismy. otoz ja tez ojciec ma prowadzic, tylko bez wyglaszania zadnych formulek, po prostu "odprowadza" do oltarza. ponoc jest to we Wloszech dosc powszechne, i wcale nie nowe. ale mozliwe, ze tez zaczerpneli to z obcej tradycji, tylko duzo wczesniej, tego nie wiem :)
            • nessie-jp Re: ale 10.07.11, 18:47
              > W praktyce niestety jest wiele problemów ze zrozumieniem tej właśnie zasadnicze
              > j części feminizmu - że miał on dawać kobietom wolność wyboru, a nie narzucać n
              > owe wzorce stojące w opozycji do starych.

              Odnoszę wrażenie, że to sztandardowy argument przeciwników feminizmu. I to w dodatku mało uzasadniony faktami. Po prostu urban legend, powtarzany z upodobaniem przez osoby, które tak naprawdę nigdy w życiu nie spotkały żadnej kobiety zmuszonej przez rzekome feministki do pozostania przy swoim nazwisku, chociaż ona tak bardzo bardzo chciała po mężu.

              Czyli
              • mama_kotula Re: ale 10.07.11, 19:43
                Cytat
                Czyli
                • znowuniedziela Re: ale 10.07.11, 23:30
                  Cytat
                  Ot, zmiana w dokumentach, taki zwyczaj

                  chyba o to chodzi :) że "taki zwyczaj". Bo taki dziwny jakby pozbawiający kobietę właśnie bycia "sobą". Przebolejmy fakt, że "spod kurateli tatki", no, spod czyjejś musi wyjść, natomiast jakby na potęgę tu udowadniasz, że "to super, bo zwyczaj"-po co? Wiadomoże w USA (np) na wizytowniku znajoma moja i miliony jej podobnych ma napisane Pan i Pani Kowalski , zważ, Pan zawsze przed panią. Tymczasem dawnymi laty, bardzo dawnymi było że światem kobiety rządziły, im tylko faceci się zorientowali, że można rządzić ... Najpierw świat należał do kobiety matki, a teraz-od czasu idei chrześcijańskich było-nie było niestety, do mężczyzny rządzącego światem. To przykre, że tu udowadniacie, iż bycie "sobą" to bycie "bo takie są przyjęte normy". U licha, czemu kobieta zarabia mniej, ćzemu z reguły jeździ gorszym/mniejszym autem, czemu więcej robi w domku i wiecej "się od niej wymaga"? Bo się na to zgadzacie, bo takie sa normy społeczne, bo ?
                  tak uważam i nie zmieniam zdania, a MM udowadnia, że nawet, gdy kobieta ma cos do powiedzenia , to i tak NAJWYŻSZYM SZCZĘŚCIEM JEST DLA NIEJ PODANIE OBIADU MĘŻOWI I GROMADZIE DZIECI :))
                  • ananke666 Re: ale 10.07.11, 23:47
                    > Najpierw świat należał do kobiety m
                    > atki, a teraz-od czasu idei chrześcijańskich było-nie było niestety, do mężczyz
                    > ny rządzącego światem.

                    Bzdura.
                    • znowuniedziela Re: ale 10.07.11, 23:58
                      > Najpierw świat należał do kobiety m
                      > atki, a teraz-od czasu idei chrześcijańskich było-nie było niestety, do mężczyz
                      > ny rządzącego światem.

                      Bzdura.

                      nie, bynajmniej nie, trzeba się było dokładnie pouczyć historii filozofii!!!!
                      • ananke666 Re: ale 11.07.11, 00:13
                        znowuniedziela napisała:

                        > > Najpierw świat należał do kobiety m
                        > > atki, a teraz-od czasu idei chrześcijańskich było-nie było niestety, do m
                        > ężczyz
                        > > ny rządzącego światem.
                        >
                        > Bzdura.

                        > nie, bynajmniej nie, trzeba się było dokładnie pouczyć historii filozofii!!!!

                        No właśnie, trzeba było...
                  • mama_kotula Re: ale 11.07.11, 00:20
                    Cytat
                    chyba o to chodzi :) że "taki zwyczaj". Bo taki dziwny jakby pozbawiający kobietę właśnie bycia "sobą".


                    Musiałabym bardzo się nudzić i nie mieć żadnych problemów w życiu, aby uznać zmianę nazwiska za pozbawienie mnie bycia "mną". Żeby pozbawić mnie bycia mną, potrzeba czegoś więcej niż zmiany paru literek w podpisie. Nie udowadniam, że to "fajne bo zwyczaj" - po prostu mi by do głowy nie przyszło, aby dorabiać do tego problematykę zmiany, czy olaboga utraty tożsamości. Moja tożsamość ma się rewelacyjnie, niezależnie od tego, co figuruje w moim dowodzie osobistym, czego i tobie życzę.

                    Cytat
                    To przykre, że tu udowadniacie, iż bycie "sobą" to bycie
                    > "bo takie są przyjęte normy". U licha, czemu kobieta zarabia mniej, ćzemu z re
                    > guły jeździ gorszym/mniejszym autem, czemu więcej robi w domku i wiecej "się od
                    > niej wymaga"? Bo się na to zgadzacie, bo takie sa normy społeczne, bo ?


                    Zieeeew. Ja nie zarabiam mniej, to czym jeżdżę jest mi jak najbardziej wszystko jedno (byle jeździło i było w miarę bezawaryjne), w domu robię to, co lubię, a poza tym to mi lata i powiewa, co ktoś ode mnie wymaga i czy jest to norma kulturowa, społeczna, jakakolwiek, bo mi generalnie normy kulturowe i społeczne zwisają. Jestem dobra w tym co robię, powiem więcej - jestem bardzo dobra w tym, co robię - to i zarabiam dużo, czasem więcej niż mężczyźni, ale nie dlatego, na litość boską, że jestem kobietą, tylko dlatego, że jestem lepsza niż konkurencja.

                    A zmiana nazwiska ma dla mnie wyłącznie znaczenie, że tak powiem, logistyczne, bo przy zmianie nazwiska trzeba się bujać po urzędach i zmieniać dokumenty, reszta ideologii - patrz wyżej, ustęp o lataniu i powiewaniu.
                    • dziennik-niecodziennik Re: ale 12.07.11, 08:33
                      chciałam pisać osobny post, ale po co skoro już wszystko ładnie napisałaś... :)
                      utrata tożsamości po zmianie nazwiska? - prawdziwie znane w danym środowisku osoby moga sobie na to pozwolić bez problemu bez szkody dla rozpoznawalnosci.

                    • turzyca Re: ale 16.07.11, 02:23
                      > Musiałabym bardzo się nudzić i nie mieć żadnych problemów w życiu, aby uznać zm
                      > ianę nazwiska za pozbawienie mnie bycia "mną". Żeby pozbawić mnie bycia mną, po
                      > trzeba czegoś więcej niż zmiany paru literek w podpisie.

                      Czyli twierdzisz, ze imie i nazwisko nie sa czescia tozsamosci? I nie mialabys problemu, zeby od jutra nazywac sie Maria Kowalska? Lub Janina Nowak? Nie masz swojego ulubionego wariantu imienia i reagujesz na kazdy nadany Ci przydomek?
                      • mama_kotula Re: ale 16.07.11, 13:12
                        Są częścią tożsamości, to nie ulega wątpliwości - natomiast nie jest to na tyle znacząca część mojej tożsamości, abym miała miauczeć z powodu jej "utraty" i aby zmiana wpłynęło to jakoś bardzo na mnie.

                        Cytat
                        Nie masz
                        > swojego ulubionego wariantu imienia i reagujesz na kazdy nadany Ci przydomek?


                        Jak miałam ok 17 lat ciągu kilku tygodni bardzo intensywnego imprezowania koledzy nadali mi przynajmniej kilkanaście przydomków, z których najbardziej urocze brzmiały: Pierestrojka i, excusez le mot, Biegunka; reszta mi jakoś w pamięć nie zapadła.
                        Moja siostra od lat mówi do mnie per Hipolit/Hipacy, inni mówią do mnie Kotula, byłam również Huaną, Ganją, Marcią (z uroczym powiedzonkiem lokalnym "nie ma ch.ja na Marcię!") cokolwiek - o ile wiedziałam, że to oznacza mnie, reagowałam, bo generalnie mi to latało, jak kto do mnie mówi. Na imię też reaguję, w każdej formie - fakt, nie lubię formy wołacza, ale tylko dlatego, że mi ten wyraz w uszach (ale to niezależnie od tego, że jest to moje imię - są wyrazy, które słyszane przeze mnie powodują zgrzyt zębów, wrażenie jak +/- skrobanie styropianem po szybie).

                        Jeszcze raz - imię i nazwisko jest częścią tożsamości, ale nie znacząco dużą. I identycznie byłabym sobą jako Marta P. i jako Janina K.
                        • nessie-jp Re: ale 20.07.11, 21:30
                          mama_kotula napisała:

                          > Są częścią tożsamości, to nie ulega wątpliwości - natomiast nie jest to na tyle
                          > znacząca część mojej tożsamości, abym miała miauczeć z powodu jej "utraty" i a
                          > by zmiana wpłynęło to jakoś bardzo na mnie.

                          To kwestia wolności wyboru. Jeśli masz ten wybór, to wybierasz to, czego TY chcesz, a nie to, co ci narzuca pan Wiesio w urzędzie i pani Jola na poczcie.

                      • ding_yun Re: ale 16.07.11, 13:46
                        turzyca napisała:


                        > Czyli twierdzisz, ze imie i nazwisko nie sa czescia tozsamosci? I nie mialabys
                        > problemu, zeby od jutra nazywac sie Maria Kowalska? Lub Janina Nowak? Nie masz
                        > swojego ulubionego wariantu imienia i reagujesz na kazdy nadany Ci przydomek?

                        Właśnie sobie uświadomiłam, że ze wszystkich nadanych imion i przezwisk jakimi najmniej przywiązana jestem do swojego normalnego imienia. Moje imię jest używane w trzech wersjach językowych i w każdej brzmi inaczej, rodzina rzadko mówi do mnie po imieniu, przyjaciele używają w zasadzie tylko różnych pseudonimów (ich inwencja nie ma granic). Za swoim imieniem nie przepadam głównie dlatego, że jest zbyt popularne, znam co najmniej kilkanaście osób, które noszą to samo imię i nie czuję z nim żadnego związku. Ale już ze swoim nazwiskiem - tak. Głównie przez podobieństwo do innych osób w mojej rodzinie noszących to samo nazwisko. Trudno byłoby mi się z nim rozstać.
                        • znowuniedziela Re: ale 16.07.11, 17:27
                          Ha! Ja z imieniem-średnio, raczej zdrobnienia wszelakie, raz jedno, raz drugie... Z nazwiskiem cóż, raczej identyfikuję się zarówno jako całość, jak i imię, lecz nie bynajmniej nie z nazwiskiem męża :]
              • ding_yun Re: ale 11.07.11, 12:03
                nessie-jp napisała:


                >
                > Odnoszę wrażenie, że to sztandardowy argument przeciwników feminizmu. I to w do
                > datku mało uzasadniony faktami. Po prostu urban legend, powtarzany z upodobanie
                > m przez osoby, które tak naprawdę nigdy w życiu nie spotkały żadnej kobiety zmu
                > szonej przez rzekome feministki do pozostania przy swoim nazwisku, chociaż ona
                > tak bardzo bardzo chciała po mężu.
                >
                1.Na pewno nie jestem przeciwniczką feminizmu, wręcz przeciwnie :)
                2.Nie spotkałam kobiety, którą ktoś zmusiłby do pozostania przy swoim nazwisku/porzucenia idei prowadzenia do ołtarza przez ojca etc, ale spotkałam się z dość agresywnym najeżdżaniem na kobietę, która miała taki pomysł. Daję po prostu wyraz swojej opinii, że takie najeżdżanie jest właśnie jak najdalsze od feminizmu. Nawet jeśli dany zwyczaj ma swoje źródła w czymś głęboko niefeministycznym to dziś już jest kwestią wyboru i nie ma się o co rzucać moim zdaniem. Fakt faktem, że rzucanie się zaobserwowałam głównie w dyskusjach na forach, w realnym życiu jakoś mniej.
          • mama_kotula Re: ale 10.07.11, 17:20
            Cytat
            zasadniczo feministkom nie idzie przecież w tym wypadku o to, czy kobieta ma zmienić/ nie ma zmienić nazwiska/ dodać sobie dziesięć innych, tylko o społeczne oczekiwanie, które za oczywistą oczywistość przyjmuje zmianę nazwiska przez kobietę. czyli jednak pozbycie się ważnej składowej tożsamości i zastąpienie jej inną.

            feminizm wprowadził "uzasadnioną wątpliwość" w tej materii


            Co nie zmienia faktu, że wg mnie wprowadzanie wątpliwości w tej materii jest tematem zastępczym :)
            • jottka Re: ale 10.07.11, 17:35
              ale zastępczym do czego? bo nie rozumiem - feminizm to szerokie pojęcie i niekoniecznie (o ile dobrze zgaduję) trzeba obciążać wnioski z badań historycznych zadaniami, powiedzmy, działaczek społecznych.
              • znowuniedziela Re: ale 10.07.11, 17:57
                Meritum zdechło :/
    • staua Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 16:11
      Eeee...
      Przyjelam nazwisko meza po doktoracie, mialam pod panienskim raptem cztery publikacje. Mam je w resume, a link do Pubmedu mozna sformulowac tak, zeby sie w nim znalazlo (tak zrobilam na stronie mojej grupy). Maz juz mial podwojne nazwisko, to co, mialabym miec potrojne? Poza tym jego nazwisko podobalo mi sie bardziej.
      Moze utracilam tozsamosc :-(
      • sta-fraszka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 22.09.11, 23:50
        staua napisała:

        > Eeee...
        > Przyjelam nazwisko meza po doktoracie, mialam pod panienskim raptem cztery publ
        > ikacje. Mam je w resume, a link do Pubmedu mozna sformulowac tak, zeby sie w ni
        > m znalazlo (tak zrobilam na stronie mojej grupy). Maz juz mial podwojne nazwisk
        > o, to co, mialabym miec potrojne? Poza tym jego nazwisko podobalo mi sie bardzi
        > ej.
        > Moze utracilam tozsamosc :-(

        Ja tak samo. Do zmiany nazwiska na mezowskie sklonily mnie trzy aspekty: nie lubie mojego panienskiego (choc ani popularne, ani rozpoznawalne), chcialam bysmy sie cala rodzina nazywali tak samo oraz reakcja mojego meza na fakt, ze chce przyjac jego nazwisko (ucieszyl sie i powiedzial, ze jest zaszczycony bo on zalozyl, ze skoro mam publikacje i doktorat pod panienskim to wrecz nie wypada proponowac bym zmieniala).
        Nadal jestem ta sama osoba.

        A co do "przejscia spod kurateli tatki" do "przejscia pod kuratele meza" po slubie... hm... przeciez nie wybiera sie nowego niezaleznego nazwiska ino zostawia to tatkowe.
        To co: nigdy sie spod kurateli tego tatki nie wychodzi?
    • minerwamcg Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 21:22
      Ee. Podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem, że skoro dla kogoś zmiana nazwiska jest utratą tożsamości, to słaba ta tożsamość być musi :D
      Byłabym sobą nawet gdybym się nazwała Ewangelina Kupść. Jeden warunek - musiałabym się tak nazwać sama. Ale nazwisko męża przyjęłam właśnie sama, nikt mnie do tego nie zmuszał.
      Uważam, że to dobrze, kiedy wszyscy w rodzinie - żona, mąż, dzieci - noszą to samo nazwisko.
      • jottka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 10.07.11, 23:03
        minerwamcg napisała:

        > Ee. Podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem, że skoro dla kogoś zmiana nazwiska jest utratą tożsamości, to słaba ta tożsamość być musi :D


        to niewątpliwie prawda, tylko nie o to tu idzie.

        opisywana tu "utrata tożsamości" nie oznacza przecież utraty osobowości, a mam wrażenie, że tak ten zwrot interpretujecie. tutaj to pojęcie oznacza - ja wiem? - podstawową formalną identyfikację osoby. i kiedyś prawo wymuszało zmianę tejże identyfikacji na osobie płci żeńskiej, li i jedynie. szczęśliwie dziś z przymusu pozostał konwenans, ale sam ze siebie on nie zaistniał, jak i wiele innych, zapewne istotniejszych zmian dokonanych pod wpływem przeróżnych ruchów równościowych. jako taki jest obojętny, ale na zdrowy rozum w imię czego właściwie to przewłaszczenie ma się koniecznie dokonywać?:)


        >. Ale nazwisko męża przyjęłam właśnie sama, nikt mnie do tego nie zmuszał.

        patrz wyżej - dziś już nie musisz:)


        > Uważam, że to dobrze, kiedy wszyscy w rodzinie - żona, mąż, dzieci - noszą to samo nazwisko.

        a to kwestia prywatnych upodobań, ale nie każdemu i nie każdej musi odpowiadać patrylinearność.
        • ginestra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 01:02
          jottka napisała:

          >
          i kiedyś prawo wymuszało zmianę tej
          > że identyfikacji na osobie płci żeńskiej, li i jedynie.

          Zależy co dla Ciebie oznacza słowo "kiedyś" i o jakich czasach mówimy. W czasach, w których rozgrywa się akcja jeżycjady, a idąc dalej, np. w pokoleniu moich rodziców (obecnie 70-latków) i wcześniej, jak najbardziej można było pozostać przy swoim nazwisku lub dodać do swojego nazwiska nazwisko męża itp. Prawo niczego nie wymuszało.

          szczęśliwie dziś z przy
          > musu pozostał konwenans,

          Moim zdaniem przymusu nie było, chyba że mówisz o XIX wieku czy tym podobnych czasach, a nie nawiązujesz do założycielskiego posta.

          ale sam ze siebie on nie zaistniał, jak i wiele innych
          > , zapewne istotniejszych zmian dokonanych pod wpływem przeróżnych ruchów równoś
          > ciowych. jako taki jest obojętny, ale na zdrowy rozum w imię czego właściwie to
          > przewłaszczenie ma się koniecznie dokonywać?:)

          Nie rozumiem tutaj co masz na myśli. W imię czego? O co chodzi?

          minerva_mcgonagal (przepraszam, jeśli pomyliłam nick):
          >
          > > Uważam, że to dobrze, kiedy wszyscy w rodzinie - żona, mąż, dzieci - nosz
          > ą to samo nazwisko.

          jottka:
          > a to kwestia prywatnych upodobań, ale nie każdemu i nie każdej musi odpowiadać
          > patrylinearność.

          Nie każdemu, owszem, ale uważam, że nie jest absolutnie niczym dziwnym czy niestosownym czy uwłaczającym komukolwiek, kiedy wszyscy w rodzinie (rodzice i dzieci) mają to samo nazwisko.

          Uważam ponadto, że nie ma niczego w najmniejszym stopniu "uwłaczającego" w przyjmowaniu nazwiska męża: ani teraz, ani w czasach młodości Gaby i Idy, ani w czasach młodości moich rodziców i dziadków, kiedy ten zwyczaj był bardziej powszechny.

          Widzę natomiast psychologiczny plus tego zjawiska: nazwisko męża używane przez kobietę i jej samej i otoczeniu komunikuje i stale przypomina, że jest poślubiona konkretnemu mężczyźnie. Myślę, że to może budzić pewien respekt w otoczeniu i mężczyźni, którzy ją znali jako pannę, a teraz słyszą jak się przedstawia nowym nazwiskiem i jak należy ją tytułować, będą mieli mniej zapału do podrywania takiej mężatki (oczywiście jak świat światem znajdą się ludzie, którzy niczego nie uszanują), a i ona sama będzie czuła się bardziej związana z mężem. Są to - zaznaczam - takie subtelne rzeczy, rozgrywające się w podświadomości. Nie twierdzę, że nowe nazwisko ma jakąś magiczną moc i tak strasznie zmienia rzeczywistość i czyni ludzi z automatu wiernymi albo odczuwającymi respekt wobec pary małżeńskiej, bo nie, ale na pewno na podświadomość w jakimś stopniu wpływa.

          Mówię to również z własnego doświadczenia, bo pamiętam, że poślubiając męża i przyjmując jego nazwisko czułam bardzo wyraźną zmianę w stosunku do czasu, w którym posługiwałam się moim nazwiskiem panieńskim. Czułam wyraźnie, że pewien etap się skończył, a teraz trzeba przyzwyczaić się do nowego nazwiska, nowego podpisu i - "nowej drogi życia", na której jestem już kimś innym (choć oczywiście tą samą osobą wewnętrznie, ale przecież kimś innym: mężatką). I przedstawianie się i podpisywanie tym zupełnie nowym nazwiskiem (trzeba było wyrobić sobie też nowy podpis "zamaszysty") przypominało mi o tym, że jestem już tą nową osobą. Że tamta osoba, legitymująca się moim panieńskim imieniem i nazwiskiem, po prostu nie istnieje. Tak to odczuwam do dziś. To jest coś takiego, jak patrzeć na swoje zdjęcia z dzieciństwa. Ta osoba ze zdjęć to niby ja, ale już jej tak naprawdę nie ma - tego dziecka po prostu nie ma, nigdzie go się fizycznie nie spotka. To jest ktoś inny, dawna ja, a nie obecna.

          Chodzi mi o to, że przyjęcie nowego nazwiska (nowego podpisu itp.) powoduje pewne podświadome zmiany i wtedy, myślę, że dla kobiety łatwiejsze jest pamiętanie o tym, że coś się temu mężowi przysięgało, że nie jest już panną i nie może (nie powinna) sobą dysponować tak jak mogłaby, będąc panną. Mam nadzieję, że podobny przekaz otrzymuje i podświadomie odczuwa też otoczenie, które z mężatką ma do czynienia.

          Poza tym, na logikę, myślę, że przyjmowanie nazwiska męża przez żonę ma swoje uzasadnienie, zarówno historyczne (ciągłość rodu, dziedziczenie), jak i praktyczne (nadawanie nazwiska dzieciom urodzonym w małżeństwie i wszelkich praw, zaznaczanie przez kobietę wobec otoczenia, że jest już mężatką itp.). Oczywiście nie zawsze to działało zgodnie z intencją i "duchem" takiej praktyki (kobiety rodziły w małżeństwie nieślubne dzieci itp.), ale uważam, że nie było i nie jest to wcale przejawem jakiegoś ciemiężenia kobiet, tylko jest w tym logika.

          A propos, nie wiem czy oglądał ktoś z Was serial komediowy "Mamuśki", a konkretnie odcinek pt. "Nazwisko"? Cały odcinek kręcił się wokół tego czy bohaterka serialu ma przyjąć nazwisko męża czy nie (jej rodzice buntowali ją, że właśnie nie powinna przyjmować nazwiska męża, bo to jest oznaka męskiej dominacji i utrata tożsamości tej narzeczonej), a jak potem on wymyślił, że tak kocha żonę, że chętnie przyjmie jej nazwisko, to też to niespecjalnie podobało się przyszłym teściom. Oczywiście intrygę nakręcała też "mamuśka" narzeczonego i tak dalej. Myślę, że ten odcinek byłby dobrą ilustracją tej dyskusji tutaj o nazwiskach. Polecam.

          Jak dla mnie, problem jest trochę podobny jak w tej anegdocie (prawdziwej), którą kiedyś przytoczyłam, mianowicie takiej, że w pewnych kręgach feministki namawiały kobiety do buntu przeciwko pozycji seksualnej, w której mężczyzna jest na kobiecie, bo jest to przejaw męskiej dominacji. Niedługo "przejawem męskiej dominacji" będzie to, że mężczyzna za kobietę zapłaci rachunek w restauracji albo przepuści ją w drzwiach. :( Dla mnie to jest zły kierunek, takie dopatrywanie się wszędzie męskiej dominacji, nawet tam, gdzie jej nie ma.

          A jeszcze na koniec (wciąż w temacie, bo wychodząc od symboliki wspólnego nazwiska z mężem), to bardzo by mi się podobało (a wręcz marzy mi się), gdyby kobiety zachęcały jedne drugiej do kobiecej solidarności, ale w czymś innym: na przykład w tym, że jeśli kobiecie podoba się mężczyzna, a okazuje się być żonaty, to żeby właśnie kandydatka na "tę trzecią" poczuła kobiecą solidarność z żoną tego mężczyzny i zerwała znajomość z owym panem ze skutkiem natychmiastowym, najlepiej dając jednocześnie wyraz tejże kobiecej solidarności, czyli mówiąc mu, żeby raczej skierował swoją uwagę na żonę i na naprawianie relacji z nią. To by była prawdziwa kobieca solidarność i pamiętam, że apelowała o nią także w swoich publikacjach dr Wanda Półtawska (przyjaciółka Jana Pawła II).

          Nie wiem czy marzenie o tym, żeby kobiety poświęcały energię na tego typu działania, promujące kobiecą solidarność, o jakiej powyżej (oczyma duszy widzę nawet kampanie społeczne, publikacje w mediach i billboardy) zamiast trwonić ją na wyszukiwanie wyimaginowanych przejawów męskiej dominacji, jest możliwe do spełnienia, ale zawsze można mieć nadzieję.
          • dakota77 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 01:10
            Co ma zmiana nazwiska do pamietania o przysiedze malzenskiej? Uwazasz, ze kobiety, ktore maja podwojne nazwiska sa nieco mniej wierne, niz te, ktore nosza wylacznie nazwisko meza, a te, ktore zostaly przy panienskim nie sa wierne w ogole? Bo nazwisko im nie przypomina o tym, ze sa mezatkami? Chyba sobie zartujesz. Naprawde nie nazwisko swiadczy o tym, jaka sie jest zona.
            • ginestra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 01:22
              dakota77 napisała:

              > Co ma zmiana nazwiska do pamietania o przysiedze malzenskiej? Uwazasz, ze kobie
              > ty, ktore maja podwojne nazwiska sa nieco mniej wierne, niz te, ktore nosza wyl
              > acznie nazwisko meza, a te, ktore zostaly przy panienskim nie sa wierne w ogole
              > ? Bo nazwisko im nie przypomina o tym, ze sa mezatkami? Chyba sobie zartujesz.
              > Naprawde nie nazwisko swiadczy o tym, jaka sie jest zona.


              Nie, nie uważam tak. Bardzo proszę przeczytać powoli i spokojnie mój post.

              Nie pisałam absolutnie, że jakieś kobiety są mniej wierne, bo nie przyjęły nazwiska męża. To nie wynika w żaden sposób z treści mojego posta!

              Wierność to indywidualna sprawa i wyraźnie napisałam w kilku miejscach, że oczywiście nie uważam, że przyjęcie nazwiska męża ma magiczną moc i zmienia ludzi w wiernych, tylko że zamysł zmiany nazwiska przy zmianie stanu cywilnego ma pewien sens, właśnie z uwagi na "totalny" charakter takiej zmiany (w odczuciu dla kobiety jest to niewątpliwie duża zmiana: pożegnanie się na zawsze ze swoim nazwiskiem i przyjęcie nowego, obcego, na którego brzmienie nie miało się wpływu, ale które akceptuje takim, jakie jest, jako odtąd swoje własne, bo kocha się męża).

              Chciałam po prostu podkreślić, że ten pierwotny, historyczny zamysł związany właśnie z takim "rytuałem" pożegnania ze swoim nazwiskiem i przyjęciem nazwiska męża w dniu ślubu, mówiąc potocznie, "nie głupi wymyślił", i że to oddziałuje na podświadomość ludzi.

              Tylko tyle.

              Poza tą uwagą o podświadomości, jest mi kompletnie obojętne co kto robi ze swoim nazwiskiem.

              Osobną sprawą jest to, że niektóre nazwiska brzmią bardzo źle, na przykład budzą jakieś wulgarne czy innego typu obraźliwe czy budzące śmieszność skojarzenia i ja całkowicie popieram zmianę takich nazwisk (nawet w urzędzie, formalnie) oraz odmowę przyjęcia nazwiska przez kobietę, jeśli wychodzi za mąż, a mąż upiera się, żeby to nazwisko przyjęła. (W takiej sprawie, że mąż się przed ślubem na coś upiera, to bym radziła w ogóle zastanowić się czy brać ślub z takim). To są wyjątki i oczywiście o nich nie pisałam powyżej.

              Chodziło mi o ogólną ideę przyjmowania nazwiska męża i o tę podświadomość.
              • znowuniedziela Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 01:30
                pamiętam, że poślubiając męża i przyjmując jego nazwisko czułam bardzo wyraźną zmianę w stosunku do czasu, w którym posługiwałam się moim nazwiskiem panieńskim. Czułam wyraźnie, że pewien etap się skończył, a teraz trzeba przyzwyczaić się do nowego nazwiska, nowego podpisu i - "nowej drogi życia", na której jestem już kimś innym (choć oczywiście tą samą osobą wewnętrznie, ale przecież kimś innym: mężatką). I przedstawianie się i podpisywanie tym zupełnie nowym nazwiskiem (trzeba było wyrobić sobie też nowy podpis "zamaszysty") przypominało mi o tym, że jestem już tą nową osobą. Że tamta osoba, legitymująca się moim panieńskim imieniem i nazwiskiem, po prostu nie istnieje.
                idąc twoim tokiem, mąż mógł Cię zdradzać na prawo i lewo, bo nie zmienił nazwiska, i dla niego nic się nie skonczyło-to, o czym piszesz, to farmazony kobiety, która będzie udowadniała "na siłę", że "jest,jak jest"-bo tak musi być. Współczuję ubogiego ducha kobiecej wartości-tylko na pdst Twego wywodu, bo jest ubożuchny w treść -nie ma nic wspólnego z meritum, a podkreśla"bądźcie poddane mężom"-zaściankową moralność.No i moje wielkie zdziwienie, że Istnieją jeszcze TAKIE kobiety ;)
                • ginestra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 02:40
                  znowuniedziela napisała:


                  > idąc twoim tokiem, mąż mógł Cię zdradzać na prawo i lewo, bo nie zmienił nazwis
                  > ka, i dla niego nic się nie skonczyło-to, o czym piszesz, to farmazony kobiety,
                  > która będzie udowadniała "na siłę", że "jest,jak jest"-bo tak musi być. Współc
                  > zuję ubogiego ducha kobiecej wartości-tylko na pdst Twego wywodu, bo jest ubożu
                  > chny w treść -nie ma nic wspólnego z meritum, a podkreśla"bądźcie poddane mężom
                  > "-zaściankową moralność.No i moje wielkie zdziwienie, że Istnieją jeszcze TAKIE
                  > kobiety ;)

                  Bardzo mnie dziwią Twoje wnioski. Chyba trochę nadinterpretujesz moje wypowiedzi. :-/

                  Celowo nie pisałam nic o mężczyznach. Skupiłam się na perspektywie kobiecej związanej ze zmianą nazwiska po rozwodzie, w nawiązaniu do założycielskiego postu o bohaterkach jeżycjady, czyli o kobietach oraz do tytułu "Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości...".

                  O mężczyznach to może przy innej okazji.

                  Co do Twojej oceny moich poglądów, to myśl sobie co chcesz.
                  • ginestra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 02:46
                    ginestra napisała:

                    Errata:

                    Jest: "Celowo nie pisałam nic o mężczyznach. Skupiłam się na perspektywie kobiecej zwi
                    > ązanej ze zmianą nazwiska po rozwodzie "

                    Miało być: "po ślubie".

                    Błąd spowodowany późną porą albo czymkolwiek innym, przepraszam, choć na pewno można domyślić się, że chodziło o ślub, bo to jest temat tego wątku.

                    --
                • dziennik-niecodziennik Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 08:43
                  > idąc twoim tokiem, mąż mógł Cię zdradzać na prawo i lewo, bo nie zmienił nazwis
                  > ka

                  co ma piernik do wiatraka? skąd taki wniosek z tej wypowiedzi??...
                  i jak to się ma do kobiecej wartości? teraz nazwisko świadczy o mojej kobiecej wartości, tak jak kiedyś błona dziewicza?... moim zdaniem jest wiele innych cech określających moją wartość jako kobiety i jako człowieka - i chocbym zmieniła nazwisko dwadzieścia razy, to nie wpłynie to na moją wartość i już.
                  • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 10:39
                    dziennik-niecodziennik napisała:

                    > i jak to się ma do kobiecej wartości? teraz nazwisko świadczy o mojej kobiecej
                    > wartości, tak jak kiedyś błona dziewicza?
                    ... moim zdaniem jest wiele innych cec
                    > h określających moją wartość jako kobiety i jako człowieka - i chocbym zmieniła
                    > nazwisko dwadzieścia razy, to nie wpłynie to na moją wartość i już.

                    Bingo.
              • dakota77 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 01:42
                Dla mnie tu nie ma zadnej filozofii pt. zegnanie sie z dawnym zyciem. Jest zwyczaj, do ktorego mozna sie mniej lub bardziej sklaniac, i juz.

                I wiesz, jak piszesz " przyjęcie nowego, obcego, na którego brzmienie ni
                > e miało się wpływu, ale które akceptuje takim, jakie jest, jako odtąd swoje wła
                > sne, bo kocha się męża" to dla mnie jednak tu gdzies pobrzmiewa przekonanie, ze jak sie nie ma specjalnej checi przyjecia nazwiska meza, to sie go nie kocha wystarczajaco:)
                • ginestra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 02:43
                  dakota77 napisała:

                  > Dla mnie tu nie ma zadnej filozofii pt. zegnanie sie z dawnym zyciem. Jest zwyc
                  > zaj, do ktorego mozna sie mniej lub bardziej sklaniac, i juz.

                  Owszem, jest to zwyczaj i tak dalej. Co do poczucia odgradzania pewnego rozdziału życia od innego w związku ze zmianą nazwiska, to myślę, że ktoś, kto zrezygnował ze swojego nazwiska i przyjął nazwisko męża, siłą rzeczy odczuwa pewien "smak" tego przejścia. Zapewne jest to subiektywne jak bardzo odczuwa, ale myślę, że każdy coś wtedy niecodziennego odczuwa. To trzeba po prostu przeżyć, żeby zrozumieć o czym mówię.


                  >
                  > I wiesz, jak piszesz " przyjęcie nowego, obcego, na którego brzmienie ni
                  > > e miało się wpływu, ale które akceptuje takim, jakie jest, jako odtąd swo
                  > je wła
                  > > sne, bo kocha się męża" to dla mnie jednak tu gdzies pobrzmiewa przekonan
                  > ie, ze jak sie nie ma specjalnej checi przyjecia nazwiska meza, to sie go nie k
                  > ocha wystarczajaco:)

                  Nie, to jest kompletna nadinterpretacja. Nie wiem co Ci pobrzmiewa, ale ja tego nie napisałam.
                  • dakota77 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 02:50
                    Ginestro. Naprawde nie uwazam, zeby kobieta, ktora przyjela nazwisko meza, przezyla przy okazji podpisywania tych dokumentow cos bardziej niecodziennego niz kobieta, ktora do swojego nazwiska dolaczyla nazwisko meza, jak ja, lub ktora w ogole pozostala przy swoim. To jest tylko nazwisko. Nie samo nazwisko decyzduje o tozsamosci kobiety, a juz na pewno nie decyduje o jakosci malzenstwa.
                    • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 07:44
                      Cytat
                      Naprawde nie uwazam, zeby kobieta, ktora przyjela nazwisko meza, przezyla przy okazji podpisywania tych dokumentow cos bardziej niecodziennego niz kobieta, ktora do swojego nazwiska dolaczyla nazwisko meza, jak ja, lub ktora w ogole pozostala przy swoim.


                      Myślę, że te "metafizyczne" i "niecodzienne" przeżycia owszem, występują czy mogą wystąpić - ale mają raczej związek z samą ceremonią ślubu, a nie ze zmianą nazwiska, jak to sugeruje Ginestra. Niemniej piszę jako teoretyczka, więc mogę się mylić :P
                      • dakota77 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 16:16
                        Dokladnie o to mi chodzilo:). Slub moze takich przezyc dostarczyc, jasne, ale przyjecie nazwiska meza?:)
                  • seidhee Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 20.07.11, 10:43
                    ginestra napisała:
                    > Co do poczucia odgradzania pewnego rozdzia
                    > łu życia od innego w związku ze zmianą nazwiska, to myślę, że ktoś, kto zrezygn
                    > ował ze swojego nazwiska i przyjął nazwisko męża, siłą rzeczy odczuwa pewien "s
                    > mak" tego przejścia. Zapewne jest to subiektywne jak bardzo odczuwa, ale myślę,
                    > że każdy coś wtedy niecodziennego odczuwa. To trzeba po prostu przeżyć, żeby z
                    > rozumieć o czym mówię.

                    Zmieniłam nazwisko po ślubie. Miałam ku temu swoje własne i osobiste powody. Ale tego, co piszesz, nie rozumiem ani w ząb.
                    • lezbobimbo Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 20.07.11, 11:03
                      seidhee napisała:

                      > ginestra napisała:
                      > > Co do poczucia odgradzania pewnego rozdzia
                      > > łu życia od innego w związku ze zmianą nazwiska, to myślę, że ktoś, kto z
                      > rezygn
                      > > ował ze swojego nazwiska i przyjął nazwisko męża, siłą rzeczy odczuwa pew
                      > ien "s
                      > > mak" tego przejścia. Zapewne jest to subiektywne jak bardzo odczuwa, ale
                      > myślę,
                      > > że każdy coś wtedy niecodziennego odczuwa. To trzeba po prostu przeżyć, ż
                      > eby z
                      > > rozumieć o czym mówię.
                      >
                      > Zmieniłam nazwisko po ślubie. Miałam ku temu swoje własne i osobiste powody. Al
                      > e tego, co piszesz, nie rozumiem ani w ząb.

                      Jak to, jak to, Seidhee, nie mialas subiektywnych halucynacji jak każdy po przyjęciu nazwiska męża? Dziwna jakas jestes... ;) :PPPP
                      • seidhee Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 20.07.11, 13:19
                        To chyba niedobrze wróży mojemu małżeństwu... ;)
                    • melmire Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 20.07.11, 11:46
                      Tym bardziej ze chyba nie ma "momentu przejecia nazwiska". Decydujesz ze chcesz i zaczynasz latac po urzedach przez kilka ladnych tygodni, faktycznie niemal mistyczne przezycie :)
                      Ja chcialam (i chcialabym nadal) zachowac swoje, teraz zaczynam czasami dodawac mezowskie, bo nie mam sily (wstydze sie tego strasznie) walczyc z administracja, pokazywac wyciagi z kodeksu cywilnego itd. Glupia sprawa : ostatnia praca odmowila zarejestorwania mnie pod nazwiskiem panieniskim, wiec nie moglam otworzyc na nie nowego konta bo pieniadze by nie wplywaly, wiec mam karte na nazwisko meza, wiec teraz musze skanowac dowody slubu zeby paypal chcial znowu dzialac, bo nie moge miec innego nazwiska uzytkownika, a innego karty, grrrrrrrrr.
                      • anutek115 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 21.07.11, 23:51
                        melmire napisała:
                        Glupia sprawa : ostatnia praca od
                        > mowila zarejestorwania mnie pod nazwiskiem panieniskim, wiec nie moglam otworzy
                        > c na nie nowego konta bo pieniadze by nie wplywaly, wiec mam karte na nazwisko
                        > meza, wiec teraz musze skanowac dowody slubu zeby paypal chcial znowu dzialac,
                        > bo nie moge miec innego nazwiska uzytkownika, a innego karty, grrrrrrrrr.

                        Rany, Melmire, serio?? To ja mam jakies niebywałe szczęście albo spotykam samych rozsądnych urzedników, bo zostałam przy swoim nazwisku i nigdy i nigdzie nie miałam z tego powodu najmniejszych problemów. No, na porodówce domagali sie aktu ślubu chcąc wypisac jakies papiery dziecku, miałam (przypadek, potem, juz uświadomiona, zabierałam do szpitala celowo), dałam, wzięli, wypisali akt, koniec sprawy. Poza tym cienia kłopotów, w zadnym urzedzie, banku, u lekarza, w szkole dzieci, nawet mój polecony na poczcie mąż odbierał....

                        Teraz zaczynam sie obawiac, że co sie odwlecze ;D...
          • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 07:42
            Cytat
            Ginestra napisała: (wszystko co napisała Ginestra, że szczególnym uwzględnieniem "nazwisko męża używane przez kobietę i jej samej i otoczeniu komunikuje i stale przypomina, że jest poślubiona konkretnemu mężczyźnie")


            Po raz kolejny - jakbym do dochowania wierności mężowi potrzebowała dodatkowego yyy podświadomego przypominacza w postaci nazwiska, to jakość tego związku byłaby, że tak powiem, wątpliwa. A gdzie przypominacz dla pana? Aaaa, i to pewnie dlatego się chętniej usprawiedliwia zdradę pana, że biedny misio dał się uwieść tej okropnej trzeciej. Pewnie dlatego, że przypominacza nie miał. Ranyboskie.

            "Żegnanie się ze starym życiem" mnie rozczuliło. Ochoch.

            A teoria o utracie tożsamości wydawała mi się wystarczająco idiotyczna, ech... niestety, nie doceniłam Ginestry, która wygrała w tym rankingu.
            • ginestra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 09:06
              mama_kotula napisała:

              > Cytat
              > Ginestra napisała: (wszystko co napisała Ginestra, że szczególnym uwzględnienie
              > m "nazwisko męża używane przez kobietę i jej samej i otoczeniu komunikuje i sta
              > le przypomina, że jest poślubiona konkretnemu mężczyźnie")
              >

              >
              > Po raz kolejny - jakbym do dochowania wierności mężowi potrzebowała dodatkowego
              > yyy podświadomego przypominacza w postaci nazwiska, to jakość tego związku był
              > aby, że tak powiem, wątpliwa. A gdzie przypominacz dla pana? Aaaa, i to pewnie
              > dlatego się chętniej usprawiedliwia zdradę pana, że biedny misio dał się uwieść
              > tej okropnej trzeciej. Pewnie dlatego, że przypominacza nie miał. Ranyboskie.
              >
              > "Żegnanie się ze starym życiem" mnie rozczuliło. Ochoch.
              >
              > A teoria o utracie tożsamości wydawała mi się wystarczająco idiotyczna, ech...
              > niestety, nie doceniłam Ginestry, która wygrała w tym rankingu.

              Mamo Kotulo,

              1. po pierwsze, jeśli przytaczasz cytat ze mnie, to przytocz cytat.
              To, co przytoczyłaś, to są jakieś Twoje wytwory, a nie to, co ja faktycznie napisałam.

              2. przeczytaj ze zrozumieniem moje posty i nie wymyślaj treści, których tam nie ma.

              3. nie pisałam w tych postach o żadnych "metafizycznych" przeżyciach.

              4. odniosłam się do założycielskiego postu i tytułu wątku, który komunikuje tezę utraty tożsamości przez kobiety, które przyjęły nazwisko męża. Nie zgadzam się z tą tezą i nie zgadzam się z tym, że przyjęcie nazwiska męża jest uwłaczające, świadczy o braku tożsamości itp. To wszystko napisałam w swoich postach.

              Natomiast, również na podstawie swoich doświadczeń, napisałam też, że choć przyjęcie nazwiska męża (zamiast swojego panieńskiego) nie jest, według mnie, utratą tożsamości, to jednak jest ono dużą zmianą i dla podświadomości nie jest to na pewno czymś obojętnym. Ze swojej natury jest to przekaz związany z silnym związaniem się z mężem i z wejściem w nowy stan cywilny. Opisałam ten przekaz dla podświadomości (używając też konkretnych słów, które jasno mówiły, że jest to subtelny przekaz, i że nie ma on nic wspólnego z faktyczną wiernością danej kobiety itp.). Po prostu taki dodatkowy czynnik, który coś kobiecie oraz jej otoczeniu komunikuje. Tyle.

              Proszę więc czytać ze zrozumieniem moje posty, a nie wymyślać.

              5. powtórzę: napisałam o perspektywie kobiecej, bo jej dotyczył założycielski post oraz tytuł wątku. Pisałam jako kobieta, bo nią jestem.

              6. Jeżeli żonaci mężczyźni piszący na tym forum zechcą podzielić się swoją męską perspektywą, tj. opowiedzieć nam o tym czym dla nich była taka zmiana, że żona przyjęła ich nazwisko rezygnując ze swojego panieńskiego (bo tego dotyczy wątek) i co wtedy poczuli i co czują nadal kiedy żona posługuje się ich nazwiskiem, to chętnie przeczytam.

              -
              • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 09:22
                Ginestro, ja czytam ze zrozumieniem twoje posty. I przytoczyłam twój cytat, jakbyś nie zauważyła. Po raz kolejny "zostałaś źle zrozumiana"? Och, co za szkoda. Ale mnie to nie dziwi. Tyle, że ja na twoim miejscu po tylu "złych zrozumieniach" zaczęłabym wyciągać wnioski.

                Melodia powstaje w uchu słuchającego.
                Rozumiem tak, jak napisałaś: że zmiana nazwiska jest komunikatem dla innych, że Zosia już nie jest panna, tylko mężatka - oraz, zacytuję: "dla kobiety łatwiejsze jest pamiętanie o tym, że coś się temu mężowi przysięgało, że nie jest już panną i nie może (nie powinna) sobą dysponować tak jak mogłaby, będąc panną"), no to przepraszam, jak w mordę strzelił jest to dla mnie jednoznaczne z "tej pani, która nie zmieni nazwiska, trudniej bedzie pamiętać o tym, że nie może sobą dysponować tak, jak mogłaby będąc panną". To właśnie napisałaś, droga Ginestro, mimo, że prawdopodobnie miałaś inne intencje - i po raz pińcsetny zostałaś źle zrozumiana. Ponownie, jakieś wnioski?

                PS. Co do żonatych facetów, mam jednego pod ręką, jak będzie chciał, to się wypowie. Ale z tego co na razie widzę, jego zdanie jest zbieżne z moim - twierdzi że obie teorie są idiotyczne, a zmiana nazwiska to zabieg wyłącznie formalny.
                • ginestra Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 09:35
                  mama_kotula napisała:

                  > Rozumiem tak, jak napisałaś: że zmiana nazwiska jest komunikatem dla innych, że
                  > Zosia już nie jest panna, tylko mężatka - oraz, zacytuję: "dla kobiety łatw
                  > iejsze jest pamiętanie o tym, że coś się temu mężowi przysięgało, że nie jest j
                  > uż panną i nie może (nie powinna) sobą dysponować tak jak mogłaby, będąc panną"

                  >
                  ), no to przepraszam, jak w mordę strzelił jest to dla mnie jednoznaczne z
                  > "tej pani, która nie zmieni nazwiska, trudniej bedzie pamiętać o tym, że nie
                  > może sobą dysponować tak, jak mogłaby będąc panną"
                  . To właśnie napisałaś,
                  > droga Ginestro, mimo, że prawdopodobnie miałaś inne intencje - i po raz pińcset
                  > ny zostałaś źle zrozumiana. Ponownie, jakieś wnioski?
                  >

                  Mamo_Kotulo, otóż szanuję, że dla Ciebie zdanie napisane przeze mnie i zdanie "odwrócone", napisane przez Ciebie są tożsame. Dla mnie nie są.

                  Nigdzie nie napisałam, że kobiecie, która nie przyjęła nazwiska męża zamiast swojego panieńskiego "będzie trudniej" pamiętać o wierności czy coś. To jest Twój wymysł.

                  Zauważyłam (także w tym wątku) pewną charakterystyczną rzecz ze strony osób, które ze mną dyskutują, a mianowicie jakieś odwracanie tego co napisałam i wymyślanie niby logicznych wniosków, jednakże bardzo odległych od sensu mojej wypowiedzi.

                  Jest to coś w tym sensie, jakbym napisała: "Ja osobiście uważam, że zupa pomidorowa z makaronem jest najlepsza", na co ktoś pisze: "Czyli uważasz, że jak ktoś nie lubi makaronu, to już mu nie może smakować zupa pomidorowa, tak??"

                  Zwracam na to uwagę, bo jest to charakterystyczny sposób "polemizowania ze mną", a równocześnie bardzo niefajny i nie świadczący dobrze o polemizujących.

                  EOT.
                  • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 09:54
                    Cytat
                    Mamo_Kotulo, otóż szanuję, że dla Ciebie zdanie napisane przeze mnie i zdanie "odwrócone", napisane przez Ciebie są tożsame. Dla mnie nie są.


                    Ale one są tożsame. Jeśli uważasz, że zmiana nazwiska jest czynnikiem ułatwiającym pamiętanie o czymś - a tak uważasz - to brak zmiany nazwiska oznacza brak tego konkretnego czynnika ułatwiającego.

                    Cytat
                    Nigdzie nie napisałam, że kobiecie, która nie przyjęła nazwiska męża zamiast sw
                    > ojego panieńskiego "będzie trudniej" pamiętać o wierności czy coś. To jest Twój
                    > wymysł.


                    Napisałaś, zacytuję ponownie: "dla kobiety łatwiejsze jest pamiętanie o tym, że coś się temu mężowi przysięgało, że nie jest już panną i nie może (nie powinna) sobą dysponować tak jak mogłaby, będąc panną". Dokładnie to napisałaś i dokładnie to znaczy to, co poniżej:

                    Kobieta, która zmienia nazwisko na nazwisko męża ma o 1 czynnik ułatwiający "pamiętanie" więcej niż kobieta, która nazwiska nie zmienia. Ergo, jest jej łatwiej, niż kobiecie, która nazwiska nie zmieniła. Ergo, jeśli jednej jest łatwiej, bo ma czynnik, to tej drugiej, która czynnika nie ma, jest trudniej. Jak masz szczoteczkę do zębów to jest ci łatwiej umyć zęby. Jak nie masz szczoteczki do zębów to owszem, zęby umyjesz, ale jest ci trudniej niż osobie która szczoteczkę ma. CBDO.

                    Całość jest o tyle idiotyczna, że zakłada, iż kobiecie trzeba PRZYPOMINAĆ, czy uświadamiać w jakiś specjalny sposób o tym, że nie jest już panienką i nie może, excusez le mot, już sobie bezkarnie dawać na prawo i lewo i proponować się mężczyznom. To mnie najbardziej w tym rozśmiesza - że potrzebny jest wg ciebie ten specjalny czynnik ułatwiający pamiętanie o tym, żeby się, za przeproszeniem, nie puszczać. I tak, wiem, zaraz napiszesz, że tego nie napisałaś. Ziew.

                    Oraz, mam dejavu. Dokładnie to samo było z tym kontaktem matki z dzieckiem po narodzinach. Pamiętasz, co wtedy bez namysłu chlapnęłaś, czy już nie bałdzo?
                  • znowuniedziela Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 10:05
                    GINESTRO_ależ w równiej mierze chodziło mi o to, o czym napisałaś, tylko zbulwersował mnie Twój wywód, bowiem nie sądziłam, że przyjęcie nazwiska obcej rodziny może wiązać się z "aż takimi" emocjami. Mnie to nie było na szczęście dane, niemniej zawsze współczułam kobietom, które dają sobą manipulować, bo maszyna "zmian" nakręca je"bo tak być musi".
                    Niestety, przekaz Twój wyraźnie mówi, że kobieta zmienia nazwisko, by być widzianą w oczach i swoich i cudzych jako łup mężczyzny, KTÓRY NAZWISKA U LICHA NIE ZMIENIŁ!!!, i wara od niej każdemu, bo ona już zdobyta, zaobrączkowana, ujarzmiona i tylko JEGO ....
                    To, o czym napisałaś jako o całej efekciarskiej naturze przejścia z panny w mężatkę jest STRASZNE, ale sadzę, prawdziwe, niestety.... To kobieta, z uwłaczającą ideologią zmienia w papierach swoje dane, przepisuje dyplomy, zaświadczenia i metryczki... Facet nie robi nic.
                    To, o czym WY piszecie, ze to tak ma być, że tak i koniec, że się czepiam-nie jest właściwe dla kobiet, które włąśnie mają tę tożsamość, bo ona się ZMIENIA PO ŚLUBIE, już nie jest Anna Kowalska, tylko Anna Nowak-to całkiem inna osoba.A tak być nie musi wcale. Bo to w urzędzie MAMO_KOTULA zanim się zawrze związek małżeński młodzi /lubo starzy :P sobie zamyślają, jak to chcą się nazywać i nie ma żadnych latań po urzędach, załatwienia itp-pani spisuje i koniec, a Twoje lata nie sugeruje, że raczej "coś" z tym nazwiskiem "majstrowałaś" :)
                    Moje zdanie-kobieta winna mieć nazwisko swoje , a nie męza,a innych zdanie może być, jakie jest :)
                    • mama_kotula Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 10:22
                      Cytat
                      Bo to w urzędzie MAMO_KOTULA zanim się zawrze związek małżeński młodzi /lubo starzy :P sobie zamyślają, jak to chcą się nazywać i nie ma żadnych latań po urzędach, załatwienia itp-pani spisuje i koniec, a Twoje lata nie sugeruje, że raczej "coś" z tym nazwiskiem "majstrowałaś" :)


                      Zmiana prawa jazdy.
                      Zmiana dowodu osobistego.
                      Zmiana innych dokumentów na których mam nazwisko.
                      Zmiana w banku, bądź w kilku bankach.
                      Zmiana w Urzędzie Skarbowym i ZUS.
                      150 spraw urzedowych, które trzeba załatwić, prędzej czy później, ale trzeba.
                      To jest to latanie po urzędach, o którym pisałam. Nie jest to dla mnie, zacytuję ciebie "uwłaczające" - to jest co najwyżej upierdliwe. Dlatego wg mnie zmiana nazwiska to jedynie dodatkowa upierdliwość, sprawa logistyki, takie tam.

                      Oraz, najbardziej emocjonujesz się ty. Plus, pokaż mi te "kobiety, które dają sobą manipulować, bo maszyna zmian nakręca je".
                      • mama_kotula Znowuniedziela, coś dla ciebie 14.07.11, 10:00
                        w temacie tej prostej i szybkiej zmiany nazwiska bez dodatkowych upierdliwości

                        forum.gazeta.pl/forum/w,619,127007433,,Wymiana_dokumentow_po_zmianie_nazwiska.html?v=2
                    • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 10:42
                      Zdanie podparte pewnie tą hyhyhy historią filozofii, o której się tam słyszało, że gdzieś coś tam kiedyś... ino niedokładnie...
    • czekolada72 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 10:14
      Pozwole sobie dorzucic jedna uwage nt noszenia lub nie nazwiska meza, taka z ostatnich dni.
      Zalatwiajac jakakolwiek sprawe w czyms nazwijmy to urzedzie, kobieta noszaca nazwisko takie samo jak maz ma o nieeeeboooo łatwiej, bo panie (generalnie) pytajac o nazwisko zalatwiajacej kobiety i slyszac to samo - uwazaja sprawe za zamknieta.
      Gdy zas uslysza inne.......... o to zaczyna sie szal, bo udowodnij teraz pani, ze noszac nazwisko X - faktycznie jestes zona pana Y. (przypominam, ze w obecnych dowodach nie ma zadnej informacji nt stanu cywilnego)
      • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 10:39
        To już specyfika dzisiejszych durnowatych dokumentów. Mam czwarty kolejny dowód w ciągu kilku lat, moja siostra dla porównania miała ten sam ponad dwadzieścia lat, a zmian w jej życiu nie brakowało.
        • czekolada72 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 11:10
          Ale nie w samym dokumencie rzecz.
          Jak masz zostawione "swoje" nazwisko bedac mezatka - nie zalatwisz nic ; wystarczy, ze nosisz mezowskie - wszyscy sa happy bo "jestes zona meza" i jest ok i zalatwiasz wszystko.
          Narod urzedniczy nie przyjmuje do wiadomosci, ze mozesz byc zona nienoszac nazwiska meza!
          • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 11:58
            Jak nie w dokumencie, jak tak.
            W starym dowodzie było miejsce na wpisanie małżonka. Moja siostra funkcjonowała ze swoim pierwszym dowodem ponad dwadzieścia lat, bo nie chciało jej się zmieniać. Nazwisko co prawda zmieniła, ale dowód pozostał ten sam - na którejś stronie miała wpisane, że mężatka, kogo poślubiła i jakie nosi nazwisko. Żadnych kłopotów z załatwianiem czegoś nie miała, wątpię, żeby miała, gdyby pozostała przy swoim - właśnie dlatego, że w dowodzie widniał jak byk mąż. Do zmiany przymusiła ją dopiero wymiana na plastikowy. I ona ma kurczę drugi dowód, a ja czwarty. Ale spoko, niedługo się przeprowadza, będzie miała trzeci, a ja całkiem możliwe, że piąty...
            • czekolada72 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 12:06
              No ok, ale chodzi o to, ze teraz wystarczy powiedziec nazwisko "po mezu" i nikt zadnego potwierdzenia od Ciebie nie wymaga - na upartego mozesz byc siostra, kuzynka, corka, zona po rozwodzie.
              Jak podajesz nazwisko inne niz mezowskie - traktuja cie jak naciagaczke, kochanke, no nie wiem juz kogo.
              Chodzi mi o mentalnosc urzednicza z zakodowaniem, ze zona to wylacznie osoba noszaca TAKIE SAMO NAZWISKO JAK MAZ
              • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 12:12
                Nie rozumiem, obawiam się. Prawie wszędzie w urzędach wymagany jest dowód, niezależnie od noszonego nazwiska. I wyznam, że w życiu nie przyszłoby mi do głowy na pytanie o nazwisko odpowiedzieć "po mężu". Nie nazywam się Pomężu :)
                • kkokos Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 12:53
                  a ja nie rozumiem, czego ananke nie rozumie, bo czekolada odnośnie urzędniczej mentalności napisała bardzo jasno - i bardzo słusznie, zresztą
                  • czekolada72 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 13:58
                    kkokos napisała:

                    > a ja nie rozumiem, czego ananke nie rozumie, bo czekolada odnośnie urzędniczej
                    > mentalności napisała bardzo jasno - i bardzo słusznie, zresztą

                    Uffffffffff!
                    Ulzyło mi, bo juz jasniej nie potrafie!
                    :)
                  • ananke666 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 14:25
                    To nie rozum. Turlałam się po urzędach jako panna i mężatka, turlały się rozmaite małżeństwa z różną konfiguracją nazwisk i naprawdę nie spotkałam się z tego typu sytuacją. Może dawniej, tego nie neguję, ale nie w ostatniej dziesięciolatce.
                    • jottka ananke 11.07.11, 14:34
                      to idzie tak:

                      poczta, okienko, pani w okienku, Kowalski przy okienku:

                      -dźbry, polecony przyszedł do żony, chciałem odebrać
                      - nazwisko?
                      - Nowak
                      - (szur szur szur), jest, dowód proszę
                      - (wręcza)
                      - ALE PAN MA INNE NAZWISKO!!! to ja nie moge wydać, niech TA PANI sama przyjdzie!

                      i nieważne, że masz adres ten sam czy co tam jeszcze, trzeba specjalne upoważnienie na poczcie przedłożyć, jeśli chcesz się mężem wyręczać w odbiorze przesyłek. zmiana określenia z "pana żony" na "tę panią" też jest charakterystyczna:)
                      • ananke666 Re: ananke 11.07.11, 15:03
                        To chyba mam przytomniejsze baby na poczcie.
                        • jottka Re: ananke 11.07.11, 15:06
                          jest to możliwe, ale jest to ten rzadziej spotykany przypadek:)
                          • czekolada72 Re: ananke 11.07.11, 16:47
                            Chyba najrzadziej spotykany, a wrecz wyjatek potwierdzajacy regule... niestety :(
                            • marta_k-a_78 Re: ananke 25.08.11, 22:14
                              Jest trochę inaczej. Zwykły polecony może odebrać ktokolwiek z tym samym adresem w dowodzie, np. ja polecony do ojca, który nie był nigdy u mnie zameldowany, ale dostał list na mój adres i przy odbiorze wpisuję w nawiasie córka. Noszę nazwisko po mężu. Mój mąż z awizo w garści nie może odebrać głupiej książeczki z allegro za mnie, bo w dowodzie ma inny adres...

                              Przekazy pieniężne i listy z sądu to jeszcze co innego. Nikt nic nie może.

                              Na offtop do offtopa - dodam, że samej/mu nie można wypełnić druczku na poczcie "chcę, żeby odbierał za mnie ten i ten ta i ta", bo muszą być obydwie osoby z dowodem osobistym. Ja samodzielnie nie mogę wypisać, że sobie życzę, żeby mógł za mnie odbierać mąż, mama, ciocia itp. Nasze dokumenty jednocześnie musi obejrzeć przypadkowy urzędnik poczty, bo przecież ja jestem tak głupia, że sama nie wiem, komu pozwalam odbierać.
                              • pani.filifionka Re: ananke 26.08.11, 00:03
                                Przekazy pieniężne i listy z sądu to jeszcze co innego. Nikt nic nie może.
                                >
                                > Na offtop do offtopa - dodam, że samej/mu nie można wypełnić druczku na poczcie
                                > "chcę, żeby odbierał za mnie ten i ten ta i ta", bo muszą być obydwie osoby z
                                > dowodem osobistym. Ja samodzielnie nie mogę wypisać, że sobie życzę, żeby mógł
                                > za mnie odbierać mąż, mama, ciocia itp. Nasze dokumenty jednocześnie musi obejr
                                > zeć przypadkowy urzędnik poczty, bo przecież ja jestem tak głupia, że sama nie
                                > wiem, komu pozwalam odbierać.

                                To bardzo dziwne, sądzę, że to nadgorliwość urzędników. Kilka razy wypisywałam upoważnienie i nikt nie domagał się obecności tej drugiej osoby. Po prostu trzeba wpisać jej dane, zgodne z dowodem. Można też zaznaczyć opcję odbioru listów z sądu.
                      • biljana Re: ananke 11.07.11, 16:44
                        Jest jeszcze gorzej.
                        Moje dziecko miało inne nazwisko niz ja. I idąc z nim do lekarza, dając swój dowód osobisty i córki książeczkę zdrowia, kilkakrotnie musiałam pisac oświadczenie, że jestem jej prawnym opiekunem, a konkretnie matką :) Bo inaczej dziecka nie przyjmą. Natomiast moja teściowa, jako osoba nosząca identyczne nazwisko jak moje dziecko, idąc z nim do lekarza nie miała żadnych problemów. Pies z kulawą nogą nie zapytał, czy aby jest prawnym opiekunem. A nie była.

                        Odnośnie samej zmiany nazwisk przez kobiety i łączeniem tego z feminizmem lub jego brakiem (brakiem feministycznej świadomości u kobiet, które nazwisko męża przyjmują). Dla mnie to naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Jest to po prostu wybór kobiety lub danej pary. Ja przyjęłam nazwisko męża, bo mi się bardziej podobało, niż moje panieńskie. Jakby mi się nie podobało, to bym nie zmieniła i tyle. Inna sprawa, że w moim zawodzie i moim środowisku, mój wybór został uznany za straszne fa pa, jak to i w ogóle. No kuriozum po prostu. Tak więc stereotypy mają się świetnie zarówno w jedną jak i w drugą stronę, zależy gdzie spojrzeć.
                        • ananke666 Re: ananke 11.07.11, 17:14
                          biljana napisała:

                          > Jest jeszcze gorzej.
                          > Moje dziecko miało inne nazwisko niz ja. I idąc z nim do lekarza, dając swój do
                          > wód osobisty i córki książeczkę zdrowia, kilkakrotnie musiałam pisac oświadczen
                          > ie, że jestem jej prawnym opiekunem, a konkretnie matką :) Bo inaczej dziecka n
                          > ie przyjmą.

                          Żyję chyba w innej rzeczywistości, jak Bora kocham. Miałam identycznie, dziecko nosiło nazwisko ojca, ówczesnego niemęża. Nie pamiętam, żebym coś takiego pisała ani u lekarza, ani przy przyjmowaniu dziecka do szpitala.
                          • ananke666 Re: ananke 11.07.11, 17:25
                            I po raz drugi twierdzę, że tego typu kłopoty są spowodowane zmianą dokumentów na ładniejsze, ale niepraktyczne.
                            W zielonym dowodzie były wpisane dzieci z imienia i nazwiska, z datą i miejscem urodzenia, numerem metryki i stopniem pokrewieństwa. Wpisany był także mąż/żona.
                            Przy pielgrzymkach urzędowych do tysiącznych świstków wkładałam także odpis aktu małżeństwa. Bardziej upierdliwe, owszem, ale to nie znaczy, że NICZEGO nie dało się załatwić.
                          • kkokos Re: ananke 11.07.11, 17:42
                            > Żyję chyba w innej rzeczywistości, jak Bora kocham. Miałam identycznie, dziecko
                            > nosiło nazwisko ojca, ówczesnego niemęża. Nie pamiętam, żebym coś takiego pisa
                            > ła ani u lekarza, ani przy przyjmowaniu dziecka do szpitala.


                            nie, po prostu masz szczęście albo nie masz pecha.

                            ja też nie musiałam nigdy udowadniać, że jestem matką mojego dziecka, za to nasza przychodnia jako jedyna mi znana żądała okazywania za_każdym_razem trzech książeczek: zdrowia dziecka i ubezpieczeniowej, ale również takiej podłużnej chudej, co to mazowiecka kasa chorych wszystkim rozdała, bo miały posłużyć do jakichś rewolucyjnych celów, a potem nigdy nie zostały wykorzystane. w mojej przychodni musiałam się nią legitymować przed dobre trzy czy cztery lata.

                            więc to jest też kwestia tego, na jakiego lokalnego świra trafisz i tyle
                            • czekolada72 Re: ananke 11.07.11, 17:55
                              Ano wlasnie - u mnie w przychodni nikt nigdy nie domagał sie jakiejkolwiek ksiazeczki, zaswiadczenia dot ubezpiecenia :)
                              • biljana Re: ananke 12.07.11, 11:24
                                No to zapraszam do LIM'u, Luxmed'u w Warszawie - bo tam mi nigdy nie wierzyli :))), że moje dziecko jest moje.
                                • kammik Re: ananke 12.07.11, 15:29
                                  W Enel-medzie też pisałam świstek, że z mego łona bachorzątko wyszło :)
                          • kai_30 Re: ananke 12.07.11, 00:47
                            ananke666 napisała:

                            > biljana napisała:
                            >
                            > > Jest jeszcze gorzej.
                            > > Moje dziecko miało inne nazwisko niz ja. I idąc z nim do lekarza, dając s
                            > wój do
                            > > wód osobisty i córki książeczkę zdrowia, kilkakrotnie musiałam pisac oświ
                            > adczen
                            > > ie, że jestem jej prawnym opiekunem, a konkretnie matką :) Bo inaczej dzi
                            > ecka n
                            > > ie przyjmą.
                            >
                            > Żyję chyba w innej rzeczywistości, jak Bora kocham.

                            Ja też. Nazwiska mam dwa, jedno panieńskie, drugie po byłym mężu, z obecnym żyję w konkubinacie, mamy wspólne dziecko, które nosi nazwisko taty, inne niż oba moje oczywiście. Nigdzie i nigdy nie musiałam pisać żadnego oświadczenia ani pokazywać aktu urodzenia.
                            • mama_kotula Re: ananke 12.07.11, 08:08
                              Cytat
                              Ja też. Nazwiska mam dwa, jedno panieńskie, drugie po byłym mężu, z obecnym żyję w konkubinacie, mamy wspólne dziecko, które nosi nazwisko taty, inne niż oba moje oczywiście. Nigdzie i nigdy nie musiałam pisać żadnego oświadczenia ani pokazywać aktu urodzenia


                              +1, moje pierwsze dziecko ma inne nazwisko niż ja, nic nie musiałam oświadczać/pokazywać.
                      • melmire Re: ananke 11.07.11, 16:58
                        Yyyy, ale to chyba normalne ze przesylke polecona czy paczke odbiera albo adresat albo osoba przez niego upowazniona? A nie maz, ciocia, brat czy kuzyn, bo maja wspolne nazwisko i adres?
                        Przynajmniej we Francji tak jest, kazdy moze ci odebrac przesylke - ale tylko z upowaznieniem i dwoma dowodami.
                        • czekolada72 Re: ananke 11.07.11, 17:06
                          No a w Polsce nie musisz miec pieciu upowaznien z pryleglosciami - wystarczy to samo nazwisko. Na przykład.
                          • czekolada72 Re: ananke 11.07.11, 17:09
                            A inny przylklad.
                            z naszej przychodni.
                            Czlowiek, ktory stale przyjmuje lek.
                            Potrzebne mu recepty.
                            Dostanie sie do lekarza to istny cyrk, ale mozna zostawic w rejestracji karteczke do lekarza o recepte .
                            I teraz - nie moze odebrac zona noszaca inne nazwisko.
                            Moze odebrac zas kazdy , nawt obcy, ktory nosi to samo nazwisko.
                            • kkokos Re: ananke 11.07.11, 17:38
                              > Dostanie sie do lekarza to istny cyrk, ale mozna zostawic w rejestracji kartecz
                              > ke do lekarza o recepte .
                              > I teraz - nie moze odebrac zona noszaca inne nazwisko.
                              > Moze odebrac zas kazdy , nawt obcy, ktory nosi to samo nazwisko.


                              zawsze odbieram dla mojej mamy - nikt mnie w życiu o moje nazwisko nie spytał.
                              ale wierzę ci, bo przychodnie są bardzo różne
                              • czekolada72 Re: ananke 11.07.11, 17:53
                                Napisze cos jeszcze innego, i ze tak powiem - szerzej - jezeli przychodzi do mnie do domu list polecony - to listonosz jest w stanie zostawic go KAZDEJ osobie ktora wustawi łeb przez drzwi - nawet wlamywaczowi, ktory zaparafuje na arkuszu odebranie.
                                Gdy idzie moje dziecko na poczte z moim awizem i dowodem (swoim), gdzie widnieje adres zameldownia ten sam co moj na awizie - nie zostanie jej list wydany.
                                Taka sama sytuacja dot malzonkow noszacych rozne nazwiska - zostala juz opisana.
                                Gdy pojdzie ktokolwiek - np zlodziej, z moim dowodem, np skradzionym - na poczcie wydadza mu polecony z usmiechem szczescia na ustach.

                                W ogole byla zona noszaca nazwisko wlasnego exa - moze zalatwic "na jego konto" wszystko, druga zona, nienoszaca nazwiska obecnego meza - nie zalatwi nic - i to nawet nie chodzi o sprawy typu ZUS i sad, ale wlasnie pierdolki typu "chcialam sie dowiedziec czy maz moze przyjechac i odebrac dokumenty - pytam ja, bo ja przechodze o bok instytucji, a maz za cholere od 2 dni nie moze sie dodzwonic"
                                Poprostu panuje przekonanie, ze nazwisko to juz jest swoista rekojmia.
                                • pani.filifionka Re: ananke 11.07.11, 18:07
                                  czekolada72 napisała:

                                  > Napisze cos jeszcze innego, i ze tak powiem - szerzej - jezeli przychodzi do mn
                                  > ie do domu list polecony - to listonosz jest w stanie zostawic go KAZDEJ osobie
                                  > ktora wustawi łeb przez drzwi - nawet wlamywaczowi, ktory zaparafuje na arkusz
                                  > u odebranie.
                                  > Gdy idzie moje dziecko na poczte z moim awizem i dowodem (swoim), gdzie widnie
                                  > je adres zameldownia ten sam co moj na awizie - nie zostanie jej list wydany.
                                  > Taka sama sytuacja dot malzonkow noszacych rozne nazwiska - zostala juz opisana
                                  > .
                                  > Gdy pojdzie ktokolwiek - np zlodziej, z moim dowodem, np skradzionym - na poczc
                                  > ie wydadza mu polecony z usmiechem szczescia na ustach.

                                  Hmm, dziwne to wszystko. Na poczcie mają przecież obowiązek wydać przesyłkę osobie, która jest zameldowana pod danym adresem. Chyba że chodzi o listy z sądu itp.
                                  A na cudzy dowód na poczcie nie mają prawa niczego wydać. Posługiwanie się cudzym dowodem to wykroczenie.
                          • melmire Re: ananke 11.07.11, 18:23
                            Ah, czyli jak ja Kowalska i ty Kowalska, to sobie mozemy wzajemnie paczki odbierac?
                            Jako nadawca przesylki poleconej place drozej min. dlatego ze chce zeby na pewno trafila do konkretnej osoby. Jak zamawiam sobie mega fluorescencyjne dildo to niekoniecznie zalezy mi na tym zeby przesylke odebral maz czy mamusia. Na tym polega idea upowaznienia, odbiera albo adresat, albo osoba TYM RAZEM przez niego wyznaczona.
                            Ale tutaj tez sie temu ludzie dziwia, jak to poleconego z sadu nie moze odebrac brat siostry kuzyna?
                            • lezbobimbo Re: OT halogenowy :P 18.07.11, 09:20
                              melmire napisała:
                              >jak zamawiam sobie mega fluorescencyjne dildo to
                              > niekoniecznie zalezy mi na tym zeby przesylke odebral maz czy mamusia.

                              Ale jesli zamawiasz takie zwykle, bez wielkich halo i mega, to moga? :P Wybacz, mspanc!
                              • melmire Re: OT halogenowy :P 20.07.11, 11:42
                                No tez jakby niekoniecznie :) my dildo is my castle czy jakos tak :) (moze "in"?)
                                • marta_k-a_78 Re: OT halogenowy :P 25.08.11, 22:22
                                  jak już napisałam wyżej - w warszawie najważniejszy jest adres w dokumentach, nie nazwisko. mąż z innym adresem w dowodzie może sobie nawet to awizo wytatuować na czole, a i tak odeślą precz.
      • morekac Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 16:52
        Zalatwiajac jakakolwiek sprawe w czyms nazwijmy to urzedzie, kobieta noszaca nazwisko takie samo jak maz ma o nieeeeboooo łatwiej, bo panie (generalnie) pytajac o nazwisko zalatwiajacej kobiety i slyszac to samo - uwazaja sprawe za zamknieta.
        Cóż, jeśli załatwia się sprawy męża to istotnie może być z tym problem...
        • nessie-jp Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 17:03
          morekac napisała:

          > Zalatwiajac jakakolwiek sprawe w czyms nazwijmy to urzedzie, kobieta noszaca na
          > zwisko takie samo jak maz ma o nieeeeboooo łatwiej, bo panie (generalnie) pytaj
          > ac o nazwisko zalatwiajacej kobiety i slyszac to samo - uwazaja sprawe za zamkn
          > ieta.
          > Cóż, jeśli załatwia się sprawy męża to istotnie może być z tym problem...

          Ależ skąd, wystarczy przecież, żeby mąż zmienił nazwisko na "po żonie". I już po problemie, prawda? :)
          • morekac Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 10:22
            Tyz prawda.
            A tak ogólnie dla takich Niemców czy Brytyjczyków (czy innych nacji niesłowiańskich) nazwisko np.Nowacka jest zupełnie innym nazwiskiem niż taki Nowacki. Tak więc w tych krajach pani Nowacka czy Kowalska nosi nazwisko inne niż jej mąż czy syn Nowacki lub Kowalski...
    • ssssen Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 12:58
      Przypomniała mi się historia mojej znajomej o podwójnym nazwisku, która po jakiejś konferencji wymieniała się wizytówkami, a jeden z obdarowanych spojrzał na jej wizytówkę, potem na nią, potem znów na wizytówkę i zapytał zdziwiony:

      "Przepraszam, a jak pani wyjdzie za mąż, to będzie pani miała nazwisko potrójne?!"


      • meduza7 Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 18:17
        Dla mnie zmiana nazwiska jest podkreśleniem tej wspólnoty, która łączy męża i żonę, a także dzieci, również szerzej - innych krewnych, taka klanowość ;)
        Natomiast z utratą tożsamości kojarzy mi się dawny zwyczaj przyjmowania nie tylko nazwiska, ale i poniekąd imienia męża - te wszystkie Maciejowe czy Dominikowe, które określane były już tylko przez ich "przynależność" do danego mężczyzny.
        • nessie-jp Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 11.07.11, 18:29
          meduza7 napisała:

          > Dla mnie zmiana nazwiska jest podkreśleniem tej wspólnoty, która łączy męża i ż
          > onę, a także dzieci, również szerzej - innych krewnych, taka klanowość ;)

          No, ale łączy także przecież krewnych żony, którzy noszą porzucane nazwisko, prawda? Ten argument miał jakikolwiek sens w czasach, gdy kobieta nie miała praw, tatuś płacił posag i zbywał kłopotliwy towar z domu.

          Dzisiaj chyba już nikt zdrowy na umyśle nie uważa dziedziczenia po kądzieli za coś mniej wartościowego, niż dziedziczenie po mieczu, więc co za różnica, które nazwisko przyjmą małżonkowie? Albo
          • piotr7777 sorry, ale jest to czepianie się 11.07.11, 19:59
            Jak ktoś słusznie zauważył kobiety mając możliwość wyboru w większości wypadków świadomie przyjmują nazwisko męża. To jest ich decyzja a nie jakieś narzucenie. Podobnie rzecz się ma z tym prowadzeniem do ołtarza przez ojca, co zresztą w Polsce raczej nie jest powszechne.
            W tym sensie bohaterki MM mieszczą się w średniej.
            Kiedyś tego wyboru kobiety faktycznie nie miały. Ale to już przeszłość.
            • ssssen Re: sorry, ale jest to czepianie się 12.07.11, 14:38
              >To jest ich decyzja a nie jakieś narzucenie.

              Różnie bywa. Znam człowieka, przyszłego żonkosia, który robił swojej przyszłej żonie niezłe piekło, bo chciała sobie zostawić panieńskie nazwisko (ba, nawet podwójne go wkurzało!).

              A kiedy siedziałem z nim w knajpie i wysłuchiwałem jaka ona to jest bezczelna, to aż mi się niedobrze robiło. Facet miał 25 lat...

              Oczywiście w końcu potulnie i dla świętego spokoju się zgodziła, czy mnie niemal do szału doprowadziła.
        • ssssen Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 15.07.11, 14:09
          Jak to szło? Czym się różni pani doktor od pani doktorowej? Ta pierwsza zdobyła tytuł głową.
    • croyance Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 12.07.11, 15:51
      Z tego co ja obserwuje w swoim srodowisku, zmiana/brak zmiany nazwiska po slubie nie ma absolutnie nic wspolnego z tym, czym kobieta sie zajmuje, ani jaka ma tozsamosc.

      Ja np. zmienilam nazwisko WBREW woli calej rodziny: moi rodzice chcieli, zebym zostawila sobie panienskie, tesciowie uwazali zmiane za dziwna (tu kobiety rzadko zmieniaja), a mojemu mezowi bylo wszystko jedno. Ale mnie latwiej zagranica z zagranicznym nazwiskiem i chcialam re-invent myself :-P Zawsze chcialam zmienic nazwisko, jakbym mogla, to moze i imie bym sobie zmienila - ot tak, zeby cos nowego bylo, zeby wlasnie jakas nowa tozsamosc nabyc. No, ale nazwisko meza jest ladne, jakby bylo brzydkie, albo by mi sie nie podobalo, to bym nie zmieniala. Nie widze zadnego zwiazku z niczym. Mysle, ze za duzo sie do tego przywiazuje wagi i przypisuje sie temu rzeczy nieco na wyrost.
      • lacitadelle błagam o tłumaczenie 22.07.11, 19:15
        zwolennicy ideolopozostawania przy swoim nazwisku - co wg Was jest jedynie słusznym sposobem postępowania wobec dzieci? Na logikę wychodzi mi, że dzieci powinny mieć podwójne, tylko co wtedy z wnukami?! Poczwórnego mieć nie mogą, a więc trzeba będzie je części tożsamości pozbawić, no i teraz pytanie, których dziadków przy tym ukrzywdzić? Jakieś uroczyste losowanie radzicie urządzić wraz z ceremonią pożegnania tożsamości i zadośćuczynienia dziadkom?
        • anutek115 Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 19:37
          lacitadelle napisała:

          > zwolennicy ideolopozostawania przy swoim nazwisku

          Chętnie wyjasnilabym ci, jak to jest w moim wypadku, ale nie mogę, bo nie jestem ideolo. Co więcej, czytałam caly watek i zadnego ideolo pozostawania przy swoim nazwisku nie zauwazyłam (w przeciwienstwie do ideolo zmieniania nazwiska), no, ale zakladam, że moge niedokladnie pamietać, watek jest długi.

          No, chyba ze dla ciebie kazda osoba pozostajaca przy swoim nazwisku jest ideolo (pozostała część twojego postu tak mi pobrzmiewa...), w takim razie tym bardziej dyskusja jest niemozliwa.

          - co wg Was jest jedynie słus
          > znym sposobem postępowania wobec dzieci? Na logikę wychodzi mi, że dzieci powin
          > ny mieć podwójne, tylko co wtedy z wnukami?! Poczwórnego mieć nie mogą, a więc
          > trzeba będzie je części tożsamości pozbawić, no i teraz pytanie, których dziadk
          > ów przy tym ukrzywdzić? Jakieś uroczyste losowanie radzicie urządzić wraz z cer
          > emonią pożegnania tożsamości i zadośćuczynienia dziadkom?
          • dakota77 Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 20:13
            Mozesz nie pamietac, moglas tez nie czytac nie zrozumieniem;-P. Tak czy owak podziwiam twoja cierpliwosc:). Ja tej calej kwestii ideolo nie pojmuje. Ty masz sie tlumaczyc, czemu nie wzielas nazwiska meza, ja zapewne dlatego, ze mam podwojne. Kobiety, ktore nosza nazwisko meza tlumaczyc sie nie musza, bo to normalne i oczywiste. Ech.
          • nessie-jp Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 20:13
            > Co więcej, czytałam caly watek i zadnego ideolo pozostawania przy swo
            > im nazwisku nie zauwazyłam

            Ja również jestem zdumiona i ni dudu nie potrafię zrozumieć, co ma wspólnego dziecko z tym, jakim nazwiskiem podpisuję się pod publikowanym artykułem, na jakie nazwisko mam od XX lat założone konto w banku, albo na jakie nazwisko przychodzi do mnie poczta od przyjaciół, którzy mnie znali z dawnych lat.

            Nie widzę żadnego ideolo w tym, że kobieta, która przeżyła lat 30 posługując się jednym nazwiskiem, może mieć prawo (a czasem nawet chęć) do dalszego używania tego nazwiska. Nie widzę najmniejszego ideolo w tym, że małżeństwo może wybrać sobie, jakie nazwisko będą nosić ich dzieci
            • lacitadelle Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 20:32
              ja też nie widzę i mój post nie do Was został skierowany - jak same zauważacie :) tylko do założycielki wątku, dla której opcja pozostawania przy własnym nazwisku jest jedynie słuszną i jak najbardziej ideologiczną - przynajmniej w moim rozumieniu. Jestem autentycznie ciekawa podejścia takich osób do nazwiska dzieci. Osobiście jestem jak najbardziej za pozostawieniem każdemu wyboru i o swoim nazwisku nic nie pisałam :)
              • anutek115 Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 20:43
                lacitadelle napisała:

                > ja też nie widzę i mój post nie do Was został skierowany - jak same zauważacie
                > :) tylko do założycielki wątku, dla której opcja pozostawania przy własnym nazw
                > isku jest jedynie słuszną i jak najbardziej ideologiczną

                Przyznam, że po wyslaniu mojej odpowiedzi zauważyłam, że wpis założycielski jest faktycznie jakby ideolo :). Ale też założycielka już dawno sie nie odzywała, więc nie wiadomo, czy nie zniknęła w odmętach internetu (a może jest tylko na wakacjach, wróci i odpowie :)).
              • dakota77 Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 20:52
                No racja:). Tak czy owak ja tu zadnej ideologii nie widze i nie rozumiem, jak mozna sie jej doszukiwac, jak to zrobila autorka zalozycielskiego posta.
                • nessie-jp Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 21:07
                  dakota77 napisała:

                  > No racja:). Tak czy owak ja tu zadnej ideologii nie widze i nie rozumiem, jak m
                  > ozna sie jej doszukiwac, jak to zrobila autorka zalozycielskiego posta.

                  Bo podejrzewam, że założycielski post miał być w zamyśle zapalny i prowokacyjny :)

                  Tymczasem jedyną "światową i bywałą" karierowiczką Jeżycjady jest Anielka, która karierę robi już pod nazwiskiem męża. Tak więc niestety brak w Jeżycjadzie materiału do prowokacji. Można co najwyżej postulować, że Grześ powinien był przyjąć nazwisko Borejko, bo i tak wiadomo, że mały Ignacy Stryba to Borejko najczystszej krwi, gdyż Borejkizm się dziedziczy po kądzieli :P

            • kkokos Re: błagam o tłumaczenie 25.07.11, 21:12
              Nie widzę najmniejszego ideolo w tym, że małżeństwo może wybra
              > ć sobie, jakie nazwisko będą nosić ich dzieci
        • dakota77 Re: błagam o tłumaczenie 22.07.11, 20:10
          Wiesz, co, to blaganie o wytlumaczenie jakos pachnie mi atakiem. Przeciez to nie twoje dzieci i nie twoja tozsamosc, co? Kobiety, ktore pozostaja przy swoim nazwisku nie oczekuja raczej od tych, ktore przyjmuja nazwisko meza, zeby sie tlumaczyly ze swoich motywow. Ja nie widze nic nielogicznego w nadaniu dziecku osoby, ktora nie przyjela nazwiska meza nazwiska meza kobiety, a ojca jej dziecka. W koncu w przypadku dziecka nie ma mowy o sukcesach pod panienskim nazwiskiem matki, rozpoznawalnosci przez otoczenie i wszystkich tych motywach, ktore kieruja zwykle kobietami, ktore pozostaja przy wlasnym nazwisku. Naprawde nie wiem, po co wciagac w to dziadkow i ich rzekoma krzywde.

          Nosisz nazwisko meza, ok. Ale prosta zasada: zyj i pozwol zyc innym:)

          Ja akurat noe ten przypadek, bo nosze podwojne. Ale jesli sie kiedys zdecyduje na dziecko, bedzie zapewne nosic podwojne nazwisko;-). I dopiero pewnie bedzie lament, jak tak mozna dziecko krzywdzic, jakie to dlugie, skomplikowne i w ogole kto to widzial...
        • seidhee Re: błagam o tłumaczenie 25.07.11, 14:19
          Trochę OT, ale zamieszczam cytat z Wikipedii na temat dziedziczenia nazwiska w krajach hiszpańskojęzycznych:
          "Obecnie Hiszpanie i mieszkańcy większości krajów Ameryki Łacińskiej posiadają dwa nazwiska (choć najczęściej korzysta się z jednego): pierwsze dziedziczone jest po ojcu (tzn. dziedziczy się pierwsze nazwisko ojca, czyli pierwsze nazwisko dziadka po stronie ojca itd.), drugie – po matce (tzn. pierwsze nazwisko matki, czyli pierwsze nazwisko dziadka po stronie matki). Jeżeli rodzice nie ustalą kolejności, obowiązuje kolejność ustawowa (nazwisko ojca na pierwszym miejscu). Jeśli pochodzenie uznane jest tylko przez jednego rodzica, ten określa człony i kolejność nazwisk. W obydwu przypadkach wybór dokonany dla pierwszego dziecka obowiązuje przy następnych dzieciach tych samych rodziców. Wprowadzone w Hiszpanii w 1999 r. prawo pozwala osobie pełnoletniej zmienić kolejność nazwisk.

          Kobieta zamężna nosi swoje własne nazwiska, nawet wówczas, gdy zazwyczaj używa nazwisk męża. Przy używaniu nazwisk męża, kobieta dołącza je do swoich obu nazwisk lub do pierwszych z nich, stawiając przed nimi „de“. W stosunku do administracji i w obrocie prawnym musi ona zawsze używać swojego własnego nazwiska."
          • ding_yun Re: błagam o tłumaczenie 02.10.11, 16:35
            Dorzucam, może ciekawe, na pewno w temacie

            andrewsullivan.thedailybeast.com/2011/10/taking-your-husbands-name-.html
            Statystycznie rzecz ujmując kobiety, które przyjęły nazwisko męża zarabiają mniej niż te, które pozostały przy swoim nazwisku.

            O ile tu pewnie można się przyczepić do grup porównawczych (nie prześledziłam dokładnie metodolgii) to bardzo ciekawa i warta uwagi jest druga część badania: dwie hipotetyczne identyczne kobiety były oceniane różnie w zależności od tego, czy przyjęły nazwisko męża, czy nie. Ta, która zrezygnowała po slubie ze swojego nazwiska była oceniana jako mniej inteligentna, bardziej emocjonalna i uzależniona od męża.

            Oraz dlaczego w ogóle mnie to nie dziwi.
            • pani.filifionka Re: błagam o tłumaczenie 02.10.11, 19:15
              Nie mam teraz niestety czasu na wgłębianie się w artykuł w obcym narzeczu, więc może powtórzę wnioski, które się w nim pojawiają. Pierwsze, co mi przyszło na myśl to to, że przyczyną pozostawienia swojego nazwiska jest praca w zawodzie, w którym działalność firmuje się właśnie swoim nazwiskiem, a są to często zawody stosunkowo dobrze płatne. Poza tym - jeśli kobieta zdążyła już sobie to nazwisko wyrobić w środowisku zawodowym, to raczej nie jest u progu kariery, tylko kilka kroków dalej, więc zapewne zarabia więcej niż kilka lat wcześniej.
              • marslo55 Re: błagam o tłumaczenie 03.10.11, 11:39
                pani.filifionka napisała:
                "Pierwsze, co mi przyszło na myśl to to, że przyczyną pozostawienia swojego nazwiska jest praca w zawodzie, w którym działalność firmuje się właśnie swoim nazwiskiem, a są to często zawody stosunkowo dobrze płatne. Poza tym - jeśli kobieta zdążyła już sobie to nazwisko wyrobić w środowisku zawodowym, to raczej nie jest u progu kariery, tylko kilka kroków dalej, więc zapewne zarabia więcej niż kilka lat wcześniej."
                Wszystko to prawda. Ale przede wszystkim - na miłość boską, czy o moim nazwisku mają decydować idioci, którzy na podstawie tego, jak się nazywam, oceniają moją inteligencję i podatność na uzależnienia? A kij im w oko!
    • milka_milka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 21.02.16, 09:08
      Bardzo mnie bawi określanie braku bądź posiadania tożsamości na bazie przyjęcia nazwiska męża. Trochę tak , jak walka feministek i równe prawa na bazie przepuszczania kobiet w drzwiach.
      • zla.m Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 28.02.16, 21:36
        milka_milka napisała:

        > Bardzo mnie bawi określanie braku bądź posiadania tożsamości na bazie przyjęcia
        > nazwiska męża.

        Gdyby ileś tam lat temu jakieś zabawne wariatki nie zrobiły o to afery, to byłabyś dzisiaj panią Rupertową Nowak ze wszystkimi tego konsekwencjami, brakiem samostanowienia i praw wyborczych oraz z możliwością pracy tylko za zgodą pana męża.
        • milka_milka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 28.02.16, 21:39
          Przesadzasz.
          • zla.m Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 28.02.16, 23:01
            Nie minelo jeszcze 100lat od uzyskania przez kobiety w Polsce praw wyborczych, 120 lat temu niejaka Maria S. musiała wyjechac na studia z Warszawy do Paryza, w Szwajcarii prawa wyb. kobiety maja od 1971 (kanton Appenzell Innerrhoden ? dopiero <b>w 1990</b> roku), we Francji Holandii istniały ustawy zabraniające zamężnym kobietom aktywności zawodowej, zostały one zniesione dopiero odpowiednio w 1965 i 1966 roku. Przesadzam.
            • milka_milka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 28.02.16, 23:04
              Ale ja to wiem. Przesadzasz obecnie odnośnie tożsamośc kobiet na bazie nazwiska po mężu.
              • tt-tka Re: Kobiety tak silne, że aż bez tożsamości... 29.02.16, 10:32
                Przesadza, nie przesadza - Nina Andrycz nie tak znowu dawno temu musiala sie mocno awanturowac, zeby w stosunkach dyplomatycznych zaproszenia wysylano jej na Andrycz, a nie na Madame Jozef Cyrankiewicz. Bo taka byla formula protokolarna, a nie przysiegne, czy i nadal nie jest.
                Przyjmuje kazda wersje nazwiska, ale zawsze ciekawia mnie motywy - np czemu kobieta zamezna po raz trzeci uzywa nazwiska drugiego meza. Bo ladniej brzmi, bo bardziej znane, inne ?
                Po sasiedzku mam rodzine, w ktorej pani nadal jest Iksinska, jak za panienskich czasow, dzieci tez sa Iksinskie, a maz dodal nazwisko zony do swojego i jest Igrek-Iksinski. Tu akurat ze wzgledow praktycznych, oboje sa nauczycielami, a jej rodzina juz w szostym pokoleniu nauczycielska i nazwisko w srodowisku liczy sie jak marka dobrego towaru :-)
                Wiekszosc moich znajomych uzywa podwojnego tez dlatego, ze uwazaja to za praktyczne - dyplom czy inne uprawnienia zawodowe dziewczyny robily zwykle jako panny i wygodniej tak zostawic, a nazwisko meza dodaja ze wzgledu na dzieci, zeby nie tlumaczyc przy byle okazji, ze Malinowska jest matka Kowalskiego.
                W jezycjadzie, pisalam, tylko Ida mnie dziwi, bo lekarka, a moze i laryngolozka, stala sie jako Borejko, a nie Palys. Ale tak woli, tak ma. A Gaba na filologii mialaby lepiej jako Borejko niz Stryba. Chyba ze Ignacy nie jest tak znany i wybitny, jak nam sie zdaje...albo ze zaznaczenie, ze wyszla za maz, bylo dla niej wazne :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka