Dodaj do ulubionych

Jeżycjada - pierwsze wstrząsy

15.08.16, 10:17
W kilku wątkach pojawia się motyw pierwszego wstrząsu – chwili, w której czytelnik zauważa, że coś tu jest baaardzo nie w porządku, nie może uwierzyć w to, co przeczytał, czuje się ogłuszony... Taki symboliczny początek Neo-Jeżycjady, który pamięta się nawet po wielu latach/tomach i który do dziś dzień wywołuje dreszcze obrzydzenia, zawodu lub złości.

W moim przypadku nastąpiło to dość wcześnie, bo w "Noelce", którą ogólnie uważam za jedną z lepszych części cyklu i do której chętnie wracam. Mimo to są w tej książce dwa fragmenty, które najchętniej wymazałabym z pamięci i które są dla mnie przykładem wmawiania czytelnikom, jak powinni postrzegać bohaterów i wydarzenia.

Scena pierwsza – Gaba stoi w drzwiach kuchni i obserwuje rodzinę. Ojciec, matka, rumiana Pyza i Laura –
"Leniwe, wdzięczne, smukłe stworzonko siedmioletnie o przewrotnym uśmieszku, ciemnych lokach i stalowych oczach swego ojca.
Aj! - Zabolało. Po ukłuciu w sercu Gabrysia poznała, że dotarła do właściwej przyczyny swego smutku."
W tym momencie pierwszy raz mną zatrzęsło. Gaba patrzy na córkę i automatycznie myśli o złym, zdradzieckim mężu, a serce kłuje... Innymi słowy – widok Laury (bo przy Pyzie skojarzeń nie ma) wywołuje u matki smutek i ból. Bo ma oczy Janusza. Serio?
Niestety scenka okazała się zwiastunem tego, w jaki sposób Gabrysia będzie patrzyła na Laurę w przyszłości. Otoczoną cieniem Janusza, uwarunkowaną pyziaczym dziedzictwem. Brrr.

Scena druga – reakcja Elki, kiedy dziewczyna dowiaduje się, że osobą, do której Grzegorz poszedł na wigilię, jest Gabriela. Słowa:
"Nie wiedziałam, co mam zrobić. Przecież ja mu urządziłam w południe awanturę o to, że idzie do jakiejś baby. Gdybym wiedziała, że to chodzi o Gabrysię!"
zabrzmiały w moich uszach (oczach? ;-) jak efekt prania mózgu. Najpierw przez x stron Autorka podkreślała, że Elka uważa Gabę za istotę wyższą – ciepłą, energiczną, wrażliwą, rozumiejącą, wspaniałą, cudowną matkę itd. A w finale ładuje takie stwierdzenie, bo przecież sam fakt, że to GABRYSIA wszystko zmienia! Gaba nie może postąpić źle, nie może kogoś skrzywdzić. Ba, nawet Grzegorz przestaje być w tym momencie winny, bo świętość Gaby nobilituje i jego uczynki.
Jak już pisałam w innych wątkach, zachowanie Grzegorza i Gabrysi przy okazji tej wigilii było paskudne. Ona nie powinna go zapraszać, wiedząc, że facet ma w domu nastoletnią córkę bez matki i dwóch starszych krewnych. On nie powinien tego zaproszenia przyjmować, zwłaszcza, że wigilia była dla Elki bardzo ważna. Kompletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem, a mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak. Podsumowując – prawie wszystko jest tu nie w porządku. Ale co z tego – przecież to Gabrysia! Czyli mamy chyba pierwszą sytuację, gdy Autorka nakazuje interpretować wydarzenia przez pryzmat bohaterów, a dokładniej – adautorskiego wyobrażenia bohaterów. Zachowanie, które obiektywnie jest złe, staje się akceptowalne tylko dlatego, że osobą "zachowującą się" jest odautorsko pozytywna Gabrysia.

Wyszło długo i z rozmachem, bo jak widać do dziś mam do tych scen stosunek emocjonalny ;-) Dla mnie na nich kończy się prawdziwa Jeżycjada. A jak to wygląda u innych czytelników?
Obserwuj wątek
    • animavillis Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 10:55
      U mnie wyglądało to tak, że pierwsze tomy Jeżycjady (od "Szóstej klepki" do "Kalamburki" włącznie) przeczytałam za jednym zamachem, w przeciągu jednych wakacji jako chyba dziesięciolatka. Potem nastąpiła długa przerwa aż do ukazania się "Języka Trolli". I właśnie ten tom, jako całość, nie jakiś szczególny jego fragment, jest dla mnie końcem "starej" Jeżycjady. Przede wszystkim, nie podobało mi się to, że chociaż na okładce jest Staszka, nie poznajemy jej myśli ani odczuć (a szkoda, bo to ciekawa postać), narratorem jest małoletni Józinek. Wydaje mi się, że tym samym przełamana została konwencja dość konsekwentnie podtrzymywana we wszystkich poprzednich tomach. Poza tym, już wtedy, w wieku wczesnonastoletnim nie podobał mi się wątek ciąży Róży i "ucieczki" Fryderyka oraz sposób przedstawienia Pyziaka. Do tej pory uważam, że JT to najmniej udany tom Jeżycjady, a szkoda, bo historia poważnie chorej dziewczyny, pochodzącej spoza klanu Borejków na dodatek, bez wątpienia miałaby potencjał...
      • buka_z_muminkow Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 21.08.16, 17:31
        ja podobnie. Za jednym zamachem przeczytałam wszystko do Imienin włącznie, potem w krótkim czasie wyszedł kolejny tom. Kalamburkę traktowałam jako spięcie klamrą całości i zakończenie cyklu. JT wyszedł dopiero w liceum, może byłam już na to "za stara" ;-) i nie odbierałam książki tak bezkrytycznie, jak poprzednich... ale miałam tez świadomość, że MM uległa naciskom fanów i napisała kolejny tom, mimo deklarowanego wcześniej zakończenia serii. JT nie podobała mi sie więc z 2 powodów: po pierwsze, czuć było, że jest napisana na siłę. Po drugie - ta ksiażka była taka... "zimna". Było w niej coś nieprzyjemnego i smutnego. Koleżanka ze szkolnej ławki miała podobny odbiór...
    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 11:51
      Pulpecja. Noelka mnie podirytowala (w tych momentach i z tych powodow, co Ciebie, plus jeszcze kilka innych - ten Slawek, ktory auto ustawia specjalnie z mysla o Idzie, ten trynd, ze swiat kreci sie wokol Borejkow), ale mnie juz BBB nie podobal sie. Niemniej to ciagle byla jezycjada.
      Od Pulpecji mamy borejczade, zadnych Jezyc i ich mieszkancow, swiat to Roosevelta 5 mieszkania 2. I Gabon jako punkt wyjscia i punkt odniesienia do wszystkiego, noc poslubna Idy i potem scena w kuchni, kiedy Ida skarzy sie na smarkate - reakcja Gabona, reakcja Pulpy - Ignac juz kreowany na herosa i wyrocznie - Mila zmieniajaca sie (zmieniona ?) w Milicje Kostuche - znikajace zwolna rodziny przyzenianych (w N mamy Zaczkow w komplecie, w P jest tylko Baltona u Borejkow, Wiesi dziewczyny syna przedstawiac nie trzeba, jej reakcja na plany zeniaczkowe syna jest nieistotna, mama Marka tez przestaje sie pojawiac na Roosevelta). Zadlawilam sie borejklanem i zatesknilam za innymi. A innych niet.
      • abdiasz Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.09.16, 22:45
        Zgadzam się z przedmówczynią - Pulpecja. Dzisiaj sobie odświeżyłem i znów walnęła mnie obuchem po łbie poniższa scena z kluczami.

        "Trudno było się spodziewać, by panna młoda nosiła pęk kluczy w jakimś zakamarku swego powiewnego stroju, w którym, nawiasem mówiąc, właśnie dygotała na wietrze, okryta li i jedynie narzuconą na ramiona pelerynką. Pogoda pogarszała się z każdą chwilą, goście drżeli i przytupywali, należało coś postanowić, ale Borejko, na którą zwracało się tyle par oczu należących do gości, niestety - także sąsiadów z niemal wszystkich pięter, nic jakoś wymyślić nie mogła. Miała ochotę płakać i tyle. Wiatr zapierał dech, zimne płatki zasypywały oczy, a mdlące uczucie koszmarnej porażki, takie samo jak we śnie, nie chciało jej opuścić. Przeciwnie. Rosło i rosło, utrwalając się na dobre.
        - Jak mógłbym ci pomóc, Milu? - zapytał bezradnie Ignacy Borejko, lecz żona rzuciła mu tylko bolesne spojrzenie. Nie miała dla niego żadnych wskazówek.
        - Wyłamię drzwi! - zaofiarowała się zrozpaczona Patrycja.
        Od śniegu, wiatru i łez winy twarz jej była czerwona i błyszcząca jak pomidor.
        - Głupia jesteś! - powiedziała mama Borejko, nagle wyprowadzona z równowagi.
        Powiedziało się to jej ostrzej, niż by chciała. Szczerze mówiąc - bardzo nawet ostro. Patrycja rzuciła matce spojrzenie pełne zdumienia i urazy. Marek, który właśnie odprawił taksówkę i teraz chował portfel, kuląc się pośród zamieci, odwrócił w zdumieniu głowę i spojrzał na swą teściową, jakby ją widział po raz pierwszy w życiu."

        Patrz, Marku, patrz. Oto Twoja teściowa. A, nawiasem mówiąc, Milencja nigdy Patrycji za te słowa nie przeprosiła.

        Inny diamencik z tej samej książki.

        "- Nie - rozumiem tylko - rzekł ojciec w zadumie - dlaczego Patrycja nie chce na mnie patrzeć. Być może, biedne dziecko, jest nadal w szoku. Co ona teraz robi?
        - Leży w łóżku - odparła Natalia. - Położyła się, jak tylko wróciliśmy do domu. Chyba śpi, w każdym razie leży odwrócona do ściany i nic nie mówi.
        - W tym wieku takie reakcje są już trochę dziwne - orzekła pani Pałysowa. - Ale Patrycja jest bardzo wrażliwa, prawda? Rodzina spojrzała po sobie z powątpiewaniem.
        - Dotychczas nie należała do szczególnie wrażliwych - podsumowała Ida tę wymianę spojrzeń.
        - Może jej po prostu zimno - skwitowała mama.
        I podała rodzinie deser."

        Nosz kurde bele, żeby w sumie obca kobieta, Monika, bardziej przejmowała się dziewczyną, z którą wyraźnie jest coś nie halo, niż jej rodzona matka i siostry... Nie, wtedy właśnie Jeżycjada straciła dla mnie urok. Ciepły dom Borejków. Brrr.
        • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.09.16, 23:14
          A mi się w Pulpecji nie podobało jedno - znaczy nie, nie jedno, ale to głównie. We wszystkich wcześniejszych książkach - bohaterka przechodziła jakąś przemianę, pod wpływem wydarzeń, uczuć się rozwijała, kształtowała, mogła zrozumieć swoje błędy i podjąć postanowienie poprawy [jak tam z realizacją postanowień to już nie wnikajmy]. A Pulpa nic. Na początku książki jest rozkapryszoną, pewną siebie, zarozumiałą egoistką - i dokładnie taka jest i na końcu. Ta książka [i jej bohaterka] nie mają dla mnie ŻADNEGO pozytywnego przesłania. Raczej wręcz odwrotnie: miej w zadku uczucia przyjaciół to tobie będzie fajnie. A przyjaciółka? Pies z nią tańcował, grunt, że JA mam to czego chciałam. A jak ona nie umie się cieszyć faktem, że świadomie wyrwałam faceta w którym była zakochana, to jest zawistna i fałszywa. Totalna pochwała egoizmu, egocentryzmu i lekceważenia wszystkiego poza "ego, mei, mihi, me, me...". Nie tego nas, czytelników, Jeżycjada uczyła...
          • abdiasz Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 00:10
            Prawda, Pulpecja nie zmienia się na lepsze. Ale jak dla mnie to akurat było dość realne, może niewychowawcze, ale bardzo prawdopodobne. Poznajemy ją jako zadufaną w sobie pannicę, która pod wpływem nieszczęśliwej miłości nabawia się rozstroju nerwowego. Rodzina jej nie wspiera, wręcz przeciwnie, w odwłoku ma jej problemy i wahania nastrojów. Tak więc, panie tego, i sama Pulpecja niesympatyczna, i bliskich ma paskudnych. Bardzo realistyczne. Ale ciepłe i miłe, to już nie.
            • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 07:03
              Ależ ja nie neguję, że jest bardzo liczne grono małoletnich egoistek, zadufanych w sobie i liczących się tylko z sobą! Ale żadnej nie nazwałabym "bohaterką pozytywną"! I to mnie w Pulpecji zatelepało - bohaterka nie musi być idealna, ba, nie powinna taka być! Ale bohaterka pozytywna, w książce dla młodych panienek - powinna dostrzec w sobie pewne wady. Całkiem inna byłaby sytuacja, gdyby tej cholernej idiotce przemknęło choć przez łeb, że jednak zrobiła świństwo - monstre przyjaciółce [Pulpunia "zauważa" atrakcyjność Baltony dopiero PO TYM, jak Romcia jej wyznała, że się w nim kocha, wcześniej był dla niej tylko kumplem z podwórka!] i nawet nie to, żeby zrezygnowała z chłopaka [życiowość!], ale żeby ZDAŁA SOBIE SPRAWĘ, że postąpiła paskudnie! Żeby nastąpiła jakaś [nawet nieudana!] próba naprawienia relacji z Romą, no, cokolwiek, co wykazałoby, że nie jest pustogłowym, zapatrzonym tylko w siebie potworkiem! Wsparcie rodziny B. też tak mniej więcej od Pulpecji właśnie zaczyna być mocno dyskusyjne...
              • abdiasz Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 10:09
                Toteż był właśnie dla mnie moment, w którym odautorskie deklaracje o misji wychowawczej literatury młodzieżowej poszły do piachu: p. Musierowicz w komentarzu przedstawia Borejków (w tym Patrycję) jako wspaniałych ludzi, natomiast w rzeczywistości zaczynają się oni ocierać o patologię. Ale przyznam bez bicia, gdyby nie ten słodki sosik cudowności Borejków, to byłaby jeszcze całkiem niezła powieść obyczajowa o młodej egoistce, która idzie sobie bezrefleksyjnie przez życie, bez jakiegokolwiek wsparcia swojej równie egoistycznej rodzinki. Nie ma pozytywnego zakończenia, chociaż p. Musierowicz bardzo się starała, żeby nam pomalować świat Borejków na różowo. Ale na tym obrzydliwym tynku nawet tona różu nie pomoże, zawsze coś wyjdzie. Przypomina mi się jej udana myśl z opium o przykrywaniu słonia kołderką - zawsze coś wychynie.
                • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 22:03
                  abdiasz napisał(a):

                  > Tgdyby
                  > nie ten słodki sosik cudowności Borejków, to byłaby jeszcze całkiem niezła powi
                  > eść obyczajowa o młodej egoistce, która idzie sobie bezrefleksyjnie przez życie
                  > , bez jakiegokolwiek wsparcia swojej równie egoistycznej rodzinki.

                  no właśnie, mamy taką przemianę w agresywnej, nieszanującej uczuć bliskich, niedoceniającej tego, co ma elce - choć akurat dla agresji i pretensji elki do świata znalazłoby się trochę okoliczności łagodzących (brak matki, nieobecny duchem - a za chwilę już w ogóle wdupiemający - ojciec), a u patrycji niekoniecznie.
              • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 14:07
                vi_san napisała:
                > nie powinna taka być! Ale bohaterka pozytywna, w książce dla młodych panienek
                > - powinna dostrzec w sobie pewne wady.
                Przemiana bohaterki akurat w tej książce nie wydaje mi się konieczna. Jestem w stanie zaakceptować, że to powieść o rozwoju miłości a nie postaci. :)

                > re przyjaciółce [Pulpunia "zauważa" atrakcyjność Baltony dopiero PO TYM, jak Ro
                > mcia jej wyznała, że się w nim kocha, wcześniej był dla niej tylko kumplem z po
                > dwórka!] i
                Nie mam przy sobie książki, więc nie sprawdzę, ale wydaje mi się, że to zaczęło się wcześniej i wyznanie Romy uświadamia Patrycji jej uczucia. Oczywiście Pulpecja odpycha od siebie tę świadomość, co Roma słusznie acz kąśliwie jej wytyka.

                >Żeby nastąpiła jakaś [nawet nieudana!] próba naprawienia relacji z Romą,
                Bardzo mi brakuje takiej sceny. I w dodatku jakiś głupi nagły ślub Romy, który wymyśliła autorka też psuje książkę.

                "Noelka" i "Pulpecja" są ostatnimi tomami mimo swoich olbrzymich wad dającymi się mimo irytacji czytać z przyjemnością jako taką.
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 14:19

                  > Przemiana bohaterki akurat w tej książce nie wydaje mi się konieczna. Jestem w
                  > stanie zaakceptować, że to powieść o rozwoju miłości a nie postaci. :)


                  Mowa o Patrycji w Pulpecji, ale jak sie zastanowic, to inne postacie jezycjady (neo) tez sie nie rozwijaja. Zmieniaja sie, tak, ale zeby to zakwalifikowac jako rozwoj...mam opory. Silne. Bardzo silne.
                • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 20:11
                  Galene - ja się nie upieram przy "przemianie" Pulpy. Ja bym tylko nieśmiało oczekiwała, że w książce "z zacięciem dydaktyczno - moralizatorskim" [a takowe u MM jest nader silne, nawet jeśli w Jeżycjadzie podawane w fajnym "sosie"] - bohaterka POZYTYWNA, nie będzie zapatrzoną w czubek własnego kinola pustą niunią, mająca głęboko w zadku uczucia wszystkich poza sobą samą. A jeśli już taka bohaterka się pojawia, bo tak sobie pani autorka wymyśliła - to, na Zeusa, niechże to będzie nazwane po imieniu, a nie sprzedawane jako zalety! Nie miałabym zastrzeżeń, gdyby autorka oceniła i opisała, że Patrycja miała Romę i jej uczucia głęboko w Rowie Mariańskim, bo jest potworną egoistką, o czym dobitnie świadczy to, to i jeszcze tamto. Ale nie! Mamy tylko, że Patunia się zakochała, odkrywszy to zakochanie dopiero PO wyznaniu Romy [!!!] a ta paskudna brzydula w lenonkach, fałszywa przyjaciółka nie umie się cieszyć jej szczęściem tylko pretensje jakieś ma i zastrzeżenia zgłasza... Doprawdy, zaskakujące, że młoda Kowalikówna nie ma ochoty nawet napluć na buty klabzdrze, która wzięła się za faceta tuż po tym jak [podobno] przyjaciółka wyznała jej swoje uczucie do tegoż... I, owszem, uważam "Pulpecję" za książkę bardzo dobrze pokazującą kryzys takiej "letniej" przyjaźni między dziewczynami i rozkwit uczucia jednej = porażkę uczuciową drugiej. Tylko zabrakło mi odautorskiego komentarza, w książce, podkreślę, adresowanej do nastoletniego targetu, że to NIE JEST postawa pozytywna. Że pozytywne byłoby, gdyby nawet ta debilna Pulpa Baltonę wzięła, de facto Roma szans nie miała i tyle, ale żeby pod tymi blond loczkami przemknął ślad myśli, że zrobiła kumpeli świństwo. Żeby choć spróbowała jakoś się sama przed sobą usprawiedliwić. Żeby zauważyła, że oprócz jej własnego tyłeczka są też inni ludzie, w tym i tacy, których potraktowała po chamsku dla własnej rozrywki. Tymczasem nic - mamy śliczną, słodką Patunię, zakochaną w Fijole i nic, null, zero refleksji. Zero komentarza odautorskiego. Zero wskazania, że tak nie jest fajnie.
                  Noelkę lubię, pomimo wad, Pulpecję w sumie też, ale, jak mówię, to właśnie przy Pulpecji miałam pierwszy taki wrzask w duszy "Ale zaraz! Co to ma być?!?!?!" Przy Noelce tylko mi cicho zęby zgrzytały - w niektórych momentach.
                  • ciotka_scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 13:39
                    > Mamy tylko, że Patunia się zakochała, odkrywszy to zakochanie dopiero PO wyznaniu Romy [!!!]

                    Nie rozumiem zupełnie, skąd to zgorszenie, dodatkowo zaakcentowane wykrzyknikami, że odkryła to dopiero PO wyznaniu Romy. W tym jest coś dziwnego? Uważam za absolutnie normalny i dość często spotykany w przyrodzie fakt, że uświadamiamy sobie, jak bardzo nam na czymś/na kimś zależy, dopiero wtedy, gdy zainteresowanie zgłosi ktoś inny. Nawiasem mówiąc, na takim schemacie oparta jest spora liczba filmów i książek.
                    • ewa9717 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 13:53
                      ciotka_scholastyka napisała:
                      Uważam za a
                      > bsolutnie normalny i dość często spotykany w przyrodzie fakt, że uświadamiamy s
                      > obie, jak bardzo nam na czymś/na kimś zależy, dopiero wtedy, gdy zainteresowani
                      > e zgłosi ktoś inny. Nawiasem mówiąc, na takim schemacie oparta jest spora liczb
                      > a filmów i książek.
                      No ale to wcale nie zmienia faktu, ze Patunia zachowała się podle. Chłopak/mąż koleżanki, a co dopiero przyjaciółki jest nietykalny! I nie to, ze ja święta i mezozoik z poprzedniej epoki. Nie miałam nic naprzeciwko dla zartu wyjęcia chłopaka jakiejś niezbyt lubianej dziwie, ale zrobić takie świństwo przyjaciółce? W życiu!
                      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 14:45
                        ewa9717 napisała:


                        > No ale to wcale nie zmienia faktu, ze Patunia zachowała się podle. Chłopak/mąż
                        > koleżanki, a co dopiero przyjaciółki jest nietykalny! I nie to, ze ja święta i
                        > mezozoik z poprzedniej epoki. Nie miałam nic naprzeciwko dla zartu wyjęcia chło
                        > paka jakiejś niezbyt lubianej dziwie, ale zrobić takie świństwo przyjaciółce? W
                        > życiu!


                        Co prawda Baltona chlopakiem Romy nie byl, choc krecil sie (jak kolo kazdej), a to sie z dziobem pchal, a to do kina, na Sylwestra...
                        ... ale Roma powiedziala otwartym tekstem, ze jej na nim zalezy, a Patunia swego juz uswiadomionego zainteresowania wypiera sie jak zaba blota, malo z tym, ma pretensje do przyjaciolki, ze tamta jej to uswiadomila. I potem pretensje do Romy, ze stosunki sie rozluznily. Do siebie zadnych. I zero zainteresowania sprawami jedynej przyjaciolki. I zero refleksji, kiedy ta stala sie byla przyjaciolka.
                        • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 15:37
                          tt-tka napisała:

                          > ... ale Roma powiedziala otwartym tekstem, ze jej na nim zalezy, a Patunia sweg
                          > o juz uswiadomionego zainteresowania wypiera sie jak zaba blota, malo z tym, ma
                          > pretensje do przyjaciolki, ze tamta jej to uswiadomila. I potem pretensje do R
                          > omy, ze stosunki sie rozluznily.

                          Bo ona bardzo, ale to bardzo nie chce być zakochana w Baltonie, ani jak twierdzi w nikim innym. To wiarygodnie przedstawiona scena. Zdenerwowana Roma, która stawia sprawę jasno i Patrycja, która nie jest w stanie prawdy o swoich uczuciach przyjąć. I wydaje mi się, że rozwój uczucia to delikatna sprawa i rozumiem, że w tym momencie Patrycja nie była gotowa na konfrontacje. Ją to za bardzo przerażało.
                          Mam pretensje do autorki, że nie odbyła się rozmowa przyjaciółek pod koniec książki, gdy sprawy sercowe już się ułożyły. Choćby miała być tylko zasygnalizowana, tak jak rozmowa Aurelii z Kreską w innym tomie. Albo skoro przyjaźń już nie była możliwa to chociaż rozstanie się z szacunkiem, takie jak Maćka i Jacka.

                          > I potem pretensje do Romy, ze stosunki sie rozluznily.

                          Chyba żal bardziej niż pretensje. Tak chyba wynika z sceny u fotografa. I jeszcze poczucie bezradności.
                          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 15:50
                            galene_ra napisała:


                            >
                            > Bo ona bardzo, ale to bardzo nie chce być zakochana w Baltonie, ani jak twierdz
                            > i w nikim innym. To wiarygodnie przedstawiona scena. Zdenerwowana Roma, która s
                            > tawia sprawę jasno i Patrycja, która nie jest w stanie prawdy o swoich uczuciac
                            > h przyjąć. I wydaje mi się, że rozwój uczucia to delikatna sprawa i rozumiem, ż
                            > e w tym momencie Patrycja nie była gotowa na konfrontacje. Ją to za bardzo prze
                            > rażało.
                            > Mam pretensje do autorki, że nie odbyła się rozmowa przyjaciółek pod koniec ksi
                            > ążki, gdy sprawy sercowe już się ułożyły. Choćby miała być tylko zasygnalizowan
                            > a, tak jak rozmowa Aurelii z Kreską w innym tomie. Albo skoro przyjaźń już nie
                            > była możliwa to chociaż rozstanie się z szacunkiem, takie jak Maćka i Jacka.

                            Totez wlasnie. Roma zniknela z zycia Patrycji, jakby jej nigdy nie bylo. Zero kontaktu, tylko paskudne komentarze do fotek na NK. Przestala byc potrzebna/przydatna.


                            > > I potem pretensje do Romy, ze stosunki sie rozluznily.
                            >
                            > Chyba żal bardziej niż pretensje. Tak chyba wynika z sceny u fotografa. I jeszc
                            > ze poczucie bezradności.

                            Moze i zal, ale ja to odebralam jako zal do Romy, a nie do losu (pozniejsze sceny, nie ta u fotografa). To Roma sie nie odzywa, nie zagaduje, wlecze sie ze smetna mina, kiedy Patrysi jest wesolo, to Roma wyjezdza tak nie w pore i Patrycja glupio wpada.
                            Roma tez sie nie starala odbudowac niczego, ale ja rozumiem - poczula sie przez przyjaciolke oszukana. Nie bez podstaw.
                            I w ogole mam wrazenie, ze ta przyjazn byla dosc jednostronna - Pulpa przypomina sobie dowody przyjazni Romy, lojalnosci Romy i tak dalej. Swoich wobec Romy nie.
                            • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 08:56
                              A ja tam nawet i takiego żalu do Romy nie widzę... Raczej coś w rodzaju niewyrażonej głośno wymówki, że czort wie czemu nie chce/nie umie cieszyć się szczęściem Patuni. No, mam takie wrażenie, że gdyby to opisywano Gabona usty, to by padło coś w rodzaju: "Ta Roma, zawsze udawała przyjaciółkę naszego Pulpecika, ale jak tylko Patrycja zaczęła sobie życie układać z ukochanym to wyszło szydło z worka - zawiść, zazdrość i w ogóle wredny charakter". Nie przyjmując do wiadomości, że to Patrycja była niejednokrotnie nielojalna, że to Patrycja "zakręcona" uczuciem o przyjaciółce zapomniała, że to Patrycja w końcu, w pełni świadomie , wzięła się za chłopaka, na którym przyjaciółce zależało... Tak, jak z tym Sławkiem, który, oczywiście, demonstruje Idzie cokolwiek parkując auto. Parkuje tylko na złość Idusi. Sam fakt, że coś takiego Gabie za dzielną grzywką powstało świadczy, że państwo B. mają przerost formy nad treścią i o tym, że kompletnie nie dostrzegają "reszty świata" - zapewne gdyby Sławek przyjechał ze swoją szwedzką dziewczyną - zrobiłby to też "Idzie na złość" a nie dlatego, że myśli i pamiątki po rudym pawianie już dawno wyrzucił do śmieci i po prostu szczęśliwie układa sobie życie z kimś innym i chce tą osobę przedstawić SWOIM bliskim...
                              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 11:01
                                Rodzina B. zdecydowanie ma przerost :)
                                jest taka scenka w P, gdy Patysia idzie korytarzem i drwi glosno z adoratora ktory sie Kolo niej placze, za nia suna kolezanki duszace sie ze smiechu i zachwycone sytuacja, a na koncu wlecze sie posepna, niezadowolona Roma. Zawistnica jedna.
                                A pamietacie NiN ? Aniela z nagla, z dnia na dzien zostaje zaskoczona wiadomoscia, ze trzy osoby zwalaja jej sie na kark i ma po nie wyjechac do Gdyni (10-, 13- i 24-latka ! nie staruszka chwiejaca sie o dwoch laskach i nie niemowle !), jedzie, nikogo nie ma, wiec dzwoni do Gabona, referuje i co slyszy ? "dobra, dobra, przestan nawijac" - mowi uprzejmie Ida. Nawet nikt nie przeprosil za fatyge...
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 12:23
                                    gat45 napisała:

                                    > Przypomnijcie mi, proszę : czy po "Pulpecji" rodzina B. dalej korzysta z usług
                                    > doktora Kowalika ? Ot tak, na każdy gwizdek ? I na 99% za bezdurno ?

                                    A wiesz, nie pamietam... tzn nie pamietam konkretnej sceny, natomiast wzmianki o zaprzyjaznionym lekarzu, od zawsze domowym lekarzu itp pojawialy sie z pewnoscia. Jak bede przgladac i znajde, to wrzuce.
                                    Na pewno do Kowalika ida w JT, ale to do szpitala, bo on dyzuruje (innych lekarzy wszak w Poznaniu nie ma, doktorostwo Palysostwo na sylwka poszli).
                                    A, i jak Kreska rodzi, to tez dzwoni sie po Kowalika i on przylatuje, choc ginekologiem poloznikiem nie jest.
                                    • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 14:07
                                      sanciasancia napisała:
                                      >pytanie o homo sapiens.
                                      Takąż właśnie sondę uliczną wyemitowała kiedyś radiowa Trójka, tylko pytanie dotyczyło "kogoś z rodziny". Jedna z odpowiedzi brzmiała "nie, nie wyparlibyśmy się, w końcu to rodzina...ale dziadkowi byśmy nie powiedzieli."

                                      A można było wysłać kogoś na ulicę z mikrofonem, albo zrobić sondaż na jakimś forum w necie, na dowolnie wybrany temat. Odpowiedzi są zachwycające. Osobiście, tymi ręcami robiłam sondę "czy wierzy pan/pani w przesądy, jeśli tak to w jakie?" Padały oczywiście przykłady czarnego kota, kominiarza, czterolistnej koniczynki, piątku trzynastego.... i na koniec trafił mi się pan, który z mocą oświadczył: nie wierzę w przesądy, bo to przynosi pecha! :)
                                      • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 15:51
                                        Wiesz, co, dalej mi się ta scena nie podoba. Po pierwsze trochę trudno mi uwierzyć, że w Poznaniu przepytano na ulicy kilka osób i żadna nie wiedziała co to homo sapiens. Po drugie scena służy do pokazania sytuacji "my", kulturalni i oświeceni, kontra "oni", dzicz, co raz, że się z duchem dotychczasowych powieści kłóci, a dwa zarysowanie jest grubą kreską.
                                        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 16:36
                                          sanciasancia napisała:

                                          > Wiesz, co, dalej mi się ta scena nie podoba. Po pierwsze trochę trudno mi uwier
                                          > zyć, że w Poznaniu przepytano na ulicy kilka osób i żadna nie wiedziała co to h
                                          > omo sapiens. Po drugie scena służy do pokazania sytuacji "my", kulturalni i ośw
                                          > ieceni, kontra "oni", dzicz, co raz, że się z duchem dotychczasowych powieści k
                                          > łóci, a dwa zarysowanie jest grubą kreską.

                                          Wlasnie, wlasnie. Dotatkowo ta dzicz jest kolorowo ubrana, umalowana i zaopatrzona w luksusowe dobra. W przeciwienstwie do slachetnie ubogich Borejkow i Bernarda, wyjatkowo odzianego w czarny plaszcz.
                                          >
                                          >
                                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 14.12.16, 15:11
                                      Sprawdzilam. Wezwanie do rodzacej Kreski sie nie liczy, bo to czas, gdy Roma i Pulpa jeszcze sie, hm, przyjaznia. Ale mamy JT, 13 lat pozniej. Jozwa z zarowka w gebie "podszedl do telefonu, podniosl sluchawke i podal ja babci (...) Babi (...) wykrecila z pamieci numer doktora Kowalika. Numer ten wybierano ZAWSZE (podk. moje), kiedy w domu zdarzalo sie cos naglego, groznego czy chocby tylko groteskowego, a rodzicow Jozinka nie bylo akurat w poblizu. Czyli CZESTO (podk. moje)"

                                      Rodzina B. nadal korzysta. Do roku 2004 co najmniej. Na kazdy gwizdek. I na 99,9% za bezdurno.
                              • potworia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 12:04
                                Ale Roma nie miałaby jak "cieszyć się szczęściem Patuni" bo w chwili, gdy Patrycja i Baltona finalnie przełamali lody, Roma jest już gdzie indziej i zaręczona.
                                Poza tym Patrycja nie "wzięła się za chłopaka, na którym przyjaciólce zależało", bo cała książka traktuje o tym jak wypiera, zaprzecza i próbuje zlekceważyć coraz bardziej beznadziejne w nim zakochanie.
                                Pulpecja to jedna z moich ulubionych książek w serii. Przenikliwa, gorzka, mimo happy endu boleśnie realistyczna. Żadnego moralizatorstwa tam nie widzę. Ani gloryfikacji Patrycji ani bynajmniej potępienia Romy (uwielbiam, liczyłam na jej własny tom).
                                • mamuka_z_boru Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 14:06

                                  > Ani gloryfikacji Patrycji ani bynajmniej potępienia Romy (uwielbiam, liczyłam na jej
                                  > własny tom).

                                  Buko dzięki, że się nie doczekaliśmy. Mielibyśmy serwowane refleksje Romy, jaka to ona brzydka, zazdrosna i w lenonkach, ale na szczęście otwarta i miła rodzina Borejków jej to wybacza. I że tylko oni ją rozumieją, bo przecież nie rodzice-materialiści. I że jak niedajbuko Mila z Ignacym umrą, to jakby straciła rodziców... Itp. itd.
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 15:11
                                    Jakie tam refleksje, agresywnie umalowana i glosno /a bodaj nawet wyzywajaco/ smiejaca sie jest z definicji niezdolna do refleksji. Choc i bezrefleksyjnie zrozumialaby, ze z pryszczykami (Patrycja miala olsniewajaca cere), mocnym makijazem (Patrycja nie musiala sie malowac) i czarnym dowcipem zamiast niewymuszonej erudycji (w postaci lacinskich cytatow) nie miala szans i powinna lapac sie za pierwszego, ktory sie nawinie i nie ucieknie, a nie wybierac wedle wlasnego gustu i uznania.
                                    Od kiedy Roma czyta "Toksycznych rodzicow", wiadomo, ze nie ma dla niej nadziei. A odrodzic sie w cieple borejkowskim nie chciala, glupia, na Roosevelta nie chodzila, to i szczescie jej przysluguje co najwyzej trzeciej kategorii.
                                    Jak dobrze, ze MM nie miala na Rome pomyslu...
                                    • guineapigs Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 19:42
                                      100 na 100!!!! Pamiętasz oczywiście metamorfozy Idy: 1. - IS: biedne, zakompleksione stworzenie po kilku maminych radach, odzianiu się w ładne sukienki i z nową, twarzową fryzurką (zrobioną co prawda po amatorsku, ale jednak) zdobyła wymarzonego chłopaka. 2. Potem, w dalszych tomach, wyrosła z niej prawdziwa seksbomba z wybitnym biustem (o ile mię pamięć nie myli, jakoś to było wspomniane).
                                      Oczywiście inteligencja Idy była od początku niepodważalna.
                                      To przykre, że z Romy MM zrobiła taką 'nierokującą'. Nieładną, głupio ubraną i umalowaną, nieciekawą jako osoba. Przy dorodnych i inteligentnych Borejkównach i Pyziakównach Roma Kowalik wypada bardzo, bardzo słabo.
                                      W zasadzie jest to chyba jedyna dziewczyna, której MM nie daje żadnych szans na to, by ją postrzegać jako atrakcyjną. Pomijając już nawet Borejkóny i Pyziakówny. Każda inna niz Roma dziewczyna 'coś w sobie ma'. Cesia uważą się za brzydką - a Hajduk i brodacz widzą ją jako atrakcyjną, nie wspominając o tym, że własny ojciec - co niejako oczywiste, ale jednak wydaje się naprawdę obiektywne - widzi Cesię jako pycho zdrowe, rózowe czy jakos tak, ale na pewno brzmi to atrakcyjnie. Do tego Cesia ma zamiłowanie do pediatrii. Julia jest piekna acz leniwa, Danka piękna i tajemnicza choć tez leniwa ale pisze wiersze i udziela się w kółku teatralnym, Kreska - nie wiemy, czy piękna ale na pewno ładna, do tego interesująca osobowość, inteligencja, zdolności plastyczne. Nawet opisywana jako nieatrakcyjna wizualnie Arabella (nawet Robrojek nie udaje, że ma piękną córkę) jest świetną dziewczyną, zdolną uczennicą, dobrą ogrodniczką i tzw. handymenem w jednym, wszyscy ją lubią, Czarek się w niej zakochuje (Mery Sue w wydaniu Posen). Nawet niby nieładna Aurelia jest jednak opisana jako 'o ciekawej urodzie' czy jakoś tak (czyli nie musisz być barbie by być ładna, widzę tu typ urody Kayah czy J. Steczkowskiej), no i - UCZYCIELKA.
                                      A Roma - nic, po prostu nic. Złapała lekarza (w domyśle: dzięki ojcu), wybyła za granicę, i już. Zero dobrego słowa, nic. A taka rozgarnięta dziewuszka z niej była w Kłamczusze.
                                      Nawet Lonia się przeistoczyła w atrakcyjną kobietę.
                                      Naprawdę, jakbym umiała pisać fanfiki, to wysłałabym Romę na jakiś casting, gdzie fotograf uznałby, że jej chuda twarz świetnie pasuje kamerze, że jest niesamowicie plastyczna i dzięki odpowiedniemu oswietleniu i ujęciu Roma może reklamowac i erotyczną bieliznę i nowoczesne wiertarki. Potem by się okazało, że po lekturze 'toksycznych rodziców' Roma zainteresowała sie psychologią, potem psychiatrią, i na koniec zrobiłaby doktorat ..... Ale ale, ktoś już to przed toba, kochana Guineapigs, napisał w wątku!!!! Nie kopiuj cudzych pomysłów!!!
                                      Tak, MM zrobiła cos naprawdę bardzo przykrego za pomocą Romy.
                                      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 20:04
                                        Za pomoca Romy MM dala do zrozumienia, ze dla dziewczyny, ktora osmieli sie ulokowac uczucia w wybranku Borejkowny, zle sie to skonczy. Borejkowny, nawet tylko czesciowe, sa bezkonkurencyjne, po prostu.
                                        I zadna z nich nie tylko nie wygrywa rywalizacji, ale nawet nie ma okazji rywalizowac. Nigdy zadna baba sie wokol ich chlopa/chlopa in spe nie peta.
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.12.16, 16:00
                                    mamuka_z_boru napisała:


                                    > Buko dzięki, że się nie doczekaliśmy. Mielibyśmy serwowane refleksje Romy, jaka
                                    > to ona brzydka, zazdrosna i w lenonkach, ale na szczęście otwarta i miła rodzi
                                    > na Borejków jej to wybacza. I że tylko oni ją rozumieją, bo przecież nie rodzic
                                    > e-materialiści. I że jak niedajbuko Mila z Ignacym umrą, to jakby straciła rodz
                                    > iców... Itp. itd.


                                    Wlasnie. Jak Strybeusz. Ojciec mu umarl, coz, normalna rzecz, ale jak sie tesciom zejdzie, to strata bedzie niepowetowana. I jemu juz teraz, kiedy oboje zywi, serce sciska sie bolesnie na sama mysl. Tfu.
                                • zla.m Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.12.16, 22:34
                                  potworia napisał(a):

                                  > Poza tym Patrycja nie "wzięła się za chłopaka, na którym przyjaciólce zależało"
                                  > , bo cała książka traktuje o tym jak wypiera, zaprzecza i próbuje zlekceważyć c
                                  > oraz bardziej beznadziejne w nim zakochanie.

                                  Problem polega na tym, że Patrycja nie chce być zakochaną w Baltonie, bo nie podoba jej się, że on ma na nią taki wpływ, że ma nad nią władzę. Pulpa dotychczas robiąca co chce z zakochanymi chłopakami, nie chce być teraz tą stroną zabiegającą, pewnie się podświadomie boi, że ktoś ją potraktuje tak, jak ona Marcelka na przykład (i szkoda, że jej się to nie zdarza). Ona w ogóle nie ma wyrzutów sumienia, że podrywa chłopaka, na którym jej przyjaciółce zależy, ma tylko do Romy pretensję, że to wyznała. Czemu? Ano temu, że gdzieś tam jednak czuje, że nie powinna się chłopakiem "zaklepanym" przez przyjaciółkę interesować. Ale jest zbyt egoistyczna i żadna z niej przyjaciółka, więc poza chwilową złością na Romę, nie bierze jej istnienia pod uwagę.

                                  Jak pamiętam lata liceum, to fakt, że chłopak interesował się Kasią a nie Basię, nie miał żadnego znaczenia ;-) Jeżeli Basia go "zaklepała", to Kasia miała moralny obowiązek wysłania go na drzewo, gdy proponował randkę. Oczywiście, nie zawsze to działało, ale jednak, takie były niepisane reguły... Może dlatego, że tak naprawdę wiedziałyśmy, że chłopak jest na trochę, a przyjaźń - na długo. Owszem, nie upieram się, że to była reguła zawsze i wszędzie. Ale jednak sądzę, że dość powszechna.
                                  • przymrozki Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.07.19, 22:18
                                    zla.m napisała:

                                    > Ona w ogóle nie ma wyrzutów
                                    > sumienia, że podrywa chłopaka, na którym jej przyjaciółce zależy, ma tylko do
                                    > Romy pretensję, że to wyznała.

                                    No nie, to nie było tak. Patrycja i Roma, między innymi przez Baltonę, ale też z powodu ogólnego powodzenia Patrycji i zazdrości Romy, oddaliły się od siebie, jakoś gorzej im się rozmawiało. Wiemy, że martwiło to przynajmniej Pulpę. W chwili rozluźnienia, kiedy już wydawało się, że jest lepiej, dziewczyny rozmawiają sobie o wadach Baltony raźno zmierzając do puenty "szkoda naszej przyjaźni na takie byle co jak Florian Górski". I wtedy Roma wykonuje zaskakującą woltę, wyznaje, że jej na Florku zależy. Patrycja, co widzimy z jej punktu widzenia, czuje się wyprowadzona w pole - Roma wrobiła ją w wyznanie typu "wolę ciebie niż Baltonę" sugerując coś w rodzaju wzajemnego paktu, a potem okazało się, że Kowalikównie wcale nie zależało na przyjaciółce, tylko na wykoszeniu konkurencji w wyścigu o parę spodni.

                                    A czy Roma w ogóle mogła "zaklepać" Baltonę? Rozumiem, gdyby on był jej chłopakiem albo przynajmniej wszystko w tym kierunku zmierzało. Ale w takiej sytuacji? Florek latał za Patrycją, Patrycja, choć jeszcze o tym tak do końca nie wiedziała, też go kochała. Nie jestem pewna, czy przyjaźń łączy się z prawem rozbijania takiego tlącego się uczucia, "bo tak".
                            • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 23:18
                              tt-tka napisała:
                              > Moze i zal, ale ja to odebralam jako zal do Romy, a nie do losu (pozniejsze sce
                              > ny, nie ta u fotografa). To Roma sie nie odzywa, nie zagaduje, wlecze sie ze sm
                              > etna mina, kiedy Patrysi jest wesolo, to Roma wyjezdza tak nie w pore i Patrycj
                              > a glupio wpada.

                              Ja jednak będę się upierać, że to jest żal do losu. A w późniejszych scenach udawanie przed sobą, że nic się nie stało. Kiedy już się nie da udawać następuje psychiczne załamanie.
                              Gdy Roma wyjeżdża a Pulpecja kłamie to w ogóle nie widzę żalu, złości do przyjaciółki tylko ogromne zażenowanie wpadką.

                              > Roma tez sie nie starala odbudowac niczego, ale ja rozumiem - poczula sie przez
                              > przyjaciolke oszukana. Nie bez podstaw.

                              Też mi się postawa Romy wydaje w pełni uzasadniona. To Patrycja powinna wykonać pierwszy krok.

                              > I w ogole mam wrazenie, ze ta przyjazn byla dosc jednostronna - Pulpa przypomin
                              > a sobie dowody przyjazni Romy, lojalnosci Romy i tak dalej. Swoich wobec Romy n
                              > ie

                              Może rzeczywiście jednostronna a może to tylko wrażenie wynikające z sytuacji. Patrycja przypomina sobie dowody przyjaźni Romy, gdy ta jest skrzywdzona i to także niechcący przez Pulpecję. Wtedy raczej myśli się o tym, co przyjaciółka zrobiła dla nas, niż co my zrobiłyśmy dla niej.
                      • ciotka_scholastyka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 17:38
                        > No ale to wcale nie zmienia faktu, ze Patunia zachowała się podle.

                        Jeszcze raz - chodziło mi wyłącznie o: "Nie rozumiem zupełnie, skąd to zgorszenie, dodatkowo zaakcentowane wykrzyknikami, że odkryła to dopiero PO wyznaniu Romy."

                        Reszty posta się NIE CZEPIAM.

                        PS Baltona nie był chłopakiem Romy, że zauważę, i ani myślał być, z tego co wiemy.
                        • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 21:11
                          A ktoś twierdził, że Baltona się w Romie skrycie kochał? Bo nie zauważyłam... Zdaje się, że dla wszystkich jest jasne, że Roma szans nie miała żadnych u tego właśnie chłopaka - ani to pierwsza ani ostatnia taka historia. I ani to pierwsza, ani ostatnia historia, że ładniejsza przyjaciółka bez skrupułów sobie tegoż chłopaka bierze - bo może.
                          Czepiłaś się wykrzykników - ok. No to bez podkreślenia [acz nadal uważam, że pannica, która PO takim wyznaniu przyjaciółki "nagle" odkrywa w sobie pokłady uczucia do tego właśnie chłopaka - to sucz nieziemska] i bez wykrzykników. Bo zasadniczo do wyznania Romci - Baltona był dla słodkiej Patuni kumplem z dzieciństwa, tylko i li. I tak, uważam, że postąpiła podle. I uważam za jedną z największych i najpoważniejszych "wpadek" MM nie nazwanie tego po imieniu - czyli nie napisanie, że tak bywa, że to życiowe i do bólu częste - ale na pewno nie w porządku. Bo u MM - Patunia jest słodka jak śpiączka cukrzycowa, milusia i szczęśliwa, a ta paskudna brzydula Romcia okazuje się być zawistnym padalcem, który nie umie docenić wspaniałości Borejkówny. No, kurczę, jakoś ja też nie umiem. I o ile książkę "Pulpecja" - lubię, właśnie z życiowość, o tyle kreowanej na BOHATERKĘ POZYTYWNĄ Patuni - nie czorta polubić nie mogę.
                          • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 21:49
                            vi_san napisała:

                            nadal uważam, że pa
                            > nnica, która PO takim wyznaniu przyjaciółki "nagle" odkrywa w sobie pokłady ucz
                            > ucia do tego właśnie chłopaka - to sucz nieziemska

                            emma też odkryła w sobie pokłady uczuć do pana knightleya dopiero po wyznaniu harriet... czy nagle jane austen potępia swoja bohaterkę, dla które przedtem ma sporo wyrozumiałości?

                            Bo u MM - Patunia jest słodka jak śpiączka cukrzycowa, milusia i szczęśliw
                            > a, a ta paskudna brzydula Romcia okazuje się być zawistnym padalcem, który nie
                            > umie docenić wspaniałości Borejkówny. No, kurczę, jakoś ja też nie umiem.

                            a tu się akurat zgadzam - świństwem jest to, jak pani MM potraktowała romę i jak pozwala ją traktować borejkom w kolejnych tomach (te odstające uszy). roma zasługiwała i na zrozumienie, i na współczucie, i na autorskie wsparcie, a nie na kretyński myk z młodym lekarzem jak diabeł z pudełka.

                            I o i
                            > le książkę "Pulpecja" - lubię, właśnie z życiowość, o tyle kreowanej na BOHATER
                            > KĘ POZYTYWNĄ Patuni - nie czorta polubić nie mogę.

                            a mnie patrycja irytuje całościowo, że akurat o ten numer z baltoną nie mam większych od tej irytacji pretensji (pomijając już to, że w ogóle nie rozumiem tych ochów, achów i kultu, jakim na forum baltona ze swym dziubkiem jest powszechnie otoczony - więc może trochę dla mnie trafił swój na swego i bóg z nimi?)
                            • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 23:06
                              Kkokos - mi nie chodzi o potępienie Patrycji! Takie rzeczy zdarzały się jak świat światem i są NORMALNE, zwłaszcza w przypadku "letniej" przyjaźni [bo pierw należałoby się zastanowić, czy to co łączy Patrycję i Romę to na serio PRZYJAŹŃ?]. Zauważ też, że 1. czasy były jakieś inne wówczas, 2. Hariett miała jakieś tam powody przypuszczać, że nie jest Jerzemu zupełnie obojętna [ten taniec po tym jak ją ta wredna żona pastora ośmieszyła], 3. Jane Austen jednak tą biedną Hariett "wydaje" szczęśliwie za mąż za "odpowiedniego" dla niej mężczyznę. No i jakoś "Emmę" czytałam ze sto lat temu z okładem, ale miałam wrażenie, że autorka nie gloryfikuje swojej bohaterki? Podkreślę, że to tylko moje wrażenie, ale odebrałam, iż J.A. ocenia Emmę jako zadufaną w sobie, ponad miarę pewną siebie i dość apodyktyczną? Mogę się mylić, ale takie miałam odczucia czytając...
                              Uh... Po Pulpecji [zanim się pokazały kolejne "idylliczne" tomy to mi się marzyło, żeby za kilka lat się okazało, że Baltona jak był "harleyowcem" tak pozostał, tylko od nadmiaru piwa i koncertów "muzyki metalicznej" mu się odpowiedzialność za rodzinę skurczyła do zera - i miałam taką wizję: Pulpa, zaniedbana, zaharowana, żeby dom utrzymać, z trójką przychówku spotyka gdzieś w parku Romę - zaczynają rozmawiać, tak normalnie, typu "co u ciebie" no i tu clou imprezy" Pulpa maturę jakoś doskrobała, ale to wszystko, mieszkają kątem na zapleczu kwiaciarni, w której Baltona przestał być udziałowcem a jest tylko pracownikiem, tak jak i sama Patrycja, troje dzieci, czwarte w drodze... No a Roma, związawszy się z młodym a obiecującym lekarzem poszła na medycynę [nie wiemy nic o jej predyspozycjach, więc nie ma mowy o mężologii stosowanej], skończyła studia, jej mąż jest chirurgiem, ona zajęła się np. bariatrią, ma sukcesy, była na stażach w Australii, Japonii i USA, owszem, mają dwoje dzieci, zastanawiali się nad wykupieniem dawnej willi, ale uznali, że szkoda kasę pchać w remonty i zainwestowali w przestronny dom [tu wpisać dobrą, komfortową dzielnicę Poznania], Roma wydała podręcznik dla uniwersytetów medycznych o zastosowaniu laparoskopu przy zabiegach bariatrycznych i ma "na koncie" cykl artykułów w prasie branżowej o leczeniu cukrzycy... I nie, nie chciałabym, żeby Roma nagle objawiła się jako pięciogwiazdkowa piękność! Ale żeby się okazało, że dobrze ścięte włosy w nowoczesną, asymetryczną fryzurę podkreśliły ładne kości policzkowe, szkła kontaktowe ujawniły piękne szare oczy dotąd ukrywane za nietwarzowymi lenonkami, a dobrane ciuchy - ujawniły świetną, smukłą figurę. I choć pozostała nie piękną Romcią, to jednak zyskała urok itd...
                              Ja nie mam do Patrycji pretensji o "ten numer z Baltoną". Jak pisałam nie raz - jest to nader częste i życiowe. Ale mam pretensje o bycie tępą, zapatrzoną tylko we własny interes egoistką - plus do autorki, że takie coś jest [teoretycznie nastolatkom] serwowane jako bohaterka pozytywna.
                              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 23:49
                                - Widzialas Patrycje ?!
                                - Nie - zdziwila sie Roma, dawniej Kowalik, kiedy juz skojarzyla, ze pytanie dotyczy niegdysiejszej wspolsiedzacej z nia w lawie szkolnej. Bardzo na wyrost zwanej wowczas przyjaciolka. Wysluchala komunikatow o tym, jak niegdys przesliczna Pulpa haniebnie sie roztyla, o co mniejsza, nadal jest ladna, niestety, stwierdzila niechetnie ich dawna kolezanka z klasy, ale sluchaj, kura domowa sie z niej zrobila okropna, gdacze na okraglo i bez sensu, tylko patrzec, kiedy zacznie znosic jaja ! Tylko kuchnia, przepisy, ona o niczym innym nie mowi i nic innego nie robi ! Nigdy nie byla lotna, ale teraz juz calkiem zglupiala, a ten jej maz, nie uwierzysz, taki byl fajny chlopak, a roztyl sie, rozlal i podtatusial tak, ze az przykro patrzec ! Bo wiesz...
                                Roma przez kilka minut uprzejmie udawala, ze slucha, w koncu nie wytrzymala.
                                - A z czym ty wlasciwie ... ? - kiedy wyjasnilo sie, ze kolezanka (zreszta wtedy wielbicielka i ogon Patrycji) dzwoni w konkretnej i interesujacej sprawie, a ploty byly tylko przy okazji, Roma zaczela sluchac uwaznie. Tak, to interesujacy projekt, poza moja specjalnoscia, ale pokrewna dziedzina...wiesz co, przemysle, zorientuje sie, jak stoje z czasem i odpowiem. Tak, szybko. Przeslij materialy.
                                - Mamus ! - do pokoju wpadl wyrosniety i rozczochrany chlopak - o, pardon, to za chwile.
                                Dala mu znak, zeby zostal, zaraz konczy rozmowe, wysluchala, z czym przyszedl, wyrazila stanowczy sprzeciw zarazem mruzac oko. I tak bylo jasne, ze ojciec pozwoli mu na ten pomysl, a matczyne "zabraniam" posluzy mu jako usprawiedliwienie cichego "tylko na 30% kosztow sam musisz zarobic". Uprawiali te gierke od lat, chlopcy juz dawno zorientowali sie, na czym to polega, ale przestrzegali konwencji.
                                - Przystojnego mam syna - pomyslalo jej sie glosno i w pore ugryzla sie w jezyk, by nie dodac, ze to do pracy modela nie wystarczy. Niech smarkacz sprobuje.
                                - I ty niezgorsza, mamus - syn cmoknal ja w policzek i juz go nie bylo. Roma odruchowo zerknela w lustro i usmiechnela sie. Dobrze wygladala, nie da sie ukryc. Nie do wiary, co nozyczki w zrecznych rekach i dobrze dobrane okulalary zrobily z twarza, ktorej przez dwadziescia kilka lat swego zycia nie lubila. A, co tam, przyjemnie jest byc ladna, ale jeszcze przyjemniej podziwiana i lubiana - pierwsze za osiagniecia, drugie za ciety dowcip, sklonnosc do czarnego humoru to chyba jedyne, co jej zostalo z tych smarkatych lat.
                                Zerknela w swoja rozpiske - spotkanie, zebranie, szkolenie, musi sie przygotowac do poprowadzenia i trzeba to upchnac w czasie tak, zeby jednak mogli wyskoczyc na dlugi weekend do Fryzji. Swiatowe zycie dobra rzecz, kiedy intensywne i smakuje, ale troche spokoju tez potrzeba. Nie ma cudow, przez najblizsze dwa dni gotuja chlopaki, sami, bez niej.

                                Wzruszyla ramionami, a potem rozesmiala sie sama do siebie na wspomnienie poczatku rozmowy. Baltona, mroczny rycerz utyty i podtatusialy ? Wylewa sie ze zbroi ? Az trudno uwierzyc, ze kiedys to tak zabolalo...
                                • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 00:12
                                  O właśnie! Coś w tym stylu! Tylko mi się tłukła osobista rozmowa eks... znajomych? Bo przyjaciółek to mocno na wyrost... Albo spotkanie typu Roma będąc odkryciem medycznym itd jest jako gość honorowy na poznańskim Uniwersytecie Medycznym [czy tam Akademii Medycznej, jak zwał tak zwał] a ów podtatusiały roztyty Baltona dostarcza kwiaty dla gościa honorowego. No i ona rozpoznaje w tym grubawym, nieciekawym panu, zwąsiałym i ospałym dawnego amanta, on w niej tą chudą i zakompleksioną pannicę, której nie chciał, jemu coś pika, zaczyna rozmowę, jak to mu się życie zasupłało, bo on wcale tak nie chciał, bo chciał być "mhrrrocznym wilkiem" a tu Patusia w ciąży jednej, drugiej a za trzecim razem to bliźnięta, o zobacz, tu mam zdjęcie, i życie jest do luftu, a ty zawsze byłaś taka piękna, ach, taka nieosiągalna... I na to podchodzi ten jej wciąż przystojny mąż z kieliszkiem szampana "Chodź, kochanie, profesor i wszyscy goście na ciebie czekają" i z takim ciepłym, troskliwym uśmiechem i gestem zabiera ja, na prawdę nieosiągalną dla woja Flobrego do świata nauki i wiedzy, a nie dostawcy kwiatków...
                                  • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 00:32
                                    E, o czym z Pulpa rozmawiac, o Borejkach ? Po co ? zwlaszcza Romie po co to ?

                                    A Flobry wydaje sie byc calkiem zadowolony z zycia. I niech mu bedzie. Gdyby Roma miala go zobaczyc takiego, jak MM narysowala, to...wspomnien szkoda. Ja wole wierzyc, ze ja jej zycia pochlania tak, ze nawet nie wspomina nieudanej szczeniecej milosci i sparcialej nastoletniej "przyjazni". I satysfakcja, szczegolnie taka podszyta msciwoscia nie jest jej do niczego potrzebna.
                              • kkokos Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 12:28
                                vi_san napisała:

                                3. Jane Austen jednak tą biedną Har
                                > iett "wydaje" szczęśliwie za mąż za "odpowiedniego" dla niej mężczyznę.

                                i to takiego, do którego harriet dawno już ciągnęło - to zupełnie co innego niż wydanie za diabła z pudełka.

                                ode
                                > brałam, iż J.A. ocenia Emmę jako zadufaną w sobie, ponad miarę pewną siebie i d
                                > ość apodyktyczną? Mogę się mylić, ale takie miałam odczucia czytając...

                                moim zdaniem się nie mylisz, ale - powtórzę - autorka ma dla niej wiele wyrozumiałości. i choć emma dostaje po drodze po nosie (piknik i panna bates), to autorka wciąż traktuje ją lekko, żartobliwie, pobłażliwie, ot, głupia młodość i nieznajomość życia i świata. tam też nie ma potępienia. choć oczywiście dzięki temu, że autorka ma równie wiele ciepłych uczuć dla harriett, nic nie zgrzyta - a sposób potraktowania romy zgrzyta jak cholera.


                                > Uh... Po Pulpecji [zanim się pokazały kolejne "idylliczne" tomy to mi się marzy
                                > ło, żeby za kilka lat się okazało, że Baltona jak był "harleyowcem" tak pozosta
                                > ł, tylko od nadmiaru piwa i koncertów "muzyki metalicznej" mu się odpowiedzialn
                                > ość za rodzinę skurczyła do zera - i miałam taką wizję: (...) I nie, nie chciałabym, żeby Roma nagle objawiła się jako pięciogwi
                                > azdkowa piękność! Ale żeby się okazało, że dobrze ścięte włosy w nowoczesną, as
                                > ymetryczną fryzurę podkreśliły ładne kości policzkowe, szkła kontaktowe ujawnił
                                > y piękne szare oczy dotąd ukrywane za nietwarzowymi lenonkami, a dobrane ciuchy
                                > - ujawniły świetną, smukłą figurę. I choć pozostała nie piękną Romcią, to jedn
                                > ak zyskała urok itd...

                                no dokładnie tak! i to też byłoby pieruńsko życiowe - bo przecież często się zdarza, że kobieta dwudziestoletnia umiarkowanie interesująca rozkwita dopiero po trzydziestce, kiedy pozna samą siebie, nabierze pewności siebie itd.


                                > Ja nie mam do Patrycji pretensji o "ten numer z Baltoną". Jak pisałam nie raz -
                                > jest to nader częste i życiowe. Ale mam pretensje o bycie tępą, zapatrzoną tyl
                                > ko we własny interes egoistką - plus do autorki, że takie coś jest [teoretyczni
                                > e nastolatkom] serwowane jako bohaterka pozytywna.
                                >

                                o ile nie mam pretensji o bycie tępą egoistką, bo takie postaci też są cholernie w książkach mających uchodzić za życiowe potrzebne, to o serwowanie w charakterze bohaterki pozytywnej oczywiście pretensję dużą. bo przecież autorka przyznaje różnym postaciom prawo do ucierania nosa, ba, do dobijania postaci, które uważa za niepozytywne - vide różne teksty, których musiała wysłuchiwać mcdusia. więc to nie jest tak, że patrycji nie można było ustawić do pionu.
                                • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 22:30
                                  Ba, miałam takie wrażenie, znaczy tak mi się wydaje, że miałam, bo [jak pisałam] "Emmę czytałam daaawno temu i nie czuję potrzeby powrotu - że gdyby nie ta intrygantka bohaterzyca, swatka od siedmiu boleści żołądka i zębów - to Hariett i Robert Martin spokojnie by się zeszli - i obyłoby się bez powieści. :D
                                  I w pełni rozumiem, że autoreesa [MM] usprawiedliwia i jakoś "wybiela" Patrycję. Ale robi to tak niezręcznie - że we mnie zawyło. Pełnym głosem, słyszalnym z Trójmiasta do Sydney w Australii "Co to ma być!?!?!?!". Zauważyłaś też, że autorka "Emmy" choć nie potępia wprost swojej bohaterki - to jednak nie opisuje jej odautorsko w superlatywach. J.A. dostrzega, że jej Emma jest zadufana w sobie, że jest zbyt przekonana o swojej nieomylności i w gruncie rzeczy kompletnie niedojrzała. Pisze o tym z sympatią, z pewnym pobłażaniem - ale pisze nie jako o zaletach! Tymczasem MM Pulpę niemal "gloryfikuje" - Patunia jest cudowna, słodka, śliczna i urocza a ta wredna Roma jej zazdrości, zawistnica paskudna i lenonki nosi. I w efekcie otrzymujemy książkę przy której moje wnętrzności pierwszy raz skręciło w supełek.
                                  A co do ostatniego akapitu - źle się wyraziłam. Nie ma do Patrycji pretensji o bycie tępą, zarozumiałą i zapatrzoną wyłącznie we własne zachcianki egoistką. Mam za to ogromne pretensje do MM, że takie coś proponuje swoim czytelniczkom [z założenia nastoletnim!] jako BOHATERKĘ POZYTYWNĄ! Nie "życiową", nie "autentyczną", nie "z problemami, ale dająca się lubić". A jako POZYTYW! No to ja bardzo przepraszam... I to jest [w moich oczach] pierwsza książka, która "położyła" sens Jeżycjady, acz nadal jest to książka dobra i dobrze napisana.
                            • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 00:34
                              > a tu się akurat zgadzam - świństwem jest to, jak pani MM potraktowała romę i ja
                              > k pozwala ją traktować borejkom w kolejnych tomach (te odstające uszy). roma za
                              > sługiwała i na zrozumienie, i na współczucie, i na autorskie wsparcie, a nie na
                              > kretyński myk z młodym lekarzem jak diabeł z pudełka
                              Ten myk z młodym lekarzem w ogóle jest taki dziewiętnastowieczny, nie wyobrażam sobie młodego lekarza żeniącego się z maturzystką, jeszcze do tego córką szefa, przecież każdy normalny ordynator zszedł by na apopleksję, gdyby jego wychuchana córunia wyszła za mąż zamiast poszła na studia i kontynuowała rodzinną tradycję. Zwłaszcza, że syn niespecjalnie rokował.
                              • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 18:11
                                sanciasancia napisała:

                                > Ten myk z młodym lekarzem w ogóle jest taki dziewiętnastowieczny, nie wyobrażam
                                > sobie młodego lekarza żeniącego się z maturzystką, jeszcze do tego córką szefa
                                > , przecież każdy normalny ordynator zszedł by na apopleksję, gdyby jego wychuch
                                > ana córunia wyszła za mąż zamiast poszła na studia i kontynuowała rodzinną trad
                                > ycję. Zwłaszcza, że syn niespecjalnie rokował.

                                Ja to tak odbieram, że doktor miał być dla Romy nagrodą pocieszenia, coby nikt nie mówił, że Patunia ją skrzywdziła. No jak skrzywdziła, skoro proszę, o, Roma sobie znalazła męża, w dodatku lekarza, stojącego u wrót kariery!

                                W dziewiętnastym wieku ten chłyt może by zadziałał, jednak obecnie tak jakby nie bałdzo. W oczach współczesnego czytelnika to wygląda tak, jakby po porażce z Baltoną, co padł na pulchne łono Pulpy, Roma się desperacko rzuciła na pierwszego lepszego faceta, który nie uciekał, po czym powlokła go spiesznie do ołtarza, żeby się już na pewno nie oddalił.
                                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 11.12.16, 21:21
                                  bupu napisała:
                                  >
                                  > Ja to tak odbieram, że doktor miał być dla Romy nagrodą pocieszenia, coby nikt
                                  > nie mówił, że Patunia ją skrzywdziła. No jak skrzywdziła, skoro proszę, o, Roma
                                  > sobie znalazła męża, w dodatku lekarza, stojącego u wrót kariery!
                                  >
                                  > W dziewiętnastym wieku ten chłyt może by zadziałał, jednak obecnie tak jakby ni
                                  > e bałdzo. W oczach współczesnego czytelnika to wygląda tak, jakby po porażce z
                                  > Baltoną, co padł na pulchne łono Pulpy, Roma się desperacko rzuciła na pierwsze
                                  > go lepszego faceta, który nie uciekał, po czym powlokła go spiesznie do ołtarza
                                  > , żeby się już na pewno nie oddalił.

                                  I moim zdaniem tak mialo wygladac. Z wylaczeniem desperacji :)
                                  Same widzicie, moje KC, ze to nie byla prawdziwa milosc, tylko takie mlodziencze zadurzenie, Roma sie od razu zareczyla, a Baltona to tylko jej sie wydawalo, to Patunia jest naprawde zakochana !

                                  Dla mnie gorzki samotny placz Romy jest bardziej przejmujacy niz lapanie sie za usta borejczych bab (Pulpy nie wylaczajac)

                                  Plus nie chce sobie wyobrazac reakcji choleryka Kowalika, gdyby mu podwladny zasunal, ze wlasnie zareczyl sie z jego 18-letnia corka. Gdyby corka mu to zasunela, tym bardziej nie chce.
                          • galene_ra Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 22:45
                            vi_san napisała:
                            > ucia do tego właśnie chłopaka - to sucz nieziemska] i bez wykrzykników. Bo zasa
                            > dniczo do wyznania Romci - Baltona był dla słodkiej Patuni kumplem z dzieciństw
                            > a, tylko i li.
                            Zasadniczo nie był kumplem już wcześniej. Bo jest między nimi przyciąganie już na początku powieści. Choćby scena tarzania się w śniegu, w której Patrycja czuje linę, która wiąże ją z odchodzącym Baltoną. To nie jest nawet złota nić, tylko od razu lina czy sznur.
                    • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 22:09
                      Ciotko, no błagam! Napisałam wszak wyraźnie, książka JEST życiowa! I nie ma nic dziwnego w tym, że Patunia nagle "odkryła" w sobie uczucie po tym, jak przyjaciółka jej się w zaufaniu zwierzyła. Nic dziwnego. Tylko, uwaga, skoro nie doczytałaś tego dotąd w moich postach, to podkreślam: zabrakło mi albo jakiegoś śladu myśli pod blond czuprynką, że postąpiła nie do końca fajnie, albo chociaż komentarza odautorskiego, że, nie ma zmiłuj, Pulpa postąpiła typowo, życiowo i EGOISTYCZNIE. Że Pulpa okazała się być nie bohaterką pozytywną, a wyłącznie zapatrzoną w koniec swego nosa, paskudną niunią. Przypomnę ci, Ciotko, że w założeniu targetem tej książeczki są małolatki. I one, te potencjane nastoletnie czytelniczki, powinny dostać jasny przekaz - tak bywa, to życiowe ale NIE DOBRE. A otrzymują info, że nic z tych rzeczy! Patunia jest słodka i szczęśliwa, Florian zakochany i szczęśliwy i tylko ta brzydka Romcia zawistnica paskudna w lenonkach nie chce się cieszyć szczęściem przyjaciółki...
        • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 07:26
          > "Trudno było się spodziewać, by panna młoda nosiła pęk kluczy w jakimś zakamark
          > u swego powiewnego stroju, w którym, nawiasem mówiąc, właśnie dygotała na wietr
          > ze, okryta li i jedynie narzuconą na ramiona pelerynką. Pogoda pogarszała się z
          > każdą chwilą, goście drżeli i przytupywali, należało coś postanowić, ale Borej
          > ko, na którą zwracało się tyle par oczu należących do gości, niestety - także s
          > ąsiadów z niemal wszystkich pięter, nic jakoś wymyślić nie mogła. Miała ochotę
          > płakać i tyle. Wiatr zapierał dech, zimne płatki zasypywały oczy, a mdlące uczu
          > cie koszmarnej porażki, takie samo jak we śnie, nie chciało jej opuścić. Przeci
          > wnie. Rosło i rosło, utrwalając się na dobre.
          > - Jak mógłbym ci pomóc, Milu? - zapytał bezradnie Ignacy Borejko, lecz żona rzu
          > ciła mu tylko bolesne spojrzenie. Nie miała dla niego żadnych wskazówek.

          Co to jest za pytanie ? (to tak nawiązując do wątku o prawach właścicielskich :) )
          Takie pytanie może zadać osoba trzecia. Ale patriarcha rodu ? Pan domu i głowa rodziny ?
            • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 11:15
              abdiasz napisał(a):

              > Przecież Ignacy nigdy się domem nie interesował, więc gdy już coś się wydarzy,
              > to siłą bezwładu zwraca maślane oczy na Milę ;)

              No, zainteresowal sie, dzien wczesniej :)
              Noelka "zeby ci bylo lzej na duszy (do zony to mowi), ja po prostu natychmiast zdejme te firanki i wrzuce je do pralki". Ale owszem "zona spojrzala na niego z zaskoczeniem. Po raz pierwszy w historii ich malzenstwa ojciec Borejko przejawil
              tak daleko idaca chec wlaczenia sie w sprawe porzadkow" - czy w czasie czterech ciaz Mili firanki zdejmowala i zawieszala wyprane Gizela albo Kazio czy wisialy brudne po kilka miesiecy ?
              I dalej "ojciec Borejko zlazil z drabiny bardzo niepewnie, poniewaz zasadniczo nigdy dotad nie przebywal na drabinie". A czytelnikom wciska sie, ze on szafe scienna wlasnorecznie zrobil - stawal na palcach i wystarczylo ? I ten (duzo pozniejszy) tekst Idy "zawsze byl tu nasz ojciec i emanowa swoista meskoscia".
              Podziwiac, ze malzenstwa tylko dwoch Borejkowien sa popaprane, a dwie pozostale stworzyly jednak udane zwiazki.
              • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 15:01
                tt-tka napisała:

                czy w czasie czterech
                > ciaz Mili firanki zdejmowala i zawieszala wyprane Gizela albo Kazio czy wisialy brudne po kilka miesiecy ?

                Nie, prawdopodobnie Mila wzorem swojej biologicznej matki w 8 miesiącu latała po drabinie.

                > I ten (duzo poz niejszy) tekst Idy "zawsze byl tu nasz ojciec i emanowa swoista meskoscia".

                Kluczowym słowem w tym zdaniu jest "swoistą". Słownik Języka Polskiego: "swoisty - właściwy komuś lub czemuś; charakterystyczny, specyficzny". Męskość Ignacego nie była obiektywną męskością w tradycyjnym - a raczej powszechnym - tego słowa znaczeniu. To męskość specyficzna dla jego osoby, w której wcale nie muszą mieścić się cechy utożsamiane z typowym mężczyzną.

                • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 21:06
                  Ignacego seniora należy podziwiać za dalekowzroczność i planowanie. Spłodził cztery córki, prawda? Razem z matką jest więc PIĘĆ kobiet, które dbają o dom. Ignacy już nic nie musi - ani okien myć, ani śmieci wyrzucać, ani odkurzać. Od tego są kobiety. Oczywiście do pewnego momentu o dom dbała tylko i wyłącznie jedna kobieta. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego Mila nie zaganiała córek do pomocy! Nutria ma "maślane łapy" głównie dlatego, że nigdy nie zmywała, więc nie miała jak i kiedy się nauczyć. Niestety, dzieciak musi potrzaskać trochę naczyń, zanim nabierze wprawy.

                  Teraz sobie uświadomiłam, że mój pierwszy Jeżycjadowy wstrząs nastąpił strasznie dawno temu, jeszcze w KK! Milę odwiedza koleżanka i zastaje ją w łazience szorującą wannę. A kilkunastoletnia pannica w tym czasie czyta Arystotelesa. Nosz marwa kuć!
                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:23
                      3piota napisał(a):

                      > pi.asia napisała:
                      > > Nutria ma "maślane łapy" głównie dlatego, że nigdy nie zmywała, więc nie
                      > miała
                      > > jak i kiedy się nauczyć.
                      >
                      > Zwłaszcza, że uwielbiała taplać się w wodzie.

                      No wlasnie SIE uwielbiala taplac, Siebie, nie talerze czy sztucce :)
                      Panny w KK nie maja pojecia o pracach domowych, bo matke denerwowaly ich niezdarne czy tam slamazarne poczynania. A gdy Gaba wziela sie wreszcie za pomaganie, takze nie dopuszczala mlodszych do zadnych dzialan, zdaje sie. No i mamy maslanolapa Natalie, Pulpe, ktora dopiero na swoim wziela sie do roboty... otrzasa mnie (a nie jestem pedantka, w najmniejszym stopniu !), gdy czytam o ich pokoiku, ktory od Wigilii do walentynek nie widzial szczotki ani odkurzacza.
                  • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:28
                    pi.asia napisała:

                    > Kompletnie nie rozumiem, dlaczego Mila nie zaganiała córek do pomocy!
                    > Nutria ma "maślane łapy" głównie dlatego, że nigdy nie zmywała, więc nie miała
                    > jak i kiedy się nauczyć. Niestety, dzieciak musi potrzaskać trochę naczyń, zan
                    > im nabierze wprawy.

                    Tylko że kiedy Ida w "IŚ" przebywa dłuższy czas sama to jakoś potrafi i coś ugotować, i nie zabałaganić domu... W "Kalamburce" Fela stwierdza, że dziewczynki potrafią pracować, jeśli się je przypilnuje. Czytając "IŚ" miałam wrażenie, że po chorobie Mili Borejkówny zaczęły pomagać w codziennych obowiązkach i nabyły "domowe" umiejętności. Potem to się stopniowo rozmyło, aż do wielkiej powtórki w osobie Laury demolującej kuchnię Almy.



                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:40
                      marutax napisał(a):



                      > Tylko że kiedy Ida w "IŚ" przebywa dłuższy czas sama to jakoś potrafi i coś ugo
                      > tować, i nie zabałaganić domu...

                      Sprzatania sobie nie przypominam, a ugotowac - juz w KK Ida wiedziala, ze rybke przed smazeniem nalezy posypac maka, choc nie praktykowala. Moze byla po prostu bystrzejsza od starszej siostry, bardziej spostrzegawcza, uczyla sie patrzac na matke ? Albo - obrazoburcza mysl - nauczyla sie tego w szkole na tzw "robotach", zwanych takze ZPT ? (u mnie w szkole mielismy zajecia kuchenne, a to zblizony okres)

                      Czytając "IŚ" miałam wrażenie, że
                      > po chorobie Mili Borejkówny zaczęły pomagać w codziennych obowiązkach i nabyły
                      > "domowe" umiejętności. Potem to się stopniowo rozmyło, aż do wielkiej powtórki
                      > w osobie Laury demolującej kuchnię Almy.

                      To moze Gaba i Ida, ale zanim mlodsze troche podrosly, to wlasnie "rozmylo sie"...
                      >
                      >
                      >
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.09.16, 22:30
                  marutax napisał(a):

                  "zawsze byl tu nasz ojciec i emanowa s
                  > woista meskoscia".
                  >
                  > Kluczowym słowem w tym zdaniu jest "swoistą". Słownik Języka Polskiego: "swoist
                  > y - właściwy komuś lub czemuś; charakterystyczny, specyficzny". Męskość Ignacego nie była obiektywną męskością w tradycyjnym - a raczej powszechnym - tego słowa znaczeniu. To męskość specyficzna dla jego osoby, w której wcale nie muszą mieścić się cechy utożsamiane z typowym mężczyzną.

                  Nie twierdze, ze typowy. Ani Ida nie twierdzi, sadze, ze wrecz obrazilaby sie za takie stwierdzenie. Ale ta wlasnie "swoista meskosc" Ignaca stanowila model znany jego corkom, jedyny albo najlepszy, i to uchronilo pozbawione ojca corki Gabrieli od zdziwaczenia, znowu twierdzenie Idy (obecnosc grzesia zostala zignorowana w jej wywodzie).
      • vi_san Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 20:19
        A a'propos Sławka - ja nigdy nie pojmowałam... Znaczy nie znam tam rozkładu okien od podwórka, ale zawsze miałam takie poczucie, że ktoś ma mocny przerost ambicji nad realiami... Bo moim zdaniem Sławek po prostu stawiał auto pod oknami swoich rodziców. Albo po prostu tam, gdzie na podwórku akurat było miejsce. I CAŁA rodzina B. była dla niego tylko i li sąsiadami rodziców. No, z Idą był, owszem, zaręczony [chyba?], ale cała sprawa była na tyle dawno i na tyle krótko, że NIE WIERZĘ, żeby celowo autem chciał Idusi cokolwiek udowodnić. Tym bardziej, że wyjechał w cholerę za granicę, tam ma swoje życie, swój świat i "ulica dzieciństwa" jest dla niego, jak i dla większości dorosłych, którzy już opuścili gniazdo, cóż, tylko ulicą z dzieciństwa, a nie czymś znaczącym.
        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 20:46
          Juz to pisalam, nie pamietam w ktorym watku - o tym, ze Slawek ustawia na zlosc Idzie mysli Gabunia nasza kochana. Dla ktorej borejklan to pepek swiata.

          SLawek oczywiscie ustawia pod oknami rodzicow, ten sam pion - i imo dawno ma z glowy smarkata sprawe sprzed lat.

          Natomiast Borejkowie wytrwale przezywaja i opowiadaja o tym. Szczegolowo. Marek, ktory Slawka nigdy wczesniej nie widzial, od razu wie, ze przystojniak, ktory z szyderczym usmiechem na ustach wylazl z sutereny to niegdysiejszy narzeczony jego obecnej zony :)
    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 13:03
      marutax napisał(a):

      Kom
      > pletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem, a
      > mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak.


      Ale nikt nie traktuje tego jako swinstwa, prawda ? Ani altorka, ani bohaterowie. A jak rodzina Schoppe nie wie, ze Roza to nie tylko kolezanka, to Fryc jest swinia bezdyskusyjna.
      Sorry, nie moglam sie powstrzymac.
      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 13:09
        tt-tka napisała:

        > Ale nikt nie traktuje tego jako swinstwa, prawda ? Ani altorka, ani bohaterowie
        > . A jak rodzina Schoppe nie wie, ze Roza to nie tylko kolezanka, to Fryc jest
        > swinia bezdyskusyjna.
        > Sorry, nie moglam sie powstrzymac.

        Nie szkodzi, też mi to przyszło do głowy w kontekście wątku o ucieczce Fryca ;-) I oczywiście przypomniało Janusza Porzucającego kontra Grzegorza "Zostawiłem Ciężko Chorą Żonę z Niemowlęciem, bo Dostałem Stypendium".
        • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 14:19
          Ja łykałam Jeżycjadę jak gęś ciepłe kluski, bezkrytycznie zachwycając się Borejklanem, aż do Noelki, którą zresztą uwielbiam.
          Rzuciło mnie najpierw info o Gabrysi, przygarniającej zbłąkane psy i koty. Z lekka mną to wstrząsnęło, bo jako żywo, ani cień psa czy kota nigdy się na Roosevelta nie pojawił.
          Potem mnie rzucił obraz Gabrysi, którą zabolało. Heloł, kobita od roku spotyka się z fajnym facetem, planują połączyć losy a ją boli przeszłość?
          Potem wkurzył mnie Tygrys, wyżerający migdały, czytający cudze listy i przymierzający Idusiową suknię ślubną.
          I od tego się zaczęło.
          W Pulpecji szlag mnie trafił z tego samego powodu, co wszystkich - noc poślubna Idy i Marka, głupia Gaba i Tygrys, wredny na każdym kroku.
          NiN - ciąg dalszy wrednego Tygrysa i kolejne poważne rysy na świetlanej postaci Gaby.

          Ale i tak najpoważniejszym szokiem była dla mnie hodowla koni u Florków. Po tym ciosie już się nie podniosłam. Siłą rozpędu kupiłam Kalamburkę, McD dostałam od przyjaciółki, ale ani WdO, ani F nie nabyłam i nie czytałam.
              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 15:21
                W ogole pojawila sie juz na forum analiza - nie pamietam watku ani nicka autorki - w ktorej wykazano, ze wlasnie w Noelce pojawilo sie to wszystko, co w nastepnych tomach rozroslo sie i spotwornialo.
                Moze ktos wie i zalinkuje, bo to bardzo dobry tekst byl.
            • ako17 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 02.07.19, 18:40
              Dzień dobry,
              jestem tu nowa w sensie aktywnym, bo czytać Was uwielbiam od lat. Ostatnio przeczytałam Ciotkę, ale tych poprzednich nie, bo po McD nie chciałam mieć już z tymi książkami nic wspólnego. Poza tym przeszłam na kindla, bo nie mam gdzie składować papierowych egzemplarzy, mimo, że tak cudownie pachną :P. A, jak wiadomo, wersji elektronicznych Jeży w oficjalnym obiegu nie ma.
              Ciotkę znalazłam w wersji pdf pod adresem wskazanym na tym forum. A są może gdzieś jeszcze dostępne te 2, których nie przeczytałam?
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 10:52
                  ako17 napisała:

                  > ako17@op.pl. Dziękuję :)

                  Dziewczyny, forumki kochane, ktora ma, niech sie podzieli z kolezanka, apeluje !
                  Ja juz nie mam, czyscilam kompa i powyrzucalam mase badziewia, w tym znaczna czesc neoj.

                  > A żadne jelitko lub palto Inki w kubku z krasnalkiem dla mnie się nie znajdzie?

                  Alez, alez - palto dostaniesz, jak przyjdzie jesien :), jelitka w tym upale szybko sie zasmiardna, no co by tu... moze schlodzonego jeliptona z owsianym ciasteczkiem ? Podprowadzone ze swiezo otwartej paczki Ygnaca (niech sie dziad zlosci), czestuj sie !
                  • sayoasiel Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 17:41
                    tt-tka napisała:


                    > Alez, alez - palto dostaniesz, jak przyjdzie jesien :), jelitka w tym upale szy
                    > bko sie zasmiardna, no co by tu... moze schlodzonego jeliptona z owsianym ciast
                    > eczkiem ? Podprowadzone ze swiezo otwartej paczki Ygnaca (niech sie dziad zlosc
                    > i), czestuj sie !
                    >

                    Nie wiem czy to taka dobra myśl. Ciasteczka owsiane wróżyły zostanie narzeczoną kogoś z klanu.
                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 19:25
                      sayoasiel napisał(a):


                      > Nie wiem czy to taka dobra myśl. Ciasteczka owsiane wróżyły zostanie narzeczoną
                      > kogoś z klanu.


                      Etam, to, ze Ygnac byl gotow podzielic sie z Aga Kosooka swoimi ciasteczkami, znaczylo, ze ja zaakceptowal. A my Ygnaca o zdanie nie pytamy, w nosie mamy jego akceptacje i bierzemy ciasteczka jak swoje !
                    • przymrozki Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 19:33
                      sayoasiel napisał(a):

                      > Nie wiem czy to taka dobra myśl. Ciasteczka owsiane wróżyły zostanie narzeczoną
                      > kogoś z klanu.

                      Na dodatek z kawalerów ostali się jeno chłopcy nieletni - Ziutek czołowy fan Józinka i Karolek o oczach swojego ojca.

                      Bo Szymon już uczynił z Natalii teściową, a Jędruś, najpewniej akurat w to lato, które mamy za oknem, przeżywa swój turboromans u boku Chucherka. Tak jest. My tu jemy ciastka z jelit, a on się pewnie właśnie zaręcza. No nic. Jego zdrowie!
                      • sayoasiel Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 03.07.19, 23:33
                        przymrozki napisała:

                        > Na dodatek z kawalerów ostali się jeno chłopcy nieletni - (....) i Karolek o oczach swojego ojca.
                        To byłby piękny absztyfikant. Z oczami swojego ojca, jelitem Inki, w poziomkowej apaszce Pulpecji i jeżdżący syrenką szwagra. Pachnący Aqua di Gio, ulubionym zapachem mamusi. Taki multi.
                        >
                        > Bo Szymon już uczynił z Natalii teściową, a Jędruś, najpewniej akurat w to lato
                        > , które mamy za oknem, przeżywa swój turboromans u boku Chucherka. Tak jest. My
                        > tu jemy ciastka z jelit, a on się pewnie właśnie zaręcza. No nic. Jego zdrowie
                        > !
                        Zdrowie !
                        No,to może właśnie ta biała plama, ta znajomość, niewymyślona zapewne jeszcze przez MM, by się wypełniła. Ciekawe czemu. Czemu MM nie interesują romanse "starszych" osób ? Ponad liceum ? Czemu pierwszy Jędrek ? Czy to po to, żebyśmy mieli w Bukoliadzie dramat niedoszłego ojca, na którego dzidziuś nie czeka ?
    • fornitta69 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 21:37
      Pierwszy tom jezycjady,który mnie rozczarował to "Corka Robrojka". Za malo humoru,za duzo kiczu. Ale później byly "Imieniny", które mi sie dobrze czytalo i jeszcze lepszy (wg mnie) "Tygrys i Roza". Prawdziwy koniec jezycjady i początek Neo to dla mnie "Język Trolli"- od tego tomu juz żadna czesc mi sie nie podobała. To nie byla kwestia jakiegoś konkretnego,jednego obrzydzenia czy zbulwersowania- lektura calej ksiazki byla podszyta zdziwieniem i rozczarowaniem. Z kolejnymi czesciami zdziwienie zniknelo,rozczarowanie trzyma się mocno.
      • iwoniaw Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 21:48
        początek N
        > eo to dla mnie "Język Trolli"- od tego tomu juz żadna czesc mi sie nie podobała
        > . To nie byla kwestia jakiegoś konkretnego,jednego obrzydzenia czy zbulwersowan
        > ia- lektura calej ksiazki byla podszyta zdziwieniem i rozczarowaniem. Z kolejn
        > ymi czesciami zdziwienie zniknelo,rozczarowanie trzyma się mocno.


        Mam tak samo. Jeszcze "Kalamburka" stoi u mnie na pograniczu, bo o ile sama koncepcja tej książki jako klamry-podsumowania i wiele wątków w niej do mnie przemawia, o tyle postać Gizeli i nieudolne "szycie" wątków z dawnych części w bardzo niekorzystnym świetle stawia rodzinę B., ewidentnie wbrew intencji autorki. Ta część ma duży potencjał, a jest sporą fuszerką - w ogromnej części dzięki brakowi/nieudolnej redakcji, bo akurat Kalamburka z redakcją broniłaby się świetnie i mogłaby być czymś lepszym niż wiele chwalonych i "klasycznych" części J.
    • iskrzy_54 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 22:49
      Kompletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem, a mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak. Podsumowując – prawie wszystko jest tu nie w porządku.

      Rodzina Borejków też nic o planach bycia razem nie wie, a przecież Gaba ma dwie córki, nie tylko Elce spada na głowę wiadomość o planach małżeńskich ojca. Gaba i Grzegorz spotykali się od roku i żadne z nich nie raczyło powiadomić rodziny o planach małżeńskich? Chyba właśnie przy Noelce (do której BTW często wracam bo lubię) mną zatrzęsło, plus zabieranie cudzych dzieci bez pytania rodziców (ja bym raczej zaprosiła staruszkę w wyleniałym futerku), no i last but not least ogólnie potępienie Elki za zachowanie wobec Terpentuli - ok, nie było miłe, ale miałam wrażenie, że czytelniczki mają uznać Elkę za wredną paskudę i potępić (jak Tomek) - ja tam zawsze widziałam to trochę inaczej - najpierw wredny dziadunio odprawia z kwitkiem faceta, na którym jej zależy, potem Elka dowiaduje się, że na Wigilię została zaproszona kompletnie obca osoba no i wreszcie rewelacja Grzesia - idę do kobiety, z którą się od dawna spotykam i która pewnie będzie twoja macochą - nie byłam rozpieszczoną przez trzech facetów jedynaczką, ale kiedy się dowiedziałam, że moja Mama zaprosiła na Wigilię paru swoich znajomych (nawet nie przyjaciół) kompletnie mi nieznanych, stwierdziłam, że wyjadę na święta (czego żałuję, ale skąd miałam wiedzieć, że będzie to ostatnia Wigilia Mamy); czytanie cudzej korespondencji przez Tygrysa - koszmar, w żaden sposób nie potępiony przez Ałtoressę, i wreszcie sam fakt, że Gaba poniekąd skradła siostrze show, mogła Grzesia zaprosić na drugi dzień Świąt - nie kiedy Ida poznawała teściową (przecież nie wiedziała, że mama Marka to Monika), ani w dzień ślubu i przyjęcia weselnego; natomiast kompletny koniec Jeżycjady dla mnie to NiN - rodzinka, która zostawia ciężko chorą Gabę z niemowlakiem, Gaba, która narzuca swoje ospowate bachory Nutrii, która potrzebuje świętego spokoju, chamska Lałra, no i lbnl defraudacja Lałry która zostaje kompletnie olana przez Gabona, wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
      • marutax Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 23:09
        iskrzy_54 napisała:

        > Rodzina Borejków też nic o planach bycia razem nie wie, a przecież Gaba ma dwie
        > córki, nie tylko Elce spada na głowę wiadomość o planach małżeńskich ojca. Gab
        > a i Grzegorz spotykali się od roku i żadne z nich nie raczyło powiadomić rodzin
        > y o planach małżeńskich?

        Dziewczynki rzeczywiście nie wiedziały, ale już Borejkowie coś tam kojarzyli. Grzegorz moim zdaniem zachował się gorzej, bo Elka była starsza i odpadał argument, że nie zrozumie itd. Skoro uważał ją za "właściwie dorosłą", to tak powinien ją traktować. Niemniej podejmowanie decyzji o wspólnej przyszłości w sytuacji, gdy nowy partner kompletnie nie zna dzieci z poprzedniego związku jest nieodpowiedzialne w każdym przypadku.

        > no i last but not least ogólnie potępienie Elki za zachowanie wobec Terpentuli - ok, nie było miłe, ale miałam wrażenie, że czytelniczki mają uznać Elkę za wredną paskudę i potępi
        > ć (jak Tomek) - ja tam zawsze widziałam to trochę inaczej - (,,,)

        Właśnie za Elkę (plus klimat, M+C i sporo dobrych scen) lubię tę książkę. To jest chyba ostatni tom Jeżycjady, w którym doskonale rozumiem bohaterkę. Widzę jej wady, ale mogę postawić się na jej miejscu. I też uważam, że w tę wigilię Elka została potraktowana fatalnie, choć akurat Terpentula oberwała rykoszetem. Chyba właśnie dlatego pewne fragmenty "Noelki" tak mnie zdenerwowały - były jak fałszywe nuty w pięknym nokturnie. Nie spodziewałam się jeszcze, że w przyszłości nastąpi odwrócenie proporcji i z powodzi fałszywych dźwięków będę wyławiać nieliczne czyste frazy...
        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 23:36
          marutax napisał(a):
          Ch
          > yba właśnie dlatego pewne fragmenty "Noelki" tak mnie zdenerwowały - były jak f
          > ałszywe nuty w pięknym nokturnie. Nie spodziewałam się jeszcze, że w przyszłośc
          > i nastąpi odwrócenie proporcji i z powodzi fałszywych dźwięków będę wyławiać ni
          > eliczne czyste frazy...

          No wlasnie...zgrzyt i kiks, kiks i zgrzyt. Udalo mi sie otworzyc Pulpecje. Poza nocna wizyta u nowozencow, biala roza itp coz my tam mamy ?
          "Ida i Marek jakos niespodziewanie postanowili, ze jada w gory i na nartach spedza swoje dwa miodowe tygodnie. Musieli jeszcze tylko pokonac Natalie, ktora miala pomysl, ze pojedzie z nimi i wcale nie bedzie im przeszkadzac, tylko ujezdzac na nartach (...) Pokonali ja, mamiac obietnica wspolnych wakacji w przerwie semestralnej"
          Natalia ma 20/21/22 lata. Troche wiecej niz Pyza i Tygrys. A dwoje doroslych ludzi, z ktorych przynajmniej jedno nie jest niesmiale, zamiast popukac sie w glowe czy czule zapytac "porabalo cie?" mami ja obietnica wspolnego wyjazdu pozniej. Wszystkich zaczyna ostro cofac w rozwoju, nie pamietalam, ze tak wczesnie.
          • iwoniaw Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 15.08.16, 23:46
            Natalia ma 20/21/22 lata. Troche wiecej niz Pyza i Tygrys.

            Hehe, to by w jakimś stopniu tłumaczyło, dlaczego nikt nie pacyfikuje Tygrysa i Pyzy - skoro takie pomysły osoby 20+ nie są szokujące, to cóż się dziwić nieletnim dzieciom :-D
          • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 01:06
            Przelecialam Pulpecje do polowy, dalej juz mi sie nie chce. Ale przypomnialam sobie dokladnie, czemu wlasnie po tej ksiazce zaczelo mnie odrzucac. Mimo naprawde ladnej historii milosnej Pulpy i Baltony, bardzo dobrze napisanej "letniej przyjazni" dwoch nastolatek, ktorym wystarczy chlopak, by de facto zerwac kontakty do konca zycia (a przynajmniej cyklu) i mimo innych urokow.

            Gabon uswiecany i postepujace oglupianie wszystkich, oto powod. Zycie calej rodziny ustawiane tak, by Gabuni oszczedzic klopotow (niech inni je maja ! bo jednak przywileje jednych zawsze sa kosztem innych), ta Ostoja, ktora martwi sie o wszystko i wszystkich i na tym martwieniu sie poprzestaje, ten Dmuch, dorosly czlowiek, ktory przy rodzacej wnuczce dzwoni nie na pogotowie, tylko do Centruma Jezyckiego...to byl wlasnie wstrzas, juz nie wzdryganie sie.
      • piotr7777 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 18:34
        > Kompletnym świństwem jest to, że Grzegorz i Gaba zdecydowali już, że będą razem
        > , a mimo to rodzina Strybów nawet nie wie o istnieniu pani Pyziak. Podsumowując
        > – prawie wszystko jest tu nie w porządku.

        Myślę, że nie tylko rodzina Strybów, ale w ogóle nikt "nie wie o istnieniu pani Pyziak", bo taka osoba na kartach Jeżycjady nie istnieje.
        Panią Pyziak mogłaby być matka Almy i Janusza, ale ona nie żyje. Mogłaby nią być druga żona Janusza, ale co do niej nie wiadomo czy istnieje.
        Są jedynie trzy panny Pyziak - Alma, Róża i Laura.
        Natomiast Gabriela do wyjścia za mąż za Grzegorza nosi na kartach powieści nazwisko Borejko. Tym nazwiskiem określają ją nie tylko inne postaci (co faktycznie jest słabym dowodem, bo często jest tak, że starzy znajomi nazywają mężatki nazwiskami panieńskimi odruchowo lub dla lepszej orientacji) ale również narrator a ten z założenia się nie myli.
        Poza tym wiemy tylko, że Elka nie wiedziała, że ojciec jest w związku z kobietą. Metody i Cyryl wiedzieć mogli jeśli nie konkretnie o Gabrieli to o samym fakcie znajomości Grzegorza z jakąś kobietą. Zwracam uwagę, że Cyryl nie komentuje wyznania Grzegorza ani słowem a Metody wprawdzie krytykuje decyzję Grzegorza i zwraca uwagę na potrzebę pilnowania domowego ogniska, ale poza tym specjalnie nie jest zszokowany tym wyznaniem.
        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 18:53
          Piotrze, byla juz dyskusja na ten temat w innym watku. Ale powtorze sie - imo Gabon jest Pyziakowa, a nazwiska Borejko uzywa altorka dla wygody (w jej mniemaniu) czytelnikow. By wiadomo bylo, kto jest kto.

          Jesli jednak bedziesz sie upierac, ze ona zachowala panienskie nazwisko, przewrotnie zapytam - dlaczego ? Jej matka i siostry przyjely nazwiska swoich mezow. Czyzby Gabunia nasza kochana juz w chwili slubu chciala zaznaczyc swoj dystans do "tego czlowieka" ?
    • 3piota Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 00:33
      Koniec lat osiemdziesiątych tamtego stulecia. W związku z tym, że już byłam dzieciata a trzyletnia córka bezwzględnie domagała się codziennego głośnego czytania, no i ile można tłuc Brzechwę i Tuwima - wpadł mi w ręce w księgarni jakiś "Hihopter". Obok leżała "Ida sierpniowa" tej samej autorki, no to kupiłam. "Hihopter" był dziwny, po jednokrotnym przeczytaniu córka go olała, nie chciała bisów i zażądała nazad Brzechwę. Poszło to stać na półkę, a "Idę" ja przeczytałam, ale też bez entuzjazmu, raczej ze zdziwieniem, no ale przecież nie ja miałam być w zamyśle autorki odbiorca tej treści. I też poszła ta "Ida" stać na półkę. Jakoś w trzeciej klasie podstawówki córka po nią sięgnęła, dodatkowo naznosiła ze szkolnej biblioteki co tam z Jeżycjady znalazła i chronologicznie to leciała, a ja z nią, bo o każdej przeczytanej książce chciała pogadać. I jeszcze zachciała mieć to na własność, no to się kupiło. Ona oczywiście wtedy nie zwracała uwagi na dziwne sytuacje i chronologię od czapy, ale mi tam zgrzytało a zgrzytało. Nie wyprowadzałam jej z błędu, sama do tego doszła gdzieś tak w wieku lat trzynastu w okolicy "Imienin". Z młodszą córką znów leciały chronologicznie całą sagę i szydziły co niemiara. A ja już teraz z nimi. Tym bardziej, że czasów przed "Imieninami" nie mogły przecież zweryfikować, no to im mama wskazywała gdzie autorka dziwaczy. Ale i beze mnie im zgrzytało. Czytając "Noelkę" orzekły, że ten dzień chyba 48 godzin trwał, coby tę całą akcję zmieścić. I to bez mojej sugestii. Żeromskiego zniecierpiały od pierwszego pojawienia się w BBB. Kozia też. Józinka nie cierpiały już chyba w NiN gdy jeszcze w łonie Idy był. Zastanawiały się jak to możliwe, że ta Pyza jest taka dupowata, że w DP mając 12 lat jeszcze lalki w kałuży kąpie.
      I zgodnie orzekły, że nie chciałyby żyć w takiej rodzinie mimo jej rzekomego ciepełka.
      Ale kolejne tomy kazały nabywać i analizowałyśmy a jakże! Skończyły na McDusi, którą z racji stałego już pobytu poza domem przeczytały z poślizgiem, wymamrotały jakieś niepochlebne opinie w sensie, że nie da się już dłużej tych pierdół czytać i "dwie dziurki w nosie i skończyło się".
      WdO i F nie ruszyły. A ja zostałam z tymi wszystkimi tomami. No ale za to na forum mam o czym pyskować.
      • szafirki_i_konwalie Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 11:28
        Dzien dobry, czytam forum z wielka uciechą od wielu lat, ale dotąd nie ośmieliłam sie odezwać. Aż do tego wątku 😉 Juz scena z Rumunkami w Noelce oraz przygarnianie psów i kotów przez Gabrysię zaczęły mnie mocno zastanawiać. Ale sytuacja z maturą Pulpecji mną po prostu wstrząsnęła!!! To nie przedstawienie oraz bieganie wnuczek w zwiewnych szatach tudzież artystyczne łkanie, tylko wynik egzaminu maturalnego jednej z córek jest tematem dnia! Bezdyskusyjnie! Nie mogę uwierzyć, ze nikogo oprócz Natalii to nie interesowało!!! Na miejscu biednej Pulpy czułabym się z tym jeszcze gorzej. I cierpka uwaga Mili w stylu wiedziałam, ze tak będzie. Straszne! Sama jestem mamą wspaniałych córek i nie wyobrażam sobie, ze nie czekam z drżeniem serca na informację tak wielkiej wagi od którejś z nich. Mimo wspaniałej historii miłosnej Pulpy i Baltony ta scena w dużej mierze zepsuła mi odbiór książki (oraz ta, gdzie Patrycja leży twarzą do ściany i sie nie odzywa od kilku godzin, a Miła stwierdza, ze może jej po prostu zimno i podaje rodzinie deser. Nie zostawia sie tak dzieciaka, nawet 19-letniego, przecież widać, ze cos się dzieje!). Następnie w kolejnych tomach zachowanie Laury oraz totalna bezwolność Pyzy, która na propozycję randki (cytuję z pamięci) stwierdza jak we śnie: "oczywiście Tygrys pójdzie z nami". Gdyby jedna z moich córek była tak podległa drugiej, to mocno by mnie to zaniepokoiło. Do tego powitanie Gaby na dworcu po rocznej nieobecności Natalii (na miejscu tej ostatniej wsiadlabym z powrotem do pociągu - pytanie, czy gdyby nie eskortowała jej Gaba, rodzina równie licznie stawiłaby się na peronie?). I clou programu - przebiegła pani Trak jako przybrana matka Mili oraz przyszywaną babcia Borejkowien - straszne, wszystko mi opadło do kolan. A potem niestety z każdym tomem jeszcze gorzej...
        PS. Przepraszam za brak niektórych polskich liter, pisałam na szybko z telefonu.
            • pi.asia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.12.16, 16:24
              marlepcia napisała:
              > No i Ignacy opozycjonista oraz Mila zawsze stojący po właściwej stronie barykady, bez >moralnych dylematów i wątpliwości - no kurde, nie wierzę.

              Ignacy pochodził z Kresów. Jako dzieciak, tuż po wojnie, przyjechał z matką do Polski, bo "tam, na Wschodzie, już na wieki wieków Rosja". Trudno żeby miał jakiekolwiek wątpliwości w kwestii świetlaności ustroju, który pozbawił go rodzinnego domu. Z matką kotów nie darł, a ona też miała konkretne przekonania, i zapewne przekazała je synowi.

              Z kolei Mila wychowywana była przez ciężko pracującą Gizelę, mającą oczy i umiejącą kojarzyć fakty. Ojciec jej najserdeczniejszej przyjaciółki nie mógł wrócić do Polski, bo z miejsca trafiłby na UB. Z biblioteki usuwano wiele książek - to dla Mili czytelniczki też musiał być wstrząs. I składanie samokrytyki. I jeszcze wyjazd Moniki i brak listów.

              Zresztą dam przykład z mojego własnego podwórka: Ojciec (rocznik 1931, syn powstańca śląskiego) po wojnie działał w WiN-ie, trafił do więzienia, i w wieku lat 17-tu odpracowywał wyrok w kopalni Andaluzja. Nigdy nie wielbił ustroju i nigdy nie miał co do niego żadnych wątpliwości.

              Mama (rocznik 1934, córka powstańca warszawskiego) po wojnie trafiła do półsierocińca, bo Dziadek był w Londynie a Babcia została z trójką małych dzieci. Też nie miała powodu do uwielbiania ustroju.

              Scena, gdy Mila z Moniką rozmawiają o tym, co było najgorsze, i wspominają, że najgorsza była Janka, która notowała, kto nie płakał po Stalinie, jako żywo przypomniała mi wspomnienia mojej Mamy, która na wieść o śmierci Wodza Najwyższego zaczęła tańczyć z miotłą po pokoju.

              Tak więc dla mnie bycie Ignacego i Mili po właściwej stronie barykady, bez zawahań i wątpliwości, jest absolutnie wiarygodne.

              • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.12.16, 20:07
                Wiarygodne tak, ale i dowodzace ciasnoty umyslowej - czy corka szwaczki, jaka de facto i de iure byla Mila, mialaby szanse na studia w innej rzeczywistosci ? Czy Ignac, syn owdowialej bibliotekarki, jedynej zywicielki, zrobilby z palcem w nosie dwa fakultety ?
                ale te dwa golabeczki uwazaja siebie za istoty wyjatkowe, ktorym zawsze i wszedzie sie nalezy, a inni ich nie obchodza...
              • guineapigs Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 07.12.16, 20:26
                No właśnie, mnie się zdaje, ze w tych pierwszych latach po wojnie ludzie w większosci byli przeciw ustrojowi, bo był to ustrój po prostu morderczy. Oczywiście chłopi mogli się cieszyć z reformy rolnej, inni z powszechnego szkolnictwa itp, ale jednak to były tylko malutkie elementy układanki (zresztą ta reforma rolna to także nie była chyba taka witana z otwartymi ramionami, bo przecież były te różne kontygenty, rozkułaczanie, represje za podziemie, napad na religię). Nie znam się na tym za bardzo, ale wydaje mi się, że taki np. Boryna byłby bardzo przeciwko.
                Rózne dylematy to możemy mieć dziś, gdy porównujemy produkcje kinowe i telewizyjne 'wtedy' i 'teraz', gdy załamujemy ręce nad brakiem redakcji i korekty w wydawnictwach, które przez lata wydawały perełki literatury a teraz wydają totalne gnioty.
                Ale ktoś, kto dorastał w czasach od razu powojennych i odczuł na skórze własnej lub skórze kogoś bliskiego represje to normalnie, z natury rzeczy i psychologii, musiał być przeciw.
                Mógł oczywiście jakos wtopić się w system, nie wychylać się, godzić z rzeczywistością - ale chyba raczej był przeciw. Nie miał dylematów moralnych i wątpliwości, raczej próbował uwić sobie gniazdko i przeczekać tam życie. Myślę, że naprawdę dobrze pokazuje to serial 'Dom' - Popiołek nie ma watpliwości, że system jest zły, że 'koniec świata'. ale jakoś się adaptatuje. Dla Henia i jego ojca system jest wręcz koszmarny, bo gdyby nie system to spokojnie robiliby biznesy. Wrotek nie może kręcić takich filmów, jakie chce, ale kręci propagandę, która daje mu powodzenie - i jest w miarę zadowolony, chociaż pewnie wolałby robić dobre kino.
                Ze względów oczywistych nie ma tam postaci kompletnie zmiażdżonych przez system (Lawinowie jakoś sobie radzą, syn starosty jest lekarzem, Łukasz wraca z Kanady i zostaje dziennikarzem). Może jedynie Wiktor jest tym najbardziej poszkodowanym, ale i to w wersji lajt (innej nawet wtedy byc nie mogło, co juz daje do myślenia). Ale stary Talar jest absolutnie anty, Bronek jak to dzieciak cieszy się że zobaczy Murzyna z saksofonem, Andrzej to ten, który nareszcie może studiować a nie tylko czytać ukradkiem przy pasaniu krów, --
                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 00:16
                  Reforma rolna i powszechne szkolnictwo to byly kawaleczki bez znaczenia. Oczywiscie. I nie kazdemu sie podobalo, ze dzieci chodza do szkoly zamiast na pastwisko, z pewnoscia. Stary Talar jako jeden z wielu byl przeciw. Ciekawe, czy jego synowie tez ?
                • gat45 Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 07:46
                  Ja to trochę inaczej widzę.
                  Ustrój zmienił się po wojnie, która wykończyła kraj ekonomicznie. Świadomość społeczna w Polsce zrzuciła praktycznie wszystkie trudności i braki na nowy system. Społeczeństwo było do takiej reakcji przygotowane : wrogość do 'sowietów' przynajmniej od 1920 roku, pogłębiona przez fakt, że to 'ruskie' (w 1945 roku od zaborów upłynęło tylko 27 lat !) i antychrysty. Zabrali ziemie wschodnie. Co razem z nienajczulszym podejściem do obywatela sprawiało, że niechęć do nowego reżimu była rzeczywiście powszechna.
                  Ignacy i Mila mają do władz stosunek klasycznej niechęci tych, którzy uważali się za zdeklasowanych przez nowe rządy. Oboje należeli chyba do rodzin przed wojną raczej niezbyt bogatych (rodzice Mili gnieżdżący się w pokoiku w jakiejś robotniczej oficynie, matka Ignaca - kobieta pracująca, a więc z pewnością nie dziedziczka pałacu i włości, odebranych przez tych paskudnych czerwonych), ale zachowują się, jak bezety (= b.z. = bywszy ziemianin). Nb taka postawa była bardzo częsta, szczególnie u przesiedleńców ze wschodu - tam każdy zostawił dwór na Wołyniu albo kamienicę we Lwowie. A kto nie mógł się uskarżać na stratę majątku, ten się skarżył na ograniczenie praw kościoła w życiu ogólnym kraju (polskiego kościoła nie prześladowano tak, jak to zrobiono po rewolucji z cerkwią). No i w ogóle "przed wojną było lepiej" było dla wielu ludzi dogmatem do tego stopnia, że wrogość, a przynajmniej niechęć, do systemu deklarowali nawet jego bezpośredni beneficjenci.

                  A co do śmierci Stalina : znam jedną panią, która ponoć rzeczywiście opłakała ten zgon rzewnymi łzami. Miała wówczas 3 latka i była osóbką bardzo wrażliwą na muzykę, więc połączenie muzyki żałobnej, którą ponoć nadawało radio przez cały dzień (czytanych grobowym głosem komunikatów nie rozumiała) z ogólną nerwowością domowników (wtedy wielu ludzi na każdą wiadomość tego typu reagowało jednym strachem : będzie wojna), tak na dziewczynkę zadziałało.
                  • ewa9717 Ac, Gatu! 08.12.16, 12:07
                    A ja znam osobscie panią, lat wtedy ponad trzydzieści, która własnemi łzami rzewnemi publicznie opłakała śmierć Lońki Breżniewa! Nie był to godzinny szloch, jednakowoż łzy pociekły ;)
                • lord_vmordevol Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 12:00
                  guineapigs napisała:

                  > No właśnie, mnie się zdaje, ze w tych pierwszych latach po wojnie ludzie w więk
                  > szosci byli przeciw ustrojowi, bo był to ustrój po prostu morderczy. Oczywiście

                  Nie był taki znowu morderczy, zwłaszcza że dopiero co była wojna. Różnica, podejrzewam, była jednak zauważalna. No i to jednak Ruskie wygoniły Niemców, znacząco poprawiając jakość życia Polaków. Do tego życie w przedwojennej Polsce to wcale nie była taka znowu sielanka, którą zburzyłby manifest PKWN, a w szczególności władza niekoniecznie była ukochaną emanacją zadowolonego społeczeństwa. No i nawet gospodarczo różnica nie musiała być bardzo znaczna, bo sanacja potrafiła się nieźle wtranżalać w prowadzenie przedsiębiorstw, które ją akurat zainteresowały. Więc, wbrew temu, co by się teraz chciało mówić, nie tylko wcale nie wszyscy, czy nawet większość, koniecznie byli przeciw, ale nawet jest możliwe, że wyniki referendum to naprawdę było 3xTak, tyle że pewnie z mniejszymi procentami.

                  > chłopi mogli się cieszyć z reformy rolnej, inni z powszechnego szkolnictwa itp
                  > , ale jednak to były tylko malutkie elementy układanki (zresztą ta reforma roln

                  Te malutkie elementy to było jakieś 2/3 społeczeństwa licząc samych chłopów właśnie.

                  > a to także nie była chyba taka witana z otwartymi ramionami, bo przecież były t
                  > e różne kontygenty, rozkułaczanie, represje za podziemie, napad na religię). Ni

                  Zaraz po wojnie nie było napadu na religię, a wręcz przeciwnie. Zwłaszcza na Ziemiach Odzyskanych Kościół i PPR radośnie sobie współpracowali w odniemczaniu i repolonizacji.

                  > e znam się na tym za bardzo, ale wydaje mi się, że taki np. Boryna byłby bardzo
                  > przeciwko.

                  Boryna to był bogaty chłop i pewnie by się załapał na kułaka. Ale wieś nie składała się z takich Borynów i w tym właśnie problem. Są, OIDP, w "Chłopach" też właśnie i jacyś biedujący komornicy, którzy radośnie ładowaliby się w transporty na zachód, na zdobyte ziemie.


                  > Tu podam anegdotkę z własnej rodziny. Otóż pewna ciocia została zapamietana prz
                  > ez to, że ryczała w dniu śmierci Stalina, wszyscy się z tego wyśmiewali: ty pła
                  > kałaś po śmierci Stalina!!! Jak to było naprawdę? Otóż owa ciocia gdzieś się wy

                  Stalin Stalinem, ale to jednak była solidna firma. Dla przeciętnego człowieka to był gościu, który przegonił Niemców i pilnował, żeby nie podskakiwali - podczas gdy Zachód dogadywał się z, bodajże, Adenauerem i montował sobie NATO. Więc wymagało to oczywiście pewnej egzaltacji, ale płacz po Stalinie nie był pewnie bardziej nietypowy niż płacz po Wojtyle.


                  Podsumowując: ekstrapolowanie postaciom poglądów wstecz od lat dziewięćdziesiątych to nie jest prosta sprawa.
                • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 17:35
                  Inteligencja pewnie była przeciwna. Chłopi i robotnicy, których była większość, raczej nowy ustrój popierali, w końcu za sanacji cierpieli upiorną biedę. (Moja babcia, która przed wojną własnie krowy pasała, wierzyła w komunizm do końca.) Zresztą zdaje się, że w tych pierwszych latach komuniści szli ramię w ramię z kościołem, dopiero w latach pięćdziesiątych to się zmieniło.
                  • kindzie Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 19:38
                    sanciasancia napisała:

                    > Inteligencja pewnie była przeciwna. Chłopi i robotnicy, których była większość,
                    > raczej nowy ustrój popierali, w końcu za sanacji cierpieli upiorną biedę. (Moj
                    > a babcia, która przed wojną własnie krowy pasała, wierzyła w komunizm do końca.
                    > )

                    Moja prababcia - która wspominała jak przed wojną dzieliło się zapałkę na czworo - także twierdziła, że "teraz" (czyli za późnej komuny, w latach osiemdziesiątych) jest bez porównania lepiej niż wtedy.

                    Ale nie byłabym pewna tego powszechnego poparcia dla komuny wśród chłopów i robotników. W późnych latach czterdziestych i we wczesnych pięćdziesiątych przez komunistyczne więzienia przewinęło się mnóstwo chłopów za niedostarczenie obowiązkowych kontyngentów (według niektórych szacunków aż do pół miliona). Wielu w latach czterdziestych było represjonowanych za poparcie dla mikołaczykowskiego PSL-u.
                    Robotnicy chyba także nie mieli przesadnie entuzjastycznego poparcia dla komuny o czym świadczy poznański czerwiec w 1956, protesty w grudniu 1970, wydarzania radomskie w 1976, no i później utworzenie Solidarności.

                    Fakt, że przed wojną panowała w Polsce upiorna bieda wśród chłopów i robotników, i że sanacja urządzała strajkującym chłopom takie same masakry i masowe aresztowania jak komuna strajkującym robotnikom.
                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 19:58
                      kindzie napisała:


                      > Robotnicy chyba także nie mieli przesadnie entuzjastycznego poparcia dla komuny
                      > o czym świadczy poznański czerwiec w 1956, protesty w grudniu 1970, wydarzania
                      > radomskie w 1976, no i później utworzenie Solidarności.

                      Hm. Jeszcze solidarnosciowy wybuch, ktory pamietam, osobiscie, bo juz duza bylam, byl pod haslem "socjalizm tak, wypaczenia nie".
                      • kindzie Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 09:47
                        tt-tka napisała:

                        > Hm. Jeszcze solidarnosciowy wybuch, ktory pamietam, osobiscie, bo juz duza byla
                        > m, byl pod haslem "socjalizm tak, wypaczenia nie".

                        Masz rację. Chyba nawet wszystkie te zdarzenia, które wymieniłam, odbywały się w podobnym duchu.
                        Przecież przywódcą strajku w 1956 w warszawskim FSO był sekretarz komitetu zakładowego partii, członkowie partii bardzo różnie odnieśli się też do protestów robotniczych w 1970 (co dobrze pokazuje film "Czarny czwartek") i w ogóle wydaje mi się, że najwięcej protestów budziła rozbieżność pomiędzy deklaracjami rządzących w Polsce komunistów, teorią, na której miał się opierać ustrój społeczny, a praktyką. Czyli innymi słowy przeciwko temu, że tych wypaczeń było więcej niż prawdziwego socjalizmu.

                        Było pisane w tym wątku o postawie starego Talara z serialu "Dom" wobec komuny. Nie pamiętam już dobrze tego serialu (mam tylko mgliste wspomnienie, że był świetny, i mocne postanowienie, żeby go sobie odświeżyć), ale o ile właśnie pamiętam, to stary Talar jak najbardziej popierał reformę rolną. Buntował się przeciwko przymiarkom do jej faktycznego wycofania poprzez kolektywizację dopiero co przyznanej chłopom ziemi.

                        I przechodząc już do meritum tego forum: Borejkowie i inni pozytywni bohaterowie Jeżycjady przecież również nie sprzeciwiają się walce z analfabetyzmem, elektryfikacji kraju, reformie rolnej, darmowemu szkolnictwu i darmowej służbie zdrowia. Sprzeciwiają się "wypaczeniom" czyli brakowi suwerenności Polski, jej podporządkowaniu Związkowi Radzieckiemu, czystkom antysemickim, represjom politycznym, tłamszeniu swobody wyrażania poglądów. Zastanawiam się przy tym, czy pomimo tego wszystkiego gdziekolwiek w Jeżycjadzie znajdzie się fragment, w którym Borejkowie wychwalaliby wprost przedwojenne czasy
                        w porównaniu do PRL-u. Gizela w "Kalamburce" ma wiele zgryźliwych myśli na temat PRL-u, ale w scenie odbywającej się przed wojną równie zgryźliwie ocenia tamtą rzeczywistość.

                        Zatem IMO trochę na wyrost jest przypisywanie pozytywnym bohaterom Jeżycjady bezrefleksyjnej gloryfikacji przedwojennych czasów i totalnego potępiania wszystkich aspektów powojennej rzeczywistości.
                        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 11:05
                          Nie przypisuje im bezmyslnej gloryfikacji i autorka postu, od ktorego zaczela sie ta galaz chyba tez nie...

                          Parafrazujac - gloryfikacja nie, bezmyslnosc tak :)

                          Oni, i to mnie uderzylo od razu, gdy czytalam K, bo ten okres to studenckie lata moich rodzicow, sa bezrefleksyjni i niezaangazowani w nic w stopniu niewiarygodnym, jak na tamte czasy zwlaszcza. Mozna bylo dzialac w ZMP albo w kolku rozancowym, ale GDZIES dzialal praktycznie kazdy i kazda. A co Ignac ? Jego glowne zajecie na studiach (to, o ktorym zostalismy powiadomieni) to opedzanie sie od awansow kolezanek. Porownac to chocby z "Paladynami" Snopkiewicz, gdzie to studenckie zycie kwitnie bujnie na wszystkich frontach przez 24 h na dobe, to postacie z K wcale nie zyja...oni wegetuja :(

                          A w pozniejszych tomach mamy sarmackie odbicia, kasztelana z Zawichostu, cukiernice z Kiejdan i czarna polewke serwowana kleczacemu konkurentowi. Bue.
                            • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 21:24
                              sanciasancia napisała:

                              > Wiesz, prototypem jednej z bohaterek "Paladynów" była moja babcia, i ona akurat
                              > cierpiała na nadmiar zaangażowania w losy świata i ludzi.
                              >

                              Grrrratuluje ! Mozesz zdradzic ktora ? proooosze

                              Ale zadne z moich rodzicow ani ich znajomych z pewnoscia nie bylo prototypem, a wszyscy oni wspominali te lata jako okres wybujalej aktywnosci. Zaangazowanie, akcje takie i owakie, ale i wieczorynki, potancowki, dyskusje, zespoly taneczne, sportowe, no i nauka, dosc czasochlonna, powiedzmy sobie, i czesto grupowa. To byl okres w ich zyciu stadny jak zaden inny.
                              • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 21:48
                                Zetempówa Nika, bodajże.
                                Wiem, że to trochę nie na temat, bo raczej o Laurze i Róży, ale jak się tak patrzę na swoich znajomych na studiach, a ja jestem z rok starsza od Pyzy i też po fizyce, to my się głównie uczyliśmy i spotykaliśmy na domówkach (np. po kolokwium, kolokwia były w soboty, więc akurat). Kilkoro ciągnęło drugi kierunek studiów. Była bardzo silna grupa wspinająca się i chodząca po górach (głównie teoretycy), z odnogami postaci grotołazów. Kilka osób ćwiczyło judo/karate/aikido, raczej nie wyczynowo, ale dość aktywnie (np. mój mąż chodził na treningi 3 razy w tygodniu). Dość dużo ludzi robiło zdjęcia i mieliśmy stały dowcip, że wystawę fotografii w głównym korytarzu moglibyśmy wymieniać co tydzień (miałam nawet w tamtych czasach zajęcia z Andrzejem Draganem, nie fotografię, tylko elektrodynamikę). Kilka osób działało od liceum w klubie astronomicznym/Funduszu na Rzecz Dzieci. Ludzie dawali dość dużo korepetycji: matematyka, fizyka, ale i angielski. Nawet jakieś kółka zainteresowań działały, teraz są jeszcze prężniejsze.
                                • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 22:19
                                  Jak juz wyslalam, to pomyslalam sobie "zeby nie Honorka, zeby nie Honorka" :)

                                  Ale co chcesz, na taka Nike zawsze mozna bylo liczyc. I wiadomo, ze nie bedzie ocierala nikomu lez przez 20 lat, tylko potrzasnie w pore. gabonowi przydalby sie ktos Taki, nie uwazasz ?

                                  Gratuluje raz jeszcze, miec przodkinie uwieczniona w literaturze to nie kazdemu sie trafia :)
                                  A te postacie byly ZYWE, pelnokrwiste i tak plastyczne, ze do dzis kazda mam przed oczami. I kazdego.

                                  Wracajac do studenckiej aktywnosci - w kazdym czasie, jak wynika, jest to okres wzmozonego zycia spolecznego. Tylko, psiakostka, Borejkow to jakos nie dotyczy...
                                    • potworia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 23:35
                                      To ja przepraszam, że się wetnę, ale jako fanka "Paladynów" muszę, bo się uduszę.
                                      Nika jest świetną postacią i ciekawą osobą, nazbyt jednak pryncypialną. Jej pożegnalny list do Lilki łamie mi serce przy każdej, regularnie odświeżanej lekturze. Jeśli jej się pogłębiało z wiekiem, to jako babcia mogła rzeczywiście zmilicyjnieć.
                                    • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 01:09
                                      sanciasancia napisała:

                                      > Powiem Ci dyplomatycznie, że jako babcia w sytuacji podbramkowej się nie sprawd
                                      > ziła.
                                      >

                                      Nie sprostalas jej wyobrazeniom o ideale czlowieka, obywatelki i wnuczki ? Wybacz, znam ten bol, tez mialam nikopodobna babcie - byla wspanialym czlowiekiem, tyle ze wnuczka, a wczesniej corka byla zawsze mniej wazna niz ludzkosc jako taka.
                                      Ale osoby spoza rodziny autentycznie plakaly na jej pogrzebie i wspominaly po latach... jej zrozumienie i niezawodnosc wspominaly...
                                      • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 04:15
                                        To też :), choć myślę, że mój ojciec to gorzej znosił, a potem jak byłam dzieckiem starał się buforować. Moja babcia była świetnym obywatelem (ta historia z przenocowaniem na stołówce dziewczyn, które przyjechały na egzamin, wydarzyła się naprawdę) i lekarzem (diagnostą i w ogóle) i pewnie człowiekiem też, ale wiesz, ja w pewnym momencie przeżyłam koniec świata i okolic, i do dziś wspominam go jako "koniec świata i do tego histerię babci i rodziców". Trochę tak, jak postukać w ten spiż i się zorientować, że to właściwie gips jest, a potem czyścić ubranie z pyłu. Czasem, jak dziś, mam wrażenie, że ten pył ciągle się sypie.
                                        • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 10.12.16, 10:50
                                          To wspolczuje i przepraszam za dowcip, niestosowny byl.
                                          Moja babcia byla spizowa do konca. I faktycznie niezawodna, choc nigdy nie pomogla w sprawach, ktore nie zgadzaly sie z jej pogladami.
                                          Natomiast dziadek rzeczywiscie sypnal gipsem koniec koncow - ale to dopiero, jak babci zabraklo. Dopoki ona zyla, swietnie udawal spizowego. Albo i byl, tylko przerdzewial, kto go wie...
                    • sanciasancia Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 21:57
                      Bardziej myślę o latach 40-tych i bardzo wczesnych 50-tych. '56 to jest już 10 lat po wojnie, wspomnienia wojny i sanacji się zacierają.
                      Chłopi przed wojną cierpieli ogromną biedę i jak piszę ogromną, to myślę o moim dziadku, który okresowo jadł co drugi dzień, czy babci mojego męża, która tłuste mleko spróbowała po wojnie. Pewnie wraz z prześladowaniami to poparcie zmalało, ale wydaje mi się, że po wojnie było dość duże.
                      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 09.12.16, 22:23
                        Przede wszystkim po wojnie pamietalo sie te wojne. I perspektywa kolejnej byla jakos malo pociagajaca...
                        A z czasem zacieraly sie wspomnienia biedy wojennej i przedwojennej, aktualne bolaczki byly bardziej bolace. I aspiracje juz rozbudzone, skoro juz sie stalo podmiotem, nie przedmiotem historii i terazniejszosci.
    • bupu Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 16:22
      marutax napisał(a):

      > W kilku wątkach pojawia się motyw pierwszego wstrząsu – chwili, w której czytel
      > nik zauważa, że coś tu jest baaardzo nie w porządku, nie może uwierzyć w to, co
      > przeczytał, czuje się ogłuszony... Taki symboliczny początek Neo-Jeżycjady, kt
      > óry pamięta się nawet po wielu latach/tomach i który do dziś dzień wywołuje dre
      > szcze obrzydzenia, zawodu lub złości.

      Oryginalna nie będę: Noelka. Najpierw Gaba zagarniająca Grzesia na Wigilię, a potem te nieszczęsne Rumunki. Momenty "wychowawcze" Gabetonu w Pulpecji upewniły mnie tylko, że źle się dzieje w państwie borejskim.
      • sowca Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 16.08.16, 22:50
        Chyba mam większy zasób tolerancji albo za młodu nie wychwytywałam wielu rzeczy, bo zmroziło mnie pierwszy raz w "Imieninach", kiedy Grześ usiłował spędzić z żoną miły dzień, a ta trąba nie potrafiła powiedzieć "Sorry, Bernard, nie dziś". I to miało być zabawne. Nie było. BYło strasznie smutne.Grzegorz był przynajmniej wściekły, a kretynka Gabon nwet słówkiem się nie zająknęła, że jej przykro. Nie musiała poświęcać męzowi aż jednego popołudnia...
    • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 15:57
      A ja przeczytałem w latach 80-tych wszystko do OwR i byłem pewien że dalej nic nie było. Dopiero chyba pod koniec lat 90-tych znajoma uświadomiła mnie że MM napisała więcej części. Do chyba Kalamburki przeczytałem to hurtem i jednoznacznie stwierdziłem że zmiana PRL na RP bardzo autorce zaszkodziła. BBB bardzo mi się jeszcze podobał, ale potem? Brrr... Chyba najpierw rąbnął mnie niezwykły zbieg okoliczności w "Noelce" - no jakim cudem widziana przez Elkę przypadkiem kobieta z która ta poczuła dziwną więź zostaje potem żoną jej ojca? I ta Terpentula potworna, która strzeliła focha i zostawiła faceta którego kochała (choć w sumie to dosyć realistyczne jest...).
      Dalej - gejowaty Kozio - ahtysta z Koziej Wólki, pan Jankowiak który Bóg wie czemu łazi z tym świadectwem bez sensu tam i z powrotem i narzekając "kiedyś było lepiej" i oblewając się śmierdzącą peerleowską "Przemysławką"...
      No a potem to już poszło z górki, mylą mi się tytuły i treść, ostatnio nawet z waszych dyskusji zorientowałem się że przegapiłem jeden tom.
    • haszyszymora Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 16:44
      Pulpecja. Ponieważ czytałam w głębokim nastolęctwie, najbardziej trzepneła mnie przemiana Baltony. Bo to, panie tego, nie może być tak, by się jakaś subkultura młodzieżowa przystawiała do Borejkówny. Chcesz wstęp na Roosevelta, to ścinaj te kolorowe włosy i wymieniaj motocykl na samochodzik w kwiatki. Do dziś serce mi się ściska.
      Inna rzecz, że Baltona ubawił mnie setnie stwierdzeniem, że lubi słuchać "mrocznego rocka". Kto wie, może MM upupiła Baltonę, by nie musieć pisać o zjawiskach, których nie zna. :P

      Poza tym sławetna noc poślubna Idy - znów, człowiek ma lat piętnaście, już gryzie paluchy, bo rany-rany, będą momenty! A figę.
      Wielkie halo o białą róże, do dziś dla mnie niezrozumiałe. No i tajemnicze zniknięcie Romy pod koniec książki, przemycone gdzieś na marginesie i na odczep się. Znów szkoda, bo ta zakompleksiona, szczeniacko cyniczna i trochę depresyjna Roma była IMHO najciekawszą postacią w tej historii. Jej płacz po Sylwestrze kopnął mnie w de znacznie bardziej niż Pulpowa matura.

      A zresztą Pulpa wydała mi się nieznośną, antypatyczną snobką. Czy ona ma jakiegokolwiek znajomego, prócz Romy, do którego gadałaby po ludzku i bez poczucia wyższości?
      • tt-tka Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 17.08.16, 16:51
        haszyszymora napisał(a):

        No i tajemnicze znik
        > nięcie Romy pod koniec książki, przemycone gdzieś na marginesie i na odczep się
        > . Znów szkoda, bo ta zakompleksiona, szczeniacko cyniczna i trochę depresyjna R
        > oma była IMHO najciekawszą postacią w tej historii. Jej płacz po Sylwestrze kop
        > nął mnie w de znacznie bardziej niż Pulpowa matura.
        >
        > A zresztą Pulpa wydała mi się nieznośną, antypatyczną snobką. Czy ona ma jakieg
        > okolwiek znajomego, prócz Romy, do którego gadałaby po ludzku i bez poczucia wyższości?


        W Pulpecji nie. A w pozniejszych tomach gada juz tylko z rodzina. Znajomych niet.
      • 3piota Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.08.16, 00:13
        haszyszymora napisał(a):
        > A zresztą Pulpa wydała mi się nieznośną, antypatyczną snobką. Czy ona ma jakiegokolwiek
        > znajomego, prócz Romy, do którego gadałaby po ludzku i bez poczucia wyższości?

        Nie musiała. W Pulpecjadzie była na przykład taka scena walentynkowa w jej szkole. Oto korytarzem idzie Patrycja Borejko a jakiś Jacunio do niej się zaleca. Ona jasna sprawa go niszczy, a za nimi podążają klasowe koleżanki i duszą się ze śmiechu. Patrycja Borejko i jej dwórki. Tylko Roma wlecze się ponura. Z zazdrości of course.
      • ssssen Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 18.08.16, 08:20
        O, przypomniałaś mi - mnie zdenerwowało stwierdzenie że Baltona jeździł na Harleyu... Harley w Polsce na początku lat 90-tych u takiego smarka? Skąd on miał na to pieniądze?

        I druga sprawa - przypomniało mi się - do dziś nie rozumiem jakim cudem Kozio przegonił Arturka-Gburka na rowerze jadąc jakimś skrótem przez nieznane okolice.
          • draconessa Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 11:49
            Truscaveczko, baltona mowi wyraznie, ze ma Harleya - Davidsona, spodziewajac sie podziwu ze strony metodego:) Ale zgadzam sie - Harley u takiego smarkacza w latach 90? Niemozliwe. To sa jednak dosc drogie maszyny...Baltony nie byloby na niego w zyciu stac... Ale MM przeciez nei sprawdza takich drobiazgow, a korekta jej wydawnictw jest czysto teoretyczna...
            • lord_vmordevol Re: Jeżycjada - pierwsze wstrząsy 08.12.16, 12:04
              draconessa napisała:

              > Truscaveczko, baltona mowi wyraznie, ze ma Harleya - Davidsona, spodziewajac si
              > e podziwu ze strony metodego:) Ale zgadzam sie - Harley u takiego smarkacza w
              > latach 90? Niemozliwe. To sa jednak dosc drogie maszyny...Baltony nie byloby n

              To były czasy, kiedy po wsiach można był wygrzebać w stodołach zadziwiające rzeczy, w tym barokowe meble robiące za pudło na żarcie dla świń i napędzające starą młockarnię zabytkowe motocykle na przykład z demobilu. I kupić to za flaszkę - która to flaszka była jeszcze dostępna dla nastolatka w sklepie ;-)
              Więc teoretycznie dałoby się.

              > a niego w zyciu stac... Ale MM przeciez nei sprawdza takich drobiazgow, a korek
              > ta jej wydawnictw jest czysto teoretyczna...
              >