Dodaj do ulubionych

Współfinansowanie

13.06.14, 01:15
Kochani forumowicze.
Po odczytaniu tej, niezwykle pasjonującej, wielowątkowej i bardzo często fachowej literatury, jaką są Wasze posty, zdumiały mnie krzyki i podnoszenie larum o współfinansowanie, w procesie wydania własnej książki. Jest to forma, coraz częściej stosowana na rynkach zachodnich. Najczęściej, podejmują to wyzwanie ludzie, którzy:
1. Wierzą w swoją moc twórczą.
2. Nie lubią siedzieć z założonymi rękami i wierzą, że sobie poradzą.
3. Chcą poznawać nowe obszary działania.
4. Sami kontrolują poszczególne etapy, wpływając na wybory wielu aspektów dotyczących procesu wydawniczego.
5. Nie lubią klęczeć, jęczęć, prosić się.
6. Świadomi są przekrętów, naciągań oraz ograniczeń, wynikających z umów, lub ludzkiej nieuczciwości.
7. Nie chcą prosić się o należne honoraria.
Nie dziwcie się ludziom, którzy takie wyzwanie podejmują, ponieważ jest to i tak tysiąc razy lepsze, niż założenie działalności gospodarczej, do której należy dodatkowo posiadać wiedzę z zakresu księgowości(choćby podstaw) i jeszcze być dobrze zorganizowanym w pracy własnej.
Dzisiaj, w dobie firm- wydawnictw, można zlecić projekty, korekty, drukowanie, kupić recenzję, a nawet sprzedaż owej książki.
Biorąc pod uwagę powyższe, sami widzicie, że jest z tym trochę zachodu i jest to dla odważnych i pojętnych. Dlatego, jeśli ktokolwiek chce sobie współfinansować, to nie przeszkadzajcie im i nie piętnujcie postami typu „Obraza majestatu”.
Finansowy udział, nie jest niczym złym, a wręcz należy się do tego przyzwyczajać i przekonywać, ponieważ są ludzie, którzy mając przed nosem Internet, nie potrafią /lub nie chcą/ wyszukać kooperantów oraz porozsyłać oferty- zapytania. Trochę roboty z tym jest, niestety.
Jeśli inni chcą to robić i zrobią to fachowo, to – czemu nie? Żyjemy w czasach, gdzie sami możemy o tym zdecydować. Najwyższy czas, żeby wziąć kamień w rękę, napisać na nim słowo – „Roszczenie”
i odrzucić dalekooooo! Tak, zrobiła bardzo poczytna autorka, z tym że założyła własną DG i ma pełną kontrolę, z nikim nie musi się cackać.
Trudne jest prowadzenie działalności gospodarczej i tworzenie dzieł. Jedno z tego ucierpi, dlatego uważam, że alternatywa współfinansowania jest dobra.

Obserwuj wątek
    • pisam Re: Współfinansowanie 13.06.14, 08:52
      Dla mnie mylisz pojęcia. Współfinansowanie jest wydanie swojej książki za swoje pieniądze płacone dla firmy drukarsko-wydawniczej, która w 90% nie jest niczym więcej zainteresowana jak skasowaniem pieniędzy od naiwniaka. (patrz ostatnie posty o wydawcy NR) Zresztą w dość znikomym nakładzie, który nie gwarantuję zwrotu poniesionych kosztów.
      Zasady które wymieniłeś powyżej to działalność autorów, którzy korzystając z współczesnych możliwości sami wydają swoje książki. A to jest znacząca różnica.
      Współfinansowanie to sposób na wyciąganie pieniędzy - więc jest nieetyczne i złe.
      Samowydawanie - jest zgodne z wymienionymi zasadami i w takim wypadku jest dobre, ale pod warunkiem, że proponujesz odpowiedniej klasy towar, który naprawdę jest dopracowany i oszlifowany.
      • bobarbara Re: Współfinansowanie 13.06.14, 13:27
        Nie. Nie mylę pojęć, zwłaszcza, że wiem co to znaczy prowadzić działalność gospodarczą.
        To są spore nakłady pracy własnej i dobrej organizacji.
        Wiem też, że są ludzie, którym obce są owe zagadnienia. Założenie DG, to dużo papierologii, wymagającej usystematyzowania i szufladkowania.
        Tak, te firmy wydawnicze biorą pieniądze, bo nie zrobią tego za darmo.
        Dla porównania powiem tak:
        Po co mam płacić taksówkarzowi za kurs? Zawinę kiecę i sobie przelecę te 10 kilometrów.
        Po co mam płacić jakiemuś cwaniaczkowi?
        • pisam Re: Współfinansowanie 13.06.14, 13:31
          Wyjdzie ci na zdrowie... A w ogóle to zastanawiam się, czy ty z tym wpisem to tak na poważnie, czy na zasadzie reklamy, bo coraz częściej zaglądają tu tacy i mieszają w głowach. We współfinansowaniu nie ma nic dobrego, bo płacisz za coś co w żaden sposób ci się nie zwróci, a w pisaniu nie o to chodzi. A jak ktoś chce pisać, bo lubi i musi, to zawsze może pisać do gazetki. Też im nikt a zapłaci, nazwiska nie wyrobi, ale chociaż nie straci pieniędzy.
          • bobarbara Re: Współfinansowanie 13.06.14, 22:01
            To porównanie jest adekwatne do sytuacji.
            Natomiast, odnośnie współfin. to jest to moje zdanie, ponieważ ludzie potrzebują różnych rozwiązań.
            Nie każdy wpis, który jest za, jest reklamą. Nie podaję linków, ani nazw.


          • bobarbara Re: Współfinansowanie 13.06.14, 23:18
            Do - „pisam”.
            Nawiązując do Twojego wpisu, powiem tak:
            tyle naczytałam się o bezczelności, przekrętach wydawnictw i ich niewypłacalności, że ręce opadają.
            Jeśli książka zostaje wydana przez wydawnictwo bez współfinansowania, a następnie autor nie może doprosić się o honorarium, to też nie zarabia, a nazwisko może najwyżej w sądzie sobie wyrobić, czytając wokandę na drzwiach.
            Nie znaczy to też, że pieję peany na temat współfinansowania, tylko twierdzę, że taka forma pomocy też jest dobra. Jednak tutaj, na tym forum dowiaduję się, że tam też różnie bywa.
            W moim mniemaniu, pomiędzy pisarzem a wydawnictwem (współfinansującym, czy innym) - brakuje jednego ogniwa. Gdyby to ogniwo zaistniało na naszym krajowym rynku, to wówczas nie wydawnictwa, ale autor nabrałby większej pewności co do swojego dzieła i to On dyktowałby warunki.
            Mam nadzieję, że mój obecny wpis jest dowodem na to, że nie robię tu reklamy ino poruszam temat, na który mam jakiś pogląd. Mam również nadzieję, że „berta_wilk_0” udzieli Ci zgody na odpowiedź.
        • autorka.ksiazek Re: Współfinansowanie 13.06.14, 15:09
          Jasne... Kogo chcesz nabrać, dziecino?!
          Współfinansowanie to - dla mnie - bezczelne nabieranie naiwnych autorów, którzy za wszelka cenę chcą zaistnieć na rynku. To taki rodzaj parabiznesu, na którym autor wychodzi jak "Zabłocki na mydle".
          Zwykle twory te - bo wydawnictwami nie można ich nazwać - działają na zasadzie: "sam se" czyli "sam se" napisz, sam zapłać, sam wydaj, sam sprzedaj i... spadaj!

        • nomina Re: Współfinansowanie 13.06.14, 22:16
          @bobarbara

          Owszem, mylisz. I mówię Ci to jako osoba, która "ma pomysł na siebie i nie chciała czekać z założonymi rękami".

          Dlaczego mylisz? Ponieważ to, co oferują "wspófinansodawcy", nie ma nic wspólnego ze współfinansowaniem.

          W uczciwym układzie masz takie opcje:

          1. Scedujesz wydanie na wydawcę. I nie masz za wielkiego wpływu na politykę edycji, sprzedaży, promocji.
          2. Wydajesz sama, pod własnym szyldem i z własnym ISBN. Masz outsourcing w zakresie wielu czynności, od redakcji po marketing. Całkowicie kontrolujesz książkę.
          3. Wydajesz ze współfinansowaniem, które obejmuje:
          a) wsparcie finansowe, rzadziej rzeczowe/usługowe (sponsoring, patronat, darowizna podwykonawców w postaci nieodpłatnej usługi lub usługi za procent od sprzedaży). Ty pozostajesz wydawcą.
          b) wspólne wydanie z innym podmiotem. Każde z Was wnosi swój udział finansowy lub rzeczowy, wydajecie pod dwoma szyldami. Albo pod jednym (np. wydawcy), ale macie sprawiedliwe prawa i obowiązki. A sprawiedliwe w prawie oznacza mniej więcej - symetryczne.

          Już rozumiesz? Firmy oferujące usługę wydawniczą, kasują nie tylko za całość produkcji naiwną osobę (czyli nie wkładają symetrycznie swojego udziału finansowego lub rzeczowego), a do tego doliczają jeszcze swoją marżę, czytaj zysk, a do tego jeszcze zabierają ok. 20% przychodu ze sprzedaży. Czyli nie inwestują nic, a zarabiają podwójnie. I to jest nieuczciwe.

          Uczciwie byłoby tak: koszty całkowite produkcji (PRODUKCJI! nie wszystkie koszty ZUS-ów i czynszu za lokal siedziby współfinansodawcy) wynoszą x zł. Obie strony płacą po połowie, zysk dzielą po połowie.

          Tak że zmień swoją ofertę współfinansowania...
          • bobarbara Re: Współfinansowanie 13.06.14, 23:31
            Serdecznie dziękuję, za przyzwoite wyjaśnienie zagadnienia o współfinansowaniu.
            Tutaj każdy twierdzi, że” to je be”, ale nikt nie chce tego dokładnie objaśnić.
            Czyli rozumiem, że współfinansowanie do końca nie jest złe, tylko jak zwykle ludzie są zachłanni.
            Nadmieniam, że ja tutaj nie lobbuję, bo nie działam w tej sferze, natomiast dobrze jest posiadać rzetelne informacje.
            • eviva66 Re: Współfinansowanie 14.06.14, 08:16
              Współfinansowanie nie jest złą alternatywą, jeśli weźmie się pod uwagę drogę krzyżową przeciętnego debiutanta bez "pleców" - drogę, na końcu której w 9 przypadków dowiaduje si, ze zmarnował czas i siły. Trzeba tylko mądrze wybrac wydawnictwo, nie opierając się ani na jego stronie startowej, ani na dostępnych w necie opiniach, a na prywatnym kontakcie z autorami. Łatwo można ich znaleźć na FB. Zagadnąć, wypytać na priv i już wiadomo, na czym człowiek stoi.
                • pisam Re: Współfinansowanie 14.06.14, 10:19
                  Abyś na "współfinansowaniu" wyszła na zero - czyli zwróciłyby ci się włożone w to pieniądze musiał ~ sprzedać książkę w granicach 1200 egz, a firma wydawnicza drukuje na dzień dobry 300 egz, więc gdzie tu sens - jeśli tylko ona już w chwili podpisania umowa ma swój zysk.
                  Dajcie sobie spokój ze współfinansowaniem, bo przy takiej ilości wasza książka mignie na półkach i nikt poza wami jej nie zauważy. Nie ma żadnych szans aby ktoś ją zauważył ( na 99,99%), napisałem recenzję poza blogerami 3 kat. którzy otrzymają ją od wydawcy. Nikt w ten sposób nie wyrobi sobie nazwiska, nie tędy droga.
                  • marek.zak1 Re: Współfinansowanie 14.06.14, 15:32
                    Zgodziłby sie z Tobą w przypadku, gdyby ocena propozycji w wydawnictwach była obiektywna i miarodajna. Tutaj przypomnę może, jak to znanym krytykom dano do oceny wykonanie utworu muzycznego przez troje skrzypków. Otóż najlepsze oceny otrzymał skrzypek znany, gorsze - uważny za przeciętnego, a najslabsze - absolwent średniej szkoły muzycznej. Później jednakze okazało sie, że sa to 3 różne nagrania pewnego znanego polskiego skrzypka. Potem krytycy sie usprawiedliwiali, ale watpliwości co do wartości oceny pozostały.
                    Znane Ci są także przypadki premier znanych oper, z których to większość kończyła się fiaskiem. Zacznijmy od Don Giovanniego w Wiedniu,.
                    Jako, ze jestem związany od dzieciństwa z tenisem wiem, ze w tym sporcie lepszy zawodnik wygrywa, nawet jak oszuka się go o jedna czy dwie piłki. Nie ma takiej mozliwości, żeby się nie przebił i to szybko. A juz w takiej pilce nożnej, co widzielismy na przykładzie meczu Chorwacja-Brazylia, sędzia amoze zupełnie wypaczyć wynik.
                    W sztuce, sam wiesz, ile zależy od samego nazwiska, które to ma wielki wpływ na percepcję i ocenę dzieła. Może być tak, że debiutancki utwór zostanie dostrzeżony, a może nie. Przecież nawet wybitne dzieła nie podobaja sie wszystkim, a tu może trafić ono na taka własnie osobę. Współfinansowanie pomoże debiutantowi na opublikowanie swojej pierwszej książki. Da mu tę szansę. Jeśli książka będzie słaba - zostanie to napisane. W takim przypadku będzie wiedział, że brak jej/mu talentu czy umiejętności. Jest to jednakże szansa, ten los, ktory Pan Bóg każe kupić biednemu Żydowi, narzekającemu na brak szczęścia.
                    • pisam Re: Współfinansowanie 14.06.14, 16:26
                      Marek - nie oszukujmy się, żaden autor z firmy wydawniczo-drukarskiej (czyli wydającej ze współfinansowaniem) nie ma szans aby został zauważony, a już na 99,99999999999999999% żadne poważne media - poza regionalnymi, po znajomości - nie zauważą takiego debiutu. Możesz wydać 10 książek w taki sposób i nikt poza znajomymi oraz rodziną nie będzie o tym wiedziało. Nie oszukujmy debiutantów, że takie wydanie pozwoli wypromować nazwisko, bo to jest zwykłe oszustwo które właśnie stosują takie firmy. To już lepiej wydać e booka w znanej i poważnej firmy typu RW 2010, które dba o redakcję i korektę, niż wydawać z takim np. NR który w ogóle nie dba o te sprawy.
                      • marek.zak1 Re: Współfinansowanie 14.06.14, 17:04
                        pisam napisał:

                        > Marek - nie oszukujmy się, żaden autor z firmy wydawniczo-drukarskiej (czyli wy
                        > dającej ze współfinansowaniem) nie ma szans aby został zauważony, a już na 99,
                        > 99999999999999999% żadne poważne media - poza regionalnymi, po znajomości - nie
                        > zauważą takiego debiutu. Możesz wydać 10 książek w taki sposób i nikt poza zna
                        > jomymi oraz rodziną nie będzie o tym wiedziało. Nie oszukujmy debiutantów, że t
                        > akie wydanie pozwoli wypromować nazwisko, bo to jest zwykłe oszustwo które właś
                        > nie stosują takie firmy. To już lepiej wydać e booka w znanej i poważnej firmy
                        > typu RW 2010, które dba o redakcję i korektę, niż wydawać z takim np. NR który
                        > w ogóle nie dba o te sprawy.

                        Jasne, pełna zgoda, że szanse są bardzo małe. Apropos korekty i redakcji, tutaj zależy wyłącznie od dobrego, profesjonalnego korektora, a w wydawnictwach, o czym się przekonałem, są bardzo różni.
                        • bobarbara Re: Współfinansowanie 15.06.14, 12:15
                          A czy takie firmy żądające współfinansowania, nie powinny wywiązywać się z umów?
                          Na pewno jakieś umowy się zawiera. Prawdopodobnie jest tam punkt o pomocy w sprzedaży i reklamie książki.
                          Pozdrawiam.
                          • pisam Re: Współfinansowanie 15.06.14, 12:47
                            Papier wszystko przyjmie, ale później trzeba mieć "jaja" i to egzekwować. Tu masz dwa linki do przemyślenia:
                            www.dwutygodnik.com/artykul/5257-projekt-ksiazka-wydawczyni.html
                            www.polskieradio.pl/130/2789/Artykul/1152418,Pisarzu-wydawaj-sie-sam
                      • skajstop Tak, tak, Mozart i inne dinozaury :) 15.06.14, 13:14
                        Drodzy moi dyskutanci,
                        przywoływanie przykładów Mozarta i wielu innych twórców z epok minionych zwyczajnie mija się z sensem, bo realia były całkowicie inne, pomijając już aspekt, że zwykle nie mówimy o literaturze popularnej.
                        Brutalna prawda obowiązująca w XXI wieku jest taka: finansując swój utwór, można - jak zauważył Pisam - wydać dla przyjemności 300 egzemplarzy, może 1000? No i super, jeśli ktoś nie ma ciśnienia na sukces, to rozda te egzemplarze, część sprzeda, i będzie się cieszyć z faktu, że jego dzieło przybrało postać drukowaną.
                        Natomiast przypadki zyskania popularności w ten sposób są tak rzadkie jak jednorożce. Co wynika głównie z polityki tych firm drukarskich, dla niepoznaki zwykle nazywających siebie "wydawnictwami" :)
                        • bobarbara Re: Tak, tak, Mozart i inne dinozaury :) 15.06.14, 13:46
                          O nie, o nie , o nie!
                          Drzewiej, też musieli się utrzymywać, a im bardziej zabiegali o rozsławienie nazwiska, tym chętniej oko i ucho skłaniało się od zamożnych (czyt. arystokracji).
                          Szczególnie zależało na rozsławieniu swojego nazwiska, gdyż wówczas liczono na „tantiemy” królewskie, lub innych znacznych i zamożnych rodów, których poparcie, stwarzało wręcz nieograniczone poparcie i wejście z twórczością nawet na dwory królewskie Europy.
                          • pisam Re: Tak, tak, Mozart i inne dinozaury :) 15.06.14, 13:55
                            Sorry, bobarbara ale z tej dyskusji wynika jedno, że TY lepiej wiesz wszystko, więc dalsze ciągnięcie tego dyskursu mija się z jakimkolwiek sensem, bo TY i tak wiesz lepiej, chociaż jeszcze nic nie zrobiłeś/aś. Sorry, ale ja ze ścianą czy też trollem "drukarsko-wydawniczym" nie mam zamiaru dyskutować o dupie Maryny. Przepraszam i żegnam.
                            • bobarbara Uprzejmie proszę czytać ze zrozumieniem. 15.06.14, 22:01
                              Akurat o Mozarcie i Beethovenie wiem więcej niż przeciętniak, bo poznałam ich biografie i sporo literatury. Można powiedzieć, że należę do ICH fanklubu.
                              Jednak mój pogląd, nijak się nie ma do namawiania, czy do wszystkowiedzenia.
                              Jeśli to tak odbierasz – ubolewam. Może lepiej powiedz sobie w ten sposób: „ale ta kobita drąży temat”.
                              Pozdrawiam.
                              • berta_wilk_0 Re: Uprzejmie proszę czytać ze zrozumieniem. 17.06.14, 15:20
                                rzadko można tu się tak pośmiać, jak czytając twoje idiotyzmy. Bo na Marsie, to wiesz, nie ma w ogóle wydawnictw, są tylko takie firemki, które każą sobie płacić za przyjęcie książki, potem trzeba im płacić za ich wydrukowanie, no a na koniec trzeba wykupić nakład. NO I CO????? Ja wiem więcej o Marsjanach niż ty, więc...... itd, itp. Tak debilnych argumentów dawno nie widziałam, aż żal, że ktoś może się tak ośmieszać i pogrążać. WSZYSCY wiedzą, że współfinansowanie kończy się w momencie przelania kasy, ale nie - TY wiesz jednak swoje, chociaż rozeznanie w sprawie masz zerowe. No ale za to znasz biografię Beethovena...
                          • skajstop Re: Tak, tak, Mozart i inne dinozaury :) 15.06.14, 14:03
                            Przykro mi, ale nie kupuję takich bajek :) Ja dość dobrze wiem, jak z mecenatem było kiedyś, ale bardzo proszę, abyś w poważnej rozmowie używała argumentów ze współczesności. Z polskiej rzeczywistości XXI wieku.
                            I to po pierwsze. A po drugie, w pierwszym wpisie stwierdziłaś, że:

                            Finansowy udział, nie jest niczym złym, a wręcz należy się do tego przyzwyczajać i przekonywać, ponieważ są ludzie, którzy mając przed nosem Internet, nie potrafią /lub nie chcą/ wyszukać kooperantów oraz porozsyłać oferty- zapytania.


                            Otóż bardzo stanowczo protestuję - w poważnej rozmowie o rynku wydawniczym - przeciwko twierdzeniu, że finansowanie wydania własnej książki jest czymś normalnym. Otóż nie jest. Normalną sytuacją jest ta, w której autor dostaje tantiemy, a finansowaniem, sprzedażą etc. zajmuje się wydawnictwo.
                            Wyłączywszy oczywiście traktowanie takiej publikacji jako hobby, czyli opublikowania dla przyjemności, bez zastanawiania się, do ilu czytelników książka dotrze i czy zwrócą się koszty.

                            Dalej napisałaś:

                            Jeśli inni chcą to robić i zrobią to fachowo, to – czemu nie? Żyjemy w czasach, gdzie sami możemy o tym zdecydować. Najwyższy czas, żeby wziąć kamień w rękę, napisać na nim słowo – „Roszczenie” i odrzucić dalekooooo! Tak, zrobiła bardzo poczytna autorka, z tym że założyła własną DG i ma pełną kontrolę, z nikim nie musi się cackać. Trudne jest prowadzenie działalności gospodarczej i tworzenie dzieł. Jedno z tego ucierpi, dlatego uważam, że alternatywa współfinansowania jest dobra.


                            Pokaż mi, kto robi to fachowo, tj wypromował w ten sposób autorów. I to nie na poziomie kilku recenzji w blogach. Proszę o dziesięć nazwisk autorów i autorek, którzy tą drogą doczekali się bestsellerów, ich nazwiska pojawiają się w poważnych gazetach i programach poświęconych kulturze. Mają nominacje do nagród.

                            Przykro mi, konkludując, ale odbieram twój post założycielski jako ukrytą reklamę. Ale proszę bardzo, chcesz namawiać? Zrób to. Tylko nie karm marzeń naiwnych iluzjami, przytocz fakty. Liczby - sprzedane nakłady. Recenzje z poważnych pism - Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, tygodniki opinii - proszę.
                            • bobarbara strata czy zysk 15.06.14, 22:43
                              Chcesz ode mnie argumentów, ale ja nie namawiam, tylko opisałam własny pogląd. Po raz kolejny napiszę: nie jestem ani drukarnią, ani wydawnictwem, ani w żadnym stopniu powiązana z kimkolwiek w tej dziedzinie.
                              Temat podjęłam, ponieważ czytając różne posty, powstał niejako średnia przemyśleń.
                              Zastanawia mnie również fakt, że pojedynczo, aczkolwiek są to pojedyncze jednostki, pisarze wydają książki na własny rachunek i niekoniecznie przez współfinansowanie, tylko absolutne samodzielnie.
                              To, już mówi coś za siebie i wskazówka jest dosyć mocna.
                              Dla mnie oznacza również to, że prawdopodobnie, źle się dzieje nawet w tych dobrych wydawnictwach.
                              Coś jest nie tak również z osobą, skoro z napisaną książką, leci do jakiejś firmy i idzie na ugodę nie zawsze korzystną. Desperat? A może bliscy go oszukują, że taka dobra, tylko wydawnictwa się nie poznały i gna udowodnić, że odniesie sukces?
                              Teraz powiem o sobie:
                              Gdybym ja miała wydać książkę, nie poszłabym do żadnego wydawnictwa, ani do tego dobrego, ani współfinansującego. Dodałabym do swojej działalności dodatkowy kierunek - w PKD - wydawniczy.
                              Spróbowałabym własnych sił. Bo jeśli mam komuś w d…. pchać pieniądze i to nie wyjdzie, to wolałabym zrobić to, jedynie z własnym udziałem i z własną stratą. Jeśli straciłabym, to co najwyżej odechciałoby mi się przygód z pisaniem.
                              • nobullshit Re: strata czy zysk 15.06.14, 23:10
                                bobarbara napisał(a):
                                > Teraz powiem o sobie:
                                > Gdybym ja miała wydać książkę, nie poszłabym do żadnego wydawnictwa, ani do tego >dobrego, ani współfinansującego. Dodałabym do swojej działalności dodatkowy kierunek - >w PKD - wydawniczy.
                                > Spróbowałabym własnych sił. Bo jeśli mam komuś w d…. pchać pieniądze i to nie wyjdzie, >to wolałabym zrobić to, jedynie z własnym udziałem i z własną stratą. Jeśli straciłabym, to >co najwyżej odechciałoby mi się przygód z pisaniem.

                                Dokładnie tak, Barbaro!
                                Gdybym ja chciała wydać swoje haiku o kotach i podarować je innym wielbicielom kotów, znalazłabym redaktora, kogoś od składu oraz drukarnię i wydała książkę sama, nawet bez zakładania DG, bo bym jej nie sprzedawała.
                                A gdybym chciała zostać pisarką, rozsyłałabym moje haiku do prawdziwych wydawnictw. Żeby to one sfinansowały wydanie. A przede wszystkim, żeby ktoś, kto na mnie nie zarobi, jeśli moje kocie haiku nie będą naprawdę dobre, powiedział mi, do czego moja tfurczość się nadaje. Przy współfinansowaniu nigdy się tego nie dowiemy.

                                Twoje zdanie, żeby "nie pchać nikomu w d... pieniędzy" polecam jako motto wszystkim debiutantom i potencjalnym klientom firm mieniących się "wydawnictwami".

                                PS. Nie bójcie się, nie piszę haiku o kotach!
                                • skajstop Re: strata czy zysk 16.06.14, 10:36
                                  A na marginesie, założycielka wątku najpierw bardzo chwali wydawanie ze współfinansowaniem, czyli vanity press, by na końcu powiedzieć, że gdyby miała coś opublikować, to nie w ten sposób, lecz założyłaby wydawnictwo, aby nikt jej nie mógł oszukać, nikogo nie karmiła pieniędzmi. Jednym słowem, uznała, że dla jej tekstu to jednak nie jest dobra droga :)
                                  • bobarbara Re: strata czy zysk 16.06.14, 11:50
                                    Nie, nie chwalę, tylko stwierdzam.
                                    Jak poniżej wpisałeś, chodzi o stworzenie możliwości i ułatwienie drogi do zaistnienia publikacji. Moją intencją nie jest chwalenie. To jest po prostu stwierdzenie.
                                    ]Czyżbyś był w temacie? W takim razie „pisam”, nie mnie powinien podejrzewać.
                                    • skajstop Re: strata czy zysk 16.06.14, 12:09
                                      To zależy, co rozumiesz przez "bycie w temacie" :) mam pojęcie o VP i ogólnie selfpublishingu, bo mnie to interesuje jako zjawisko. Nie publikuję jednak w ten sposób :) Moje książki ukazują się w tradycyjnym, nudnym, pozbawionym perspektyw obiegu, można je spotkać w księgarniach :)
                      • eviva66 Re: Współfinansowanie 16.06.14, 07:18
                        Czysta prawda. Warto mieć na uwadze aksjomat "Zdolny tworzy, niezdolny krytykuje".
                        Dodam jeszcze od siebie coś w sprawie "Wymień nazwiska tych co się wypromowali wydając e współfinansowaniem". Literatura nie składa się z samych tuzów, przy których błyskają flesze, i którzy poza napisaniem czegokolwiek moga leżeć pępkiem do góry. Dlaczego z punktu skreślać tych, którzy są w tym zoologu szarymi myszami? To przecież nie zbrodnia, a jako recenzentka nowości literackich mogę uczciwie powiedzieć, że zdarzało mi się czytać wydane przez wielkie wydawnictwa i z wielką pompa śmieci, których nie warto brac do relki. I zdarzało mi się również dostać do recenzji coś z firm wydawniczych, co czytałąm jednym tchem i dziwiłam się, jak selekcjoner wielkiego wydawnictwa mógł przeoczyć taka perłę.
                        • skajstop Re: Współfinansowanie 16.06.14, 10:40
                          Nie, nie o to chodzi, Evivo. Ja nie usiłuję deprecjonować tak wydanych tekstów, sam znam pośród nich ciekawe, kilka mam na półkach.
                          Mowa jednak - przynajmniej ze strony założycielki wątku - była o równości szans (w odniesieniu do tradycyjnego wydania). Ja uważam, że w Polsce, w roku 2014, nie ma tej równości, z różnych względów tak wydane teksty przepadają, nie dając szans autorowi na rywalizację z tekstami wydanymi tradycyjnie. To smutne, ale tak po prostu jest. Vanity press w Polsce się nie sprawdziło na razie.
                          Osobna sprawa to fakt, z którym się zgadzam - nie każdy pisze po to, aby błyszczeć w światłach jupiterów. Ale ja w jednym ze swoich wcześniejszych wpisów napisałem, że wtedy ta ścieżka jest OK. Ona się nie sprawdza tylko wtedy, gdy mamy ambicje zaistnieć.

                          Natomiast argument w stylu "Bo u was biją Murzynów" jest jednak marny :)
                                  • pisam Re: Współfinansowanie 20.06.14, 18:25
                                    Nie wnikam w historie innych autorów, ale z tego co wiem, Oficynka nie wydaje/wała ze współfinansowaniem. Ja gdy nie mogłem się dogadać z wydawcami, ze względu na ich próby ingerencji w tekst, plus daleki (dwu letni) okres wydania, zawyżoną cenę książki, rozszerzyłem swoją działalność wydawniczą i wydałem swój cykl w swoim wydawnictwie.
                                    Zgadzam się jednak z jednym z komentarzy na poście pana Pollaka:"prawdziwy self-publishing polega na umieszczeniu tekstu w formie elektronicznej np. na Amazonie (bardzo popularna metoda np. w USA, autor nie ponosi wówczas żadnych kosztów) lub na udaniu się do drukarni.
                                    W Polsce prawdziwy self-publishing jest rzadko spotykany. W naszym kraju zwykle określa się tym mianem skorzystanie z usług firm wydawniczych. Bardziej odpowiednie byłoby zatem użycie określeń: publikacja książki finansowana przez wydawcę/przez autora.
                                    No i należy się zastanowić, czy nie należy dokonać dalszym podziałów typu:a) wydanie własnym sumptem – autor sprawdzony, druk offsetowy, nakład od 1000 egz., solidne opracowanie tekstu;
                                    b) self-publishing – e-book lub książka papierowa drukiem cyfrowym, nakład do 300 egz., autor sprawdzony bądź nie, jeśli to drugie, to redakcja niekoniecznie;
                                    c) wydawnictwo ze współfinansowaniem – wyłącznie osoby bez dorobku w prawdziwych wydawnictwach, niski nakład, fatalne opracowanie tekstu.
                                    Choć nie ze wszystkim się zgadzam.
                                    • skajstop Re: Współfinansowanie 20.06.14, 20:06
                                      Oficynka co najmniej szukała tekstów, aby je wydać ze współfinansowaniem. Nie płynie jednak z tego żaden wniosek względem wypowiedzi Pollaka, bo po pierwsze, on nie płacił za publikację swoich książek - nie wspominając o takim drobiazgu, że zanim przeszedł do Oficynki, wydał książkę w Prószyńskim - po drugie, krytykując współfinansowanie, ma sporo racji.
                              • panzaczeka Re: Współfinansowanie 30.07.14, 17:31
                                Pan Pollak generalnie lubi oceniać:
                                www.passwordincorrect.com/czytelniku-czy-masz-zespol-downa/
                                Z kolei krytykę swoich wypowiedzi kwituje przeważnie wnioskiem, że "krytykujący" nie umie czytać ze zrozumieniem.
                                A tak na marginesie, to nie można wykluczyć, że sam kryje się pod pseudonimem pisam, a może piefkej..

    • panzaczeka Re: Współfinansowanie 30.07.14, 21:52
      czyli Pisam wykluczony, pytania - jeśli tylko mnie najdą - niewątpliwie będę zadawać:) Skajstop, hipotetycznie, powracając do mojej luźnej hipotezy numer 2, jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której byłby to celowy zabieg, mniej lub bardziej ale twórcza kreacja ;) No nic, chwilowo wracam do "Ości" i życzę miłego wieczoru..
      • skajstop Re: Współfinansowanie 30.07.14, 23:26
        Nie, można go lubić albo nie, ale to zasadniczy gość, o takie tanie gierki go nie posądzam.
        Na tym forum kreują się zwykle ci, którzy próbują się dowartościować cudzym kosztem. Co często kończy się zresztą banem :)

        Pytać można. A "Ości" warte przeczytania, autor ma swój autonomiczny język, to już coś.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka