vilez
12.11.15, 11:59
Ja, odmiennie od foruma, do tej pory trochę lubiłam Milę. Za ironię, dystans i małosłowie.
Ale teraz mi to minęło. Mniemam, że bezpowrotnie, żadna ironia i małosłowie (a nawet- bezsłowie) już jej nie uratują.
Podpadła mi tym egzaminowaniem "wchodzących" do borejowego raju. Tym przepuszczaniem ich przez sito: jak się zachowa w grze. Nie tylko samym faktem takiego czegoś, ale także tym, że reszta rodziny przed Milą-cerberem drży, bo wiedzą o tym horrorowym egzaminowaniu, i czekają na wyrok. Brakuje tylko kciuka w górę lub w dół. Tutaj Ignacy z lękiem czeka na wynik testu. Noszzz...
To nie pierwszy raz, gdy miałam odruch obrzydzenia czytając Jeżycjadę. Pamiętacie w "Kalamburce" matkę Ignaca i Józefa, która wydawała podobne "wyroki" na pierwszy raz widziane ukochane synów? Na podstawie jednego spotkania, a jakże.