Dodaj do ulubionych

Uciekinier ? Really ?

14.08.16, 20:27
Przed chwila wrocilam z watku "Chyba mi rozum odjelo", dlugasny, wiec nie podlaczam, a w znacznej czesci poswiecony sprawie wyjazdu Fryca. I niech mi ktos wytlumaczy - czemu wszyscy traktuja wyjazd F.S. jako ucieczke ????
Borejki, wiadomo. Ale tak samo mowia o tym jego brat, siostra, a bodaj i matka. Wszyscy oni wiedza, ze stypendium bylo z dawna zaplanowane, uzyskanie go wymagalo sporo staran, jest wyjatkowa szansa. W dodatku Fryc dowiaduje sie o ciazy Rozy w Sylwestra, wyjezdza trzeciego czy piatego stycznia. W 2004 dni od 1 do 4 stycznia to jak raz czwartek, piatek (zapewne niepracowity), sobota i
niedziela. Facet ma juz paszport, wazniejsza od niego wize i bilet w kieszeni. I zdaniem jego (nie Rozy !) bliskich on powinien...co wlasciwie ?
Obserwuj wątek
    • pi.asia Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 20:40
      tt-tka, nie mam pod ręką ani JT, ani CP, ani Ż, więc nie pomnę, w jakim kontekście padają te słowa jego bliskich o ucieczce? Czy rodzice coś mówią, czy wypowiada się wyłącznie Żaba i Wolfi? Przypomnij.
      • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 20:49
        Zaba i Wolfi na pe. Bardzo krytycznie i jednoznacznie "ucieczka". Kiedy dowiaduja sie o ciazy Rozy - Fryc uciekl, a nie zrealizowal dawno zaplanowany wyjazd. Skunks jeden (by Wolfi). Matka - niedokladnie pamietam, ale probuje tlumaczyc syna (i uprzytomnic Rozy, ze jej sytuacja tez jest niewesola, bez dyplomu, bez pracy) zamiast przypomniec, ze Fryc stypendium mial zalatwione, zanim mlodzi w ogole zblizyli sie, ze tak powiem. I ze Roza o tym, ze Fryc jedzie, dokad i na jak dlugo wiedziala, zanim zaszla. Wszystko w Zabie i CP

        Mam komplet, ale nie moge otworzyc. Przeslac moge. Jesli chcesz, podaj adres na tt-tka@wp.pl
        • pi.asia Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 22:02
          Pisałam, że nie mam pod ręką, bo stały na półce jeden pokój dalej ;)

          W Ż znalazłam takie rozważania Wolfiego: Frycek będzie tatusiem i to już najwyraźniej niedługo, lecz podle dał nogę. (...) Co za bydlę z tego androida. I w dodatku idiota.

          Czyli faktycznie, rodzeństwo uważa, że Frycek uciekł. Jednak ma solidne podstawy, by tak sądzić. Oto rozmowa pana Schoppe z Żabą:
          - Niech on raczej wypływa na szerokie wody, a kiedy wróci tu w czerwcu, niech sobie wytyczy plan działania...
          - W czerwcu to on chyba nie wróci - wtrąciła Żaba.
          Tato znieruchomiał.
          - Jak to? - spytał wreszcie.
          - Napisał, że szuka pracy w Stanach.


          Tak więc i Żaba, i Wolfi mieli prawo nazywać wyjazd Fryderyka ucieczką.
          • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 22:54
            pi.asia napisała:


            > Czyli faktycznie, rodzeństwo uważa, że Frycek uciekł. Jednak ma solidne podstaw
            > y, by tak sądzić. Oto rozmowa pana Schoppe z Żabą:
            > - Niech on raczej wypływa na szerokie wody, a kiedy wróci tu w czerwcu, niec
            > h sobie wytyczy plan działania...
            > - W czerwcu to on chyba nie wróci - wtrąciła Żaba.
            > Tato znieruchomiał.
            > - Jak to? - spytał wreszcie.
            > - Napisał, że szuka pracy w Stanach.

            >
            > Tak więc i Żaba, i Wolfi mieli prawo nazywać wyjazd Fryderyka ucieczką.


            Jednak uwazam, ze nie. Nadal. Wyjazd, sam wyjazd byl planowany i Fryc staral sie o niego na dlugo przed cala ta historia. Gdyby napisal "nie wracam", podejrzenie, ze uciekl przed klopotami ojcostwa byloby jedna z mozliwych wersji. Ale nie wyjazd.
        • sowca Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 22:04
          Moze dlatego, że nie zdeklarował się wystarczająco oficjalnie? Nie powiedział: "wracam w czerwcu, pewnie zdążę przed narodzinami dziecka". No a rodzinie w ogóle słowa nie powiedział...
          • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 22:46
            E no, on jechal na stypendium pieciomiesieczne, z tego co pamietam. I wize mial chyba na okreslony czas. Szukac pracy i pisac o tym mogl, ale to nie znaczy, ze nie wrocilby. W czerwcu. Zreszta wrocil. A Wolfi wypowiedzial sie nie znajac w ogole jego dalszych zamierzen, zagranicznych ani krajowych.

            Kiedy on mial sie zdeklarowac oficjalnie i komu ? Rodzicom wcale nie mowil i szczerze - niespecjalnie sie dziwie. Oboje znerwicowani i tak zasunac im w przeddzien wyjazdu "mamo, tato, dziewczyna zaciazyla, ale nie martwcie sie " ? Z Roza zachowal sie nieladnie bardzo, ale uwazam, ze mial prawo byc w szoku - jak mu dziewczyna oznajmila, ze jest w czwartym miesiacu na kilka dni przed jego wyjazdem. Zwlaszcza ze przebiegu tej rozmowy nie znamy i nie wiemy, jakie oczekiwania mu przedstawila. Pozniej nie zdolal sie z nia skontaktowac, kiedy przyszedl, nie bylo jej, a po rozmowie z upiornym dziaduniem...przeciez nie dostal szansy nawet na przedstawienie swojego stanowiska ! Nie mowiac o tym, ze nie z dziadkami Rozy chcial rozmawiac. I nie z nimi powinien cokolwiek ustalac imo.
            • pi.asia Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 23:16
              tt-tka napisała:

              > E no, on jechal na stypendium pieciomiesieczne, z tego co pamietam. I wize mial
              > chyba na okreslony czas. Szukac pracy i pisac o tym mogl,

              Żaba wywnioskowała z tego, że skoro szuka pracy, to planuje zostać długo.
              A o wizie na określony czas to MM nawet nie chyba nie myślała.

              > A Wolfi wypowiedzial sie nie znajac w ogole jego dalszych zamierzen, zagranicznych ani krajowych.

              Żaba powiedziała Wolfiemu o liście, na pewno też zdradziła mu szczegóły podczas tej nocnej rozmowy w pokoju Fryderyka, gdy powiadomiła Wolfiego o ciąży Róży.

              > Z Roza zachowal sie nieladnie bardzo,
              >Zwlaszcza ze przebiegu tej rozmowy nie znamy i nie wiemy, jakie oczekiwani
              > a mu przedstawila.
              Ha, i tu jest pies pogrzebany. Bo kompletnie nie wiemy JAK się zachował! W pierwszym szoku powiedział o pułapce biologicznej, potem próbował może coś wyjaśnić, ale Róża już się uniosła honorem i nawet nie słuchała.( Ja go nawet nie pytałam, czy chce się ze mną ożenić, ponieważ ja nie chcę.)

              >Pozniej nie zdolal sie z nia skontaktowac, kiedy przyszedl,
              > nie bylo jej, a po rozmowie z upiornym dziaduniem...przeciez nie dostal szansy
              > nawet na przedstawienie swojego stanowiska ! Nie mowiac o tym, ze nie z dziadk
              > ami Rozy chcial rozmawiac. I nie z nimi powinien cokolwiek ustalac imo.

              Oświadczył, że chce pozostać wolnym człowiekiem, ale równocześnie, że jeszcze zadzwoni do Róży, bo musi z nią porozmawiać.
              Podejrzewam, że gdyby Ignaca i Mili nie było wtedy w domu, albo nawet i byli, ale byłaby też Róża, t ta rozmowa wyglądałaby zupełnie, zupełnie inaczej. I rodzeństwo Schoppe nie używało by słowa "ucieczka".
              Dla jasności - nie cierpię Fryca, dla mnie to postać odrażająca. Wolałabym, żeby już pozostał w tych Stanach, a Róża z dziecięciem przy piersi osunęła się w ramiona Lelujki albo jakiegoś Hajduczątka...
              • pi.asia Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 23:32
                Ach, jeszcze trzeba wziąć pod uwagę to, że Żaba ma 15 lat, a Wolfi niewiele więcej, i myślą kategoriami czarne-białe. Żaba sobie nie zdaje sprawy, jakim wysiłkiem Fryc zdobył stypendium, a dla Wolfiego to w ogóle antypatyczny kujon. Oni wcale nie biorą pod uwagę tego, że wyjazd planowany był od dawna, tylko że Frycek wykorzystał ten wyjazd, żeby zwiać od problemu. W nocnej rozmowie, gdy wyszło na jaw, że android szuka pracy, mogli się utwierdzić w przekonaniu, że szybko nie wróci, jeśli w ogóle.

                Żaba raczej się nie orientuje w zawiłościach wizowych i stypendialnych (Fryc traktuje ją z góry, jak to dzieciaka), a Wolfi z założenia jest w opozycji do brata i pewnie nawet słuchać nie chce o jego sukcesach, tym chętniej więc przyjął wersję "uciekł, szuja i szubrawiec".
                • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 14.08.16, 23:44
                  pi.asia napisała:

                  > Ach, jeszcze trzeba wziąć pod uwagę to, że Żaba ma 15 lat, a Wolfi niewiele wię
                  > cej, i myślą kategoriami czarne-białe. Żaba sobie nie zdaje sprawy, jakim wysił
                  > kiem Fryc zdobył stypendium, a dla Wolfiego to w ogóle antypatyczny kujon. Oni
                  > wcale nie biorą pod uwagę tego, że wyjazd planowany był od dawna,

                  Nie wierze. Zaba zawsze podziwiala brata, a o jego stypendium i wyjezdzie gadalo sie od zawsze. I o staraniach i wysilku, jakie musial podjac. Tzn od kiedy zaczal sie o nie starac. Jesli Roza juz we wrzesniu wiedziala, ze i kiedy on wyjezdza (przeciez dlatego zdecydowala sie na zblizenie), to rodzina wiedziala tym bardziej.
                  Wolfi owszem jest w stalej opozycji do brata, ale i jemu mowiono (chyba nawet wiecej ojciec niz Fryc) tak, ze uszami sie wylewalo.
                  Imho nie mieli prawa ani powodu uznac wyjazdu za ucieczke. A uznali.
                  • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 08:24
                    Nie mam jak sprawdzić, ALE - czy Żaba i Wolfi wiedzieli, że Róża powiadomiła Fryca o ciąży na cztery dni przed odlotem? Jeśli nie jest to wyjaśnione, to rodzeństwo prawdopodobnie zakłada, że Fryderyk wiedział o wszystkim na długo przed wyjazdem, miał czas coś wymyślić i ustalić, ale wybrał milczenie i wyjazd, który w takim kontekście jawi się jako ucieczka.
                    Dla młodszych Shoppów Róża jest dzielna, wspaniała i idealna, a do tego skrzywdzona, i to przez ich brata. Pewnie wstyd im za niego, zwłaszcza, że oboje chcą wypaść dobrze przed Borejkami. Aby pozbyć się zapośredniczonego poczucia winy demonstrują (przed otoczeniem, ale i sobie) że ONI nie są tacy, jak Frycek.
                    Słowa Żaby o pracy to fragment ciągu błędów wynikających z kiepskiego reasearchu - jeśli nawet Fryc mógłby podjąć pracę na stypendium, to założenie, że ma to być praca na stałe i wniosek, że nie chce wracać, jest bez sensu. Żaba jako dzieciak może tak myśleć, tyle że ktoś powinien ją poprawić.
                    • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 09:20
                      Wyjazd nie jest ucieczką, ale wyjazd i milczenie - jest. Oczywiście, że w tej sytuacji jedynym rozwiązaniem był wyjazd. Ale wyjazd nie oznacza kompletnego olania ciężarnej dziewczyny. Przed wyjazdem trzeba uzgodnić kilka fundamentalnych rzeczy - czy dziewczyna chce donosić ciążę, czy nie będzie miała przykrości w domu, czy będzie miała gdzie mieszkać, za co będzie żyć.
                      A jak się wyjedzie, to jednak obowiązuje minimalna troska - czy wszystko jest OK, czy nie potrzeba pieniędzy, leków, czegokolwiek. Nie od razu musi być ślub, ale całkowite milczenie to JEST tchórzliwa ucieczka.
                      • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 11:22
                        verdana napisała:

                        > Wyjazd nie jest ucieczką, ale wyjazd i milczenie - jest. Oczywiście, że w tej s
                        > ytuacji jedynym rozwiązaniem był wyjazd. Ale wyjazd nie oznacza kompletnego ola
                        > nia ciężarnej dziewczyny. Przed wyjazdem trzeba uzgodnić kilka fundamentalnych
                        > rzeczy - czy dziewczyna chce donosić ciążę, czy nie będzie miała przykrości w d
                        > omu, czy będzie miała gdzie mieszkać, za co będzie żyć.


                        Aha, tylko zeby uzgodnic, trzeba sie spotkac lub zdzwonic. Fryc przyszedl i zostal przez starych potraktowany z buta, zadne ustalenia ich nie interesowaly, a Rozy nie bylo. I mial na to dwa lub trzy przedwyjazdowe dni.


                        > A jak się wyjedzie, to jednak obowiązuje minimalna troska - czy wszystko jest O
                        > K, czy nie potrzeba pieniędzy, leków, czegokolwiek. Nie od razu musi być ślub,
                        > ale całkowite milczenie to JEST tchórzliwa ucieczka.

                        Toz mu internet ukradli, nie pamietasz ? ja wiem, ze MM znalazla wytlumaczenie najglupsze z mozliwych, ale jednak proby kontaktu byly.
                        • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 11:58
                          tt-tka napisała:

                          > Toz mu internet ukradli, nie pamietasz ? ja wiem, ze MM znalazla wytlumaczenie
                          > najglupsze z mozliwych, ale jednak proby kontaktu byly.

                          Fryc mowi "a do ciebie, Rozo, wysmazylem dlugiego, zasadniczego maila". On zmienil adres (!), ale Roza przeciez nie, a nic o mailu nie wiemy. Wyrzucila nie czytajac ?
                          W kazdym razie milczenia nie bylo, byl mail (dlugi i zasadniczy) i pozostal bez odpowiedzi.
                          • animavillis Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 12:16
                            Tak mi przyszło do głowy, że może ten zmieniony adres e-mail to jednak może być jakieś, naciągane, bo naciągane, ale wyjaśnienie. Jeśli Pyza nie miała nowego adresu Fryderyka w kontaktach, to wiadomości od niego mogły automatycznie lądować w spamie. Zdarzyło mi się tak kiedyś, zawsze w przypadku tej samej osoby/adresu. A do folderu ze spamem mało kto zagląda.
                        • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 13:35
                          A poczta zawiesiła działalność:) No i oczywiście, jak rodzice zaciążonej dziewczyny potraktują z buta, a dziewczyny akurat nie ma w domu to jest to usprawiedliwienie, aby więcej nie próbować. Przecież jej nie było, to o co chodzi?
                          • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 14:16
                            verdana napisała:

                            > A poczta zawiesiła działalność:) No i oczywiście, jak rodzice zaciążonej dziewc
                            > zyny potraktują z buta, a dziewczyny akurat nie ma w domu to jest to usprawiedl
                            > iwienie, aby więcej nie próbować. Przecież jej nie było, to o co chodzi?

                            Maila napisal, odp. nie dostal. Co w nim bylo, nie wiemy - moze wlasnie wyjasnienia ? deklaracje czy zobowiazania ?
                            A wizyte zlozyl akurat przed wyjazdem, bo wiecej czasu mu nie dano. Ani altorka, ani Roza. Plus przypomnij sobie te rozmowe.

                            Zeby nie bylo - jestem zdania, ze COS wspolnie ustalic nalezalo i nalezy. Ale wlasnie ustalic, a nie najpierw dostac w leb radosna nowina, a zaraz potem fochem ("nie chcesz sie zenic, to ja tez cie nie chce"); wzglednie dostac zjeby i wlasciwie wylacznie - konia z rzedem osobie, ktora wyluska, czego Ignac chcial od Fryca. Poza tym oczywiscie, ze jak zwykle chcial sie popisac i byc intelektualnie gora. I wspolnie, czyli przez zainteresowanych. Jednostronny dyktat rodowych starcow (nawet nie rodzicow dziewczyny) to imho nie jest to, czemu nalezy sie poddawac. I nie tylko w imieniu Fryca to pisze.
                            • kooreczka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 14:31
                              No, ale on się poddał. Nie dyktatowi, ale całkowicie.
                              Jeden mail i jedna wizyta wciąż w emocjach. I sprawa załatwiona? Ani jednej próby kontaktu przez kilka miesięcy?
    • kooreczka Oboje są siebie warci. 15.08.16, 11:20
      Fryderyk mógł być w szoku. Mógł być wściekły, że ona się wścieka, że rodzina go odgradza, ale nawet po tej nieszczęsnej rozmowie należało pokazać, że zależy jak nie drzwiami to oknem. Dzwonić do upadłego, pisać listy i maile. Co to za partner, który po przegonieniu przez dziadka olewa sprawę?

      Osobiście strasznie nie lubię wątku znikającego ojca, który wraca po miesiącach czy latach i przyjęty jest z otwartymi ramionami.

      Nie posądzam Róży o wyrachowanie, ale galopującą głupotą jest mówienie partnerowi o ciąży W CZWARTYM MIESIĄCU. Za pierwszym czytaniem tak dalece wyparłam ten fakt, że byłam przekonana, że ona dopiero zrobiła test. Bo ojcu dziecka (wyjąwszy jakieś ekstremalne sytuacje) mówi się na etapie spóźniającego się okresu. Zwłaszcza jeśli mamy o czynienia z wpadką i modyfikacją życiowych planów. W II trymestrze to można mówić dzieciom, że będą miały rodzeństwo, ale nie facetowi, któremu ciąża też przewróci życie do góry nogami.

      I zastanawiam się- czy gdyby przesunąć te praktyki a Pyza dopiero odkryłaby, że jest w ciąży to dylemat byłby nadal, a pretensje o gwałtowną reakcję bardziej uzasadnione. A tak wychodzą dwa bezwolne cielęta.
      • tt-tka Re: Oboje są siebie warci. 15.08.16, 12:54
        kooreczka napisał:

        > Fryderyk mógł być w szoku. Mógł być wściekły, że ona się wścieka, że rodzina go
        > odgradza, ale nawet po tej nieszczęsnej rozmowie należało pokazać, że zależy j
        > ak nie drzwiami to oknem. Dzwonić do upadłego, pisać listy i maile. Co to za pa
        > rtner, który po przegonieniu przez dziadka olewa sprawę?

        Napisal, juz ze Stanow. Odpowiedzi nie dostal.

        > Osobiście strasznie nie lubię wątku znikającego ojca, który wraca po miesiącach
        > czy latach i przyjęty jest z otwartymi ramionami.

        Ja tez nie. I bardzo mi brakuje jakiejs sceny (nie w wykonaniu dziadow !), pretensji, wyjasnien, ulgi... A tu masz - Fryc odsadzony od czci i wiary, kiedy tylko wyjechal, jest przyjety z otwartymi ramionami, gdy tylko wrocil. I to nie tylko przez Roze, przez jej matke i babke tez.


        > Nie posądzam Róży o wyrachowanie, ale galopującą głupotą jest mówienie partnero
        > wi o ciąży W CZWARTYM MIESIĄCU. Za pierwszym czytaniem tak dalece wyparłam ten
        > fakt, że byłam przekonana, że ona dopiero zrobiła test. Bo ojcu dziecka (wyjąws
        > zy jakieś ekstremalne sytuacje) mówi się na etapie spóźniającego się okresu. Zw
        > łaszcza jeśli mamy o czynienia z wpadką i modyfikacją życiowych planów. W II tr
        > ymestrze to można mówić dzieciom, że będą miały rodzeństwo, ale nie
        facetowi, k
        > tóremu ciąża też przewróci życie do góry nogami.


        Ale jakie do gory nogami ? Powinien byc przeszczesliwy, prawdaz. Roza chyba
        czekala tak dlugo, bo chciala mu te nowine oznajmic w szczegolnych okolicznosciach. Wkraczamy w nowy rok z nowym dzieckiem, juz razem i tak dalej. Tylko za ch... nie rozumiem, czego ona wlasciwie chciala - przeciez nie, zeby zrezygnowal z wyjazdu ? Dala mu w tym obserwatorium, zeby go do siebie przywiazac i zeby w Stanach myslal o niej, a nie zeby go zatrzymac, tak przynajmniej zrozumialam. Chyba ze z okazji ciazy powinien jednak zostac...nie wiem. Ozenic sie w ciagu czterech dni nie mogl.


        > I zastanawiam się- czy gdyby przesunąć te praktyki a Pyza dopiero odkryłaby, że
        > jest w ciąży to dylemat byłby nadal, a pretensje o gwałtowną reakcję bardziej
        > uzasadnione. A tak wychodzą dwa bezwolne cielęta.

        A co by to zmienilo ? Ona tak czy siak jest w ciazy, on tak czy siak wyjezdza. A na wyjasnienie sobie czegokolwiek na spokojnie czasu mu nie dala.
        • kooreczka Re: Oboje są siebie warci. 15.08.16, 13:09
          Napisał raz. Jeśli mu zależało należało pisać drugi, trzeci, dziesiąty. Komunikacja jest zawodna, zresztą mogło jej jeszcze nie przejść. Są telefony, normalne listy. Nawet poprosić Żabę, żeby przeszła się na Roosvelta z wiadomością (skoro już tam była).

          Ciąża jako świeża wiadomość zmieniłaby rolę i postrzeganie Róży- nie byłoby dyskusji o głupocie i ukrytych motywach.
          • tt-tka Re: Oboje są siebie warci. 15.08.16, 13:29
            kooreczka napisał:

            > Napisał raz. Jeśli mu zależało należało pisać drugi, trzeci, dziesiąty. Komunik
            > acja jest zawodna, zresztą mogło jej jeszcze nie przejść. Są telefony, normalne
            > listy. Nawet poprosić Żabę, żeby przeszła się na Roosvelta z wiadomością (skor
            > o już tam była).

            Jesli mu zalezalo. A ich stosunki przedtem nie wskazuja, by mu szczegolnie zalezalo. Po pierwszym szoku przyszedl (i praktycznie zostal potraktowany per noga), potem napisal. Za pierwszym razem uslyszal per procura, ze Roza nie chce go znac, za drugim nie dostal odpowiedzi (= zostal zlany). Nie mowiac o tym, ze naprawde i tuz przed wyjazdem, i tam na miejscu mial co innego do roboty niz sleczec przed komputrem. Nieletniej siostry to anwet ja, znacznie bardziej luzacka od F.S. nie angazowalabym w tego rodzaju sprawy.

            >
            > Ciąża jako świeża wiadomość zmieniłaby rolę i postrzeganie Róży- nie byłoby dys
            > kusji o głupocie i ukrytych motywach.


            Imho bylaby tak samo. Odpadloby to, ze mowi mu w ostatniej mozliwej chwili (to bylaby pierwsza chwila), ale istoty sprawy to nie zmienia. Fryc, jestem w ciazy, masz sie ucieszyc i zenic. Ale ja nie moge teraz, za trzy dni wyjezdzam. To ja cie nie chce znac.
            • verdana Re: Oboje są siebie warci. 15.08.16, 13:36
              Mogło mu nie zależeć, ale to nie zdejmuje z niego ani grama odpowiedzialności.
              • pi.asia dlaczego Róża nie powiedziała Frycowi wcześniej? 15.08.16, 14:05
                No właśnie, dlaczego?
                Możliwości są dwie.
                Wiedziała, że na początku stycznia on wyjeżdża, więc we wrześniu postanowiła obsłużyć mu teleskop, żeby ich to zbliżyło. Myślę, że na jednorazowej obsłudze się nie skończyło (w każdym razie nigdzie nie jest napisane, że się skończyło, a jeśli tak, to mnie poprawcie) i tak się radośnie czasem bzykali, a nawet jeśli nie, to być może faktycznie ich to trochę zbliżyło, więc Róża czekała na magiczny moment, kiedy Frycek powie "wiesz, tak mi z tobą dobrze, że odwołam wyjazd..." Tymczasem nic nie wskazywało na nadejście magicznego momentu, czas uciekał, a Róża, coraz bardziej zdesperowana, czekała na ostatnią chwilę. No a w tej ostatniej chwili i ona już miała mózg zalany hormonami stresu, i Fryderyk przeżywał reisefieber, więc poszło na ostro.

                Druga możliwość jest taka, że Róża przez pierwsze dwa-trzy miesiące ciąży normalnie miała okres (bywa!) i absolutnie niczego nie podejrzewała. Upewniła się dopiero pod koniec grudnia i od razu poleciała do Fryderyka.
              • tt-tka Re: Oboje są siebie warci. 15.08.16, 14:21
                verdana napisała:

                > Mogło mu nie zależeć, ale to nie zdejmuje z niego ani grama odpowiedzialności.

                Oczywiscie, ze nie. Ale tez nie znaczy, ze ma byc odpowiedzialny w jedynie sluszny sposob, czyli wg borejczych wyobrazen. Przypominam, nie wiemy, co napisal.
                Ciekawe swoja droga, jaka bylaby reakcja matki dziecka, gdyby Fryc zadeklarowal "bede placic, chce miec udzial w wychowaniu, ale zenic sie nie chce, przynajmniej teraz". A reakcja jej rodziny ?
                • tt-tka Re: Oboje są siebie warci. 15.08.16, 14:25
                  Tak prawde mowiac, to my nie wiemy nawet, jak wygladala rozmowa tych dwojga wtedy w sylwestra. Znamy tylko fragmenty i tylko z relacji wzburzonej, nieszczesliwej i przerazonej Rozy, ktorej wlasnie swiat sie zawalil. Ale co bylo ta zawalka ? Ze on nie chce sie natychmiast zenic ? Ze nie cieszy sie z dziecka ? Ze mimo wszystko wyjezdza ? No i nie wiemy nic a nic, co ona mu powiedziala
    • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 14:40
      Sięgnęłam do tych "ciążowych" tomów i coś mi się nie zgadza. W "JT" Róża mówi Fryderykowi o ciąży (31 grudnia/1 stycznia), on reaguje tekstem o pułapce biologicznej, kłócą się, ona go nie chce więcej widzieć. 5 stycznia Fryc przychodzi, ale trafia na zidiociałego Ignacego, zaraz potem wyjeżdża bez rozmowy z Różą. Tymczasem w "Żabie", gdy Róża dowiaduje się, że Hildegarda mogła ją widzieć w "stanie wskazującym", mamy dialog
      "- Fryderyk nie powiedział nikomu z rodziny.
      - Że będzie miał dziecko?!
      - Że ja będę miała dziecko. Z nim.
      - Nie powiedział? Skąd wiesz?
      - Bo mi powiedział, że nie powiedział!"

      Pytanie za milion: KIEDY Fryderyk powiedział Róży, że nie powiedział rodzicom? Trudno, żeby oznajmił to w chwili, gdy Pyza powiadomiła go o ciąży, w końcu nie miał możliwości poinformowania rodziców, gdy sam nie wiedział. Potem - aż do jego wyjazdu - nie mieli ponoć kontaktu. Mimo to Róża wie, że rodzina Shoppe nie ma pojęcia o jej ciąży... Czyżby był to dowód, że panna Pyziak otrzymała jednak owego długiego maila i postanowiła o nim zapomnieć?

      • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 14:51
        marutax napisał(a):
        31 grudnia/1 stycznia Fryc o reaguje tekstem o pułapce biolog
        > icznej(...). 5 stycznia Fryc przychodzi (...)zaraz potem wyjeżdża bez rozmowy z Różą. Tymczasem w "Żabie",mamy dialog
        > "- Fryderyk nie powiedział nikomu z rodziny.
        > - Że będzie miał dziecko?!
        > - Że ja będę miała dziecko. Z nim.
        > - Nie powiedział? Skąd wiesz?
        > - Bo mi powiedział, że nie powiedział!
        >
        > Pytanie za milion: KIEDY Fryderyk powiedział Róży, że nie powiedział rodzicom?
        > Trudno, żeby oznajmił to w chwili, gdy Pyza powiadomiła go o ciąży, w końcu nie
        > miał możliwości poinformowania rodziców, gdy sam nie wiedział. Potem - aż do j
        > ego wyjazdu - nie mieli ponoć kontaktu. Mimo to Róża wie, że rodzina Shoppe nie
        > ma pojęcia o jej ciąży... Czyżby był to dowód, że panna Pyziak otrzymała jedna
        > k owego długiego maila i postanowiła o nim zapomnieć?
        >


        Moze... a moze jednak, skoro "powiedzial", a nie "napisal", Fryc zadzwonil i mial okazje porozmawiac z Roza ? Albo nawet nie porozmawiac, zaczal od tego, ze zaskoczenie calkowite, nikt nic nie wie, on, rodzice, po czym panna oznajmila mu, ze nie chce go znac i trzepnela sluchawka ?
        • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 15:37
          tt-tka napisała:

          > Moze... a moze jednak, skoro "powiedzial", a nie "napisal", Fryc zadzwonil i mi
          > al okazje porozmawiac z Roza ? Albo nawet nie porozmawiac, zaczal od tego, ze z
          > askoczenie calkowite, nikt nic nie wie, on, rodzice, po czym panna oznajmila mu
          > , ze nie chce go znac i trzepnela sluchawka ?

          O mailu jest wzmianka, o rozmowie żadnej. Poza tym wcześniejsza wymiana zdań przebiega tak:
          "- Nie mam ochoty w żaden sposób wpływać na tego mięczaka o kamiennym sercu, na tego świerzopa. Nie będę skamleć, o nie. Nie dorósł on zresztą do roli ojca i męża.
          - A moim zdaniem - wtrąciła spokojnie Gabrysia - ty za ostro zareagowałaś.
          - Ja? Za ostro?
          - Tak: obraziłaś się. A może on chciał cię przeprosić za swoją pierwszą reakcję?
          - Ależ skąd - odparła Róża z niezmąconą pewnością. - Przyszedł przed samym wyjazdem po to, żeby zdjąć sobie z sumienia odpowiedzialność. Dobrze postąpiłam, nie chcąc go wtedy widzieć. W pewnym sensie go ubiegłam. Teraz mogę sobie powiedzieć, że to ja pierwsza go porzuciłam. Choć oczywiście prawda jest inna."

          Czyli po pierwszej rozmowie Róża nie rozmawiała już z Fryderykiem. Obraziła się i podejrzewała, że Fryderyk przyszedł przed wyjazdem (znowu pomylone daty!) by z nią zerwać, ale ona w sylwestra już go "porzuciła".

          A może... - to już kompletne myślenie życzeniowe, ale sporo by tłumaczyło - sytuacja wyglądała całkiem inaczej? Może Róża powiedziała Frycowi dwa miesiące wcześniej i cały czas czekała na jego oświadczyny i rezygnację ze stypendium? On namówił ją do milczenia, tłumacząc, że nie może powiedzieć rodzinie, bo ojciec miał zawał itd. (rozmowa z "Żaby"). Róża cały czas czekała, aż Frycek się określi, w końcu w sylwestra przeprowadziła z nim poważną rozmowę, żądając, by dokonał wyboru. On oznajmił, że planów wyjazdu nie zmienił, ona zaczęła rzucać tekstami o odpowiadaniu na wyzwania losu i szlachetnych porywach serca, na co Fryderyk wyrwał się z "pułapką biologiczną". Róża uniosła się honorem i obraziła, a następnego dnia załamała i wtedy wyszło szydło z worka.

          Nie zgadza się to z tekstami Róży o "pierwszej reakcji" Fryderyka, ale zgadza się z jego słowami: "Czy byłem entuzjastyczny?! Właśnie przyznano mi stypendium w Stanach!" - skoro Róża powiedziała mu w okresie, gdy "właśnie" dostał stypendium, to na pewno nie było na cztery dni przed wyjazdem. No i przy takim kalendarium Róża nie wychodzi na idiotkę, która przez cztery miesiące nie wie/nie mówi facetowi, że jest w ciąży, a wyjazd Fryderyka rzeczywiście wygląda jak ucieczka... Szkoda, że to opcja mało prawdopodobna.
          • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 16:20
            marutax napisał(a):


            > O mailu jest wzmianka, o rozmowie żadnej. Poza tym wcześniejsza wymiana zdań pr
            > zebiega tak:
            > "- Nie mam ochoty w żaden sposób wpływać na tego mięczaka o kamiennym sercu, na
            > tego świerzopa. Nie będę skamleć, o nie. Nie dorósł on zresztą do roli ojca i
            > męża.
            > - A moim zdaniem - wtrąciła spokojnie Gabrysia - ty za ostro zareagowałaś.
            > - Ja? Za ostro?
            > - Tak: obraziłaś się. A może on chciał cię przeprosić za swoją pierwszą reakcję
            > ?
            > - Ależ skąd - odparła Róża z niezmąconą pewnością. - Przyszedł przed samym wyja
            > zdem po to, żeby zdjąć sobie z sumienia odpowiedzialność. Dobrze postąpiłam, ni
            > e chcąc go wtedy widzieć.


            I tu juz Rozyczka konfabuluje albo altorka cos ukrywa. Rozy nie bylo wtedy w domu, a nie "nie chciala go widziec". Chyba ze Fryc byl jeszcze raz pozniej lub wczesnie i wtedy nie chciala go widziec. Ale to by sugerowalo, ze jednak probowal sie skontaktowac wiecej niz raz...


            > A może... - to już kompletne myślenie życzeniowe, ale sporo by tłumaczyło - syt
            > uacja wyglądała całkiem inaczej? Może Róża powiedziała Frycowi dwa miesiące wcz
            > eśniej i cały czas czekała na jego oświadczyny i rezygnację ze stypendium? On n
            > amówił ją do milczenia, tłumacząc, że nie może powiedzieć rodzinie, bo ojciec m
            > iał zawał itd. (rozmowa z "Żaby"). Róża cały czas czekała, aż Frycek się określ
            > i, w końcu w sylwestra przeprowadziła z nim poważną rozmowę, żądając, by dokona
            > ł wyboru. On oznajmił, że planów wyjazdu nie zmienił, ona zaczęła rzucać teksta
            > mi o odpowiadaniu na wyzwania losu i szlachetnych porywach serca, na co Frydery
            > k wyrwał się z "pułapką biologiczną". Róża uniosła się honorem i obraziła, a n
            > astępnego dnia załamała i wtedy wyszło szydło z worka.
            >
            > Nie zgadza się to z tekstami Róży o "pierwszej reakcji" Fryderyka, ale zgadza s
            > ię z jego słowami: "Czy byłem entuzjastyczny?! Właśnie przyznano mi
            stypendium
            > w Stanach!" - skoro Róża powiedziała mu w okresie, gdy "właśnie" dostał stypend
            > ium, to na pewno nie było na cztery dni przed wyjazdem.

            Ale skoro on wyjezdza lada dzien, to nie mogli mu tego stypendium przyznac przed chwila ! A poza wszystkim dam glowe, ze byl tekst o tym, ze Roza "uwiodla" wlasnie po to, by przywiazac go mocniej przed wyjazdem, zeby w tych Stanach o niej myslal. Zaszla, gdy stypendium juz bylo przyznane.
            To "wlasnie" Fryca rozumialam zawsze "wlasnie mam zyciowa szanse, przyznano mi stypendium, wyjezdzam lada chwila" - taki skrot myslowy zastosowany we wzburzeniu jest imho uprawniony i mozliwy. Z podtekstem, ze nie moze zrezygnowac z wyjazdu, bo taka szansa (ponownie przyznane stypendium) nie powtorzy sie, zwlaszcza gdy on nawali w ostatniej chwili.
            • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 17:01
              Właśnie dlatego napisałam o "myśleniu życzeniowym", bo fakty faktami, a ja chciałabym mieć podstawy, by postrzegać tę całą sytuację tak, jak chciała Autorka. Na podstawie książek mogę uwierzyć albo w ciężki niedorozwój Pyzy, albo w słuszność tezy o "pułapce biologicznej", ale nie w cudowny owoc wielkiej miłości, podłego Fryca i dzielną Różę.

              Co do konfabulacji Róży stwierdzenie "nie chciałam go widzieć" nie jest takie bezpodstawne. W "JT" Pyza deklaruje, że nie chce mieć z Frycem nic wspólnego. Kiedy Shoppe odwiedza Borejków słyszy kilkakrotnie, że Róża nie chce się z nim spotkać ("Mówiłem ci już, Fryderyku, że ona... cóż, nie chce cię widzieć.", "Róża, jak się okazuje, wie, co robi, kiedy nie chce go widzieć.", "Ona nie ma ochoty więcej cię oglądać."). Możliwe więc, że Pyza powiedziała rodzinie, że jeśli Fryc przyjdzie, to mają go do niej nie dopuszczać. Stąd gdy dowiedziała się, że Shoppe został spławiony, uznała, że to na skutek jej wcześniejszej decyzji.
              • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 17:09
                marutax napisał(a):

                > Właśnie dlatego napisałam o "myśleniu życzeniowym", bo fakty faktami, a ja chci
                > ałabym mieć podstawy, by postrzegać tę całą sytuację tak, jak chciała Autorka.
                > Na podstawie książek mogę uwierzyć albo w ciężki niedorozwój Pyzy, albo w słusz
                > ność tezy o "pułapce biologicznej", ale nie w cudowny owoc wielkiej miłości, po
                > dłego Fryca i dzielną Różę.

                Niestety... ja tez widze pare kompletnie nieodpowiedzialnych i bez wyobrazni szczeniakow, w tym jedno bardziej. Ale to "bardziej" moze dlatego, ze Roze widzimy podczas ciazy i znamy jej, kurtuazyjnie to nazwe, przemyslenia.


                >
                > Co do konfabulacji Róży stwierdzenie "nie chciałam go widzieć" nie jest takie b
                > ezpodstawne. W "JT" Pyza deklaruje, że nie chce mieć z Frycem nic wspólnego. Ki
                > edy Shoppe odwiedza Borejków słyszy kilkakrotnie, że Róża nie chce się z nim sp
                > otkać ("Mówiłem ci już, Fryderyku, że ona... cóż, nie chce cię widzieć.", "Róża
                > , jak się okazuje, wie, co robi, kiedy nie chce go widzieć.", "Ona nie ma ochot
                > y więcej cię oglądać."). Możliwe więc, że Pyza powiedziała rodzinie, że jeśli F
                > ryc przyjdzie, to mają go do niej nie dopuszczać. Stąd gdy dowiedziała się, że
                > Shoppe został spławiony, uznała, że to na skutek jej wcześniejszej decyzji.

                Moglo tak byc, pewnie. Tylko skad to oburzenie i rozzalanie sie, ze Fryc sie nie odzywa ? Zreszta to chyba inni oburzaja sie i rozzalaja, a Roza "tylko" z krolewskim majestatem powtarza, ze nie chce go znac...
                • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 17:24
                  tt-tka napisała:

                  > Moglo tak byc, pewnie. Tylko skad to oburzenie i rozzalanie sie, ze Fryc sie ni
                  > e odzywa ? Zreszta to chyba inni oburzaja sie i rozzalaja, a Roza "tylko" z k
                  > rolewskim majestatem powtarza, ze nie chce go znac...

                  Oburza się głównie rodzina... Fryca, tj. Wolfi i Żaba. Borejkowie uważają, że Fryderyk nie sprostał sytuacji, ale też stoją na stanowisku, że lepiej, by wrócił i podjął obowiązki ojca i męża. Róża... kiedy czytam jej kwestie przypominają mi się różne dowcipy o kobietach, które mówią jedno, myślą co innego i mają pretensje, ze facet reaguje na słowa, a nie myśli. To zresztą schemat ze starych romansów, gdzie często pojawia się bohaterka "odmawiająca", która w rzeczywistości oczekuje, że jej opór będzie przełamywany. Tutaj też - Pyza odsądza Fryca od czci i wiary, przekreśla, wygłasza długie teksty o miłości w opozycji do materializmu, a potem momentalnie akceptuje Fryderyka, gdy ten podporządkowuje się jej oczekiwaniom.
                  • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 17:35
                    marutax napisał(a):

                    . Róża... kiedy czytam jej kwestie przypominają
                    > mi się różne dowcipy o kobietach, które mówią jedno, myślą co innego i mają pr
                    > etensje, ze facet reaguje na słowa, a nie myśli.


                    Wlasnie, wlasnie. Dlatego tez mysle, ze jednak Roza wyobrazila sobie i uznala za pewnik, ze Fryc oszaleje ze szczescia, kiedy sie dowie, ze ma byc tatusiem. I ciezki szok, kiedy on zareagowal inaczej, i natychmiast ciezki foch. Bo miala pelne prawo poczuc sie dotknieta, obrazona i tak dalej w pierwszej chwili, ale to pozniejsze "nie chce go znac" to decyzja podjeta rowniez w imieniu dziecka, do czego nie miala prawa. I "poradze sobie sama" zupelnie bez pokrycia, skoro nie sama, tylko na rachunek rodziny.
                    To jednak Fryc, ktory w tych Stanach zarabial (mniejsza o stacje benzynowa) z mysla o tym, by mieli cos na poczatek i na stypendium pracowal na swoja zawodowa przyszlosc dla obojga wydaje mi sie bardziej odpowiedzialny. Cholernie jestem ciekawa, co bylo w tym mailu, ktory zezarlo jak caly internet.
                    • gat45 Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 19:42
                      tt-tka napisała:


                      >
                      >
                      > Wlasnie, wlasnie. Dlatego tez mysle, ze jednak Roza wyobrazila sobie i uznala z
                      > a pewnik, ze Fryc oszaleje ze szczescia, kiedy sie dowie, ze ma byc tatusiem. I
                      > ciezki szok, kiedy on zareagowal inaczej, i natychmiast ciezki foch. Bo miala
                      > pelne prawo poczuc sie dotknieta, obrazona i tak dalej w pierwszej chwili, ale
                      > to pozniejsze "nie chce go znac" to decyzja podjeta rowniez w imieniu dziecka,
                      > do czego nie miala prawa. [...]

                      Tak się zastanawiam.... Miała czy nie miała ? Muszę to przemyśleć, bo nie mam jasnego zdania. W mojej głowie argumenty za i przeciw równoważą się. Do jakiego stopnia kobieta w ciąży dysponuje prawem do decyzji o losie płodu ? Jak to się ma do dopuszczalności aborcji ? Ale także do praw mężczyzn do współdecydowania ?
                      • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 19:51
                        gat45 napisała:

                        > tt-tka napisała:

                        > > to pozniejsze "nie chce go znac" to decyzja podjeta rowniez w imieniu dzi
                        > ecka,
                        > > do czego nie miala prawa. [...]


                        > Tak się zastanawiam.... Miała czy nie miała ? Muszę to przemyśleć, bo nie mam j
                        > asnego zdania. W mojej głowie argumenty za i przeciw równoważą się. Do jakiego
                        > stopnia kobieta w ciąży dysponuje prawem do decyzji o losie płodu ? Jak to się
                        > ma do dopuszczalności aborcji ? Ale także do praw mężczyzn do współdecydowania
                        > ?


                        Ale mowa o dziecku, nie o plodzie. To postanowienie Rozy bylo dlugofalowe w intencji - nie chce go znac, sama wychowam dziecko. A dziecko (poza wypadkami szczegolnymi typu ojciec sadysta, pedofil itp) ma prawo do obecnosci ojca w swoim zyciu, tu jestesmy zgodne ?
                        • gat45 Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 20:03
                          Mówię Ci, że zabrzęczał mi w głowie dysonans poznawczy. Na poziomie : kiedy wolno płód traktować jako płód, podlegający wyłącznej decyzji kobiety. Bo decyzja o jego usunięciu jest też raczej długofalowa w intencji, przyznasz chyba ?
                          • gat45 Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 20:07
                            I nie, nie myślę wcale, że Różyczka odczekała ze zwiastowaniem Fryderykowi nowiny o przyszłych narodzinach do czasu zaawansowania ciąży, w którym już nawet w liberalnych w tym względzie krajach aborcja nie byłaby możliwa.
                            • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 20:23
                              gat45 napisała:

                              > I nie, nie myślę wcale, że Różyczka odczekała ze zwiastowaniem Fryderykowi nowi
                              > ny o przyszłych narodzinach do czasu zaawansowania ciąży, w którym już nawet w
                              > liberalnych w tym względzie krajach aborcja nie byłaby możliwa.

                              Nie mysle i nie twierdzilam, ze Roza czekala do czasu, w ktorym aborcja bylaby juz niemozliwa. Imo ona tej opcji w ogole nie brala pod uwage, nawet hipotetycznie. Czekala na odpowiedni - w sensie odpowiednio podniosly - moment. I nadejscie nowego roku, tego, od ktorego mialo sie zaczac ich wspolne zycie uznala za odpowiedni.

                              To jest wersja korzystna dla Rozy. Bo gdyby posadzic ja o wyrachowanie, to niestety - zwlekala do ostatniej chwili, by Fryc postawiony pod sciana mogl powiedziec tylko "w takiej sytuacji nie jade, zostaje i zalatwiamy slub". Bo powiadomiony wczesniej moglby wziac slub, a i tak pojechac. A reakcji innej niz "pobieramy sie jak najszybciej" nie przewidziala.

                              Co do samostanowienia ciezarnej - uwazam, ze o dokonaniu badz nie aborcji moze zdecydowac tylko kobieta. Ale decyzja o urodzeniu, a tym bardziej samo urodzenie juz jej samostanowienie ogranicza, poniewaz istnieja prawa dziecka - w tym prawo do wiedzy o i kontaktu z drugim swoim rodzicem.
                        • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 20:18
                          Miała na tym etapie. Gdy facet wyraźnie nie jest zainteresowany, nie jest zadaniem matki zmuszać go, aby został ojcem. Chyba lepiej unieść sie honorem, niż fundować dziecku niezainteresowanego ojca. Facet też ma wybór. Może powiedzieć choćby "I co dalej? Ja ci zawsze pomogę" - nie musi deklarować sie z miłością i ślubem.
                          • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 20:29
                            verdana napisała:

                            > Miała na tym etapie. Gdy facet wyraźnie nie jest zainteresowany, nie jest zadan
                            > iem matki zmuszać go, aby został ojcem. Chyba lepiej unieść sie honorem, niż fu
                            > ndować dziecku niezainteresowanego ojca. Facet też ma wybór. Może powiedzieć ch
                            > oćby "I co dalej? Ja ci zawsze pomogę" - nie musi deklarować sie z miłością i ś
                            > lubem.

                            Przepraszam, ale nie zgadzam sie. Facet moze byc lub stac sie zainteresowany ojcostwem, a stracic zainteresowanie dla pani, przy udziale ktorej tym ojcem zostal. Wtedy to nie bedzie "tobie pomoge", tylko "chce miec kontakt z dzieckiem /chce miec udzial w jego wychowywaniu". A deklaracja "nie chce go znac, nie wpuszczajcie go tu" a priori odbiera ojcu taka mozliwosc.
                            I sorry, mowimy konkretnie o Borejkach. W tej rodzinie ojciec nie bedacy mezem do ojcostwa nie ma prawa.
                          • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 20:34
                            Tyle że Fryc nie dostaje szansy na dokonanie tego wyboru. Jego pierwsza reakcja jest fatalna, choć częściowo uzasadniona. Potem próbuje porozmawiać z Pyzą, by coś ustalić, ale trafia na bredzącego Ignacego. Podobno pisze magicznie zaginionego maila, zapowiada telefon... Róża natomiast stoi na stanowisku "będzie tak, jak ja sobie zaplanowałam, albo nie chcę go znać".
                            • sowca Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 21:28
                              Problem w interpretacji wydarzeń lezy moim zdaniem w dwóch kwestiach:
                              1) nie wiemy, jak wyglądała rozmowa Rózy i Fryca. Wiemy tylko, że padły bolesne słowa o pułapce biologicznej. Czy Róża chciała, żeby Fryderyk zrezygnował ze stypendium? Czy chciała, żeby się z nią natychmiast ożenił? Czy Frycek odmówił poślubienia jej czy może zapowiedział, że nie odwoła wyjazdu? Zeznania Róży są tak niespójne, że trudno cokolwiek wysnuć. Na korzyść Fryca przemawia fakt, że jednak dzień później przyszedł do Róży i chciał "coś ustalić". Co, tego się nie dowiemy.Nie pozwolono mu mówić.

                              2) cała sytuacja rozegrana jest nielogicznie. Naprawdę mail nie dotarł? Co za problem wysłać drugiego? Spróbować się dodzwonić?
                              • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 21:50
                                sowca napisała:

                                > Problem w interpretacji wydarzeń lezy moim zdaniem w dwóch kwestiach:
                                > 1) nie wiemy, jak wyglądała rozmowa Rózy i Fryca. Wiemy tylko, że padły bolesne
                                > słowa o pułapce biologicznej. Czy Róża chciała, żeby Fryderyk zrezygnował ze s
                                > typendium? Czy chciała, żeby się z nią natychmiast ożenił? Czy Frycek odmówił p
                                > oślubienia jej czy może zapowiedział, że nie odwoła wyjazdu? Zeznania Róży są t
                                > ak niespójne, że trudno cokolwiek wysnuć.

                                Niestety nie będziemy mieć pewności w tej kwestii... Wiemy na pewno, że Fryderyk zarzucił Róży zastawienie "pułapki biologicznej", bo oboje to przyznają. Niestety, w takich okolicznościach podobne podejrzenie nie jest kompletnie od czapy.

                                Poza tym możemy się domyślać, że argumenty Fryca były podobne do tych, które przedstawił Borejkom: "Właśnie przyznano mi stypendium w Stanach! Zrobiłem dwa lata studiów w rok i co?! - miałbym teraz to wszystko poświęcić?! Przecież ja nawet nie zarabiam! Mieszkam kątem u rodziców, w bloku! Nie mam teraz czasu i możliwości na zakładanie rodziny."
                                Zaś nastawienie Róży oddaje jej perora przy rodzinnym stole:
                                "- O, nie, liczy się ta jego pierwsza reakcja - ciągnęła gorąco Róża - liczy się to, jak człowiek odpowiada na wyzwania losu...
                                (...)
                                - ... czy taki człowiek myśli o uczuciach drugiego. I czy odpowie egoizmem, czy też szlachetnym porywem serca.
                                (...)
                                - Chodzi mi o to - perorowała dalej, podczas gdy dziadek, jak nabrał tchu, tak już pozostał - że kiedy się kogoś naprawdę kocha, to się nie myśli o pieniądzach czy tym podobnych bzdurach."

                                Z tego wynika, że prawdopodobnie Róża walnęła nowinę i oczekiwała, że pierwszą reakcja Fryca to będzie zachwyt - fragment pierwszy. Że Fryc poświęci swoją wielką szansę i "zachowa się jak dżentelmen" - to miałby być ten "szlachetny poryw serca". I że nie będzie przejmował się brakiem pracy, mieszkania i fatalną sytuacją finansową - fragment trzeci.

                                Dlatego sądzę, że Róża nie tylko wyznała, że jest w ciąży, ale też miała wobec Fryderyka konkretne oczekiwania. Kiedy ich nie spełnił i odpowiedział zarzutami, obraziła się i stwierdziła, że nie chce go znać.

                                • pi.asia Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 22:13
                                  marutax napisał(a):


                                  > Zaś nastawienie Róży oddaje jej perora przy rodzinnym stole:
                                  > "- O, nie, liczy się ta jego pierwsza reakcja - ciągnęła gorąco Róża - liczy si
                                  > ę to, jak człowiek odpowiada na wyzwania losu...
                                  > (...)
                                  > - ... czy taki człowiek myśli o uczuciach drugiego. I czy odpowie egoizmem, czy
                                  > też szlachetnym porywem serca.
                                  > (...)
                                  > - Chodzi mi o to - perorowała dalej, podczas gdy dziadek, jak nabrał tchu, tak
                                  > już pozostał - że kiedy się kogoś naprawdę kocha, to się nie myśli o pieniądzac
                                  > h czy tym podobnych bzdurach."
                                  >
                                  Wystarczą te trzy cytaty, aby wyrobić sobie zdanie o poziomie umysłowym Różyczki i jej dojrzałości.
                                  Ad.1 - Róża stawia tu znak równości między pierwszą reakcją a dalszym postępowaniem. Tymczasem bardzo często, w bardzo różnych sytuacjach, pierwsza reakcja zaskoczonego człowieka brzmi "O q...!" a potem następuje (albo nie) próba poradzenia sobie z problemem i znalezienia dobrego wyjścia. Dokładnie tak postąpił Fryderyk.

                                  Ad.2 - oczywiście do szlachetnego porywu serca jest zobowiązana tylko druga strona, prawda, Różyczko? A nie przyszło ci na myśl, że wymaganie od Fryderyka, by rzucił w diabły wyjazd i został z tobą i trzymał cię za rączkę jest potwornym egoizmem z twojej strony?

                                  Ad.3 - jeśli się kogoś kocha, to można na chwilę przestać myśleć o pieniądzach. Na chwilę. Ale jeśli z tym kimś planuje się jakąkolwiek przyszłość, to finansowy fundament jest absolutnie niezbędny, i kochanie nie ma tu nic do rzeczy. Bo podejście "weźmy ślub, zamieszkajmy razem, furda, że nie mamy ani grosza, grunt, że cię kocham, to nam wystarczy za jedzenie, picie, czynsz i tym podobne bzdury" jest tak infantylne, że bardziej już nie można.

                              • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 21:57
                                sowca napisała:

                                > 2) cała sytuacja rozegrana jest nielogicznie. Naprawdę mail nie dotarł? Co za p
                                > roblem wysłać drugiego? Spróbować się dodzwonić?

                                Za szybko wysłałam, więc dopisuję ;-)

                                Owszem, jest rozegrany wręcz tragicznie i całkowicie nieprawdopodobnie. Niestety widać tu wyraźnie bardzo denerwujący zabieg, polegający na tym, że Autorka wymyśliła sobie sytuację, po czym tak nagięła rzeczywistość, by ta sytuacja mogła zaistnieć. Wyszły bzdury ze znikającym mailem, zmianą adresu i dziwnymi pracami zarobkowymi stypendysty NASA. Który odwiedza Borejków dzień po wylocie do USA i wraca nikogo o tym nie uprzedzając.
                                • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 22:20
                                  O ile zgadzam się, że perora Róży jet infantylna, o tyle facet, który na wieść o ciaży mówi o zastawieniu pułapki, w moim przypadku chyba zostałby skreślony na bardo długo, o ile nie na zawsze. Paskudna insynuacja, paskudne zdanie, zwalające całą odpowiedzialność na kobietę, jednocześnie dające do zrozumienia, że dziewczyna nas nie interesuje, a interesuje nas tylko "wrobienie w dziecko".
                                  • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 22:23
                                    verdana napisała:

                                    > O ile zgadzam się, że perora Róży jet infantylna, o tyle facet, który na wieść
                                    > o ciaży mówi o zastawieniu pułapki, w moim przypadku chyba zostałby skreślony n
                                    > a bardo długo, o ile nie na zawsze. Paskudna insynuacja, paskudne zdanie, zwala
                                    > jące całą odpowiedzialność na kobietę, jednocześnie dające do zrozumienia, że d
                                    > ziewczyna nas nie interesuje, a interesuje nas tylko "wrobienie w dziecko".


                                    W twoim. A Roza wybacza natychmiast, gdy Fryc wrocil. I nadal nie wiemy, jak wygladala ta rozmowa, znamy tylko ten jeden passus i to z relacji, nie bezposrednio. Insynuacja byla paskudna, ale imho nie bezzasadna. Postepowanie Rozy tez bylo paskudne, nawet jesli miala wylacznie dobre checi.
                                  • iwoniaw Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 22:51
                                    facet, który na wieść
                                    > o ciaży mówi o zastawieniu pułapki, w moim przypadku chyba zostałby skreślony n
                                    > a bardo długo, o ile nie na zawsze. Paskudna insynuacja, paskudne zdanie


                                    Problem w tym, że w wątku ciąży Róży mamy do czynienia wyłącznie z insynuacjami - a tak naprawdę nie wiemy ani tego, jak wyglądała ich pierwsza (sylwestrowa) rozmowa na ten temat, ani "co było w tym mailu" (który zaginął w odmętach ukradzionego internetu), ani co (i kiedy) skłoniło Różę do zmiany podejścia od "nie chcę go widzieć" do "wystawię mu drabinę, żeby do mnie mógł wejść bez wiedzy dziadunia" (pomińmy absurdalność tego wątku...).
                                    Szczerze nie znoszę całej tej historii, bo każdy jej aspekt jest przedstawiony, z mojego punktu widzenia, kompletnie od czapy. Z umiejscowieniem na pierwszym planie quasi-humorystycznego dziada Ignacego na czele.
                                    • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 23:03
                                      iwoniaw napisała:


                                      > Problem w tym, że w wątku ciąży Róży mamy do czynienia wyłącznie z insynuacjami
                                      > - a tak naprawdę nie wiemy ani tego, jak wyglądała ich pierwsza (sylwestrowa)
                                      > rozmowa na ten temat, ani "co było w tym mailu" (który zaginął w odmętach ukrad
                                      > zionego internetu), ani co (i kiedy) skłoniło Różę do zmiany podejścia od "nie
                                      > chcę go widzieć" do "wystawię mu drabinę, żeby do mnie mógł wejść bez wiedzy dz
                                      > iadunia" (pomińmy absurdalność tego wątku...).

                                      Nie wiemy rowniez, o czym napisala juz marutax, jak wygladalo ich zblizenie (nie, nie chce sobie tego wyobrazac), znamy tylko powiedziane przez Roze, i to Idzie, a nie Frycowi "biologia sama zadzialala". Co to wlasciwie znaczy ? Czy ktores z nich wspomnialo o antykoncepcji ? Ktores sklamalo, slowem albo sugestia ? Nie mowili o tym wiecej ze soba ? Tak jeden raz i gluche milczenie ?
                                      No absurd bzdure pogania, ale jak mozna budowac - nawet tylko w marzeniach - przyszlosc z facetem, z ktorym do tego stopnia nic nas nie laczy ?
                                  • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 15.08.16, 22:52
                                    verdana napisała:

                                    > O ile zgadzam się, że perora Róży jet infantylna, o tyle facet, który na wieść
                                    > o ciaży mówi o zastawieniu pułapki, w moim przypadku chyba zostałby skreślony n
                                    > a bardo długo, o ile nie na zawsze. Paskudna insynuacja, paskudne zdanie, zwala
                                    > jące całą odpowiedzialność na kobietę, jednocześnie dające do zrozumienia, że d
                                    > ziewczyna nas nie interesuje, a interesuje nas tylko "wrobienie w dziecko".

                                    Dla mnie zarzut o zastawienie "pułapki biologicznej" nie dotyczy samej ciąży Róży. Do tanga trzeba dwojga itd., aczkolwiek uważam, że Róża jako osoba która zainicjowała seks ("to ja go uwiodłam") powinna zatroszczyć się także o antykoncepcję - lub powiadomić partnera, że takowej nie stosuje. Ona wiedziała, że nie są zabezpieczeni, on zaufał, że skoro Pyza inicjuje seks bez prezerwatywy to sama stosuje antykoncepcję.

                                    Natomiast kompletnie nie potrafię usprawiedliwić informowania Fryca o ciąży na pięć dni przed jego wyjazdem. Nie wierzę, że Pyza nie zdawała sobie sprawy ze swojego stanu. Gdyby porozmawiała z nim miesiąc wcześniej, mieliby czas, by coś zaplanować, może nawet się pobrać. Fryc mógłby jechać na stypendium na takiej samej zasadzie jak Grzegorz, zostawiając ciężarną partnerkę ze świadomością, że po powrocie wszystko zaczną wspólne życie. Tymczasem Róża zwleka do ostatniej chwili, gdy właściwie nie ma już pola manewru. Z jednej strony stawia siebie i dziecko, z drugiej wielką szansę Fryca. Co według Róży miał zrobić Fryderyk? Skoro dziewczyna nie jest zainteresowana podejmowaniem konkretnych decyzji (pieniądze się nie liczą), a tylko podniosłymi, infantylnymi deklaracjami i gestami? Koniec końców, panna Pyziak tak "ustawia" sytuację, by wykorzystać biologię dla swoich celów...
                                    Nie lubię Fryca, ale odpowiedzialność za całe zamieszanie opisane w "JT' spada na Różę - zamieszanie, a nie ciążę.
                                  • turzyca Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 00:36
                                    > o tyle facet, który na wieść o ciaży mówi o zastawieniu pułapki, w moim przypadku chyba zostałby skreślony na bardo długo, o ile nie na zawsze. Paskudna insynuacja, paskudne zdanie, zwalające całą odpowiedzialność na kobietę, jednocześnie dające do zrozumienia, że dziewczyna nas nie interesuje, a interesuje nas tylko "wrobienie w dziecko".

                                    O ile to jest reakcja na ciaze jako taka, a nie na informacje, ze ta ciaza zostala zatajona przez caly trymestr lub tez na uswiadomienie sobie, ze dziewcze, ktore przez lat siedem bylo niedostepne, a zapewniajace w trakcie akcji z teleskopem, ze wszystko bedzie ok (bo sorry, nie wierze, ze Frycek nie mial odruchu upewnienia sie), nie mialo na mysli, ze podjelo sie antykoncepcji.
                                    • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 00:42
                                      turzyca napisała:


                                      > O ile to jest reakcja na ciaze jako taka, a nie na informacje, ze ta ciaza zost
                                      > ala zatajona przez caly trymestr lub tez na uswiadomienie sobie, ze dziewcze, k
                                      > tore przez lat siedem bylo niedostepne


                                      Aaaauuuu ! Calkiem mi umknelo (tak sie to wszystko wlecze), ze oni "chodzili ze soba" (dwa razy w tygodniu po dwie godziny) przez siedem lat ! No to rzeczywiscie, jak po tych siedmiu latach Roza nagle zaatakowala nagla zmiana stosunkow, tez nie wierze, ze sie chlopak nie upewnil co do konsekwencji.
                                      • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 14:58
                                        Ja też nie.
                                        Przy czym nie ma żadnego wyjaśnienia, dlaczego Róża oznajmiła o ciąży po 4 miesiącach. Czy jest idiotką, która miała nadzieję, ze "tylko nie ma okresu", czy osobą pechową, która okres miała, a w ciąży była (cóż, nie mówcie, że tak nie bywa, bo bywa, o czym przekonałam sie dowodnie 33 lata temu) , czy też miała cały czas nadzieję, ze Fryc zapyta "dlaczego jesteś taka blada i bez przerwy wymiotujesz".
                                      • bupu Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 16:17
                                        tt-tka napisała:

                                        > turzyca napisała:
                                        >
                                        >
                                        > > O ile to jest reakcja na ciaze jako taka, a nie na informacje, ze ta ciaz
                                        > a zost
                                        > > ala zatajona przez caly trymestr lub tez na uswiadomienie sobie, ze dziew
                                        > cze, k
                                        > > tore przez lat siedem bylo niedostepne
                                        >
                                        >
                                        > Aaaauuuu ! Calkiem mi umknelo (tak sie to wszystko wlecze), ze oni "chodzili ze
                                        > soba" (dwa razy w tygodniu po dwie godziny) przez siedem lat ! No to rzeczywis
                                        > cie, jak po tych siedmiu latach Roza nagle zaatakowala nagla zmiana stosunkow,
                                        > tez nie wierze, ze sie chlopak nie upewnil co do konsekwencji.

                                        Siedem lat? To przez siedem lat Fryc uczył się wciąż z tą samą koleżanką (taka była wersja dla starych Szopów, prawda?), a rodzina Schoppe nie załapała, że tu coś jest grane więcej niż tylko koleżeństwo? Rany boskie, wątek Pyzy i Fryca jest znacznie bardziej idiotyczny niż ustawa przewiduje.
                                        • iwoniaw Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 16:29
                                          Jednocześnie w rodzinie Pyzy występował on całkiem serio jako NARZECZONY. I przez te 7 lat NARZECZEŃSTWA dwoje sprawnych intelektualnie (hmm...) osobników nie rozmawiało najwyraźniej nigdy przenigdy o tym, jak w zasadzie widzą wspólną przyszłość, co by chcieli robić, gdzie mieszkać, co z dziećmi... Oh, well...
                                          • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 16:39
                                            I przez siedem lat sie ze sobą nie przespało. Ani o tym nie mówiło. I po tych 7 latach facet jest zaskoczony i nieco zniesmaczony, że ona go "uwiodła". Nawet Terlikowski tak długo nie wytrzymał...
                                            • iwoniaw Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 16:52
                                              No toż mówię: wątek od czapy. Tzn. uwierzyłabym jeszcze w to, że nie spali ze sobą przez te wszystkie lata, ale na pewno nie bez słowa na ten temat. Zresztą nawet zakładając (choć trudno to sobie wyobrazić...), że nigdy przenigdy żadne z nich nie komentowało takiej abstynencji ani słowem ani nie próbowało się posunąć dalej czynem, to nie uwierzę nigdy w życiu, że "uwiedzenie" (czymkolwiek było w istocie) również odbyło się w milczeniu i bez żadnej refleksji na temat możliwych konsekwencji u F., który wszak "wszystko miał zaplanowane od linijki" i w terminarzu wpisywał i przewidywał.
                                              • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 17:34
                                                Uwiedzenie może sie odbyć spontanicznie i bezrefleksyjnie na trzeciej randce. Po siedmiu latach nie. Przez siedem lat obie strony wszystko dokładnie mają przemyślane. I nie są aż tak spontaniczne.
                                                • iwoniaw Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 17:43
                                                  No otóż.
                                                  I dlatego właśnie ta historia w ogóle się nie klei. A że podopisywane są do niej pseudodowcipne i pseudowzniosłe scenki, to już całkiem wygląda jak jakiś kiepski żart. I to wszystko dotyczy w dodatku ludzi dwudziestoparoletnich, rzekomo zdrowych na umyśle.
                                                • bupu Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 18:03
                                                  verdana napisała:

                                                  > Uwiedzenie może sie odbyć spontanicznie i bezrefleksyjnie na trzeciej randce. P
                                                  > o siedmiu latach nie. Przez siedem lat obie strony wszystko dokładnie mają prze
                                                  > myślane. I nie są aż tak spontaniczne.

                                                  Nie mówiąc o tym, że nagły pęd do teleskopu, po siedmiu latach konsekwentnej abstynencji, powinien wzbudzić we Frycu... well, coś jeszcze, prócz wzwodu. Na przykład myśli jakieś, czemu to dziewczę przeczyste znienacka rzęzi mu żądzą u stóp i o co tu chodzi. Nie mówiąc o tym, że Fryc wygląda na równie podatnego na nagły, a bezmyślny, poryw chuci i hormonów, co, dajmy na to, kolumna króla Zygmunta. No nie ma mowy, żeby ten cyborg poszedł znienacka na spontana, nie planując szczegółowo kiedy, jak i gdzie, w której fazie cyklu będzie Pyza, jakiej użyć antykoncepcji i ile potrwa stosunek.
                                                  • vi_san Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 18:04
                                                    Kolumna Zygmunta bardziej...
                                                  • verdana Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 18:07
                                                    Jesli przez siedem lat do niczego nie doszło, to nie wierzę, że Fryc po prostu da się namówić czy uwieść. Jak para chodzi ze soba tyle czasu i nic, to albo ma bardzo silne opory moralne, albo zero ochoty.
                                                  • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 21:11
                                                    verdana napisała:

                                                    > Jesli przez siedem lat do niczego nie doszło, to nie wierzę, że Fryc po prostu
                                                    > da się namówić czy uwieść. Jak para chodzi ze soba tyle czasu i nic, to albo ma
                                                    > bardzo silne opory moralne, albo zero ochoty.

                                                    Te siedem lat mnie szczególnie nie dziwią. Róża prawdopodobnie uważała, że z seksem należy czekać do nocy poślubnej (vide: Laura), a Fryderyk ze swoim pragmatycznym umysłem to zaakceptował. Nie miał w planach rychłego małżeństwa, jeśli musiał wybierać między małżeńskim seksem a narzeczeńskim celibatem, to raczej przeżywał wielkich rozterek.

                                                    Podczas praktyk Róża nagle zaczęła dążyć do zbliżenia i Shoppe na to poszedł, bo kwestia ślubu się nie pojawiła. Pyza nie uprzedziła partnera, że nie stosuje antykoncepcji, a Fryc nie widział powodu, by ją przesłuchiwać w tej kwestii. Dziewczyna wiedziała o jego planach, stypendium i wyjeździe, znała ich sytuację finansową, była (podobno) dojrzała i rozsądna. Fryderyk uważał, że znaleźli płaszczyznę porozumienia, mają wszystko ustalone, więc ryzykowanie ciąży w tej sytuacji było nie do pomyślenia. Facet się mocno przeliczył, a Różyczka zaprezentowała się albo jako idiotka, albo manipulantka.

                                                    A co do praktyk rzekomo astronomicznych, fakty są takie, że to Róża inicjuje seks, co oznacza, że to ona jest osobą, która powinna mieć wszystko zaplanowane i przemyślane. Nie jest to działanie spontaniczne czy burza zmysłów. Pyza wie, że ani ona, ani Fryc nie są zabezpieczeni (akurat w takiej sytuacji kobieta ma przewagę nad facetem). Nie informuje o tym partnera lub wprowadza go w błąd. Sorry, ale gdyby to facet zachował się w ten sposób, zostałby odsądzony od czci i wiary.
                                                  • iskrzy_54 Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 18:07
                                                    No nie ma mowy, żeby ten cyborg poszedł znienacka na spontana, nie planując szczegółowo kiedy, jak i gdzie, w której fazie cyklu będzie Pyza, jakiej użyć antykoncepcji i ile potrwa stosunek.

                                                    Róża mu czegoś dosypała do herbatki i funkcje mózgowe przejął teleskop?
                                                  • iwoniaw Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 18:13
                                                    No, w takim wypadku hasło o pułapce jest więcej niż uprawnione :-D
                                                  • pi.asia Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 18:40
                                                    bupu napisała:

                                                    Nie mówiąc o tym, że nagły pęd do teleskopu, po siedmiu latach konsekwentnej abstynencji, powinien wzbudzić we Frycu... well, coś jeszcze, prócz wzwodu. Na przykład myśli jakieś, czemu to dziewczę przeczyste znienacka rzęzi mu żądzą u stóp i o co tu chodzi. Nie mówiąc o tym, że Fryc wygląda na równie podatnego na nagły, a bezmyślny, poryw chuci i hormonów, co, dajmy na to, kolumna króla Zygmunta. No nie ma mowy, żeby ten cyborg poszedł znienacka na spontana, nie planując szczegółowo kiedy, jak i gdzie, w której fazie cyklu będzie Pyza, jakiej użyć antykoncepcji i ile potrwa stosunek.

                                                    Bupu, pójdź w me objęcia :D Ómarłaś mnie totalnie :)

                                                  • pi.asia powrót Fryca, reakcja Róży 16.08.16, 18:51
                                                    Moim zdaniem to jedna z najbardziej kretyńskich scen w Borejczadzie. Oto dziewczę, które zarzekało się, że nie chce widzieć tego podleca i egoisty, na jego widok (pierwszy od pięciu miesięcy) mówi "Chodź, właśnie mamy świeże ciasto". No ludzie, ja wiem, że Róża jest "majestatyczna jak królowa", ale w tym wypadku raczej jak krowa.

                                                    Nieodparcie nasuwa mi się porównanie z "Rozważną i romantyczną", gdzie Marianne Dashwood, dowiedziawszy się, że jej ukochany wcale nie jest żonaty, wybucha niepowstrzymanym płaczem, chlipie, szlocha i generalnie daje upust wszystkim emocjom, które dusiła w sobie długi czas. Ta reakcja jest dla mnie oczywista, reakcja Róży - absolutnie nie.

                                                    Aczkolwiek po lekturze tego wątku doszłam do wniosku, że - z trudem bo z trudem - ale ta scena mogłaby się obronić.
                                                    Otóż Róża, początkowo strzeliwszy focha, nie chcąc rozmawiać ze zdrajcą, który zachował się jak ostatni egoista, powolutku zaczyna zmieniać zdanie, zresztą pod wpływem rodziny, która uświadamia jej, że zareagowała za ostro i że o finansowej stronie życia myśleć trzeba, niezależnie od wielkiej miłości. Na spokojnie analizuje swoje i Frycka słowa i czyny, i powoli dociera do niej, że mocno przegięła. I zmienia front.
                                                    Naciągane, ale od biedy możliwe.
                                                  • mika_p Re: powrót Fryca, reakcja Róży 17.08.16, 16:51
                                                    Moim zdaniem to jedna z najbardziej kretyńskich scen w Borejczadzie. Oto dziewczę, które zarzekało się, że nie chce widzieć tego podleca i egoisty, na jego widok (pierwszy od pięciu miesięcy) mówi "Chodź, właśnie mamy świeże ciasto". No ludzie, ja wiem, że Róża jest "majestatyczna jak królowa", ale w tym wypadku raczej jak krowa.

                                                    Nie, nie. Róża - instynktownie lub świadomie - działa zgodnie z regułami obowiązującymi w domu Borejków: mili goście dostają jeść, kto nie je, ten obcy lub wróg. Talerzyk z ciastem jest tarczą ochronną przed potencjalną awanturą. Jak się Fryderyka zademonstrowało rodzinie z ciastem, to dopiero można z nim było rozmawiać :))
                                                  • pi.asia Re: powrót Fryca, reakcja Róży 17.08.16, 17:53
                                                    mika_p napisała:

                                                    > Moim zdaniem to jedna z najbardziej kretyńskich scen w Borejczadzie. Oto dzi
                                                    > ewczę, które zarzekało się, że nie chce widzieć tego podleca i egoisty, na jego
                                                    > widok (pierwszy od pięciu miesięcy) mówi "Chodź, właśnie mamy świeże ciasto".
                                                    > No ludzie, ja wiem, że Róża jest "majestatyczna jak królowa", ale w tym wypadku
                                                    > raczej jak krowa.

                                                    >
                                                    > Nie, nie. Róża - instynktownie lub świadomie - działa zgodnie z regułami obowi
                                                    > ązującymi w domu Borejków: mili goście dostają jeść, kto nie je, ten obcy lub w
                                                    > róg. Talerzyk z ciastem jest tarczą ochronną przed potencjalną awanturą. Jak si
                                                    > ę Fryderyka zademonstrowało rodzinie z ciastem, to dopiero można z nim było roz
                                                    > mawiać :))
                                                    >

                                                    Ale przecież ostatnie słowa Róży na temat Fryderyka kategorycznie wykluczają podjęcie go przez nią ciastem. Chyba że mówiła głośno, że nie chce go znać, a myślała "wróć, wróć, wróć, a ja przywitam cię ciepłym ciastem!"

                                                    I jeszcze sprawa maila.
                                                    - A do ciebie Różo, też wypociłem długiego, zasadniczego maila. Ale nic, nawet słówkiem nie odpowiedziałaś!
                                                    - A co było w tym mailu? - zdenerwowała się Róża.


                                                    Moim skromnym zdaniem wcale nie jest wykluczone, że do Róży dotarł mail od Fryca! Gdyby nie dotarł, zareagowałaby raczej słowami "Jakiego maila? O czym ty mówisz? Nic nie dostałam!" Raczej podejrzewam, że mogła skasować tego maila bez czytania i teraz, zdenerwowana, pyta co w nim było.
                                                    Może też być i tak, że mail dotarł, Róża przeczytała, ale będąc jeszcze na fali największego focha wszechczasów prychnęła, fuknęła i skasowała, nie bawiąc się w takie bzdety jak odpisywanie. A teraz pyta "a co w nim takiego było?" w znaczeniu "co takiego wielce ważnego mi napisałeś?"
                                                    Oczywiście to tylko takie domniemanie.

                                                • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 19:05
                                                  verdana napisała:

                                                  > Uwiedzenie może sie odbyć spontanicznie i bezrefleksyjnie na trzeciej randce. P
                                                  > o siedmiu latach nie. Przez siedem lat obie strony wszystko dokładnie mają prze
                                                  > myślane. I nie są aż tak spontaniczne.

                                                  Totez przynajmniej jedna strona, i nie o Frycu mowa, spontaniczna nie byla. Mamy otwarcie powiedziane, ze Roza postanowila (decyzja !), hm, zblizyc sie z nim, by go mocniej przywiazac i by pamietal o niej w tych Stanach.
                                                  Jego reakcja, coz - moze po siedmiu latach bez takich wyskokow doznal szoku przy pierwszym podejsciu ? :)
    • iskrzy_54 Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 21:37
      tt-tko daj linka do tego wątku, pliiiiiiiiiiiiiiiiiiz?
      • tt-tka Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 22:20
        Kiedy linkowanie cienko mi wychodziiii
        Wrzuc w wyszukiwarke tytul "chyba mi rozum odjelo", powinno wyskoczyc; ale uprzedzam, tam jest glownie o tym, czy Fryc chcial/probowal naklonic Roze do aborcji - dla mnie bez sensu
        • iwoniaw linka 16.08.16, 22:34
          Proszę Was:
          forum.gazeta.pl/forum/w,25788,86972827,86972827,Chyba_mi_rozum_odjelo_.html
        • sowca Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 22:40
          Z tych cytatów z "Żaby" wynika mi, cholera jasna psiakrew, że przestępstwem Fryca było to, że nie zareagował entuzjastycznie, nie zrezygnował z wyjazdu i zająknął się o pieniądzach.
          Bo przecież jest taki cytat w Żabie, dokładnie go nie pamiętam, ale chodziło o to, że Róża cieszy się, że nie zobaczyła się z Fryckiem przed wyjazdem, bo może sobie w ten sposób myśleć, że to ona go porzuciła. Wniosek: Fryc n i e porzucił jej po tej rozmowie o ciąży. Nie powiedział "radź sobie sama z dzieckiem, ja spadam do USA". Róża założyła, że by to zrobił gdyby wtedy porozmawiali, ale oczywiście to tylko jej hipoteza
          Ależ to głupie, rany. Tylko że oczywiście Fryc powinien był usilnie dążyć do kontaktu z nią. Mailowo. Albo przynajmniej powiedzieć Borejkom seniorom, że kocha Różę bla bla. Ale akurat mu wybaczam, że nie powiedział.
          • vi_san Re: Uciekinier ? Really ? 16.08.16, 22:58
            W pełni wybaczam, że nie miał najmniejszej ochoty na konwersację z seniorami. Ani nawet z durną macią swojej dziewczyny. Natomiast, owszem, brak kontaktu przez te pięć miesięcy - to już jest ... Tylko właśnie: co to jest? Czy "szujostwo" Fryca? Czy raczej wpadka - monstre Autoressy? Nie wierzę, żeby w miarę inteligentny, obrotny młody człowiek nie mógł przez pół roku nawiązać kontaktu. Nie wierzę i już! Mógł zadzwonić do Borejchałupy, poprosić Różę i powiedzieć dosłownie "Róża, zgubiłem maila, Atlantyk mi zalał pocztę. Nowy adres Frycgłupi@blabla.com. Napisz, proszę! Żebym miał twój adres wyjściowy!". Mógł wysłać tejże Róży list, pocztą tradycyjną - idzie coś koło tygodnia, półtorej. Mógł, skoro już by się tak obawiał, że Borejklan Różyczki nie dopuści do kontaktu z nim, listownie poprosić siostrę - wiedział wszak, iż dla Żaby jego związek z Różą nie jest tajemnicą. To tak na szybko, od ręki, bez zastanowienia. A jakbym pomyślała, to zapewne jeszcze co najmnije kilka możliwości by mi do głowy przyszło. Ale cały wątek wyjazdu Fryca do Houston jest tak idiotyczny, że głowa boli! Dobre człowieki, konia zrzędę i stado owiec w garniturach temu, kto uwierzy w młodego naukowca na stypendium w NASA dorabiającego kelnerowaniem w knajpie!
            • marutax Re: Uciekinier ? Really ? 17.08.16, 09:07
              vi_san napisała:

              > Natomiast, owszem, brak kontaktu prze z te pięć miesięcy - to już jest ... Tylko właśnie: co to jest? Czy "szujostwo"
              > Fryca? Czy raczej wpadka - monstre Autoressy?

              Ja obstawiam, że Autorka po prostu postanowiła pokazać Różę i Borejków w takiej sytuacji, a potem parła do tego celu na ślepo, nie bacząc na prawdopodobieństwo, logikę czy realia. A że nie sprawdziła różnych informacji, uznając, ze wystarczy jej własna wiedza na temat internetu, telefonu i stypendiów w USA, to wyszły koszmarne błędy.

              Co więcej, mamy też zaginionego maila, którego ponoć wysłał Fryc (nie podejrzewam go o skłonność do konfabulacji) oraz wziętą z kosmosu rozmowę, która miała miejsce nie wiadomo kiedy, a podczas której Fryderyk poinformował Różę, że jego rodzice nie wiedzą o ciąży. Znowu się nie zgadza, bo Pyza twardo twierdzi, że po sylwestrze już z nim nie rozmawiała...

              W rezultacie można podejrzewać zarówno, że Fryc rzeczywiście nie szukał kontaktu, ale także, że dzwonił czy pisał, zaś Róża maila skasowała bez czytania, a rozmowę telefoniczną przerwała po dwóch zdaniach. A potem, kiedy się uspokoiła, zaczęła tego żałować i wyparła, popadając w skrajność "on dla mnie nie istnieje". To by też tłumaczyło natychmiastową akceptację Fryca po powrocie - Pyza miała świadomość, że to ona uniemożliwiała porozumienie i bała się, że Fryc sobie odpuścił. Gdy wrócił doszło do pogodzenia na zasadzie "oboje jesteśmy winni, więc nie ma co się licytować".
            • 3piota Re: Uciekinier ? Really ? 17.08.16, 14:02
              vi_san napisała:
              > Dobre człowieki, konia zrzędę i stado owiec w garniturach temu, kto uwierzy w
              > młodego naukowca na stypendium w NASA dorabiającego kelnerowaniem w knajpie!

              A co ten koń zrzęda i stado owiec - nawet w garniturach od Armaniego - zmieni.
              Od ponad 20 tomów takie cudactwa nam się serwuje z apelem do pomieszczenia w wyobraźni.
              Ja już prędzej łyknęłabym tego kelnerującego Fryca, gdzieś na czarno, w peruce i z brodą dla kamuflażu, niż przemieszczającego się swobodnie po świecie Pyziaka w czasie trwania stanu wojennego, gdy zamknięto wszystkie granice, a z miasta do miasta można było przemieszczać się tylko za zgodą władz i ze specjalna przepustką. Dodatkowo jako bonus mogę dołożyć wiarę, że Fryc tak harował, żeby dla przyszłej rodziny walizkę dolarów przywieźć.
              A co do tej ciąży nieplanowanej to chyba było tak: wiadomo, że na Jeżycach w temacie antykoncepcji dozwolone są tylko metody naturalne. Bo wszelkie prezerwatywy i inne świństwa to większy grzech niż przedmałżeński seks! I Pyza przed zbliżeniem wszystko posprawdzała, dni płodne policzyła, wykresy namalowała a Fryc zweryfikował używając nawet suwaka logarytmicznego dla pewności. Jednego nie wzięli pod uwagę - zmiana klimatu. Przecież ten "akt strzelisty" gdzieś pod Toruniem się dokonał, a Pyza na zmiany klimatu musiała być nieuodporniona, skoro najdalej do Pobiedzisk wyjeżdżała. No raz przypadkiem aż pod Inowrocław dotarła i była mowa o szkolnej wycieczce do Włoch, ale nie pamiętam czy ta ekskursja doszła do skutku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka