Dodaj do ulubionych

mleko u Borejków

03.10.16, 20:48
Nie cierpię gotowanego mleka, więc podczas czytania wyłapuję, gdy pije je ktoś inny.

Od zawsze dziwiłam się kolacji u Borejków w KK: odsmażane ziemniaczki z cebulką, i do tego gotowane mleko. Czy to da się zjeść?
Jeszcze ciekawiej jest w IS - Ida pije mleko i je suchą bułkę z kiszonym ogórkiem. Czy mi się wydaje, czy jest to mieszanka sraczkogenna?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: mleko u Borejków 03.10.16, 21:12
      ad. 1 - do smazonych zemniaczkow tylko zsiadle. U mnie. Cieplego mleka nienawidze.
      ad. 2 - moze Ida miala problemy z, ekhm, wyproznieniem ?
      Tak serio, sa osoby, ktorym taka mieszanka nie szkodzi. Moga laczyc ogorki surowe i kiszone z mlekiem, kefirem, maslanka i nic.
      • verdana Re: mleko u Borejków 03.10.16, 21:32
        Są ludzie, którzy lubią mleko. Ciepłe też. Naprawdę.
    • vi_san Re: mleko u Borejków 03.10.16, 22:09
      1. Mleko uwielbiam w każdej postaci: prosto od krowy, zimne, gotowane, zsiadłe, kefir, jogurt... Nie toleruję tylko jednego: mleka właśnie "ciepłego", w sensie podgrzanego. Może być jeszcze ciepłe, prosto od krowy, może być zimne, prosto z lodówki, albo gorące, prosto z garnuszka - ale nie ciepłe! Natomiast nieodmiennie mnie zdumiewało - po cóż do odsmażanych ziemniaczków "dowalać" cebulkę? Wszak podsmażone na złoto-brązowo, chrupiące talarki to cymes jest niewątpliwy, po cóż psuć te delicje słodkawą, miękko - ćapcianą cebulą?
      2. Do mleka swobodnie mogę używać ogórki w dowolnej "wersji" i ilości - konserwowe, kiszone, surowe... Nijak mi nie szkodzą, niedyspozycji gastrycznych nie miewam.
      • verdana Re: mleko u Borejków 03.10.16, 22:13
        A skąd przypuszczenie, że cebulka rozmiękła? Cebulka także może być pięknie zrumieniona i chrupać i być doskonałym dodatkiem do kartofelków.
        • vi_san Re: mleko u Borejków 03.10.16, 22:24
          Nooo... Niby cebula może, ale po cóż, na Odyna, psuć boskie smażone ziemniaczki CZYMKOLWIEK? One same w sobie są doskonałe. I ta cebulka, niechby nawet zrumieniona, jest im doskonale i całkowicie zbędna. :D
          • nigolla Re: mleko u Borejków 04.10.16, 07:58
            Hmm, wiesz, że ludzie mają różne smaki? Ja nie cierpię smażonych chrupiących ziemniaków. Zawsze jak już odsmażam to na maleńkim ogniu, żeby się rozciapały jak najbardziej. I cebulka do tego mrrrrr, nie robiłam tak, ale spróbuję przy najbliższej okazji.
            • vi_san Re: mleko u Borejków 04.10.16, 08:09
              Oczywiście wiem że ludzie mają różnie. Piszę tylko że DLA MNIE to grzech psuć chrupiące złote talarki ziemniaczków czymkolwiek. Tak samo cebula jak ziołami czy skwarkami. DLA MNIE. :) I nikomu nie bronię mieć inaczej.
              • ciotka_scholastyka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 10:17
                No to skoro DLA CIEBIE, to nie wydziwiaj, że dla Borejków nie.
          • ssssen Re: mleko u Borejków 04.10.16, 10:46
            Tak się zachwycasz tymi ziemniaczkami, że zastanawiam się jaki masz BMI...
            • zla.m Re: mleko u Borejków 04.10.16, 12:39
              Taką masz ostatnio obsesję BMI, że się zastanawiam nad twoim IQ
              • kkokos Re: mleko u Borejków 04.10.16, 19:22
                brawa dla tej pani złej!!!
            • bupu Re: mleko u Borejków 04.10.16, 14:41
              ssssen napisał:

              > Tak się zachwycasz tymi ziemniaczkami, że zastanawiam się jaki masz BMI...

              Przepraszam cię bardzo, a co cię cudza waga obchodzi?
      • kkokos Re: mleko u Borejków 04.10.16, 19:25
        >>po cóż do odsmażanych ziemniaczków "dowalać" cebulkę?

        cóż, WSZYSTKO jest lepsze z cebulką. oraz z czosnkiem!
      • sanciasancia Re: mleko u Borejków 05.10.16, 01:08
        Uwielbiam ciepłe mleko.
    • guineapigs Re: mleko u Borejków 03.10.16, 22:14
      Gotowane mleko jak najbardziej, tudzież zsiadłe etcetera. Świeże mleko jest ciężkostrawne dla dorosłych w naszych okolicach, Azjaci zdaje się z tym problemu natomiast nie mają. Kwestia genów i tzw. ewolucji. Ja będąc dzieckiem potrafiłam zjeść pół chleba z mlekiem surowym i zagryźć to czekoladą, dziś absolutnie mleka surowego/świeżego unikam bo mam 'ekscesy żołądkowe'. Nie jestem dietetykiem ale mam pewne przesłanki by sądzić, że w trakcie gotowania następuje jakiś rozpad łańcuchów białkowych na lżej strawne dla dorosłych fragmenty. W czasie produkcji mleka zsiadłego, kefiru itp tę 'robotę' natomiast wykonują odpowiednie szczepy bakterii (z podstawówki pamiętam czytankę z jęz. rosyjskiego o góralach kaukaskich i kefirze, który produkowali dodając właśnie jakieś bakterie do mleka, i dzięki kefirowi żyli owi górale długo - ale czy szczęśliwie?). Zatem w ciepłe mleko/zsiadłe do smażonego wierzę (po świeżym to by dopiero było!!!!) oraz w silny, młody żołądek Idusi z IS.
      • bupu Re: mleko u Borejków 03.10.16, 23:14
        guineapigs napisała:

        > Gotowane mleko jak najbardziej, tudzież zsiadłe etcetera. Świeże mleko jest cię
        > żkostrawne dla dorosłych w naszych okolicach, Azjaci zdaje się z tym problemu n
        > atomiast nie mają. Kwestia genów i tzw. ewolucji.

        A guzik, nie kwestia genów, tylko kwestia odpowiednich enzymów, które każdy normalny ssak produkuje w dzieciństwie. Jak ssak przestaje ssać, a przerzuca się na dorosłe pokarmy, przewód pokarmowy przestaje owe enzymy wydzielać i po pewnym czasie zapomina jak to się robi. No i wtedy, jak on zapomni, spożycie mleka może skutkować rozmaitymi, ekhm, efektami specjalnymi.

        U Azjatów nie ma zwyczaju spożywania świeżego mleka, przetworów też nie jadają za dużo, więc ich przewody pokarmowe sobie z tymi produktami nie radzą - a zatem jest dokładnie odwrotnie niż mówisz. Natomiast u nas nabiał krowi zawsze stanowił ważny element diety, dlatego nasze żołądki radzą sobie całkiem nieźle z jego trawieniem. Aczkolwiek, jak napisałam, jeśli ktoś zarzuci picie świeżego mleka w dzieciństwie to mu zaniknie wydzielanie podpuszczki i laktazy i wtedy po mleku będzie miał sensacje.

        Jeśli Borejki, podobnie jak ja, piją mleko od kołyski aż po grób, to żadnych sensacji nie mają, nawet po moim ulubionym zestawie małosolne-chleb z masłem-świeże mleko. Aczkolwiek stwierdzam, że do odsmażanych ziemniaczków preferuję mleko zimne. Za ciepłym nie przepadam, chyba, że jest ciepłe, bo dopiero co wyszło z krowiego cycka.
        • pi.asia Re: mleko u Borejków 03.10.16, 23:40
          Do ziemniaczków uznaję tylko zsiadłe. W ogóle uznaję tylko zsiadłe. Świeże toleruję tylko z malibu, aczkolwiek zrobiłam kiedyś eksperyment, łącząc malibu ze słodką śmietanką. Oj, wierzcie mi, nie był to dobry pomysł.....
        • apersona Re: mleko u Borejków 04.10.16, 14:00
          bupu napisała:

          > U Azjatów nie ma zwyczaju spożywania świeżego mleka, przetworów też nie jadają
          > za dużo, więc ich przewody pokarmowe sobie z tymi produktami nie radzą - a zate
          > m jest dokładnie odwrotnie niż mówisz. Natomiast u nas nabiał krowi zawsze stan
          > owił ważny element diety, dlatego nasze żołądki radzą sobie całkiem nieźle z je
          > go trawieniem. Aczkolwiek, jak napisałam, jeśli ktoś zarzuci picie świeżego mle
          > ka w dzieciństwie to mu zaniknie wydzielanie podpuszczki i laktazy i wtedy po m
          > leku będzie miał sensacje.

          Też o tym słyszałam. A znajomy Chińczyk nie - pije dużo mleka i dobrze mu z tym

          • bupu Re: mleko u Borejków 04.10.16, 16:52
            apersona napisała:


            > Też o tym słyszałam. A znajomy Chińczyk nie - pije dużo mleka i dobrze mu z tym
            >

            Chińczycy to nie jest jednolita grupa etniczna. łZnajomy może akurat pochodzić z takiego kawałka Chin w którym picie mleka jest normą.
      • mika_p Re: mleko u Borejków 04.10.16, 00:24
        Ekscesy po mleku to reakcja na laktozę, dwucukier obecny w mleku. Każdym mleku. Małe ssaki rodzą się ze zdolnością wytwarzania enzymu, laktazy, który trawi laktozę na cukry proste. Ludzięta tracą tę zdolność około 4.-5. roku życia, chyba, że
        1. spożywają mleko dłużej,
        2. mają gen, który nie wygasza aktywności laktazy po zakończeniu wczesnego dzieciństwa.
        Hodowla bydła, czyli wielomiesięczny w roku dostęp do lekkostrawnego pokarmu stosunkowo niskim kosztem, była - obok uprawy roślin - jedną z przyczyn znaczącego skoku cywilizacyjnego, który rozpoczął się parę tysięcy lat temu. Mozna było mniej czasu poświęcać na zdobywanie żywności, więc wyspecjalizowały się inne zawody, których przedstawiciele kupowali żywność za swoje wyroby czy usługi. I to się zaczeło niedaleko, na Bliskim Wschodzie.
        Dobór naturalny promowal tych, którzy mogli korzystac z łatwego pokarmu, więc gen pozwalający na spożywanie mleka przez dorosłych rósł w siłę w populacji.
        Po paru tysiacach lat spożywanie mleka bylo naturalne.
        Ciekawostka taka: jak przybysze do Nowego Świata z dobrego serca częstowali tambylców mlekiem przywiezionych zwierząt, gospodarze chorowali, na starszen boleści między innymi.
        Gdyż albowiem, niestrawiona laktoza rozkłada się na metan i dwutlenek węgla, powodując wzdęcia i biegunkę.

        A w temacie wątku:
        ziemniak jest warzywem doskonałym, dobrym w każdej postaci. Smazona cebulka jest wspaniała. Nie wiem, czy lepsze są ziemniaczki smazone solo, czy z cebulką. Ja lubię z odrobina kiełbaski lub boczku. I białym serem, w sensie farsz do ruskich pierogów. Mleko mi do tego niekoniecznie.
        Ale w moim domu rodzinnym, jak zostawało ziemniaków z obiadu, to były odsmażane i do tego były zacierki na mleku. Zacierki to takie kluseczki z mąki i wody.

        W ogóle zupy mleczne bywały u nas często. Mogły być lane kluski na mleku. Manna na mleku. Parzona bułka na mleku.

        Babcia miała krowę, latem piłam mleko świezo udojone.

        Ostatnio mi po mleku średnio, więc unikam. Ale jeszcze niedawno niemowlęcy kleik na mleku z sokiem owocowym chętnie spożywałam. Albo płatki kukurydziane na mleku.
        • mika_p Re: mleko u Borejków 04.10.16, 00:39
          I jeszcze:
          za wczesnoborejkowych czasów spozycie mleka w narodzie bylo chyba większe niż teraz.
          Mięso nie było tak łatwo dostępne i tanie, a w pewnym okresie w ogóle na kartki.
          A mleko mleczarz dostarczał pod drzwi bladym świtem ("ciągną swoje wózki-dwukółki mleczarze, nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń"), na prywatce kanapki z awanturką albo to fondue Joanny i szklanka mleka w szkole.
          Biorąc zas pod uwage apetyt Borejkówien, o którym wyraźnie stoi w KK, mleko się zsiadać nie zdążało i stąd ciepłe do ziemniaczków - ich smak dzieciństwa.
          • tt-tka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 13:21
            mika_p napisała:

            > I jeszcze:
            > za wczesnoborejkowych czasów spozycie mleka w narodzie bylo chyba większe niż t
            > eraz.
            Bylo :)
            ballada mleczna, wlasciwie refren od niej
            "a spoleczenstwo spi
            i mleko mu sie sni
            co w pollitrowkach tkwi
            cicho na progu
            dzieci i starsza brac
            wszyscy chca mleko chlac
            przerazajaca jest
            sila nalogu"
            • pi.asia Re: mleko u Borejków 04.10.16, 13:49
              mika-p napisała:

              >za wczesnoborejkowych czasów spozycie mleka w narodzie bylo chyba większe niż teraz.
              >Mięso nie było tak łatwo dostępne i tanie, a w pewnym okresie w ogóle na kartki.

              Litr mleka tłustego kosztował 3,20, chudego 2,80. Śmietana 6,20 (pół litra).Chleb, bochenek 0,8 kg - 4 zł. Bułka - 50 gr. Kostka masła 17,50. Kilo cukru 10,50 (rafinada 12, w kostkach 15). Kilo soli 2,10. To są ceny z lat 70-ych. Jakoś nie wydaje mi się, żeby mleko było drogie! I było zawsze w sklepach, a nie ganiałam po zakupy o szóstej rano, tylko ok. 10-ej.

              Mleka na kartki zaś nie pamiętam wcale. Owszem, mleko w proszku tak, było na kartki, ale butelkowane???


              >Biorąc zas pod uwage apetyt Borejkówien, o którym wyraźnie stoi w KK, mleko się zsiadać nie >zdążało i stąd ciepłe do ziemniaczków - ich smak dzieciństwa.

              O, to wyjaśnienie kupuję!


              tt-tka napisała:

              > ballada mleczna, wlasciwie refren od niej
              > "a spoleczenstwo spi
              > i mleko mu sie sni
              > co w pollitrowkach tkwi
              > cicho na progu
              > dzieci i starsza brac
              > wszyscy chca mleko chlac
              > przerazajaca jest
              > sila nalogu"

              Miałam to samo skojarzenie. Wspaniały, nieodżałowany Jan Kaczmarek....
              • tt-tka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 15:46
                pi.asia napisała:


                > Litr mleka tłustego kosztował 3,20, chudego 2,80. Śmietana 6,20 (pół litra).Ch
                > leb, bochenek 0,8 kg - 4 zł. Bułka - 50 gr. Kostka masła 17,50. Kilo cukru 10,5
                > 0 (rafinada 12, w kostkach 15). Kilo soli 2,10. To są ceny z lat 70-ych. Jakoś
                > nie wydaje mi się, żeby mleko było drogie! I było zawsze w sklepach, a nie gani
                > ałam po zakupy o szóstej rano, tylko ok. 10-ej.
                >
                > Mleka na kartki zaś nie pamiętam wcale. Owszem, mleko w proszku tak, było na ka
                > rtki, ale butelkowane???

                Cen nie pamietam, ale mleko pod drzwiami bylo o swicie. a w sklepie nawet po 18.00 kupowalam. Ze zlotym kapslem pelnotluste, ze srebrnym chude, a z zielonym juz takie lekko przestale, raczej na zsiadle niz do gotowania. I w zyciu nie na kartki, ale Mika chyba o miesie pisala, nie o mleku ?
                • pi.asia Re: mleko u Borejków 04.10.16, 16:25
                  tt-tka napisała:

                  > I w zyciu nie na
                  > kartki, ale Mika chyba o miesie pisala, nie o mleku ?

                  Łomatulu, rzeczywiście!
                  A bo napisała tak:
                  za wczesnoborejkowych czasów spozycie mleka w narodzie bylo chyba większe niż teraz.
                  Mięso nie było tak łatwo dostępne i tanie, a w pewnym okresie w ogóle na kartki.
                  A mleko mleczarz dostarczał pod drzwi bladym świtem

                  No i w tej przekładance "mleko-mięso-mleko" nie zauważyłam, że w środku jest mięso. Poleciałam rutyną, za co ogromnie przepraszam.
                • kkokos Re: mleko u Borejków 04.10.16, 19:28
                  >>>>
                  Ze zlotym kapslem pelnotluste, ze srebrnym chude, a z zielonym juz takie lekko przestale, raczej na zsiadle niz do gotowania

                  naprawdę? wydawało mi sie, że zielone kapsle to tylko na malych butelkach z kefirem były... a na butelkach ze smietaną kapsle złoto-srebrne w paski?
                  • pi.asia Re: mleko u Borejków 04.10.16, 20:14
                    kkokos napisała:

                    > >>>>
                    > Ze zlotym kapslem pelnotluste, ze srebrnym chude, a z zielonym juz takie lekko
                    > przestale, raczej na zsiadle niz do gotowania
                    >
                    > naprawdę? wydawało mi sie, że zielone kapsle to tylko na malych butelkach z kef
                    > irem były... a na butelkach ze smietaną kapsle złoto-srebrne w paski?

                    Kojarzę jakieś zielono-srebrne,w taką jakby szachownicę - to chyba były te na kefirze.

                    Przestane mleko, takie na zsiadłe, panie sklepowe oznaczały, dziurawiąc kapsle (przynajmniej w moim mieście tak było). Nie miały absolutnie żadnej możliwości, żeby złoty bądź srebrny kapsel zmienić na zielony!

                    A pamiętacie "jogurt wieloowocowy" z terminem przydatności bodajże 24 godziny (a może 48, nie jestem pewna)? Jak zobaczyłam w Anglii jogurt, który miał w środku świeże owoce, a termin trzymiesięczny, to własnym oczom nie wierzyłam...

                    Dziewczyny, wyście czytały na kolanach (swoją drogą, piękna symbolika stosunku do książek), a ja na kolanach pisałam wypracowania. Zawsze na brudno, i nigdy nie miałam czasu ich przepisać, więc były potem niezłe jaja, gdy nauczycielka wyrwała mnie do czytania, a u mnie wypracowanie z gwiazdkami, strzałkami, ramkami i całą instrukcją co po czym ma być i co gdzie wkleić... Zorientować się w tym na szybko to było wyzwanie...
                    • vi_san Re: mleko u Borejków 04.10.16, 20:30
                      Ja na kolanach pisałam też. :D I też moje wypracowania można było... Tego, no... Trzeba było mieć do nich instrukcję obsługi. I zatrudnić grafologa, bo charakter pisma miałam zawsze taki więcej przepiękny... :D Zresztą dotąd mi zostało i dużo rzeczy robię w tej pozycji - np bawię się scrapbookingiem: rozkładam papiery, kleje, i inne różne na tapczanie a sama na klęczkach przy... Tylko teraz, jako żem od lat wielu mężatka, to mama nie krzyczy, bo nie widzi... :D
                      A co do kapsli na butelkach - złote były na tłustym, srebrne na chudym mleku. Zielone w srebrną "kratkę skośną" - na kefirze. Nie pamiętam metody oznaczania "przestanego" mleka, ale na pewno nie zmianą koloru kapsla! Ekspedientki w sklepie nie miały możliwości zamienić kapselków!
                    • tt-tka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 20:51
                      pi.asia napisała:



                      > Kojarzę jakieś zielono-srebrne,w taką jakby szachownicę - to chyba były te na k
                      > efirze.
                      >

                      Do licha, n a p r a w d e nie pamiatm apsli na kefirze. Znaczy jakie byly.


                      > Przestane mleko, takie na zsiadłe, panie sklepowe oznaczały, dziurawiąc
                      > kapsle (przynajmniej w moim mieście tak było). Nie miały absolutnie żadnej możl
                      > iwości, żeby złoty bądź srebrny kapsel zmienić na zielony!

                      A w moim osiedlowym sklepie stalo mleko z zielonym kapslem, normalnie w litrowych butelkach. Czy panie sklepowe mialy moznosc wymieniac, czy mleko przeterminowane odsylaly i tam zmieniano, to ja nie wiem, ale zielone nie nadawalo sie do gotowania i bylo kupowane wylacznie na zsiadle.
                      I za to dam sie pokroic.

                      a napitki jednodobowe tez pamietam. Wychowalam sie na zywnosci bez konserwantow
                      • bupu Re: mleko u Borejków 04.10.16, 21:23
                        tt-tka napisała:


                        > > Przestane mleko, takie na zsiadłe, panie sklepowe oznaczały, dziurawią
                        > c

                        > > kapsle (przynajmniej w moim mieście tak było). Nie miały absolutnie żadne
                        > j możl
                        > > iwości, żeby złoty bądź srebrny kapsel zmienić na zielony!
                        >
                        > A w moim osiedlowym sklepie stalo mleko z zielonym kapslem, normalnie w litrowy
                        > ch butelkach. Czy panie sklepowe mialy moznosc wymieniac, czy mleko przetermino
                        > wane odsylaly i tam zmieniano, to ja nie wiem, ale zielone nie nadawalo sie do
                        > gotowania i bylo kupowane wylacznie na zsiadle.
                        > I za to dam sie pokroic.

                        Zielone kapsle miał kefir. Nie mleko. I za to dam się pokroić :P
                        • pi.asia Re: mleko u Borejków 04.10.16, 21:43
                          bupu napisała:


                          > Zielone kapsle miał kefir. Nie mleko. I za to dam się pokroić :P

                          Ja też się dam pokroić za zielone kapsle na kefirze. Tak wyglądała butelka z kefirem:

                          https://inprl.pl/media/thumbnail/be/78/be787600b800755bdf598d790fbc83f4.jpg

                          Tt-tka też ma rację - kefir się nie nadaje do gotowania ;) tylko na zsiadłe.

                          A to butelka ze śmietaną:

                          https://www.smwieprz.pl/foto/smietanabut.jpg

                          • tt-tka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 22:18
                            No to bedziemy pokrojone wszystkie trzy, bo u mnie na osiedlu to bylo mleko. Litrowe butelki z zielonym kapslem. Smietana i kefir byly w mniejszych.
                            Dostawiala towar mleczarnia z Ksawerow, trzy przecznice dalej.
                            • tt-tka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 22:18
                              Jednolicie zielonym. Zadne paski ani kratki.
                            • vi_san Re: mleko u Borejków 04.10.16, 22:25
                              Tak mi przyszło do głowy... Może w różnych latach różnie obowiązywało? Bo może właśnie było np. do roku 1980 - kapsle złoty i srebrny, a zielony kefir, a po 1980 - złoty, srebrny i zielony mleko, a kefir inaczej? Nie upieram, się, chroń Bóg, dywaguję tylko? I wówczas każda pamięta dobrze, tylko z nieco innego okresu?
                              • kkokos Re: mleko u Borejków 04.10.16, 22:54
                                na różnych forach ludzie też te kapsle różnie wspominają. wzbogaciłam się o:
                                niebieski - maslanka
                                pomarańczowy - smietana 18%
                                w żółtą kratkę - smietana kremówka 30%

                                z tymi różnymi okresami też może być prawda, bo ludzie gdzieś piszą, że przez pewien czas na śmietanie nie było kratki, tylko na srebrnym pasku szedł jeden szeroki pasek w kolorze oznaczającym procenty, tak samo kefir był srebrny z jednym zielonym szerokim paskiem.
                                • tt-tka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 23:11
                                  kkokos napisała:

                                  > na różnych forach ludzie też te kapsle różnie wspominają. wzbogaciłam się o:
                                  > niebieski - maslanka
                                  > pomarańczowy - smietana 18%
                                  > w żółtą kratkę - smietana kremówka 30%
                                  >
                                  > z tymi różnymi okresami też może być prawda, bo ludzie gdzieś piszą, że przez p
                                  > ewien czas na śmietanie nie było kratki, tylko na srebrnym pasku szedł jeden sz
                                  > eroki pasek w kolorze oznaczającym procenty, tak samo kefir był srebrny z jedny
                                  > m zielonym szerokim paskiem.

                                  A propos artystow z innego watku ciekawe, czy te kapsle tez projektowali plastycy i czym sie kierowali tworzac je. Na logike to wlasnie tlustsza smietana powinna miec ciemniejszy odcien, jako bardziej nasycona...
                                  Niebieskiej maslanki w ogole nie pamietalam, Fajnie tak odtwarzac miniony czas :)
                              • tt-tka Re: mleko u Borejków 04.10.16, 22:54
                                Mozliwe, ze i od dostawcy i odbiorcy zalezalo. Mleczarnia na Ksawerow zaopatrywala pobliskie sklepy, co to dla nich odebrac niesprzedany towar i przekapslowac. Sokolow czy Garwolin dla warszawskich odbiorcow juz by tego nie robil, bo transport na wieksza odleglosc, koszty i w ogole.
                                • gat45 Re: mleko u Borejków 05.10.16, 07:08
                                  tt-tka napisała:

                                  > Mozliwe, ze i od dostawcy i odbiorcy zalezalo. Mleczarnia na Ksawerow zaopatryw
                                  > ala pobliskie sklepy, co to dla nich odebrac niesprzedany towar i przekapslowac
                                  > . Sokolow czy Garwolin dla warszawskich odbiorcow juz by tego nie robil, bo tra
                                  > nsport na wieksza odleglosc, koszty i w ogole.

                                  W takie cuda w życiu nie uwierzę. Już prędzej, że się przestało w samej mleczarni....
                                  • czekolada72 Re: mleko u Borejków 09.10.16, 17:48
                                    Ja tez nie wierze w takie coooda :)
                                    I takze daje sie pochlastac za mleko ze srebrnymi i zlotymi oraz kefir z zielonymi ze srebrnym paskiem. Smietan nie pamietam, chociaz wiem, ze byly, kratek tez nie do konca kojarze, a ten kefir butelkowany to chyba sie najdluzej utrzymal.
              • jhbsk Re: mleko u Borejków 06.10.16, 10:32
                Pamiętam, że na kartki (dla małych dzieci) było to tłuste. Nie pamiętam jak długo.
                • tt-tka Re: mleko u Borejków 06.10.16, 10:46
                  jhbsk napisała:

                  > Pamiętam, że na kartki (dla małych dzieci) było to tłuste. Nie pamiętam jak dłu
                  > go.
                  >

                  jak nie zobacze kartki, to nie uwierze. Zawsze pilismy tluste, a malych dzieci w rodzinie nie bylo od lat 70-tych.
                  na kartki dla maluchow moglo byc w proszku, jakies Bebiko czy co, ale nie zwykle mleko w plynie
                  • iskrzy_54 Re: mleko u Borejków 11.10.16, 20:11
                    "na kartki dla maluchow moglo byc w proszku, jakies Bebiko czy co, ale nie zwykle mleko w plynie"

                    we wczesnych 70-tych będąc na wakacjach "pod gruszą" żywiłyśmy się mlekiem w proszku kupowanym na receptę wystawianą przez znajomego okulistę. BTW jakie kapsle miał najlepszy na świecie jogurt a 2,70 zeta, który można było kroić nożem, późniejsze jogurty już takie wspaniałe nie były (zniszczyli kultury bakteryjne)?
                    • verdana Re: mleko u Borejków 11.10.16, 20:33
                      Miałam dzieci w okresie kartkowym. Na kartki było tylko mleko w proszku.
                      • 3piota Re: mleko u Borejków 11.10.16, 21:40
                        verdana napisała:
                        > Miałam dzieci w okresie kartkowym. Na kartki było tylko mleko w proszku.

                        Ja też. Ale to "niebieskie" mleko w proszku nawet nie było na kartki, tylko nam wpisywali zakup tego mleka na ostatniej stronie książeczki zdrowia dziecka. 5 opakowań na miesiąc przysługiwało. Butelki szklane do karmienia kupowane w aptece też tam miałam wpisane. Jak było ze smoczkami do nich - nie pamiętam. Gdzieś te książeczki jeszcze w domu są.
          • zla.m Re: mleko u Borejków 04.10.16, 18:54
            Ja ze swojego dzieciństwa (ciut później, niż opisywane w KK zdarzenia) pamiętam, że mleko się gotowało - i ti chyba nie tylko u nas w rodzinie, ale było to powszechne, bo można było nawet nabyć drogą kupna garnek do gotowania mleka (z podwójną ścianką i gwizdkiem). Myślę, że wynikało to z powszechnego braku zaufania do warunków higienicznych, w jakich to mleko wożono, przechowywano itp.

            No i jak przed kolacją ugotowała się świeża porcja mleka, to do kolacji było akurat ciepłe :)

            A co do Idy - całe dzieciństwo+ogólniak czytałam książki klęcząc przy tapczanie, a obok książki stało mleko i jabłko. Nigdy nic mi nie było :D
            • vi_san Re: mleko u Borejków 04.10.16, 19:13
              Zła, ja tak samo! Też czytałam klęcząc, z książką na tapczanie! I nader często z jabłkiem i szklanką mleka w zasięgu ręki! I też nic mi nie było!
              • gat45 Re: mleko u Borejków 04.10.16, 19:35
                Phi ! A koło mnie nie stało, bo ja to jabłko zjadałam, popijając mlekiem. Stał pusty kubek, a i tak mama pędziła, żeby lecieć z nim do zlewu, bo po mleku mu się zrobi "obrączka".
                Niby dlaczego coś by Wam miało być od stania jabłka i mleka w pobliżu ? No ja się pytam ?
                • vi_san Re: mleko u Borejków 04.10.16, 19:58
                  Bo zarówno mleko jak i jabłko było sukcesywnie zużywane. A podobno razem robią coś tam co psuje żołądek. Nie wiem tylko co, bo ja mam taki więcej strusi i nie szkodzi mi w sumie nic.
                  Dodatkowo moja mama opier... Znaczy miała zastrzeżenia do czytania na klęczkach, bo "sobie kolana zepsuję". Też nie wiem czemu, bo akurat z kolanami nie mam do tej pory żadnych problemów... :D
                • bupu Re: mleko u Borejków 04.10.16, 21:26
                  gat45 napisała:

                  > Phi ! A koło mnie nie stało, bo ja to jabłko zjadałam, popijając mlekiem. Stał
                  > pusty kubek, a i tak mama pędziła, żeby lecieć z nim do zlewu, bo po mleku mu s
                  > ię zrobi "obrączka".
                  > Niby dlaczego coś by Wam miało być od stania jabłka i mleka w pobliżu ? No ja s
                  > ię pytam ?

                  Jabłko i mleko, tak, też lubiłam (i wciąż lubię) ten zestaw :D I nigdy mi po nim nic nie było, owszem.
                  • czekolada72 Re: mleko u Borejków 09.10.16, 17:51
                    A w naszej podstawowce serwowane byly kubki goracego, przypalonego mleka.
                    I jedynym sposobem na zgode na nie picie - bylo jedzenie jablka :)
            • ciotka_scholastyka Re: mleko u Borejków 05.10.16, 10:06
              > Ja ze swojego dzieciństwa (ciut później, niż opisywane w KK zdarzenia) pamiętam
              > , że mleko się gotowało (...) Myślę, że wynikało to z powszechnego braku zaufan
              > ia do warunków higienicznych

              Pamiętam ten dreszcz szczęścia, jak się pojawiło mleko w kartonach, wyjmowało się karton z lodówki i nalewało szklankę mleka - jak na filmach ;)
              • tt-tka Re: mleko u Borejków 05.10.16, 10:41
                A ja odczulam ten swiezy dreszcz zbiorowego zachwytu, kiedy w niektorych supermarketach pojawilo sie znowu mleko butelkowe, a nawet gdzieniegdzie mlekomaty - swieze, niepasteryzowane, mozne samemu nastawic na zsiadle :)
                Niestety drogie jak zaraza...
                • bupu Re: mleko u Borejków 05.10.16, 12:02
                  tt-tka napisała:

                  > A ja odczulam ten swiezy dreszcz zbiorowego zachwytu, kiedy w niektorych superm
                  > arketach pojawilo sie znowu mleko butelkowe, a nawet gdzieniegdzie mlekomaty -
                  > swieze, niepasteryzowane, mozne samemu nastawic na zsiadle :)
                  > Niestety drogie jak zaraza...

                  Dlatego na wsie zaczynają wracać krowy-żywicielki. Lud pomału zaczyna dochodzić do wniosku, że mliko z kartona to jest syf, zsiadłego też by się człowiek napił, a skoro jest ten kawałek pastwiska, jest słoma, a i siano się znajdzie, to w sumie czemu nie posiadać krowy, jak przodki miały w zwyczaju?
                  Też poważnie rozważam.
                  • pi.asia Re: mleko u Borejków 05.10.16, 13:19
                    Mleko z mlekomatu.... Komu to przeszkadzało??? Wreszcie można było samemu nastawić sobie mleko na zsiadłe, zamiast płacić ciężkie pieniądze za zsiadłe mleko pod nazwą "domowy przysmak dziadunia", bo takie cuda u nas funkcjonowały.

                    A w jakiejś książce kucharskiej przeczytałam, że mleko przed nastawieniem na zsiadłe należy przegotować. Dla mnie to czysta herezja, nawet pomijając fakt, że przegotowane się samo nie zsiądzie, trzeba je "zaszczepić" odrobiną kefiru i wtedy to już nie jest zsiadłe mleko tylko kefir; w dodatku o obrzydliwym, mdłym smaku.

                    Szczytem szczytów było sugerowane w jakimś poradniku przegotowanie mleka a następnie zakwaszenie go sokiem z cytryny.
                    • bupu Re: mleko u Borejków 05.10.16, 14:00
                      pi.asia napisała:

                      > A w jakiejś książce kucharskiej przeczytałam, że mleko przed nastawieniem na zs
                      > iadłe należy przegotować. Dla mnie to czysta herezja, nawet pomijając fakt, że
                      > przegotowane się samo nie zsiądzie, trzeba je "zaszczepić" odrobiną kefiru i wt
                      > edy to już nie jest zsiadłe mleko tylko kefir; w dodatku o obrzydliwym, mdłym s
                      > maku.

                      Herezja straszliwa! Gotowanie zmienia strukturę białek w mleku, co wydatnie wpływa na jakość skrzepu (czyli gęstej części) i na walory smakowe. Prawdziwe, porządne zsiadłe wyłącznie z surowego mleka!

                      > Szczytem szczytów było sugerowane w jakimś poradniku przegotowanie mleka a nast
                      > ępnie zakwaszenie go sokiem z cytryny.

                      To jakiś wyrób mlekozsiadłopodobny raczej.
                      • verdana Re: mleko u Borejków 05.10.16, 15:36
                        Ale mleko trzeba było gotować koniecznie. Bo obawiano się gruźlicy, mleko nie było tak badane, jak dziś.
                        • tt-tka Re: mleko u Borejków 05.10.16, 16:08
                          verdana napisała:

                          > Ale mleko trzeba było gotować koniecznie. Bo obawiano się gruźlicy, mleko nie b
                          > yło tak badane, jak dziś.

                          Cale zycie, poza wczesnym dziecinstwem (gdzies tak do 5 roku) pilam surowe. Moja rodzina tez. I znajomi. Moze mielismy szczescie.
                          • pi.asia Re: mleko u Borejków 05.10.16, 17:01
                            My i nasi bliscy też mieliśmy szczęście ;)

                            A co do gotowanego/zsiadłego mleka: wonczas, w latach 60-tych, robiło się twarożki z owarzanego mleka. Polegało to na tym, że do wrzącego mleka wlewało się mleko zsiadłe. Kazeina czy co tam jeszcze natychmiast się ścinała i powstawał twarożek. Ten twarożek, o mdłym, słodkawym smaku był zmorą mojego dzieciństwa.
                            Nieco później moja mama robiła twarożek inaczej: mleko mocno zsiadnięte (takie, co pół butelki było serwatki) wylewała wieczorem na sitko wyłożone gazą. Na rano był gotowy przepyszny, mięciutki, wilgotny, lekko kwaskowy serek o jedwabistej konsystencji bez żadnych grudek.
                            • bupu Re: mleko u Borejków 05.10.16, 18:22
                              pi.asia napisała:

                              > Nieco później moja mama robiła twarożek inaczej: mleko mocno zsiadnięte (takie,
                              > co pół butelki było serwatki) wylewała wieczorem na sitko wyłożone gazą. Na ra
                              > no był gotowy przepyszny, mięciutki, wilgotny, lekko kwaskowy serek o jedwabist
                              > ej konsystencji bez żadnych grudek.

                              Ano tak się właśnie przepisowo robi twaróg. Moja mamunia swego czasu wlewała zsiadłe mleko do specjalnego worka płóciennego, uszytego zresztą przez moją babcię, po czym wieszała ten nabój nad kuchennym zlewem na czas dłuższy. Jak już odciekł, wkładała go między dwie dechy i dociskała kamieniem. Serek-klinek był jak malowanie.

                              Później, kiedy na mleko mieliśmy już kozy, mamuni juz się nie chciało gimnastykować z workiem i deskami, więc po prostu, tak jak twoja, wylewała zsiadłe mleko na durszlak. Z dwiema różnicami, durszlak zamiast gazą wyłożony był pieluchą tetrową, rzecz jasna nowiuśką, a mleko przed odcedzeniem było lekko podgrzewane. Kozie i owcze mleko bowiem samo z siebie daje bardzo delikatny skrzep, więc żeby go wzmocnić do właściwej konsystencji, trzeba mleko zsiadłe lekko podgrzać. Efekt-ambrozja.
                            • tt-tka Re: mleko u Borejków 05.10.16, 18:26
                              pi.asia napisała:


                              mleko mocno zsiadnięte (takie,
                              > co pół butelki było serwatki) wylewała wieczorem na sitko wyłożone gazą. Na ra
                              > no był gotowy przepyszny, mięciutki, wilgotny, lekko kwaskowy serek o jedwabist
                              > ej konsystencji bez żadnych grudek.

                              O, a my inaczej - mleko zsiadle, takie, co to lyzka mozna bylo kroic (takie dluzej stojace z serwatka tez, ale rzadziej) wlewalo sie do garnka, zagotowywalo, a potem na sitko z gaza. Mieciutki serek z tego wychodzil (juz po pol godzinie mozna bylo jesc, a nastepnego dnia tez; dluzej nigdy nie lazal) o neutralnym smaku, mozna go bylo na slodko, na slono, na pikantnie, jak kto chcial, ech.
                            • iskrzy_54 Re: mleko u Borejków 05.10.16, 19:54
                              Na rano był gotowy przepyszny, mięciutki, wilgotny, lekko kwaskowy serek o jedwabistej konsystencji bez żadnych grudek.

                              ja też taki pamiętam, a mleko zsiadłe robiło się z nieprzegotowanego, pamiętam też ohydne zupki mleczne z kożuchami i grudami - do dziś robi mi się mdło od zapachu gotowanego mleko
                              • pi.asia Re: mleko u Borejków 05.10.16, 20:42
                                iskrzy_54 napisała:

                                > pamiętam
                                > też ohydne zupki mleczne z kożuchami i grudami - do dziś robi mi się mdło od za
                                > pachu gotowanego mleko

                                yyyyy.... łohyda.... yyyyyy....
                                Rodzice z uporem maniaka karmili wtedy dzieci takimi zupkami. Jako-tako tolerowałam makaron z mlekiem, ale już ryż gotowany z mlekiem, kasza manna, czy - a fuj - lane kluski, to była makabra nad makabrami, bo składała się taka zupa wyłącznie z grud i kożuchów.
                                Co ciekawe, w ośrodku Politechniki w Ustroniu Morskim w kuchni urzędowała niejaka pani Władzia, mistrzyni zup wszelakich. W jej wykonaniu nawet zupy mleczne były jadalne, a nad owsianką w ogóle nie marudziłam, bo była po prostu bardzo smaczna.
                                • tt-tka Re: mleko u Borejków 05.10.16, 20:50
                                  Zup mlecznycch, jak i w ogole cieplego mleka nie znosze do dzis. Z dwoma wyjatkami.
                                  Kasza manna, robiona na kakao, nie na mleku czystym - tak mama nas sklaniala podstepnie do jej zjadania
                                  Kasza jaglana z owocami, zalana mlekiem (jedno i drugie gotowane oddzielnie - odkrylam jako bardzo dorosla i polubilam
                                • ewaty Re: mleko u Borejków 06.10.16, 12:08
                                  A ja pamiętam taką przedziwną zupę, która mi bardzo smakowała, jako dziecku- to było coś, chyba. z gotowanego kwaśnego mleka z ziemniakami. Później coś podobnego jadłam na Krecie- raz. Musze spróbować odtworzyć ten smak, choć gotowanie zsiadłego mleka może być dziwne...
                                  • czekolada72 Re: mleko u Borejków 09.10.16, 17:55
                                    Ja wychowana na grysiku, z dodana kostka czekolady , dopoki sie roztapiala rysowalam nia esy-floresy.
                                    Jak poszlam do podstawowki, to razu pewnego bawiac u kolegi w gosciach - jego tata zaserwowal na podweieczorek grysik na gesto oblany koglem-moglem - bajka!
                                    Potem, po latach wielu, Tesciowa mi takie danko serwowala :)
                        • bupu Re: mleko u Borejków 05.10.16, 18:12
                          verdana napisała:

                          > Ale mleko trzeba było gotować koniecznie. Bo obawiano się gruźlicy, mleko nie b
                          > yło tak badane, jak dziś.

                          W 1975 Polskę uznano urzędowo za kraj wolny od gruźlicy bydła. Po dziś dzień polskie krowy są starannie badane próbami tuberkulinowymi na tę okoliczność. A mleko oczywiście, że badano, na zawartość bakterii też. Jeśli mleko od danego dostawcy miało złe wyniki, mleczarnia mogła nawet odmówić przyjmowania dalszych dostaw od niego. No chyba, że ktoś się zaopatrywał w mleko pokątnie po wsiach i po taniości, jak to się u nas mawia, to owszem, ryzykował w pakiecie choroby odzwierzęce z gruźlicą włącznie.
                      • tt-tka Re: mleko u Borejków 05.10.16, 15:38
                        bupu napisała:

                        > Herezja straszliwa! Gotowanie zmienia strukturę białek w mleku, co wydatnie wpł
                        > ywa na jakość skrzepu (czyli gęstej części) i na walory smakowe. Prawdziwe, por
                        > ządne zsiadłe wyłącznie z surowego mleka!

                        WYLACZNIE. Moj Boru, a ja nawet pamietam mleko, ktore sie samoczynnie zsiadalo i mozna z niego bylo wlasnorecznie zrobic twarozek. Normalnie w miejskiej kuchni.


                        >
                        > > Szczytem szczytów było sugerowane w jakimś poradniku przegotowanie mleka
                        > a nast
                        > > ępnie zakwaszenie go sokiem z cytryny.
                        >
                        > To jakiś wyrób mlekozsiadłopodobny raczej.

                        Do picia za kare. I to za ciezkie przewinienia.
                  • xcv12 Re: mleko u Borejków 05.10.16, 22:12
                    bupu napisała:


                    > Dlatego na wsie zaczynają wracać krowy-żywicielki.

                    Często widzę w rejonie Alp niemieckich, austriackich i szwajcarskich pasące się krowy i owce. Byłam więc w szoku jak po latach wybrałam się na polską wieś. Zero zwierząt na łąkach. W dzieciństwie jeździłam na wieś do dziadka i zapamiętałam, że wszędzie pasły się krowy, owce. Wieczorem te stada karnie szły do swoich obór w kurzu, hałasując łańcuchami, porykując. Ech... Cieszę się więc, że krowy wracają na polską wieś.
                    A mleko kupuję butelkowane (butelka zwrotna), organiczne, na wierzchu zbiera się zawsze śmietanka. Jedyna wada - ważne jest tylko kilka dni, trzeba je szybko zużyć i nie można kupić na zapas. U mnie, tu gdzie mieszkam takie mleko jest bardzo popularne.
                    • lord_vmordevol Re: mleko u Borejków 13.10.16, 14:14
                      xcv12 napisała:

                      > bupu napisała:
                      > > Dlatego na wsie zaczynają wracać krowy-żywicielki.
                      >
                      > Często widzę w rejonie Alp niemieckich, austriackich i szwajcarskich pasące się
                      > krowy i owce. Byłam więc w szoku jak po latach wybrałam się na polską wieś. Ze
                      > ro zwierząt na łąkach. W dzieciństwie jeździłam na wieś do dziadka i zapamiętał

                      A gdzie to było? Bo może ziemie są tam na tyle żyzne, że szkoda je marnować na łąki?
                      • bupu Re: mleko u Borejków 13.10.16, 16:11
                        lord_vmordevol napisała:

                        > xcv12 napisała:
                        >
                        > > bupu napisała:
                        > > > Dlatego na wsie zaczynają wracać krowy-żywicielki.
                        > >
                        > > Często widzę w rejonie Alp niemieckich, austriackich i szwajcarskich pasą
                        > ce się
                        > > krowy i owce. Byłam więc w szoku jak po latach wybrałam się na polską wi
                        > eś. Ze
                        > > ro zwierząt na łąkach. W dzieciństwie jeździłam na wieś do dziadka i zapa
                        > miętał
                        >
                        > A gdzie to było? Bo może ziemie są tam na tyle żyzne, że szkoda je marnować na
                        > łąki?

                        Lordzie, ja mieszkam w takim regionie, że łąk tu jak napluł, nadrzecznych, które na pola się nie nadają. A krowy znikły ze wsi jako ta kamfora, dopiero teraz zaczęły nieśmiało powracać. A sama jeszcze pamiętam, że w latach 80 każdym gospodarstwie krowa-żywicielka była. Tylko największa biedota nawet jednego krowiego ogona nie miała.
                        • lord_vmordevol Re: mleko u Borejków 13.10.16, 17:12
                          bupu napisała:

                          > > A gdzie to było? Bo może ziemie są tam na tyle żyzne, że szkoda je marnow
                          > ać na
                          > > łąki?
                          >
                          > Lordzie, ja mieszkam w takim regionie, że łąk tu jak napluł, nadrzecznych, któr
                          > e na pola się nie nadają. A krowy znikły ze wsi jako ta kamfora, dopiero teraz
                          > zaczęły nieśmiało powracać. A sama jeszcze pamiętam, że w latach 80 każdym gosp
                          > odarstwie krowa-żywicielka była. Tylko największa biedota nawet jednego krowieg
                          > o ogona nie miała.

                          A, no to rzeczywiście nie to. Czyli po prostu przestało się opłacać, ludzie znaleźli nowe-nowoczesne źródła utrzymania i żywność kupują, a nie produkują, a teraz pewnie po ustabilizowaniu na nowo realiów niektórzy jednak widzą w tym jakiś interes, z tych "eko" pewnie.
                          Bo tak w sumie, to dobrze że ludzie na wsiach nie muszą polegać na konopnickiej krowinie-żywicielce. To jakoś strasznie ponuro brzmi, od razu stają przed oczami wychudzone dzieci w podartych koszulinach.
                          • bupu Re: mleko u Borejków 13.10.16, 18:27
                            lord_vmordevol napisała:

                            > A, no to rzeczywiście nie to. Czyli po prostu przestało się opłacać, ludzie zna
                            > leźli nowe-nowoczesne źródła utrzymania i żywność kupują, a nie produkują, a te
                            > raz pewnie po ustabilizowaniu na nowo realiów niektórzy jednak widzą w tym jaki
                            > ś interes, z tych "eko" pewnie.
                            > Bo tak w sumie, to dobrze że ludzie na wsiach nie muszą polegać na konopnickiej
                            > krowinie-żywicielce. To jakoś strasznie ponuro brzmi, od razu stają przed ocza
                            > mi wychudzone dzieci w podartych koszulinach.

                            Jak masło było na kartki, a w sklepie była głównie sklepowa i puste półki, to się krowę opłacało trzymać, nie mówiąc o tym, że za komuny ceny mleka jakby trochę przyjaźniejsze rolnikom były, to i opłaciło się odstawiać mleko do skupu. A jak się kapitalizm wlał drzwiami i oknami, to mało komu się chciało użerać z gnojem i udojem, skoro mógł iść do sklepu i kupić se karton mleka. Dopiero teraz, jak zauważyli, że to, co w kartonie to syf, co się nawet nie zsiądzie, a o przetwory mleczne bez kilometrowej listy rozmaitych zagęszczaczy i bógwiczego coraz trudniej, zaczęli niektórzy apiać tę krowinę - żywicielkę w oborze trzymać. Nowoczesne źródła utrzymania nic tu nie mają do rzeczy, a zanik produkcji żywności na własne potrzeby takim znowu dobrym zjawiskiem nie jest.

                            A, i odczep ty się od wstrząsających pozytywistycznych obrazków, krowa na wsi zawsze żywicielką była. Bo i gospodyni siebie i rodzinę mlekiem i przetworami nakarmiła i mogła co odłożyć na sprzedanie, mleka, masła, sera, śmietany, żeby gotowy grosz zdobyć. Nic konopnickiego, proszę pana.
    • jhbsk Re: mleko u Borejków 06.10.16, 10:29
      Osobiście uwielbiam mleko. Samo lub z z herbatą albo kawą. I przetwory mleczne też.
    • slotna Re: mleko u Borejków 07.10.16, 18:15
      Slodkie mleko tez mi do takiego zestawu nie pasuje, ale juz zsiadle jak najbardziej. Z braku laku, zastepuje je kefirem, i przy odsmazanych ziemniaczkach (z cebula lub bez), i przy mlodych z maslem i koperkiem.
      • marzenna114 Re: mleko u Borejków 13.10.16, 10:09
        Odnośnie specyficznych zestawów. Co powiecie na frytki albo placki ziemniaczane ze słodkim zimnym mlekiem z lodówki (najlepiej takim od krowy)? Była jeszcze wersja - chleb lekko czerstwy smażony na smalcu na patelni też z zimnym mlekiem:). No i standard w mojej rodzinie: kotlet, ziemniaki, surówka popijane kefirem (dziecko moczy sobie dodatkowo kawałki wspomnianego kotleta w kubku z kefirem).
        • czekolada72 Re: mleko u Borejków 13.10.16, 12:27
          No dla mnie juz szczytem dziwactwa i niezjadliwosci absolutnej sa placki ziemniaczane z cukrem. Zreszta dla calej rodzinki tez.
          Natomiast Mamusia moja zimnym mlekiem zapić może wszystko, z wyjatkiem flaków i sledzi z octu, bo tych z zalozenia nie jada.
          • gat45 Re: mleko u Borejków 13.10.16, 13:29
            czekolada72 napisała:

            > No dla mnie juz szczytem dziwactwa i niezjadliwosci absolutnej sa placki ziemni
            > aczane z cukrem. Z

            Nawet nie wiedziałam, że taka potworność istnieje :)
            No ale ja do tartych kartofli dodaję dużo tartej na piankę cebuli. I tego chyba największy miłośnik sacharozy by nie przełknął na słodko.
            • zla.m Re: mleko u Borejków 14.10.16, 12:05
              Mój wlasny rodzony brat jadł krupnik na słodko. Taki solidny krupol, na kawałku mięsa, z kaszą, ziemniakami i adekwatnymi przyprawami. Słodził obficie i jadł. Teraz jest z zawodu dyrektorem, więc może warto... ;) Aha i kiedyś się założył, że zje pizzę z bitą śmietaną. Przegrał, bo dojechał tylko do połowy, ale pizza była spora, a bitej śmietany było potwornie dużo, głowy nie dam, ale chyba całość powstała po zrobieniu takiej porcji z paczki. Teraz jak o tym myślę, to mi słabo.
          • slotna Re: mleko u Borejków 13.10.16, 13:45
            U mnie w rodzinie od zawsze byly placki ziemniaczane z cukrem, w szkole na stolowce tez tak je podawali. Kiedys moja ciotka postanowila zaszalec i polala sobie placek ketchupem, niektorzy nie chcieli sprobowac, wzdrygajac sie ze wstretem. Ktos rzucil "ziemniaki z ketchupem???", na co padlo "no a frytki z czym sie je? to juz chyba ziemniaki z cukrem sa dziwniejsze?" i rodzina sie poddala :) Potem to juz sie jadlo "po wegiersku", z sosem miesnym, pieczarkami i smietana.
            Aha, cebula oczywiscie w tych plackach zawsze byla, cebula jest slodka ;)
            • ewaty Re: mleko u Borejków 15.10.16, 20:53
              slotna napisała:

              > U mnie w rodzinie od zawsze byly placki ziemniaczane z cukrem, w szkole na stol
              > owce tez tak je podawali. "

              Bo to Łódź, nieprawdaż? :) Mieszkam tu od urodzenia, dziadek- wilniuk- placki jadł tylko ze śmietana, bo kartofle z cukrem- fu!. Ja, łodzianka w pierwszym pokoleniu, jem i z cukrem i ze śmietaną. I chrupkość, chrupkość jest podstawą.
              • bupu Re: mleko u Borejków 15.10.16, 21:22
                ewaty napisała:

                > slotna napisała:
                >
                > > U mnie w rodzinie od zawsze byly placki ziemniaczane z cukrem, w szkole n
                > a stol
                > > owce tez tak je podawali. "
                >
                > Bo to Łódź, nieprawdaż? :) Mieszkam tu od urodzenia, dziadek- wilniuk- placki j
                > adł tylko ze śmietana, bo kartofle z cukrem- fu!. Ja, łodzianka w pierwszym po
                > koleniu, jem i z cukrem i ze śmietaną. I chrupkość, chrupkość jest podstawą.

                Melduję posłusznie, że ojciec mój, z rodziny kujawsko-pomorskiej od circa dwustu lat, z korzeniami na Kaszubach, jada placki kartoflane wyłącznie z cukrem. Placków z sosem czosnkowo-śmietanowym, węgierskich i innych wynalazków, odmawia stanowczo. Żadnych przodków z Ziemi Łęczyckiej ani z Łodzi na drzewie genealogicznym nie posiadamy.
              • ciotka_scholastyka Re: mleko u Borejków 16.10.16, 12:21
                > Bo to Łódź, nieprawdaż? :) Mieszkam tu od urodzenia, dziadek- wilniuk- placki j
                > adł tylko ze śmietana, bo kartofle z cukrem- fu!. Ja, łodzianka w pierwszym po
                > koleniu, jem i z cukrem i ze śmietaną. I chrupkość, chrupkość jest podstawą.

                Nie mamy korzeni łódzkich, do trzeciego pokolenia wstecz - sprawdzone :) - a w dzieciństwie jadaliśmy placki z cukrem, z cukrem i ze śmietaną albo z powidłami śliwkowymi :) W tej chwili bywa różnie, z powidłami mi się zdarza, ale częściej z różnymi innymi dodatkami (roztopiony żółty ser, pesto, różne sosy, tzatziki itp.) . Natomiast będąc kiedyś u znajomych we Francji, postanowiłam zrobić im placki, które bardzo im smakowały, ale wymyślili, że można je jeść do mięsa zamiast ziemniaków :) Logiczne - skoro można frytki... :)
                • gat45 Re: mleko u Borejków 17.10.16, 00:01
                  We Francji moje placki zrobiły niesamowitą karierę. Znajomi się podlizują, żeby im zrobić ten smakołyk. Z daleka przyjeżdżają. A kiedyś moją francuską rodzinę uraczyłam nimi w trakcie wytwornego obiadu - a co to jest wytworny obiad w kraju, gdzie jedzenie jest religią, wie ten, co to przeżył. Po ostrygach (zakąska zimna) wystąpiły placki, MOJE placki z wędzonym łososiem w charakterze przekąski ciepłej. Potem był kapłon z brukselką.... Oszczędzę wam dalszego ciągu, bo już mi niedobrze z przejedzenia.
                  Tok rozumowania był następujący : skoro bliny z łososiem czy z kawiorem zrobiły światową karierę, to czym moje łatkies gorsze ?
                  Feler : placki największy urok posiadają chrupiące "prosto z patelni", więc trzeba samemu stać przy kuchence i wydawać kolejne porcje (słuchając dochodzących od stołu okrzyków zachwytu)
          • lord_vmordevol Re: mleko u Borejków 13.10.16, 14:07
            czekolada72 napisała:

            > No dla mnie juz szczytem dziwactwa i niezjadliwosci absolutnej sa placki ziemni
            > aczane z cukrem. Zreszta dla calej rodzinki tez.

            A jak to inaczej jeść? Są, co prawda, dziwadła w rodzaju mojego teścia, który nie słodzi ani placków ziemniaczanych, ani leniwych pierogów, ale on jest jeszcze dziecko wojenne, to cukru niezwyczajny.
          • angazetka Re: mleko u Borejków 13.10.16, 16:38
            Placki ziemniaczane z cukrem kocham i uwielbiam.
            • pi.asia Re: mleko u Borejków 13.10.16, 21:32
              angazetka napisała:

              > Placki ziemniaczane z cukrem kocham i uwielbiam.

              Ja też, ja też! (skacze do góry z podniesionymi łapkami)

              Oczywiście są one bez cebuli, tak jadało się u mnie w domu.
              Koleżanka zaprosiła mnie kiedyś do siebie na placki, upewniłam się, że są bez cebuli, i posypałam cukrem. Smak był przedziwny, ale doskonały. Okazało się, że dosypała do nich sporo oregano :) W ten sposób dowiedziałam się, że oregano na słodko jest niezłe :)
              • nigolla Re: mleko u Borejków 14.10.16, 08:39
                a ja z kolei uwielbiam placki z cebulką....i z cukrem. Serio, są pyszne!
                • marzenna114 Re: mleko u Borejków 14.10.16, 09:21
                  nigolla napisał(a):

                  > a ja z kolei uwielbiam placki z cebulką....i z cukrem. Serio, są pyszne!
                  Moje dziecko też (cebula i cukier i chyba też śmietana), mąż z ketchupem. Ja wolę na słono - ostatnio spróbowałam z jogurtem greckim - pyszne.
                  Ale mąż je kanapki z twarogiem ze śmietaną, solą i szczypiorkiem i na to dżem :).
                  A właśnie, przypomniało mi się - jako dziecko jadałam pomidora moczonego w cukrze - pychota. Wtedy jeszcze cukier był zdrowy ...
                  • czekolada72 Re: mleko u Borejków 14.10.16, 09:46
                    Do samego "ciasta" zawsze, w szeroko pojetej rodzinie, a wlasciwie w kilku - zawsze dodawalo sie cebule, mnostwo cebuli i pieprzu!
                    Jadalo sie solo, gorace, prosto z patelni.
                    Jadalo sie "po wegiersku"
                    Jada sie po "lwowsku" - ze smietana/jogurtem naturalnym
                    Jada sie z sosem pieczarkowym lub kurkowym.
                    Jadło sie raz z borówkami (czarnymi) z konfitury odcedzonymi.
                    Nieraz się dodaje do "ciasta" sporo zmiazdzonego czosnku. I pieprzu :)
    • yoma Re: mleko u Borejków 16.10.16, 00:44
      Pili gotowane mleko, bo picie surowego groziło śmiercią lub kalectwem. Kto mówi o ciepłym?
      • tt-tka Re: mleko u Borejków 16.10.16, 01:40
        yoma napisała:

        > Pili gotowane mleko, bo picie surowego groziło śmiercią lub kalectwem.

        W 1977 roku ? Z jakich powodow ?
        • yoma Re: mleko u Borejków 16.10.16, 10:32
          Higienicznych przede wszystkim, stąd zresztą te wszystkie legendy o sraczce. Nie wiem, jak to się stało, ale odkąd nasze krowy są w Unii, jakoś nie widuje się krów zarośniętych gnojem po kłąb, o wymionach nie mówiąc. A technologii UHT nie było.
          • yoma Re: mleko u Borejków 16.10.16, 10:38
            PS a placki ziemniaczane jadam ze śmietaną i cukrem, starte na grubej tarce i bez dodatku jajka. Dodatek cebuli nie zaszkodzi :)
          • tt-tka Re: mleko u Borejków 16.10.16, 11:20
            yoma napisała:

            > Higienicznych przede wszystkim, stąd zresztą te wszystkie legendy o sraczce. Ni
            > e wiem, jak to się stało, ale odkąd nasze krowy są w Unii, jakoś nie widuje się
            > krów zarośniętych gnojem po kłąb, o wymionach nie mówiąc. A technologii UHT ni
            > e było.

            No nie bylo. A ludzie pili mleko nieprzegotowane, niekiedy, o zgrozo, prosto od krowy. Nie chorowali nagminnie i nie umierali nagminnie z racji mlekopijstwa.
            • slotna Re: mleko u Borejków 18.10.16, 10:33
              "Nagminnie" to malo precyzyjne okreslenie, ale owszem, chorowali i niekiedy umierali: na gruzlice, listerioze, bruceloze... Topili sie tez, plywajac w gliniankach :P
              • tt-tka Re: mleko u Borejków 18.10.16, 10:53
                slotna napisała:

                > "Nagminnie" to malo precyzyjne okreslenie, ale owszem, chorowali i niekiedy umi
                > erali: na gruzlice, listerioze, bruceloze...

                W 1977 ???

                Topili sie tez, plywajac w glinian
                > kach :P

                A to owszem, zdarza sie i teraz. Ba, i w stawach rybnych zdarzalo sie.
              • bupu Re: mleko u Borejków 18.10.16, 16:27
                slotna napisała:

                > "Nagminnie" to malo precyzyjne okreslenie, ale owszem, chorowali i niekiedy umi
                > erali: na gruzlice, listerioze, bruceloze...

                Święta Cecylio z żonkilami... Po pierwsze współczynnik śmiertelności brucelozy to jakieś dwa procent, a przypadki śmiertelne dotyczą z reguły osób o poważnie obniżonej odporności (to samo dotyczy listeriozy, która osób z normalną odpornością i nie będących w ciąży w zasadzie nie tyka). Po drugie przypadki zakażenia się brucelozą przez mleko i przetwory są sporadyczne, bo ilość bakterii Brucella lądujących w mleku zakażonego zwierzęcia, jest stosunkowo niewielka. Znacznie łatwiej zarazić się przez kontakt z wodami płodowymi, łożyskiem, czy płodem, poronionym przez chore zwierzę. Co oczywiście nie znaczy, że należy poić masy pracujące takim mlekiem, ale od dekad testuje się je na obecność Brucelli, Listerii i innych bakterii, ponadto mleko butelkowane było przecież pasteryzowane, więc ani Brucelli, ani Listerii, ani prątków gruźlicy przenosić nie powinno.

                Więc nie, wypicie mleka z butelki w PRL, bez gotowania, nie groziło śmiercią lub kalectwem.
                • pi.asia Re: mleko u Borejków 07.11.16, 13:11
                  bupu napisała:


                  >
                  > Święta Cecylio z żonkilami... Po pierwsze współczynnik śmiertelności brucelozy
                  > to jakieś dwa procent, a przypadki śmiertelne dotyczą z reguły osób o poważnie
                  > obniżonej odporności (to samo dotyczy listeriozy, która osób z normalną odporno
                  > ścią i nie będących w ciąży w zasadzie nie tyka). Po drugie przypadki zakażenia
                  > się brucelozą przez mleko i przetwory są sporadyczne, bo ilość bakterii Brucel
                  > la lądujących w mleku zakażonego zwierzęcia, jest stosunkowo niewielka.

                  Wieki temu czytałam książkę "Walka nauki ze śmiercią" Paula de Kruifa. Były to historie odkryć medycznych, pod fascynującymi tytułami "Banting, który wynalazł insulinę", "Minot w walce ze śmiercią", "Stary lekarz Słońce", "Czy wolno generałowi umrzeć w łóżku" itd. Jedne z rozdziałów zatytułowany był "Evans - śmierć w mleku" i opowiadał o pannie Evans, która odkryła w surowym mleku owe groźne bakterie bruceliozy i listeriozy. Dla mnie ta opowieść była absolutnym kuriozum, bo jako żywo nigdy nie obiło mi się o uszy, żeby ktoś śmiertelnie zachorował po wypiciu surowego mleka. A czytało się gazety, oglądało wiadomości, słuchało radia.
                  >
                  > Więc nie, wypicie mleka z butelki w PRL, bez gotowania, nie groziło śmiercią lu
                  > b kalectwem.

                  Nie tylko mleka z butelki. Mleka od krowy także. Od różnych krów w różnych wsiach, bo przecież jeździło się i kupowało mleko od różnych gospodarzy.
                  >
                  >
                  >
                  >
                  • slotna Re: mleko u Borejków 07.11.16, 19:14
                    Niemniej ludzie chorowali i zdarza sie to do dzis.
            • zla.m Re: mleko u Borejków 07.11.16, 21:36
              tt-tka napisała:

              > No nie bylo. A ludzie pili mleko nieprzegotowane, niekiedy, o zgrozo, prosto od
              > krowy. Nie chorowali nagminnie i nie umierali nagminnie z racji mlekopijstwa.

              Z moich doświadczeń - prosto od krowy, owszem, uchodziło za cymes i samozdrowie. Ale nieprzegotowane z butli - nie. I chyba raczej nie ze względu na choroby odzwierzęce typowe, a raczej dlatego, że nikt (?) nie wierzył, że te butle (a i cysterny mleczne pewnie też) są porządnie myte i jakoś sensownie obsługiwane. Ot, pewnie płukali je pod dużym ciśnieniem i tyle. A tu mleko się wcześniej skisło, kot łapę do butli wsadził, jakiś "żartowniś" napluł albo gorzej do butli sąsiada... Więc tak mi zostało w głowie, że raczej z tego względu lepiej było to mleko przegotować.
              • kooreczka Re: mleko u Borejków 10.11.16, 16:01
                Niemycie zaczynało się na poziomie baniek z mlekiem dostarczanych do mleczarni. Przepłukało się albo i nie, więc tam pewnie krążyły cząstki pramleka, długo po tym jak krasula z której je udojono wyzionęła ducha. Co innego z rzeczywiście mytych i suszonych wiaderek.

                Miałam w rodzinie taką historię- tłuste mleko oddawano do mleczarni, mleczarnia po zrobieniu śmietany oddawała odtłuszczone, używane do karmienia świń. Kiedy zjechali miastowi krewni jeden z dorosłych miał genialny pomysł na podanie dzieciom tej odtłuszczonej wody, bo to w końcu wiejskie mleko... uprowadzony z gminnego ośrodka zdrowia lekarz stwierdził, że to co zastał było gorsze od przedwojennej epidemii cholery w Chinach.
              • tt-tka Re: mleko u Borejków 10.11.16, 16:26
                zla.m napisała:
                >
                > Z moich doświadczeń - prosto od krowy, owszem, uchodziło za cymes i samozdrowie
                > . Ale nieprzegotowane z butli - nie. I chyba raczej nie ze względu na choroby o
                > dzwierzęce typowe, a raczej dlatego, że nikt (?) nie wierzył, że te butle (a i
                > cysterny mleczne pewnie też) są porządnie myte i jakoś sensownie obsługiwane.
                > Ot, pewnie płukali je pod dużym ciśnieniem i tyle. A tu mleko się wcześniej ski
                > sło, kot łapę do butli wsadził, jakiś "żartowniś" napluł albo gorzej do butli s
                > ąsiada... Więc tak mi zostało w głowie, że raczej z tego względu lepiej było to
                > mleko przegotować.
                >

                Swiety Jacku z pierogami...nie chcesz wiedziec, co sie dzieje na tasmie przy pakowaniu np. majonezu czy keczupu w szczelne i scisle zamkniete tuby. Wierz mi, nie chcesz.
                Co sie dzieje wczesniej, w procesie produkcyjnym, to i ja nie wiem. I niech tak zostanie, zreszta na wszelki wypadek nie uzywam.
                A mleko z butelki pilam nieprzegotowane. Rodzina i znajomi tez. Dziekuje, wszyscy zdrowi :)
          • bupu Re: mleko u Borejków 17.10.16, 00:49
            yoma napisała:

            > Higienicznych przede wszystkim, stąd zresztą te wszystkie legendy o sraczce. Ni
            > e wiem, jak to się stało, ale odkąd nasze krowy są w Unii, jakoś nie widuje się
            > krów zarośniętych gnojem po kłąb, o wymionach nie mówiąc. A technologii UHT ni
            > e było.
            >

            Za to była pasteryzacja, oraz standardy mikrobiologiczne, co do tego co może w mleku pływać. A tzw. pancerne (gnojem) krowy dalej są, tyle, że trudniej je zobaczyć, bo te z większych gospodarstw nastawionych na produkcję mleka, z reguły nie wychodzą na pastwisko. Niemniej jednak spożywanie surowego mleka nie groziło śmiercią lub kalectwem, zaręczam.
            • iskrzy_54 Re: mleko u Borejków 17.10.16, 21:16
              Za to była pasteryzacja, oraz standardy mikrobiologiczne, co do tego co może w mleku pływać. A tzw. pancerne (gnojem) krowy dalej są, tyle, że trudniej je zobaczyć, bo te z większych gospodarstw nastawionych na produkcję mleka, z reguły nie wychodzą na pastwisko. Niemniej jednak spożywanie surowego mleka nie groziło śmiercią lub kalectwem, zaręczam...

              W czasach studenckich (przełom 70tych i 80-tych) piłam surowe mleko do herbaty, nastawiałam na zsiadłe i kefir (do jogurtu była potrzebna wyższa temperatura), czasem zdarzało i się pociągnąć wprost z butelki lub torebki (kiedy organizm domagał się wczesnym rankiem czegoś zimnego i bezprocentowego) i żyję, podobnie jak całe mnóstwo ludzi z mojego pokolenia. Przyjaciele prowadzący gospodarstwo opowiadali straszliwe historie o proszku ixi, tylko nie pamiętam, czy był on w mleku ponieważ rolnikom nie chciało się porządnie wypłukać baniek, czy specjalnie dodawali, aby się nie zsiadło.
              • bupu Re: mleko u Borejków 17.10.16, 22:56
                iskrzy_54 napisała:


                > W czasach studenckich (przełom 70tych i 80-tych) piłam surowe mleko do herbaty,
                > nastawiałam na zsiadłe i kefir (do jogurtu była potrzebna wyższa temperatura),
                > czasem zdarzało i się pociągnąć wprost z butelki lub torebki (kiedy organizm
                > domagał się wczesnym rankiem czegoś zimnego i bezprocentowego) i żyję, podobni
                > e jak całe mnóstwo ludzi z mojego pokolenia. Przyjaciele prowadzący gospodarstw
                > o opowiadali straszliwe historie o proszku ixi, tylko nie pamiętam, czy był on
                > w mleku ponieważ rolnikom nie chciało się porządnie wypłukać baniek, czy specja
                > lnie dodawali, aby się nie zsiadło.

                Opowieści o proszku IXI znam. Gospodarze dodawali, żeby się nie zsiadało ponoć.
                • czekolada72 Re: mleko u Borejków 18.10.16, 06:44
                  A po latach okazalo sie, ze w proszku, juz nie IXI, swietnie pierze sie miesko w marketach.... A jak sie nie da juz wyprac - obsypuje sie przyprawami i wystawia jako "porcje na grilla" :/
            • slotna Re: mleko u Borejków 12.11.16, 19:12
              Calkiem swieza sprawa:

              "The death of a three year-old boy from organ failure was most likely linked to him drinking raw, unpasteurised bath milk, a Victorian coroner has found."

              www.theguardian.com/australia-news/2016/nov/11/childs-death-most-likely-linked-to-consumption-of-unpasteurised-milk-says-coroner
              • bupu Re: mleko u Borejków 13.11.16, 14:23
                slotna napisała:

                > Calkiem swieza sprawa:
                >
                > "The death of a three year-old boy from organ failure was most likely linked to
                > him drinking raw, unpasteurised bath milk, a Victorian coroner has found."
                >
                > www.theguardian.com/australia-news/2016/nov/11/childs-death-most-likely-linked-to-consumption-of-unpasteurised-milk-says-coroner
                >

                To, że mleko nie było przeznaczone do konsumpcji, tylko do kąpieli, to taki detal niegodzien wspomnienia, co? Nie mówiąc o tym, że butelkowane mleko, sprzedawane w PRL, było pasteryzowane. Trzecią kwestią jest to, że w żadnym mleku przeznaczonym do spożycia przez ludzi, pozyskiwanym zgodnie z zasadami higieny, nie ma prawa pływać E. Coli, którą zakaził się ów trzylatek. Takie normy mikrobiologiczne istniały już w PRL. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z mlekiem, które nie jest przeznaczone do spożycia, więc nie obowiązują go takie normy mikrobiologiczne jak mleka konsumpcyjnego.

                Powtarzam: owszem, w mleku niepasteryzowanym mogą pływać bakterie. U osób ze słabszą odpornością mogą one wywoływać choroby, ale to bynajmniej nie znaczy, że picie surowego mleka grozi śmiercią lub kalectwem absolutnie każdemu konsumentowi. Jakaś moda na demonizowanie mleka się przypałętała. Ponadto, powtórzę po raz enty, mleko butelkowane w PRL było pasteryzowane, więc to nie wyjaśnia, czemu Borejki je tak namiętnie gotowały.
                • guineapigs Re: mleko u Borejków 13.11.16, 16:39
                  Może gotowali dla smaku - bo nie lubili zimnego, a poza tym w ciepłym mleku można łatwo rozpuścić miód, są ludzie, którzy namiętnie piją mleko z miodem.
                  A co do butelkowanego mleka w PRL - jestem pewna, że ludzie je pili prosto z butelek, np. 'na kaca'. Odnoszę wrażenie, że był to dość popularny motyw w filmach 'z epoki'. Zresztą skoro w przedszkolu i podstawówce piło się wodę z kranu, szlauchu, hydrantu - i się przeżyło, to na pewno mleko z butelki by nie zabiło. Z tym, że przypomniałam sobie różne doniesienia, jak to w mleku/piwie itp ludzie znajdowali różne rzeczy, nawet zdechłe gryzonie, więc może to powszechne gotowanie to z powodu tzw. obrzydliwości? No ale z drugiej strony mało ludzi robiło z piwa tzw. grzańce, teraz to bardziej popularne, kiedyś to chyba tylko w lepszych lub regionalnych restauracjach podawano lub na lepszych 'party' domowych.
                  • mika_p Re: mleko u Borejków 13.11.16, 16:53
                    I wodę ze studni :) ze studni wolno mi było pić wode, z kranu w domu - nie :)
                  • ewa9717 Re: mleko u Borejków 13.11.16, 17:43
                    guineapigs napisała:

                    No ale z drugiej strony mało ludzi robiło
                    > z piwa tzw. grzańce, teraz to bardziej popularne, kiedyś to chyba tylko w leps
                    > zych lub regionalnych restauracjach podawano lub na lepszych 'party' domowych.
                    >
                    hehehehehe, dawniej, czyli za komuny to się dopiero robiło grzańce, bo dobre piwo było prawie nieosiągalne. No i wino marki Wino zyskiwało na smaku w wersji grzanej ;)
                    • tt-tka Re: mleko u Borejków 13.11.16, 18:11
                      ewa9717 napisała:


                      > >
                      > hehehehehe, dawniej, czyli za komuny to się dopiero robiło grzańce, bo dobre pi
                      > wo było prawie nieosiągalne. No i wino marki Wino zyskiwało na smaku w wersji g
                      > rzanej ;)


                      ech... z gozdzikami, z cynamonem, z innymi dodatkami...lza sie w oku kreci...
                      piwo, ktorego w zasadzie w ogole nie pijam, pamietam w wersji grzanej z koglem-moglem :)
                • slotna Re: mleko u Borejków 14.11.16, 09:19
                  Pijac nieprzebadane mleko prosto od krowy, nie wiesz czy plywaja w nim bakterie czy nie.
                  • bupu Re: mleko u Borejków 14.11.16, 13:26
                    slotna napisała:

                    > Pijac nieprzebadane mleko prosto od krowy, nie wiesz czy plywaja w nim bakterie
                    > czy nie.
                    >

                    Wręcz przeciwnie, mam stuprocentową pewność, że jakieś bakterie w nim pływają. Nie wiem natomiast ile i jakie. Jeśli jednak wiem, że krowa, która mleko dała jest czysta, dobrze żywiona, a przy udoju przestrzegano zasad higieny, to szanse na to, że w tym mleku pływać będą bakterie, które mi zaszkodzą, są minimalne.

                    Oczywiście ciężarnej, małemu dziecku, osobie sędziwej ani osłabionej surowego mleka bym nie dała, bo te bakterie, które na mnie wrażenia nie zrobią, im mogą zaszkodzić i to poważnie. Ale to nie znaczy, że surowe mleko jako takie to Zuo 666.
              • tt-tka Re: mleko u Borejków 13.11.16, 16:53
                slotna napisała:

                > Calkiem swieza sprawa:
                >
                > "The death of a three year-old boy from organ failure was most likely linked to
                > him drinking raw, unpasteurised bath milk, a Victorian coroner has found."
                >
                > www.theguardian.com/australia-news/2016/nov/11/childs-death-most-likely-linked-to-consumption-of-unpasteurised-milk-says-coroner
                >

                Cokolwiek stalo sie w Australii teraz, nie sprawi, ze zachoruje wstecznie z powodu picia nieprzegotowanego mleka. Tych ...dziestu, a nawet ...dziesieciu lat nie zawroce.
                • pi.asia Re: mleko u Borejków 13.11.16, 19:47
                  tt-tka napisała:


                  > Cokolwiek stalo sie w Australii teraz, nie sprawi, ze zachoruje wstecznie z pow
                  > odu picia nieprzegotowanego mleka. Tych ...dziestu, a nawet ...dziesieciu lat n
                  > ie zawroce.

                  PADŁAM :)

                  A Borejkowie zapewne gotowali mleko, bo chyba pokutował przesąd, że małe dzieci to tylko gotowane mogą pić, panie dzieju, tylko gotowane! Tak mi się w każdym razie wydaje, bo i mnie namiętnie i z uporem godnym lepszej sprawy zmuszano do picia może nie samego mleka, ale kawy z mlekiem, kakao, jedzenia zup mlecznych i twarożku wyłącznie z owarzanego mleka.
                  Wszystkie wyżej wymienione produkty wywoływały we mnie odruch omalże wymiotny, podczas gdy mleko zsiadłe bardzo mi smakowało.

                  Wielką uciechę sprawiła mi lektura "Doliny Tęczy" Lucy Maud Montgomery, gdzie dziewczynki gotują owsiankę, która im się przypala, i Flora postanawia, że swoich dzieci nie będzie karmić owsianką. Una nieśmiało zauważa, że owsianka jest niezbędna, żeby dzieci urosły. A na to Flora krnąbrnie: muszą się obyć albo całe życie będą małe!
                  Uwielbiałam Florę za te słowa :)
    • memphis90 Re: mleko u Borejków 05.11.16, 14:59
      1. do ziemniaczków dałabym kwaśne mleko
      2. mogę zjeść bułkę z ogórkiem i zapić mlekiem, bez problemu mój żołądek to znosi. Kwaśną ogórkową też zabielam, piję kefir z koperkiem i ogórkiem i nie kończy się to biegunką :)
    • malwa51 Re: mleko u Borejków 10.11.16, 11:03
      Od czapy, ale :) W Szwecji w szkolach i przedszkolach do posilkow mamy li i jedynie dwie opcje napitku: (zimne mleko) 1,5% lub woda. Dzieci w 80% do jedzenia biora sobie mleko, nawet jesli jedzenie to potrawka z mielonki z sosem chili lub ogorki konserwowe.
      Moze Borejkom tez nie szkodzi ;)
    • pavvka Re: mleko u Borejków 17.11.16, 07:12
      pi.asia napisała:

      > Jeszcze ciekawiej jest w IS - Ida pije mleko i je suchą bułkę z kiszonym ogórki
      > em. Czy mi się wydaje, czy jest to mieszanka sraczkogenna?

      W takim razie zabielona zupa ogórkowa też jest sraczkogenna?

      Zawsze mnie dziwiły te przesądy na temat tego jakich produktów nie należy łączyć, zwłaszcza że w innej formie bywają łączone powszechnie. Np. mięsa nie wolno popijać mlekiem, ale już mięso w sosie z dużym udziałem śmietany jest OK.
      • pi.asia Re: mleko u Borejków 17.11.16, 16:49
        pavvka napisał:

        > W takim razie zabielona zupa ogórkowa też jest sraczkogenna?
        Zabielona śmietaną na pewno nie. Mlekiem nie zabielałam. Może, gdybym lubiła mleko, zrobiłabym próbę i kiszonego ogórka popiłabym gotowanym mlekiem, jak Ida, ale mam litość nad własnym żołądkiem i własnymi kubkami smakowymi ;)

        > Zawsze mnie dziwiły te przesądy na temat tego jakich produktów nie należy łączy
        > ć, zwłaszcza że w innej formie bywają łączone powszechnie. Np. mięsa nie wolno
        > popijać mlekiem, ale już mięso w sosie z dużym udziałem śmietany jest OK.

        Czy to przesądy? Nie jestem pewna. W końcu śmietana to nie mleko, o czym przekonałam się boleśnie na własnej dooopie, gdy nie mając mleka zrobiłam sobie malibu ze słodką śmietanką. Było to połączenie bardzo, ale to bardzo sraczkogenne.

        • gat45 Re: mleko u Borejków 17.11.16, 18:23
          Osobiście mam żołądek strusia i nic mi nie szkodzi, ale wydaje mi się, że delikatniejsze wątpia jednak zupełnie inaczej znoszą pewne połączenia na zimno i na gorąco. Ale z tym ogórkiem to jednak podejrzana sprawa : nikt nie oskarża o nic mizerii, która też jest na zimno.
          • pi.asia Re: mleko u Borejków 17.11.16, 19:57
            gat45 napisała:

            > Osobiście mam żołądek strusia i nic mi nie szkodzi, ale wydaje mi się, że delik
            > atniejsze wątpia jednak zupełnie inaczej znoszą pewne połączenia na zimno i na
            > gorąco. Ale z tym ogórkiem to jednak podejrzana sprawa : nikt nie oskarża o nic
            > mizerii, która też jest na zimno.

            Każda surówka jest na zimno ;) I raczej żadna nie wywołuje poważniejszych dolegliwości. Niektórym po surowiźnie się odbija, innych trochę rozedmie, ale zagrożenia życia nie ma.

            Przypomniał mi się pierwszorzędny śląski kawał. Dla nieznających gwary - kucanie to kaszel.

            Przylazuje jedno baba do dochtora. I godo:
            - Panie dochtór, khe, khe, bydom tacy dobrzy, khe, khe, i dadzom mi coś, khe, yyykheee, khe, coby mi przeszło to pierońskie, yyyhhkhe, khe, khe, kucanie!
            Dochtór wejrzoł na baba, i godo:
            - Jo wom dom pierońsko dobry lek. Kupicie se funt kwaśnej kapusty, zjecie to i popijecie kwaterką zimnej wody. I jutro przydźcie do mnie, pedzieć czy wam pomogło.
            Baba uradowana podziękowała i poszła. Przylazuje następnego dnia. Dochtór wejrzoł na nią i pyta:
            - I jak tam? Kucacie jeszcze?
            - Ni! Nawet nie próbuja!!!

          • pavvka Re: mleko u Borejków 21.11.16, 01:32
            gat45 napisała:

            > z tym ogórkiem to jednak podejrzana sprawa : nikt nie oskarża o nic
            > mizerii, która też jest na zimno.

            Połączenie ogórek + produkt mleczny występuje też w cacykach i bułgarskim taratorze. Też na zimno.
        • pavvka Re: mleko u Borejków 18.11.16, 01:52
          Owszem, śmietana to mleko. Ma dokładnie te same składniki, tylko mniejszą ilość wody.
          • tt-tka Re: mleko u Borejków 18.11.16, 07:37
            Smietana ma wiecej tluszczu. Surowizny sie lepiej przyswajaja otluszczone niz zalane mlekiem.
            • pavvka Re: mleko u Borejków 18.11.16, 10:34
              tt-tka napisała:

              > Smietana ma wiecej tluszczu. Surowizny sie lepiej przyswajaja otluszczone niz z
              > alane mlekiem.

              W śmietanie jest dokładnie ten sam tłuszcz mleczny, tylko w bardziej skondensowanej postaci. Wypicie kubka mleka 2% dostarczy Ci tyle samo tego tłuszczu co dodanie 2 łyżek śmietany.
          • slotna Re: mleko u Borejków 18.11.16, 14:33
            Kwasna smietana na pewno nie jest tym samym co slodkie mleko. "Dokładnie te same składniki, tylko mniejszą ilość wody" to ma mleko zageszczone.
            • bupu Re: mleko u Borejków 18.11.16, 22:31
              slotna napisała:

              > Kwasna smietana na pewno nie jest tym samym co slodkie mleko. "Dokładnie te sam
              > e składniki, tylko mniejszą ilość wody" to ma mleko zageszczone.

              Śmietana ma te same składniki co mleko, tylko w innych proporcjach. Kwaśna śmietana zaś to te same składniki, tylko mniej wody niż w kwaśnym mleku. Sosy zresztą robi się nie tylko z użyciem kwaśnej śmietany, słodka też do tego służy.
              • slotna Re: mleko u Borejków 19.11.16, 14:37
                Na tej zasadzie to i maslo jest mlekiem.
                • bupu Re: mleko u Borejków 19.11.16, 16:28
                  slotna napisała:

                  > Na tej zasadzie to i maslo jest mlekiem.
                  >

                  Raczej nie, masło nie zawiera wszystkich składników mleka. A śmietana owszem.
                  • slotna Re: mleko u Borejków 22.11.16, 17:38
                    Zawiera wodę i niewielkie ilości białka i laktozy. Proporcje są inne, owszem :P
            • mika_p Re: mleko u Borejków 18.11.16, 22:38
              Ale zanim śmietana stanie się kwasna, to jest słodka :)
              Podstawowy sposób na śmietanę to trzymanie mleka w chłodzie, tłuszcz wypływa na wierzch, i śmietanę zbiera się z wierzchu, ale taka smietana ma ledwie kilka procent tluszczu, chyba koło 8-9 (mleko krowie ma, zdaje się, cóś kiele 4-5).
              Moja babcia miala wirówke do mleka :)
              A potem taką śmietanę mozna ubić, tluszcz się zbryla i powstaje maslo i serwatka.
              Składniki wciąż te same, tylko w innych proporcjach.

              Kwaśna śmietana to efekt dzialania bakterii.
              • bupu Re: mleko u Borejków 19.11.16, 01:00
                mika_p napisała:

                > Ale zanim śmietana stanie się kwasna, to jest słodka :)
                > Podstawowy sposób na śmietanę to trzymanie mleka w chłodzie, tłuszcz wypływa na
                > wierzch, i śmietanę zbiera się z wierzchu, ale taka smietana ma ledwie kilka p
                > rocent tluszczu, chyba koło 8-9 (mleko krowie ma, zdaje się, cóś kiele 4-5).
                > Moja babcia miala wirówke do mleka :)

                Zawartość tłuszczu w mleku, oprócz tego, że od gatunku zwierzęcia, zależy także od organizmu producentki i oczywiście jakości spożywanej przez nią paszy. Również w pewnym stopniu od rasy, te bowiem rasy, które są wyspecjalizowane w użytkowaniu mlecznym, dają mleko o wysokiej zawartości suchej masy, czyli białka, laktozy i tłuszczu. W erze przedlodówkowej nikt nie przechowywał mleka w postaci płynnej, tylko przerabiał na masło i sery, w związku z tym w cenie było mleko z którego nabiału można było zrobić dużo i dobrego. Tak więc czempionki mleczarstwa, jak krowy rasy Jersey, potrafią dawać mleko nawet o dziewięcioprocentowej zawartości tłuszczu. Śmietana zbierana ręcznie, fachowo zwana podstojową (bo mleko musi swoje odstać, żeby się śmietana oddzieliła) ma przeciętnie jakieś 25 do 35 procent tłuszczu. Czyli znaczy się nic jej nie brakuje.

                > A potem taką śmietanę mozna ubić, tluszcz się zbryla i powstaje maslo i serwatk
                > a.

                Tak w kwestii formalnej, lepsze masło jest z kwaśnej śmietany. A to co zostaje po oddzieleniu masła to maślanka, serwatka to jest ta ciecz, którą otrzymujemy po wyjęciu z kwaśnego mleka części gęstej. Względnie po wyjęciu ze słodkiego mleka tego, co ścięła podpuszczka.

                Pardonsik za ten wykład agrotechniczny w ogóle :D
                • tt-tka Re: mleko u Borejków 19.11.16, 01:20
                  bupu napisała:

                  > Pardonsik za ten wykład agrotechniczny w ogóle :D
                  >
                  >

                  Dlaczego pardonsik ? uczyc sie, uczyc sie i jeszcze raz uczyc sie, jak mawial (no kto ?)

                  Co by nie bylo z ta zawartoscia, ogorkow mlekiem polewac nie bede.
                  Smietany za to nie pijam.
                  • gat45 Re: mleko u Borejków 19.11.16, 07:01
                    Lubię krowy.
                    Lubię mleko.
                    Lubię śmietanę.
                    Lubię kwaśne mleko.
                    Lubię serwatkę.
                    Lubię kwaśną śmietanę
                    Lubię maślankę.
                    Nie lubię masła.

                    Dzięki Bupu mogłam to tak fachowo ująć. .
                    • ewa9717 Re: mleko u Borejków 19.11.16, 14:52
                      O, to jestem Gat + (duży plus), bo i masełko mniam, mniam ;)
                    • guineapigs Re: mleko u Borejków 19.11.16, 19:10
                      No bo masło trudno lubić jako takie, lubi się/nie lubi konkretne rodzaje masła. Ja pamiętam z dzieciństwa takie masło, które się nie smarowało bo bylo twarde, trezba je było wyjąć z lodówki ok. 20 minut przed planowanym rozsmarowaniem. Nie wiem, dlaczego tak było, może zawierało wodę? Dziś masło sie rozsmarowuje bez problemu i przez wielu jest uznawane z tego powodu za 'gorsze'. Możecie mnie zabić ale nie odpowiem na pytanie: dlaczego?.
                      Ja masło stosuję z podstawowego powodu: bo wędlina nie spada /tarcie/. Jak mam do posmarowania pasztet czy serek topiony to nie muszę uzywać masła /szczególnie na fajnym, razowym chlebku/. Ale jest takie masło, które stosuję jako smarowidło jako takie - nazwy nie pamiętam. Zawiera różne zioła i sól /niestety dla mnie, bo ja nadciśnieniowiec/, ale samo w sobie jest fajnym smarowidłem.
                      Często mieszam masło sama - z czosnkiem głównie, oliwą, ziołami 'jak podleci i co tam mam' i nie traktuję jako 'dodatku do współczynnika tarcia' ale jako normalny dodatek do dobrego chlebka.
                      Nawet teraz mam przed sobą fajny chlebek razowy posmarowany masłem, do którego dodałam czosnek, jakieś zioła (nawet nie pamiętam, jakie), a na tym plasterki pomidora i ogórka 'z beczki'. Pychotka, cium cium, mniam mniam.
                      • gat45 Re: mleko u Borejków 20.11.16, 08:21
                        Tu chyba nie o tarcie chodzi, lecz o przylepność :). Masło ma bardzo mały współczynnik tarcia, ba, nawet wprost przeciwnie - o czym świadczą choćby niektóre obrazy kinematograficzne, niegdyś uznawane za wybitne (myślę o scenie lubryfikacji z "Tanga").
                        Dla osiągnięcia efektu nie-zsuwania się plasterka X z kanapki wystarczy dowolne smarowidło, nie musi być masło. Np ja używam masła light, bo się da rozsmarować prosto po wyjściu z lodówki. Krzyczą na mnie, bo powinnam utyć. Ale ja po prostu uważam, że masło jako takie wcale nie ma smaku i nieodmiennie dziwią mnie rozmowy amatorów o jakości takiego czy innego masła - a to, że ma lekki posmaczek orzecha laskowego, a to, jakiś inny.... Ja tam nic nie czuję. Feler w konstrukcji kubków smakowych i/lub tych tam czujników węchu ? Chyba nie, bo węch mam wyjątkowo czuły jak na nasz gatunek.
                        No to już sama nie wiem.
                        • iskrzy_54 Re: mleko u Borejków 20.11.16, 10:07
                          W dzieciństwie babcia serwowała chleb z masłem (i innymi dodatkami), a właściwie było to masło z chlebem; masełko skutecznie zabijało wszelkie inne smaki, w latach szkolnych zjadałam wierzch kanapki (o ile nie była z dżemem lub miodem) a chlebek z masełkiem oddawałam chętnym; masło (nie jako dodatek do pyr z gzikem, lub jajecznicy) zaczęłam ponownie jeść roztopione na grzankach. Obecnie nadal konsumpcja masła w moim domu jest niska (kupuję dla Młodej), ale czasami zjem sobie kanapeczkę z masłem i pomidorkiem lub ogórkiem (li i jedynie), ale też nie rozróżniam smaku i dzielę masło na smarowalne i nie smarowalne (podobnie jak Gat wolę to drugie), no i faktycznie wolę curry na klarowanym masełku niż na oleju, ale może to taka autosugestii?
                          • czekolada72 Re: mleko u Borejków 14.12.16, 11:40
                            U nas spozywa sie obecnie albo masło "od baby" albo MR72 :)
                            Z dzieciństwa to pamietam masło najpaskudniejsze na świecie (dla mnie) czyli słone.
                            A gdy moje Dzieciatko było małe - zaczelam nabywac wlasnie masło, ze tak ujmę, prosto od krowy. I smak tego masła i tego co oferuja sklepy - to niebo i ziemia...
                  • pavvka Re: mleko u Borejków 20.11.16, 11:43
                    tt-tka napisała:

                    > Co by nie bylo z ta zawartoscia, ogorkow mlekiem polewac nie bede.
                    > Smietany za to nie pijam.

                    Ależ nikt tu nikogo nie zamierza zmuszać do spożywania czekogolwiek. Chodzi o uznanie że preferencje łączenia smaków są tylko preferencjami, a nie prawdami absolutnymi. I postaciom książkowym (rzeczywistym też) może smakować co innego niż forumowiczkom.

                    NB w bardzo dawnych czasach u nas w domu czasami niektóre potrawy obiadowe popijało się śmietaną.
                    • tt-tka Re: mleko u Borejków 20.11.16, 12:10
                      pavvka napisał:

                      > tt-tka napisała:
                      >
                      > > Co by nie bylo z ta zawartoscia, ogorkow mlekiem polewac nie bede.
                      > > Smietany za to nie pijam.
                      >
                      > Ależ nikt tu nikogo nie zamierza zmuszać do spożywania czekogolwiek. Chodzi o u
                      > znanie że preferencje łączenia smaków są tylko preferencjami, a nie prawdami ab
                      > solutnymi.

                      Alez to oczywiste :)
                      Moja uwaga odnosila sie do pozniejszego stwierdzenia, ze mleko i smietana, jesli chodzi o zawartosc (cukru w cukrze ?) to wlasciwie to samo. No wiec moze i to samo, sprzeczac sie nie bede, ale zastosowanie ma inne, przynajmniej przy moim talerzu. I kubku.
                      • pavvka Re: mleko u Borejków 20.11.16, 19:31
                        tt-tka napisała:

                        > Chodzi o uznanie że preferencje łączenia smaków są tylko preferencjami, a nie prawd
                        > ami ab
                        > > solutnymi.
                        >
                        > Alez to oczywiste :)

                        Mam wrażenie, że nie dla każdego oczywiste. Post otwierający wątek odbieram jako protest 'jak można było opisać coś takiego w książce, przecież tak się nie je'. Ale może się mylę.

                        Jeszcze a propos popijania. W USA całkiem normalne jest popijanie dowolnego obiadowego posiłku zimnym mlekiem. W Turcji z kolei do kebabów pija się ajran, czyli napój jogurtowy. Turcy bardzo by się zdziwili gdyby im powiedzieć że to połączenie powoduje dolegliwości żołądkowe.
                        • tt-tka Re: mleko u Borejków 20.11.16, 19:53
                          przypomnial mi sie kawalek z "07, zglos sie", w ktorym panowie poszukiwali pani, niegdys portowej dziewczyny czy spiewczki w tawernie, w kazdym razie dawnej nocnej cmy z wybrzeza. I barman z lokalu, ktory wszystkie te panny znal jak wlasne piec palcow, melduje "startowal do niej jakis Szwed, czy nawet wyszla za niego, ale dlugo to nie potrwalo. Panie, kto by wytrzymal z facetem, ktory codziennie na sniadanie pije mleko ?!".
                        • bupu Re: mleko u Borejków 20.11.16, 21:24
                          pavvka napisał:


                          > Jeszcze a propos popijania. W USA całkiem normalne jest popijanie dowolnego obi
                          > adowego posiłku zimnym mlekiem. W Turcji z kolei do kebabów pija się ajran, czy
                          > li napój jogurtowy. Turcy bardzo by się zdziwili gdyby im powiedzieć że to połą
                          > czenie powoduje dolegliwości żołądkowe.

                          Ajran trąbi gdzieś z jedna trzecia Azji, również do mięs i bardzo sobie chwali. A ja osobiście uwielbiam, nie ma lepszego napoju na upały niż ajran i to taki na sposób turecki z sokiem z ogórków.
                          • pavvka Re: mleko u Borejków 21.11.16, 01:02
                            bupu napisała:

                            > Ajran trąbi gdzieś z jedna trzecia Azji, również do mięs i bardzo sobie chwali.
                            > A ja osobiście uwielbiam, nie ma lepszego napoju na upały niż ajran i to taki
                            > na sposób turecki z sokiem z ogórków.

                            Dobre, kwaśne mleko, ogórki i mięso w jednym posiłku. Niektóre forumowiczki pewnie dostaną biegunki od samego czytania :P
                            • pi.asia Re: mleko u Borejków 22.11.16, 14:02
                              pavvka napisał:


                              > > na sposób turecki z sokiem z ogórków.
                              >
                              > Dobre, kwaśne mleko, ogórki i mięso w jednym posiłku. Niektóre forumowiczki pew
                              > nie dostaną biegunki od samego czytania :P

                              Domyślam się, że do mnie pijesz. Otóż nie, nie dostanę biegunki od samego czytania. ŚWIEŻY ogórek + mięso + kwaśne mleko to połączenie bardzo smakowite. Świeży ogórek cudownie komponuje się z wszystkimi mlecznymi produktami. W odróżnieniu od kiszonego, który nie ze wszystkim się komponuje dobrze.

                              >Post otwierający wątek odbieram jako protest 'jak można było opisać coś takiego w książce, >przecież tak się nie je'. Ale może się mylę.

                              Owszem, mylisz się. Nie był to protest "jak można było opisać coś takiego" tylko zdziwienie, że do smażonych ziemniaczków z cebulką ktoś pije gotowane mleko. Przecież lepsze jest zsiadłe!
                              I czy połączenie kiszonego ogórka z gotowanym mlekiem nie wywoła sraczki.

                              No i dowiedziałam się, że u niektórych tak, u innych nie. Zależy do czego kto przywykł.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka