Dodaj do ulubionych

forumowo filmowo

28.12.10, 19:53
pan Henryk zaproponował, a ja propozycję przyjmuję i będę tu pisać o filmach
bardzo proszę o komentarze do filmów, o których będę pisać, jak i o tym co piszę... fajnie byłoby gdyby były to dyskusje, nawet zażarte...
przecież PiS to nie wszystko co nas łączy
i dzieli;))
Obserwuj wątek
    • ewa9717 Re: forumowo filmowo 28.12.10, 20:03
      Co proponujesz na pierwszy ogień?
      • scoutek To właśnie miłość 28.12.10, 20:12
        Na początek lekko i świątecznie: Love actually czyli po polsku To właśnie miłość, uwielbiam ten film, widziałam go już kilka razy, w tym raz w kinie. Szczególnie wzruszają i bawią mnie sceny:
        1. Gdy bohaterka (w tej roli Emma Thompson) domyśla się, że mąż (Alan Rickman) ją zdradza, odpakowuje prezent, którego się nie spodziewała i płacze w sypialni.... jak to jest zagrane! Ten gest poprawiania narzuty na łóżku mnie po prostu rozwala...
        2. Gdy do dziewczyny, którą gra Keira Knightley, dociera, że kocha ją najlepszy przyjaciel męża (Andrew Lincoln), a on stoi obok i mówi, że to, że jej unika to samoobrona... A potem scena z Carol's Singers w Boże Narodzenie przed drzwiami.... Zabawne, ale wzruszające, fantastycznie zagrane....
        3. Hiszpańskie oświadczyny pisarza przed byłą sprzątaczką a teraz kelnerką (Lucia Moniz), którego genialnie zagrał Colin Firth, śmieszne, ale wzruszające... cała ta historia jest zresztą ciepła i bardzo zabawna...
        4. Fantastyczny taniec Hugh Granta, premiera GB, samotnego w wielkim domu przy Downing Street... i jego historia miłosna, szczególnie szukanie ukochanej (Martine MCCutcheon) na "najdłuższej ulicy Londynu" w wieczór wigilijny i śpiewanie kolęd z ochroniarzem (który w odróżnieniu do pana premiera ma głos!!!)....
        5. Historia podstarzałego piosenkarza (Bill Nighy) i jego samotnego menedżera (Gregor Fisher), cały ten przedświąteczny cyrk z promocją piosenki jest fantastyczna i rewelacyjnie zagrana ("10 minut z Eltonem i już zostałeś gejem??!) ....
        6. Historia zakochanego chłopczyka i jego ojczyma (Liam Neeson), wzajemne zrozumienie i tolerancja... wzruszająca relacja dwóch osieroconych facetów....
        Najmniej bawią mnie historie rodzeństwa, choć Laura Linney jest znakomita; faceta, który wyjeżdża do USA z plecakiem kondomów; pary statystów w filmie pornograficznym... choć one wszystkie mają to "coś".
        Fantastycznie brzmi muzyka w tym filmie: Bay City Rollers na pogrzebie, The Beatles na ślubie w kościele, Dido, gdy jeden z bohaterów się waha, Joni Mitchell .... I główny muzyczny motyw: Christmas is all around....
        • henry-k-log Re: To właśnie miłość 28.12.10, 20:21
          www.filmweb.pl/To.Wlasnie.Milosc - sobie ściągnę, jaki mi się tylko skończą jakieś dwa, które aktualnie FreeeRapid'em i JDownloader'em ściągam :)
        • chenowith Re: To właśnie miłość 29.12.10, 08:57
          scoutek napisała:

          > Na początek lekko i świątecznie: Love actually czyli po polsku To właśnie miłość,

          a mógłby mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego o tym filmie u nas teraz głośno
          skoro to taka dawna produkcja?

          chętnie bym się pospierała, jednak pamiętam tylko (sprzed kilku lat), że był milutki
          Emma jakoś w oczy mi się nie rzuciła. ulubiona rola Emmy - w "Okruchach dnia"
          • chenowith Re: To właśnie miłość 29.12.10, 09:03
            ok. już sobie odpowiadam. święta.
            dzięki, cheno.
            • scoutek Re: To właśnie miłość 29.12.10, 10:04
              nie zdążyłam, ale masz rację, święta
              taki spokojny, niezobowiązujący film, ciepły i zabawny, "Kevin sam w domu" dla dorosłych
              takie najlepiej oglądają się w święta

              bo taki "Zakochać się" z Meryl Streep i Robertem de Niro, o wiele starszy, bo z 1984, to już w ogóle rzadko jest przypominany, choć świąteczny również chwilami bardzo

              ale wracając do Emmy - rzeczywiście jest znakomita w wielu innych filmach, w tym we wspomnianych "Okruchach...", ale w "To właśnie miłość" scena, gdy płacze w sypialni to taka etiuda, ćwiczenie aktorskie, pokaz umiejętności w krótkiej chwili na ekranie.... IMHO cudne
        • henry-k-log Re: To właśnie miłość 31.12.10, 13:13
          Na początek lekko i świątecznie: Love actually czyli po polsku To właśnie miłość, uwielbiam ten film, widziałam go już kilka razy, w tym raz w kinie. Szczególnie wzruszają i bawią mnie sceny:
          1. Gdy bohaterka (w tej roli Emma Thompson) domyśla się, że mąż (Alan Rickman) ją zdradza, odpakowuje prezent, którego się nie spodziewała i płacze w sypialni.... jak to jest zagrane! Ten gest poprawiania narzuty na łóżku mnie po prostu rozwala...
          2. Gdy do dziewczyny, którą gra Keira Knightley, dociera, że kocha ją najlepszy przyjaciel męża (Andrew Lincoln), a on stoi obok i mówi, że to, że jej unika to samoobrona... A potem scena z Carol's Singers w Boże Narodzenie przed drzwiami.... Zabawne, ale wzruszające, fantastycznie zagrane....
          3. Hiszpańskie oświadczyny pisarza przed byłą sprzątaczką a teraz kelnerką (Lucia Moniz), którego genialnie zagrał Colin Firth, śmieszne, ale wzruszające... cała ta historia jest zresztą ciepła i bardzo zabawna...
          4. Fantastyczny taniec Hugh Granta, premiera GB, samotnego w wielkim domu przy Downing Street... i jego historia miłosna, szczególnie szukanie ukochanej (Martine MCCutcheon) na "najdłuższej ulicy Londynu" w wieczór wigilijny i śpiewanie kolęd z ochroniarzem (który w odróżnieniu do pana premiera ma głos!!!)....
          5. Historia podstarzałego piosenkarza (Bill Nighy) i jego samotnego menedżera (Gregor Fisher), cały ten przedświąteczny cyrk z promocją piosenki jest fantastyczna i rewelacyjnie zagrana ("10 minut z Eltonem i już zostałeś gejem??!) ....
          6. Historia zakochanego chłopczyka i jego ojczyma (Liam Neeson), wzajemne zrozumienie i tolerancja... wzruszająca relacja dwóch osieroconych facetów....
          Najmniej bawią mnie historie rodzeństwa, choć Laura Linney jest znakomita; faceta, który wyjeżdża do USA z plecakiem kondomów; pary statystów w filmie pornograficznym... choć one wszystkie mają to "coś".
          Fantastycznie brzmi muzyka w tym filmie: Bay City Rollers na pogrzebie, The Beatles na ślubie w kościele, Dido, gdy jeden z bohaterów się waha, Joni Mitchell .... I główny muzyczny motyw: Christmas is all around....


          Pięknie Pani słowami("To właśnie miłość, uwielbiam ten film,...") oddała atmosferę filmu, aż dziw (mnie) bierze, że od 2003 r. nie wpadłem na ten film, nie dziwię się Pani, że ten właśnie w okresie świąteczno-noworocznym przyszedł Pani na myśl jako pierwszy w tym wątku , "Kevin sam w domu" powinien ustąpić miejsca "Love actually" jako nieodłączny element wieczoru Wigilijnego w Polsacie;)
          Najładniejsze fragmenty Pani już opisała w swojej notce, dorzuciłbym scenę od 00:10:17 - 00:11:20, kiedy to przyjaciel swojej wymarzonej dziewczynie i żonie przyjaciela jeszcze jedną niespodziankę wyszykował:)
          ps
          , wie Pani, że "Mamma Mia" jest u mnie ściągnięta już od jakiegoś czasu?, dzięki Pani rekomendacji, chyba się w końcu zdecyduję, żeby go obejrzeć.
          • scoutek Re: To właśnie miłość 31.12.10, 15:14
            henry-k-log napisał:
            kiedy to przyjaciel swojej wymarzonej dziewczynie i żonie p
            > rzyjaciela jeszcze jedną niespodziankę wyszykował:)

            jeśli chodzi o niespodziankę to owszem, wspomniałam w swojej notce, gdy napisałam o The Beatles na ślubie, to czarowne było bardzo....

            Ave, też uwielbiam Meryl, w absolutnie każdej roli, ale Mamma mia to taki film, który bardzo sie sprawdza nawet przy prasowaniu, on sobie leci, a ja tańczę i śpiewam, że tak to nazwę, s t a c j o n a r n i e i w e w n ę t r z n i e
            • ave.duce Re: To właśnie miłość 31.12.10, 15:31
              I very gUd. Takie są potrzebne, żeby odreagować, a w dodatku popodziwiać nie tylko mjuzik, ale także inne elementy z koleżanką Meryl na czele ;)
              • scoutek z Nowym Rokiem nowym.... 01.01.11, 15:18
                Dzisiaj tylko dowcip, trochę filmowy, na dobry początek świetnego roku:
                "Małżeństwo w luksusowym hotelu znalazło mysz w pokoju. Żona poprosiła męża, by zadzwonił do recepcji, bo lepiej zna angielski.
                Mąż do recepcjonistki: Do You know movie Tom and Jerry?
                Recepcjonistka: Yes.
                Mąż: Jerry is here"
                • ave.duce Re: z Nowym Rokiem nowym.... 01.01.11, 15:56
                  :)))

                  Three switched Witches watch three Swatch watch switches.
                  Which switched Witch watch which Swatch watch switch?
            • henry-k-log Re: To właśnie miłość 02.01.11, 14:54
              > ...niespodziankę...wspomniałam w swojej notce, gdy napisał
              > am o The Beatles na ślubie, to czarowne było bardzo....

              , za moment jeszcze raz sprawdzę, właśnie udało mi się Panią Mą namówić do wspólnego obejrzenia:)
              • scoutek Re: To właśnie miłość 03.01.11, 09:30
                > > ...niespodziankę...wspomniałam w swojej notce, gdy napisał
                > > am o The Beatles na ślubie, to czarowne było bardzo....
                aneks do tego, a właściwie uściślenie:
                pisząc The Beatles na ślubie miałam na myśli oczywiście piosenkę beatlesów All You need is love, a nie o to, że zespół The Beatles wystapił w kościele
    • henry-k-log Re: forumowo filmowo 28.12.10, 20:14
      ..to ja się Panią zapytam, czy w filmie 'Incepcja" udać się może po tylko jednym obejrzeniu wniknięcie na wyżej niż 2-i stopień snu? Zrozumienie fabuły w wersji z napisami jaką ściągnąłem z sieci, przy ogromie efektów specjalnych, mnie się nie udało i zamierzam w jakiejś tam przyszłości sciągnąć wersję z lektorem, żeby jednak nie prosić syna(który właśnie w powrotną podróż do GB się wybrał) o objaśnianie staremu o co w tejże 'Incepcji" właściwie chodzi:)
      • henry-k-log Re: forumowo filmowo 28.12.10, 20:17
        ps
        ..muzyka, zapewne jakaś była, w żaden sposób mi się nie przypomina.
      • scoutek Re: forumowo filmowo 29.12.10, 08:29
        henry-k-log napisał:

        > ..to ja się Panią zapytam, czy w filmie 'Incepcja" udać się może po tylko jednym obejrzeniu wniknięcie na wyż
        > ej niż 2-i stopień snu?

        Jest to trudne, myślę, że nawet bardzo ale nie jest niemożliwe.
        Sama byłam zachwycona i uważam, że autor scenariusza powinien dostać jakąś nagrodę za precyzję i pamięć.
        A efektami byłam zachwycona równie mocno, z tym, że uważam, że ten film nadaje się wyłącznie do oglądania na wielkim ekranie. Często zreszta dzielę filmy takie na DUŻY ekran (Incepcja właśnie czy Tańczący z wilkami) i na mały (tu zaliczam wiekszość polskich poza Potopem)
        • chenowith Re: forumowo filmowo 29.12.10, 08:48
          a mnie się wydaje, że tam był brak precyzji z wychodzeniem z tych wyższych poziomów
          pamiętam swoje oburzenie potraktowaniem sprawy z buta
          i to, że piwo było pieniste

          i filmem byłam jednak rozczarowana
          bo Leonardo wyglądał ciastowato
          a zakończenie nie mogło być bardziej oczywiste niż było
    • chenowith Re: forumowo filmowo 29.12.10, 08:52
      black swan - plusy:

      - chudzielcowatość Natalie Portman
      - fajne napięcie między nią a choreografem
      - urocze psychojazdy

      minusy:
      - płaska relacja z mamusią
      - za mało Winony (chociaż w zwykłej dla niej roli kobiety na skraju wariactwa)
      - za mało baletu w balecie
    • ave.duce Re: forumowo filmowo 29.12.10, 12:36
      OżeszTy... nie jestem filmowa. Ale... spróbuję, jeśli jakiś film widziałam i pamiętam coś tam, coś tam.
      • scoutek Re: forumowo filmowo 30.12.10, 16:46
        Udało mi się w lutym, już prawie rok temu, dotrzeć do kina na film Jamesa Camerona "Avatar". Od początku wiedziałam, że ten film chcę zobaczyć wyłącznie w wersji dla kina IMAX. I myślę sobie, że właśnie tak należy ten film oglądać - dać się wchłonąć obrazom, rozglądać się uważnie i PODZIWIAĆ. Rozmach, potęgę i możliwości ludzkiej wyobraźni, techniki i osiągnięć.
        Wszystkim, którzy szukają w filmie przeżyć intelektualnych - odradzam zdecydowanie. Fabuła jest banalna, prościutka i schematyczna, rozwiązanie do odgadnięcia natychmiast.
        Na pewno też odradzam oglądanie tego filmu na zwykłym ekranie, bo wszystko staje się płaskie i bez wyrazu. I fabuła, i, co gorsza, obraz, a to strata niepowetowana. To tak, jakbyśmy muzyki Jean Michael'a Jarre'a słuchali w wersji mono.
        • scoutek Mamma mia 31.12.10, 10:14
          zastanawiałam się nad filmem "sylwestrowym", czyli takim przy którym można tańczyć i od biedy śpiewać, a już na pewno powrzaskiwać niektóre, znane wszystkim, frazy
          doszłam do wniosku, że poza starymi w typie "Gorączka sobotniej nocy", takim filmem sprzed zaledwie dwóch lat jest "Mamma mia", film, w którym fabuła sobie, można ją przecież zignorować kompletnie, a muzyka sobie. I chyba ta muzyka jest tam najważniejsza. Kto z nas nie zna tytułowego utworu? Albo "Dancing Queen"? Albo nie zaryczy razem z wokalistami refrenu "Super Trouper", "Fernando" czy "Chiquitita"? Dla większości z piszących na forum ta muzyka to albo dzieciństwo albo młodość, więc jak zawsze dobrze się kojarzy....

          A na koniec piosenka zespołu ABBA, wprawdzie w filmie nie występuje, ale wpisuje się w dzisiejszy dzień znakomicie, a więc ode mnie dla Was życzenia: Happy New Year
          • ave.duce Re: Mamma mia 31.12.10, 13:44
            Jestem za, bo lubię Meryl i jusz.
    • scoutek Pat Garrett & Billy the Kid 02.01.11, 13:54
      staroć, ale tak mnie wczoraj naszło i puściłam sobie muzykę Boba Dylana z tego filmu
      Pewnie widzieliście ten wielki film Sama Peckinpaha z fantastycznymi rolami Jamesa Coburna i Krisa Kristoffersona z roku ...obosze... 1973. Historia dwóch przyjaciół bandytów, których drogi się rozchodzą, Pat nawraca się na drogę cnoty i zostaje szeryfem, a jednym z zadań jest schwytanie swojego dawnego przyjaciela ... Bardzo piękny, spokojny, niespieszny western, w którym dodatkowo obserwatorem całej historii jest członek bandy Kida, Alias, którego gra śpiewająco Bob Dylan... mało kto wie, że to z tego filmu pochodzi bodaj najbardziej znana dzisiaj piosenka Boba "Knockin' on Heaven's Door", posiadająca chyba setki interpretacji...
      ale nie to chcę Wam puścić, a inną, mniej znany kawałek, ale myślę, że też niezły
      • dupetek Re: Pat Garrett & Billy the Kid 02.01.11, 14:22
        Oglądałem ten film w DKFie w latach siedemdziesiątych i odbierałem go specyficznie - podobnie jak większość widzów. Wychowanym na klasycznym westernie trudno było wejść w nową konwencję. Zresztą wszystkie filmy Peckinpaha wzbudzały kontrowersyjne opinie, dopiero patyna lat zrobiła z tych filmów Wielkie Kino. Jak dla mnie w każdym bądź razie:)
    • scoutek "Miłość po południu" 06.01.11, 18:00
      Obejrzałam sobie niedawno film Billy'ego Wildera pod takim właśnie tytułem. Tytuł znałam z jakichś opowieści Mamy, pamiętam Jej westchnienia, gdy mi opowiadała o tym filmie. Ale dla Niej to musiało być przeżycie: Audrey Hepburn i Gary Cooper, to były gwiazdy wtedy przecież pierwszej wody. Teraz ten film to ramotka, ale wdzięczna i miła dla oka. Audrey przecudna, a Gary "przereklamowany", niestety za stary dla niej i już nie taki przystojny. Ale zauroczył mnie Maurice Chevalier, ten fantastyczny francuski akcent, ledwo ale jednak wyczuwalny....
      Warto zobaczyć, choć zdecydowanie wolę "Rzymskie wakacje" i Gregory Pecka. Historia o tym, że Peck od razu zażądał, aby jej nazwisko (prawie debiutantki) w czołówce było tą samą czcionką na równi z jego bardzo mi się podoba. Wyczuł talent i to ona za tę właśnie rolę dostała Oscara.
      Audrey podoba mi się we wszystkim i zawsze.
      W "Sabrinie" z Bogartem....
      W "Doczekać zmroku" strasznie się o nią bałam...
      A najbardziej lubię jak śpiewa w "Śniadaniu u Tiffany'ego" Moon river
      • mala200333 Re: "Miłość po południu" 06.01.11, 18:26
        Audrejka..."Wojna i Pokoj"......wiem, wiem, ze ta Natasza jest moze nie w kazdej scenie rosyjska, ale ja taka lubie.
        • scoutek Re: "Miłość po południu" 07.01.11, 12:18
          mala200333 napisała:

          > Audrejka..."Wojna i Pokoj"......wiem, wiem, ze ta Natasza jest moze nie w kazde
          > j scenie rosyjska, ale ja taka lubie.

          ja także, do tego zawsze podziwiam jej późniejszego męża Mela Ferrera
          bo Henry Fonda tylko tam jest taki....
          • wyjec_kielecki Re: "Miłość po południu" 13.01.11, 14:45
            Ja sylwestra spędziłem z Bękartami na Blu-rayu, który był pierwszym (i jednym z dwóch) prezentem gwiazdkowym. tym razem od marketingowców Funai, którzy mi to doczepili do zakupionego kina domowego. Mamma mia też jest w ofercie, ale na drugi sprzęt rtv w miesiąc mnie nie stać ;)
            • mala200333 Re: "Miłość po południu" 13.01.11, 16:00
              "Mamma mia " to cudowna komedia...
    • scoutek "Blues Brothers" 14.01.11, 11:02
      Kolejny muzyczny film mojego życia (po "Mamma mia") to "Blues Brothers". Ale ta stara część, z 1980 z Danem Aykroydem i Johnem Belushim w rolach głównych. Zresztą cały film powstał w oparciu o ich grupę muzyczną o tej samej nazwie, którą panowie założyli trzy lata wcześniej.
      Fabuła zabawna, reżyseria Johna Landisa świetna, ale najznakomitsza jest w tym filmie muzyka i to najlepszym wykonaniu. W epizodach występują przecież same gwiazdy: Aretha Franklin (tańczy w fartuchu i papciach!!!), Ray Charles (sprzedaje instrumenty), James Brown czy John Lee Hooker... występuje też Twiggi czy Carrie Fisher.... A także sam reżyser oraz słynny Frank Oz. W filmie dużo się dzieje, tempo jest niesamowite, użyto też wielu cytatów nawiązujących do innych filmów, a w scenie karambolu wykorzystano największą ilość samochodów w historii filmu...
      Atu coś czego nie ma filmie, a jest świetne
      • chenowith Re: "Blues Brothers" 16.01.11, 21:23
        najcudowniejsza rozwalucha wozami z kogucikiem
        i Aretha
        i fikanie w kościele

        trzysta kciuków (wszystkie moje) w pireneje
    • ave.duce "Zmowa pierwszych żon" !!! > kto nie widział > 16.01.11, 12:21
      polecam!
      Kto zna, obejrzy kolejny raz z przyjemnością wielką, I'm sure.

      Polsat
      dzisiaj 14:35


      https://empikmedia.pl/c/zmowa-pierwszych-zon-b2345618.jpg

      I ta piosenka > You Don't Own Me

      & płaszcz Diane Keaton... boski! https://movies.universal-pictures-international-germany.de/wives/images2/fw_5.jpg
      • scoutek Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > kto nie widz 16.01.11, 17:20
        tak tak!!!!
        znakomity film, cudowne dziewczyny!!!!
        a piosenka na końcu po prostu genialna....
        zdążyłam na nią;))))))))))))))
        • ave.duce Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > 16.01.11, 17:22
          To powienien być film obowiązkowy dla obu pci.
          • scoutek Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > 16.01.11, 17:52
            znowu się z Tobą zgadzam
            to chyba jakieś dziwne ;))
            • ave.duce Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > 16.01.11, 18:01
              Trzeba coś z tym zrobić, koniecznie.
              Donos napiszę albo co.
              • scoutek Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > 16.01.11, 18:19
                do nos na nos?
                ;)))

                to pewnie zmowa
                jeśli już o to chodzi to jestem pierwszą żoną :)
                • ave.duce Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > 16.01.11, 18:44
                  Przecież na obcych nie będę donosić!

                  ps. a ja byłam ;)
                  • scoutek Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > 16.01.11, 18:50
                    no właśnie, więc jak się zmówimy to akurat pasuje
                    kupuj płaszcz:D
                    • ave.duce Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > 16.01.11, 22:05
                      Wiśta, wio, łatwo powiedzieć ;)
                      Ale nigdy nic nie wiadomo. Może sam do mnie przyjdzie z południa...
      • damakier1 Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > kto nie widz 16.01.11, 19:19
        Dziękuję bardzo. W życiu by mi nie przyszło o tej porze włączać na jakiś film. Ubawiłam sie świetnie.
        • ave.duce Re: "Zmowa pierwszych żon" !!! > kto nie widz 16.01.11, 22:08
          Proszęż uprzejmie. Przypadkiem zajrzałam do programu Polsatu, polowałam na biegi narciarskie.
          Cud za cudem i cudem pogania!
    • scoutek Przesłuchanie 24.01.11, 19:34
      w związku z opowieściami na forum przypomniał mi się jeden film polski, którego historia była równie burzliwa co nas wszystkich, którzy przeżyli stan wojenny na własnej skórze
      Ryszard Bugajski skończył zdjęcia do "Przesłuchania" tuż przed stanem wojennym, puszki z filmem bez postsynchronów zostały wywiezione nielegalnie za granicę i stamtąd wracały do Polski przegrane na taśmy VHS
      i kopiowane docierały na nielegalne projekcje
      sama trafiłam na taką przez przypadek, dźwięk był beznadziejny, słychać było nagrany szum kamery (nie takiej jakiej używa się dzisiaj, to był taki charakterystyczny terkot), który zreszta powodował, że odbiór filmu był bardziej dokumentalny
      wrażenie było niesamowite, nigdy potem nie oglądałam tego drugi raz ale pamiętam bardzo dokładnie całość, szczegóły i grę aktorską Jandy, Gajosa, Ferencego, Dykiel, Romantowskiej czy.... Holland, która zagrała współwięźniarkę, zatwardziałą komunistkę przekonaną, że władza wie co robi i widać zasłużyła na karę, jak siedzi
      Pod koniec lat 80 film ukończono, można było zobaczyć w kinach, a Janda dopiero w 1990 dostała za swoją rolę Złotą Palmę w Cannes
      • scoutek Re: Przesłuchanie 24.01.11, 19:48
        jak już posłałam poprzednią notkę to zauważyłam, że nie napisałam kompletnie o czym ten film jest
        chyba jestem przekonana, że wszyscy dobrze to wiecie
        ale może na wszelki wypadek dla kogoś, kto jest młodszy, parę słów: jest to historia młodej artystki Toni Dziwisz, która zostaje upita przez dwóch facetów i przewieziona do więzienia, gdzie zostaje poddana długiemu przesłuchaniu... Biciem i torturami ubecy próbują ją zmusić do złożenia obciążających jednego z jej znajomych zeznań, ale Tonia nie poddaje się...
        • magdolot Śniadanie na Plutonie 24.01.11, 20:03
          Dają ostatnio na Filmboxie. I chwała im. Polecam.

          Historia ślicznego Kici, transwestyty- podrzutka, którego matkę [kobietę zjawę] połknęło miasto [Londyn]. Kicia jest Irlandczykiem, lata 70' - napierdalanek z IRA. Miejscem Szwejk. Kici się nie da nie kochać.
          • scoutek Re: Śniadanie na Plutonie 24.01.11, 20:11
            uff, nareszcie się ktoś odezwał
            już myślałam, że to tylko ja muszę tu pisać;)))

            a zastanawiałam się nad tym filmem, przy okazji zerknę, dzięki wielkie
            • ave.duce Śniadanie na trawie 25.01.11, 12:26
              Jak mam pisać o filmach, kiedy oglądam je bardzo rzadko, czasem tylko?
              • scoutek Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 13:05
                pisz bardzo rzadko, czasem tylko:)
                na tym wątku, rzecz jasna
                • ave.duce Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 13:08
                  Ok, ale wiedz, że uwaznie czytam fszystko, co tu się pisze :)
                  • scoutek Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 13:22
                    taką mam nadzieję

                    ktoś musi wyłapywać wrogie treści
                • scoutek Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 13:22
                  co wyprawiasz, hę??????
                  • scoutek Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 13:23
                    :)))))))))))))))))))))))
                    pojawiam sie i znikam i znikam i znikam
                    • ave.duce Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 14:08
                      Oj, Scoutku, Scoutku :))) To nie ja TYM RAZEM, ino spóźniona technika portalowa.
                      • scoutek Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 14:33
                        myślałam, że się ze mną bawisz w chowanego
                        ;))))
                        • ave.duce Re: Śniadanie na trawie 25.01.11, 14:41
                          Nie, ale gdybyś kiedyś chciała > jestem do dyspozycji :)
        • inna57 Re: Przesłuchanie 01.02.11, 18:49
          Film mam od kiedy powstał ale nie miałam odwagi go nigdy obejrzeć. Spytacie dlaczego. A dlaczego mój nieżyjący już dziś Tata w 1982 roku stanął na Koszykowej naprzeciw Ministerstwa Sprawiedliwości i powiedział - "na drugą stronę ulicy nie przejdę, musisz iść sama". Co przeżył w kazamatach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, nie wiem, nigdy nie chciał powiedzieć, ale nie były to miłe wspomnienia. Potem długo się ukrywał, próbował uciec z rodziną i o ironio losu od wyjazdu na białe niedźwiedzie uratował go ubek. Takie są nasze polskie losy. I może niech ten film będzie przestrogą dla tych którzy takich wspomnień nie mają.
    • dupetek Irasema Dilián vel Ewa Irasema Warschałowska 25.01.11, 14:58
      Karierę zaczęła u Vittorio de Sica. Szczyt kariery, to lata pięćdziesiąte, ale do dziś w Ameryce łacińskiej jest pamiętana. Czy ktoś widział film/y z jej udziałem? Ja sporo słyszałem, ale nic nie widziałem:(
      • dupetek Re: Irasema Dilián vel Ewa Irasema Warschałowska 25.01.11, 15:00
        Warchałowska!
        • magdolot Wrogie treści 25.01.11, 17:43
          Tej pani nie znam.

          Ale za to fczoraj nie zdzierżyłam "21 gramów". Wysiadłam gdzieś po 14-tu ze świadomością, że Kieślowski to zwykły prostak był.

          PEES. Na "Niebieskim" omal mnie nie zlinczowano...Zdecydowanie wolę "Czerwony", bo tam chociaż pies jes. Grając w"Podwójnym życiu Weronki" zwątpiłam w Kieślaka psychologizowanie i odtąd uważam, że mu żona filmy robiła, co "Niebieski" potwierdza.
          • ave.duce Re: Wrogie treści 25.01.11, 18:27
            "21 gramów" > ekstra film! To nawet ja wiem.
          • scoutek Re: Wrogie treści 25.01.11, 18:32
            magdolot napisała:
            > Ale za to fczoraj nie zdzierżyłam "21 gramów"

            Bosze, a ja kocham pozostałe dwa filmy faceta, który nazywa się Alejandro González Iñárritu
            Amores Perros i genialny Babel
            polecam zwłaszcza ten drugi (jeśli ktoś nie zna)
            tylko należy uważnie oglądać, bo to się fajnie przenika, uzupełnia i wiąże...
            a jak Pitt stary w tym filmie....i zaniedbany, tak jak trzeba... i fantastyczna Cate Blanchett

            (scoutek się zaś wymądrza)
      • scoutek Re: Irasema Dilián vel Ewa Irasema Warschałowska 25.01.11, 18:25
        niestety, nie znam
    • scoutek The Single Man 27.01.11, 22:13
      W tej chwili panuje lekki szał i karnawał na aktora Colina Firtha, o którym już zresztą dwakroć pisałam (przy okazji "To właśnie miłość" i "Mamma mia"). Teraz głośno o nim z powodu nominacji do Oscara tegorocznego za rolę w filmie "Jak zostać królem". Jak obejrzę to powiem, co myślę, ale znając talent tego faceta nie będę odkrywcza i właściwie w ciemno mogę pisać, że mu się należy. Należy mu się bowiem również za główną rolę w filmie "The Single Man", po polsku "Samotny mężczyzna", krótką opowieść o jednym dniu mężczyzny, który stracił ukochana osobę. Historia dzieje się w 1962 roku w USA, bohater nauczyciel literatury zostaje sam, bo jego ukochany ginie w wypadku samochodowym. Film jest wolny, bardzo dobrze fotografowany, wysmakowany plastycznie bardzo i bardzo kameralny. Delikatnie i dyskretnie opowiada o miłości homoseksualnej, sugerując ją tylko, a wykład na zajęciach z uczniami koledżu o mniejszościach staje się zrozumiały tylko dla wybranych.... Do tego niezła muzyka i świetna gra Colina i Julianne Moore w roli byłej kochanki i wieloletniej przyjaciółki, która liczy na więcej....
      • scoutek Brokeback Mountain 28.01.11, 10:56
        Wczorajszy film o samotnym facecie przypomniał mi inny, całkowicie różny od niego obraz, który opowiada o miłości. Kropka. Bo IMHO nie jest to film o homoseksualizmie czy miłości homoseksualnej, absolutnie nie zgadzam się z takim przyporządkowaniem historii opowiedzianej przez Anga Lee w 2005 roku. Historia dwóch młodych ludzi, Ennisa del Mar (Heath Ledger) i Jacka Twista (Jake Gylenhaal), którzy (jeden bardziej niż drugi) są zaskoczeni tym, że odkrywają w sobie inność (wtedy, gdy dzieje się akcja filmu - od 1963 roku przez 20 lat - bardziej potępiana niż dzisiaj), nie potrafią przyznać się do tego, ani z tym pogodzić do końca życia. Wielka miłość, która ich łączy, jest na ekranie pokazana w sposób bardzo dyskretny, delikatny a równocześnie bardzo wzruszający. Scena z odnalezioną koszulą partnera jest dla mnie zawsze źródłem smutku i współczucia dla tego osamotnionego, źródłem wielkiego wzruszenia, bo samotny kochający człowiek jest zawsze taki sam nieszczęśliwy bez względu na obiekt miłości.
        Jest to też opowieść o tym, że życie wbrew sobie jest życiem samotnym, nieszczęśliwym, pustym....
        Aktorzy, którzy zagrali w tym filmie, zrobili to z wielkim taktem i maestrią, szczególnie Heath Ledger, który miał wtedy przed sobą zaledwie kilka lat życia. Wielki żal, że ten aktor nie żyje już, bo tamta rola była obrazem jego niesamowitego talentu i zapowiedzią wielkiej kariery.... szkoda....
        Film do tego jest mi bliski z jeszcze innego powodu: krajobrazy mające przedstawiać Wyoming to kanadyjska część Gór Skalistych, w której zrealizowano film, miejsca, które kiedyś miałam okazję obejrzeć na żywo podczas długiej, samochodowej wycieczki z moim prywatnym M.
        • ave.duce Re: Brokeback Mountain 28.01.11, 13:06
          All you need is love ...

          ps. zdradzisz całą trasę?
          • scoutek Re: Brokeback Mountain 28.01.11, 18:39
            mogę, jeśli dobrze wszystko pamiętam....
            wystartowaliśmy z Calgary do Edmonton a potem w lewo mapy do Edson
            z Edson do Jasper, to nadal w lewo, ale potem zaraz w dół
            potem aż do Banff National Park
            i zaraz znowu w lewo aż do Revelstoke, przez dwa parki Narodowe: Yoho i Glacier
            a potem dalej w lewo do Kamloops
            a potem przez Merritt i Hope oraz Chilliwack do Abbotsford
            a potem bardzo w lewo i lekko do góry do Vancouver i na samą wyspę Vancouver
            a potem powrót ale inaczej, bo dołem przy granicy z USA
            nie mieliśmy wiz amerykańskich, więc nie udało się nam skoczyć niżej, niestety
            więc powrót: z Vancouver w prawo do Hope (jedyny fragment, który powtórzyliśmy)
            dalej do Princeton
            potem mocno w dól i prawo do Osoyoos
            potem jak droga prowadzi do Grand Forks
            i dalej w prawo dołem do Fort McLeod przez Cranbrook i Crowsnest Pass
            a później już tylko do góry do Calgary


            to była jedna wielka wycieczka
            poza tym było kilka mniejszych
            do Kananaskis
            do samego Banff
            do Head-Smashed-In Buffalo Jump (blisko Fort MacLeod)
            do Drumheller (wyżej i w lewo od Calgary)

            sam pobyt w Calgary to Stampede, czyli impreza nazywana największą na świecie imprezą pod gołym niebem


            uff
            chciałabym wrócić.....
            • ave.duce Re: Brokeback Mountain 28.01.11, 19:21
              scoutek napisała:

              > chciałabym wrócić.....

              No ba! Życzę Ci tego.

              ps. potem sobie "zwiedzę" na spokojnie z atlasem & Mr. Guglem (fot. i sat.).

              Coś Ci szczególnie utkwiło w pamięci? Jakiś szczegół, miejsce, etc.?

              Dla mnie w Calgary byłoby zbyt tłoczno :)
              • scoutek Re: Brokeback Mountain 28.01.11, 20:06
                tłoczno w Calgary... hm.....
                nie szkodzi;))
                tłoczno było podczas Stampede
                otóż cały ten stampedowy cyrk trwa przez 10 dni lipca, zaczyna się ponad dwugodzinną paradą głównymi ulicami miasta, i 10 minut potem ruch zostaje wznowiony czystymi ulicami miasta.... tajemnica tkwi w tym, że miejskie oczyszczarki ulic idą w paradzie jako ostatnie i sprzątają
                miasto żyje tym, wszędzie widać napisy STAMPEDE albo okrzyk YEEEHAAAA (kiedys było jeszcze YAHOo\O, ale zostało wyeliminowane z wiadomych przyczyn ;)
                wszyscy chodzą wystrojeni w ciuchy kowbojskie i na terenach, gdzie odbywają się rodeo i różne pokazy (jeżdżenie wozami jakimi jeździli osadnicy, pokazy jazdy konnej, popisy orkiestr, tańce pow wow itp.) trwają bezustanne konkursy na najlepiej ubranego/ubraną
                IMHO najpiękniejszego kowboja widziałam w kolejce miejskiej: na nogach miał buty z zakrzywionymi noskami, z wyciętymi charakterystycznie cholewkami, dżinsy z paskiem i wielką klamrą, koszula i kamizelka skórzana, pod szyją chustka spięta klamrą, również często spotykaną u twardzieli z Dzikiego Zachodu, a na głowie cudnej urody kapelusz.... gdy podniósł głowę tak, abym mogła zobaczyć jego twarz, spojrzały na mnie skośne oczy przecudnej japońskiej urody...
                Przez te kilka dni codziennie wydawane jest darmowe śniadanie dla wszystkich chętnych, za każdym razem gdzie indziej, trafiliśmy na jedno takie - podawano kiełbaski+pancakes (naleśniki amerykańskie, mniejsze ale grubsze) polane syropem klonowym, obrzydliwe na pierwszy rzut oka, obrzydliwe na drugi również, a do tego stała taka kolejka, jakiej nie widziałam NEVER EVER w Polsce, mimo, że tu przeżyłam stan wojenny z przyległościami...
                oczywiście podarowaliśmy sobie stanie w niej....
                największe wrażenie zrobiły na mnie tysiące Indian z różnych plemion, którzy pojawili się ze swoją objazdową wioską indiańską na pokazy tańców pow wow... sama wioska z teepee była świetna, tylko w szoku drobnym byłam jak sobie wlazłam do teepee Rady Starszych a tam był...... stół i krzesła!!!!! no jak tak można?????? a TRADITION?????
                a z trawnika, na którym siedziałam godzinami przypatrując się tańcom z trudem zostałam ściągnięta do domu....
                • scoutek Re: Brokeback Mountain 28.01.11, 20:33
                  to Calgary, w którym też zwiedziłam przecudne muzeum Glenbow oraz wioskę olimpijską, pozostałość zimowych igrzysk olimpijskich, które się tam odbyły w 1988 roku
                  ale największe wrażenie zrobiło na mnie muzeum indiańskie Head-Smashed-In-Buffalo-Jump, które wybudowane jest w miejscu, w którym Indianie z plemienia Czarnych Stóp polowali na bizony
                  sami popatrzcie
                  • ave.duce Re: Brokeback Mountain 29.01.11, 14:06
                    Extra!

                    Dzieckiem będąc nieletnim widziałam film "Ginąca preria".

                    https://1.fwcdn.pl/po/08/64/160864/7065508.3.jpg?l=1185190085000

                    Nie pamiętam, kiedy pojawił się w Polsce.

                    Wiele czasu upłynęło, zanim jakiś film wywarł na mnie tak silne wrażenie. Nie tylko spośród filmów przyrodniczych, ale w ogóle.
        • scoutek American Beauty 29.01.11, 12:49
          Wreszcie w serii filmów, które w jakiś sposób dotykają homoseksualizmu jeden, w którym ten temat jest zupełnie na marginesie, ale jest na tyle ważny, że powoduje śmierć głównego bohatera, niezawinioną przez niego zupełnie. I zawsze, gdy słyszę tych wywrzaskujących obraźliwe słowa wobec gejów, widzę tego byłego wojskowego zagranego przez Chrisa Coopera, który w deszczu przytula się do Lestera Burnhama (Kevin Spacey), po czym gdy dociera do niego, że się zdemaskował zabija go... Jestem przekonana, że te wrzaski wobec gejów to strach przed własnymi uczuciami, do których ludzie boją się przyznać.
          Tak naprawdę film jest o pozorach w życiu. O udawaniu przez ludzi przed sobą, przed światem, przed najbliższymi.... Kto udaje najlepiej wygrywa. Lester przestaje w pewnym momencie swojego życia i widzimy jak powoli wyłazi ze skorupy. W końcu jednak pozory również powodują, że ginie, bo zabójca boi się, że zostanie odkryte to, co całe życie ukrywał.
          Piękny film, piękna rola Kevina Spacey (Oscar!), świetna Annette Bening... znakomita muzyka i bardzo przejmująca narracja....
    • ave.duce forumowo filmowo > dla r.m. 30.01.11, 17:08
      Polubić czy poślubić/Fools Rush In > Salma Hayek!

      https://img.listal.com/image/1433400/600full-fools-rush-in-screenshot.jpg

      źródło > www.listal.com/viewimage/1433400

      TVP 1 dzisiaj 22:15
    • damakier1 Re: forumowo filmowo 30.01.11, 22:56
      Zobaczyłam w programie, że dziś wieczorem w tv "Godziny" (FilmBox 22::45) - mój ukochany piękny film. Napisz o nim, Scoutku, parę słów tak, jak Ty to potrafisz.
      • scoutek Godziny 31.01.11, 09:49
        ale czemu ja? w końcu będzie to tylko mój wątek, a tego bym nie chciała
        ja wiem, że Ty piszesz gdzie indziej i trochę inna fabułę, jak to mówią opartą na faktach autentycznych, tylko dlatego Ci daruję;)
        ale niech każdy z Was tez pisze o swoich ulubionych, albo dyskutuje ze mną albo sie ze mną nie zgodzi i zjedzie jakiś film... albo mnie....

        "Godziny" widziałam juz dawno, świetny rzeczywiście
        Historie trzech kobiet, brawurowo zagrane przez Meryl Streep (wydaje książki), Julianne Moore (zajmuje się domem i oczekuje narodzin drugiego dziecka) i przede wszystkim Nicole Kidman (Oscar!), która gra Virginię Wolff, tworząca właśnie swoją powieść "Pani Dalloway"... Ta powieść łączy te trzy kobiety, których historie przeplatają się na ekranie jak układanka....
        I znowu mamy związki homoseksualne.... Jakieś fatum?
        • damakier1 Re: Godziny 01.02.11, 17:50
          Dziękuję bardzo!
          Dlaczego Ty? - bo lubię to Twoje forumowo-filmowe pisanie.
          • scoutek Re: Godziny 01.02.11, 18:19
            miło mi Damo
            bardzo
    • kanciasta Czarny łabędź 30.01.11, 23:33
      Byłam dzisiaj na tym filmie i...mam mieszane uczucia.
      Ale w sumie podobał mi się. Reszcie widzów chyba też, bo wszyscy
      siedzieli w fotelach trochę dłużej niż zwykle :-)
      Czytałam, że na pewno nie dostanie oskara za muzykę, bo twórca ścieżki dźwiękowej
      użył tych samych nut, co Czajkowski ;-)
    • scoutek John Barry 01.02.11, 09:54
      dzisiaj wyjatkowo nie o filmie, a o człowieku filmu
      John Barry, brytyjski kompozytor, laureat 5 Oscarów (Elza z afrykańskiego buszu, Lew w zimie, Pożegnanie z Afryką i Tańczący z wilkami), oprawił muzyką jedenaście filmów z Jamesem Bondem, ma na koncie muzykę do Nocnego kowboja, Cotton Clubu, Niemoralnej propozycji,
      zmarł wczoraj na zawał serca w wieku 78 lat w Nowym Jorku
      Everybody is talking at me z filmu Nocny kowboj
      • scoutek Re: John Barry 01.02.11, 09:56
        cztery tytuły filmów i pięć Oscarów?
        w Elzie była piosenka
        za nią też dostał Oscara
        proste
        • ave.duce Życzenia spełnia się? 01.02.11, 10:19
          Poproszę mjuzik z "Tańczącego" ;)
          • scoutek Re: Życzenia spełnia się? 01.02.11, 10:35
            masz od razu Dwie Skarpety
            • ave.duce Re: Życzenia spełnia się? 01.02.11, 17:31
              Co para, to para!

              ThnX.
    • scoutek Pożegnanie z Afryką 02.02.11, 10:43
      Dzisiaj trochę w związku z wczorajszą notką o Johnie Barry'm, a trochę dlatego, że trafiłam wczoraj na ten film w jakimś kanale tv. I zostałam na nim już do końca, co mój prywatny M skwitował "Znowu?". Bo to jest, nie ukrywam, jeden z moich ulubionych filmów i to, że gra tam Robert Redford nie ma nic do rzeczy. Lubię gościa, bardzo, choć starzeje sie nie tak pięknie jak taki np. Sean Connery, ale talent facet ma, a filmy z jego udziałem mają klimat. Pożegnanie z Afryka to jednak dwie godziny z Meryl Streep, ona tam jest najważniejsza i najlepsza. I reszta towarzystwa z Klausem Maria Brandauerem na czele może się schować, choć także robią co mogą by zaistnieć. Np. Iman (Somalijka, modelka, prywatnie od wielu lat żona Davida Bowie) w epizodzie, w którym nawet nie ma szansy na to, by się odezwać.
      Znakomite plenery, żadne tam studia filmowe i blue boxy. Fantastyczna "rozległa" muzyka. Cudowne zdjęcia Afryki "widzianej oczami Boga" także....
      Po filmie przeczytałam książkę Karen Blixen, na motywach której film zrealizowano, i wtedy dopiero miałam pełen obraz tego co pisarka przeżyła podczas tych lat spędzonych u podnóża gór Ngong. Książka jest znakomitym uzupełnieniem obrazu, bo tak właściwie opowiada o tym, czego w filmie nie ma. Wtedy tez zrozumiałam, dlaczego Hemingway uważał, że to Blixen powinna dostać Nobla, a on się swoich "Zielonych wzgórz Afryki" powinien wstydzić.
      Na koniec trochę muzyki i fotek z filmu...
      • ave.duce Re: Pożegnanie z Afryką 02.02.11, 16:19
        I co ja mam tu dodać "od siebie"?
        • scoutek Re: Pożegnanie z Afryką 02.02.11, 16:26
          gdybym wiedziała to pewnie bym już napisała... od sie to od sie;))
      • ta Re: Pożegnanie z Afryką 03.02.11, 21:24
        Film obejrzany przeze mnie 8,10 x ?
        Przejmujący, pięknie opowiedziany, cudna muzyka.
        Obejrzę go tyle razy, ile na niego trafię, zawsze wzruszona.
        Meryl, no cóż, Meryl to Meryl i już , a Robert, to Robert :D
        Ech...
        • scoutek Re: Pożegnanie z Afryką 03.02.11, 21:32
          dzięki za cudne podsumowanie:)
    • scoutek Ostatnie tango w Paryżu 03.02.11, 20:01
      Jeden z najsłynniejszych, najbardziej skandalizujących filmów w historii kina. Zrealizowany przez Bernardo Bertolucciego w 1972 roku, kameralny film opowiadający o sfrustrowanym czterdziestopięciolatku, załamanym po samobójczej śmierci żony, który poznawszy młodą dziewczynę, spędza z nią kilka dni w opuszczonym mieszkaniu i uprawia z nią seks. Pewnie, że to, co tam się dzieje na ekranie nijak się nie ma do dzisiejszych wyczynów filmowych, ale jak na tamte czasy film był absolutnym skandalem, którego polskie władze nie pozwoliły pokazać polskim obywatelom. Tylko o nim słyszeliśmy, obejrzeć mogliśmy dopiero w latach 90-tych. Teraz pewnie nudny dla większości widzów, chyba, że będziemy zwracać uwagę wyłącznie na grę głównego aktora filmu, którym był sam Marlon Brando (był także autorem słynnej sceny erotycznej, dopisanej do scenariusza). W roli Jeanne wcieliła się młodziutka Maria Schneider, która ten film przypłaciła zdrowiem, leczyła się psychiatrycznie, twierdziła, że została przez obu panów (BB i MB) zmanipulowana i wykorzystana. Twórcy filmu zresztą zostali oskarżeni o szerzenie pornografii.
      Piszę o tym filmie dlatego, że właśnie przeczytałam, że Maria Schneider zmarła w Paryżu w wieku 58 lat na raka. Zagrała w wielu innych filmach (np. z Nicholsonem w filmie "Zawód: reporter"), ale i tak zawsze będzie kojarzona z "Ostatnim tangiem..."
      Trochę muzyki i zdjęć z filmu
      • blind_as_a_bat Re: Ostatnie tango w Paryżu 04.02.11, 00:11
        Wczoraj słuchałem tego > Last Tango In Paris
        • totylkoja22 Re: Ostatnie tango w Paryżu 31.08.11, 15:47
          Film jest ok, trzeba się nastawić na ostre sceny. Jedną z najlepszych jest scena seksu analnego z użyciem masła. Można ją zobaczyć tutaj oognet.pl/content/details/1007
      • scoutek 9 i 1/2 tygodnia 04.02.11, 13:24
        Dzisiaj przypomniał mi się inny, bardzo erotyczny film Adriana Lyne'a, który wzbudził wiele kontrowersji dekadę później. Dużo szumu było w Polsce wokół niego, w której zaczynaliśmy dopiero oglądać legalnie tego typu filmy. Polacy zobaczyli po raz pierwszy, że owoce czy różnego rodzaju jedzenie może służyć nie tylko do konsumpcji, oraz, że w związku jest wiele możliwości i okazji by się dobrze bawić razem. Wcześniej była tylko książka Michaliny Wisłockiej ;))
        Oto dwoje bohaterów, granych przez piękną Kim Basinger i wyjątkowo przystojnego wtedy Mickeya Rourke, spędza ze sobą tytułowe dziewięć i pół tygodnia. Z początkowej erotycznej, bardzo malowniczej zabawy przeradza się stopniowo w perwersyjny związek, który potęguje namietność ale na dłuższą metę niszczy uczucie. Chwilami film jest zabawny, bardzo plastyczny i piękny, uzupełniony niezłą muzyką co nie przeszkodziło nominować go przez amerykańską publiczność do trzech Złotych Malin w kategoriach: najgorsza aktorka, najgorsza piosenka (I Do What I Do", wyk. John Taylor) i najgorszy scenariusz. Ale Malin nie otrzymał ;))
        A w linku piosenka Joe Cockera, ktora służy za tło striptisu w wykonaniu Kim:
        You can leave Your hat on
        • ave.duce Re: 9 i 1/2 tygodnia 04.02.11, 13:37
          Za Cockerem przepadam, za Kim facle, za Majkiem ... no, ostatecznie, ale niekoniecznie.
          Film wrażenie na mnie wywarł, ale raczej z rodzaju, że "zło" pociąga CZASAMI nawet osoby o tak anielskim charakterze jak mua.

          ps. moja osoba szykuje się do własnej recenzji, potrfa, ale będzie.
          • scoutek Re: 9 i 1/2 tygodnia 04.02.11, 13:53
            zło pociąga
            wszystkich
            tylko jednych trzyma a inni potrafią się wyzwolić
            jak Kim

            off topic:
            chciałam zapytać wszystkich, czy Wam się podoba taki wątek i taki - dosyć przypadkowy przyznam - dobór filmów?
            mam czasem kilka tytułów na myśli i zamierzam o nich napisać, ale czasem zaburzone to zostaje jakimś zdarzeniem, które przypomina mi inny, bardziej adekwatny do mojego nastroju, film
            nie chcę się skupiać na przypominaniu staroci
            chcę też pisać o rzeczach dopiero co obejrzanych lub zobaczonych całkiem niedawno...

            dochodzimy do setki postów w tym watku, proszę o sugestie - mam zmienić styl, dobór, formę czy ma zostać jak jest?
            z góry dziękuję
            • ave.duce Scoutku! 04.02.11, 17:25
              Mnie się podoba. Bardzo. Jak jest.
              • scoutek Re: Scoutku! 04.02.11, 18:13
                cenkju
                ale chciałabym by reszta forumowej publisi też się wyraziła
                • ploniekocica Się wyrażam i stanowczo protestuję 04.02.11, 18:46
                  przeciwko takiemu stawianiu sprawy. Że niby, że co? Że niby osoby trzecie mają decydować co i w jakiej formie Ty piszesz w swoim wątku?
                  Jak się osobom trzecim Twój wątek filmowy nie podoba to niech go nie czytają, albo niech założą własny, albo niech się wpisują w ten, albo niech polemizują z Tobą na temat konkretnych opinii, albo niech się te osoby pocałują. Ot co.
                  To napisałam ja, a ponieważ mam katar i gorączkę to proszę ze mną nie polemizować, bo się popłaczę.
                  Mało tego jak dojdzie to sytuacji, że trzeba się osób trzecich pytać, co i w jakiej formie można, to osobiście zamilknę na zawsze.
                  A miałam właśnie założyć wątek o odchudzaniu kota i nie założę, bo się zawstydziłam, żem za głupia może dla tego gremium oceniającego.

                  PS.Mnie się oczywiście Twój wątek, Scoutku, podoba, ale co ja tam wiem.
                  • scoutek Re: Się wyrażam i stanowczo protestuję 04.02.11, 19:02
                    yesu... nie fciałam podnieść Ci temperatury ani nawet ciśnienia ani nic:)


                    na filmach zna się każdy
                    tak jak i na medycynie i nauczaniu i Smoleńsku i lataniu
                    tak naprawdę dyskusje o filmach (książkach,dziełach sztuki itd.) często stają się dyskusjami dotyczącymi poglądów, czasem tylko dyskusjami o dowcipach, muzyce, sposobie fotografowania i sympatiach...
                    myślałam, że tak to będzie, ale wygląda na to, że podoba się właśnie to, że piszę, a wszyscy czytają w milczeniu
                    może być
                    nie przeszkadza
                    ale w takim razie, jak mi zabraknie weny albo pomysłów, to poproszę o podrzucanie tytułów, wtedy napiszę co JA o tym czy innym filmie sądzę

                    zaraz będzie setka:)

                    ps. grypie mówię stanowcze nie!
                    na grypę polecam jeden film, zaraz się nim zajmę
                    • ave.duce Protestuję! Się nie znam! 04.02.11, 19:21
                    • ploniekocica Się wypowiem 04.02.11, 19:46
                      Nic mi nie podniosłaś to po pierwsze.
                      Po drugie to ja się z rzadka wypowiadam niepytana w tematach okołokulturalnych, bo mi się zwykle zwyczajnie nie chce.
                      Raz, że już się nawypowiadałam w innych okresach życia, dwa, że mam w domu ewentualnych dyskutantów, jak mnie coś szczególnie sieknie, a trzy, że mam do szeroko rozumianej konsumpcji także kulturalnej stosunek konsumpcyjny właśnie a nie werbalny toteż zwykle żwawo i milczkiem.
                      A ponieważ filmów pochłaniam przy manualnej robocie w domu mrowie a mrowie, duża część z nich to zapychacze czasu typu amerykańskie seriale kryminalne, albo komedie romantyczne, albo nawet bajki animowane, to zanim się zdążę wypowiedzieć na temat jednego zwykle jestem już po trzech innych.
                      A przede wszystkim to ja generalnie się przynajmniej do tej pory z Tobą w większości ocen zgadzam. Jak się nie zgodzę to się wypowiem z całą pewnością :)
                      • scoutek Re: Się wypowiem 04.02.11, 19:50
                        super:)
                        i bardzo cenkju
                  • ave.duce Czy moja osoba sprzątaczki może... 04.02.11, 19:20
                    coś tam, coś tam zasugerować Szanownej?

                    O odchudzaniu tu mogłoby być,się wydaje Pani?

                    ps. jak się ma w nicku, to się potem nie dziwi, że płonie.
          • scoutek Cudowne lata 05.02.11, 10:51
            Ave, ponieważ również uwielbiam Cockera postanowiłam nawiązać właśnie do niego
            Otóż nie ma lepszej ilustracji muzycznej jak piosenka w wykonaniu Joe'go w czołówce serialu "Cudowne lata". Serial nakręcono na przełomie lat 80-tych i 90-tych, a opowiada o życiu przeciętnej rodziny amerykańskiej i dotyczy lat 1968 - 1973. Historię poznajemy od strony najmłodszego członka rodziny, dorastającego Kevina, który całość opowiada z offu po latach (głos daje Daniel Stern, znany z filmu "Kevin sam w domu"). Rodzinka Arnoldów to właśnie Kevin, starszy brat Wayne (zw. Głąbem), siostra hippiska Karen oraz rodzice mama Norma i ojciec Jack. Każdy odcinek to inne zdarzenie, ale całość układa się w bardzo ciepłą i wzruszającą opowieść o dojrzewaniu, pierwszych uczuciach (wielkie uczucie do Winnie, koleżanki z naprzeciwka i ze szkoły), wielkiej przyjaźni z Paulem i kłótniach, awanturach, tragediach (brat Winnie ginie w Wietnamie)... Lata przełomu, koniec wojny w Wietnamie, rozkwit muzyczny, dzieci kwiaty - to wszystko widać i słychać w tym rewelacyjnym serialu dla młodzieży. Czyżby dla młodzieży?

            With a Litlle Help from My Friends, piosenka Beatlesów, ale o niebo lepiej wykonana przez Joe Cockera
      • blankman Re: Ostatnie tango w Paryżu 24.08.11, 13:03
        Nie wiem czy wiecie, ale od zeszłego piątku ten film pojawił się w Polskich kinach. Ja byłem na nim w ten weekend i przyznam, że świetnie mi się go oglądało - pewnie dlatego, że bardzo lubie ten obraz :)
    • ave.duce Uwaga! Attention! Achtung! 04.02.11, 18:41
      Scoutek prosi...

      chciałam zapytać wszystkich, czy Wam się podoba taki wątek i taki - dosyć przypadkowy przyznam - dobór filmów?
      mam czasem kilka tytułów na myśli i zamierzam o nich napisać, ale czasem zaburzone to zostaje jakimś zdarzeniem, które przypomina mi inny, bardziej adekwatny do mojego nastroju, film
      nie chcę się skupiać na przypominaniu staroci
      chcę też pisać o rzeczach dopiero co obejrzanych lub zobaczonych całkiem niedawno...

      dochodzimy do setki postów w tym watku, proszę o sugestie - mam zmienić styl, dobór, formę czy ma zostać jak jest?
      z góry dziękuję
      • scoutek Re: Uwaga! Attention! Achtung! 04.02.11, 19:02
        ave.duce napisała:

        Ave, peszysz mnie....
        • ave.duce Re: Uwaga! Attention! Achtung! 04.02.11, 19:16
          Sorki :)

          Ale nie każden jeden czyta fszystkie posty, wiesz?
      • damakier1 Re: Uwaga! Attention! Achtung! 06.02.11, 21:41
        Nie wiem co sobie myślą Wszystkie, ale wiem, co sobie myślę ja. A że cała jestem ciężka od medali, to i głos mój wiele waży. Otóż sądzę, mniemam, twierdzę i uważam, że tak jak jest jest bardzo dobrze! Taka właśnie spontaniczność, skakanie z filmu na film, z epoki w epokę sprawiają, że za każdym razem, gdy klikam w tytuł wątku, spodziewam sie niespodzianki i niespodzianka jest! Kto chce usystematyzowanej wiedzy, chronologicznie poukładanych filmów albo pogrupowanych jakimiś wspólnymi reżyserami, aktorami czy Bóg wie czym albo (tffu!!) monografii - niech spada na drzewo! Tu ma się wpadać, pogrzebać w miłym bałaganie, ucieszyć napotykając swe filmy znane i lubiane, a bywa, że natknąć sie na jakąś najszlachetniejszą perłę niczym na cud boa z różowych piór w zaprzyjaźnionym szmateksie.
        Pani Gospodyni Wątku z okazji zbliżającego się setpościa - wszystkiego najlepszego!
        A na pytanie główne odpowiadam - niech jest, jak jest!
        • scoutek Re: Uwaga! Attention! Achtung! 07.02.11, 08:35
          Damo, kłaniam się nisko
    • scoutek Pracująca dziewczyna 04.02.11, 19:36
      Zawsze jak już jestem ledwo żywa, a jestem już (albo jeszcze) w stanie patrzeć w ekran telewizora puszczam sobie film Mike'a Nicholsa "Pracująca dziewczyna" z Melanie Griffith (mało kto pamięta, że to córka Tippi Hedren, aktorki hitchcockowskich "Ptaków"), młodziutkim Harrisonem Fordem, Sigurney Weaver (nazwana "bony ass"), Joan Cusack (fantastyczny tekst sekretarki witającej gościa: coffee, tea or me?) czy krótki udział Kevina Spacey'a w roli naćpanego szowinistycznego kandydata na szefa, którego bohaterka oblewa szampanem. Bohaterka jest bardzo ambitną asystentką kobiety sukcesu, podsuwa szefowej świetny pomysł kupna stacji radiowej. Gdy odkrywa, że szefowa uznała pomysł za swój i chce go wykorzystać dla własnych celów, podszywa się pod nią i zaczyna prowadzić negocjacje z grubymi rybami, współpracując z Fordem.
      W filmie jest klimat lat osiemdziesiątych, ówczesne Wall Street, fryzury koszmarne i ciuchy straszne. Ale jest sympatyczny klimat i świetna muzyka. Carly Simon za piosenkę dostała Oscara, całkiem zasłużenie moim zdaniem, zresztą posłuchajcie sami. W linku świetny montaż filmowy i widać nawet scenę z szampanem i Kevinem Spacey'em
      Let The River Run
      • ave.duce Re: Pracująca dziewczyna 04.02.11, 20:13
        Ekstra film! Z tą "szefową", która kradnie pomysły pracownicy > samo życie!A reszta... piękna baśń.

        ps. obsada cała super. Nie mam się do czego przyczepić ;)
    • scoutek Jak zostać królem? 05.02.11, 19:27
      Jak zwykle polski tytuł jest mylący, ale cóż, wiadomo o co chodzi. Oryginalny tytuł filmu "The King's Speech" mówi o wiele więcej o fabule. Jest to historia z życia koronowanych angielskich głów, o tym jak książę Albert po abdykacji brata Edwarda VIII, który wybrał miłość do dwukrotnej rozwódki Wallis Simpson, musiał przejąć koronę. Albert jest nieśmiałym jąkającym się mężczyzną, który zdaje sobie sprawę, że byłby znakomitym królem gdyby nie to jąkanie... Film opowiada o przełamywaniu siebie, o walce z własną słabością w imię wyższych celów, o przyjaźni koronowanej głowy z człowiekiem niskiego stanu, bez kwalifikacji... Znakomita gra aktorska, Colin Firth za rolę króla ma Oscara w kieszeni, a jak nie to uznam Akademię za pozbawioną rozumu. Geoffrey Rush w roli nauczyciela jest cudowny. Helena Bonham Carter w roli małżonki króla świetna, choć do znanej nam "Królowej Matki" zupełnie niepodobna. Film jest naprawdę znakomity, choć chwilami przerysowany: Churchil mnie śmieszył, Edward był jakiś dziwny, Wallis nieciekawa....
      Film ma też dodatkowy smaczek, ale młodzi ludzie tego, niestety, nie wyłapią. Otóż w roli arcybiskupa wystąpił Derek Jacobi, który przed laty zagrał najsłynniejszego jąkałę w historii filmów telewizyjnych - samego cesarza Klaudiusza w serialu BBC z 1976 roku "Ja, Klaudiusz".
    • scoutek Rio Bravo 06.02.11, 15:02
      Pisałam wcześniej, że dobór filmów jest zupełnie przypadkowy i zmienia się zależnie od sytuacji.
      Właśnie w tej chwili na TCM kończy się kolejny pokaz jednego z najsłynniejszych westernów w historii kina, westernu, który mogę oglądać za każdym razem z wielką przyjemnością mimo, że znam go prawie na pamięć. "Rio Bravo" Howarda Hawks'a z 1959 roku to, taka sama jak wiele innych, opowieść o szlachetnym szeryfie Chance (w tej roli szeryf wszechczasów John Wayne), który wykonuje swoje obowiązki wbrew wszystkim dookoła. Wspomagają go alkoholik Dude (Dean Martin), nieopierzony młokos Colorado (gwiazda muzyki Ricky Nelson, zginął w katastrofie lotniczej w 1985 r.) oraz starszy wiekiem kuternoga Stumpy (Walter Brennan). Jedyną rolę żeńską powierzono młodziutkiej Angie Dickinson, która gra do dzisiaj. Film byłby taki jak tysiące innych westernów gdyby nie .... piosenka. Otóż pod koniec filmu bohaterowie oczekujący w więzieniu na bandytów, którzy chcą odbić pilnowanego kolegę, zabijają czas śpiewaniem. Twórcą muzyki był Dimitri Tiomkin, kompozytor urodzony w Sankt Petersburgu, człowiek, który stworzył wiele znakomitych utworów do innych równie słynnych filmów np. "W samo południe", "Działa Nawarony" czy "Pan Smith jedzie do Waszyngtonu".
      Tę piosenkę z Rio Bravo znamy wszyscy świetnie, to także znakomita wprawka w czasie nauki języka angielskiego:
      The sun is sinking in the west
      The cattle go down to the stream .....
      • mariner.4 Też! 09.02.11, 14:09
        Moja ulubiona płyta (kombinuję teraz jak ja zdigitalizować) "Hell Bent for Leather". Muzyka Tiomkina, wykonanie Frankie Laine (cóż za głos! Właściwie to niemal operowy). Kilka lat temu przeczytałem, że zmarł. Miał pod 90 lat.
        Same rarytasy. "Rawhide riders", "High Noon", "310 to Yuma", "Gunfight at OK Corral", "Mule Train". I inne. Szczególnie pierwsza z wymienionych. Facet ciągnie pod koniec tak długo, że aż wydaje się niemożliwe, żeby tak na bezdechu. "Rawhiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiideeeeeeeeeeeeeeeee!"
        Ale jego "Grenada" to też było arcydzieło.
        Płyta z lat 60. Niestety mój gramofon analogowy padł i nie ma komu go naprawić, ale coś wykombinuję.
        M.
        • scoutek Re: Też! 09.02.11, 14:21
          To masz, bardzo proszę
          • mariner4 Dzięki! 09.02.11, 17:08
            :-)))
            M.
    • scoutek Helikopter w ogniu 07.02.11, 13:35
      Właśnie zobaczyłam w programie Polsatu, że dzisiaj wieczorem zamierzają puścić "Black Hawk Down" czyli po polsku "Helikopter w ogniu", więc od razu pomyślałam, że muszę o tym filmie napisać. Film opowiada prawdziwą historię amerykańskiej operacji wojskowej, która wydarzyła się w Somalii w 1993 roku, miała trwać pół godziny a zrobiła się z tego jatka jakich mało. Gra pełno dobrych aktorów, młodych ludzi (np. Eric Bana, Josh Hartnett, Ewan McGregor, Jason Isaacs, Tom Sizemore) ale są praktycznie nierozpoznawalni, bo mają bardzo brudne twarze przez większość scen.
      Nie jestem wielką fanką filmów wojennych, ale o tym filmie piszę z trzech powodów.
      Po pierwsze świetna reżyseria Ridleya Scotta, którego kocham za "Thelmę i Louise" i "Gladiatora", gdyby już więcej nic nie nakręcił i tak szanowałabym gościa do grobowej deski.
      Po drugie GENIALNE zdjęcia Sławomira Idziaka, które powodują, że widz w kinie ma wrażenie, że za chwilkę dostanie śmigłem w głowę. Nominowany za nie do Oscara, niestety go nie dostał, co uważam za wielką niesprawiedliwość i to nie tylko dlatego, że jest z Katowic;)), ale po prostu zasłużył. A przegrał z "Władcą Pierścieni: Drużyna Pierścienia". Niestety.
      Trzecia sprawa, która powoduje, że lubię ten film to muzyka Hansa Zimmera. Zrobiła na mnie tak niesamowite wrażenie podczas oglądania filmu, że pierwszy raz w życiu po wyjściu z kina poleciałam kupić płytę z soundtrackiem. I słucham jej do tej pory.
      A tu kawałek maleńki muzyki z zdjęć
      • scoutek Re: Helikopter w ogniu 07.02.11, 14:20
        jeszcze jedno:
        muzyka z napisów końcowych - Minstrel Boy
    • scoutek Lot nad kukułczym gniazdem 08.02.11, 11:34
      Długie lata to był dla mnie najbardziej tajemniczy film. Pamiętam, że członkowie zespołu ABBA pytani o najważniejszy film ich życia podawali właśnie ten tytuł i strasznie byłam ciekawa co to za cudo. Zrealizowany w 1975 roku, zakazany w Polsce ze względu na to, że filmowy szpital psychiatryczny odbierany był jako metafora dusznej i zamkniętej przestrzeni państwa totalitarnego, zmagania z metodami leczenia wiązane z walką o wolność, a siostra Ratched była po prostu tyranem i tu skojarzenia były jednoznaczne. Książkę Kena Keseya, której film był ekranizacją, przeczytałam w połowie lat osiemdziesiątych i to był jeden z tych przypadków, gdy tego żałowałam. Wcześniejsze przeczytanie książki zepsuło mi odbiór filmu, bo w książce narratorem jest Wódz, który udaje głuchoniemego. A w filmie nie wiemy, że udaje, do sceny, w której McMurphy częstuje go gumą do żucia i Wódz za nią dziękuje.
      Rewelacyjna książka, fantastyczny film i genialna gra aktorów: przełom w karierze Jacka Nicholsona (McMurphy w charakterystycznej czapeczce) i Louise Fletcher (siostra Ratched). Oboje dostali za swoje role Oscary za pierwszoplanowe role. W epizodzie wystepuje mało znany wtedy Danny DeVito (Martini, jeden z pacjentów). Reżyser, Czech Milos Forman, tym filmem rozpoczął swoją wielką karierę w USA, również odbierając Oscara.
      Producentem tego filmu był młody, mało znany szerszej publiczności Michael Douglas, który odkupił prawa do tego filmu, widząc w nim potencjał. Jak widać nie pomylił się i odebrał Oscara za najlepszy film roku 1976.
    • scoutek Czarny łabędź 09.02.11, 09:49
      chenowith napisała:
      > black swan - plusy:
      > - chudzielcowatość Natalie Portman
      > - fajne napięcie między nią a choreografem
      > - urocze psychojazdy
      > minusy:
      > - płaska relacja z mamusią
      > - za mało Winony (chociaż w zwykłej dla niej roli kobiety na skraju wariactwa)
      > - za mało baletu w balecie

      kanciasta napisała:
      > Byłam dzisiaj na tym filmie i...mam mieszane uczucia.
      > Ale w sumie podobał mi się. Reszcie widzów chyba też, bo wszyscy
      > siedzieli w fotelach trochę dłużej niż zwykle :-)
      > Czytałam, że na pewno nie dostanie oskara za muzykę, bo twórca ścieżki dźwiękowej
      > użył tych samych nut, co Czajkowski ;-)

      Nie da się ukryć, film jest niesamowity i zupełnie nie taki jakim się spodziewamy, że może być. Bardzo ciężki, wkurza oglądającego, nie ma w nim nic pięknego tak naprawdę. Nawet baletowe dekoracje są dziwne, wszystko jest na pograniczu snu lub szaleństwa. Jedynie Natalie Portman jest jasnym (i ciemnym) punktem tego filmu i w 100% zasługuje na Oscara.
      Podobał mi sie jeszcze Vincent Cassel w roli nauczyciela, facet ma coś w sobie mimo, że piękny nie jest
      a muzyka... hm... skądś ją już znałam:))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka