Dodaj do ulubionych

Wesele Natalii w Koszutach a goście

03.09.12, 20:01
Zastanawia mnie fakt, kto bawił się na weselu Natalii w Koszutach? Wiadomo było, że rządził tam kustosz i dworek mógł pomieścić jedynie 50 osób, ale kogo ona tak naprawdę zaprosiła? Co tam robiła Ulka Kołodziejanka- córka Julii Żak i Tola- czyżby Natalia zaprosiła także ich rodziców? Przecież ona w zyciu nie miała z nimi kontaktu, nie przyjaźnili się, ani nie byli znajomymi! Nie bardzo rozumiem też sens zapraszania Moniki teściowej Idy, to jest bardziej Idy rodzina a nie jej. OK, znały się z mamą Borejko- ale ja nie wierzę w to, ze zna się kogoś w dzieciństwie potem przez 40 lat się nie utrzymuje kontaktów, a potem staje się znowu przyjaciółkami. Dziwi mnie za to, ze Natalia łaskawie postanawia aby stryj Józeczek i ciotka Fela mogli wziąc ze sobą Joannę z męzem- to już nie łaska zaprosić jedynej kuzynki???? Jak myslicie kto tam w ogóle był, bo o żadnych znajomych czy kolezankach Natalii nie słyszałam nigdy.
Obserwuj wątek
    • pi.asia Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 03.09.12, 20:26
      Za to Laura zdecydowała o zaproszeniu Lelujków - jak wiadomo, bardzo bliskich przyjaciół Natalii i Roberta.
      W scenie wesela widzimy wahanie MM - za kogo w końcu wydać Różę? Frycek pisze referat, więc nie idzie z ukochaną na wesele jej ulubionej ciotki (co za burak, swoją drogą), więc Róża snuje się smętnie po dworku w Koszutach, aż do tańca porywa ją młodszy z Lelujków, Adrian. I tu mogło zaiskrzyć i tak pozostać.
      Widać, że Laura chce pomóc losowi, ale ta smętna leluja Róża i tak woli Fryca.
      • nikadaw1 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 03.09.12, 21:12
        nigdy ot tym nie myślałam, że Laura chce pomóc losowi :) raczej sobie :)
      • eudusia Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 07.09.12, 18:32
        Fryferyk był na weselu. Ale z powodu myślenia nad referatem nie chciał z Różą tańczyć.
        • the_dzidka Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 07.09.12, 22:46
          Fajny zart :D
        • pi.asia Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 08.09.12, 21:29
          eudusia napisał(a):

          > Fryferyk był na weselu. Ale z powodu myślenia nad referatem nie chciał z Różą t
          > ańczyć

          O, a gdzie jest to napisane, że Fryc był na weselu?
          Bo w moim egzemplarzu Kalamburki stoi jak byk:
          ten frajer oświadczył jej, że nie może teraz nawet myśleć o zabawie, bo ma do napisania referat
          Skoro nie może nawet myśleć, to tym bardziej nie może pojechać. Opcja pisania referatu podczas trwającego wesela jakoś do mnie nie przemawia. Ani nawet opcja myślenia nad referatem.
          W "Żabie" też jest coś o tym, że Frycek zawsze potrzebował ciszy, żeby się skupić.
          • eudusia Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 10.09.12, 10:58
            Ojej... Zaczynam wątpić czy o weselu Nutrii czytałam ze zrozumieniem. Ale fragment: "Tańczyli wszyscy (...). Jedna tylko Pyza, zawiedziona po odmowie prymusa (ten frajer oświadczył jej, że nie może teraz nawet myśleć o zabawie, bo ma do napisania referat! (...)" zrozumiałam jakoś tak: tańczą wszyscy, Pyza nie może po odmowie prymusa (odmowie tańca), który na weselu jest obecny. "Nie może myśleć o zabawie" zrozumiałam nie jako "Nie mogę iść na wesele=zabawę" tylko: "Nie mogę teraz tańczyć=bawić się". Rzeczywiście wizja Fryderyka rozmyślającego nad referatem na weselu jest dość dziwna... Chowam zatem głowę w piasek ;)
            • pi.asia Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 10.09.12, 17:43
              No i pamiętaj, że Różę porwał do tańca Adrian, i resztę wieczoru poświęciła na pogłębianie tej znajomości . A gdyby był tam Fryderyk, to Róża tkwiłaby przy nim, wpatrując się z zachwytem w jego myślące oblicze, poprawiając mu opadające okulary i zastanawiając się jakie miał włoski kiedy był mały.
    • turzyca OT odswiezanie przyjazni 03.09.12, 22:01
      karolina.delila napisała:

      OK, znały się z mamą Borejko- ale ja nie wierzę w to, ze zna się kogoś
      > w dzieciństwie potem przez 40 lat się nie utrzymuje kontaktów, a potem staje si
      > ę znowu przyjaciółkami.

      A ja w to akurat wierze. Nie widzialy sie przez 40 lat, po czym spotkaly sie na nowo i mogly odkryc, ze albo w ogole do siebie nie pasuja albo ze swietnie do siebie pasuja - bo albo to, na czym bazowala ich przyjazn, w nich nie minelo, albo obydwie rozwinely sie w podobnym kierunku. Osobistych doswiadczen nie mam, ale jak patrze na rodzine, to przyjaznie odswiezane nawet po jeszcze wiekszych przerwach funkcjonuja.
    • iwoniaw Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 04.09.12, 18:30
      Ha, gdzieś się już nad tą listą gości wytrząsałam i ja ;-)
      Najlepszy jest fragment, jak to stryjostwo "mogli zabrać" córkę z mężem (jedyną, nawiasem mówiąc, kuzynkę panny młodej). Już widzę, jak małżeństwo dostaje zaproszenie na ślub i wesele bratanicy męża z informacją, że może (w drodze wyjątku! bo wszak niespodziewanie miejsca sporo!) ZABRAĆ także swe dziecko. Pełnoletnie. Co tam pełnoletnie - starsze od panny młodej o dekadę i od jakiejś dekady zamężne. Zabrać. Córkę i zięcia. Widzicie to oczyma duszy? Bo ja właśnie usiłowałam sobie zwizualizować, jak to moja hipotetyczna siostra stryjeczna wychodząc za mąż wyskakuje z taką propozycją. I że oto moi rodzice mnie ZABIERAJĄ. I męża mego. :-D
      • iwoniaw O, tutaj napisałam: 04.09.12, 18:39
        forum.gazeta.pl/forum/w,25788,136887999,136939508,Mnie_rozlozyla_wzmianka_o_niej_na_slubie_Natalii.html
        Rodzinni i taktowni, nieprawdaż? ;-)
      • meduza7 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 04.09.12, 22:38
        A propos "zabierania" Joanny - tu mógł zadziałać taki mechanizm, jak na przykłada wtedy, gdy myślimy o dzieciach dawno niewidzianych znajomych - pamiętamy je wciąż jako np. kilkulatki, podczas kiedy one już są nastolatkami. Swego czasu Pyza i Tygrys zatrzymały się w umyśle autorki na etapie jakichś dziesięciu- jedenastu lat - słynne lakierki i kapelusiki na ślubie Belli. Może to samo nastąpiło z Joanną, którą przecież ostatni raz tak naprawdę oglądaliśmy, gdy miała bodaj osiemnaście lat. Możliwe, że Musierowicz co prawda niby wie, że to już jest dorosła kobieta, z własną rodziną, ale w pierwszym odruchu wciąż myśli o niej jako nastolatce, którą rodzice mogą zabrać ze sobą na wesele znajomych. Albo nie.
        • meduza7 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 04.09.12, 22:59
          Tfu, Elki, nie Belli, cuś mi na mózg padło.
        • the_dzidka Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 07.09.12, 23:00
          meduza7 napisała:

          > A propos "zabierania" Joanny - tu mógł zadziałać taki mechanizm, jak na przykła
          > da wtedy, gdy myślimy o dzieciach dawno niewidzianych znajomych

          Ogolnie to owszem - pamietam swoja szewska pasje, kiedy przeprowadziwszy sie na wlasne smieci, dumna wysylalam kartki swiateczne po rodzinie juz jako osobna, autonomiczna jednostka - po czym rodzina odpowiedziala jak zawsze, na stary adres, do AJJ Dzidkowie.
          Dzisiaj sie z tego smieje i nie robilabym zadnego problemu, ale wtedy!...

          Ale to jednak nie jest to samo - Joanna nie wyprowadzila sie z rodzinnego domu niedawno przed slubem Natalii; Joanna od lat mieszka we Francji, ma meza i dorastajacego syna. Wiec co do "zabierania" Joanny, to ja tez tego nie rozumiem - to znaczy wyslali zaproszenia dla stryja Jozeczka i Feli, po czym co? Na kilka dni przed slubem zadzwonili, ze "moga wziac ze soba Joanne z rodzina"? Czyli Joanna w tym czasie byla w PL, i nagle sie dowiedziala, ze mujeju, sytuacja sie zmienila, i rodzice MOGA JA WZIAC na slub najblizszej kuzynki? Czy tez uradowani rodzice zadzwonili do Joanny, ze ma natychmiast z rodzina przyjedzac, bo sytuacja sie zmienila, i dalej jak wyzej?...
          Nie wiem jak Joanna, ale ja bym zabila to smiechem i pojechala sobie na zakupy do Paryza. Albo na Riviere, zalezy, gdzie blizej.
    • nikadaw1 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 04.09.12, 21:00
      to wesele Natalii autorka napisała zupełnie bez pomyślunku, powrzucała tam same znane nazwiska i na siłę dopisała lelujków, żeby pokazać mdłe rozterki Pyzy, ale nie przyszło jej do głowy, że Natalia i Robroj, jak normalni dorosli ludzie mogą mieć znajomych spoza klanu. w zasadzie ci znajomi nie pojawiają się nawet na trzecim planie
      • paszczakowna1 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 04.09.12, 21:56
        > Natalia i Robroj, jak normalni dorosli ludzie
        > mogą mieć znajomych spoza klanu. w zasadzie ci znajomi nie pojawiają się nawet
        > na trzecim planie

        Robrojek nie ma nawet śladu rodziny (poza Bellą). Nawet babcię Belli (tą, która ją tuczyła na wakacjach) wciągnęła najwyraźniej czarna dziura albo dopadł Cthulu. W końcu, nawet jeśli to teściowa była, na wesele wypadało zaprosić?
        • buka_z_muminkow Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 06.09.12, 17:35
          Nie no, Robroj ma rodzinę w Łodzi (siostrę z mężem i dziećmi?jakoś tak było) . Tylko niestety ta rodzina wspomniana jest chyba tylko i wyłącznie w CR... a potem jak kamień w wodę ...
        • zla.m Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 06.09.12, 18:17
          paszczakowna1 napisała:

          > Robrojek nie ma nawet śladu rodziny (poza Bellą). Nawet babcię Belli (tą, która
          > ją tuczyła na wakacjach) wciągnęła najwyraźniej czarna dziura albo dopadł Cthu
          > lu. W końcu, nawet jeśli to teściowa była, na wesele wypadało zaprosić?

          No nie, zapraszania byłej teściowej na kolejny ślub absolutnie sobie nie wyobrażam. Czy teściowa stała się byłą na skutek rozwodu czy też - jak tutaj - wdowieństwa, byłoby to absurdalne, prowokujące i (zwłaszcza w przypadku śmierci poprzedniego małżonka) co najmniej niedelikatne. Owszem - Bella na swój ślub powinna zaprosić babcię, jak najbardziej, nawet gdyby to była babcia nielubiana czy od "tej złej strony porozwodowej". Ale Robroj - bez przesady.
          • paszczakowna1 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 06.09.12, 22:15
            >absurdalne, prowokujące i (zwłaszcza w przypadku śmierci poprz
            > edniego małżonka) co najmniej niedelikatne.

            Absurdalnego ni prowokującego nic tu nie mogę dostrzec? Niedelikatne? To zależy. Ludzie są różni, stosunki między nimi też różne, ale są istotami werbalnymi i zawsze można delikatnie wysondować, czy zaproszenie byłoby mile widziane. Ślub to wydarzenie ważne dla rodziny (być może jedynej rodziny, jaka matce zmarłego dziecka pozostała) i doskonale mogę sobie wyobrazić osobę, która wykluczenie z takiego wydarzenia odczułaby boleśnie (zwłaszcza w przypadku zażyłych stosunków i długiego czasu po śmierci dziecka).

            Przypuszczam zresztą, że co starsze podręczniki savoir vivre taki przypadek omawiają. Można sprawdzić.
            • zla.m Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 06.09.12, 22:26
              To nie jest wesele Belli, to jest wesele Robrojka, dla którego była teściowa to żadna rodzina. Oczywiście, wszystko ładnie-pięknie, można utrzymywać kontakty ze względu na wnuczkę, ale jak taką osobę zaprosić na ślub i wesele? "Niech się mama z nami raduje, że się z jej córeczką rozwiodłem/że jej córka umarła, bo dzięki temu znalazłem szczęście u boku tej oto..?
              • paszczakowna1 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 07.09.12, 01:03
                > To nie jest wesele Belli, to jest wesele Robrojka, dla którego była teściowa to
                > żadna rodzina.

                Cóż, widać mamy diametralnie różne pojęcia rodziny, bo dla mnie to zdanie brzmi kompletnie kosmicznie. Rodziną była za życia żony (a może też nie?), a po jej śmierci ciach, rodziną być przestała? Smutne. Jakoś u mnie w rodzinie inaczej to działało.

                > Oczywiście, wszystko ładnie-pięknie, można utrzymywać kontakty
                > ze względu na wnuczkę, ale jak taką osobę zaprosić na ślub i wesele?

                Czemu "taką osobą" i czemu inaczej niż ze względu na wnuczkę kontaktów z matką zmarłej żony nie warto utrzymywać?

                >"Niech się
                > mama z nami raduje, że się z jej córeczką rozwiodłem/że jej córka umarła, bo d
                > zięki temu znalazłem szczęście u boku tej oto..?

                Można wiedzieć, czemu z uporem mieszasz śmierć i rozwód? Te sytuacje kreują kompletnie inną dynamikę w rodzinie.
                • zla.m Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 07.09.12, 10:01
                  paszczakowna1 napisała:

                  > > To nie jest wesele Belli, to jest wesele Robrojka, dla którego była teści
                  > owa to
                  > > żadna rodzina.
                  >
                  > Cóż, widać mamy diametralnie różne pojęcia rodziny, bo dla mnie to zdanie brzmi
                  > kompletnie kosmicznie. Rodziną była za życia żony (a może też nie?), a po jej
                  > śmierci ciach, rodziną być przestała? Smutne. Jakoś u mnie w rodzinie inaczej t
                  > o działało.

                  Może źle to sformułowałam: emocjonalnie rodziną może pozostać i nawet fajnie by było. Nie jest rodziną "formalnie" - w sensie, tą częścią rodziny, którą wypada/należy zaprosić na wesele.

                  >
                  > > Oczywiście, wszystko ładnie-pięknie, można utrzymywać kontakty
                  > > ze względu na wnuczkę, ale jak taką osobę zaprosić na ślub i wesele?
                  >
                  > Czemu "taką osobą" i czemu inaczej niż ze względu na wnuczkę kontaktów z matką
                  > zmarłej żony nie warto utrzymywać?
                  >
                  O, jak rany - "taką osobę" gdyż bo ponieważ albowiem nie chciało mi się po raz piętnasty pisać "matkę byłej żony" lub "teśiową". To nie jest wyzwisko :/

                  A jeżeli chodzi o kontakty - jeżeli nie ma dzieci, to kontakty z rodzicami byłych partnerów, nawet zmarłych, w sposób naturalny się jakoś urywają - nie mówię, że w 100% i gwałtownie, ale na pewno w większości przypadków jest to kontakt sporadyczny. Jeżeli są dzieci - warto/powinno się utrzymywać stały, w miarę częsty kontakt. I tyle

                  > >"Niech się
                  > > mama z nami raduje, że się z jej córeczką rozwiodłem/że jej córka umarła,
                  > bo d
                  > > zięki temu znalazłem szczęście u boku tej oto..?
                  >
                  > Można wiedzieć, czemu z uporem mieszasz śmierć i rozwód? Te sytuacje kreują kom
                  > pletnie inną dynamikę w rodzinie.

                  W pierwszym poście dotyczącym zapraszania babci Belli napisałaś, "W końcu, nawet jeśli to teściowa była, na wesele wypadało zaprosić? " Założyłam, że jesteś zwolenniczką zapraszania byłych teściowych niezależnie od tego, jak stały się byłymi.

                  Wydaje mi się, że nie ma co tego ciągnąć - raczej się nie przekonamy. Dla ciebie zaproszenie matki zmarłej żony jest świadectwem, że o niej nie zapomnieliśmy i rodzina trzyma się razem. Może niektórzy tak odczuwają. Ja uważam, że dla takiej matki to byłaby głównie trauma związana z faktem, że córka musiała umrzeć, by drugie wesele się odbyło, a na dodatek wesele jest świadectwem, że córka jest już opłakana, zapomniana - nie twierdzę że to coś "obiektywnie" złego, czy że wdowiec ma być do końca życia w żałobie. Niekoniecznie tak odczuwając matka ma "rację" osądzając wdowca, ale uczucia nie są racjonalne.
              • anna-pia Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 07.09.12, 15:27
                zla.m napisała:

                > To nie jest wesele Belli, to jest wesele Robrojka, dla którego była teściowa to
                > żadna rodzina. Oczywiście, wszystko ładnie-pięknie, można utrzymywać kontakty
                > ze względu na wnuczkę, ale jak taką osobę zaprosić na ślub i wesele? "Niech się
                > mama z nami raduje, że się z jej córeczką rozwiodłem/że jej córka umarła, bo d
                > zięki temu znalazłem szczęście u boku tej oto..?

                Teściowie pozostają teściami nawet po ustaniu małżeństwa (Kodeks rodzinny i opiekuńczy). Zaproszenie bądź nie zależy już od stosunków między Robrojkiem a jego teściową oraz od tego, czy teściowa przepracowała traumę po śmierci córki.
    • mmoni OT językowy 05.09.12, 16:42
      Dlaczego Ulka jest Kołodziejanka? Czy nie powinna być Kołodziejówna? Bo w końcu przecież jej matka nie jest Julią Kołodzieiną...
      • kopiec_esmeralda Re: OT językowy 05.09.12, 18:16
        Powinna być Kołodziejówna wg zasady, która głosi: jeżeli odmiana dotyczy nazwiska panny, do tematu zakończonego spółgłoską dodaje się końcówkę -ówna (np. Borowik – Borowikówna, Wilk – Wilkówna itd.), a zakończonego samogłoską -anka (np.Skarga – Skarżanka, Podsiadło – Podsiadlanka). Ale może to jakiś uzus poznański? Np. pod Poznaniem jest wieś Wiry - wszyscy tu mówią: jadę do Wir.
        Inna rzecz, ze w Poznaniu nie spotkałam się w ogóle z podkreślaniem panieńskości w nazwiskach. Częściej dawniej tak się mawiało (Hanna Skarżanka, Krystyna Czubówna), teraz nie spotykam od lat takiej formy.
        • pi.asia Re: OT językowy 05.09.12, 20:41
          Częściej dawniej tak się mawiało (Hanna Skarżanka, Krystyna Czu
          > bówna), teraz nie spotykam od lat takiej formy.

          A kto wie, czy za ileś lat nie będzie się czytywało "Lata leśnych ludzi" Marii Rodziewicz i "Nad Niemnem" Elizy Orzeszko.
          • kkokos Re: OT językowy 06.09.12, 09:32
            pi.asia napisała:

            > Częściej dawniej tak się mawiało (Hanna Skarżanka, Krystyna Czu
            > > bówna), teraz nie spotykam od lat takiej formy.
            >
            > A kto wie, czy za ileś lat nie będzie się czytywało "Lata leśnych ludzi" Marii
            > Rodziewicz i "Nad Niemnem" Elizy Orzeszko.


            szczerze wątpię.
            pomijając już to, że te nazwiska są tak wdrukowane w uzus, że trudno byłoby to zmieniać, to myślę, że to także kwestia mody. jak pisałam, znam kogoś, kto świadomie, kontynuując tradycję, używa odmężowskiego nazwiska kończąc je na -ina. powraca tradycja nazywania dzieci imionami już występującymi w rodzinie, nawet jeśli pokolenie czy dwa wcześniej akurat w tych rodzinach o to nie dbano. czy gdyby ktoś w roku 1982 powiedział ci, że za 30 lat franciszek, antoni, stanisław będą bardzo popularnymi imionami dla dzieci, to być uwierzyła?
            więc ja wierzę w powrót mody na -ówna i -ina.
            • kosheen4 Re: OT językowy 06.09.12, 09:53
              kkokos napisała:


              > > A kto wie, czy za ileś lat nie będzie się czytywało "Lata leśnych ludzi"
              > Marii
              > > Rodziewicz i "Nad Niemnem" Elizy Orzeszko.

              Rodziewicz Maria to może i jeszcze, ale stawiam dolary przeciwko orzechom ;) że prędzej niż formy Eliza Orzeszko możemy doczekać się powszechnego mniemania, że mąż pisarki miał na nazwisko Orzeszkow.
            • paszczakowna1 Re: OT językowy 06.09.12, 13:15
              > więc ja wierzę w powrót mody na -ówna i -ina.

              Imiona to co innego, a końcówki żeńskie nazwisk podkreślają status kobiety jako istoty podporządkowanej (ojcu albo mężowi). Jakoś końcówki męskie, dodawane do nazwisk synów (twory typu Antek Boryniak) od początku miały mniejszy zakres, szybko zanikły, i nikt do nich nie tęskni.
          • zozulka4 Re: OT językowy 06.09.12, 14:57
            Swoją drogą coraz więcej osób zapomina, że nazwiska W OGÓLE miewają formy żeńskie - już teraz polskie urzędniczki mają problem by zaakceptować, że obywatele Rosji mają nazwiska "ow" lub "owa" (Gorbaczow - Gorbaczowa) i że para może być małżeństwem mając niedokładnie tak samo brzmiące nazwisko;) Nie zdziwiłabym się, gdyby takie sytuacje zdarzały się w krajach anglojęzycznych, ale w krainie "ówien", "arżanek" i "skich" ? why??? ;))
            • croyance Re: OT językowy 10.09.12, 18:43
              Swoja droga, moja znajoma Czeszka wyszla za maz za Anglika i przyjela jego nazwisko: Bell. W angielskich dokumentach ma Bell, a w paszporcie czeskim stoi jak byk Bellova. Sama widzialam :-)
              • retro-story Re: OT językowy 10.09.12, 19:08
                Oni do wszystkich nazwisk dodają "ova" - niezależnie, czy to mężatka, czy panienka, Słowianka czy nie. Ostatnio Serena Williamsová wygrała z Viktorią Azarenkovą (sport.lidovky.cz/serena-williamsova-vyhrala-poctvrte-tenisove-us-open-ppg-/ln-sport-ostatni.asp?c=A120910_074935_ln-sport-ostatni_hm). A najwięcej grandslamowych tytułów ma Steffi Grafová.
                • slotna Re: OT językowy 10.09.12, 19:51
                  A co robia z nazwiskami zakonczonymi na -ska? :)
                  • mankencja Re: OT językowy 10.09.12, 20:30
                    akcent nad a dodają.
              • guineapigs Re: OT językowy 10.09.12, 20:17
                na wlasne oczy widzialam: 'Julia Robertsova'. Zdaje sie, ze i Slowacy tak robia.
                • meduza7 Re: OT językowy 10.09.12, 20:23
                  Kilka lat temu, tylko że nie pamiętam, w Czechach czy na Słowacji, uchwalono jednak, że do obcych nazwisk MOŻNA nie dodawać "ova". Ale pewnie minie jeszcze sporo czasu, zanim ta tradycja się skończy.
                • the_dzidka Re: OT językowy 10.09.12, 22:21
                  Barbra Streisand w Pradze dostala ataku smiechu, zobaczywszy na wystawie plyte "Barbra Streisandova" :)

        • kkokos Re: OT językowy 05.09.12, 21:04
          kopiec_esmeralda napisał(a):

          > Powinna być Kołodziejówna

          powinno-nie powinno
          ponieważ zwyczaj zanika, zanikają zasady. kto jeszcze pamięta, że żadna z nas w życiu nie może mieć teściowej i teścia, za to miewa świekrę i świekra? ludzie mówią, jak im wygodniej, a jeszcze często wyśmieją, jak nieśmiało coś bąkniesz o świekrze.
          więc tak samo skoro ładniej/wygodniej jest kołodziejanka niż kołodziejówna, to czemu nie?

          jeżeli odmiana dotyczy nazwis
          > ka panny, do tematu zakończonego spółgłoską dodaje się końcówkę -ówna (np. Bor
          > owik – Borowikówna, Wilk – Wilkówna itd.),

          chyba że ojciec panny nazywa się np. ożóg, wtedy panna jest ożożanka, by nie była ożogówna :)

          a zakończonego samogłosk
          > ą -anka (np.Skarga – Skarżanka, Podsiadło – Podsiadlanka).

          i tak samo wygoda sprawia, że nikt nie mówi wałęsianka, tylko wałęsówna

          Częściej dawniej tak się mawiało (Hanna Skarżanka, Krystyna Czu
          > bówna), teraz nie spotykam od lat takiej formy.

          i znowu jest to kwestia urody - też bym wolała być czubówna niż czub :)
          ale np. żona mojego kolegi używa odmężowskiego nazwiska zakończonego na -ina (tak jak kiedyś jego matka). jest po czterdziestce (żona, nie matka)
          • skrzydlate.bobry Re: OT językowy 05.09.12, 21:55
            A to ja się tu zapytam jeszcze raz (bo w wątku o jakimś-mężczyźnie-o-przep jakoś się zgubiło), czy to tylko mnie uwiera, że Fryderyk zwraca się do Róży per Pyziakówna.
            • olkit0 Re: OT językowy 05.09.12, 23:29
              Nie mam pojęcia, jak jest w innych regionach Polski, ale w Bydgoszczy nigdy nikt z rówieśników nie zwracał się do mnie nazwiskiem, chyba że był na mnie wściekły. W czasie mojej podstawówki mawiało się "po nazwisku to po pysku". Oczywiście mogło nazwisko funkcjonować na zasadach ksywy i wtedy było w ten sposób używane, ale nigdy nie było to regułą. Tak więc owszem, mnie razi Pyziakówna, niezależnie od końcówki.
            • ginny22 Re: OT językowy 05.09.12, 23:56
              Nie tylko ciebie. Chyba że to celowy zamysł autorki - pokazać, jak protekcjonalnie i niegrzecznie Fryc się zwraca do Róży.
            • retro-story Re: OT językowy 06.09.12, 01:07
              Z podobnych przypadków mamy jeszcze Tomciowego Głupiś Kuropkę, oraz Kreskę, która kilkanaście lat później przykazuje temu samemu Tomciowi pozdrowić Lelujkę (Lelujkę, nie Jacka!). No i Gabusia ukochana nasza mówi o Pyziaku per "Pyziak", nawet po latach (Pulpecja). O Hajduku wszyscy mówią po prostu Hajduk, ale tu chyba mamy nazwisko w roli ksywy. Aha, Aniella zwracała się do Robrojka po nazwisku, co prawdopodobnie odzwierciedlać miało jej paskudny charakter.
            • kopiec_esmeralda Re: OT językowy 06.09.12, 07:23
              Mnie też, zresztą oni tam masowo zwracają się do siebie po nazwiskach i to od pierwszego czytania Jeżycjady mnie razi. Może w czasach młodości i szkolnikowania MM taki był obyczaj w P.?
            • p.irania1 Re: OT językowy 11.09.12, 15:25
              Akurat frycowe "Pyziakówna" ma z całą pewnością być protekcjonalne. Natomiast ja mam kilka przyjaciółek, z którymi istniejemy dla siebie przede wszystkim po nazwisku i bardzo to lubimy. Może to forma odczarowania - "po nazwisku to po pysku", więc skoro my możemy do siebie bezkarnie po nazwisku, to to świadczy o bliskości?
          • kopiec_esmeralda Re: OT językowy 06.09.12, 07:20
            > powinno-nie powinno
            Powinno, gdybyśmy do tej pory stosowali tę już archaiczną (imho) zasadę - wg niej. Tego nie wyartykułowałam wyraźnie, że powinno być wg zasady, a nie wg mnie :) Czasy się szczęśliwie zmieniają, dla języka też - i teraz dowolność jest większa lub wielka.
            • piotr7777 Re: OT językowy 06.09.12, 08:28
              A ja właśnie przeczytałem cykl książek sensacyjnych Jeffreya Deavera gdzie para głównych bohaterów - Lincoln Rhyme (sparaliżowany kryminalistyk) i Amelia Sachs (policjantka z problemami) zwraca się do siebie prawie wyłącznie po nazwisku, bo uważają, że mówienie po imieniu przynosi pecha. No, ale oni w każdej książce ścigają groźnego mordercę, więc ich wspólne życie jest obciążone ryzykiem.
              • kopiec_esmeralda Re: OT językowy 06.09.12, 08:43
                W naszej kulturze zwracanie się po nazwisku uchodzi za niegrzeczne, ale w innych językach, niemieckim, angielskim, czy francuskim jest inaczej i tam użycie nazwiska w zwracaniu się do kogoś oznacza właśnie szacunek. Dear Mr Smith, Sehr Geheerte Herr Richter, natomiast raczej nie powiemy droga pani Kowalsko;)/Boreko(wa)/Strybo(wa) , a jeśli powiemy, to brzmi mocno bazarowo (pani Goździkowa)
                Właściwie nie wiem, dlaczego młodzież u MM jest wobec siebie niegrzeczna.
                • meduza7 Re: OT językowy 06.09.12, 09:16
                  W "Harrym Potterze" nauczyciele standardowo zwracali się do uczniów po nazwisku (panie Potter, panno Granger), uczniowie między sobą raczej też, chyba że byli bliżej zaprzyjaźnieni.

                  Natomiast frycowe "Pyziakówna" razi przede wszystkim, bo brzmi bardzo protekcjonalnie.

                  • kopiec_esmeralda Re: OT językowy 06.09.12, 09:24
                    A czy Żaba nie mówi do kolegi per Żeromski? Kreska - Lelujka? Nie mam książek, ale jakoś mi świta, ze Fryc nie był w tym swoim specyficznym bontonie odosobniony.
                    • piotr7777 Re: OT językowy 06.09.12, 11:57
                      kopiec_esmeralda napisał(a):

                      > A czy Żaba nie mówi do kolegi per Żeromski? Kreska - Lelujka? Nie mam książek
                      > , ale jakoś mi świta, ze Fryc nie był w tym swoim specyficznym bontonie odosobn
                      > iony.

                      Chyba jednak był.
                      Zauważ, że po nazwisku zwracają się albo dziewczęta do chłopców albo np. Robert do Janusza.
                      Otóż jest tak, że istnieją pewne kanony, zgodnie z którymi płci żeńskiej wolno ciut więcej. Nie dyskutuję czy są słuszne czy nie.
                    • paszczakowna1 Re: OT językowy 06.09.12, 13:12
                      > A czy Żaba nie mówi do kolegi per Żeromski? Kreska - Lelujka? Nie mam książek
                      > , ale jakoś mi świta, ze Fryc nie był w tym swoim specyficznym bontonie odosobn
                      > iony.

                      Kreska jest IMO usprawiedliwiona. Nazwisko Lelujka aż się prosi o używanie. W czasach licealnych w moim gronie większość kolegów funkcjonowała pod przydomkami, najczęściej odnazwiskowymi (skrócone nazwiska lub ze zmienioną końcówką), ale był taki, do którego zwracano się po nazwisku. Po prostu nazwisko (a raczej jego pierwszy człon, bo dwuczłonowe miał) pełniło funkcję przydomka.
                • guineapigs Re: OT językowy 06.09.12, 10:10
                  No i wlasnie przypomnial mi sie pewien problem.
                  Tzn. moze nie tyle problem, co sprawa, ktora mnie zaintrygowala.
                  jakis czas temu wielka kariere zrobila ksiazka, a potem film na jej podstawie, o angielskim tytule 'the other Boleyn girl'. W Polsce zrobiono z tego 'kochanki krola' czy 'kochanice krola' (widzialam w ksiegarni).
                  Dlaczego nie przetlumaczono po prostu 'druga Bolejnowna', szczegolnie, ze w polskiej literaturze czy tez tlumaczonej na Polski nazwisko Boleyn funkcjonuje (Anna Bolena)? Poza tym, tytul 'druga Bolejnowna' jest bardzo a propos tresci, natomiast 'kochanki krola' to jakby tytul niezupelnie pasujacy do tresci.
                  Boleyn girl, Watson girl itp - nadal funkcjonuja w jez. angielskim, a czy w Polskim? W starszym pokoleniu tak, bo jak jade do rodziny skad pochodzila moja babcia, to mnie ciagle przedstawiaja jako wnuczke 'Lodzi xxxowny'. Mimo, ze moja babcia zostala bacia (a nawet matka) nie jako 'owna', ale legalnie i koscielnie jako 'owska' po legalnym i koscielnym mezu. Po prostu zostala zapamietana jako Lodzia xxowna, potem wyjechala i wyszla za maz, ale dla tutejszych pozostala na wieki xxowna. Jako 'owska' pewnie nikt by jej nie skojarzyl.
                  • slotna Re: OT językowy 06.09.12, 11:54
                    "Kochanice krola" brzmia bardziej obiecujaco dla szerokiej widowni, a tytuly ustala dystrybutor, majac na uwadze ogladalnosc. Nie tlumacz, majac na uwadze sens i zgodnosc z oryginalem. Swoja droga, jaki ten film byl zly, a fe.
                    • guineapigs Re: OT językowy 06.09.12, 13:59
                      A dlaczego byl zly? Tak pytam bezinteresownie, bo mnie sie podobal, oczywiscie rozpatruje jako film do ogladania a nie dokument. Czy byl zly = niezgodny z faktami czy byl zly bo szmira?
                      Poza tym, ze Johansson moglaby wykazac wiecej zycia to w zasadzie ja osobiscie nie mam zadnych 'ale' do tego filmu jako filmu do ogladania (historii Anglii nie znam na tyle, by dyskutowac o strojach, faktach, nazwiskach itp)
                      • slotna Re: OT językowy 07.09.12, 00:14
                        Zle zagrany, glupawy i nudny jak sto piorunow. Szczegolami nie rzuce, bo oczywiscie widzialam raz i wyparlam je z pamieci, ale obie dziewczyny bardzo mnie rozczarowaly.
                        • the_dzidka Re: OT językowy 10.09.12, 22:29
                          Cholera, jeden z moich ulubionych filmow, nawet sobie nabylam legalne DVD, co robie tylko w wypadku filmow, ktore ardzo mi sie podobaja :D
        • guineapigs Re: OT językowy 06.09.12, 09:49
          Byl kiedys taki zart jezykowy, przepraszam jesli kogos urazam tutaj, o tworzeniu 'panienskiej' formy nazwiska 'Kupag'. Wychodzi 'Kupagowna', a moze powinno byc Kupagowianka? Pamietam tez, ze w jakims opowiadaniu Wiecha spor toczyl sie wlasnie z powodu niewlasciwej formy nazwiska panienskiego, ale nie pamietam, o jakie chodzilo.
          • kopiec_esmeralda Re: OT językowy 06.09.12, 09:53

            > Byl kiedys taki zart jezykowy, przepraszam jesli kogos urazam tutaj, o tworzeni
            > u 'panienskiej' formy nazwiska 'Kupag'

            Znałam w wersji Jajemga. Oczywiście wg dawniejszych zasad powinno być Jajemżanka, ale pewnie nie każdy je znał, stąd miało być "zabawnie".
            • buka_z_muminkow Re: OT językowy 06.09.12, 17:38
              o tak, o Jajemdze opowiadała nam polonistka na studiach :D A dokładniej - spytała się nas, jak nazywa się córka pana Jajemgi? Na sali cisza jak makiem zasiał xD
          • chomiczkami Re: OT językowy 06.09.12, 13:08
            Ja znam też żarcik od Kupaga :) - poprawnie: Kupażanka bodaj.
            • pi.asia Re: OT językowy 06.09.12, 18:28
              Zapowiedzi: Marianna z Jedligów i Jan Chrzan. Czyli Marianna z Janem Jedli...(żanka) z Chrzanem.

              Natomiast co do zwracania się po nazwisku - jak ma na imię dr House? A agent Mulder czy agentka Scully z "Archiwum X"?
              Oni tam wszędzie mówią do siebie po nazwisku i tak jest normalnie. Ale ani na moim podwórku, ani w szkole na żadnym etapie edukacji nie było to przyjęte. Czasem wykorzystywało się czyjeś nazwisko do zrobienia przezwiska (z Kondora zrobiliśmy Ptaszysko, z Pluszewskiego - Pluszaka), ale normalnym, urzędowym nazwiskiem nikt do nikogo się nie zwracał.
              Tylko w jednym jedynym przypadku używaliśmy nazwiska, ale było to nazwisko kogoś innego: Jarek M. był z fizyki równie dobry jak Hajduk, więc już w pierwszej klasie ogólniaka zyskał ksywkę Foucault i po wiek wieków został Fukiem. Zapomnieliśmy jak się naprawdę nazywa a nawet jak ma na imię.
              Dlatego w Jeżycjadzie dziwi mnie nagminne zwracanie się do siebie po nazwisku, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.
              A już Fryckowe "Pyziakówna" zasługuje na danie w mordę.
              • inka270783 Re: OT językowy 06.09.12, 18:45
                House'a nie oglądam,ale każdy szanujący się fan X Files (m.in. ja :D) wie, że Mulder to Fox, a Scully to Dana!

                Przy okazji,witam wszystkich-śledzę forum od kilku miesięcy ale dopiero teraz się przyłączam do dyskusji:)
                • skrzydlate.bobry Re: OT językowy 06.09.12, 18:47
                  > House'a nie oglądam,ale każdy szanujący się fan X Files (m.in. ja :D) wie, że M
                  > ulder to Fox, a Scully to Dana!

                  Zgadza się.

                  > Przy okazji,witam wszystkich-śledzę forum od kilku miesięcy ale dopiero teraz s
                  > ię przyłączam do dyskusji:)

                  A że akurat jestem pod ręką, to z sympatią rzucę w Ciebie girlandą z jelitek i zaproszę na kapuśniaczka z suszoną myszą. Witaj!
                  • inka270783 Re: OT językowy 06.09.12, 21:25
                    ooo,miałam nadzieję, że oberwę jelitkiem,a tu cała girlanda poleciała:)
                    • skrzydlate.bobry Re: OT językowy 06.09.12, 22:05
                      Co my Ci tu będziemy jelita żałować, to jelito Inki, nie nasze...
                • slotna Re: OT językowy 07.09.12, 00:11
                  > House'a nie oglądam,ale każdy szanujący się fan X Files (m.in. ja :D) wie, że M
                  > ulder to Fox, a Scully to Dana!

                  Ja to wiem, chociazem w ogole nie fanka (moze jak obejrze w koncu, to sie nia stane ;)). House zas ma na imie Gregory.
                  • pi.asia Re: OT językowy 07.09.12, 17:21
                    Och, ja też oczywiście wiem jak oni wszyscy mają na imię (i agent Cooper z "MIasteczka Twin Peaks) ale chciałam podkreślić właśnie ten fakt, że zwracają się do siebie po nazwisku, będąc nie tylko współpracownikami ale bliskimi przyjaciółmi.
              • skrzydlate.bobry Re: OT językowy 06.09.12, 18:46
                Ja byłam w liceum w czasach ,,Przystanku Alaska'' i na fali popularności tegoż krótko było w modzie zwracanie się do siebie po nazwisku, ale to wyłącznie wśród osób znających się jak łyse konie, gdzie wiadomo było, jakie kto ma intencje i że to wszystko wygłup. ,,Pyziakówna'' pada na początku znajomości i choćby i nie zasługiwała na danie w mordę, to przynajmniej na zastanowienie się, na co cierpi osobnik, który sobie na takie rzeczy pozwala, a potem trzymanie się na odległość.
                Już myślałam, że jestem przewrażliwiona albo drugopokoleniowe drobnomieszczaństwo ze słomą w obuwiu, albo regionalnie ograniczona, ale właśnieś mi podbudowało ego, Drogie Forum. Serdecznie dziękuję.
                • lacitadelle Re: OT językowy 07.09.12, 08:03
                  W moim środowisku też dość często zwracalismy się do siebie po nazwisku, im lepsza znajomość, tym częściej, wręcz pieszczotliwie :) do mojej przyjaciółki z liceum wciąż tylko tak mówię. Może to kwestia tego, że bardzo dużo imion się powtarzało (miałam w klasie praktycznie tylko Kasie, Agnieszki i Magdy)? Mnie więc taki sposób zwracania się w ogóle nie razi.
                • k_linka Re: OT językowy 08.09.12, 20:29
                  skrzydlate.bobry napisała:

                  > Ja byłam w liceum w czasach ,,Przystanku Alaska'' i na fali popularności tegoż
                  > krótko było w modzie zwracanie się do siebie po nazwisku, ale to wyłącznie wśró
                  > d osób znających się jak łyse konie, gdzie wiadomo było, jakie kto ma intencje


                  Ja tez bylam w liceum w tym okresie, ale jakos nie powiazywalam nigdy popularnosci serialu na mode na mowienie sobie po nazwisku. Ale pewnie stad sie to wzielo. Ze znajomymi z liceum dalej poslugujemy sie nazwiskami (czesto juz nieaktualnymi), no chyba ze ktos ma chwytliwa ksywke. Nigdy do glowy by mi nie przyszlo, ze moze to byc obrazliwie. Oczywiscie rozpatruje tu grupe osob znajacych sie jak lyse konie, nie dalekich znajomych.
      • the_dzidka Re: OT językowy 07.09.12, 23:10
        Kolodziejanka brzmi lepiej, milej dla ucha. Zapewne w dowodzie ma wpisane Julia Kolodziej, ale ladniej ja nazywac, jesli trzeba, Kolodziejanka.

        Pamietam, jak moja babcia opowiadala mi o swojej przedwojennej szkole, gdzie byla dziewczynka o nazwisku Noga - babcia opowiadala to tak "i nasza przelozona powiedziala, ze Rozalia Noga to brzmi nieladnie, bedziemy mowic Rozalia Nozanka" - dopiero jako dorosla pomyslalam, ze w gre wchodzila zapewne Nogowna...
        • iwoniaw Re: OT językowy 07.09.12, 23:34
          No ale "Nożanka" jest właśnie formą poprawną od nazwiska na -a, jak "Sapieżanka" od "Sapieha".
    • matka.smoka W temacie weselnym... 06.09.12, 21:42
      Wróciłam sobie do "Pulpecji" , a że temat weselny jest mi bliski, to moją uwagę przykuło jedno zdanie:

      Wesele Idy mocno nadszarpnęło domowy budżet.
      • mkw98 Re: W temacie weselnym... 06.09.12, 21:51
        Ida wydała dwie pensje na suknię, więc do udźców i jabłek Hesperyd się nie dołożyła.

        Mnie jeszcze dziwi to spontaniczne planowanie deseru w dniu wesela.
        • skrzydlate.bobry Re: W temacie weselnym... 06.09.12, 22:04
          > Mnie jeszcze dziwi to spontaniczne planowanie deseru w dniu wesela.

          I to jakiego deseru. Pracochłonny, to raz, dwa, że wesele jest w pierwszy dzień świąt, co oznacza, że nie można na chybcika wyskoczyć na przykład po jajka, bo zabrakło, a jabłek też trzeba mieć odpowiednio dużo. Fakt, to było jeszcze przed ustawą zakazującą handlu w tych okolicznościach, ale mimo wszystko... No i nie jestem tak całkiem pewna, czy na tę liczbę osób da się w domowym piekarniku upiec jabłka (w cieście! bez ciasta pewnie by poszło) jednym rzutem, ale to by trzeba eksperymentalnie sprawdzić. Jak się nie da, to znaczy, że część gości śliniła się, jak inni jedli, albo że część dostała już zimnawe. Przy więcej niż sześciu osobach nie bawiłabym się w takie desery, skoro można przygotować coś innego.
        • iwoniaw Nawet suknia za dwie pensje 07.09.12, 09:11
          i w zw. z tym (jak mniemam) konieczność całkowitego utrzymywania młodej lekarki przez rodzinę przez 2 m-ce przed ślubem nie usprawiedliwia, moim zdaniem, zwalania na grudniowe wesele problemów finansowych w marcu. Choć Ida była dość oszczędna, bo jeszcze jej wystarczyło na fryzjerów i kosmetyczki dla Natalii i Pulpy w ramach "poprawiania wizerunku rodziny w oczach Mareczka i jego matki" (hehe - to ta osoba, o której Gaba - na tej samej niemal stronie zresztą - myśli, że Sławek Lewandowski niesłusznie sądzi, iż widok parkowanych przez niego aut pod oknem Idusi ma dla niej jakiekolwiek znaczenie).

          Na tym weselu nie było wszak specjalnie więcej osób niż na wigilii czy obchodzonych tłumnie imieninach w innych tomach. Nie było żadnych tańców - nie płacono za wynajęcie żadnego zespołu czy dj-a. Impreza odbyła się w największym pokoju mieszkania na Roosevelta, odpada więc wynajęcie lokalu.
          Wychodzi więc na to, że zrujnowało ich jedzenie na ten obiad ślubny albo/i konieczność utrzymywania przez kwartał Idusi, która wydała 3 pensje na kieckę, ostrzyżenie i pomalowanie sióstr i inne welony i buty.
        • grimma Re: W temacie weselnym... 10.09.12, 17:59
          ale nie wiadomo ktore dwie pensje ;) - może np kupiła suknię we wrześniu/październiku.
          • nikadaw1 Re: W temacie weselnym... 11.09.12, 13:03
            w Noelce jest napisane, że "małżeństwo planowane od trzech miesięcy wreszcie miało dojść do skutku" - czyli nie mieli szansy odłożyć kasy na zapas na organizację wesela.
            wesele to był taki bardziej wystawny obiad rodzinny, podejrzewam że zielony pokój mógł pomieścić ze 20 osób
            Borejkowie mogli odczuwać skutki wesela jeszcze trzy miesiące potem, ale nie dlatego, że byli tacy biedni - ceny wtedy chyba skakały co chwila, żywność była droższa niż dziś, do inflacji trzeba też dodać to, że ceny niektórych towarów się urynkowiły. nie wiem, czy książki już wtedy zaczęły się robić relatywnie droższe, ale na to Borejkowie akurat nie żałowali. MIla mogła mieć rozsądne podejście do wydatków, ale Ignacy je rozbijał, pewnie dziadkowie częściowo utrzymywali wnuczki, nie rozliczając się z Gabą dokładnie z kosztów żywności, potem jeszcze doszedł Marek Pałys. nie wiadomo, czy nowożeńcy dokładali się do domowego budżetu i ile, ale we wspólnym kotle jest większy bałagan, a Mila pewnie nie miała serca domagać się więcej pieniędzy od Idy.
      • mankencja Re: W temacie weselnym... 07.09.12, 00:23
        może chodzi m. in. o koszty wstawienia szyby i te liczne pary butów?

        z drugiej strony, samo wstawienie kosztuje obecnie 65zł, nie mam pojęcia, ile kosztowało wtedy. kosztów szyby nie udało mi się oszacować, możliwe, że wyszło drogo.

        co do butów, nie pamiętam, czy zostały zwrócone do sklepu.
        • matka.smoka Re: W temacie weselnym... 07.09.12, 18:13
          Wstawienie szyby nie było chyba kosztowne, bo robiło się to znacznie częściej niż teraz, więcej było zakładów szklarskich. Myślę, że koszt był porównywalny.

          Zastanawia mnie, ile mógł zarabiać doktor medycyny zdaje się świeżo po studiach, w 1992 roku?

          >
          > co do butów, nie pamiętam, czy zostały zwrócone do sklepu.

          A ja nie pamiętam, czy Ida raczyła ofiarnym siostrom zwrócić kasę za tak hojną pomoc...
          • iwoniaw Re: W temacie weselnym... 07.09.12, 20:59
            On nie był tak znowu świeżo po studiach, to był neurochirurg z którymś tam stopniem specjalizacji. Ida zresztą też już była po specjalizacji i pracowała jako laryngolog.
    • fioletowy_kot Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 07.09.12, 11:40
      Zrobiłam małe wyliczenie:

      para młoda -2 osoby

      goście ze strony Natalii:
      rodzice – 2 osoby
      Gaba z rodziną – 5 osób
      Ida z rodziną – 4 osoby
      Pulpa z rodziną – 3 osoby
      stryjostwo – 2 osoby
      Joanna z rodziną - 3 osoby

      goście ze strony Robrojka: założyłam 5 osób (Bella z Przeszczepem, siostra Robrojka z rodziną (zupełnie nie kojarzę, czy była mężatką, czy miała dzieci, to takie założenie „na wszelki wypadek” ;) ).

      Łącznie daje to 26 osób, czyli zostają jeszcze 24 miejsca. Naprawdę nie rozumiem, jakim cudem „Ciotka Nutria wraz z Robrojkiem strasznie się głowili i kłopotali, groziło im bowiem to, że połowa krewnych i znajomych po prostu się poobraża.” (cytat z Kalamburki) Jakich krewnych? Przecież dla całej najbliższej rodziny miejsce jest, obowiązku zapraszania teściowej siostry (Monika Pałys – teściowa Idy), czy córki kuzynki męża siostry (Ulka Kołodziejnka – córka Julii, kuzynki Baltony, który jest mężem Pulpy) nie rozumiem. I jacy znajomi mieliby się poobrażać? Nutria w żadnym z tomów nie jest prezentowana jako dusza towarzystwa, osoba mająca mnóstwo bliskich przyjaciół i przyjaciółek. Robrojek niby duszą towarzystwa jest, ale też robi na mnie wrażenie mającego mały krąg znajomych, kilku dobrych kumpli. Czyli te 50 miejsc spokojnie powinno wystarczyć na zaproszenie rodziny i różnych znajomych.
      • chomiczkami Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 11.09.12, 13:52
        Ze strony Robrojka mogła być jeszcze była teściowa, może siostry i bracia zmarłej żony, mógł też mieć oprócz siostry - dalszych krewnych - braci ciotecznych czy siostry cioteczne.

        No i znajomi... jeśli założymy, że utrzymywali bliskie kontakty ze znajomymi z liceum i że mieli jakichś tam znajomych ze studiów... no to jest sporo osób, które mogą się poobrażać ;). Jeśli i Gaba i Robert przyjaźnili się z Cesią i Hajdukiem, a także z cesiną siostrą (przypuszczenie!), to wszyscy oni po pomyśle Laury zostali zaproszeni z dziećmi - czworo Hajduczątek i dwie Kołodziejanki.
        • chomiczkami Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 11.09.12, 13:56
          No i do tego Żakowie, Hajdukowie i Kołodziejowie byli w pewien sposób spowinowaceni z Borejkami... już tam pomijając stosunki koleżeńskie, po prostu stali się dwoma stronami Pulpecjo-Baltonowej rodziny, pewnie spotykali się przy okazji chrztu córek Pulpy, a skoro mieszkali w tej samej parafii, to na pewno dla towarzystwa i tak by przyszli na ślub Nutrii. Wesele to inna sprawa - w niektórych rodzinach jednak tak się zdarza, że ludzie się zaprzyjaźniają w takich dziwnych układach. My to mieliśmy na wakacjach, do mojej babci przyjeżdżały dzieci z obu stron mojej rodziny - od taty i od mamy, niektórzy w ogóle niespokrewnieni, niektórzy nie spokrewnieni nawet z moją babcią. I razem świętowaliśmy co roku imieniny dziadka :D.
      • p.irania1 Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 11.09.12, 15:32
        Przynajmniej ze strony Roberta jest to cała była grupa ESD (w sumie mogli to też być goście Natalii - w końcu za mąż wychodzi malutka siostrzyczka NASZEJ Gabrysi i to za NASZEGO Robrojka). Natalia spokojnie mogła utrzymywać kontakt z Bebe i rodziną, kilka innych osób z klasy pewnie też by się znalazło, niezaproszenie np. Bernarda mogłoby stać się pretekstem do ciężkiej batalii...
        Ja spokojnie jestem sobie w stanie wyobrazić, że te 50 osób to było ciut maławo.
        • iwoniaw Pretekstem do ciężkiej batalii? 11.09.12, 16:10
          Że niby te wszystkie miłe, sympatyczne i kulturalne osoby (no dobra, Bernarda pominę...) by się w razie niezaproszenia na kameralne wesele POOBRAŻALI? Choć mimo nieobecności na weselu Idy stosunków jakoś nie pozrywali?
          • p.irania1 Re: Pretekstem do ciężkiej batalii? 11.09.12, 16:50
            O batalii mówiłam przede wszystkim w kontekście Berbarda ;)
            "Kobieto z welonem, ja uwielbiam wesela, są takie nieobliczalne, jak mogłaś pominąć swojego starego druha i przyjaciela który pamięta cię jeszcze kiedy dziecięciem nieletnim będąc, problemy z fizyką miałaś?"
            • iwoniaw Re: Pretekstem do ciężkiej batalii? 11.09.12, 16:55
              A, co do Bernarda to się zgodzę, z tym, że on to raczej z kościoła niezaproszony byłby się gotów władować do samochodu komuś z rodziny (albo i państwu młodym, hehe...), a nie "obrazić się na amen" z powodu nie zaproszenia.
              A tam była odautorska wzmianka właśnie o tym, że nowożeńcy stali przed dylematem, jak pomieścić gości, aby liczne grono rodziny i przyjaciół się nie obraziło, że akurat ich nie uwzględniono. I tak się zastanawiam, kto by "się obraził na amen", gdyby nie został zaproszony na imprezę poślubną, a jedynie poinformowany o ślubie u dominikanów? Profesor Dmuchawiec? Teściowa Idy? No bo że nie o siostrę stryjeczną Joannę chodziło, to wiemy... :-/
              • nikadaw1 Re: Pretekstem do ciężkiej batalii? 12.09.12, 13:12
                ciekawe, żę państwu młodym zwykle się wydaje, że wszyscy tylko marzą, by przyjść na ich wesele. z tego co zdołałam zaobserwować w mym krótkim życiu, to ludzie zwykle nie lubią wesel, traktując to jako konieczny serwitut na rzecz życia towarzyskiego. jeśli chodzi o walory rozrywkowe, to wesela dość nisko się plasują - trzeba się ubrać w coś czego na co dzień nie nosisz, czasami pokonać szmat drogi, przynieść dość drogi prezent, rozwiązać problem picia alkoholu i powrotu do domu, nie decyduje się co się będzie jadło, można spotkać ludzi, za którymi się nie przepada, słucha się muzyki, którą niekoniecznie się lubi, czasami trzeba uczestniczyć w durnych zabawach... do tego jeszcze tort, o którym wszyscy zwykle myślą "słodkie paskudztwo" ale wypada wziąć kawałek i przynajmniej podziubać w talerzyku... wyobrażacie sobie, że z własnej woli zamawiacie w kawiarni kawałek typowego weselnego tortu? ja bym wolała porządny sernik, brownie czy szarlotkę.
                • the_dzidka Re: Pretekstem do ciężkiej batalii? 12.09.12, 13:17
                  nikadaw1 napisała:

                  > ciekawe, żę państwu młodym zwykle się wydaje, że wszyscy tylko marzą, by przyjś
                  > ć na ich wesele. z tego co zdołałam zaobserwować w mym krótkim życiu, to ludzie
                  > zwykle nie lubią wesel, traktując to jako konieczny serwitut na rzecz życia to
                  > warzyskiego. jeśli chodzi o walory rozrywkowe, to wesela dość nisko się plasują
                  > - trzeba się ubrać w coś czego na co dzień nie nosisz, czasami pokonać szmat d
                  > rogi, przynieść dość drogi prezent, rozwiązać problem picia alkoholu i powrotu
                  > do domu, nie decyduje się co się będzie jadło, można spotkać ludzi, za którymi
                  > się nie przepada, słucha się muzyki, którą niekoniecznie się lubi, czasami trze
                  > ba uczestniczyć w durnych zabawach... do tego jeszcze tort, o którym wszyscy zw
                  > ykle myślą "słodkie paskudztwo" ale wypada wziąć kawałek i przynajmniej podziub
                  > ać w talerzyku...

                  A wiesz, ze Ty masz racje?...

                  Przy czym jako puente dodam:
                  "...a mimo tego, jak nie zostana zaproszeni, to sie obrazaja!" :)

                  • nikadaw1 Re: Pretekstem do ciężkiej batalii? 12.09.12, 14:23
                    się obrażają, ale nie dlatego, że ich ominęła świetna zabawa, ale że zostali pominięci towarzysko - na wesela zaprasza się najbliższych krewnych, chrzestnych, najlepszych znajomych - ludzi z którymi łączy cię coś bardzo ważnego. z kolei dalszą rodzinę w pełnym składzie można spotkać przeważnie tylko na weselach i pogrzebach - jak nie dostałeś zaproszenia to znaczy że spadłeś do rangi rodziny, z którą utrzymuje się baaaardzo incydentalne kontakty.

                    ale też często ci hipotetyczni goście nie traktują zaproszenia czysto prestiżowo i rozumieją argument "nie mam pieniędzy na huczniejsze wesele/nie chcę robić hucznego wesela/lokal ma ograniczoną pojemność itd. i cieszą się, ze będą mogli spędzić weekend po swojemu, bez kaca i niestrawności, za to z konkretną sumą pieniędzy pozostałą w kieszeni.
          • piotr7777 Re: Pretekstem do ciężkiej batalii? 12.09.12, 18:39
            > Że niby te wszystkie miłe, sympatyczne i kulturalne osoby (no dobra, Bernarda p
            > ominę...) by się w razie niezaproszenia na kameralne wesele POOBRAŻALI? Choć mi
            > mo nieobecności na weselu Idy stosunków jakoś nie pozrywali?

            Ida nie miała wesela. To był po prostu zwykły uroczysty obiad ślubny z udziałem najbliższej rodziny i tylko najbliższej rodziny.
            Dlatego nikt się nie mógł obrazić. Owszem, koledzy i koleżanki Idy i Marka mogli uznać ich za dziwaków, ale to nie to samo.

      • fioletowy_kot Re: Wesele Natalii w Koszutach a goście 12.09.12, 14:28
        trudno mi uwierzyć, że tam brakowało miejsc dla bliskich znajomych, czy ważnych dla nich członków rodziny, przecież w takim przypadku Nutria i Robroj powinni raczej myśleć "mamy za mało miejsc, jaka szkoda, nie będziemy mogli spędzić tego wyjątkowego dnia ze wszystkimi najbliższymi nam osobami", a nie "mamy za mało miejsc, ludzie się na nas poobrażają, że ich nie zaprosiliśmy"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka