Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :).

    • nighthrill Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 18:43
      Na fali świątecznego podczytywania "Noelki" - wkurza mnie "dzietność" Cesi i Hajduka, a raczej liczba dzieci w tak młodym wieku. Kiedy niby Cesia zdążyła zostać lekarką i w jaki sposób praktykuje? Dziećmi zajmuje się mama Żakowa? Ida nie ma czasu dla dwójki, a Cesia ma czwórkę...
      Najbardziej nieprawdopodobna sprawa jest z wiekiem, który kupy się nie trzyma z żadnej strony. W "Klepce" jest rok 1975 i Cesia ma 16 lat. W BB w 1988 Cesia ma troje dzieci, i na podstawie prostego rachunku widać, że lat ma 29. Tylko że "Noelka" burzy te obliczenia.

      W scenie wigilii u Żaków "piękna brunetka w czerni, może trzydziestoletnia" wiesza ozdoby na choince. To Julia. Julia jest od Cesi starsza jakieś 4 lata ( kiedy Cesia była w I klasie LO, Julia zaczynała właśnie studia, na które dostała się nie za pierwszym podejściem, więc miała w plecy przynajmniej rok). Powiedzmy, że w "Klepce" Julia ma 20-21 lat. Osoba 21 letnia w 1975 nie może mieć "najwyżej trzydziestki" w 1991...

      Z drugiej strony, jeśli weźmiemy odautorski komentarz o "prawie trzydziestce" za dobrą monetę, to w takim razie w "Noelce" Cesia ma góra 26 lat. Kiedy zdążyła skończyć medycynę i urodzić czwórkę dzieci? Pobrali się z Hajdukiem od razu po maturze? Nawet jeśli, to musiała urodzić czwórkę w 6-7 lat.
      • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 19:30
        1. Nigdzie nie jest napisane, że Cesia jest lekarką. Występuje wyłącznie w roli matki. O jej życiu zawodowym i wykształceniu nie wiemy nic, więc ciężko snuć jakiekolwiek hipotezy.
        2. Julia nie jest określona jako "najwyżej trzydziestoletnia" tylko "może trzydziestoletnia". I to przez Elkę, która widzi ją pierwszy raz w życiu a raczej nie szacuje wieku na podstawie dowodu osobistego a wyglądu. Więc Elka ocenia Julię jako osobę w wieku około 30 lat, co biorąc pod uwagę, że Julia jest osobą atrakcyjną i zadbaną jest dość logiczne.
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 19:42
        Ida nie tyle nie ma czasu, co ochoty. A na marginesie - Idusia ma troje dzieci, nie dwoje: Józef, Łucja i Ziutek. I żadnym się nie specjalnie zajmuje.
        Nie wiemy nic o "karierze" Cesi - wiadomo jest [z "Szóstej Klepki"], że marzyło jej się zostać lekarzem, ale czy ukończyła medycynę? Często marzenia nie idą w parze z realiami, bądź marzenia się zmienia w zależności od możliwości...
        Co do dat to [moim zdaniem] typowy dosyć lapsus matematyczny MM można by "naciągnąć", że po prostu Julia mimo 35 lat wyglądała na najwyżej trzydziestkę. W końcu Elce dowodu nie pokazywała, o ile pamiętam? Różnica wieku między Cesią i Julią wynosiła 5 lat - jak widać na okładce JT [z tyłu]: Cesia to rocznik '61, a Julia '56. Więc nie ma bata, w 1991 Julka ma 35 lat, Cesia zaś 30. Czwórka dzieci też nie jest jakąś kompletną niemożliwością - jedno raczkujące [czyli pewnie coś mniej niż rok, drugie lat około trzech, czwarte prawie cztery i czwarte mniej niż pięć. Czyli Cesia mogła zacząć "sypać" dzieci mając około 25 - 6 lat, studia dałaby radę skończyć, zwłaszcza, że pierwsze mogła urodzić jeszcze na studiach i np. wziąść dziekankę, albo coś w tym rodzaju. I wówczas daty te mniej więcej pasują do BBB - rzecz dzieje się w 1988 roku, Cesia ma mniej więcej 27 lat i "Na dzwonek Anieli drzwi otwarły się wreszcie i w progu stanęła miła, rumiana blondynka z noworodkiem w ramionach. Maleńki chłopczyk o zielonych oczkach wyzierał nieśmiało zza jej nogi. Z rozwartych na przestrzał drzwi kuchennych wyszedł na czworakach zaśliniony osobnik w kaftaniku i krótkich foliowych majteczkach, które ukazywały aż po nasadę jego pulchne, brązowe nóżki." - czyli ma troje dzieci. Potem wzięła i urodziła czwarte. A o jej wieku w BBB nie ma słowa.
        • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 20:29
          > "Na dzwonek Anieli drzwi otwarły się wreszcie i w progu stanęła miła, rumian
          > a blondynka z noworodkiem w ramionach. Maleńki chłopczyk o zielonych oczkach wy
          > zierał nieśmiało zza jej nogi. Z rozwartych na przestrzał drzwi kuchennych wysz
          > edł na czworakach zaśliniony osobnik w kaftaniku i krótkich foliowych majteczka
          > ch, które ukazywały aż po nasadę jego pulchne, brązowe nóżki."

          Swoją drogą, to chyba na rekord w produkcji potomstwa szli. Jedno raczkujące, a już kolejne w ramionach...
          • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 20:43
            Co rok to prorok?
            A może Cesia po prostu miała uczulenie na tabletki? A Jurek nie lubił prezerwatyw? A może po prostu uznał, że fundując Ceśce zajęcie przy kolejnym maluchu łatwiej utrzyma ją w domu i nie wymyśli jakichś głupot, np. że jako lekarka pojedzie na misję do Afganistanu czy gdzieś?
            • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 23:49
              Ale jaka misja w Afganistanie w czasach Noelki?;-)
              • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 01:33
                Nie czepiam się Afganistanu, może być do Afryki na pomoc biednym małym murzyniątkom. Albo też inne głupoty, których KAŻDA kobieta potrafi wymyślić dowolną ilość [wiem, bo sama jestem]. I może jak tylko Cesia zaczynała wymyślać jakąś głupotę, to on przezornie mach - mach i kolejne dziecko w drodze, a o głupotach nie było mowy, przynajmniej na jakiś czas? ;)
                • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 08:36
                  Ale do tego potrzeba dwojga jednak :P
                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 10:41
                    Nie twierdzę przecież, że się broniła ogniście... Poza tym czwórka to i tak mały pikuś - o ile się nie mylę Halszka Skrzetuska [de domo Kurcewiczówna] zafundowała sobie drużynę piłki nożnej z rezerwowym bramkarzem.
                    • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 10:50
                      Sprawdziłam! Za wikipedią: "W "Panu Wołodyjowskim" pojawia się tylko w rozmowach bohaterów. Wiadomo z nich, że oprócz 12 synów w 1672 roku urodziła jeszcze córkę. Z jej synów trzech najstarszych już w 1672 roku w czasie wojny z Turcją służyło wraz z ojcem. Z kolei w 1673 w bitwie pod Chocimiem oprócz męża brało udział już sześciu synów Heleny." Gratulujemy i stwierdzamy, że Hajdukom jeszcze duuużo brakuje.

                      • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 13:14
                        > Z jej synów trzech najstarszych już w 1672 roku w czasie wojny z Turcją sł
                        > użyło wraz z ojcem. Z kolei w 1673 w bitwie pod Chocimiem oprócz męża brało udz
                        > iał już sześciu synów Heleny.

                        Nie ma to jak rodzić mięso armatnie :( Ja wiem, że Sienkiewicz, pokrzepienie serc i takie tam. Ale jak myślicie - w XVII. albo XIX. wieku takie wysłanie połowy dzieci na wojnę bo "ojczyzna wzywa" - było naprawdę traktowane jak coś normalnego albo i zaszczytnego? Przynajmniej wśród szlachty? Czy raczej matka/rodzice, by protestowali przeciwko takim pomysłom? Chociaż z drugiej strony - dzisiejsi Amerykanie też ponoć są wielce dumni, że syn jedzie zabijać/zostać zabitym do Iraku. Więc może ten pęd do bohaterstwa jest taki silny...
                        • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 15:58
                          Zasadniczo Helena wiążąc się ze Skrzetuskim wiedziała kto on zacz i czym się trudni, więc raczej nie była zaskoczona. A co do synów... Po primo: czasy były jakieś inne, i wojna też była jakby inna - tzn krwawa takoż, ale jakby dająca większe szanse przeżycia, nie używano broni o tak masowym zasięgu: w końcu za broń masowego rażenia uznawano nieszczęsnego Zerwikaptura, co to trzy łby; po secundo: mało wiadomo jak Halszka reagowała na "bitność" dziatek, bo może mając dwunastu łobuzów w majątku, którym "się nudziło" więc dla rozrywki wymyślali co lepsze wariactwa, może była wdzięczna, że chociaż połowa poszła rozrabiać gdzieś indziej? Zwłaszcza, że w końcu zostawali pod opieką swego tatusia, który może zbytnio się z dziećmi nie certolił, ale bez sensu na śmierć pewną raczej by nie wysłał; po tertio: ponoć faceci tak mają, i to nie tylko ludzie. Szczenięta, lwiątka itp też na chwilę zostawione same sobie zaczynają się podgryzać, przepychać - i płeć nadobna wykazuje w tym znacznie więcej umiaru, niż samce. Więc wojna wszelkiego autoramentu to dla chłopców substytut tego rodzaju zapasów, okazja do sprawdzenia się itp., żadko który natomiast liczy się z tym czym na prawdę jest wojna, zwłaszcza w naszych czasach; po quatro w końcu: może nie traktowano służby wojskowej jako czegoś zaszczytnego, ale jako normalne - na pewno. Zwłaszcza w rodzinach szlacheckich, ze szczególnym uwzględnieniem tych, gdzie głowa rodziny służyła pod rozkazami [jak np. Skrzetuski], matka mogła sobie cierpieć w miloczeniu [bo w końcu to jej dzieci], ale też i DOROŚLI synowie niezbyt się ze zdaniem matki liczyli, jeśli idzie o wybór drogi życiowej. W kwestii Amerykanów nie mam zdania, ale ponoć, przynajmniej w gębie, dumni są, że ich synowie [i córki] jadą do Iraku "wyzwalać". Ale myślę, że to raczej "dorabianie legendy" do czegoś, na co się wpływu nie ma kompletnie, niż faktyczna duma i entuzjazm. No, bo co ma powiedzieć matka, której syn pojechał? Że jest głupi gojek i wpieprza się w bagno? No to mówi, że jest dumna, bo jej syn walczy w imie Ojczyzny, Wolności, Honoru i innych wielkich słów - zawszeć to lepiej brzmi. :(
                          • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 16:08
                            Jest zupelnie odwrotnie. Dzisiejsze wojny przynosza o wielemniej ofiar niz kiedys, a rodzaj uzywanej broni i rozwoj medycyny sprawia, ze o wiele latwiej je przezyc niz te w przeszlosci.

                            Amerykanie z Iraku sie wycofali, pragne zauwazyc, juz jakis czas temu, wiecniczego tam "nie wyzwalaja". A jeski o dume Amerykanow chodzi, to tak, sa dumni. Uzasadniaja to tym, ze ich dzieci sluza krajowi. To jest ten najwazniejszy czynnik,nie to, co i gdzie w ramach tej sluzby robia.


                            A za blad ortograficzny odspiewasz nago ona srodku rynku swojego miasta My heart will go on :P
                            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 18:44
                              W kwestii czy dzisiejsze czy niegdysiejsze wojny były bardziej krwawe i więcej ofiar prezynosiły nie będę się spierać, śmiem natomiast sądzić, że jakby lepsze wrażenie robią na mnie bitwy z XVII wieku, niż bomba atomowa na Hiroszimie. Nie wiem czemu, może dlatego, że w tych dawnych wojnach ginęły jednak GŁÓWNIE [głównie - nie znaczy wyłącznie] osoby zaangażowane po którejś ze stron konfliktu, nie było tylu ofiar, ujmijmy to, "cywilnych". Nie wartościuję ogólnie, wyrażam tylko moje osobiste zdanie.
                              Co do dumy Amerykanów, to może i masz rację? Aczkolwiek z wielu swoich [w kontekście nie osobistym, konkretnego człowieka, a bardziej "ogólnoarmijnym] "sukcesów" nie bardzo mają z czego być dumni - vide Irak [nawet jeśli się wycofali, to ONI zaczęli tą wojnę!] i co najmniej kilka innych konfliktów zbrojnych. Również tych w których [mimo uwielbienia i wycierania sobie ust wielkimi słowami] nie wzięli udziału. No, ale to już zaczyna trącić sprawami politycznymi, przepraszam Adminki.
                              Na robienie czegokolwiek nago na dworze jest za zimno - dziś było - 11 st. Celsjusza. A poza tym by mnie zamknęli za stwarzanie niebezpiecznych sytuacji - u nas po rynku działa ruch uliczny i jeszcze by do wypadku doszło... Wymyśl coś innego, to chętnie :)
                              • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 19:20
                                Przepraszam cie, ale nie wiem, na jakim ty swiecie zyjesz. Dawne wojny potrafily wymiesc cale spolecznosci, teraz 10 zabitych cywilow to szok, z ktorego swiat dlugo sie otrzasa. To wlasnie teraz wojny prowadzone sa tak, ze tocza sie miedzy wrogimi armiami. Rzadko dotycza ludnosci cywilnej, choc oczywicie nigdy nie da sie ustrzec przypadkowych ofiar.
                                Teraz ostrzeliwuje sie cele rakietami/ atakuje dronami/snajper namierza konkretny cel. Nie wysyla sie ilus tysiecznych armii, zeby obrocily w perzyne terytorium wroga.
                                • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 19:54
                                  Dawne wojny potrafil
                                  > y wymiesc cale spolecznosci, teraz 10 zabitych cywilow to szok, z ktorego swiat
                                  > dlugo sie otrzasa. To wlasnie teraz wojny prowadzone sa tak, ze tocza sie mied
                                  > zy wrogimi armiami. Rzadko dotycza ludnosci cywilnej, choc oczywicie nigdy nie
                                  > da sie ustrzec przypadkowych ofiar.

                                  mówisz oczywiście o naszym kręgu kulturowym, ew. wojnach na granicy tego kręgu. kiedy ginie 10 afgańskich czy irakijskich cywilów z rąk usa i sojuszników, jest szok w mediach tegoż kręgu kulturowego - ale wojny w afryce? tutsi i hutu, darfur? ile lat to trwało/trwa - i czy naprawdę szokowało/szokuje nasz świat?

                                  oraz mówisz o ostatnich 10? 15? latach - wojna bałkańska była 20 lat temu i ludność cywilna traktowana w niej była tak jak za skrzetuskiego: front przechodzi i to, co żołnierz znajdzie, jest jego zdobyczą. może rabować, gwałcić i mordować, to jego dodatkowa nagroda za służbę. zbydlęcenie, ale trwa i będzie trwać, póki wojny istnieją. drony i poprawność polityczna tego niestety nie zmienią :(
                                  • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 20:22
                                    Nie widzisz roznicy miedzy zinstytucjonalizowana wojna, toczona miedzy armiami dwoch panstw, a wojnami domowymi, wzglednie miedzyplemiennymi rzeziami?

                                    I prosze o bardzo staranne wyjasnienie, co w odpowiedzi na moj post robi termin "poprawnosc polityczna" .


                                    A tu artykul o wojnach autorstwa kogos, kto naprawde wie co mowi: www.foreignpolicy.com/articles/2011/08/15/think_again_war
                                    • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 21:24
                                      dakota77 napisała:

                                      > Nie widzisz roznicy miedzy zinstytucjonalizowana wojna, toczona miedzy armiami
                                      > dwoch panstw, a wojnami domowymi, wzglednie miedzyplemiennymi rzeziami?

                                      wytłumacz to dowolnej ofierze, na pewno będzie żywo zainteresowana.

                                      > I prosze o bardzo staranne wyjasnienie, co w odpowiedzi na moj post robi termin
                                      > "poprawnosc polityczna" .
                                      >

                                      staranniej nie będzie:
                                      uważam, że żyjemy w kulturze pełnej hipokryzji i tak naprawdę - póki nas to osobiście nie dotyczy - generalnie mamy serdecznie gdzieś, że ludzie się nawzajem mordują, gwałcą i torturują, a ten "szok, z którego świat bardzo długo się otrząsa", to zwykle tylko poprawność polityczna nakazująca wyrazić oburzenie/wstrząs/rozpacz/przejęcie i inne takie.
                                      (daruj sobie, proszę, ewentualną odpowiedź, że ty się naprawdę przejmujesz)

                                      artykułu niestety nie przeczytam, bo nie mam tam konta
                                      • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 23:11
                                        Ja sobie w ogole daruje jakakolwiek odpowiedz, nie martw sie.
                                        Ty i tak sobie nie zadasz trudu, zeby porownac chocby na Wikipedii liczbe cywilnych ofiar wojny powiedzmy w Wietnamie z liczba takich ofiar w Iranie czy Afganistanie.
                                        • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 23:30
                                          > Ty i tak sobie nie zadasz trudu, zeby porownac chocby na Wikipedii liczbe cywil
                                          > nych ofiar wojny powiedzmy w Wietnamie z liczba takich ofiar w Iranie czy Afgan
                                          > istanie.

                                          nie zadam, vi_san już statystyki przytoczyła.

                                          ale zaraz, zdaje się, że zaczęłaś się rzucać po moim poście, że w naszym kręgu kulturowym 10 zabitych to głośna medialna sprawa, a poza tym kręgiem to już nie. dlaczego reagujesz tak nerwowo? nagle zaczynasz mi udowadniać, jaka to ja głupia i pełna złej woli jestem, że nie doceniam, jakie to piękne a humanitarne mamy teraz wojny... przecież nie jesteś niedocenianym w swej pracy pułkownikiem? o co ci właściwie chodzi?
                                          • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.12.12, 12:19
                                            Nie twierdze, ze mamy teraz "piekne humaniratne wojny" Nie sa takie i pewnie nigdy nie beda.
                                            Ale z twierdzeniem, ze kiedys latwiej bylo przezyc wojne niz wojne wspolczesna nie moglam sie zgodzic, bo to twierdzenie absolutnie wbrew faktom historycznym.

                                            A "rzucam sie" dlatego, ze nienawidze wrecz, kiedy rzuca mi sie w twarz haselko o poprawnosci politycznej, ktorej naprawde nie jestem wyznawczynia.
                                • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 21:35
                                  W kwestii zabitych 10 cywilów: "Od ataku wojsk USA w 2003 roku aż do wycofania się ostatnich oddziałów w grudniu 2011 roku, w Iraku zginęło 128 tys. cywili, 4,4 tys. żołnierzy USA oraz ponad 29 tys. członków sił bezpieczeństwa Iraku i członków islamskich grup zbrojnych - wylicza france24.com.". Podsumować? To daje ponad 160 000 ofiar wojny. I nie wnikam, czy to byli Irakijczycy czy Amerykanie. Aczkolwiek Irakijczycy byli na "swojej" ziemi i zginęli w wojnie o SWÓJ kraj, a nie o wielkie słowa i kasę z ropy, jak armia Amerykańska.

                          • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 19:50
                            vi_san napisała:
                            po secun
                            > do: mało wiadomo jak Halszka reagowała na "bitność" dziatek, bo może mając dwun
                            > astu łobuzów w majątku, którym "się nudziło" więc dla rozrywki wymyślali co lep
                            > sze wariactwa, może była wdzięczna, że chociaż połowa poszła rozrabiać gdzieś i
                            > ndziej?

                            Wiadomo, wiadomo, i to nie tylko jak ona, ale i jak tatuś, przyznam, że nie chce mi sie szukac cytatów, ale na pewno pamiętam opowieści pana Zagłoby o tym, że rodzice skrzetusiątek rwa włosy z glowy, bo dzieci do szkół posłali, a dzieci ze szkół uciekły i do wojska poszli.

                            Tak więc Skrzetuscy jednak starali sie dzieci wykształcić (chwali im się), ale krew okazała się ognista (po obojgu rodzicach ani chybi :)) i najstarsi chłopcy woleli do bitki niż do ksiąg.
                            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 21:41
                              I właściwie trudno im się dziwić. Mama specjalnie "uczoną" nie była -tyle co przy kuzynach w Rozłogach [ale kuzyni zbytnio się chyba nie palili do książek?], sam Skrzetuski zaś [ojciec] nie pomnę, czy wykształcenie posiadł czy jeno talenta rozliczne poselskie i inaksze w wojennym rzemiośle zdatne? W każdym razie [sięgnęłam i przeczytałam] mi to wygląda na to, że bardziej Halszkę martwiło, że się nie chcą uczyć, niż to, że się pchają na wojnę - a to wcale nie to samo! Bo ucieczka ze szkół zmartwiłaby ją w równym stopniu, gdyby synaczkowie powrócili w rodzinne pielesze [ a może nawet wówczas bardziej?]...
                        • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 16:03
                          Chyba zartujesz? A co innego mialy te szlacheckie dzieci robic? Szlachta uwazala, ze bronienie ojczyzny jest obowiazkiem wynikajacym z ich pochodzenia, ale i zaszczytem. Poza tym bez kariery militarnej ciezko bylo dostac jakies powazne stanowiska panstwowe.
                        • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 19:57
                          > Nie ma to jak rodzić mięso armatnie :( Ja wiem, że Sienkiewicz, pokrzepienie se
                          > rc i takie tam. Ale jak myślicie - w XVII. albo XIX. wieku takie wysłanie połow
                          > y dzieci na wojnę bo "ojczyzna wzywa" - było naprawdę traktowane jak coś normal
                          > nego albo i zaszczytnego?

                          myślę, że tak. a poza tym śmierć była znacznie bliższą towarzyszką codziennego życia niż dziś. wszak to i tak cud, że im żadne z tej trzynastki nie zmarło w dzieciństwie.
                          • verdana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.01.13, 22:28
                            Szlachta czeropała ogromne korzyści z tego, że broniła ojczyzny - dlatego też nie chciano za nic dopuścić do pospolitego ruszenia i powoływania do wojsk ludzi nizszych stanów.
                            Poza tym na wojnie mozna się było wzbogacić. Dwunastu synów szlachcica nie miałoby z czeo żyć, gdyby nie wojny i łupy. A przy tym nalezy pamiętać, ze śmierć wtedy groziła wszystkim - wystarczył błahy wypadek, czy choroba, na która dziś bierze sie tydzień zwolnienia...
                            • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 19:46
                              Mnie właściwie bardziej ciekawią nie tyle szanse na przeżycie tych 12 synów (i czy były większe wtedy czy teraz) ale raczej zmiana mentalności. Literatura ówczesna przedstawia właściwie tylko matki, żony i koch... ups, kochanki nie. Matki, żony i siostry dumne z synów, mężów, braci, którzy idą na wojnę. I witające ich, gdy wrócą w chwale lub czczące fakt, że wypadło im "z honorem lec". Nie ma mowy o powrocie do narzeczonej z przetrąconym kręgosłupem, co skutkuje napadami depresji, powłóczeniem nogi oraz niesprawną "hydrauliką" oraz o dylemacie, czy teraz z takim narzeczonym ślub brać. Ale - przynajmniej na naszej półkuli i w naszej "strefie cywilizacyjnej" - od co najmniej I WŚ wojna jest przedstawiana jako tragedia i trauma, i dla żołnierzy, i dla ich rodzin. I zastanawiałam się, czy naprawdę taka była XVII czy XIX-wieczna mentalność, takie podejście - dość beztroskie właściwie, a jednocześnie (w przypadku progenitury) takie bardziej instynktowne: "młode odchowane, niech młode żyje samo i nie przeszkadza".
                              • kooreczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 20:32
                                Dokładnie- wojna była bohaterska, wracało się z tarczą albo na tarczy, o reszcie milczano. Litościwi krewni zamykali ich w dworach, mniej zamożnym zostawało dziadowanie po kościołach ew. snucie opowieści w zamian za dach i strawę. I to było życie, którym literatura się nie zajmowała.
                                Kiedyś na forum L.M. Montgomery jakaś użytkowniczka przez długą dyskusję tkwiła w stuporze, czemu w "Rilli" chłopaki tak chętnie gnają na wojnę. Gnali, bo nie znali jej brudnego oblicza. Nawet wtedy o okaleczonych np. w wojnach burskich przeczytać można było co najwyżej w naukowych publikacjach zajmujących się raczkującą chirurgią plastyczną. Tym większym szokiem było "Na Zachodzie Bez Zmian", ale to dopiero XX lecie.

                                Do XVIII wieku istotny był też czynnik ekonomiczny- jakby gospodarkę podzielić na tych 12 synów plus posag dla siostry, to spadliby wszyscy do poziomu zaścianka. Nawet jakby któregoś dla Boga przeznaczyć, to nie na bosego mnicha, a żeby mieć jakąś funkcję to trzeba było konkretnych pieniędzy. Handel niet, uprawa ziemi udała się albo nie- zostawała wojaczka. Później sytuacja zmieniła się o tyle, że synowie arystokracji i burżuazji startowali od razu na oficerskie stanowiska i na dobrą sprawę na Zachodzie mogli życie przeżyć awansując, a wojsko prowadząc na parady.
                                • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 22:30
                                  Myślę, że dobrym przykładem jest tu XX-wieczna Krystyna córka Lawransa, oczywiście powieść, nie postać. Pamiętam, że w pewnym momencie Szymon na wieść o tym, że Krystyna i Erlend mają już ok. 8 synów, mówi po prostu: dziedzinę będą musieli rozkawałkować. A potem, po utracie majątku przez Erlenda, cała rodzina przenosi się do majątku, który po rodzicach przypadł po podziale z siostrą Krystynie, synowie dorośleją, dwóch najstarszych idzie do klasztoru, na ziemi zostaje trzeci z kolei, a reszta ma sobie radzić, jak potrafią, co zresztą im się w różnym stopniu udaje, bo jeden zostaje żołnierzem, inny dobrze się żeni, a dwóch najmłodszych umiera w dzieciństwie, co oczywiście w powieści jest zabiegiem fabularnym, ale w realu też by się zdarzyć mogło.
                                • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 07:20
                                  Wydaje mi się, że szlachta w XVII wieku była nastawiona raczej pacyfistycznie i ceniła spokojne, ziemskie życie. Zwróćmy uwagę, że w czasach jakie przedstawia Trylogia (1648-1672) Rzeczpospolita prowadziła wojny wyłącznie obronne, nie z własnej woli przecież.
                                  • kooreczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 08:34
                                    Zwróć uwagę, że w tym czasie nie było już sił ani środków na zorganizowaną kampanię przeciwko komukolwiek. W ciągu całego wieku mieliśmy chyba 8 lat pokoju. Nawet zresztą jeśli panowie szlachta chcieli, by ich osobista cześć kraju została w spokoju to Lisowczycy czy Czarniecki podczas duńskiej wyprawy nie uskarżali się na brak ochotników.
                                • verdana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 12:39
                                  No, Walter zdecydowanie nie gnał chętnie na wojnę. Poszedł , bo się bał opinii tchórza, zmuszony przez presję społeczną.
                                  Warto też pamiętać, ze dawniej zdecydowanie mniej osób wracało okaleczonych - po prostu umierali od ran.
                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 16:22
                                    Ale Jim? Shirley? No, Shirley może nie z takim entuzjazmem jak Jim, ale też i na spokojnie - bo tak na prawdę nie wiedział co i jak...
    • illegal.alien Jezyk Trolli 03.01.13, 15:25
      Zaczelam czytac dzis rano. I juz mam irytacje.
      'Wreszcie w mrokach hallu zamajaczyla jakby kupa pakul; rychlo rozpoznano w nich wspaniale dredy. Cala bujna ich masa pokrywala glowe i barki chudego, wysokiego Murzyna, ktory - przyodziany w powiewne, zolte, czerwone i zielone szaty - kroczyl wlasnie korytarzem (...)'.
      Szkoda, ze nie przyszedl w spodniczce z trawy i z dzida.
      • zla.m Re: Jezyk Trolli 07.01.13, 11:26

        illegal.alien napisała:

        > Zaczelam czytac dzis rano. I juz mam irytacje.
        > 'Wreszcie w mrokach hallu zamajaczyla jakby kupa pakul; rychlo rozpoznano w nic
        > h wspaniale dredy. Cala bujna ich masa pokrywala glowe i barki chudego, wysokie
        > go Murzyna, ktory - przyodziany w powiewne, zolte, czerwone i zielone szaty - k
        > roczyl wlasnie korytarzem (...)'.
        > Szkoda, ze nie przyszedl w spodniczce z trawy i z dzida.

        Zwizualizowałam sobie :D :D :D
      • rudzik85 Re: Jezyk Trolli 07.01.13, 21:38
        Rodzina Orcabesców miała być rażąco różna od Borejków- miała pokazać, że oni, panie każdego człowieka, choćby: innej wiary, innego koloru skóry, innej kultury - przygarną i do łona borejczanego przytulą, ot co. Wyszło ostro i prosto, jak zawsze kiedy się najpierw ma tezę, a potem sie ją po prostu udowadnia. Z drugiej strony MM odpowiada na zarzuty czytelników i jakby pominęła kolor skóry czy narodowość to zawsze pojawią sie tacy, co zarzucą "Ale jakby był ....[wstawić dowolne] to już by tacy mili nie byli". Tak źle, tak niedobrze, wszystkim nie dogodzisz :)
    • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 08.03.13, 15:02
      Może to jest odrobinę zbyt czepliwa irytacja, ale od dłuższego czasu zastanawia mnie długość włosów Laury w Sprężynie. Wiemy, że w JT były bardzo krótkie, można przypuszczać, że miały wtedy długość ok. 4-5 cm. W Sprężynie ma włosy "piękne jak wodorosty", które sięgają do pasa. Nie wiem, jakiego wzrostu jest Laura, ale nie jest raczej niska, więc tak długie włosy powinny mieć długość przynajmniej 60 cm. Zakładając, że włosy rosną centymetr na miesiąc, to niby wszystko się zgadza, ale musiałoby oznaczać, że Laura przez 4,5 roku nie odwiedziła fryzjera, więc rzekoma uroda jej włosów, które są w dodatku proste, więc zniszczenia widać na nich bardzo, jest mocno wątpliwa... ;)
      • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 08.03.13, 15:59
        Ależ dlaczego nie miałaby odwiedzać fryzjera? Dziewczyny chodząc do fryzjera nie muszą przy tym ścinać włosów, mogą je cieniować, modelować - właśnie po to, żeby mieć nadal długie, ale i ładne włosy. ...
        • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 08.03.13, 16:38
          Samo cieniowanie nie pomoże, żeby włosy były ładne, trzeba im co jakiś czas przyciąć końcówki, a nawet jeśli robi się to bardzo oszczędnie, to myślę, że przynajmniej o 5 cm w ciągu roku się je wtedy skraca. Nawet jeśli bardzo dba się o włosy, nie ma szans, żeby były ładne, jeśli pozwala im się tak rosnąć bez kontroli :).
          • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.03.13, 15:56
            > Samo cieniowanie nie pomoże, żeby włosy były ładne, trzeba im co jakiś czas prz
            > yciąć końcówki, a nawet jeśli robi się to bardzo oszczędnie, to myślę, że przyn
            > ajmniej o 5 cm w ciągu roku się je wtedy skraca. Nawet jeśli bardzo dba się o w
            > łosy, nie ma szans, żeby były ładne, jeśli pozwala im się tak rosnąć bez kontro
            > li :).

            Postanowilam zapuszczac wlosy w 6 klasie podstawowki, obcielam dopiero w 2 klasie liceum. Przez caly ten czas nie podcinalam, nie bylam ani razu u fryzjera i wcale im to nie zaszkodzilo.
            • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.04.13, 10:24

              Sięgnęłam pamięcią do zamierzchłych czasów mojego nastolęctwa - miałam długie, grube, mocne włosy i nigdy nie podcinałam im końcówek. Zaczęłam dopiero około trzydziestki, bo zaczęły mi się rozdwajać. Przyjaciółka mojego dziecka chodzi do fryzjera i podcina końcówki (spytałam), ale ma bardzo skrupulatną fryzjerkę i jest to malutki ubytek, maksymalnie 5 mm. Tak że spokojnie wierzę, że Laura mogła (choć nie musiała) chodzić do fryzjera, a mimo to zapuścić długie włosy.

              Co do tego, że włosy nie mają szans być ładne, jeżeli rosną "bez kontroli" to nieprawda, pamiętam, jak się mówiło: "do fryzjera? nie, bo zapuszczam" i dziewczątka miały grzywy jak tarpany. A co dopiero teraz, kiedy mnóstwo profesjonalnych kosmetyków można sobie kupić do użytku domowego, a darmowe porady w internecie?
              • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.04.13, 22:00
                Uwazam, ze mam ladne wlosy, a do fryzjera chodze tylko dwa-trzy razu w roku wlasnie w sprawie koncowek.
              • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.04.13, 22:49
                No właśnie - nastolatki mają jednak zupełnie inne włosy niż starsze dziewczyny. Laura ma zdaje się ok. 24 lat, więc jej włosy są naturalnie bardziej rzadkie i mają większą tendencję do "wycierania się" i osłabiania. Nie neguję tego, że być może są kobiety, które mogą rzadko przycinać końcówki albo nie robić tego wcale i mieć ładne włosy, ale ja nie znam ani jednej ze sobą włącznie ;). Mało tego, kilka moich koleżanek usiłowało zapuszczać włosy właśnie tak bez podcinania i efekt był zawsze taki sam - musiały koniec końców obciąć dużą część włosów naraz, bo były w opłakanym stanie pomimo dbania o nie.
                • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.04.13, 14:46
                  > Laura ma zdaje się ok. 24 lat, więc jej włosy są naturalnie bardziej rzadkie

                  Na Boga, Laura ma 24 lata, nie 54!
                  Naprawdę wiele jest powodów do narzekania na Jeżycjadę, po co na siłę wymyślać dodatkowe?
                  • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.04.13, 21:44
                    Ale spokojnie, to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia, nie upieram się, że wszyscy muszą ją podzielać :). Pielęgnacja włosów jest po prostu moją dużą słabością, stąd zwróciłam na to uwagę. Naprawdę nie czepiam się dla zasady, tylko fakt pojawienia się u Laury w tak stosunkowo krótkim czasie bujnych, pięknych włosów zawsze mnie drażnił z powodów, o których już wspomniałam, dlatego postanowiłam o tym napisać. Rozumiem i przyjmuję do wiadomości, że jestem odosobniona w mojej irytacji :).
                    • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.04.13, 11:11
                      > Ale spokojnie, to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia, nie upieram się, ż
                      > e wszyscy muszą ją podzielać :). Pielęgnacja włosów jest po prostu moją dużą sł
                      > abością, stąd zwróciłam na to uwagę.

                      Ale teraz juz wiesz, ze istnieja ludzie, ktorzy maja piekne wlosy od samosci. Wiec mozesz zmienic zdanie.
                      • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.04.13, 14:05
                        Wierzę, że są. Ale nie zmienię zdania dopóki kogoś takiego nie poznam osobiście ;).
                        • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.04.13, 15:51
                          A co to niby zmieni? Przeciez bys i tak tej osobie musiala uwierzyc na slowo, ze nie podcina.
                          • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.04.13, 16:10
                            Po co ktoś miałby mnie okłamywać, mówiąc, że nie podcina włosów..? Nie za bardzo rozumiem. Zakładam, że jeżeli mówię komuś, że ma piękne włosy i pytam, co robi, że tak dobrze wyglądają, to po prostu cieszy się z komplementu i mówi prawdę. Nie przyszło mi do głowy, że ludzie mogą w tej kwestii kłamać. Wam wierzę na słowo, że niektóre kobiety nie muszą przycinać końcówek, żeby mieć ładne włosy, ale że osobiście nie spotkałam jeszcze nikogo takiego, to nie zmienię zdania i tyle.
                            • meg_mag Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.04.13, 21:05
                              no to poznaj mnie - wlosy dluzsze niz do pasa, podcinam raz do roku albo raz na kilkanascie miesiecy, raczej z obowiazku, niz z koniecznosci. oraz farbuje
                              • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.04.13, 21:43
                                Bardzo mi miło :).
                                Nie możemy po prostu uznać, że mam odmienne zdanie i już? Mogę nawet przyznać, że moja irytacja jest nadmiernie czepliwa. Ale nie zmienię zdania, że nie jest możliwe, że dziewczyna, która ma ponad 20 lat wyhodowała piękne włosy do pasa z kilkucentymetrowych bez podcinania ich, dopóki nie będzie mi dane zobaczyć na żywo takiego efektu. Możemy przyjąć, że zaufam Wam, że tak może być, a mimo to zostanę nieprzekonana? ;)
                            • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.04.13, 14:37
                              Moge poswiecic sie dla sprawy i wyslac Ci zdjecie swoich wlosow - jak wspominalam, podcinam koncowki dwa razy w roku.
                            • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.04.13, 20:34
                              > Po co ktoś miałby mnie okłamywać, mówiąc, że nie podcina włosów..?

                              Heh, a po co ktos mialby klamac, mowiac, ze ma dlugie i ladne bez podcinania? Ten sam poziom nieufnosci.
    • piotr7777 to może nie irytacja 04.04.13, 18:19
      ...ale czy pan Jankowiak udzielający ciężarnej Gabrieli rad co do diety nie jest pewną przesadą? Mężczyźni raczej nie interesują się tą kwestią. No chyba, że mają żonę albo córkę w ciąży, ale pan Jankowiak jest wdowcem, jego córka (z którą kontaktów nie utrzymuje) dzieci nie ma a w czasach gdy jego żona była w ciąży, jeśli w ogóle były jakieś porady dietetyczne to w pismach typu "Przyjaciółka", po które taki pan Jankowiak raczej by nie sięgał. Zwróćmy uwagę, ze pan Jankowiak z sentymentem wspomina obiady żony, przez co można zakładać, że sam gotować nauczył się dopiero po jej śmierci (gdy już właściwie nie miał wyjścia), więc wątpię by był jakoś zainteresowany w kwestiach kulinariów czy dietetyki.
      • zla.m Re: to może nie irytacja 05.04.13, 09:25
        Jako niedawna ciężarówka zapewniam, że w Polsce na diecie kobiet w ciąży znają się wszyscy. Więc skoro mnie mógł pouczać około sześćdziesięcioletni kierowca tirów (serio), to dlaczego nie pan Jankowiak.

        Nie to chyba chciała pani MM osiągnąć ale udało jej się tą piękną naszą cechę zapisać.
        • anemone.nemorosa Re: to może nie irytacja 05.04.13, 10:37
          Może właśnie w tym sęk, że najwięcej do powiedzenia w takiej sytuacji maja kierowcy tirów, starsi panowie z portierni, bezdzietna sąsiadka z piątego czy babcia w autobusie. Pan Jankowiak akurat tutaj jak najbardziej pasuje. Jak Laura będzie w ciaży, to na pewno najwięcej do powiedzenia będzie miał pan Gruszka :D
          • zla.m Re: to może nie irytacja 05.04.13, 17:48
            Byle tylko nie "pomagał" przy tej ciąży tak aktywnie, jak przy budowie domu ;-)
    • filipika Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.04.13, 09:26
      W Pulpecji jest informacja, że Pulpa uwielbia dobranocki i że jak dotąd nie opuściła ani jednej. Na tym zdaniu zawsze się zawieszam. Bo jakkolwiek miłość do dobranocek (zwłaszcza produkcji czeskiej) jest dla mnie zrozumiała, to jakoś nie potrafię sobie wyobrazić dziewiętnastoletniej dziewczyny, która codziennie punkt dziewiętnasta jest w domu, żeby przypadkiem nie przegapić Krecika. Tym bardziej, że w późniejszych rozdziałach tomu Pulpa jak najbardziej prowadzi wieczorne życie poza gniazdem rodzinnym i nie ma nigdzie wzmianki typu "to był pierwszy wieczór w życiu Pulpy, w którym nie obejrzała dobranocki".
    • floress Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.04.13, 09:27
      Mnie strasznie irytuje kwestia Baltony w Noelce i Pulpecji.
      W Noelce Elka przychodzi do Pulpy zapytać o adres Baltony. Patrycji nei ma, jest Gaba i tak od słowa do słowa Elka wyznaje o co jej chodzi. Na to Gabriela zachowuje się jakby o Baltonie pierwsze słyszała i odsyła Elkę do Tomka.
      Następnie w Pulpecji, podczas sceny oświadczyn Baltony, Gabrysia biorąc go w obronę przed ojcem mówi, że jest to wnuk pana Żaka ze Słowackiego. No to jednak zna i wie, gdzie można go spotkać.
      W dodatku Gaba niby przyjaźni się z Cesią, więc musi znać kuzyna Cesi, który z nią mieszka od zawsze.
      Kolejna rzecz, to te właśnie niby przyjaźnie. Czy wszyscy w tych książkach muszą się ze sobą przyjaźnić? Gabrysia przyjaciółka Cesi, Gabrysia przyjaciółka Anieli, Gabrysia przyjaciółka Kreski, Gabrysia przyjaciółka Dmuchawca. A jak przychodzi co do czego, to nawet nie wie co się dzieje u jej przyjaciół, z nikim się nie spotyka i nawet na ślub córki nie ma kogo zaprosić.
      Od pierwszego momentu irytowała mnie też mama Borejko. Niemiła, niesympatyczna, wredna i nieczuła. Nie wspominając o jej wywyższaniu się nad wszystkimi dokoła.
      • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.04.13, 09:38
        Może Gaba przy pierwszej rozmowie nie skojarzyła po prostu, że Baltona, o którego wypytuje Elka, to mały Bobcio, kuzyn Cesi. Do sceny oświadczyn minęło sporo czasu, mogła uzupełnić wiedzę ;)
      • emusia Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.04.13, 09:56
        Właśnie à propos Gaby i Cesi - wszędzie w tomach od Pulpy wzwyż podkreślana jest ich wielka przyjaźń, a za chiny nie mogę sobie przypomnieć ani jednej sceny, w której byłyby we dwie.
        • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.04.13, 19:20
          > Właśnie à propos Gaby i Cesi - wszędzie w tomach od Pulpy wzwyż podkreślan
          > a jest ich wielka przyjaźń, a za chiny nie mogę sobie przypomnieć ani jednej sc
          > eny, w której byłyby we dwie.

          Siedziały razem w ławce. Przynajmniej w Kwiecie kalafiora (bo w Szóstej klepce Cesia siedziała najpierw z Pawłem a potem chyba sama).
          Tyle, że z tamtej sceny wynika, że wielkiej przyjaźni między nimi nie było.
          Bo na 74 stronie KK stoi:
          "Mam pustkę w głowie - szepnęła Gabrysia do swojej sąsiadki, Cesi Żak. Ale i u niej nie znalazła zrozumienia, ponieważ Cesia zakochana była z wzajemnością w Jurku Hajduku a Jurek był najlepszym fizykiem w całym liceum".
          Nie wiemy jaka była reakcja Cesi w tej scenie. Może nie było żadnej reakcji (co w sumie jest dość niefajnym zachowaniem) a może jakaś odpowiedź w rodzaju: "no co ty, to przecież proste, Jurek mi wszystko wytłumaczył". Tak czy inaczej nie jest to zachowanie przyjaciółki.
          Moim zdaniem Gabriela nie była przyjaciółką Cesi, ani też odwrotnie. Co najwyżej miały wspólną przyjaciółkę - Anielę Kowalik. Bo już chyba nie Dankę Filipiak, za którą Gabrysia raczej nie przepadała.
          Jeżeli w Noelce Gabrysia mówi o Tomku Kowaliku : "kuzyn Anieli, mojej najlepszej przyjaciółki" a nie no. "kolega szkolny mojej młodszej siostry, Natalii" czy "syn doktora Kowalika, naszego rodzinnego lekarza" to znaczy, że Aniela jest dla niej oczywistym punktem odniesienia. Skoro Baltona to "wnuk pana Żaka" a nie "kuzyn mojej przyjaciółki, Cesi", to wnioski nasuwają się same.
          Poza tym nie wiem czy w jakimkolwiek miejscu autorka pisze o przyjaźni Gabrieli z Cesią. Może i w Pulpecji takie uwagi się pojawiają, ale chyba tylko tam.
          • iwoniaw Ciekawe zatem,skąd Ignac ma znać"pana Żaka"seniora 18.04.13, 19:25
            ze Słowackiego, emerytowanego inżyniera z pokolenia swoich rodziców?
            • nessie-jp Re: Ciekawe zatem,skąd Ignac ma znać"pana Żaka"se 18.04.13, 19:47
              Może Borejkowie poznali Żaków przez najmłodsze pokolenie, Ulkę Kołodziejankę i Laurę i Pyzę? Czy one nie chodziły razem do 1. klasy albo może przedszkola? Scenka z Leonardo?

              Tak czy inaczej, niedopatrzenie autorki.


              A że Cesia nie była przyjaciółką Gabryjeli Męczennicy to jest na 100% pewne. Cesia nie wytrzymałaby dwóch miesięcy dzielnego narzekania i dzielnego a miłego umartwiania się z miłym a dzielnym uśmiechem na twarzy (a co dopiero 25 lat takich akcji). Psychiczny trzeci migdał Gabryjelli w osobie Podłego Pyziaka doprowadziłby ją do szału.
              • iwoniaw Re: Ciekawe zatem,skąd Ignac ma znać"pana Żaka"se 18.04.13, 20:33
                No więc właśnie, Borejkowie mogli kojarzyć ciotkę i wuja Baltony - jako rodziców koleżanki szkolnej Gaby (np. z wywiadówek szkolnych), jego kuzynki (Ceśkę - koleżankę Gaby i Julię - matkę koleżanek Laury z podstawówki), ale żeby go definiować poprzez dziadka?
                • piotr7777 a to mi się coś przypomniało 18.04.13, 21:36
                  W Nutrii i Nerwusie siostry Borejko oglądają monodram Anieli w TV.
                  Patrycja się zachwyca tym, że ma tak uzdolnioną koleżankę a Ida ją wyśmiewa, że jaka tam z niej koleżanka Anieli, jak one zakładały z Anielą ESD, to Patrycja (i Natalia) potrafiły chorować na świnkę. W sumie to może ma podkreślać pawianowatość Idy, no, ale fakty były inne - ESD założyła tylko Gabrysia (z Anielą i Robrojkiem) a Ida sama wtedy chorowała na tę samą chorobę co młodsze siostry. W sumie szkoda, że Gabrysia tego siostrze nie przypomina (ot, choćby: "no, no Iduś, to już zapomniałaś jak to było z tobą"). W ogóle taktowna Gabrysia jest głucha na złośliwości Idy względem wszystkich, no może z wyjątkiem Ignasia.
                  A druga rzecz - w Noelce Aniela jest zaledwie początkującą aktorką wynajmującą pokój u jakiejś antypatycznej staruszki (jakim sposobem Żeromscy przejęli od niej cała nieruchomość?), w Dziecku piątku raczej też kariery nie zrobiła (Kozio myśli o Bernardzie zajmującym się dla utrzymania rodziny malarstwem komercyjnym, mówi o kuzynce, od której dostał książkę prof. Raszewskiego, ale nie wspomina jej nazwiska - gdyby była znana nie omieszkałby się pochwalić) a zaledwie po roku monodram w telewizji. No, taki zaszczyt spotyka raczej uznane aktorki, no chyba, że to był jakiś cykl: "nadzieje polskiego teatru" czy coś takiego, ale nie sądzę. W typowym dramacie można wystawić do dużej roli debiutanta i liczyć, że w razie czego doświadczeni koledzy udzielą mu wsparcia a ewentualne słabości jednego aktora mogą zrównoważyć inni, monodram opiera się na jednym wykonawcy.
                  Był taki wątek o nadzwyczajnych talentach, o ile dramatopisarka Mila czy sopranistka Laura, to kompletnie nierealne pomysły, o tyle kariera aktorska Anieli (od gwiazdy szkolnego przedstawienia do uznanej lokalnej aktorki) jest w sumie dość realna. Mimo to taki nagły zwrot w karierze w ciągu zaledwie roku jakoś mnie nie przekonuje.
                  • lavanta Re: a to mi się coś przypomniało 18.04.13, 23:51
                    To prawda, że Ida dosłownie nie założyła ESD, ale należała do grupy i udzielała się na spotkaniach, co jest odnotowane w sprawozdaniu :). A Pulpa miała wtedy 5 lat, więc co prawda złośliwość Ida mogłaby sobie darować, ale jednak miała rację.
            • ciotka_scholastyka Jakiego seniora?! 24.04.13, 10:04
              > emerytowanego inżyniera z pokolenia swoich rodziców?

              Gaba mówi: - Balotna jest siostrzeńcem pana Żaka ze Słowackiego.
              Siostrzeńcem! Czyli ma na myśli Żaczka, a nie dziadka, przedwojennego inżyniera.
              • nessie-jp Re: Jakiego seniora?! 24.04.13, 19:29
                ciotka_scholastyka napisała:

                > > emerytowanego inżyniera z pokolenia swoich rodziców?
                >
                > Gaba mówi: - Balotna jest siostrzeńcem pana Żaka ze Słowackiego.
                > Siostrzeńcem! Czyli ma na myśli Żaczka, a nie dziadka, przedwojennego inżyniera

                Co totalnie nic nie zmienia, bo niby skąd starsi Borejko mieliby znać "tego" pana Żaka ze Słowackiego? Jeszcze Mila, od biedy, uwierzę
              • floress Re: Jakiego seniora?! 28.04.13, 13:42
                Jakoś mi się uczepiło, że mówi o wnuku. Ale to i tak miałoby jakiś sens, gdyby Gaba i Cesia faktycznie się przyjaźniły. I Gdyby Gaba we Wigilię nie zachowywała się jak kretynka, która człowieka na oczy nie widziała, a pół roku później, nie dość, że go zna, to jeszcze wie, czyj to siostrzeniec.
                Swoją drogą cała ta akcja Elka-Baltona jest głupia. Która dziewczyna poszłaby do zupełnie obcego chłopaka, pytać o adres drugiego obcego, ledwo kojarzonego z kursu komputerowego.
      • floress Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.04.13, 15:18
        W którymś z tomów jest zapis - Cesia, przyjaciółka Gabrysi (lub odwrotnie). Muszę go odszukać.
    • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 12:09
      Nożeż. Otworzyłam sobie "Sprężynę" i trafiłam na scenę, kiedy to Laura dzwoni do Róży i odbywają taką rozmowę:

      - (...) A co to za sprawa?
      - Sercowa. Po pierwsze, zerwałam z Wolfim.
      - Proszę? A jednak to sen. Nierealistyczny. Miałabyś zerwać z mężczyzną z rodu Schoppe? Oni są wspaniali.
      - I co teraz? Coś ty zrobiła? Drugiego takiego nie znajdziesz. Ratunku, śni mi się koszmar.
      (...)
      - Stoję w obliczu zakochania się na wieki.
      - To dlaczego go porzuciłaś?
      - Nie w nim!...

      Rany, co to jest, po jakiemu one rozmawiają, czy to jakieś perypetie następczyni tronu, która musi poślubić mężczyznę z odpowiedniego rodu, czy co?! I dlaczego Róża w ogóle sądzi, że "zakochanie na wieki" też odnosi się do Wolfiego? Bessęsu.
      • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 12:19
        Straszna, nienaturalna rozmowa. Brr.
      • molly_bloom Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 13:24
        I dlaczeg
        > o Róża w ogóle sądzi, że "zakochanie na wieki" też odnosi się do Wolfiego? Bess
        > ęsu.

        Bo jest zaspana? Ale cała rozmowa jest kuriozalna tak czy inaczej.

        A mnie irytuje ta Aniela biegająca w BBB boso. Po mieście. Chyba że chodziło o to, że z gołymi łydkami, ale w takim razie jestem zirytowana podwójnie - boso to boso. W Poznaniu mówi się inaczej?
        • ananke666 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 14:00
          Może w oparach euforii nie zauważała takich szczegółów jak rozdeptane gumy do żucia, pety, plwociny i szkła.
        • lilith_tempscire Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 14:42
          molly_bloom napisała:
          >
          > A mnie irytuje ta Aniela biegająca w BBB boso. Po mieście. Chyba że chodziło o
          > to, że z gołymi łydkami, ale w takim razie jestem zirytowana podwójnie - boso t
          > o boso. W Poznaniu mówi się inaczej?

          O tak, to mnie tez zawsze irytowalo. To ma niby byc taka romantyczna wizja cyganskiej, nieokielznanej pieknosci, ale dla mnie ona zasuwa na boso po brudzie, smieciach i szklach. No i co ja poradze, kojarzy me sie stara Kondracka z "Jadwigi i Jagienki": Stopy jej czarne, sekate, moze dwa razy do roku myte, zgrubiale na rzemien, przypominaly raczej jakies zwierzece lapy.

          A moze "boso" znaczy: "w sandalkach, ale bez skarpet"? ;-)
          • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 14:58
            Była taka sprawność harcerska (może nadal jest), której zdobycie polegało na żywieniu się tylko chlebem i wodą i chodzeniu boso. W praktyce chodziło się w sandałkach, bo nikt nie był na tyle szalony, żeby odpowiadać przed rodzicami nastolatka za jego poranione stopy.

            A swoją drogą, przypomniała mi się książka Milczący lud, w której irlandzcy górale preferowali chodzenie na boso. Jedna dziewczynka tłumacząc, czemu nie potrzebuje butów, mówi, że ma już wystarczająco stwardniałe powierzchnie stóp. No dobra, ale czy ona je jeszcze czymś specjalnie natłuszczała? Przecież pękająca skóra na piętach cholernie boli i mogłaby prowadzić do zakażeń!
            • ananke666 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 16:11
              Wątpię, masa ludzi na świecie chodzi boso. Ale do licha, nie po mieście.
              • ananke666 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 16:11
                Nie w mieście, psiakrew.
                • krakowska_poziomka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 16:29
                  Zdarzyło mi się kilka razy przebiec boso po mieście (głównie z powodu butów, które obtarły do krwi) i naprawdę nie było to przyjemne doświadczenie... Wolę myśleć, że Aniela miała cieniutkie sandałki :)
                  • filifionka-listopadowa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 19:31
                    Ja bez problemu wierzę we wszystkie opowieści o chodzeniu boso. Mam stopy hobbita- na boso czuję się idealnie i najchętniej buty zakładałbym jak dawniej wiejskie dzieci- z przyjściem pierwszych mrozów. Zdarzało mi się chodzić boso również w Poznaniu. Beż żadnych problemów. I nie znam pojęcia "skóra pękająca na piętach", znam natomiast "bardzo grube podeszwy stóp".

                    Jedyne buty które mnie obtarły to buty do tańca irlandzkiego, ale one składają się wyłącznie z miękkiej skóry, bez żadnych elementów sztywnych. A cała reszta obtarła. Drogie buty z dobrej skóry, "oazowe" sandałki oraz takie delikatne, piankowe japonki, buty trekkingowe... obuwie nie ma dla mnie żadnej litości.
              • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.04.13, 20:51
                Chodza po miescie, chodza, po supermarkecie, nawet do autobusu boso wsiadaja - ale fakt, nie w Polsce.
    • anemone.nemorosa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.13, 19:33
      Mozliwe, że ktoś już tu na to narzekał, ale nie mogę zmilczeć: odświeżyłam sobie ostatnio "Dziecko piątku" i przez całą książkę okrutnie mnie raziła kreacja Pyzy. Jedenastolatka która nie potrafi zjeść lodów bez usmarowania się czekoladą od głowy po pas? Mamusia pakuje ją do łóżeczka i wręcza książeczkę dla dzieci? No błagam. Narrator też mówi o niej jakby miała osiem lat. To wszystko jest nienaturalne zwłaszcza, że podobno Pyza jest spokojna i odpowiedzialna, a do tego ma młodszą walniętą siostrę - w kontekście Tygryska chyba własnie pasowałoby podkreślić różnice między nimi, a tu wiecznie i sam narrator i członkowie rodziny (zwłaszcza Gaba) traktują Pyzę jakby była z lekka opóźniona w rozwoju (co u Borejków jest niedozwolone).
      • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.04.13, 13:44
        Właśnie mam wrażenie, że u Pyzy ta "odpowiedzialność" i "dojrzałość" jest wyłącznie odautorska, zarówno, kiedy była dzieckiem, jak i kiedy stała się dorosła, co nasunęło mi się przy ponownym czytaniu Neojeżycjady.
        Niezmiernie irytuje mnie postawa Borejków wobec jej ciąży. Wszyscy, włącznie z nią samą podchodzą do tego na zasadzie "jakoś to będzie". W sytuacji, w której Róża nie ma środków do życia ani perspektyw na podjęcie pracy, która mogłaby utrzymać ją i dziecko, a Fryderyk zniknął się z pola widzenia, nikt nie pyta Pyzy jaki ma plan, co zamierza zrobić ze studiami, czy planuje zdobyć jakieś pieniądze, a czy tak, to w jaki sposób. Nikt się nad tym problemem w żaden sposób nie zawiesza. Rozumiem, że kochająca rodzina, wsparcie ciężarnej przyjmuje jako coś oczywistego. Ale nikt, w najmniejszym stopniu, w tej skądinąd konserwatywnej rodzinie, nie okazuje, że dziewczyna w nieślubnej ciąży, bez kasy, wykształcenia ani pomysłu na życie, to jakiś problem. "Wszyscy byli dla niej bardzo mili, zupełnie jakby oblała kolejny egzamin z astronomii, i nikt nie drążył tematu(...)". No tak, przecież niezdany egzamin, ciąża - jaka to różnica? Nie mówię, że powinni jej prawić umoralniające kazania, bo na to już może trochę za późno, poza tym krzyczeć na ciężarną faktycznie trochę nie wypada. Ale brakuje mi rozmowy Gabrysi z Idą albo Milą, że jest zła na Różę, bo ta zawiodła jej zaufanie albo że ma do siebie żal, bo córka powiela jej własne błędy. Już nie mówiąc o tym, że Gabrysia nie wyciąga z tej sytuacji żadnych wniosków, np. żeby jednak porozmawiać ze swoimi dziećmi na temat seksu.
        Ogólnie przekaz historii z ciążą Pyzy jest taki: nie musisz brać żadnej odpowiedzialności za swoje działania, w ogóle niczym się nie martw - zawsze znajdzie się ktoś, kto odwali wszystko za ciebie, czy to rodzina, czy to mąż.

        • kooreczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.04.13, 15:42
          Etam, że zła jest- zwyczajnie siąść i zastanowić się co dalej- kończyć studia, pożyczyć skądś na tą budkę? Jakiejś myśli Różyczki z gatunku, że winna być wsparciem dla rodziców, a tylko ssie pieniądze bez perspektyw na zmianę sytuacji.
    • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.04.13, 00:42
      W Jeżycjadzie, czytanej z pozycji dorosłej już kobiety, irytuje mnie mnóstwo rzeczy, z papą Borejko na czele. Ale teraz napiszę o czymś innym. Pierwsza rzecz to to, że cała rodzina składa się z megasupermenów. Wszystko takie zdolne, że już w życiu płodowym cytuje z pamięci tego cholernego Plutarcha. Wszystkie Borejkówny "przerzucają się w towarzystwie cytatami", chociaż nie potrafią porządnie zachować się przy stole (ci zbóje Lisieccy mają lepsze od nich maniery!). Róża i Laura jadąc pociągiem na wakacje, nie dość, że podkradają współpasażerowi zeszyt z krzyżówkami, co samo w sobie jest chamstwem, to jeszcze rozwiązują wszystkie krzyżówki, anagramy i rebusy od ręki, chociaż prawowity właściciel nie był w stanie tego zrobić (oczywiście!). A obie są w wieku, w którym normalne dzieci czytają Muminki, no, może "Anię z Zielonego Wzgórza". Ignacy jest, rzecz jasna, genialny z samej definicji, w końcu krzyżówka genów Borejków i Strybów jest jak noblesse, które oblizuje. Kilkuletni gówniarz, którego podstawową zabawką jest mikroskop, a główną zabawą podlizywanie się i donosicielstwo i który czyta książki podkreślając ołówkiem błędy korektorskie jest po prostu do urzygania niestrawny. I do tego wiewszystkoowszystkim i wpędza w zakłopotanie oraz kozi róg cały regiment poznańskiej policji. A prócz tego jest nieprawdopodobnie rozpuszczony przez świętą Gabryjelę, która pozwala mu na wszystko. Aż się dziwię, że Laura go w dzieciństwie nie zatłukła. Gdybym miała takiego brata, do tego faworyzowanego przez rodzinę - próbowałabym na pewno. No i wyrasta z niego potworny snob, który idzie do kina tylko po to, by poczuć jak żyją te niższe intelektualnie sfery. Druga taka to Łucja. Imię przepiękne - bachor okropny. Po pierwsze, ględzi bez przerwy. Tym tylko się różni od głośnika zwanego "kołchoźnikiem", że tamten miał przynajmniej wyłącznik. Oczywiście jest genialna i na kółku polonistycznym bez trudu "zagina" dzieci starsze o kilka lat. Poprawia wszystkich wkoło, co dowodzi braku wychowania. W starszym pokoleniu też nieźle. Mila, niby nic, a tu proszę, proszę - hop i genialna pisarka. Ida, która bała się krwi, bohatersko, nadludzkim wysiłkiem przełamuje niegodne Borejkówny słabości i zostaje lekarką. Natalia, ta zwiędła mimoza, która potrafi ni z tego ni z owego wybuchnąć dziką złością, zostaje wprawdzie polonistką w liceum, ale za to jest uwielbiana przez uczniów i stanowi dla nich wzór. Leniwa do szpiku kości Pulepcja wybiera sobie studia i życie, które wymaga gigapracy. No i święta Gabriela, która robi karierę naukową w takim tempie, że chyba ją poproszę o napisanie mojej habilitacji. W Opium... jest porzuconą dwudziestolatką, która przerwała studia, bodajże na pierwszym roku (zapewne zaliczyła "wpadkę"). Zważywszy, że zaraz potem zaszła w drugą ciążę, należy dodać jej jeszcze jakieś półtora roku pauzowania, w końcu ciążę trzeba donosić, dziecię wychować. Potem 5 lat studiów, magisterium a potem dopiero asystentura. Tymczasem w Pulpecji Gaba jest już doktorem (o ile dobrze pamiętam), by w trakcie ucieczki Laury do Torunia być już ładnych parę lat po habilitacji. Normalnie russkaja żenszczyna, Gabryjela Stachanowna. Zastanawiam się czy autorce nie zabraknie brązu do tworzenia tych wiekopomnych, przygniatających wzorówdonaśladowania.
      • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.04.13, 16:59
        dobrawrozkajudyta11 napisał(a):

        > Normalnie russkaja żenszczyna, Gabryjela Stachanowna. Zast
        > anawiam się czy autorce nie zabraknie brązu do tworzenia tych wiekopomnych, prz
        > ygniatających wzorówdonaśladowania.

        Świetne i zabawne podsumowanie :))))
      • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.04.13, 22:01
        Bo kiedyś Borejkowie byli ludźmi. Mila była zmęczoną gospodynią domową, nieco tyranizującą rodzinę, Ignacy rozkojarzonym mężem i ojcem, Gabę irytował płacz i wrzeszczała na młodsze siostry, Ida była zakompleksioną neurotyczką, Nutria miała problemy w szkole, Pulpa była leniem i oblała maturę... Ale wszystkie te cechy były przedstawione nie jako "dobre i miłe", bo borejcze, tylko zwykłe wady zwykłych ludzi. W którymś momencie MM zdecydowała, nie wiadomo dlaczego, że zrobi z Borejków rodzinę idealną, co oprócz braku realizmu, wprowadziło do fabuły masę nieścisłości.
      • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.04.13, 01:36
        > to jeszcze rozwiązują wszys
        > tkie krzyżówki, anagramy i rebusy od ręki, chociaż prawowity właściciel nie był
        > w stanie tego zrobić (oczywiście!)

        To jest megakretynskie. Doswiadczony, oczytany, wyksztalcony i dorosly szaradzista nie da rady rozwiazac wszystkiego w "Rozrywce" od reki, bez leksykonow, atlasow itp. (ew. internetu ;)) - zwlaszcza rebusow. Nie ma najmniejszych szans, zeby zrobily to dwie male dziewczynki.
        • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.04.13, 02:05
          slotna napisała:

          >
          > To jest megakretynskie. Doswiadczony, oczytany, wyksztalcony i dorosly szaradzi
          > sta nie da rady rozwiazac wszystkiego w "Rozrywce" od reki, bez leksykonow, atl
          > asow itp. (ew. internetu ;)) - zwlaszcza rebusow. Nie ma najmniejszych szans, z
          > eby zrobily to dwie male dziewczynki.

          Niby racja... One rozwiązały wszystkie rebusy, nie wszystkie zadania w ogóle. Autorka chyba myślała, że rebusy to taka rozrywka dla dzieci, proste itd. Oczywiście była w błędzie, bo rebusy w "Rozrywce" to jedne z najtrudniejszych zadań, szczególnie często zawierają pytania o imieniny (kto zna kalendarz na pamięć?), rysunki są niewyraźne, słabo czytelne.

          Poza tym jak one technicznie rozwiązały te rebusy? Porozumiewały się na migi? Do nich podobne byłoby raczej przekrzykiwanie się, głośne konsultowanie, sprzeczanie się o prawidłowe rozwiązanie. Albo ten pan z dobroci serca dał im tę "Rozrywkę", żeby się pobawiły, albo podebrały mu ją w jakiejś niesamowitej konspiracji :)

          Mimo wszystko... Nie potrafię nigdy zgodzić się jednoznacznie z argumentem "to niemożliwe, że takie małe dziecko to zrobiło". Od razu przypomina mi się, jak byłam mała, a mądra koleżanka z klasy wyżej dobitnie tłumaczyła przy innych, że to niemożliwe, że ja zrobiłam to i tamto, bo "nawet największy geniusz" by tego nie zrobił. Przykro mi było. Ja tam mogę chętnie przyjąć, że Pyziakówny były genialne :)

          • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.04.13, 11:43
            > Mimo wszystko... Nie potrafię nigdy zgodzić się jednoznacznie z argumentem "to
            > niemożliwe, że takie małe dziecko to zrobiło".

            No ale napisalam, ze to niemozliwe, zeby dorosly to zrobil bez pomocy technicznych, a TYM BARDZIEJ male dziecko (a nawet dwoje ;)). O ich genialnosci to tam nic nie ma. Ani pozniej zreszta.
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.06.13, 19:56
          slotna napisała:

          > To jest megakretynskie. Doswiadczony, oczytany, wyksztalcony i dorosly szaradzi
          > sta nie da rady rozwiazac wszystkiego w "Rozrywce" od reki, bez leksykonow, atl
          > asow itp. (ew. internetu ;)) - zwlaszcza rebusow. Nie ma najmniejszych szans, z
          > eby zrobily to dwie male dziewczynki.

          Rewii rozrywki może rady by nie dały, ale takie małe, metrykalnie przynajmniej, to one już nie były. Jedna niespełna dziesięć lat, druga prawie trzynaście, chociaż fakt, że zachowywały się jakby były sporo młodsze. I to właśnie jest moja gigantyczna irytacja neojeżycjadowa, te wszystkie dzieci, zachowujące się przeraźliwie infantylnie jak na swój wiek, jednocześnie będąc geniuszami. Róża i Laura z Rewią Rozrywki, Ignaś, upiorna Łusia, siostry Górskie (te są przynajmniej konsekwentnie niedorozwinięte na wszystkich frontach)...
          • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.04.14, 10:44
            calkowity brak treningu spolecznego przy nadrozwoju intelektualnym ? jakies umyslowe turbodzieci ? tak naprawde to na bande socjopatow oni mi wygladaja...
      • stokrotka2201 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.02.14, 17:47
        nic dodac nic ująć, podpisuję się to tez mnie zawsze wkurzało. Czytając to zastanwiałam się czy tylko ja nie odnoszę takich sukcesów? czy to po prostu brak realizmu, normalnie literatura s-f. Wszyscy mają prace marzeń, nauczyciele, wykładowcy, wszyscy kochają swoje prace i w ogole cud miód
    • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.04.13, 21:34
      Mam wrażenie, że Musierowicz co jakiś czas mówi do czytelników: słuchajcie, uznajcie to, co napisałam tu i tu za niebyłe; wracamy do punktu wyjścia. Pierwszym takim przykładem byli Lisieccy. A teraz doczytałam się właśnie, jak Pyziak w "Czarnej polewce'" mówi, że przyjechał po przebaczenie i aż mnie zatrzęsło, bo przecież w McD wszyscy zachowują się tak, jakby tamtego spotkania nie było, tamtej rozmowy nie było, jakby teraz dopiero pierwszy raz po dwudziestu pięciu latach wychynął z niebytu z Kitchen Aidem w dłoniach...
      • j_a_ch Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.04.13, 23:58
        Z tym Pyziaczkiem to chyba dlatego tak wyszło, bo co i rusz ktoś domagał się kontynuacji jego wątku i dokładniejszego uściślenia co do jego relacji z Borejkami. Autorka dawno chciała pogrzebać temat (a w pewnym momencie chyba nawet i samego Pyziaka...?) ale były interwencje, no i się fanki doigrały. MM postanowiła zrobić wrrróć i obrzydzić go dokumentnie, stąd nagle Człowiek Co Nie Umiał Kochac czyli CCNUK :)
        Nie pozostawiając żadnych swobodnych domysłów dobito wątek i przyklepano łopatką. Bardzo dużo złego robi Jeżycjadzie takie pisanie "na życzenie", szczególnie gdy owo życzenie rozmija się boleśnie z wizją autorską.
        Natomiast w rankingu najbardziej irytujących dzieci to Łusia chyba jednak przebiła Ignasia i dzierży palmę pierwszeństwa. Nie ma nic gorszego niż mały geniusz z logoreą.
    • agnessa94 Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 27.04.13, 22:18
      Przyznaję, że dopiero teraz odkryłam to forum i przeczytałam zaledwie kilka wątków w całości (w tym ten, do którego się właśnie wpisuję), dlatego mogę teraz poruszać coś, co już było przedyskutowane.
      Chyba jeśli chodzi o całą serię to (poza oczywiście przewałkowanymi już wielokrotnie gloryfikacjami Mili, Gaby i Dmuchawca) najbardziej drażniącym jej elementem jest zwalanie całej akcji na zbiegi okoliczności. Trafienie Anieli-Franciszki do domu Pawełka, zaprzyjaźnienie się Kreski z córeczką swojej znienawidzonej nauczycielki (która przypadkiem poznaje też zaprzyjaźnioną jej rodzinę Borejków oraz rodzinę chłopaka ich córki) to tylko przykłady na tezę MM, że Poznań to w zasadzie maleńka miejscowość (czego potwierdzenie mamy właściwie w każdej części). Elementy te można jednak zdzierżyć gdy okraszone zostają humorem, ciepłem, pomysłem, a przede wszystkim - gdy można w nie jeszcze jakoś uwierzyć. W BBB mamy już do czynienia z epopeją zbiegów okoliczności - Bebe w zasadzie nic nie robi, książę Dambo zostaje jej wręcz podany na tacy:
      - pierwsze przypadkowe spotkanie przy fontannie - Bebe nie odzywa się ani słowem, gdy interesujący chłopak ją podrywa
      - drugie spotkanie - zdecydowanie nominowałabym je do rangi Najbardziej Kuriozalnego Wydarzenia Starej Jeżycjady, a to znaczy wiele w tym cyklu - "wyrzucona na ulicę" opiekunka Bebe rozmawia z nią przez okno, przypadkiem w tym miejscu i czasie zjawia się dawny kolega ze studiów i wielbiciel pierwszej oraz spotkany wcześniej Dambo, którzy przypadkiem nie tylko się znają, ale i przyjaźnią, co daje okazję do wielu spotkań czwórki
      - okazuje się że Bebe i Dambo przypadkiem są nie tylko w tym samym liceum, ale nawet - w tej samej klasie. W szkole przypadkiem zostają usadzeni razem w ławce.
      - koniec - fakt, Bebe zrobiła coś sama, co nie zmienia faktu, że właściwie przypadek sprawia, że musi wyznać swoją miłość w sposób iście filmowy. Presja czasu zabiera jej rozterki moralne, więc w pewnym sensie decyzja znowu została podjęta za nią.
      Aż zdziwiłam się, że jedyne co wam przeszkadzało to ta nieszczęsna gumka Bernarda (wątek naciągany, ale mi tam nigdy nie przeszkadzał, tak samo jak sam Bernard) no i Aniela biegająca ulicami miasta boso (tu się zgadzam).
      O ile książkę bardzo lubię, o tyle bierność i niesamowite szczęście głównej bohaterki mnie irytują bardzo.
      • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 27.04.13, 23:06
        Przyznam się po cichutku, że BBB to druga z moich najulubieńszych części Jeżycjady - pierwsza to Szósta Klepka.
        A teraz co do twojego postu:
        Aniela - Franciszka do domu Pawełka pięknego trafiła nie przez żaden przypadek, tylko z pełną świadomością. Można się zastanawiać nad sensownością jej działań, ale nie ma tu śladu zbiegu okoliczności - ona CHCIAŁA za wszelką cenę być bliżej tego swojego Adonisa, koncept miała taki i już.
        Przyjaźń Kreski z Aurelią jest już większym "naciąganiem" - ale znajomość małej z Ogorzałkami i Borejkami - nie. Znała też Lewandowskich i pewnie co najmniej kilka innych osób do których się wpraszała "na obiadki". Acz naciągany sam motyw dziecka, które znika na całe godziny i PŁATNA opiekunka [p. Lisiecka] nawet nie raczy się zainteresować co się z nim dzieje? Toż już dawno by trzęsąc się ze strachu dzwoniła po milicji, szpitalach i czort wie gdzie jeszcze!
        A co do BBB. Owszem, Bebe jest bierna - to jest zresztą od początku powiedziane i podkreślone, że wręcz trenowała zachowywanie niezmienionego wyrazu twarzy w każdych okolicznościach. Przy spotkaniu w fontannie nie mamy jeszcze pewności, czy Dambo wydał się Beacie atrakcyjny - to znaczy my, jako czytelniczki, oczywiście mamy, ale ONA nie. Ja powiedziałabym raczej, że uznała go za zagrożenie dla swojego z trudem wypracowanego chłodu i spokoju, więc zdawał się jej raczej zagrożeniem, niż atrakcją. Drugie spotkanie - faktycznie, masz rację, mocno naciągane, to już Dambo i Bernard nie mięli gdzie się włóczyć po nocy tylko po Jeżycach? Że trafili do tej samej szkoły? Zapewne to akurat liceum mieści się blisko mieszkania zarówno Bebe jak i Dmuchawca, u którego Dambo mieszkał. Więc też i nie zaskakuje, że oboje do niego trafili. "Przypadek" ze wspólną klasą już gorzej, ale może akurat ta klasa była najmniej liczna to do niej właśnie dołączono nowego. A może też nie bez znaczenia był fakt, że Dambo przeniósł się do Poznania ze względu na jakieś ekscesy w rodzinnym mieście, a w klasie Bebe wychowawcą był dyrektor uchodzący za surowego i umiejącego utrzymać dyscyplinę? Posadzenie w ławce Bebe i Damba jest logicznie wytłumaczone w książce - wychowawca chciał rozdzielić uczniów potencjalnie przynoszących kłopoty - stąd Dambo "odseparowano" od Burczykowskich [sadzając ze spokojną Bittnerówną] a Burczykowskich rozsadzono... Nie pamiętam w tej chwili, chyba Marianna zamieniła się miejscami z Natalią Borejko? A końcówka miała właśnie pokazać [ja tak to odebrałam], że choćbyśmy się nie wiem jak starali miłość zdziera nam z twarzy maskę - Bebe, która udawała nawet przed sobą chłodną i opanowaną, na myśl o wyjeździe Damba reaguje i okazuje się, że ta śliczna, lodowa maska nie jest w stanie przesłonić prawdziwych emocji.
        Na koniec co do Żeromskiego - nie przeszkadzała mi gumka. Przeszkadza mi ON. I to jako całokształt bohatera. Drażni mnie jego sposób mówienia, denerwują jego dziwactwa, nawet to co w założeniu autorskim powinno śmieszyć - mnie irytuje. I z każdym tomem coraz bardziej...
        Chodzenia boso po ulicach masta sobie nie wyobrażam - przecież chodniki są po prostu brudne, obsiusiane przez pieski, oplute przez niewychowanych nastolatków, opstrzone przez wszechobecne gołębie - no, po prostu brzydziłabym się!
        A na powitanie girlandą z jelitek umaić twą skroń spieszę.
        • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 27.04.13, 23:10
          Nie, Aniela jako Franciszka Wyrobek do mieszkania Pawełka trafiła właśnie przez przypadek - kiedy poszła przepraszać panią wicedyrektor, nie miała pojęcia, ze to matka Pawełka, nie skojarzyła nawet adresu, bo kamienica miała wejścia od dwóch ulic, Aniela wiedziała, że Pawełek mieszka przy Roosevelta, a Tosia podała jej adres od tej drugiej strony.

          Ale takie przypadki to ja kupuję, jeśli tylko podane są z odpowiednią dozą wdzięku, że tak powiem. U Chmielewskiej jest mnóstwo jeszcze bardziej naciąganych sytuacji, a jednak, dopóki potrafiła to opisać ze swoim charakterystycznym humorem i brawurą, człowiek też to łykał bez popitki ;)
          • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 27.04.13, 23:12
            Aha, i Tosia określiła panią wicedyrektor jako "Dąbkówną", a Aniela znała nazwisko Pawełka - Nowacki i nie miała pojęcia, że jego matka używa dwóch nazwisk.
          • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 27.04.13, 23:33
            No patrz, a ja byłam przekonana, że Aniella korespondowała z Pawełkiem [czyli musiała znać jego adres]... I to znać go jako Aniela, a nie Franciszka. Ale niech, Kłamczuchę czytałam sto lat temu, obecnie cała Jeżycjada stoi pod sufitem [na najwyższej półce] i nie będę skakać po półkach, żeby to sprawdzić. Ale wierzę ci na słowo.
            • pavan Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 27.04.13, 23:36
              vi_san napisała:

              > No patrz, a ja byłam przekonana, że Aniella korespondowała z Pawełkiem [czyli m
              > usiała znać jego adres]... I to znać go jako Aniela, a nie Franciszka. Ale niec
              > h, Kłamczuchę czytałam sto lat temu, obecnie cała Jeżycjada stoi pod sufitem [n
              > a najwyższej półce] i nie będę skakać po półkach, żeby to sprawdzić. Ale wierzę
              > ci na słowo.

              Owszem, znała go jako obie. Tylko że pisała do Pawełka Nowackiego na Słowackiego, a przepraszać poszła do magister Dąbkówny na Zacisze.
              • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:02
                Toteż napisałam, że się nie kłócę.
                A swoją drogą, czy Tosia nie popełniła "nietaktu językowego"? W końcu magister Dąbkówna była już od jaiegoś czasu mężatką dwojga nazwisk - Dąbek - Nowacka. I Tosia, jako jej podwładna [a może nie była podwładną, tylko mi się coś pokićkało? Kłamczuchę czytałam baaardzo dawno temu] raczej o tym wie - to nie jest jakaś, dajmy na to, Tosina koleżanka ze studiów, o której Tosia mogłaby powiedzieć "Dąbkówna. Ona chyba wyszła za mąż, ale nie mam pojęcia, jak się ten jej mąż nazywa." Chyba powinna była, posyłając tam Anielkę, podac jej pełne nazwisko. Mam kilka koleżanek o podwójnych nazwiskach i nie przyszłoby mi do głowy mówiąc o którejś zastosować nazwisko PANIEŃSKIE. Albo obydwa [czyli Kamila Korcz - Chmieleńska], albo tylko nazwisko "po mężu" [czyli Kamila Chmieleńska]. Ale skąd Tosi się wzięło to panieńskie?
                • pavan Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:06
                  Mam wrażenie, że nawet na drzwiach napisane było Dąbkówna. Nie chce mi się otwierać książki teraz, ale tak to narrator opowiada.
                  • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:12
                    A, Paweł mieszkał przy Roosevelta 5A/2.
                    Nie przy Słowackiego. Nie wytrzymałam, wlazłam na półkę i ściągnęłam Kłamczuchę.
                    Zaraz sobie przeczytam i wszystko będzie jasne :D
                    • pavan Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:15
                      A. To musiało mi się pomylić z Cesią.
                • mkw98 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:32
                  > Mam
                  > kilka koleżanek o podwójnych nazwiskach i nie przyszłoby mi do głowy mówiąc o
                  > którejś zastosować nazwisko PANIEŃSKIE. Albo obydwa [czyli Kamila Korcz - Chmie
                  > leńska], albo tylko nazwisko "po mężu" [czyli Kamila Chmieleńska].

                  Ale jak kogoś "od zawsze" zna się pod dwoma nazwiskami to nawet nie wiadomo, które jest panieńskie, a które po mężu.
                  Ja zwykle mówiąc o koleżankach z dwoma nazwiskami podaję pierwsze, które mi przyjdzie do głowy i nie zastanawiam się, czy to panieńskie czy po mężu (pomijając oczywiście sytuacje kiedy podanie precyzyjnych i pełnych danych jest istotne).

                  > Chyba powinna była, posyłając tam Anielkę, podac jej pełne nazwisko.

                  Sęk w tym, że Tosia nie posyłała tam Anielki - to Anielka podstępnie wyłudziła dane, żeby pójść do wicedyrektor i przepraszać w imieniu Tosi. Kowalikowie nic o tym nie wiedzieli
                  • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:39
                    Właśnie przeczytałam tą scenę. Owszem, Tosia nie wysyłała nigdzie Anieli, to ona sama, przebrawszy się za Franciszkę, poszła do wicedyrektor, żeby przeprosić za przewinienie Tomcia i Romci. Z tym, że wcześniej zapytała Tosię, jak się pani wicedyrektor nazywa i Tosia odpowiedział "Dąbkówna". Co jest, jak na mój gust albo niewiarygodne [gdyby przyjąć, że Tosia nie wiedziała o ślubie i dwojgu dzieciach p. wice], albo nieeleganckie [skoro wiedziała, czemu urzywa jej panieńskiego nazwiska]. W końcu doczytałam też, że p. Dąbek - Nowacka jest bezpośrednią przełożoną Tosi - i Tosia nie wie, jak ma na nazwisko? A skoro wie, czemu zapytana odpowiedziała "Dąbkówna" a nie "Dąbek - Nowacka", albo tylko "Nowacka"? Chociaż zdaje się, że p. wice starannie podkreślała, że jest dwojga nazwisk, nie w Kłamczusze, ale tak mi się jakoś kojarzy. Jeśli ktoś stale urzywa dwóch nazwisk - taka forma się utrwala i odruchowo poda się oba. Tak jak w przypadku imion piosenkarki Anny Marii Jopek - nikt nie powie Anna Jopek, tylko właśnie Anna Maria.
                    • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:51
                      Oczywiście "używa", proszę o wybaczenie i łaski dopraszam, usprawiedliwiając się późną godziną...
                    • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:54
                      Mogło ewentualnie być tak, że pan Dąbek, tata pani wicedyrektor, był tak ważną szychą, że ta pomimo wyjścia za mąż i przybrania drugiego nazwiska wolała występować jako córka TEGO Dąbka niż żona jakiegoś tam Nowackiego. Tak sobie tylko kombinuję :)
                      • emusia Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 09:29
                        A może po prostu pracownice Dąbek-Nowackiej o niezbyt lubianej przełożonej między sobą używały określenia "Dąbkówna" i Tosia na neutralnym domowym gruncie również użyła tego określenia.
                        Ja np. miałam takiego bardzo głupiego szefa w pewnym momencie życia i o nim zawsze między pracownikami mówiliśmy "Andrzejek" a nie pan Andrzej czy Pan Kowalski.
                        Może tu było podobnie? "Dąbkówna znowu od rana się czepia" a nie "ach, Pani Dąbek-Nowacka od rana jest w złym humorze".
                    • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:57
                      Mama Pawełka chyba nigdzie już poza "Kłamczuchą" nie występuje, za to w "Brulionie" spotykamy Dankę, która przedstawia się "Filipiak-Nowacka".
                      • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 01:05
                        Zwracam honor, fakt. To Danka podkreślała, że jest Filipiak - Nowacka.
                        Co i tak nie zmienia faktu, że nie wiarygodnym mi się zdaje określenie przełożonej przez Tosię mianem "Dąbkówna", a nie "Dąbek - Nowacka" lub "Nowacka". Chociaż zarówno na liście lokatorów jak i na tabliczce na drzwiach widniało nazwisko Dąbkówna... Co mogłoby sugerować Twoje wnioski, Meduzo.
                        • nessie-jp Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 03:23
                          vi_san napisała:

                          > Zwracam honor, fakt. To Danka podkreślała, że jest Filipiak - Nowacka.
                          > Co i tak nie zmienia faktu, że nie wiarygodnym mi się zdaje określenie przełożo
                          > nej przez Tosię mianem "Dąbkówna", a nie "Dąbek - Nowacka" lub "Nowacka".

                          Pamiętajmy, że Tosia to rzuciła nieuważnie i w niejakim wzburzeniu, do głowy jej nie przyszło, że Aniela chce rzeczywiście wiedzieć coś konkretnego.

                          Cała ta postać pani hydrant-dyrektor Dąbkówny ma, moim zdaniem, nieco szczególny smaczek
                          • paszczakowna1 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 05:42
                            > Pani Dąbkówna terroryzuje więc podwładnych, zaniedbuje męża, najmuje pomoc domo
                            > wą, zamiast urabiać białe dłonie, podejrzewa Franciszkę o chęć kradzieży, wyzys
                            > kuje tanią siłę roboczą za najniższą stawkę i w dodatku nadal używa nazwiska po
                            > tatusiu!

                            Nie no, o wszystko można panią D-K oskarżyć, ale nie o zaniedbywanie męża (ni domu). Babka ewidentnie była perfekcjonistką (i z tego, co pamiętam, odnoszę wrażenie, że sama też się nieźle urabiała), a mąż chyba do niczego ręki przykładać nie musiał.
                            • nessie-jp Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 17:09
                              > Nie no, o wszystko można panią D-K oskarżyć, ale nie o zaniedbywanie męża (ni d
                              > omu).

                              Nie rozumiesz. Nie lepiła mu pierogów z sercem. :p Pomoc najęła!
                              • paszczakowna1 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 23:52
                                > > Nie no, o wszystko można panią D-K oskarżyć, ale nie o zaniedbywanie męża
                                > (ni d
                                > > omu).
                                >
                                > Nie rozumiesz. Nie lepiła mu pierogów z sercem. :p Pomoc najęła!

                                Nnno tak... Ale zauważ, że w tej najstarszej Jeżycjadzie cnoty domowe (w mieszczańskim poznańskim wydaniu) były wyraźnie przedstawione jako coś mniej godnego niż inteligencja czy artyzm. Pierogów z sercem nie lepiła mama Żakowa, Tosia ciasto owszem piekła, ale nie przejmowała się sprzątaniem, u Borejków był permanentny śmietnik. Pani D-K jest tu raczej reprezentantką cnót mieszczańskich (maniakalne sprzątanie sobotnie). W ogóle temat "gotowanie a sprzątanie" jest ciekawy. Postacie gotujące są zawsze pozytywne (a już szczególnie jak gotują dla dzieci), sprzątające niekoniecznie.
                                • nessie-jp Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 03:39
                                  > ). W ogóle temat "gotowanie a sprzątanie" jest ciekaw
                                  > y. Postacie gotujące są zawsze pozytywne (a już szczególnie jak gotują dla dzie
                                  > ci), sprzątające niekoniecznie.

                                  Coś w tym jest. Czyżby sprzątanie miało w J. status działania "na pokaz" i przez to było leciutko podszyte dulszczyzną?
                                  • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 08:42
                                    Mnie bardzo się podobały wzmianki o "artystycznym nieładzie" u Borejków i innych, bo sama jestem bałaganiara i jako dziecko zbierałam z tego powodu ciągły opieprz. Ale z czasem zrobiło się to męczące, zwłaszcza wzmianki o wszechobecnym kurzu. Mają szczęście, że w rodzinie nikt nie jest alergikiem.

                                    A propos, zauważyłam jedną ciekawostkę, gdy odświeżałam sobie "Noelkę". Otóż mamy tam opis totalnie zagraconego mieszkania Borejków, przy czym sporą część gratów stanowi... sprzęt wędkarski Ignacego. Widać przed pisaniem "Noelki" MM odświeżyła sobie zwyczaje rodzinki - tyle że potem jednak o tym zapomniała, bo nie przypominam sobie, żeby w kolejnych częściach pasja wędkarska Ignacego była chociaż wspomniana.
                                    • 3piota Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 12:32
                                      meduza7 napisała:
                                      > A propos, zauważyłam jedną ciekawostkę, gdy odświeżałam sobie "Noelkę". Otóż ma
                                      > my tam opis totalnie zagraconego mieszkania Borejków, przy czym sporą część gra
                                      > tów stanowi... sprzęt wędkarski Ignacego. Widać przed pisaniem "Noelki" MM odśw
                                      > ieżyła sobie zwyczaje rodzinki - tyle że potem jednak o tym zapomniała, bo nie
                                      > przypominam sobie, żeby w kolejnych częściach pasja wędkarska Ignacego była cho
                                      > ciaż wspomniana.

                                      Ale to logiczne.
                                      Akcja Noelki to Wigilia. I przygotowania do wesela Idy.
                                      Trzeba było ryb nałapać to i sprzęt wędkarski się pałęta.
                                      Późniejsze tomy nie dzieją się w czasie około wigilijnym, dopiero McDusia.
                                      No ale w Noelce Ignacy był jeszcze w takim wieku, że można go na ryby wypuścić. Poza tym był jedynym mężczyzną w tym bardaku więc jechał na łowy.
                                      W McDusi niestety już strach go do kiosku po gazetę wysłać.
                                      • j_a_ch Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 16:06
                                        >więc jechał na łowy

                                        Ciekawe z jakim rezultatem? Coś marnie to widzę, pewnie zamyślał się patologicznie i mu refleks szwankował. W IS zdaje się łowił z Pyziakiem, ale czy tam coś było na ten temat? Potem najpewniej scedował był sprzęt i łowy na Marka.
                          • verdana Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 09:26
                            Zarówno ja , jak i tesciowa mamy podwójne nazwiska. Używamy jednak - poza dikumentami - tylko pierwszego, panieńskiego.
                      • 3piota Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 01:20
                        meduza7 napisała:
                        > Mama Pawełka chyba nigdzie już poza "Kłamczuchą" nie występuje

                        No jak nie jak tak!
                        W McDusi przecież.
                        Mila z Ignacem wymknęli się cichcem z wesela i poleźli na strych północy doczekać.
                        Siedzieli na tym strychu mając nad sobą wielkie pranie rozwieszone przez panią Dąbek - Nowacką.
                        " - Ciekawe - zauważył Ignacy Borejko. Dominują kalesony. Ktoś ich strasznie dużo zużywa. Może ona? Przesuńmy się bliżej okna, żeby nas nie muskały po głowach."
                        Hahaha jaki Ignac dowcipny! Oglądać i komentować czyjeś pranie - wyżyny kultury. Antycznej.
                        A to raczej chwalebne, że kalesony jako intymna bielizna są często zmieniane więc dużo ich się zużywa. Weź przykład Ignac, a nie łaź w jednych tygodniami. Nawet jeżeli ze względu na wiek łatwiej ci zapamiętać przy ubieraniu, że gdzie żółte tam przód.
                        • rika1991 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 17:57
                          Pani Dąbek-Nowacka pojawia się też w "Żabie" czy "Czarnej polewce", gdy przerażona telefonuje do Borejków, że włamywacz Wolfi wspina się po rynnie.
                • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 00:35
                  Może w pracy była wciąż znana pod panieńskim. Pamiętam, że jedna pani doktor, która leczyła moją babcię, stwierdziła, że zna mnie, bo przychodziłam kiedyś bawić się z jej córką - a ja zachodziłam w głowę, o kogo może chodzić, bo jej nazwisko nic mi nie mówiło. Dopiero jak zobaczyłam pieczątkę z podwójnym, skojarzyłam. W szpitalu wszyscy, ale to wszyscy mówili na nią wyłącznie panieńskim.
                  • piotr7777 czyli, że Nowaccy wciąż mieszkają w sąsiedztwie 28.04.13, 13:31
                    ...Borejków a przynajmniej pani Dąbek - Nowacka (mąż mógł umrzeć lub się rozwieść).
                    A to znaczy, że Paweł z Danką (albo i sam - patrz wyżej) zapewne od czasu do czasu odwiedza matkę (Czy też rodziców). I przy takiej okazji Gabriela mogłaby spotykać dawnych kolegów z klasy.
                    Trochę dziwne, że autorka nie poszła tym tropem. Zupełnie jakby zapomniała o postaciach, które były - warto o tym pamiętać - jedynym łącznikiem między książkami napisanymi przed stanem wojennym. Mam na myśli to, że tylko Paweł i Danka występują we wszystkich pierwszych czterech częściach cyklu.
                • mankencja Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 00:07
                  Mam
                  > kilka koleżanek o podwójnych nazwiskach i nie przyszłoby mi do głowy mówiąc o
                  > którejś zastosować nazwisko PANIEŃSKIE. Albo obydwa [czyli Kamila Korcz - Chmie
                  > leńska], albo tylko nazwisko "po mężu" [czyli Kamila Chmieleńska]. Ale skąd Tos
                  > i się wzięło to panieńskie?

                  Moja mama używa albo podwójnego, albo panieńskiego. Wersja imię + nazwisko po mężu nawet dla mnie brzmi w jej przypadku dziwnie, do tego stopnia, że listy zaadresowane M. Nazwiskopomężu (czyli moje rodowe/panieńskie. A inicjał imienia mamy ten sam) uznawałam zawsze za skierowane do mnie.
                  • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 00:53
                    Ale przyznasz, że to raczej nietypowa sytuacja? Zwykle jeśli kobieta po ślubie pozostawia swoje panieńskie anzwisko i dołącza nazwisko męża - mówiąc o niej [a tym bardziej pisząc do niej] używa się albo obu nazwisk, albo wyłącznie mężowskiego.
                    A adresowanie listów jedynie inicjałem imienia jest nieeleganckie. Poza tym nie sądzę, by ktoś z podwładnych twojej mamy powiedział o niej [jeśli "służbowo" używa obu nazwisk] wyłącznie nazwiskiem panieńskim/rodowym. Nawet w kontekście towarzyskim. Mam w pracy kilka koleżanek o podwójnych nazwiskach i jakoś ŻADNA nie posługuje się wyłącznie panieńskim - być może w sytuacjach np. "Naszej Klasy" czy innego "Facebooka" tak, ale nie w relacjach służbowych. A nie zapominajmy, że Tosia była podwładną wice Dąbek - Nowackiej!
                    • mankencja Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 07:13
                      > A adresowanie listów jedynie inicjałem imienia jest nieeleganckie.

                      Dziękuję, ze mnie uświadamiasz. Natychmiast obrażę się na wszystkich, którzy kiedykolwiek zaadresowali do mnie list.

                      Poza tym nie
                      > sądzę, by ktoś z podwładnych twojej mamy powiedział o niej [jeśli "służbowo" u
                      > żywa obu nazwisk] wyłącznie nazwiskiem panieńskim/rodowym.

                      Z tego co wiem, przewaznie sie tak o niej wyrazaja, przykro mi.

                      Mam w pracy kilka koleżanek o podwójnych nazwiskach i jakoś ŻADNA n
                      > ie posługuje się wyłącznie panieńskim

                      Widać w różnych miejscach panują różne obyczaje.
                    • croyance Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 12:38
                      Czy ja wiem, czy nietypowa. Ja mam wiele znajomych, ktore powychodzily za maz, ale w pracy wciaz uzywaja nazwisk panienskich - ostatnio np. dowiedzialam sie, ze jedna z dalszych znajomych uzywa podwojnego nazwiska (ale tylko dlatego, ze zobaczylam je na oficjalnym programie, wczesniej nie wiedzialam, ze w ogole uzywa dwoch, myslalam, ze pozostala przy swoim).
                      • dakota77 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 12:46
                        Ja uzywam prywatnie i oficjalnie podwojnego, a w pracy mezowskiego, ale wiele moich kolezanek w pracy uzywa panienskiego, a o tym ze maja podwojne dowiaduje sie z identyfikatorow czy jakis papierow.
                        • zla.m Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 18:37
                          U nas też tak jest, poza sytuacjami wymagającymi oficjalnych papierów, używa się po prostu tego nazwiska koleżanki, które jest pierwsze. Zwykle jest to nazwisko panieńskie. Mieliśmy nawet koleżankę Kowalską, która została Kowalską-Małolepszą, a następnie rozwiodła się i wróciła do Kowalskiej. Wiele osób (w tym ja) nawet się nie zorientowała, kiedy rozwód nastąpił.
                    • verdana Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 09:29
                      Naprawdę? I ja i większosć moich znajomych ma podwójne nazwiska, wszystkie używają panieńskiego. Dla mnie to logiczne, jesli chce sie zostawić panieńskie nazwisko, a nie zmieniać, to chyba po to, zę woli sie go używać, niż mężowskiego. Wszędzie, a w pracy szczególnie, wszyscy używają tylko moejego panieńskiego nazwiska, tak sie podpisuję na dokumentach, w banku itd.
                • tt-tka Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 15.04.14, 10:53
                  moze dyplom robila pod panienskim nazwiskiem i w pracy tez uzywala tylko tego, ktore miala na dyplomie ? znam sporo babek, ktore tak maja
        • agnessa94 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 20:50
          Ha ha, widzę że mój post sprowokował dyskusję, szkoda, że kompletnie nie na temat, który poruszyłam;-). Najwyraźniej jestem osamotniona w swojej irytacji... Nawiasem mówiąc, BBB też jeszcze bardzo lubię (sentyment, pierwsza pozycja serii jaką posiadłam na własność), a "Szósta klepka" to jedna z moich ulubionych książek, nie tylko autorstwa MM.
          Już kończąc ten temat: wiem, że zbiegi okoliczności zdarzają się w normalnym życiu i kupuję je, jeśli jest z nimi jakaś udana "otoczka" (np. wspomniane trafienie Anielki do domu Pawełka kocham), jednak w tamtej książce było tego za dużo. Ja wiem, że część z tego można w racjonalny sposób wytłumaczyć (jak też to zrobiła vi_san), ale wszystkie te okoliczności pojawiają się wyłącznie po to, by Bebe i Dambo mogli zostać razem - jakby po prostu byli nieco bezwolnymi istotami w rękach przeznaczenia. Po prostu taki już mam światopogląd, wierzę w to, że człowiek (do pewnego stopnia oczywiście) jest kowalem swojego losu, lubię postacie walczące o swoje - tutaj właściwie wszystko zostało oparte właśnie na wspaniałych zrządzeniach losu, którym tamci się jedyni podporządkowują. Gdy jeszcze dodamy inne zbiegi okoliczności w tej książce (na czele z ujawnieniem się kung-fu Krystiana, akurat gdy potrzebna była "męska siła"), BBB można ani chybi uznać za powieść prezentującą... hmm, jakby to ująć... tragizm pozytywny? Trochę na zasadzie "wszystkie drogi prowadzą do Damba"...
          Mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli, nawet jeśli się ze mną nie zgadzacie.

          A co do Dąbek-Nowackiej... mnie tam raczej zawsze zastanawiało, dlaczego chciała ona zatrudnić kogoś, kto właśnie przyznał się do demoralizacji dzieci dla własnych celów - ergo, mogła okazać się zwyczajnie nieuczciwa.
          • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 21:55
            A czemu kończąc temat? Może nie na ten, który Ty poruszyłaś, ale dysputa smakowita, to po co ukręcac jej łeb? Niech trwa.
            A co do "bezwolności" bohaterów to nie w jednym BBB pozwalają się "nieść fali": Pupa z Pulpecji, Żaba, nawet Cesia z Szóstej Klepki. Nie ma ich aktywności w związkach, w jakimś wyjściu naprzeciw, walki o swój związek - poddają się losowi. Cesia jedynie umawia się "fascynującym brodaczem" na randkę, ale już w "finałowym" związku - cała aktywność jest po stronie Jurka Hajduka. Pulpa pozwala się uwodzić właściwie komu popadnie, a Baltona wygrywa nie wiedzieć czemu [chyba tylko na złość Romie, która się w nim kochała]. O uczuciu Żaby jest w sumie najmniej - jej relacja z Żeromskim jest ledwie zarysowana, muśnięta piórkiem, ale też inicjatywy nie przejawia, poza pisaniem rozpaczliwych maili do Frycka...
            • dobrawrozkajudyta11 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 22:41
              Najwidoczniej autorka jest wyznawczynią starej ludowej maksymy "Siedź w kącie a znajdą cię". Ciekawe, że jedynie w stosunku do dziewcząt. Zastanawiające, że te, które są bierne i pozwalają losowi decydowac za siebie spotyka w życiu nagroda. Te zaś, które chcą decydowac o sobie i przejawiają inicjatywę i/albo ambicje (Danka np. czy matka Aurelii Jedwabińskiej) są przedstawiane jako wredne herod - baby i albo źle kończą, albo pokazane są jako pretensjonalne nuworyszki (Danka Filipiak - Nowacka i jej ewidentnie niesympatyczne latorośle). Przecież nawet cudkobietaherosGabriela robi tę swoją błyskawiczną habilitację gdzieś na dalekim marginesie powieści. Głównie jest matkąPolką oraz cierpiącąporzuconąkobietązaślubionągeniuszowimatkągeniusza. I też w kwestiach uczuciowych nie wykazuje ŻADNEJ inicjatywy ani woli. I to jest chyba największe naciągactwo tej serii.
              • dobrawrozkajudyta11 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 22:52
                A, i przypomniała mi się najbardziej irytująca i kretyńska scena, w moim mniemaniu, rzecz jasna. Ilustrująca tezę o bierności bohaterek. Scena z "Imienin", kiedy Gaba wraz z mężem wyjeżdżają do domku pod miasto, żeby spędzic razem urocze tete a tete. Sceneria domu wyraźnie pokazuje na co liczył Grześ. I w tym momencie na ulicy pakuje im się do samochodu Żeromski (moim zdaniem typ absolutnie do odstrzału, mam na niego alergię, wrrrr!) i wprasza się na przyjątko, demolując zapracowanym ludziom jedyną szansę na romantyczną randkę. Ja już nie wspominam, że z kimś o skórze grubości płaszcza Ziemi w ogóle nie utrzymywałabym kontaktów. Ale, do cholery, dlaczego ci ludzie nie wytłumaczyli mu grzecznie acz dobitnie, że chcą byc sami? Dlaczego nie wysadzili go na pierwszym przystanku i szybko nie odjechali? Skoro on był na tyle niedelikatny, żeby psuc im randkę, to pewnie by się nie obraził. A nawet jeśli, to bierz czort kretyna. Ale nie, muszą się męczyc, robic cielęco - cierpiętnicze miny, a wszystko w imię głupio pojętej przyjaźni.
              • emae Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 12:27
                dobrawrozkajudyta11 napisał(a):

                > Te zaś, które chcą decydowac o sobie i przejawiają inicjatywę i/albo ambicj
                > e (Danka np. czy matka Aurelii Jedwabińskiej) są przedstawiane jako wredne hero
                > d - baby i albo źle kończą, albo pokazane są jako pretensjonalne nuworyszki (Da
                > nka Filipiak - Nowacka i jej ewidentnie niesympatyczne latorośle).

                Ale gdzie ta Danka taką inicjatywę przejawia? Danka, która sama mówi o sobie "bezwolny mięczak"?
                • dobrawrozkajudyta11 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 00:41
                  O, pardon, o Pawełka walczy jak lwica :-)
            • agnessa94 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 28.04.13, 23:37
              Kończąc temat miałam na myśli ten o BBB, który został zasypany dyskusją o pani Dąbek-Nowackiej - rzeczywiście mogło to zabrzmieć nie tak, jak miało.
              Ej, przecież Ceśka poszła do Jurka do domu przeprosić - dosyć istotne wydarzenie gdy się prześledzi historię tego związku. Co do Pulpecji masz absolutną rację - zawsze odnosiłam wrażenie, że MM miała pomysł na nią jedynie w wersji stoickiego barokowego aniołka (stanowiącego przeciwwagę dla płaczliwej Nutrii), więc nie bawiła się w wymyślanie jej bardziej złożonej osobowości, szybko wydała ją za mąż i rzuciła w mroki niepamięci rodziny (poprawcie mnie jeśli się mylę, ale czy kiedykolwiek po ślubie odegrała ona jakąkolwiek rolę w losach Borejków?), stąd też takie jej potraktowanie. Właściwie to pisząc o "nadmiarze zbiegów okoliczności" (ujawniającym bezwolność bohaterów) miałam na myśli raczej tendencję, którą BBB najmocniej chyba prezentuje - serio, jeżeli mamy wskazać osobę, która najbardziej przyczyniła się do związku Bebe-Dambo to jest nią... Bernard! Bez wątpienia jednak pojawia się ona także chociażby właśnie w "Pulpecji".
              Tak poza tym, to jak "Żaby" jako książki nie lubię (jak wszystkich z neoJeżycjady, "Sprężyny" przeczytałam kilka pierwszych stron, "McDusi" - analizę z Niezatapialnej Armady, i nic z tego nie zachęciło mnie do głębszego poznawania tych książek), tak subtelny wątek relacji Żaba-młody Żeromski akurat mnie całkiem przekonał - w tym wieku nie muszą przecież powstawać wielkie i dramatyczne miłości!
              • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 00:48
                Nigdzie nie napisałam, że historia Hildegardy i jej kiełkującego uczucia do Żeromskiego mi się nie podoba - wręcz przeciwnie! Uważam, że [o dziwo!] autorka świetnie, delikatnie i pastelowo odmalowała początki pierwszej miłości, tym delikatniejsze i subtelniejsze, że skontarstowane z ostrym, "dynamiczniejszym "zawrotem głowy" na linii Laura - Wolfi. Czytając Żabę miałam przez moment nadzieję, że wróciła dawna MM i już zostanie, że te tomy [JT, CR, TiR] to był chwilowy spadek formy... Niestety, rozczarowałam się gorzko już biorąc do ręki CP, załamałam przy Sprężynie i zwątpiłam w dobrą wolę autorki przy McD...
                A co do bezwolności bohaterek - zaczynając od samej Gaby [która inicjatywy wykazuje tyle, co ja do orki na ugorze], Pulpa już omówiona, Pyza też w gruncie rzeczy pozwala się kochać - jedzie z tym Frycem na tych rowerach, śpi w stogu itp, ale inicjatywa jest jego! Tak jak i startujących do niej [nieskutecznie] braci Lelujków. Nutria poza pościgiem kradzionym samochodem za Robrojem [fakt, działanie dość spektakularne, ale jednorazowe, tak jak i w przypadku Cesi [chociaż Cesia jednak z mniejszym przytupem...]] nie robi nic, tylko się boi wszystkiego. Aurelia w Dziecku Piątku też raczej pozwala się kierować i po prostu poddaje woli Konrada, niż sama coś robi.
                Odnoszę wrażenie, że MM po prostu tak widzi rolę kobiety w życiu - ma być cicha, łagodna, czuła i delkiatna, a w najgorszym razie zajęta GŁÓWNIE domem i rodziną. Większość kobiet, które robią cokolwiek jest opisywanych kompletnie bez sympatii [mam na myśli neo, w starej Jeżycjadzie trafiały się takie pyszne typy jak ciotka Tosi Lila na przykład!] - choćby ta nieszczęsna Ewa Jedwabińska - psychologii jej się zachciewa a patrzcie, nawet się ze swoim dzieckiem dogadać nie umie [zawsze mnie trafiał szlag nagły i jasny, jak klasa [odautorsko] odsądza od czci i wiary Ewę, bo ujawniła, że wie, dlaczego Kreska nie chce pisać ankiety o rodzicach, a [także odautorsko] kierowany na "człowieka z kredy" Dmuch UJAWNIA autorkę anonimowej ankiety i to jest ok - w SK, Beata Kowalczuk ujęła w ankiecie kilka danych, po których można ją było zidentyfikować i prof. D. dokładnie i z drwinami komentował wskazując autorkę!].
                • melomanka87 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 21:53
                  "człowiek z kredy" <3
                  • dobrawrozkajudyta11 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 00:45
                    Cudne, fakt :-)))
            • lavanta Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 01:32
              Pulpa pozwala się uwodzić? Jakoś mi to umknęło :). Ona raczej traktuje chłopców jak zabawki, upaja się tym, że ma powodzenie, ale ostatecznie i tak wszystkich odsyła z kwitkiem. Jeśli chodzi o Cesię i Żabę, to mam wrażenie, że ich zachowanie nie wynika z bierności, tylko żadna z nich nie podejmuje działań, żeby zdobyć faceta, bo, przynajmniej początkowo, ani jedna ani druga nie jest zainteresowana. Dla kontrastu mamy np. Idę, która zdecydowanie nie jest bierna jeśli chodzi o Klaudiusza w KK i Laurę, która robi z siebie wariatkę, kupując drzewka w Daglezji, żeby mieć okazję zobaczyć Adama.
              • nessie-jp Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 05:50
                lavanta napisał(a):

                > Pulpa pozwala się uwodzić? Jakoś mi to umknęło :). Ona raczej traktuje chłopców
                > jak zabawki, upaja się tym, że ma powodzenie, ale ostatecznie i tak wszystkich
                > odsyła z kwitkiem.

                Ale to przecież oznacza, że "pozwala się uwodzić". Najzwyczajniej na świecie, siedzi, mruga lazurowymi oczkami i dobrze się bawi, jak wokół niej skaczą. A jak jej na kimś zależy, to... nie robi nic innego, tylko też czeka, siedzi, mruga lazurowymi oczkami i liczy na cudowne zrządzenia losu posyłające ją akurat przypadkiem nad to samo jezioro, co luby, żeby mogła pomrugać oczkami nad jego klapkiem i fiołkiem.

                Pulpa nie jest w żaden zamierzony sposób uwodzicielska jak np. Matylda, ona jest po prostu cudownie atrakcyjna z natury. Wystarczy, że będzie cichutko wzdychać do Baltony w duchu i już. Sam się złapie. Tak jak przedtem samoistnie złapali się na ten słodki lep Jacunio od popielniczki i Marcelek od szczęki.
                • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 07:52
                  Biorąc pod uwagę, że pani MM ma poglądy mocno konserwatywne, to jest oczywiste, że właśnie tak sobie wyobraża role: kobieta może starać się zwrócić uwagę mężczyzny, ale to do niego należy inicjatywa. Nawet negatywne bohaterki, takie jak Matylda, co najwyżej zarzucały sieci uwodzicielskich spojrzeń. Oraz, nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale wydaje mi się, że na przykładzie Anieli w BBB zostało pokazane, że przejęcie inicjatywy przez kobietę kończy się klęską? Mam wrażenie, że Aniella sama zaczęła z Krystianem temat ślubu itp., na co on się spłoszył, a kwestia "adopcji" Bebe i Kozia była już tylko kropką nad i.

                  Zresztą MM nie jest w tych poglądach odosobniona. Jakiś czas temu wpadł mi w ręce taki (zresztą dość kuriozalny) poradnik dotyczący randkowania ;) gdzie otwartym tekstem było napisane, że dziewczyna MUSI CZEKAĆ, aż chłopak zaprosi ją na randkę. No i generalnie to przekonanie, że pierwszy ruch należy do mężczyzny, wciąż trzyma się mocno.
                  • lavanta Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 08:29
                    Zgadzam się o tyle, że faktycznie, tych przypadków, w których kobieta pozostaje bezwolna jest wiele, w 100% jestem w stanie zgodzić się z tym np. odnośnie wspomnianej Bebe (chociaż akurat ona ostatecznie pobiegła na dworzec) albo Gaby, czy Róży, która w kategorii bycia nijaką pobiła wszelkie rekordy. Ale, pytam poważnie, bo nie pamiętam - w jaki sposób Baltona, Hajduk, Robrojek, czy Maciek wykazali wyjątkową inicjatywę, wyraźnie większą niż dziewczyna?
                    • vi_san Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 13:43
                      Balton Pulpę zaczepiał - nie dość pocałunku [za który dostał po buzi], wspólnych zabaw na śniegu, kina Jarmuscha... Hajduk się w Cesi kochał - chodził specjalnie inną drogą [dłuższą], aby móc na nią patrzeć itp. O Robrojku i Maćku się nie wypowiem bo obu nie lubię i nie jestem nawet w miarę obiektywna :)
                      • emae Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 14:30
                        vi_san napisała:

                        > Hajduk się w Cesi kochał - chodził specjal
                        > nie inną drogą [dłuższą], aby móc na nią patrzeć itp.

                        Jestem na bieżąco z "Szóstą klepką". Hajduk się zachowuje co najmniej jak pies ogrodnika. Nie daje Cesi w żaden sposób odczuć, że ona mu się choć trochę podoba, ale jednocześnie złości się z powodu Brodacza, poza tym oczekuje, że Cesia będzie "wierzyć w niego i stać przy jego boku" w takich sytuacjach jak ta na lekcji wychowawczej. Hajduk nie wykazuje zbytniej aktywności, za to liczy chyba, że Cesia się domyśli głębi jego uczuć do niej.

                        O Robrojku i Maćku się ni
                        > e wypowiem bo obu nie lubię i nie jestem nawet w miarę obiektywna :)

                        Robrojek jest trochę nieśmiały, ale mimo wszystko jednoznacznie stara się o kobiety, w których jest zakochany. Aniela odrzuciła go po tym, jak on nieśmiało próbował uzyskać od niej pozytywną odpowiedź. Natalii też chciał się oświadczać chyba ze dwa razy, zanim wreszcie ona zrozumiała, że go kocha i sama przejęła inicjatywę.

                        Maciek stara się najpierw o Matyldę, potem o Kreskę. Robi to z pewnością bardziej rzeczowo i konsekwentnie niż Kreska, która w kontaktach z nim udaje "równego kumpla", a potem z rozpaczą przyznaje, że "to musiało się skończyć jakąś Matyldą" :)
                        • nighthrill Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 16:41
                          To oświadczanie się Rojka nie poprzedzone związkiem z Natalią jakieś XIX-wieczne...kto tak teraz robi? Powzdycha z daleka i proponuje ślub obcej kobiecie?
                          Pisałam kiedyś tu na forum, że znam jeden taki przypadek, dziewczyna odmówiła rzecz jasna wyjścia za mąż.
                          • kajaanna Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 18:17
                            A mnie ta pogoń Natalii przypomina filmową wersję Trędowatej, kiedy Waldi w szaleństwie pędzi cwałem na dwukółce i nawet mu włosów nie zmierzwiło.
                  • emae Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 12:23
                    meduza7 napisała:

                    > Biorąc pod uwagę, że pani MM ma poglądy mocno konserwatywne, to jest oczywiste,
                    > że właśnie tak sobie wyobraża role: kobieta może starać się zwrócić uwagę mężc
                    > zyzny, ale to do niego należy inicjatywa. Nawet negatywne bohaterki, takie jak
                    > Matylda, co najwyżej zarzucały sieci uwodzicielskich spojrzeń. Oraz, nie wiem,
                    > czy dobrze pamiętam, ale wydaje mi się, że na przykładzie Anieli w BBB zostało
                    > pokazane, że przejęcie inicjatywy przez kobietę kończy się klęską? Mam wrażenie
                    > , że Aniella sama zaczęła z Krystianem temat ślubu itp., na co on się spłoszył,
                    > a kwestia "adopcji" Bebe i Kozia była już tylko kropką nad i.
                    >
                    > Zresztą MM nie jest w tych poglądach odosobniona. Jakiś czas temu wpadł mi w rę
                    > ce taki (zresztą dość kuriozalny) poradnik dotyczący randkowania ;) gdzie otwar
                    > tym tekstem było napisane, że dziewczyna MUSI CZEKAĆ, aż chłopak zaprosi ją na
                    > randkę. No i generalnie to przekonanie, że pierwszy ruch należy do mężczyzny, w
                    > ciąż trzyma się mocno.

                    No, a Mila przecież w zasadzie oświadczyła się Ignacemu. Laura przejawia dużą aktywność na etapie zdobywania mężczyzny (dopiero potem staje się bierna), Julia w "Szóstej klepce" wychodzi ze skóry, żeby zdobyć Tolka i odnosi pełny sukces. Nie widzę tej pochwały bierności.
          • slotna Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 11:29
            > A co do Dąbek-Nowackiej... mnie tam raczej zawsze zastanawiało, dlaczego chciał
            > a ona zatrudnić kogoś, kto właśnie przyznał się do demoralizacji dzieci dla wła
            > snych celów - ergo, mogła okazać się zwyczajnie nieuczciwa.

            Bo Anielka podala smiesznie mala kwote. Mysl o nieuczciwosci jak najbardziej sie pojawila - wicedyrektor kazala Pawelkowi sprawdzic, czy szuflada (zapewne z forsa) jest zamknieta i w ogole miec oko na Wyrobek.
            • agnessa94 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 12:29
              Z tym że o tej kwocie usłyszała po jej przyznaniu się do winy - taką osobą nie powinna się w ogóle zainteresować jako potencjalną pracownicą! No, chyba że uznawała wszystkie sprzątaczki za niegodne zaufania prymitywne kobiety, więc nawet jej to nie obeszło.
              • ulla_cebulla Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 13:05
                Witam i wtracam swoje trzy grosze:) W sprawie biernosci i aktywnosci, bo ja troche inaczej to odbieram. Bohaterki MM to przeciez zazwyczaj nastolatki, w dodatku przezywajace swoja pierwsza (!) milosc. Widac wyraznie, ze czesto nawet sobie nie zdaja sprawe, co wlasciwie sie z nimi dzieje i jak ich wlasne uczucie przeraza i krepuje. Cesia cala zdretwiala na parapecie z Hajdukiem, Pulpa widzi w koledze z piaskownicy nagle strasznego wilka, ktory moze pozrec ja jednym klapnieciem, Bebe sie dreczy bo gipsuje ja sam widok Damba itp... Mnie by bardziej dziwilo, gdyby te niedoswiadczone dziewczyny zaczely jak wytrawne podrywaczki zastawiac sieci na swoich wybrankow... Ale moze tylko ja tak mam;) Pamietam, jak chlopak, ktory mi sie podobal zapytal, czy moze mnie odprowadzic po lekcjach do domu. Z wrazenia zaniemowilam, a po ostatnim dzwonku zlapalam torbe i wialam az sie za mna kurzylo...
                • emae Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 13:25
                  ulla_cebulla napisał(a):

                  > Witam i wtracam swoje trzy grosze:) W sprawie biernosci i aktywnosci, bo ja tro
                  > che inaczej to odbieram. Bohaterki MM to przeciez zazwyczaj nastolatki, w dodat
                  > ku przezywajace swoja pierwsza (!) milosc. Widac wyraznie, ze czesto nawet sobi
                  > e nie zdaja sprawe, co wlasciwie sie z nimi dzieje i jak ich wlasne uczucie prz
                  > eraza i krepuje. Cesia cala zdretwiala na parapecie z Hajdukiem, Pulpa widzi w
                  > koledze z piaskownicy nagle strasznego wilka, ktory moze pozrec ja jednym klapn
                  > ieciem, Bebe sie dreczy bo gipsuje ja sam widok Damba itp... Mnie by bardziej d
                  > ziwilo, gdyby te niedoswiadczone dziewczyny zaczely jak wytrawne podrywaczki za
                  > stawiac sieci na swoich wybrankow... Ale moze tylko ja tak mam;) Pamietam, jak
                  > chlopak, ktory mi sie podobal zapytal, czy moze mnie odprowadzic po lekcjach do
                  > domu. Z wrazenia zaniemowilam, a po ostatnim dzwonku zlapalam torbe i wialam a
                  > z sie za mna kurzylo...

                  Masz rację, ja też tak odbieram. Dziwi mnie, że niektórzy widzą w Patrycji wyrachowaną uwodzicielkę, która zabiera Romie chłopaka... Ja jej zakochanie odbieram dokładnie tak, jak opisałaś.
                  • ginestra Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 29.04.13, 16:46
                    Co do Bebe, to akurat Brulion jest moją najulubieńszą częścią. W przeciwieństwie do większości na tym forum Szósta Klepka nie zrobiła na mnie większego wrażenia, nie miałam ochoty jej czytać po raz drugi (a Brulion czytałam parę razy).

                    Zgadzam się, że Bebe jest onieśmielona, nie zdająca sobie sprawy z tego jak jest piękna, jak również z tego, że to, co przeżywa to właśnie miłość i dopiero pomału to do niej dociera.

                    W historii Bebe i Damba są, owszem, te różne przypadki, które - gdy się o nich pomyśli bliżej - wydają się być faktycznie dość "na siłę". Natomiast, zawsze jak czytałam tę książkę (a zaczęłam ją czytać w dorosłym życiu), to traktowałam te przypadki jako raczej coś krzepiącego i wierzyłam, że są możliwe też w prawdziwym życiu. Oczywiście jest to na zasadzie, że lepiej myśleć optymistycznie niż nie.

                    Chcę powiedzieć, że to prawda, jest to naciągnięte, ale całość nie razi mnie i cała historia jest dla mnie naprawdę bardzo fajna w czytaniu.

                    Opis tego upalnego dnia i sceny przy fontannie i tej ślicznej, opalonej, smukłej Beaty, która jest taka zmęczona i myśli o tym, że jeszcze ma odebrać brata z dworca i nawet nie wie jak ogromne wrażenie robi na tym dziwnym, ale sympatycznym chłopaku, od którego bije (unikalny w tamtych czasach) powiew wolności, jest, uważam, przepiękny.
                    • meduza7 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 17:17
                      Oj tam, czepiamy się zbiegów okoliczności, które zetknęły ze sobą Bebe i Damba czy Anielę i Pawełka, a ja tymczasem zaczęłam sobie czytać "Mistrza" Katarzyny Michalak i tam jest dopiero!
                      Otóż: mamy bohaterkę, Andżelikę, która dostała zadanie uwiedzenia niejakiego Raula le Luca, żeby wyciągnąć z niego jakieś informacje. Niestety, nie może do niego dotrzeć w taki sposób, by to wyglądało naturalnie i zaczyna się obawiać, że nie wykona zadania. Aż tu wtem! kiedy któregoś dnia wraca z konnej przejażdżki po parku, spotyka nieznajomego przystojniaka... który okazuje się bratem tegoż Raula. I nie to, że ona specjalnie wybrała się do tej stadniny, wiedząc, że panowie de Luca też tam przychodzą, nieee, czysty, żywy zbieg okoliczności!
                      • agnessa94 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 30.04.13, 23:32
                        Ha! No i o takich właśnie zbiegach okoliczności w przesadnej ilości (nie czuję że rymuję;-)) pisałam, mówiąc o swoich irytacjach względem Jeżycjady (na przykładzie "Brulionu Bebe B" ). Tu nawet nie chodzi o to, że Bebe była tak strasznie bierna - ok, bywają i takie osoby, takie osobowości. Drażnił mnie fakt, iż nawet Dambo - wydawałoby się taki otwarty, kontaktowy, sympatyczny itd. - też w zasadzie niewiele robi (chyba nawet Bebe mówi że "z nią to tylko limeryki układa"). Owszem, to może być wina "zamkniętej osobowości" naszej blondyneczki, co jednak nie zmienia tego, że cała ich historia oparta jest na zbiegach okoliczności, w tym jednym już maksymalnie absurdalnym i naciąganym (nocne spotkanie...). O ile książka jako całość ma naprawdę niezły klimat i świetnie skonstruowanych bohaterów (chociaż oddzielną kwestią jest już to, że nigdy nie rozumiałam dlaczego przedstawiona jako wcielenie cnót wszelakich, tylko zamknięta w sobie Beata od początku traktuje Anielę z taką wrogością, w zasadzie bez powodu), o tyle sama fabuła była jak dla mnie trochę zbyt odrealniona właśnie z wyżej wspomnianych powodów. Ale w sumie i tak wydaje się ona perfekcyjnie logiczna w porównaniu do pozycji z neoJeżycjady...
              • altariel2 Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 05.06.13, 14:10
                >No, chyba że uznawała wszystkie sprzątaczki za niegodne zaufania prymitywne kobiety, więc >nawet jej to nie obeszło.
                Właśnie wice Dąbek-Nowacka jest odautorsko przedstawiona tak negatywnie, że ja przynajmniej odniosłam wrażenie, że właśnie dokładnie takie jest jej zdanie. Znaczy w kwestii prymitywności sprzątaczek.:)
          • tt-tka Re: Bebe i cudowne zbiegi okoliczności... 15.04.14, 11:04
            zatrudnila, bo Aniela podala bajecznie niska stawke, a oszczednosc zawsze zaliczano do cnot, przynajmniej w Poznaniu :-), no a w zakresie obowiazkow bylo sprzatanie, a nie opieka nad dziecmi - co do uczciwosci, kazala przeciez synowi sprawdzic, czy szuflada z pieniedzmi jest zamknieta na klucz
    • melomanka87 Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 18:23
      McDusia zniszczyła mi życie. Teraz już nie potrafię czytać kolejnych części Jeżycjady bez notowania, co mnie w danych fragmentach irytuje.

      Gabrysia dopilnowała, by dzieci umyły ręce przed jedzeniem, i z wielką uwagą obejrzała ich świadectwa, zastanawiając się, jak to możliwe, by istoty tak różne jak Pyza i Tygrysek miały do tego stopnia identyczne oceny: celujące od góry do dołu.

      To nie jest możliwe. Chyba że Gaba się pomyliła i zapisała córki do szkoły specjalnej.

      Ta monotonia i jednolitość dawały jej sporo do myślenia na temat niedostatecznej rozpiętości skali ocen: prawdę mówiąc, żeby w pełni ocenić Tygryska, trzeba by użyć całej palety stopni, mniej więcej około trzydziestu.

      Powieść wydana 20 lat temu, a ja nadal nie ogarniam logiki Gaby w powyższym stwierdzeniu.

      Patrzał na tę całą ludzką gromadę i cieszył się ciepłem, które łączyło ich wszystkich
      Kiedy patrzała na panią Gabrielę, jej twarz wyrażała miłość i oddanie.
      Konrad patrzał na nią zadziwiony, bo nie umiał określić wyrazu jej twarzy.
      Grzegorz patrzał, jak jegomość odchodził.
      Grzegorz patrzał za idącym jeszcze chwilę.
      Nawet na mnie nie patrzałaś.
      Usiadł po turecku na swoim posłaniu i patrzał sobie, jak Gabrysia śpi.

      To patrzanie to regionalizm, czy też moja irytacja jest uzasadniona?

      – Chodź no, dzieciaku – powiedział. – Całkiem zapuchłaś. – Udawał chyba, że nic takiego się nie stało. Zaprowadził ją do łazienki, przytrzymał za kark i porządnie umył jej twarz gąbką Kasi, zanurzoną w lodowatej wodzie. Jakby nigdy nic.

      O matko, trzymanie za kark pojawiało się już wcześniej! On ją capnął jak kocica kocięta, czy też w gumowym mieszkaniu Dmuchawca zmieścili jeszcze fotel fryzjerski, na którym myje się głowę odchylając ją w tył i w takim przypadku miałoby sens przytrzymanie za kark?

      Cdn.
      • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 18:26
        Dziwna rzecz była w kuchni: zawieszono tam dwa kalendarze, ten z kotami nad stołem, a ten z psami – nad szafką z talerzami. Oba były na rok 1992 i Aurelia zastanawiała się całymi tygodniami, po co komu aż dwa kalendarze na ten sam rok. Taka była wciąż rozbita, od pogrzebu ciągle bolała ją głowa, może dlatego, że w żaden sposób nie mogła zapłakać. Straciła całą energię i lekkość rozumowania, w ogóle myślenie szło jej gorzej niż kiedyś, tak że dopiero po pół roku udało się jej wymyślić powód: że ten kalendarz z kotami jest zapewne na dni wesołe, a ten z psami – na smutne. Ale wtedy właśnie kalendarze zdjęto i zastąpiono je trzema nowymi, na rok 1993. Na jednym znów były koty, na drugim – ryby, a trzeci, z przyczyn niepojętych, przedstawiał kolekcję starych samochodów, po dwa na każdy miesiąc. Dociekanie sensu tej nowej konfiguracji zmęczyło ją – ale nie odważyła się zapytać, o co w tym wszystkim chodzi.

        Zawsze mnie ten fragment irytował. Tok myślenia Aurelii pasuje do pięciolatki. U szesnastolatki to wygląda na depresję wymagającą leczenia farmakologicznego.

        Zawsze otwarte? W tych czasach?
        – A tak – uśmiechnęła się blondynka. – Taki dobry człowiek tam mieszka, zupełnie nie boi się ludzi.


        Dobry człowiek to taki, który nie boi się ludzi. Jak cię napadną i zaczniesz się ludzi bać, to już nie jesteś dobry. Zaraz, zaraz, czy to nie Gabrielę w McDusi przeraża wszystko w świecie zewnętrznym?

        Wyjął z portfela rozprostowane świadectwo.

        To chyba ten portfel miał format A4.

        Ponieważ krzywdzenie ani porzucenie Gabrysi nie leżało w jego zamiarach (kochał ją okropnie), zmiana stanu cywilnego nastąpiła bardzo szybko i została zakończona pamiętną dwutygodniową wycieczką poślubną do Wenecji (spali w namiocie na campingu, ale i tak było cudownie).

        Brrr. Podróż poślubna w chłodnym miesiącu, pod namiotami, w mieście, w którym bez pieniędzy nie ma prawie nic do roboty... Ale co kto lubi.
        • ginny22 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:29
          > U szesnastolatki to wygląda na depresję wymagającą leczenia farmakologicznego.

          Bo to pewnie była depresja po śmierci matki, mało dziwne.
          • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:31
            Depresja po śmierci matki nie dziwi, natomiast jeśli była tak głęboka, to przeszła jej trochę zbyt łatwo.

            Jaki właściwie jest stosunek MM do psychiatrii? Czy leki na depresję wchodzą w ogóle w rachubę, czy tylko wszystko wynika ze zbytniego skupienia na sobie i wystarczy się otworzyć na ludzi?
            • ginny22 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:37
              Raczej to drugie, niestety...
            • nessie-jp Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 21:01
              melomanka87 napisał(a):

              > Depresja po śmierci matki nie dziwi, natomiast jeśli była tak głęboka, to przes
              > zła jej trochę zbyt łatwo.
              >
              > Jaki właściwie jest stosunek MM do psychiatrii? Czy leki na depresję wchodzą w
              > ogóle w rachubę, czy tylko wszystko wynika ze zbytniego skupienia na sobie i wy
              > starczy się otworzyć na ludzi?

              Nie sądzę, w ogóle chyba nie istnieje taka jednostka chorobowa w świecie Jeżycjady.

              Natomiast głęboka żałoba Aurelii i to, że trwała za długo, bo nikt jej nie pomógł z tego wyjść i przepracować kolejnych etapów radzenia sobie ze śmiercią bliskiej osoby, są moim zdaniem opisane bardzo wiarygodnie i niezłym zmysłem obserwacji.
        • lavanta Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 22:52
          melomanka87 napisał(a):


          > Brrr. Podróż poślubna w chłodnym miesiącu, pod namiotami, w mieście, w którym b
          > ez pieniędzy nie ma prawie nic do roboty... Ale co kto lubi.

          Czy ja wiem? Czerwiec to nie jest taki chłodny miesiąc, a pod namiotem i w śpiworze nie jest wcale zimno.
          Ale to prawda, że przez dwa tygodnie nawet Wenecja się może znudzić. Już lepiej by było, gdyby pojechali w kilka miejsc, skoro i tak mają namiot.
          • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 23:14
            Aha, to w czerwcu było? No to cofam to o chłodnym miesiącu.

            Byłam w Wenecji 8 albo 12 godzin - tyle, ile trwa obowiązkowa przerwa w jeździe autokarem. Zapamiętałam ją jako miasto zatłoczone, nudne, brudne i drogie. Siostra, z którą wtedy byłam, miała podobne wrażenia, natomiast kilka lat później, już w lepszej sytuacji finansowej, pojechała tam z mężem na dzień czy dwa i od razu zmieniła jej się optyka. Tak więc mogę sobie wyobrazić, ze w Wenecji jest fajnie, jak się ma za posiedzieć w megadrogich knajpkach, ale skoro oni nocowali pod namiotem... No i w ogóle, kurczę, ja nawet jadąc na Open'er czy Coke zawsze poszukuję pokoju z własną łazienką, co by mieć komfort, a oni jechali w podróż poślubną i korzystali z jakiegoś prysznica wspólnego dla całego campingu... Można, oczywiście, że można, ale mnie to dziwi.
            • lavanta Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 00:25
              Open'er pod namiotem jest do przeżycia :).

              Przyszło mi jeszcze do głowy, że wyjeżdżanie pod namiot w podróż poślubną, kiedy z założenia chciałoby się mieć trochę prywatności, to faktycznie słaby pomysł.
              • 3piota Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 09:27
                avanta napisał(a):
                > Przyszło mi jeszcze do głowy, że wyjeżdżanie pod namiot w podróż poślubną, kiedy
                > z założenia chciałoby się mieć trochę prywatności, to faktycznie słaby pomysł .

                Ależ ten namiot to były dla nich szczyty prywatności!
                Grzegorz wcześniej mieszkał w jakiejś klitce przy Cyrylu i Metodym, u Borejków jak było - każdy wie. Na pewno ich noc poślubna upłynęła przy szwendającej się za drzwiami rodzinie i wiszących na klamce smarkulach. Bo niby dlaczego nagle miałoby być inaczej.
                Statystyczny mężczyzna w takich warunkach nabawiłby się trwałych kłopotów z erekcją i/lub przedwczesnym wytryskiem.
                Bardzo mnie dziwi, że Gabunia była w stanie pozostawić na pastwę losu dwie malutkie córeczki na całe dwa tygodnie. A kto dopilnował, czy zjadły, się umyły i czy mają suche doły od piżamek? Niezborna Natalia? Zakochana Pulpa? Ida, która najchętniej by je udusiła? Zaczytany dziadzio? Zapisana Mila? No chyba, że Mareczek. Albo Kreska się zlitowała.
                • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 11:06
                  I kto wręczał im książeczki do poczytania w łóżeczkach?
                • kooreczka Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 11:31
                  Grzesiu nie miał żadnych zaburzeń hydrauliki, tylko jakieś głębokie zaburzenia psychosomatyczne- wnioskuję to z faktu, że nie wywalił dorastającego synka z pokoju albo nie postawił ścianki działowej,w celu redukcji stresu. Może on jak słoń, raz w roku i tylko w celu mienia dziatek?
                • bupu Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 16:25
                  3piota napisał(a):

                  > avanta napisał(a):
                  > > Przyszło mi jeszcze do głowy, że wyjeżdżanie pod namiot w podróż poślubną
                  > , kiedy
                  > > z założenia chciałoby się mieć trochę prywatności, to faktycznie słaby po
                  > mysł .
                  >
                  > Ależ ten namiot to były dla nich szczyty prywatności!
                  > Grzegorz wcześniej mieszkał w jakiejś klitce przy Cyrylu i Metodym, u Borejków
                  > jak było - każdy wie. Na pewno ich noc poślubna upłynęła przy szwendającej się
                  > za drzwiami rodzinie i wiszących na klamce smarkulach. Bo niby dlaczego nagle m
                  > iałoby być inaczej.

                  Ależ przecież. W Gumiannym Kołchozie prywatność jest źle widziana, że pomacham tylko słynną sceną z nocy poślubnej Idy i Mareczka, kiedy to cała niemal rodzina wjeżdża nowożeńcom do pokoju i nikomu przez łeb nie przeleci, że może młodzi chcieliby być sami.

                  Albo inna perełka, z "Imienin", gdy do Borejków, w trakcie rodzinnej imprezy wpada Nerwus, dopada Nutrię w korytarzu i zaczyna ją całować. Rodzina, siedząca w zielonym pokoju, zamiast kulturalnie oślepnąć, ogłuchnąć, a najlepiej przymknąć drzwi, wyciąga szyje od biesiadnego stołu, gapi się na tych dwoje jak na eksponaty na wystawie dziwów natury i jeszcze komentuje. A Milicja dodatkowo stawia marsa na czole. Prywatność, uhaha.
          • kopiec_esmeralda Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 06:19
            Mam wrażenie, ze ta Wenecja to kolejny babol, może dla autorki to jakaś fantastyczna kraina za górami za lasami, znana li i jedynie z nazwy, jak Australia i Brazylia, gdzie wysyłała już ludzi, czy inny Mars. MM pisała gdzieś w KG, że nie lubi wyjeżdżać i najchętniej siedzi w domu, więc pewnie wysłała ich do Wenecji bez rozpoznania terenu, bo ładna nazwa miasta. Po latach Borejki dziwują się, że Magda była w Weronie, jakby co najmniej była na księżycu, dla wziętej dramatopisarki zarabiającej krocie to nieosiągalne (w dobie tanich linii i w ogóle otwartej Europy) - i pozostaje niespełnionym marzeniem, to mnie też irytowało podczas czytania.

            Co do namiotu w podróży poślubnej: ja też wakacje po ślubie spędziłam pod namiotem, miałam 20 lat, trzy miesiące wakacji i cieszyło mnie to, zjechaliśmy Europę autostopem, ale to były inne czasy - było to fajne, przygoda i tyle wrażeń. Teraz już lat przybyło, jestem wygodnicka, wożę się autem i muszę mieć czysty pokój z łazienką, ale wtedy mnie to autentycznie cieszyło, więc namiot mnie nie dziwi, tylko te dwa tygodnie w Wenecji, przecież w tym czasie można było dojechać z owym namiocikiem na Sycylię, zwiedzając po drodze całe Włochy. Tym bardziej, ze im dalej na południe Italii, tym więcej starożytności, którymi Borejki jakoby się fascynują.
            • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 11:05
              No właśnie Grzesiowi i Gabie też od dwudziestki lat przybyło :-)
      • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 18:31
        No, w końcu długo to nie trwało, dość szybko się pozbierali, i połapali, że przecież nie są tu sami. Blondynka energicznie wstała z podłogi, jej piegowate policzki znów nabrały koloru.
        Dzielna kobita – pomyślał pan Jankowiak z uznaniem dla jej sportowego ducha.


        Och, święta Gabriela Poznańska, patronka dzielności. Poleżała sobie na podłodze, pogadała z mężem, aż w końcu wstała. Karol Bielecki i Dźmitry Papko mogliby się od niej uczyć hartu ducha.

        – Weź słuchawkę, dobrze? Bo może odebrać ta jego Monika!
        Aurelia, ociągając się, zrobiła, co jej kazano, po czym nagle, tuż koło jej ucha, zabrzmiał napięty głos ojca, więc drgnęła cała, przestraszona, a babcia szturchnęła ją łokciem w bok i poleciła szeptem:
        – Powiedz: halo!
        – Halo – powiedziała słabo Aurelia


        Uch, nienawidzę, kiedy ktoś tak zaczyna rozmowę :-P
        • maritt.g Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 10:06
          Czy Papko w Twoim komentarzu znalazł się przypadkowo?
          www.youtube.com/watch?v=xQRr9PcpYs4
          Пaздрaўляю :)
          • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 11:48
            Oczywiście, że nieprzypadkowo, bardzo lubię słuchać jego wypowiedzi, raz, że są mądre, dwa, że uwielbiam Białorusinów i Ukraińców mówiących po polsku (znaczy obie płci mam na myśli ;-) ). Jak kiedyś robiłam ankiety w akademikach Parawanowiec i Słowianka, gdzie jest wielu studentów stamtąd, to z żalem opuszczałam ich pokoje.

            Ale wracając do meritum. Dźmitry Papko po zagraniu w filmie bazującym na dokonaniach Franaka Wiaczorki miał wybór: albo iść do więzienia, albo do wojska, albo do psychiatryka, przy czym w każdym z tych miejsc prawdopodobnie podłożono by mu narkotyki i trafiłby do kryminału na lata. Chłopak spakował się do jednej torby i uciekł do Polski, nie ma szans na powrót do rodziny i znajomych, dopóki nie zawali się tamtejszy ustrój. I on na na pytanie, czy utożsamia się z filmowym szykanowanym bohaterem, od razu odpowiada, że inni mają dużo gorzej. Wymienia kolegów z planu, którzy mają zakaz grania, ludzi siedzących w więzieniach, a nawet uczestników Powstania Warszawskiego, czyli przykład z innego kraju i sprzed 70 lat.

            A co myśli o sobie Gabriela w McDusi??

            I w ogóle trzymała się nieźle.
            A miała za sobą mocne wstrząsy: porzucenie przez Janusza Pyziaka, potem wymuszony przez niego rozwód, po tej klęsce przetrwała też samotne lata z dwojgiem dzieci. Przeżyła furę kłopotów i zmartwień oraz poważny wypadek samochodowy.


            I Gaba nie myśli: Z Januszem nam nie wyszło, ale mam z tego związku dwie wspaniałe córki. Trudno było zajmować się małymi bez męża, ale pomagała mi cała rodzina, mogłam skończyć studia i robić doktorat. Potem wyszłam za mąż ponownie, Grześ jest moją prawdziwą drugą połówką. Kłopoty i zmartwienia są w życiu nieuniknione. Poza skasowanym samochodem wypadek nie miał dla mnie żadnych konsekwencji ciągnących się jeszcze po wyjściu ze szpitala.

            Nie, Gaba myśli tylko: jestem taka dzielna, tak cierpię, takie krzywdy mnie spotykają, a ja wciąż posyłam sztuczne uśmiechy spod grzywki, klękajcie, narody, przed moim bohaterstwem!
            • kooreczka Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 12:45
              Jaizm profesjonalny.
              Takie jajajaja popsuło mi skutecznie "Północną Drogę" Cherezińskiej- bohaterki zawsze ja, ja ona jest ważna- umierają im dzieci- furda, im jest smutno, a nawet lepiej, bo kochają to co żyje bardziej i mniej będzie do podziału. I żaden refleksji, że nie jest to reakcja idealnej matki. Problemy rozwiewa magiczna różdżka, a bohaterka ma zawsze wszystko- najlepszego chłopa, najlepsza służącą i jeszcze magiczne zioła, coby się nie starzały.
      • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 18:34
        – Ty to chyba naprawdę po to jesteś, mamo – zamruczała cieplutko. – Kocham cię. Najmocniej ze wszystkich kocham cię ja!
        – Ja też cię kocham – Gabrysia zakołysała ją w ramionach. – Dlatego mi tak smutno, kiedy kłamiesz.
        – Ja kłamię?! – zdumienie Laury nie miało granic. – Ja nigdy nie kłamię, mamusiu! Nigdy!
        – Nigdy? – powtórzyła Gabrysia, czując jak zimny dreszcz przebiega jej po krzyżu. Spojrzała prosto w oczy swego dziecka. Były niewinne i czyste jak leśne jeziorka. O kolorze stali.
        – Ja tylko – oświadczyła Laura – przemieniam świat. Mówię inaczej, niż jest. To takie zabawne – takie śmieszne! To jest jak czary. Bardzo lubię opowieści i układanie słów. – Uklękła na krześle naprzeciwko Gabrysi i przesunęła palcami po jej brwiach. – Mamo, mamo
        – mamo – powiedziała. – Jesteś śliczna. Powiedz: masło, ale szybko – szybko i wiele razy.
        – Masłomasłomasłoma... słoma – zaśmiała się Gabrysia.
        – No widzisz. A powiedz: krzesło.
        – Krzesło. I co?
        – Powiedz jeszcze raz.
        – Krzesło.
        – I jeszcze.
        – Krzesło.
        – Widzisz, jakie to dziwne słowo? Krzesło.
        – A wiesz? Rzeczywiście. Bardzo dziwne, jak się tak w nie wsłuchać. Krzesło. Krzesło.
        Krzesło.
        – A powiedz teraz: czerwone krzesło. Co widzisz?
        Gabrysia zamknęła oczy.
        – Puszkę lakieru i pędzel – powiedziała.
        – Czerwonego lakieru?
        – Poczekaj, niech zajrzę. Tak. Czerwony.
        – To ja ci mówię, że ten lakier jest zielony.
        – Aha. Rzeczywiście. Może być i zielony.
        – Ale właściwie – dodała Laura – to on może być i żółty. Teraz rozumiesz?
        – Rozumiem. Jesteś bardzo zielonym Tygryskiem w żółte i czerwone kropki – powiedziała Gabriela, wybuchając śmiechem pełnym ulgi i przytulając do siebie pachnącą, nieprawdopodobną córkę.


        Pogadanka wychowawcza w wykonaniu Gabrieli:
        – Córeczko, jest mi przykro, kiedy kłamiesz.
        – Ale ja dla tych kłamstw zawsze mam gładkie usprawiedliwienie!
        – Aha, to fajnie.

        – Czy musisz używać perfum swoich ciotek?
        – Nie muszę – przyznała Laura. – Ale lubię – dodała.


        Na co Gaba tłumaczy, że Laura wcale nie musi perfum używać, bo dzieci ładnie pachną same z siebie. O poszanowaniu cudzej własności, wydawałoby się, koniecznej u licznej rodziny zamieszkującej wspólną przestrzeń, ani słowa.
        • verte34 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 20:36
          > – Czy musisz używać perfum swoich ciotek?
          > – Nie muszę – przyznała Laura. – Ale lubię – dodała.


          > Na co Gaba tłumaczy, że Laura wcale nie musi perfum używać, bo dzieci ładnie pa
          > chną same z siebie. O poszanowaniu cudzej własności, wydawałoby się, koniecznej
          > u licznej rodziny zamieszkującej wspólną przestrzeń, ani słowa.

          Fakt.
          Tu dodam jeszcze mój osobisty wk... na temat pytań retorycznych w odniesieniu do dzieci (i w ogóle też, ale dzieci szczególnie).
          "Możesz przestać?"
          "Musisz tak robić?"
          "Chcesz żebym ci...?"
          O, wrr...
      • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 18:39
        Gabrysia dopilnowała już kąpieli córeczek, zapakowała je do łóżek, poprzytulała, pootulała kołderkami, zapaliła każdej lampkę przy wezgłowiu i wręczyła po książeczce wedle życzenia (Pyza: Słoneczko Pani Buyno-Arctowej, Tygrysek: Alicja w krainie czarów w przekładzie Słomczyńskiego).
        (...)
        Potem pozostało jej już tylko przekonać córeczki, by ponownie umyły zęby oraz nogi. Następnie należało zmienić im obu doły od piżam, gdyż przy myciu nóg zamoczyły nogawki, a potem trzeba było tylko powtórzyć operację z zapędzaniem do łóżek, przytulaniem, opatulaniem i wręczaniem ulubionych książeczek


        Pyza – lat 12, Laura – lat 9. Czy muszę komentować?

        Usiadł po turecku na swoim posłaniu i patrzał sobie, jak Gabrysia śpi. We śnie była jeszcze milsza. Ulatniała się wtedy cała jej energia i dzielność, znikała odwaga.

        Nie może być :-P

        – Nie śmiej się, ja sama to dziś odkryłam. Znalazłam drogę do mojego ojca, a Kreska znalazła drogę do mnie. I to właśnie też chciałam ci powiedzieć: już nie mam żadnej tajemnicy. Opowiedziałam jej wszystko, a ona – wszystko zrozumiała. I wtedy mi przeszło.

        Wszystko jej opowiedziała? Że podkochuje się w jej mężu? Trudno mi to ogarnąć wyobraźnią.

        Mimo wszystko, choć dawniej Dziecko Piątku uważałam za najnudniejszą część Jeżycjady, i tę książkę McDusia dla mnie przewartościowała i teraz doceniam jej pozytywy. Przede wszystkim relacja Gaby i Grzesia jest tu normalna. Przyczyny tej normalności upatruję w tym, że przez cały czas przedstawiony w książce Dziad Ignac i Mila Sekutnica przebywają w sanatorium. W późniejszych tomach wraca do gry najstarsze pokolenie, no i się zaczyna – kłótnia o zmywarkę, wychowywanie Ignasia na donosiciela, przemycanie mu przez Grzesia ciekawych książek ukradkiem, w tajemnicy przed dziadkiem...
        • lululemon12 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:19
          Ten fragment od razu skojarzył mi się z McDusią:

          Siedział przed Jedwabińskim i patrzał z zastanowieniem, jak ten sypie cukier drżącą ręką- do szklanki i obok. Źle go ocenił za pierwszym razem. Panie Boże, przecież żaden człowiek nie może być tak całkiem do niczego. Nikt nie ma tylko złej woli. Przecież nawet kiedy człowiek postępuje źle- jeszcze szuka w tym, co robi, jakiegoś dobra. Człowiek jest taki słaby. Ginie bez pomocy drugiego. To dlatego wciąż i wciąż ktoś naokoło woła o ratunek.

          W ogóle para Ewa-Eugeniusz była dobrze napisana. Szkoda, że przy innych rozwodach MM nie wykazała takiej empatii.

          Pod większością Twoich wniosków się podpisuję. Zwłaszcza świadectwo w portfelu zawsze mnie fascynowało ;). Ciekawe, jak wyglądało po wyciągnięciu.
          Natomiast co do cenzurek z samych celujących, widziałam takowe na własne oczy. U dziecięcia nie ze szkoły specjalnej i zdecydowanie nie genialnego. Chyba można, zwłaszcza na etapie podstawówki.

          Do irytacji dorzuciłabym jeszcze stosunek Marty Jedwabińskiej do syna.
          • melomanka87 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:23
            Ale to musi być podstawówka o katastrofalnie niskim poziomie, żeby ocenę wyróżniającą za wybitne osiągnięcia dawać uczniowi z każdego przedmiotu.
            • pavan Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:28
              melomanka87 napisał(a):

              > Ale to musi być podstawówka o katastrofalnie niskim poziomie, żeby ocenę wyróżn
              > iającą za wybitne osiągnięcia dawać uczniowi z każdego przedmiotu.


              Trochę tak, a trochę nie. W podstawówkach zdarza się, jeśli uczeń nawet jest średni, ale grzeczny i dobrze mu idzie z jakiegoś przedmiotu (tu: polski na przykład) wychowawcy naciskają na podciąganie stopni.

              Co mnie dziwi bardziej: akurat Laura jest bystra i ogarnięta, więc tych dobrych ocen mogła nałapać. Ale tępawa i ciężko myśląca Pyza?
              • ginny22 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:37
                Chwilunia, odautorsko Pyza jest zdolna i pracowita!
                • pavan Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 20:47
                  ginny22 napisała:

                  > Chwilunia, odautorsko Pyza jest zdolna i pracowita!

                  Pracowita, zdolnej nie pamiętam, pamiętam tylko, że grubawa i tępawym oczkiem patrząca.
                  Przez DP przewija się Pyza jako solidna, odpowiedzialna i dobra. To chyba dopiero w "NiN" się stoczyła. Za to ani razu nie jest nazwana po imieniu, tylko Pyza i Pyza.
            • lululemon12 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 19:32
              Nie, w tym akurat wypadku była na niezłym poziomie. Tzn. 30 punktów na teście szóstoklasisty (maksimum to 40) uznawano za katastrofalny wynik. Nie mówię, że każde dziecko miało celujące od góry do dołu, ale to jedno-niekoniecznie-genialne owszem.
              Natomiast co do córek Gabrysi, jeśli chodziły do tej samej podstawówki, co Laura w TiR, to chyba zdobywanie szóstek faktycznie nie było wielkim osiągnięciem :)
            • verte34 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 20:39
              > żeby ocenę wyróżn
              > iającą za wybitne osiągnięcia dawać uczniowi z każdego przedmiotu.

              Celującą! :)
      • kopiec_esmeralda Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 03.06.13, 20:23
        > To patrzanie to regionalizm, czy też moja irytacja jest uzasadniona?

        poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9895
      • mika_p Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 04.06.13, 20:26
        > Gabrysia dopilnowała, by dzieci umyły ręce przed jedzeniem, i z wielką uwagą
        > obejrzała ich świadectwa, zastanawiając się, jak to możliwe, by istoty tak róż
        > ne jak Pyza i Tygrysek miały do tego stopnia identyczne oceny: celujące od góry
        > do dołu.

        >
        > To nie jest możliwe. Chyba że Gaba się pomyliła i zapisała córki do
        > szkoły specjalnej.

        Nie czepiałabym się.
        Po pierwsze, sprawdziłam w Wikipedii, kiedy szóstki weszły do użytku - wg tamtejszego artykułu, w 1991 roku. Czyli świadectwa dziewczynek były z drugiego roku szkolnego nowej skali.
        Mogło być tak, że redakcja automatycznie poprawiła piątki na szóstki.
        A mogło być i tak, że dziewczynki faktycznie te szóstki miały, bo dość duża dowolność panowała, zwłaszcza w młodszych klasach, a one wszak w młodszych były.

        > Ta monotonia i jednolitość dawały jej sporo do myślenia na temat niedostatec
        > znej rozpiętości skali ocen: prawdę mówiąc, żeby w pełni ocenić Tygryska, trzeb
        > a by użyć całej palety stopni, mniej więcej około trzydziestu.

        >
        > Powieść wydana 20 lat temu, a ja nadal nie ogarniam logiki Gaby w powyższym
        > stwierdzeniu.

        Gabie marzyła się ocena opisowa :)
        Która, notabene, tez jest sztampowa.

        > O matko, trzymanie za kark pojawiało się już wcześniej! On ją capnął jak kocica
        > kocięta,

        Nie. Tak, jak się pochyla umorusane dziecko nad wanną przy myciu buzi, żeby nie stało prosto i woda ciurkająca z brody nie zalała bluzeczki.Podejrzewam, ze gest miał wyćwiczony na Kasi, bo bliźniaczki to pewnie jeszcze brał pod pachę.
        • verte34 Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 13.07.13, 21:42
          Właśnie zobaczyłam takie świadectwo, więc niniejszym daję świadectwo:
          www.facebook.com/photo.php?fbid=150865741768691&set=a.150865735102025.1073741834.100005357981459&type=1&theater
          SP nr 3 to zwykła podstawówka :)
          • zla.m Re: Moje irytacje w Dziecku Piątku 13.07.13, 22:41
            No i bardzo ładnie, ale w czasach Dziecka Piątku (wyd. 1993) celujące były w miarę nowe i raczej przestrzegano wtedy wytycznych, że są one za wiedzę i osiągnięcia ponad program (np. udział w olimpiadach). Chodziłam do szkoły i pamiętam. Fakt, że nie była to wczesna podstawówka, gdzie może oceniano łagodniej.
    • melomanka87 Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:11
      Tuż przed północą przetoczył się nad Poznaniem patetyczny, wagnerowski grzmot, a mieszkańcy, udręczeni spiekotą ostatnich tygodni, wznieśli w odpowiedzi – wszyscy naraz tysiące okrzyków ulgi. Natalia Borejko też wzniosła.
      – Nareszcie! – zawołała i rzuciła się do otwartego okna.
      Był środek nocy, a ona jeszcze nawet nie położyła się do łóżka.


      Mam trochę inne wyobrażenie środka nocy :-)

      Był środek nocy, a ona jeszcze nawet nie położyła się do łóżka. Wiotka i szczupła, z burzą rudych loków wokół subtelnej twarzy o milionie piegów, odziana w obszerną piżamę

      Po co zakłada „obszerną” piżamę, skoro umiera z gorąca?

      złapała koszyczek z truskawkami, wywaliła prawie dwa kilo owoców na asfaltową ścieżkę i zaczęła je tratować nogami, deptać, miażdżyć i rozmazywać po ziemi
      (...)
      Więc odeszła, tak jak stała, w białej sukience z kretonu, zbryzganej truskawkową posoką od kolan aż do pasa.


      Natomiast na stopy i łydki założyła uprzednio szpitalne foliowe ochraniacze.

      Tym, co gnębiło ją w tej chwili i dręczyło do obrzydliwości, był najzwyczajniej w świecie wstyd. I jeszcze coś: przerażenie.
      Przerażało ją to, że odkryła w sobie niespodziewanie jakieś absolutnie nieprzewidywalne, czarne otchłanie. A także – chyba najbardziej – to, że wcale, ani przez chwilę, ani przez sekundę, nie żałowała swego ohydnego postępku.


      Czy to się nie wyklucza?

      No i nauczycielka, okropne babsko – uparła się złośliwie, że musi z powodu tych składek obniżyć Laurze ocenę ze sprawowania. I obniżyła. Na bardzo, bardzo niską. Co się okaże pojutrze, przy rozdawaniu świadectw.

      Nie okaże się, bo mama wyśle ją na wakacje już w czwartek. Dzień przed rozdaniem świadectw. Po co ten pośpiech – pojęcia nie mam. Może w ramach kary za defraudację klasowych składek?

      Gabrysia prychnęła śmiechem, złapała synka za tłustą nóżkę i pocałowała soczyście.
      Wunderkind! Wszyscy Borejkowie, nie mówiąc już o rodzinie Strybów, zgodnie oszaleli na jego punkcie. Pierwsze od lat dziecko płci męskiej w obu rodzinach – i od razu jakie genialne! Żeby pięciomiesięczne niemowlę – choćby i z wiadomymi genami – reagowało tak nieomylnie, z takim intuicyjnym znawstwem, na literaturę antyczną!


      Niedobrze mi.

      Najstarsza panna, czyli ciotka Natalia, pomieszkiwała boczkiem w zielonym pokoju stołowym

      Ot, jak to już stwierdzono w wątku „Czemu Natalia jest wciąż ciamajdą?”, Natalie są dwie. Jedna to introwertyczna poetka, druga pomieszkuje boczkiem w pokoju wciąż pełnym ludzi.
      • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:14
        Natalia posłusznie wytarła nos w podaną jej chusteczkę ligninową, po czym – zgodnie z kolejnym poleceniem siostry – natychmiast przestała się mazgaić.

        Wszystkie negatywne emocje trzeba w sobie dusić, nie wolno wypłakać się na ramieniu kochanej siostry. Nie cierpię, z całego serca nie cierpię tej borejkowej pogardy dla płaczących.

        Jakże żałowała, że ciotka Patrycja wyprowadziła się z tym słodkogorzkawym Givenchy, a ciotka Ida znikła wraz ze swoim ciężkim Jade, zbyt ciężkim, prawdę mówiąc (dyskretne ich użycie było praktycznie niemożliwe; mamusia od razu je wyczuwała, a cóż dopiero ich właścicielka, która od tego dostawała wprost piany na ustach!).

        A mamusia wciąż nie wpadła na to, żeby córce po prostu wytłumaczyć, że cudzych rzeczy się bez pytania nie zużywa.

        Nutria mówi, że potrzebuje być sama, a Gaba wmawia jej, że to świetna okazja, żeby pojechała na wakacje z jej niewychowanymi dziećmi. No po prostu musi, ma taki moralny obowiązek, tanich kolonii parafialnych w Poznaniu nie wynaleziono.

        – Dobrze, zrobię to, Gabuniu, zrobię dla ciebie. Ale naprawdę... nie wiń mnie, jeśli coś się nie uda. A po drugie – błagam cię, nie mów Tuniowi, dokąd pojechałam. Ja się boję, że on się natychmiast zdenerwuje, przyjedzie za mną i będzie chciał wpływać na moją decyzję.
        – Cóż – powiedziała mamusia. – Każdy by tak zrobił na jego miejscu.


        Serio? Każdy po usłyszeniu „twoja dziewczyna jest w rozsypce, potrzebuje kilku dni samotności dla uporządkowania myśli” rzuciłby się w pościg, żeby na tę dziewczynę naciskać?

        Obie córki Gabrieli ubrane były w płócienne czerwone szorty, które na Tygrysku raczej wisiały, zaś na pulchnym tyłeczku Pyzy opinały się niemal do ostateczności. Dziewczynki miały też identyczne białe koszulki z kotem Garfieldem i identyczne czapki, czerwone z białym daszkiem, z napisem "Chicago Bulls" (biedna Gaba musiała zawsze kupować wszystkiego po dwa, żeby nie doszło do gorszących kłótni).

        Ten fragment jest po prostu idiotyczny. Jasne, przy dwójce dzieci trzeba każdemu dawać po równo, żeby żadne nie czuło się pokrzywdzone, ale dlaczego muszą to być identyczne ciuchy jak z darów dla powodzian? Czy dziewczynki nie mają własnych, odmiennych gustów? I dlaczego, do licha, nie można kupić tych ubrań w odpowiednich rozmiarach?

        Mijał kwadrans za kwadransem i Natalia nawet nie zauważyła, że dziewczynki podebrały panu spod okna jego "Rewię Rozrywki" i od jednego zamachu rozwiązały mu wszystkie rebusy, nawet kołowe.

        Oto i skutki gabrysinego wychowania. I oczywiście wszystko bez problemu rozwiązały, Wunderkinder.
      • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:16
        – A potem – myk do bufetu, ciociu! – włączyła się Pyza. – Bardzo nam się chce pić. A może będą mieli i lody?

        Kurczę... W tym okresie rodzina Gabrysi przedstawiana jest jako ledwo wiążąca koniec z końcem, Grześ chce się nawet przekwalifikować z naukowca w akwizytora. Nie miałam aż tak trudnej sytuacji materialnej, a byłam nauczona, że w podróż bierze się kanapki, jedzenie w Warsie w ogóle nie wchodziło w rachubę. Tymczasem Pyzie wydawanie sporych kwot w pociągowym bufecie wydaje się zupełnie naturalne.

        otarła keczup z ust Pyzy, a musztardę z podbródka Laury i już mogły wracać do przedziału

        I znowu to upupianie, jak w Dziecku Piątku. A tu dziewczynki są już o rok starsze.

        – Chyba pan Filipek nie wysiadł? –- rzekła Pyza ze zmartwieniem.

        Facet siada koło jej ciotki, morduje ją spojrzeniem, wygraża jej, przykuwa się do niej kajdankami, a Pyza nazywa go „panem Filipkiem”? Czy ona jest upośledzona?

        Chyba nie powinna była wkładać trampek na drogę w taki upał, kiedy w stopie miała dziurę, i to prawie na wylot!

        Rana w stopie – upał – tenisówki. Myślę, myślę i nijak nie mogę rozkminić, jak mają się do siebie te trzy elementy. Na obandażowaną stopę może byłyby lepsze glany niż tenisówki. Ale na upał byłyby z kolei gorsze...

        Aleja Wielkopolska nie była bynajmniej cienista o tej porze dnia, wręcz przeciwnie: ponieważ prowadziła prosto na zachód, słońce wypełniało ją jak miód butelkę. W okropnym, lepkim upale dotarli do parku Sołackiego, gdzie słońce nadal robiło, co mogło; paliło nawet przez koronę wielkiego kasztanowca, celując zabójczym żarem zwłaszcza w Natalię i powielając błyski w nieświeżej toni stawku Sołackiego.

        Jeżeli wszyscy ci ludzie nie warczeli na siebie nawzajem, to chyba tylko dlatego, że obezwładniał ich upał.

        Właśnie tam było mnóstwo słońca i Natalia zaczynała już na nowo odczuwać te przykre zawroty głowy i przyćmienia inteligencji, jakie zwykle nawiedzały ją podczas wielkich upałów.

        Na szczęście, dziewczynki stały się dużo bardziej grzeczne (nawet Laura, tak dotąd nadąsana), odkąd zeszły ze strefy promieniowania słonecznego.

        Natalia nie tylko nie jest w stanie normalnie funkcjonować w słońcu i upale, ale takie samo odczuwanie przypisuje wszystkim dookoła. To jeszcze silniejsza heliofobia niż u mnie. Nie ma innego sposobu, muszą być dwie Natalie – to ta druga poleciała na rok na Cypr do pracy jako rezydentka.

        One gdzieś tu są – myślał, stojąc już samotnie na rynku. No? Dokąd mogła pójść dziewczyna wredna, ale wyraźnie dobrze wychowana, z namiotem oraz dwojgiem dzieci i gitarą?

        Z czego Filip zdążył wydedukować, że Natalia jest dobrze wychowana?
        • lavanta Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 21:57
          melomanka87 napisał(a):

          > – A potem – myk do bufetu, ciociu! – włączyła się Pyza. &
          > #8211; Bardzo nam się chce pić. A może będą mieli i lody?

          >
          > Kurczę... W tym okresie rodzina Gabrysi przedstawiana jest jako ledwo wiążąca k
          > oniec z końcem, Grześ chce się nawet przekwalifikować z naukowca w akwizytora.
          > Nie miałam aż tak trudnej sytuacji materialnej, a byłam nauczona, że w podróż b
          > ierze się kanapki, jedzenie w Warsie w ogóle nie wchodziło w rachubę. Tymczasem
          > Pyzie wydawanie sporych kwot w pociągowym bufecie wydaje się zupełnie naturaln
          > e.

          Wydaje mi się, że to jest raczej na zasadzie "jesteśmy tu z ciocią, więc można ją próbować naciągnąć na różne rzeczy". Zresztą, na słodycze dla dziewczynek Borejków chyba było stać, a Pyza nie musi mieć świadomości, że w Warsie są one kilkukrotnie droższe.
          • nessie-jp Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 22:02
            > Zresztą, na słodycze dla dziewczynek Bo
            > rejków chyba było stać, a Pyza nie musi mieć świadomości, że w Warsie są one ki
            > lkukrotnie droższe.

            A ile ona ma lat, bo ciągle zapominam? Jest napisane, że "zaczyna dojrzewać" (scena w zapadniętym namiocie).

            Nadprzeciętnie inteligentna, bystra, intelektualnie rozwinięta 13-latka nie zdaje sobie sprawy z sytuacji finansowej rodziny? I trzeba jej ocierać keczup z usteczek i podbródka? Hm.
            • lavanta Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 23:18
              Ma dwanaście lat. Odnosiłam się do sceny z pociągu, jeśli chodzi o irytację odnośnie wycierania Pyzie keczupu z twarzy, zgadzam się w 100% - nawet Pulpa w KK nie wymagała takiego traktowania.

              > Nadprzeciętnie inteligentna, bystra, intelektualnie rozwinięta 13-latka nie zda
              > je sobie sprawy z sytuacji finansowej rodziny?

              Córkom Gaby nikt niczego specjalnie nigdy nie odmawiał - wiele jest scen wskazujących na to, że są rozpuszczone, więc wydaje mi się, że Pyza może nie zdawać sobie sprawy, że mają mało kasy.

              • nessie-jp Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 00:36
                > Córkom Gaby nikt niczego specjalnie nigdy nie odmawiał - wiele jest scen wskazu
                > jących na to, że są rozpuszczone, więc wydaje mi się, że Pyza może nie zdawać s
                > obie sprawy, że mają mało kasy.

                Ale to też jest jakaś autorska niespójność, bo przecież powiedziane jest, że Pyza wiecznie robi zakupy, skacze po coś do sklepu dla mamusi, w ogóle biega za sprawunkami na każde zawołanie.

                I co, nigdy nie zetknęła się z sytuacją, że trzeba wybrać produkt tańszy, że trzeba sobie czegoś odmówić? Że rodzinny budżet jest ograniczony?

                Pyza nieszczęsna robi wrażenie mocno ograniczonej umysłowo
                • lavanta Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 01:15
                  nessie-jp napisała:

                  > Pyza nieszczęsna robi wrażenie mocno ograniczonej umysłowo
          • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 22:07
            > Wydaje mi się, że to jest raczej na zasadzie "jesteśmy tu z ciocią, więc można
            > ją próbować naciągnąć na różne rzeczy".

            Też mi to przyszło do głowy, ale to by raczej pasowało do sprytnej Laury, nie do Pyzy.
          • bupu Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 22:16
            lavanta napisał(a):


            > Wydaje mi się, że to jest raczej na zasadzie "jesteśmy tu z ciocią, więc można
            > ją próbować naciągnąć na różne rzeczy". Zresztą, na słodycze dla dziewczynek Bo
            > rejków chyba było stać, a Pyza nie musi mieć świadomości, że w Warsie są one ki
            > lkukrotnie droższe.

            Cyferków dziewczę też nie zna? Wystawione towary, gdziekolwiek, na ogół są opatrzone cenami.
            • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 22:39
              No, kiedy Pyza marzy o lodach w Warsie, to jeszcze nie widziała, ile dokładnie kosztują. Jednak idą tam, ceny mają przed oczami i...

              Dotarły do bufetu Wars, gdzie słaniający się z gorąca bufetowy, który pojawił się za wypchanym batonikami kontuarem, sprzedał im dwie butle wody Sprite oraz dwie porcje parówek z musztardą i bułką. Wszystko razem było bardzo drogie, ale z powodu panującego upału Natalia wyraziła słaby tylko sprzeciw wobec żądania Laury:
              - Ciociu, jeszcze porcyjkę! - gorąco popartego przez Pyzę.
              Po spożyciu drugiej porcyjki parówek z musztardą i bułką, panienki zażądały jeszcze ciastek w czekoladzie, po czym spałaszowały je z wielkim zapałem, zapijając Spritem.


              Kolonie naprawdę by się dziewczynom przydały, wydałyby pieniądze od rodziców pierwszego dnia i na przyszłość nauczyłyby się rozsądniej nimi gospodarować.
        • mika_p Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 23:32

          > Z czego Filip zdążył wydedukować, że Natalia jest dobrze wychowana?

          Była dziewczyną jego brata. Filip wiedział, jak wygląda, więc pewnie Tunio pokazywał ją na zdjęciu i coś o niej opowiadał.
        • ananke666 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 03:34
          melomanka87 napisał(a):

          > Rana w stopie – upał – tenisówki. Myślę, myślę i nijak nie mogę roz
          > kminić, jak mają się do siebie te trzy elementy.


          Wyznam, że też nie wiem, o co cho z tymi trampkami, bo tego typu obuwia nie noszę. Z lat bardzo młodych pamiętam tylko, że nie był to faktycznie dobry pomysł na podróż w upał. Trampki wówczas miały wyściółkę cieniutką, zgoła żadną, coś rzędu pojedynczej warstwy materiału na gumie. Może to to? Poza tym cienka, miękka podeszwa trampek absolutnie nie nadaje się do ochrony zranionej stopy przed nierównościami gruntu.

          Natomiast zapamiętałam z "Wielkiego Marszu" Kinga, że z jakichś przyczyn na długich trasach trampki miałyby się zupełnie nie sprawdzać i prowadzić do pęcherzy. Jeśli ktoś nie wie, książka traktuje o czymś w rodzaju marsza śmierci, w którym uczestniczy setka chłopaków, wybieranych w drodze ogólnokrajowego losowania. Udział bierze się w tym losowaniu dobrowolnie, marsz jest na wyniszczenie, ci, którzy osłabną, są odstrzeliwani. Ostatni wygrywa jakąś wielką, bliżej niesprecyzowaną w powieści nagrodę. Oto fragment, uprzedzam, że raczej niezbyt przyjemny:

          Garraty ze zgrozą, spostrzegł, że Ewing nosi trampki.
          Wskazówka numer trzy: „Nie noś trampek, powtarzamy, nie noś trampek. Chyba że podczas Wielkiego Marszu chcesz szybko dorobić się pęcherzy".
          - Jechał z nami - powiedział Baker. - Jest z Teksasu.
          Baker przyspieszył, aż zrównał się z Ewingiem. Porozmawiał z nim dłuższą chwilę. Potem zwolnił, ale nieznacznie, by nie dostać upomnienia. Minę miał ponurą.
          - Pęcherze wyskoczyły mu po trzech kilometrach. Pękać zaczęły już w Limestone. Tapla się w ropie.
          Wszyscy słuchali w milczeniu. Garraty znów pomyślał o Stebbinsie. Stebbins nosił tenisówki. Może w tej chwili męczy się z pęcherzami.
          • bupu Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 04:14
            ananke666 napisała:

            > Natomiast zapamiętałam z "Wielkiego Marszu" Kinga, że z jakichś przyczyn na dłu
            > gich trasach trampki miałyby się zupełnie nie sprawdzać i prowadzić do pęcherzy

            >
            > [i]Garraty ze zgrozą, spostrzegł, że Ewing nosi trampki.
            > Wskazówka numer trzy: „[b]Nie noś trampek, powtarzamy, nie noś trampek.[/
            > b] Chyba że podczas Wielkiego Marszu chcesz szybko dorobić się pęcherzy".
            > - Jechał z nami - powiedział Baker. - Jest z Teksasu.
            > Baker przyspieszył, aż zrównał się z Ewingiem. Porozmawiał z nim dłuższą chwilę
            > . Potem zwolnił, ale nieznacznie, by nie dostać upomnienia. Minę miał ponurą.
            > - Pęcherze wyskoczyły mu po trzech kilometrach. Pękać zaczęły już w Limestone.
            > Tapla się w ropie.
            > Wszyscy słuchali w milczeniu. Garraty znów pomyślał o Stebbinsie. Stebbins nosi
            > ł tenisówki. Może w tej chwili męczy się z pęcherzami.[/i]

            W oryginale tam występuje słowo "sneakers", co oznacza miękkie buty sportowe, nie tylko trampki. Oraz melduję posłusznie, że przemaszerowałam kilometry trasy w trampkach, bez pęcherzy.
            • ananke666 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 09:58
              No i dlatego właśnie tak mi to zapadło w pamięć - za nic nie czaiłam, dlaczego te trampki miały by być takie zue. Jeśli chodzi o miękkie sportowe buty, tym bardziej. W takich sama odwalałam długie trasy, jak każdy chyba, kto na takowe chadzał.
              • kopiec_esmeralda Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 10:08
                A ja mam wątpliwości. W trampkach nie chadzałam, ale raz, gdy mi ukradziono w schronisku buty górskie, resztę trasy pokonywałam w tenisówkach i sandałach. W tenisówkach było okropnie, stopy mnie piekły i rzeczywiście jakieś bąble się zjawiły, natomiast w sportowych sandałach całkiem-całkiem. Góry nie skaliste, a raczej typu bieszczadzkiego (Karpaty rumuńskie), więc do wędrowania nizinnego może być analogia.
                • ananke666 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 10:59
                  Muszę wierzyć użytkowniczkom na słowo, ostatnie trampki miałam pewnie najmarniej dwadzieścia lat temu, a jako właścicielka wrażliwych stóp nigdy i tak nie darzyłam ich miłością.
                  • slotna Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 08.08.13, 18:29
                    > Muszę wierzyć użytkowniczkom na słowo, ostatnie trampki miałam pewnie najmarnie
                    > j dwadzieścia lat temu, a jako właścicielka wrażliwych stóp nigdy i tak nie dar
                    > zyłam ich miłością.

                    Dzieki dwom przydlugim spacerkom w trampkach, dzien po dniu, dorobilam sie zrogowacen na stopach w miejscach, gdzie normalnie ich nie ma. Pod wplywem wody rogowacenia robily sie biale, pecznialy i wygladaly jakbym cierpiala na niezwykle dziwna odmiane agresywnej grzybicy. Scierane pumeksem odrastaly blyskawicznie, w dodatku nie dalo sie ich zetrzec do konca, bo pojawiala sie krew. Dwa lata mi zajelo pozbycie sie cholerstwa, a do dzis skora w tych miejsca wyglada nieco inaczej.
            • slotna Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 19.04.14, 17:17
              > W oryginale tam występuje słowo "sneakers", co oznacza miękkie buty sportowe, n
              > ie tylko trampki. Oraz melduję posłusznie, że przemaszerowałam kilometry trasy
              > w trampkach, bez pęcherzy.

              Ooo. Nie czytalam w oryginale i teraz jestem w szoku. Wyobrazalam sobie to tak, ze niektorzy nosza trampki:

              https://jakmodniesieubrac.blox.pl/resource/73eed6968536184258a8bf5813688034.jpg

              które są gumowo-tkaninowe, noga sie w nich poci, nie maja sprezystosci i w ogole nie pomagaja w marszu. A inni noszą wlasnie sneakersy, czyli buty tego typu: i.imgur.com/AF7uROk.jpg

              Jakie byly polecane, jesli jakies byly?
          • croyance Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 06.06.13, 16:41
            E tam, ja przeszlam w trampkach 21 mil i swietnie sie czulam :-D a trampki kiepskiej jakosci
      • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:17
        Gabriela była dzielną, wesołą i normalną kobietą.

        Yhy.

        Ida ze spokojem przycisnęła klawisz loudspeakera

        Czy w 1994 roku w wielbiącej staropolskie tradycje rodzinie borejków nie znano jeszcze pojęcia „tryb głośnomówiący”?

        Ida poświstywała przez zęby i przez nos jednocześnie, śpiąc na kozetce obok. Poświstywała, bo spała na wznak, a spała na wznak, bo miała wewnętrzne przekonanie, że tylko w tej pozycji wygodnie jest młodemu Pałysiątku.

        „Wewnętrzne przekonanie” u pani doktor? Choć może te 19 lat temu nie było jeszcze powszechnie uznane, że kobieta w ciąży nie powinna spać na wznak.

        Pokój był przewietrzony (o ile w ogóle można mówić o wietrzeniu, skoro w nocy było dwadzieścia stopni, a już teraz temperatura skoczyła do dwudziestu ośmiu)

        Czy nie da się zrobić przeciągu w temperaturze 28 stopni?

        – Ale to nie jest przecież najgorsza rzecz, jaka może go spotkać. Najgorsze byłoby, gdyby przesiedział całe życie przed telewizorem, z pełnym talerzem na pełnym brzuchu i z zupełnie spokojnym sumieniem. Gdyby ani przez chwilę nie poczuł się winny. I gdyby go nigdy nic nie bolało. Zamknięty i zadowolony.

        A guzik prawda, panie profesorze. Proszę się przejść się do poradni zdrowia psychicznego, gdzie szukają pomocy ludzie zbyt wiele myślący i zbyt mocno odczuwający i wytłumaczyć im, że są prawdziwymi szczęściarzami, bo zamiast ciąć się żyletką mogliby beztrosko siedzieć przed telewizorem z pełnym talerzem na brzuchu.

        Zamknięty i zadowolony. Wiesz, to chyba jest dla mnie najsmutniejsze w dzisiejszym świecie: ludzie zamykają się przed innymi ludźmi. Jakby nie rozumieli, że bez tych innych nie da się żyć po ludzku. Drugi człowiek jest nam potrzebny! – właśnie dlatego, że jest inny. "Im bardziej inny, tym bardziej ciekawy". A tymczasem to inność właśnie najbardziej dziś ludzi odpycha i straszy. Boją się jej tak, że wciąż na nowo się odgradzają, obudowują, opatrują etykietkami. Tworzą grupy, w których obowiązuje takie samo zdanie na każdy temat. Zapominają o tym, że to właśnie różnice zdań pozwalają dotrzeć do prawdy.

        Szkoda, że to tego przesłania Borejkowie nie umieścili nad stołem w kuchni...

        Tak przesłuchali sobie jeszcze trzy płyty, wszystkie trzy Bachowskie, razem – bo teraz już podzielili się słuchawkami.

        Mam nadzieję, że odtwarzacz Filipa miał funkcję zmiany stereo na mono i odwrotnie. Bo słuchanie na stereo, gdy się ma po jednej słuchawce, melomanów powinno irytować, a nie zachwycać.
        • verte34 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 21:40
          > Boją
          > się jej tak, że wciąż na nowo się odgradzają, obudowują, opatrują etykietkami.
          > Tworzą grupy, w których obowiązuje takie samo zdanie na każdy temat. Zapominają
          > o tym, że to właśnie różnice zdań pozwalają dotrzeć do prawdy.
          >
          > Szkoda, że to tego przesłania Borejkowie nie umieścili nad stołem w kuchni...

          Ten fragment już dawno chciałam skomentować, bo jego hipokryzja jest porażająca.
          "Różnice zdań pozwalają dotrzeć do prawdy", a jakże... kilka stron dalej mamy pięknie zaetykietkowaną "feministkę". I ta akurat grupa, borejkowska, gdy się już odgrodzi i obuduje, ma wręcz obowiązek być takiego samego zdania.
        • lululemon12 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 21:51
          melomanka87 napisał(a):

          > Ida poświstywała przez zęby i przez nos jednocześnie, śpiąc na kozetce obok.
          > Poświstywała, bo spała na wznak, a spała na wznak, bo miała wewnętrzne przekon
          > anie, że tylko w tej pozycji wygodnie jest młodemu Pałysiątku.

          >
          > „Wewnętrzne przekonanie” u pani doktor? Choć może te 19 lat temu ni
          > e było jeszcze powszechnie uznane, że kobieta w ciąży nie powinna spać na wznak

          Anatomia też rewolucyjnie posunęła się naprzód, komu dziewiętnaście lat temu śniło się o pokazywaniu studentom przebiegu aorty brzusznej ;P. A swoją drogą, liczę, liczę i nijak nie mogę wyliczyć Idzie tej ciąży. Józinek ponoć 11 miesięcy młodszy od Ignasia, Motyl w komentarzu odautorskim ma pięć miesięcy, a pani doktor na obrazkach już z wielkim brzuchem?
        • ciotka_scholastyka Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 11:04
          Wiesz, to chyba jest dla mnie najsmutniejsze w dzisiejszym świecie: ludzie zamykają się przed innymi ludźmi. Jakby nie rozumieli, że bez tych innych nie da się żyć po ludzku. Drugi człowiek jest nam potrzebny! – właśnie dlatego, że jest inny. "Im bardziej inny, tym bardziej ciekawy". A tymczasem to inność właśnie najbardziej dziś ludzi odpycha i straszy. Boją się jej tak, że wciąż na nowo się odgradzają, obudowują, opatrują etykietkami. Tworzą grupy, w których obowiązuje takie samo zdanie na każdy temat. Zapominają o tym, że to właśnie różnice zdań pozwalają dotrzeć do prawdy.

          TO NAPISAŁA MAŁGORZATA MUSIEROWICZ?!
        • kosheen4 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 07.06.13, 17:41
          melomanka87 napisał(a):

          > Tak przesłuchali sobie jeszcze trzy płyty, wszystkie trzy Bachowskie, razem
          > – bo teraz już podzielili się słuchawkami.

          >
          > Mam nadzieję, że odtwarzacz Filipa miał funkcję zmiany stereo na mono i odwrotn
          > ie. Bo słuchanie na stereo, gdy się ma po jednej słuchawce, melomanów powinno i
          > rytować, a nie zachwycać.

          hi hi, zetknęli się uszami metodą 'prawe do lewego' i mieli stereo ]:- )
      • bupu Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:18
        melomanka87 napisał(a):


        > Był środek nocy, a ona jeszcze nawet nie położyła się do łóżka. Wiotka i szc
        > zupła, z burzą rudych loków wokół subtelnej twarzy o milionie piegów, odziana w
        > obszerną piżamę

        >
        > Po co zakłada „obszerną” piżamę, skoro umiera z gorąca?

        Bo jest skromną, Borejkowską dzieweczką?

        >
        > złapała koszyczek z truskawkami, wywaliła prawie dwa kilo owoców na asfaltow
        > ą ścieżkę i zaczęła je tratować nogami, deptać, miażdżyć i rozmazywać po ziemi
        > (...)
        > Więc odeszła, tak jak stała, w białej sukience z kretonu, zbryzganej truskawkow
        > ą posoką od kolan aż do pasa.

        >
        > Natomiast na stopy i łydki założyła uprzednio szpitalne foliowe ochraniacze.

        Kiecka była zbryzgana od kolan aż do pasa. Niżej kolan nie sięgała.

        > Tym, co gnębiło ją w tej chwili i dręczyło do obrzydliwości, był najzwycz
        > ajniej w świecie wstyd
        . I jeszcze coś: przerażenie.
        > Przerażało ją to, że odkryła w sobie niespodziewanie jakieś absolutnie nieprzew
        > idywalne, czarne otchłanie. A także – chyba najbardziej – to, że wc
        > ale, ani przez chwilę, ani przez sekundę, nie żałowała swego ohydnego po
        > stępku.

        >
        > Czy to się nie wyklucza?

        Się wyklucza, ale jak uczy nas McDusia, Laura ma część Borejczą i część Pyziaczą. Część Borejcza się wstydziła, część Pyziacza nie żałowała.

        >
        > No i nauczycielka, okropne babsko – uparła się złośliwie, że musi z po
        > wodu tych składek obniżyć Laurze ocenę ze sprawowania. I obniżyła. Na bardzo, b
        > ardzo niską. Co się okaże pojutrze, przy rozdawaniu świadectw.

        >
        > Nie okaże się, bo mama wyśle ją na wakacje już w czwartek. Dzień przed rozdanie
        > m świadectw. Po co ten pośpiech – pojęcia nie mam. Może w ramach kary za
        > defraudację klasowych składek?

        Pardą, ale powinno się okazać już wcześniej, ponieważ nauczycielka, wezwawszy Gabę do szkoły, ani chybi poinformowałaby ją o tym jak się postępek Tygrysa odbije na jego ocenie z zachowania.

        > Gabrysia prychnęła śmiechem, złapała synka za tłustą nóżkę i pocałowała socz
        > yście.
        > Wunderkind! Wszyscy Borejkowie, nie mówiąc już o rodzinie Strybów, zgodnie osza
        > leli na jego punkcie. Pierwsze od lat dziecko płci męskiej w obu rodzinach R
        > 11; i od razu jakie genialne! Żeby pięciomiesięczne niemowlę – choćby i z
        > wiadomymi genami – reagowało tak nieomylnie, z takim intuicyjnym znawstw
        > em, na literaturę antyczną!

        >
        > Niedobrze mi.

        Mhm. Mnie też. Mam ochotę ulewać jak Ulej Kazimierz.
        • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:21
          > Się wyklucza, ale jak uczy nas McDusia, Laura ma część Borejczą i część Pyziacz
          > ą. Część Borejcza się wstydziła, część Pyziacza nie żałowała.

          Nie, to Nutria jednocześnie wstydziła się i nie żałowała :-)
          • bupu Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:28
            melomanka87 napisał(a):

            > > Się wyklucza, ale jak uczy nas McDusia, Laura ma część Borejczą i część P
            > yziacz
            > > ą. Część Borejcza się wstydziła, część Pyziacza nie żałowała.
            >
            > Nie, to Nutria jednocześnie wstydziła się i nie żałowała :-)

            Ups. Ale to też jest elementarne. Przecież już ustaliliśmy tutaj, że Natalii jest dwie.
            • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 20:38
              A, no tak :-)
          • kajaanna Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 21:24
            Melomanko, proszę - odstaw Jeżycjadę, bo coś Ci się od tego porobi.
            *głęboko zatroskana*
            • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 21:43
              Spokojnie, za mną już najgorsze, czyli Imieniny z Nutrią niemal siłą wydawaną za mąż za psychopatę, bezwolną Pyzą i jej orszakiem wielbicieli noszących jej plecak i decydujących za nią, jak będzie się żywiła, Ignacym awanturującym się o zmywarkę, Milą karcącą Laurę za "niestosowne" pytania o ojca... Jeszcze tylko pół Kalamburki, Język Trolli i Żaba, a Czarnej Polewki i Sprężyny nie ruszę, mój masochizm ma swoje granice. Do analizy potrzebny nam był fragment o policjantce z czerwonymi włosami i już samo wertowanie książki bolało.
            • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 20.08.13, 23:17
              O rany, miałaś rację.

              Postanowiłam zająć się wreszcie licznymi karteczkami, na których notowałam cytaty w trakcie lektury kolejnych książek, a które obecnie mój wygrzewający się pod lampką kotek notorycznie rozrzuca, no i spisuję wszystkie swoje irytacje. (Wrzucę to chyba na forum SuS, bo tu musiałabym podzielić na 50 komentarzy.) W tej chwili przerabiam wątek braci Lelujków podejmujących wszystkie decyzje za Pyzę i pytających o zgodę jej mamę, babcię, ale nigdy samą zainteresowaną... Powiedzieć "szlag mnie trafia" to bardzo łagodne podsumowanie.

              • ginny22 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 23.08.13, 10:49
                I to wszystko w otoczce, że to niby chłopcy z ludu, ale jednak dżentelmeni starej daty...
        • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 21:15
          > > Po co zakłada „obszerną” piżamę, skoro umiera z gorąca?
          >
          > Bo jest skromną, Borejkowską dzieweczką?

          No cóż, w sumie jak się sypia w pokoju stołowym, to nigdy nie wiadomo, kto się tam z rana pojawi...
          • nessie-jp Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 21:31
            melomanka87 napisał(a):

            > > > Po co zakłada „obszerną” piżamę, skoro umiera z gorąca?
            > >
            > > Bo jest skromną, Borejkowską dzieweczką?
            >
            > No cóż, w sumie jak się sypia w pokoju stołowym, to nigdy nie wiadomo, kto się
            > tam z rana pojawi...

            Ano właśnie, a taka McDusia, bezwstydnica naga, zamiast w gościnie u Borejków sypiać w za dużej, najlepiej męskiej piżamie, to ona rozumiecie EPATUJE, bo jej kolana widać. Spod koszuli nocnej.
          • taka_prawda500 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 06.06.13, 16:54
            > No cóż, w sumie jak się sypia w pokoju stołowym, to nigdy nie wiadomo, kto się
            > tam z rana pojawi...

            Za pozwoleniem, ale skąd w zielonym pokoju, bo o nim mowa, nagle pokój stołowy?
            W KK i IS mieszkały w nim Gaba i Ida.
            Później Gaba z Pyziakiem i Pyzą, jak mniemam, bo Ida wyprowadziła się do pokoju po p.Szczepańskiej. Po drugiej ucieczce Pyziaka czyli w BBB pokój zajmowała Gaba z córkami.
            Takoż samo w Noelce i Pulpecji, po czym Ida z Mareczkiem wyprowadzili się do piwnicy, Gaba z Grzegorzem do pokoju p.Szczepańskiej, Nutria i Pulpa do zielonego, a młode do najmniejszego. I trwało to czas jakiś, zanim Pulpa nie wyszła za mąż i nie znikła z kołchozu. Natalia została sama w zielonym przez 3 kolejne książki. Kalamburkę pomijam, w Żabie Nutrii już nie ma, a w zielonym nieustannie aż do swojego ślubu mieszka Laura.
            A więc (wiem, że tak się zdania nie powinno zaczynać) moje pytanie brzmi: w jakim celu ów zielony pokój TYLKO na czas zamieszkiwania w nim samotnej Natalii przekształcił się ni stąd, ni zowąd w pokój stołowy? I musiała w nim mieszkać "kątem"? Przecież zawsze stołowali się w kuchni, hmmm...?
            • j_a_ch Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 06.06.13, 17:27
              >w jakim celu ów zielony pokój TYLKO na czas zamieszkiwania w nim samotnej Natalii przekształcił się ni stąd, ni zowąd w pokój stołowy? I musiała w nim mieszkać "kątem"? Przecież zawsze stołowali się w kuchni, hmmm...?

              No bo to tak pięknie pasuje do obrazka ciotki-starej-zdziwaczałej-panny-która-pisze-wiersze-i-pomieszkuje-KĄTEM-w- pokoju-i-żaden-dzidziuś-na-nią-nie-czeka.
              A potem tadam, pojawia się rycerz Robroj i bidulka jest uratowana.
            • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 06.06.13, 20:22
              Chyba jeszcze na wszystkie rodzinne imprezy przenoszono się z kuchni do zielonego pokoju, na pewno było tak z imieninami Ignacego w Kwiecie Kalafiora.

              Pokój zielony generalnie był uważany za ten najbardziej reprezentacyjny, w którym powinno się przyjmować gości. I tak na przykład korzystając z nieobecności Natalii Róża uczy się chemii z Fryderykiem właśnie tam. Gdyby tak Natalia akurat pokłóciła się z Filipem, złapała chandrę i zamarzyłoby jej się wrócić do siebie, skulić w kłębek pod kocem, zapalić świeczki zapachowe i słuchać muzyki albo też pod tym kocem czytać książkę i w pojedynkę pochłonąć tabliczkę czekolady, to musiałaby z tym poczekać, aż Pyza skończy celebrować wigilię zaręczyn.

              Potem mija rok, a Natalia dalej się tam kisi i cieszy się, kiedy ma choć chwilę samotności. Pieniądze zarobione na kawalerkę wchłonęła czarna dziura...
              • taka_prawda500 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 06.06.13, 23:25
                > Potem mija rok, a Natalia dalej się tam kisi i cieszy się, kiedy ma choć chwilę
                > samotności. Pieniądze zarobione na kawalerkę wchłonęła czarna dziura...

                A przeskakując w czasie, pieniądze przeznaczone darowizną przez ciotki dla Róży na mały domek obok Patrycji też w tej samej dziurze wylądowały ;-P
                • 3piota Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 06.06.13, 23:45
                  > A przeskakując w czasie, pieniądze przeznaczone darowizną przez ciotki dla Róży
                  > na mały domek obok Patrycji też w tej samej dziurze wylądowały ;-P

                  A nie wszystkie!
                  Pałysów pieniądze zostały wydane na brzemienną w skutkach podróż do Brazylii.
                  Mnie trochę dziwi , że ten Pałys tak nikogusieńko w USA nie zostawił żeby się tam w odwiedziny przelecieć, chociaż tam się urodził.
                  Żadnego kuzynostwa, kumpli, no pustynia.
                  • croyance Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 23.09.13, 15:27
                    Ja w zyciu nie wierze, ze mlody Amerykanin - jakim de facto jest Marek - chce mieszkac w suterenie z tesciami nad glowa.
                    • dakota77 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 23.09.13, 15:34
                      Mnie przede wszystkim ciezko uwierzyc, ze mlody Amerykanin chce pracowac w szpitalu w demoludach, bo to kraj przodkow :)
      • mika_p Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 23:30
        > Był środek nocy, a ona jeszcze nawet nie położyła się do łóżka. [/i]
        > Mam trochę inne wyobrażenie środka nocy :-)

        Przypominam, ze to dom, gdzie są dwie dziewczynki wstające rano do szkoły i robiące hałas, oraz ich matka, która nie powinna chodzić, więc ktoś tym dziewczątkom śniadanie robi. I jak wszyscy śpią między 21 a 22, to północ jest środkiem nocy.

        > odziana w obszerną piżamę
        > Po co zakłada „obszerną” piżamę, skoro umiera z gorąca?

        Po to:
        > Najstarsza panna, czyli ciotka Natalia, pomieszkiwała boczkiem w zielonym
        > pokoju stołowym


        Poza tym, może tak woleć. Ja w najgorsze upały śpię w piżamie z długimi rękawami i nogawkami, bo nie lubię, jak mi się skóra do skóry klei.
        • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 04.06.13, 23:47
          Offtopicznie:

          > więc ktoś tym dziewczątkom śniadanie robi.

          A właściwie jak je robi? Rozumiem, że dziesięcio- i trzynastolatkę można przypilnować, żeby zjadły śniadanie, ale co trzeba za nie zrobić? Czy same nie mogą sobie zmieszać płatków z mlekiem albo posmarować kromki chleba serkiem?

          A propos, rozbawił mnie ten fragment Córki Robrojka :

          – To ja robię śniadanie. Jogurt z płatkami?
          – Może być.


          No, to się narobiła :-)
          • dakota77 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 08:33
            melomanka87 napisał(a):

            >
            > A propos, rozbawił mnie ten fragment Córki Robrojka :
            >
            > – To ja robię śniadanie. Jogurt z płatkami?
            > – Może być.

            >
            > No, to się narobiła :-)

            No ale w sumie co w tym dziwnego? Tez bym powiedziala "robie sniadanie". Nie rezerwuje tego wyrazenia dla jakichs skomplikowanych figur kulinarnych.
            • melomanka87 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 14:12
              A gdyby mnie ktoś powiedział "To ja robię śniadanie", wyobraziłabym sobie, że robi dla mnie jajecznicę, tosty, budyń et cetera. Widząc płatki z jogurtem bym się rozczarowała, no bo skoro chodziło tylko o wyjęcie jogurtu i postawienie na stole płatków, to po co było mi to obwieszczać? :-)
              • dakota77 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 05.06.13, 14:28
                Hm, gdyby ktos mi powiedzial ze robi sniadanie, zapytalabym co planuje zrobic, wiec raczej nie bylabym zaskoczona efektem ;-)
      • ratonlaveur220 Re: Moje irytacje w Nutrii i Nerwusie 29.12.14, 17:06
        "(...)
        Więc odeszła, tak jak stała, w białej sukience z kretonu, zbryzganej truskawkową posoką od kolan aż do pasa.

        Natomiast na stopy i łydki założyła uprzednio szpitalne foliowe ochraniacze. "
        Ale to sukienka byla spryskana od kolan do pasa, lydki nie sa opisane. Jesli sukienka siegala tylko do kolan, to sie zgadza :)))
        BTW, za kazdym razem, jak czytam te scene, przypomina mi sie humor zeszytow: "Krzyzak byl uzbrojony od stop do kostek" :P)))
    • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.06.13, 21:49
      Taka tam sobie irytacyjka ze "Sprężyny". Gramatyczny Potwór Łusia używa takich słów jak pleonazm, czy anachronizm, rzuca zwrotami łacińskimi, jak spiritus movens, pochodzi z domu, w którym łacina szaleje dookoła niczym pożar buszu, a nie potrafi zapamiętac prostego nazwiska Fidelis i robi z niego Witalisa. Tak sie nie da, albo Łusia jest nad wiek rozwinięte Grammar Nazi, z wstrząsająco bogatym słownikiem, albo "Fidelis" to dla niej trudny wyraz. Taż to niedbałość na miarę opka z blogaska.
      • lululemon12 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.06.13, 22:21
        Jakoś mnie to szczególnie nie uderzyło, sama maniacko mylę nazwiska wykładowców ;) Chociaż Łusia faktycznie wygląda na kogoś, kto takie rzeczy starannie kaligrafuje na pierwszej stronie zeszytu. Może Naszpan sepleni?
        • nessie-jp Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.06.13, 23:21
          lululemon12 napisał(a):

          > Jakoś mnie to szczególnie nie uderzyło, sama maniacko mylę nazwiska wykładowców
          > ;) Chociaż Łusia faktycznie wygląda na kogoś, kto takie rzeczy starannie kalig
          > rafuje na pierwszej stronie zeszytu.

          Ale w ogóle
          • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 06:35
            To mylenie nazwiska odbieram jako kolejny element rodem wprost ze slapsticku, jakoby konieczny do napędzenia osi intrygi, nie doszukiwałabym się tutaj prawdopodobieństwa. W kolejnej książce może nas czekać "zabawna" przebieranka, chłopak będzie udawał dziewczynę lub odwrotnie, nikt się nie zorientuje, ubaw po pachy. Zresztą przebieranka, tylko, ze nie z zamianą płci, już była.
            Może MM przestudiowała stare komediowe chwyty z epoki Flipa i Flapa i jedzie na nich: upadek z drabiny, wieczne bijatyki, polewanie wodą, potykanie się i przewracanie, "zapominanie " o płaceniu za drzewka, uwiezienie sukni i inne drobiazgi. Tyle, ze teraz to nikogo nie śmieszy.
          • lululemon12 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 09:54
            nessie-jp napisała:

            > Ale w ogóle
            • iwoniaw Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 14:24
              No proszę Cię, toż w rodzinie B. niemowlęta już są "oblatane w łacinie", a ich pierwszym wypowiedzianym słowem jest "Sulla" - nie wierzę, że w tych warunkach nawet upośledzone dziecko nie skojarzy nazwiska semper-fidelisa, tylko będzie je przekręcać na lisy-witalisy.
              • j_a_ch Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 15:25
                Mnie to mylenie się Łuśki wygląda na takie puszczanie oka do czytelnika. Niby wunderkind, ale jednak wciąż kind, hahaha, nieprawda.
                Niby pozjadała wszystkie rozumy, ale usilnie trzeba pilnować jej ciągłego udziecinniania, żeby nie wyszła postać zbyt już dorosła. W wyniku tych zabiegów powstał potworek - stara maleńka z okresami niedorozwoju.
            • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 16:52
              lululemon12 napisał(a):

              > nessie-jp napisała:
              >
              > > Ale w ogóle
              • lululemon12 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 19:54
                Odświeżyłam sobie początek Sprężyny i już chyba wiem, skąd moje wrażenia. Po myleniu przez oczytane ponoć dziewczę pieczary z pieczarką zamiana Fidelisa na Witalisa to mały pikuś. Zwłaszcza, że ludzie czasem przedstawiają się niewyraźnie. Ale powtórzę jeszcze raz: też uważam, że szopka z nazwiskami jest naciągana.
                • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 19:57
                  lululemon12 napisał(a):

                  > Odświeżyłam sobie początek Sprężyny i już chyba wiem, skąd moje wrażenia. Po my
                  > leniu przez oczytane ponoć dziewczę pieczary z pieczarką zamiana Fidelisa na Wi
                  > talisa to mały pikuś. Zwłaszcza, że ludzie czasem przedstawiają się niewyraźnie
                  > . Ale powtórzę jeszcze raz: też uważam, że szopka z nazwiskami jest naciągana.

                  Ludzie przedstawiają się niewyraźnie, ale ten konkretny egzemplarz jest nauczycielem. Nauczyciele zaś przedstawiają się uczniom bardzo wyraźnie i jeszcze na ogół piszą swoje nazwisko na tablicy, tak, żeby każdy mógł je poprawnie wpisać w dzienniczku ucznia. Łusię wtórny analfabetyzm sieknął?
                  • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 20:10
                    Oj, nie wszyscy. Niektórzy wypowiadając swoje długie nazwisko z każdą sylabą opuszczają głowę coraz niżej i ostatnią mamroczą do podłogi. Na pierwszym roku miałam zajęcia z profesorem Borysławskim, który nie zapisał swojego nazwiska na tablicy i potem każdy miał inny pomysł, jak on się nazywa - Bolesławski, Bonusławski...
                    • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 20:16
                      melomanka87 napisał(a):

                      > Oj, nie wszyscy. Niektórzy wypowiadając swoje długie nazwisko z każdą sylabą op
                      > uszczają głowę coraz niżej i ostatnią mamroczą do podłogi. Na pierwszym roku mi
                      > ałam zajęcia z profesorem Borysławskim, który nie zapisał swojego nazwiska na t
                      > ablicy i potem każdy miał inny pomysł, jak on się nazywa - Bolesławski, Bonusła
                      > wski...

                      Na litość, ale my tu o nauczycielu z podstawówki! Maszpan nie jest wykładowcą akademickim, tylko uczy w podstawówce!
                      • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 22:09
                        Wiem, ale jak by się to miało przekładać na różnicę w przedstawianiu się?
                        • nessie-jp Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 22:58

                          melomanka87 napisał(a):

                          > Wiem, ale jak by się to miało przekładać na różnicę w przedstawianiu się?

                          Podstawy metodyki nauczania
                          • mankencja Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.13, 23:17
                            naszpan nie był od początkowego, to łusia wykazywała się tak wielkim geniuszem, ze chodziła na kółko dla klas 4-6. nie wiem, czy to coś zmienia, bo dawno temu postanowiłam trzymać się z daleka od nauczania kogokolwiek czegokolwiek i w tym postanowieniu trwam do dzisiaj. ale rzeczywiście nie przypominam sobie, by którykolwiek z licznych praktykantów prowadzących z nami lekcje w gimnazjum i liceum bełkotał albo mruczał pod nosem.
                            • nessie-jp Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.06.13, 00:13
                              mankencja napisała:

                              > naszpan nie był od początkowego, to łusia wykazywała się tak wielkim geniuszem,
                              > ze chodziła na kółko dla klas 4-6.

                              A, to jednak sporo zmienia. Bo skoro on nie był jej nauczycielem, tylko nauczycielem znanym wyłącznie z kółka, to niech będzie, że mogła się pomylić w tym nazwisku.

                              Czy teraz nadal tak jest, że klasy 1-3 (0-3?) prowadzi jeden nauczyciel/jedna nauczycielka od wszystkiego, a podziały przedmiotowe są dopiero od 4 klasy?
                              • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.06.13, 00:28
                                nessie-jp napisała:

                                > Czy teraz nadal tak jest, że klasy 1-3 (0-3?) prowadzi jeden nauczyciel/jedna n
                                > auczycielka od wszystkiego, a podziały przedmiotowe są dopiero od 4 klasy?

                                Owszem, nadal tak jest.
                                • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.06.13, 06:12
                                  A czy nie jest tak, ze nazwiska nauczycieli są podawane rodzicom na zebraniu? Spis, kto czego uczy, łącznie z opiekunami kółek. I wywieszone w szkole? Oraz na www. szkoły.
                                  W podstawówce mojej córki tak się praktykowało, znałam nazwiska wszystkich uczących.
                                  Inna rzecz, ze trzeba choć minimalnie interesować się dzieckiem, a nie tylko jego bon motami, by to poznać.
                                  • iwoniaw Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.06.13, 17:36
                                    Ano owszem, u nas też nazwiska nauczycieli są dostępne publicznie (strona szkoły choćby), ale także i u nas trzeba się choć minimalnie zainteresować i zerknąć ;-)
                                    Klasy 1-3 zaś mają nadal nauczycieli prowadzących tzw. kształcenie zintegrowane i osobnych od języka obcego, zajęć komputerowych i religii. Natomiast z całą pewnością zajęcia dodatkowe dla tej grupy wiekowej nie są tożsame z zajęciami dla klas starszych (4-6),
                              • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.06.13, 00:34
                                Oraz, Łusia stwierdza wprost, że Maszpan ma trudne nazwisko. Akurat dla niej, dziecięcia łaciną nasiąkłego, trudne ono być nie powinno.
    • girl_of_t Nutria i Nerwus bis 06.06.13, 14:26
      Dzień dobry, cześć i czołem!

      Muszę powiedzieć na wstępie, że "Nutria i Nerwus" stanowi dla mnie pewną zagwozdkę. Przez wiele lat to była moja ulubiona powieść cyklu, regularnie ją sobie powtarzałam w całości i fragmentach, itp., itd., w zasadzie przyjmowałam bezkrytycznie. W pewnym momencie (także dzięki Forum :)) pojawiła się refleksja, że coś nie halo z tym wysyłaniem dziewczynek z Natalią przez Gabę, coś nie halo z Filipem, i tak dalej.

      Natomiast odkąd zaczęłam dość często podróżować pociągiem na trasie Poznań - Toruń (zahaczającej o Inowrocław), nie mogą mnie przestać nękać dwa problemy:

      1. Realizm musierowiczowski aka gumiana czaso(przestrzeń).
      Otóż jak wiemy, dziewczęta wsiadają do pociągu ok. 17 w Poznaniu. Niemal natychmiast zaczyna się afera z Nerwusem, przykuwanie kajdankami. Dość szybko pojawia się konduktor, zabiera Nerwusa. Natalia się wypłakuje (szczerze mówiąc - nawet się tu nie dziwię), a dziewczynki w tym czasie (którego, wg narratora "musiało minąć sporo") zjadają całą wałówkę, wypijają wszelkie napoje, rozwiązują wszystkie rebusy w Rewii współpasażera (który musiał zdążyć zasnąć). Następnie mamy wycieczkę do toalety (z której korzystają wszystkie trzy), do Warsa (jedna porcyjka parówek, druga porcyjka parówek, sprite, ciastka), powrót do wagonu, odkrycie Nerwusa. Paniczna wysiadka na stacji Inowrocław.

      I to wszystko długo mieściło mi się w wyobraźni bez problemu, bo zawsze wydawało mi się, że z Poznania do Inowrocławia jest kawał drogi.
      A potem odkryłam, że pociąg tę trasę pokonuje w ok. PÓŁTOREJ GODZINY.

      Jakim cudem? Już nawet pomijając rozwiązywanie rebusów - jakim cudem Róża i Laura w ciągu półtorej godziny wciągnęły tyle jedzenia i napojów? Trzynastolatka nie jest w stanie przemyśleć, że jeśli spożyje wszystko tuż po wyjeździe, to w dalszej części podróży nie będzie co jeść i pić? Czy przed wyjazdem nie jadły żadnego obiadu, że tak się rzuciły na to jedzenie?
      Naprawdę nie wiem, czemu Natalia się potem dziwi, że Laura wymiotuje - to najbardziej realistyczny element fabuły.

      Pomińmy tu milczeniem pomysł wyekwipowania dziewczynek na kilkugodzinną podróż pociągiem w słodko-lepiącą Fantę i kupowanie im potem Sprite'a - w UPALE - najwyraźniej "wieloletnia turystka" i jej siostra po prostu nie mają za grosz rozsądku w tym temacie. Dobrze, że dziewczyny wysiadły, gdzie wysiadły, bo do Gdyni byłoby cięzko.

      2. I… no właśnie - dlaczego one jechały aż do Inowrocławia?
      Skoro Natalia wie, że Nerwus planuje je ścigać do Gdyni - czy nie miałoby więcej sensu właśnie, żeby już wcześniej przemyśleć sprawę i pokrzyżować mu szyki, wysiadając jak tylko się da - i wrócić do Poznania? Pociąg zatrzymuje się już w Gnieźnie. Może logistycznie jest to ryzykowne (bo Nerwus może zauważyć i też wyskoczyć), ale na dworcach często kręci się policja czy inna straż ochrony kolei. Można by natychmiast znaleźć budkę, zadzwonić do Poznania, żeby próbowali złapać telefonicznie Bernarda [z Łeby do Gdyni jedzie się niecałe 2 godziny, więc raczej jeszcze nie wyjechał] i poczekać na pociąg do Poznania. Dziewczynki niech zostaną na Roosevelta - Laurze i tak zaraz objawi się ospa, a i tak to dzięki jej wyczynowi (informowanie Filipa) impreza się posypała - a Natalia jeśli chce, niech choćby rusza w świat autostopem. Albo i siedzi w domu "pod skrzydła[mi] Gabrysi i pod solidny[m] klucz[em] patentowy[m]", jak sobie potem układa.
      Rzecz jasna, to jest takie rozsądne rozwiązanie, które wymagałoby od Natalii szybszego ogarnięcia siebie i sytuacji, zdecydowania, czego chce i postawienia na swoim. (Późniejsza rezydentka na Cyprze, panie i panowie.)

      Oczywiście, wtedy by nie było akcji powieści ;))


      I przy okazji jeszcze jedna pociągowa irytacja - nie pojmuję, w jaki sposób Gabrielę mogło ledwo być stać na fundowanie dziewczynkom późniejszych przejazdów do Pobiedzisk: bilety ulgowe Poznań - Pobiedziska kosztują dosłownie kilka złotych (podróż trwa niecałe pół godziny).
      • melomanka87 Re: Nutria i Nerwus bis 06.06.13, 22:12
        Gumiana czasoprzestrzeń wiecznie żywa.
        • sushi1444 Nutria i Nerwus: zachowanie Laury 07.08.13, 18:32
          Hej! Na początku chciałam się się z Wami wszystkimi przywitać:) Również czytuję Jeżycjadę i bardzo się cieszę, że natrafiłam na to forum. Bardzo lubię czytać różne Wasze wypowiedzi, bo pozwalają mi spojrzeć na cały cykl " z różnych stron", że tak powiem. Różne punkty widzenia, różne (niekiedy bardzo ciekawe) interpretacje i spostrzeżenia.
          Ad rem: Jeśli chodzi o Nutrię o Nerwusa: ogromnie, ale to OGROMNIE irytowała mnie bezkarność Laury i to, na jak wiele sobie pozwalała i również to, z jaką łatwością omijała konsekwencje swojego zachowania. Dziwi mnie tez, że Natalia (choć z natury łagodnego usposobienia, wrażliwa, cicha, nieskłonna do sporów i tak dalej) w ogóle na to nie zareagowała (poza pełnymi wyrzutów spojrzeniami w pociągu, czy gorzką kwestią : "Dziękuję, Tygrysku). Nie dość, że smarkata rozwaliła rodzinie wyprawę, naraziła ciotkę i siostrę na stres, to jeszcze potem miała do nich pretensje, robiła histerie i awantury, a Natalia jeszcze się przed nią tłumaczyła i czuła wyrzuty sumienia?! Gdyby moja siostrzenica odstawiła podobną scenerię, na pewno poniosła by tego konsekwencje. A tu nic, zero odzewu: Natalia nic nie robi na ten temat, a po przyjeździe dziewczyn z Pobiedzisk przypuszczam, że też nie było by żadnej reprymendy, bo Laurze wszystko zdaje się uchodzić płazem.
          Ten motyw z podstępkiem Laury i jej bezczelnym, aroganckim zachowaniem zirytował mnie chyba najbardziej.
          • yo-a-ko Re: Nutria i Nerwus: zachowanie Laury 08.08.13, 10:13
            Witaj, Sushi :-)

            Podzielam Twoją irytację.
            A szczególnie mnie drażni, gdy Natalia mówi Pyzie - rozżalonej i dotkniętej po tym, gdy Laura "wykrzaczyła" jej opowiadanie dowcipów - że sprawianie, iż inni czują się głupsi "to taka właściwość Tygryska" (czy jakoś tak) i najlepiej będzie, jak Róża Laurze wybaczy. A to ostatnie, jak rozumiem, oznacza udawanie, że nic się nie stało. Nie wiem w sumie, jakie byłoby najlepsze wsparcie i rada dla Pyzy w tej sytuacji (obietnica zapisania na warsztat asertywności? :-))), ale to, które miało miejsce, irytuje mnie bardzo.
      • 3piota Re: Nutria i Nerwus bis 06.06.13, 23:27
        > I przy okazji jeszcze jedna pociągowa irytacja - nie pojmuję, w jaki sposób Gab
        > rielę mogło ledwo być stać na fundowanie dziewczynkom późniejszych przejazdów d
        > o Pobiedzisk: bilety ulgowe Poznań - Pobiedziska kosztują dosłownie kilka złoty
        > ch (podróż trwa niecałe pół godziny).

        Ale gdy jechały z Nutrią nad morze, Grzegorz za granicą prawdziwe pieniądze zarabiał, to i Gaba się szastała jak milionerka.
        Stypendium się skończyło, forsa się skończyła to sio! Do ogródka w Pobiedziskach!

        Ja z kolei nie mogę się nadziwić czemuż ta Gaba taka w gorącej wodzie kąpana. Lamentuje, że dzieci nigdzie na wakacje nie jadą, a przecież te wakacje dopiero się rozpoczynały. Gdyby to już było Matki Boskiej Zielnej - no to ok, schyłek wakacji a tu żadnych perspektyw. Ale jojczyć już na Świętego Jana i na siłę wypychać córki z domu to gruba przesada. Zwłaszcza, że jedna z nich świeżo po chorobie i ta durnowata baba mogłaby przypuszczać, że druga też mogła się zarazić i poobserwować ją kilka dni. Ona się tych córek gorliwie pozbyć chciała.
        A tak przy okazji - ta Pyzunia naprawdę jest cofnięta. Nawet choroby wieku dziecięcego imają się jej później bo w 13. roku życia.
        • buka_z_muminkow Re: Nutria i Nerwus bis 28.12.13, 19:51
          Choroby wieku dziecięcego można miec także w wieku dorosłym, jeśli w dzieciństwie się nie przytrafily.

          A co do Pyzy, to moim zdaniem autorka zapomniała (na wiele lat) w jakim wieku jest ta postać. Róża opisywana jest tak, jakby była rok starsza od Laury, nie więcej. MM potrzebowała duetu dziecięcego (takiego, jak wcześniej Roma i Tomek oraz Pulpa i Nutria), który by wprowadzał do powieści typowo dziecięce wątki o zabarwieniu humorystycznym. A może nie zapomniała, tylko miała nadzieję, że czytelnicy się nie zorientują i dlatego przez długi czas nie ma słowa o tym, w jakim wieku jest Róża.

          Mam wrażenie, że MM ocknęła sie dopiero przy okazji Imienin, bo potrzebna jej była kolejna nastolatka-główna bohaterka.
        • reveiled Re: Nutria i Nerwus bis 29.10.15, 12:44
          Ja tez sie zastanawiam czy w tej sytuacji (niemozliwosc wstawania, niemowle) nie lepiej byloby dla Gaby zatrzymac w domu jesli nie obie dziewczynki to przynajmniej 13-letnia Pyze - moze nie na cale wakacje, bo szkoda dzieci, ale na jakis czas... Nie wypowiadam sie na temat maloletniej I postrzelonej Laury, ale jednak Pyza na tym etapie to chyba brdziej pomoc niz obowiazek...
          • reveiled Re: Nutria i Nerwus bis 29.10.15, 12:46
            Chociaz jesli nadal trzeba jej wycierac buzie po jedzeniu to moze nie :p
      • zsemle Re: Nutria i Nerwus bis 10.02.14, 09:36
        > Pomińmy tu milczeniem pomysł wyekwipowania dziewczynek na kilkugodzinną podróż
        > pociągiem w słodko-lepiącą Fantę i kupowanie im potem Sprite'a
        Też mnie to uraziło, mimo że na podstawie własnego doświadczenia częściowo popieram pomysł napicia się Fanty — latem tak mam, że chleję wodę butlami i ona od razu ze mnie się wyparowuje, więc zażywam trochę jakiegoś napoju smakowego, aby został mi w żołądku i abym miała uczucie, że się napiłam.
        Ale jeść parówki w pociągu — to już przechodzi moją wyobraźnie. Mogły jeszcze jogurtem zapić, aby na pewno się zatruć i urozmaicić akcję.
    • kopiec_esmeralda Szorowanie wanny 14.06.13, 16:35
      Byłam dziś na małej przebieżce i przy okazji nazbierałam trochę grzybów, po powrocie wykąpałam się. I uświadomiłam sobie, ze to słynne umęczające Milę "szorowanie wanny" to jakiś wymysł, zawsze myję ją bezpośrednio po kąpieli, jak i TŻ - to jest przecież pół minuty przetarcia szmatką. I żadnego szorowania. W jakim stanie musiałaby być ta wanna, by ją aż szorować? Wieloletnie osady? Pokłady kamienia? Albo kąpiący się byli wytarzani w pyle kopalnianym? Jeśli córki po sobie nie doprowadzały wanny do stanu porządku, to i tak nie są to pokłady brudu do szorowania, wystarczy szmatka z Ludwikiem (był tam używany) i już. Minuta roboty. Pamiętam czasy, gdy nie było tych wszystkich środków łazienkowych, a wanna była żeliwna emaliowana, też mozolnego szorowania nie było.
      • meduza7 Re: Szorowanie wanny 14.06.13, 17:55
        U mnie natomiast szorowanie wanny należało do stałych punktów programu sobotniego sprzątania. Należało ją obficie posypać proszkiem i starannie, miejsce koło miejsca, wyszorować - niezależnie od tego, że wcale nie była zapuszczona. Więc może też Mila szorowała wannę "bo tak trzeba", a nie z rzeczywistego brudu...
        (tak jak w rodzinie Stirlingów sprzątano czyste pokoje)
        • kopiec_esmeralda Re: Szorowanie wanny 14.06.13, 18:18
          No to jest możliwe, u moich sąsiadów np. przed świętami odbywa się rytualne mycie okien, generalne porządki itp. Wielu ludzi tak robi, bo to jakaś mobilizacja do większych porządków, ale akurat oni mają zawsze czyściutko i wymuskane, te okna myją chyba co tydzień, czy dwa, lecz przed świętami słyszę, że "jeszcze okna nie pomyte", które są tam zawsze i tak kryształowo czyste.
          Ale u Borejków tak czysto nie było...
          Ostatnio przeglądając kilka tomów zauważyłam "miły nieporządek" (Borejki) i "miły porządek" (Rojki), czyli co u "naszych", to miłe, a co u wroga, to wraże (zimna kuchnia u Ewy Jedwabińskiej, sztywne coś tam u Stągiewki). Ciekawe, jakby wyglądał opis mieszkania Pyziaka.
          • meduza7 Re: Szorowanie wanny 14.06.13, 18:38
            Faktycznie, mieszkania osób niesympatycznych charakteryzują się zwykle eleganckim wystrojem oraz pedantycznym porządkiem (Matylda, Ewa). Hmmmm... czy w takim razie mieszkanie Idy też celowo opisywane jest jako eleganckie, wysprzątane, lśniące itd.?
            • rannie.kirsted Re: Szorowanie wanny 17.06.13, 15:34
              a skad, IDa to przeciez juz jest wieki po Matyldzie i Ewie, autorka pewnie zdarzyla zapomniec, co w jej wczesniejszych ksiazkach oznaczalo "wymuskany lokal czteroizbowy". teraz takie opisy maja zaswiadczyc o tym, ze kuriozalny pomysl zamieszkania w suterenie wcale nie byl kuriozalny, a wrecz przeciwnie- ze przy uzyciu lugu, tony bialej farby, lakieru i zarowek 100 watowych, w piwnicy mozna uzyskac "wymuskane" apartamenta. a to, ze przez okna widac buty i lydki przechodniow, to juz drobiazdzek:)
        • bupu Re: Szorowanie wanny 14.06.13, 18:18
          meduza7 napisała:

          > U mnie natomiast szorowanie wanny należało do stałych punktów programu sobotnie
          > go sprzątania. Należało ją obficie posypać proszkiem i starannie, miejsce koło
          > miejsca, wyszorować - niezależnie od tego, że wcale nie była zapuszczona. Więc
          > może też Mila szorowała wannę "bo tak trzeba", a nie z rzeczywistego brudu...
          > (tak jak w rodzinie Stirlingów sprzątano czyste pokoje)

          To się łapie do kategorii "samoumartwianie". A duch Matki Polki Poświęconej nad tym polata.
      • paszczakowna1 Re: Szorowanie wanny 17.06.13, 11:42
        >W jakim
        > stanie musiałaby być ta wanna, by ją aż szorować? Wieloletnie osady? Pokłady ka
        > mienia?

        Mógł być kamień, albo zniszczona emalia - wtedy to faktycznie ciężko domyć, bo powierzchnia jest porowata. U mnie w domu rodzinnym raz w tygodniu szorowało się wannę i nie była to czynność zbędna. Ale u MM motyw skrobania i szorowania w ogóle nazbyt często się pojawiał (te nieszczęsne patelnie).
      • rannie.kirsted Re: Szorowanie wanny 17.06.13, 15:31
        nie no, odbywalo sie sobotnie porzadne szorowanie wanny. to nie chodzilo o to ze przez caly tydzien ona byla brudna:D, tylko zeby w sobote wyszorowac ja do super bialosci:D cos jak polerowanie sreber, ktore normaknie sa czyste, ale czasem wystepuje potrzeba zeby sie eksstra blyszczaly. dodam jeszcze ze w latach 70 te wszystkie proszki do lazienek byly duzo gorsze niz teraz, te ixi, jawoxy - smierdzialy okrutnie i nie mialy wybielaczy ( w odroznieniu od dzisiejszych ajaxow, cifow i domestosow wreszcie). takze faktycznie trzeba bylo sie troche bardziej przylozyc, zeby te wanne wypucowac.
        • ananke666 Re: Szorowanie wanny 17.06.13, 17:13
          No i jeszcze jedno. Dzisiaj mniej powszechne jest używanie mydeł w kostce, większość kupuje "mydła" w płynie, rozmaite płyny czy żele pod prysznic, przeważnie oparte na SLES, a nawet jak nie, to one nie zostawiają charakterystycznego mydlanego osadu. Mycie wanny po sobie miałam wpojone, ale i tak w mieszkaniu rodziców starą emaliowaną wannę należało od czasu do czasu porządnie wyszorować. Dzisiaj już tego nie robię, wystarczy dyżurna gąbka do sanitariatów i odrobina byle czego, nawet i "mydła" z dozownika na umywalce, żeby wanna - nowsza, zdecydowanie mniej porowata - była czysta.
        • nessie-jp Re: Szorowanie wanny 17.06.13, 19:33
          > dodam jeszcze ze w latach 70
          > te wszystkie proszki do lazienek byly duzo gorsze niz teraz, te ixi, jawoxy

          Skrzat był. Miły zapach, poziomkowy kolor, bardzo dobrze czyścił.

          Sądzę, że to Milenijne szorowanie wanny miało pokazać, że nikt oprócz niej palucha nie zagnie, żeby po sobie wannę umyć. Tylko ona musiała codziennie szorować po wszystkich, w dodatku po praniu (płukaniu).
      • klawiatura_zablokowana Re: Szorowanie wanny 07.08.13, 20:00
        Może to zależy od lokalu. Mieszkałam w kamienicy wiele lat i nie tyle o samą wannę chodziło, co o rozmaite szpary, w których zbierał się brud, bo łazienki kamieniczne są wilgotne i nigdy dobrze nie schną, więc w takich szczelinach wszystko przykleja się doskonale. Myło się to dosyć pieczołowicie. Obecnie użytkuję łazienkę w bloku, wanna jest akrylowa, spryskuję wszystko sprayem do kabin prysznicowych, zostawiam na trochę i spłukuję. Szorowania od kilku lat nie przeprowadzono :) No ale w bloku sucho jak pieprz.
        • kopiec_esmeralda Re: Szorowanie wanny 08.08.13, 06:20
          Ja też mieszkałam w kamienicy krakowskiej przez wiele lat, ale było tam sucho, a w łazience duże okno, wietrzyło się. Wanna była chyba stuletnia, archaiczna, żeliwna, emaliowana, na lwich nogach - i po pierwszych odszorowaniach po poprzednich lokatorach, już nie trzeba było szorować, wystarczyło umyć.
          Btw, mieszkałam też w bloku z wlk płyty i obecnie w domu wolnostojącym, ciekawe, jak zakwalifikowałaby mnie nasza ulubiona altorka? Plebs, dorobkiewicz?
          Nawiasem mówiąc, tamta kamieniczna wanna była najlepsza z wszystkich, wielka, głęboka i piękna, żal mi jej.
      • buka_z_muminkow Re: Szorowanie wanny 28.12.13, 19:19
        Kiedyś nie było cifów i innych takich, tylko proszek do szorowania (który jest także i obecnie, ale mniej popularny). Także dla mnie to szorowanie wanny oznaczało, że mama Borejko czyściła wannę z użyciem detergentu - i tyle. A że detergenty były kiedyś słabsze, niż dziś, to pewnie więcej nakładu pracy to kosztowało, niż obecnie.

        Inna sprawa, że wystarczy chociażby zrobić pranie ręczne farbujących rzeczy, aby dookoła wnętrza wanny, na poziomie tafli wody, powstała smuga takiego koloru, jakiego było pranie. I nie wystarczy przepłukać tego wodą, najlepsza jest szorstka gąbka i wspomniany proszek. Nie wiem, czy zależy to od faktury wanny czy tworzywa, z jakiego jest wykonana - bo na wannie robi mi się to zawsze (nie jest idealnie gładka, ma maleńkie rowki i jakieś inne nierówności), natomiast w umywalce nigdy się z tym nie spotkałam. Także zakładając, że każda z 6 osób w rodzinie weźmie kąpiel + zostanie zrobione pranie ręczne z 2 razy w tygodniu, taka wanna po np. tygodniu nie będzie wyglądała czysto, nawet, jeśli każda osoba po użytkowaniu opłucze ją bieżącą wodą.

        Nigdy mnie nie dziwiło, że wanne u Borejków trzeba "szorować", dziwiło mnie natomiast, że tak nieskomplikowanej czynności porządkowej nie wykonują na zmianę starsze Borejkówny.
        • zla.m Re: Szorowanie wanny 28.12.13, 21:44
          buka_z_muminkow napisał(a):

          > Nigdy mnie nie dziwiło, że wanne u Borejków trzeba "szorować", dziwiło mnie nat
          > omiast, że tak nieskomplikowanej czynności porządkowej nie wykonują na zmianę s
          > tarsze Borejkówny.

          Ja od pierwszego czytania uważam, że one miały to w jakiejś "rozpisce obowiązków", tylko się skutecznie wymigiwały, a Mila dochodziła do wniosku, że łatwiej umyć wannę niż się z pannicami użerać (w KK Gabrysia wspomina tę scenę i myśli: "„Ale dlaczego?-pomyślała nagle Gabriela ze zdumieniem. -Dlaczego to nie ja szorowałam wtedy tę wannę?”)

          Inna sprawa, że teraz, z dorosłej perspektywy uważam, że nie była to jednak wina córek, tylko matki - która tak je wychowała i na to im pozwalała (bo NAPRAWDĘ łatwiej jest umyć wannę).
          • bisturi Re: Szorowanie wanny 30.12.13, 14:37
            dzięki Ci, o dzięki za słowa pociechy :) Że to nie tylko ja taka niewydolna. Rzeczywiście łatwiej samej umyć ale co robić..trza się użerać, żeby dzieciaki nie skończyły jak patologia jaka.
        • guineapigs Re: Szorowanie wanny 29.12.13, 19:00
          Mnie sie zdaje, że Ty tu mówisz o tzw. tarciu, czyli wpływie powierzchni. Ma to sens jesli Twoja wanna jest zrobiona z czegos innego, niz umywalka - z czegoś mniej 'gładszego'. I stad ta obserwacja. I chyba tak zazwyczaj jest - umywalki sa zrobione z czegoś co jest bliziutkie porcelanie, wanny - to jakis stop pokkryty czyms, ale mniej gładszy niz umywalka.
          mamy tez oczywiście czynnik czasu - pojecia nie mam, co się stanie, jesli na takeij samej powierzchni, tzn. o takim samym współczynniku tarcia, potrzymamy tak samą brudna wodę t1 = 5 min i t2 = 2 godziny (i jakoś mam za lichego ducha, by dla celów nauki trzymac brudy 2 godziny) . czy zostanie osad, jaki osad i czym go usunąc?
          Swoja drogą, bardzo ciekawe obserwacje, a wręcz doświadczenie. Może Żaczek sie wypowie.
    • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 01:39
      Czy ktoś już pisał o gumie do żucia? A może ja sama pisałam? To się najwyżej powtórzę. Bohaterowie Jeżycjady, również tej wczesnej, najwyraźniej nie są w stanie pozbyć się gumy z ust w jakiś dyskretny i elegancki sposób. Kreska z rozmachem wypluwa w garść, Patrycja wypluwa gumę prosto na czubek buta Marcelka, Laura, która "Następnie wyjęła z ust kulkę gumy i z rozmachem przykleiła ją do filiżanki po herbacie"... Yyyyy...
      (ciekawe, czy potem odkleiła, czy zostawiła do zaschnięcia i tak wstawiła do zmywarki, czy może powtórnie wykorzystała...)
      • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 08:36
        To jest wyjątkowo niesmaczne i w moim pojęciu zupełnie zbędne. Jeszcze w przypadku Pulpy, to plucie w Marcelka miało być chyba wyrazem pogardy (dość osobliwym i nie najlepiej świadczącym o jej dobrym wychowaniu). Ale Laura przyklejająca gumę do filiżanki? Po co? Może to miało być zabawne.
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 08:55
          To chyba miał być taki drobny realizm, dla mnie też jet paskudne, nie znam nikogo w swoim otoczeniu, kto plułby gumą, czy czymkolwiek. A Borejczanki są pokazane jako dobrze wychowane i z kulturalnego domu.
          • 1marianna22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 12:23
            Gdyby MM uwzględniała wszystkie wasze uwagi, toż to dopiero Borejczanki byłyby wzorem cnót, gumą by nie pluły, nie robiły uwag gościom (ta głupia Łusia nie umie się zachować , nie wie co wypada, wstyd) , zabójczo to byłoby ciekawe, po każdym niewłaściwym zachowaniu dziecka następowałyby długie tyrady wychowawcze, łopatologiczne rzecz jasna , by nieokrzesany czytelnik z być może patologicznego domu zrozumiał, że przemoc jest zła, zła, zła i nikomu przypadkiem nie przywalił garnuszkiem (gdyby mu przyszło do głowy, że takie jest wzorcowe zachowanie, bo czemu by mu miało nie przyjść, dziecko to przecież).Jednakowoż nie są wzorem cnót (zawsze miały trochę problem z tym co wypada, np. małe Borejkówny nie umiały zachować się przy stole i to w starej jeżycjadzie), a gdyby były to obawiam się nie mielibyśmy do czynienia z powieścią dla młodzieży tylko utopią jakąś czy co.
            • kooreczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 12:43
              Przynajmniej realia zgadzałyby się z deklaracją.
              Naprawdę uważasz, że objadanie się przy stole 6 letnich dzieci to ten sam kaliber co chamskie odzywki 12 latki, które od biedy można by usprawiedliwiać ciężkim upośledzeniem?
              • 1marianna22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 13:32
                Naprawdę. Przemądrzałe odzywki dwunastolatki, to jeszcze nie jest ciężkie przestępstwo.
                • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 13:44
                  W takim razie ktoś powinien zwrócić jej uwagę dopiero kiedy dźgnęłaby Pyziaka nożem?
                  • 1marianna22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 15:00
                    W takim razie ktoś powinien zwrócić jej uwagę dopiero kiedy dźgnęłaby Pyziaka n
                    > ożem?

                    Niekoniecznie.

                    - Łusiu, przywitaj się ładnie - zwróciła jej uwagę babcia.
                    • lavanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 17:00
                      To tym bardziej potwierdza przyzwolenie dla niegrzecznego zachowania Łusi. Chyba że babcia kazała jej się przywitać z Pyziakiem i potem razem z resztą dorosłych wyparowała z kuchni.
                  • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 23.09.13, 15:34
                    Oj tam nozem, przeciez mu sie nalezalo, nawet dziecko to zauwazylo :-P
                • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 14:10
                  Tego typu "przemądrzałe odzywki" są oznaką braku kultury na poziomie elementarnym. A mamy napisane wprost, że Łusia była doskonale ułożona - "doskonale ułożone i inteligentne panienki, takie, jak Łusia"... Gdyby Łusia nie była pokazana jako dziewczę z manierami, tylko z ADHD, wtedy proszę bardzo, niech poucza dorosłych, wcina się w rozmowy, skacze po meblach.
                  • 1marianna22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 15:02
                    Czy będę bardzo trollowata jeśli poproszę o numer strony, na której jest o tej "dobrze ułożonej"? Muszę to zobaczyć na własne oczy,a nie chce mi się wertować całej książki.
                    • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 15:33
                      Sprawdź sobie sama, a tu ci cytuję:
                      Ale co tam dwulatek! -nawet doskonale ułożone i inteligentne panienki, takie jak Łusia...
                      Jeśli całą książkę czytałaś tak nieuważnie, jak opis wigilii, to może to jest przyczyną błędnego jej oglądu.
                      • 1marianna22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 15:41
                        Sprawdź sobie sama, a tu ci cytuję:
                        > Ale co tam dwulatek! -nawet doskonale ułożone i inteligentne panienki, takie
                        > jak Łusia...


                        Dziękuję, zaraz sprawdzę w opisie Wigilii.
                        Książkę czytałam w miarę uważnie i powtarzam, że kilkakrotnie, ale mimo wszystko nie nauczyłam się jej na pamięć. :D najpewniej dlatego, że nie jest mym hobby wyłapywanie niekonsekwencji autorskich.:/ upieram się, że mój ogląd nie jest błędny, a wy jesteście uprzedzone. najpewniej ze względu na to kołtuństwo i ksenofobię.
                        • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 17:32
                          >upieram się, że mój ogląd nie jest błędny, a wy jesteście uprzedzone. najpewniej ze względu na to kołtuństwo i ksenofobię.

                          Miłego upierania się życzę... i oczywiście, tak się tylko upewnię, masz na myśli kołtuństwo i ksenofobię opisywanych przez MM postaci?
                          • 1marianna22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 18:13
                            no przecież nie kołtuństwo i ksenofobię forumowiczek!
            • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.06.13, 13:03
              Jednakowoż plucie gumą jest nadal niesmaczne, a rzucanie słoikiem w dziecko (choćby miało kilkanaście lat i przyszło do domu podpite) jest nadal zagrożeniem jego zdrowia, a nawet życia, i nieważne, czy robi to osobniczka o nazwisku Borejko czy zupełnie inna osoba. Ktoś, kto się od takich zachowań powstrzymuje, nie jest wcale żadnym wzorem cnót, a po prostu jednostką, której znane są reguły cywilizowanego współżycia w społeczeństwie i która się do nich stosuje. A żeby nie wiem jak patrzeć, autorce wyszło tu coś zupełnie odwrotnego, skoro pomyliła obyczajowy troglodytyzm z luzem, a jakąś wściekłą furię z gniewem matki usprawiedliwionym okolicznościami przecież.
            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.09.13, 15:10
              Marianno, problem postrzegasz z nieco mylnego punktu. Otóż problemem nie jest fakt, że Borejkówny zachowują się źle - zachowania niewłaściwe zdarzały się bohaterkom jak długo Jeżycjada funkcjonuje. I nie chodzi też o to, by po każdym błędzie następowały perory i wykłady dydaktyczne. Problemem jest fakt, że Borejkówny zachowują się źle - a w komentarzu odautorskim mamy coś wręcz odwrotnego - czyli otrzymujemy przekaz, iż jeśli należysz do klanu Borejków możesz wszystko i to i tak będzie dobre. Owszem, w starej, dobrej Jeżycjadzie jest powiedziane, że młodsze pokolenie Borejkówien nie umiało się zachować przy stole - ale jest to napisane wprost, nie jako element zabawny czy dowcip, a po prostu stwierdzenie faktu - że panienki wykazywały ogromną erudycję, ale nie umiały się opanować na widok czekolady. Natomiast w McD mamy Józinka który przy stole [nie w lesie, przy ognisku!], przy którym [nota bene] siedzi też gość, je scyzorykiem i NIKT nie zwraca na to uwagi! Mało tego, Ida rzuca jakąś niedbałą uwagę, by nie jadł nożem, ale bez sensu akceptuje informację, że je piłką [Że co? To 16letni buc nie wie co to jest widelec i nóż? Nie umie posłużyć się stosownymi narzędziami?], po czym radośnie zapisuje na rodzinnej tablicy hasełko "Nie wydłubię bo lubię"... I w tym jest problem - kiedyś MM po pierwsze: pisała o normalnych ludziach, nie świętej rodzinie; po drugie: nazywała rzeczy po imieniu - wady były wadami a zło złem; po trzecie wreszcie: tego, że bohaterowie są mili, dzielni itp. dowiadywaliśmy się śledząc ich zachowania, relacje z innymi itd., a nie z odautorskiego komentarza, który nijak nie chce się zgodzić z postępowaniem postaci...
    • krakowska_poziomka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.06.13, 20:14
      Czytam znów NiN i tak się zastanawiam czy to logiczne, że Filip pianista/organista, dla którego ręce to narzędzie pracy, rzucił się z pociągu? przecież to idiotyzm...
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.06.13, 20:52
        krakowska_poziomka napisała:

        > Czytam znów NiN i tak się zastanawiam czy to logiczne, że Filip pianista/organi
        > sta, dla którego ręce to narzędzie pracy, rzucił się z pociągu? przecież to idi
        > otyzm...

        Tak samo logiczne jak to, że sopranistka Laura drze się na wszystkich przez całe dzionki. Dobry przepis na spieprzenie sobie głosu na amen.
    • kopiec_esmeralda komputer 17.08.13, 08:56
      Przeglądam TiR. Pięcioletnie IG ma w 1999 r.swój komputer, a Laura korzysta z komputera mamy.
    • yoyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.09.13, 12:51
      Scena w kuchni, płacząca Magda i I.G. Stryba, który ją nakrył.
      "Jak na zawołanie, po drugiej stronie korytarza, za drzwiami przeciwległego do kuchni
      pokoju, dał się słyszeć starczy, marudny kaszelek. Zaraz potem zaszurały tam kapcie: to
      Ignacy Borejko udawał się z nocną wizytą do łazienki." (McDusia) - czy pokój dziadków nie był przyległy do kuchni? No gdzie po drugiej stronie korytarza?!
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.09.13, 14:56
        W mieszkaniach z gumy zdarzają się również przemieszczenia pomieszczeń, nie czepiaj się :)
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.09.13, 17:16
        yoyka napisała:

        > Scena w kuchni, płacząca Magda i I.G. Stryba, który ją nakrył.
        > "Jak na zawołanie, po drugiej stronie korytarza, za drzwiami przeciwległego do
        > kuchni
        > pokoju, dał się słyszeć starczy, marudny kaszelek. Zaraz potem zaszurały tam ka
        > pcie: to
        > Ignacy Borejko udawał się z nocną wizytą do łazienki." (McDusia) - czy pokój
        > dziadków nie był przyległy do kuchni? No gdzie po drugiej stronie korytarza?!

        W wyobraźni wszystko się mieści, nawet pokój przyległoprzeciwległy. Zresztą mieszkanie Borejków rozciąga się w różne strony i zmienia kształt z książki na książkę, jak ameba na amfetaminie.
        • yoyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.09.13, 08:39
          Niczego tak nie ogarniam jak niedociągnięć w opisywaniu mieszkania. Nie macie tak, że jak sobie wyobrazicie książkowe mieszkanie to na amen? Przecież ono istnieje w naszej wyobraźni, jest bytem realnym, jak można za każdym razem coś zmieniać? Zwłaszcza jak się narysowało plan?
          • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.09.13, 15:32
            Mnie niekonsekwencje mieszkaniowe W OGÓLE nie ruszają. No,sala balowa by mi zgrzytnęła, reszta - jak sobie chce. Przemieszczenia się pokoi, zmiana kształtu, okna przestają wychodzić na ulicę, a zaczynają na podwórko czy park park - o ile nie będzie to Central Park - nie zauważę. Mam bardzo słabą wyobraźnie przestrzenną, nie potrafię sobie czasem uzmysłowić układu pomieszczeń w faktycznych mieszkaniach, gdy jestem w nich pierwszy-drugi raz. Wymyślonymi mieszkaniami w ogóle nie zaprzątam mojej ślicznej główki ;-) Ale to nie zmienia faktu, że wiem, że nie każdy tak ma - i autor ma albo pilnować układu pomieszczeń albo opisywać je dostatecznie mętnie, by każda interpretacja była możliwa
          • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.09.13, 22:28
            yoyka napisała:

            > Niczego tak nie ogarniam jak niedociągnięć w opisywaniu mieszkania. Nie macie t
            > ak, że jak sobie wyobrazicie książkowe mieszkanie to na amen? Przecież ono istn
            > ieje w naszej wyobraźni, jest bytem realnym, jak można za każdym razem coś zmie
            > niać? Zwłaszcza jak się narysowało plan?

            Ja i tak wyobrażam sobie mieszkanie zupełnie po swojemu, nie przeszkadza mi opis ani niekonsekwencje w nim :) Natomiast nie rozumiem zupełnie niekonsekwencji w wyglądzie opisywanych postaci. Czy one nie istnieją w wyobraźni autorki, nie mają koloru włosów, oczu itd.? Jakim cudem można się pomylić w opisie wyglądu wymyślonej przez siebie postaci?
        • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.09.13, 15:35
          bupu napisała:
          >
          > W wyobraźni wszystko się mieści, nawet pokój przyległoprzeciwległy. Zresztą mie
          > szkanie Borejków rozciąga się w różne strony i zmienia kształt z książki na ksi
          > ążkę, jak ameba na amfetaminie.

          I już wiemy, co było inspiracją dla Hogwartu i jego znikających i wędrujących pomieszczeń. A czy Dumbledore to nie wypisz-wymaluj miks profa Dmucha i Dziada Boreja? myhyhyhy [śmieje się demonicznie. No dobra. śmieje się jak Irytek]
    • a1ma Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 19.12.13, 16:08
      To zupełny drobiazg, ale - w Pulpecji czytamy:

      "Nutria też poszła spać o drugiej nad ranem. Po powrocie z Pasterki cała rodzina (...)musiała uspokajać rozhisteryzowaną Idę, która twierdziła, że ktoś jej uciął, i to nierówni, pół metra welonu, a zapaskudził resztę. Patrycja i Nutria, dwie wierne siosty, rzucły się prać i suszyć zwoje tiulu, a żmudne upinanie go (...) zajęło im półtorej godziny."

      Policzmy - pasterka kończy się okolo 0:45 - 0:50, Borejkowie docierają do domu powiedzmy o 1:15. Pocieszanie panny młodej trwa 15 minut? Może dłużej. O 1:30 młodsze Borejkówny rzucają się, prać i suszyć (15 minut? czyli mamy już 1:45), a następnie upinają przez półtorej godziny i jest 3:15 - czyli kładą się spać najwcześniej o w pół do czwartej, nie o drugiej.
      • emusia Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.12.13, 08:53
        Zdaje się, że u nich pasterka była o 22 - w niektórych kościołach tak jest, ale nie wiem z czego to wynika.
        • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.12.13, 11:09
          > Zdaje się, że u nich pasterka była o 22

          Nie, nigdzie o tym nie jest napisane - to były właśnie gdybania forumowe, że skoro nie pasuje, to może była o 22-giej.
    • zsemle Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.02.14, 11:03
      Odświeżam sobie poszczególne tomy Jeżycjady i postanowiłam wpisać się tu, chociaż prawdopodobnie te kwestie już zostały omówione kilkakrotnie.

      Otóż, niezmiennie irytuje mnie telefon Laury do Tunia z NiN. Szczerze, gdybym była na miejscu Nutrii, to chciałabym udusić smarkulę! Po kijego miesza się do prywatnych spraw dorosłych ludzi?!

      Tak samo irytujące są dla mnie niektóre innej jej zachowania — podkradanie perfum ciotkom (zakładam, że to dość drogi kosmetyk, wybierany przez każdą osobę wedle jej gustu i tak, aby właśnie do niej pasował, więc przyrównuję go do bielizny) oraz ubieranie się do wyjścia w TiR, kiedy to zapala lampki, skrzypi drzwiczkami, przeszukuje szafę, rozpyla dezodorant i wcale nie myśli, że Pyza ma prawo jeszcze godzinkę pospać spokojnie. Dezodorant wkurza mnie najbardziej, bo doskonale wyobrażam tę komorę gazową, w którą przeistoczył się pokój. Jednym słowem: irytuje mnie jej totalny brak szacunku do innych, aczkolwiek opisany jest bardzo prawdopodobnie.

      Dalej nie jest to może irytacją, jedyne zdziwienie. Dambo wyjeżdża, Bebe leci za pociągiem. Dlaczego? Tzn. rozumiem, że kocha go itp., ale przecież on nie wyjeżdża do Australii, tylko do Wrocławia. Owszem, niezbyt dobrze znam realia tych lat, ale kontakt przecież można było utrzymać! Telefonów mogło nie być, ale poczta istniała, no nie? Bebe mogła nie znać adresu Dambo, ale on z pewnością znał jej adres — ręce by mu odpadły kartkę napisać? Poza tym, istnieją pociągi, za trzy-cztery godziny spokojnie się dojedzie z jednego miasta do drugiego, można sobie spotykać się nawet co weekend, jeżeli pieniędzy starcza na bilet.
      • kooreczka Problem Laury 10.02.14, 11:14
        Sama Laura jakoś mnie nie irytuje- dziecko ma prawo mieć głupie pomysły, ale co na to Gaba? Że powinna pachnieć dzieckiem, a nie, że nie bierze się cudzych rzeczy bez pytania. Za telefony też nic jej nie spotkało, choć powinno.
        • zsemle Re: Problem Laury 14.02.14, 20:32
          Właśnie o to mi chodziło — o brak wytłumaczenia dziecku co jest dopuszczalne, a co nie. Ale wszyscy na forum wiemy, jak to Laurę się wychwuje od mała ;).
      • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.02.14, 12:27
        Co do zdziwienia. Moi zdaniem bieganie za pociagiem mialo podkreslic przemiane Bebe. Dziewczyna pozbyla sie gorsetu, i po raz pierwszy zadzialala impulsywnie, zeby okazac Dambo uczucia. Gdyby napisala do niego list, albo za jakis czas wybrala sie do niego z wizyta, efekt nie bylby ten sam. No i jeszcze Dambo wyjechalby myslac, ze jej na nim nie zalezy.
        • zsemle Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.02.14, 20:29
          Nie, no tak właśnie odbierałam zawsze, gdy to czytałam, ale raptownie mnie "olśniło". Swoją drogą, Dambo, wydaje mi się, nie postarał się zachować kontakt z Bebe, tzn. nie zostawił swoich namiarów.
          (no i na przyszłość przydałoby mu się zrozumienie, że czasem zdobywa się dziewczynę dłużej niż miesiąc ;). Bebe budowała swoją postawę obronną, przypuszczam, lat dziesięć, raczej trudno byłoby jej całkowicie się odmienić za trzy tygodnie — i tak duży postęp zrobiła).
    • dziabka1 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.02.14, 16:10
      Czytałam znowu Noelkę. I rzuciła mi się w oczy taka to nielogiczność:
      otóż najpierw Elka mówi, ze na kursie komputerowym siadła blisko Patrycji, bo się znały trochę z widzenia,b o blisko siebie mieszkały.
      potem idzie do Kowalików, widzi Romę i kojarzy, że to uczennica jednej ze starszych klas jej liceum.
      A w tomie następnym okazuje się, ze Roma I Pulpa to przyjaciółki na śmierć i zycie do podstawówki.
      To jak to - Patrycję znała z widzenia, nie kojarzyła ze szkoły, a Romę kojarzyła?

      Wniosek z tego jest taki, zę MM zrobiła przyjaciółkami Romę i Pulpę na potrzeby "Pulpecji" a wcześniej nawet o tym nie pomyślała.


      • agrippinilla Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.02.14, 21:49
        dziabka1 napisał(a):

        > Czytałam znowu Noelkę. I rzuciła mi się w oczy taka to nielogiczność:
        > otóż najpierw Elka mówi, ze na kursie komputerowym siadła blisko Patrycji, bo s
        > ię znały trochę z widzenia,b o blisko siebie mieszkały.
        > potem idzie do Kowalików, widzi Romę i kojarzy, że to uczennica jednej ze stars
        > zych klas jej liceum.
        > A w tomie następnym okazuje się, ze Roma I Pulpa to przyjaciółki na śmierć i zy
        > cie do podstawówki.
        > To jak to - Patrycję znała z widzenia, nie kojarzyła ze szkoły, a Romę kojarzył
        > a?
        >
        > Wniosek z tego jest taki, zę MM zrobiła przyjaciółkami Romę i Pulpę na potrzeby
        > "Pulpecji" a wcześniej nawet o tym nie pomyślała.
        >
        >

        Wydaje mi się, że Romę kojarzyła tylko ze szkoły, natomiast Patrycję widywała częściej, poza szkołą też.
    • kopiec_esmeralda hehe, Poznań 14.02.14, 11:24
      Do takiego drobiazgu nie ma sensu zakładać nowego wątku, więc się podpinam:
      wyborcza.pl/1,75248,15447090,Wyscigi_w_jedzeniu_paczkow_na_czas__Teraz_tez_dla.html
    • stokrotka2201 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.02.14, 14:44
      Witam wszystkich :)

      Nie wiem czy już gdzieś nie poruszyłam tego wątku, pod którymś z postów ale wspomnę jeszcze raz. Najbardziej irytuje mnie to i zastanawia że nikt w przygodach czy Borejków czy innych rodzin nie ma żadnego zwierzaka. Zawsze mnie to zastanawiało, bo sama mam i zwierzaki i znajomych majacych zwierzeta, ale moze to ze mna cos nie tak jest. Ogolnie nie bedzie rzecza dziwna ze irytuje mnie najbardziej Ignac, przemądrzały, staroświecki, zarozumiały i nie lubiący psów.
      A im starszy tym bardziej denerwujący
      • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.03.14, 17:22
        Prawda, zwierząt nie ma. W sumie trudno, żeby w tym ścisku jeszcze jakieś zwierzę się zmieściło. Ale w sumie.. rybki czy chomik. Dziwne że nigdy żadne z dzieci nie przejawiło takich chęci ('Mama ja chcę psa' 'tata kup kotka!!')

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka