Dodaj do ulubionych

Powoływałam się na Musierowicz

06.11.14, 12:38
Zakładam osobny wątek, bo chyba już sprawa do tego dojrzała. Nie czytałam jeszcze Wnuczki, ale polegam na Waszych tutejszych wpisach. Przechodząc do sedna:
O ile kwestie kiepskiego stylu, nudnej akcji, karykaturalnych bohaterów czy ewidentnych omyłek i wpadek (za Turzycą: "kroczyła szparko", niezły kwiatek;) mogą w powieściach MM wnerwiać, rozczarowywać czy utrudniać lekturę, to jednak na tym kończy się ich rola. Gorzej z takimi wtopami, jak ta z alkoholową akcją ratunkową, wychwycona przez Verdanę. Bo to młodym czytelniczkom łatwo może zapaść w pamięć, więc nazywam takie wpadki wprost - SZKODLIWE.

Czy zdarzyło Wam się powoływać kiedyś na książki Musierowicz? Bo mnie owszem.
Jeszcze w latach sprzed mojego dostępu do internetu byłam na wsi u ciotki. Zademonstrowała mi chorą nogę, mówiąc coś o skrzepie. Moja reakcja? "Ciociu, ja się na tym nie znam, ale czytałam, że taki skrzep się może urwać i dojść do serca. I że na to można nawet umrzeć. Koniecznie idź do lekarza!" Ciotka poszła, do starczego wioskowego lekarza, a po jakimś czasie mi relacjonuje: "Ty wiesz, że miałaś rację? Skrabski nic takiego nie wiedział, ale sprawdził i rzeczywiście, to się może urwać i dojść do serca. On się mnie jeszcze pytał, czy ta moja siostrzenica jest lekarką, bo skąd to wiedziała, jak nawet on nie wiedział".

Skąd wzięłam tę wiedzę? Z komplikacji pociążowych Gabrysi ("Nutria i Nerwus", jeśli dobrze pamiętam). Drugi taki przypadek wziął się z "Szóstej klepki" i dotyczył różyczki. Przy wysypce u moich dzieci czy dzieci sióstr i kuzynek, kiedy się próbowały mnie poradzić, stało mi zawsze w oczach Cesiowe "i nie zlewają się", więc im taką wiedzę w kwestii różyczki przekazywałam i sama na niej polegałam.

Nie mam już ani nastu, ani dwudziestu paru lat, jest internet w razie wątpliwości, jest też wiedza, żeby do wszystkiego, co w nim zawarte, podchodzić z dużą ostrożnością i ograniczonym zaufaniem. Natomiast nie sadzę, aby na taką nieufność stać było młody target MM. Trzeźwienie nieprzytomnego alkoholem nie mieści mi się w głowie. Ale u wielu młodych i niedoświadczonych życiowo osób może zostać w pamięci, nie poddane żadnemu krytycznemu myśleniu. Sama dopiero kilka lat temu zgłębiłam wiedzę na temat zadławień i zachłyśnięć u dzieci (dzięki Ewie Błaszczyk, założycielki Fundacji AKOGO). Wcześniej miałam o tym takie pojęcie, jak Dorota o umiejętnym ratowaniu Idy.

Pytam: kiedy do Autorki dotrze, że jej słowa w kwestiach społecznych czy medycznych mogą być nośne i mieć swoją moc oddziaływania, więc powinna je pisać z zachowaniem szczególnej ostrożności i odpowiedzialności? Oraz, że serwowane czytelnikowi takie ratunkowe obrazki mogą być zarówno pomocne jak i szkodliwe?

Przypominam, że tego jest w jej książkach mnóstwo - Cesia diagnozuje Bobcia, Ida ratuje zatrutego Marka Lisieckiego, czerpie od doktora Kowalika informacje o dysplazji Krzysia, jest i zwichnięcie kości ogonowej, są porady co do pielęgnacji dzieci podczas świnki itd. Ja do dziś nie wiem, czy to były właściwe porady - ale w mojej pamięci wszystkie zostały. Książkę wieki temu czytałam, a pamiętam list Mili do Gabrysi, że te pulpety u młodszych sióstr muszą boleć i czy lekarka zapisała przeciwbólowy. Z tego wnioskuję, że jestem podatna na te medyczne kwestie zawarte w Jeżycjadzie. Dlatego najnowsza scena we Wnuczce tak mnie bulwersuje.

I zgadzam się też z Verdaną, że napisać raz o leczniczych właściwościach nalewki to nie to samo, co powtarzać to jak mantrę przez całą powieść. BTW, totalna wolta - od skrajnego potępienia alkoholu słoikiem musztardy do nachalnego wciskania nalewki pod pretekstem. Serio, do alkoholu namawiały mnie w życiu osoby wyłącznie solidnie pijące, na tej konkluzji się zatrzymam, wnioski Wasze;)

A czy Wy miałyście kiedyś tak, że powoływałyście się na słowa MM?
Obserwuj wątek
    • la.spinka Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 14:27
      Mnie też to wlewanie do tchawicy przez zamknięte usta bulwersuje. Skoro do Autorki nic nie trafia, ja piszę do Akapitu. Bo to, że my tu sobie ponarzekamy nic nie da, ale może właśnie takiej wtopy potrzeba było, aby potrząsnąć wydawnictwem (jak szczurem). Żądamy umiejętnej redakcji! Bojkotujemy szkodliwe buble!
      • vi_san Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 14:37
        A ja poczytałam trochę w Empiku, poczytałam forum wraże i doszłam do wniosku, że nie kupię "Wnuczki". Może to i lepsze trochę niż McGniot, ale i tak szkoda mi forsy. Może pożyczę z biblioteki, albo ktoś przypadkiem i omyłkowo na chomika wrzuci... :)
        • zla.m Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 21:39
          Daj na priv namiary, jak skończę, to mogę ci podesłać.
      • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 14:39
        Właśnie dlatego założyłam osobny wątek i dlatego odwołałam się do Autorki personalnie, wręcz po nazwisku - z myślą, że może przeczyta i w końcu do niej to dotrze: że bezmyślnie szkodzi.
        Bo to nie jest już kwestia pisarstwa - jak się ma ambicję wychowywać młodzież i kłaść jej do głów różne pożyteczne rzeczy, to trzeba też swoje pisarstwo umiejętnie z głupoty filtrować.
        A tu filtrów żadnych.
        Nie, nadal nie wierzę, że tam taka scena jest. Po kiego???? Nie mogła ratować fachowo, tylko ekstremalnie? Sorry, ale wszystkim, którzy dopuścili do wydania tej książki z taką sceną, mózg się chyba wyłączył.

        La.spinka - też w końcu napiszę do wydawnictwa. O tym niewymienionym wadliwym egzemplarzu, o szczurze (mam uczulenie na kwestie przemocy) i o tej alkoholowej ratowniczce. Bo to się w głowie nie mieści.
        • agafiatichonowna Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 14:50
          W głowie nie ale w wyobrażni podobno wszystko. A ja się pytam - to gdzie w tym wypadku mieści się wyobrażnia.
          • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:00
            No właśnie, Autorce najwyraźniej odpłynęło się do jakiejś krainy. Podobno myślenie nie boli - ale bezmyślność jak najbardziej tak. I mnie ta bezmyślność MM boli.
            A wyobraźni to ona już wręcz źle używa. Starcza jej na opisywanie absurdów, brakuje zaś tej zdroworozsądkowej, do przewidywania skutków swych słów. Będę powtarzać: to jest szkodliwe.
    • la.spinka Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 14:58
      Bez kitu!!! No, słuchajcie, skandal!!!

      Napisałam na FB Akapitu, że to naganne i skandaliczne, to wlewanie do gardła. Napisałam też, że Autorka nie widzi w tym nic złego. I że taka scena szkodzi, szczególnie, gdy napisane w książkach dla młodzieży. I co? I skasowali mój post!!! O, teraz to dopiero się wk... zdenerwowałam! Co za cenzura! 10 minut post powisiał i już niknął. Jestem w SZOKU.
      • dziabka1 Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:06
        la.spinka napisał(a):

        > Bez kitu!!! No, słuchajcie, skandal!!!
        >
        > Napisałam na FB Akapitu, że to naganne i skandaliczne, to wlewanie do gardła. N
        > apisałam też, że Autorka nie widzi w tym nic złego. I że taka scena szkodzi, sz
        > czególnie, gdy napisane w książkach dla młodzieży. I co? I skasowali mój post!!
        > ! O, teraz to dopiero się wk... zdenerwowałam! Co za cenzura! 10 minut post pow
        > isiał i już niknął. Jestem w SZOKU.

        Proponuję wykonać tam zmasowany atak.
        Wpisać się gremialnie, grupowo i tak, żeby nie nadążali wykasowywać.
        Zrobić aferę.
        Serio mówię.
        Promowanie w opiniotwórczych (nie da się ukryć) książkach metod udzielania pierwszej pomocy, a potem mówienie lekko, że "ona nie wiedziała" woła i pomstę do nieba.

        (to chyba jeszcze nie podpada pod stalkowanie wydawnictwa?) :)

        • la.spinka Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:11
          Dziabka, chciałam tam rozpętać aferę, ale przewidzieli to. Nie ma już możliwości komentowania pod ich postami, musieli wyłączyć teraz tę opcję. Do tego wywalili jeszcze inny komentarz - jakaś dziewczyna napisała, że jej się książka nie podobała. I też już jej postu nie ma. Ale jest dowód, ze taki post był, bo inna czytelniczka zaczyna swój post od "A ja się nie zgodzę". I teraz nie ma już postu, z którym się nie zgadzała, świat jest piękny, wszyscy czytelnicy zachwycają się Musierowicz. Ja pi...tolę.
          • la.spinka Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:32
            Grrr, a jednak nowe komentarze się pojawiają, to tylko ja nie mogę nic napisać. Zbanowali mnie, czy co? Innego wyjścia nie widzę.

            Naprawdę, nie mogę uwierzyć, że normalne wydawnictwo, działające na rynku już ładnych kilka lat, tak traktuje czytelników. Żeby kasować niepochlebne posty, nawet nie próbować wejść z nimi w dyskusję...? Farsa.
            • dziabka1 Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 16:01
              no, to wsadziłam kijaszek (do nordic walking) w mrowisko!
              ciekawe, ile przetrwa to, co napisałam..
              • la.spinka Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 16:30
                I już mamy wypowiedź jakiejś miłej i dzielnej czytelniczki:
                "Według mnie, te wszystkie komentarze są zbędne. Wydawnictwo tylko grzecznie zapytało, jakie są nasze pierwsze wrażenia po lekturze, a tu posypała się zaraz litania mądrości .Smutne."


                Ha! Wydawnictwo "grzecznie zapytało", a my mamy czelność wskazywać to, co nam się nie podobało! Ale jesteśmy źle wychowane, no, no!
                • kopiec_esmeralda Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 16:57
                  Jest i taka: Ta Magda Bas Podłość ludzka nie zna granic... Pewnie już ktoś nawymyślał, że MM zagraża życiu lub zdrowiu...
                  • dziabka1 Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 17:00
                    kopiec_esmeralda napisał(a):

                    > Jest i taka: Ta Magda Bas Podłość ludzka nie zna granic... Pewnie już ktoś nawy
                    > myślał, że MM zagraża życiu lub zdrowiu...

                    kopiec_esmeraldo (nonie do rozdzielenia, jak Rebeka Dew w Ani), ja mam gęste podejrzenie, że to jakaś spora podpucha forumowa
                    • kopiec_esmeralda Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 17:02
                      No możę, zajrzałam na moment, a w KG same pienia zachwycone.
                • agafiatichonowna Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 16:58
                  Ciekawe czy pani MM jeszcze pamięta, że takie działania były charakterystyczne dla okresu słusznie minionego?
        • jhbsk Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 22:05
          Właśnie napisałam u nich na fejsie, co sądzę o tym laniu alkoholu do ust.
          • ewaty Re: Powoływałam się na Musierowicz 07.11.14, 19:12
            Wczoraj było, dziś już cenzura zadziałała...
      • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:07
        Ja jakoś w szoku nie jestem;) dbają o sprzedaż, w końcu to premiera, wszystkie krytyczne wpisy będą kasowane.
        Szkoda, że to kasa się liczy. I wielka, wielka szkoda, że MM nie uczy się na błędach (patrz: szczurza przemoc). Nie musi się nad sobą zastanawiać, ale niech się chociaż zastanawia nad tym, co pisze! Złe się stało, ja nie wiem, jakby to teraz MM mogła odkręcić.
        • verdana Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:27
          Ja myslę, że sprawą ratownictwa alkoholowego można by zainteresować GW.
          Uważam, serio, ze niezależnie od jakości dzieła, ten fragment może kogoś kiedyś kosztować życie.
          • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:37
            O właśnie, Verdana, dobrze to ujęłaś.
            Ten fragment może kogoś kiedyś kosztować życie.

          • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:45
            Niechcący nie dokończyłam poprzedniej wypowiedzi - ja się przyznałam w tym wątku, że kwestie medyczne u Musierowicz traktowałam, będąc młodszą czytelniczką, jako pewnik, sprawdzone i wiarygodne.
            Nie wątpię, że nie ja jedna - a ile takich jak ja z przeszłości młodszych czytelniczek będzie ratować zakrztuszenie czy omdlenie alkoholem, bo czytało, że...? Też nie wątpię, że trochę ich będzie.
            Gratuluję, pani MM.
            Doprawdy, brakło wiedzy, myślenia i właśnie tej uwielbianej wyobraźni. A skutki mogą być ciężkie.
          • lezbobimbo Re: Powoływałam się na Musierowicz 08.11.14, 16:00
            verdana napisała:
            > Ja myslę, że sprawą ratownictwa alkoholowego można by zainteresować GW.
            > Uważam, serio, ze niezależnie od jakości dzieła, ten fragment może kogoś kiedyś
            > kosztować życie.

            Zakładasz, że rzekome nastolatki czytające Wnuczkę noszą przy sobie alkohol i są dopuszczane z tym ankiholem do akcji ratowniczych zamiast zwyczajnie zadzwonić po pomoc?
            Jeśli ktoś stosuje Jeżycjadę jako instruktaż postępowania, to jego życie i tak już jest stracone i niewarte ratowania :v
            Jeśli chcesz zaistnieć w GW i zbierać fejmy, to musisz postarać się o lepsze sensacje :v

            • verdana Re: Powoływałam się na Musierowicz 08.11.14, 16:18
              Zakładam, ze wlanie nieprzytomnemu do gardła fanty także może sie skończyć zachłystowym zapaleniem płuc. I ze nie zawsze można zadzwonić po pomoc, więcej nawet - błaga sie ludzi, aby reanimowali ludzi, a nie czekali, aż pomoc przyjedzie stwierdzić zgon.
            • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 00:15
              lezbobimbo napisała:
              Jeśli ktoś stosuje Jeżycjadę jako instruktaż postępowania, to jego życie i tak już jest stracone i niewarte ratowania :v

              No fakt, tylko że tutaj to właśnie ten ktoś ratuje cudze życie;) Ja jestem takim ktosiem, który ogólnie często odwzorowuje. Co więcej, jestem idiotką. Zobrazujmy więc sobie, jak by wyglądało owo ratownictwo w wykonaniu takiej jak ja idiotki;) Lezbobimbo, chcąc zobaczyć, jak właściwie wygląda skrzyżowanie XIX-wiecznego skansensu z podwielkomiejską miejscowością, wyrusza tam w plenery. Na miejscu łamie się pod nią zmurszały mostek. Nieprzytomną znajduje Zua.Laura, która jak co dzień, zabłądziła (tym razem baaardzo daleko). Oto jej wewnętrzny monolog: "Przecież nie będę tu stać i czekać, aż ona mi zejdzie, coś muszę robić! Kurczeż, jak nie jest z nią źle, to się ocknie. Tylko trzeba ją otrzeźwić, czym? Czymś mocnym, żeby nią bodźce wstrząsnęły... Chlusnę na nią zimną wodą z potoku. Ale zaraz, jak z nią jednak jest nie halo, to organizm może doznać jakiegoś szoku, wstrząsu, lepiej nie! Może mocno oklepać po twarzy, jak ta pielęgniarka Ewę przy pobieraniu krwi? Ale nie, głowy nie wolno ruszać, bo może mieć coś z kręgosłupem. Pozycja boczna ustalona też odpada - nie wiem, do czego to było i jak wyglądało, jakiś łokieć, jakieś kolano, no i przecież mam nie ruszać! Co to tam jeszcze było, puls, oddychanie... Pulsu to mi się nawet u siebie nie udaje wyczuć, a oddychanie to się lusterkiem sprawdzało, czy paruje... A może by jej nos zatkać? Jak oddycha, to zareaguje, bo jej tlenu braknie i się zacznie dusić - nie, no chyba oszalałam!"

              To jest schemat odwzorowywania na zasadzie "gdzieś dzwonią, ale nie wiadomo, w którym kościele". Bardzo ładnie widać tu po kolei, że nie przyswoiłam żadnych na sucho podanych zasad, natomiast zapamiętałam różnorodne obrazy przywracania przytomności: z książek, z filmów, z autopsji (lusterko to chyba z Trylogii?). Widać też, co mnie w sumie zdziwiło, że skojarzyłam alkohol z Wnuczki nie z płynem, lecz z silnymi bodźcami. Bardzo cię wielkie, wielkie sorry, Lezbobimbo, że Cię w tej akcji umieściłam, ale to było w konkretnym celu: żeby spytać, czy chciałabyś być tak kretyńsko ratowana? Zdana na pomoc jakiegoś niezdarnego laika, który z braku wiedzy próbuje na Tobie jak na króliku doświadczalnym to tego, to owego? Bo ja nie;) A tymczasem takich jak Zua.Laura idiotek chodzi po ziemi solidne multum - jedną z nich okazuje się być właśnie Dorota. Niechże więc my wszystkie, idące w miliony idiotki, mamy na wszelki wypadek przed oczami właściwe i sensowne obrazki. O to jedno we wszystkich takich produkowanych przez twórców scenkach uparcie wnoszę;))

              Na marginesie: czy ratowałam kiedyś cudze życie? Tak, przy pożarze. Zadziałałam jak klasyczna idiotka, ale mi się koniec końców udało. Trzydzieści parę osób żyje dzięki mnie bądź nie zostało kalekami. Czyli to się nie dzieje gdzieś tylko w książkach, może każdemu z nas się zdarzyć.
              • morekac Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 09:40
                z autopsji (lusterko to chyba z Trylogii?)
                Chyba nie. Ale lusterko kojarzę z któregoś Tomka...
                Przy czym całą akcję ratunkową dałoby się jeszcze sprostować jedną uwagą Idy, że wprawdzie jest niewymownie wdzięczna za ratunek, niemniej nieprzytomnemu nie wlewa się niczego do ust.
                • mankencja Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 10:21
                  > z autopsji (lusterko to chyba z Trylogii?)
                  > Chyba nie. Ale lusterko kojarzę z któregoś Tomka...

                  w "Małomównym" też się chyba pojawiało.
                  • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 10:59
                    W "Małomównym" nie kojarzę, natomiast w dzieciństwie zapadła mi w pamięć scena śmierci Anusi Borzobohatej - w Przygodach pana Michała sprawdzają jej lusterkiem, czy oddycha.
                    • mamamila74 Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 13:35
                      W "Malomownym" tez bylo lusterko. Rzodkiewka po znokautowaniu sierzanta Musialka polozyla mu na ustach lusterko celem sprawdzenia oddechu (na filmach tak robili). Ktorym to lusterkiem sierzant sie dlawi, chwile po tym, gdy dziewczynka wylala mu na twarz oranzade.
                      • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 15:39
                        Dzięki za przypomnienie;)
                        czyli te skojarzenia miałam takie nieprzypadkowe, tylko solidnie ugruntowane kulturowo: wedle dzieł wszelakich trzeba omdlałemu sprawdzić oddech lusterkiem, a jak dycha, to chlusnąć płynem w twarz;)
                        Patrzcie, taki prosty przepis;)) Tylko plijz, proszę go nie przyswajać, bo nie wiem, czy właściwy - na wszelki wypadek napiszę tu stosowną formułę: "Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą". No:)
                        • verdana Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 16:27
                          Nie wiem, czy właściwy, ale śmiercią nie grozi:)
                          • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 17:18
                            Dużo zależy od tego, jaki to będzie płyn;)
                • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 10:56
                  Ależ tak! Właśnie sprawdziłam, u Wołodyjowskiego ("Przygody pana Michała") Anusia mu zaraz po ślubie schodzi a medyk sprawdza oddech lusterkiem;)
                  • morekac Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 11:05
                    Ale to w filmie było, bo w literaturze Anusia schodzi z tego świata niejako poza głównym planem...
                    • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 11:12
                      Tak, tylko że we wcześniejszym poście pisałam ogólnie o obrazkach zapadających w pamięć, także tych filmowych (stąd pada tam ogólne słowo "twórcy", czyli nie tylko pisarze;). Bo gdzieś na forum było chyba o różnych scenach z filmów, gdzie nieprzytomnemu coś do ust wlewają, i o tym, że właśnie takimi scenami mogła się zasugerować Dorota.
                      Jak widać, z różnych źródeł się czerpie;) A ten filmowy patent z lusterkiem zapadł mi w pamięć na całe życie.
                • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 11:04
                  morekac napisała:
                  Przy czym całą akcję ratunkową dałoby się jeszcze sprostować jedną uwagą Idy, że wprawdzie jest niewymownie wdzięczna za ratunek, niemniej nieprzytomnemu nie wlewa się niczego do ust.

                  Dokładnie. Wystarczyłoby to jedno zdanie. Ja to nazywam "niuans totalny" - mały szczegół a totalnie inny efekt.
    • rika1991 Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 15:41
      A jak na tę "akcję ratunkową" reaguje Ida? Nie poucza młodocianej aspirującej do bycia koleżanką po fachu, jak to powinno wyglądać?
      • vi_san Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 16:20
        A nie, stwierdza coś w rodzaju "Zachowałaś się profesjonalnie, jak prawdziwa pielęgniarka z dziada pradziada, uratowałaś mi życie". Cytat to nie jest, bo żal mi forsy, ale jakoś tak to leci. I tu właśnie jest pies pogrzebany - gdyby Ida powiedziała coś w rodzaju "Super, ale tak na przyszłość: osobie nieprzytomnej nie lejemy nic w gardło, a mając podejrzenia urazu kręgosłupa nie przemieszczamy owej osoby", ewentualnie gdyby młodociana sama z siebie nie lała w dziób, tylko tą wódkę potraktowała jako sole trzeźwiące [podetknęła pod nos]... I właśnie byłoby mądrze - warto znać reguły pierwszej pomocy [tu podane PRAWIDŁOWE reakcje] i móc uratować komuś życie. A tak małoletnia czytelniczka ratując komuś nieprzytomnemu życie zaleje temu komuś tchawicę wódą i będzie zdumiona, bo "to nie tak miało być"...
      • morekac Re: Powoływałam się na Musierowicz 07.11.14, 00:07
        No właśnie nie, byłoby inaczej, gdyby Idusia pouczyła Dorotę. A koleżanka przyszła lekarka też dała ciała. W I klasie LO mają EDB , panna podobno ma świetne stopnie. Za co, skoro robi takie podstawowe błędy?
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 17:33
      Przeczytałam kilkadziesiąt stron w Empiku. Nuda. Więcej mi się nie chciało.
      Ale zauważyłam w scenie ratowania jeszcze inne dziwactwo. Ona się zastanawia (cytuję z pamięci): "Puls jest (...) Robić sztuczne oddychanie? A jeśli ma połamane żebra? To może usta-usta?"
      WTF???
      Co ona, chciała jej masaż serca robić?
      • kanga_roo Re: Powoływałam się na Musierowicz 06.11.14, 23:21
        prawda, że to aż boli?
        a materiały nt pierwszej pomocy dostępne w necie, procedury dostępne, aplikacje rozmaite (ja mam na komórkę, na przykład). sprawdzenie to 5 minut.
        i też już dziś - w innym wątku - pisałam, że z książek czerpię sporo wiedzy. ale mam swoje lata i jestem już ostrożniejsza, z MM szczególnie, od kiedy Ida w ciąży spała na wznak - lekarka - w przeświadczeniu, że to najlepsze dla dziecka. no ale przy numerze ciążowym może co najwyżej jedna z drugą poczuć się słabo, a ta "pierwsza pomoc" to hardcore.
        • fryggia Re: Powoływałam się na Musierowicz 07.11.14, 00:32
          Po pierwsze primo, napotkanie nieprzytomnej osoby, gdy to właśnie my mamy jej udzielić pomocy, jest stresujące. Wiadomości z kursów i szkoleń nie od razu wskakują, pierwsze idą te lepiej zapamiętane sytuacje od ukochanej autorki. No to lejemy do ust nieprzytomnego naleweczkę... Przecież tak trzeba.
          Zdecydujmy się, albo piszemy bajkę o bieganiu po żywą wodę, albo wychowujemy pokolenia. A potem ludzie okładają po twarzy nieprzytomnych, bo tak robią w filmach i działa.

          Po drugie primo, cytacik:
          Ofiara zakrztusiła się po krótkiej chwili, w trakcie której spirytus wpłynął jej pomiędzy zęby i w gardło (a tam pociurkał zapewne do tchawicy).
          Miałam kiedyś wątpliwą przyjemność zachłysnąć się naleweczką. Wiśniową, nie miodową, ale myślę, że efekt jest zbliżony. Lepki płyn i drażniący alkohol (nalewki swoją moc mają). Nie mogłam złapać tchu przez chwilę na tyle długą, że wystraszyłam się i ja, i osoby obok. Spazmatyczne plucie i kasłanie nie było zabawne. Za to dość długotrwałe.
        • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 07.11.14, 08:06
          o właśnie - aż boli
          serio, nie pojmuję zamysłu tej sceny, w książce dla młodzieży??
          a Ida w ciąży na wznak też mnie swego czasu absorbowała, w końcu pisała to matka czworga dzieci, wkładając to w usta lekarce
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Powoływałam się na Musierowicz 07.11.14, 08:12
        > "Puls jest (...) Robić sztuczne oddychanie? A jeśli ma połamane żebra? To może usta-usta?"
        > WTF???
        > Co ona, chciała jej masaż serca robić?

        A w ogóle, gdy nie ma pulsu i w związku z tym faktycznie masaż serca jest konieczny, to wszystkie szkolenia pierwszej pomocy mówią, żeby nie bać się złamania żebra, bo lepsze to niż gdyby pacjent umarł.
        • ding_yun Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 16:17
          Ludzie, bez przesady z tą aferą. Macie oczywiście rację co do meritum ale to jest fikcja literacka a nie podręcznik pierwszej pomocy.
          • verdana Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 16:28
            Wszystko jedno - to książka, która ma ambicje pouczania młodzieży. Nie należy dawać w ksiązce opisu akcji ratunkowej, która grozi śmiercią.
            • mariami Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 18:33
              Ach co za dramat! Pomysł z ratowaniem alkoholem nieprzytomnej nietrafiony, ale dzika afera z tego powodu, akcje protestacyjne, pisanie do GW, (może do trybunału w Strasburgu?), to już popadanie w śmieszność.
              • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 19:13
                mariami napisała:
                Ach co za dramat! - czyli Ty odbierasz to jako dramat? ;)
                Pomysł z ratowaniem alkoholem nieprzytomnej nietrafiony - no chyba;)
                ale dzika afera z tego powodu, - drukiem, nie pałką, to cywilizowana;) żartuję;)
                akcje protestacyjne, - serio, odbyły się jakieś zorganizowane protesty? podaj liczbę uczestników;)
                pisanie do GW, - napisał ktoś do GW? to podaj, kto;)
                (może do trybunału w Strasburgu?) - brawo, inspirujesz;)
                to już popadanie w śmieszność. - no pewnie, że tak, wszechobecne.

                Każdemu się zdarza zagalopować, mnie się to często zdarza. Niejeden raz zagalopowała się MM i niejeden raz forumowiczki, a teraz, Mariami, zagalopowałaś się Ty. Cięty język, ale nietrafione cięcia. Obśmiewać merytorycznie też trzeba umieć - afera to się może i zapowiadała, ale już po ptokach: jak na dziś, IMO książka jest chwalona i krytykowana w rzeczowych dyskusjach, bez aferzenia i dramatyzowania. Mnie się taki sposób analizy podoba, tobie nie?
                • mariami Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 19:45
                  Taki sposób analizy? Wydaje mi się nieco obsesyjny. Czarne wizje czytelników stosujących akcje ratunkowe w stylu Doroty - przesadne. Wpływ ksiażki (jakiejkolwiek) na masy młodzieżowe - mocno wątpliwy.
                  Akcje protestacyjne - no były jakieś wezwania do zbiorowego protestu mailowego, czyż nie?
                  Co do "obśmiewania merytorycznie" - żeby w ogóle merytorycznie komentować książkę to trzeba ją jednak przeczytać. Z lekkim zdziwieniem widzę tu liczne komentarze osób, które książki nie przeczytały, a swoje opinie o książce czerpią z uwag innych.
                  Czy odbieram "jako dramat" - no cóż, to ironia jakby była - muszę to tłumaczyć? ;)
                  A poza tym, doprawdy, nie traktuj tak tych uwag emocjonalnie, o książce sobie gawędzimy, czyż nie?
                  • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 20:38
                    Mariami, jasne:)))
                    I pewnie, że sobie o książce gawędzimy;)) Dzięki, że masz takie podejście, z humorem - i że się teraz nie ścinamy na szable, za to jest rozmowa z sensem. Zwłaszcza trafiłaś z tym nieprzeczytaniem;) Chwilowo muszę wrócić do życia poza forum, ale jeden temat podejmę:

                    Wpływ ksiażki (jakiejkolwiek) na masy młodzieżowe - mocno wątpliwy.
                    Ja tam się może nie znam, ale zdaje mi się, że jednak sztuka, architektura, literatura, film potrafią kreować modę na coś. Czyli jednak wpływają na masy, czyż nie? Całe elaboraty można by tu wypisać i podać wiele przykładów, z braku czasu powołam się na jeden w temacie - masy młodzieżowe, wychowane na Jeżycjadzie, po dorośnięciu wykreowały modę na jeżycjadowe imiona. Wysyp Gabryś, Laurek, Aurelek nie jest skutkiem oddziaływania tego cyklu na rzesze? Ej, chyba jest;)
                    • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 20:40
                      No i wzorowanie się na książkach MM jak na dłoni, masowe naśladownictwo, co nie?;) ma kobieta siłę oddziaływania, oj, ma.
                  • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 14.11.14, 13:23
                    Mariami, dopiero dziś szerzej odpiszę, bo wcześniej nie mogłam znaleźć, w którym to wątku było. A uprzednio odpisałam Ci nawet, myląc wypowiedź z drzewka, stąd tam było o tym poczuciu humoru (tymczasem tak ktoś inny pisał). Zniechęceni tematyką niech sobie może czytanie tego darują;)

                    Taki sposób analizy? Wydaje mi się nieco obsesyjny. - Mnie na tle innych tutejszych nie. Ale to jedynie różnica zdań;) Czarne wizje czytelników stosujących akcje ratunkowe w stylu Doroty - przesadne. - Też różnica opinii, bez możliwości obiektywnej oceny.

                    Wpływ ksiażki (jakiejkolwiek) na masy młodzieżowe - mocno wątpliwy. - O tym już pisałam, że ja go ewidentnie obserwuję, podałam jeden z przykładów. Mam chęć iść dalej tą ścieżką, bo mnie to frapuje, zwłaszcza jego skala, rozmiar, obszary.

                    no były jakieś wezwania do zbiorowego protestu mailowego, czyż nie? - Wezwania do protestu to nie to samo co akcje, które się odbyły. To takie same pomysły, jak pisanie do Strassburga, które przecież też przyszło Ci do głowy i napisałaś o tym;) Wiem, że prześmiewczo, ale to już wiem pośrednio, oceniając twe intencje. Do GW też chyba nikt w końcu nie napisał, ale gdyby nawet, miał przecież prawo. Chodzi o odreagowywanie. Kiedy się potrzebuje upuścić emocjom pary, różnych dróg się na to poszukuje, ja to rozumiem. Również, kiedy szuka się jakiegoś sposobu na zaradzenie niedobrej sytuacji. Ty też odreagowałaś: użyłaś ironii pisząc tu, inni mieli chęć protestować, pisząc wprost i rzeczowo tam.

                    Z lekkim zdziwieniem widzę tu liczne komentarze osób, które książki nie przeczytały, a swoje opinie o książce czerpią z uwag innych. - Opinie o książkach często są czerpane z uwag innych. Po co inaczej byłyby nam recenzje? ;) Inna sprawa to wyrokowanie o książce na podstawie pojedynczych uwag; co więcej, postponowanie na tej podstawie nie pojedynczych elementów, ale całej książki bez czytania. Tu Ci przyznam absolutną, absolutną rację.

                    I bez urazy, miło mi się z Tobą gawędziło:)))
          • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 18:08
            Ding_yun, oczywiście że masz rację;) to jest fikcja literacka a nie podręcznik pierwszej pomocy. Swoją rację ma też Autorka, przedstawiając życie takim, jakim je widzi, nie wyidealizowane, lecz z całym bogactwem człowieczych błędów.
            I ja też mam swoją rację. Czy Jeżycjada inspiruje, ukierunkowuje, wychowuje? Czy młodzież czerpie z niej wzorce? Tak się ten cykl przedstawia, tak się go promuje, to się w nim wielokrotnie nagradzało, takie intencje w opinii ogółu przyświecają Autorce. Wobec tego powinna ze szczególną uwagą, starannością i odpowiedzialnością formułować swój przekaz. Ale tego nie robi.

            I jeszcze: Ja tu nie uczestniczę w żadnej aferze! ;) To jest forum do DYSKUSJI, to właśnie robię. W wielu wątkach rozważamy sobie dość błahe kwestie, taka sztuka dla sztuki. Natomiast ten wątek założyłam, by poruszyć poważniejszą sprawę - wpływ lektury na odbiorcę. I po to, by podsunąć pani MM pod oczy: skoro już nas przyzwyczaiła do tego, że wychowuje, niech pisząc ma na pierwszym planie, że pewne treści mogą szkodzić. Nie tylko ta z ratowaniem, ale i miniona (definiowanie przemocy w KG, IMO błąd Autorki), jak i te, które zaplanowała w przyszłych tomach. Niech je rozważy. O to tym wątkiem wnoszę.
            • ding_yun Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 19:37
              Nie chciałam nazwać aferą całego wątku, przepraszam jeśli to tak zabrzmiało. Uważam, że podyskutować na każdy temat warto. Natomiast mam wrażenie, że młodzież zdaje sobie jednak sprawę z tego, że obcuje z wytworami wyobraźni autora i jest w stanie potraktować taki motyw w książce ze zdrowym dystansem. Może przejawiam przesadny optymizm.
              • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 10.11.14, 20:54
                Ding-yun, wszystko ok;), wiem, że rozmawiamy, Twoja uwaga była słuszna, ja w odpowiedzi na nią chyba niepotrzebnie rozszerzyłam temat i mogłaś to odebrać do siebie, a to było ogólnie.

                Może przejawiam przesadny optymizm. - a może to ja przejawiam czarnowidztwo;)
                Pewnie jest najprawdziwsze to coś po środku, ale jak sobie przed chwilą przypomniałam, ile luda nadało dzieciom imiona na cześć jeżyckich bohaterek, to już tego zdrowego dystansu młodzieży nie jestem taka pewna;) Nie wiem, dlaczego zakładamy, że młodzież jest rozsądna i odróżnia? Raczej to my odróżniamy, a jak to jest u nastolatków, kto to wie... pozdrowienia;)
                • adorabelle-dearheart Re: Powoływałam się na Musierowicz 11.11.14, 00:35
                  Ja też nie wiem, czy umieszczenie tej sceny w książce grozi śmiercią zemdlonego przy potencjalnym czytelniku, natomiast coś mi świta koleżanka opowiadająca mi po premierze JT o krótkiej fala w szpitalach przyjęć ludzi z żarówką w ustach ;) Acz może to wyblakłe wspomnienia i nieprawda, panie tego.
                  • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 11.11.14, 18:18
                    Adorabelle-dearheart, jakkolwiek to brzmi, z ust mi tę żarówkę wyjęłaś ;)))))))) Dosłownie.
                    Nie wiem, czy ja, jak takie dziecko, wyjątkowo podatna, czy też inni mają podobnie, tylko się nie przyznają. Faktem jest, że wątek ten nie miał być aferowaniem, tylko zwróceniem uwagi na wpływ i oddziaływanie, jakie moim zdaniem Autorka ma na czytelników, chodziło mi o dyskusję. Mnie to serio fascynuje, MM ma rząd dusz;) jak zechce, może wpływać, na co poniektórych się uda. No i gdy szukałam przykładów na tę tezę, przypomniałam sobie tę żarówkę.
                    Wierzcie, nie wierzcie - od kilku dni walczę z pokusą. Korci mnie niesamowicie; póki co rozsądek zwycięża i chyba jednak dam radę opanować żądzę;>
                    • conefkaconbrio Re: Powoływałam się na Musierowicz 12.11.14, 20:01
                      Uważam, że zua laura ma rację. Też zapamiętałam diagnozowanie przez Cesię wietrznej ospy i ratowanie Lisieckich.
                      A najdziwniejsze jest to, że MM przecież jest córką lekarki ( vide "Tym razem serio"), co zresztą też może nastoletnie czytelniczki utwierdzić w przekonaniu o słuszności porad medycznych w "Jerzycjadzie")
                      • dakota77 Re: Powoływałam się na Musierowicz 12.11.14, 20:15
                        A nie dentystki?
                        • conefkaconbrio Re: Powoływałam się na Musierowicz 12.11.14, 20:31
                          Dentystą był któryś z wujków (Wincenty? Walenty? ) Nawet szyld jego gabinetu pojawił się gdzieś w tle w którejś książce. Inny wujek natomiast miał pasiekę, (I częstując Stasia Barańczaka miodem przeszkadzał mu słuchać koncertu chopinowskiego) a mimo to MM myli pszczołę z osą. Notabene w McDusi to nie pierwsza wpadka. Odwotna pomyłka zaszła w "Dziecku Piątku": Arturek został użądlony w wargę gdy jadł ciastka i Konrad wyjmował mu żądło. A przecież przy słodkim jedzeniu grasują raczej osy, a nie pszczoły.
                          • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 14.11.14, 13:46
                            Conefkaconbrio: Z pobytów na wsi pamiętam wokół słodkiego jedzenia wyłącznie osy, więc tak samo jak w Twoim wpisie.
                    • emae Re: Powoływałam się na Musierowicz 13.11.14, 11:57
                      zua.laura napisał(a):

                      > Adorabelle-dearheart, jakkolwiek to brzmi, z ust mi tę żarówkę wyjęłaś ;)))))))
                      > ) Dosłownie.
                      > Nie wiem, czy ja, jak takie dziecko, wyjątkowo podatna, czy też inni mają podob
                      > nie, tylko się nie przyznają. Faktem jest, że wątek ten nie miał być aferowanie
                      > m, tylko zwróceniem uwagi na wpływ i oddziaływanie, jakie moim zdaniem Autorka
                      > ma na czytelników, chodziło mi o dyskusję. Mnie to serio fascynuje, MM ma rząd
                      > dusz;) jak zechce, może wpływać, na co poniektórych się uda. No i gdy szukałam
                      > przykładów na tę tezę, przypomniałam sobie tę żarówkę.
                      > Wierzcie, nie wierzcie - od kilku dni walczę z pokusą. Korci mnie niesamowicie;
                      > póki co rozsądek zwycięża i chyba jednak dam radę opanować żądzę;>

                      Och, te żarówki. Uwierzcie, że korci mnie, ilekroć widzę żarówkę :D
                      Ale dla równowagi - wiem też, że nigdy się nie zdecyduję spróbować. Opis Józinka z żarówką w ustach, niezdolnego do przełknięcia śliny, jest dla mnie tak przerażający, że z cała pewnością nigdy nie włożę sobie do ust żarówki. Nawet takiej bardzo małej :)
                      • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 14.11.14, 13:34
                        Och, te żarówki. Uwierzcie, że korci mnie, ilekroć widzę żarówkę :D

                        Emae, dzięki Ci, że się "ujawniłaś";) nie czuję się w tym osamotniona - mam podobnie jak Ty, z tym, że odpieram wizję właśnie tej średniej żarówki, bo duża to rzecz jasna samo zuo;) jaka to jest zaraźliwa zaraza, taka książkowa sugestia... ;)
                • morekac Re: Powoływałam się na Musierowicz 12.11.14, 22:57
                  , ile luda nadało dzieciom imiona na cześć jeżyckich bohaterek,
                  Gabrielę znam, i Laurę. Po TEJ Gabrieli i TEJ Laurze...
                  • zua.laura Re: Powoływałam się na Musierowicz 14.11.14, 13:40
                    Ja też znam, małe dziewczynki - po TEJ Gabrieli i TEJ Laurze. I po TEJ Natalii, po TEJ Aurelii... Zaś wśród moich rówieśników ani jednej ich imienniczki.
                    I do tego przypomniałam sobie, że moja młodsza córka ma na drugie Milena. Wcześniej nigdy o tym imieniu nie myślałam, a tu proszę. No, jednak jestem nieodporna;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka