Dodaj do ulubionych

biedny ignacy

30.03.12, 20:18
chetkowski.blog.polityka.pl/2012/03/29/pozegnanie-z-lacina/

Obserwuj wątek
    • nessie-jp Re: biedny ignacy 31.03.12, 21:03
      Najwyższy czas.

      Nie miałam łaciny ani w szkole, ani na studiach. I wbrew ubolewaniom autora artykułu doskonale wiem, co to znaczy "o tempora, o mores". Do klepania na papugę formułek i przysłów nauka języka niepotrzebna
    • ginny22 Re: biedny ignacy 01.04.12, 19:44
      Miałam łacinę w liceum (klasa humanistyczna, biol-chemy też miały). Nie cierpiałam jej, gdyż nie mam talentu do języków i każdy kolejny to dla mnie ból. A jednocześnie ta łacina to był taki mały snobizm ;) I dzięki niej nie musiałam chodzić na piekielnie ponoć trudny lektorat z łaciny na studiach...
      • marslo55 Re: biedny ignacy 03.04.12, 15:14
        ginny22 napisała:
        "Miałam łacinę w liceum (klasa humanistyczna, biol-chemy też miały). Nie cierpiałam jej, gdyż nie mam talentu do języków i każdy kolejny to dla mnie ból."
        Ale jeśli znasz już łacinę, każdy kolejny język z grupy romańskich to o wiele mniejszy ból. Tego raczej nie załatwią zajęcia z historii języka. Nie twierdzę, że każdemu taka baza startowa jest potrzebna, że łacina to podstawa wykształcenia ani że lektura Cezara tudzież Katullusa w oryginale poszerza horyzonty do maksimum, ale nie cieszy mnie też wcale ta zmiana. Zwłaszcza jako element szerzej zakrojonej strategii edukacyjnej.
        • nessie-jp Re: biedny ignacy 03.04.12, 15:20
          > Ale jeśli znasz już łacinę, każdy kolejny język z grupy romańskich to o wiele m
          > niejszy ból.

          Jeżeli znasz dowolny język z danej grupy językowej, to każdy kolejny sprawia mniejszy ból. Akurat łacina jedyne co daje, to troszkę źródłosłowów
    • soova Re: biedny ignacy 03.04.12, 15:27
      Z drugiej jednak strony - kiedyś, dawno temu, szkoły ogólnokształcące (nie wiem, jaki przed wojną był odpowiednik LO) miały w programie nauczania prócz łaciny także grekę. Później jakoś od nauczania tej greki stopniowo odstępowano, aż wreszcie ostała się co najwyżej w klasach o profilu klasycznym, jakie w ogóle raczej rzadko występowały. I co, czy wydarzyło się coś strasznego, że przyszli inteligenci już się greki nie uczyli?

      Łacina jest dobra, ale chyba jednak dla hobbystów. Jej znajomość (a raczej znajomość z nią, przecież mimo dość intensywnego kursu licealnego po łacinie nie mówię ani nie czytam) bardzo pomaga przy nauce języków obcych, ale umówmy się - uczenie się języka obcego w liczbie większej niż jeden (jęz. default) w naszym kraju to też nie norma. Może więc nie ma po co drzeć szat, bo po prostu wraz z przemijaniem czasu nastąpiło zwykle zjawisko przemijania pewnych potrzeb?
      • ananke666 Re: biedny ignacy 06.04.12, 10:29
        Miałam łacinę w liceum, miałam na studiach. Przydawalność zerowa. A nie, przepraszam, przy lekturze sceny egzorcyzmów z Narrenturmu nie trzeba było w zasadzie zaglądać na koniec.

        Z jednej strony rozumiem, że kultura, historia, że tradycja, że źródłosłów, że język piękny. A z drugiej strony - po jakiego diabła uczyć się martwego języka? W dodatku nauka taka nie ma wielkiego sensu, bo po dwóch latach łaciny w szkole nikt nie potrafił przeczytać ze zrozumieniem tekstu, który nie był czytanką. Deklinacje, koniugacje, czas taki i siaki, ale z rozumieniem języka bardzo kiepsko. I jakkolwiek łacina mi się podobała, to sensu w jej nauczaniu niestety nie widzę. Piękno martwego języka to niestety za mało.
    • retro-story Re: biedny ignacy 03.04.12, 16:51
      Moj chlopak (Australijczyk) uczyl sie laciny w liceum, pomaga mu teraz w przyswajaniu polskiej gramatyki. Wydaje mi sie, ze w druga strone to jednak nie dziala.
    • gat45 Re: biedny ignacy 10.04.12, 16:10
      Miałam w szkole średniej łacinę, w pełnym wymiarze kary, do matury :( I to taką jeszcze, że tłumaczenia były w obie strony + dysertacje (no, dysertacyjki) po łacinie. Nie w Polsce to było.

      Nie chciałam do tej klasy iść, opierałam się, lecz rodzice powiedzieli groźnie "gdzie kończy się łacina, tam zaczyna się Azja" i - choć zwykle do niczego mnie nie przymuszali - tym razem poczułam, że stoję na straconej pozycji. Po dwóch latach mogłam z łaciny zrezygnować, ale tego nie zrobiłam, bo mnie wciągnęła, jak radosna łamigłówka. Nigdy nie żałowałam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka