Dodaj do ulubionych

Mevelandia?

09.06.05, 11:29
Gdzie dwór Królowej Meve? Pajęczyny wiszące z sufitu? Nawet oko moje baczne
braki w piwniczce dostrzegły! Arrasy w nieładzie pod nogami? Cóż za
nieszczęścia spotkały Królestwo, gdym we wojażach w dalekich stronach bywał?
Gdzież filuterne dwórki Najjaśniejszej? O nieszczęsny ja...
Obserwuj wątek
    • agrafek ffftorek, oczywiście. 09.06.05, 13:47
      Zaganiany po okolicznych lasach donoszę, iżem królowej nie widział już chyba od
      roku, co, naturalnie wpędziło mnie w rozpacz oraz depresję i sprawiło, że
      ukrywam się w podzamkowej oranżerii:(. Jakby mało było nieszczęścia, piwnice
      zamkowe puściuteńkie, i takoż, jak ja smutne, bo nikt ich nie odwiedza, dóbr,
      jak najbardziej doczesnych, w nich nie uzupełniając.
      Wszystko wskazuje iż trafia Mevelandia do działu historii starożytnej, choć się
      przecie niegodzi, gdy Królowa tak zacna, młodzieńczym urokiem serca i dusze
      zdobywająca. Ale cóż. Musi, uwiódł ją jaki królewicz.
      pozdrawiam
      • jarek-44 Re: ffftorek, oczywiście. 09.06.05, 14:04
        Pozdrowienia Waćpanu przesyłam za pamięć o czasach Królestwa wspaniałych.

        Wieści Waść straszne przynosisz, aż strach myśleć, czy aby Królowej naszej
        straszliwy smok jaki nie porwał i we wieży jakiej nie umieścił, ku stromocie
        meveladzkiego rycerstwa? Hańba!

        PS. Sic! Aby nie szfartek dzisiej?
        • agrafek szfartek, piontek, zawsze ffftorek:) 10.06.05, 09:10
          Sądzę, iż smok Królowej niegroźny:), zauroczyłaby i jego. Natomiast sromota
          Mevelandzkiego rycerstwa, pozostaje, niestety faktem. Daliśmy zniknąć Królowej
          i nawet nijakiej krucjaty nie ogłosiliśmy, by ją odnaleźć:(. Jeśli Waść siły
          jakieś znajdziesz, to wyciągaj sztandary, ja dąć w róg będę, może to co da?
          Co zaś się tyczy kwesti formalnej, to rzeczywiście, obiektywnie rzecz biorąc,
          był wczoraj szfartek. Ale, żem herbu fftorek, to subiektywnie dla mnie zawsze
          fftorek, czego dowody znaleźć można w archiwum forum:).
          pozdrawiam
          • jarek-44 niechaj zatem bedzie zawsze ffftorek:) 10.06.05, 16:11
            Dobrze prawicie!
            Srom okrutny, który krwi do jego zmycia wymaga!
            Zatem czas najwyższy jakie kroki przedsięwziąć, aby złu wszelakiemu zaradzić.
            Czuję odpowiedzialność na barkach mych za dobroć, która z ręki Najjaśniejszej
            mnie czasu onego spotkała. Za sprowadzenie mnie, grzesznika ze drogi złej, na
            której rozbojem i gwałtem się trudniłem. Za przyjęcie w stan rycerski i za
            rynsztunek wten czas otrzyman. Tedy po szlakach rozmaitych wiodły mnie bogi, a
            wszędy imię Najjaśniejszej Meve i jej nadobnych dwórek głosiłem, a tu królestwo
            ku upadkowi się chyliło... Żałość tedy większa za serce mnie wchwyta, żem nie
            pomógł...
            Szykuj się, Panie Bracie!
            • zirael1 Re: niechaj zatem bedzie zawsze ffftorek:) 13.06.05, 13:10
              Czyliż waćpanowie rozprawiają o Jej Wysokości [Sapkowskiego] Królowej Meve, Pani
              na Lyrii, któraż to pasowała na rycerza Geralta z Rivii, Białym wilkiem się
              zowiącego? Jeżeli tak, zaiste, prawiście! O niej to słuchy nie znajdziesz
              ostatnimi czasy. Waćpanowie rycerze, szukajcie mścijcie Jej Wysokość, takich
              prawych jej najpewniej teraz potrzeba! Nie na darmo waćpanów rycerzami
              mianowano! Dalej, na krucjatę! Ja, mości rycerze, na wojnę nie ruszę, bom
              jedynie niewiastą jest, a mój mąż i pan na wojaczkę ruszył. Przykładny on, w
              jego ślady, waćpanowie!
              • agrafek Bum bum, brzdęk brzdęk 13.06.05, 14:00
                To pobrzdękuje moja zbroja, z dawna nie polerowana. Niosę ją teraz do północnej
                wieży, a serce mi wypełnia radość, bo coś, jakby jutrzenka nieśmiało
                przebłyskiwała dla Zamku, skoro się tylu zacnych rycerzy, nieodmiennie przez
                swe damy wiedzionych, do Poszukiwań Królowej szykuje. Już prawie - prawie życie
                do zamku powraca, już widziałem jak się duchy krzątają. Na razie niewprawnie,
                bo już nie pamiętają jak się straszy, ale gdy się rozkręcą... Ho, ho!
                Kto w zamku choć raz był gościem, kto napitków i jadła tu kosztował, komu
                Najzacniejsza z królowych miła, niechże się do wyprawy szykuje, a bratem mi
                (albo siostrą) będzie, jakem agrafek herbu ffftorek!
                Wyprawa wyrusza, naturalnie, w jeden z ffftorków. Koszyki z kanapkami na drogę
                mile widziane.
                pozdrawiam
                • vereen Re: Bum bum, brzdęk brzdęk 16.06.05, 07:58
                  Witam Jaskółkę i obłędnych rycerzy w szzzfartek, dygam z radością.
                  Olaboga, a już myślałam, że nikt z odsieczą za Najjaśniejszą nie wyruszy.
                  Wiele smutku waćpanowie mi zadali, bom imaginowała, że na jakiejs świętej
                  wojnie ziemię obłapili i jeno krukowie waćpanów towarzystwem.
                  Meve Królowa chyba uprowadzona w jakieś nieznane światy, bom po znanych
                  alternatywnych nie szczędząc trudu szukała:((

                  Kanapeczki już gotowe, ale tylko z baraninką, bo dostawy do zamku
                  malutkie...chłopkowie się trochę obawiają opuszczonego zamku nawiedzać:(
                  A pifniczkę, hemm, tego ..pilnowałam troszkę...no ale czas mnie się dłużył
                  niemożebnie:))... i jakby nie spojrzeć już pusto:| Może z wysp piraci dostawę
                  obiecaną przywiozą.
                  Truskaweczkami zatem częstuję i troszkę szampana jeszcze zostało w sekretnym
                  zakątku pifniczki:)
                  • agrafek Re: Bum bum, brzdęk brzdęk 16.06.05, 10:37
                    Baraninka - mmmmmmmmmm(niam)!
                    Witam najserdeczniej w szfartek pogodny jak mało. Wydobyłem z tajnej piwniczki
                    ostatnią butelczynę napitku jarzębinowego, którą opiece piwnicznej strażniczki
                    polecam, niech czeka na nasz powrót z wyprawy. Teraz jeszcze tylko kierunki
                    poszukiwań wyznaczyć i na szlak wyruszać. Niestety, w najbliższych okolicach
                    istotnie Królowej nie ma.
                    A piraci przydaliby się bardzo, może jakieś wieści o Najjaśniejszej Pani krążą
                    po morzach i oceanach?
                    A - jeszcze i truskawki są, można prosić w śmietanie?
                    pozdrowienia
                    • jarek-44 Re: Bum bum, brzdęk brzdęk 17.06.05, 18:35
                      Nie czas teraz o zbytkach i brzucha potrzebach zaspokojenie bajać, gdy tam...
                      Głos mój łamiący trosce mej o Najjasniejszą przez gardziel nie chce przejść.
                      Azaliż cieplej na sercu mem, gdy byłych poddanych Miłościwie Panującej więcej w
                      zamku teraz widuję. Zatem przypuszczeniom, iż dni świetności wrócić mogą, kresu
                      nie kładę. Starym zwyczajem na małą kontrolę kilku kupieckich wozów tranzytem
                      przez włościa Królowej jadące sobie pozwolić raczyłem i o zgrodo KONTRABANDĘ
                      odkryć mi przyszło. Zatem w imieniu Akcyzy /kto to?/ trójniak i czworniak
                      skonfiskowałem, a pacholęta ze służby właśnie napitki te do piwniczki pod
                      bacznym okiem mem znoszą. Może zatem toast za Królową wzniesiem?
                      • agrafek Pon Iedziałek 20.06.05, 09:41
                        Pon Iedziałek, przbysz z krain, gdzie niektóre słowa wymawia się ciut inaczej,
                        poczęstował mnie kiedyś pysznym półtorakiem, którego od tej pory jestem
                        wielbicielem. Całe dwa dni patrolowałem leśne trakty w poszukiwaniu jakiej
                        kontarbandy, która pomogłaby mi napitek ten cenny zyskać, jednak jeno same
                        sierotki i leśników spotykałem. I może ze dwóch robinhudów. Wyobraźcie sobie,
                        zacni Mevelandczycy, że i oni nic o losach Najjaśniejszej Pani nie wiedzą!
                        Co zaś się tyczy radości podniebienia, to zawsze winno się znaleźć na nie czas,
                        podobnie jak na inne przyjemności. Możecie być bowiem, mili krajanie, pewni, że
                        powodów do smutku świat dostarczy nam sam, przeto nie żałujmy chwil na drobne
                        radości.
                        pozdrawiam
                        • braineater Re: Pon Iedziałek 20.06.05, 13:29
                          Dwójniak! Dwójniak! Mości Panie - ten o gardło ma staranie!
                          Skuszony gwarem dobiegajacym z onej tajemniczej gospody na włościach Cyberii
                          zajrzeć postanowiłem i co widzę?
                          Krucjatka sie szykuje!
                          Czy ja mógłbym? Królowa o której Acani tak głośno deliberujecie i w okół której
                          rozhowory czynicie, nie znaną mi wszakże, lecz, furda, któzby białogłowie w
                          potrzebie z odsieczą nie ruszył?! Może i Wam sie przyda sztukmistrz, co
                          tajemnymi iluzjami Orientu włada, co wszelakie dekokty i elixry tajemne
                          przysposobić potrafi, co słów także parę w prastarych językach wykorzystać umie?
                          Więc ku gumnu się chyląc zapytuję uniżenie - weźmiecie mnie ze sobą o glejty i
                          listy żelazne zbytnio nie wypytując?
                          Pozdrowienia:)
                          • jarek-44 Re: Pon Iedziałek 20.06.05, 16:22
                            Nie lękaj się!
                            Jeślisz prawy i serce Twe jak kryształ czyste /sumienie ostawmy póki co na
                            uboczu/ tedy ręki mej na godność Twoją podnosić mi się nie godzi. Szcególnie, że
                            w potrzebie każdy miecz i każda kopia ku victorii przybliżyć może.
                            Azali prawimy tu nie o białogłowie, lecz o Prześwietnej i Miłościwie Panującej
                            Nam Królowej Meve!!! Takoż na wzgląd ten szacunek należyty okaż i... wypij
                            razem, aby chwilę spokuju uszcić.
                            W górę serca!

                            Zakuty Łeb herbu Paw..ie Pióro (znacie powiedzenie - narobić koło pióra?)
                          • agrafek Re: Pon Iedziałek 20.06.05, 16:24
                            Ależ witaj nam dobrodzieju! Talentów Twych nie godzi się marnować, tym
                            bardziej, że w zacnych je chcesz wykorzystać celach. Nie godnym wprawdzie, by
                            Cię w zamkowych bramach witać i obywatelem Mevelandii czynić, bądźże jednak
                            gościem naszym. A gdy Królową - co niech dadzą wszystkie dobre duchy
                            wszechprzestrzeni - znajdziemy, pewien jestem iż Ona waści starania doceni. Dla
                            Was zaś wszystkich, którzyście Królowej nie spotkali, niech nadzieja na
                            ujrzenie Jej po raz pierwszy będzie do wyprawy zachętą.
                            A że jutro fftorek, to, zgodnie z zapowiedzią, bierzemy się do krucjaty
                            poważnie. Póki co, na pokoje zapraszam, w sali błękitnej, choć nieco
                            przyblakłej, uczta dziś w intencji powodzenia wyprawy.
                            pozdrawiam
                                • braineater Re: Pon Iedziałek 20.06.05, 18:07
                                  Sala błękitna, sala błękitna...- a co to własciwie ten błękitny?
                                  Kruca, znowusz się stare rany po pojedynku przegranem z magusem przesłynnem
                                  Dalto-NI-smusem III odzywają, tedy świat mnie się jeno w czerni, bieli i
                                  różowościach jawi. Nic to, odgłosami kierować się spróbujem, i Bogi dają, że
                                  birbantów rychło najdę...
                                  Pzdr:)
                                • tchernobog Re: Pon Iedziałek 20.06.05, 18:17
                                  Hehe jak zwykle mevelandzkie rycerstwo rozbojem się trudni- a gdyby tak wpadła
                                  jaka kontrola z UE i się spytała czy szanowne zbójcerstwo ma odpowiednie
                                  zezwolenie administracyjne? Kary takie wysokie nakładają że rycerstwo kokosze
                                  zaraz musi konie i zbroje w zastaw dać by móc spłacić grzywnę! Hehe już o to
                                  zadbało lobby kupieckie co to błękitnokrwistych zbójników ma dosyć.......
                                  No ale dam wam też informacyjkę małą o królowej - ponoć uciekła z jakim
                                  legolaszem na karaiby gdzie teraz na jego statku pływają zażywając kąpieli
                                  słonecznych.......
                                  P.S
                                  Prezencik mały dla Vereen mam:
                                  jej ulubioną potrawę - konfiturki z kobolda
                                  smacznego życzę;)
                                  • vereen Re: Pon Iedziałek 20.06.05, 23:00
                                    :P Książę kurfanów hehehe, jak zwykle w dobrym humorze:)

                                    Witam znanych i nowych gości.

                                    Widzę gwarniej na zamku, i ogień w kominku mile potzraskuje...
                                    A rycerze elokwencyji nabrali:))))i Intencje jakoweś dygają:)))

                                    Bardzom rada z tego...Może fluidy imprezowe Królowa wyczuje i powróci do nas
                                    biednych sierotek :(

                                    Zatem kielichy w dłoń, na błękitno i różowo zarówno:)))
    • agrafek ffftorek!!!!:) 21.06.05, 08:24
      I oto nadszedł kolejny, ale przecież jedyny w swoim rodzaju, fftorek! Kto
      jeszcze się nie obudził po wczorajszych balach, niech z wolna zaczyna już
      myśleć o otwieraniu oczu, bo to dziś czas na officjalne rozpoczęcie Wyprawy w
      Poszukiwaniu Królowej!
      Pogoda w sam raz ku temu a i nastroje, mam nadzieję, jak najbardziej!
      A że coraz więcej Mevelandczyków powraca do zamku, to i szanse na udaną wyprawę
      rosną. Dziś proponuję wyruszyć za zamek, pod słup, na wzgórek, bo tam trawa
      mięciutka i strumyk szumi z wolna...
      Po drodze zajrzymy na słynne POniedziałkowe Doły, tam, zdaje się, Amy bywała.
      pozdrawiam
      • Gość: vereen Re: ffftorek!!!!:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.05, 09:16
        Ano ffftorek piękny nastał:) Serwuję kawę z wanilią na przebudzenie i siakieś
        ciasteczko...mmm...a dla tych w niedyspozycji po poniedziałkowych dołach podaję
        zsiadłe mleko, coby na łono rzeczywistości wirtualnej powrócili;)

        To na wyprawę ratunkową w drogę!Hmmm...kocyki już spakowane, koszyk z dobrami i
        chłodnym napitkiem takoż:)))

        Hi ho, hi ho
        • braineater Re: ffftorek!!!!:) 21.06.05, 09:56
          Mliko! Zbawco Ty mój! Toż to jedyne panaceum na demony Ognia w głowie i
          trzewiach. Dajże no garniec cały, a ja wypiwszy ochedoże się jeno, inkunabuły
          do osiołka przytroczę i ruszajmy, ach ruszajmy...
          • agrafek Re: ffftorek!!!!:) 21.06.05, 11:11
            Z produktów mlicznych polecam jeszcze kefirek, tym skuteczniejszy na demony, że
            kwaskowatością swoją ich ogień dodatkowo zwalcza, a i orzeźwia troszkę. Kocyki,
            w wyprawach ratunkowych - rzecz niezbędna. Tedy, uzbrojeni w broń białą i
            niekonfesjonalną, tudzież sztućce możemy, w pierwszy dzień lata (czy kogoś to
            dziwi, że lato przyszło we fftorek?:)) wyruszać!
            Ukłony dla Wielkiej Damy Wszechkoszyków, Vereen:).
            • braineater Re: ffftorek!!!!:) 21.06.05, 11:34
              Kefirku, uważasz Acan, religija mi broni pożywać, boć rzekła raz Wielka
              JA "Żywych kultur pożerać się nie godzi", to mimo, żem ze zbawiennymi czynami
              onych bacteryjnych chochlików-kefirników obeznajomiony, to jednakowoż dogmat
              jest dogmat i nie ma zmiłuj. Tedy też demony mlikiem czystem, pienistem
              zwalczam. Tedy, organizm z fluktów niezdrowych oczyściwszy, osiełka
              oporządziwszy, umbrelkę nad głowiną rozpiąwszy by wraże mi słoneczne promienie
              myślów błogich nie przysmażały i zapaliwszy dla kurażu i czasu spowolnienia
              fajeczkę z harabską żywicą, co radości wiele daje, ruszam za Wami, Imć
              Agrafffku - niechaj ffftorek nam cuda przyniesie.
              Ach, żebysz tas Vereen białągłową nie była, jeno chędogim chłopięciem...Nic to,
              ruszajmy.
              • agrafek Re: ffftorek!!!!:) 21.06.05, 13:18
                Skoro religia nie pozwala, to przepraszam, propozycję cofam, oczywiście. Nie
                ostatecznie jednak, gdyby teologowie wykryli, że istnieje jakieś wyjście
                pozwalające jednak napitku skosztować.
                Wyprawa nasza, tymczasem, dotarła w okolice lesiste, gdzie pilnie trzeba strzec
                każdego kroku, bo odkąd zamek opustoszał, różne się to zalęgły legolasy. Tu
                zaznaczyć wypada, że bynajmniej, z żadnym z nich Królowa w rozkoszach się
                raczej nie pławi. Plotkę taką rozpuszczał, swego czasu, paskudny skrzat rekini
                z Zapuszczonego Stawu. A to z tej przyczyny, że mu Królowa nie pozwoliła
                onegdaj zamieszkać w fosie zamkowej, na którą ta łachudra (skrzat, naturalnie)
                wielką miała chrapkę.
                I to tyle historii, czas ruszać dalej.
                • braineater Re: ffftorek!!!!:) 21.06.05, 14:18
                  Hihih - szpiczastouchy bęcwał o wyglądze zmacerowanego szczura, miałby jaką
                  białągłowę dopaść i wychędożyć? A czymżesz? W moich regionach powiadają, że
                  legolasy to z drzewami ino mogą i to też tylko wtedy jak dziupla nie za
                  wysoko...A Meve, boć takie jest miano poszukiwanej Królowej, czyz nie, to chyba
                  nijak chojny nie przypomina?
                  • vereen Re: ffftorek!!!!:) 21.06.05, 19:29
                    Khem, khem...Przeproszę, że wtrącę...Chciałam jeno sprostować historię z
                    Legulaszem, Ala golnem i Frodinim:) Otóż dawno, dawno temu, gdy Mevelandia była
                    w pełni rozkwitu, przybili do brzegu naszej krainy piraci z Karabinów. Jako że
                    dwór nasz otwary był gościom wszelakim, zaprosiła najjaśniejsza Meve onych
                    piratów na ucztę przednią. Piraci zrobili nam viceWersal i odwdzięczyli się
                    ucztą (bardziej to była zakrapianka niż uczta;) na statku. Z hojności piratów i
                    morskich fal zaczęło królowej i nam, jej dwórkom w głowach szumieć przyjemnie
                    (Morzaszum ptakóf szpiew itd....). Wtedy to nam piraci pokazali jeńców-
                    niewolników, rzeczonych: Legulasza, Ala golna i Frodiniego:) Rum i okoliczności
                    sprawiły, że onych wykupiłyśmy dla uciech własnych;) Królowa upatrzyła sobie
                    Legulasza, Monia Frodiniego, a ja za ostatnią broszę po babuni wykupiłam Ala
                    golna (Duży był i miał gustowny mieczyk;)Natomiast Joli Waleczne Serce Piraci
                    bardziej do gustu przypadli:))) Jednakowoż nazajutrz jeńców już nie było a nam
                    trochę pamięć szwankowała. Mała strata, krótki żal:) Jeno tej broszki mnie
                    szkoda:(
    • agrafek pofftorek:) 22.06.05, 08:20
      Bardzo proszę, nie mylić z potfforkiem:).
      Teraz, kiedy już wiemy, jakie były przyczyny powstania legendy o uprowadzeniu
      Królowej przez legolasy, możemy odetchnąć z ulgą. A przyznam, że poważny miałem
      dylemat, co nam czynić, jeśli historia o zamieszkiwaniu przez Królową dalekich
      Karaibów okazałaby się prawdziwa. Na siłę ściągać ją w nasz coraz bardziej
      tropikalny klimat byłoby nieprzystojnie, wypadałoby nam chyba zamek na Karaiby
      przenieść?
      W lesie Królowej nie było, proszę więc o propozycję, dokąd wyruszamy szukać jej
      dzisiaj.
      Oczywiście - po śniadaniu.
      smacznego
      • braineater Re: pofftorek:) 22.06.05, 09:08
        Zieeeeeeffff dopry...Umęczon dniem wczorajszem, jak pod Ponckimpiłatem,
        proponowałbym zasięgnąc dzis języka w karczmach i zagrodach okolicznych. Spożyć
        śniadanie możem przecież w Złotych Łukach, przez przesłynnych szkockich
        kuchmistrzóf z MacDonaldowego klanu prowadzonych, a tamoj, jak wieść głosi,
        zawszeć śniadają swoje antałki, wszelakie wagabundy, urodziwi minstrele i ze
        dwóch, trzech minesingerów z pism codziennych okolicznych. A kto może wiedzieć
        więcej, niż spiewak co go kopami od wioski do wioski przez cały kraj
        przeganiają. Tedy propozycja moja - pod Złote Łuki...
        pozdrowienia:)
        • tchernobog Re: pofftorek:) 22.06.05, 09:52
          Hmmm Hmmm stare to dobe były czasy jak się piracką łajbą po morzach pływało
          ehehe, niestety jakie złe paladyny nam okręt zatopili i wszystkie skarby morkie
          diabły w odmęty zabrały.......
          Ekhhhm studiowałem ostatnio bestyarium na skórze spisane, gdzie wszelkiego
          rodzaju potwory są opisane i znalazłem chyba 3 potencjalnych sprawców królowej
          zniknięcia:
          - Złyszefus wpracus niepozwalającasnainternetuszaglądać (Maleficus Vorax)
          - niedobramężus odinternetusodciągacz (Tyrannus Pinguis)
          i najgorszy potwór - podłusdzieciakus do kompaniedopuszczas (Dominus Vehemens)
          Nie będę przytaczał opisów bestyj bo są tak okropne że zaraz adminy z gw by
          wątek wycieli ;P
          • agrafek Re: pofftorek:) 22.06.05, 10:11
            tchernobog napisał:

            > Hmmm Hmmm stare to dobe były czasy jak się piracką łajbą po morzach pływało
            > ehehe, niestety jakie złe paladyny nam okręt zatopili i wszystkie skarby
            morkie
            >
            > diabły w odmęty zabrały.......
            > Ekhhhm studiowałem ostatnio bestyarium na skórze spisane, gdzie wszelkiego
            > rodzaju potwory są opisane i znalazłem chyba 3 potencjalnych sprawców
            królowej
            > zniknięcia:
            > - Złyszefus wpracus niepozwalającasnainternetuszaglądać (Maleficus Vorax)
            > - niedobramężus odinternetusodciągacz (Tyrannus Pinguis)
            > i najgorszy potwór - podłusdzieciakus do kompaniedopuszczas (Dominus Vehemens)
            > Nie będę przytaczał opisów bestyj bo są tak okropne że zaraz adminy z gw by
            > wątek wycieli ;P

            Olaboga! Straszliwe to podejrzenia! Tym bardziej przerażające, że, jak
            podpowiada mi doświadczenie (na szczęście nie własne), możliwy jest triumwirat
            trzech opisanych przez Dzielnego Pyrata bestii! Wprawdzie z podłusdzieciakusem
            radzą sobie, ponoć, wyspecjalizowane wiedźminki nazywane bejbisiterbójczyniami,
            jednak jak sobie poradzić z złyszefusem wpracusem poradzić, nie mam pojęcia.
            Może mu nadzianego siarką barana podłożyć?
            Co zaś się tyczy podłych palladynów, jesteś pewny, kapitanie, że mieli
            wszystkie stosowne pozwolenia na zatapianie Twojego okrętu? Bo, gdy mieczem się
            nie da, na drodze urzędoej moglibyśmy ich tak pogrążyć, że nie tylko okręt
            musieliby Ci odremontować, ale i jeszcze drugi w ramach odsetek dołożyć. Gdyby
            zaś ten sposób zawiódł, zawsze możemy im, ten tego, łby poucinać. Królowa nie
            widzi:).
            • tchernobog Re: pofftorek:) 22.06.05, 11:59
              Hmm złyszefus jest jednym z najbardziej żywotnych potworów - czasem to nic na
              niego nie działa - ale powiadają księgi że czasem jak się zjawi
              namiętnassekretarkas to złyszefus głowa tracić........

              A co paladynów ehhhh niestety w urzędach Vogoni siedzą i bez papierów nie
              podejmą sprawy a traf chciał że wszystkie dokumenta z łajbą na dno poszły.....
              Dobrze że ocalały te z ubezpieczalni......
              • Gość: Jarek Re: pofftorek:) IP: *.acn.waw.pl 22.06.05, 14:59
                Ho, ho, ho...
                Witam uniżenie Panów Braci. Oko me zdaje się dostrzegać, iż radość mą wielką
                czasowym omamem i wędrówką poza świat realny przypłaciłem, skoro już pofftorek.
                Co było tego wszystkiego intencją??? Intencja? Skąd ja znam to słowo?
                Teraz tylko zmagam się z zespołem wyschniętej wargi i syndromem grzechotnika, a
                na dodatek przyłbica się zacieła! Napitku jakiegoś dla warg mych spragnionych
                także nie dostrzegam... Piwniczka pusta? A zatem czas znowu ku chwale akcyzy /co
                to?/ z kontrabandą walczyć!
                Co zaś do demonów, o których Assani gwarzycie - nie takim łeb obcinać
                przychodziło memu mieczowi. Miecz? Gdzie on?
                • agrafek Re: pofftorek:) 22.06.05, 15:52
                  No, no, mocne musiały być te nocne boje. A napitek - prosiemy, prosiemy, trochę
                  rumu trzymaliśmy na boku dla pirata na osłodę, ale nie obrazi się chyba, jeśli
                  go odrobinę uczkniemy.
                    • agrafek Re: pofftorek:) 22.06.05, 19:02
                      Gość portalu: Jarek napisał(a):

                      > :)))
                      > W górę serca!!! Za zdrowie Wielkiej Nieobecnej!!!
                      > A na poszukiwania jutro!!!
                      > Może by tak kogo na spytki wziąć? Żywym ogniem sprawdzić, czy prawda płynie z
                      u
                      > st?
                      Jakiegoś legolasa? Żywy ogień łatwiej byłoby skrzesać, gdyby nam się mag gdzieś
                      nie zapodział...
                      • braineater Re: pofftorek:) 22.06.05, 19:46
                        hik...hik...oj pszepastne te wasze pigniczki...hik...przepastne...sią
                        zbładziłem, zakałapuckałem alem wreszcie sie odnalazł, i jak słyszę maga wam
                        trza. Problem w tym zaś, że mag to nie ja. Ja sztukimistrzem się ino mianować
                        mogę, omamicielem wzroku lubo też zmysłów siedmiu wszech zwodzicielem, ale nie
                        magiem. Ródżkem dawno utracił, mądrości wszechnicy też nieledwie pare zwojów
                        zostało a wszystko to przez chuci, co mie onegdaj na manowce zwlokły i ślepotę,
                        co kazała mi romantycznego kochasia przed wielkiem Magusem Domestossem zgrywać.
                        A okazało się, że on to jednak wbrew legendom nie preferuje chłopców i młodych
                        smoczyc, jeno normalnie jak na chłopa na schwał przystało baby i owce, go
                        kontentują. Tedy uciekać musiałem w popłochu a na pożegnanie jeszce mnie
                        brodacz parchaty uczęstował klątwą jakowąs, co mi zycie seksulalane zabużyła, w
                        mniej przystepne i niektórym ochydne partie ciała je sprowadzając. Och.biedny
                        ja...och..
                        Ale nic to, próżne żale i przydługich opowieści snucie, prawiliście, przecie,
                        że legolasz jakiegoi na spytki wziąć trza. Ogień odradzam, bo legolasz palony,
                        jak uczy wieloletnie doświadczenie z ziem mych rodzimych, przeokrutnie śmierdzi
                        a dymu z niego tela, jakby kto cały las palił i zara się insze ratują, coby się
                        dziwować. Mam ci ja natomiast skrzyneczkę poręczną pełna specyfików, to i na
                        zamknięty pysk spiczastouchego barachła się cosik zaraz znajdzie.
                        O i jest! Skopulatonina - srodek przedni, co kazdego z tych parszywców zmusza
                        do chędożenie drzewa najbliższego, aże wióry lecą, a on, jak każdy chłop,
                        każdej obrotnej babie w trakcie już wszystko gładko wyzna. Ino problem jest
                        taki, że drzewa o nic nie pytajją, tedy jeden z Was, panowi, przybrać się
                        gałeźmi będzie musiał i dziuple se jaką w podołku wymościć i na takiego
                        przebierańca my legolasza wypuścimy...
                        No to który z dzielnych wojów się decyduje? Może imć Agraffek, boć już się zda
                        letko pozieleniały?
                        • vereen Re: pofftorek:) 22.06.05, 21:06
                          :)Nie wiem czy białegłowie przystoi takich rycerskich wynurzeń słuchać;) Na
                          wszelki wypadek zasłonię jedno oko i ucho:)))Widzę rycerstwo rumu sobie nie
                          żałuje, to i ja odrobinkę skromną poproszę:)
                          Co do bestyi oraniczjących dostęp do internetu, to szefus wpracus najgorszy
                          jest. Stary numer z owieczką siarczystą nie działa, sama sprawdziłam i okazało
                          się, że bestyja w owych owieczkach gustuje, tom sobie tylko dodatkowej pracy
                          narobiła:))) A dzidziasy odciągacze, rada na nich jedyna drugi komp im sprawić
                          a sobie tym samym spokój zafundować:)))

                          Znaszy się wyprawa szfartkowa się szykuje, to i dobrze. Naszykuję prowiantu na
                          drogę i jak uda się zmylić szefusa wpracusa, to może ze swoją kuszą do wyprawy
                          dołączę:)))
    • Gość: Jarek Re: szffartek? IP: *.acn.waw.pl 23.06.05, 08:29
      oj, oj, oj...
      Czas ku wyprawie, a ja akcyzie obiecał kontrbandy konfiskatę. I dylemat teraz
      mam okrutny...
      A z tymi spytkami to koncept ja miał taki, gdyż jak stoi nam uwidzieć o własnych
      siłach po borach nie idzie nam śladu Królowej naleźć. Tedy umyślnych rozsyłajcie
      co by języka zasięgneli, a tych co wić się w zeznaniach będą sam bym ogniem...
      Co do farmakologii, po której tylko wióry lecą, to przy aktualnych upałach na
      czas późniejszy dadziłbym odłożyć. Na jesienne wieczory co by materiał do
      kominka w sali audiencyjnej...
      Widział ktoś mego miecza?
      • agrafek sztery dni do fftorku>:) 23.06.05, 09:26
        ...jeśli nie liczyć szfartku, oszyfiście:).
        Bardzom zaszczycony, że ze mnie chciano przynętę na legolasy uczynić, jeno nie
        wiem, czy godnym. Pomysł też mi się bardzo podoba, coby umyślnych posłać po
        okolicach. Proponuję oba przednie koncepty (tj. umyślnych i chwytanie
        legolasów) połączyć. Oto wyślijmy, najlepiej przez lasy i bory, umyślnych, z
        zaleceniem, aby wiele hałasu robili, grzechotki im jakieś dajmy, niech
        grzechocą ile wlezie. Harmider taki legolasy wystraszy z i kryjówek wywabi.
        Uciekające w panice, pochwycimy w specjalnie przerobione siatki na motyle,
        jakich sporo widziałem kiedyś w południowej części zamku. Co z schwytanymi
        legolasami zrobimy, to już, szczerze mówiąc, nie wiem, skoro ich palić nie
        można. Może wyrwiemy piórko jakiemuś ptakowi i załechcemy legolasy? Byłoby to
        zadanie dla białogłów, niech mają trochę radości z życia.
        Miecza rycerza Jarka nie widziałem, niestety. Może niech biała dama z
        zamurowanej wierzy się wypowie, albo inne jakieś duchiszcze. Wiem też, że
        skrzaty są, niczym sroki, na świecidełka łase, nie był ów miecz zdobny jakimś
        szlachetnym kamieniem?
        A mistrza sztuk wszelakich proszę, aby nie był tak skromnym, wędrując po
        internetowych rubieżach słyszałem o jego czynach takie opowieści, że - ho, ho!
        pozdrawiam
        • braineater Re: sztery dni do fftorku>:) 23.06.05, 09:49
          Szkoro szfartek to szedzimy nadal w szamku?
          Bo jak tak to ja bym z biblioteki pałacowej skorzystał, wiedzy o krainie Meve
          nabrał, bo jakoś Accani opowiadać się histroyj pradawnych nie kwapią, a demonek
          podręczny Szerczem zwany też niewiele wynalazł, prócz historyji o Meve Mściwej
          i filuternych dwórek pszekomarzania, a i to zakleciem jakiemś obłożone,
          komentarzy wzbraniających.
          A jak już umyślni legolaszów nachytają, to znajdą sie i inne dekokty, co do
          mówienia najprawdziwszej prawdy pszymuszają, jak chocby ten tłusty napitek,
          DrzyzgussemwToku zwany, któren każdemu język rozplącze i wyrwie słowa prawdziwe.
          A co do miecza tom wszoraj w komnacie podkuchennych, gdziem z kuchcikiem ważne
          sprawy nocą omawiał, jakieś żelastwo mi łysło wedle łoża ochmistrzyni. Może to
          ten?
          • agrafek Re: sztery dni do fftorku>:) 23.06.05, 10:48
            Rycerze i dwórki (a właściwie: dwórki i rycerze) wyruszają dziś na legolasowe
            łowy, ktoś musi te siatki trzymać. Jeżeli jednak Waść, mości sztukmistrzu,
            potrzebujesz czasu by zdmuchiwać kurz w zamkowej bibliotece, to gorąco
            zapraszam. A, że nie spieszymy się tu z opowieściami o nie tak zamierzchłej
            przeszłości...? Hm. Najpierw Królową odnajdźmy, potem przyjdzie czas na ballady.
            "im bardziej pada śnieg
            bim bom"
            pozdrawiam
            • tchernobog Re: sztery dni do fftorku>:) 23.06.05, 23:21
              Khie Khie Khie legolasy chcecie łapać a bierzecie się do tego jak jakiś rybak
              bez wędki.......
              Potrzeba wam sprzedawców lusterek, fryzjerów, eskpertów od faceliftingu itd. by
              wywabić długowłosych z lasu. Wtedy zaraz trzeba otoczyć ich zgrają
              wrzeszczących szalonych nastolatek ( bądż jakiś starszych fanek:P) i macie ich
              khie khie. No ale coś mi się wydaje że i tak go nie złapiecie bo chyba ostatnio
              widziano go w okolicach Ibellinu nieopodal Jerozolimy.
              A dla zainteresowanych to Alagoln śmiga na koniku po pustyni...........
              Z dawnych dziejów to hmmm wielu tu było gości - rycerze wszelkiej maści,
              krasnoludy i jeden vampir co to chciał zbliżyć się do szyjek powabnych dam
              dworu khie khie ale cosik chyba nie służą ostatnie czasy dla mevelandi odkąd
              pojawiły się MMORPG to się tam prawie wszyscy poprzenosili - ha kiedyś na tym
              forum istniała kolonia orków a teraz ani widu ani słychu........
              • vereen Re: Piontek ŚwietoJański:) 24.06.05, 07:55
                PrzeBóg i Nahonor!:)Widziałam miecz...Nie wiem co acan Jarosław z nim
                wyprawiał, ale zaiste w dziwnym jest stanie. Na zachód od południowej wierzy,
                za zagajnikiem jest polanka a na niej wielki głaz leży. Wracając nocą z sabatu
                w wiliję Jana Świętego tamtędy droga mnie wypadła. Patrzę a tu w swietle
                księżyca coś się srebrzy na tym głazie....miecz mości Rycerza Obłędnego, po
                jelec prawie w głaz wbity, a wyciągnąć go ani wołami nie da rady:)))

                Na sabacie rzeczonym języka o Najjaśniejszej zasięgnęłam, Arcymistrzyni
                nasza..Jaga von Baba z najwyższymi wiedźmami czar lokalizujący rzuciły.
                Okazuje się, że Królowa nasza żywie, jeno sygnał jakiś słaby a rozproszony,
                znaczysię porwana i trzymana pod blokadą magiczną i osłoną IV stopnia. Na
                takiego możnego maga nie stać byle włościanina, musi to być jakiś potężny
                władyka.

                Teraz trzeba te informacje przetworzyć i drogą eliminancji prawdopodobnych
                sprawców wyznaczyć....
                Ku chwale Mevelandii...
                Howk
                • braineater Re: Piontek ŚwietoJański:) 24.06.05, 08:20
                  szfarty, powiadasz, poziom ochrony...Znaczy szkolony jakiś waryjat tym
                  zarządza, boc to poziom którem sie armie w trakcie przemarszu chroni.
                  Niedopsze, oj niedopsze. Na to ingrediencji żadnych w puzderku mojem nie ma,
                  ale się coś wymyśli, jeno potrzebował będę z 3ch smoczych pyt, bo to jedyne, co
                  magiję zaburzyć potrafi, a jeśli się eliksirem z onych ponacieramy, to łacno
                  przez bariery przejdziemy - a potem to już panów rycerzów staranie by nie
                  magijne przeszkody pokonać...
                  No to gdzie macie w waszym zamku smoki do eksperymentów?
                  • agrafek Re: Piontek ŚwietoJański:) 24.06.05, 09:10
                    Smoki, powiadacie, magowie, czary ochronne. No holllendrum jasne. (tu chwilka
                    na przeciągnięcie się, bo tego dnia zaspałem).
                    Z tymi smokami, to może być problemik, bo od czasu rycerzy okrągłych mebli,
                    którzy wielce się w smokobójstwie lubowali, stworzenia te zawiąząły związek
                    mniejszościowy i znajdują się obecnie pod ścisła ochroną coś z piętnastu
                    organizacji międzynarodowych. Ale może w magazynie alchemika coś się znajdzie?
                    Wyprowadził się ów, znany mi jedynie z nieudanych eksperymentów ganiających po
                    dachach i piwnicach, jeszcze przed moim na zamek przybyciem. Tyle, że miejsca
                    wiele owe magazyny i labolatoria zajmują i kto wie, czy nie będzie trzeba
                    zbrojnej wyprawy do nich urządzić.
    • braineater Pon ledziałek strikes back! 27.06.05, 09:35
      I cóz to za cisza w komnatach się zalęgła, pajaki do snu kołysząc? Poprzez
      długie dnie łikendowe, żaden z rycerzów dzielnych nawet nosa w laboratolium nie
      wściubił, nawet spyży żadnej nie przyniesł, a cna Vereen takoż się nie
      pojawiła. Czyżby was legolaszy aż tak srodze strudziły, czy też jaką obawę
      macie prZed retortami i głośnym experymentum?
      Nic, poinformować pragnę, że smoczych pyt i owszem nie stało, alem za to pośród
      inkunabułów, przez mole nadżartych, pyszne zresztą mole, spieszę dodać, całe
      dwa dni mnie przy życiu utrzymywały, więc, pośród tychże, odnalazłem starozytny
      przepis na demona DżIpi ErESSa, któren dobrze wyszkolony i karmiony leguralnie
      elektryczną materyją, wytwarzaną przez ten o to wiatraczek, łacno i bez zawahań
      każdego ludzia i nieludzia odnaleźć potrafi. Może to nam wyprawę w mroczne
      ostępy, w celu Meve ratowania ułatwi.
      A teraz wstawać mości Rycerze, brody z misek powyciągać, strawę przetrawioną
      już raz, z podłogi zamiatać, plan nam czas szczegółowy gotowić!!!
      • Gość: Jarek Re: Pon ledziałek strikes back! IP: *.acn.waw.pl 27.06.05, 10:07
        Umęnczon okrutniem małym podjazdem, któren w dni ostatnie na poludnie
        poczyniłem. Gród znamienity władcy Krakiem zwanego odwiedzić mi przyszło, ale i
        tam nikt o Naszej Najmiłościwszej nie słyszał. Podjąłem tedy próbę podjazdu ku
        zachodowi, gdzie na igrzyska pewne trafiłem i sromotę porażki Polan przyszło mi
        być świadkiem. Tedy nie dość, że Królowej ni widu ni słychu, to jeszcze gorycz
        klęski przyszło smakować. Przygnębion bardzo.

        Acha, by mi z pamięci uszło. Miecz naszłem, tedy za Wasz trud nie mały
        podziękowania składam, a nalazł się on na rumaku moim, gdzie trudy akcyzy umysł
        mój zmąciwszy jedyną przyczyną, dla której nie zabrał ja go ze sobą.

        Z powyższych powodów upraszam Jegomości o absencji usprawiedliwienie, bo nie
        kryję swych przyszłych zamiarów, które za dni kilka ku słonemu morzu mnie wieść
        będą, oczywiście dla języka zasięgnięcia (o bursztynach nie wspominam, bo
        drobnostka tylko).

        Zakuty Łeb
        • agrafek Re: Pon ledziałek strikes back! 27.06.05, 14:51
          Walczyłem z łikendami-stop-co za bestyje-stop-walczę z połikendem-stop-też
          bestyja-stop-w Krakowie z zacnych mevelandzkich niewiast jest jedynie Amy-stop-
          o ile wiem-stop-ale też się ukrywa-stop-chronić Vereen-stop-mam wieści że i ją
          chcą uprowadzić-stop-cholera z tym telegramem-stop
    • agrafek fftorek!!!!!!!!!!! 28.06.05, 08:08
      Ha, poniedziałkowe obiboki, poniedzielni odpoczywacze! Mam ja was! Widzę, że
      pierzyny, mięciutkie materace wam w głowach! A tam Królowa cierpi, płacze,
      wybawienia czeka! A tymczasem dwór jej po hucznych zabawach miecze gubi, z
      smoczymi nie powiem czym się zadaje, ech, gdzież się podziali dawni pułkownicy?
      Larum, panie dzieju.
      Dobra, koniec z leżakowaniem! Zaraz mi wszyscy w szeregu na dziedzińcu staną, a
      jak mi czyja zbroja, albo szklana kula nie zalśni przepisowo, to niech go
      wszystkie puchacze z wschodniej wieży bronią, bo nie zdzierżę.
      A potem na śniadanie i w pola. Dzikie.
      pozdrawiam
        • braineater Re: fftorek!!!!!!!!!!! 28.06.05, 09:12
          Śklane kule?!!!!Ależ Agrafku, cny rycerzu, macie jakieś przestarzałe pojęcie o
          metodach detekcji i identyfikacji. Przecież szklanych kul, to juz nawet
          wiejskie wiedźmy nie uzywają, bo co to za przewidywanie przyszłości bez high
          definition wyświetlacza, bez interfejsu głosowego, bez w końcu podstawowego
          połaczenia z wgsw (World Glass Spheres Web)i bez możliwości zrobienia choćby
          podstawowego upgrade'u firmware. To już przeszłość.
          Spójrzcie tu, jak wygląda technologija w służbie magiji - otóż i zwój dotykowy,
          w pełni kompatybilny z moją własną spiralą demonów X i Y, zdolny dostarczyć mi
          wieści z każdego zakątka naszego świata, a także zdolny przekazać moje
          komunikaty gdziekolwiek bądź. W zestawie podstawowym dostałem także "Wielką
          Xięgę Multimedialnych czarów i zaklęć" oraz samouczek do używania tychże. Więc
          jesli chcesz jakiejś magicznej pomocy to rzeknij ino jedno słowo,a ja, i stadko
          małych demonicznych Pixeli zrobimy co tylko w naszej mocy...
          • agrafek Re: fftorek!!!!!!!!!!! 28.06.05, 10:21
            Wy mi tu się nie wykręcajcie terminologiami! "Szklaną kulę" proszę potraktować
            metaforycznie i podciągnąć pod tę nazwę wszystkie dowolne, a pomocne chochliki.
            Co do imć rycerza, to proszę, by pobrał z kasy zamkowej stosowną kwotę, odejmie
            mu się ją potem z udziału w łupach. A że łupy (cupy) w wyprawie będą, to chyba
            wyjaśniać nie muszę. Zbroja być natomiast musi, bo co to za rycerz bez zbroi.
            Może skrzypieć, jeśli nie ma innego wyjścia.
            Pragnę też poinformować waszmościów, że wiele wskazuje, iż przewidywane
            porwanie Pani Vereen doszło do skutku, zacna, bowiem, dama zniknęła gdzieś.
            Sugerować to może, że ktoś nam wszystkie niewiasty z zamku uprowadza, a to już
            jawna agresja.
            Tylko, kto za tym stoi? Był kiedyś taki film, o Marsjanach, co to przylecieli
            ziemianki porywać przy pomocy jakiegoś potwora... Ale to chyba inna bajka...
            No i pirat też nam się gdzieś zapodział.
            • tchernobog Re: fftorek!!!!!!!!!!! 28.06.05, 19:23
              Hmmm może to Alagoln porywa damy i na -LOST wyspę uprowadza gdzie ekranum
              machinum radarum nie sięgać? Ale coś mi się wydaje że to był raczej Zaphod
              Beeblebrox, zabrał je na swój statek i polecieli do restauracji na końcu
              wszechświata......
              • agrafek Re: fftorek!!!!!!!!!!! 29.06.05, 14:11
                Na końcu wszechświata, powiadasz? Oj, to kłopocik... Niby już była jakaś
                gwiezdna krucjata, w której to, ponoć, nasi podbili pół galaktyki, ale to dawno
                było i nie wiadomo, czy naprawdę. Nawet wtedy jednak, zacne rycerstwo musiało
                się zdobycznymi okrętami posiłkować. Może jednak masz, piracie, w jakim porcie
                gwiezdny korab albo inną fregatę? Jeśli nie, to doprawdy nie wiem, jak do owej
                restauracji dotrzemy. Bo autostopem wyprawie ratunkowej nie bardzo wypada
                podróżować. Chyba, żeby nas sztukmistrz jaunutował... To jest, tego,
                teleportował. Och, przerzucił, jakkolwiek się ten czarnoksięski proces nazywa!
                Co zaś się tyczy niedopasowanych zbroi, cóż mogę powiedzieć? Hulało się poza
                zamkiem, to trzeba teraz za to zapłacić>:).
                • braineater Re: fftorek!!!!!!!!!!! 29.06.05, 14:34
                  Da radę, nawet poza Obłok Magellana, tyle, że pytanie - mamy ręczniki? mamy
                  zatyczki do uszu na wypadek festivalu poezji? mamy wieloryba i doniczkę z
                  stokrotkami? no i pytanie najważniejsze - kto z nas wie co to jest 42? bo bez
                  tej wiedzy poskręca nas, rozproszkuje i wypluje Gdziekolwiekbądź a to zaręczam
                  wybitnie paskudna okolica...
                  Tedy proponowałbym bardziej konfesjonalne środki zastosować, typu żagiel
                  słoneczny z onych łachów co się po zamku walają uszyty (ino kto nam go uszyje
                  skoro wszystkie baby nam uszły?), tratew do tego jakoś hermeneutyczna z
                  żelaziwa zrobić - a chociażby z tych zbrojów porozkręcanych, potłuczonych i
                  wtedy, hajda na gwiezdne szlaki. A jak juz wyruszymy, to postaram się z
                  przyjacielem mym słynnym obieżywszechświatem skontaktować Magusem Tichym, by
                  nam jakieś rady poradził i wytyczne wytyczył...
                  Wieć, niechaj nas prowadzi kosmiczne zawołanie: Alelluja! I do Przodu!!!!!Moc
                  jest z Nami!!!!
                  • agrafek szeszcz razy szedem? 29.06.05, 15:31
                    W takim razie wyruszamy! Z tym, że na żagielki słoneczne bym uważał, toż
                    niedawno coś na tym napędzie poleciaaaaaało i wszelki kontakt się z nim zerwał.
                    A jeżeli mamy już być zlostowani in space, to sugeruję uprzednio zawartość
                    piwniczki poupychać w ładowniach żaglowca i w jakiesik wędki laserowe się
                    zaopatrzyć, żeby nałapać czego po drodze i żeby rycerze jedi... tfu - jedli.
                    pozdrawiam.
                    PS. Moc, naturalnie jest z nami, ale kogo z nami nie ma....:)
    • Gość: Jarek Re: pofffftorek /znów/ ;-))) IP: *.acn.waw.pl 29.06.05, 08:39
      Cześć Waćpanom! Zbroję swoją z lombardu dane mi było odebrać, ale łachudra już
      ją obce ręce wydał. Złości ogromu opanować nie mógwszy doprowadziłem do stanu, w
      którym łachudra nie dość, ze cienko śpiewa to pomocnych rąk do pracy szukać
      musi. W ramach rekompensaty inne blachy pozwoliłem sobie przyjąć. Jednakowoż z
      rozmiarem problem, tedy u płatnerza teraz w przymiarce leży. Oby tylko po
      zakończeniu przystanek autobusowy nie wyszedł /sic/. W zaistniałej sytuacji więc
      oddaję mieszek dukatów, ktore na lombardu długi uprzednio pobrałem.
      Takoż jak i Assani niepokój mój brak niewiast na dworze budzi. Czyżby jaka
      "piąta kolumna"? W pewną logiczną całość zdaje mi się to układać. W końcu
      Królowa także z Brombergu swój rodowód wywodzi.
    • agrafek szfartek kosmiczny 30.06.05, 11:29
      Uff, już na orbicie. Sztukmistrz miesza coś w silnikach na odpady poposiłkowe
      stanowiące główne źródło napędu i oblicza trajektorie teleportacji, rycerz
      przykraja zbroję do własnych wymiarów, pirat przerabia komputer nawigacyjny na
      koło sterowe. Kurs jakiś tam jest, coś o kresach wszechświata słyszałem.
      Tylko jak nazwać to nasze cudo, pierwszy mevelandzki okręt kosmiczny
      nieokreślonej klasy?
      • braineater Re: szfartek kosmiczny 30.06.05, 11:35
        Szugeruję szeby mu miano jakies poetyckie nadać, by żadnych wątpliwości w
        innoświatowcach nie budziło, żeśmy pokojowi i przyjaźni. Cóz Acan na to by
        korab nasz gwiezdny "Alka Seltzerem" na częśc wielkiego Magusa, któren wypędził
        demony ognia z milionów głów na świecie, ukojenie im niosąc?
        A przed nami - Andromeda!
        Z krótkim postojem na Formalhaucie, gdzieśmy już z Tichym umowieni....
        • agrafek Re: szfartek kosmiczny 30.06.05, 12:17
          Alka Seltzerą, chyba, ewentualnie Alkiem Seltzerem, inaczej miałby nasz patron
          (nasza patronka) płeć podwójną gramatycznie. Chociaż, z demonami to nic nie
          wiadomo, może i są one wielopłcoiowe? HMCS (po polsku: JWKS, głupio by tak było
          pisać przed nazwą, bo brzmiałoby jak klub sportowy) Alka Seltzer, hm?
          • tchernobog Re: szfartek kosmiczny 30.06.05, 19:02
            Yaaa Hoyyyyyy .... HyyyP
            Szo żaloga gotowaaa? To rusziamy w poppszzzukiiiiwania .....
            pieeeerwwszy kulsz na szalusza szekunda a ppppppotem na coloszant, z
            uwzglednienie zmiana paliwa na klematoria i romulusz........
            Jaakkkko żeee ktosz rum szosztawił to sze nim szajołem.
            taaa to tera mr. la forż engejdż......... activajta hiper jengines
    • agrafek piontek? 01.07.05, 08:50
      dziennik gwiezdny, data... ?
      Ten znak zapytania (a właściwie dwa) bierze się stąd, że pojęcia nie mam, jak
      to jest z kalendarzem w kosmosie. Ile to już stref czsowych minęliśmy? Bo, gdy
      ostatnio wyglądałem przez iluminator, oglądałem sobie fragment Jowisza. Przez
      chwilę dziwiłem się nawet, czemu plama przybrała na nim tak fantazyjne
      kształty, ale potem okazało się, że to ktoś odcisnął wyszminkowane usta na
      iluminatorze. Panowie - piraci, magowie i rycerze, na statku jest przynajmniej
      jedna kobieta!
      Zapasy rumu się skończyły dość niespodziewanie, dlatego dobrze byłoby, gdyby
      ktoś znał po drodze jaką knajpę. Najlepiej nieco bliżej, niż na końcu
      wszechświata.
      Acha, czy mi się zdaje, czy latamy w kółko?
      Wracając do kalendarza - proponuję ustalić, że mamy niekończący się ffftorek:).
      pozdrawiam
      • braineater Re: piontek? 01.07.05, 10:44
        Szepraszam, jusz ranek...???!!! Sol świeci jakoś tak nie wyraźnie, pewno sie na
        kosmiczną burzę zanosi, bo i duchota jakowaś wokoło.
        Te szminke panie Araffku drogi tom ja zostawił, wspominałem przecież o
        przypadłościach po magicznem pojedynku, i to jedna z onych - jak się raz na
        tydzień za babę nie przebiorę, to siła klątwy powoduje, że mi plecy zaczynają
        futrem porastać. Cóż tedy począć, wdziewam kiece, malowidła na twarz zapodaję i
        jakoś trwam do rana...Tedy prózno się po statku miotacie, białejgłowy
        szukając...A kiejby was przypiliło wielce, to wiecie - raz w tygodniu to nie
        grzech:)
        A terasz to podjadłbym coś tak szcerze, bom zgłodniał. Może pirat mają jakąś
        zasuszoną rybinę kosmiczną, którą chętny byłby się podzielić???
        • agrafek przez wszechświat gnam szubi-duba? 01.07.05, 11:47
          Ech, czyli wszystkie białogłowy mevelandzkie poszły w jasyr do jakichś marsjan,
          czy innych itich? A strzeż się mistrzu sztuk wszelakich i Ty, by Cię w ten
          szczególny dzień rzeczeni kosmici nie dopadli.
          Na zapasy imć pyrata bym nie liczył, zresztą chrapie teraz w najlepsze wsparty
          o koło sterowe. Pewnie dlatego latamy w kółko, ale na wszelki wypadek nie
          ingeruję, bo się nie znam. Może tak ma być? Zresztą, wszechświat rozszerza się,
          ponoć, nieustannie, a do tego wszystkie galaktyki i tak są w ruchu. Nawet więc
          wcale się nie ruszając podróżujemy... chyba.
          Na śniadanie zapraszam do mesy, jest tam jakiś program kucharski z
          wysięgnikami, to zapoda głodnym osobojednostkom coś na ząb. Acha, tylko proszę
          wyrażać się przy zamówieniu dokładnie, bo jak poprosiłem o "coś na ząb",
          dostałem pyralgin.
          pozdrawiam
          (jakby co, to próbuję się wydostać z plątaniny korytarzy między pokładem piątym
          a szesnastym, winda uparcie odmawia zawiezienia mnie na pokłąd 13 - podobno go
          nie ma. Zapomnieliśmy o namalowaniu strzałek na ścianach. Znalazłem tylko drzwi
          z napisem: "wyjście ewakuacyjne", ale bałem się otwierać).
    • agrafek ffftorki w kosmosie 05.07.05, 08:23
      W wyniku zapętlenia w czasie, zgubił się gdzieś przedffftorek, że o
      sobotoniedzielach nie wspomnę. Ale wiadomo, weekendy w kosmosie płyną jakoś
      inaczej. Czy coś przegapiłem?
      pozdrawiam
      • braineater Re: ffftorki w kosmosie 05.07.05, 08:30
        Nic się nie happen jak mawiali starozytni Celtowie. Sobotoniedziele jak i Pon
        Ledziałek upłynęły nam na igrcach i pochulankach w ograniczonej przestrzeni
        wszechświatowego korabia, tedy teraz uważać należy, bo womity w nieważkości
        lubią atakować z nienacka i nie daj boże, na jakiś rycerski puklerz się
        przylepią - niczem tego nie doczyścim, a rycerz obrzygany, królowej ratować
        raczej nie może...
        A jak dobrze pójdzie to dziś/jutro dotrzem do planetoidy Tichego, gdzie kości
        rozprostujem i języka zasięgniem, kędy dalej nasz korab prowadzić
        • agrafek Re: ffftorki w kosmosie 05.07.05, 10:45
          Wielkie podziękowania z mej strony za informacje, racz przyjąć, drogi Mistrzu.
          Wydarzenia umknęły mi bo... ehehm.... medytowałem w samotności. W medytacjach
          swoich dam zaginionych poszukując, na tropy, niestety, nijakie nie wpadłem,
          jeno mi się pokazały koordynaty przedziwnego planeciska, na którym same piękne
          zamki stoją, a w nich tysiące samotnych niewiast, z utęsknieniem czekających na
          rycerzy. Może wartałoby owe niewiasty uwieść, to jest uwieźć, chciałem
          powiedzieć, na naszym okręcie i w przypadku odnalezienia porywaczy na królową i
          jej dwórki wymienić?
          pozdrawiam
          • braineater Re: ffftorki w kosmosie 05.07.05, 11:17
            Strzeż, się cny Agraffku, gdyż z twej opowieści łacno wynika, że uwidziałeś złą
            sławą owładnięty zamek Hemoroid!!! Tam już tysiące rycerzy samotnie, samowtór i
            samotrzeć wierzeje szturmowało, zdobywało mury, wdzierało sie do środka i słuch
            o nich ginał po dziś dzień. Łącznie z całym legendarnym zakonem Rycerzy Ni,
            zaginęło tam małowiele niż setka doborowych wartogłowów królestwa. Słuchy
            głoszą, iże po wdarciu się na dziedziniec wszytska płeć męska straszliwą klątwą
            priapiczną złozona zostaje, a chutliwe dwórki i rozwiązła królowa pasując ich
            zdradzieckich pocałunkiem, przemieniają onych w Zakon Rycerzy Dildo, znanych
            także jako rycerze Niepoczęcia i używają ich do praktych tajemnych, a
            obrzydliwych i krew w członkach burzących.
            Tedy błagam i na wszystkie świętości zaklinam, nie jedźmy tam...!!!
            • agrafek Re: ffftorki w kosmosie 05.07.05, 12:22
              Eeeech, przyznam, żeś mnie tylko zachęcił, mości Mistrzu, bo to zaszczyt
              pokonywać niepokonane potwory, a i przyjemność. Unużałbym miecz swój w krwi i
              posoce, łby na piki ponabijał! Ale też misją naszą nie jest wybawianie
              wszechświata od niebezpieczeństw, niech się tym jacy wiedźmini zajmują. Jeśli
              więc zdobywanie onego zamku miałoby zadaniu naszemu zaszkodzić, zostawmy je
              sobie na deser, kiedy już Królowa i jej dwórki uwolnione zostaną.
              Niepokoją mnie wielce losy załogi naszej, bo ani pyrata, ani rycerza Jarka,
              dawno nie widziałem. Nie mamy my, aby, na pokładzie jakiego aliena? Może dobrze
              byłoby się zaopatrzyć w jakieś środki przeciw szkodnikom, nie masz waść nic na
              składzie?
              • tchernobog Re: ffftorki w kosmosie 05.07.05, 18:37
                Ehmm Ehmmm po drodze przelatywły jakieś statki kupieckie nie mogłem się
                powstrzymać przed zbadaniem ich cargo pods. Heh ostatnio rzuciłem jakąś klątwę -
                statek miał skoczyć na drugi kraniec wszechświata poprzez wymiar infernum no
                ale coś nawaliło i tylko ściany coś tam mamroczą w dawno zapomnianych
                językach....No nic trzeba będzie ożywić jakieś zwłoki z frachtowców kupieckich
                by alka selzer nasz dobrze wyglądał na statek widmo - jak moja stara łajba....
                No ale mam dobrą wiadomość - świeżutki skroplony spirytusik mocny bo poprzednio
                się szamotał nim go do butelki nie nabiłem......
                • agrafek Re: ffftorki w kosmosie 06.07.05, 08:28
                  Wspaniała to wiadomość - o gadających ścianach i o spirytach zabutelkowanych!
                  Głosujmy, czy wciągnąć ich na listę załogi. Acha - gadająca ściana jest płci
                  męskiej, czy żeńskiej? A spiryt pijmy jednak czym prędzej, inaczej gotów nam w
                  jakiegoś dżinna wyewoluować.
                  Swoją drogą, mości piracie, coś Ty za statki łupił? Bo od wczoraj trzy razy
                  widziałem przebranego w fikuśny pancerz goryla jak ganiał oniemiały po
                  korytarzach, bełkocząc coś bez sensu.
                  Acha - nie orientujecie się, mości panowie, kto pomalował ściany na zielono?
                  Czuję się przez to, jak na statku szpitalnym.
                  Jak rozumiem, na dziś mamy umówione spotkanie z imć panem Tichym? Czy nasz
                  spcjalista od kontaktów, mistrz sztuk o wyrafinowanym podniebieniu wie coś na
                  ten temat?
                  • braineater Re: ffftorki w kosmosie 06.07.05, 09:40
                    Z dziennika podpokładowego:

                    Tak tedy kosmicznym wiatrem wiedzeni, po przebyciu mil nieprzebranych,
                    zakotwiczyliśmy naszego "ALka Seltzera" na kosmicznej redzie planetoidy Larmo,
                    słynnej na całe galaktyki z gościnnośći swych mieszkańców oraz z bycia
                    aktualnym miejscem odosobnienia największego umysłu ludzkości, Ijona Tichego,
                    jedynego żywego UberMagusa we wszechświecie.
                    Opuścilismy korab przy pomocy szalup rachunkowych, na straży dobytku
                    zostawiając jeno goryla odzianego w lekki półpancerz praktyczny, któren to
                    przedstawiciel naczelnych pojawił sie na naszym pokładzie niejako znienacka,
                    materializując się w samym środku kuchni i przeywając tym samym bezwstydna
                    pijatykę, której oddawały się wiadome już wszystkim osoby. Patrząc na goryla
                    jak wdzięcznie się miotał, jak pieknie śpiewał i z jaką lekkością próbował
                    przekazać nam informację przy pomocy wysublimowanych form i gestów teatru
                    kabuki, niejeden z nas zaczął się zastanawiać czy te grzybki w białe plamki, to
                    był naprawdę taki doskonały pomysł na wieczerzę...Ale nic to - małpek,
                    przekupiony kiścią iluzyjnych bananów, które, nie chwaląc się samem uczynił z
                    lekko pożółkłych onuc pirata, i laleczką o imieniu Jane, łacno zgodził się
                    dobytku pilnować i korab chronić przed wrażym napadem.
                    Zlądowaliśmy więc nieopodal małej drzewnianej chatynki, ustawionej na skraju
                    urwiska, tuż na krawędzi nniezgłębionej przepaści. Wonie dolatujące z
                    rozwartych odrzwi, niechybnie świadczyły o tym, że Tichy jest w domu, i że jest
                    tam już bardzo długo. Oddelegowany przez kamratów, z pewna nieśmiałością
                    trzykroś zakopałem w framugę, obróciłem się na pięcie jak fryga i pięc razy z
                    rzędu wykrzykując 'asa, nisi, masa' czekałem na odzew.
                    - Sap, Sap, Sap...Ich komme, ja naturlich, ich komme...Sap, sap, sap,
                    Ohjjjjjaaaaaaaa, liebling, jaaaaaa...! - zabrzmiał głos głuchy z wnętrza
                    Zmilczałem, bo co jak co ale odpowiedź nie brzmiała, jak 'pieeeeeeeeerd', co
                    odzewem umówionym było, więc w sercu mym zrodziła się wątpliwośc, czy to aby
                    Tichy jest nory owej mieszkańcem. Przepomniałem sobie raz jeszcze w myślach,
                    czy naprawdę wszystkie gesty w kolejności wykonałem i żadnego błędu nie
                    znalazłem. Postałem tak z minut dziesięc, wreszcie nie wytrzymując już tego
                    napięcia i coraz bardziej nacechowanego pejoratywnymi expresywizmami języka
                    waści Agraffka, nie bacząc na konwenans, pchnąłem ręką odrzwia, otwierając je
                    jeszce szerzej.
                    Oczom naszym ukazła się chuda i pokręcona sylweta Tichego, który za pomocą
                    gwałtownych a niezbornych ruchów, próbował ukryć przed nami jakieś małe zielone
                    stworzenie, które, założyć się mogę, po bliższych oględzinach na pewno
                    okazałoby się żabą.
                    - Ach, to ty. - Tichy spojrzał, zapinając spodnie. - Witaj, witaj, widzisz,
                    cały dzień praca i praca i nawet człowiek nie pamięta, że goście zjawić się
                    mają.
                    - A nad czym, o Wielki, pracuje twój niewyczerpany umysł?
                    - Ach widzisz mój drogi, właśnie na zlecenie kilku książąt okolicznych, którym
                    czas już najwyższy do żeniaczki, a którzy nijak panien odpowiednich znaleźć nie
                    potrafią, bowiem, od czasu jak przejeżdżała tędy jakaś tajemnicza królowa,
                    wszystkie panny jakąs klątwą obłożono, tak tedy, ufając w siły i potęgę mojego
                    umysłu,zlecono mi badania nad rozciągliwością żab. Nic więcej mi rzec nie
                    chcieli, ale podejrzewam, że za tymi faktami kryją się jakieś tajemnicze
                    asocjacje...
                    Wolałem nie dociekać głębi owych asocjacyj, mimo, że pewne podejrzenia zrodziły
                    się w mych myślach, więc zabrałem się za prezentację mych towarzyszy.
                    Oczywiście, Agraffek, młodzian gwałtowny, nie wytrzymał i odezwał się do
                    Tichego tymi słowy:
                    • agrafek Re: ffftorki w kosmosie 06.07.05, 11:23
                      - Żaby żabami, wielce to zapewne wartościowe badania, mości panie sławny
                      arcymagu, prowadzicie, aleśmy tu w poważniejszej sprawie przybyli, choć, kto
                      wie, może i mającej związek jaki z bolączką trawiącą okoliczne królestwa.
                      Nasz pokładowy mistrz sztuk wszelakich, na tę moją, może nieco
                      niespodziewaną i nazbyt bezpośrednią dla urodzonego dyplomaty, przemowę, jakby
                      się zakrztusił, przy czym tak dziwnie, że aż nim miotnęło. Zatoczył się na
                      mnie, stopą swoją moją stopę przygniótł, łokieć w ziobro wsadził i jeszcze coś
                      tam syknął mi na wysokości ucha.
                      Ale, że lądował nasz dzielny pyrat, Tchernoborgiem zwany, dość
                      zdecydowanie, w żadne ostrożne podejścia się nie bawiąc, to i gwałtownie
                      ciśnienia po drodze skakały, czego skutkiem na to akurat ucho, w które
                      Baineater posykiwał, słyszałem niedużo.
                      Gospodarz nasz, w odpowiedzi na całe to zamieszanie uniósł brew lewą, a
                      była to brew niebylejaka, gęsta niczym puszcze wycięte już dawno temu na Ziemi,
                      posiadająca, jak się wydaje, własny ekosysytem. Część owego ekosysytemu,
                      najwyraźniej zainteresowana niebywałymi wydarzeniami, powystawiała z
                      krzaczastej uniesionej brwi kudłate łebki, jeden zaś z ekosystemiaków wystawił
                      długie, wąskie i chude coś i wydał okrzyk, któregośmy nie zrozumieli.
                      Musiał ów okrzyk jednakowoż dotyczyć naszego niezastąpionego kompana
                      pyrackiego, ten bowiem, wiedziony tak instynktem, jak i przyzwyczajeniem,
                      zabrał się do lustrowania wnętrza, nie przepuszczając ani jednej beczce, czy
                      też skrzyni lub szkatułce. Widząc to, nasz gospodarz uniósł brew drugą,
                      Baraieater zaś pozieleniał lekko na twarzy, z czego wniosłem, że zachowania
                      godnego pyrata za zachowanie godne pyrata w gościach nie uważa.
                      - Powiadacie, zatem, panie, że przejeżdżała tędy, onegdaj, jakaś Królowa? –
                      zawołałem czym prędzej, aby uwagę zebranych od Tchernoborga odwrócić. Tichy
                      spojrzał na mnie na powrót, mieszkańcy jednakowoż lewej jego brwi nadal
                      przypatrywali się poczynaniom pyrata. A było na co patrzeć, bo ku niemu teraz
                      zatoczył się nieznacznie Braineater i nuże go szturchać, trącać nogą począł,
                      nie omieszkując przy tym syczeć mu do ucha. Najwyraźniej takie już panują
                      obyczaje w dyplomacji, nie moja to rzecz, nie znam się, przyznaję na
                      dyplomatycznych protokołach.
                      Tchernoborg najwyraźniej podzielał moją niewiedzę, nie wnikając bowiem w
                      szlachetne zabiegi maga, zamachnął się nań prawą ręką, w której, tak się
                      nieszczęśliwie złożyło, trzymał akurat zdobyczne żabie udko.
                      Wywiązało się z tego lekkie zamieszanie, wyraźnie sprawiające sporo uciechy
                      stworzonkom żyjącym w brwiach Tichego. Bo też i ekosystem prawej brwi już się
                      cała sprawą zainteresował. Co więcej, prawo i lewobrwiowi Tichowianie zaczęli
                      kibicować, bądź to Braineaterowi, bądź Tchernoborgowi, czyniąc nawet zakłady.
                      - Może się okazać, że ową królową była poszukiwana przez nas
                      najjaśniejsza i miłościwie nam panująca królowa Meve – zawołałem jeszcze
                      gośniej niż poprzednio, bo i sam Tichy zaczynał skłaniać się ku zerkaniu na
                      walczących.
                      Mogło się zrobić niebezpiecznie, zdecydowanie potrzebowaliśmy
                      dyplomaty. Niestety, Braieater wydawał się być nieco zajętym. Przyszło mi do
                      głowy, że może warto by zaprosić do dyskusji goryla...?
                      • Gość: Bongo Bong Re: ffftorki w kosmosie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.05, 12:45
                        -Ukk..Ukkk ukkkkk - wysapałem w odpowiedzi na ponaglające spojrzenia Agrafka,
                        jeszce nie do końca będąc całkiem teges po myślowej teleportacji na wezwanie,
                        ktorą jakis bęcwał mi zaszczepił. Pólpancerz praktyczny uwierał mnie prawie
                        wszędzie, banany zajeżdżały starymi onucami a Jane smakowała plastikiem, tak
                        więc nie ma się co dziwić, iż humor mój był iście goryli. Zlądowawszy tak z
                        nienacka ujrzałem jakąs dziką kotłowaninę, pirata okładającego tego drugiego
                        durnia, tego w szpiczastej czapce, jakąs nie swoją kończyną, Agrafka, któren
                        wydawał się być zafrapowany barwnymi warstwami łajna, które równym szlaczkiem
                        oblepiało jego buty, oraz jakiegoś pokurcza myszatego,całego oblezionego przez
                        robale. Uznałem, że jemu trzeba pomóc najpierw i zblizyłem się, by faceta
                        wziąść i porządnie wyiskać
                        -AAAAAAAAARRRRRRRRRRRRRRRGGGGGGGHHHHHHHHHHHHHHH! - wywrzeszczał pokurcz, z
                        twarzą pobladłą - MAUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUPAAAAAAAAAAAAAAAAA!
                        Ułożyłem dłonie kierując je wnętrzem do góry, wysunąłem prawą nogę nieco w
                        przód a lewą zacząłem bujać na boki, dając mu tym samym do zrozumienia, że nie
                        ma się czego obawiać.
                        - Ona tańczy!!!! - wrzeszczał dalej.
                        Przeciwbalans ciałem w lewo, szybkie stżyrzenie uszkiem oraz usta ułożone w
                        starożytny sygnał "I-chj", miały go uspokoić, ale zdawać mi się zaczęło, że ten
                        koleś to chyba nigdy żadnego kabuki nie widział. Tedy czas było przedsięwziaść
                        akcje bardziej bezpośrednią. W dwóch susach zalazłem się tuz przy nim, ułapiłem
                        za nogi i podniosłem w górę, łbem w dół zwieszając. Robactwo zaczęło się sypać
                        jak z kapoty naszego sztukmistrza. U moich stóp usypała się dość spora górka
                        paskudswta oraz nie wiadomo skąd dwie żaby, które cichutkimi głosami zaczęły
                        się dopytywać o infolinię dla ofiar gwałtu i maila do fundacji "Lambda", tedy
                        rozdeptawszy całe to barachło doszedłem do wniosku, że za chwilę może nas to
                        robactwo wszystkich przykryć. Zawlokłem więc maga na skraj przepaści i tam
                        zacząłem energicznie potrząsać a paskudztwo leciało, i leciało.
                        Nagle!
                        - o ja pieeeeeeeeeeeeeeeeeerrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrdddddddddd..............
                        Cholerne pyłki traw oraz głupie dobre wychowanie nakazujące oburącz nakrywać
                        mordę w trakcie kichania, no i patrz: pokurcz, niczym późny jesienny liść,
                        swobodnym lotem koszącym zaczął niebezpiecznie zbliżać się od odległego o
                        jakieś 3 kilometry dna przepaści. Odwróciłem się ku mym towarzyszom.
                        • zatroskany.obywatel z archiwum królewskiego 06.07.05, 14:39
                          Wielce szanowny Obywatelu Królu!
                          Na początek, proszę o wybaczenie, że nie używam przyjętej, jak wiem,
                          formy: „wasza wysokość”, nie pozwalają mi jednak na to moje zagorzałe
                          przekonania republikańskie. Zaznaczam przy tym, że nie ma się czego Obywatel
                          Król obawiać, nie zmierzam bowiem do jego obalenia, jako, że należę do
                          ugrupowania republikanów zachowawczych.
                          Kimkolwiek bym nie był, poczuwam się do obywatelskiego obowiązku, który
                          każe mi dbać o Porządek, w razie jego zaburzenia zaś, zwracać się do
                          odpowiednich władz.
                          W obliczu Zaburzenia Porządku, którego byłem świadkiem w ostatnią
                          środę, nie pozostaje mi nic innego, jak zaapelować do Obywatela Króla, bowiem,
                          jeśli nie obywatel Król, to kto?
                          Do rzeczy jednak.
                          Otóż, wyprowadzając w ostatnią środę na spacer Pusię, moją wierną
                          przyjaciółkę rasy psiogłowiec miniaturowy, stałem się świadkiem, a także
                          mimowolnym uczestnikiem zatrważających wydarzeń.
                          Doszło do nich w pobliżu chaty (bo przecież nie można nazwać tego
                          domem) obcego znanego powszechnie jako Ijon Tichy, w sprawie którego wysłałem
                          już wiele listów do burmistrza naszego malowniczego miasteczka. Ów alien, przed
                          którym daremnie tylekroć ostrzegałem, a który miał w zwyczaju przyjmować wielce
                          podejrzanych gości i prowadzić wysoce nieprzyjemny tryb życia, tym razem
                          przeszedł sam siebie. Odwiedziła go mianowicie, bliżej nieokreślona, bo wciąż
                          przybywająca ilość osób obcoplanetarnego pochodzenia. Wszyscy zachowywali się
                          po barbarzyńsku, czego, sądząc po ich strojach, należało się spodziewać.
                          Wychodziłem z moją kochaną Pusią zza zakrętu, kiedy ujrzałem, jak
                          rzeczonym Tichym potrząsa nad urwiskiem kudłaty obcy. Miałem właśnie zwrócić
                          Tichemu uwagę, że publiczne libacje są w naszym spokojnym miasteczku zakazane,
                          kiedy kudłaty cisnął niewydarzonym Tichym w otchłań, czym zaburzył harmonię
                          układu, nad którym lokalne Koło Miłośników Pustek, pracowało przez dwa lata.
                          Tichy, wydał na to okrzyk triumfu i radości, któremu zawtórował kudłaty,
                          wykonując dziki taniec.
                          "Nie potrzebuję tłumacza, żeby zrozumieć, że to znaczy: „puściłem go!” –
                          wyryczał na to kolejny obcy, zakutany w prehistoryczny pancerz barbarzyńca,
                          przy czym zakłócił ciszę naszego urokliwego miasteczka głosem wyraźnie
                          ochrypłym z przepicia. – "I co my teraz zrobimy?"
                          Moja Pusia, która na stworzenia kudłate zawsze reagowała zainteresowaniem,
                          podbiegła w tym momencie do kudłatego, pragnąc obwąchać go życzliwie i –
                          najpewniej – zaprzyjaźnić się.
                          Obcy wyszczerzył się na nią przerażająco.
                          "Panie, zabierz pan tego kundla" – zaatakował mnie na to blaszany alien. –
                          "Nie widzi pan, że straszy małpę?"
                          Kudłaty wyszczerzył się jeszcze bardziej. Tym razem w stronę blaszanego,
                          z czego wywnioskowałem, że z całą pewnością ci agresywni obcy rzucą się zaraz
                          na siebie. Najwyraźniej należało to do ich obyczajów – wszak tuż za plecami
                          blaszanego walczyło zaciekle dwóch innych – taki z przepaską na oku i drugi,
                          jeszcze dziwniejszy. Okładali się oni zawzięcie żabami, za nic mając sobie
                          prawa tych zwierząt, o czym, zresztą, zawiadomiłem już Towarzystwo Opieki Nad
                          Zielonymi.
                          "Moi panowie! – spróbowałem, jak każdy kulturalny człowiek, zaapelować do
                          ich rozsądku. – Doprawdy, zachowujecie się bardzo niestosownie! Spróbujcie,
                          proszę, przezwyciężyć swe zwierzęce atawizmy i przyjąć do wiadomości, że
                          znajdujecie się na planecie cywilizowanej, na której..."
                          Przerwał mi głośny, nieprzyjemny odgłos plaśnięcia, dobiegający z
                          ogródka skalnego pod urwiskiem. Najwyraźniej Tichy postanowił dokończyć dzieła
                          zniszczenia, demolując działkę dzieci z przedszkola nr. 13.
                          Nim zdołałem dojść do siebie po tym barbarzyństwie, pomiędzy nami
                          pojawił się dosłownie znikąd, kolejny, wyjątkowo niewychowany, obcy,
                          najwyraźniej piroman, ponieważ płonął.
                          "Drogi panie..." – zacząłem, ale ten, co tu długo mówić – cham, nie
                          pozwolił mi dokończyć.
                          "Kurna, znowu ślepy jaunuting!" – wyjęczał wykrzywiając się obrzydliwie.
                          Zaraz potem zniknął A wraz z nim wszyscy kosmici (oprócz Tichego, który
                          postanowił najwyraźniej jeszcze trochę pozadręczać nas swoją obecnością) i – o
                          zgrozo – moja Pusia!
                          Obywatelu Królu! Padliśmy ofiarą zdradzieckiej inwazji, której efektem
                          było zakłócenie Porządku naszego miłującego spokój miasteczka, oraz, co
                          najgorsze, uprowadzenie mojej Pusi! Domagam się stanowczo, od Obywatela Króla,
                          aby wyruszył w pościg za złoczyńcami i przykładnie ich ukarał. Na zakończenie
                          pragnę zaznaczyć, że jestem bliskim kuzynem admirała wszechfloty Ubrusa.
                          Z szczerym pozdrowieniem
                          Zatroskany Obywatel.
                          • tchernobog Re: z archiwum królewskiego 06.07.05, 20:39
                            Hmmm cosik tego spirytu za dużo, zwidy jakieś mam małpy w pancerzu, banda jakaś
                            z miasta przyszła, czarownik z żabią łapką ehhh
                            Ściany tysiącem głosów przemawiają różnych tam duchów uwięzionych - dosyć tej
                            żaby wstrętnej a kysz! Aby autochtonów przegonić ożywiłem ich krewnych z
                            cmentarza pobliskiego cosik zmykają teraz prędko - czyżby nie chcieli przywitać
                            swych reanimowanych wstępnych heheyh! Jak tylko zombiaki wrócą trzeba szybko
                            skarby przenieśc na statek ( echh dużo by tu opowiadać przyszło , zbieram na
                            piramidę z czarnej skały co dużo kosztuje ech) i zmykac nim przybędzie jakiś
                            exorcista co by mógł nam statek zepsuć swymi paskudnymi czarami! Hmmm Trzeba
                            będzie nasz Alca Seltzer wysłac jednak do infernum by nabrał widmowych
                            właściwości tak by żaden plugawy hieros nam go nie zniszczył.....
                            Jakby Ijon nie żyw był to mogę go ożywić heh wszak ma się ten certyfikat
                            nekromanty V stopnia khie khie
                            No ale posłałem wici by w sukurs przybył mój stary potworzasty znajomy by jakby
                            co "ludziaka" schrupał..........
                            Nowego spirytusu nazbierałem ,teraz do beczki samoczynnie się zbiera -
                            samoregenerujący khie khie
                            A po królowej ani śladu cosik ten potwór złyszefus musi być upgradeowany bo
                            potężną magię tu wyczuwam, którą to więzi Meve w wieży rozpaczy przez innych
                            zwanej miejsce pracy..........
    • agrafek szfartek? 07.07.05, 08:12
      dziennik gwiezdny, data gwiezdna: okolice szfartku, chociaż przecież, zawsze
      ffftorek.
      Hm, jakkolwiek nazywała się planetka, którą odwiedziliśmy w celu zasięgnięcia
      języka, lepiej będzie o niej jak najszybciej zapomnieć. Aczkolwiek i ją
      odwiedziła Królowa Meve i na niej jakieś czary dopadły niewiasty. Ijon Tichy,
      jak donoszą ostatnie wiadomości tvn24, żyje, ale jego los jest nie do
      pozazdroszczenia. Ponadto wszystkie ściany szepcą, że zostaliśmy oskarżeni o
      dognaping, nieuprawnione wszkrzeszanie i niewłaściwe używanie żab. Naszym
      śladem podąża jakaś nieżyczliwa flota (nie, nie pieniądze), goryl zniknął, mag
      się na mnie boczy, chociaż to nie ja go przecież okładałem żabami, pyrat
      zapchał cała łądownię nr 5 pyramidą - żeby nam z niej tylko jakieś mumie nie
      wylazły. Rycerza Jarosława, jak nie widać, tak nie widać.
      Czy ktoś ma jakiś pomysł, co dalej?
      pozdrawiam
      • borlog Re: szfartek? 07.07.05, 08:26
        Przybyć Borlog, Borlog byc troll i lubieć chrupiąca ludzizna!
        Borlog być tu bo być wezwan ale przez kogo Borlog już zapomnieć więc Borlog
        musieć pomyśleć o tym a to nie być mocna strona Borloga.
        Do tego czasa jak Borlog wymyśleć to Borlog wejścia poszerzyć bo być za mała na
        Borlog.
        Wy też powiedzić czy królowa być jadalna? Bo jak my jej szukać to po to by ją
        schrupać? Jak jaka przyjść wrogi to ich Borlog maczugą i do kociołka Borlog
        gotować. Borlog mieć tez pytanie : czy wy mieć przykład do świecenia? Taki na
        ściana by oświetlać wszystkich? Bo Borlog musiec świecić przykładem ale takich
        nie mają w sklepach z pochodnie więc jak Borlog ma świecić skoro nie mieć czym?
        Borlog teraz iść przejścia poszerzać więc wy nie przeszkadzać bo Borlog gotów
        zapomnieć co ma robić i gotów wtedy kogo do kociołka zanieść.......
        • braineater Re: szfartek? 07.07.05, 09:36
          Występne bastardy!!!!!!
          Pijackie mordy!!!!!
          Trolle niemyte!!!!!
          Jak mogliście, no JAK???!!! Tak potraktować największy umsył we wszechświecie.
          Rozumiem pyrat, człek nieobyty, dziki, szata plugawa,może nie znać arkanów i
          kontredansów dyplomacyji, ale wy Agraffku??!! Rycerz bez zmazy, wsławiony
          przymiotami umysłu, i co? Fylozofa największego gorylem szczuć?!!! Gdzie sie u
          was pomyślunek podział, co??
          A po co ten oślizgły zielony nam do szcęscia? Może ktoś mi to wytłumaczyć? I
          czego on sie tak na mnie patrzy, tymi łapskami jakos tak dziwnie machając? Co
          ja, jakaś Fiona jestem, czy co? Czego się napalasz?..No poszeł, poszeł stąd i
          to już!!! Po co ci ta szmata??? No pytam się Po c..........
          • agrafek Re: szfartek? 07.07.05, 10:14
            Gdzie łapy? Do nogi, lezeć, już! No, grzeczny troll... Uff.
            Żywiście, mości magu?
            Uff.
            Dobry troll, dobry. Twoja iść w lewo, potem w prawo, tym korytrzem, który mówić
            basem. Czyli grubo. Twoja poznać po tym, że sprzecza się z takim cieńkim
            głosikiem o wypłatę. Tam rosnąć muchomory, niech nikt mnie nie pyta skąd się
            wzięły. Tak, smacznego.
            Poszedł.
            Uno momento pory fawory, bien sury silwuple, że tak zaparlam.
            Jeśli kto pyta o "to zielone", to ja tu, bynajmniej, żadnych żab nie
            przynosiłem, coby nam ewoluowały w formę trolla. Jeśli zaś powiada, ony troll,
            że nie od żaby się wywodzi, co do czego pewien nie jestem, bo coś wyraziście
            żabiego ma w spojrzeniu, lecz, że przytelepał się skądś, to znów zaznaczyć
            muszę iż nie ja tu jestem specjalistą od telepacji.
            Zresztą, nijakich wstrętów za przytelepanie trolla nikomu nie czynię, bo troll
            też się może na statku w wyprawie przydać, zwłaszcza, że cały czas mamy pościg
            na ogonie.
            Zresztą, swojsko tak jakoś z trollem, prawie jak w zamczysku. A że sprzątać
            lubi, to i dobrze, przyda się ktoś, kto pousuwa z rozgadanych ponad miarę
            korytarzy pajęczyny.
            A filozof żyje, polatał tylko trochę. Będzie miał temat do przemyśleń. Jeszcze
            nam podziękuje w jakiejś rozprawie filozoficznej, kto wie, może staliśmy się
            zaczątkiem nowej drogi wszechświata?
            Może i narobiliśmy troszkę zamieszania, ale to tylko dlatego, żeśmy z pyratem i
            gorylem nie znali się na dyplomacji. Trzeba nas było wprowadzić w te wszystkie
            podskoki i poszturchiwania, tobyśmy wiedzieli kogo, czym i w jakich
            okolicznościach szturchać, tak, żeby było zgodnie z protokołem.
            Nie ma, zresztą, tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mamy informacje, trolla
            obronnego, żaby przerabiają łaźnię na bagienko.
            W czym więc problem?
            A że nas ścigają? Przynajmniej okazja do bitki będzie, bo już zaczynałem
            rdzewieć.
            Miejmy tylko nadzieję, że troll nie zeżre Pimpuchny, czy jak się tam, ten ponoć
            uprowadzony przez nas pies, nazywał.
            Miodziku, mości magu? I humor poprawia i sił dodaje...
            • tchernobog Re: szfartek? 07.07.05, 21:49
              Khie Khie zjawił się mój znajomy Borlog! Heh niech się rozgości, i podje sobie
              jakiś miejscowych "ludziaków". A co do fyzlozofa - u nas w zaświatach to takim
              każemy w błazeńskich strojach tańczyć głupawo w takt potwornej muzyki hikhie
              khie - a co do tego że jestem dziki - pochodzę z dalekiej północy, przewodziłem
              za życia hordzie barbarzyńców do czasu aż mnie nie złożono ( gdy w bitwie ranę
              śmiertelną otrzymałem) do kurhanu w podróż w zaświaty, a że było tam nudno (
              wieczne łowy tfffuuuu) to wróciłem. Niestety jak tak cię złożą do kurhanu to
              oprócz skarbów, sług i koni dadzą ci balastu na drogę - me konkubiny! Jak się
              na powrót ożywiliśmy to one w szał wpadły że my tylko w kurhanie żyjemy!
              Piramid im się zachciało i tak głowę zaczęły zawracać swymi rykami ( wszystkie
              stały się banshee) że aż się człowiekowi kości łamały od tego hałasu! I tak w
              podóż ruszyłem aby zebrać fundusze na poczet piramidy do której mógłbym się
              przenieść. Kolega jeden namówił mnie na statek widmo łatwe łupy i bitwy
              zaciekłe czyli wszystko to co barbarzyńca lubi najbardziej........ Swego czasu
              to trzeba było po prostu baby wygonić a nie zabierac do grobu Tfffuuu
              oszczędziłoby mi to wielu trudów....
              Gdy tak podróżowałem poznałem Borloga - zdolny drapieżny Troll co to lubi
              ludziznę, on oraz kilka innych bestii trudnili się pozorowanymi atakami na
              wioski aby jakiś niwydarzony rycerzyk ( za odpowiednią opłatą) mógł wykazać swą
              dzielnośc khie khie. Nie martwcie się o pieska - Borlog psininy nie jada tylko
              ludziznę........
    • agrafek nadciąga sjesta 08.07.05, 08:43
      Czy zauważyliście, drodzy, współpodróżnicy, wszystkich niezjedzonych dotąd ras
      i gatunków, że najwięcej się wydarza i największą aktywność przejawiają
      wszyscy we ffftorki:) (wwwtrg'g - po trolliańsku)?
      Nauczony tym doświadczeniem szykuję się, w związku z tym, do tradycyjnego na
      pokładzie okrętu popasu piątkowego, po którym nastąpi, zapewne, czas dwudniowej
      sjesty, w oczekiwaniu na przedffftorek. Przy okazji informuję, że porozmawiałem
      z żabami, wykazującymi nieprzeciętne zdolności inżynieryjne, dzieki czemu, tym
      zacnym stworzeniom, powinno udać się zamontować specjalne drzwi antytrollowe w
      kajutach wszystkich, któzy sobie tego zażyczą. W ten sposób powinniśmy uniknąć
      poronocnych nieprzyjemnych pomyłek.
      Na razie zapraszam wszystkich do mesy nr 2, będącej miejscem tym
      przyjemniejszym, że ściany w niej nie gadają. Przy okazji, czy zechciałby ktoś
      wytłumaczyć temu domorosłemu Homerowi z pokładu szóstego, że jego epopeja "O
      pokonaniu złych Ijonidów", zaczynająca się od słów: "Opiewaj muzo gniew
      Braineatera srogi" trąci lekko plagiatem? Tylko delikatnie, proszę, to
      delikatna i wrażliwa ściana, nie chciałbym, aby coś sobie zrobiła i
      rozhermetyzowała nam okręt.
      W mesie czeka na prawie wszystkich przedweekendowy poczęstunek, opornym i
      najedzonym, przypominam, że obfite uczty to tradycja Mevelandzka.
      Nie objętej ochroną ludzizny nie gwarantuję.
      • borlog Re: nadciąga sjesta 08.07.05, 09:34
        Borlog by cos schrupać i przynieść jakaś ludziaka z palaneta i wrzucić go do
        kotła jak ktoś chcieć to może wejśc do kociołka do niego i poczekać aż się
        ugotować.
        Borlog w tym czasa pójść po jakaś przyprawa aby się wam lepiej kąpać.
        ściany dużo gadac i Borlog jedna walnąć bo mieć już dośc ta gadka - co to być
        gadająca ścina to Borlog już woleć gadająca czachy.A co do filozofa to Borlog
        go chcieć na rożenek nadziać, włochaty małpiak w blaszaku też chcieć go
        schrupać więc my zrobić sobie dobra uczta dzisiaj mniam mniam.....
        • zatroskany.obywatel list w butelce 08.07.05, 10:35
          Do: Ktokolwiek Cywilizowany.
          Uprzejmie donoszę, że nie wiem jak to się stało, iż znalazłem się w jakimś
          niegustownie i bezprawnie nawiedzonym miejscu, w którym odzywa się nie pytane
          wszystko, łącznie z żabami i ścianami. Blisko dwa dni poruszałem się bez chleba
          i wody po obskurnych, rozgadanych korytarzach, z których jeden, o czym
          informuję ze szczególnym wstrętem, czynił mi niedwuznaczne propozycje. Z
          podgniłych sufitów zwisały dziwne pnącza, wśród których ze przerażeniem
          dostrzegłem znaną mi już z wypadków, które miałem okazję opisać w liście do
          obywatela Króla, małpę. Ogarnięty zgrozą ukryłem się za dziwacznie
          wyglądającym, zmurszałym kufrem. Ledwie jednak dotknąłem jego wieka, TO COŚ
          poruszyło się i łypnęło na mnie nieżyczliwie, wręcz wrogo. Nie wiem czym, ale
          przysięgam, że łypnęło! Szczęśliwie małpa nie zwróciła na to uwagi, zajęta
          polowaniem na niezwykłe, bo obdarzone czymś w rodzaju nóg, banany. Tropem małpy
          zaś, podążało, pohukując i powarkując na przemian coś, czego nawet boję się
          opisać. W wielkim, bezkształtnym łapsku ściskało maczugę.
          Poszturchiwany przez coraz bardziej agresywny kufer, powątpiewając już w swoje
          zmysły, zataczając się z wycieńczenia, pobiegłem w stronę niewielkiego stawu,
          który udało mi się dostrzec przez otwór, który w jakimkolwiek innym miejscu we
          wszechświecie mógłbym wziąć za drzwi. Miałem nadzieję, że uda mi się tam
          przynajmniej zaspokoić pragnienie.
          Niestety! Staw okazał się bagnem, w dodatku zamieszkanym przez inteligentne
          żaby. Te akurat żaby nie zostały wprawdzie obdarzone umiejętnością mowy,
          porozumiewają się jednak dziwnym pływanym językiem, wycinając esy i floresy na
          powierzchni gęstych, mulistych kałuż. Ku mojemu zdumieniu, żaby wykazały się
          nie tylko inteligencją, ale i wrażliwością. Poczęstowały mnie pieczenią z
          bociana oraz winem z szuwarów. Nieco podniesiony na duchu tym niespodziewanym
          ratunkiem, przystąpiłem do napisania listu, który zaraz wepchnę w znalezioną w
          sąsiednim korytarzu butelkę po rumie i wrzucę do jednej z przenoszących wodę
          rur.
          „Napisz, że domagam się dodatku za pracę w wilgotnych warunkach – instruuje
          mnie jedna ze ścian, zerkając mi przez ramię. – I niech pomalują mnie na
          pomarańczowo. Chcę poczuć lato! Lato, słyszysz?!”
          Będę musiał uciekać, bo staje się coraz bardziej natarczywa. Co to za
          miejsce??? Niech coś się stanie, niech to wszystko zniknie, nie chcę już tu
          być, bo oszaleję... Nikt tu nie dba o Porządek!!!!!
          Och, Pusiu, gdyś choć Ty była tu ze mną!
          • braineater Re: list w butelce 08.07.05, 11:16
            Mamusiu!

            Dawno do Ciebie nie pisałem, więc podejrzewam, że tęsknisz, ale na pewno nie
            bardziej niż ja za Tobą. Pewnie już Ci wujowie donieśli o moim sukcesie w
            murach Hoghwartu i o pochwałach jakie odebrałem z ust samego Dalto-NI-smusa III
            i jakimi to pięknymi darami mnie na nową drogę życia obdarzył. Teraz zaś
            podróżuję po świecie w towarzystwie zacnej kompaniji, coby życia troche poznać
            i wzbogadzić się na ekspiriencji - bo cóż to za mag, co nigdy nie był w
            marynar..tfu..w kosmicznej flocie. Tak tedy podrózuję sobie z zacnym sir
            Agraffkiem, człekiem wielu przymiotów, który nie wątpliwie przypomniałby Ci
            Twego nieszczęśnie odumarłego męża - takaż sama siność na twarzy. Towarzyszem
            naszym wiernym jest także pyrat przesłynny, mąż postawny a barczysty, nieco
            grobowym cuchem woniejący, lecz mimo tej przypadłości, całkiem sympatyczny to
            szaławiła, tyle, że obyczaj ma nieprzystojny jedzeniem w ludzi rzucać, a także
            hoduje jakieś bydle kaprawe, oslizłe i paskudne, które jako żywo przypomina mi
            Twojego drogiego drugiego małżonka, a mego papę - tyle, że w odróznieniu od
            mojego drogiego tatusia, bydle na szczęscie magiją żadną nie włada. Wszyscy
            oni, jednogłosnie i bez nacisków wybrali mnie juz na pierwszym spotkaniu
            Kierownikiem i Prezesem Naczelnym wyprawy, zapewne zwiedziawszy sie skąd inąd o
            nadzwyczajnych przymiotach mego umysłu i dzielności ramienia. Ach ta sława, te
            skrzaty-fotoaparaty, nic sie przed nimi nie ukryje. Prowadzę więc mych
            dzielnych towarzyszy, nie bacząc na niebezpieczeństwa i wichry kosmiczne a
            celem naszym jest ocalić jakąs białogłową, ponoć sliczną i talentów wielu,
            tedy, mamusiu, uważasz, sa szanse, że gotować się będę do żeniaczki i to z
            kobietą, co jak sądzę bardziej kontentuje Twe matczyne serce, niż mój ostatni
            czarnoskóry wybranek. Raduj się tedy, bo to jeszce na dodatek ponoć jakaś
            Królowa - a jak wiadomo na ten typ kobiecy eliksiry i zaklęcia miłosne
            najłatwiej działają.
            Ale napisac Ci jeszce musze o prezencie pięknym jaki z dalekich krain Ci wiozę.
            Znając Twe upodobanie do szat wytwornych, nie szczędziwszy trudu i nie bacząc
            na opór brutalnych autochtonów, zdobyłem dla Ciebie najprzedniejszej urody,
            etolę z psiogłowca, calutką na Twój rozmiar przygotowaną i wyprawioną. Patrzę
            właśnie na nią, jak cudacznie zwiesza łepek z wieszaka, jak jej te sześć łąpek
            w całości zachowanych wdzięczne się układa w tajemne symbole, jak błysk w
            szklanym oczku rozjaśnia ponury półmrok kajuty mego korabia.
            Kończyć już niestety muszę, bo rozgwar się jakis po statku niesie, co znaczy
            pewnie iz moje pocieszne safnduły jakis problem znalazły i nijak bez mej pomocy
            zaradzić mu nie mogą. Zobaczymy się wkrótce, a wtedy opowieściom nie będzie
            końca.

            Twój kochający
            Mózgożarłek

            P.S. Mogłabyś mi na kosmos -restante przesłać ze dwie pary skarpetek i jakies
            kilka małych złotych sztabek? Bo tu cosi monetodaje nie działają.
            • agrafek nigdy w dół! 08.07.05, 13:29
              - Jak oni nas tak, to my ich tak! – starał się wytłumaczyć trollowi i gorylowi
              swoją taktykę Tchernoborg. – A jak oni nas tak, to my ich tak...
              Narada trwała nad kotłem, chwilowo wolnym od ludzizny, jeszcze kwadrans, kiedy
              przybył, bardzo coś z siebie zadowolony, Braineater i oświadczył, że jego
              zdaniem powinniśmy zastosować manewr unikowy Pickard delta 13 c, a potem
              ostrzelać ich silniki z fazerów.
              Ta propozycja zmusiła strategów do chwili zastanowienia.
              - Uuuk? – zapytał wreszcie goryl.
              - No właśnie, - podrapał się w głowę pyrat. – Ta delta cośtam, to jest ster
              prawo na burt, czy lewo?
              Mag westchnął i poinformował zebranych, że oprócz: lewa, prawa, wschodu,
              zachodu i tych dwóch następnych, jakkolwiek by się nie nazywały, są jeszcze
              kierunki jak: góra, dół, ostro w dół po skosie w lewo, oraz cała masa innych.
              Pyrat zmarszczył był brwi.
              - Kto tu jest sternikiem? – zapytał retorycznie, a złowrogo. – Ja. A jakem
              sternik, powiadam, że żaden mój statek nie będzie pływał w dół. Jakbym chciał
              zostać podwodniakiem, to bym się zaciągnął na „Czerwony październik”. Dopóki ja
              tu steruję, będziemy pływać na północ – północny zachód i w tem podobnych, ale
              nigdy w dół!
              W takich okolicznościach zastosowanie manewru maga okazało się nieco
              skomplikowane, wobec czego postanowiono pokonać gnającą za nami pogoń według
              taktyki: „a jak oni nas tak, to my ich tak”.
              Pełen dobrych chęci Braineater podszedł do mnie i zagaił:
              - A waść tak nad mapami ślęczysz w jakimś konkretnym celu, czy to kolorki tak
              cię fascynują?
              Odparłem, że zastanawiam się, gdzie też potencjalni porywacze mogą
              przetrzymywać naszą królową. Niepokoiła mnie myśl, że jeżeli są przemyślnymi
              łajdakami, to mogą ukrywać ją na jakimś ciele niebieskim, którego na mapie nie
              ma.
              - Może być i tak – zasępił się mag. – Sądzę jednak, że znam rozwiązanie. Musimy
              po prostu latać od jednej niezaznaczonej na mapie planety do drugiej i tym
              sposobem ich łapniemy.
              - Pomysł niezgorszy! – ucieszyłem się – Tylko, jak znaleźć te niezaznaczone
              planety?
              - Ależ to elementarne, drogi Agrafku – Braineater uniósł jedną brew, a swojemu
              nosowi spróbował nadać orli wygląd. – Muimy odwiedzić wszystkie miejsca, w
              których, według mapy nie ma nic. W jednym z nich powinna być nasza planeta!
              Wytyczywszy tym sposobem nasz kurs na najbliższą wieczność, wielce z siebie rad
              mag opuścił mesę, by zanieść swą pomoc wszystkim tym, którzy mogli ją na naszym
              statku potrzebować.
              Odprowadzało go zawodzenie trzech strategów wypróbowujących swój nowy okrzyk
              bojowy:
              - Nigdy w dół!
    • agrafek ufo 11.07.05, 12:37
      ...mi się jakieś plącze za iluminatorem. Poznałem po kręgach, które
      rozpaczliwie stara się wyciąć na pancernym szkle. To i tak cud, że je widzę, bo
      dwóch dniach hibernacji, tylko ciemność widziałem, ciemność...
      Na statku pusto i cicho, wszyscy jeszcze śpią? Nawet goryl śladu życia nie
      daje...
      Zaczynam się obawiać, że pozjadali się wszyscy nawzajem.
      • spokojny.ubezpieczyciel Re: ufo 11.07.05, 13:46
        Witajcie, panowie.
        Ładny macie stateczek, szkoda by było, gdyby się zepsuł, nie? A coś mi się
        widzi, że napęd u was bardzo wrażliwy, delikatny... Lecicie sobie tak, od
        planety do planety - ja to rozumiem, każdy lubi sobie, czasem, polatać. Ale wy
        niepokoicie LUDZI. A Zaniepokojeni LUDZIE mogą się zdenerwować. Nie mam,
        oczywiście, na myśli nikogo konkretnego, chyba się rozumiemy?
        No.
        Fajne tu trzymacie zwierzątka, jak ktoś lubi prymitywny brutalizm... Nie, żeby
        ja. Ale znam takich, którzy lubią. Wielu. I nawet bardzo to lubią.
        To, co, panowie, rozumiemy się?
        Bo szkoda by było takiej ładnej łajbki, gdyby coś się jej przytrafiło, a sama
        tak lata, bez ochrony...
        No.
        • braineater Re: ufo 11.07.05, 14:00
          Łapka powiadasz, mości Panie? A pomyślałeś acan, co by było, gdybyś nagle w
          otchłaniach niezmierzonych tego kosmosu, musiał nagle szukać chirurga ze
          specjalnością proktolog, by ci taką łapke nagłym gestem w anus
          zaimplementowaną, musiał szybciutko usunąc, nim w owe wrażliwe przecież miejsce
          Twego ciała nie spróbuje się wpakować cały łapki właściciel?...

          Ahhhh - wybacz, panie, uszy mię cos te skoki grawitacyji przytkały, tedy ty
          przecież o łaJbce, prawiłeś. Wybacz raz jeszce, bo przesłyszenie jakieś
          niepotrzebne szumy nam w kontakt interpersonalny wprowadziło, niszcząc
          porozumienie, jakim planował je mądry starzec de Saussire. Tedy mówisz łaJbka,
          i że w niebezpieczeństwie. Tedy ja ci odpowiadam - o tam popatrz..Widzisz tego
          kudłatego w pólpancerzu niepraktycznym, co się tak pięknie uśmiecha oba
          iluminatory przesłaniając i tego zielonego, co macha do ciebie czymś, co gicz
          ludzką przypomina? Pomysl więc raz jeszce - jakie niebezpieczeństwo? Komu grozi?

          Polisa? A po co nam Polisa kolejna? Mamy już jedna a i na naszej planecie,
          każden z nas jest w stanie kilka Polis opanować i nimi zawładnąć. No i pomyśl
          jeszce, cny człecze, po co mymy ze sobą na naszej łaJbce miasto wozić? Widział
          to kto, pewnie razem z agorą, gerontami i tymi głupimi skorupkami do wyrzucania
          ludzi. Dziękujem, ale nie. Bongo wskaże pany drzwi...
    • agrafek ffftorek cerbernetyczny 12.07.05, 08:37
      Witam Waszmościów, w kolejny ffftorek, jak zwykle, po ffftorkowemu, pogodny i
      zapowiadający się piękny a udany. Ponieważ minęła mi już ciemnota
      pohibernacyjna, wybrałem się z samego świtania, co by się troszku rozejrzeć po
      rogwieżdżonej okolicy, mając też, przyznaję, nadzieję spotkać kogo dobrze
      poinformowanego, kto by nam mógł jakich informacji udzielić.
      I tu – pochwalę się – sukces niejaki osiągnąłem. Napotkałem oto niejakiego
      Bladawca, dziecięciem uprowadzonego w dalekie krainy. Ówże Bladawie, obecnie
      już znacznie posunięty w latach, wspomniał, iż niewolnikiem będąc w owych
      krainach, cerbernetycznymi zwanymi, słyszał tam o dwóch cerbernetycznych
      ultramędrcach, którzy to cały wszechświat zwiedziwszy, osiedli gdzieś w jakiej
      zapadłej czarnej dziurze, gdzie dotąd siedzą, z rzadka tylko schronienie swe
      opuszczając. Są obaj, jednakowoż, miłośnikami gry, co się zowie cerbergaj,
      chociaż kibicują dwóm innym drużynom. A tak się składa, że za kilka dni właśnie
      rozpoczynają się Mistrzostwa Wszechświatów w Cerbergaju, odbywające się co 3,
      14159 26535 89793 23846 26433 83279 50288 41971 69399 37510 58209 74944
      59230 78164 06286 20899 86280 34825 34211 70679 82148 08651 32823 06647 09384
      lata, tylko jakoś tam podniesione są owe lata do potęgi, z czego wyniosłem, że
      znaczne być muszą. W każdym bądź razie, rzeczeni mędrcy z pewnością zawodów
      onych nie opuszczą, a znaleźć ich można, ponoć, w tłumie innych kibiców w
      sposób bardzo prosty – otóż tam będą, skąd dochodzić będą odgłosy kłótni
      najżarliwszej.
      Zwą się owi mędrcy Trull i Klaupacjusz, albo jakoś tak. Myślę też, że
      skoro się jeden Trullem nazywa, to ani nasz goryl, ani jego kanciasty
      przyjaciel strasznymi mu nie będą, co gwarantuje nam, że nie powtórzą się
      nieszczęsne wypadki, przez które wieleśmy z pomocy Tichego nie skorzystali.
      Co to, ów cerbergaj, to ja już nie wiem, wiele się na cerbeneutyce nie
      znam, domyślać się jeno mogę, że ma to jakiś związek z wielogłowymi psami. Ze
      strony istot cerberneutycznych obawiać się nie mamy czego, wiele już lat
      minęło, odkąd skończyły się wojny między nimi a białkowcami, chociaż pamiętam,
      że gdym brzdącem był, dziadunio mój opowiadał, jak to na krucjaty przeciw
      cerberneutykom jeździł.
      Na koniec zaklinał mnie ów Bladawiec, abyśmy się na niego nie
      powoływali, bo mogą mu mieć tam za złe, że uciekając zemścił się okrutnie na
      rodzie, który go zniewolił. Najlepiej powiedzieć, żeśmy usłyszeli o mędrcach od
      jakiegoś Wucha, który zakuty w blok cementu krąży bezwładnie po kosmosie i z
      każdym chętnie się dzieli radami, czy kto tego chce, czy nie.
      To jeszcze mi rzekł Bladawiec, żebyśmy uważali na ród Samowzbudników,
      bo to jeden w drugiego sami oszuści i naciągacze.
      Zapraszając przeto waszmościów na śniadanie, propnuję, byśmy na zawody
      cerbergja się udali, to może czego o królowej się dowiemy?
      • Gość: Encyclopediae Cerbergaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.05, 10:15
        l.poj. cerbergaj-e l.mn. por. też psiogłowce por. insekty por. pasożyty

        Cerbergaj - popularna w plebejskich kręgach mieszkańców Syriusza (por. Syriusz;
        por. Kanikuła; por. Pedigree Pal colonisation of unknown space 2340-2489)gra
        (por. gry; por. zabawy; por. gra wstępna; por. gra zstępna)polegająca
        (por. "Leń"; por. "Obłomow"; por. "Pieśń o Rolandzie") na iskaniu (por. Bongo
        Bong)stada rozwścieczonych (por. moherowe berety; por. Młodzież Wszechromska)
        psiogłowców (por. Pusia). Zawodnicy (por. Erekcja; por. brak)mają za zadanie
        (por. zeszyt ćwiczeń matematyka kl. 3)w jak najkrótszym (por. kompleksy) czasie
        (por. P.K.Dick)odpchlić (por. Parada Pcheł)jak największą ilość psiogłowców,
        unikając jednocześnie (por. teoria względności; por. Einstein)obrażeń (por.
        Kodeks Boziewicza; por. savoir-vivre). Niekwestionowanym (por. relatywizm
        poznawczy) mistrzem (por. Małgorzata)tej dyscypliny (por.S/M; por. "Historia
        O") jest od tysiącleci (por. osiedla mieszkaniowe na terenie Katowic)
        gigantyczny goryl (por.naczelne; por. Jane)Stanuslauss Lemeuss (por. who is who
        in the Galactic, por. powieści fantastyczne, por. summa bananae) z planety
        Ziemia (por. arkadia; por. utopia, por. krainy wyobraźni)
        • Gość: Cave Canem "Skandal na Zawodach!!!!!!!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.05, 08:34
          Jak donosi korespondent Cave Canem, waszej ulubionej gazety z tej strony
          Syriusza, niesamowitym i bezprecedensowym skandalem skończyły się tegoroczne
          mistrzostwa intergalatycznego cerbergaja. Na oczach tłumnie zgromadzonej
          widowni, złożonej z koronowanych głów, białkowców, cyborgów i szlachetnych
          ultravioletowych plam pasty do zębów z Arctusa, nastapiło wydarzenie, które
          dyskutowanym będzie jeszce zapewne przez wieki. Otóż, podczas finałowej
          rozgrywki, gdy gigantyczny goryl Lemeuss, już miał po raz 1768 sięgnąc po
          zwycięstwo, popisując sie perfekcyjna techniką 'iskam, aż krew tryska', na
          płytę cerberdomu wdarłą sie grupka niezidentyfikowanych osobników, i zączęła
          urzadzać regularny pościg, nie bacząc na zlęknione psiogłowce i rozwścieczonego
          goryla. Dziwne to zjawisko trwało dobrych 15 minut, a zakończyło się gdy grupa
          złożona z czterech dziwnych osobników w tym, kogoś kto wyglądął na maga, kogoś
          kto wyglądał na rycerza, kogoś, kto przypominał trolla i kogoś, kto bez
          watpienia był gorylem pojmała i obezwładniła dwóch niezidentyfikowanych
          staruszków. Tego jednak było już za wiele Lemeussowi, ktory zdenerwowany
          przerwą w zawodach postanowił wziąść sprawy w swoje ręce i kilkoma sprawnymi
          ruchami wielkiej jak piec chlebowy łapy, pozbawił przytomności wszystkich
          sprawców zdarzenie. I wtedy nastąpiłą rzecz najdziwniejsza, bowiem szlachetne
          ultravioletove plamy pasty do zebów z Arctusa gremialnie ściekły na murawę
          cerberdomu, pokrywając swym kolektywnym ciałem wszystkie znajdujące się tam
          osoby. Na nic były wezwania policji, strzały ostrzegawcze ni straszenie
          fluoryzacją. Zawody zostały sparaliżowane do chwili gdy ulewny deszcz
          sprowadzony przez głownego meteorologa kraju Geda Krogulca, oczyścił
          nawierzchnię z szlachetnych ultravioletovych plam pasty do zębow z Arctusa. I
          wtedy, ku zdziwieniu wszystkich okazało się, że sprawcy zamieszania znikneli.
          Śledztwo trwa. Nasza redakcja będzie informować Was na bieżąco"

          /Cave Canem nr 397/2679 wyd. poffftorkowe, ss. 203-207/
          • insp.athlonus raport nr 01/00101101/0010101 13.07.05, 11:28
            W odniesieniu do przypadkozdarzeń z dnia okołofftorkowego, które to
            przypadkozdarzenia nastąpiły niespodziewanie podczas Mistrzostw Cerbergaja,
            odnotowuje postępy śledztwa starszy inspektor metaksenyczny, Athlonus.
            Na miejscu zdarzenia zjawiłem się wezwany przez roztrzęsionego aspiranta
            Kosteczkę, przebywającemu u nas na stażu, na mocy porozumienia z Białkowcami
            (Układ Denebiański z współterminu dookreślonego 223, czyli 12647 roku panowania
            Cesarza Kłapouchego VII, lub 1437865 machnięcia pozytronowego
            Ogólnoprzelicznika, paragraf 346, pkt. 768). Aspirant Kosteczka przekazał mi,
            że dokonano zuchwałego wtargnięcia na teren cerberdomu im. Diodego, Triodego i
            Heptodego, w celu porwania dwóch niezidentyfikowanych cyberobywateli oraz
            wywołania zamieszania podczas Mistrzostw. Zdenerwowanie aspiranta Kosteczki
            wynikało z obecności na miejscu zdarzenia skrytospektora Transprocesussa,
            przybyłego, w celu zbadania, czy aby nie miała miejsca białkowa prowokacja
            polityczna, czego, osobiście, w toku dalszego postępowania, nie stwierdziłem.
            Do zajścia doszło w samym finale Mistrzostw, a jego uczestnikami,
            oprócz wyżej wymienionych, byli: wielokrotny mistrz w cerbergaju, goryl
            Lemeuss, trzech (mniej więcej) sędziów cerbergaja: trzygłowy smok Telesfor,
            przedstawiciel biogrodniczej cywilizacji ETatowców oraz Burek, pies ogrodnika.
            Oprócz nich zaś, niebagatelny wpływ na przebieg zdarzenia mieli kibice pod
            postacią ultravioletovych plam pasty do zębów z Arctusa.
            Przebiegiem zakłócania zajmuje się skrotospektor Transprocessus, co
            zaznaczył mi z właściwą sobie powagą, wyraźnie. Współpracuje z nim
            przedstawiciel tajnej policji MKOl i ja się w ich sprawy mieszać nie zamierzam,
            za wysokie directy na moje karty graficzne.
            Przesłuchiwany uczestnik zdarzenia, goryl Lemeuss nie miał wiele do
            powiedzenia, chociaż wiele do wybluzgania. Można wykluczyć go z kręgu
            podejrzanych, choć może należałoby zatrzymać ze względu na rzucane groźby,
            cytuję: „Ja tych skórkosynów zamorduję!”. Przesłuchanie smoka Telesfora trwa
            nadal, prowadzone równocześnie przez trzech policjantów, którzy na razie doszli
            do tego, że dwie spośród trzech głów oskarżyły głowę trzecią o łapówkarstwo i
            dywersję w celu ukrycia przestępstwa. Jakkolwiek, nie wydaje mi się to
            właściwym tropem, poleciłem zbadanie sprawy aspirantowi Kosteczce.
            Przesłuchiwany pies ogrodnika Burek oświadczył, że nie powie nic, dopóki nie
            otrzyma kości, której mógłby nikomu nie dać. Powołany biegły psychiatra
            oświadczył, że taka kość istotnie jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania
            psa ogrodnika, Burka. Dotychczasowa kość Burka zaginęła w niewyjaśnionych
            okolicznościach podczas zajścia zdarzenia, wobec czego, do całego tego
            galimatiasu musimy jeszcze dodać wątek kradzieży.
            Ultravioletowych Plam przesłuchać się nie da, ponieważ pozostają ciągle
            w stanie spienienia, w jaki wpadły pod wpływem szoku. Świadkowie obecni podczas
            zajścia na trybunach twierdzą, że z spienieniem mógł mieć coś wspólnego
            tajemniczy osobnik w opasce na oku. Poszukiwania rzeczonego osobnika trwają.
            Ze swej strony, uważam, że porwanie może mieć związek z porwaniem
            psiogłowca Puni, do jakiego doszło kilka dni temu na planecie UUK/ 789 (podaję
            nazwę za naszym, jedynie poprawnym atlasem gwiezdnym, zgodnie z
            rozporządzeniami ignorując białkowe, niedookreślone nazewnictwo). Na związek
            ten wskazywałoby daleko idące podobieństwo w rysopisach porywaczy z UUK/789 i
            tych naszych. Wykluczałoby to jakikolwiek spisek białkowców, dowodząc, że cała
            sprawa ma wyłącznie kryminalny charakter.
            Będę na bieżąco informował o dalszych postępach w śledztwie,
            Z starożytnym pozdrowieniem: „Niech żyją trybiki, bowiem one budują
            Maszynę!”
            starszy inspektor metaksenyczny, Athlonus.

            Dopisek pod spodem:
            Zgodnie z moimi uprawnieniami, upoważniającymi mnie do sprawdzanie raportów,
            stwierdzam, że to bzdura! Miała miejsce wroga prowokacja i mam pewne
            podejrzenia, że inspektor Athlonus może należeć do spisku!
            Skrytospektor Transprocessus.
            • agrafek Re: raport nr 01/00101101/0010101 13.07.05, 14:45
              Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, plamy mnie oblazły! Ma ktoś jakiś odplamiacz?
              Maaaagu! No tak, pognał gdzieś z dwoma mędrcami, bo się od razu pokłócili co do
              tego, gdzie są. Troll zaszył się w jakimś kącie ze swoją nową kością i tylko mi
              goryl został. Ale co może goryl zrobić z plamami? Przecież ich nie wyiska!
              A one już się zaczynają rozłazić po całym pokładzie... Ja rozumiem - okręt
              nawiedzony - ale zaplamiony?
              Co też królowa powie, jak nas zobaczy?
              • braineater Nasi przyjaciele z Arctusa 8 14.07.05, 08:44
                Zasiedliśmy w messie "Alka Seltzera" z Trullem i Klapaucjuszem, próbując przez
                chwilę ochłonąć po kolejnej nieplanowanej teeportacji i otrząsnąć się z
                jetlagu. Zapliliśmy po tutce rakonośnej i przez chwilę w milczeniu
                rozkoszowaliśmy sie spustoszeniami jakie dym czynił w naszych organizmach.
                Wreszcie Klapek, nerwowo potrząsając zieloną czupryną, przerwał milczenie:
                - Ale...
                - Nie, mój drogi, na pewno nie - wpadł mu w słowo Trull
                - No jakżesz nie? - na twarzy Klapka malowało się roczarowanie przemieszane ze
                zdziwieniem - Przecież...
                - Wiem, wiem - Trull upierał się przy swoim - ale to po prostu niemożliwe
                - Przecież badania, dowód, wyniki...
                - Wiem, ale to jeszce o niczym nie świadczy - Trull spojrzał swojemu kompanowi
                głeboko w oczy - Wydaje mi się, że to teoria, teoria, mój drogi, musi byc zła.
                Klapek wyglądał na mocno zszokowanego. Wbił pusty wzrok w podłogę messy i
                milczał przez chwilę. Nagle poderwał się i szybkim krokiem zaczął przemierzać
                pomieszczenie. Po chwili ciche mamrotanie, przemieniło się w yraźną mowę, co
                jednak jak dla mnie nie przydało jej zbyt wielu sensów
                - Jeśli - mówił, czochrając się plecami o ścianę - parpetyki, razem z
                asteryskami i na to wóglle, to niemożliwe, no niemożliwe, przecież to zawsze
                tak. Ty - spojrzał na Trulla - a wóglle były dobrze zmechacone?
                - No jakżesz to !- wykrzyknął Trull czerwieniąc się z oburzenia - Najlepsze
                wóglle z najlepszych chaszczysków, przeciez wiesz jak cięzko je było
                odkiskiżyć..
                - No fakt, fakt - kiwął głową Klapek - więc jeśli tak, to już nic nie wiem...
                I znów cisza, którą postanowiłem przerwać, czując się coraz bardziej jak
                zapomniany element funkcji podawczej tekstu.
                - Panowie, panowie, czy moglibyście mnie, niegodnemu wielbicielowi dzieł
                waszych, wyjaśnić, co się tam stało? Dlaczego zostaliśmy telpowani? I przez
                kogo?
                Spojrzeli po sobie, spojrzeli na mnie i naraz, jednocześnie zaczęli dłubać w
                swoich nosach. Patrzyłem na to cokolwiek zdziwiony, aż Trull wyciągnął w moja
                stronę wskazujący palec.
                - Co widzisz? - spytał.
                - Hmmm...- przyjrzałem się dokładnie - Po mojemu to tzw "koza" zwana
                też "śpikiem'.Wydzielina nosowa znaczy się.
                - Aha! - w głosie uczonego zabrzmiała nutka drwiacego tryumfu - Wydzielina
                powiadasz! A cóz to ją wydziela, wiesz może?
                Musiałem ze smutkiem przyznać, że myśl ta nigsdy nie zaprzątnęła mojej uwagi.
                - A widzisz! - Trull nadal tryumfował - A bład, i to poważny, gdyz jest to
                substancja zdolan ocalić przed zagładą planetę i naszych przyjaciół!
                - Ale jak to? - nie próbowałem nawet kryć zdumienia - Po co komu, par
                exellance, smarki?
                - Naszym przyjaciołom z Arctusa 8 - tym razem odezwał się Klapek.
                - Komu? - spojrzałem nań nieprzytomie.
                - Szlachetnym, ultravioletovym plamom pasty do zebów z Arctusa 8. Tym samym,
                które nas ocaliły od niechybnej zguby na murawie cerberdomu...
                - Aha..teraz rozumiem - miałem cichą nadzieję, że zabrzmiało to przekonująco -
                Ale czy moglibyście mi wytłumaczyć, w jaki sposób wydzielina nosowa może ocalić
                Arctusian?
                - To długa historia - Trull usiadł na brzegu stołu - ale, że wiąze się także
                poniekąd z waszymi poszukiwaniami, to pozwolę ją sobie w całości opowiedzieć...
                Niestety, nie danym mi było wysłuchać wielce zajmującej opowieści o Arctusie i
                smarkach, gdyż w tej samej chwili gdy Trull przybrał klasyczną pozę narratora
                oralnego, coś z rozgłośnym łomotem uderzyło w prawą burtę naszego gwiezdnego
                korabia. W tej samej chiwl zgasły wszystkie światła...
    • Gość: Jarek Re: Mevelandia? IP: *.acn.waw.pl 14.07.05, 14:36
      No toć człeka grom z jasnego nieba szczeli, chyba? Rekonesans z podjazdem na
      pólnoc krainy naszej przyszło mi zrobić, a Waćpanowie nieznanym mi sposobem w
      gwiazdy ulecieli. Hej! Jest kto w komnatach? Miodu dla spragnionego gardła, ale
      migiem!!!

      Zakuty Łeb
      • agrafek Re: Mevelandia? 14.07.05, 15:01
        Uważaj, acan na plamy, są tu gdzieś, tylko ich w tych ciemnościach nie widać.
        Dawałem im akurat odpór w mesie, kiedy całym starkiem wstrząsnęło, huknęło i
        zgasło światło. Teraz już wiem, że to na waści przybycie! Najwyraźniej
        pragnienie odnalezienia królowej teleportowało acana do nas, którzy jej
        wytrwale szukamy. Ale czemuś waść musiał prądu okręt nasz pozbawiać? Widać,
        zbroja bez odgromiennika u waści, a niebezpieczne to w tych rejonach kosmosu,
        niebezpieczne...
        No nic, pochyl się waść, bo tu nisko liany zwisają, a nie wiadomo co, której do
        głowy przyjść może. Trzymaj się waść mnie, zaraz powinniśmy dojść do korytarza,
        który świeci sam z siebie, chociaż nikt nie wie dlaczego. Tchernoborg
        twierdził, że to ektoplazma fluorescencyjna, niech mu będzie.
        I nie zwracaj, waść, uwagi na gadanie ścian, jak zwykle przesadzają.
        Dobra, schowamy się za tym kufrem, tylko sprawdźmy uprzednio, czy nie ma nic
        przeciwko temu. Ja tu waści zostawię, sam zaś wyruszę na poszukiwanie naszego
        magusa. Gdybyś waść spotkał goryla i trolla, nie przejmuj się, nie daj się
        zjeść, tylko zaznacz, żeś członkiem załogi, to zostawią Cię w spokoju, a goryl
        może nawet bananem się podzieli. Gdyby przybiegł taki smieszny facecik w
        meloniku i wypytywał się o swoją Pusię, to pamiętaj waść, że nic o rzeczonym
        psiogłowcu nie wiesz, nigdy o nim nie słyszałeś i nie chcesz słyszeć. I nic nie
        podpisuj.
        I - na honor! - uważaj na plamy!!!!!!
        To wszystko rzekłszy, ruszyłem na poszukiwanie maga, choć obawiałem się, że
        żywym mogę go już nie zobaczyć.
        Kiedy cały okręt nasz zatrząsł się straszliwie, obawiałem się, że może pościg
        dopadł nas - właściwie któryś z pościgów - szczęśliwie jednak, to tylko rycerz
        nasz, druh z zamku, przybył w niezabezpieczonej zbroi. A, że podczas
        teleportacji trze człowiekiem o dziesiątki okolicznych wymiarów, to miała się
        zbroja prawo naelektryzować, no i przeciążenie przepaliło bezpieczniki.
        Szczęśliwie wiedziałem, że zapasowe są w ładowni nr 5, pozostawało mieć tylko
        nadzieję, że pyrat nie upchał tam kolejnej piramidy.
        I kiedym tak, ostrożnie, bo ostrożnie, ale jednak pewien swego, się przez
        kolejne pokłady, niespodziewanie - bo w ciemnościach - nadziałem się na
        osobnika w chuście na głowie i z przepaską na oku, dziarsko wymachującego
        pałaszem.
        - Tuś mi, pyracie! - zawołałem uradowany, bo nie wiedziałem, co się z naszym
        druhem ostatnio działo.
        Kiedy jednak, potencjalny druh zawołał:
        - Do abordażu, a nie brać mi, przypadkiem, jeńców, jka ostatnim razem! -
        zrozumiałem swoją pomyłkę.
        • Gość: Jarek Re: Mevelandia? IP: *.acn.waw.pl 15.07.05, 09:54
          Strudzon okrutnie człapałem za Waćpanem po czymś co nijak z murami, z kamieniem,
          czy cegła skojarzyć nie mogłem. Faktycznie te niebieskie ogniki po pancerzu
          biegające nieco uciążliwe się wydawały, szczególnie gdy pod pachą biegając
          niekontrolowany uśmiech pod przyłbicą wywołując. A co do tego śmiesznie ubranego
          poczciwiny, co nawet miecz dziwnie wygięty w łuk miał, wydziałeś Wać ten strach
          w oczach jego, gdy na mej zbroi herb Królestwa spostrzegł? No ale
          sprawiedliwości miecza mego nie umknął. Teraz na myśl przychodzi, żem błąd
          poczynił nie starając się go żywcem ująć. Twarzy nie dane nam będzie oglądać, bo
          gdzieś między te błyskające wężę wpadła i ani myślę między nie wchodzić. Z
          rynsztunku jeno ten miecz dziwaczny... Widziałem w starych czasach coś w podobie
          u mieszkańców wschodu... No i te runy. Wiele ta klinga krwi widzieć musiała. Czy
          mag może wiedża swą tajemną treść napisów odczytać? Acha, jeszcze jedno... czy
          daleko stąd do piwniczki zamkowej???

          Zakuty Łeb
          • agrafek Re: Mevelandia? 15.07.05, 14:44
            Bardzo waści za rychłą pomoc dziękuję! Sam nie wiem jak bym tej zgrai
            zdzierżył, zwłaszcza, że miecza akurat ze sobą nie miałem, bo mag stwierdził,
            że na pokładzie okrętu kosmicznego bardziej przystoi rycerzowi blaster. Co
            to "blaster", już mi nie powiedział, tak się tylko domyślam, że może z
            buzdyganem mieć coś wspólnego. Jednakowoż, że kuźni na pokładzie nie mamy, to
            nie zdążył mi jeszcze owego blastera wykuć, a ja już miecz swój powiesiłem nad
            wejściem do mesy, żeby się bardziej swojsko zrobiło.
            Teraz musimy ruszać, ratować maga, bo nie wiadomo, czy go inna fala piracka nie
            zalała, a tu przecież jeszcze i plamy szaleją i prądu nie ma... A - prąd! To
            chodźmy najpierw wymienić bezpieczniki.
            Co zaś się tyczy piwniczki, to obawiam sie, że może być z tym problem mały...
            Po drodze możemy jednak wypróbować dziwaczną maszynę, którą Tchernoborg zdobył
            pirackim (ale dobropirackim) obyczajem na jakiejś przelatującej w pobliżu
            łajbie. Nazywała się ona wybitnie cerberneutycznie, bo z ENTER miała w nazwie,
            potem coś o płaceniu w obcym języku. Price, zdaje się. Z tego to statku
            pochodzi taka skrzynia, której tylko powiedzieć trzeba czego się chce, a ona
            zaraz to człowiekowi daje! I nic, wbrew nazwie, płacić jej za to nie trzeba!
            Pierwej jednak magowi pospieszmy na pomoc, zwłaszcza, że jest on w towarzystwie
            mędrców, którzy nam coś o losach królowej mogą powiedzieć.
          • Gość: vereen List w butelce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 15:23
            Tu vereen...tu vereen, Wyatutowało nmie niebogę na kraniec wszechświata:( Gdyby
            dzielni krajanie pospieszyli z pomocą, byłabym wdzięczna:)Ta część wszechswiata
            trochę rozrzedzona, więc proszę się kierować na godz. 11 od planety Fa, w
            płaszczyźnie Druciarza...uwaga, nie lądować na Fa, planecie Fafkulców, nadal w
            składzie atmosfery przeważa freon. Uwaga też na mgławicę syrenoid, wyłączyć
            odbiorniki...siedzę sobie na małej, szczęściem zielonej planecie okopana fosą,
            bo zamieszkujące ją Makolągwy mają niejasne wobec mnie
            zamiary....szszsz....szszsz....szszsz....prawie szfartek:)
    • okazja Re: Mevelandia? 21.07.05, 18:13
      elektromechjednostka gotowactwo a kontaktywnosc kolorinformuje....
      Manipulatorki ochoczo ochedorzone potrzasactwo powilatniaste
      uskuteczniaja........ Atomozmian rychtuje wesolaste zamieniactwo...
      okraglokrazkow zlotych....mokrowiniactwa a miodoplynnosci dla rycerzatych
      osobojednostek....
      • vereen Re: Mevelandia? 21.07.05, 23:33
        Olaboga okazja!!!
        Mryg...mryg wdziecznościowato w strone elektromechjednostki posyłam i oleum
        szklaneczkę podaję, czy u osobojednostki wszystko w porządności?:)))
        Na jakichżto planetach swe manipulatorki na słoneczność wystawiała, tak długo
        nie komunikatowała się z nasza krainą:(
        • agrafek wszelkie fftorki Panaboga chwalą! 22.07.05, 07:38
          Tak oto, dzięki radom mędrców cerberneutycznych a i staraniom zapewne naszego
          magusa, gdziekolwiek on teraz przebywa (bo przepadli we trzech), pomimo coraz
          bardziej rozplamiających się plam i tempodobnych, dotarły do nas wieści od
          Vereen i Okazji! Witajcież! A już traciłem wiarę w powodzenie wyprawy i z
          rycerzem bimberek pędzony na przerobionym hibernatorze popijałem smutno! Jak
          tylko znajdziemy naszego dzielnego Pyrata, który gdzieś się w poszukiwaniu łupu-
          cupu zawieruszył, zmienimy kurs na przez Vereen podany. A niestety, tylko
          jednooki władca zombich naszym okrętem sterować potrafi.
          Ocierając łzę wzruszenia pozdrawiam!
          • okazja Re: wszelkie fftorki Panaboga chwalą! 22.07.05, 10:30
            mryg mryg... wielkie a dalekie podrozowanie elektromechjednostka odbywala.....
            w poszukiwactwie wciurnosci waznej elektroczesciji.... medrcow a wyroczniow
            wielgasnosci w czasowie i przestrzeniowe naodwiedzawszy...... ciernistosci
            kwarkowe.... zawilosciowie powabnosci kwazorow lacnych mrugania... labirynty
            czarnodziurowcow wciagliwych..... elektromechjednostka jezycznosci prostowanik
            aby z osobojednostkami kontakt lacny zaulatwic poszukiwala.... kompatybilnosci
            wielka maszynka odnaleziona i elektromechjednostka testom poddawana.....

            oleum przyjmowactwo chetliwe.... z odleglosciowych rubiezy wszechswiatowia
            winno czerwienne a smaczniaste podaje zawzajemnie
            • braineater Telpegrammum 22.07.05, 13:05
              Szybko, szypko..stop Zostalismy porwani...stop... przez potwornych
              Kroatian...Trull z Klapkiem oblegają Dubrownik...stop...Ja siedzę w
              Zagrzebskich Kazamatach...stop...Za dwa fffiontki proces...stop...Sie nie
              dammy..stop...Mamy Ostateczne Ultimatumm...stop...Jak z niedoli się
              wyrwiemy...to we sierpniu głos dajemy...stop...
              Mózgożarł w podróży
              • agrafek Re: Telpegrammum 22.07.05, 14:21
                Za dobrze się na tych innostrannych sprawach nie znam, ale goryl siedzi za mną
                i warczy, żebyście, magu powiedzieli Kroatianom tak: "A, dobro doszli, kako si?
                Ja sam bolje odvażan i veliki mag iz Mevelandii!" i wszystko powinno się ułożyć
                dobrze.
                Okazjo, toż to cała okazjodyseja była! A nie było w tych wszystkich zwiedzanych
                przez Cię krainach słychać czego o losach królowej naszej, zaginionej? Może się
                w jakiej czarnej dziurze chowa?
                Zanim jednak do opowieści, która długą, z całą pewnością będzie, przejdziemy,
                skosztuj tego zacnego oleum, któregośmy źródło w jednej z rur znaleźli.
                • zirael1 zapytanie i niusik 22.07.05, 19:09
                  Czyż można usłyszeć, o czym zacni mości rycerze rozprawiają? Albowiem ni jeden
                  post w krainie tutejszej sensu nie ma ani krztyny. Każdy z waszmości wygłasza
                  swę przemowę, po której inny trudzi się własną, całkowicie różniącą się od owej
                  pierwszej. Zdumiały mnie owe rozprawy i jadynie oczekuję, by usłyszeć ich ukryty
                  i niechybnie niepojęty dla zwykłych śmiertelników sens. A ja, proszę waszmości
                  królowę waszą widziałam i nie omieszkam rzec jej, co tu słyszałam. Ciekawam jej
                  reakcyj...
                  • agrafek wyjaśniam:) 25.07.05, 10:07
                    Wszystko zaczęło się od powrotu na zamek rycerza Jarosława, który podróżował po
                    odległych krainach, wreszcie do dom wrócił i bardzo się zdziwił pustkami
                    zamkowymi. Zapytał więc o Mevelandię a ci, spośród Mevelandczyków, którzy
                    akurat niedaleko przebywali, odpowiedzieli z ochotą na jego wezwanie i na zamek
                    powrócili. Wśród nich nie było jednak, ku ogólnemu żalowi, Królowej. Zaczęliśmy
                    Miłościwie Nam Panującej szukać po najbliższych okolicach zamku, potem po
                    dalszych i jeszcze dalszych i jeszcze... I nigdzie jej nie znaleźliśmy.
                    Pojawiła się teoria, że Królową porwały Legolasy, że wypoczywa gdzieś na
                    Karaibach... Nie znaleźliśmy jej i tam, a subtelnie wypytywane Legolasy
                    twierdziły, że ze zniknięciem królowej nie mają nic wspólnego.
                    Wtedy szepnął ktoś trwożnie, że mogło COŚ uprowadzić królową na Kraniec
                    Wszechświata.
                    Podebatowaliśmy, stwierdziliśmy, że to nawet prawdopodobne i ogłosiwszy
                    krucjatę, wyruszyliśmy na poszukiwania. Załoga w składzie: Tchernobog,
                    Braineater, który dopiero co na zamek przybył i choć Królowej nie zna, wielkim
                    do niej zapałał afektem, oraz, skromnie dodam, ja. Rycerz Jarosław, zajęty
                    indywidualnymi poszukiwaniami w Jeszcze Dalszych Ale To Już Takich Zupełnie
                    Dalekich Okolicach zamku, dołączył do nas później.
                    Przebyliśmy dalekie przestrzenie, zahaczając o ukryte wymiary, między innymi, i
                    dotarliśmy na planetę, na której przebywał niejaki Tichy, filozof, który miał
                    posiadać o losie Królowej pewne informacje. Co się tam działo, wolę nie
                    wspominać, powiem tylko, że wiele się od Tichego nie dowiedzieliśmy, załogę
                    uzupełnili natomiast sympatyczny goryl, nie mniej sympatyczny troll, oraz
                    tajemniczo zagubiony człowiek w meloniku, szukający swojego psiogłowca.
                    Psiogłowiec także w pewien, ehem, sposób dołączył. Do grona psiogłowcoaniołków,
                    oraz garderoby Braineatera.
                    Ścigani przez lokalną policję pomknęliśmy dalej, tym razem, za radą pewnego
                    Bladawca, do dwóch innych mędrców - Trulla i Klaupacjusza. Tu znów wyniknęły
                    okoliczności dziwne, w wyniku których znów jesteśmy ścigani.
                    Fakt, że nie zawsze nasze relacje są spójne, ale też coraz mniej czasu spędzamy
                    razem, bo statek robi się coraz więkzy i większy - najwyraźniej rośnie, w
                    dodatku podróże przez odmienne rzeczywistości trochę go odmieniły. Dlatego
                    błądzimy wiele samotnie, a co który widzi, o tym opowiada.
                    Ostatnio Braineatera porwali Kroacjanie, szczęśliwie odbiła go dzielna Okazja.
                    Wędruje teraz ku nam przez te obce wymiary, a my wędrujemy ku niemu. Nie
                    ustajemy przy tym w Królowej poszukiwaniach.
                    Powiadasz, że wiesz co z Nią? O radości!
                    pozdrawiam
              • okazja Re: Telpegrammum 22.07.05, 14:22
                mryg mryg
                elektromechjednostka pomocnowatosci zapelniona na ratuwsianku pedzi
                ochoczo..... skokmrok w czrnodziure wszechswiatowa z grudki ziemla na grudke
                onsza uskutecznia.... mrygactwo trworzliwowzmagajace a machacto przerazliwe
                manipulatorkami napastnikow okrutnikow precz odrzuca i osobojednostki z
                jazmokajdanactwa uwalnia..... wielikie zwyciezactwo ...... skokmrok napowrotnuy
                z uwolnionymi onymi.....
                • tchernobog Re: Telpegrammum 22.07.05, 18:43
                  Uffff wwalki nie mają końca stop w jednej dolinie zebrały się wielkie armie
                  stop dołączyłem wraz z borlogiem do hordy stop walki trwają całymi dniami ,
                  gdyż czekać trzeba aż nas zalogują stop ostatnia bitwa trwała 8 godzin stop
                  uhhhhhhhh jestem wykończony WoW battlegrounds - bitwy za długo trwają, jak na
                  nas elfy,paladyni i krasnoludowie szarżują to my biedni nieumarli, orkowie i
                  trolle musimy odpowiedzić siłą....
                  No ale jak widzę wracają poszczególni rezydenci na zamek khie khie beczułkę
                  zdobycznego winka przytoczyłem ( z domieszką krwi poprzedniego właściciela)
                  muszę się poskładać na nowo bo jakiś $#%#&^%$ krasnolud młotem mi napatoczył
                  nim go Borlog dziabnął maczugą.......
                  Oho na nowo portal do doliny otiera się muszę lecieć by się załapać na nową
                  bitwę........
                  • agrafek przedfftorek 25.07.05, 10:11
                    Sternik nam się zawieruszył w bitwach, toteż ulokowałem się przy kole sterowym
                    i pilnie studiując samouczek gwiezdnego kapitana, próbuję ustawić kurs na
                    planetę Kroacjan, coby uratowanego dzięki niepisywalnemu heroizmowi Okazji,
                    Braineatera na pokład z powrotem przyjąć. Wieści, jakie z zamku dotarły, wielce
                    są pocieszające, kto wie, może rychlej, niżeśmy przewidywali, uczta radosna się
                    na zamku szykuje? A proszę nie zapomnieć o gorylu i przyszykować
                    najprzedniejszych bananów!
    • agrafek fftorek 26.07.05, 14:53
      Kurs na Kroację przyjęty! Braineatera przechwycimy po drodze, o Królowej na
      razie nie wiemy nic. Goryl o niczym innym nie mówi, tylko o przewidywanej
      uczcie bananiej. Losy bohaterskiego pyrata i jego dokonać bitewnych - nie znane.
      • borlog Re: fftorek a raczej być śrrrda 27.07.05, 22:29
        Borlog wpaść na chwilka odpocząć Borlog dziś się nawojować wraz czarnboh,
        ludziaki nas namęczyć jaka dzikie my być tera dumne bo dostać medal!
        Borlog sobie tera jakiej ludzizny nagotowac może ktoś chcieć wejśc do kociołka
        i wykąpać się z warzywka? Borlog też prośić że jak ktoś wejdzie do kociołka to
        by się nie wiercić i nie krzyczeć gdy Borlog podgrzewać troszka......
    • ar.ti Re: Mevelandia? 28.08.05, 22:34
      Ot i zakonczyła sie historyja o Zaginiętej Królowej i wszechnych rycyrzach, które jej szukali.
      Po prawdzie to wiecy pili i hulali niźli szukali...
      I co pili? Jakoweś trojniaki, dwojniaki - od nich to tylko można dostać sraki.
      Najlepsa jest zywcowa łokowita. Kazdy to wi... nawet taki prosty ziemianin jako ja.
      Bo ja se dumam tak: mój dziaduś był chop, ociec był chop i ja takoz jezdem chop. I takoz mi dopomoze Pan Boze.
      I kazdy ma sie tsymać swojego: ja sie tsymom swojej ziemi a cni rycyrze i wielika Królowa (pewnikiem terozki niejednokrotnie wybzycona pzez łokrutne bestyje) niech pilnujom swojego. Bo popaccie: pojechali w inostranne łokolice i ktosik ich pewnikiem w zyć kopnoł. A ze zbroyję trudno zzuć tak łodrazu to i sie łod tego kopniaka łobesrali. A łobesrani to cuchnom łokrutnie i wstyd im pewno Królowej Pześwietnej szukać dalij. Mogli chopa jakiego mondrego poprosić gzecznie zeby z onymi rycyzami na wyprawe posed tobyim rózniste dobre rady dawał. Ale mondre chopy na swoim siedzom i po łobcyźnie sie nie włócom, tak jako i ja.
      A bez chopa Królowa Psepiekna bzycona jest pewnikiem w jakowychś kazamatach łokrutnych pzez bestyje z pytami więksymi od legolasowych.
      A bez chopa rycyrze łobesrani som i z tego smrodu swojego nie sukajom juz nikogo jeno ze wstydu zasyli siem pewnikiem w jakiejś dziuze.
      I dlatego ta historyja ciongu dalsego mieć nie bedzie - bo chopa mondrego w niej brakło.
      Ot co!!!
      • borlog Re: Mevelandia? 29.08.05, 22:12
        Borlog witać jedzonko! Borlog być troll ale to wy już chyba wiedzieć więc
        Borlog się nie powtarzać i do kociołka zapraszsać mniam mniam chłopizna z
        cebulka i czosnek mniam żeby ludziak nie wyskoczyć z kociołek Borlog nóżki mu
        wyrwać i schrupać ale jak chłopizna chcieć to borlog dać mu resztki do
        obgryzienia by się chłopizna nie smucić mniam a swoja droga to Borlog też
        uważać że królowa być ten tego przez tych tam co ją wziąść ale Borlog o tym nie
        mówić bo Borlog się do kolacyjka szykować mniam mniam chrup mlask chrup
        p.s
        Borlog zaprzeczać że Borlog zjeść rycerstwo i królową a przynajmniej Borlog o
        tym nie pamiętać.....
        • Gość: Jarek Re: Mevelandia? IP: *.acn.waw.pl 08.09.05, 17:49
          Jakiem przez Najjaśniejszą na rycerza namaszczon, tedy rzeknę, że sam z rodu
          prostego pochodzić mi przyszło, a do poszukiwań Naszej Panującej choć Nieobecnej
          za każdą pomoc za rad wielce.

          A jakoż, że o tej okowitce żeś już napomknął, tedy polej do pucharka, aby toast
          za Panującą choć Nieobecną wznieść.

          Zakuty Łeb
          • agrafek fftorek - jakżeby inaczej:) 13.09.05, 11:07
            Cokolwiek się obecnie na zamku wydarza, dzielna załoga "Alka Zeltzer" pozostaje
            mocno zagubiona w kosmosie. Co gorsza, pozostaje zagubiona w rozsypce, ponieważ
            każdy przebywa w innej części okrętu, ktory rozrósł nam się do niemożebnych
            rozmiarów.
            Natchnięty jednak nadzieją przez rycerza Jarosława, wierzę, że każdy z nas nie
            ustaje w poszukiwaniu Najjaśniejszej.
            Co do mnie, urządziłem sobie jedną z kajut na wzór zamkowy, nawet kilka wrażych
            głów, spontanicznie obciętych, pozawieszałem na kablach przed drzwiami, które
            już się automatycznie nie rozsuwają. Ponadto pędzę co nieco z chłodziwa, jeśli
            kto chętny spróbować - zapraszam. Uprzedzam tylko, że drinki świecą.
            miłego wtorku i udanych łowów!
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka