Dodaj do ulubionych

Propaganda, a wartość i przyjemność

22.01.14, 17:39
Do tematu zainspirował mnie nieśmiertelny "Tytus, Romek i A'Tomek". Przeglądając po latach kolekcję w starszych komiksach zauważyłam dość wyraźne wstawki ideologiczne- ot, Amerykanie tłuści, chciwi i tchórzliwi, fajny zlot młodzieży z krajów komunistycznych, dobry żoł nierz wygląda jak Fidel Castro, a Tytus zostając kapitalistą cofnął się w rozwoju.

Jako dziecko przysięgam- nie widziałam tego. Zlot młodzieży był fajny, bo wzięli ich za dwór Posejdona, a komiks o Dzikim Zachodzie był fajnym komiksem o kowbojach. W sumie promowano całkiem sporo uniwersalnie dobrych wartości, a sama lektura była po prostu śmieszna.

Dać bratu do czytania, czy nie?
Jakby nie patrzeć- Pan Samochodzik lata do milicji (no, ale do kogo miał się zwrócić?), a pierwsze książki Niziurskiego są tylko o ton cichsze niż "Timur i Jego Drużyna", moje ukochane Słoneczniki w ogóle mają ateistkę z ZMP na sztandarze.

Czy te lektury nadal mogą sprawiać przyjemność? Czy dawać je dzieciom z gadką uświadamiającą, czy liczyć na ich inteligencję?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 22.01.14, 18:15
      Dawać z gadką uświadamiającą. Nawet niesławnej pamięci PRL nie wykreslało burżuazyjnych dzieł z listy lektur, najwyżej kazało w nich wyszukać niedolę pańszczyźnianego chłopa.
      OT - kto mi wytłumaczy, dlaczego "Bankructwo małego Dżeka" czyli podręcznik drobnego przedsiębiorcy dla dzieci miały w lekturze dzieci za tow. Gomułki, a nie mają teraz?
      • kooreczka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 22.01.14, 18:18
        Bo lektur coraz mniej?
        • verdana Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 22.01.14, 18:26
          Nie, wyleciał dawno, z nastaniem kapitalizmu. Już moje dzieci, dawno temu go nie miały.
          • kooreczka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 22.01.14, 18:33
            A wiesz, co zostało?
            Opowiadanie "Olek"- osierocony chłopak ima się różnych, ale zawsze uczciwych prac, żeby utrzymać siebie i siostrę. Zbiera podobnych sobie kolegów i
            Olek wsparł głowę o ścianę i marzył: - Gramy w
            guziki, gramy w kości. Mało który z was czego nie ryzykuje! Zaryzykujemy
            przyjaźń i pomoc wzajemną, wierną – we wszystkim! Może padnie na nas wielka
            wygrana. Może pójdą za nami inni i odmieni się los biednych ludzi!
            Duży Felek od gazet wystąpił naprzód. – To nie tak trzeba! – rzekł. Grunt, żeby
            się nikt nie dowiedział, że tak tanio można kupić to drzewo i te kartofle. To
            tu je można sprzedać tak, jak na rynku płacą, drogo, a wtedy ładny grosz
            zarobimy na ludziach. Olek poprowadzi interes!
            Olek podniósł głowę ze wzgardą. Stał wyprostowany i dumny, aż wszyscy
            zamilkli. – Ja nie jestem spekulant – rzekł dobitnie. – Ja jestem robotnik!”


            Jak to czytałam bliżej już było do 2000 roku. Zaliczyłam potężne zdziwienie, które pamiętam do dziś- przecież nie mieli nikogo okradać, tylko sprzedawać rzeczy kupione na wsi na rynku w mieście, każdy sprzedawca tak robił. I może jego siostra nie musiałaby chorować na gorączkę w izbie wynajętej im z litości.
            • paszczakowna1 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 22.01.14, 19:31
              Pamiętam, ale ja to gdzieś w 1985 r miałam. (Podobało mi się zresztą, choć tych kartofli nie mogłam rozkminić.)
            • kindzie Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 11:50
              kooreczka napisał:

              > A wiesz, co zostało?
              > Opowiadanie "Olek"- osierocony chłopak ima się różnych, ale zawsze uczciwych pr
              > ac, żeby utrzymać siebie i siostrę. Zbiera podobnych sobie kolegów i
              > Olek wsparł głowę o ścianę i marzył: - Gramy w
              > guziki, gramy w kości. Mało który z was czego nie ryzykuje! Zaryzykujemy
              > przyjaźń i pomoc wzajemną, wierną – we wszystkim! Może padnie na nas wiel
              > ka
              > wygrana. Może pójdą za nami inni i odmieni się los biednych ludzi!
              > Duży Felek od gazet wystąpił naprzód. – To nie tak trzeba! – rzekł.
              > Grunt, żeby
              > się nikt nie dowiedział, że tak tanio można kupić to drzewo i te kartofle. To
              > tu je można sprzedać tak, jak na rynku płacą, drogo, a wtedy ładny grosz
              > zarobimy na ludziach. Olek poprowadzi interes!
              > Olek podniósł głowę ze wzgardą. Stał wyprostowany i dumny, aż wszyscy
              > zamilkli. – Ja nie jestem spekulant – rzekł dobitnie. – Ja je
              > stem robotnik!”

              >
              > Jak to czytałam bliżej już było do 2000 roku. Zaliczyłam potężne zdziwienie, kt
              > óre pamiętam do dziś- przecież nie mieli nikogo okradać, tylko sprzedawać rzecz
              > y kupione na wsi na rynku w mieście, każdy sprzedawca tak robił. I może jego si
              > ostra nie musiałaby chorować na gorączkę w izbie wynajętej im z litości.

              Okradać może nie, ale jakby troszeczkę oszukiwać? Przecież "grunt, żeby się nikt nie dowiedział, jak tanio można kupić to drzewo i te kartofle"?
              Czy to nie jest tak, że cały nasz bieżący problem z potężnym i amoralnym biznesem wziął się właśnie stąd, że uczono nas przez całe lata 90-te, że zasady etyczne obowiązujące pomiędzy prywatnymi ludźmi nie mają i nie powinny mieć zastosowania w interesach? Że tam jedyną zasadą powinien być zysk?
              Przecież raczej nie przeżyłabyś potężnego zdziwienia, gdyby Twoja znajoma się obruszyła na czyjąś radę, żeby, powiedzmy, kurteczkę kupioną po 50 złotych, ktora okazała się za mała dla jej dziecka, odsprzedała siostrze po 150 złotych?

              Zresztą chyba nawet nie tylko o to chodzi w tym opowiadaniu - także o kwestię, czy każda ludzka działalność powinna być przekładana na biznes. Nie rozumiem, dlaczego miałoby potężnie dziwić, że ktoś uważa kooperację, organizację wzajemnej pomocy czy spółdzielnię za lepszą pod względem etycznym działalność niż firmę nastawioną wyłącznie na zysk. Nawet jeśli przez ten wybór sam będzie zmuszony dłużej korzystać z cudzej pomocy.
              • kooreczka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 13:26
                Słusznie, wszak grzybiarze na rynku zawsze informowali mnie, że pozbierać można w lesie za darmo.

                Dąbrowska sama zapomniała, że wcześniej Olek doskonale wiedział, że drewno i jedzenie na wsi tańsze. Tylko trzeba poświęcić pół dnia na organizację. Chłopaki zrywały się bladym świtem i wiozły na ręcznym wózku dla ludzi, którym nie opłacało się na wsi kupować. Nie mówimy tu o chciwych kapitalistach mających problemy etyczne, ale sierotach przymierających głodem. Niech przymierają dalej, zamiast wziąć się do założenia uczciwego straganu i świecą w oczy przykładem.
                • kindzie Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 24.01.14, 09:25
                  kooreczka napisał:

                  > Słusznie, wszak grzybiarze na rynku zawsze informowali mnie, że pozbierać można
                  > w lesie za darmo.

                  O właśnie, czyli trafiłaś na uczciwych ludzi. Gdyby - w myśl sugesii kolegi Olka - mówili ci: "Pani, za zbieranie trzeba leśniczemu tyle zapłacić, że ledwo na swoje wychodzę!", to by jednak do końca uczciwe nie było.

                  > Dąbrowska sama zapomniała, że wcześniej Olek doskonale wiedział, że drewno i je
                  > dzenie na wsi tańsze. Tylko trzeba poświęcić pół dnia na organizację. Chłopaki
                  > zrywały się bladym świtem i wiozły na ręcznym wózku dla ludzi, którym nie opłac
                  > ało się na wsi kupować.

                  Najwyraźniej, skoro kluczowe dla powodzenia biznesu miałoby być zatajenie przed kupującymi, o ile tańsze na wsie są te artykuły, ludzie po uzyskaniu tej informacji z dużym prawdopodbieństwem doszliby do wniosku, że jednak im się opłaca.

                  > Nie mówimy tu o chciwych kapitalistach mających problem
                  > y etyczne, ale sierotach przymierających głodem. Niech przymierają dalej, zamia
                  > st wziąć się do założenia uczciwego straganu i świecą w oczy przykładem.

                  Niech nie myślą nawet o tym, żeby zaincjować w swoim otoczeniu wzajemną pomoc i współpracę, bo jedyna dopuszczalna forma działalności to stragan.
                  • kooreczka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 24.01.14, 12:45
                    No to wymyśl mi proszę, jak mają sobie samopomagać przymierając głodem.
                    I przeczytaj dokładnie, co napisałam- zdanie o niemówieniu Dąbrowska wepchnęła li i jedynie, by usprawiedliwić ostatnie zdanie, skoro wiedza o tym jak działają ceny nie była żadną
                    tajemnicą. Zresztą Olek wcześniej na targ kartofle nosił i sprzedawał drożej, żeby mieć na mleko dla siostry- to już go nie bolało.
      • paszczakowna1 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 22.01.14, 19:21
        > OT - kto mi wytłumaczy, dlaczego "Bankructwo małego Dżeka" czyli podręcznik dro
        > bnego przedsiębiorcy dla dzieci miały w lekturze dzieci za tow. Gomułki, a nie
        > mają teraz?

        Tam spółdzielnia była, może dlatego. I sporo o nierównościach majątkowych. Zresztą moja ulubiona książka Korczaka, chyba najłatwiejsza w odbiorze dla dzieci.
    • ananke666 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 22.01.14, 22:56
      Niestety po latach doszłam do wniosku, że Tytus jest nieczytalny. Kiedyś śmieszny, później wydał mi się... no prymitywny to może nie... ale czytać go nie jestem w stanie. Żenuje mnie. Nie mam pojęcia, jak wypadłaby nasza swojska podróba Asterixa, od lat nie miałam tomu w ręku.
      • paszczakowna1 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 10:37
        >Nie mam pojęcia, jak wypadłaby nasza swojska podróba
        > Asterixa, od lat nie miałam tomu w ręku.

        Też nie miałam, ale z tego co pamiętam, mogłaby wypaść nieźle. W późniejszych tomach odeszli od podróbki Asterixa i skręcili wyraźnie w stronę fantasy, nawet fajny to klimat miało.
      • miliwati Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 14:08
        > Niestety po latach doszłam do wniosku, że
        Tytus jest nieczytalny. Kiedyś śmiesz
        > ny, później wydał mi się... no prymitywny to
        może nie... ale czytać go nie jest

        Tytus jest wyłącznie dziecinny, do poziomu najwyżej liceum. Kajko i Kokosz są osadzeni w dorosłych realiach. Może i nieaktualnych (chociaż też nie tak do końca, przełożenie na przykład na korporealia jest dość oczywiste), ale dorosłych. Poza tym Chmielewski jest z natury indoktrynująco dydaktyczny, przecież teraz kleci patriotycznie a to Tytusa-powstańca, a to woja Psiopolnego. No tego mu chyba Wydział Kultury nie każe? Christa nie ma ambicji oświecania, tylko robi sobie jaja.

        > em w stanie. Żenuje mnie. Nie mam pojęcia,
        jak wypadłaby nasza swojska podróba
        > Asterixa, od lat nie miałam tomu w ręku.

        • ananke666 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 22:07
          Bo ja wiem. Są książki dla dzieci, które z przyjemnością czytam po latach. A Tytusa zdzierżyć nie mogę.
          • miliwati Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 23:51
            ananke666 napisała:

            > Bo ja wiem. Są książki dla dzieci, które z przyjemnością czytam po latach. A Ty
            > tusa zdzierżyć nie mogę.

            Bo jest różnica między książką dla dzieci a książką dziecinną :-)
    • bonika99 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 03:22
      Pytanie, ile lat ma brat. I czy jest dzieckiem mądrym :) Odrobina uświadomienia nie zaszkodzi, bo jeszcze się zrazi do braci Amerykanów i zapyta o towarzyszy z ZSRR.
      Lektury z XIX w. też warto młodocianym rozjaśniać, bo po lekturze nowelek jeszcze zapakują siostrę/brata do piekarnika, by rodzice się ucieszyli, że ich ukochane dziecko wyzdrowiało dzięki pomocy najukochańszego rodzeństwa.
    • zla.m Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 07:58
      Tytusa dawno nie czytałam, ale raczej bym dała - typ humoru czasem przaśny, ale jako bardzo młodej młodzieży mi pasował.

      Słoneczniki - podsunę bez wahania, książka piękna, mądra, mało upolityczniona, bohaterka nadzwyczajna i jednocześnie normalna. Baaardzo lubię.

      A Nienackiego podsuwać nie będę - ale nie ze względów ideologicznych (choć pamiętam, że scena gdy okazał się ORMO-wcem nawet w latach fascynacji jakoś mi zgrzytała), ale dlatego, że obecnie uważam te książki za koszmarne. Nadęty buc w roli bohatera, stereotyp stereotypem pogania: płciowe przede wszystkim, ale też narodowe (źli Niemcy, zwykle też grubi i brzydcy) i społeczne (jak ktoś chodzi na dyskoteki, to wiadomo, że w głowie nic mieć nie może, a jak ma bogatych rodziców to nie tylko idiota, ale i nieodpowiedzialny leń). Wartościowe jest pokazywanie, że historia jest fajna. I niejednoznaczna - pamiętam, że z książek Nienackiego dowiedziałam się o pruskich rodach, które po wybuchu wojny rozpadały się na Polaków i Niemców... Sądzę jednak, że książek budzących zainteresowanie historią poprzez szukanie "skarbów" jest akurat wiele. Więc jak młoda się do Nienackiego dorwie, to nie zabronię. Ale sama nie podsunę.

      A jeżeli chodzi o tłumaczenia i uświadamianie - nie pamiętam, żeby rodzice moi coś takiego z zasady robili, po prostu sama (chyba ;)) zrozumiałam, że w dawnych czasach było inaczej (co oczywiście nie wyklucza tłumaczenia konkretnych rzeczy, gdy dziecko spyta). Nie sądzę, żeby zawartość książek mogła dziecko spaczyć - o ile mówimy o normalnym "losowym" czytaniu różnych rzeczy z różnych epok. Ja nie miałam zamiaru nikogo w piecu palić, nie wybierałam się w tajgę bez nóg ani nie próbowałam latać - i większość dzieci też nie.
      • slotna Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 18:41
        Bardzo lubilam Nienackiego, ale kiedy po latach dorwalam "Laseczke i tajemnice", okropnie mnie odrzucily szowinistyczne wstawki i przypomnialam sobie podobne teksty w Samochodzikach. Sporo w ogole czytalam ksiazek "propagandowych", ale nie sadze, zeby mi to zaszkodzilo ;)
        • morekac Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 23:59
          Jak dotarło do mnie, że był ormowcem, to przestałam czytać. A po latach dotarło do mnie, że te książki są z lekka koszmarne - nieszczęsny Tomasz był szowinistą i mizoginem...
          Ale z pewnością nie chowałabym tych książek przed młodocianymi w sejfie.
          • slotna Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 24.01.14, 12:07
            Jak pierwszy raz czytalam te ksiazki, to w ogole nie wiedzialam, ze bycie ormowcem to cos zlego, ze to ksiazki z PRLu i tak dalej. Skupialam sie i tak nie na tym, czego nie rozumialam, tylko na akcji i zagadkach.

            Pamietam do dzis, jak mi bylo przykro, kiedy mowiac o lubianej przeze mnie ksiazce "Pokoj na poddaszu" uslyszalam od polonistki, ze to propaganda i Wasilewska byla komunistka. Jakby mnie to obchodzilo! Chyba musze sobie to odswiezyc. I Jackiewiczowa, ktora podsunela mi babcia - tez bardzo mi sie podobala, ciekawa jestem, czy odbiore to dzis jak nachalna pochwale nieslusznego ustroju.
          • akniwlam Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 29.01.14, 18:58
            A dlaczego Tomasz był szowinistą i mizoginem? Dawno Pana Samochodzika nie czytałam, ale pamiętam takie fajne postaci kobiece, jak Marta, która studiuje, świetnie łowi ryby i jeszcze na dokładkę okazuje się tajemniczym Kapitanem Nemo czy Ciotka Zenobia, która zna karate i walczy ze szpiegami (o ile pamiętam, to nawet dziś ten wątek by się bronił, bo dotyczył chyba próby ukrycia przed opinią publiczną nazistowskiej przeszłości jakiegoś działacza politycznego - nie chodziło w każdym razie o potępienie w czambuł wszystkiego, co zachodnie). Naprawdę były tam jakieś męsko-szowinistyczne wstawki? Serio pytam, nie pamiętam takich po prostu. Muszę sobie odświeżyć :)
            • zla.m Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 29.01.14, 20:16
              Zenobię pamiętam dość dobrze - i mój odbiór tej książki. Nie, nie była fajna (wg autora i bohatera) - była ładna, ale zarozumiała i miała przewrócone w głowie (bo zajmowała się męskimi rzeczami - judo i motocyklem, więc miała z czego być dumna...), ale dostała za swoje i spokorniała. Zadurzyła się jak idiotka we Fryderyku, rfn-owskim szpiegu. A poza tym Wielki Bohater pod koniec książki pokonał ją w judo i zmył swoją męską hańbę bycia-pokonanym-przez-kobiete-i-to-ładną.

              A ostatnio próbowałam odświeżyć tom Pan Samochodzik i Niewidzialni - pan Tomasz dostaje do pomocy referentkę, która jest ładna i chodzi na dyskoteki, więc jest oczywiście głupia jak bukiecik szczawiu i nie umie przewidzieć, że na wyjeździe na Mazury może być potrzebna kurtka (choć Wspaniały Samiec ją ostrzegał). A jeden z kręcących się koło niej młodzieńców jest bogaty, więc (oczywista implikacja) jest też nieuczciwy, ale głupi... Nie wiem, kto zabił, bo nie miałam siły doczytać dzieuuua ;)
              • ananke666 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 29.01.14, 23:06
                Dodajmy, że judo przypomniał sobie z podręcznika i to tylko dlatego, że pani go przewróciła, będąc wrednym babsztylem, który na każdym kroku musiał udowadniać, że jest lepszy, za co został słusznie ukarany. Nawet w dzieciństwie uważałam, że to idiotyczne.
                • ciotka_scholastyka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 30.01.14, 11:20
                  > Dodajmy, że judo przypomniał sobie z podręcznika i to tylko dlatego, że pani go
                  > przewróciła

                  Tak, to judo z podręcznika też mnie zirytowało, chociaż byłam dzieckiem, Samochodziki czytywałam bezkrytycznie, a Księga Strachów w ogóle była jedną z moich ulubionych.
                  I w ogóle ta Zenobia opisana była okropnie, śliczna dziewczyna, która zachowuje się jak kompletna wariatka, witając zupełnie obcego faceta przewraca go na dzień dobry na ziemię za pomocą judo ;)
              • akniwlam Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 30.01.14, 21:33
                Naprawdę się zakochała ta Zenobia czy udawała zakochaną? Przecież to agentka była, ona chyba tego niemieckiego szpiega miała śledzić pod pozorem zacieśniania znajomości (tak to sobie zinterpretowałam, nie pamiętam, czy było to napisane otwartym tekstem - ale może macie rację, dawno nie czytałam). Taka Irena Adler Pana Samochodzika :) Pamiętam, że za nią nie przepadał, ale ja to interpretowałam jako taki niechętny podziw, a nie potępienie.
                W ramach odświeżania sięgnęłam po Wyspę Złoczyńców - mamy całą galerię postaci kobiecych: dzielną Hankę - studentkę medycyny; naiwną ale bardzo uzdolnioną (co jest podkreślone) Zaliczkę, studentkę antropologii; jej wykładowczynię panią Alinę (wykształcona kobieta z autorytetem); nieostrożną autostopowiczkę po ciemnej stronie mocy Teresę i panią sklepową, która jako pierwsza wpada na trop zbrodni (rozpoznaje zamordowanego). Największą pomocą w rozwiązywaniu zagadki są harcerze, jeden z antropologów i Hanka właśnie. No i milicja oczywiście.
                Faktycznie część kobiet jest przedstawiona jako naiwne i bezradne bez męskiego ramienia, ale już w tej jednej książce mamy dwie, które całkiem nieźle sobie radzą solo. I nawet Tomasz w pewnym momencie śledztwa żałuje, że nie ma z nim Hanki, która nie histeryzuje w trudnych sytuacjach (przez kontrast z dwiema, co histeryzują). Więc chyba aż takim szowinistą straszliwym nie jest, żeby nie doceniać mądrych kobiet.
                Zobaczymy, czego się doczytam w następnych częściach :)
                • akniwlam Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 03.02.14, 15:12
                  Odpowiadam sama sobie, wybaczcie. Jestem świeżo po lekturze Księgi strachów i zdecydowanie dobrze zapamiętałam Zenobię jako agentkę udającą głupią gęś, zakochaną w pięknym cudzoziemcu. Całe te jej wakacje to była akcja operacyjna - najpierw kręciła się wokół dobrych Niemców, poszukujących dowodu na to, że źli są źli (czyli zaginionego pamiętnika), potem gdy oficjalna polska część ekipy śledczej wyjechała, ona została na miejscu i miała czekać na pojawienie się nowych złych, doczekała się Fryderyka i z miejsca się "zakochała", żeby faceta śledzić. Jedno, co nieprawdopodobne, to że w czasie tej akcji miała pod opieką nieletnią siostrzenicę, ale ta była potrzebna dla rozwoju akcji książki. I to ta siostrzenica, Kasia, wypowiada najkoszmarniejsze w powieści zdanko: Kobieta powinna być miła, inteligentna i gospodarna. Jej ciotka z tych trzech cech posiada jedną - tę środkową.
                  W każdym razie przez większą część książki Zenobia gra pewną rolę, w co wlicza się stosowanie chwytów dżudo na niczego nie spodziewających się nowo poznanych znajomych, deklaracje o szukaniu męża tudzież o wymaganych cechach tegoż męża, uganianie się za Fryderykiem, straszenie zapalniczką w kształcie pistoletu itp. Mamy więc kolejną samodzielną i nie dającą sobie w kaszę dmuchać postać kobiecą.
                  Poza tym pojawia się postać dobrej Hildy - nie dość że kobieta, to jeszcze Niemka i do tego przesiedlona, ale ma dziewczyna kręgosłup moralny, jest sympatyczna, inteligentna i dzielna. To ona jest motorem poszukiwań zaginionego pamiętnika, który faktycznie skrywa mroczną przeszłość niemieckiego polityka.
                  Trochę mi czasu brakuje na dalsze analizowanie Samochodzików, więc na razie kończę temat.
            • ananke666 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 29.01.14, 22:55
              Och, wstawek było od groma i trochę. Tam naprawdę kobieta to było głównie coś głupawego, co się nadawało do ładnego wyglądania i garów... Przypominam sobie w miarę normalną kobietę - małżonkę Winnetou. Piękna kobieta, kochająca swój jacht i żeglarstwo - ale to zła kobieta była, puściła Winnetou w trąbę! Wyznam, że też bym puściła i to ekstracugiem...
              • ciotka_scholastyka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 30.01.14, 11:24
                Jako dorosłą babę Winnetou okropnie mnie irytuje, już wolałabym tego jego kolegę żeglarza. Co do kobiet - Miss Kapitan, ta zła, tak naprawdę była kobietą z charakterem. Krwawa Mary w zasadzie nie robiła na mnie wrażenia, taka chłopczyca, a cholerną Lady Elizabeth miałam ochotę utopić w błocie. Nawiasem mówiąc, dla Tomasza to był ideał kobiety właśnie, grzeczna, śliczna, posłuszna, żaby się boi, komary ją gryzą, a w dodatku ma być podobna do Anny Orzelskiej! Jak byłam w Nieborowie, już jako wiekowa osoba, przyjrzałam się temu portretowi Orzelskiej i wówczas ostatecznie zwątpiłam w dobry gust Tomasza.
                • ananke666 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 30.01.14, 22:07
                  Miss Kapitan była po prostu normalna. I jako normalna kobieta nie wytrzymała z typem, który nazywa siebie imieniem zmyślonego bohatera kiepskiej powieści, mówi o sobie raz w pierwszej, raz w trzeciej osobie, siedzi w chatce na bagnach i wali godzinami w bęben, a także wstawia teksty tego typu:

                  Idąc nad jeziorem widziałem kanu Milczącego Wilka, który kierował się w tę
                  stronę (...) I natychmiast przybiegłem tutaj, aby uradować oczy widokiem mojego brata. Dlaczego Milczący Wilk ominął wigwam Winnetou i przybył do zadymionego wigwamu bladych twarzy? Czy serce Milczącego Wilka nie mówiło mu,że Winnetou czeka na niego z utęsknieniem?


                  Zakopuje i wykopuje indiańskie wyroby rękodzielnicze oraz twierdzi, że zastrzelenie zwierzęcia z kiepskiej strzelby to zgoła co innego, co trafienie z dobrej (co prawda, ja też tak uważam - otóż z dobrej mamy większą szansę, że trafimy gdzie trzeba, nie przysparzając zwierzakowi wielu godzin strachu i bólu od złego postrzału. Winnetou twierdził, że z dobrych strzelają mordercy zwierząt. Mniemam, że dzikowi, na którego się zasadzał, było dokładnie wszystko jedno kto i z czego strzeli mu w łeb).

                  Oczywiście, nie ma nic złego w przemawianiu językiem blisko stuletnich powieścideł, siedzeniu na bagnach i waleniu w bęben. Niemniej to się nadaje na ciekawostkę przyrodniczą, a nie na partnera. Toteż Miss Kapitan zrobiła jedyną rzecz, jaką mogła, kiedy małżonek sfiksował. Mianowicie puściła go w trąbę. To zła, zła kobieta była... powinna sadzić farmazony o byciu squaw, prać onuce i odkurzać bęben.
              • lululemon12 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 31.01.14, 18:27
                Nie wspominając już o "Tajemnicy tajemnic" ze stereotypową feministką Helenką, przedstawioną niemalże jak Barbara w NiN. Tyle, że pani kustosz nawraca się chyba w końcu na sukienki i gotowanie ;).
                Anna Orzelska też nigdy mi się nie podobała. Choć w tamtych czasach lubiono chyba wąsiki u kobiet ;).
                • ewaty Samochodzik... 31.01.14, 19:52
                  Forum ESD wdepnęło na odcisk forum samochodzikowemu ;) pansamochodzik.ok1.pl/viewtopic.php?t=2203&postdays=0&postorder=asc&start=0
                  • zla.m Re: Samochodzik... 31.01.14, 20:17
                    OJP, nie wiedziałam, że mam tyle cytowań :D :D :D Natomiast jeżeli zamiast argumentów merytorycznych (odpowiednie cytaty czy postaci z książek pokazujące, że zdanie niesłuszne - co zrobiła tutaj akniwlam) pojawiają się hasła w stylu: to moda i na pewno się czują pokrzywdzone przez mężczyzn - to dla mnie znak, że nie warto wdawać się w polemikę. O poczuciu wyższości nad ludźmi, którzy używają "trudnych" słów (jak mizogynia) przez litość nie wspomną ;-)
                    • akniwlam Re: Samochodzik... 01.02.14, 15:21
                      Wydawało mi się, że jak ktoś jest w stanie przeczytać ładnych parę tomów Pana Samochodzika, to powinien czytać ze zrozumieniem niedługą dyskusję na forum. Interpretacja na tamtym forum tego, co tu napisałyśmy, wprawiła mnie jednakowoż w osłupienie.
                      Drogi Podczytywaczu z forum Samochodzikowego, nie czytałam Skiroławek, więc na pewno nie patrzę na serię dla młodzieży przez pryzmat tej książki; widzę w Samochodzikach przede wszystkim obraz rzeczywistości, w której te książki były pisane, rzeczywistości, w której stereotypy płciowe jak najbardziej miewały się świetnie i fikcyjny Tomasz (bo o rzeczywistym Autorze się nie wypowiadam) nie mógł być od nich całkowicie wolny. Doceniam postaci wykształconych czy aspirujących do wykształcenia kobiet, istot myślących, jak Marta-Nemo czy Hanka. Ale dlaczego mam oślepnąć na inne, które Autor wyposażył w kurzy móżdżek? Nie wymagam od Tomasza poprawności genderowej, bo był pisany w czasach, gdy o taką było trudno. A jego przygody mogę sobie analizować pod dowolnym kątem, który mnie zainteresuje. Co powiedziawszy, oddalam się kurcgalopkiem do następnego lekko rozwalającego się tomiku :)
                      • kooreczka Post-Nienacki 01.02.14, 16:17
                        A jak tam tomy pisane po Nienackim? W bibliotece jest cała półka, ale nie wiem, czy ryzykować.
                  • slotna Re: Samochodzik... 01.02.14, 10:27
                    Kwiiik! :DD Ostatnio odkrylam, ze moj chlopak dostawal m.in. "samochodziki" regularnie jako nagrode za dobre wyniki w nauce, chyba sobie powtorze i powklejam to i owo. Btw, "Pozwolenie na przywoz lwa" nakrecilo mnie swego czasu na Syberie i do dzis nie puscilo, musze sie tam kiedys wybrac.
      • turzyca Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 29.01.14, 18:37

        > Słoneczniki - podsunę bez wahania, książka piękna, mądra, mało upolitycz
        > niona, bohaterka nadzwyczajna i jednocześnie normalna. Baaardzo lubię.

        Ja tez.
        Czy to w Slonecznikach czy w drugim tomie byl problem, ktory skonczyl sie sadem kolezenskim, czy mozna za stypendium kupic sobie szminke?
        • zla.m Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 29.01.14, 20:06
          W drugim, studenckim :)
        • ciotka_scholastyka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 30.01.14, 11:05
          > Czy to w Slonecznikach czy w drugim tomie byl problem, ktory skonczyl sie sadem
          > kolezenskim, czy mozna za stypendium kupic sobie szminke?

          W drugim, dość ponurym. Socjalistyczna dziewczyna się malowała, a za co ona sobie tę szminkę kupuje itd. Potem wyszło na jaw, że ta szminka to były jakieś nędzne resztki wydłubywane przez delikwentkę zapałką z obudowy, ale sprawa została poruszona chyba nawet na zebraniu ZMP.
          Paladyni to w ogóle świetny opis tamtych powojennych czasów.
    • truscaveczka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 08:31
      Moja ośmiolatka czytuje Tytusy namiętnie, cytując obficie. I jakoś ani nas - rodziców - ani jej nie poruszaj te ideolo wstawki, skupia się na przewodzie słuchowym i "Stepach akermańskich"
      ;) Generalnie mamy zasadę rozmawiania o lekturach, ale nie na siłę. Pierwszy raz Tytusa czytał córce PanMąż i na bieżąco objaśniał to, o co pytała, potem czytała już sama (wielokrotnie).
      • ciotka_scholastyka Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 09:11
        Czytałam niedawno autobiografię Papcia Chmiela "Tytus z(i)lustrowany" chyba ma tytuł. Albo zlustrowany, bez "i" :) W każdym razie, sporo tam we wspomnieniach o tej propagandzie w młodzieżowych gazetach - wynika z nich, że propozycje wydawnictwa były dużo mocniejsze i toporniejsze niż tylko żołnierz podobny do Fidela itp., sugerowano wręcz wstawki "jak strasznie i źle jest w USA" a jak cudownie i dobrze np. w Arteku, wycieczka bohaterów do RFN, gdzie mieli być świadkami jakiegoś krzywdzenia ludzi itp. Chmielewski pisze, że z większości tych pomysłów udało mu się wymiksować. Wprawdzie tą autobiografią nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia, ale może faktycznie robił co mógł, żeby aż tak strasznie tego wszystkiego nie zideologizować.
    • jhbsk Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 10:58
      kooreczka napisał:


      >
      > Dać bratu do czytania, czy nie?
      > Jakby nie patrzeć- Pan Samochodzik lata do milicji

      Jeśli dobrze pamiętam, to nawet był ormowcem. Dać do czytania oczywiście. Można przecież kontekst wytłumaczyć. Gdyby zabraniać, to trzeba by zabronić nie tylko Nienackiego i Papcia Chmiela ale i Niziurskiego i innych autorów. A z seriali Stawkę i Pancernych oczywiście.
      • ananke666 Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 23.01.14, 11:47
        I Minkowskiego. Upolitycznienie bywa, ale ksiazki trzymaja sie niezle.
    • mmoni Re: Propaganda, a wartość i przyjemność 03.02.14, 01:18
      Taki "Timur i jego drużyna" np. - mętnie to pamiętam ze szkoły, bo chyba już wtedy dydaktyzm mnie odrzucał, ale dopiero teraz się dowiedziałam, jaka tam naprawdę wojna toczy się w tle.

      kompromitacje.blogspot.com/2014/01/markiewicz-i-timur.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka